joasia33
08.09.15, 13:56
Ojciec ma majątek po swoim ojcu: dom i parę hektarów. Plus jakąś kasę, ale tę przepieprza równo, po czym bierze się za biznes. Ma dwójkę dzieci. Jak mu biznes nie wychodzi, wkręca starsze dziecko (kończące studia w innym mieście i pracujące już) w założenie firmy nr 2 i uczynienie go pełnomocnikiem. Córka młoda, niedoświadczona, zajęta studiami i pracą, zgadza się głupio i podpisuje wszystkie podsuwane kartki in blanco. Po pewnym czasie okazuje się, że w ostatniej chwili, za radą kolegi, ojciec cały majek (tj. dom i pole) przepisuje na syna. Żeby ocalić wszystko przed zlicytowaniem. W którymś momencie córka chce wziąć niewielką pożyczkę w banku i zonk: nie dostanie, bo nie spłaca kredytów. O których pojęcia nie ma. Koniec końców dostaje wezwanie od komornika, który ją informuje, że ma milion długu i mnóstwo wierzycieli. Ścigają ją wraz z US i ZUS. Ojciec problemu nie widzi, bo przecież "to się załatwi, w koszty sobie wpiszą". Płyną lata, córka wychodzi za mąż, zgodnie z radą komornika pracuje tak, by nie mógł jej zająć pensji, ale i tak co i rusz kolejne rachunki ma zajęte. Ojciec nadal nie widzi problemu, za to widzi go mąż, wspierający ją z całych sił, co skutkuje nienawiścią ojca do zięcia, bo "po co się wtrANca?". Córka z mężem mają niewielki na kredyt (na męża oczywiście), ale gdy wali się frank, sprzedają go, zamierzając w przyszłości wybudować dom bez kredytu, bo nigdy nic nie wiadomo. I faktycznie, nie wiadomo, bo nagle córka ląduje na oiom i nie wiadomo, czy przeżyje. W szpitalu spędza parę miesięcy, wychodzi niepełnosprawna, ogólnie rzecz ujmując. Ojciec twierdzi, że choroba jest winą męża córki (sic!!!). Córka z rodziną póki co wynajmują dom i zbierają kasę na dom własny. Wtedy ojciec, napędzany wrzaskami matki, mówi, że ponieważ podobno (!!!) tak córkę skrzywdził tymi długami, to da jej kasę na dom, kasa z pola przekształconego na działki budowlane (wszystko oczywiście należące do brata, który parę lat wcześniej wypiął się na wszystko i wyjechał na antypody). Córka starannie wyszukuje wymarzoną działkę i projekt. Działka zostaje zakupiona. Natomiast ojciec ma w dupie to, że córka z mężem chcą partycypować w kosztach, żeby dom miał lepszy standard i okazuje się nagle, że wspólne działanie zakończyło się na zakupie działki, a resztę ojciec zaczął robić za jej plecami. Projekt kupił sam bez konsultacji, i nagle się okazało, że na działce są już wykopy. W córce, zawsze mało asertywnej i niestety uległej, coś po chorobie pękło. Myślała, że owszem, fantastycznie, że ojciec chce jakoś zrekompensować jej te wszystkie sądy, zajęcia itp., finansując budowę, ale że to będzie wyglądało zgoła inaczej. A tymczasem on nadal robi wszystko po swojemu, nie mówiąc nic nikomu. Dom ma być dla córki, nie dla niego, a córka nie ma nic do gadania. Powiedział też, że nie życzy sobie, żeby córka z mężem dokładała się finansowo, bo jak jej mąż się dołoży, to "się będzie rządził w domu".
Córka z mężem, wku....wieni na maksa, doszli do wniosku, że jeśli ojciec nie ustąpi, oni rezygnują z tego prezentu i kupią inną działkę i wybudują dom sami, z pomocą teściów, którzy od dawna deklarowali się z pomocą, bo sprzedają dom. Miało to być wspólne przedsięwzięcie, a wyszedł mega kwas. Brat, na którego wszystko widnieje (zakupiona działka też jest na niego) powiedział, że on się wtrącać nie będzie, bo to nie jego sprawa.
Pytanie. Co byście zrobili na miejscu córki i jej męża?