Zwolnić się z pracy?

07.08.15, 11:24
Taki oto problem: porzucić pracę, która mnie trawi, czy zacisnąć zęby i siedzieć na tyłku bo w innej firmie może być tylko gorzej? Może to nie do końca temat rodzinny, ale na rodzinie się odbija.
Od ok.7 lat pracuję w niewielkiej firmie. Od początku firma ma problemy finansowe - az dziw bierze, że jeszcze jakoś utrzymuje sie na powierzchni. Z racji stanowiska doskonale orientuje sie w sytuacji finansowej, znam finansowe zobowiazania firmy i jej zaległości. Nie płacimy na czas wynagrodzeń, sa osoby czekające na kasę po 2-3 miesiące, a inni w tym czasie dostają podwyżki (bo groża odejściem). Niestety jestem w firmę zaangazowana emocjonalnie, głównie dlatego, że mimo wszystko panuje tutaj dobra atmosfera, wszyscy się lubią, tworzymy całkiem zgrany team i ludziom zalezy na tym, żeby w końcu udało nam się przezwyciężyć kryzysy. Szef jest bardzo ludzkim człowiekiem, co jest jego zaletą, ale zarazem wadą - jest zbyt miękki, co nieraz powodowalo kolejne tarapaty projektowo-finansowe. Ludzie do niego lgną, potrafi nieźle zakręcić pracowników, zmotywować, nawet jak nie ma pieniędzy!
I teraz, od jakiegoś czasu mam róznego rodzaju problemy ze sobą, nie układa mi się życie osobiste, jestem ciągle smutna, przygnębiona, widze świat w czarnych barwach, stresy z firmy przenoszę na dom, partnera, mam jakieś lęki, problemy ze snem, przezywam sprawy firmowe, kompletnie nie mogę się odciąć od tego co sie dzieje w firmie, nic mnie nie cieszy, obarczam się odpowiedzialnością za wszystko, mam poczucie winy, nie umiem odpoczywać, ciągle jestem pod mailem, zaniedbuje sprawy domowe, palcem nie chce mi się ruszyć, jedyne co mnie cieszy to mój syn. Zaczęłam mieć tez problemy jakby zdrowotne, w stresowych sytuacjach dostaję nagle strasznego bólu pleców, który potrafi się utrzymywać kilka dni. Taki ból, ze czasem nie mogę zdjąć bluzki bez pomocy. Robiłam badania, nic mi nie jest. Dostaję tylko ketonal i tyle mi lekarz może pomóc. Potwornie się wściekam jak mi się coś nie uda, nawet w najbardziej błahych sytuacjach.
Najpierw szukalam probelmu w domu. A nagle mnie olśniło, ze wszytskie moje problemy wynikają z sytuacji w firmie. Impulsem była z pozoru błaha sprawa: w związku z nadchodząca kontrolą (nie określoną konkretnie co do daty) prezes chciał mi odebrac tygodniowy urlop, który miałam zarezerwowany 2 miesiące wczesniej. Ostatecznie wyjechałam i nie nastąpił żaden koniec świata pod moją nieobecność (kontrola do tej pory się nie odbyła), ale nagle w jedną sekundę zrozumialam, ze firma ciągnie mnie w dół. Nagle okazało się, ze od 7 lat nie miałam w tej firmie ani jednego dwutygodniowego urlopu, najdłuższe zwolnienie na jakim byłam było 2 lata temu (7 dni roboczych), ZAWSZE na zwolnieniach mam potworne poczucie winy (biore zwolnienia bardzo rzadko, 2-4 dni maks jak juz naprawde nie mam z kim dziecka zostawic, sama przychodze do pracy chora), zawsze pracuję wtedy z domu (inna sprawa, ze jak mnie nie ma, to mojej pracy nikt nie wykona). Nie raz biorąc 1, czy 2 dni urlopu byłam zasypywana telefonami, mailami, prośbami, które spełniałam - więc potem kasowałam ten niby urlop, skoro wiekszosc czasu i tak poswięcałam na firmę. Dzięki temu mam teraz ponad 40 dni urlopu do wykorzystania...których nie mam kiedy wziać. Jednoczesnie jeden z kierowników ściga mnie o wykorzystanie urlopu, bo mam najwięcej z całej firmy. Zamknięte koło.
Mam poczucie potwornego wypalenia, co raz częściej nie chce mi się pracować, wykonywać zadań. Robię tylko to co jest moją najważniejszą funkcją, z trudem przychodzi mi dostosowanie się do jakiś nowych pomysłów, które niby mają naprawiać sytuacje w firmie (kwestie administracyjne). Nie mam nadziei, uważam, ze i tak cokolwiek robimy, to nie ma sensu bo to nic nie zmieni. Wkurzam się na sposób zarządzania firmą, który jest chaotyczny, na sposób wynagradzania ludzi za ich pracę, za opóźnienia w płatnościach, za to ze ciagle odbieram telefony i listy z wezwaniami do zapłaty.
W domu, odkąd określiłam swój problem dostaję bardzo dużo wsparcia. Mąz zgodził się ze mną, ze to praca tak okropnie wpłynęła na nasz związek. Od momentu kiedy przeprowadziliśmy kilka długich rozmów zrozumiałam że praca ciagnie mnie w przepaść. Jenocześnie panicznie boję się powrotu na rynek pracy. Od ponad 7 lat nie chodziłam na rozmowy kwalifikacyjne, mam ponad 30 lat, boję się, ze nie znajde pracy i będę kula u nogi dla męża. Co prawda, nawet jeśli nie będę miała pracy przez jakiś czas, to nie utoniemy.
Pamiętam doskonale, ze przed znalezieniem obecnej pracy siedziałam w domu przez pół roku chodząc na niezliczone romowy, z których nic nie wynikało, pamiętam że byłam wtedy u kresu sił, korzystałam z pomocy psychologa. Ten strach o przyszłośc znowu się pojawił, chyba silniej niż kiedykolwiek.
Rozmawiam z rodziną i znajomymi, radze się, co robić. Rodzice są na nie, mówią: czasy ciężkie, nie można się zwalniać, siedz cicho i pracuj. Znajomi mówią, ze jestem durna, już dawno temu powinnam była zwolnić. Są i tacy, którzy mimo wszystko zaciskają zęby i robia w swoich korporacjach, bo mają kredyty itd., nie potrafią porzucić nawet najbardziej destrukcyjnej pracy. Rozmawiam z wieloma osobami i powiem wam szczerze, ze w moim srodowisku, ludzi 30-40 letnich w Warszawie nie mam nikogo, kto powiedziałby ze lubi swoją pracę, praca jest jego pasją i że jest zadowolony. Spotykam wiecznie sfrustrowanych, smutnych ludzi, którzy mówią, ze nienawidzą tego co robią. A może to moja sytuacja sprawia,ze wyłapuję tylko takie opinie? Kilka osób sugeruje depresję, ale ja chyba jeszcze się łudzę, może to tylko chwilowy dołek (który na dobre trwa od ok. roku). Trzyma mnie jeszcze ciekawość: co bedzie dalej z firmą. Jestesmy tu mamieni wizjami wielkich projektów, dotacji unijnych. Zdaje się, ze przełamanie tego kryzysu jest tuż, tuż...Boję się, że zarzucą mi, że odchodzę na ostatniej prostej, że tylko jeszcze pare miesiecy, i juz bedzie super...Że zawiodę ludzi, z którymi pracuje od tylu lat.
Jakie Wasze zdanie?
    • ortolann Re: Zwolnić się z pracy? 07.08.15, 11:54
      Na początek, zrób sobie odwyk: wyłączaj telefon po pracy, nie zabieraj ze sobą laptopa. Albo przynajmniej nie odbieraj każdego telefonu po pracy, nie zawsze odpalaj skrzynkę służbową. Bierz częstsze urlopy, np. piątki i poniedziałki. Firma bez Ciebie się nie zawali. Prezes wcale nie jest miłym misiem, tylko cwanym spryciarzem: potrafi tak "zmiękczyć" sobie podwładnych, że nie robią dymu o zaległe pensje. To jest kuriozum!!!! On Was po prostu omotał, Ciebie również, czego najlepszym dowodem jest poczucie winy. Prawda jest taka, że w biznesie nie ma wdzięczności i Twoje zaangażowanie może zostać wycenione bardzo nisko.
      Praca jest ważna, ale nie najważniejsza i należy dążyć do równowagi. Jeśli przez to zaczyna szwankować Twoje zdrowie i cierpi rodzina, to znaczy, że równowaga jest zaburzona. Jeśli się tak dalej będzie psuć, to może posypać się i zdrowie i rodzina, a na koniec i praca. A tak, to nawet jeśli zwolnisz się z pracy, lub zwolnią Ciebie, to masz oparcie w rodzinie i zdrowie nienadwątlone. Jesteś młoda, masz doświadczenie, zacznij się rozglądać za pracą. Na początek, możesz się umawiać na rozmowy tam, gdzie wcale nie celujesz. Próbuj, oswajaj się z rekrutacją, wchodź w ten rytm. Zobaczysz, ile to Ci da pewności siebie, a i w pracy będzie Ci łatwiej odmawiać.
      Zwolnić możesz się w każdej chwili, ale rozsądek podpowiada, że najlepiej puścić jedną gałąź wtedy, kiedy trzymasz się już drugiej. No, chyba, że czujesz, że absolutnie jesteś pod presją, wtedy stawiaj sprawy na ostrzu noża i negocjuj odejście z pracy. Jest bardzo prawdopodobne, że nie puszczą Cię tak łatwo.
    • differentview Re: Zwolnić się z pracy? 07.08.15, 11:57
      eskorta30 napisała:

      > Niestety jestem w firmę zaangazowana emocjonalnie, głównie dlatego, że mi
      > mo wszystko panuje tutaj dobra atmosfera, wszyscy się lubią, tworzymy całkiem z
      > grany team i ludziom zalezy na tym, żeby w końcu udało nam się przezwyciężyć kr
      > yzysy. Szef jest bardzo ludzkim człowiekiem

      to raczej nie sa przeslanki zeby prace zmieniac

      > I teraz, od jakiegoś czasu mam róznego rodzaju problemy ze sobą, nie układa mi
      > się życie osobiste, jestem ciągle smutna, przygnębiona, widze świat w czarnych
      > barwach, stresy z firmy przenoszę na dom, partnera, mam jakieś lęki, problemy z
      > e snem, przezywam sprawy firmowe, kompletnie nie mogę się odciąć od tego co sie
      > dzieje w firmie
      , nic mnie nie cieszy, obarczam się odpowiedzialnością za wszys
      > tko, mam poczucie winy, nie umiem odpoczywać, ciągle jestem pod mailem, zaniedb
      > uje sprawy domowe, palcem nie chce mi się ruszyć, jedyne co mnie cieszy to mój
      > syn. Zaczęłam mieć tez problemy jakby zdrowotne, w stresowych sytuacjach dostaj
      > ę nagle strasznego bólu pleców, który potrafi się utrzymywać kilka dni. Taki bó
      > l, ze czasem nie mogę zdjąć bluzki bez pomocy. Robiłam badania, nic mi nie jest
      > . Dostaję tylko ketonal i tyle mi lekarz może pomóc. Potwornie się wściekam jak
      > mi się coś nie uda, nawet w najbardziej błahych sytuacjach.
      > Najpierw szukalam probelmu w domu. A nagle mnie olśniło, ze wszytskie moje prob
      > lemy wynikają z sytuacji w firmie.

      nie do konca Twoje problemy wynikaja z sytuacji w firmie tylko z tego, ze nie wiesz co to work-life balance;) zamiast sie zwalniac poczytaj troche na ten temat, naucz sie rozdzialac prace i zycie prywatne, naucz sie odpoczywac bez poczucia winy, nie zgadzaj sie na bycie non stop pod telefonem czy mailem

      > Jednoczesnie jeden z kierowników ściga mnie o w
      > ykorzystanie urlopu, bo mam najwięcej z całej firmy. Zamknięte koło.

      czyli jednak inne osoby w tej samej firmie funkcjonuja inaczej niz Ty?

      > Rozmawiam z wieloma osobami i powiem wam szczerze, ze w moim srodowisku, ludzi 30- > 40 letnich w Warszawie nie mam nikogo, kto powiedziałby ze lubi swoją pracę, praca jest > jego pasją i że jest zadowolony. Spotykam wiecznie sfrustrowanych, smutnych ludzi, którzy
      > mówią, ze nienawidzą tego co robią.

      jesli chodzi o korporacje to ja tez nie znam nikogo szczesliwego i spelnionego, finansowo tak ale zeby ktos kochal prace w korpo to jeszcze nie spotkalam
      • anula36 Re: Zwolnić się z pracy? 07.08.15, 12:08
        ja mysle ze przywala Cie ilosc pracy i to poczucie niezastapienia.
        Znam to - mojej roboty tez nikt nie zrobi, jak jade na urlop wiem ze po powrocie stosy niezalatwionych spraw i papierow mnie przygniota:) Ale ja sie nauczylam od tego odcinac popoludniami i na urlopie jestem off line i bez komorki firmowej.A nauczylam sie wtedy kiedy przez miesiac bylam powaznie chora w tym 2 tyg mialam slaby kontakt z rzeczywistoscia. I cos sie zawalilo?Nic.
        Moze warto sobie kogos wziasc do pomocy kto bedzie ogarnial podstawowe sprawy, pogadac z szefem, sa przeciez rozne staze, dofinansowania z UP dla nowych pracownikow
        • eskorta30 Re: Zwolnić się z pracy? 07.08.15, 12:20
          Co do tego co napisała ortolann - tak, masz rację, szef jest niesamowitym manipulatorem. I to takim wrednym, który działa nie przez jakies intrygi, tylko własnie na współczucie. tak ci naopowiada co to sie dzieje w fimie i jakie on ma plany, ze masz poczucie winy,ze w ogole masz o cos pretensje. Ja to nawet nazywam żartem Sekta "Jana Kowalskiego" - bo ma w firmie swoich wyznawców. O dziwo sama sie nie zorientowalam kiedy stałam sie częścią tej sekty. Kiedy ludzie często skarzyli mi się, na brak kasy, ze nie mają na czynsze, raty itd potrafiłam łagodzić sprawy, tłumaczyc prezesa, ba! nawet sie zastanawiałam jak można tak zyć, ze im nie starcza? Chore. Na szczeście już mi przeszło.
          Tak, nie wiem co to work-life balance :)
          Urlopy? Mając poczucie winy, ze byłam 3 dni na zwolnieniu nie odważam się wziac urlopu potem...Nie moge brać urlopu na przełomie miesiąca, bo wtedy wyliczam wynagrodzenia, potem tez trudno, bo zamknięcie miesiaca i tak w kółko.
          Szukam po mału pracy. Mam tutaj trzymiesieczne wypowiedzenie, więc nie tak łatwo będzie coś od razu znaleźć. Mam poczucie, że musze złozyć to wypowiedzenie (od dawna gotowe), żeby dopiero na serio zacząć szukać.
          • nevada_r Re: Zwolnić się z pracy? 07.08.15, 13:18
            Koniecznie szukaj nowej pracy i zmień tę jak najszybciej. Nie ma sensu się tak męczyć i marnować życia na bezsensowną pracę.
          • vimi77 Re: Zwolnić się z pracy? 08.08.15, 08:00
            eskorta30 napisała:

            > Mam tutaj trzymiesieczne wypowiedzenie, więc nie tak łatw
            > o będzie coś od razu znaleźć. Mam poczucie, że musze złozyć to wypowiedzenie (o
            > d dawna gotowe), żeby dopiero na serio zacząć szukać.

            Jeśli pracodawca nie wypłaca ci wynagrodzenia w terminie, masz prawo wypowiedzieć umowę bez zachowania okresu wypowiedzenia i dodatkowo za ten okres wypowiedzenia należy ci się odszkodowanie. Chodź na rozmowy, szukaj pracy a jak coś znajdziesz, to możesz złożyć takie wypowiedzenie z art. 55 KP jeśli dobrze pamiętam i nie będziesz musiała pracować 3 miesiące u nich jeszcze.
      • ola_dom Re: Zwolnić się z pracy? 07.08.15, 13:52
        differentview napisała:

        > nie do konca Twoje problemy wynikaja z sytuacji w firmie tylko z tego, ze nie wiesz co to
        > work-life balance;) zamiast sie zwalniac poczytaj troche na ten temat, naucz sie rozdzialac prace
        > i zycie prywatne, naucz sie odpoczywac bez poczucia winy, nie zgadzaj sie na bycie non stop
        > pod telefonem czy mailem

        Zgadzam się z different.
        Pytanie - czy to Twoja pierwsza praca, czy we wcześniejszych też miałaś skłonności do nadmiernego przejmowania się sprawami firmy? Bo jeśli tak, to zmiana pracy niekoniecznie pomoże.
        Jeśli Twój problem to "tylko" nadmierne zaangażowanie się w sprawy firmowe - to najlepiej byłoby nauczyć się przejmować mniej. Tak, wiem - "łatwo się mówi". Ale mówi Ci to osoba, która kiedyś na tygodniowym urlopie odbierała każdy telefon, od każdego, a już obowiązkowo ten z codzienną relacją na temat sytuacji w firmie - nie, nie byłam prezesem ;D, oczywiście także z drżeniem i poczuciem winy oddzwaniałam na nieodebrane połączenie, bo ktoś akurat zadzwonił, jak poszłam do morza się kąpać. Więc bardzo dobrze wiem, że tego MOŻNA się nauczyć. I warto.
        • eskorta30 Re: Zwolnić się z pracy? 07.08.15, 14:15
          Ola to nie jest moja pierwsza praca, pracuję w sumie od 12 lat, ale ta jest najdłuższa stażem. Poza tym, ze wszystkich, w których pracowałam, a były to i instytucja panstwowa i korporacje i prywatne firmy - tu jest najlepsza atmosfera, najluźniejszy klimat, brak rywalizacji miedzy ludzmi - za to przewlekłe problemy finansowe.
          Z poprzedniej pracy odeszłam sama, z całkiem innych powodów: pracodawca zmuszał do nadgodzin, a potem płacił za nie według swojego widzi-mi-sie, albo wcale. Nie mogłam tego znieść, czułam sie strasznie wykorzystywana. Ale wtedy mialam tez inną sytuacje domową, brak dziecka, zobowiązań. Wydawało mi się, ze szybko znajde nowa prace, bo wczesniej nie mialam z tym problemów - tymczasem mocno sie przejechałam (wtedy zaczął sie ten kryzys finansowy 2008 roku). Teraz też się boję. Np tego, że zostanę na zbyt długo kobietą domową :) Albo, że w depresji zamknę się w domu i w koncu bede się panicznie bała isc do nowej pracy.
          • ola_dom Re: Zwolnić się z pracy? 07.08.15, 14:26
            eskorta30 napisała:

            > Teraz też się boję. Np tego, że zostanę na zbyt długo kobietą domową :) Albo, że w depresji
            > zamknę się w domu i w koncu bede się panicznie bała isc do nowej pracy.

            Doskonale Cię rozumiem, mam podobnie i szukanie nowej pracy jest dla mnie okupione przerażającym stresem. No i tak samo boję się obu opisanych sytuacji.
            Więc skoro ogólnie atmosfera jest O.K., a problem finansowy jest problemem firmy i szefa, a nie TWOIM, to skup się na tym. Że wykonujesz polecenia i nie jesteś odpowiedzialna za to, co szef głupio zdecydował. Oczywiście trudno to lekceważyć, ale można się denerwować, a nie przejmować. Wkurzać, a nie zamartwiać. Przynajmniej na początek zmian w podejściu do pracy ;)
    • anka_z_lasu Re: Zwolnić się z pracy? 07.08.15, 20:29
      "Nie płacimy na czas wynagrodzeń
      stresy z firmy przenoszę na dom,
      nic mnie nie cieszy
      problemy jakby zdrowotne
      wszytskie moje problemy wynikają z sytuacji w firmie
      prezes chciał mi odebrac tygodniowy urlop, który miałam zarezerwowany 2 miesiące wczesniej.
      firma ciągnie mnie w dół
      od 7 lat nie miałam w tej firmie ani jednego dwutygodniowego urlopu
      biorąc 1, czy 2 dni urlopu byłam zasypywana telefonami, mailami, prośbami
      Mam poczucie potwornego wypalenia
      Nie mam nadziei, uważam, ze i tak cokolwiek robimy, to nie ma sensu"

      Ilu powodów JESZCZE potrzebujesz żeby zmienić pracę?

      'Jenocześnie panicznie boję się powrotu na rynek pracy. Od ponad 7 lat nie chodziłam na rozmowy kwalifikacyjne, mam ponad 30 lat, boję się, ze nie znajde pracy'

      A próbowałaś w ogóle? Jeśli nie to skąd wiesz co będzie? Nikt Ci nie każe od razu rzucać starej pracy. Próbujesz, wysyłasz CV, szukasz nowej, chodzisz na rozmowy, zastanawiasz się czego chcesz, znajdujesz pracę. Może to trwać tydzień, miesiąc, rok, dłużej, trudno. Nikt w starej firmie nie musi wiedzieć, piszesz że mowa o Warszawie. Jak dostaniesz od kogoś ofertę to upewniasz sie, że chcesz tej zmiany i jeśli tak - to rzucasz starą pracę, koniec.

      'Rodzice są na nie, mówią: czasy ciężkie, nie można się zwalniać, siedz cicho i pracuj.'
      tak mówią, bo za PRLu miało się często jedną pracę do emerytury, dzisiaj pracę się zmienia jak nie pasuje.

      'Boję się, że zarzucą mi, że odchodzę na ostatniej prostej, że tylko jeszcze pare miesiecy, i juz bedzie super...Że zawiodę ludzi, z którymi pracuje od tylu lat.'
      To im wtedy powiedz że czekałaś tyle czasu na zmianę, poświęcałaś się i nic nie dostałaś. I że to Ty jesteś zawiedziona firmą, więc jesteś ZMUSZONA ODEJŚĆ. Zlituj się, praca to tylko praca, nie jesteś nikomu nic winna i nie daj sobie tego wmówić.

      I tak jak Ci wyżej piszą - work life balance mocno Ci szwankuje, popracuj nad tym, bo inaczej zmiana pracy nic nie da.
      Trzymam kciuki.
    • natka-79 Re: Zwolnić się z pracy? 07.08.15, 21:26
      Tak jakbym czytała o sobie sprzed kilku lat. Też miałam taką pracę i taką sytuację. Byłam młoda, to było pierwsze moje samodzielne stanowisko i też nie miał mnie kto zastąpić. Pracowałam 6 dni w tygodniu, a w niedzielę już myślałam o poniedziałku. Nie było nawet wolnego w długie weekendy, tylko w Wielkanoc i BN. Przejmowałam się humorami szefa i ze strachu bolał mnie brzuch, gdy wchodził do mojego biura. Pracowałam nawet w czasie ciąży, chociaż lekarz dał mi L4. Wzięłam wychowawczy, zaczęłam pracować w domu przez internet i odetchnęłam z ulgą. Po 2 latach spytałam, czy mogę wrócić do dawnego zakładu. Zaproponowali mi pracę fizyczną w dziale produkcji. Odwróciłam się i wyszłam.Teraz mam inną pracę, jestem już mądrzejsza, dojrzałam chyba, ale też mam mądrzejszych ludzi wokół, dobrych przełożonych. Też są problemy w firmie, ale przetłumaczyłam sobie, że to tylko praca, ja jestem ważniejsza, moja rodzina, mój czas wolny, moja rozrywka. Wychodzę o 16 i przestaję myśleć o pracy. Też jest problem z urlopem czy ze zwolnieniem chorobowym, ale mam wolne soboty, długie weekendy, można zorganizować chociaż krótki odpoczynek. W małych zakładach tak już jest, że pracownik biurowy jest zarazem księgową, sekretarką, kadrową, specjalistą od przetargów, handlowcem itd itd. Jak mam gorszy dzień i narzekam, to potem uświadamiam sobie, że inni mają gorzej, jest mnóstwo ludzi po studiach, którzy pracują fizycznie, bo nie znaleźli pracy w zawodzie.
      A ty eskorto szukaj nowej pracy, bo rzeczywiście twój szef zachowuje się jak guru w sekcie, a na wypowiedzeniu wreszcie wykorzystasz zaległy urlop i naucz się odpoczywać, naucz się rozdzielać życie zawodowe od prywatnego, bo w innej pracy też cię będą wykorzystywać.
    • kaszub-ska Re: Zwolnić się z pracy? 08.08.15, 00:07
      Mam podobną sytuację, chociaż nie aż tak ciężką. Dyrektor na forum ogólnym dziękuje i chwali nas za oddanie i zaangażowaną pracę, ale w kontakcie bezpośrednim zawsze jest niezadowolony, a to co robimy wg niego nie zajmuje wcale dużo czasu, co to jest, chwila przy komputerze i zrobione. Przerzuca na nas odpowiedzialność za przyszłość firmy, choć my nie mamy żadnych uprawnień decyzyjnych, nie zarządzamy. Dokłada obowiązków do granic wytrzymałości. Na uwagi, że nie wyrabiamy się i potrzebny jest dodatkowy pracownik, ma jedną odpowiedź: nie widzę żebyście zostawali po godzinach (a każdy ma rodzinę, dzieci do odebrania), ja widzę że macie czas na przerwę. Wykonywanie obowiązków pracowników na innych stanowiskach, kiedy są na długim urlopie albo zwolnieniu chorobowym jest na porządku dziennym, bez dodatkowego wynagrodzenia i jakiejkolwiek wzmianki w zakresie obowiązków i aktach. Urlop tylko wtedy, gdy nie koliduje z terminami i kontrolami, czyli najlepiej nigdy. Sami dogadujemy się między sobą, kto robi działkę kogo na urlopie. Dyrektora nie obchodzi, że osoby zajmującej się jakąś działką/klientem nie ma, przychodzi i chce zestawienie/wydruk/plan itp. I niestety nie ma wtedy innego wyjścia niż wydzwanianie do domu (tel. służbowych nie mamy). W praktyce każdy w dziale musi być na bieżąco w obowiązkach wszystkich. Urlop wypisany pół roku temu, ale jak przychodzi kontrola, musimy być w pracy. Nie mamy żadnych szkoleń, chociaż wszyscy pracujemy w kilku programach i dla bardzo specyficznych klientów, musimy ogarnąć się sami. Zarobki są bardzo niesatysfakcjonujące w stosunku do ogromu obowiązków i wymagań. Warunki są słabe, ciasnota w pokoju, brak miejsca na dokumenty, braki w materiałach, psujące się urządzenia, zawieszający się serwer, nie ma gdzie przyjmować klientów. Jedyna zaleta to godziny pracy 8-16, umowa na czas nieokreślony i fajni ludzie w dziale, wspieramy się i pomagamy sobie, ale każdy ledwo ciągnie, chociaż lubi swoją prace, tylko jest tego za dużo. Dyrektor mami podwyżkami, które mają być jak tylko sytuacja będzie lepsza, premiami za ciężką pracę (ale jak są ewidentne zyski, dodatkowe pieniądze trzeba iść sobie osobiście wykłócić), wychwala oddanie firmie.
      Pracuje w tej firmie od 13 lat, przyszłam zaraz po studiach, zostałam bardzo dobrze przyjęta, wszystkiego się tu nauczyłam, więc oczywiście emocjonalnie jestem związana. Ale mnie przyjmował inny dyrektor, pracowałam w innym oddziale firmy w innym miejscu przez 10 lat, w zupełnie innym dziale, z innymi ludźmi, zajmowałam się czymś innym. Przeszłam na obecne stanowisko do innego oddziału na osobistą prośbę nowego dyrektora oddziału, miałam wykształcenie w tym kierunku, a im zależało na osobie znającej specyfikę firmy. W poprzedniej dziedzinie nauczyłam się wszystkiego, zajmowałam się wszystkim, co przewidują polskie przepisy. Chciałam zdobyć doświadczenie w innym kierunku. Dla firmy miała być to korzyść. Dyrektor naopowiadał bajek jak to będziemy świetnie współpracować w super warunkach, ale szybko okazało się, że rzeczywistość pracy z nim wygląda zupełnie inaczej. Wszyscy narzekają, ale każdy cieszy się z pracy od 8 do 16, umowy na stałe i wolnych weekendów. Żyjemy w sumie od weekendu do weekendu, od urlopu do urlopu. W piątek oddychamy z ulgą, że to ostatni dzień harówy, w poniedziałki nie chce nam się zwlec z łóżek.
      Na szczęście jeszcze objawów chorobowych nie mam, ale dopiero 3 lata pracuję w takich warunkach. Po tygodniu odczuwam zmęczenie ogromne. W weekend o pracy nie myślę wcale, po prostu odcinam się, nawet jak wiem, że w poniedziałek o 8 zawita kontrola. Wiem, że cokolwiek zrobię, będę miała sajgon przez 8 godzin. W piątek po 16 przestawiam się na kierunek rodzina.
      Najgorsze jest niedocenianie pracy, wymaganie rzeczy niemożliwych do przeprowadzenia, wycofywanie się z poprzednich ustaleń, co powoduje niweczenie półrocznej pracy i konieczność robienia wszystkiego na gwałt od nowa, bo jednak poprzednia decyzja była nietrafna. I buta i wręcz czasami pogarda, kiedy dyrektor mówi prosto w twarz, że go nie obchodzi, że obiecał premię za pracę za innego pracownika na zwolnieniu, nie da i temat skończony. Zdarzyło mi się płakać w domu z bezsilności.
      Od kilku miesięcy szukam nowej pracy, nie mam nadziei, że w oddziale coś się zmieni, dopóki obecny dyrektor dzierży ster. Nie chodziłam na rozmowy od 13 lat. Napisałam CV, czytam ogłoszenia, sprawdzam firmy, dzwonię, umawiam się i idę (głównie na to przeznaczam urlop). Przygotowuję się do każdej rozmowy. Stres jest, ale mam konkretne umiejętności, duże doświadczenie w dwóch zawodach (interesuje mnie tylko obecny) i na tym się skupiam. Nie jest łatwo, bo mam wymagania: praca maksymalnie do 16, wolne weekendy, umowa o pracę, wynagrodzenie wyższe niż obecne i mniejszy zakres obowiązków, dobre warunki socjalne.
      Rzucić pracy nie rzucę, bo bierzemy kredyt. Jak kredyt dostaniemy, to też nie rzucę, bo będzie trzeba go z czegoś spłacić. Ale sentymentów nie mam już żadnych. Praca to wymiana usług. Ja daję swoje umiejętności, perfekcyjne wykonanie, a oczekuję szacunku i dobrego wynagrodzenia.
    • angiz Re: Zwolnić się z pracy? 10.08.15, 15:24
      Rozwiązanie jest bardzo proste. Masz niewykorzystany urlop, bierzesz ten urlop i wyłączasz na ten czas telefon kontaktow pracowych. Współpracownikom mówisz, sorry, nie będzie mnie dla firmy.
      W takim stanie jak jesteś - nie łódź się - wcale nie jesteś dobrym pracownikiem. Jesteś osobą uzależnioną i pracoholiczką, działającą w destrukcyjnym amoku.
      Weź miesiąc urlopu, lub dwa i w tym czasie porozsylaj cv . A jeśli stanowisko masz związane z odpowiedzialnością (np jako jedyna skladasz w firmie wyliczasz podatki i zusy) to bierz 2 tyg urlopu, wracaj na tydzień zrobić tylko to co nikt nie zrobi i znowu wracaj na urlop. A jeśli to tylko stanowisko administracyjne, to spokojnie przekaż listę zadań kierownikowi niech zleci innym twoje obowiązki.

      ps. twoj szef to niezły manipulant, wykorzystuje ludzi, nie płaci im, nawija makaron na uszy żeby tyrali za półdarmo i ciebie też nieźle zmanipulował że gotowa jesteś wszystko poświęcić dla niego.


      • angiz Re: Zwolnić się z pracy? 10.08.15, 15:24
        nie łudź !
        • angiz Re: Zwolnić się z pracy? 10.08.15, 15:52
          I zacznij od tego urlopu i rozejrzeniem się na rynku pracy. Nie zaczynaj od ostentacyjnego rzucania pracy i.... popadania w depresję bo nie wiesz czy dobrze zrobilaś a nowej pracy od ręki nie znalazlaś a właściwie to czemu się zwolniłaś, po co to było i ble bla bla.... i depresja gwarantowana.
          Ale nie zostawaj w obecnej pracy.
          Nie warto.
          Szukaj nowej, nie licz na cud, bo cuda to tylko w bajkach, jak szef potrafi ludziom nie płacić to przy nim się nie wzbogacisz, oj nie, a jak się nie ogarniesz emocjonalnie i nie "od-uzależnisz" od pracy i szefa , nie zaczniesz pamiętać po co się właściwie chodzi do pracy - to będzie kiepsko później też w innych pracach.
Pełna wersja