emigracja - wahania i obawy

14.08.15, 23:08
Stoję przed bardzo trudną decyzją, decyzją o emigracji. Niby jest ona podjęta, termin wyjazdu coraz bliżej, a ja ciągle tak naprawdę się waham… Na rozum, tak, pewnie powinnam wyjechać. Ale mam poczucie, że bardziej nie chcę niż chcę.

Po kolei. Jestem tuż po trzydziestce, mam partnera, dwie córki (prawie czterolatkę i prawie półtoraroczniaka). Partner ma kredyt we franku, zaciągnięty jeszcze zanim zaczął się nasz związek, spłaca go od bodajże siedmiu lat i dokonuje naprawdę cudów, żeby robić to regularnie (teraz sytuacja jest dużo stabilniejsza, ale pamiętam czas, gdy rata była wyższa niż jego pensja i ratowały go wykopywane spod ziemi chałtury). Dom, na który jest kredyt, jest wynajmowany i ten wynajem też w dużej mierze ratuje sytuację, aczkolwiek lokatorzy zawsze mogą się wyprowadzić, a znalezienie nowych będzie bardzo trudne, z uwagi na lokalizację. Partner ma w tej chwili dwie prace, jedna z nich (znacznie lepiej płatna) to praca za granicą, tę, która jest w Polsce, wykonuje częściowo zdalnie. Od roku żyjemy w układzie, w którym on spędza mniej więcej po połowie czasu w Polsce i za granicą – parę tygodni tam, parę tu. Od początku – tzn. od kiedy podjął tę robotę za granicą – mowa była taka, że ja z dziewczynkami się w niedługim czasie przeprowadzam do niego, zaczynam pracę razem z nim (jak najbardziej jest taka opcja) i generalnie układamy sobie tam życie przynajmniej na 2-3 lata – po tym czasie, po dołożeniu moich i jego oszczędności i sprzedaży mojego mieszkania powinniśmy być w stanie spłacić całość kredytu i wreszcie się od niego uwolnić (na marginesie – ja do tej pory nie dokładałam się finansowo do spłaty, gdybym zaczęła – to naturalnie przy wpisaniu mnie w papiery jako współwłaściciela nieruchomości; wspominam o tym, żeby już tego tematu nikt nie podnosił).

Powinniśmy się wszyscy przenieść we wrześniu, bo bardzo zależy mi na tym, żeby Starszej nie zmieniać przedszkola w trakcie roku szkolnego – i tak martwię się koniecznością jej aklimatyzacji w nowym miejscu i jest to jedna z rzeczy, która mnie zniechęca do emigracji. Młoda bardzo lubi swoje obecne przedszkole, do którego chodziła przez rok, nawet teraz latem często je wspomina, opowiada że będzie już w średniakach, itd. Po wyjeździe wszystko się zmieni, ona nie zna języka, nie wiem jak się odnajdzie w nowym miejscu. Jest rezolutną dziewczynką, nie ma problemów w kontaktach z rówieśnikami, kilkukrotnie już w życiu wyjeżdżała z nami za granicę podczas realizacji różnych naszych projektów, miała obcojęzyczne nianie, z którymi jakoś się dogadywała i które wspomina z sympatią, ale… Nie wiem, ja miałam bardzo stabilne i spokojne dzieciństwo, chodziłam do małej wiejskiej szkoły, tej samej przez osiem lat, i mam poczucie, wynikające po części pewnie z tych doświadczeń, po części z obserwacji córy, że to jest ważne dla dziecka – stabilność, powtarzalność, rutyna, stałość środowiska. Nie chcę jej tego zabierać, koleżanek, częstych kontaktów z kochanymi dziadkami, nie chcę burzyć jej świata. A za parę lat pewnie robić tego po raz kolejny.

Dlaczego jeszcze nie chcę jechać. Nie pracuję. Długo studiowałam (doktoranckie), potem weszłam w dzieci. Co prawda mimo dzieci cały czas coś dłubię zawodowo, ze Starszą na rękach kończyłam doktorat, teraz też, w skali ostatniego roku, zarobiłam jak na polskie realia nie najgorsze pieniądze dzięki kilku zleceniom. Prawie wszystkie dostałam dzięki kontaktom i znajomościom partnera. Stricte w zawodzie stałej pracy raczej nie znajdę, pogodziłam się z tym i od kilku miesięcy przygotowuję się do egzaminu na tłumacza przysięgłego, z języka, na który z tego co się orientowałam jest popyt i zapotrzebowanie. Zakładam że w ciągu najbliższego półrocza mogłabym zdać egzamin i zacząć własną działalność – nie wiem na ile dochodową, to co wiem od dwóch znajomych tłumaczy tego języka, nastraja optymistycznie, ale jak będzie w istocie – nie mam pojęcia. Bardzo mi jednak na tym zależy, bardzo chcę pracować, mieć regularne własne dochody, mieć coś swojego. Wyjazd realizację tych planów póki co przekreśli – w nowym miejscu owszem, będę pracować, ale z partnerem, pod jego kierownictwem, ta praca będzie w zasadzie od niego zależeć, jak jego zwiną ze stanowiska, to i mnie, ja tam nawet podmiotowa za bardzo nie będę. To mnie uwiera.

Kraj, do którego mamy wyjechać, znam dobrze, mieszkałam tu trochę podczas studiów, znam język, znam realia, kiedyś miałam stąd wielu znajomych i kilku bliskich przyjaciół, jakaś część tych relacji jest nadal żywa lub potencjalnie do odtworzenia. Nie boję się statusu emigrantki, czy jak to nazwać, nie przypuszczam, bym się czuła obco, te kwestie nie mają znaczenia.

Nasz związek z partnerem jest dość trudny, ma wzloty i upadki, są okresy fajnej bliskości, są takie, kiedy myślę, że trzymają mnie przy nim tylko dzieci. Główna przyczyna konfliktów między nami to jego praca, tudzież pracoholizm. Pracuje bardzo dużo, przez co i ja pracuję bardzo dużo, bo dziećmi ktoś się musi zająć, a jego z reguły albo nie ma, albo jest nieobecny. Teraz jesteśmy na pierwszym urlopie od dwóch lat i nawet tu byłam z dziewczynkami sama dziś na plaży, bo on ma robotę. Wieczory, kiedy jest z nami w Polsce, spędzam z reguły sama, bo on zasypia z dzieciakami, a potem w nocy wstaje i do rana pracuje. Malo rozmawiamy, nie ma kiedy. Mam głęboko po dziurki w nosie czegoś takiego, tej samotności, samotnego ogarniania dzieci i domu od A do Z, a on z kolei ma do mnie żal, że nie doceniam jego starań i nie rozumiem, że on musi tak pracować, że kredyt. Nie piszcie tylko, że się wpakowałam w taki układ sama wiążąc się z gościem z kredytem we franku, bo też to wiem… Dlatego też tak mi zależy, żeby udało się tego kredytu pozbyć raz na zawsze… A z drugiej strony, myślę czasami, że wolałabym mieszkać bez partnera, bez tych konfliktów, o pracę, o odkładanie rzeczy na miejsce, o to że nie ma czasu raz w miesiącu wyjść z dziećmi na spacer… Jak przyjeżdża, to się cieszę, ale kiedy go nie ma, najczęściej nie tęsknię…

Partner jest fajnym tatą, wiem i widzę, że dziewczynki go kochają i potrzebują. Mało się nimi zajmuje, ale w samym wspólnym przebywaniu (mieszkamy na 38m2, więc jeśli jesteśmy w domu wszyscy to nie ma mowy o żadnej izolacji) okazuje im dużo ciepła i czułości. Jeśli nie wyjedziemy z nim,to będą go widywać rzadko (rytm jego pracy ma się zmienić w najbliższych miesiącach, będzie więcej za granicą i mniej w Polsce), nie wiem też czy nasz związek wytrzyma próbę odległości. Wiem że partner będzie bardzo rozczarowany i zawiedziony, że tęskni za nami będąc za granicą, a poza tym liczy mocno na moją pomoc w pracy. Mam też poczucie, że powinnam zacząć zarabiać w końcu regularne pieniądze, jakoś go w ten sposób wesprzeć i odciążyć – oprócz tego że on zarabia na kredyt, utrzymuje też całą naszą czwórkę. Do zdania egzaminu na tłumacza i rozpoczęcia działalności to jeszcze jakaś droga – a tu mogę zacząć zarabiać sporo jak na Polskę praktycznie od zaraz…

Przepraszam za objętość, i tak skrótowo wszystko opisałam:) Co robić więc? Wiem, że nie podejmiecie za mnie decyzji, ale bardzo potrzebuję, żeby ktoś spojrzał na sytuację z boku, świeżym okiem, może zobaczył coś, czego ja nie widzę. Dzielcie się opiniami.
    • salsa.lover Re: emigracja - wahania i obawy 14.08.15, 23:34
      czyli podsumowując,
      za emigracją przemawia:
      - kredyt partnera - możliwość szybszej spłaty
      - kontakt partnera z dziećmi

      przeciw emigracji:
      - perspektywy rozwoju i pracy dla Ciebie
      - poczucie bezpieczeństwa i stałości dla dzieci

      To czego mi brakuje w tej układance to gdzie w tym jest Wasz związek, Wasza miłość? Albo przeoczyłam, albo nigdzie nie napisałaś, że chcesz z nim wyjechać, żeby z nim być. Więcej, na codzień.
      To co napisałaś jednak, to że nie tęsknisz za nim gdy go nie ma, że czujesz się samotna, nawet jak spędzacie czas razem. To jak dla mnie byłyby zdecydowanie dzwonki alarmowe przeciwko emigracji ze względu na partnera.
      Gdyby z równania odjąć kwestie finansowe i kwestie dzieci, to brzmi, że dla Ciebie najlepiej byłoby nie wyjeżdżać. Może się mylę, ale wydaje mi się, że poświęcisz siebie, żeby partner mógł spłacić swój kredyt i żeby partner miał łatwy kontakt z dziećmi. Czy warto? Ty też jesteś w tym życiu ważna i Twoje sprawy też powinny się tutaj liczyć.
      Piszesz o pracoholiźmie partnera i tłumaczysz to kredytem. Być może tak jest. Ale tak naprawdę nie wiesz, czy jak on już ten kredyt spłaci to nagle będzie w domu i zaangażuje się w sprawy domowe. Szczerze mówiąc wątpię. Często pracoholizm to po prostu nałóg, sposób na życie, sposób na potwierdzenie samego siebie.
      Jeśli wyjedziesz licząc na to, że dzięki temu on szybciej spłaci kredyt i nagle magicznie zaangażuje się w życie rodzinne, to możesz się mocno rozczarować.
      Możliwe oczywiście, że wyjedziesz i będziesz zadowolona. Ja jednak nie podejmowałabym takiej decyzji ze względu na/dla partnera, ale przede wszystkim biorąc pod uwagę co jest najlepsze dla mnie i dla dzieci.
      • pade Re: emigracja - wahania i obawy 15.08.15, 19:48
        Podpisuję się. Nie słychać w tym, co napisałaś wyraźnego głosu: chcę jechać.
        Słychać uzależnienie od partnera, czego Ty chyba nie chcesz.
        Słychać też umniejszenie siebie. A jest doktorat, wychowywanie dzieci, egzamin na tłumacza. To bardzo dużo. Rozumiem, że mieszkanie jest Twoje?
        Dlaczego Ty masz ponosić koszta nierozsądnych decyzji Twojego partnera? Nie, nie chodzi mi o franka, chodzi o sytuację, w której mężczyzna bez rodziny kupuje dom w kiepskiej lokalizacji.
        Posłuchaj wewnętrznego głosu i podejmij najlepszą dla siebie i dzieci decyzję.
    • petiber Re: emigracja - wahania i obawy 15.08.15, 08:58
      Wiem, ze bede nalezala do mniejszosci, ale nie potepialabym Twojego partnera az tak bardzo...jest odpowiedzialnym czlowiekiem, utrzymuje Wasza rodzine, splaca kredyt...nie odpowiada wzorcowi ojca obecnie promowanemu - partnerowi opiekujacemu sie dziecmi na rowni z matka, ale ludzie sa rozni, uklady rodzinne sa rozne, ile jest teraz Piotrusio Panow, dla ktorych hobby i komputer wazniejsze sa niz rodzina...sama wyroslam w rodzinie, gdzie rodzice dzielili sie opieka nad dziecmi bardzo rowno, oboje pracowali cale zycie na pelny etat w systemie zmianowym, wiec musieli tworzyc zgrany zespol...po czym zwiazalam sie z biznesmenem, pracujacym na okraglo. Jestem osoba, ktora potrzebuje sporo przestrzeni w zwiazku, wiec na poczatku nawet mi to nie przeszkadzalo, chociaz jakos podswiadomie myslalam, ze jak urodzi sie dziecko to partner bardziej zaangazuje sie w opieke... oczywiscie nic takiego sie nie stalo. Pracowal tyle samo, jak nie wiecej, firma zaczela sie preznie rozwijac. Coz, bywalo ciezko, mialam zal, ale z drugiej strony stwierdzilam, ze po prostu musze zapomniec o moich oczekiwaniach, bo w tym zwiazku ich nie spelnie...ale to nie znaczy, ze jest to zwiazek gorszy...Materialnie powodzi sie nam od kilku lat bardzo dobrze, wiec mimo, ze maz nie pomaga to moge sobie te pomoc kupic - czyli sprzataczka, niania, ogrodnik... To co bylo u nas najwazniejsze, zadna ze stron nigdy nie miala watpliwosci co do sensu tego zwiazku, jestesmy dla siebie najblizszymi przyjaciolmi, staralismy sie znalezc czas na wspolne wyjscia no i raz w roku wyjezdzam na urlop sama z kolezanka (nawet do 3 tygodni) a maz w tym czasie przejmuje opieke nad dziecmi...ponadto nigdy nie odczulam zadnej zaleznosci finansowej, mam dostep do wszystkich srodkow a wypracowywany majatek zalicza sie do wspolnego co tez daje mi poczucie bezpieczenstwa. Duzo by pisac, ale jestesmy razem juz 14 lat i chociaz bylo momentami ciezko, to zdecydowanie jest to mezczyzna mojego zycia. Samej emigracji nie ocenialabym tak tragicznie, bardzo duzym plusem jest Twoja znajomosc jezyka, realiow kraju...dzieci sa jeszcze male, starsza nauczy sie dodatkowego jezyka, no i masz jeszcze 2 lata do jej pojscia do szkoly, kiedy to trzeba bedzie podjac decyzje, teraz emigracja to nie kwestia ostateczna (sama po 10 latach zycia za granice bede w tym roku wracac do Polski). Wyjezdzajac pomozesz partnerowi, ale tez zawalczysz o swoja rodzine... zwiazek przeciez na tym polega, zeby byc ze soba w dobrych i zlych chwilach...tylko czy Ty chcesz walczyc? Biorac pod uwage pracowitosc Twojego partnera i Twoje swietne wyksztalcenie splata tego kredytu jest realna w krotkim czasie...a zostac tlumaczem przysieglym mozesz zostac pozniej lub zaocznie? Jednego powinnas byc swiadoma, Twoj partner pewnie nawet po splacie kredytu nie zmieni sie w super zaangazowanego ojca...moze warto omowic to z nim, czy w miare polepszania sie Waszej sytaucji materialnej jest dla niego oczywiste, ze troche pieniedzy z budzetu rodzinnego trzeba bedzie na taka pomoc przeznaczyc, zeby Ciebie odciazyc...no i co z Waszym zwiazkiem? Porozmawiajcie o Waszych uczuciach, sprobujcie zorganizowac dla Was jako pary wiecej czasu, dbajcie o ten zwiazek, bo jesli on nie bedzie funkcjonowal, to zadne kompromisy nie maja sensu...
      • agcerz Re: emigracja - wahania i obawy 15.08.15, 12:10
        Odniosę tylko do tej emigracyjnej części, ponieważ sama wyjechałam z mężem ze względu na jego pracę 5 lat temu. On miał kontrakt, ja nic, a dziecko miało wówczas 4 lata.

        Dziecku przyswojenie sobie języka zajęło 4 miesiące; na początku był płacz, ale nie ma innej możliwości. Wbrew temu, co się potocznie uważa, dzieci uczą się wolniej niż dorośli, ponieważ nie mają świadomych strategii ani narzędzi do uczenia się - ale całkowite zanurzenie w języku (8h dziennie u nas) robi swoje. Dziś dziecko ma 9 lat i jest bardzo dobrym uczniem, dzieckiem dwujęzycznym. Nie ma do mnie pretensji o "zburzenie mu świata" - tu też ma swój świat.

        Ja wyjechałam nie znając lokalnego (trudnego) języka. Trafiał mnie szlag, ponieważ jestem filologiem, a tu przeszkoda za przeszkodą, nie potrafiłam się wyrazić itd. Chodziłam na kursy wieczorowe, szukałam pracy i w końcu ją znalazłam. Nie było mi jednak łatwo - trwało to 2,5 roku. Nie chciałabym tego nigdy powtórzyć.

        Napiszę tak: jest mi tu teraz lepiej niż w kraju, mimo że obecna praca nie jest pracą marzeń. Stać mnie jednak na dużo więcej, a samo życie jest prostsze. Mimo początkowych obaw wyjazd uważam za dobrą decyzję. Zrozumiałam, że mogłabym żyć praktycznie wszędzie, że do jest tam, gdzie jestem.

        I podobnie jak w Twoim przypadku - i ja była tłumaczem przysięgłym. Nie mogę teraz praktykować, i jest to na pewno jeden z negatywów obecnej sytuacji.

        Powodzenia w podejmowaniu decyzji.
    • berber_rock Re: emigracja - wahania i obawy 15.08.15, 13:49
      Tez sie odniose tylko do emigracyjnej czesci.

      Wyjechalam, kiedy moje dziecko mialo 4 lata. Wyjechalam na gotowa dobrze platna posade i wiedzialam, ze ryzyko finansowe jest minimalne.
      Z pracy stricte zawodowej musial zrezygnowac moj partner. Ma taki zawod, ze wa granica musialby sie go uczyc od nowa, zeby pracowac full scale. Ma od czasu do czasu jakies zlecenia, z ktorych czerpiedosyc duzo satysfakcji i to mu chyba wystarcza. Tak naprawde zamienilismy sie rolami, ale chyba obydwojgu z nas jest z tym OK.

      Co do dziecka. Uwazam, ze jesli wyjezdzac to teraz a nie np. za 5 lat. Adaptacja u 4latka przebiega zupelnie inaczej niz u 9 latka, ktory ma juz swoich kolegow, kolezanki i nagle musi to wszystko porzucic i zaczac mowic w obcym jezyku. Pierwsze 2-3 miesiace byly u nas ciezke, tym bardzie ze partner jeszcze dosyc czesto wyjezdzal do PL zamknac swoje sprawy zawodowe. Dziecko w takich sytuacjach nie bardzo wiedzialo co sie dzieje, na dodatek w szkole nie bardzo umialo sie wytrescic - wygladalo to troche jak takie rozpaczliwe wolanie o pomoc.
      Ale minelo.

      Teraz musze powiedziec, ze byla to nasza najlepsza decyzja zyciowa.
      Spedzamy duwo wiecej czasu ze soba niz zdarzalo nam sie w PL, glownie za sprawa urlopu, ktorego nie musze zebami wyszarpywac pracodawcy oraz dosyc uregulowanych godzin pracy. Bardzo cenimy sobie stabilizacje i przewidywalnosc finansowa. A dzieciom tez wychowanie w tutejszej kulturze i podroze po swiecie (na ktore w PL nie mielibysmy szans) mocno rozszerzyly horyzonty.

      Podsumowujac - ja bym probowala.
      A w kazdym badz²razie w analizie tej decyzji oddzielilabym problemy zwiazku od kwestii emigracji, bo moim zdaniem nalezy je adresowac (a raczej da sie to zrobic) osobno.
    • salsa.lover Re: emigracja - wahania i obawy 15.08.15, 20:36
      to ja jeszcze dodam, że też piszę z perspektywy emigrantki z 15 letnim stażem, więc żeby nie było, że teoretyzuję :)
      Ja wyjechałam mając 25 lat, zaraz po studiach. Wyjechałam do faceta, w którym byłam zakochana, ale tak naprawdę byłam ciekawa innego kraju, przygody. więc to nie był wyjazd tylko ze względu na niego. Związek rozpadł się pół roku później, ale ja mimo to zostałam już na emigracji.
      Teraz mam prawie 40 lat i wiem, że w tym wieku nie chciałabym już takiej rewolucji i wywracania wszystkiego do góry nogami. Znam dużo Polek, które wyemigrowały w na różnych etapach życia i w różnym wieku. Generalnie im jest się młodszym tym łatwiej. Wiele z nich, mimo dobrej sytuacji finansowej na emigracji, mimo znajomości języka, dobrej pracy wciąż czuje wewnętrzne rozdarcie, rozpad rodzinnych relacji, że żyje okrakiem.
      Ja zawsze mówię, że finansowe zyski z emigracji bardzo łatwo zobaczyć. Natomiast emocjonalnych kosztów niestety nie widać. Po pierwsze mało kto się do nich przyznaje, po drugie, cóż, z tęsknotą da się żyć, to nie tragedia.

      To o co mi chodziło najbardziej to jednak fakt, że to autorka ma pójść na dość istotny życiowy kompromis, zrezygnować z istotnych dla niej spraw po to by partnerowi coś ułatwić. .
      Ponizej opis ich związku, jak dla mnie to nie brzmi jak coś, dla czego warto poświęcać siebie i wywracać swoje życie do góry nogami.

      > jego z reguły albo nie ma, albo jest nieobecny. Teraz jesteśmy na pierwszym urlopie od dwóch lat i
      > nawet tu byłam z dziewczynkami sama dziś na plaży, bo on ma robotę. Wieczory, kiedy jest z nami w
      > Polsce, spędzam z reguły sama, bo on zasypia z dzieciakami, a potem w nocy wstaje i do rana pracuje.
      > Malo rozmawiamy, nie ma kiedy. Mam głęboko po dziurki w nosie czegoś takiego, tej samotności,
    • dzidz_dzidziulec Re: emigracja - wahania i obawy 16.08.15, 20:57
      Dzięki dziewczyny, odniosę się zbiorczo do tego co napisałyście. W wielu kwestiach trafiacie w punkt.
      Tak, nie piszę że chciałabym wyjechać z partnerem żeby po prostu z nim być, bo jakoś ta kwestia faktycznie nie odgrywa dla mnie większej roli. Tak naprawdę mogłabym pewnie założyć odrębny wątek o naszym związku (do czego się zresztą szykowałam parę razy i co odkładałam, przytłoczona skomplikowaniem całej sytuacji i ilością tekstu, który musiałabym naprodukować), żeby w pełni ten aspekt naświetlić. Mamy do siebie nawzajem dużo żalu i pretensji, nie dbamy o związek, o bliskość. Są fajne momenty, nadal się znakomicie rozumiemy, mamy podobne poczucie humoru i zawsze o czym pogadać, tylko że nie gadamy, no, czasu ni ma. Zarazem cały czas mam poczucie, że jestem przez niego kochana, pożądana, czuję się przy nim piękna, często słyszę od niego miłe słowa, dostaję drobne prezenty. Ja się kiepsko rewanżuję, szczerze mówiąc, i wiem że go to boli, ale jestem tak zmęczona, rozżalona i sfrustrowana całokształtem relacji między nami, tym że go ciągle nie ma, albo ciałem, albo umysłem, że nie potrafię?
      Też mam obawy, że spłata kredytu nic nie zmieni, że pozostanie pracoholikiem i że realnie nigdy bardziej nie zaangażuje się w rodzinę. Jest to bardzo prawdopodobne niestety, zdaję sobie sprawę.
      Generalnie dziś jestem jednak bardziej na tak, jeśli chodzi o wyjazd (nie wiem jak będzie jutro?. Tak, uzależnia mnie on teoretycznie bardziej od partnera, a ja potrzebuję się właśnie uniezależnić. Ale zawsze zarobię trochę pieniędzy, z których na pewno większość będę odkładać, zawsze się przydadzą. Pojedziemy do kraju, w którym używa się języka, z którego będę zdawać egzamin na tłumacza ? praktyka na pewno mi się przyda. Wrócę przed pójściem Starszej do szkoły, z partnerem albo sama, będę już po egzaminie, będę miała zapasy gotówki. No, chyba że nie zechcę wracać.
      Jeszcze do pade ? mieszkanie jest teoretycznie moich rodziców, faktycznie ? moje na pół z siostrą, która póki co pracuje w innym mieście. To ciekawe, ze słyszysz w tym co piszę umniejszanie siebie, mnie się wydaje, że mam raczej mocne przekonanie, że robię dużo i ciężko pracuję, tylko jednak moje podejmowane przez ostatnie dwa lata (z przerwami) wysiłki, żeby gdzieś się zawodowo zaczepić na stałe, zakończone jak dotąd porażką, podkopały trochę moje poczucie własnej wartości.
      A jak uważacie ? co jest w tej sytuacji trudniejsze/gorsze dla dzieci? Brak taty na co dzień czy stres związany z przeprowadzką do innego kraju?
      • heniek.8 Re: emigracja - wahania i obawy 16.08.15, 21:16
        A jak uważacie ? co jest w tej sytuacji trudniejsze/gorsze dla dzieci? Brak taty na co dzień czy stres związany z przeprowadzką do innego kraju?

        moim zdaniem dla przedszkolaków jest podobnie, na Twoim miejscu bardziej się zastanawiał nad sobą (w oderwaniu od związku) - co masz tu a co masz tam? - za rok, za 5, za 10 lat?
      • evee1 Re: emigracja - wahania i obawy 17.08.15, 07:54
        > A jak uważacie ? co jest w tej sytuacji trudniejsze/gorsze dla dzieci? Brak tat
        > y na co dzień czy stres związany z przeprowadzką do innego kraju?
        Moim zdaniem zdecydowanie brak taty. My emigrowalismy dwa razy i moje dzieci zniosly do bardzo dobrze. Rodzice i zabawki te same tu i tam, a to zapewlnialo im poczycie bezpieczenstwa. Ale i nasze podejscie bylo pozytywne. Nie przezywalismy tego jako jakiejs tragedii, tylko jak przygode i zapewne dzieciom udzielal sie ten optymizm.
        Na 3-letnim wyjezdzie co rok sie przeprowadzalismy do innego domu (ale w tej samej okolicy, wiec dzieci szkola pozostawala ta sama), ale dzieci tez to traktowaly normalnie. Znowy rodzice i zabawki pozostawaly te same :-).
      • nevada_r Re: emigracja - wahania i obawy 17.08.15, 08:43
        Oczywiście, że brak ojca jest gorszy. Nie jęcz, tylko jedź. Stres związany z przeprowadzką, to na razie sama im wmawiasz, przestań.
    • izabelski Re: emigracja - wahania i obawy 16.08.15, 21:32
      A jakby wasze zycie sie potoczylo gdybyscie sprzedali mieszkanie splacili czesc pozyczki, wprowadzili sie do tego domu i pracujac w Polsce splacali reszte?

      Jaka czesc dochodow pochlonelaby splata kedytu?
      • anula36 Re: emigracja - wahania i obawy 16.08.15, 22:03
        mieszkanie jest wlasnoscia rodzicow autorki watku.
        • izabelski Re: emigracja - wahania i obawy 17.08.15, 15:08
          Aha, czyli wlasciwie nie ma mozliwosci spieniezenia.

          Czy autorka sprawdzila jaka jest sytuacja dzieci powracajacych do Polski po kilkuletnim pobycie za granica. Ze trzeba wracac na tyle wczesnie, zeby dziecko zdazylo poduczyc sie jezyka i zdac do Gimnazjum?
          • anula36 Re: emigracja - wahania i obawy 17.08.15, 17:02
            zwłaszcza do Gimnazjum przez duże "G":)
            • izabelski Re: emigracja - wahania i obawy 18.08.15, 19:34
              Czyli w Polsce nie pisze sie Gimnazjum tylko gimnazjum w tym kontekscie?
              Popelnilam blad gramatyczny, za zwrocenie uwagi dziekuje.
    • dzidz_dzidziulec Re: emigracja - wahania i obawy 17.08.15, 17:50

      Mieszkanie owszem można sprzedać, rodzice mają swój dom i zadeklarowali już dawno, że co do mieszkania mamy z siostrą wolną rękę, możemy mieszkać, sprzedać, wynająć, zysk jest nasz. Z tym że mieszkanie jest malutkie, w starym wieżowcu i od dawna nieremontowane. Gdyby sprzedać i podzielić się z siostrą zyskiem, to wystarczyłoby na spłatę może 1//5 kredytu, przy obecnym kursie franka. Więc raczej bez sensu.
      Bez tej pracy za granicą nasze dochody są śmiesznie niskie na ten moment.
    • dzidz_dzidziulec Re: emigracja - wahania i obawy 17.08.15, 18:00
      Dobra, to przestaję jęczeć. Masz rację, evee, rodzice i zabawki to podstawa:) W Polsce ze Starszą przeprowadzaliśmy się już dwa razy, jeździła z nami też za granicę i zatarganie ze sobą walizki zabawek zawsze powodowało, że czuła się dobrze w nowym miejscu.
    • nammkha Re: emigracja - wahania i obawy 17.08.15, 19:35
      No to może ja się wypowiem jako osoba, która wielokrotnie przeprowadzała się z rodzicami w dzieciństwie. Uważam, że jestem teraz z tego powodu bardzo nieszczęśliwa i samotna. Owszem mam kontakt z osobami z różnych etapów życia - szkolnego, licealnego, późniejszego... Ale to są kontakty, które są sporadyczne. Na co dzień czuję się tak jakbym nie miała swojego miejsca w życiu i bardzo mi z tym źle. Zazdroszczę tym, którzy mają w jednej miejscowości rodziców, dziadków, jakieś wspomnienia... Ja wyjechałam do miasta na studia i teraz mieszkam w nim, choć go nie lubię, ale nie mam dokąd wrócić, bo nie mam miasta, w którym czułabym się jak w domu. Wielu ludzi straciłam w życiu przez przeprowadzki, zbyt wielu.

      Oczywiście bliskość taty jest dla dzieci ważniejsza. Ale stałość miejsca zamieszkania jest również bardzo ważna.
      • mruwa9 Re: emigracja - wahania i obawy 17.08.15, 23:57
        a ja z kolei przez cwierc wieku mieszkalam w miescie rodzinnym, chodzilam do jednej podstawowki, do jednego ogolniaka, potem studia na jednej uczelni. Potem w ciagu kolejnych siedmiu czy osmiu lat przeprowadzalismy sie chyba szesciokrotnie, w tym dwa razy na emigracji, a tez nie utrzymuje zadnych znajomosci z dziecinstwa i mlodosci. Moje miejsce , ktore okreslam mianem "dom", do ktorego lubie wracac i gdzie czuje sie u siebie, to miejsce , gdzie obecnie mieszkamy.
        A miasta rodzinnego i starych szkolnych znajomosci zupelnie mi nie brakuje.
        • heniek.8 Re: emigracja - wahania i obawy 18.08.15, 05:50
          moze to kwestia indtywidualna, i liczba przeprowadzek działa na plus lub minus w zależności od charakteru danej osoby.
          a może po prostu jak komuś jest źle w życiu to stara się dobrać do tego zewnętrzne wyjaśnienie np. przeprowadzki, czy błędy rodziców
      • evee1 Re: emigracja - wahania i obawy 18.08.15, 03:49
        Ale Ty sie przeprowadzalas wielokrotnie, a nie o tym tutaj mowimy raczej.
      • nevada_r Re: emigracja - wahania i obawy 18.08.15, 10:09
        Sorry, ale straszne głupoty piszesz. Ubzdurałaś sobie, że ci czegoś brakuje, i teraz jęczysz. A tu wszystko zależy od twojego podejścia, jak sobie powiesz, "co prawda nie mam wspomnień X, ale za to mam/miałam rodziców, szczęśliwe dzieciństwo, a inni nawet tego nie mają", to ci się to ustawi w odpowiedniej kolejności.

        To nie rodzice są winni, że jesteś niezadowolona z życia, to ty sama jesteś sobie winna. Skoro nie lubisz miasta, w którym jesteś, to znajdź takie, które może y ci odpowiadało, rusz się, i się tam przenieś. Ty sobie głupio wyobrażasz, że jakbyś całe życie przepędziła w jednym mieście, to na pewno byś miała tam dużo przyjaciół, a guzik prawda - byłoby identycznie jak teraz. Jedni by się przeprowadzili, inni by założyli rodziny, a wszyscy by DOROŚLI i nie mieliby tak dużo czasu na znajomości. I to jest normalne.

        I nie ma co jęczeć, tylko trzeba się ruszyć, przeprowadzić się, znaleźć nowe znajomości.
        • nammkha Re: emigracja - wahania i obawy 18.08.15, 13:00
          Co możesz wiedzieć, o tym jak to jest tracić co chwilę ludzi, których się kocha? Jak to jest nie mieć poczucia, że skądś się wywodzi, że ma się miejsce do którego można wrócić gdy Ci źle. Moim rodzicom taka sytuacja nie przeszkadzała, ale oni wyjechali jako ludzie dorośli z własnej decyzji, nie przywiązują się do ludzi, nie mają przyjaciół. Ja jestem od nich inna i bardzo przeżywałam wszystkie rozstania. Nie jojczę i nie zrzucam na nich winy. Mam prawo czuć się zagubiona w życiu i nić Ci do tego.
          • nevada_r Re: emigracja - wahania i obawy 18.08.15, 13:14
            Skoro nic mi do tego, to po co piszesz o tym na forum? :D

            Ja raczej widzę u ciebie inne problemy niż zwykły "brak miejsca, do którego można wrócić, gdy ci źle", bo takie miejsce to powinna ci zapewnić rodzina, i nieważne, czy ta rodzina mieszka w Pcimiu Dolnym, w Nowym Jorku czy w Mozambiku. No ale załóżmy, że takiego nie miałaś. I co teraz? Zamierzasz tak przejęczeć i przepłakać całe swoje życie? "Ja jestem strasznie nieszczęśliwa, bo nie miałam X", i tak aż do śmierci?

            A może lepiej się ogarnąć, iść na terapię, przepracować traumy i uświadomić sobie, że KAŻDEMU czegoś w życiu zabrakło. Bardzo wiele osób co chwilę traci ludzi, których kocha, przez wypadki, choroby, przeprowadzki i inne zdarzenia losowe. A nie każdy pozwala swoim żalom na dominację w swoim życiu. Jesteś dorosła - pora iść do przodu, a nie oglądać się i żałować czegoś, na co nie miałaś najmniejszego wpływu. I skoro tęsknisz na takim bezpiecznym "miejscem", to stwórz takie dla swoich dzieci, to może być też twoje miejsce.

            I tak, ciągle myślę, że sama sobie tworzysz problemy.
            • nammkha Re: emigracja - wahania i obawy 18.08.15, 18:01
              O jakaś Ty mądra!
              Zginęłabym bez Twoich mądrych rad!

              "Nie każdy pozwala swoim żalom na dominację w swoim życiu"

              A skąd Ty możesz wiedzieć, że Ja pozawalam na taką dominację? Na podstawie jednego wpisu już tworzysz takie teorie? To gratuluję. Zastanów się trochę zanim takie bzdury wypisujesz...

              I wyobraź sobie że po terapii życie nie jest ciągiem sukcesów i szczęśliwości. W życiu co chwilę pojawiają się nowe emocje także te trudne, a cały sukces polega na tym, aby je umieć nazwać i odczuć.

              Ale co ja tutaj piszę, przecież ty jesteś najmądrzejsza.
              • nevada_r Re: emigracja - wahania i obawy 18.08.15, 23:12
                >A skąd Ty możesz wiedzieć, że Ja pozawalam na taką dominację?

                Bo inaczej byś nie jęczała na forum za rzeczami, za które nie jesteś odpowiedzialna, i których nijak nie możesz zmienić, tylko zajęłabyś się czymś konstruktywnym, na przykład próbowaniem żyć szczęśliwie. Więc ciągle to w tobie siedzi. :) W każdym razie - powodzenia!
                • pade Re: emigracja - wahania i obawy 19.08.15, 00:29
                  Nammkha wyraziła swoje zdanie na temat przeprowadzek a Ty jej coś wmawiasz, pouczasz, obrażasz? Co Cię do tego upoważnia?
                  Ma święte prawo czuć się tak, jak się czuje, a Tobie nic do tego.
                  • nevada_r Re: emigracja - wahania i obawy 19.08.15, 08:16
                    Upoważnia mnie to, że wszyscy wypowiadamy się na forum publicznym, i każdy z nas ma prawo wyrazić swoje zdanie. Gdzie ją obraziłam? W miejscu, w którym napisałam, że jęczy bez sensu za czymś, co zupełnie od niej nie zależy i że lepiej by było, żeby się zajęła życiem? A nie jest tak?

                    I oczywiście, ma prawo czuć, jak się czuje, natomiast ja mam prawo myśleć, że to niezbyt rozsądne podejście do życia.
    • kaszub-ska Re: emigracja - wahania i obawy 17.08.15, 23:08
      A ja naprawdę dziwię się, że Ty się w ogóle zastanawiasz.
      Masz malutkie dzieci, które od roku żyją z często nieobecnym ojcem, wciąż znikającym, a nawet jak jest obecny w domu, dużo pracuje. Z perspektywą ciągnięcia takiego układu przez kolejne lata. Czy oni w ogóle zdążyli nawiązać więź? Kiedy mają tą więź stworzyć, jeśli rzadko są razem? Nie zależy Ci na budowaniu tej więzi? Nie zależy Ci, żeby dzieci widziały na co dzień rodziców razem, wspólnie idących przez życie?
      Wam jako związkowi też potrzebna jest stabilizacja. Jak Wy macie być dla siebie wsparciem, pomagać sobie, cieszyć się sobą, jeśli często nie jesteście razem, prowadzicie odrębne życie? Dziwisz się, że jest między Wami słabo, skoro w najcięższym ale i najbardziej kluczowym dla związku czasie, czyli po pojawieniu się na świecie dzieci, nie jesteście razem? Wierzysz w ogóle, że Wy przetrwacie jako rodzina, jeśli przez kolne lata będziecie żyli tak jak teraz?
      Znasz dobrze kraj, do którego jedziesz. Znasz język. Masz tam najbliższego człowieka. Masz zapewnioną pracę. Dzieci malutkie, więc żadne różnice edukacyjne Ciebie nie dotyczą. W tym wieku, jeśli będą miały przy sobie kochających troskliwych rodziców, to będą szczęśliwe, nawet nieznany język nie będzie im straszny. Wiedzą już, co to przeprowadzka, zresztą jadą do swojego taty. Naprawdę nawet zapracowany ojciec, ale obecny w życiu dziecka codziennie, jest lepszy niż spędzanie połowy czasu (a teraz i więcej) bez kontaktu z nim.
      Ja bym się nie zastanawiała.
    • mruwa9 Re: emigracja - wahania i obawy 18.08.15, 00:08
      Przedziel kartke papieru na pol i spisz po jednej stronie korzysc wyjazdu i wady wyjazdu. A potem to samo zrob w odniesieniu do pozostania w kraju. I na spokojnie to sobie przeanalizuj.
      Tam , gdzie ty widzisz wady i problemy, ja widze okazje do przygody, nowych wyzwan, rozszerzenia dzieciom horyzontow i wzbogacenia ich doswiadczen zyciowych o nowy kraj, nowych znajomych, nowy jezyk. Jako filolog z wczesniejszymi doswiadczeniami emigracyjnymi na pewno sama wiesz, jak bardzo to wzbogaca, pod wieloma wzgledami.
      Dlaczego uwazasz, ze na emigracji bedziesz uzalezniona zawodowo od partnera? Naprawde, znajac jezyk i lokalne zwyczaje, nie mozesz ruszyc z kariera zawodowa na wlasny rachunek? Jestes niewolnica?
      No i chyba nie palisz za soba mostow. Po ustalonym okresie mozecie wrocic. Wiem, ze przerzucanie dzieci z kraju do kraju nie jest rownie proste, jak przeprowadzka osoby doroslej, ale te 3 lata zleca szybko.
      Ze dzieci lubia swoje szkoly/przedszkola? Moze nowe tez polubia? Nie kazda zmiana jest zmiana na gorsze. Moze byc zmiana na rownie dobre albo lepsze. Inne nie znaczy gorsze.
      Mylisz, ze poza Polska tlumaczy nie potrzeba?
      Ja bym lapala byka za rogi.


    • amb25 Re: emigracja - wahania i obawy 18.08.15, 08:07
      Z tego co piszesz w twoim zwiazku nie dzieje sie najlepiej. Nie meiszkasz z partnerem caly czas, bo czesc czasu spedza on za granica. Nie wiadomo jak bedzie wam sie ukadalo wspolne zycie za granica. Moze lepiej, moze gorzej. Dzieci sie przyzwyczaja, dla niektorych dzieci czesta zmiana miejsca zamieszkania nie jest problemem (mam znajoma ktorej rodzice byli dyplomatami i ona nie narzeka na to, ze w dziecinstwie wciaz zmieniala szkoly).
      Zastanow sie czy zalezy ci na zwiazku, bo zwiazki na odleglosc z reguly wczesniej czy pozniej sie koncza, nawet gdy sa dzieci. Jesli ci zalezy i jesli uwazasz, ze mozna go naprawic (porozmawiaj o tym z partnerem) to jedz. Jesli nie jestes pewna to zostan.
      • nevada_r Re: emigracja - wahania i obawy 18.08.15, 10:15
        A co dzieci? Potrzeby dzieci ma olać całkowicie "bo ona się zastanawia"? :/ Oczywiste jest, że związek jest kiepski, bo żyją na odległość. Żeby to naprawić, muszą mieszkać razem.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: emigracja - wahania i obawy 18.08.15, 15:09
      Z wpisów i opisów swojej sytuacji wygląda na to, że ma Pani mocną i dość sporą racjonalną część. Dużo Pani jest w stanie przewidzieć, zaplanować, uwzględnić i się przygotować. Wydaje mi się także, że tak przygotowana nie chce Pani zaznać porażki czy dyskomfortu wynikających z ryzyka Zatem stara się Pani je zmniejszyć, zastanawiając się nad kolejnym "za" lub kolejnym "przeciw" Przy takiej naturze wahania, niepewności, zmienności decyzyjne te w myślach, są naturalne i pewnie je Pani rozpoznaje u siebie.
      Trochę tez jest taka kobieca natura. Jednak zdecydowaliście i jest to decyzja poparta przez partnera. Jemu może zależeć na codziennym kontakcie z dziećmi i z Panią. To trzeba też uwzględnić. Dzieci w wieku Pani córek lubią być z rodzicami. Nawet jak dobrze znoszą rozłąkę, to potem ją źle wspominają jako dorośli. Decyzja przemyślana i podjęta, więc trzeba jechać. A nie jest to decyzja nie do cofnięcia. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • molly_wither Re: emigracja - wahania i obawy 18.08.15, 21:16
      Kto nie ryzykuje nie pije szampana. A zwiazek, jak kazdy. No,jak kazdy przecietny. Ludzei wyjezdzaja i wracaja, zostaja, albo znow wyjezdzaja. Najgorzej to zalowac,ze sie czegos nie sprobowalo. A im czlowiek starszy tym trudniej sie ukorzenic. Ale zeby to wiedziec,trzeba miec przezytych sporo lat zycia, tylko po co pozniej komus po tej wiedzy?
    • yoma Re: emigracja - wahania i obawy 19.08.15, 19:49
      Reasumując:

      - zamieniasz mieszkanie, niech będzie że własne, na góra 1/5 udziału w domu, do którego ciężko znaleźć lokatorów, nie mówiąc już o ew. sprzedaży
      - jedziesz za granicę z małymi dziećmi, żeby z zarobków kontynuować spłacanie kredytu na ten dom, i chcesz jeszcze coś odłożyć
      - twoim szefem za tą granicą ma być partner, z którym i tak w związku nie jest łatwo.

      Pozostaje życzyć powodzenia.
    • karrioka Re: emigracja - wahania i obawy 29.12.15, 12:51
      Abstrahując od samego wyjazdu myślę, że jak najszybciej pozbyłabym się na Waszym miejscu tego bezsensownego domu.
      Sprzedać go poniżej wartości to i tak mniejsza strata niż podpinać całe życie pod jakiś bezsensowny budynek w kiepskiej lokalizacji, którego nawet nie da się wynająć tak, by przynosił dochód.

      Jesteście we czworo niewolnikami tej nieruchomości.
      Po co?

      Jak rozumiem nie jest to zamek Piastów ani inny niesamowity zabytek tylko budynek, jakich wiele, nawet bez rodzinnych sentymentów. Po co całe życie dopasowywać do tego?

Pełna wersja