żałoba po 10 latach....

25.08.15, 13:41
9,5 roku temu w wypadku samochodowym zginął ojciec mojego syna, 5 m-cznego syna... Ze wzgledu na chorobe syna nie mogłam byc na pogrzebie, potem też pokomplikowały mi sie relacje z jego matką więc przez ten czas nie odwiedzałam grobu, myslalam że jestem pogodzona z ta smiercią. Wie, że powinnam odwiedzac grób równiez ze wzgledu na syna, ale samotne zycie z dzieckiem, różne perturbacje życiowe powodowaly że wyjazd na drugi koniec Polski (600 km) odwlekal sie w czasie... Aż nastała ta chwila, po wielu latach udalo mi sie nawiązac kontakt z babcią i rodziną mojego syna, bardzo dobry kontakt i wydaje sie, że zdrowe relacje. W weekend pojechałam do niej w odwiedziny i odżyly wspomnienia, emocje.... Dotarlo do mnie, że nie jestem pogodzona z tą śmiercią, widok grobu, imienia i nazwiska na tabliczce podziałał na mnie jak piorun, przepłakałam praktycznie cały wyjazd, pojawiła się ogromna tęsknota, ból, smutek... Wiem, że bylo to caly czas tłumione. Po drodze zawalil mi się związek bo nie do końca potrafiłam się zaangazować, całą miłośc przelałam na dziecko, teraz już 10 letnie. nie wiem jak sobie z tym poradzić! to jest jak swieża rana, jakby wszystko wydarzyło się wczoraj. czy jest mozliwe przeżycie zaloby po prawie 10 letach od śmierci???
    • edw-ina Re: żałoba po 10 latach.... 25.08.15, 14:00
      Oczywiście, że możliwe. Okres żałoby nie jest żadnym wymysłem, ale właśnie czasem na pogodzenie się ze stratą, oswojeniem się ze śmiercią, nauczeniem się żyć inaczej. Ty wówczas nie mogłaś poddać się temu procesowi, ze względu na małe dziecko po prostu nie pozwoliłaś sobie na żałobę. Ale to nie znaczy, że ból cię nie dotknął. Po prostu został zepchnięty gdzieś daleko i przykryty obowiązkami. Ale domagał się wyjść i najwyraźniej ten moment nadszedł. Jakkolwiek to brzmi - musisz dać sobie czas i przeżyć tę żałobę, by w konsekwencji móc się podnieść. Nie uciekaj przed tym bólem, na swój sposób jest ci on potrzebny.
    • morgen_stern Re: żałoba po 10 latach.... 25.08.15, 15:10
      Twój przypadek to dobry przykład na top, jak ważne w życiu są pewne tradycyjne rytuały, zwłaszcza w przypadku śmierci kogoś bliskiego. Nie da się o tej śmierci "zapomnieć", każda niewylana łza w końcu wypłynie. Trzeba przejść żałobę.
      Śmierci jednej z moich babć nie pamiętam, bo byłam wtedy małym dzieckiem, dziadka również ledwo-ledwo. I kiedy jako dorosła już kobieta odwiedziłam ich grób po prostu usiadłam na ławeczce i rozpłakałam się, to było dla mnie samej bardzo zaskakujące.
      Na grobie drugiej babci i dziadka jeszcze nie byłam (o ich śmierci dowiedziałam długo po fakcie, efekt rozwodu rodziców i zerwania kontaktów z rodziną ojca) i boję się tam pojechać, bo pewnie będzie to samo.
      • triss_merigold6 Re: żałoba po 10 latach.... 25.08.15, 16:57
        Mogę się tylko podpisać, żałobę trzeba przejść, a tradycyjne rytuały w tym pomagają.
    • vilez Re: żałoba po 10 latach.... 26.08.15, 10:49
      Każdy przechodzi swoją żałobę na miarę swoich uwarunkowań (rozmaitych). Społeczne rytuały nie są w stanie udźwignąć wszystkich możliwych komplikacji wynikających z tych uwarunkowań, ergo: zawieszanie się na tych rytuałach - i pochodnych z nich stereotypach - jako jedynych prawidłowych sposobach przechodzenia żałoby może wpędzić w kłopoty wynikające z myślenia typu: coś jest ze mną nie tak. Tymczasem niekoniecznie musi być nie tak, po prostu uwarunkowania są inne, niż te typowe.

      Żałoba niekoniecznie musi odbywać się zatem zaraz po czyjejś śmierci, czasem bywa odroczona, czasem wyparta, i wcale nie oznacza to od razu procesów patologicznych- bywa, że są to procesy ochronne, bywa też, że forma żałoby jest zwyczajnie: inna, niż typowa.

      Jak najbardziej zatem możesz przechodzić żałobę po wielu latach. Życie jest bardziej skomplikowane, niż się ludziom z boku wydaje.
      Ja np. bardzo różnie, wręcz skrajnie, przechodziłam i przechodzę żałobę po śmierci rodziców. Śmierć ojca przeszłam lżej, bo się z nią pogodziłam jeszcze za jego życia (oszczędzę szczegółów), ale ze śmiercią mamy nie pogodziłam się do dziś, i choć minęły już dwa lata, to nadal jestem w trakcie procesu- nie zamyka się, a nawet jest gorzej. Nie rozumiem, czemu tak jest, choć zasadniczo sporo rozumiem z procesu żałoby (przechodziłam dobrą terapię po śmierci dziecka i zrozumiałam wiele z tego, jak bardzo stereotypy powiązane z rytuałami mogą zaszkodzić).
      Może dobrze byłoby, gdybyś poszła po poradę do psychologa? Choćby po to, by niepotrzebnie nie grzebać w błędnych tropach, np. zwalać niektóre rzeczy na nieodbytą żałobę, jak to radzi pop-psychologia).

      Najważniejsze jednak jest- po prostu: przeżywać. Widać teraz masz warunki ku temu. To może być trochę jak czasem bywa z depresją- że się ujawnia, gdy zaczynamy wychodzić na prostą, bo jest nam lepiej i wreszcie możemy zluzować, odpuścić, jesteśmy bardziej bezpieczni i....możemy sobie pozwolić na trudne przeżycia.
    • angiz Re: żałoba po 10 latach.... 26.08.15, 12:10
      Wydaje mi się, że to nie tylko żałoba po śmierci partnera ale też cały żal z powodu reszty okoliczności-wieloletniego zerwania stosunków z jego rodziną i niełatwego życia samotnej matki, nieudanego związku.. Może po prostu na tę okoliczność odwiedzenia grobu , dałaś sobie wreszcie przyzwolenie na wypłakanie się na cały temat tych ciężkich 10 lat szarpania się z niesprawiedliwym życiem, które być może , gdyby nie ta śmierć, mogło być dla ciebie lżejsze.
    • molly_wither Re: żałoba po 10 latach.... 26.08.15, 19:44
      Wszystko jest mozliwe,jesli ma sie motywacje. Jesli jej nie masz mozesz "przeplakac" zycie.
      A szkoda, bo potrafi byc pelne niespodzianek, rowniez tych pieknych.
    • asia_i_p Re: żałoba po 10 latach.... 27.08.15, 17:08
      Między nami mówiąc, ja nie do końca wierzę w etapy żałoby. To znaczy wierzę, że te wszystkie uczucia trzeba przeżyć, ale niekoniecznie w takiej kolejności i niekoniecznie przeżycie ich raz gwarantuje, że już się nie pojawią. Przy tym reakcja na zobaczenie grobu po raz pierwszy jest normalna, nawet jeśli się było na pogrzebie - pamiętam, że po śmierci mamy zabolało, kiedy tabliczka pojawiła się spod kwiatów, a na pogrzebie byłam.

      Moja mama umarła około 20 lat temu, a ja jeszcze parę miesięcy temu ryczałam przez pół godziny, że chcę moją mamę. Bo niedawno urodziłam drugie dziecko i nie opłakałam jeszcze jego babci - opłakałam moją mamę, potem babcię pierwszego dziecka, i tak dalej. Każde nowe okoliczności życiowe budzą żal na nowo, czasem nawet żywszy niż był na świeżo. To, że to stało się dawno, nie znaczy przecież, że przestanie mi jej brakować. Wręcz przeciwnie, czasami mam takie odczucie "no dobra, spróbowałam bez matki, dałam radę, teraz już dość i chcę ją z powrotem".

      Różnica jest taka, że ten żal, obudzony po raz kolejny, nie spycha mnie już w depresję. Boli, a potem daje żyć dalej.

      Więc moim zdaniem jeśli pojawia się żal, tęsknota, smutek - to jest OK, one będą wracać. Natomiast jeśli zapadasz się znowu w czarną dziurę bez wyjścia, to być może potrzebujesz pomocy.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: żałoba po 10 latach.... 27.08.15, 21:26
      Być może, a nawet jest to wielce prawdopodobne, że Pani przeżycia to syndrom PTSD czyli syndrom stresu pourazowego. Nagła , tragiczna i niespodziewana śmierć bliskiej osoby, która nastąpiła w stanie tuż po połogu, to nie jest sytuacja naturalna. Aby zająć się się dzieckiem, które tego wymagało, nie mogła Pani ani przeżyć żałoby, ani też zająć się , sama lub z fachową pomocą dramatem tej sytuacji. To pozostało zamrożone. Pobyt na cmentarzu, kontakt z rodziną partnera, stanowiły element spustowy. Zetknęły się dwa procesy: nieprzebytej żałoby i stresu pourazowego, który także ma swoją dramaturgię. Nie ma co się dziwić Pani uczuciom i stanowi. Trzeba to przeżyć, nie zastanawiać się czy to norma. Takie jest Pani uzasadniony stan. Pogodzenie się z nim i poddanie się uczuciom jest najlepszym co może Pani dla siebie zrobić teraz. Agnieszka Iwaszkiewicz
Pełna wersja