boski_adonis
08.08.15, 18:46
Celowo uzywam staroswieckiego okreslenia "panny na wydaniu" aby opisac pewne zjawisko, ktore obserwuję .
Otóż u kilku moich bliskich i całkiem dalekich znajomych pojawił się "nowy problem" czyli córki singielki.
Ten "problem" dotyczy dosc ( ale bez przesady) atrakcyjnych, wykształconych , młodych kobiet w wieku miedzy 27- 35 lat.. Napisałem "problem" , bo czesto takiego słowa uzywaja rodzice ( "wiesz, mamy taki problem"), ktorzy czują się w blizej nieskonkretyzowany sposób zobowiązani do działania na rzecz wsparcia córki w znalezieniu partnera , zle sie czują , bo ich córki sa samotne.Rozumiem rodzicielska troske o szczęsliwe zycie dzieci, sam swoim szczesliwego zycia tez zyczę.
Nie jest moja intencja uogólnianie zjawiska czy przeswiadczenie,ze mam rację( bo opieram sie na obserwacji 6 takich rodzin) , ale mam wrazenie,ze rodzice walnie przyczynili sie do społecznej izolacji swoich dzieci .
Wszyscy opisywani to dobrzy, troskliwi rodzice, ktorzy zawsze kładli nacisk na dobre oceny, posłuszenstwo , zaangazowanie w rozwój, zajęcia pozalekcyjne.
To rodzicie, ktorzy nawet dwudziestoparolatki wraz z młodszym rodzeństwem wysyłaja na wakacje z babcią. Nigdy corek studentek nie pozostawiali bez opieki- babcia zawsze sprawdzała czy "nic złego się nie dzieje" i codziennie musieli miec kontakt telefoniczny.
To rodzice , ktorzy w srodku nocy jada pod akademik,zeby zabrac córke do domu. Rodzice sa nowoczesni - chcą doradzać, dzielic sie doswiadczeniem w kazdy zakresie .
Mamy 25 latek chcą wybierac najlepszą dla córek antykoncepcję, bo przeciez one moga rozpocząc wspołzycie, wiec niech będa zabezpieczone, choc nie ma z kim tego seksyu uprawiac.
W dobrej wierze doradzaja im we wszystkim, niby jest wolnośc wyboru, ale córki wybieraja to, co wybrały ich mamy. Córki sie nie buntują, razem z rodzicami chadzaja do kina, jezdza na wakacje, ubieraja się gustownie , ładnie i statecznie za aprobata matek, ktore pomagaja dobierac stroje. Są rozsądne, miłe , rodzinne a przy tym nic nie mozna o nich powiedziec. Nigdy przeciwko niczemu sie nie buntowały, sa od zawsze dorosłe a młodziezowe szaleństwa nie były ich udziałem . Nie maja zadnych przyjaciół z ktorymi mogłyby to robić .Trzydziestoletnie kobiety nie maja i nie miały zadnej bliskiej przyjaciółki nawet ze szkolnej ławy. W pracy nie zaprzyjazniają się z nikim blisko, bo tam tez chca byc najlepsze a rodzice podkreslaja wagę kariery i zamoznosci ( sam zamozni sa, fakt)
Dawniej rodzice się cieszyli,ze rodzina taka zzyta, dzieci się uczą i nie sprawiaja zadnych kłopotów wychowawczych .Teraz się martwią . Refleksja,ze moze córki trzeba "uwolnic" nie pojawia się.Prawie wszystkie z ww matek pełnia rolę przyjaciółek córek wypełniajacych im czas wolny.
Rodzice , ktorych dzieci emigrowały, mieszkają bez slubu , sa po rozwodzie lub samotnie wychowuja dzieci dla tych moich znajomych to patologia. Wierza głeboko,ze ich córkom to zdazyc sie nie moze-wszak sa madre i dobrze wychowane i dokonaja madrego wyboru. Tyle tylko,ze wybierac nie mogą, bo wyboru nie ma i to rodzice tez chclieliby zmienić.
Nie udzielam porad moim znajomym,bo sam miałem zapędy do nadopiekuńczego rodzicielstwa ale moje uparte potomstwo poradziło sobie z tematem ;) . Czasem jestem pytany: co robić ? Jak "pomóc dziecku" ?
Czy takim dorosłym dzieciom mozna pomóc? Jak ? Macie jakies przemyslenia? Czy rodzice powinni odcinac tę pepowinę, wiedząc,ze skazuja dziecko na zupełna samotność? A moze to będzie szansa na budowanie innego zycia?