konflikt lojalnosci,strach...czy tez

17.09.15, 02:03
kompletna niedojrzalosc?glupota?..chyba wszystko razem;-((
Przyklad:
rodzina patwchorkowa, druga zona nie jest powodem rozstania/rozwodu, maz ma poczucie winy wzgledem - obecnie doroslych dzieci, ktore nie mialy wiele lat zywego kontaktu z ojcem,
matka utrudniala kontakty, brak kontaktu po 15 latach (po rozwodzie) z matka, obecnie wciaz postawa roszczeniowa, manipulacja, ze strony juz dzieci, nie komunikuja sie w kwestii dzieci
Maz ma wyrazne poczucie winy, nie potrafi zwrocic dziecku (osobie doroslej),
a czyniacej zarzuty wobec drugiej zony uwagi.
Ogolna zazdrosc o wspolne dziecko, finanse, wszystko.
Czy obecna zona w imie empatii i zrozumienia dla krzywdy dzieci powinna pozwalac dac sie obrazac/napadac doroslym dzieciom meza ?, pozwalac na wizyty bez uprzedzenia pod mottem bo nam sie nalezy i to jest naszego ojca, a wiec nasz dom?..pozwalac na wchodzenie w swoja sfere prywatna (- udostepnia maz, bo nie potrafi odmowic), pozwalac na ogladanie wszystkiego i zbieraniu wszelkich informacji z ich strony, przy bojkotowaniu wszelkich prob nawiazania rozmowy, braku odpowiedzi na zwyczajne podstawowe grzecznosciowe pytania
blokada, swiadome dzialanie majace na celu pokazanie, ze nie sa gotowi na budowanie wspolnej relacji, jednoczesnie stawiaja zadania, rowniez finansowe.
Corka twierdzi, ze to dom jej ojca a wiec jej? i ma prawo przebywania kiedy chce?...
nie sadze, aby wlasciwe bylo traktowanie je poblazliwe przez ojca (niedzielnego) ktory sam mowi, ze uwag to on im nie bedzie robil, bo ich nie wychowywal?!?????
To ja sie pytam kto im naswietli co jest czarne a co biale, ze nie powiem o odcieniach szarosci? Kto opatrzy* ich rany, przeanalizuje przeszlosc i bedzie probowal dialogu, budowac pomost?
W kwestii finansow: maz pozostawil im/matce wszystko czego razem sie dorobili.
Jak mozna po 25-20 latach separacji i rozwodzie nie dojrzec do tego i dla dobra dzieci nie zmienic swojej ze strony meza niedojrzalej, ze strony bylej zony msciwej, roszczeniowej pelnej zemsty postawy. Oboje rodzice nie chca zdac sobie sprawy jak krzywdza swoje dzieci.
Jak mozna im? rodzicom? a przede przede wszystkim tym dzieciom!!! pomoc.
Jak pomoc drugiej zonie? - kolejna rodzina wlasnie sie rozpada
Czy winien jest ojciec/maz? Jak przekonac go o tym, ze nie postepuje wlasciwie?
nie rozwiazuje starych nabrzmialych i nowych problemow.
Chce zagluszyc tylko poczucie winy, a kazdy jego ruch rodzi nastepny konflikt.
Czy jest to sytuacja bez wyjscia? Czy druga rodzina skazana jest na rozpad?
Czy wszyscy musza byc nieszczesliwi? jak mozna tym ludziom pomoc?

dziekuje za komentarze.


    • heniek.8 Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 06:21
      na moje oko, to nie Ty jesteś od tego żeby dorosłym dzieciom coś naświetlać i opatrywać ich rany. to są dorośli ludzie.
      to że w tamtej rodzinie jest balagan to już nie masz wpływu i możliwości (i "uprawnień") żeby się tym zajmować.

      czyli na linii Ty - dzieci ja bym podchodził tak jak się podchodzi do obcych ludzi np. na forum - zaczyna się ostrożną życzliwością a kończy jak zwykle na trollowaniu albo powtarzaniu tego samego w kółko :) na czym to ich napadanie polega?

      najważniejsze jest co jest na linii Ty - mąż i tutaj bym dążył na Twoim miejscu do wyznaczenia dokładnych granic - czego oczekujesz, a czego oczekuje on, co jest absolutnie nie do przekroczenia dla Ciebie i niego, a gdzie możecie iść na kompromis.
      • vilez Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 08:31
        Dobrze mówisz, Heniek.
        To jest absolutnie poza i jurysdykcją i możliwościami autorki- móc rozplątać choć trochę ten węzeł gordyjski. Temat rzeka: polskiego poziomu rozwodowego i porozwodowego (prawny, społeczny, rodzinny). Nie ma takiej pojedynczej osoby (poza samymi bezpośrednio zainteresowanymi), która pomoże na takie coś.

        Klucze do tego, by Wasza rodzina się nie rozwaliła, ma teraz mąż. To on jest władny ustawić to tak, byś była szanowana przez jego dzieci. Ale, jeśli to prawda, że on jest eskapistą od problemów, to niewiele się zmieni.

        Ty zaś możesz wyznaczać granice od swojej strony- także w stronę męża. Zapowiedzieć mu, że nie będziesz tolerowała agresji pod Twoim kierunkiem- także tej biernej, i oczekujesz wsparcia z jego strony. Jego dzieciom to również zapowiedzieć.

        I utrzymywać dystans. Nie mieszać się do konfliktów między nimi.

        Współczuję Ci :-(
    • tully.makker Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 10:03
      Jestes druga zona, prawda?
    • paulina7171 Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 11:05
      Zakazana_piosenka, a Wy macie dzieci?

      I dlaczego zdecydowałaś się wyjść za mąż widząc, jakie są stosunki w tej rodzinie (nie wierzę, że przed ślubem nie było sygnałów, że coś jest mocno nie tak)?
    • iziula1 Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 12:19
      Przede wszystkim przestałabym oceniać pierwszą żonę męża, jego rodzinę, są to sprawy które Ciebie nie dotyczą. Podział majątku, kto był winien czy też nie rozpadowi tamtego małżeństwa, wychowanie dzieci - TO NIE JEST TWOJA SPRAWA.

      Twoim problemem jest twój mąż i brak poszanowania twoich granic własności w domu. Brak jasnych zasad i respektowania ich przez dzieci twego męża. Skup się tylko na swoim małżeństwie, relacji ze swoim mężem i jak naprawić to co się psuje.
      Ponieważ sprawa nie jest łatwa ani prosta zacznij od spisania wszystkiego na kartce - co Ci przeszkadza, ale bez oceniania np. niezapowiedziane wizyty, posiadanie kluczy od waszego domu przez dzieci męża, finansowanie potrzeb dzieci poza alimentami itp. Nie musisz tego uzasadniać.
      Na drugiej kartce wypisz - co chcesz zmienić i jak.
      Potem zaproś męża na rozmowę - może w jakim neutralnym miejscu. Na pewno musicie być sami. I porozmawiajcie.
      Próbujcie dojść do jakiegoś kompromisu, do skrystalizowania zasad które dla waszego dobra muszą być przestrzegane.
      Wyrzuty sumienia twego męża wobec dzieci nie są twoim problemem. Mąż musi sam wyznaczyć granice w kontaktach z dziećmi.
      Sprawę z dziećmi po ustaleniu zasad powinien załatwić twój mąż.
      trzymam kciuki.
    • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 13:35
      uzupelnienie:

      dorosle dziecko meza przyjezdza bez zgody i po odmowie ze strony drugiej zony z powodu odwiedzin czlonka rodziny. czy druga zona powinna odwolac w zwiazku z tym wizyte (goscia), bo powinna liczyc sie z potrzebami corki meza? jej prawami ? w zwiazku z domem ojca, ktory ma byc bezwarunkowo w dalszym ciagu jej?ojciec unika konfrontacji - idzie na zwloke. wizyta siega kilku tygodni.

      kwestia alimentow nie dotyczy dzieci sa dorosle, jesli juz to pomocy, ktora w uzasadnionych przypadkach jest
























      Sprawa finansow zostala zamknieta, i byla nienaruszona a´puncto przeszlosci .
      Nieporuszanie tej problematyki jest obecnie niemozliwe, poniewaz pogwalcono to prawo zdrugiej strony.
      • edw-ina Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 13:54
        Sorry, ale to twój mąż ma działać, a nie chować głowę w piasek i mówić: rób, co chcesz. No paranoja. O co ty się kobieto pytasz w ogóle? Dlaczego uważasz, że ty masz coś robić? To ma zrobić on i wyegzekwuj to od niego natychmiast. On jest osobą łączącą i on jest tym, który ma dbać, by kontakty i relacja pomiędzy dziećmi z pierwszego związku a jego nową rodziną przebiegała możliwie bezkonfliktowo.
        • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 14:09
          a jaka forme egzekwowania proponujesz?...
          Caly czas chodzi tutaj o ojca.
          On nie chce widziec problemu. Jest przekonany, ze i tym razem "jakos to bedzie".
          Podobna sytuacja miala miejsce kilka miesiecy temu, nastapilo wtedy jasne okreslenie granic, rowniez w stosunkach z dziecmi.
          Jak wyegzekwowac konfrontacje, a jednoczesnie uniknac ujawniania konfliktu przed dziecmi?
          wszystkimi dziecmi, w tym 11 latka
          • edw-ina Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 14:17
            Hmm.., jakiś czas temu miałam analogiczny problem. Tj. moi pasierbowie, również już niemal dorośli, zaczęli się zachowywać w sposób nieakceptowalny dla mnie. M zwracał im uwagę, ale zwykle jakoś mało wyraźnie. Wreszcie stwierdziłam, że koniec - nie zgadzam się na ich wizyty w domu. M ma naturalnie prawo jeździć do nich, wyjeżdżać z nimi, spotykać się na gruncie neutralnym, ale dom jest z tego wykluczony. W imię zasady: mój dom, moje reguły lub jak kto woli: my home is my castle. Nie wiem w konsekwencji co im powiedział, co sami z tego zrozumieli, ale był to punkt zwrotny. Bo a) ja uznałam, że nie ma niczego, w imię czego mogłabym tolerować we własnym domu zachowanie poniżej progu akceptowalności, b) M aby coś z tym zrobić musiał w końcu skonfrontować się z własnymi wyrzutami sumienia i pobłażliwym podejściem do dzieci, c) sami chłopcy pojęli, że nie będzie tak, że oni plują, a my mówimy, że pewnie deszcz pada.
            Ale ja umiem się przeciwstawić swojemu partnerowi, a on rozumie, że w tej relacji jest łącznikiem, od którego sporo zależy.
            • edw-ina Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 14:54
              dodam, że w konsekwencji relacje między nami wszystkimi znacznie się polepszyły. Raz dałam "szansę" na krótki przyjazd - było ok. Drugi raz na nieco dłuższy - było ok, aż wreszcie okazało się, że postawienie granic dobrze zrobiło wszystkim.
              • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 15:06
                a jak postawilas te granice?
                o powiedzialas? komu?
                • edw-ina Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 15:12
                  Przecież to oczywiste, że mężowi. Ponieważ to ON jest tutaj osobą odpowiedzialną i łączącą. Bez niego nie zrobisz nic. Nie wymyślisz niczego, w czym on nie musiałby brać udziału. A jak to zrobiłam? Normalnie. Powiedziałam: twoje dzieci zachowują się w tym domu/w tej rodzinie w sposób mu urągający. Nie zamierzam tego akceptować. Skoro nie umiesz utemperować ich zapędów, zrobić z tym czegokolwiek, to spotykajcie się na innym gruncie niż ten dom. Nie zamierzam ci w tym w żaden sposób przeszkadzać, ale ten dom jest miejscem wykluczonym z waszych spotkań.
                  Fine.
                  • paulina7171 Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 15:34
                    Tyle, że - jeśli dobrze zrozumiałam - dom jest męża, a Autorka chyba ma niewiele do powiedzenia w małżeństwie, więc na dictum "spotykajcie się na innym gruncie niż ten dom" zostanie natychmiast spacyfikowana.
                    • edw-ina Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 15:39
                      No wiesz, na nieumiejętność podniesienia głowy to ja już nic nie poradzę. Do Hogwartu mnie nie wzięli :D
                    • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 17:54
                      domu nie ma, jest mieszkanie, ktore nie stanowi wlasnosci meza
                      • bcde Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 20.09.15, 22:15
                        W takim razie przenieś swoje najważniejsze rzeczy do osobnego pokoju, zamykanego na klucz, żeby dzieci męża nie naruszały twojej prywatności. A jeśli się nie da, to po bezskutecznym ostrzeżeniu dajesz dzieciom męża krótki komunikat - "Wypier...ć, bo dzwonię po policję". Skoro mąż jest mięczakiem, to też się dostosuje do sytuacji i będzie się spotykał poza domem. Skoro dzieci męża są dorosłe, to nie ma przeszkód, żeby powiedzieć im osobiście do słuchu, a nie za pośrednictwem męża.
            • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 15:02
              Maz nigdy nie musial dokonywac wyboru. Nie chcialabym i tym razem stawiac tego na szale.
              Nie o to tutaj chodzi.
              Oni maz+dorosle dzieci nie rozumieja ze mozna innaczej. Chce dac mezowi szanse, ale bez poglebiania konfliktu i wciagania w to dzieci. Tych doroslych rowniez. Chociaz oni pewnie mieliby powod do satysfakcji- doswiadczajac, ze mamy powazny konflikt. Nie wiem, moze sie myle, ale raczej umocniliby sie w swojej pozycji.
              Jesli nie osiagne celu w rozmowie z mezem, bedziemy musieli odbyc wspolna rozmowe, mysle jednak ze jej jej przebieg moze byc bardzo przykry dla wszystkich stron.
              Chialabym tego uniknac.
              • edw-ina Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 15:14
                Jaką ty mu szansę chcesz dać? Na nic nierobienie i nie ponoszenie odpowiedzialności? Żoną czy jego matką jesteś?
      • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 14:00
        Sfera *ich* finansow byla dotad nienaruszona.
        W zwiazku z masowym pogwalcaniem sfery prywatnej obecnej zony i sfery jej (tylko jej)
        finansow zasada "nie mieszania sie" nie znajduje juz zastosowania.

        • sebalda Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 14:53
          >Oboje rodzice nie chca zdac sobie sprawy jak krzywdza swoje dzieci.
          Jak mozna im? rodzicom? a przede przede wszystkim tym dzieciom!!! pomoc

          No ja nie do końca rozumiem, jaka krzywda dzieje się tym dzieciom? I dlaczego trzeba pomagać im i rodzicom (biologicznym również, co oznacza, że pierwszej żonie też, nieprawdaż?). Czyli czemu druga żona tak się martwi o te pierwsze dzieci i pierwszą żonę? Czy naprawdę się martwi? A może pisząc w liczbie mnogiej ma na myśli tylko swoje dziecko i tylko siebie jako rodzica? Hmm, to po co to owijanie w bawełnę i udawana troska o tamte dzieci?
          Wspólne dziecko ma obecnie 11 lat, do tej pory nie udało się tego wszystkiego jakoś ułożyć? Druga rodzina dopiero teraz się rozpada? Naprawdę nie dało się tego jakoś od początku ustalić? Dziwne to wszystko dla mnie. Odwieczne konkurowanie drugich żon z dziećmi z pierwszego małżeństwa. Niby chciałabym współczuć, ale coś mi nie wychodzi:P
          • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 15:09
            jesli nie rozumiesz do konca, to nie oceniaj.
            Nic nie rozumiesz.
    • jatojagodnik Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 15:37
      A z drugiej strony... dlaczego dzieci chcąc odwiedzić ojca musza się specjalnie umawiać? Ja jako dorosła osoba bardzo często wpadałam do rodziców lub do babci bez zapowiedzi. Lub dzwoniłam 5 minut wcześniej, że jestem pod blokiem i wpadam na kawę. Czy fakt, że mój tata ma inną żonę miałby pozbawić mnie tej przyjemności? Takie niezapowiedziane odwiedziny to jest norma w najbliższej rodzinie. Nie wiem, co te dorosłe dzieci jeszcze innego "złego" robią, ale czepianie się o te wizyty jest dla mnie pieniactwem drugiej żony.
      • ola_dom Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 15:45
        jatojagodnik napisała:

        > A z drugiej strony... dlaczego dzieci chcąc odwiedzić ojca musza się specjalnie
        > umawiać?
        > Nie wiem, co te dorosłe dzieci jeszcze innego "złego" robią, ale czepianie się o
        > te wizyty jest dla mnie pieniactwem drugiej żony.

        Ale przecież nikt by nie miał nic przeciwko wizytom, nawet tym niezapowiedzianym, gdyby dzieci zachowywały się normalnie.
        Natomiast jak wpadają do ojca głównie po to, żeby "pokazać tej drugiej pani, gdzie jej miejsce" - to ona ma prawo nie życzyć sobie takich wizyt i takiego traktowania - w domu, w którym jest gospodynią - nawet jak to nie jej dom.
        • jatojagodnik Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 15:58
          "pozwalac na wizyty bez uprzedzenia pod mottem bo nam sie nalezy i to jest naszego ojca, a wiec nasz dom?..pozwalac na wchodzenie w swoja sfere prywatna (- udostepnia maz, bo nie potrafi odmowic), pozwalac na ogladanie wszystkiego i zbieraniu wszelkich informacji z ich strony, przy bojkotowaniu wszelkich prob nawiazania rozmowy, braku odpowiedzi na zwyczajne podstawowe grzecznosciowe pytania
          blokada, swiadome dzialanie majace na celu pokazanie, ze nie sa gotowi na budowanie wspolnej relacji, jednoczesnie stawiaja zadania, rowniez finansowe.
          Corka twierdzi, ze to dom jej ojca a wiec jej? i ma prawo przebywania kiedy chce?..."
          To jest chyba taka samonakręcajaca sie spirala. Dzieci uważają że moga odwiedzać ojca kiedy chcą - wg mnie słusznia. Aakazana się o to wścieka. Dzieci widzą, że Zakazana jest wściekła i by je najchętniej pogoniła - zacinaja się w sobie i nie maja ochoty na prowadzenie konwersacji a równoczesnie /dla zasady/ przedłużaja wizytę, żeby jej pokazać, że moga przebywać w domu ojca. Ojciec jest postawiony pod ścianą.
          Naprawdę, w sytuacji gdyby druga żona mojego ojca zabraniała mi go odwiedzać, to tez bym nie miała ochoty na prawidłowe zachowanie wobec niej.
          • ola_dom Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 16:01
            jatojagodnik napisała:

            > Naprawdę, w sytuacji gdyby druga żona mojego ojca zabraniała mi go odwiedzać, to tez bym
            > nie miała ochoty na prawidłowe zachowanie wobec niej.

            Wiadomo.
            Pytanie, co jest przyczyną, a co skutkiem.
            Jak widać po przykładzie edw-iny - jasne postawienie sprawy odniosło skutek lepszy od przewidywanego. A też niby "zabroniła" dzieciom odwiedzać ojca w "ich" domu.
            • jatojagodnik Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 16:05
              Tylko, że tam ojciec też zauważył, że jest problem. A tu ojciec nie widzi problemu w dzieciach. Czyli może jednak one wcale nie są takie złe, a Zakazana za bardzo się wtrąca w ich stosunki czym sama generuje kwas...
              • edw-ina Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 16:10
                Ale autorka napisała, ze nie jest to kwestia tego, że ojciec nie widzi, tylko wychodzi z założenia, że skoro nie wychowywał, to teraz nie będzie zwracał uwagi, a to coś kompletnie innego niż niewidzenie problemu. To niechęć to podjęcia wysiłku.
                I druga sprawa - ani ojciec, ani tym bardziej jego druga żona, nie widzieli dzieci przez kilkanaście lat. CO znaczy, że nie jest to układ bezproblemowy, jak w domu, w którym dzieci przebywały stale. Dla autorki są to praktycznie obce osoby - co zrozumiałe, bo wiedzieć o ich istnieniu, a mieć je blisko przez ileś lat to dwie różne sprawy. I stąd może też wynikać trudność w podejściu do sytuacji.
                • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 18:25
                  brak kontaktu ze strony dzieci nie byl z mojej winy. To one blokowaly kontakty przez 9 lat.
                  Odzywaly sie tylko wtedy jak byly potrzebne pieniadze.
                  Matka zabraniala corce studentce wizyty na swieta po tym jak dowiedziala sie, ze kontaktowala sie telefonicznie z ojcem. W zwiazku z powyzszym nie nastapil tez kontakt z przyrodnim rodzenstwem.
                  Potem, to tylko byly pozne tego skutki..konflikt lojalnosci u dzieci. On sam tlumaczy, ze dzieci byly wtedy rozdarte*, dlatego usunal sie z pola walki, bo nie chcial aby matka uzywala ich jako karty przetargowej
                  do edwiny:
                  niechec do wysilku, dobrze okreslone, bo tak jest wygodnie, nie trzeba tlumaczyc sie z przeszlosci, dlaczego odszedl, i jesli juz dla kogo zostawil matke? - bo dla mnie nie.
                  Wymagaloby to konfrontacji z dziecmi i przyznanie, ze byly inne problemy? jakie?, ze nie bylam ta jedyna (poza matka), a tym samym ponownie zburzyc swiezo i wielkim trudem budowany obrazek dobrego taty.
                  Najlatwiej wiec jest zrzucic ten bagaz na moje plecy, bo i tak wszyscy na koncu oskarza mnie o cale zlo*, a samemu obecnie budowac obrazek dobrego tatusia i pozalatwiac* w ten chocby sposob sobie swoje wyrzuty sumienia.
                  • zuzi.1 Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 19:08
                    Nieciekawy obraz meza wylania sie z Twojego opisu. Kolejny strus, tylko moze bardziej cwany i wygodny. Metoda na takiego czlowieka jest konsekwentne i twarde nie pozwalanie na przerzucanie jego wylacznych problemow na Twoje plecy, nie robienie za jego pomoc w jego wylacznych sprawach, twarde ustalenie z nim warunkow pobytu jego dzieci u Was. Wez przyklad z Edwiny w tym temacie. Jesli pomimo inf. jego dzieci nie dostosuja sie do nowych zasad, konsekwentne odmawianie jakiegokolwiek kontaktu z nimi, nie wpuszczanie ich do wlasnego domu z jasna i czytelna inf. wczesniej, ze dopoki nie zaczna Cie szanowac i zachowywac sie w stosunku do Ciebie kulturalnie, to zadnych kontaktow miedzy Toba a nimi w Twoim i meza mieszkaniu nie bedzie. Gdy maz probuje Ci przerzucac na glowe nie Twoje problemy, konsekwentnie mu je odrzucaj z informacja, ze to nie Twoja sprawa i Ty sie tym za niego zajmowala nie bedziesz i tak do skutku. Im mniej okazesz mezowii empatii w tych sprawach tym on szybciej nauczy sie zajmowac swoimi problemami samodzielnie bez wrabiania w nie Ciebie .Po prostu musisz byc silna i konsekwentna w swoim stanowisku i nie ruszac palcem i nie zastanawiac sie nad pomoca jemu czy tym dzieciom, to jest jego rola jako ojca a nie Twoja, to on ma obowiazek wziac te sprawy na klate nie obarczajac nimi Ciebie. A jak bedzie tego unikal, to Ty rob to samo czyli mow sorry Vinetou ale to Twoja sprawa a nie moja i mnie w to nie mieszaj.
                  • vilez Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 20:57
                    > , nie trzeba tlumaczyc sie z przeszlosci, dlaczego odszedl, i jesli juz dla kogo zostawil matke? - bo > dla mnie nie.

                    Widać, że i TY masz problem z rozwodem męża, z jego przyczynami. Nie znasz ich czy jesteś zazdrosna o jego przeszłość? Wyszłaś za niego, nie znając jego przeszłości czy znałaś, tylko zaczęła Ci przeszkadzać? W każdym razie to dziwnie brzmi.
                    • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 22:49
                      nie jestem zazdrosna, fakt znam jednostronnie - ze strony meza, no moze jeszcze ze strony rodziny meza, kolegow ze studiow.Zachowanie i slowa wypowiedziane przez corke pokazuje, ze jednak nie do konca jest dla nich jest jasna. Przeszkadza mi proba przerzucenia balastu na moja osobe.


                      • vilez Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 18.09.15, 08:01
                        To rozumiem. Ale co to ma do ich rozwodu? Bo można zacząć także wyciągać zachowania z piaskownicy... Masz problem nie tylko z obecnymi relacjami męża z pierwszą rodziną, zaczynasz negować jego osobę. Niedobrze.
                        Pisałam w wątku obok, że każdy ma swoją opowieść/narrację. Nie ufasz narracji męża. A narracji jego dzieci nagle ufasz? Bo? Czy nie aby dlatego, że potrzebne jest Ci to do pewnej tezy?
                        • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 18.09.15, 08:12
                          nie ufam narracji dzieci, ale zastanawiam sie nad ich trescia.
                          Otworzyla mi oczy na inne aspekty, z ktorymi nie bylam konfrontowana.
                          Brak konfrontacji nie byl z mojej winy.
                          Sugerujesz, ze dzieci sa tez wyrachowane?
                          • vilez Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 18.09.15, 09:21
                            Nie, sugeruję, że dzieci są wyrachowane, tylko dziwi mnie, że po latach zmieniasz zdanie- to właśnie wygląda jak szukanie pod tezę. Dzieci mają po prostu swoją opowieść, i to jest normalne. I nigdy takie opowieści nie są pokrywające się.
                            Ich rozwód, przyczyny, powody- to nie jest Twoja sprawa. A wyciąganie tego teraz....wygląda, jak już napisałam, że nie tylko o zachowanie dzieci chodzi.
                        • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 18.09.15, 08:23
                          vilez napisała:

                          > To rozumiem. Ale co to ma do ich rozwodu? Bo można zacząć także wyciągać zachow
                          > ania z piaskownicy...
                          ma, bo przeklada sie na nasze zycie rodzinne. Jego nierozwiazane problemy.

                          Czy nie aby dlatego, że potrzebne
                          > jest Ci to do pewnej tezy?

                          jakiej tezy?
                          jakakolwiek nie sugerujesz, nie skupilas sie (podobnie jak inni na forum z malymi wyjatkami) na moim podstawowym pytaniu.
                          Nie chodzi o nas doroslych, a przede wszystkim o dzieci.
                          • vilez Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 18.09.15, 09:24
                            Ale skupiłam się (patrz moje wpisy wyżej).

                            Teza:" mąż to zły/podejrzany człowiek". Ale Ty wyszłaś za tego "złego człowieka"
                            Nie ufam takim voltom.
                          • paulina7171 Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 18.09.15, 10:34
                            Zakazana_piosenka, dlaczego jesteś agresywna? Myślałam, że w przypadku Sebaldy to wybryk, ale...

                            Jeżeli w życiu codziennym taka jesteś, to długa droga przed Tobą.

                            I jakoś przestaję się dziwić dzieciom Twojego męża.
                            • edw-ina Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 18.09.15, 10:40
                              Jest agresywna ponieważ wszyscy jej mówią, że musi zmierzyć się z mężem, a ten pomysł z góry odrzuca. Daj spokój, to raczej "agresja" z lęku, forma samoobrony, niż prawdziwy atak.
                              • vilez Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 18.09.15, 14:24
                                Nie tylko dlatego, że musi zmierzyć się z mężem. Na początku też tak sądziłam. Ale potem, wyszło, że autorka ma także problem z samą przeszłością męża. Tu jest coś więcej, niż tylko problem granic (że mąż ich nie stawia dzieciom).
                            • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 19.09.15, 00:12
                              a w czym sie przejawia moja agresja?...
                              bo to ostatnia rzecz o jaka mozna mnie posadzic.
                              Ktos kto wyciaga takie wnioski jest ewidentnie stronniczy i bez obektywizmu wyciaga wnioski.
                              Jest tutaj wiecej takich osob.
                              Staralam sie jak moglam sucho przedstawic problem, aby uzyskac konstruktywna porade wnioski, ale widze, ze zglaszaja sie albo drugie zony palajace nienawiscia (tutaj pomijam Ed-wine, chcociaz ona zbyt radykalnie patrzy na problem- jej zycie, jej prawo, juz palam do niej sympatia;-))) ), natomiast reszta, to albo fanki radia maryja, albo ex zony, albo cierpiace dzieciroziwezinych rodzicow. Te ostatnie nie sa zdolne do obeiektywizmu.

                              kilku osobom dziekuje, powiedzialy jedno zdanie, ale pelne tresci.
                              Wymienie je jutro, dzis padam i czekaja mnie trudne dni. dziekuje.



                              • vilez Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 19.09.15, 07:28
                                > , natomiast reszta, to albo fanki radia maryja, albo ex zony, albo cierpiace dzieciroziwezinych rodzicow. Te
                                > ostatnie nie sa zdolne do obeiektywizmu.

                                Masz przykład na swoja agresję.
                                Otrzymałaś konstruktywne rady i odniosłaś się do do nich agresywnie. Próbując walić personalnie. W dodatku na ślepo i przestrzelając.

                                Widzisz, ja mam drugiego męża, który uczestniczy w wychowaniu moich dzieci z pierwszego mojego małżeństwa. I idzie nam wszystkim dobrze. Da się to robić z głową i sercem. Ale trzeba współpracy.
                                Ja Ci napisałam z własnego doświadczenia rodzinnego. I jeszcze Ci napiszę, że miałam ojca i ojczyma, i z oboma relacje układały mi się fajnie. Ale moi rodzice i ojczym umieli współpracować ze sobą. Ot, tajemnica, która Cię bodzie...
                                • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 24.09.15, 23:28
                                  vilez napisała:

                                  > > , natomiast reszta, to albo fanki radia maryja, albo ex zony, albo cierpi
                                  > ace dzieciroziwezinych rodzicow. Te
                                  > > ostatnie nie sa zdolne do obeiektywizmu.
                                  >
                                  > Masz przykład na swoja agresję.
                                  > Otrzymałaś konstruktywne rady i odniosłaś się do do nich agresywnie. Próbując
                                  > walić personalnie. W dodatku na ślepo i przestrzelając.

                                  nigdzie nie wale, i nie widze mojej agresji. To ja spotykam sie z napascia mimo, ze sucho i powsciagliwie przedstawiam fakty- wlasnie po to aby spotkac sie z niezaleznymi, obiektywnymi opiniami.
                                  >
                                  > Widzisz, ja mam drugiego męża, który uczestniczy w wychowaniu moich dzieci z pi
                                  > erwszego mojego małżeństwa. I idzie nam wszystkim dobrze. Da się to robić z gło
                                  > wą i sercem. Ale trzeba współpracy.
                                  > Ja Ci napisałam z własnego doświadczenia rodzinnego. I jeszcze Ci napiszę, że m
                                  > iałam ojca i ojczyma, i z oboma relacje układały mi się fajnie. Ale moi rodzice
                                  > i ojczym umieli współpracować ze sobą. Ot, tajemnica, która Cię bodzie...

                                  nie bodzie mnie nic, bo ja nie baran i dlaczego sugerujesz ze mam z tym problem?
                                  Nie odkrylas HAMERYKI mowiac, ze da sie to zrobic w porozumieniu z rodzicami, tutaj tego nie ma. Nie ma mowy o porozumieniu rodzicow dzieci.
                                  I co dalej maturzysto*??? Mysle, ze jestes fatalna macocha. Niezaleznie jak bardzo wywalczylas sobie swoje uklady.

                                  A zastanawialas sie kiedys nad tym co zrobisz jak rodzice nie beda chcieli wspolpracowac*?
                                  I jakie konsekwencje wiaza sie z tym na przyszlosc dla ich (nie moich-naszych) dzieci?


                                  A o syndromie PAS slyszala? O Panie Piotrusiu nie wspomne?..
                                  Mysle, ze nie.

                                  • vilez Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 07:52
                                    I cały czas agresja z Twojej strony.
                                    W dodatku dopowiadasz sobie coś, czego nie ma. Gdzie wyczytałaś, że jestem macochą? Nie jestem. Zatem- jak mogę być ZŁĄ macochą? Nie potrafisz rozmawiać bez agresji.

                                    Sporo ludzi CI w tym wątku tłumaczy, że właśnie od porozumienia rodziców (eks małżonków) zalezą ich dobre relacje. Które to relacje będą promieniować na resztę rodziny, czyli także i Ciebie. I to Twój mąż trzyma do tego klucze, ale nie chce mu się ruszyć, by coś tu poprawić- także w Twojej sprawie. Ale TY usilnie nie chcesz tego zobaczyć.

                                    Jeśli rodzice nie zechcą współpracować, to będzie to, co u Was. Jeśli Twój mąż nadal będzie chował głowę w piasek- to będzie nadal to, co jest, czyli źle.

                                    Zastanów się, skąd Twoja agresja. Co takiego celnego usłyszałaś, że nie potrafisz tego przyjąć spokojnie.
                                    I czytaj uważnie.
                                    • vilez Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 08:25
                                      Ps. Czujesz się złą macochą, prawda? Stąd ta projekcja na mnie, sądzę.

                                      Napiszę Ci, bo możesz znowu nie zrozumieć. Moje dzieci mają ojczyma- dobrego. I ja miałam ojczyma-dobrego. I na podstawie tego podwójnego doświadczenia WIEM, że normalne relacje po rozwodzie są jak najbardziej możliwe, tylko trzeba brać odpowiedzialność za te relacje. A Twój mąż nie bierze.
                                      Gdybyś jeszcze miała problemy ze zrozumieniem- to ja jestem takim Twoim mężem, i moja mama była. Ani moja mama, ani ja- nie pozwoliłybyśmy źle traktować naszych partnerów (czyli ojczymów dzieci) przez dzieci źle ( i dzieci przez partnerów). A Twój mąż- z tego, co piszesz, pozwala Ciebie źle traktować.

                                      Czy coś jeszcze na kogoś przeprojektujesz?
                          • edw-ina Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 18.09.15, 10:38
                            Nikt się nie skupił na twoim podstawowym pytaniu, ponieważ samo jego zadanie jest błędem. Tj. ty nie jesteś osobą, która może mieć wpływ na ułożenie relacji dzieci twojego męża z tobą i z waszym wspólnym dzieckiem, na zmianę ich zachowania. Tj. oczywiście możesz mieć wpływ, ale jest on niejako drugorzędny. Stoisz na straconej pozycji w sytuacji, w której to ojciec tych dzieci a twój mąż nie zechce działać.
                            Na Macochach większość nowych postów zaczyna się od słów: mam problem z dzieckiem/dziećmi partnera. W 9 na 10 przypadków po krótkiej wymianie zdań okazuje się, że problemem jest sam partner, a nie dziecko. Ponieważ to dorosły i dojrzały człowiek jest władny do tego, by ustalić sobie priorytety, umieć wyjaśniać, tłumaczyć, czasami postawić pewne granice i to od chęci tego człowieka, jego umiejętności zrozumienia swojej roli zależy najwięcej. Poczucie winy, niezależnie od tego, czy żywi je rozwiedziony partner, który nie uczestniczy w życiu dzieci wystarczająco często, czy np. macocha, której ktoś wmówił, że skoro wzięła męża z przeszłością, to musi godzić się na wszystko, są najgorszymi możliwymi doradcami.
                            Ty masz prawo domagać się poszanowania swoich praw i swojego życia. Ale nie domagania się tego od pasierbów, tylko od męża. To z nim musisz o to zawalczyć, a być może ta walka zmusi go do działania. Bez chęci i potrzeby konfrontacji z własnym mężem nie dotkniesz nawet problemu pasierbów.
        • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 23:02
          ola_dom napisała:

          > Ale przecież nikt by nie miał nic przeciwko wizytom, nawet tym niezapowiedziany
          > m, gdyby dzieci zachowywały się normalnie.

          dokladnie tak.
          • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 17.09.15, 23:07
            mysle, ze wzajemne uszanowanie sfery prywatnej, respekt i dostosowanie sie do zwyczajow domowych dotycza kazdego domownika.


            • amb25 Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 18.09.15, 07:13
              Tak, masz racje.
              Ale jesli Twoj maz dopuszcza do takiej sytuacji, to znaczy, ze on tych zasad tez nie rozumie, albo w ogole o nich nie wie. Dobre to tlumaczenie, ze nie utrzymywal kontaktow z dziecmi dla ich dobra.
              Nie wymagaj szacunku od jego doroslych dzieci, skoro najwidoczniej twoj wlasny maz nie ma go dla ciebie.
              • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 18.09.15, 08:09
                Tlumaczenie nie jest ani dobre, ani dla mnie.

                czyli co ?
                jak nie chca rozumiec to lopatologicznie, na bruk?;-))


                • edw-ina Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 18.09.15, 10:47
                  Jednym z podstawowych "zadań" macochy jest nieprzeszkadzanie w kontaktach i relacjach pomiędzy mężem a jego dziećmi. I to jest najistotniejsze. Ale nieprzeszkadzanie nie oznacza godzenia się na bycie podnóżkiem, godzenie się na wszystko.
                  Ja czasami mówię to w ten sposób: godzę się na to, że M nie spędza każdej wolnej chwili ze mną i naszym dzieckiem. Godzę się i akceptuję fakt, że część budżetu domowego jest przeznaczana na potrzeby jego dzieci. Akceptuję to, że kiedy np. jedzie do dzieci lub jedzie gdzieś z nimi, ja biorę sama odpowiedzialność za dom/dziecko itp. Akceptuję fakt, że nasze dziecko nie będzie jego jedynym spadkobiercą. Ale nie zgodzę się i nie zaakceptuję używania dzieci jako wymówki, braku szacunku wobec mnie/domu, jaki stworzyliśmy, zrzucania na mnie niemoich obowiązków lub stawiania mnie pod ścianą pod presją wyrażenia "ty nie lubisz moich dzieci". Dobrze jest określić sobie takie własne zasady i asertywnie domagać się ich przestrzegania.
                  • jatojagodnik Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 18.09.15, 11:08
                    Godzisz się??? Na spotkania ojca z dziećmi i na to, że płaci alimenty (lub wspiera dorosłe dzieci)??? Tak jakbyś łaske robiła! Przecież wychodząc za mąż za faceta, który ma dzieci brałaś je w pakiecie. Nie wiem, czy byłas powodem odejścia od poprzedniej żony, to nie ma znaczenia. Związałaś się z dzieciatym facetem, więc na całe życie związałaś sie też z jego dziećmi. Jeżeli dzieci dostaja taki przekaz, nawet między słowami - że kontakty z tatą sa dystrybuowane przez jego nową żonę i to od niej zależy jak i czy tata będzie mógł wypełniać swoje obowiązki jako rodzic - to się nie dziwię, że dzieci was nie lubią.
                    Bo w tym względzie nie ma NIC na co ty bys sie mogła zgodzić lub nie zgodzić. Tata i jego czas powinien być dostępny w takim zakresie jaki jest dzieciom potrzebny.
                    • edw-ina Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 18.09.15, 11:11
                      kobieto, daj spokój. Naprawdę. godzę się znaczy akceptuję ten fakt i nie burzę się przeciwko temu. Nie dodawaj do postów zbędnych emocji i zbędnej nadinterpretacji, bo nikomu to dobrze nie robi.
                      • jatojagodnik Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 18.09.15, 11:48
                        Godzę się, akceptuję i inne tego typu stwierdzenia sugerują istnienie Twojej dobrej woli. Nie burzysz się przeciw odwiedzinom dzieci u ojca i temu, że dostana swoja część spadku. Rozumiem, że w Twoich oczach, jako "macochy" ma być to Twoja zaleta. I nie rozumiesz, że nie masz tu nic do powiedzenia. Twoje godzenie się, akceptowanie i nieburzenie nie ma znaczenia. Weszłaś w istniejący układ i on po prostu JEST. To jest ta różnica w odbieraniu rzeczywistości przez Ex i Next. Next czuje się szlachetna bo akceptuje. A Ex wie, że Next w tym układzie o niczym nie decyduje. Dzieci mają mieć tatę w takim zakresie w jakim potrzebują. Oczywiście maja szanować Ex (tak jak każdego innego czlowieka), ale z wizyta u taty nie muszą się meldować z tygodniowym wyprzedzeniem.
                        • edw-ina Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 18.09.15, 13:42
                          Po pierwsze proponuję ci skupić się na temacie, a nie na mojej osobie, bo ja ani twoich opinii ani rad nie potrzebuję. Po drugie tak, uważam, że nie przeszkadzanie w relacjach ojciec - dzieci jest zaletą. Po trzecie moje akceptowanie lub nie ma znaczenie, ponieważ a) mój mąż liczy się z moim zdaniem, b) gdyby nie moja długofalowa pomoc, nie miałby tych relacji z dziećmi w ogóle. Więc nie, nie weszłam w istniejący układ, tylko realnie stworzyłam układ, choć dla własnej wygody mogłam się nie wtrącać i mieć z głowy pasierbów i wszystko, co jest z nimi związane.
                          A to, że już od pierwszego twojego postu widać, iż macocha jest dla ciebie samym złem, a każdą jej wypowiedź odczytujesz możliwie negatywnie, powinno cię faktycznie eliminować z dyskusji. Bo ja słowa nie napisałam o ex, żadna inna forumka, poza autorką, która jest obecnie w trudnej sytuacji i próbuje się w niej połapać, również nie. Dlatego wydaje mi się, że skup się na meritum, zamiast na osobistych animozjach.
                          • jatojagodnik Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 18.09.15, 15:12
                            No ale przecież Ty oceniasz ta sytuację przez pryzmat własnych doświadczeń, szczegółowo je opisujesz i porównujesz. A mi zarzucasz, że patrzę zbyt osobiście. Ja po prostu zwracam uwagę, że opis sytuacji jest bardzo jednostronny. I że może te dzieci wcale nie są takie okropne, a autorka taka wspaniała i wspierająca. Sytuacja niewątpliwie jest trudna i niewygodna - bo autorka ma najmniej wdzięczną rolę w tej układance. Nie dość, że nie powinna się w ogóle wtrącać, to musi z pokorą znosić to co zgotują jej pozostali uczestnicy układanki.
                            Masz rację, że jestem "po drugiej stronie barykady". Na co dzień zmagam się z takimi "troskliwymi" uwagami macochy moich dzieci na temat ich zdrowia (zajady sa od braku higieny, trzeba suplementować D3), ubrań (chodzą w brudnych szmatach), diety (syn jest chorobliwie otyły), sportu (bieganie i judo są nieodpowiednie), fotelików w samochodzie (dziecko 12 letnie na podkładce nie może jeździć z przodu) itd. I mogę się założyć, że ona w swoim otoczeniu opowiada o tym jaką jest świetną macochą, jaka jest troskliwa i jak się stara. A mi się wszystko przewala gdy dostaję kolejna szpilę - gorzej niż od przysłowiowej teściowej. A wszystkie te rewelacje przekazują mi dzieci wracając po weekendzie od taty...
                            Dlatego uwierz mi, że może być tak, że te nowe wspaniałe i wspierające nowe partnerki i żony robią dobrą robotę tylko we własnych oczach.
                            • edw-ina Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 18.09.15, 15:45
                              Dlatego ja nie mówię o tym, by robić "wspaniałą" robotę, a żeby przede wszystkim (co napisałam) nie ingerować w te relacje, pozostawić je osobom, od których są de facto zależne, a jedyne, czego od tych osób wymagać to szacunku do siebie. I nie rezygnować z tego wymagania ze względu na poczucie winy partnera/męża.
                              Moja jedyna "wspaniała robota" polegała na tym, by uzmysłowić mojemu mężowi, by realnie wspierał swoje dzieci i był dla nich nie tylko panem od rozrywek, ale też wychowawcą i wsparciem. I że może to zrobić mimo odległości. To, w czym chodzą, gdzie i kiedy bywają u lekarza itp. nie interesuje mnie zupełnie. Nie oceniam. Nie mam się za wspaniałą macochę, choć po wielu perturbacjach i problemach usłyszałam od niemal już dorosłych ludzi, że jestem fajną osobą. To mi wystarczy. Z nikim nie rywalizuję o pierwszeństwo, nikomu się nie podlizuję, na nikogo nie pluję. Za to mogę powiedzieć, że odkąd do mnie dotarło, że głównym źródłem problemów, jakie mieliśmy, był de facto mój mąż, czyli ten łącznik, to on był zawsze osobą od której wymagałam reakcji, nie jego dzieci. I to próbuję powiedzieć autorce, by do partnera skierowała słowa.
                              • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 24.09.15, 23:39
                                dziekuje ed-wina,

                                Hameryki nie odkrylas podobnie jak villez.
                                Ale przynajmniej oceniasz trzezwo i zgodnie ze stanem faktycznym sytuacje, a nie oskarzasz.
                                To o czym piszesz juz jest w toku.
                                Przyszlosc pokaze co dalej.

                                Do villez:

                                chyba nie do konca tak ci sie to wszystko udaje, skoro wykorzystujesz okazje aby komus dokopac, tutaj zastanawia tylko fakt: dlaczego chcesz sie dowartosciowac kosztem innej macochy?...
                                • vilez Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 07:54
                                  Strzelasz ślepakami. Trafiłyśmy z Edwiną w sedno, z czym nie potrafisz się pogodzić.
                                  • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 10:31
                                    nie czytasz wszystkich moich wypowiedzi do konca,
                                    ja to odkrylam:-)) juz dawno przed wami i sie z edwina zgadzam.
                                    Zgodzilam sie rowniez z twoim wpisem (poza ostatnimi), ale tez nie doczytalas.
                                    Krecimy sie w kolko.
                                    Jak rodzice nie chca, to ich wybor, ich decyzja, i ich dzieci krzywda.

                                    • vilez Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 11:21
                                      Nie nie nie, nie kręcimy się w kółko, TY się kręcisz w kółko- a to różnica.
                                      Ja doczytuję uważnie, Ty zaś - nie.
                                      Nie przeprosiłaś mnie za swoją agresję, za suponowanie mi bycia złą macochą itd.

                                      1. Twój mąż nie chce się zająć tym problemem. To Ci większość ludzi w tym wątku pisze, na co reagujesz agresywnie.
                                      2. To Ty nie chcesz się zająć problemem stawiania granic mężowi i jego dzieciom, co Ci większość ludzi radzi, a co też wywołuje Twoją agresję.
                                      Ergo: w tych miejscach kręcisz się w kółko.
                                      Ergo: oboje jesteście mocno tchórzliwi? wygodni? niewydolni?
                                      Trza wziąć odpowiedzialność za swoje postępowanie- w tym i stawianie granic postępowaniu innych ludzi.

                                      (Podtrzymuję to, co napisałam o Twoim grzebaniu w rozwodzie męża.)
                                      • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 12:36
                                        1. nie chce sie zajac - - dzialanie w toku. sama ten fakt stwierdzilam.
                                        2. za macoche przepraszam, rzeczywiscie nie doczytalam, nie wycofuje sie jednak ze napadasz i chcesz dowartosciowac sie swoim sukcesem.
                                        3 Masz prawo sie nim cieszyc, ale jakim prawem zarzucasz? innym (niewazne) macochom, czy zonom ojczymow (twoj przypadek) agresje i nieudolnosc. Jesli zakladasz, ze rodzice powinni wspolpracowac i masz czarno na bialym, ze tej wspolpracy nie ma dlaczego chcesz tym obciazyc kolejnego partnera/zony/meza? Nie dotarlo do Ciebie, ze to nie ta trzecia strona stanowi problem?
                                        4. Granice zostaly wyraznie okreslone, zarowno w przypadku meza jak i relacji macocha* (precyzyjnie druga zona meza) jego corka + maz i osobno maz + corka + macocha* i wspolne dziecko.Teraz czekam na akceptacje.
                                        5. Wyjasnianie okolicznosci rozwodowych ma jak najbardziej sens jesli corka czyni wyrzuty ojcu, co swiadczy o tym , ze te kwestie nie zostaly omowione i corka meza ma do tego prawo. Jesli w tej konstelacji obciazana jest macocha* a nie ponosi winy za rozpad zwiazku - rowniez ma takie prawo. Tutaj maz na szczescie juz zajal stanowisko.
                                        6. Pytanie o odpowiedzialnosc:
                                        Ja nie jestem odpowiedzialna za jego stosunki z corka.
                                        7. Jesli dorosla corka nie bedzie sobie zyczyla kontaktow wspolnych, potrafie to zaakceptowac. Jak dodtad tego nie powiedziala. Bedzie mogla wtedy spotykac sie na neutralnym gruncie z ojcem, tak jak to do tej pory bylo.
                                        8. Nie uwazam, ze jako druga zona musze dostosowac sie do wizji stosunkow ojca z corka (patrz pierwszej zony), jesli widze wyraznie, ze ma/bedzie to mialo to negatywne skutki dla naszego wspolnego dziecka - mowie nie.
                                        • vilez Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 14:48
                                          Ad. 2. Twoje wypowiedzi świadczą same za siebie (agresja), niczego nie trzeba zarzucać. To stwierdzenie faktu.
                                          Tak jak stwierdzeniem faktu (na podstawie osobistego doświadczenia) jest, że z moim eks i obecnym mężem potrafimy sobie to ułożyć, a że TY w tym w przytoczeniu faktów z czyjegoś życia widzisz czyjeś dowartościowanie, to pokazuje, gdzie leży Twój problem- co Cię boli. Przemyśl to.

                                          Ad.3. Twój mąż się dostosowuje do wizji eks żony, czyli jednak jakaś współpraca jest. Tyle, że nie po Twojej myśli. Dlatego pytam, czy tchórz? Czy niewydolny? itd. Twój mąż nie liczy się z Tobą, i to on- a nie ja- obciąża Cię swoim złych zachowaniem, czyli brakiem granic stawianych eks żonie.
                                          Poza tym, TY- wychodząc za niego- powinnaś to mieć z nim omówione, ergo: współpracować już wtedy. A tej współpracy nie ma, jak piszesz. To TY O TYM piszesz.

                                          Ad. 4. Pisałaś inaczej.

                                          Ad.5. Córka nie ma prawa do wchodzenia w okoliczności rozwodu rodziców. To nie jej broszka. Źle Twój mąż stawia te granice. A i TY niepotrzebnie w to wchodzisz, o czym Ci już też pisałam. Ani córka ani TY nie powinnyście mieć nic do tego.
                                          Pisałaś, ze nie byłaś powodem rozwodu, więc tym bardziej... Piszesz rzeczy sprzeczne.

                                          Ad. 7-8. Nie do mnie, ja tych wątków nie podejmowałam.
                                          • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 14:56
                                            rozmowa z toba, to jak bicie glowa w mur, nie bede juz odpowiadac na maslomaslane i udowadniac, ze nie jestem wielbladem. nie czytasz dokladnie, ze nie wspomne o analizie.

                                            Nie bede odpowiadac na prowokacje.
                                            Polemika jest wartosciowa, jesli przeciwnik zachowuje kulture.
                        • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 00:21
                          marne to twoje zycie, jesli uwazasz, ze posiadasz kogos na wylacznosc do smierci.
                          jestes pewnie ex?
                          • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 00:22
                            najlepiej jeszcze,aby do smierci sponsorowal.
                          • jatojagodnik Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 09:28
                            Ja nie posiadam. DZIECI posiadają. Do śmierci.
                            • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 10:33
                              z tym sie zfodze, ale jesli juz to WSZYSTKIE dzieci, a nie byla zona.
                              • zakazana_piosenka zgodze:-) 25.09.15, 10:33
                              • jatojagodnik Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 10:48
                                Była żona oczywiście, że nie. Nigdzie nic takiego nie napisałam. Jakbym mogła, to z chęcią bym mojego ex na oczy nie oglądała. Ale dzieci tęsknią za tatą, i za młodszym braciszkiem. I uważam, że mają prawo odwiedzać go zawsze gdy będa czuć taka potrzebę - bez proszenia o zgodę macochy.
                                • vilez Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 11:26
                                  Tego też nie rozumiesz- że rodzic po rozwodzie jest zmuszony utrzymywać dobre relacje z drugim rodzicem. A wszystko dla dobra dziecka. W tym sensie eksmałżonkowie aż po dorosłość tego dziecka będą skazani na wzajemne (dobre) relacje. Z posiadaniem nie ma to nic wspólnego. Ale z miłością do dziecka- już tak.

                                  I TY, jako neks, nie masz nic do tego. Jedyne, co możesz zrobić, to albo wpisać się w te dobre relacje (jeśli są dobre), albo- jeśli są złe- stać z boku i nie przeszkadzać, ale pilnować własnych granic.
                                  • jatojagodnik Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 11:31
                                    Jeżeli nowa partnerka mojego męża nie będzie bez przerwy wtracała się w moje życie, jeżeli ex będzie płacił alimenty zgodnie z wyrokiem sadu, jeżeli nie będą przy dzieciach obrażali mojego nowego partnera i mnie - to nasze układy naprawdę mogą być poprawne.
                                    • dushychka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 11:41
                                      Tutaj tez bywa druga strona, bo ja jestem nowa żoną i to jego była mnie obraża i jego dzieci. A w sumie nic mnie nie obchodzi z jej życia i z jego relacji z dziećmi dopóki nie dotykają w jakiś sposób mnie. Alimenty płaci , chce się spotykać a spotyka ścianę. I corke która mówi mu w twarz ze nie ojca a później dzwoni i się przymiarki bo coś chce. Wiec może i u Ciebie to dzieci są dobrze wychowane ale w większości związków jest tak ze ex buntują je przeciwko partnerka swoich byłych mężów. Dla nowych żon najlepiej jak tu ktoś napisać jest nie wtrącać się ( bo relacje jego dzieci z nim to jego i wyłącznie jego relacje ) i pilnować granic. I mieć spokojna głowę , a nie nie potrzebnie wchodzić w konflikty , jakaś rywalizację z była żoną nie daj Boże z dziećmi.
                                  • vilez Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 11:35
                                    To do Zakazanej ;)
                                    • vilez Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 11:38
                                      Ps. Źle się podpięłam, pardon. To było do Zakazanej.
                                  • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 12:47
                                    oni wlasnie nie maja zadnych i dlatego ich dzieci cierpia.

                                    a`propos granic wlasnie to czynie.
                                • najma78 Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 13:30
                                  jatojagodnik napisała:

                                  Ale dzieci tęsknią za tatą, i z młodszym braciszkiem. I uważam, że mają prawo odwiedzać go zawsze gdy będa czuć taka potrzebę - bez proszenia o zgodę macochy.

                                  Nie dokonca. Sytuacja po rozwodzie jest inna i nie mozna dzieciom zaklamywac rzeczywistosci. Dzieci sa bardzo wazne nadal dla kazdego z rodzicow ale kazdy juz ma osobne zycie i sprawy opieki nad dziecmi i granic musza byc uporzadkowane i to wlasnie dla dobra dzieci. Z dziecmi ktore sa ju dorosle to wogole inna bajka, to innego rodzaju relacje i tu nie ma zadnego moge do ciebie przyjsc kiedy chce, moge spedzic tyle czasu kiedy chce bo tu mieszka moj ojciec itp. Nie, nie mozesz. Wczesnie przestalam mieszkac z rodzicami i ani oni do mnie a ja do nich nie chodze ot tak, bez uprzedzenia, uzgodnienia itp. Nie czuje dystansu, bo go nie ma, ale jest wzajemny szacunek, ktory zaklada najpierw ze rodzice moga nie chciec gosci w danym czasie nawet jesli tymi goscmi sa ich dzieci. To samo dziala w druga strone.
                                  • edw-ina Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 13:41
                                    Zgadzam się i co jakiś czas o tym piszę. Również uważam, że kiedy dziecko rozpoczyna dorosłe życie poza domem rodzinnym i wymaga od rodziców, by uszanowali jego prywatność, to również obowiązkiem dziecka jest uszanować prywatność rodziców. Tj. zadzwonić przed wizytą (w końcu wszyscy mamy komórki, wystarczy krótki telefon: mamo, tato, jesteście w domu? Mogę wpaść na kawę za godzinę, czy jesteście zajęci?), ustalić coś z nimi, zapytać się. I ja tego chcę nauczyć własnego dziecka, jak mnie nauczyli rodzice. Szanujmy się wszyscy, również w obrębie rodziny.
                        • najma78 Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 14:23
                          jatojagodnik napisała:

                          Dzieci mają mieć tatę w takim zakresie w jakim potrzebują. Oczywiście maja szanować Ex (tak jak każdego innego czlowieka), ale z wizyta u taty nie muszą się meldować z tygodniowym wyprzedzeniem.


                          W tej kwesti to sie bardzo mylisz. Kontakty z rodzicami po rozqodzie musza byc uporzadkowane obojetnie jaki rodzaj opieki to jest i lepiej zeby tak bylo dla kazdej ze stron. Wiec to nie tak ze dzieci musza miec tyle kontaktu ile potrzebuja a tyle ile im przypadnie bo rodzice od momentu rozstania maja osobne zycie. Jesli chodzi o dorosle dzieci to sa to calkiem inne uklady.
                          • jatojagodnik Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 14:34
                            Oj, myslę, że kontakty ustalone przez sąd - ustalają MINIMUM jakie ojciec musi poświęcić dzieciom. Jeżeli dzieci potrzebują więcej (dzieci a nie Ex) to ojciec nie powinien odmawiać. Zwłaszcza pod wpływem nacisków next. Bo ojciec rozwiódł się z była żoną a nie z dziećmi. Ojcem będzie do końca swojego życia.
                            • zakazana_piosenka uspokoj sie kobieto 25.09.15, 14:41
                              corka meza ma 20- kilka lat lat i sama moglaby juz miec rodzine, nie jest dzieckiem, ani nastolatka, ale tupie nogami i zachowuje sie jak nastolatka.
                              • jatojagodnik Re: uspokoj sie kobieto 25.09.15, 14:51
                                Pewnie nie zachowuje się dojrzale. Ale nie miała ojca przez połowię dzieciństwa. Teraz może miała wizję odbudowania relacji. I raptem zostaje znowu wystawiona za drzwi...
                                • zakazana_piosenka Re: uspokoj sie kobieto 25.09.15, 14:59
                                  a dlaczego chcesz obciazyc macoche odpowiedzialnoscia za relacje corki z ojcem?..
                                  znow maslomaslane.
                                  co robil ojciec przez 10 lat przed zawarciem nowego zwiazku kiedy nie mial kontaktow z dziecmi?.co robila w tym czasie jej matka?
                                  nikt nikogo nie wyrzucil
                                  • zakazana_piosenka Re: uspokoj sie kobieto 25.09.15, 15:00
                                    i nie zamierza wyrzucac.
                                  • basiastel Re: uspokoj sie kobieto 28.09.15, 14:19
                                    Ależ tu wszyscy sugerują raczej, byś ograniczyła ingerencje w te relacje i nie czuła się taka odpowiedzialna. I faktem jest, że jesteś agresywna.
                                • najma78 Re: uspokoj sie kobieto 25.09.15, 15:32
                                  jatojagodnik napisała:

                                  > Pewnie nie zachowuje się dojrzale. Ale nie miała ojca przez połowię dzieciństwa
                                  > . Teraz może miała wizję odbudowania relacji. I raptem zostaje znowu wystawiona
                                  > za drzwi...
                                  Nikt jej za drzwi nie wystawia ale moze powinien jak kubel zimnej wody by ja to otrzezwilo. Corka jej meza ma dwadziesciakilka lat wiec jak najbardziej nalezy wymagac od niej dojrzalego odbudowywania relacji.
                            • najma78 Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 15:30
                              jatojagodnik napisała:

                              > Oj, myslę, że kontakty ustalone przez sąd - ustalają MINIMUM jakie ojciec musi
                              > poświęcić dzieciom. Jeżeli dzieci potrzebują więcej (dzieci a nie Ex) to ojcie
                              > c nie powinien odmawiać.

                              Ojciec, ktory kocha dzieci ale jest jednoczesnie rozwaznym czlowiekiem nie bedzie ulegal naciskom ani ze strony ex, next,dzieci, rodziny itp a postapi tak aby nikt nie czul sie pokrzywdzony ani ze sie tak brzydko wyraze olany. Tak, to nie jest latwe ale mozliwe. Rodzice nie rozwidza sie z dziecmi,jednak wielu ma poczucie winy i daje soba manipulowac przez dzieci,uznajac ze robiac to co chce osladza im brak pelnej rodziny. Maz autorki watku chowa glowe w piasek, bo jego dzieci sa dorosle i jego relacje z nimi to jego sprawa, to on przede wszystkim powinien zadbac o prawidlowe realcje miedzy nimi i jego zona. Nie robi tego za to pozwala na brak szacunku i przekraczanie granic jego dzieci (jak najbardziej doroslych) w stosunku do swojej zony. Autorka watku ma prawo sie temu przeciwstawiac.
    • enith Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 18.09.15, 09:11
      Nie widzę wyjścia z tej sytuacji. Jeśli mąż nie będzie choć minimalnie współpracował z tobą w celu postawienia granic swoim dzieciom, ty stoisz na z góry przegranej pozycji. No bo jak te granice postawić, skoro mąż i jego pociechy praktycznie non stop je torpedują? Masz jaja, by wywalić dzieci męża z waszego mieszkania? I zrobić to wbrew mężowi, który może cię siłą powstrzymać przed takim działaniem? Zadbałabym o to, by we własnym domu mieć pokój, do którego nikt nie ma wstępu. Gdy pojawia się męża czeredka, zamykasz się tam i masz wszystko w doopie.
      • dushychka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 18.09.15, 17:46
        Co do tematu to w sumie ja jakoś mało zrozumiałam o co chodzi, chaotycznie napisane. Więc tak jeśli ojciec nie umie/ nie chce zwrócić uwagi dzieciom to najlepszym sposobem będzie ograniczyć Twoje kontakty z nimi. Szperanie w rzeczach czy wyciąganie informacji to czysta przemoc ze strony dzieci. I to nie ważne dlaczego ich rodzice się rozwiedli. Jeśli także rozwodnik decyduje się na nowy związek i założenie nowej rodziny musi liczyć się z tym że jego czas będzie na pół. Nie tylko dzieci z pierwszego małżeństwa mają prawo korzystać z jego czasu w całym wymiarze a dzieci z drugiego małżeństwa już nie i muszą jeszcze ustępować abo ich rodzice się rozwiedli. Bardzo się z moim mężem biliśmy zanim doszliśmy do porozumienia i jak już pisałam na forum byliśmy u terapeuty dla par. Wiesz Twoja relacja z mężem jest najważniejsza, Twoje dziecko ma lat 11 masz prawo wymagać od niego aby zapewnił wam bezpieczeństwo. Nie interesowałabym się dlaczego się rozwiedli bo to nie nasza sprawa. Nie chcieli bys razem woleli rozwodu nie Twoja sprawa- NIE myśl o tym i bo się tylko gnębisz i sobie dowalasz a nie o to chodzi. Jego dzieci jego sprawa nie musisz się nimi zajmować, czy tam ratować. Nie są to małe dzieci więc albo się będą Cie akceptować i szanować albo nie muszą w tym uczestniczyć. Dziwnie jakbyś miała się godzić jak dzieci wpadają bez zapowiedzi i szpiegują Cie w domu itd. by gdzieś tam donosić. Córka mojego męża była u nas raz na takich zagrywkach i ostatni. Bo to mój dom, ja tu mieszkam, prowadzę go i układam. Jeśli ktoś przekracza w nim granice przy czym mnie krzywdząc nie ma wstępu do niego. I mnie to nie obchodzi czy to jego dzieci czy obce osoby. I to nie jest tak jaki pisałam tu jedna osoba, że dziecko ma prawo widywać się z ojcem wg potrzeb bo TEN ojciec ma też obowiązki w stosunku co do nowej rodziny swojej żony i także tak samo swojego dziecka. Wiec dziecko poprzedniego związku też musi się pogodzić z podziałem czasu. Twój mąż ma obowiązek o was dbać i otoczyć was takim murem aby nic z jego przeszłości nie wpływało na relacje waszej rodzinny. Ja się zgadzam w 100 % z edw-ina rozumie że ojciec widuje się z dziećmi itd. I to że mówi że się godzi to nie znaczy że jakąś łaskę robi swojemu mężowi, tylko że się emocjonalnie godzi na to wewnętrznie. Córka mojego męża do nas nie przyjeżdża on jeździ się z nią spotykać gdzieś, nie interesuje mnie to nie wtrącam się w ich relacje dopóki nie dotyka to mnie. A co robią, jak ona się do niego odzywa i go traktuje to jego szambo chce to niech się w nim kąpie. A ta Pani która jest po rozwodzie nigdy nie zrozumie macoch tylko ślepo będzie patrzeć w jedną stronę. Ze jej dziecko najważniejsze i były mąż ma być na zawołanie i to jest wielki błąd i powód kłótni. Jakby miała niby do niego większe prawo traktując faceta jak rzecz. Trzy mam kciuki za Ciebie, że jakoś wam się ułoży i Twój mąż stanie na wysokości zadania i o was zawalczy.
    • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 00:33
      dziekuje za uwagi:

      edw-inie,
      Henkowi,
      oli-dom,
      amb25,
      zuzi1,

      vilez - czesciowo masz racje,
      pomimo tego 3maj tak dalej, wszystkiego dobrego wspolnym dzieciakom, a sa takowe?...

      bcde - w okresonych okolicznosciach - to tez wyjscie, jakkolwiek ostatecznosc.

      pozdrawiam
    • 71tosia Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 01:36
      czy ty chcac odwiedzic swojego ojca lub matke prosisz o audiencje? Wyszlas za maz za czlowieka, ktora ma dzieci wiec niestety te dzieci musisz akceptowac nawet gdy one ciebie nie akceptuja. Ty mialas wybor one nie.
      W sytuacji gdy masz innych gosci w domu komunikujecie dzieciom meza 'wpadajcie jak chcecie ale bez nocowania, bo w pokoju goscinnym bedzie nocowac dzis kuzynka Piosenki' , co w tym trudnego?
      • anoraak Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 08:23
        serio jako dorosła osoba tak po prostu wpadasz sobie do rodzica ? pytam bo jestem zaskoczona, ja zawsze dzwonię i się umawiam, bo wiem, że moi rodzice mają prawo do swojego życia i mogą mieć inne plany niż spotkanie ze mną. te inne plany traktuję neutralnie - ot każdy ma prawo do swojego życia, mogę przecież wpaść kiedy indziej.
        • jatojagodnik Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 09:31
          Wpadałam kiedy chciałam. Bez żadnego umawiania się. Ryzykowałam, że pocałuję klamkę. Ale i tak często raptem, po drodze, pod wpływem impulsu wpadałam na kawę. Zawsze byli zadowoleni
          • dushychka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 11:04
            Nikt by nie miał pretensji jakby dzieci wpadaly bez zapowiedzi ale umiały się zachować wobec osób które ich w tych domach goszczą. A inaczej jest jak wpadają i niszczą cały spokój w domu abo tak... by komuś krwi napsuc. Jak ma wpaść do nas syn mojego męża tez jie widzę problemu ani jeden ani drugi bo nie musze się bać ze będzie mnie w żaden sposób atakować. A jeśli ja mam czuć się zagrożona ze przyjdzie jego córka i będzie mnie obrażać itd. To sobie tego nie życzę bo dom jest nasz i ja jako osoba która go współtworze mam prawo czuć się w nim bezpieczna. Koniec kropka , wiec jak się do kogoś przychodzi to najpierw trzeba umieć się zachować. A tym bardziej jak ojciec dziecka nie umie go upomnieć ani nic to tym bardziej nie powinno mieć takiego przyzwolenia. W każdym domu panują jakieś zasady i jeśli się gdzieś w chodzi to trzeba ich przestrzegać , bo jeśli się tego nie robi to łamie się granice osób mieszkających i to jest powód aby odmawiać goszczenia i tu juz mowie o kimkolwiek. Dzieciach, rodzicach, obcych ludziach.
            • najma78 Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 12:09
              Autorko watku - z tego co zrozumialam to moeszkanie, w ktorym mieszkasz z mezem i wlasnymi dziecmi nie jest wlasniscia tqojego meza? Jego dzieci z pierwszego malzenstwa sa dorosle?
              Jesli to sie zgadza to na tqoim miejscu zaprosilabym ich plus tqojego meza i jasno, spokojnie ale dosadnie powiedzialabym im o tym co im wolno a czego nie i ze jesli sie nie dostosuja to nie beda moec wiecej wstepu do waszego domu ani do waszej rodziny. Maz i tak nic nie powie bo on z tego co napsalas nie ma jaj wiec on w takim ukladzie zastosuje sie do tego co ty mu powiesz. Trudno, skoro nie chce wspoldecydowac to nie musi i nie bedzie.
              Jego dzieci sa dorosle wiec moga sie z ojcem spotykac gdziekolwiek ale nie w waszym fomu skoro nie potrafia sie zachowac jak osoby dorosle. Twojemu mezowi powiedz zeby relacje ze sqoimi dziecmi pouklad sobie sam i przegryzl przeszlosc bo ty w tym udzialu nie bralas. Waszs wspolne zycie to inny rozdzial i ty nie musisz sie szarpac z jego doroslymi dziecmi, naprawde. Oczywiscie fajnie gdy wszystko uklada sie dobrze i w rodzinie sa przyjacielskie relacje oparte na wzajemnym szacunku ale do tego potrzeba wysilku kazdej ze stron.
              Co do konkretow to dorosle dzieci nie moga panoszyc sie w domu w ktorym mieszka ich rodzic jesli wszyatkim to nieodpowiada. Tak, powinni wczensiej zadzwonic i uzgodnic wizyte o zistawaniu na noc nie wspominajac. Nie maja prawa gwalcic prywatnosci rodzicow itp. To musisz im powiedziec, nie dyskutowac o tym,bo to jest oczywiste , zakomunikowac. Powiedz im tez jasno ze jesli sie nie zastosuja do zasad ktore ty wyznaczasz (a masz do tego prawo) to zostana wyproszeni z domu i nie beda mieli wiecej do niego wstepu. Czasem nie ma innej metody jak bardzo ostre i stankwcze postawienie granic i pokazanie czego sie oczekuje. Pozdrawiam.
              • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 13:03
                dokladnie tak im powiedzialam.
                Powiedzialam tez, ze moga spotykac sie na neutralnym gruncie, jak bylo to zawsze.
          • najma78 Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 13:34
            jatojagodnik napisała:

            > Wpadałam kiedy chciałam. Bez żadnego umawiania się. Ryzykowałam, że pocałuję kl
            > amkę. Ale i tak często raptem, po drodze, pod wpływem impulsu wpadałam na kawę.
            > Zawsze byli zadowoleni

            Moze byli zawsze a moze nie dali ci odczuc ze nie sa.
            • jatojagodnik Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 14:01
              Nie sądzę, żebyś lepiej niż ja wiedziała, czy moi rodzice cieszyli się z moich odwiedzin. zawsze gdy przejeżdżałam pod ich domem, lub domem babci - wpadałam, choć na moment. Czasem nawet nie na kawę. Przywitać się, zamienić trzy zdania, zrobić siku - i lecieć dalej do swoich obowiązków. Datego, że ich kochałam. I oni wiedzieli, że pomimo zaganiania, znajdę tą chwilkę dla nich. Że nie mam czasu na dłuższe oficjalne wizyty, ale za nimi tęsknię.
              I dzieci męża Zakazanej też do niego chcą wpadać, i on się z tego cieszy - że po latach kiepskich relacji dzieci wreszcie chca go włączyć do swojego życia. Jak normalnego członka rodziny, a nie wyrzutka. I ta zmiana relacji boli Zakazaną.
              • najma78 Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 14:12
                jatojagodnik napisała:

                > Nie sądzę, żebyś lepiej niż ja wiedziała, czy moi rodzice cieszyli się z moich
                > odwiedzin.

                Nie napisalam nigdzie ze ja wiem lepiej, zwrocilam ci tylko uwage ze ludzie moga czuc inaczej niz nam sie wydaje nawet jesli tego nie okazuja.

                > I dzieci męża Zakazanej też do niego chcą wpadać, i on się z tego cieszy - że p
                > o latach kiepskich relacji dzieci wreszcie chca go włączyć do swojego życia. Ja
                > k normalnego członka rodziny, a nie wyrzutka. I ta zmiana relacji boli Zakazaną
                > .

                Nie to jest problemem autorki watku. Budowac relacje mozna takze umawiajac wczesniej wizyty i dostosowujac ich czestotliwosc i jakosc do rodziny ojca. Bo ojciec ma wlasna rodzine i wlasne zycie i dorosle dzieci musza to uszanowac. Podobnie jak musza uszanowac zasady, ktore panuja w domu ich ojca i jego zony. Z tym jest jednak problem i o tym napisala autorka watku.
              • paris-texas-warsaw Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 14:21
                Ja bez zapowiedzi będę przyjęta (w razie czego z nocowaniem i z dziećmi, a nawet mężem;)) u taty i teściów, tak samo u nieżyjącej babci. U mamy pewnie nie, ale na jej temat napisałam już tyle wątków, że nie będę się powtarzać. Jak ktoś blisko mieszka, to może wpadać bez zapowiedzi, najwyżej wróci do siebie do domu, jak domownicy będą zajęci, albo sobie coś sam porobi. To zależy od zżycia ludzi i ich stylu funkcjonowania. Jak ktoś dalej mieszka, albo ma taki wypracowany styl kontaktów, to dzwoni. Nie widzę w tym nic dziwnego, różni ludzie, różne formy. Często przecież ludzie też mają do siebie klucze, można w domu na kogoś zaczekać. Być może ojciec z dziecmi mi taki układ i tyle. Ja ze swoimi dziećmi zamierzam sobie też taki mieć, nawet już się oferowałam z pomocą przy wnukach (czasem myślę, czy może nie za ochoczo:))).
                Ale ja tak w ogóle to chciałam się podzielić swoimi refleksjami. Po tych ostatnich wątkach macoch, a to córka była w domku letniskowym ojca bez pozwolenia macochy, a to syn na wakacje chciał mieszkać w domu ojca, gdzie mieszka dziecko macochy przez niego przyjęte, a to ta historia tutaj.... I tak sobie myślę, czy może jakoś o swoje dzieci zadbać i ich los, jakby mi się zmarło, a mężowi zachciało inną piękną damę serca przygarnąć, i nagle się okazało, że dzieci wychowywane przez np. babcię musiałyby z uprzedzeniem dzwonić, a i tak byłyby przyjmowane jeśliby spełniały standardy macochy, bo to ona "tworzy dom". Może jakaś umowa już teraz zawarta z adwokatem, który w razie śmierci wpadać będzie do naszego obecnie wspólnego domu i pilnował interesów dzieci? a może póki się da zawlec męża przed święty obraz i niech przysięgnie, że na takie akcje nie pozwoli jakiejś next? Prosze o podpowiedzi obeznanych w temacie:)
                Ps. Dziwię się facetom, że na takie ustawianie dzieci pozwalają, ale rozumiem, że są związani kolejnymi wspólnymi dziećmi.
                • jatojagodnik Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 14:29
                  NO WŁAŚNIE - przerażające dla mnie są te watki rozżalonych macoch. Przecież to nikt inny, a one same wiązały się z facetami obarczonymi rodzinami. Wiele z nich osobiście rozbijało te rodziny. czy nie były świadome, że nawet jeżeli Ex nie będzie bruździła, to jednak dzieci będą na całe życie? Skąd teraz to zdziwienie, że sa jakieś problemy? I że dzieci uważają, że mają prawo mieć ojca bez proszenia macochy o zgodę??
                  • edw-ina Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 14:33
                    szczerze? nie znam ani jednej next, która rozbiła czyjąś rodzinę. To jakaś paranoiczna łatka, którą wiele osób lubi się posługiwać, by pokazać tej wrednej next jej miejsce i jak mało ma praw.
                    • jatojagodnik Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 14:39
                      Czyli wszystkie Next wiążą się z samotnymi, rozwiedzionymi facetami??? Z takimi, którzy rozwiedli się z powodu "niezgodności charakterów", bez orzekania o winie, bez żadnych zdrad i kłamstw? No bo ja wręcz odwrotnie. Wszystkie rozwody w moim otoczeniu są spowodowane zdrada i pojawianiem się jakiejś Next.
                      • edw-ina Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 14:45
                        Wiesz, dużo zależy od ludzi, siły ich charakterów. Ja nie związałabym się z człowiekiem miałkim, kłamliwym. Gdyby w moim otoczeniu pojawił się taki pan, raczej nie miałby czego szukać. Gdyby taki okazał się człowiek, z którym bym się związała (mąż, partner), to chyba pozostałoby mi tylko wysłać kwiaty ewentualnej kochance w podziękowaniu, że go ode mnie odsunęła. Ale jeżeli ktoś się godzi na bylejakość, aby tylko być w związku, to faktycznie może patrzeć na to inaczej i wówczas są te straszne next zabierające mężów i ci źli faceci latający za spódniczkami. Szkoda tylko, że nie ma myśli o własnych wyborach.
                        • jatojagodnik Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 15:11
                          Kolejny raz - nie piszę o walce o mężą, o portki w domu. Piszę o obowiązkach ojca wobec dzieci z pierwszego związku. Dziwię się Next, że są zaskoczone stała obecnością dzieci z poprzedniego związku w życiu ojca. Na małe dzieci są alimenty. Ale i starsze dzieci potrzebują obecności ojca. W różnym zakresie. Emocjonalnym, czasowym, finansowym, organizacyjnym. W zdrowej, pełnej rodzinie 25-latka nie miała by problemu z zaangazowaniem ojca w swoje sprawy. Ciekawe, co Zakazana powie, gdy córka męża zacznie podrzucać im wnuka w weekendy :-D
                          • edw-ina Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 15:23
                            Nie, nie wypowiadasz się merytorycznie o obowiązkach opieki nad dziećmi. Piszesz o tym, jakie złe są te next, jak "widziały gały co brały", jak rozbijały rodziny. I nie rozumiem dlaczego córka ma podrzucać komukolwiek dziecko na weekend. O ile pamiętam, to nie dziadkowie odpowiadają za wychowanie wnuków i nie mają obowiązku zajmować się tymi "podrzucanymi". W ogóle co to są za słowa "podrzucić komuś dziecko"? Jaskółkami jesteśmy, czy co? Mam dziecko, którego nikomu nie podrzucam. Mogę zapłacić niani za opiekę nad nim w chwilach, gdy ja nie mogę lub mogę grzecznie zapytać kogoś z bliskich, czy mógłby w danym momencie zostać z moim dzieckiem, jeśli ma akurat taką możliwość. A nie podrzucać.
                            A odnośnie potrzeby obecności ojca - potrzeby dzieci się zmieniają, ale też trzeba brać pod uwagę to, że rodzic nie jest kimś na zawołanie i uczyć tego dziecka. Uczyć szacunku do drugiego człowieka. I w zdrowej, jak to określiłaś pełnej rodzinie, 25-latka również powinna czasami usłyszeć od ojca, że musi sama zająć się swoimi sprawami, że jej dorosłość to nie tylko przywileje, ale również obowiązki i umiejętność ponoszenia konsekwencji swoich działań. Rodzic nie jest dany na własność.
                            • jatojagodnik Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 15:48
                              Pewnie można tak to okreslić" Widziały gały co brały" I nadal uważam, że w zdrowej rodzinie w normalnych układach rodzice w różny sposób wspieraja dorosłe dziecko. Nawet najbardziej samodzielne o odpowiedzialne nadal jest ich dzieckiem. I nie ma absolutnie nic zdrożnego w tym, że dziadkowie czasem w weekend zaopiekują się wnukiem. problem robi się wtedy gdy dziadek oferuje pomoc, a macocha-babcia traktuje to jako zamach na swoja wolność.
                              • edw-ina Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 16:00
                                Wspierać się a wymuszać to dwie różne rzeczy.
                          • najma78 Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 16:06
                            jatojagodnik napisała:

                            W zdrowej, pełnej rodzinie 25-latka nie miała by problemu z zaangazowaniem ojca w swoje sprawy. Ciekawe, co Zakazana powie, gdy córka męża zacznie podrzucać im wnuka w weekendy :-D

                            Dojrzale dorosle dzieci nie uwazaja ze rodzice maja obowiazek angazowac sie emocjonalnie, czasowo,finasowo itp w ich zycie. Dojrzale dorosle dzieci robia wszystko aby byc samodzielnymi i niezaleznymi i brac odpowiedzialnosc za swoje zycie a nie wisiec na rodzicach. Corka meza autorki watku bedzie musiala poprosic o zajeci sie wnukami i nie obrazac jesli spotka sie z odmowa. Tak robia dorosli ludzie.
                            • paris-texas-warsaw Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 16:09
                              Ale generalnie to Zakazana też by musiała wydawać zgodę na - przynajmniej dla innych wolnych ludzi - zgodę na kształtowanie relacji męża z wnukami? Zakazana, jak to widzisz???
                  • 71tosia Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 17:39
                    tez mnie to dziwi, tak jakby te panie koniecznie chcialy wpisac sie w stereotyp zlej macochy, Porazajace jest w tych dyskusjach jak te dzieci meza sa zawsze zle wychowane, zwlaszcza gdy porownuje sie z idealnie wychowywanym wlasnym dzieckiem.
                  • ola_dom Dzieci mają prawo do ojca, a żona do męża? 28.09.15, 09:57
                    jatojagodnik napisała:

                    > I że dzieci uważają, że mają prawo mieć ojca bez proszenia macochy o zgodę??

                    Odnoszę coraz silniejsze wrażenie z Twoich wypowiedzi, że dzieci mają do ojca WYŁĄCZNE prawo - a jego żona (ta nowa) ma mieć do niego tylko tyle praw, na ile pozwolą jej jego dzieci.
                    Więc jak nie pozwolą, to ma siedzieć cicho i nie podskakiwać, bo dzieci MAJĄ PRAWO.
                    • zakazana_piosenka Re: Dzieci mają prawo do ojca, a żona do męża? 29.09.15, 03:02
                      ola trafilas w sedno.


                      Wiekszosc forumowiczek zarzuca mi niechec i brak akceptacji dla praw skrzywdzonej corki, niechce zauwazyc, ze to wlasnie dla meza i jego corki - powstrzymuje sie od radykalnych dzialan.
                      Wlasnie dla niej, aby w przyszlosci ich/nasze spotkania mogly przebiegac w innej atmosferze. Pisze ich, bo moga to byc tylko ICH spotkania.
                      Dlaczego dorosla corka uzurpuje sobie/mialaby miec prawo wylacznosci do kogokolwiek i do obrazania innych? i z czego to wynika?
                      Nie jestem dla niej konkurentka, nigdy nia nie bylam. Niczego przeze mnie nie stracila.
                      Rozumiem jej zranienie i mam poczucie, ze stracili mase czasu, ale wciaz nie rozumiem dlaczego mialabym za to odpowiadac, na wszystko sie zgadzac i akceptowac wspolne spotkania na jej/ich warunkach?.. Wspolne, bo odbywaja sie w moim domu, i wreszcie dlaczego ma placic za to nasze dziecko, bedac wciaz swiadkiem klotni, czujac konflikty? Dlaczego corka musi? projektowac zranienie? (swoje/matki) na moja osobe, chociaz wie dokladnie, ze nie jest to fair. Tym bardziej, ze powiedzial jej o tym jej ojciec przy wspolnej rozmowie.
                      Dlatego, bo matka nie umiala wybaczyc i zapomniec czegos z ich przeszlosci?..Bo rodzice nie potrafia/niechca rozmawiac? Bo sa nabrzmiale problemy, ktore musza byc rozwiazane?
                      Nie jestem chlopcem do bicia w moim domu (ani poza nim) i jesli moj maz i corka tego nie zmienia/dostrzegna, to musza oboje liczyc sie z tym, ze nie bedzie ona nas odwiedzala.

                      Na sto 100 wpisow tylko kilka dotknely/otarly sie o problem, reszta pomimo ze nie rozumie rzuca ciagle kamieniami. To nie ja stanowie problem, ale ich wzajemne relacje.


                      Najma dziekuje.
                      • edw-ina Re: Dzieci mają prawo do ojca, a żona do męża? 29.09.15, 10:47
                        Oberwałaś rykoszetem z tzw. mechanizmu przeniesienia. Już wyjaśniam - mechanizm ten służy do odciążania osób, z którymi łączy nas więź i przenoszeniu ich win na innych, by móc nadal ich kochać i tworzyć z nimi jakiś układ - rodzinny, przyjacielski, erotyczny czy inny. Działa w chwili, gdy np. matka gwałciciela mówi, że to nie wina jej syna, on takim dobrym chłopcem jest, to ta zdzira w krótkiej kiecce go zwabiła i on nie miał wyjścia - to oczywiście drastyczny przykład, ale tak to funkcjonuje. I córka twojego męża, dla której brak ojca i jego zaangażowania był bez wątpienia bardzo bolesny, nie jest w stanie stanąć przed faktem, że tata ją olał - bo tak należy nazwać brak walki o dziecko, podporządkowanie się ex, niezabieganie o kontakty. I teraz, aby móc z tym ojcem budować więź, ona musi coś zrobić z tą jego wielką winą wobec niej, ale zrobić to tak, by nie oskarżyć ojca, bo inaczej może go stracić. Więc oskarża ciebie. Może to nawet sobie racjonalizować - z pewnością odciągałaś go od kontaktów z córką, może obrzydzałaś lub zniechęcałaś, zajmowałaś innymi sprawami. On sam z pewnością chciał się widywać z córką i tylko miał taką heterę w domu, która mu w tym przeszkadzała - itp. itd.
                        Analogicznie ty też przenosisz część winy męża na jego córkę, by móc nadal tworzyć z nim rodzinę. Skupiasz się przede wszystkim na złych intencjach córki, a nie na braku reakcji ze strony męża, bo wiesz, że nazwanie spraw po imieniu może zakończyć się poważnymi perturbacjami w twojej rodzinie.
                • najma78 Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 15:18
                  paris-texas-warsaw napisała :

                  może ojciec z dziecmi mi taki układ i tyle.


                  Moze ma ale jesli go nie uzgadnial z zona to musi ten uklad zweryfikowac. W dodatku szperanie w prywatnych rzeczach itp akcje nie wchodza w zasady zadnego ukladu.


                  • paris-texas-warsaw Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 15:26
                    Wiesz, pewne umowy mogą być wcześniejsze, a pewne późniejsze, ale ważniejsze dla kogoś. Zresztą dom jest chyba ojca. Takie życie - bliższa ciału koszula, i dzieci niż żona.

                    A jak to szperanie wyglądało? Bo już ktoś też pisał o wyciaganiu informacji, szpiegowaniu i donoszeniu etc. Na moje to - ktoś gdzieś poszedł, popatrzył sobie, a potem podzielił się spostrzeżeniami. Taka norma wśród ludzi:) Więc mnie zastanawia, co znaczy to szperanie. W gazetach, w szufladzie ze sztucami, wąchanie perfum w łazience (trudno się powstrzymać...), co konkretnie?
                    • paris-texas-warsaw Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 15:29
                      A w ogóle to to "nowsze" dziecko ma tez uzgadniać, kiedy może się w domu pojawić??? Czy też dzieci mają być traktowane jedne lepiej - bo mama na miejscu, a inne gorzej - bo starsze?
                      • paris-texas-warsaw Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 15:34
                        I w ogóle to chore jest to ustawianie dorosłej osobie z kim i ile ma się spotykać. Jeśli to ojcu będzie przeszkadzało, to się w ogóle może przestać spotykać. To tak jak w poprzednich wątkach - olaboga, jaka krzywda ojcu (???) się dzieje, że ktoś z jego domku w górach korzysta. Jeśli właścicielowi nie przeszkadza taka forma, to czemu to żonie-niewłaścicielce przeszkadza? To jest w sumie agresywne wchodzenie na nie swoje pole. Znaczy - ja rozumiem ekspansję, ale nie rozumiem, że może nie docierać, że nie każda ekspansja jest udana i ludzie to nie marionetki.
                      • edw-ina Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 15:34
                        Moje "nowsze" dziecko, kiedy już wyprowadzi się z domu np. na studia, też będzie musiało uzgadniać. Takie życie.
                        • paris-texas-warsaw Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 15:45
                          Jeśli Ty tak ustalisz, to super. Ale może ojcieTwojego dziecka będzie je bez zapowiedzi przyjmował? A mąż Zakazanej i jego dzieci mogą sobie jeszcze inaczej wybrać. Jednak jak widać życie różnie się plecie, kto dożyje studiów własnych dzieci nigdy nie wiadomo, czy nowa next czyjegoś dziecka na pensję do Szwajcarii (to w wersji bogatszej, w wersji biedniejszej internat w drugim końcu Polski) nie wyśle, nie urobi ojca, że dziecko przeszkadza, hałaśliwe i w ogóle maluch "szpera" po domu;) Myślę, że zwłaszcza matki małych dzieci powinny wziąć pod uwagę, czego "uczą" ojca własnego dziecka, żeby się to przeciwko własnemu dziecku nie obróciło. Ja jak pisałam wyżej biorę to pod uwagę, jak się dowiem, jak dzieci zabezpieczyć przed next, to napiszę wszystkim zainteresowanym:)
                          • paris-texas-warsaw Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 15:51
                            A, zapomniałam Edwino, przecież macie rozdzielność, dom jest tylko Twój i Ty decydujesz, i o swoim dziecku i o tych synach męża, co im matka zmarła, a babcia się zajęła. To mąż będzie mógł córkę bez zapowiedzi przyjmować w jakiejś swojej nieruchomości, może po sąsiedzku się wybuduje;)
                            • edw-ina Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 15:58
                              Gwoli ścisłości, synowie męża też mają swoje nieruchomości. Nikt tu z nikogo skóry nie zdziera. I tak, jak ja nie decyduję o zasadach w ich domach, tak oni nie decydują o zasadach w moim. A gdzie będzie mój mąż córkę przyjmował jak ja z tego świata zejdę? Nie bierzesz pod uwagę, że to ona może go przyjmować również. A szkoda.
                              • paris-texas-warsaw Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 16:04
                                Tak, w odniesieniu do Ciebie faktycznie można to brać pod uwagę, bo przynajmniej mąż może kształtować swoje kontakty w miarę dowolnie poza domem. Ale czy inne next tak łaskawie dają swoim mężom czas na takie eskapady? Z czytania forum rozumiem, że oprócz przyjmowania "poprzednich" dzieci kolejnym największym problemem jest czas poświęcany na wyjścia do nich. Nie wnikam już tu w formę własności nieruchomości, na której te spotkania się odbywają, bo wydaje się to akurat w tym przypadku poboczna kwestią. Ale może Zakazana - inspirować męża do częstszych wizyt u dzieci? To jest chyba fajna myśl:)
                                • paris-texas-warsaw Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 16:07
                                  " Nikt tu z nikogo skóry nie zdziera. "

                                  Mi w ogóle na razie tu o kasę nie chodziło, ale to kolejny nośny temat. Chyba jednak zbyt obszerny, jak na forum:)
                                • edw-ina Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 16:16
                                  Nie wypowiem się za inne next, ale mogę napisać ci dlaczego dość szybko doszłam do przekonania, że przynajmniej część kontaktów M z dziećmi powinna odbywać się poza domem:
                                  - po pierwsze dlatego, by w tym czasie był zaangażowany przede wszystkim właśnie w nich, a nie w bieżące sprawy domu;
                                  - po drugie aby oni czuli, że przez ten czas jest ich i tylko ich, aby nie budziła się w nich chęć destrukcyjnej rywalizacji;
                                  - aby budować relacje bardziej partnerskie, którym sprzyja zmiana otoczenia, różnorodność spotkań. Niedawno na przykład umówili się na jakiś wielki mecz, na który każdy sam przyjechał oddzielnie z innego kraju. Przypuszczam, że będą to wspominali przez lata.

                                  Ja się nie buntuję przeciwko czasowi M z dziećmi. Jedyne, czego nie zaakceptuję w odniesieniu do siebie to oczekiwanie uległej postawy. A tej uległości często od macoch się oczekuje. Nic nie mów, zagryź zęby, gotuj, sprzątaj i usuń się w cień. Weź swój krzyż, bo tak sobie wybrałaś. To takie hmmm..., katolickie :D
                                  • paris-texas-warsaw Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 16:19
                                    Brzmi to fajnie:) Zakazana, możesz pokazać mężowi, i wilk syty i owca cała:)
                                    • edw-ina Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 16:33
                                      Z mojego punktu widzenia tak różnorodny sposób kontaktu z dorosłymi dziećmi jest w ogóle bardzo fajny. Tego nauczyli mnie moi, też rozwiedzeni rodzice. Odkąd zamieszkaliśmy wszyscy oddzielnie (co miało miejsce dość wcześnie, bo pierwsze wynajmowane mieszkanie miałam w liceum), to często zamiast w domu spotykaliśmy się na obiedzie w restauracji, z mamą często umawiałam się na wystawy i np. jakieś zakupy po wystawie, z tatą, miłośnikiem musicali, regularnie chodziłam do teatrów muzycznych lub do kina. Naturalnie widywaliśmy się również w domu, ale nie było na to jakiejś wielkiej presji. Mogłam spokojnie powiedzieć im, że np. mam zajęty weekend, nie przyjadę, więc może któreś z nich wpadnie? Albo umówimy się w tygodniu. To sprawiało, że czułam, iż mam w nich rozumnych, bliskich partnerów.
                • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 12.10.15, 23:10
                  swiatowa?!? - lub nie
                  a nie dziwisz sie, doroslym dzieciom plujacym bez powodu! na obcego wlasciciela mieszkania, w ktorym mieszka ich ojciec?...
                  czy tez plucie jest na miejscu wszedzie, a wiezi krwi do tego upowazniaja/zobowiazuja? bo dato (wczesniejsze)->urodzenia kolejnego potomka do tego zobowiazuje?

                  Tracisz czas i klawiature powtarzajac jak mantre, to co kilka wczesniej napisalo,
                  bo nie doczytalas, bo nie chcialas!, bo nie jestes zainteresowana.
                  Wiekszosc z Was pisze nie na temat. Corka przyjezdzala i byla zawsze pozadanym gosciem, dopoki nie zaczela zachowywac sie niekulturalnie.
                  Czy tez w imie traumy porozwodowej corki (nie z mojego powodu) ma w nocy byc budzone krzykiem moje dziecko?.
                  Jestem pelna wspolczucia dla corki meza i wiem, ze ma trudny okres za soba, pewnie rzutuje/bedzie tez to na jej przyszlosc;-(, ale nie uwazam, ze uleczy ja fakt, ze bedzie mogla na mnie/ojca pokrzyczec. W imie czego mam goscic niekuluralnych gosci u siebie w domu?..

                  Biegnij szybko do notariusza, jak chcesz miec kogos na wlasnosc:-D;
                  A najlepiej kaz sie mezowi juz dzis wszystkiego na twoja rzecz zrzec:-DDDD


              • panizalewska Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 28.09.15, 10:34
                Jak wpadam do starych na siku, to nie dlatego, że ich kocham, tylko dlatego, że chce mi się siku, a pod krzakiem nie będę ;D
                Najczęściej dzwonię, o której będę, bo moi rodzice też mają życie i jakieś plany, tak się składa. Do dziadków też dzwonię. Chyba, że to faktycznie jest tylko na siku, a nie na pogaduchy i kawę. Potrzeba wyższa i dosłownie 5 minut. Ale nie panoszę się w w ich domach, uwzględniam plany, zdejmuję buty, nie nocuję bez zapowiedzi. To już po prostu absurd jest! Dziwi mnie, że tego nie rozumiesz. Być może dla Ciebie oczywistym jest, że Twoi rodzice i dziadkowie są DLA CIEBIE. Dla mnie to są ludzie jak każdy inni i trzeba szanować ich prywatność i intymność domową.
          • anoraak Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 16:59
            > Wpadałam kiedy chciałam. Bez żadnego umawiania się. Ryzykowałam, że pocałuję kl
            > amkę. Ale i tak często raptem, po drodze, pod wpływem impulsu wpadałam na kawę.
            > Zawsze byli zadowoleni


            ale rozumiesz, że ludzie są różni ? że jak Ty wpadałaś i nie było problemu ani z Twojej strony ani ze strony rodziców to OK, ale np. inne rodziny mogą funkcjonować zupełnie inaczej ? I żaden model nie jest lepszy ....po prostu różnimy się - a tym bardziej inaczej może to wyglądać w rodzinach patchorkowych ? I nie jest tak że to next ma się dostosować, bo przecież wiedziała w co wchodzi tylko wszystkim dojrzałym osobom dorosłym powinno zależeć na współp[racy? I ex i next i mężczyźnie....dla dobra dzieci właśnie. Jeżeli ojciec nie umie stawiać granic dziecku + dodatkowo ex "podburza" je tekstami w stylu: widzisz gdyby nie ta wredna next to mogłabyś odwiedzać ojca kiedy byś chciała + next nie stawia jasnych granic mężowi i poprzedniemu dziecku - to powstaja takie właśnie sytuacje jak w tym wątku.
            • paris-texas-warsaw Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 18:57
              Ja wolę dojrzałość rozumianą jako postępowanie zgodnie ze swoimi zasadami. To, że ktos nie chce z kimś współpracować nie oznacza braku dojrzałości z definicji. Ale jaka współpraca? Ma by jak chce Zakazana, czy jak dzieci z mężem? To kompromis? Tydzien odwiedzin bez zapowiedzi, następny tydzien z zapowiedziami?
              • anoraak Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 19:22
                >Ja wolę dojrzałość rozumianą jako postępowanie zgodnie ze swoimi zasadami.
                no właśnie - u mnie w rodzinie postępując zgodnie ze swoimi zasadami wszyscy uważamy, że nie wpada się nawet do rodziców bez zapowiedzi, tak jest i wszystkim to odpowiada, nikt tego nie ustalał, po prostu sami z siebie tak czuliśmy.
                dodam, że moi rodzice są po rozwodzie i do głowy by mi nie przyszło, że mam prawo traktować dom ojca jak swój tylko dlatego, że jest moim ojcem.
                no ale u nas była właśnie ta współpraca - moja, mojej mamy i mojego ojca oraz mojego rodzeństwa. ojciec ma prawo układać swoje życie jak chce a ja nie mam prawa jako dorosłą osoba rozporządzać jego czasem. tak samo jak ja byłabym wkurzona gdyby pojawiał się u mnie bez zapowiedzi choćby kilku minutowej. nie mam macochy, ale gdyby sie pojawiła - zasady pozostałyby takie same, z szacunku do ojca i jego partnerki.

                • paris-texas-warsaw Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 19:34
                  No właśnie, to są WASZE zasady. Mąż Zakazanej i jego dzieci mogli mieć/mają inne. To są sprawy między nimi, dawno być może wypracowywane. Nie wiem, jak można czyjeś dobrowolnie wypracowane zasady odpowiadające obu stronom przyrównywać do braku szacunku. Ludzie mogą sobie kształtować dowolnie zasady kontaktów, zwłaszcza nieformalnych i w bliskim towarzystwie, we własnym domu, że tak powiem. Żona jest zresztą kimś dalszym niż dzieci, więc niejako mają pierszeństwo i nie dziwię się temu mężczyźnie, że stara się dzieci nie urazi, tym bardziej, że jak rozumiem wiele ma na sumieniu w stosunku do tyh dzieci. Miał facet jedną żonę, ma drugą, może mieć i trzecią. A te dzieci były, są i będą. I tę prawdę dobrze byłoby dla Zakazanej zrozumieć.
                  • anoraak Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 19:45
                    tak to nasze zasady i wynikają one właśnie z szacunku do siebie nawzajem.
                    przyjmuje do wiadomości, że inni mają inaczej, nie lepiej nie gorzej ale inaczej, nie rozumiem tylko dlaczego to macocha ma się dostosować do jakiś wcześniejszych zasad, a nie może ustalić wspólnie nowych takich które jej będą też odpowiadać.
                    dzieci to nie święte krowy, a już od dzieci dorosłych naprawdę można i trzeba wymagać

                    to co piszesz o żonie i jak kiepskie jest jej miejsce w rodzinie - osobiście kompletnie mi nie odpowiada, ja tak związków nie widzę i dla mnie taka postawa jest po prostu nie do zaakceptowania
                    nigdy nie weszłabym w związek z kimś kto podobnie myśli i stawia mnie na drugim, trzecim czy ostatnim miejscu
                    • paris-texas-warsaw Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 19:51
                      Jakby to napisać... Zakazana oczywiście może swoje zasady wprowadzić, ale jej możliwości egzekucji tych zasad są małe. Może prędzej prośby by poskutkowały. Ale już jej podejście, że byli jacyś goście, to dzieci jakoś przeszkadzały... Można było jakoś ich razem ugościć, może nawet dzieciom by takie wizyty się znudziły, kto wie.

                      Oczywiście ludzie mają różne priorytety, ale akurat mąż Zakazanej ma już drugą żonę, więc ta pierwsza niegdyś taka pewnie ważna już taka nie jest. To świadczy, że dla niego takie zmiany jednak są możliwe, więc raczej bym nie wykluczała dalszej gradacji priorytetów. Ja akurat piszę z obserwacji, bo swojego męża jeszcze nie poddałam takiej priorytetyzacji;)
                  • anoraak Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 19:49
                    >Mąż Zakazanej i jego dzieci mogli mieć/mają inne

                    i jeszcze odnosząc się do tego - nie mieli żądnych zasad, tak przynajmniej wyczytałam z postów, ale gdyby mieli to wchodząc w ponowny związek mąż Zakazanej - powinien był wziąć pod uwagę, że te zasady się zmienią i poinformować o tym dzieci po rozmowie z nową żoną.
                    nie po to wchodził chyba w nowy związek żeby wszelkie stare nawyki do niego wprowadzać, a ponieważ dzieci są dorosłe to zupełnie nie rozumiem ich zachowania
                    • paris-texas-warsaw Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 19:58
                      Że tak powiem - szanuję zdanie, ale wielka pewność, że ktoś jakieś - smakieś zasady POWINIEN wprowadzać, jest dla mnie lekko naiwna. Ktoś wprowadza takie zasady, a ktoś nie. Ciężko powiedzieć, kto ma "rację", Zakazana czy jej mąż. Sa zwyczajnie niekompatybilni w tej kwestii, ale nie ma chyba mowy, że ktoś ma rację. Bo.... każdy ma swoje racje, no nie będę się powtarzać, każdy swoje priorytety. Zakazana spokój w domu, a mąż wizyty dzieci, albo ich w ogóle przychylność. Tak jakby ktoś chcial powiedzieć - żona ma by ważniejsza niż Twoje dzieci. Ale dla niego może być odwrotnie.
            • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 12.10.15, 23:34
              anoraak napisała:

              >
              >
              > ale rozumiesz, że ludzie są różni ? że jak Ty wpadałaś i nie było problemu ani
              > z Twojej strony ani ze strony rodziców to OK, ale np. inne rodziny mogą funkcjo
              > nować zupełnie inaczej ? I żaden model nie jest lepszy ....po prostu różnimy si
              > ę - a tym bardziej inaczej może to wyglądać w rodzinach patchorkowych ? I nie j
              > est tak że to next ma się dostosować, bo przecież wiedziała w co wchodzi tylko
              > wszystkim dojrzałym osobom dorosłym powinno zależeć na współp[racy? I ex i next
              > i mężczyźnie....dla dobra dzieci właśnie. Jeżeli ojciec nie umie stawiać grani
              > c dziecku + dodatkowo ex "podburza" je tekstami w stylu: widzisz gdyby nie ta w
              > redna next to mogłabyś odwiedzać ojca kiedy byś chciała + next nie stawia jasny
              > ch granic mężowi i poprzedniemu dziecku - to powstaja takie właśnie sytuacje j
              > ak w tym wątku.

              ciesze sie, ze znalazly sie osoby, ktore potrafia to obiektywnie ocenic.
              To tylko jedna z opcji.
              To wlasnie o brakujaca wspolprace rodzicow i co za tym idzie fatalne skutki dla psychiki dziecka/doroslej corki tutaj chodzi.
              Problemy narastaly, ale zadna ze stron nie kwapila sie aby je rozwiazywac, ba nie bylo nawet checi wizyt, dopoki ojciec byl sam, a byl wiele lat sam.
              Moja skromna osoba nie ma z tym nic wspolnego, bo caly dramat rozgrywal sie wiele lat wczesniej, zanim pojawilam sie ja.

              Ja nie pomoge w rozwiazaniu ich problemow, pozwalajac im zrzucic na mnie wine . A polem ich potyczek nie bedzie moj dom.

        • 71tosia Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 17:43
          wpadam do rodzicow czasami bez zapowiedzi, oni do mnie tez, mojej corce, ktora ma zamiar sie za chwile wypowadzic nie odbiere kluczy Moze wpadac o kazdej porze dnia i nocy, moj dom zawsze bedzie jej domem.
          ps tak z ciekawosci, ty od swoich dzieci bedziesz umawagac uprzedzania cie o odwiedzinach z jakim wyprzedzeniem?
          • dushychka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 17:47
            Ale to są ich dzieci a nie jego, dla niej obce osoby i tyle. Jakby on mieszkał z ich matka byłoby inaczej a nie jak ma nową rodzinę. Pewnie byłoby inaczej jakby mieszkał sam.
            • najma78 Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 18:49
              Do tego co napisala anoraak dodam, ze w sytuacji autorki watku wszyscy sa dorosli, dzieci jej meza przede wszystkim.
          • najma78 Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 18:56
            71tosia napisała:

            > ps tak z ciekawosci, ty od swoich dzieci bedziesz umawagac uprzedzania cie o od
            > wiedzinach z jakim wyprzedzeniem?

            Ja owszem bede. Gdy dzieci zamieszkaja osobno to kluczy im zabierac nie bede, ale owszem bede oczekiwac ze uprzedza o przyjezdzie i uzgodnia szczegoly. Ja tak robilam od kiedy qyprowadzilam sie z domu, a bylo to wczesnie. Moi rodzice tez tak robili. U mojego meza bylo podobnie. Uwazam to za bardzo zdrowe nawyki. Dzieci mieszkaja z nami czasowo, potem wyprowadzaja sie i maja wlasne mieszkania, ja do nich tez nie bede wpadac kiedy mi sie zachce.
          • anoraak Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 19:15
            :ps tak z ciekawosci, ty od swoich dzieci bedziesz umawagac uprzedzania cie o odwiedzinach z jakim :wyprzedzeniem?

            tak, będę wymagała "umawiania" jak specjalnie chyba pejoratywnie chcesz to nazwać. po mojemu: będę wymagała kultury i szacunku - zrozumienia, że nie zawsze i jestem dostępna, bo mam swoje plany i życie.
            tak to działa u mnie w rodzinie od zawsze i nikt nie ma o to żalu do nikogo. nie "umawiamy się" też z jakimś specjalnym wyprzedzeniem, ale jednak z wyprzedzeniem, bez planowania, spontanicznie i bez obrazy jeżeli rodzic nie ma czasu, ma inne plany, ma gości i nie czułby się komfortowo gdybyśmy się pojawili.
            • 71tosia Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 26.09.15, 01:45
              nie jestem gosciem u moich rodzicow,moja corka nie jest gosciem u mnie - jest u siebie.
              • najma78 Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 26.09.15, 07:21
                71tosia napisała:

                > nie jestem gosciem u moich rodzicow,moja corka nie jest gosciem u mnie - jest u
                > siebie.

                Kwestia indywidualna. Ja jestem gosciem u rodzicow, a moje dzieci po wyprowadzeniu sie kiexys beda goscmi u nas.
            • jatojagodnik Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 28.09.15, 13:27
              Kulturalnie i z szacunkiem - jak wpadałm i okazywał sie, że babcia właśnie wychodzi do lekarza - to podrzucałam ją do przychodni. Jak siedziała u niej jakas koleżanka z wizytą - to się dołączałam. Jak był ktoś inny z rodziny - bardzo często - to się dołączałam. Jak widziałam, że idzie do sklepu na rogu, mówiłam, daj ja skoczę, co będziesz dźwigała. Naprawdę, z niezapowiedzianą wizytą do rodziny nie wpada się po to, żeby posadzić tylek przy kawie i oczekiwać obsługi. A apropo innych planów rodziców/dziadków - jak sie jest blisko to zazwyczaj zna sie ich plany. Oni wiedzą, że ja w niedzielę idę z dziećmi do kina, a w sobotę na spacer, a ja wiem, kiedy oni ida do lakarza, na ploty do sąsiadki, czy przyjmują wizyte cioci Stasi.
              • paris-texas-warsaw Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 28.09.15, 13:55
                No coś takiego. My z dziećmi czasem wszyscy mamy dość spontaniczny pomysł, że odwiedzimy dziadków. Dzwonimy zazwyczaj, że wpadniemy. Czasem nadrabiamy drogi, żeby wpaść, jak gdzieś jedziemy. Ale jak zostaniemy dłużej, to będziemy nocować. To taka świecka tradycja:) Dom zmarłej babci to w ogóle w innych kategoriach był, bo zawsze to był w pewien sposób mój pierwszy dom i tam najbardziej czułam się u siebie.
                • jatojagodnik Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 28.09.15, 14:22
                  Z tego co widzę na forum - nasz sposób funkcjonowania rodzinnego, nie jest rozpowszechniony. Jeżeli Pan Mąż Zakazanej wyszedł z domu z luznymi odwiedzinami, to Zakazana będzie miała duże trudności w wyegzekwowaniu od pasierbów bardziej formalnych zasad. A jak sie jej nie uda - to powinna pamietać, że te inne zasady nie wynkaja z braku szacunku, tylko po prostu z odmiennego stylu funkcjonowania rodzinnego.
              • dushychka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 28.09.15, 21:59
                Nie no spoko a wiesz ile razy dziennie chodzą do łazienki? To w ogóle jakiś horror masz pełną kontrolę nad nimi. A może Twoja babcia chce sama z koleżanką posiedzieć czy z kimś rodzinny i pogadać. A Ty się wpraszasz , każdy ma swoje życie i Ty daj żyć bliskim osoba.
              • anoraak Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 29.09.15, 09:36
                > Kulturalnie i z szacunkiem - jak wpadałm i okazywał sie, że babcia właśnie wych
                > odzi do lekarza - to podrzucałam ją do przychodni. Jak siedziała u niej jakas k
                > oleżanka z wizytą - to się dołączałam. Jak był ktoś inny z rodziny - bardzo czę
                > sto - to się dołączałam. Jak widziałam, że idzie do sklepu na rogu, mówiłam, da
                > j ja skoczę, co będziesz dźwigała. Naprawdę, z niezapowiedzianą wizytą do rodzi
                > ny nie wpada się po to, żeby posadzić tylek przy kawie i oczekiwać obsługi.

                a jak babcia, mama czy inny członek rodziny nie życzy sobie abyś siedziała z koleżanką, z którą chciała porozmawiać na jakiś prywatny temat, jak babcia chciała po prostu pochodzić po sklepie, zrobić zakupy ale też pooglądać sobie niezobowiązująco jakieś produkty ? nadgorliwość jest okropna dla niektórych osób (w tym dla mnie), dla mnie to rodzaj osaczenia

                > apropo innych planów rodziców/dziadków - jak sie jest blisko to zazwyczaj zna si
                > e ich plany. Oni wiedzą, że ja w niedzielę idę z dziećmi do kina, a w sobotę na
                > spacer, a ja wiem, kiedy oni ida do lakarza, na ploty do sąsiadki, czy przyjmu
                > ją wizyte cioci Stasi.

                widać ja nie jestem blisko z nikim, bo nie wiem wielu rzeczy i uznaję to za naturale, że mój ojciec po rozwodzie może na przykład umówić się na randkę i nie mieć ochoty od razu o tym ze mną rozmawiać, że ma prawo do swojego życia i swoich tajemnic, bo i ja jestem dorosła i on - ani on nie ma mnie na wyłączność ani ja jego.
                • jatojagodnik Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 29.09.15, 11:01
                  Jezu, jaka nadgorliwość? Przecież jak chciała iść sama na te zakupy, to nie wyrywałam jej siatki z ręki! Sama dzwoniła i opowiadała o swoich planach, kiedy spotka się z sąsiadką, a kiedy z koleżanką z liceum - babcia miała 90 lat i utrzymywała kontakty z zyjącymi jeszcze przyjaciółkami sprzed wojny. Potem opowiadał o tych spotkaniach - nie dlatego żeby rozliczyć się z każdej minuty życia, tylo dlatego, że wiedziała, że nas interesują jaj opowieści, tak samo jak ją interesowały nasze sprawy. Nie dlatego, że się kontrolowaliśmy, tylko dlatego, że się soba interesowaliśmy i troszczyliśmy o siebie nawzajem. Ta dyskusja jest bez sensu. Nie rozumiem, dlaczego udowadniasz mi, że rodzina na mój widok zaciskała zęby ze złości?
                  • anoraak Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 29.09.15, 16:30
                    nie udowadniam, że Twoja rodzina na Twój widok zaciskała zęby ze złości, ale uzmysławiam, że czasem ludzie mogą traktować taką życzliwość jako uciążliwą, nie wszyscy czują tak jak Ty, dla mnie właśnie byłoby to osaczanie, być może o tyle wkurzające, że jestem mało asertywna :)
                    nie wszyscy mają tak jak Ty i Twoja rodzina, niektórzy mają wręcz odwrotnie i mimo tego jestem szczęśliwym człowiekiem choć umawiam się na wizyty z bliską rodziną i daję jej prawo do swojego życia (według Twoich sugestii - nie jestem z nią blisko:)
                    a co do nadgorliwości to czytaj proszę dokładnie "nadgorliwość jest okropna dla niektórych" nie dla wszystkich ale dla niektórych. poza tym tylko z mojego punktu widzenia jest to nadgorliwość bo właśnie należę do tych niektórych.
      • edw-ina Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 13:44
        Odkąd zamieszkałam oddzielnie, a komórki stały się czymś oczywistym, zawsze dzwoniłam do rodziców przed wizytą. I nie prosząc o audiencję, tylko po prostu po to, by powiedzieć, że wpadnę, sprawdzić, czy mają czas, są w domu lub może umówili się na wieczór z przyjaciółmi. Nie widzę w tym niczego zdrożnego. Rodzice są takimi samymi ludźmi, jak nasi przyjaciele, znajomi, współpracownicy. Naturalnie bliższymi, ale to nie oznacza, że mamy ich na własność i możemy robić z nimi to, na co przyjdzie nam ochota.
        • najma78 Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 14:05
          edw-ina napisała:

          Rodzice s ą takimi samymi ludźmi, jak nasi przyjaciele, znajomi, współpracownicy. Natural
          > nie bliższymi, ale to nie oznacza, że mamy ich na własność i możemy robić z nim i to, na co przyjdzie nam ochota.

          Zgadza sie.
          Corka meza autorki watku probuje wyladowac swoje problemy w realacjach z ojcem na zakazanej. Jest osoba niedojrzala, mozna to tlumaczyc po czesci mlodoscia ale maz autorki watku ponosi odpowiedzialnosc za to co spotyka jego zone. To jego zadaniem poqinno byc naprawienie relacji z corka przy jednoczesnym stanowczym sprzeciwie na jej niewlasciwie zachowania. Jednak szans na to aby pan rozwiazal ten problem nie ma, on chowa glowe w piasek. Autorka tez nie chce psuc relacji z mezem a przynajmniej robi wszystjko aby nie bylo widac ze cos zgrzyta wiec stara sie cos z tym zrobic. Trudna sytuacja, bo cokolwiek by nie zrobila zawsze bedzie zle.
          • vilez Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 18:02
            > Autorka tez nie chce psuc relacji z mezem a przynajmniej robi wszystjko aby nie bylo widac ze cos
            > zgrzyta wiec stara sie cos z tym zrobic. Trudna sytuacja, bo cokolwiek by nie zrobiła zawsze będzie zle.

            Czyli zachowuje się tak, jak ten mąż, który z kolei nie chce sobie psuć relacji z córką i eks.... Do tego prowadzi chowanie głowy w piasek w myśl: "bo nie chcę sobie psuć relacji". Miała kilka lat na obgadanie problemu. Nie rozumiem, dlaczego ona się na to godziła, takie rzeczy się ustawia w momencie zakładania związku z rozwiedzionym i dzieciatym facetem, a reaguje na problemy na bieżąco.
            • najma78 Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 18:44
              vilez napisała:

              Miała kilka lat na obgadanie problemu.

              Tylko widzisz to jakby nie jest jej problem a problem jej meza i jego relacji w wlasnymi doroslymi dziecmi.

              Nie rozumiem, dlaczego ona się na to godziła, takie rzeczy się ustawia w momencie zakładania związku z rozwiedzionym i dzieciatym facetem, a reaguje na problemy na bieżąco.

              Ona ma do czynienia z doroslymi dziecmi a nie maloletnimi. Kiedy byly maloletnie kontakty ojca z nimi byly raczej niewielkie z roznych powodow wynikajacych z nierozwiazanych problemow jej meza, ex i dzieci.
              • vilez Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 18:55
                Z ojcem tych dzieci się ustawia. Wchodząc z nim w związek bierze się pod uwagę jego położenie i konkrety z tego wynikające.
                • najma78 Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 19:03
                  vilez napisała:

                  > Z ojcem tych dzieci się ustawia. Wchodząc z nim w związek bierze się pod uwagę
                  > jego położenie i konkrety z tego wynikające.

                  Te dzieci sa dorosle, a to sa zmienia sytuacje. Jesli rodzina meza w tym qypadku dorosle osoby przekraczaja granice prywatnosci, lekcewaza itp to ich maz powinien zareagowac ale on ma z tym problem wiec musi to zrobic autorka. Stosunki rodzinne musza byc zdrowe, a beda takie gdy kazda ze stron zachowa sie fair. Ja nie mam powodu aby nie wierzyc autorce, pisze na anonimowo o swoim problemie, niczego nie zyska na klamstwie wiec nie ma powodu aby to robic. Skoro ona czuje ze granice zostaly przekroczone to tak jest. Niekomu kontaktow nie zabrania, nikogo nie wyrzuca z domu, pyta o rade jak rozwiazac problem aby nikogo nie urazic zbytnio. Pytanie czy to mozliwe? Co radzisz?
                  • vilez Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 25.09.15, 19:32
                    > ale on ma z tym problem wiec musi to zrobic autorka.

                    Musi najpierw odnieść się uczciwie do tego, że jej mąż "ma z tym problem". Bo co to znaczy? Znaczy, że ma ją w nosie? Kocha ją? Bo nie wygląda na to. Niech sobie odpowie na pytanie, dlaczego jest z kimś, kto ma ją w nosie, kto pozwala ją obrażać, bo sam nie ma kręgosłupa. Od początku wątku jej to tłumaczymy, i od tego początku ona chowa w tym względzie głowę w piasek (podobnie jak jej mąż względem swoich dzieci i eks). Są siebie warci pod tym względem.
                    Męża trzeba ustawić do pionu, a samej zastanowić nad całością sytuacji.

                    Dzieciom oczywiście postawić jasne granice- nie będzie obrażania jej osoby, tym bardziej zaś w domu tej osoby. Nie wpuściłabym do domu, gdybym była obrażana. A i nie widywałabym się z nimi poza domem. Dorosłym osobom można postawić takie granice.

                    Ale zasadniczym problemem tutaj są:
                    1. Jej mąż.
                    2. Ona sama.
                    Dwie osoby chowające głowę w piasek od lat.
                    • najma78 Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 26.09.15, 07:19
                      vilez napisała:

                      Znaczy, że ma ją w nosie? Kocha ją? Bo nie wygląda na to. Niech so
                      > bie odpowie na pytanie, dlaczego jest z kimś, kto ma ją w nosie, kto pozwala ją
                      > obrażać, bo sam nie ma kręgosłupa. Od początku wątku jej to tłumaczymy, i od t
                      > ego początku ona chowa w tym względzie głowę w piasek (podobnie jak jej mąż wzg
                      > lędem swoich dzieci i eks). Są siebie warci pod tym względem.
                      > Męża trzeba ustawić do pionu, a samej zastanowić nad całością sytuacji.

                      Nie posuwasz sie zbyt daleko? Dzieci jak wszyscy inni goscie ktorzy wizytuja powinni przestrzegac zasad, nie przekraczac granic i szanowac osoby ktore odwiedzaja. To sa zasady dotyczace kazdego. Rozumiem ze nastolatki z buzujacymi hormonami pod wplywem emocji moga przesadzac ale tu mowa o dooslych osobach.
                      Skad wnioski ze maz autorki watku nie kocha , ma w nosie albo brak mu kregoalupa? Jego zachowanie moze wynikac ze strachu przed utrata dzieci, z ktorymi wczesniej nie mial prawidlowych kontaktow? Ludzie nie sa idealni, popelniaja bledy, tkwia w nich, nie zawsze brak im kregoslupa albo dlatego ze chca krzywdzic. Autorka watku tez nie chce aby maz dzieci starcil, dlatego nie dziala radykalnie, nie nalezy jej za to winic. Poza tym oni sa tez rodzina ich potomka. Problem jest bardziej skomplikowany niz wielu na forum sie wydaje. Ja bym pewnie zareagowala radykalnie, ale ja nie jestem w butach autorki.
                      • vilez Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 26.09.15, 07:51
                        > Skad wnioski ze maz autorki watku nie kocha , ma w nosie albo brak mu kregoalupa?

                        Tłumaczyłam - stąd, że nie rozwiązuje ich głównego problemu rodzinnego. Stąd, że naraża ją na cierpienie. Stawia na pierwszym miejscu swoje strachy/strusiowanie.
                        Dla mnie podstawową miarą relacji małżeńskiej jest własnie stosunek do problemów, które wywołują cierpienia partnera. Czyli de facto- stosunek do OSOBY partnera. Jeżeli partner się miga od rozwiązywania tych problemów, uderza tym w osobę, i związek nie rokuje dobrze.
                        Oczywiście, że nie wszystkie problemy da się rozwiązać po naszej myśli, czasem rzeczywistość jest niezmienialna, ale trzeba się starać, i tutaj ta rzeczywistość wygląda jak najbardziej na zmienialną. Taką mam miarę rzeczy, takie standardy, nikt nie musi ich podzielać. Ale dzielić się nimi mogę, co niniejszym robię :-)
                        Dla mnie z kolei posuwaniem się za daleko jest usprawiedliwianie takich działań, jak jej męża, strachem że "straci dzieci". To jest dorosły człowiek,a nie dziecko, które, gdy zasłoni oczy, to mu rzeczywistość znika. Protestuję też przeciw nazywaniu radykalizmem normalnego działania mającego na celu normalizację stosunków rodzinnych- to jest stawianie sprawy na głowie. Rozwiązywanie problemów to nie radykalizm. Rozwiązywanie problem to działanie.
                        Ludzie nie są owszem idealni, ale to nikogo nie zwalnia od odpowiedzialności.
                        Piszesz, że problem jest skomplikowany ... Życie jest skomplikowane. I co z tego? Czy skomplikowanych problemów nie należy rozwiązywać? Bo? Bo to trudne? Jak my się sami nie weźmiemy za ich rozwiązywanie , to życie je rozwiąże za nas, i niekoniecznie po naszej myśli.
                        Nie rozumiem Twojej definicji radykalizmu.

                        Zatem, powtórzę- dla mnie miarą uczucia jest właśnie stosunek do problemów (związkowych i nie tylko), które zgłasza partner. Zwłaszcza, gdy chodzi o cierpienie partnera.
                        • najma78 Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 26.09.15, 10:47
                          vilez napisała:

                          > Tłumaczyłam - stąd, że nie rozwiązuje ich głównego problemu rodzinnego. Stąd, ż
                          > e naraża ją na cierpienie. Stawia na pierwszym miejscu swoje strachy/strusiowan

                          Napisalas duzo ale niczego nadal nie wytlumaczylas. Wg mnie nie rozumiesz problemu autorki . Ona ci to zreszta napisala.
                          • vilez Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 26.09.15, 11:24
                            A ja uważam, że i ona i Ty nie rozumiecie, o czym ja piszę. I sądzę, że mamy spisany protokół rozbieżności- w tym właśnie miejscu. Dalej to już bicie piany.
                          • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 29.09.15, 03:07
                            najma78 napisała:


                            >
                            Wg mnie nie rozumiesz probl
                            > emu autorki . Ona ci to zreszta napisala.

                            dokladnie tak, dziekuje Najma
                      • zuzi.1 Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 26.09.15, 12:35
                        Mi sie wydaje podobnie jak Tobie, ze zachowania tego meza wynikaja bardziej ze strachu, nieumiejetnosci poradzenia sobie z trudna sytuacja. Jest wielu ludzi, ktorzy lawiruja wiklajac siebie i innych w coraz wieksze problemy, bo nie potrafia zalatwic czegos konkretnie i skutecznie, boja sie mocnych zachowan, wola robic uniki, myslac, ze w koncu sama sytuacja sie jakos rozwiaze, lub ktos to w koncu zrobi za nich i podejmie decyzje, ktore problemy albo odsuna w czasie albo rozwiaza. Wydaje mi sie, ze takie zachowania to raczej okreslony charakter, a nie niekochanie autorki. On moze ja kochac ale dalej nie potrafic zrobic w swoim zyciu porzadku, woli sprawy i odpowiedzialnosc zrzucac na autorke, bo taki charakter. Pozostaje stawiac granice, wymagac podjecia konkretnych decyzji i naciskac na zrobienie porzadku w zyciu i ogarniecie sie. Po jakims vzasie do tego meza dotrze, ze jesli sam tych problemow nie rozwiaze, to nikt tego za niego nie zrobi. Mozna mu podpowiadac propozycje rozwiazan, niech je przemysli i podejmie decyzje co robi dalej. A autorka musi sie uzbroic w cierpliwosc.
      • zakazana_piosenka Re: konflikt lojalnosci,strach...czy tez 29.09.15, 01:54
        corka miala zakomunikowane 3 tyg. wczesniej, ze mamy miec gosci.
Pełna wersja