czy ten związek ma przyszłość?

18.09.15, 15:05
Witam
Piszę ponieważ męczy mnie ten temat jak zgaga. Powraca zawsze gdy czuję niepokój.
Postaram się jak najkrócej opowiedzieć sytuację.

Otóż jestem z chłopakiem od 3 lat... 3 lata minęły już w czerwcu, wtedy też nastąpił "kryzys". Kryzys który strasznie odbił się na moim spostrzeganiu, jego osoby, mojej sytuacji, naszego wspólnego życia. Mimo, że chciałabym ponownie mu zaufać, nie potrafię. Teraz - gdy padło tak wiele przykrych słów z jego strony, które cały czas, tkwią w mojej głowie, jak kawałki szkła.
Jesteśmy młodzi, niestety, może stety... Kochaliśmy się, zaczęło się jak w romantycznej komedii, latał ze mną, zależało mu. Wszystko układało się dobrze, mimo że nasza sytuacja nie zawsze była kolorowa, wierzyłam że skoro jesteśmy ze sobą, kochamy się, przetrwamy wszystkie wzloty i upadki. Zaszłam w nieplanowaną ciążę. Niby cieszył się, zajmował, kocha syna, ale oprócz tego, żadnego poczucia obowiązku, typu, znalezienie pracy, wzięcie odpowiedzialności za sytuacje. Jest bo jest i na tym się kończy, wtedy twierdził, że cały czas nas kocha i chce z nami być. Na tym się kończyło, później ogarnął jakąś prace, było okej przez pół roku. Cały czas utwierdzał mnie, że mnie i małego kocha. Choć czasem wydawał się nieobecny.
Do czasu aż nie przeprowadziliśmy się do jego rodzinnych stron. Hulaj dusza, piekła nie ma. Można to tak ująć. Stało tu puste mieszkanie, jego babci. Więc całkiem dobrze bo i finansowo było łatwiej z utrzymaniem. Wtedy też okazało się że jestem w drugiej ciąży, nieregularny okres, nie przyłożyłam do tego wagi, bo było dużo spraw do załatwiania i jakoś wyszło. Tylko że od tego czasu wszystko się zmieniło. Znalazł tu pracę, na kuchni, po 14 godzin, codziennie.
Nagle zaczął dbać o wygląd, wychodzić przed czasem, mnie i małego olewał totalnie, praca, praca i jeszcze raz praca. Tak jak zwykle marudził, że musi wstać i iść, ledwo co szło go wypchnąć za drzwi, a teraz nagle taka zmiana. Nie powiem, że intuicja zaczęła się uruchamiać i czułam cały czas jakiś niepokój, a nigdy nie miałam z tym problemu, bo wiedziałam, że mnie kocha i jest wierny, nigdy go o nic nie podejrzewałam. Olałam, myślałam że może, nowe miejsce, chce się pokazać itd.
Ale w dniu moich urodzin rozwalił system totalnie. Zadał mi pytanie "Co bym zrobiła jakbyśmy się rozstali?", samo pytanie może nie byłoby na tyle dziwne gdyby nie zaczął wymieniać "opcji" w sensie, możemy mieszkać razem, razem wychowywać dzieci, ale ze sobą nie być. Żadnego "wszystkiego najlepszego", zakichanego kwiatka, nic. Za to zafundował mi noc bez zmrużenia oka. Później gdy wracał z pracy, zawsze zaczynał ten temat, twierdził że chciałby pobyć, pomieszkać sam, że to wszystko za szybko się potoczyło, że nie miał czasu dla siebie, że chciałby wolności, imprez, a ja go ograniczam, ogóle cała wina, to ja i wszystko co złe - to ja. Usłyszałam, że nie powinnam go w ogóle do łóżka wpuszczać skoro wiem jaki jest. A jak tak zrobiłam to był wielce obrażony. Chciałam pójść na kompromis, zaproponowałam wyjazd na dwa tygodnie, wezmę małego i wyjadę, a ten niech będzie miał tą "wolność". Też nie pasowało, on nie chce żebyśmy wyjeżdżali bo będzie się nudził. Tak źle i tak nie dobrze. A cały czas słyszę teksty, że chciałby chwilę spokoju. Ja go kompletnie nie rozumiem. Okłamał mnie też co do ilości kelnerek w restauracji, w jakiej pracował. Mówił, że pracuje tam tylko jedna, brzydka, po czym okazało się że pracuje tam laska w jego wieku, w dodatku dawna koleżanka z podstawówki. Całkiem ładna, ale przecież to szczegół. Czułam się podświadomie oszukiwana, złamana, czułam że jestem typową "zapchajdziurą". Potem powiedział te słowa, które sprawiły, że dziś nie wiem co do niego czuję, ale na pewno nie można nazwać miłością. Powiedział że tak ogólnie to on już mnie od półtora roku nie kocha i zerwałby ze mną gdyby nie okazało się, że byłam wtedy w ciąży. Zabolało. Cholernie. Bo przecież nie musiał mnie KŁAMAĆ i tkwić w tym związku, doprowadzić do drugiej ciąży, mógł zerwać wtedy, a tego nie zrobił, nie liczył się ze mną, nie był szczery, mimo że ja starałam się, próbowałam wtedy z nim rozmawiać, ale on odciął się kompletnie ode mnie, miał ciężki okres, ale myślałam że jak mówi, że kocha to jest tego pewien. Nie raz pomagałam mu finansowo, ciągnęłam to bo myślałam, że chce ze mną być.
Za to gdy zaczęłam o tym rozmawiać z moją i jego matką, że nie daje rady, on robi i mówi co chce, chodzi sobie wieczorami na piwo, nagle stwierdził, że nie wie co go napadło, że tak mówił, że to był żart, że chciał wzbudzić we mnie zazdrość bym wyjechała do babci, bo on się bał że finansowo nas nie utrzyma????????? Nie rozumiem tego kompletnie. Doprowadził mnie do takiego stanu podczas ciąży, że musiałam leżeć, nerwowo do dnia dzisiejszego nie potrafię czasem z nim wytrzymać. Gdy matka próbowała postawić go do pionu - niby wiedział że robi źle, ale był opryskliwy, chamski, wciąż jakieś docinki na temat mojej wagi, mimo że byłam i jestem w ciąży i tu raczej trudno trochę nie przybrać na wadze. Później stwierdził że chciałby zacząć wszystko "od nowa", ja nie miałam siły już walczyć, dałam szanse, niby było ok. Ale tak na prawdę dużo się nie zmieniło, nadal czuje się w tym związku sama, sama z problemami i odpowiedzialnością. Na roczek, naszego syna, olał sprawę totalnie i stwierdził że robi to tylko z przymusu... Doprowadził do tego że dzięki mnie stracił prace bo nie wytrzymałam i napisałam do jego szefowej. Umowy żadnej podpisanej nie miał, pracował na czarno, nawet bez książeczki, w sumie wszyscy z tamtej knajpy tak pracowali. Skończyło się tak że stracił prace, ale dalej nie potrafił mi powiedzieć czemu tak się zachował. Za to twierdził że praca w tej restauracji jako pomoc kuchenna była najlepsza jaką miał i cały czas mówił jak to tam nie fajnie i jakby chętnie tam nie wrócił.
Znalazł nawet lepiej płatną pracę, na takim samym stanowisku, praca zmianowa, normalna umowa - olał ją ciepłym moczem. Cały czas podejrzewałam go o zdradę, ale nie miałam dowodów. Ale kiedyś nie wylogował się z facebook'a i widziałam jak pisał do jakiejś laski z nowej pracy"hej, różyczko", " odpisz bo będę smutny" i takie teksty... i chyba ta moja paranoja jednak nie była, nie uzasadniona, podświadomie do dziś czuję się zdradzona, mimo że żadnych dowodów konkretnych nie mam. teraz aktualnie, nie ma pracy, za to kasę na nowe gry komputerowe ma, gdy mówię mu że małemu można by jakieś nowe zabawki pokupować, to "on nie potrzebuje"... teraz niby twierdzi znów ze nas kocha i ble ble ble - ale skąd mam pewność że po porodzie znów mu coś nie odwali i znów nie będzie chciał odejść? Skąd mam wiedzieć czy jego uczucia są szczere, skoro się nie stara?To jest wszystko napisane w wielkim skrócie, a działo się to w przeciągu trzech miesięcy od przeprowadzenia się do mieszkania jego babci w jego rodzinnym mieście. Nie wiem czy jest sens bycia z człowiekiem który nie jest szczery, mimo wielu prób podjęcia rozmowy, gadania z moje strony. Ja dalej nie wiem z kim mam do czynienia. Czy z głupkiem czy kimś wyrachowanym. Mam dość ciągłego martwienia się o wszystko, czy będę miała pieniądze na pieluchy, na jedzenie, leki, na życie. On nie czuje żadnej winy i dziwi się że nie jestem w stanie mu powiedzieć czy go kocham. Uciec nie ma gdzie, ale jak żyć koło człowieka który swoim zachowaniem doprowadza mnie do depresji?
    • akn82 Re: czy ten związek ma przyszłość? 18.09.15, 20:17
      To bardzo przykra sytuacja. Pan wygląda na dziecinnego lawiranta. Jak rozumiem to nie mąż? Co to znaczy że nie masz gdzie uciec? Nagrywaj wasze rozmowy - mogą się kiedyś przydać. Pewnie dostaniesz dużo komentarzy, ja tylko chciałbym powiedzieć że możesz chłopczyka pozwać o alimenty- i finansowe zabezpieczenie rodziny.Może zacznie wtedy chociaż zarabiać na was troje.
      • berber_rock Re: czy ten związek ma przyszłość? 18.09.15, 20:53
        akn82 napisał(a):

        > Pewnie dostaniesz dużo komentarzy,
        - cale mnostwo. Przeciez tu nawet nie ma co komentowac.

        - Co ma nagrywac i po co? Przeciez z punktu widzenia prawa pan jest jej dobrym znajomym i jako taki, nic nie jest jej winien. Dzieciom winien jest alimenty. Tyle.
        • akn82 Re: czy ten związek ma przyszłość? 18.09.15, 22:06
          Takie wątki mają tendencję do rozkrecania się.
          Alimenty należą się dzieciom i matce chyba też, ciąża połóg itp. Nie wiem dokładnie jak to jest w przypadku związków bezslubnych.
          Autorce prawic moralow nie zamierzam, sugeruję żeby odpowiedziała sobie na pytanie czy chce żyć w takim związku jeśli nie to żeby rozwazyla wszystkie dostępne opcje. I myślała o sobie o dzieciach a nie o tym jak wpłynąć na chloptasia, żeby dorósł...
    • zuzi.1 Re: czy ten związek ma przyszłość? 18.09.15, 23:03
      Jezeli ten czlowiek w ekspresowym tempie nie dojrzeje, to wowczas nie ma szans na to, aby Wasz zwiazek sie utrzymal. A najszybciej dojrzewa sie poprzez doswiadczanie obowiazkow, problemow i klopotow, to zaprawia zyciowo. Jesli cos Ci moge doradzic to, nie zdejmowac z niego jakiejkolwiek odpowiedzialnosci za rodzine, nie dawac mu wolnosci, nie pozwalac uciekac od zycia i obowiazkow w prace, narzucac mu na glowe jak najwiecej obowiazkow zwiazanych z Toba i rodzina, jak najczesciej prosic o pomoc i za nia dziekowac, wzywac go do pomocy kiedy tylko sie da, wdrazac go jak najczesciej w obowiazki, zostawiac jak najczesciej z nim dziecko sam na sam. Nawet jezeli jestes silna i samodzielna kobieta udawaj slabsza i na kazdym kroku potrzebujaca pomocy, nie staraj sie byc samodzielna na sile a wrecz przeciwnie wskazane jest abys w jego towarzystwie stawala sie przyslowiowa blondynka nie radzaca sobie kompletnie bez jego pomocy. On musi byc maksymalnie dociazony obowiazkami domowymi i musi wiedziec, ze bez niego sama sobie nie poradzisz. Zrob kilka razy mala katastrofe, zeby zobaczyl, ze bez jego pomocy jestes rzeczywiscie bezsilna a sukces lezy w jego rekach, po tym sukcesie szczodrze mu.podziekuj i docen i tak wiele razy. Musi nauczyc sie odczuwac odpowiedzialnosc za Ciebie i dzieci, musi wiedziec, ze sama nie rozwiazesz Waszych problemow, nie wyreczysz go, ze rozwiazanie problemow w tym fin. lezy wylacznie w jego rekach. Musi wiedziec, ze jak nie zarobi to nie bedzie na jedzenie ani na podstawowe potrzeby dla dzieci. Czyli koncza sie pieniadze siadasz na przeciwko niego zalamujesz rece i placzesz co teraz bedzie, dostajesz spazmow z nerwow i ze strachu i wsiadasz mu na meska ambicje, ze bez niego nie dasz sobie rady, ze wierzysz w niego i jego umiejetnosci itd itd. Generalnie powinnas przyjac postawe uwiazanej do niego blondynki i szarpac go za noge, o pomoc, gdy tylko.zajdzie taka potrzeba. Po jakims czasie zacznie reagowac automatycznie i poczuwac sie do wielu spraw bez proszenia, bo bedzie to traktowal jako norme. Chyba,ze jest przypadkiem beznadziejnym, ktory nie rokuje. Ponadto ma brzydka przypadlosc kooorwiarza w charakterze, ale na to tez moze pomoc wymeczenie obowiazkami i kompletny brak czasu na romanse.
      • zuzi.1 Re: czy ten związek ma przyszłość? 18.09.15, 23:27
        Polacz to wszystko z dbaniem o wlasny wyglad i sylwetke w ciazy i po ciazy, gdy to bedzie mozliwe zacznij cwiczyc w domu czy na fitnesie na zewnatrz, powtarzaj mu, ze zalezy Ci na tym, aby trzymac wage, bo wiesz jak bardzo jest to dla niego wazne. Czyli odszukaj w sobie swoja kobieca nature i zacznij z niej korzystac. Gdy potrzeba badz slaba, gdy nalezy badz bardzo silna. Jezeli Ty jestes dojrzalsza od niego to przejmij stery tego zwiazku, ale nie wprost, a sposobem. Moze sie uda wyprowadzic go na prosta, a jesli nie, to przynajmniesz bedziesz wiedziala, ze ze swojej strony zrobilas wszystko co sie dalo.
        • smutna_inaczej Re: czy ten związek ma przyszłość? 19.09.15, 00:59
          uwierz mi że staram się dbać o siebie, dbałam bardzo, nawet wtedy, gdy miałam podejrzenia o zdradę. i tak dalej żartował sobie ze mnie, mojej wagi, nie czuję się już w jego oczach choć trochę atrakcyjna i tak nasze współżycie już nie istnieje. zwalił winę na mnie, że to ja wcale nie chce, a sam stwierdził że "nie potrzebuje" się ze mną zbliżać. napsuł mi tyle krwi, czułam się i czuje totalnie odrzucona jako kobieta i teraz wcale nie mam ochoty mu się podobać, nic na siłę, nie to nie.
          nie mam zamiaru wyręczać go z obowiązków, tym bardziej teraz, gdy siedzi w domu, zawsze wręczam mu różne zadania do zrobienia bo ja zwyczajnie nie mam zamiaru nadstawiać mu wszystko pod tyłek, z jakiej racji? teraz to on powinien zaopiekować się mną. jesli choć trochę kocha te dzieci - powinien sam się zreflektować, jesli tego nie zrobi, ja nie mam zamiaru mu po raz tysięczny tego tłumaczyć.
          szczerze udaję przysłowiową "blondynkę", hormony mi nieźle wariują, co chwile mam jakieś odpały, łatwo wpadam w złość, tym bardziej że denerwuje mnie jego osoba, drażni mnie gdy jest obok. nie potrafię się czasem opanować przez to. z nim to takie życie jak na "kocią łapę" raz na wozie, raz pod wozem. ale nie wiem co bedzie jak znów znajdzie prace i będą w miarę "atrakcyjne" koleżanki tam pracowały. na razie i tak jestem uziemiona przez ciąże. czuje się źle. psychicznie jestem wykończona. nie wiem co zrobię, możliwe że jak znów zacznie świrować to po prostu odejdę, ale tak by mu weszło w pięty, nie będzie tak że zostanie sam i będzie sobie robił co mu się żywnie podoba, to są również jego dzieci. chyba że ma je w dupie - to już inna sprawa. człowiek uczy się na własnych błędach, nie twierdzę że jestem bez winy i że mało w tym odpowiedzialności, ale stało się, czasu nie cofnę, nie uważam się za gorszą ani za brzydszą, kocham swoje dzieci ponad wszystko i mam dla kogo żyć.
          • chocolate_cake Re: czy ten związek ma przyszłość? 19.09.15, 09:07
            Bardzo ci współczuję. Niestety trafiłaś na niedojrzałego dupka. Teraz jest młody ale znam paru facetów którzy nawet koło pięćdziesiątki nie wiedzą czego chcą.
          • zuzi.1 Re: czy ten związek ma przyszłość? 19.09.15, 10:31
            Rozumiem Twoja wscieklosc i zlosc na niego, do tego wszystkiego buzuja Ci jeszcze hormony ciazowe, wiec ciezko Ci sama siebie ogarnac emocj. Ale nie zapominaj, ze jestes odpowiedzialna za jedno dziecko a za chwile za dwoje, wiec musisz panowac nad soba, nie mscic sie na nim, nie doprowadzac do wyrzucania go z pracy itd. bo te dzialania podejmowane pod wplywem frustracji i zlosci do niczego dobrego nie prowadza. Moze usiadz w spokoju przez chwile i zastanow sie, czy chcesz z tym czlowiekiem cokolwiek jeszcze budowac, czy tez masz go juz po dziurki w nosie i nie chcesz go wiecej znac. Bo jesli ta druga opcja, to powinnas wyniesc sie do rodzicow a jego podac o alimenty na dzieci i nie szarpac sie emocj. zyjac z czlowiekiem z ktorym juz nic Cie nie laczy poza nienawiscia. Oboje jestescie za ta sytuacje odpowiedzialni po polowie, wina jest zarowno po Twojej stronie jak i po jego. A teraz tak naprawde najwazniejsze jest dobro dzieci i to powinno stanowic priorytet dla Ciebie. Czy masz rodzicow, ktorzy Cie wespra i pomoga Ci w ogarnieciu sytuacji, czy mozesz jeszcze liczyc na pomoc innych osob? zastanow sie dobrze kogo moglabys w tej sytuacji poprosic o pomoc, czy tesciowa jest Ci zyczliwa i chetna do pomocy przy wnuku? Musisz sprobowac ustabilizowac swoj nastroj i frustracje ktora Toba trzesie, musisz byc opanowana, trzezwo myslaca i odpowiedzialna a nie wsciekla i msciwa.Bedac jedynie wsciekla i msciwa nic madrego nie wymyslisz, bo mozg zalewa Ci frustracja i nie ma wowczas szans na rozsadne myslenie.
            • zuzi.1 Re: czy ten związek ma przyszłość? 19.09.15, 10:52
              Na Twoim miejscu kupilabym sobie w aptece duze opakowanie suplementu kwasy omega z duza dawka kwasow w jednej tabletce/ kapsulce a do tego tabletki z magnezem, ew. vit b complex. Ten zestaw ukoi nieco Twoje zszarpane nerwy i szalejace hormony. Skonsuktuj sie ze swoja ginekolog, czy nie ma przeszkod do brania takich lekow i suplementow. Gdy opanujesz zlosc i frustracje latwiej Ci bedzie podjac jakies dalsze kroki co do przyszlosci.
      • yoma Re: czy ten związek ma przyszłość? 19.09.15, 15:47
        Zuzi, chyba przeczytałaś ostatnio poradnik "Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie faceta" :)
        • vilez Re: czy ten związek ma przyszłość? 19.09.15, 16:21
          :D DDD
        • heniek.8 Re: czy ten związek ma przyszłość? 19.09.15, 16:34
          o rzeczywiście, dopiero przeczytałem ten post, niezła polewka :)
        • zuzi.1 Re: czy ten związek ma przyszłość? 19.09.15, 18:59
          Tak lozo szydercow- przeczytalam :-) nawet dwa :DDD
        • hybriska Re: czy ten związek ma przyszłość? 20.09.15, 21:29
          Yoma, you made my day :D
    • bergamotka77 Re: czy ten związek ma przyszłość? 19.09.15, 10:02
      jestes z chlopakiem od 3 lat i juz dwoje dzieci zdazylas sobie z nim zrobic? I to dwojke nieplanowanych? Sorry ale raczej bezmyslna jestes.
      • akn82 Re: czy ten związek ma przyszłość? 19.09.15, 10:21
        No tak, ona jest bezmyslna. Pan nie miał tu żadnego udziału ani obowiazkow...
      • heniek.8 Re: czy ten związek ma przyszłość? 19.09.15, 10:31
        > juz dwoje dzieci zdazylas sobie z nim zrobic? I to dwojke nieplanowanych?
        > Sorry ale raczej bezmyslna jestes.

        ten związek można uratować tylko w jeden sposób: zmajstrować trzecie dziecko :P
    • heniek.8 Re: czy ten związek ma przyszłość? 19.09.15, 10:03
      > Doprowadził do tego że dzięki mnie stracił prace bo nie wytrzymałam i napisałam do jego szefowej.

      a to co za tekst - on doprowadził?
      czy raczej powinno być "udało mi się doprowadzić do tego że go zwolnili z pracy"

      z tego co piszesz to też jesteś niezła, może lepiej byłoby gdybyś się przeprowadziła z jego stron w swoje strony i powalczyła o alimenty dla dzieci?
    • vilez Re: czy ten związek ma przyszłość? 19.09.15, 13:53
      Wahałam się, czy Ci odpowiadać, bo nie chcę Ci dokładać, a w zasadzie to by trzeba. Ale napiszę.

      Oboje jesteście niedojrzali. Sprowadziliście na świat dwójkę dzieci bez zabezpieczenia im i sobie jakiejś przyszłości. Nie macie lokum, wprowadziliście się do babci. Nie macie pieniędzy, Ty zaś donosisz na niego do szefowej i on traci pracę- co to ma być?. Nic nie piszesz op własnej pracy. Macie chociaż jakiś zawód? Nie wygląda na to, żebyście potrafili ze sobą rozmawiać. Nie wiecie, co do siebie czujecie. Nie wiadomo, czy Wasz związek nie jest sformalizowany z wyboru( i wtedy ok), czy z niemyślenia.
      Nie piszesz, ile macie lat, ale wnioskuję, że jesteście młodzi-zatem albo za młodzi na wzięcie odpowiedzialności za siebie i dzieci, albo- niedojrzali właśnie.

      Słowo, że nie wiem, co Ci poradzić. Przecież nie przywiążesz faceta siłą. Obawiam się, że Wasz związek nie rokuje- głównie dlatego, że do wyjścia z tak trudnej sytuacji trzeba poważnej dawki refleksji i autorefleksji, a tego tutaj nie widzę. Musielibyście w trybie pilnym dorosnąć. I to oboje.
      Nie najlepiej zaczęliście to swoje wspólne życie. Teraz możecie utonąć we wzajemnych pretensjach i spychaniu odpowiedzialności za to na druga osobę, co właśnie teraz usiłujecie zrobić (tak przynajmniej wynika z tego, co piszesz). Umielibyście sobie powiedzieć: oboje spieprzyliśmy koncertowo? Potem trzeba by się zastanowić, czego naprawdę chcecie? Czy rzeczywiście być dalej razem, czy może jednak rozstać się i nie brnąć dalej w to nieodpowiedzialne postępowanie. Jeśli: razem, to na jakich warunkach?
      To byłaby trudna sytuacja nawet dla dojrzałych ludzi- startować z takim bagażem, a cóż dopiero dla młodych, niekoniecznie dojrzałych ludzi. Nie piszę, by Ci dowalić, tylko żebyś zobaczyła to wszystko z innej perspektywy, niż obopólne pretensje.
      Gdybyś odeszła, miałabyś z czego żyć? On miałby szanse płacić Ci alimenty?
      Gdybyś została, jesteś w stanie mu ufać? Uwierzyć, że on się zmieni?

      Napisz, po ile macie lat.
      • attiya Re: czy ten związek ma przyszłość? 27.09.15, 16:30
        podpisuję się pod tobą i pod bergamotką
        nie wiesz autorko skąd się biorą dzieci??
        nie zabezpieczałaś się? partner nie zabezpieczał się?
        3 lata i dwójka dzieci, wliczając w to okres połogu....szybcy jesteście....
        masz jakiś zawód? będziesz miała macierzyński?
        z czego za wszystko płacicie? z jego pensji na czarno?
        generalnie w sumie to nie ma o czym pisać, chyba, że o kasie jaką wam Szydło może dać, więc czym więcej dzieci, tym większa kasa, także do roboty :>
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: czy ten związek ma przyszłość? 20.09.15, 19:20
      Z tego co Pani opisuje, to zwiażek ma przyszłość toczyć się tak dalej. Siłą bezwładu, bez planu i perspektyw. Z narastającą frustracją po obu stronach. Taką której można uniknąć, ale żadne z Was tego nie robi.
      Niedojrzałością było mieć w takim związku dwoje dzieci. Ale jeszcze większą, w obliczu takiej rzeczywistości, jest dalej niedojrzale traktować siebie i swoją sytuację.
      Myślę też, że nawzajem wciągacie się i prowokujecie zachowania, które w efekcie nie sprzyjają budowaniu związku. Żeby taki związek jak Pani opisuje przetrwał, trzeba dużo osobistego wkładu, rozwagi i umiejętności a nade wszytko opanowania podstawowej rzeczywistości. Tego nie ma i nie zapowiada się. Sama bezgraniczna miłość do dzieci nie pomoże. Brzmi cudownie, ale nie jest motywatorem zmiany. Agnieszka Iwaszkiewicz

    • sonia_siemionowna Re: czy ten związek ma przyszłość? 20.09.15, 21:20
      "Okłamał mnie też co do ilości kelnerek w restauracji, w jakiej pracował. Mówił, że pracuje tam tylko jedna, brzydka, po czym okazało się że pracuje tam laska w jego wieku, w dodatku dawna koleżanka z podstawówki. Całkiem ładna, ale przecież to szczegół. Czułam się podświadomie oszukiwana, złamana, czułam że jestem typową "zapchajdziurą". "

      Sorry, ale oboe macie jazdy. Pana problemy szczegolowo opisalas. Ale Ty tez nie jestes swieta. Chyba masz niskie poczucie wlasnej wartosci, chcesz wszystko i wszystkich kontrolowac? Z takim nastawieniem zlapiesz wylacznie chlopcow potrzebujacych podswiadomie mamusi. Dojrzaly facet, ktory chce partnerstwa ale i niezaleznosci bedzie szukal gdzie indziej.
    • sonia_siemionowna Re: czy ten związek ma przyszłość? 20.09.15, 21:23
      "Doprowadził do tego że dzięki mnie stracił prace bo nie wytrzymałam i napisałam do jego szefowej."

      Dziecinada az przykro czytac. Jak dla mnie oboje jestescie niedojrzali.

      • smutna_inaczej Re: czy ten związek ma przyszłość? 21.09.15, 00:09
        To ze to niedojrzale zachowanie to wiem, nie trzeba mi tu stwierdzenia faktu
        Z drugiej strony nikt tak na pradwe nie wie ile decyzji w czasie sie zbieglo, ile okolicznosci dzialalo na takie decyzje i sytuacje
        Rodzice ? Czemu wszyscy twierdza ze mam gdzie wracac? ja nie mam nic. Oprocz tych dzieci, nie mam nikogo. Szkoly nie skonczylam - bo nawet nie mialam za co do niej dojechac.
        Antykocpecji tez nie malam jak zalatwic, ginekolog w moim miescie jest jeden i twierdzi ze najlepsza antykocepcja jest joga :) tabletek za cholere nie chce przepisac
        prezerwatywa nie zabezpiecza
        • smutna_inaczej Re: czy ten związek ma przyszłość? 21.09.15, 00:15
          Wiem ze to cyrk na kółkach, ale czasu nie cofnę. Byłam młoda, ślepo zakochana.
          Teraz za to bekam. Dzieci nie sa dla mnie problemem. Ale tak szczerze, jesli dalej mam czytac o swojej niedojrzalosci to dziekuje za odpowoedzi. Napisalam ze noe twierdze ze noe jestem bez winy, ale nie chce ciagle dostawac wiadra pomyj, zaraz ktos napisze ze patologia. Widze ze niektozi nigdy sobie rak nie ubrudzili, skoro tak latwo ciosaja mi kolki na
          • vilez Re: czy ten związek ma przyszłość? 21.09.15, 11:11
            Droga Autorko, zapytałam Cię o kilka kwestii odnośnie Waszej/Twojej przyszłości. Nie odpowiedziałaś.

            Dla pewności (bo może Ci umknęło) zapytam jeszcze raz (przeklejam):
            "Teraz możecie utonąć we wzajemnych pretensjach i spychaniu odpowiedzialności za to na druga osobę, co właśnie teraz usiłujecie zrobić (tak przynajmniej wynika z tego, co piszesz). Umielibyście sobie powiedzieć: oboje spieprzyliśmy koncertowo? Potem trzeba by się zastanowić, czego naprawdę chcecie? Czy rzeczywiście być dalej razem, czy może jednak rozstać się i nie brnąć dalej w to nieodpowiedzialne postępowanie. Jeśli: razem, to na jakich warunkach? "

            To byłaby trudna sytuacja nawet dla dojrzałych ludzi- startować z takim bagażem, a cóż dopiero dla młodych, niekoniecznie dojrzałych ludzi. Nie piszę, by Ci dowalić, tylko żebyś zobaczyła to wszystko z innej perspektywy, niż obopólne pretensje.

            Gdybyś odeszła, miałabyś z czego żyć? On miałby szanse płacić Ci alimenty?
            Gdybyś została, jesteś w stanie mu ufać? Uwierzyć, że on się zmieni? "

            Odpowiesz?
          • sonia_siemionowna Re: czy ten związek ma przyszłość? 23.09.15, 00:51
            Mysle, ze specialnie nikt Ci nie chcial dowalic.

            Proponuje najpierw podjac decyzje, czy chcesz w tym zwiazku trwac czy wolisz odejsc. Jesli chcesz trwac, to ze swiadomoscia, ze partners nie zmienisz ani nie 'wychowasz'. Zmienic mozesz siebie, moze to na niego I na zwiazku wplynac pozutywnie ale nie musi.
          • najma78 Re: czy ten związek ma przyszłość? 27.09.15, 09:36
            smutna_inaczej napisała:

            Ale tak szczerze, jesli dalej mam czytac o swojej niedojrzalosci to dziekuje za odpowoedzi.

            A co chcialabys przeczytac? Zastanow sie co zrobic bo ten zwiazek przyszlosci nie ma. Po urodzeniu dziecka zastosuj skuteczna antykoncepcje (mozna, naprawde) bo w przeciwnym wypadku wkrotce bedziesz miala gromade dzieci i to jest problemem, ,bo one nie beda mialy madrych rodzicow, ktorzy zapewnia im prawidlowe warunki do rozwoju czyli stabilna rodzine oorata na wzajemnym szacunku. Dorosnac czas.
        • differentview Re: czy ten związek ma przyszłość? 21.09.15, 09:04
          smutna_inaczej napisała:

          > Antykocpecji tez nie malam jak zalatwic, ginekolog w moim miescie jest jeden i
          > twierdzi ze najlepsza antykocepcja jest joga :) tabletek za cholere nie chce pr
          > zepisac
          > prezerwatywa nie zabezpiecza

          co Ty wygadujesz? nawet jesli trafilas na takiego lekarza( trudno mi w to uwierzyc- to w tym Twoim miescie zadna kobieta nie stosuje antykoncepcji? wszyscy mnoza sie jak kroliki?) to szuka sie innego; bronisz sie przed okresleniem patologia ale wybacz- nawet bez skonczonej szkoly, jako dorosla osoba decydujaca sie na wspolzycie powinnas miec choc minimalne pojecie o temacie, dostep do internetu masz; ten zwiazek nie ma zadnej przyszlosci- zarowno z powodu poziomu emocjonalno Twojego partnera jak i Twojego; po tym jak partner bez ogrodek powiedzial Ci, ze nie chce byc z Toba- powinnas wyciagnac wnioski i konsekwentnie zabezpieczyc chociaz potrzeby dzieci- wystapic o alimenty, jesli nie od niego to od rodzicow, poszukac instytucjonalnego wsparcia dla samotnej kobiety z dzieckiem i w ciazy z drugim; Twoje dylematy z tytulu watku swiadcza o tym, ze w ogole nie potrafisz myslec racjonalnie
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: czy ten związek ma przyszłość? 21.09.15, 02:34
      Rozumiem pani rozżalenie wypowiedziami w tym wątku. Z nielicznymi wyjątkami są w istocie krytyczne.
      To spróbujmy inaczej. Niech Pani napisze swój plan na przyszłość. Jak chce Pani działać w obecnej sytuacji ? Jakimi swoimi działaniami chce Pani wpływać na związek tak, aby się on konstruktywnie zmienił a Pani poczuła się zadowolona i bezpieczna ? Jakie decyzje trzeba podjąć? Jak mogą one wpływać na przyszłość Pani i dzieci ? Jakie związek ma zasoby a jakie deficyty ? Jak widzi Pani swoją odpowiedzialność w tym związku ?
      Krytyka nie zawsze bywa konstruktywna. Proponuję zatem doświadczenie pozytywne. Szukanie pożytecznych rozwiązań. Jest Pani gotowa ? Mimo młodego wieku i przeciwności świata na zewnątrz warto wziąć sprawy w swoje ręce? Podyskutujmy jak może to Pani zrobić. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • enith Re: czy ten związek ma przyszłość? 21.09.15, 05:10
      Czy wasz związek ma przyszłość? To zależy od was, od tego, czy jesteście oboje skłonni nad nim popracować. Ty może tak, ale co z chęciami partnera, który już jakiś czas temu oświadczył, że gdyby nie fakt kolejnej wpadki, to odszedłby od ciebie. I że już cię nie kocha. I zaanagażował się gdzie indziej. To plus kompletna nieodpowiedzialność, niedojrzałość i niefrasobliwość partnera stanowią w istocie bardzo słabiutkie podstawy do kontynuowania związku. Jeśli ojcostwo, a za chwilę ojcostwo dwójki dzieci nie zmobilizowały tego chłopaka do wzięcia odpowiedzialności za te dzieci i wasz związek, to nie sądzę, by cokolwiek to sprawiło.
      Ty też musisz popracować nad sobą. Przyczyniłaś się do wywalenia partnera z pracy (na czarno, owszem, ale jednak przynoszącej dochody) i teraz nie pracuje żadne z was. Swoją drogą, to kto waszą trójkę aktualnie utrzymuje?! Czemu ty nie pracujesz? Czemu nie wniosłaś do sądu o alimenty od partnera (co mogłoby go zmobilizować do podjęcia pracy) lub jego rodziców (masz takie prawo, wiesz o tym?)? No i na litość boską, czemu mając tak nieciekawą sytuację rodzinno-finansową nie stosujecie antykoncepcji? Naprawdę dwukrotnie zawiodły was gumki czy zwyczajnie olaliście temat zabezpieczenia przed ciążą? Zwróć uwagę, że każde kolejne dziecko, które będziesz mieć z tak nieodpowiedzialnym partnerem będzie pogarszało głównie twoją i twoich dzieci sytuację życiową. To dzieci będą wychowywać się w nędzy i to tobie będzie trudniej stanąć na nogi, jeśli zdecydujesz się od partnera odejść. Twój partner prawdopodobnie zwyczajnie wywinie się od odpowiedzialności, jak to czynił dotychczas. Przemyśl to sobie i przemyśl pytania, które zadała ci pani Agnieszka.
    • ola_dom Re: czy ten związek ma przyszłość? 21.09.15, 11:18
      O matko, czy tylko mnie się wydaje, że smutna_inaczej to bliźniacza siostra (a przynajmniej rodzona) zmęczonejdogranic?
Pełna wersja