Nie chcę i nie mogę z nim gadać

14.09.15, 21:08
Wiem, ze moja sytuacja to pryszcz i betka w porównaniu z tym, co przechodzą inne osoby na tym forum, ale chyba doszłam do ściany i nie dam rady dalej.
Chodzi o mojego męża.
Nie pije, nie bije, dobry dla dzieci, dobry syn i zięć, życzliwy sąsiad, znakomity pracownik.
Zdałoby się - ideał.
Tylko w małżeństwie nie wychodzi.
Chodzi oczywiście o tzw. koleżankę.
Tutaj większość z ziewem przerzuca wątek na koniec strony, bo było z milion razy, w najróżniejszych konfiguracjach. Ale proszę, poczytajcie.
Od 10 lat mój mąż ma tzw. koleżankę, obecnie to - o ile się orientuję - znajomość na odległość, smsowo - telefoniczna. A dlaczego "o ile się orientuję" - bo mój mąż skrzętnie ukrywa tą znajomość , wszelkie jej przejawy skrupulatnie kasuje i chowa i gdyby nie to, że nasze konta telefoniczne są powiazane, to nie wiedziałabym nic.
Na początku była "tylko koleżanką", potem "coś do niej czuł" (o czym powiedział mi w styczniu, choć oczywiscie wiedziałam że coś jest na rzeczy, wtedy kiedy się to działo), jeżdził do miasta odległego o 100 km w "odwiedziny". Jak się o tym dowiedziałam, przeprowadziliśmy wiele rozmów, staraliśmy się naprawic to, co w małżenstwie bylo kulawe i jakoś szło. Nastepnie, tuz po rozmowach korygujących " miał znowu kilka wpadek, potajemne wycieczki w odwiedzinki, godzinne rozmowy przez telefon. Potem sie to uspokoiło. Mówimy tutaj teraz o okresie 2 lat. Następnych 5 lat w miare chyba spokój, poza rytualnymi zyczeniami swiatecznymi chyba sie nie kontaktowali. Ja, albo z powodu postepujacej sklerozy, albo bezrozumnego zaufania - nie widziałam najmniejszych powodów, żeby chociaż zerknąć na nasze bilingi.
W czerwcu 2014 roku nasza córka otarła sie o zaburzenia odzywiania. Przypłaciłam to depresją, bo matka nie sceduje na nikogo stresu i odpowiedzialności, córka wyszła z zaburzeń, ja zakonczyłam leczenie w grudniu 2014. W styczniu 2015 wyszło przypadkowo na jaw, ze korzystajac z ww sklerozy lub zaufania mój mąż przygruchał sobie smsową koleżankę (inną), przy czym z tą wcześniejszą też sobie nie załował. Mozna nie wierzyć, ale z tą nową wymienili kilkaset smsów w ciągu 2 miesięcy, z tą pierwszą mniej, ale tez całkiem całkiem.
Oczywiscie ze mna tąpnęło. Moje zaufanie do niego legło w gruzach, przy czym według niego problem nie był w tym, że on to robił, tylko ze ja sie o tym dowiedziałam. Obecnie kolezanka od kilkuset smsów zniknęła, natomiast ta druga (chronologicznie pierwsza) trwa nadal.
I ta sytuacja doprowadza mnie do szału. Nie dlatego, że on do niej pisze, ale dlatego, że to ukkrywa. Ukrywa, kasuje, udaje ze niby nic sie nie dzieje. Dla mnie to kłamstwo , trwające od 10 lat, mentalna zdrada. Od sierpnia z powrotem musiałam wrócić do leczenia p/depresyjnego, zaczynam łapać wiatr w skrzydła, bo wczesniej nie dawałam rady zrobić nic (chyba to pierwze leczenie było za krótkie i za szybko zwalił mi na głowę tonę kamieni). Ze wszystkim daję sobie radę, sama prowadzę dom(on pracuje daleko od domu, wraca tylko na weekendy), pracuję, dbam i dzieci i siebie, nie taka ze mnie ostatnia łajza.
Tylko z tym nie daje rady - z oszustwem i kłamstwem, reaguje na to alergicznie.
Powiecie - porozmawijacie. Otóż nie mogę. Fizycznie nie mogę, ściska mnie w gardle, nie mogę wykrztusić słowa. Mogłabym napisać, ale zazwyczaj zaczynamy czepiac się o słowa. Dziś po raz pierwszy z pełna świadomością odmawiam rozmowy z nim, nie nasze rozmowy to nie rozmowy, tylko wymiana komunikatów i informacji. On broni dostępu do siebie jak niepodległości, nie udziela ze swojego wnętrza nic lub niewiele i tylko w ostateczności, postawiony pod murem.
Jestem swiadoma tego, że nie mogę jego zmienic. Mogę zmienić siebie, tylko co? Na razie mam wybór pomiedzy pogrążeniem się ponownie w oceanie depresji albo separacją, bo nie wytrzymuję jego udawania, ze nic sie nie dzieje, ukrywania, bagatelizowania, niesamowitej drazliwosci na jej punkcie. Najbardziej z tego wkurza mnie, że on to ukrywa.
    • kai_30 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 14.09.15, 21:28
      > Od 10 lat mój mąż ma tzw. koleżankę, obecnie to - o ile się orientuję - znajomo
      > ść na odległość, smsowo - telefoniczna.

      Nie chcę Cię martwić, ale mam wrażenie, że obecnie to Ty jesteś "na odległość".

      Ze wszystkim daję sobie radę, sa
      > ma prowadzę dom(on pracuje daleko od domu, wraca tylko na weekendy), pracuję,
      > dbam i dzieci i siebie, nie taka ze mnie ostatnia łajza.

      A co Cię przy nim trzyma?
    • angiz Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 14.09.15, 21:47
      Mąż pracuje cały tydzień poza domem a ty uważasz, że jego 10letni romans to tylko smsowy? Yyyy....... zejdź na ziemię. W tygodniu robi co chce, bez twojej kontroli i wiedzy i raczej niewielu facetów wytrzyma bez zdrady w związku na odległość.
      A, że kasuje smsy? No każdy mający romans, jak nie jest zupełnym idiotą, to ślady usuwa żeby się mąż/żona nie denerwowali nadmiernie. Czego oczekujesz, że ci powie "tak, bzykamy się od lat we wtorki i czwartki i nie mam ochoty tego zmieniać, bo mnie odpowiada mieć rodzinę i koleżanki, a rozwodzić się głupio wobec dziecka" .
      Tolerujesz fakt od 10 lat,
      twierdzisz , że najbardziej cię wkurza że ukrywa i nie rozmawia o tej drugej.
      A nie pomyślałas, żeby tak przeorganizować rodzinę, żebyście faktycznie byli razem, a nie tylko weekendowe 48 godzin? Macie jeszcze ze sobą coś wspólnego poza obowiązkiem małżeńskim?
      Od ciebie zależy, czy ci w tym wygodnie czy nie, czy masz z tego związku jakieś plusy dodatnie czy nie.
      Natomiast niepokoi mnie fakt tego jak reagujesz na okoliczności zewnętrzne, bo fakt że córka miała problemy nie powinien od razu wpędzać cię w depresję, może powinien napędzić do działania i do zmian?, stawiasz też podobnie sprawę męża - że jedyny wybór to separacja albo depresja. Przyczyn swojej depresji widzisz w postępowaniu innych. To chyba powinnaś się wzmocnić żeby nie być taka emocjonalnie zależna.
      Co zmieni separacja? Mąż przestanie na weekendy przyjeżdżać? JAk to widzisz?

    • alpepe Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 15.09.15, 09:49
      Z twojej strony wygląda to tak, jak opisałaś. Solidaryzuję się i współczuję, znam tę sytuację poniekąd za autopsji, ten brak lojalności, bo nawet nie chodzi o wierność.
      Z drugiej strony, gdybyś się rozwiodła, twoje dziecko by chyba nawet tego nie odczuło, bo i tak ojca ma w weekendy. Czy chodzi o to, że sama się nie utrzymasz? Na córkę przecież twój wzorowy ojciec, syn i współpracownik pewnie będzie łożył. Czy on aby nie karze cię podświadomie za to, że "zrobiłaś" mu rodzinę, a tego wcale nie chciał? Ty się starasz, by był dom, a on pokazuje, gdzie ma te wysiłki. Ja tak to widzę i nie widzę, by to się dało jakoś naprawić, bo ty i dom jesteście tylko jego przyzwyczajeniem. Jego dom jest tam, gdzie pracuje i w telefonie, w tych wszystkich esemesach do innych kobiet.
      Nie wiem, może on nie ma jaj, by wystąpić o rozwód, może jego własny obraz by na tym stracił, więc próbuje cię do tego zmusić? Ludzie są dziwni.
      Wczoraj umarła moja znajoma na raka, czterdzieści parę lat, niesamowicie pracowita, życzliwa osoba, myśląca o sobie na końcu. Po pracy pomagała mężowi w działalności gospodarczej, tytan pracy, urlopu nigdy nie brała. Tak było ostatnie kilka lat: korki córki, własne studia podyplomowe, praca, pomoc w działalności. Kiedy się studia skończyły, dostała awans i podwyżkę, córka szczęśliwie wyszła jej z domu, żyć, nie umierać, u niej stwierdzono raka w zaawansowanym stadium. Życie jest kruche, nie marnuj go na tolerowanie tego braku lojalności u męża, nie warto. Żadna terapia małżeńska nic nie da.
    • ola_dom Gadać??? 15.09.15, 10:26
      A o czym tu z "mężem" gadać?
      Chyba że na sprawie rozwodowej, ale to chyba też nie trzeba bezpośrednio.
      Uwolnij się dziewczyno od takiego gada.
      I odpowiedz sama sobie na zadane tu wcześniej pytanie - CO Cię przy nim trzyma? Naprawdę jest coś takiego prócz przyzwyczajenia i tego, co z niego wynika?
      • vilez Re: Gadać??? 15.09.15, 13:53
        > A o czym tu z "mężem" gadać?

        Yyyy... o sytuacji?

        > Chyba że na sprawie rozwodowej, ale to chyba też nie trzeba bezpośrednio.

        No to już wiemy, skąd u nas tak niska kultura rozwodowa, skoro nawet o rozwodzie nie trzeba bezpośrednio rozmawiać.
        • ola_dom Re: Gadać??? 15.09.15, 15:42
          vilez napisała:

          > skoro nawet o rozwodzie nie trzeba bezpośrednio rozmawiać.

          No chyba, że o rozwodzie, to jak najbardziej.
          Tyle że ja odniosłam wrażenie, że autorka wątku rozumie taką rozmowę jako rozmowę mającą na celu to, żeby się dogadać = naprawić sytuację. I moim zdaniem, to tu nie za bardzo jest co naprawiać, bo nie wyobrażam sobie odzyskać zaufanie do męża po tym wszystkim.
          • vilez Re: Gadać??? 15.09.15, 17:16
            Żeby o tym wiedzieć, trzeba najpierw ... rozmawiać. A żeby rozmawiać, trzeba najpierw chcieć rozmawiać.
            • ola_dom Re: Gadać??? 16.09.15, 09:48
              vilez napisała:

              > A żeby rozmawiać, trzeba najpierw chcieć rozmawiać.

              Racja.
              Ale ja rozumiem, że można nie mieć ochoty ROZMAWIAĆ z kimś, kto tak strasznie zawiódł nasze zaufanie. Bo rozmowa - w moim pojęciu - oznacza jakiś poziom porozumienia. A jak porozumieć się z osobą, która nas oszukała i być może wciąż oszukuje (po utracie zaufania może być trudno uwierzyć w cokolwiek)?
              Logika sugeruje rozmowę, ale emocje odpychają.
              • angiz Re: Gadać??? 16.09.15, 10:39
                Ale z zeznań autorki wynika, że jej mąż nie rozmawia z nią już od wielu lat. Raczej zbywa byle półsłowkami żeby się odczepiła i przestała mu truć na tematy, na które on z nią rozmawiać nie zamierza i uważa za wyłącznie swoje.
                Mąż komunikat daje jasny.
                Co z nim robi autorka - to już jej sprawa i wola jak kalkuluje sobie "opłacalność" podejmowanych decyzji.
                Chyba autorka też siebie samą oszukuje.


                • vilez Re: Gadać??? 16.09.15, 12:48
                  Dlatego też pisałam o tym, że on może mieć swoją opowieść. Np. pt. "związek fikcyjny/pusty/umierający, utrzymywany przez obie strony dla... (tu: powody)". Czyli: układ.
                • ola_dom Re: Gadać??? 16.09.15, 13:24
                  angiz napisała:

                  > Ale z zeznań autorki wynika, że jej mąż nie rozmawia z nią już od wielu lat. Raczej zbywa byle
                  > półsłowkami żeby się odczepiła i przestała mu truć na tematy, na które on z nią rozmawiać nie
                  > zamierza i uważa za wyłącznie swoje.

                  Na dodatek.
                  Może sobie ewentualnie przeprowadzić monolog - jakby już ewentualnie chciała "rozmawiać"....
    • sajouri1 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 15.09.15, 11:04
      Dziekuje wam za odpowiedzi.
      Nie chciałabym niczego udowadniac, ale właściwie nie ma technicznych możliwoci spotkania sie mojego meza z jego muzą - odległość nie mniejsza niz do domu, ona czesto jest za granica, z uwagi na charakter pracy mojego meza ma nad soba wlasciwie niemal calodobowy nadzor przelozonych :) , nie ma jak sie urwac. Oczywiscie nie wykluczam takiej mozliwosci, ze jednak sie gdzies spotkali, niemniej nie ma technicznych mozliwosci jakis regularnych kontaktow osobistych.
      Zreszta nie o zdrade fizyczna tu chodzi, tylko o ta nielojalnosc, o ktorej pisała alpepe.
      Wiecie, to nie chodzi o wystawienie walizek - to jest rozpoznanie najprostsze i moim zdaniem moze byc na to za wczesnie. Nie jestem z tych, ktre latwo przekreslaja dotychczasowe zycie i raczej wole naprawiac niz wyrzucac. Łatwo tez powiedziec "przeprowadzcie sie, zamieszkajcie razem". Chyba wiadomo jaka jest teraz sytuacja z praca w Polsce - raczej szanuje sie robote jaka sie ma i gdzie sie ma. Nie mowie tego, zeby jakos usprawiedliwiac, jestem po prostu realistką i zarządzam tym, co mam.
      Jak czytam teraz to co napisalam, z pierwszego postu wynika jak na dloni, ze muza jest objawem, z dystansu to widze. Bierzcie tez pod uwage, ze pewnie nie do konca jestem zupelnie obiektywna, zapewne przemawia przeze mnie gorycz i znuzenie, wiec opis musi byc w czarnych barwach...
      • z_pokladu_idy Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 15.09.15, 12:51
        Powielasz ten sam schemat z wielu wątków, czyli najpierw opisujesz konkretnie sytuację, a następnie zaczynasz się wycofywać broniąc jak twierdzy swojego nielojalnego męża ze strachu przed zmianą.
        Skoro czujesz się zdradzona i intuicja podpowiada Ci, że coś jest nie tak, to może warto coś z tym zrobić.
        Z drugiej strony, skoro taka sytuacja trwa już latami i nie wyciągnęłaś żadnych wniosków, to łatwo nie będzie. Kontynuuj terapię i wzmocnij się.
      • angiz Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 15.09.15, 20:23
        Czyli nie chcesz z nim gadać, bo wiesz, że nie ma o czym, ale wydaje ci się że tak by wypadało.

        facet się nie zmieni od twojego gadania tak jak przez 10 lat się nie zmienił,
        a ty właściwie wcale nie masz ochoty robić rewolucji w swoim wygodnym domu i formalnym małżeństwie.
        więc wolisz nic nie gadać, bo po tylu wcześniejszych gadaniach czujesz, że może powiesz o słowo za dużo i tym samym tobie samej już nie będzie wypadało gadać i gadać a musiałabyś jednak coś z tym swoim małżenstwem zrobić. A tego unikasz. Od wielu lat zgrabnie zamiatając pod dywan fakt, że więzi i bliskość macie w stanie agonalnym.
      • ad.a6 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 12:35
        ....taaaa i przez takie właśnie podejście, jakie prezentuje autorka, straciłam wieloletniego przyjaciela, z którym absolutnie NIC mnie fizycznie nie łączyło. Kilkunastoletnia przyjażń legła w gruzach bo idiotka postawiła faceta pod ścianą. On, chcąc przytrzymać darmową dziurę i gospodynię domową, pozrywał wszystkie przyjaźnie. Smutek :(
        • sajouri1 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 12:50
          Tzn jakie podejscie? moze ty w swojej przyjazni z mężem "darmowej dziury i gospodyni domowej" bylas najzupelniej w porzadku i rzeczywiscie nie dochodzilo do naruszania "miru małżeńskiego". U nas dochodzi. Nie widzisz?
          Zreszta jak kobieta o kobiecie mówi per "darmowa dziura" to wcale sie nie dziwie, ze zona owego przyjaciela nalegala na zakonczenie tej znajomości.
          • ad.a6 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 12:58
            ON tak o niej mówił, nie ja. Właśnie po tym, jak mi po kilku piwach przyszedł się poużalać jaka to D. jest zła. Zapytałam, czemu z nią jest, skoro tak na nią narzeka. On na to, że ma potrzeby seksualne, a niewiele kobiet tolerowałaby jego dziwactwa (facet blisko 40-tki, grający na basie w kapeli, często koncertujący i lubiący imprezy). Szkoda mi tej przyjaźni, o wiele rzeczy mogłam go prosić, różne naprawy w domu, samochód służbowy, taki "zawieź-przywieź", nigdy nie płaciłam za paliwo. I chyba jednak naruszałam ich mir domowy. Mogłam zadzwonić o każdej porze dnia i nocy. On zresztą też.
            • morgen_stern Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 13:45
              Chamsko trollujesz.
      • kama265 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 21.09.15, 21:07
        chciałam Ci uświadomić, że przyjeżdżać może również ona do niego i oszukujesz się myśląc, że nie ma możliwości regularnych kontaktów osobistych, niestety...
    • vilez Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 15.09.15, 12:44
      Każdy ma swoją opowieść. TY masz swoją, mąż ma zapewne swoją, i są to opowieści niekoniecznie kompatybilne

      Co do Twojej opowieści...Żeby być z kimś na odległość (widywanie się tylko w weekendy), to trzeba dużej dozy wzajemnego zaufania. Nie rozumiem, jak mogłaś godzić się na takie życie bez zaufania. Przecież to musiała być - i jest nadal- męka. Po pierwszej alarmującej akcji trzeba było się na to przestać godzić.
      Dalej- samo oszustwo i kłamstwo, to że mąż jest do tego zdolny, dla mnie oznaczałoby koniec małżeństwa. No, ale to mój zaledwie moja opinia, Ty widocznie miałaś inaczej.
      Kolejne pytanie brzmi, czy interesowało Cię to, DLACZEGO i CZEGO mąż szuka w tych "przyjaźniach", czy np. tego, czego mu brakowało w Waszym związku (jeśli brakowało).
      Kolejne: dlaczego ukrywał te przyjaźnie, jeśli nie były, powiedźmy groźne dla Was (przyjmijmy). Bo ostatecznie przyjaciół możemy mieć, małżeństwo i rodzina tego nie wykluczają.
      No i najważniejsze: czemu jesteś tyle lat z kimś, kto broni TOBIE dostępu do siebie? Po co? Czy odpowiadał Tobie letni związek i czemu? Z kimś, kto bagatelizuje Twoje cierpienie (choćby miał inne spojrzenie na powody i am problem)- takie rzeczy się wyjaśnia między sobą. Brak chęci do wyjaśnienia i rozwiązania problemu (a co za tym idzie: zmniejszenie cierpienia drugiej strony) byłby dla mnie najważniejszą przesłanką do rozwodu- tego bym nie wybaczyła, bo to uważam za najważniejszy prognostyk szans przetrwania związku. Ergo: on Ciebie nie kocha.

      Jak już napisałam, ja bym nie była z kłamcą. Ani z kimś, z kim nie czuję głębokiej więzi i głębokiej komunikacji. Bo nie ma miłości.

      Tyle bym miała pytań do Ciebie.
    • koronka2012 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 15.09.15, 15:10
      Twoja depresja jest skutkiem ubocznym życia na huśtawce emocjonalnej i braku zaufania.
      W tym wszystkim nie napisałaś co cię w tym układzie trzyma. Rozumiem, nie chcesz przekreślać przeszłości, ale zwyczajnie ciekawi mnie jakie są dla ciebie benefity tego związku, poza drugą pensją.
      Żyjecie od X czasu osobno, praktycznie jesteś samotną matką, mąż się alienuje - i tez nie mam złudzeń, że kasuje sms-y traktujące o pogodzie, zdrady fizycznej jestem wręcz pewna.

      Co dobrego daje ci ten związek? jeśli nawet nie jesteś w stanie rozmawiać - to świadczy moim zdaniem o tym, że nie chcesz przyjąć do wiadomości najbardziej logicznego scenariusza i po prostu NIE CHCESZ wiedzieć. Zresztą - zanim podejmiesz rozmowy musisz sobie odpowiedzieć na pytanie co zrobisz, jeśli ich scenariusz okaże się dla ciebie niekorzystny? jeśli uzyskasz odpowiedzi, które ci się nie spodobają?
      Rozpatrując alternatywy piszesz o separacji (a nie rozwodzie)- dlaczego za wszelką cenę chcesz utrzymać ten związek? (czy raczej iluzję rodziny). Kochasz go na zabój czy po prostu boisz się zmian?
    • sajouri1 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 15.09.15, 21:15
      Hm, same radykalistki niemal...
      A gdzie orędowniczki swobodnych kontaktów współmałżonków z koleżankami , oraz tezy, że każdy przebywający w zwiazku małżeńskim ma prawo do swobodnej realizacji własnego życia, w tym tez posiadania koleżeństwa płci przeciwnej?
      A ja miałam nadzieje, ze przesadzam w swoich ocenach ...
      • akn82 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 15.09.15, 21:35
        Ale z Twojego posta wynikało, że czujesz się tą sytuacją upokorzona. W tym przypadku nie ma miejsca na wolność w związku, bo odbywa się ona kosztem drugiej osoby, która z tego co piszesz cierpi.
      • angiz Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 15.09.15, 21:42
        a to my się tu żalimy na twojego męża czy ty na swojego?
        jak dla mne oboje możecie się bzykać z autobusem arabów (ty) i i mieć haremik arabek (on) jak wam tak odpowiada.
        tylko zdecyduj się co ci odpowiada.
        a nie gadaj jedno, myśl drugie a rób trzecie - bo wtedy nic dziwnego że depresją kończysz.

        zdecyduj się jak chcesz żyć, co dla ciebie jest cenne a co dopuszczalne.
        i takie życie sobie ułóż. czy sama czy z kimś to życie pokaże.

        tyle czasu na odległość więc chyba ty sama też aż tak tego męza nie pragniesz jak by wypadało w kochającej, zżytej rodzinie?
      • edw-ina Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 15.09.15, 21:51
        aaa, poczułam się wywołana do odpowiedzi :D
        Jutro na to wywołanie odpowiem ;)
        • edw-ina Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 12:08
          Ja wierzę w to, że można mieć kontakty, nawet bliskie, z osobami przeciwnej płci bez uszczerbku na związku. Ale te kontakty przede wszystkim nie mogą być owiane tajemnicą. Muszą być jawne, bez ściemniania, ukrywania, oszukiwania. Kiedyś na tym forum dawałam już ten przykład: mogę przyjaźnić się z facetami, jeśli nasza przyjaźń jest jawna, tj. znamy i lubimy swoje drugie połówki, bywamy w naszych domach, nie ukrywamy naszych spotkań, chętnie spotykamy się w większym gronie (czyli plus mój mąż, jego żona lub plus oboje). Bo to wszystko świadczy o tym, że jest to właśnie przyjaźń, a nie coś innego.
          W twoim przypadku, a raczej w przypadku twojego męża nie nazwałabym tego przyjaźnią, właśnie ze względu na to ukrywanie. Druga rzecz, że on może po prostu z jakiegoś powodu potrzebować takiej sfery prywatnej. Tylko trzeba znaleźć kompromis pomiędzy sferą prywatną a uzasadnionymi potrzebami partnera/partnerki. Każdy osoba, czy w związku czy nie, potrzebuje pewnej prywatności, kawałka własnego świata. Ale kawałka, a nie prowadzenia równoległego życia.
          Ja nie jestem tak radykalna, jak wiele wypowiadających się tutaj osób. Pewnie najpierw, zanim podjęłabym inne kroki, zrobiłabym to samo, co pan, tj. znalazła sobie hmmm... telefonicznego pocieszyciela :D I robiła to tak, by mąż to zauważył. Po czym, gdyby to wytknął, powiedziałabym, że on przecież robi to samo od lat, więc albo wolno nam to samo, albo oboje musimy przestrzegać pewnych zasad. Postawa cierpiętnicy jest czymś najgorszym, co możesz w tej chwili zrobić. Wiesz, gdyby mnie mąż nie widział przez tydzień, to w weekend by ujrzał, jak wychodzę uśmiechnięta z domu w czerwonej sukience. I miałby kolejne dni na zastanawianie się, co też ja takiego robiłam. Nie należy podawać się nikomu na talerzu.
          • ad.a6 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 12:43
            Myślę dokładnie tak samo jak Edwina. Autorka nudna i przewidywalna, i....ględząca non stop na ten sam temat. Tak obraz mi się wyłania niestety. Wybacz autorko, ale ja stałam kiedyś po tej drugiej stronie. Znaliśmy się latami, bez podtekstów erotycznych. Zawsze mieliśmy tematy do rozmów, mogliśmy przegadywać całe noce, były wspólne wypady na koncerty. Ta jego (....) była zupełnie z innej bajki. Nie rozumiała jak i o czym można rozmawiać, pisać. W końcu omotała go tak, że mnie nie poznaje ulicy :(
            • paulina7171 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 13:08
              W końcu omotała go tak, że mnie nie poznaje ulicy :(

              Jasne.

              Kolejna, która woli wierzyć w efekt "biednego misia" niż przyznać, że znajomość nie była dla pana aż tak ważna jak dla niej.

              • ad.a6 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 13:11
                No tak, ta która d...y daje jest ważniejsza od starej przyjaciółki, przy której można było pozostać sobą. I to było w nim najfajniejsze.
                • mag1982 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 18.09.15, 14:01
                  No ale w zdrowym związku to chyba logiczne, że mąż /żona są ważniejsi od przyjaciół.
                  • ola_dom Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 21.09.15, 10:59
                    mag1982 napisała:

                    > No ale w zdrowym związku to chyba logiczne, że mąż /żona są ważniejsi od przyjaciół.

                    ad.a zdaje się nie jest specjalistką od zdrowych związków.
          • mozambique Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 12:57
            oj edwina - kłamczuszka z ciebei - nie raz i nie dwa na forach kobiecych pisałaś ze jestes w stanie tolerowac sypianie twego partnera z inną kobietą pod warunkiem ze tą informacją nie bedzie cie uszczesliwiał, innymi słowy - czego oczy nie widzą .....
            • edw-ina Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 13:33
              Nie ja jestem kłamczuszką, tylko tobie wówczas i nadal nie udało się pojąć tego, co kiedyś napisałam i czego się nie wypieram. A mianowicie tego, że w dobrych związkach wyłączność seksualna nie jest koniecznością, że można żyć w udanych, szczęśliwym i przynoszącym wszelkie emocjonalne profity związku, nawet wtedy, gdy wyłączność seksualna nie jest zachowana. To za cholerę nie jest jednoznaczne z tym, że jestem w stanie tolerować sypiania mojego męża z innymi kobietami, a on moje z innymi facetami. To oznacza, że jesteśmy gotowi przyjąć, że w sytuacji, w której chemia pomiędzy nami by zamarła lub nasze życie seksualne przestałoby istnieć z powodu np. zdrowotnego, to chcielibyśmy móc kontynuować głęboką relację mimo świadomości, że ta druga strona lub obie strony, realizuje część swojej fizyczności poza stadłem. I mimo tej świadomości staramy się być atrakcyjni dla siebie, uwodzicielscy, warci tak dużo, by nie chciało się tego stracić. Wiem, tobie się to w głowie nie mieści i spłycasz to, jak się da.
              • ad.a6 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 13:36
                Podpisuję się. Tak jak się w głowie nie mieści co niektórym że można mieć PRZYJACIELA, nie kochanka.
                • ola_dom Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 13:56
                  ad.a6 napisał(a):

                  > Tak jak się w głowie nie mieści co niektórym że można mieć PRZYJACIELA, nie kochanka.

                  Można, można.
                  Ale to nieco inna kategoria, niż kiedy mąż mówi o przyjaciółce, że - cytat z postu założycielskiego:

                  "coś do niej czuł".
              • tully.makker Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 14:51
                Aha, czyli te pryncypialne wypowiedzi oznaczaja tak naprawde gdybanie, ze moze trwac wiez uczuciowa po ustaniu erotycznej.
                I ze jest OK dla wszystkich mieszkac z mezem Kaziem, ale nie sypiac z Kaziem, tylko z kochankiem Joziem. Ale wciz kochac Kazia, a Jozia... hmm, moze tez, moze nie.

                IMHO, niesmaczne.
                • edw-ina Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 15:26
                  A widzisz, znam kilka par, które tak całkiem dobrze funkcjonują. Nie twierdzę, że jest to dla każdego, ale mówię, że jest możliwe. I wolę myśleć, że związek to coś więcej niż wyłączność seksualna. Tym bardziej, kiedy widzę w jak wielu stadłach wygląda to tak, że nie istotne, iż ludzi nic nie łączy, nie lubią się, nie szanują, ale dopóki nikt nie sypia z nikim innym, to jest git. Ja patrzę od drugiej strony, tj. większą wagę przykładam do tego, by była ta wspólnota, szacunek, chęć zrozumienia, pomocy, wsparcie, bliskość itp. i w tym widzę siłę relacji i zasadność jej kontynuowania. I jestem w stanie pojąć, że mając to wszystko można uznać, że np. czysto fizyczny skok w bok jest sprawą trudną dla relacji, ale wciąż nie poddającą w wątpliwość zasadności jej kontynuowania.
                  Ale błagam, ja już tyle razy przerabiałam ten wątek wyciągnięty przez Mozambique, że nie chce mi się powtarzać tego po raz setny.
      • mamrot3 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 08:33
        Wzywasz mnie do tablicy. Przez bardzo wiele lat patrzyłam z życzliwością na "przyjaźnie" męża z osobami płci przeciwnej. W pewnym momencie okazało się, jaki w istocie mają charakter te znajomości. Wtedy się rozwiodłam. Dziś żałuję, że zrobiłam to tak późno.
      • vilez Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 09:10
        > A gdzie orędowniczki swobodnych kontaktów współmałżonków z koleżankami , oraz tezy, że każdy
        > przebywający w zwiazku małżeńskim ma prawo do swobodnej realizacji własnego życia, w tym tez
        > posiadania koleżeństwa płci przeciwnej?

        HM..a czytać potrafisz? Bo ja napisałam: "dlaczego ukrywał te przyjaźnie, jeśli nie były, powiedźmy groźne dla Was (przyjmijmy). Bo ostatecznie przyjaciół możemy mieć, małżeństwo i rodzina tego nie wykluczają."

        Ja mam przyjaciół płci męskiej, i jakoś mój mąż zagrożony tym się nie czuje, a ja nie ukrywam przed nim tych przyjaźni, przeciwnie- zaprosiłam go do nich.
        Czujesz różnicę?
        • ad.a6 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 12:47
          Akurat ten mój przyjaciel zerwał przyjaźń ze mną, mimo, że nie stanowiła zagrożenia dla jego związku z tamtą. Wiem tylko, że czuła się bardzo źle w moim towarzystwie, gorsza, brzydsza, wycofana, a je "facet" interesował się wówczas tylko mną. ALE z MOJEJ strony nie było żadnego podtekstu erotycznego, bawiło mnie jego zainteresowanie moją osobą. Tyle.
          • sajouri1 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 12:58
            no cóż, wcale się nie dziwię, że prezentowane przez ciebie "rozbawienie" w sytuacji zainteresowania czyjegos męża "tylko tobą" musiało sie skonczyc w taki sposób.
            \Niezaleznie od podtekstow erotycznych czy nieerotycznych z twojej strony.
            Moze podtekst erotyczny był z JEGO strony, ona to wyczuła i ukróciła twoje rozbawienie, co złoci cie niepomiernie do dnia dzisiejszego.
            Pusta baba jestes z tego co piszesz, wiesz, Ad. a6?
            • sajouri1 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 13:00
              oczywiscie - złości cie do dnia dzisiejszego. O złoceniu nie ma mowy.
              Pogódz sie z tym, ze ten akurat facet wybrał swoje małżeństwo zamiast ciebie.
              • ad.a6 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 13:07
                O jakim wyborze Ty piszesz? Nigdy nie było nawet mowy o tym że moglibyśmy być razem. A i owszem, teraz to ja bym go nie chciała. Znudniał i spowszedniał, obciął włosy, zgolił zarost, przestał grać, nawet własnej siostry z dziećmi unika (...podobno D powiedziała, że ją drażnią bachory..). Brakuje mi tych rozmów przy muzyce i filozofowania. Tak po prostu. Nie wiedziałam że kiedyś będzie musiał wybierać.
            • ad.a6 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 13:02
              Pusta baba jestes z tego co piszesz, wiesz, Ad. a6?

              ...skąd taki wniosek? To takie dziwne, że ktoś się zna iksnaście lat, przechodzi razem rozwody, (najpierw ja potem on), wypłakuje się sobie w rękaw, wiesz, tyle lat byliśmy bez partnera (i on i ja) i NIGDY do niczego nie doszło. Więc...na jakiej podstawie wysuwasz takie wnioski?
              • sajouri1 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 13:08
                Skad taki wniosek? Z tego samego zrodla, ktore podpowiedzialo ci, ze jestem nudna, przewidywalna i ględząca.
                • ad.a6 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 13:09
                  Bo co złego jest w smsach...? Czy one muszą oznaczać akurat TO?
              • pade Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 22:41
                do tej pory nie przebolałaś tej straty?
                tak w życiu bywa, czasem trzeba wybierać i Twój przyjaciel dokonał wyboru - wybrał żonę, to on ponosi odpowiedzialność za swoją decyzję
                nieładnie tak wylewać pomyje na tę kobietę
          • angiz Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 15:48
            > Wiem tylko, że czuła się bardzo źle w moim towarzystwie, gorsza, brzydsza, wycofana, a je >"facet" interesował się wówczas tylko> mną.


            sorry, ale z opisu wygląda, że ten facet to zwykły cham był ewentualnie klasyczny du.ek.
            a tobie najwyraźniej imponowało, że możesz być "lepsza" od jego żony i "tylko tobą" się zajmuje gdy jesteś w okolicy a ją ma wtedy głęboko.
            gdybyś ty przyjaciółką tego faceta była to byś zadbała by z jego żoną też się zaprzyjaźnić a nie okupowała miejsce "ja tu byłam przed tobą i tak ma zostac".

            > bawiło mnie jego zainteresowanie moją osobą. Tyle.

            Z tego co napisalaś to wynika, że zwyczajnie jak babsko z babskiem żeś rywalizowała o zainteresowanie samca. Nie po to, zeby samca zdobyć, ale żeby dla frajdy pokazać się, że jestes lepsza od tej drugiej.

            • angiz Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 15:54
              > Z tego co napisalaś to wynika, że zwyczajnie jak babsko z babskiem żeś rywalizo
              > wała o zainteresowanie samca. Nie po to, zeby samca zdobyć, ale żeby dla fra
              > jdy pokazać się, że jestes lepsza od tej drugiej.

              doczytałam wyżej, że miałas też od faceta darmowe remonty i wożenie autem.
              no to faktycznie masz powod do płaczu, że swoje zaangażowanie czasowo-finansowe przerzucił na inną kobietę a ty musisz szukać innego frajera.
            • ad.a6 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 09:00
              Z tego co napisalaś to wynika, że zwyczajnie jak babsko z babskiem żeś rywalizo
              > wała o zainteresowanie samca. Nie po to, zeby samca zdobyć, ale żeby dla fra
              > jdy pokazać się, że jestes lepsza od tej drugiej.

              Może i tak, ale nie było to z góry zamierzone. Wyszło samo z siebie i było (przy okazji) mega przyjemne.
              • lady-z-gaga Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 12:49
                Bidulo... musisz się przy cudzym facecie dowartościowywac, bo nie możesz znaleźć w własnego?
                dlaczego ten, dla ktorego ty jesteś darmową dziurą i godpodynią, nie naprawi ci samochodu, nie podwiezie, nie powie komplementu?
                • ad.a6 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 13:18
                  Nie trafiłaś. To było zanim mojego faceta poznałam. Potem jeszcze przez jakiś rok spotykalismy się we czwórkę i dzień przed pewnym Sylwestrem definitywnie się skończyło. telefonem od niej, że niestety nie przyjdą na umówioną imprezę bo (i tu stek żali, że ona się od zawsze w moim towarzystwie źle czuła, itp. itd...) nie przyjdą i już. Sylwka miałam z głowy. Cały Sylwester przesiedzielismy z moim i rozkminialiśmy o co jej konkretnie mogło chodzić.
                  • lady-z-gaga Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 16:09
                    Czyli jednak trafiłam ;) jako samotna matka z dzieckiem potrzebowałas frajera na każde skinienie, ktory zapewni dodatkowo wsparcie finansowe. Niestety, obsadzenie w tej roli żonatego faceta nie było dobrym pomysłem. I prawdopodobnie on sam miał Ciebie dość, a Ty obwiniasz jego żonę.
          • vilez Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 17:25
            No nie, te fragmenty:
            > czuła się bardzo źle w moim towarzystwie, gorsza, brzydsza, wycofana
            > interesował się wówczas tylko mną
            > bawiło mnie jego zainteresowanie moją osobą
            eliminowałyby Cię z grona aprobowanych przez mnie przyjaciółek męża.
            • pade Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 22:42
              u mnie też
    • iziula1 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 15.09.15, 22:09

      To wygląda na jakiś masochizm z twojej strony. 10 lat tak trwać ?
      Dlaczego? Po co ?

      Zaczęłaś swój post od umniejszenia problemu - nie masz racji masz ogromny problem ze sobą i swoim związkiem, choć raczej wygląda to na dziwny małżeński układ.
      Mąż ideał, żona cierpiętnicą - idealny obraz dla sąsiadów, dalszej rodziny. Cierpi córka która wyczuwa fałsz waszego układu i ty obrywasz ( depresja ) rykoszetem za swoje wybory. Bo bierna akceptacja to także wybór. Twój wybór.


    • enith Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 04:20
      Fatalna sytuacja, nie ma co. Z jednej strony ty, która nie chcesz/nie umiesz/boisz się podjąć radykalną decyzję o separacji lub rozwodzie. Z drugiej strony mąż, o którym doskonale wiesz, że nigdy się nie zmieni. Skoro sprawa ciągnie się od 10 lat, a rozmowy dotychczas przeprowadzone doprowadziły tylko do tego, że mąż lepiej się z posiadaniem "koleżanek" kryje i maksymalnie dystansuje się do waszego związku, należy uznać, że pan już tak ma i nie tracić czasu na rozwiązania, które może i by się sprawdziły, ale dekadę temu, a nie teraz, gdy sytuacja jest już utrwalona. Piłka jest po twojej stronie, a ty powinnaś iść na terapię i z jej pomocą totalnie z kolei zdystansować się do tego, co wyrabia twój mąż. Masz się wzmocnić wewnętrzne i odciąć od jego wybryków. To, czy mąż z panią/paniami pisuje czy sypia ma ci po terapii zwisać i powiewać do tego stopnia, że nie będziesz co i rusz popadać w depresję, ciągnąc za sobą waszą córkę. Czujesz i widzisz przecież, że to wszystko są naczynia połączone: męża nielojalność ----> twoja depresja -----> problemy córki. Zważ dodatkowo na fakt, że to głównie na tobie spoczywa odpowiedzialność za wychowanie córki z racji tego, że jej ojca przez większość czasu nie ma w domu. Co się stanie, jeśli za twoją depresją pójdzie rozwalone zdrowie fizyczne? Przecież musisz wiedzieć, że długotrwałe życie w stresie rujnuje nie tylko psychikę, ale i ciało. Twój mąż pracuje poza domem. Gdybyś ty się dziś kompletnie rozsypała, kto zajmie się córką? Walcz więc o siebie, wzmocnij i psychicznie uniezależnij się od męża do tego stopnia, że będzie ci wszystko jedno, czy są jakieś koleżanki, czy ich nie ma. To jest JEDYNE wyjście w obecnej sytuacji, skoro separacja/rozwód nie są przez ciebie brane pod uwagę.
    • differentview Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 07:45
      Tylko z tym nie daje rady - z oszustwem i kłamstwem, reaguje na to alergicznie.

      mysle, ze sama siebie tez niezle oszukujesz; w calej tej sytuacji nie jest najwiekszym problemem, ze on nie wtajemnicza Cie w szczegoly swoich relacji z kobieta, do ktorej cos czuje( jak sobie to wyobrazasz?- ze mowi Cie- wiesz jak z nia rozmawiam to czuje ekscytacje i chce mi sie zyc a jak z Toba to mi sie wszystkiego odechciewa...?); tylko raczej to, ze miedzy Wami jest slabo od wielu lat; piszesz, ze przez pare lat byl spokoj- co to znaczy, ze byl spokoj? moze ten spokoj nie jest dla Twojego meza tym czego oczekuje od zwiazku i stad problem kolezanek powraca jak bumerang
    • negentropia nie przejmuj się 16.09.15, 13:04
      nie przejmuj się specjalnie ad.a6, jest ona przypadkiem nieuleczalnym
      • sajouri1 Re: nie przejmuj się 16.09.15, 13:11
        rzeczywiscie...
      • ad.a6 Re: nie przejmuj się 16.09.15, 13:12
        ...ten wątek jest chyba o czymś innym?
        • ad.a6 Re: nie przejmuj się 16.09.15, 13:14
          Poza tym ja dalej nie mogę się pogodzić z tym, że ta .... stwierdziła że ONA się źle czuje w moim towarzystwie i w związku z tym M kończy znajomość. Powiedziała telefonicznie. Po kilku latach spędzonych razem na imprezach, prawie wszystkie weekendy, Sylwestry, koncerty, wakacje.... masakra.
          • mozambique Re: nie przejmuj się 16.09.15, 14:27
            to znaczy ze nie bylas zadną przyjaciółką

            byłas po porstu dłuzszą damską znajomoscią , ktorej bez zalu pan sie pozbył , dla - jak widac - cenniejszej dla emocjonalnie i fizycznie osoby
            • ad.a6 Re: nie przejmuj się 16.09.15, 14:39
              Nie ma to jak dowalić. No ale może masz rację. Seksu nie było a i obiadków też nie podstawiałam pod nos.... Poza tym sam się wypowiadał na jej temat, mówił np. że brzydka jest i CO ma z nią zrobić żeby zaczęła jakoś wyglądać.
              • mozambique Re: nie przejmuj się 16.09.15, 14:46
                ja wiem ze to smutne przekonac sie ze wieloletnia znajomosc ( nieseksualna co podkreslasz) idzie w diabły bo pojawiła sie atrakcyjna seksualnie mozliwosc

                jak z tego wniosek ?
                ja nic nie sugeruję - życie, po porstu życie

                z tyma ze ja nigdy nie wierzyłam w "czystą przyjaźń męsko-=damską
                • ad.a6 Re: nie przejmuj się 16.09.15, 14:53
                  właśnie gdyby ATRAKCYJNA była, to bym się wcale nie zdziwiła. Niestety ten facet to taki gatunek, dla którego z braku laku i kit dobry, więc tym bardziej przykro....
                  • vilez Re: nie przejmuj się 16.09.15, 17:36
                    troll
                    • ad.a6 Re: nie przejmuj się 17.09.15, 08:58
                      > troll

                      ....bo?
                      • vilez Re: nie przejmuj się 17.09.15, 11:00
                        Bo to., co napisałaś, jest nieprzytomnie głupie, a tak głupi ludzie nie istnieją. Pozostaje opcja- troll.
                        • morgen_stern Re: nie przejmuj się 17.09.15, 13:49
                          Oczywiście, że to troll, po co w ogóle z nią/nim dyskutujecie?
                          • ad.a6 Re: nie przejmuj się 17.09.15, 13:57
                            ...bo nie może być prawdą że kobieta ma przyjaciela?
                            • a.nancy Re: nie przejmuj się 18.09.15, 15:12
                              "bawiło mnie jego zainteresowanie moją osobą" - to nie wygląda jak opis przyjaźni.
    • paris-texas-warsaw Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 14:16
      Sajouri, a Ty uważasz, że ta kobieta jest kochanką męża czy znajomą?
      Poznałaś ją jakoś?
      I czy Ty bywałaś /bywasz tam w drugim mieszkaniu męża?
      Na początku piszesz, że inni maja gorzej etc. Jaką sytuację w małżenstwie uważasz za gorsza od Twojej?
      I jeszcze pytanie - jakiego typu rady potrzebujesz?
      • sajouri1 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 17:11
        Wątek się zrobil mocno off-topic, jak to zwykle bywa, wiec dziekuje za powrót do meritum.
        Odpowiadając.
        Nie wiem jaki charakter ma znajomość mojego męża z tamtą kobietą. Nie przypuszczam, aby z powodów technicznych (opisanych powyzej) moglo dojść do konsumpcji, choc oczywiscie licze sie z taka mozliwoscią. Nie poznałam jej, ani on ani ona nie dążą do jawności. Kurde, moze jestem z tych naiwnych, ale kiedy robilam dluzszy projekt z kolega z roboty, to poprosiłam o to, żeby przedstawił mnie swojej żonie jak najszybciej, po to, aby sytuacja była zupełnie clear. Zas nasza korespondencja SMSowa i mailowa mogłaby zawisnąć na billboardach. Moze niepotrzebnie mierze swoja miarką?
        To nie jest jego mieszkanie, tylko rodzaj mieszkania hotelowego, gdzie mieszka kilku pracowników. Nie byłam tam.
        Za gorsza od mojej uwazam sytuacje, gdzie panuje przemoc fizyczna, niedostatek, brak pracy, choroba.
        Czego potrzebuję? chciałam sie zdystansowac, bo jak tak mysle i mysle, to zapetlam sie okropnie i ogarnia mnie paraliz decyzyjny. Chcialam przeczytac, ze komus sie jednak udalo wyjsc z podobnego bagna i podpowie jak to zrobił. Chciałam przeczytac, ze przesadzam i ze męzczyzni mają prawo do posiadania swoich tajemnych muz (ha ha, to byl zart). Chciałam sie dowiedziec, jak to widza inni, bo on mi ciagle wmawia, ze ja przesadzam. Przewidywałam pisząc ten post , ze 90% bedzie doradzało rozwód, nie przewidziałam, że takich porad bedzie z 98% . Ale kilka pomysłów było inspirujących.
        • paris-texas-warsaw Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 19:18
          Sajouri, nie wiem do końca w jakim znaczeniu chodzi i o zdystansowanie się. Ja osobiscie jestem zawsze bardziej za poszerzaniem i pogłębianiem oglądu, ale nie wiem, czy o to Tobie chodzi, czy wręcz przeciwnie. Wydaje mi się, że Ty się bardzo własnie dystansujesz od wiedzy i wniosków i stad nie możesz żadnej decyzji podjąć. A dystansujesz się np. nie wiedząc przez tyle czasu, jakiego charakteru jest znajomość męża z opisaną kobietą (kobietami). Trudno podejmować decyzje nie znając faktów. Ja bym się dowiedziała przede wszystkim najpierw od męża, a brak jasnych informacji tez jest informacją. Czy jest zainteresowany w taki i taki sposób małżeństwem, który by Tobie odpowiadał związkiem, czy ma kochankę, etc. Albo podejmowała decyzje na podstawie stanu faktycznego - jeśli ktoś się maksymalnie dystansuje, jego życie nie jest kompatybilne z naszym, etc. etc. to i tak de facto nie ma związku.
          Co do małżenstwa, to ocena jego stanu np. poprzez niedostatek, chorobę, brak pracy, etc. jest wg mnie nie do konca miarodajne, bo sa to sytuacje zewnetrznei nie świadczą czasem w ogóle o stanie związku, a o stanie majątkowym etc. Wydaje mi się też, że może być bardzo trudno skleić na nowo związek z osobą prowadzącą obecnie równoległe życie, bo taka osoba może mieć już zupełnie inne priorytety.
          • sajouri1 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 21:27
            Tak, zrozumiałam o co chodzi. Masz rację i wydaje mi sie, ze dobrze zrozumiałaś, o co mi chodziło, poza drobiazgami, o ktore nie bede kruszyc kopii, bo wejdziemy na dzielenie wlosa na czworo :)
        • koronka2012 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 20:28
          sajouri1 napisał(a):

          Za gorsza od mojej uwazam sytuacje, gdzie panuje przemoc fizyczna, niedostatek,
          > brak pracy, choroba.

          To się nazywa relatywizm - pocieszasz się, że inni mają gorzej, więc ty nie masz na co narzekać:P Tymczasem (poza przemocą) w tych przykładowych związkach ludzie mogą być o wiele bardziej szczęśliwi niż ty jesteś. Bo mają dla siebie wzajemną troskę, zaufanie i szacunek.I to jest zasadnicza różnica - na twoją niekorzyść. Z autopsji powiem ci tak - zaufanie jest podwaliną wspólnego życia, bez tego nie da się tworzyć związku. Zdrada fizyczna to pikuś przy tym, że inna kobieta jest najwyraźniej bliższa mężowi emocjonalnie.

          Piszesz o tym, że ten brak zaufania cię niszczy, stąd pytanie co jest przeciwwagą dla takiego poziomu wieloletniej frustracji?

          Nie, nie musisz się rozwodzić - jeśli tego nie chcesz, jeśli go mimo wszystko kochasz - takim jaki jest. Tylko niech to będzie decyzja na "tak" a nie z gatunku "nie mogę bo kredyt, dzieci coś tam..."
          • sajouri1 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 21:24
            Obawiam się samokrytycznie ze to nawet nie jest relatywizm, tylko samozakłamanie... cos mi sie wydaje, ze chyba bardzo mi zalezalo na tym, zeby postrzegano nasze małżeństwo (rodzina, znajomi) jako zgodny i dobrze funkcjonujący. Chyba wkladałam wiele sil w to, zeby zachowac pozory. Moja matka chyba sie wywróci, jesli sie dowie. Niemniej majac do wybrania pomiedzy dżumą kłamstwa a cholerą problemów zdrowotnych jakie w stresie produkuje ona i mój ojciec (cisnienia, bole brzucha, bezsennosc, alkohol) - to wybierałam dżumę.
            Dodam jeszcze, bo rzeczowo gadacie - trudno jest w płaskim poście zamiescic całą złożoność relacji. To, że wątkouczestniczki doszukały się na podstawie jednego wpisu rzeczy, ktorych w naszym małżenstwie nie ma i nie bylo - to jedno. To że wszelkie próby wyjasnienia odczytywane są jako wycofywanie się - to drugie. A trzecie jest takie, ze nasze malzenstwo nie sklada sie z samych zlych rzeczy, jest tez i dobro... i to jest odpowiedz , pewnie czesciowa, na twoje pytanie, koronko. Choc przyznam, ze erozja relacji spowodowana oddaleniem (we wszystkich mozliwych znaczeniach tego slowa ) , brakiem zaufania i troski - to jest cos co coraz bardziej wyłazi na wierzch.
            Dziękuję, koronko, piszesz ostro, ale do rzeczy i dlatego cię lubię :)
            • tully.makker Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 10:14
              Moja matka chyba sie wywróci, jesli sie dowie. Niemniej majac do wybrania pomiedzy dżumą kłamstwa a cholerą problemów zdrowotnych jakie w stresie produkuje ona i mój ojciec (cisnienia, bole brzucha, bezsennosc, alkohol) - to wybierałam dżumę.

              Wlasciwie ten tekst mowi wszystko. Zostalas przez rodzicow szantazem emocjononalnych wytresowana do zamiatania gowna pod dywan i udawania, ze jest cacy niezaleznie od tego, co naprawde czujesz. Nic dziwnego, ze nie jestes w stanie wykrztusic z siebie slowa, kiedy trzeba sie przyznac, ze cacy nie jest.
              Nieprzypadkiem zapewne wybralas sobie za meza mezczyzne, ktory prawdziwej wiezi nie chce (i nieprzypadkiem on wybral ciebie). Bo zostalas uksztaltowana w modelu w ktorym pozory sa wazniejsze niz emocje, niz prawda. Teraz te rany emocjonalne przenosicie z mezem na nastepne pokolenie.

              Przyjaciolka meza to objaw, a nie przyczyna choroby. Nawet twoj maz jest tak naprawde tylko objawem. Ja na twoim miejscu sprobowalabym sie spotkac ze soba, prawdziwa soba, na terapii. Zobaczyc, dlaczego to sobie zrobilas, i co teraz mozesz wykonac, zeby zyc pelnia zycia. zapewne bez meza, bo on nowej ciebie nie uniesie, i pewnie w oddaleniu od toksycznych rodzicow. IMHO warto, ale oczywiscie ty zdecydujesz.
              • ola_dom Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 10:21
                tully.makker napisała:

                Moja matka chyba sie wywróci, jesli sie dowie. Niemniej majac do wybrania pomiedzy dżumą kłamstwa a cholerą problemów zdrowotnych jakie w stresie produkuje ona i mój ojciec (cisnienia, bole brzucha, bezsennosc, alkohol) - to wybierałam dżumę.
                >
                > Wlasciwie ten tekst mowi wszystko. Zostalas przez rodzicow szantazem emocjononalnych
                > wytresowana do zamiatania gowna pod dywan i udawania, ze jest cacy niezaleznie od tego, co
                > naprawde czujesz.

                To ja się w zasadzie tylko podpiszę.

                "nie mogę TEGO zrobić moim rodzicom"
                ...
              • zuzi.1 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 11:30
                Zgadzam sie z Tully i to co proponuje to by bylo najzdrowsze i najlepsze dla Ciebie rozwiazanie. Druga opcja jest taka, ze brniesz w ten uklad dalej ale uzmyslawiasz sobie, ze to tylko takie fikcyjne, papierowe malzenstwo, a od pn do pt kazde z Was zyje sobie swoim zyciem , bez wtracania sie w to co robi drugie. Nie wiem tylko, czy bylabys wstanie zdystansowac sie emocj. od meza na tyle, aby nie brac jego nielojalnych zachowan do siebie, a jesli nadal go kochasz moze byc to dla Ciebie b. raniace i trudne.Sama musisz dokonac jakiegos wyboru, albo brniesz dalej w malzenska fikcje bo mamusia i tatus padna inaczej na zawal..., albo walczysz O SIEBIE I O ZDROWE ZYCIE CORKI i wyzwalasz sie z chorego ukladu. A maz ma juz obowiazki jedynie wobec corki.
                • paris-texas-warsaw Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 11:45
                  Mi bliska jest koncepcja depresji jako życia "nie swoim" życiem i zdrada wobec siebie. Więc dla mnie wybór wydaje się prosty. Ja bym opisanego stanu nie nazywała zdrada mentalną męża, a zdradą siebie samej. Coś za coś zawsze.
                  • ola_dom Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 11:53
                    paris-texas-warsaw napisała:

                    > Mi bliska jest koncepcja depresji jako życia "nie swoim" życiem i zdrada wobec siebie.

                    Skąd taka koncepcja? Przybliżysz coś, jakiś link, gdzie szukać czegoś więcej?
                  • iziula1 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 11:58
                    Paris, mówisz o depresji wywołanej sytuacją życiową ? Dokonujesz rozróżnienia od tej wywołanej zaburzeniami w funkcjonowaniu mózgu, na którą nie mamy wpływu?
                    Czy to twoja prywatna koncepcja czy o tym czytałaś ?
                    Zaciekawiło mnie to, a ponieważ ciężko słowem pisanym przekazać intencje - pytanie nie jest złośliwe.
                    • vilez Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 12:15
                      Wyczytała w pop-poradnikach (Kobity są z Marsa/Plutona/Drogi Mlecznej...). Obserwuję z niejaką fascynacją, jak tego typu "wiedza" przekazywana jest w rozmaitych kółkach różańcowych psychologii dla ubogich...
                      • pade Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 22:51
                        Wyczytała w pop-poradnikach (Kobity są z Marsa/Plutona/Drogi Mlecznej...). Obserwuję z niejaką fascynacją, jak tego typu "wiedza" przekazywana jest w rozmaitych kółkach różańcowych psychologii dla ubogich...

                        Vilez, nie zgadzam się z Tobą. Są różne rodzaje depresji.
                        • vilez Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 18.09.15, 09:30
                          Pewnie, że są różne. Żadna jednak nie pochodzi "ze zdrady siebie" i innych podobnych idiotyzmów rodem z "Uzdrów swoje ciało"... Trzymajmy poziom, na bogów.
                          • paris-texas-warsaw Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 18.09.15, 18:55
                            A mogłabyś Vilez wytłumaczyć, dlaczego określasz to "idiotyzmem"? Czy chodzi o wyrażenie, jego zakres, czy to, że spotkałaś je w pozycji pt. "Uzdrów siebie"i przez to je dyskwalifikujesz? Czy też generalnie stoisz na stanowisku, że w przypadku zaburzeń afektywnych, które powszechnie wiązane są z takimi objawami jak poczucie bezsilności czy wręcz wyuczona bezradność, negatywnym obrazem siebie, swoich możliwości, poczuciem winy, bezsensem i innymi tego typu doznaniami, trwanie w samodzielnie stworzonej sytuacji niezgodnej z własnymi aspiracjami, marzeniami, przekonaniami, potrzebami ocenianymi jako istotne, nie ma powiązania ze spadkiem samopoczucia i nie ma wpływu na depresje? Wydawało mi się, że jest dość oczywiste, że tak jak zmiana oceny rzeczywistości wpływa na samopoczucie i stąd często stosowane podejścia poznawcze w terapiach depresji, tak nie w każdym zakresie zmiana postrzegania siebie i ww. elementów związanych z własnym życiem jest mozliwa, i stad "zdrada siebie" w pewnym zakresie naturalnie prowadzić może do depresji, a wyjscie z niej związane jest w takiej sytuacji z realizacja własnych pragnien, etc. Poczatkowa mylna ocena co do np. własnych mozliwości adaptacji w niesatysfakcjonującym związku, pracy, kraju emigracji, etc. po jakims czasie podlega weryfikacji i zaczyna się okres coraz większych problemów, przygnebienia, etc. Czasem z takiej sytuacji nie jest juz łatwo sie wycofać i stąd dodatkowo mozna mieć poczucie winy, że się źle dla siebie wybrało, że dodatkowo nie ma się już siły zmieniać takiej sytuacji, albo zmiana jest juz niemozliwa, etc. Im istotniejszych potrzeb to dotyczy, tym sytuacja jest trudniejsza i obniża samopoczucie. Nie?
                            • pade Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 18.09.15, 21:19
                              Ha, to ja napiszę jeszcze większy idiotyzm, bo jak najbardziej wierzę w to, że można siebie "uzdrowić". Tzn. wierzę, że psychika wpływa na ciało i zmieniając coś w psychice, można zmienić w ciele. I na odwrót.
                              • paris-texas-warsaw Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 18.09.15, 22:27
                                Coś tam w zdrowym ciele... :)
                                Vilez, jakbyś przy okazji podała namiary bliższe na te wspominane przez Ciebie pozycje "Uzdrowić ..." i inne, to ja z ciekawości zajrzę, co czytujesz. Jak zrobię jeszcze ze dwie rundki po Dostojewskim, Tołstoju i Turgieniewie, to wezmę głębszy oddech i zajrzę:)
                              • vilez Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 20.09.15, 11:31
                                Nie trywializuj, Pade, bo naprawdę tego typu podwątki wylądują na stronce typu: "Smutni trenerzy życia osobistego" (swoją drogę polecam, niezły ubaw) lub "Coehlo moim miszczem" (ewentualnie: "Nie czytałam Dostojewskiego do matury, to muszem teraz" ;) ).
                                • vilez Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 20.09.15, 11:38
                                  tfu, tfu: Smutni trenerzy ROZWOJU osobistego (nie- życia) ;)
                                  • pade Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 20.09.15, 12:21
                                    Nie rozumiem o co Ci chodzi, znowu:) Ja niczego nie trywializuję. Psychosomatyka to nauka a nie Coehlo (swoją droga, nie czytałam).
                                    To Ty spłycasz i wyśmiewasz (chyba, tak to odbieram) moją wiarę we wpływ psychiki na ciało. Ba, to nie tylko wiara ale i doświadczenie.
                                    • vilez Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 20.09.15, 12:28
                                      No to się nie rozumiemy. Nie chodziło o Ciebie, bo nie TY jesteś autorką wspomnianych durnot pt. "depresja skutkiem zdrady siebie".
                                      Psychosomatyka nie ma z tymi durnotami nic wspólnego, i dobrze o tym wiesz. Durnoty zaś wprost nadają się do obśmiania.

                                      • pade Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 20.09.15, 12:58
                                        Wiesz, jeśli potraktujemy to zdanie dosłownie, to można się pośmiać. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że na powstanie depresji składają się różne czynniki, czyli: dziedziczność (ma wpływ na podatność), neuroprzekaźniki (z badań wynika, że nie jest to główna przyczyna, wręcz przeciwnie), środowisko (wychowanie, przekonania, negatywny sposób myślenia, trudne sytuacje życiowe) to "zdrada siebie", czyli postępowanie wbrew sobie wcale nie śmieszy. Ile ludzi robi coś bo "tak trzeba", "powinno się", "wypada", "musi"? Wiesz coś na ten temat, prawda? (vice wątek o świętach)
                                        To jest wg mnie ta zdrada. Ktoś robi coś, bo wychowano go w poczuciu, że tak należy postępować, ale tak naprawdę nie chce tego robić.
                                        To może być gruby kaliber, czyli wybranie studiów, zawodu wbrew sobie, zbyt wczesne założenie rodziny, brak rozwodu bo "dzieci muszą mieć ojca", a może być mały ale często i wielu sprawach, czyli wakacje razem, a wolę osobno, święta w domu, zamiast na wyjeździe, itd., itd. Kiedy taka masa drobiazgów się zsumuje, życie wbrew sobie może stać się nie do zniesienia.
                                        • vilez Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 20.09.15, 16:06
                                          Są ludzie skłonni dopisać do banału/truizmu całą magmową teorię (często niemal spiskową), i to jest i straszno i śmieszno- i o takie coś mi chodzi. Dlatego przywołałam Coelho, bo to z grubsza ten poziom magmopoppsychologii. I ja ten poziom u konkretnych forumowiczów obserwuję, niestety, mnie to nie śmieszy. Bo tu przychodzą ludzie z problemami, a serwuje się im ową magmę z powagą godnej lepszej sprawy.
                                          To, o czym piszesz, to głównie kwestia postawy i charakteru (na tym forum aspekty wybitnie niepopularne, własnie przez zawłaszczanie, o którym mowa, bo łatwiej jest zgonić to wszystko- mechanizm racjonalizacji- na jakieś magmowate popwodolejstwo). Ale to inny temat (i już o tym rozmawiałyśmy).
                                          • pade Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 20.09.15, 16:22
                                            Co jest tym magmowodolejstwem? Kto je serwuje?
                                            Możesz to opisać na bardziej przystępnym poziomie? Bo ciężko mi się odnieść do tak ogólnej opinii.
                                            • paris-texas-warsaw Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 21.09.15, 21:28
                                              Ja uważam, że właśnie świetne jest określenie "nie zdradzać siebie". Myślę, że dla większości ludzi jest zrozumiałe. Ale nie dla wszystkich:) Więc przełożyłam na inny język, gdzie za każdym wyrażeniem mogłabym podać nazwiska profesorów, a potem jeszcze raz "zdradzanie siebie" ująć nie od strony psychopatologii, a od strony zdrowia, badań nad dobrostanem, sensem życia i innych tego typu kwestii, gdzie pojęcia, które przypisane do jakichś bliżej nieokreślonych "trenerów" (???), stosują właśnie naukowcy. Ale zainteresowani sami dojdą, że takie badania obejmujące poszczególne jednostki i jakoś mierzące je jedną sztancą (wystandaryzowanymi narzędziami) obejmują właśnie JEDNOSTKi, które w szerszych wypowiedziach będą stosować swój język i wyjaśniać szerzej, co dla NICH KONKRETNIE jest ważne.
                                              Ale to szczegół:) Vilez, znowu chyba chcesz mnie czegoś nauczyć, zaliczając najpierw coś do IDIOTYZMÓW, a potem do TRUIZMÓW:) Jako, że Twoje stwierdzenia dla mnie są w randze AKSJOMATÓW, to teraz duże przede mną wyzwanie, by jakoś te dotychczas rozłączne zbiory połączyć:) Będę się starać;)
                                              Dodam, że osobiście też się dziwię, że tak niepopularne są rady o ćwiczeniu postaw i charakterów, a biorąc pod uwagę Twój przykład i Ciebie jakże miłą w obejściu, to w ogóle w ogóle:)))))
                    • paris-texas-warsaw Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 12:20
                      Nie chodzi mi o typologie, choć ostatnio czytałam wypowiedź polskiego psychiatry bodajże z Sobieskiego, że już się odchodzi od tego podziału endo i egzo, nie przeczę, że zawsze coś się dzieje w mózgu, cho to już bym weszła we własne koncepcje:). Ale nie o tym dokładnie. Depresję jako odięcie od emocji i brak reagowania na nie przedstawia np. Alexander Lowen, pewnie nie tylko on. Jego lubię, bo on przekłada to zaraz na funkcjonowanie ciała, co w depresji jest dość widoczne. Zreszta to jest chyba widoczne przez laikówna co dzień. Bez wyższego celu człowiek się wykonczy w pracy, jeśli będzie ja robił np. dla prestiżu (czyli zewnętrznej oceny), albo bedzie w związku, bez miłości. Z lęku, lenistwa, czy innych przyczyn. No, trudno żyć w takiej ułudzie, gdzie lepiej nawet nie wiedziec, czy mąż ma kochankę czy nie. Ale można też patrzeć bardziej funkcjonalnie, a nie wynikowo - czyli depresja jako czas spojrzenia w swoją glębię i powrót do marzeń i ich realizacji:)
                      • iziula1 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 12:31
                        Zainteresowało mnie to bo co kilka lat mam epizody depresji z której podnoszę się lekami. Kuracje są tylko co raz dłuższe.
                        Jedynie z czym mogę się zgodzić, na własnym przykładzie że i owszem trudna sytuacja życiowa, długotrwały stres może skrócić okres remisji, być punktem zapalnym do nawrotu choroby. Jednak od wielu lat prowadzę życie spokojne, żyje w zgodzie ze sob a jednak mimo tego depresja nawróciła i tylko leki powodują powrót do normalności.
                        Ułatwia mi funkcjonowanie myśl,że nie odpowiadam za chorobę, że to są zaburzenia biochemiczne w mózgu na które nie mam wpływu. Czy jestem szczęśliwa życiowo czy nie ona będzie ze mną zawsze.

                        U autorki trudna sytuacja, lub jak to ujęłaś "życie w niezgodzie ze sobą" mogło być katalizatorem choroby i ataku depresji. A może nie była to depresja tylko załamanie ciężarem sytuacji w której jest autorka a mylnie zdiagnozowana jako depresja.
                        Trudno na podstawie postu to ocenić. Zakładamy że lekarze wiedzą co robi.
                        • paris-texas-warsaw Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 12:52
                          Ozywiście, patrząc statystycznie każdy epizod depresyjny zwiększa prawdopodobieństwo nawrotu depresji i na pewno ma to odzwierciedlenie w połączeniah mózgowych. Ale można patrze jak u Sajouri na jej zewnętrzne wzorce postepowania - sama pisze, że zaraz włącza jej sie możliwość reagowania na wa sposoby i widzi depresję jako "mozliwość'. Teraz zazwyczaj zaleca się w depresjach psychaitrię i psychoterapię. Medyyna też nie jest jedna, psychoterapii jest multum szkół, więc ujeć będzie wiele. Dla kogoś czysty behawior, ja wolę inne ujęcia, bo moja psychoterapia jest inna i na pewno to na mnie waży. Ale o komu pomaga. Ja napisałam tamta myśl jako może pewnego rodzaju inspirację dla Sajouri. Samych sytuacji jest wiele, bo są oczywiście depresje zw. np. z żałobą, ta zawsze zahacza o kulturę, są depresje dziecięce, potem też mają przełożenie na zdrowie dorosłego (bo problemy psychiczne w dziecinstwie to najlepszy predyktor problemów psychicznych w dorosłośi w ogóle - może w dziecinstwie miałaś np. bóle brzucha i w ogóle nie widzisz teraz w tym depresji, a to częsty objaw depresji dzieci). To ogromny temat. Jak ktoś ma mechanicznie uszkodzony mózg, też najrózniejsze sprawy mogą się wydarzyć.
                          Dziękuję Vilez za sugestie lektur, może kiedyś w wolnej chwili, chwilowo pozostanę przy Dostojewskim i jego zwichrowanej kaligrafii:)
                          • iziula1 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 12:59
                            Paris, a jakie złe licho każe Ci czytać Dostojewskiego ?
                            Ja po jego Zbrodni i Karze do dziś nie mogę się pozbierać. W duszę tak mi ta książka weszła i siedzi....a minęło ponad 20 lat od lektury.
                            • paris-texas-warsaw Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 13:06
                              Tak, Zbrodnia i kara dla licealistów to może być zły wybór. Ale może coś z wątkiem szaleńczej miłości jak w "Idiocie" albo - jak już taki wątek Sajouri, fikcyjne małżenstwo i "Biesy"?;)
                        • edw-ina Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 13:09
                          masz maila gazetowego? Bo coś bym ci wysłała, skoro masz coraz dłuższe epizody.
                          • iziula1 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 14:57
                            Edwino, jeśli do mnie to mam maila gazetowego możesz wysyłać :)
                            • edw-ina Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 14:57
                              ok, zaraz wyślę
                        • vilez Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 16:27
                          > że to są zaburzenia biochemiczne w mózgu na które nie mam wpływu.

                          Bo są. Wpływ masz biorąc leki i- jeśli jest taka potrzeba - uczestnicząc w psychoterapii . I uwaga, to leki powodują "obcięcie"/obniżenie stopnia intensywności emocji, stąd czasem poczucie podczas terapii "życia za szybą". To pozwala poradzić sobie z trudnymi emocjami wynikającymi z depresji i sytuacji, w której się znalazło.
                          • tully.makker Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 18.09.15, 09:05
                            > Bo są. Wpływ masz biorąc leki i- jeśli jest taka potrzeba - uczestnicząc w psyc
                            > hoterapii . I uwaga, to leki powodują "obcięcie"/obniżenie stopnia intensywnośc
                            > i emocji, stąd czasem poczucie podczas terapii "życia za szybą". To pozwala por
                            > adzić sobie z trudnymi emocjami wynikającymi z depresji i sytuacji, w której si
                            > ę znalazło.

                            To prawda. Dla mnie, osoby zyjacej z depresja od 30 mniej wiecej lat, najbardziej pasuje porownanie z zapaleniem pluc. Kiedy juz je masz, bierzesz antybiotyk (antydepresanty). Ale przedtem i potem musisz prowadzic higieniczny tryb zycia, by twoj uklad odpornosciowy zdrowo funkcjonowal ( terapia, higiena psychiczna), zeby organizm sie bronil przed kolejnym zapaleniem pluc ( epizodem depresyjnym).
                    • paris-texas-warsaw Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 20:36
                      Tu na przykład fajnie mówi Eichelbereger (nie wiem, czy czytał "Kobiety z Wenus"), psycholog, psychoterapeuta, x lat doświadzenia, o sporze o przyczynach depresji i leczeniu.
                      www.swiatelko.com/co-z-tym-swiatem/
                      Ale jak kogoś temat interesuje, to jest dużo książek i tam są różne ujęcia tematu.
                      np. "Depresja. Jak skruszyć mury więzienia swojego umysłu" - cyt. koncepcja rozwoju depresji, która "dopasowuje się" do doświadczeń konkretnego człowieka. Depresja jako mechanizm obronny chroniący przed bólem i lękiem. Uruchamianym, kiedy człowiek przechodzi kryzys i doświadcza rozdźwięku pomiędzy wyobrażeniami o własnym życiu a tym, czym ono w rzeczywistości jest. Depresja stanowi konsekwencję sposobu, w jaki postrzegamy siebie i świat. Poprzez zmianę interpretacji doświadczeń stajemy przed szansą na bardziej satysfakcjonujące życie.
                      Nie wiem, czy Autorka czytała "Kobiety z Wenus", psycholog kliniczny, x lat doświadczenia.

                      Można też czytać studia przypadków, gdzie są opisy procesów terapeutycznych i wtedy widać jaśniej, że nic się zazwyczaj (bo zawsze są wyjątki) znikąd nie pojawia, a że nie zawsze da się wyleczyć, to inna sprawa. W medycynie też często tylko już się da kogoś zaleczyć, albo utrzymać status quo.

                      Szczerze, to zawsze mnie zadziwia, jak ktoś chce zredukować przeżycia do chemii mózgu.
                  • tully.makker Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 13:24
                    > Mi bliska jest koncepcja depresji jako życia "nie swoim" życiem i zdrada wobec
                    > siebie.

                    Hmm, nie kupuje tego. Epizody depresji mam od czasow nastoletnich. Pojawiaja sie wtedy, kiedy rozwala sie system hormonalny ( dojrzewanie, ciaza i polog), gra role tez komponent dziedziczny - moja matka tez miewala epizody depresyjne od czasow gdy byla nastolatka. nakladaja sie na to na pewno pewne specyficzne uwarunkowania biochemiczne w organizmie, tez dziedziczne, ale tu wciaz draze temat.

                    Tak czy inaczej, z mojego punktu widzenia, glowne czynniki wyzwalajace nawtrot depresji sa jak najbardziej biologiczne.
                    • paris-texas-warsaw Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 13:32
                      Na pewno też, ale w jednostkowym przypadku chyba nikt nie jest w stanie powiedziec, czy waży sama genetyka (też w jakims środowisku się objawia ta genetyka), czy transmisja depresji międzypokoleniowa. Depresyjne matki pozostajac w zaproponowanym przez Vilez obszarze literatury, to np. u Forward jeden z typów toksycznej matki. Ktos kiedyś tu pytał, jak wpływa depresyjna matka na dziecka. Ostatnio przeczytałam, że depresyjna matka wpływa już na ekspresje emocji u niemowlaka, a co mówić o całym życiu psychicznym.
                      Ps, Tully, zawsze będę pamiętać, że kazałaś mi wróić na psychoterapię. Zawsze i będę za to wdzięczna:)
                      • tully.makker Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 14:54
                        No tak, ale Forward to pop psychologia. Fajnie poczytac, daje do myslenia, ale to opinia, a nie nauka.
                        I sadze, za epizody depresji mojej matki duzo mniej zawazyly na jej toksycznosci, niz inne elementy jej konstrukcji psychofizycznej. Pamietaj, ze objawem depresji niekoniecznie musi byc izolacja psychiczna matki od niemowlecia - u mnie sie to objawialo dokladnie odwrotnie - nawet kiedy Sredni spal, to ja siedzialam i go pilnowalam, taka bylam anxious zeby zaspokoic jego potrzeby , i zeby je poprawnie zidentyfikowac :-(
                        • paris-texas-warsaw Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 16:31
                          Ciężko nazwać, co jest poppsychologią. Ona jest psychoterapeutą praktykiem i kieruje książki do szerokiego ogółu, po drugiej stronie mogą być badania psychologiczne, ale one z kolei badają zazwyczaj bardziej izolowane kwestie i nie dają opisu złożonych często zjawisk. Jej typologie i nazwy będą typu np. toksyczny etc., ale przebieg zjawisk i skutki może ona lepiej oddawać. Żeby być terapeutą w USA to ona chyba przynajmniej ma pewnie doktorat z psychologii, więc mogłaby np. konkretnymi zaburzeniami operować, ale to by nie trafiało do ludzi. To są podejrzewam uproszczenia z uwagi na grupę docelową, a nie jej stan wiedzy. Zresztą ja w ogóle wlaśnie najbardziej cenię tzw. włąsne opinie. Ostatnio w jakimś wywiadzie w Tygodniku Powszechnym B de Barbaro zakończył, że dodałby "tak mi się zdaje" (a jest też psychiatrą dodam, bo widzę często, że na niektórych lek. med. robi zawsze wrażenie:)). I to jest fajne.
                          Ja pamiętam, że tam było o eksperesji emocji ogólnie, nie tylko skrajnej izolacji i np. wpadnięciu w chorobę sierocą. Może ktoś być właśnie niespokojny i przez to np. intruzywnie tłumić ekspresję emocji dziecka, albo sztucznie cały czas rozbawiać, żeby się dodatowo nie denerwować etc. Warianty wszelke są możliwe. Z drugiej strony tak jak depresje tak i zaburzenia lękowe podlegają transmisji, więc nadmierny niepokój też modyfikuje jakoś zachowanie.
                          Pamiętam, że kiedyś pisałaś komuś, że w depresji poporodowej z uwagi na kształtowanie się więzi z dzieckiem, Ty byś brała leki. To wg mnie może być jakieś rozwiązanie zwłaszcza w takich newralgicznych życiowo chwilach. Choć dla mnie podejście, że depresja poporodowa to tylko wynik hormonów też jest uproszeniem, bo pewne grupy osób są bardziej na nią narażone, etc. Na każde leczenie jednak ostatecznie zgodę wyraża pacjent (nawet jak mało świadomą...).
                  • pade Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 22:49
                    Całkowicie się z tą koncepcją zgadzam.
                    Oraz z tym, co napisała Tully.
            • molly_wither Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 21:50
              Podobnie jest z dbaniem o siebie. Na zewnatrz modne ciuchy, fryzura, makijaz, a od od srodka zgnilizna.
            • koronka2012 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 23:09
              Well, piszę ostro bo sama przeszłam podobną ewolucję decyzyjną. Swego czasu też udawałam, że da się żyć przy braku zaufania, choć u mnie powody jego braku były zupełnie inne, bez kobiecych akcentów w tle . Z perspektywy czasu - to był kolosalny błąd. Człowiek bliski, któremu się nie ufa staje się coraz bardziej obcy. Nie da się tego odwrócić.

              Może zacznij się zastanawiać jak najlepiej zorganizować sobie życie bez niego. Tak profilaktycznie,
              może cię to wzmocnić, jeśli zaczniesz swoje poczucie szczęścia opierać na sobie, a nie na nim.

              Powinnaś iść na terapię dla siebie i lepszego poukładania własnych emocji.
        • napis_z_obrazka Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 20:46
          A ze swoim lekarzem od depresji rozmawialas o tej sytuacji? A lekarz od zaburzen corki tez wiedzial/wie? Ile lat maja dzieci?
          • sajouri1 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 21:27
            Hm, to jest temat chyba na osobny wątek...
        • panizalewska Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 21:22
          Tajemne muzy kiss my ass. Ja małżonowi zrobiłam karczemną awanturę o panie z internetów. "Modlił" się do nich z taką częstotliwością, że mnie obrzydzenie wzięło konkretne. Oczywiście nic mi o tym nie mówił, ale naściągał tego badziewia z plastiku tony.

          Ja też nie cierpię kłamstwa i ukrywania. To gorsze, niż zdrada jest, chyba.

          Mam kilku przyjaciół i znajomych facetów. Wszyscy już teraz mają żony, z którymi też się znam, koleguję, przyjaźnię, większość ma też dzieci. I małżon też zna wszystkich moich znajomych i przyjaciół, mówię mu, że dzwonił / pisał ten a ten i że np chcą się spotkać. I to chyba normalne jest?

          Nienormalne jest ukradkowe smsowanie, mailowanie, inne formy kontaktu, które naruszają Twoją godność jako kobiety, żony swojego męża, jako człowieka po prostu. Na oszukaństwo i "no weeeź, przesadzasz" nie ma miejsca w normalnym związku!
          • ad.a6 Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 09:05
            Nienormalne jest ukradkowe smsowanie, mailowanie, inne formy kontaktu, które na
            > ruszają Twoją godność jako kobiety, żony swojego męża, jako człowieka po prostu
            > . Na oszukaństwo i "no weeeź, przesadzasz" nie ma miejsca w normalnym związku!

            Ale gdyby smsował jawnie, miałby do gadania..... Ciekawe co by autorka powiedziała, gdyby mąż oznajmił jej "tamta jest bardziej interesująca niż ty..."
    • napis_z_obrazka Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 16.09.15, 22:24

      > Jestem swiadoma tego, że nie mogę jego zmienic. Mogę zmienić siebie, tylko co?
      > Na razie mam wybór pomiedzy pogrążeniem się ponownie w oceanie depresji albo s
      > eparacją, bo nie wytrzymuję jego udawania, ze nic sie nie dzieje, ukrywania, ba
      > gatelizowania, niesamowitej drazliwosci na jej punkcie. Najbardziej z tego wkur
      > za mnie, że on to ukrywa.

      To wynajmij detektywa. Bo wyglada, ze ta niewiedza rujnuje Cie psychicznie.
      Nabawisz sie wkrotce nerwicy, trafisz do szpitala, za Toba Twoi rodzice. Dzieci bez matki i dziadkow. To wariant pesymistyczny.

      Optymistyczny, masz dowody, zanim maz zrobi z Ciebie wariatke.

    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 03:05
      To co mnie zainteresowało w Pani wypowiedziach, to trudność rozmowy z mężem o tej sprawie. Czego się Pani obawia? Jego reakcji? Swoich potrzeb, które zostaną ugłośnione, a których być może Pani się wstydzi i woli zachować dla siebie? Konsekwencji ujęcia się za sobą ? Konfrontacji i konieczności obrony swojego stanowiska? Konfrontacji ze stanowiskiem i potrzebami męża ?
      Co takiego powoduje, że ma Pani zaciśniętą krtań?
      Może Pani oczywiście tutaj nie odpowiadać na te pytania. One raczej mają służyć Pani własnej refleksji nad być może nieświadomymi czynnikami.
      Inną sprawą jest fakt, dlaczego mąż, wiedząc przynajmniej powierzchownie o Pani stanie i uczuciach, nie jest gotów wyjaśnić sprawy w sposób klarowny. I taki, który uwzględniałby Pani potrzeby emocjonalne, które mąż musi znać. takie wzajemne zachowanie mówi coś o Waszym związku. Ciekae co ? Agnieszka Iwaszkiewicz
    • molly_wither Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 17.09.15, 21:40
      Złudzenia.... Są w zyciu potrzebne do osiagania celow. W tej chwili Twoim celem jest odchowac dzieci, do tego jest potrzebny ojciec. Kiedy juz odchowasz dzieci zaczniesz dbac (a przynajmniej powinnas) o swoje potrzeby. I tu sie okaz,ze tych potrzeb "ojciec Twoich dzieci" (bo przeciez nie partner), nie zaspokaja. I tu jest ppies pogrzebany. Bo to jest tylko ojciec Twoich dzieci, nikt wiecej.Nie wnikam,jak sie stalo,ze nim zostal. Faceci potrafia byc niezlymi ściemniaczami.Ty trafilas na takiego. Wiesz, wystarczylo mi pierwszych kilka zdan Twojego watku.Uciekaj.
      • hd_vision Re: Nie chcę i nie mogę z nim gadać 18.09.15, 18:31
        A czy założycielka wątku rozmawia z mężem podczas jego nieobecności? Wysyła SMS-y czy chociażby porozmawia z nim codziennie wieczorem na Skype? O tym ani słowa. Tylko huzia na faceta. Może po prostu jest samotny, nawiązuje kontakty jakie nawiązuje które dryfują w specyficznym kierunku niekoniecznie z jego inicjatywy lub nie tylko z jego inicjatywy? Co ma robić wieczorami?
        Łatwo kogoś oskarżyć że opuścił rodzinę, ale wygraną w małżeństwie jest raczej ta osoba, która mieszka we własnym domu, przebywa codziennie z własnymi dziećmi a partner jeszcze na to łoży.
        Wyciśnij jak cytrynę - poczekaj do odchowania dzieci, a potem na bambus - to są rady z forum. Nie - zamień się z nim na życie na kolejne kilka lat, pomieszkaj w obcym mieszkaniu z kilkoma innymi obcymi osobami. A w weekendy daj mężowi (którego tak naprawdę interesuje status konsumpcji a nie status konwersacji) komórkę do przeszukania sms-ow. I udawaj szczęśliwa żonę przed jego rodziną, bo tesciowa walnie na nadciśnienie a teść się zapije.
Pełna wersja