Czy tę rodzinę można uratować?

25.09.15, 11:55
Moja sytuacja jest bardzo skomplikowana i z gory dziekuje za przeczytanie calosci.

7 lat temu poznalam faceta, byl wtedy w zwiazku (nie malzenskim) i mial dwie corki. Milosc pojawila sie jak grom z jasnego nieba, uczucia byly nie do opisania. Zwiazalismy sie, zamieszkalismy razem. Byl cudownym czlowiekiem, a ja bardzo pragnelam milosci, zwiazku i bezpieczenstwa.

Nie chcial juz wiecej dzieci bo juz ma i to takie, ktore wymagaly duzo pracy, poza tym finansowo tez byloby ciezko z kolejnym dzieckiem, a ja stwierdzilam, ze moge z tego zrezygnowac, chociaz zawsze chcialam je miec, ale tez chcialam miec milosc, zwiazek, mialam juz 31 lat i nie chcialam byc znowu sama, nie sadzilam, ze potem to bedzie problem.

Kilka lat pozniej jednak bardzo chcialam dzieci, zegar biologiczny juz alarmowal, zaczelam go mocno cisnac na dziecko, w koncu zgodzil sie i urodzila nam sie wspaniala corka. Przez pierwsze pol roku byl idealnym ojcem. A potem wszystko sie posypalo:/ Ma malo czasu, bo musi chodzic do ex i swoich pierwszych dzieci, ex ciagle cos od niego chce, ciagle probuje go zajmowac sprawami ich dzieci, bo nigdy nie pogodzila sie z jego odejsciem. A on chce byc dobrym ojcem, wiec biega do nich ciagle, ale jakos do naszego dziecka to juz nie jest taki super tatus.

Dodatkowo mamy duze problemy finansowe - ja jestem na macierzynskim i dostaje niewiele, on musi finansowac tamte corki, poza tym ciagle wyskakuje cos nowego, a to wycieczki, a to buty, a to jakies prywatne wizyty u lekarza, bo ona nie moze poczekac, musi JUZ. W sumie mam wrazenie, ze nasze potrzeby stoją w kolejce, na pierwszym miejscu są tamte dzieci. Ma ustalone wizyty co 2tyg, ale czesto ex dzwoni, ze musi gdzies wyjsc i zeby on przyszedl w tyg i zajal sie dziecmi, no i on biegnie, a ja zostaje sama z rozrabiającą corka i nie mam kiedy odpoczac, ciagle tylko dom i obowiazki.

Oddalamy sie od siebie, ja jestem zmeczona, zaniedbalam sie, ciagle siedze sama z dzieckiem bo on po pracy czesto biega do nich, co drugi weekend siedze sama, nie mam kiedy odpoczac, a jego matka zamiast pomoc, pocieszyc, to wciaz mowi, ze mam tylko jedno dziecko, wiec nie powinnam narzekac, a ex urodzila bliznieta i to dopiero bylo duzo pracy - no ale ex miala go przy sobie, a ja musze sie nim dzielic :/// Moja mama czasami mi pomaga, ale woli zebym do niej z corka jechala, bo nie zaakceptowala go nigdy tak naprawde (bo nie mamy slubu, a dla mojej mamy to jest wazne) i w zasadzie nie bywam u niej czesto, bo mieszka kawal drogi dalej, wiec tak naprawde jestem sama.

Seksu nie ma, jego nie ma, w dodatku ciagle zyje pod napieciem, bo przyznaje, ze poczatek naszego zwiazku to byly klamstwa, jakie opowiadal swojej owczesnej dziewczynie - ze musi zostac dluzej w pracy, ze jedzie do kolegi - a naprawde szedl do mnie - no i teraz za kazdym razem, jak mowi, ze zostaje w pracy, to ja placze, bo sie boje, ze sie z kims spotyka (on zaprzecza i widze, ze zaczynaja go moje podejrzenia coraz bardziej denerwowac). Moze powiecie, ze sama jestem sobie winna, ale nie sadzilam, ze chec posiadania dziecka tak bardzo mnie zdominuje, wczesniej uznalam, ze nie musze go miec, potem nie moglam myslec juz o niczym innym, nie uwazalam go za wzor ojca, ale majac 37 lat to nie jest moment na szukanie nowego faceta i zaczynanie wszystkiego od nowa.

Zaluje, ze tak pokierowalam swoim zyciem, ale czy cokolwiek da sie zrobic, zeby to uratowac? Nie mamy nawet czasu zeby porozmawiac, wspomnialam kiedys o terapii, ale powiedzial, ze nie potrzebujemy zadnej terapii (ogolnie ciezko sie z nim rozmawia - staram sie mowic mu, ze powinien okazywac mi czulosc, troske, poswiecac czas, ale on sie tylko denerwuje i krzyczy ze co ja od niego chce:(((((
    • tully.makker Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 12:19
      To prawdziwy szok, ze goryj je kolejnego banana.
      Tak, sama to sobie zrobilas, ale nie dlatego,z e chcialas dziecka, tylko dlatego, ze zwiazalas z klamliwym, nieodpowiedzialnym dupkiem. O czym wiedzials od poczatku, ale postanowilas przymknac na to oko w imie, przepraszam za wyrazenie, mniłości.
      • alpepe Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 12:37
        kłamliwy nieodpowiedzialny dupek to jedno, ale własne egoistyczne marzenie, by wydrzeć faceta ze związku z MAŁYMI DZIEĆMI to drugie. Tak, ślubu nie brał wtedy, ale miał nieformalne i formalne zobowiązania, a ona stwierdziła, że kocha i chce, to tak ma być. Szkoda mi tylko tych trojga dzieci.
        • amb25 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 12:53
          ale to bylo, nie ma co roztrzasac co by bylo gdyby. Trzeba sie zastanowic co zrobic teraz i w obecnej sytuacji.
          Nie wiem co zrobic. Ale on rzeczywiscie musi dzeiclic swoj czas pomiedzy wasza 5. Moze dzieci by przebywaly u was przynajmniej czasowo, wtedy wszyscy bylibyscie razem.
          Jesli jest problem, to zeby go rozwiazac potrzebne sa DWIE strony. CZyli najpierw twoj M. powinien zauwazyc, ze problem jest a potem chciec go rozwiazac. A on chyba problemu nie widzi?
        • adella000 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 13:54
          Nie wyrwalam go od rodziny, odszedl sam, a nie dla mnie. Jego zwiazek to byla fikcja utrzymywana dla dobra dzieci, nie kochal jej. Owszem ja juz wtedy bylam, ale oni byli wspollokatorami po prostu, predzej czy pozniej i tak by ją zostawil. I ich dzieci byly wpadka, a nasza corka byla chciana przez obie strony, a nasz zwiazek mial solidne podstawy milosci szacunku i zrozumienia
          • edw-ina Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 14:04
            Przepraszam, ale to, co teraz napisałaś, jest jak z podręcznika: nie wyrwałam go, ich związek nie istniał, wspólne życie i dzieci to przecież nie związek. Sorry, żal mi ciebie, bo rozumiem, że ci ciężko i nikomu nie życzę samotnego rodzicielstwa, ale przynajmniej nie wkręcaj się w banały, jak: był z nią tylko dla dzieci. W końcu teraz też może to strzelać jakieś lasce: nie kocham jej, nie sypiamy ze sobą, jestem z nią dla dziecka. Myśl kobieto, myśl.
          • ciociazlarada Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 14:21
            Tak jak pisze Edwina, skad wiesz ze nie mowi tego w tej chwili swojej bylej partnerce albo kolejnej osobie? To dosc klasyczne gadki, z tego co piszesz to teraz TY jestes jego wspollokatorka, wiec rowniez nie tak dalekie od prawdy.

            Skad wiesz ze ich zwiazek nie mial solidnych podstaw milosci, szacunku i zrozumienia zanim poznal Ciebie?

            Ciesz sie, ze pan dba o swoje dzieci, gdy sie rozstaniecie o Twoje rowniez zacznie dbac.
            • yoma Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 15:10
              ... bo żona go nie rozumie, bo wcale ze sobą nie śpią... :)
          • asia.sthm Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 15:09
            adella000 napisał(a):
            > Nie wyrwalam go od rodziny, ...ble ble ble

            Ze tez ci sie klawiatura nie rozdyzdala pod palcami z oburzenia.
            Dopoki nie przejrzysz na oczy nic nie uratujesz - ani tego zwiazku ani nastepnego.
            Zaklinasz rzeczywistosc az sie niedobrze robi.
          • koronka2012 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 18:15
            Boże, jaki to banał. Jakoś to nie pasuje do rzeczywistości, nie widzisz tego? ciebie niby kocha, a ważniejsza jest fikcyjna relacja z byłą "współlokatorką", dla której jest na każdy gwizdek.

            "a nasz zwiazek mial solidne podstawy milosci szacunku i zrozumienia"

            Słowo klucz - MIAŁ. Zresztą każdy związek ma na początku solidne podstawy, ich również. Do czasu.

            No i paczpani - te wpadki spędzają mu sen z powiek, podporządkowuje tym wpadkom swoje życia, podczas gdy wasze planowane olał.
            Hmmm...
          • basiastel Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 19:51
            Chyba nie za bardzo fikcja, skoro facet okłamywał partnerkę, by się z Tobą spotkać. Niesympatycznie piszesz o tych dzieciach. Myślisz, że nieplanowane są gorsze? Czasem są bardziej kochane od planowanych. Tu chyba coś takiego ma miejsce.
      • mozambique Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 12:38
        taaa - słuchaj tully , on wie co mówi

        ona troje dzieci sobei zrobila z nieodpowiedzilanymi dupkami - a to jednego synka z seryjnym zdradzaczem , a to dwójeczkę nastepnych z chorym psychicznie przemocowcem z byłą zóną i dziecmi w zyciorysie ale tu oczywiscie dowali ci z pełnej pięści
    • hd_vision Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 13:01
      Najpierw miałaś pęd żeby się rozmnożyć. Teraz przyszedł czas by zagryźć młode z poprzedniego miotu?
      Czyja to wina ze nie umiesz się ogarnąć i zorganizować mając jedno zdrowe dziecko i siedząc z nim w domu? Ze się zaniedbałaś? Byłej partnerki że ma z twoim konkubentem dzieci? On stara się być wobec nich ojcem. To źle? Ze kosztują? Ze wydaje na nie pieniądze? Dzieci starsze kosztują więcej niż młodsze - nic nie jest w tym odkrywczego. Ze się nimi zajmuje - a czego oczekiwałaś odbierając dzieciom ojca?
      Oczekujesz hołdów i podporządkowania się Twojej wizji - mama ma przyjeżdżać, teściowa wspierać (w imię czego po tym co zrobiłaś jej wnuczkom) a mąż zapomnieć o swojej dwójce dzieci, dodatkowo chcesz gumką myszką wytrzeć wyrzuty sumienia po tym co twój partner wykręcił. Co w jego zachowaniu jest teraz nie w porządku? Bo było - oszukanie i porzucenie matki swoich dzieci. A teraz? Ojciec trójki dzieci starający się dzielić swoje zasoby. O tp masz pretensje? Ogarnij się - jak mówi młodzież i przestań widzieć się jak pępek wszechświata. W wolne weekendy pojedz do mamy, zaproś teściową na spacer.
    • asia.sthm Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 13:16
      Wkopaliscie sie nawzajem az przykro czytac.

      Te rodzine da sie uratowac jesli oboje to postanowicie. Najpierw musicie rozmawiac z soba jak dwoje doroslych. Tobie zas polecam zejsc z oblokow na ziemie, a wlasciwie sila sie z nich sciagnac. Powtorze za pewna hrabina: - jakes z nim uciekla, to teraz z nim zyj!
      Tyle ze ty musisz sie wszystkiego od poczatku nauczyc.
    • altz Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 13:57
      Mam pomysł, uważam, że dobry. Jeśli on jedzie do tamtych dzieci i do byłej żony, powinien brać za każdym razem ze sobą najmłodszą córkę. Warto z partnerem porozmawiać i zaproponować, nic nie tłumaczyć.
    • yoma Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 15:08

      >bo juz ma i to takie, ktore wymagaly duzo pracy, 

      Znaczy, chore?

      >a to jakies prywatne wizyty u lekarza, bo ona nie mo
      > ze poczekac, musi JUZ. 

      Wiesz, lekarze tak mają, że nie czekają. Choroby też. A jak nie pójdziesz, termin przepada.

      > jego matka zamiast pomoc, pocieszyc, 

      No sorry, a dlaczego miałaby? Coś ty jej, brat czy swat? To ona swojego syna cisnęła na dziecko?

      staram sie mowic mu, ze powinien okazywac mi czulosc, troske, posw
      > iecac czas, 

      Ludzie mają taką brzydką skazę, że cholernie nie lubią, jak im się mówi, co mają robić. Zwłaszcza w sferze uczuć. Ty też powinnaś, skoro już tak strasznie chciałaś mieć dziecko, zajmować się nim i poświęcać mu czas, zamiast się oglądać na faceta, matkę i nieteściową. Miło ci?
      • adella000 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 17:38
        Na poczatku byly rehabilitowane, teraz sa zuipelnie zdrowe, ale np jak ostatnio mialy miec wizyte u okulisty, to ex nie moze zaczekac normalnie na temrin na nfz, tylko musi byc JUZ i go szantazuje, ona regularnie dziala tak, zeby mi dopiec, zeby on wydal pieniadze na ich dzieci i nie mial potem na nasze dziecko, bylo wiele takich sytuacji.

        Teraz wiem, ze nie powinnam sie z nim wiazac, ale zrozumcie, ze kazda moja komorka ciala byla wypelniona miloscia, poczatki byly cudowne, nie chcialam miec dziecka, bo wiedzialam, ze finansowo bylby to dramat, ale tez zrozumcie, ze zaczela sie zblizac 40tka i gdybym dziecka nie miala, to bylabym nieszczesliwa reszte zycia, a gdzie ja przed 40tka spotkalabym kogos, poznala i zdazyla urodzic dziecko. Dziecko juz jest i chce dla niego rodziny, a on nie chce nawet ze mna rozmawiac, bo mowi, ze wymyslam sobie.
        To co ja mam niby robic, jak mam mu nie mowic, co on ma robic? On by najchetniej wracal wieczorem i siadal na kanapie albo szedl gdzies z kolegami, a ja mam nic nie mowic czego chce od niego??
        • basiastel Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 20:01
          Wiedziałaś, że finansowo byłby dramat i dramat masz. Odchowaj dziecko i zadbaj o swoje zarobki.
        • yoma Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 20:38
          Na złość tobie eks ciągnie dzieci do lekarza. Kobieto, ty słyszysz sama siebie?

          Jakbym wracała wieczorem do domu i słyszała od chłopa: gdzie siadasz, powinnaś się o mnie zatroszczyć! - też bym wolała wyjść z kolegami.
        • akn82 Adella, przejdź się na trapię, bo 26.09.15, 09:15
          sprawiasz wrażenie osoby która ma duże niedostatki emocjonalne.
          Wydajesz się być zbyt skoncentrowana na sobie, zakompleksiona?
          Zbyt wiele spaw widzisz jako celowe działanie przeciwko sobie. Życie innych ludzi nie kręci sie wokół Ciebie, a Ty zdaje się tak uwarzasz.
          Dzieci kosztują, a dwoje dzieci to duże wydatki, a na trójkę... to trudno mi sobie to wyobrazić.

          Terapię sugeruję, bo musisz nauczyć się sama z tym radzić i sama zacząć o siebie dbać, pozwalając facetowi na bycie ojcem trójki dzieci. Z takim podejściem jakie prezentujesz zamęczysz wszystkich (w tym siebie) i rozwalisz kolejną rodzinę - Twoją obecną.
        • jehanette Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 11:15
          Na poczatku byly rehabilitowane, teraz sa zuipelnie zdrowe, ale np jak ostatnio mialy miec wizyte u okulisty, to ex nie moze zaczekac normalnie na temrin na nfz, tylko musi byc JUZ i

          Tia. Wyobraź sobie, że słyszysz coś niepokojącego od lekarza i zalecenie wizyty u specjalisty. Albo ciebie coś zaniepokoi. Nie chcesz na JUŻ? żeby jak najszybciej dziecko przebadać?
    • vilez Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 17:38
      Facet ma troje dzieci. Z czego Twoje dziecko jest wymuszone, sama piszesz, że go nie chciał, ale nalegałaś. Ja to uważam za błąd, właśnie dlatego, że "wymuszony" ojciec może nie być dobrym ojcem.
      No, ale ten błąd już popełniłaś, stało się, na szczęście Twój mąż wykazuje jakąś skłonność do opieki nad swoimi starszymi dziećmi, więc nie jest to tak źle. Jest natomiast kwestia więzi, którą ma Twój maż z dziećmi starszymi, a być może nie ma - i nie buduje- z najmłodszym dzieckiem. Tu widzę problem. I musisz starać się, by był teren do nawiązania takiej więzi z Twoim dzieckiem. A jak to zrobić, piszę niżej.

      Widać z tego, co piszesz, że tak naprawdę nie chodzi o to, że Ci jest ciężko z opieką. No bo bez przesady, opieka nad jednym dzieckiem (jeśli to nie jest jakoś drastycznie chore), nie jest koszmarem, z którym jedna osoba będąca stale w domu sobie nie poradzi. Chodzi o brak zaufania do niego. Na to Ci nikt nie poradzi. I to jest poważny problem. Rozmowa, tylko rozmowa.

      Musisz się pogodzić z tym, że on będzie dzielił swój czas między wszystkie dzieci. Czas, przestrzeń i finanse. Agresją wobec niego nie wymusisz zwiększenia jego więzi z Twoim dzieckiem. Spokój, tylko spokój.
      Ja bym częściej zapraszała te starsze dzieci do Waszego domu. Próbuj Ty sama nawiązać relację z tymi starszymi dziećmi. Nie masz innego wyjścia, inaczej zawsze będzie ich istnienie dla Ciebie ciężarem. Te dzieci też są Twoimi domownikami- takie podejście radzę, a wiele spraw powinno się ułożyć, także tych finansowych. proponowałabym też, by zabierał Wasze dziecko do tamtego domu. Macie TROJE dzieci, a dzieci mają rodzeństwo. Wszyscy macie troje dzieci. Es, Twój mąż i Ty- taka jest prawda, i im prędzej to wszyscy zrozumiecie, tym lepiej dla wszystkich.

      Zatem, zaproponuj mężowi, by dla dobra Was wszystkich zapraszał swoje starsze dzieci do Was.
      No i powiedz mu o swoich odczuciach- że macie nie przepracowany problem zazdrości i braku zaufania.

      Największa odpowiedzialność spoczywa na Twoim mężu. On jest łącznikiem między oboma rodzinami i scala je w jedną patchorkową rodzinę. Ale Ty i jego eks musicie mu pomóc i współpracować.
      • adella000 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 17:44
        Tylko ze ex pewnie nie pusci dzieci do naszego domu, zreszta ja tych dziewczyn nie znam za dobrze, bo nie utrzymywalismy kontaktow, ja tez tego nie chcialam, bo ciezko patrzec na dzieci, ktore ukochany mezczyzna ma z kobietą z przeszlosci. Zawsze swieta byly dzielone na 2, a jakies wyjazdy to ja nie jechalam, tzn. kilka razy byla proba, ale nawet nie wiedzialam o czym z nimi rozmawiac (sama nie mialam wtedy dzieci i nie potrafilam z nimi sie bawic, pare wspolnych wyjazdow konczylo sie porazka).

        A rozmowy niewiele daja, bo on nie chce, no i jak mowi ze zostanie w pracy, to ja sie boje, bo kiedys tak mowil ex a szedl do mnie i chociaz pewnie zostaje w tej pracy, to ja placze, bo on mnie juz nawet nie traktuje jak kobiete i sie boje, ze sobie pojdzie, a nie mamy slubu i tak naprawde moze sobie wyjsc kiedy bedzie chcial, czasami mysle, ze tylko obawa o to, ze go podam o alimenty trzyma go przy mnie
        • vilez Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 18:14
          > ... zreszta ja tych dziewczyn nie znam za dobrze, bo nie utrzymywalismy kontaktow, ja tez tego nie chcialam, bo ciezko patrzec na dzieci, ktore ukochany mezczyzna ma z kobietą z przeszlosci.

          To jest skrajna niedojrzałość. Tutaj nie ma: ciężko. Tutaj są dzieci, które powinny mieć ojca jak najczęściej, A tak nie miały, bo ich macosze "było ciężko".
          To teraz wyobraź sobie, że jakaś neks podobnie traktuje Twojej dziecko, bo jej "ciężko", i dzieci mają przez to ograniczony kontakt z ojcem.
          Piszesz, że nie potrafiłaś się bawić z dziećmi, nie wiedziałaś o czym, z nimi gadać. Ile TY masz lat, że już nie pamiętasz, jak to jest być z dzieckiem, i czego wówczas dziecko może oczekiwać.
          Nawiązałaś romans z żonatym facetem, a nie wzięłaś odpowiedzialności za jego położenie. To jest i bezmyślność, i jednak coś więcej. Brak serca?

          To teraz wysil się, i zacznij naprawiać sytuację. Przyznaj się błędów, zacznij zapraszać te dzieci, wyjdź z inicjatywą. I nie ma: ciężko. Jest, jak jest. Dzieci nie znikną. A Ty je traktuj tak, jak byś chciała, by traktowano Twoje dzieci. Czyli: uczciwie i z sercem.

          Podobnie z rozmowami. Nie ma ciężko. Musisz z nim rozmawiać. Bez łez, wypominania, scen zazdrości i innych takich. Spisz sobie problemy, które macie, i powiedz mu, ze zależy Ci na tym, by te problemy dobrze rozwiązać. I  że musicie w tym celu wreszcie porozmawiać. Jak dorośli, odpowiedzialni ludzie.

          Przestań grzebać w życiu jego eks, np. w tym, czy tamte dzieci to wpadka czy nie. To nie Twoja sprawa. Dzieci są- koniec, kropka., i nie ma co w tym grzebać.
          • basiastel Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 20:08
            Ona nie jest w stanie zrealizować Twoich rad. Emocje są znacznie silniejsze niż rozsądek, czy przyzwoitość. Równie pokiereszowana emocjonalnie może być 70-letnia osoba.
            • vilez Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 22:45
              Widzę. Pokonało mnie to ...
      • adella000 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 17:47
        i nie wymusilam na nim dziecka, tylko przedstawialam swoje racje, a on sie w koncu ZGODZIL i cieszyl sie ciaza, nie wrobilam go w dziecko, tylko doszlismy do tego rozmowami, to tamte dzieci byly wpadka i kto wie czy nie zaplanowaą przez ex, bo on chcial sie wyplatac od dawna z tamtego zwiazku, a ona wtedy oglosila ciaze, ciekawe.
        • 71tosia Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 18:08
          czyli na wyjazdy z toba byla zona dzieci puszczla ale do twojego domu nie chce?
          • adella000 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 19:03
            Wyjazdy (2 moze gora 3 weekendowe) byly dawno, nieudane i nie chcialam wiecej. Od dawna nie utrzymywalam z nimi kontaktu ani one ze mna, a odkad mamy dziecko to nie widzialam ich wlasciwie ani razu dluzej niz 5min, wiec nie uwazam, zeby nagle zgodzila sie, zeby przychodzily do nas, ale spytam. On sie z nimi widuje u nich w domu, na dzialce, u dziadkow itp., nie u nas. Wlasciwie to uwazam, ze nasz dom powinien byc nasz, dla naszej rodziny, a nie z osobami z przeszlosci, ale byc moze zmienie podejscie, jesli to jedyne rozwiazanie.
            • akn82 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 19:09
              O matko! Wybacz ale z twoich słów wieje vwyrachowaniem i egoizmem. Musisz dojrzeć jesli chcesz naprawić ten związek. Na początek warto żebyś zrozumiała że związek w której jesteś to Ty, partner i TROJKA dzieci...
            • vilez Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 20:07
              > Wlasciwie to uwazam, ze nasz dom powinien byc nasz, dla naszej rodziny, a nie z osobami z przeszlosci, ale > byc moze zmienie podejscie, jesli to jedyne rozwiazanie.


              Jego dzieci nie są osobami z przeszłości, ale z teraźniejszości. Jego. Waszej, Was wszystkich.

              Poddaję się. Nie możesz być prawdziwa....
              • mamrot3 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 26.09.15, 11:12
                vilez napisała:

                > Poddaję się. Nie możesz być prawdziwa....
                Mylisz się; podobnych macoszek jest na kopy.
                • vilez Re: Czy tę rodzinę można uratować? 26.09.15, 12:03
                  Myślę, że to nie kwestia bycia macochą, ale kwestia ogólnie ... tego, no ... poziomu. Całościowego.
                  • mamrot3 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 26.09.15, 12:05
                    Jasne .... Macochowanie to tylko pochodna :)
                    • vilez Re: Czy tę rodzinę można uratować? 27.09.15, 08:16
                      Ej, no weź...macochy są różne. Ex i next w kwestii dzieciowej mogą być i ok i szajbnięte ;) Rodzony rodzic też może być od sasa do lasa.

                      W każdym razie, gdyby mój partner powiedział (czy w inny sposób dal do zrozumienia), że moje dzieci należą do przeszłosci, sam szybko stałby się elementem mojej przeszłości.

                      W każdym razie- tak expressis verbis sformułowanego programu w kwestii dzieciowej: "zamykam oczy i rzeczywistość znika" jeszcze nie spotkałam ;) )))
                • ola_dom Re: Czy tę rodzinę można uratować? 29.09.15, 15:50
                  mamrot3 napisał:

                  > Mylisz się; podobnych macoszek jest na kopy.

                  Druga żona mojego ojca z całą pewnością była bardzo zawiedziona, że wraz z ich ślubem, ja i moja mama nie przestałyśmy istnieć :D
                  Do mojego istnienia i kontaktów z ojcem jakoś się przyzwyczaiła po mniej więcej 20 latach. Ale nadal każdy kontakt ojca z moją matką jest powodem do pretensji i fochów. Po 30 LATACH od rozwodu rodziców :D. Którego była bezpośrednią przyczyną.
                  • edw-ina Re: Czy tę rodzinę można uratować? 29.09.15, 16:25
                    Widzisz, a mi nie przyszło do łba, by zaprotestować, kiedy M jeżdżąc do dzieci (a daleko jeździł) spał w ich pokoju w mieszkaniu, w którym była ex :D Ba, ze słoikami jeździł, bo dzieci lubią pewne moje konkretne powidła, więc przywoził im, a co za tym idzie również ex. Ale to jeszcze nic - wiele lat po rozwodzie, nawet kiedy oboje moi rodzice byli w nowych związkach, tata często jadał u nas obiad. Po prostu, kiedy przyjeżdżał po mnie lub do mnie, to był traktowany jak każdy inny gość i kawę dostał, obiad dostał, a czasami wałówkę na drogę, jeśli mama akurat zrobiła coś, za czym przepadał. Ludzie są różni. I to przede wszystkim od tej różnicy pomiędzy nimi zależy jak układają sobie relacje, a nie od łatek: macocha, konkubent itp.
            • mamrot3 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 26.09.15, 11:10
              adella000 napisał(a):

              > Wlasciwie to uwazam, ze
              > nasz dom powinien byc nasz, dla naszej rodziny, a nie z osobami z przeszlosci,
              > ale byc moze zmienie podejscie, jesli to jedyne rozwiazanie.
              Wszystkie dzieci są nasze, a szczególnie naszych partnerów. Ich dzieci nie należą do przeszłości, lecz tworzą aktualną rzeczywistość. Są rodzeństwem dzieci z obecnego związku. To zobowiązuje.
        • koronka2012 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 18:21
          Ale on się ZGODZIŁ, a nie CHCIAŁ sam z siebie. Rozumiesz różnicę, jeśli facet oświadcza się z własnej inicjatywy, a wyraża zgodę po setce rozmów inicjowanych przez partnerkę? jakby chciał, to wypłynęłoby to OD NIEGO. Cieszył sie - fajnie, pogodził się z rzeczywistością, tylko CO Z TEGO? twoje dziecko NIE JEST LEPSZE, bo bylo "planowane" skoro dla niego i tak te wpadkowe są bliższe sercu i ważniejsze.
        • vilez Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 18:23
          W KOŃCU się zgodził... Rozumiesz? W końcu.
          [Żeby nie było, ja też zrobiłam tern błąd- przekonywałam mojego eks męża do dzieci (nie miał innych dzieci ani eks żon), i W KOŃCU przekonałam. Ale to nie powinno tak być. Dzieci mają prawo być chciane, a nie- żeby trzeba było rodzica do tego przekonywać. Uznałam swój błąd. I tym się różnimy. I nikomu nie polecam "przekonywania" partnera, który z jakichś powodów nie chce dzieci. Bo to się może niekoniecznie dobrze skończyć, nawet jak kogoś się "przekona" i nakłoni. Bo, jak widać, Twój mąż miał poważne powody, by następnych dzieci nie mieć.
          • alpepe Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 18:28
            JAKI MĄŻ? Ona nie ma męża, ona ma konkubenta, tak jak jej poprzedniczka miała konkubenta.
            • paris-texas-warsaw Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 18:46
              To samo pomyślałam. Może mama ma dobre spojrzenie na temat. Wy tak z nowoczesności bez ślubu, z wyboru partnera, Twojego czy innych względów? Na pytanie tytułowe, bym odpowiedziała - poznasz po odpowiedzi na Twoją propozycję ślubu (chyba, że jesteś ortodoksyjnym przeciwnikiem ślubów).
              • paris-texas-warsaw Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 18:51
                Możesz przedstawić piękną wizję, córki jako druhny, noc poslubna, rano rozpakowywanie prezentów:) Zobacz jak zareaguje, myślę, że wiele Ci to powie. Albo na tak, albo na nie.
            • vilez Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 18:53
              O rety, partner... są rodziną.
              • alpepe Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 21:13
                Podkreśliłam to tylko z tego powodu, że jej obecny ze swoją byłą i dziećmi jak najbardziej byli rodziną, a ona nie ma prawa uważać się za lepszą od byłej.
        • enith Re: Czy tę rodzinę można uratować? 26.09.15, 06:05
          adella000 napisał(a):

          > ex, bo on chcial sie wyplatac od dawna z tamtego zwiazku, a ona wtedy oglosila
          > ciaze, ciekawe.

          Faktycznie ciekawe. Wg ciebie byli tylko współlokatorami, on chciał odejść już od dawna i oczywiście w ogóle ze sobą nie sypiali. A te dwoje dzieci to znaleźli w kapuście, pan bocian je dostarczył.
          Zejdź na ziemię i przestań wciskać nam te same głodne kawałki, które pan zdradzający żonę nawciskał tobie, żebyś mu się przypadkiem nie zwinęła. Czas wziąć na klatę konsekwencje związania się z mężczyzną, który nie miał skrupułów zdradzać i okłamywać ciężarną żonę. Wiedziałaś, w jaki układ wchodzisz, a mimo to w niego weszłaś i pogłębiłaś, nalegając na dziecko, którego partner nie chciał. Trudno, stało się, ale to była TWOJA decyzja.
        • paulina7171 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 26.09.15, 11:39
          to tamte dzieci byly wpadka i kto wie czy nie zaplanowaą przez ex, bo on chcial sie wyplatac od dawna z tamtego zwiazku, a ona wtedy oglosila ciaze, ciekawe.


          :-D

          Mój Boże, kolejny książkowy przykład biednego misia, żyjącego z okrutną heterą, w którego życiu zjawia się jednakowoż nieustraszona Adela, coby go z tej gehenny uratować...

          Zawsze, gdy czytam takie wpisy, zastanawiam się, jaką wersję zna tamta kobieta.

          Chyba nie trzeba płodzić aż dwojga dzieci, żeby stwierdzić, że żona/partnerka to "zła kobieta" była?

          Adela nie łudź się, że wiesz, jak wyglądało jego życie rodzinne - bo nie wiesz - i że znasz jego byłą partnerkę - bo nie znasz.

          A to, co wiesz, jest jedynie mieszkanką jego opowieści (może prawdziwych, może nie) plus Twojej wyobraźni.

          Ludzie, skąd się takie kobiety biorą?
      • aniaidaniel 3 dzieci a nie 1 29.09.15, 10:32
        vilez napisała:


        >
        > Musisz się pogodzić z tym, że on będzie dzielił swój czas między wszystkie dzie
        > ci. Czas, przestrzeń i finanse. Agresją wobec niego nie wymusisz zwiększenia je
        > go więzi z Twoim dzieckiem. Spokój, tylko spokój.
        > Ja bym częściej zapraszała te starsze dzieci do Waszego domu. Próbuj Ty sama na
        > wiązać relację z tymi starszymi dziećmi. Nie masz innego wyjścia, inaczej zawsz
        > e będzie ich istnienie dla Ciebie ciężarem. Te dzieci też są Twoimi domownikami
        > - takie podejście radzę, a wiele spraw powinno się ułożyć, także tych finansowy
        > ch. proponowałabym też, by zabierał Wasze dziecko do tamtego domu. Macie TROJE
        > dzieci, a dzieci mają rodzeństwo. Wszyscy macie troje dzieci. Es, Twój mąż i Ty
        > - taka jest prawda, i im prędzej to wszyscy zrozumiecie, tym lepiej dla wszystk
        > ich.
        >
        > Zatem, zaproponuj mężowi, by dla dobra Was wszystkich zapraszał swoje starsze d
        > zieci do Was.
        > No i powiedz mu o swoich odczuciach- że macie nie przepracowany problem zazdroś
        > ci i braku zaufania.
        >
        > Największa odpowiedzialność spoczywa na Twoim mężu. On jest łącznikiem między o
        > boma rodzinami i scala je w jedną patchorkową rodzinę. Ale Ty i jego eks musici
        > e mu pomóc i współpracować.

        Miałam się wypowiedzieć, ale po przeczytaniu powyższych słów nie ma sensu, bo zawierają wszystko co myślę o tej sytuacji. Bardzo mądre słowa. Ku pamięci: macie troje dzieci a Twoja córka ma 2 siostry - tą myślą się kieruj, i wtedy są szanse wg mnie.
    • ciociazlarada Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 21:00
      Dziewczyny dobrze radzą, nie traktuj jego dzieci jak przeszłości bo one stanowią jak najbardziej część teraźniejszości partnera.
      Ty nie chcesz aby jakaś obca baba ograniczała czas który ojciec poświęca Twojemu dziecku, wyobraź sobie że taką samą perspektywę ma ex - dla niej Ty jesteś obcą babą która ogranicza dzieciom kontakty z ojcem.

      Rozumiem jak się czujesz i naprawdę Ci wspolczuje - ten okres po porodzie jest naprawdę trudny, około 3-6 mcy po większość kobiet odczuwa duży spadek nastroju, niektóre przechodzą depresję. Więc nie rób żadnych gwałtownych ruchów, postaraj się dużo wychodzic z dzieckiem, spotykać się z innymi dzieciatymi i ze swoją mamą. To zły moment na działanie w emocjach, które są na niezłej huśtawce hormonalnej.

      Z drugiej strony zrozum - okres motyli w brzuchu zawsze się kończy, pozostaje proza życia. Związałas się z dzieciatym facetem, taki związek wymaga naprawdę szybkiego dorosnięcia i zaakceptowania faktu że jego czas i zasoby będą dzielone z dziećmi z poprzedniego związku.

      Jesteś w trudnym okresie i należy Ci się IMO trochę więcej wsparcia od partnera. Prawdopodobnie go nie dostaniesz, Twój partner już raz wymiksował się ze związku z "współlokatorką", a poza tym musi dzielić czas między trojkę dzieci. Poszukaj tego wsparcia gdzie indziej - koleżanki, inne świeże mamy? Odwiedź swoją mamę z dzieckiem, dołącz do jakiejś "mamusiowej" grupy, jest tego pełno. Zadbaj o siebie i dziecko, ratowanie związku w tej chwili IMO nie powinno być Twoim priorytetem.
      • ma-ura Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 21:30
        no coz ..karma wraca;) facet oklamywal swoja owczesna partnerke i zostawil ja z dwojka dzieci, a ty sadzilas, ze to ksiaze o zlotym sercu i dla ciebie bedzie inny? niestety nie buduje sie na cudzym nieszczesciu, wiec placz, placz, bo masz nad czym. masz to na co sama zapracowalas rozwalajac innym zycie.
    • lady-z-gaga Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 21:43
      www.youtube.com/watch?v=sTSA_sWGM44
    • mruwa9 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 25.09.15, 22:36
      siostra-blizniaczka zmeczonej do granic...
    • enith Re: Czy tę rodzinę można uratować? 26.09.15, 03:03
      Moim zdaniem nie każdy nadaje się do tworzenia rodziny patchworkowej. Nie każdy umie bądź chce przeskoczyć i zaakceptować fakt, że partner ma przeszłość, eks małżonka, dzieci i zobowiązana oraz prawa wobec tychże. Wiele wskazuje, że ty, Adello, właśnie do tych osób należysz.
      "Wlasciwie to uwazam, ze nasz dom powinien byc nasz, dla naszej rodziny, a nie z osobami z przeszlosci, ale byc moze zmienie podejscie, jesli to jedyne rozwiazanie."
      Ten cytat świadczy, że nigdy nie pogodziłaś ani prawdopodobnie nigdy nie pogodzisz się z faktem, że twój mąż założył rodzinę z inną kobietą, zanim związał się z tobą. Odpowiadając więc na zadane pytanie: nie, waszej rodziny nie da się uratować. I największą przeszkodą jesteś ty.
      • basiastel Re: Czy tę rodzinę można uratować? 26.09.15, 09:42
        Ja się bardzo dziwię facetowi, że zdecydował się założyć druga rodzinę i na dziecko, widząc jakie jest nastawienie adelli do jego dzieci. To od początku źle rokowało i nawet gdyby teraz uznała, że konieczne jest inne podejście
        ( traktuje to jako ostateczność ), to nie stworzy dobrych relacji z dziewczynkami z poprzedniego związku partnera.
        • azja001 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 26.09.15, 15:02
          Skoro kłamał wcześniej, kłamie dalej. Tylko że teraz to ciebie okłamuje. On tak w te weekendy to u ex siedzi, spi, je że jest taki nieobecny przy swoim młodszym dziecku? Z tego co widzę to w ptchworkowych rodzinach faceci co 2 weekend zabierają dzieci do siebie. Ma taka mozliwośc czy też dajesz mu do zrozumienia że ci to nie na rękę.
          A może on juz bywa u kolejnej swojej wielkiej miłości. Sprawdziłabym to na twoim miejscu.
          Facet jest nieodpowiedzialny a tobie wydawało sie że jesteś taka wyjątkowa i pokochał cię na całe zycie. Tymczasem jemu znowu znudziła się szara codzienność z już zaniedbana kobieta i szuka może motyli w brzuchu
          • azja001 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 26.09.15, 15:17
            adella000 napisał(a):

            > Wyjazdy (2 moze gora 3 weekendowe) byly dawno, nieudane i nie chcialam wiecej.
            > Od dawna nie utrzymywalam z nimi kontaktu ani one ze mna, a odkad mamy dziecko
            > to nie widzialam ich wlasciwie ani razu dluzej niz 5min, wiec nie uwazam, zeby
            > nagle zgodzila sie, zeby przychodzily do nas, ale spytam. On sie z nimi widuje
            > u nich w domu, na dzialce, u dziadkow itp., nie u nas. Wlasciwie to uwazam, ze
            > nasz dom powinien byc nasz, dla naszej rodziny, a nie z osobami z przeszlosci,
            > ale byc moze zmienie podejscie, jesli to jedyne rozwiazanie.

            Nie doczytałam wcześniej tego fragmentu a on pokazuje jak bardzo ty jestes niedojrzała i egoistyczna. I jakos mi ciebie nie żal. Związałaś się facetem dzieciatym a udajesz że tak nie jest. Nie po drodze ci z jego dziećmi a przeciez oni są nierozerwalni. Jednak ty z uporem chcesz realizować swój własny scenariusz waszego wspólnego życia tylko zapomniałaś w nim napisać role dla jego córek.
            No cóż wg mnie tej rodziny nie da się uratowć. A jego ex nie dziwie się, nie chciałabym aby moje dzieci spędzały czas z kimś kto ich tak naprawdę nie trawi. No i na siłę nie zmieniaj podejścia, dzieci szybko wyczują fałsz i będzie jeszcze gorzej.
    • sonia_siemionowna Re: Czy tę rodzinę można uratować? 26.09.15, 15:19
      "Milosc pojawila sie jak grom z jasnego nieba, uczucia byly nie do opisania."

      Milosc czy pozadanie?

      Facet mial prawo nie chciec dzieci, byl szczery od poczatku. Nie powinnas byla nalegac, bo zgodzil sie wbrew sobie i teraz sa konsekwencje.

      Poza tym, gosc oszukiwal partnerke, jak dla mnie fatalny start i dyskwalifikacja.

      Wiedzialas, ze 1. Nie chce dzieci 2. Zdradza i klamie (to jednak cos wiecej niz jednorazowy np. skok w bok. I chyba nie powinno Cie dziwic, ze to sie nie zmienilo?

      Moim zdaniem za mocno sie koncentrujesz na facecie. Takie fajerwerki na poczatku znajomosci to jest zly znak. Wbrew temu, co sie powszechnie sadzi to znaczy, ze podswiadomie napedzacie swoje najgorsze mechanizmy. Byc moze Ty masz sklonnosc do fiksacji na drugiej osobie, on jest emocjonalnie niedostepny i kolko sie kreci. Osoby emocjonalnie niedostepne potrafia byc czarujace ale na krotko. Do tego dochodzi fakt, ze gosc ma 3 dzieci i duzo stresow, a jak wraca do chaty to slyszy wyklady o uwadze i trosce.

      Podsumowujac: gosc ma sklonnosc do zdrady, najprawdopodbniej nie potrafi rozwiazywac konfliktow tylko od nich ucieka, np. w nowy zwiazek. Albo godzi sie na cos wbrew sobie (np. na dziecko) a to powoduje, ze zaczyna sie odsuwac. To nie rokuje dobrze.

      Moim zdaniem powinnas sie skupic na sobie i dziecku. Paradoksalnie to moze sprawic, ze pan sie Toba bardziej zainteresuje. Teraz, I'm bardziej Ty naciskasz, tym on sie bardziej odsuwa, a juz wiemy, ze potrafi uciec w nowy zwiazek nie konczac od razu starego.

      Zeby nie bylo, ze jestem goloslowna: moj partner ma Aspergera i dismissive-avoidant osobowosc (nie wiem, jak po polsku, unikajaco-odrzucajaca?), wiec znam to z autopsji. Tyle, ze to nie tlumaczy zdrady, mozna to miec i byc porzadnym czlowiekiem. Ale i bez tego taki zwiazek wymaga stania mocno na swoich dwoch nogach, niezaleznosci i zdolnosci do akceptowania autonomii drugiej strony. Moj partner nigdy nie chcial dzieci ani rodziny, moze fakt, ze ja tez nie nas zblizyl. Ale wiem, ze gdyby mi sie odmienilo, to bylaby to koniec zwiazku, bo chociaz moj partner jest inteligentnym i zaradnym mezczyzna z poczuciem humoru, bylby fatalnym ojcem i mezem. Tyle, ze mi sie nie odmieni.

      Takze, naprawde, skip sie ma sobie i dziecku. Koniec awantur, proszenia o uczucie i zainterwsowanie. Zajmij sie soba. A jesli sie rozleci, to pobadz troche sama. I nie szukaj fajerwerkow, bo to dosc zgubne.

      • sonia_siemionowna Re: Czy tę rodzinę można uratować? 26.09.15, 15:54
        Po tym, co napisałam o jego dzieciach cofam to, co napisalam o Twoim partnerze.

        On jest jak najbardziej zalezy, zaden tam Asperger ani unikajaco-odrzucajacy. Taki dalby Ci kopa az bys poleciala, bo widze, ze nie akceptujesz faktura, ze ma dzieci i sie z tym nie kryjesz.

        Kazdy ma przeszlosc i Ty o niej wiedzialas. Oczekujesz, ze jego dzieci znikna? Straszna z Ciebie egoistka. Nawet nie chce myslec, co te jego dzieci czuja :(
        • marina2 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 26.09.15, 17:22
          ten sam troll co zmęczona ;)
          no i oki przynajmniej forum ozywa
          • stonkamarnotrawna Re: Czy tę rodzinę można uratować? 27.09.15, 08:00
            Cze Zmęczona wróci. ..?
            • marina2 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 27.09.15, 10:43
              obstawiam,ze wróci na wiosnę opowiedzieć o dziecku i niegodziwościach jakie ją spotkały albo dla podbicia bębenka na święta BN;)
              Zmęczona czekamy;))))
              • stonkamarnotrawna Re: Czy tę rodzinę można uratować? 27.09.15, 12:56
                A może to będzie historia w stylu: ja miałam racje a Wy nie! Facet się zakochał we mnie, mieszkamy u moich rodziców, on pracuje u mojego ojca i dopiero teraz wie co to szczęście!
                Może pójdzie w te stronę?
                • vilez Re: Czy tę rodzinę można uratować? 27.09.15, 13:03
                  Ale nadal jego dzieci nie znikną ;)
                  Podejrzewam, że to troll.
                  • najma78 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 27.09.15, 14:01
                    vilez napisała:

                    > Ale nadal jego dzieci nie znikną ;)
                    > Podejrzewam, że to troll.

                    Dlaczego od razu troll? Nawet gdyby te dzieci zniknely albo ich matka nie pozwalala na konakty z ojcem to nie uzdrowiloby to sytuacji bo ona mu nie ufa. Bez zaufania nie ma zdrowych relacji. Ona na razie nie ma powodow aby go o to podejrzewac ale robi to bo wie ze on jest do tego zdolny. Ma problem z pozuciem wlasnej wartosci, musi sie z tym zmierzyc. Do tego najlepiej byloby aby odeszla na jakis czas i nabrala dystansu. Nie powinna doazyc do wizyt dzieci w ich domu bo to pogorszy sytuacje. Zacznie oceniac zachowanie dzieci, ich ojca w stosunku do nich i porownywac z jego zachowaniem do wspolnego dziecka itd.
                    • vilez Re: Czy tę rodzinę można uratować? 27.09.15, 14:45
                      > Dlaczego od razu troll?

                      Nie bardzo chce mi się wierzyć, że ludzie mogą w realu prezentować aż tak niski poziom recepcji rzeczywistości i autorefleksji ("dzieci partnera należą do jego ... przeszłości"). Stąd druga możliwa ścieżka- troll, patrz: casus Zmęczonej.
                      • edw-ina Re: Czy tę rodzinę można uratować? 27.09.15, 14:49
                        Mogą. Niestety. Pamiętam kilka wątków z Macoch,kiedy to kobita pisała o dzieciach partnera "była rodzina". Nosz można nie lubić kogoś personalnie, można ograniczać własne kontakty personalne, ale zaprzeczanie faktom, to już wyższy poziom niedostosowania i lęku przed refleksją.
                        • vilez Re: Czy tę rodzinę można uratować? 27.09.15, 15:30
                          Może to był opis w rodzaju: dzieci pochodzące z poprzedniego związku? - tak se gdybym... Bo to jednak inaczej inaczej- w warstwie opisowej- brzmi, niż "należą do przeszłości". Ale fakt, brzmi niepokojąco.
                      • najma78 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 27.09.15, 15:33
                        vilez napisała:


                        > Nie bardzo chce mi się wierzyć, że ludzie mogą w realu prezentować aż tak niski
                        > poziom recepcji rzeczywistości i autorefleksji ("dzieci partnera należą do jeg
                        > o ... przeszłości"). Stąd druga możliwa ścieżka- troll, patrz: casus Zmęczonej.

                        Widocznie malo wiesz o ludziach. Ludzie sa bardzo rozni, nie ma tylko dobrych, perfekcyjnych i zlych i zapsutych.
                        Autorka ma niska poczucie wlasnej wartosci, na co pewnie wplynelo wiele roznych czynnikow o ktorych nie napisala. W wieku 31 lat byla wolna,pozanala mezczyzne ale z bagazem,partnerka i dzieci jednak ona wtedy przymknela oko na jego klamstwa i oszukiwanie owczesnej partnerki tak jak i zgodzila sie wbrew swoim pragnieniom na brak potomstwa. Tak robia osoby zdesperowane ale ta desperacja ma jakies powody. Ona na starcir wiedziala ze sie oszukuje ale zrobila to pomimo wszystko bo bycie z mezczyzna bylo wazniejsze. Ma partnera, pozniej przekonala go do wspolnego dziecka, jest dziecko ale ja nadal przesladuja zmory i z nimi musi sobie poradzic. Nie ufa, jest zazdrosna o czas spedzany z tamtymi dziecmi, o tamta kobiete itd. Czy to takie niespotylane ze trzeba byc trollem? Gdyby tak bylo to niewiele zwiazkow byloby nieudanych a psycholodzy mieliby niewiele do roboty.
                        • vilez Re: Czy tę rodzinę można uratować? 27.09.15, 19:26
                          > Widocznie malo wiesz o ludziach.

                          Mówisz? Kurde, jaka ja młoda jestem...I niedoświadczona ;)

                          > Ludzie sa bardzo rozni,

                          Naprawdę???

                          > Autorka ma niska poczucie wlasnej wartosci,

                          Już to pisałaś. Duużo pisałaś, ale niczego nie wytłumaczyłaś ;)

                          > na co pewnie wplynelo wiele roznych czynnikow...

                          Np. trzepot skrzydeł motyla.

                          > ale ta desperacja ma jakies powody

                          Zapewne. Jak dojdziesz do Big Bangu, to mnie obudź ;)

                          > Czy to takie niespotylane ze trzeba byc trollem?

                          Raczej tak.

                          > Gdyby tak bylo to niewiele zwiazkow byloby nieudanych

                          Fajne masz postrzeganie ludzkich możliwości w zakresie związkowym... ;) Takie..."deterministyczne" ;)

                          >.... a psycholodzy mieliby niewiele do roboty.

                          "Psycholodzy"- chciałaś powiedzieć?

                          Konkludując: wesoło się z Tobą rozmawia :-) To tzw. plus dodatni :-)
                        • asia_i_p Re: Czy tę rodzinę można uratować? 27.09.15, 22:30
                          To nie chodzi o samo uczucie zazdrości o dzieci z poprzedniego związku, całkowicie naturalne.

                          Chodzi o to, że już po pierwszych ostrych reakcjach autorka w najmniejszym stopniu nie zmienia sposobu mówienia o sprawie. Że nie zmienia podejścia do sprawy, to jest naturalne, mało kto potrafi szybko zmienić zdanie, ale większość ludzi wynajduje dalsze argumenty na swoją korzyść (przytacza fakty, jakie te dzieci były okropne) albo zaczyna się wycofywać rakiem.

                          Kompletny brak dyskomfortu emocjonalnego pod zmasowaną krytyką rzeczywiście nie wygląda autentycznie.
                      • mamrot3 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 09:35
                        Przypuszczam, że gdybyśmy miały do czynienia z trollem, niezachwianie ożywiałby dyskusję, aby mieć lepszą zabawę. Nie do wiary, a jednak ... . Zresztą znam w realu podobną osobę.
      • sonia_siemionowna Re: Czy tę rodzinę można uratować? 26.09.15, 17:20
        Po tym, co napisałam o jego dzieciach cofam to, co napisalam o Twoim partnerze.

        On jest jak najbardziej zalezy, zaden tam Asperger ani unikajaco-odrzucajacy. Taki dalby Ci kopa az bys poleciala, bo widze, ze nie akceptujesz faktura, ze ma dzieci i sie z tym nie kryjesz.

        Kazdy ma przeszlosc i Ty o niej wiedzialas. Oczekujesz, ze jego dzieci znikna? Straszna z Ciebie egoistka. Nawet nie chce myslec, co te jego dzieci czuja :(
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Czy tę rodzinę można uratować? 27.09.15, 00:47
      Pewnie można uratować tę rodzinę. Pytanie jest na jakich zasadach ma ten ratunek przebiegać?
      Na Pani zasadach czyli na oczekiwaniu, że partner zmieni swoje zachowania? Czy też ratunkiem ma się okazać zmiana Pani zachowań i przewartościowanie Pani oczekiwań oraz redukcja Pani roszczeń wobec partnera ? Czyli włożenie wysiłku w analizę swoich zachowań a następnie żmudna droga do ich zmiany? Obawiam się, że to jest mało możliwe. A wnioskuję to , po "zniknięciu" Pani aktywności w swoim wątku, zaraz po krytyce Pani postępowania, którą Pani przeżyła i uznała za niezrozumienie, brak tolerancji itp. Z takiej perspektywy widzę małą szansę na ratunek. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • najma78 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 27.09.15, 10:39
        Autorko watku,,zastanow sie nad separacja, to imo najlepsze rozwiazanie na teraz. Wiedzialas ze on ma dzieci, jasno powiedzial ze nie chce wiecej, ty wiedzialas ze to bedzie problemem - finansowym ale jako osoba dosc dojrzala badz co badz powinnas uzyc wyobrazni i odpowiedziec sobie na pytanie o wlasne emocje bo te sa chyba wiekszym problemem niz finanse. Kazda kobiet chce miec partnera i ojca dla siebie a nie dzielic sie nim i to jest normalne, ale ty wybralas takiego ktorym dzielic sie musisz. Potrzebujesz dystansu aby przeanalizowac sobie czy jestes w stanie sie dzielic? Nie wiem ile te dzieci maja lat ale pewnie dzielic bedziesz musiala sie jeszcze dlugo. Nie doprowadzaja do tego aby dzieci przyjezdzaly do was bo to nie spowoduje ze bedziesz miala partnera wiecej dla was a dojda inne problemy.
        Dzieci partnera nie znikna, on sie nie zmieni, cz ty sie zmienisz, zaakceptujesz to na wiele lat? Jesli tak to zacznij zmiany, jesli nie to odejdz.
        • 3-mamuska Re: Czy tę rodzinę można uratować? 27.09.15, 15:11
          A moim zdaniem autorka ma w jednym racje.
          Jest finansowo jest cieżko to pan nie powinien godzić sie na prywatne wizyty u lekarzy, zwłaszcza ze dziewczynki sa zdrowe i to ja tylko kontrole.
          Jeśli pani tak bardzo chce takie wizyty to niech płaci sama lub pol na pol.


          I uważam ze autorka powinna cześciej zostawiać swoje dziecko z ojcem i wychodzić z domu.
          Jeśli ex zadzwoni ze ma natychmiast jechać bedzie musiał zabrac mała.
          I uważam ze autorka miała prawo do własnego dziecka,
          Facet ma 2 a jej odmawia prawa do macierzyństwa.
          • najma78 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 27.09.15, 15:35
            3-mamuska napisała:

            > Jest finansowo jest cieżko to pan nie powinien godzić sie na prywatne wizyty u
            > lekarzy, zwłaszcza ze dziewczynki sa zdrowe i to ja tylko kontrole.
            > Jeśli pani tak bardzo chce takie wizyty to niech płaci sama lub pol na pol.

            Racja ale to nie jest najwazniejszy problem autorki. Czas dla dzieci, extra wydatki itp mozna latwiej wspolnie przegryzc, tu jest problem glebszy.
            • 3-mamuska Re: Czy tę rodzinę można uratować? 27.09.15, 16:13
              To wiem, problem autorki jest taki ze rozwidliła małżeństwo a pan teraz z wytrzytow sumienia daje sobą manipulować byłej partnerce.

              Uważam ze autorka sama jest sobie winna...
              Zdobywając faceta w taki sposób, egoistycznie rozbiła rodzine, egoistycznie naciskała na dziecko ( w sumie ma prawo do bycia mama) i teraz jej sie ten egoizm odpłaca .
              W sumie to zasłużyła.

              Szkoda tylko dzieci.
            • vilez Re: Czy tę rodzinę można uratować? 27.09.15, 19:28
              > tu jest problem glebszy.

              Niemożliwe.... ;)
          • szpil1 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 27.09.15, 18:21
            To, że dzieci nie potrzebują tych wizyt to opinia autorki. A ona nie jest obiektywna. Może dzieci wymagają leczenia, co za tym idzie także kontroli lekarskiej na już, a na państwowe wizyty sie czeka?
            • 3-mamuska Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 01:20
              Wiesz autorka twierdzi ze dzieci sa zdrowe. Jeśli nie kłamie to myśle ze bez sensu płacić za wizytę zwłaszcza maja problemy z kasa. Zamiast poczekac jeśli potrzeba nie jest nagła.

              A tak naprawę jest to nie bardzo sprawiedliwe w stosunku do córki najmłodszej ktora cierpi na tym ze tatuś wydaje większość kasy na starsze.

              I ok jeśli dziewczynki potrzebują ,maja problemy zdrowotne to ok nie ma watpliwości. Ale moj syn tez wcześniak , mial badanie oczu i spokojnie czekaliśmy na państwowe bo nie musiał byc na juz. Nic sie nie działo tylko dzieci ,które dostały tlen po urodzeniu to musza miec kontrole. Taka procedura.
              • lama-sama Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 09:00
                Adela, karma i tyle w temacie
                Biedny ucisniony mis, nie kocha zony, nie sypia z nia, jest z nia tylko dla dobra dzieci..ehhh
              • asia_i_p Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 16:50
                To nie byłoby OK, gdyby młodszej rzeczywiście czegoś istotnego brakowało - na przykład pieniędzy na lekarza dla niej.

                Moja starsza córka na Dzień Dziecka dostała coś drogiego, roczny synek piłkę za 15 zł, po tym, jak nam się przypomniało, że w sumie też jest dzieckiem i coś mu się należy. Nie przypomnę sobie, co dostała córka, gdzieś to już przepadło (tyle pamiętam, że była zadowolona), a młody wciąż się bawi piłką.
    • adella000 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 11:15
      Właściwie wszystkie mnie zaatakowalyscie, wiec po co mialam cos pisac. To nie jest tak, ze ja nie pojde na zadne ustepstwo - pojde, chcoiaz to nie jest latwe. Jego dzieci mi nie przeszkadzaly, bylismy w zwiazku, ja nie musialam sie z nimi kontaktowac, bo po co, dopiero jak nasza corka sie urodzila, to sie zaczely problemy.

      To dosc oczywiste, ze jak kobieta zaklada rodzine z mezczyzna, to chce patrzec w przyszlosc, a nie do tylu. Wiem, ze ma dzieci, ale ma tez ustalone spotkania co 2tyg, a ex np. chce gdzies isc, to dzwoni, zeby przyszedl. Moge sie zgodzic na probe zapoznania wszystkich dziewczynek ze soba, moze to sie odbywac u nas w domu, niech juz bedzie (chociaz nie sadze, zeby to bylo udane spotkanie, przekonam sie w najblizsza niedziele, bo powiedzialam, zeby je przyprowadzil...), ale ex musi tez zrozumiec, ze nie moze wymagac od niego przychodzenia w tygodniu na jej zyczenie, bo maja dzieci, ale NIE SA JUZ RODZINĄ W ZWIĄZKU! Teraz ja jestem jego rodziną najblizszą.

      Komentarze o tym, ze rozbilam rodzine pomine - widocznie nie rozumiecie, ze bywa tak, ze facet zwiaze sie z okropną babą, ktora mu robi pieklo z zycia, potem zalicza niby wpadke, zeby go zatrzymac. Widocznie dla was taki facet nie ma juz prawa do szczescia i milosci.
      • yoma Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 11:31
        Adello. Spotkania co 2 tygodnie to jego obowiązek, którego jeśli nie wypełni, to może np. zostać ukarany grzywną. Natomiast prawo ma do spotkań i trzy razy dziennie, jeśli wola, a tobie nic do tego. Widziały gały, przy kim wścieku macicy dostawały.

        A z ciekawości ile masz lat tak naprawdę?
      • edw-ina Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 11:46
        Cholera, a ja myślałam, że bywam wredną macochą. Twój jeszcze-partner (bo jak tak dalej pójdzie, to wyjątkowo szybko stanie się ex-partnerem, a skoro ślubu nie macie, to nawet do kontaktu z mediatorem go nie zmusisz, bo może po prostu wyjść z domu i nie wrócić) ma obowiązek pomagać swojej ex w wychowywaniu i opiekowaniu się dziećmi. I ten obowiązek nie kończy się na spotkaniach dwa razy w miesiącu, ale funkcjonuje przez 365 dni w roku 24 godziny na dobę. No tak to kurka wodna jest. Oczywiście nie musi w żaden sposób pomagać ex (chociaż moi rodzice zawsze sobie pomagali, mimo rozwodu i to był świetny przykład dla mnie), ale ma obowiązek pomagać/opiekować się dziećmi. I możesz sobie krzyczeć do bólu gardła i tak tego nie zmienisz.
      • paulina7171 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 12:45
        Adella, co to znaczy, że "ex musi też zrozumieć, że...itd"? Bo Ty tak postanowiłaś? A może - wg ex - to Ty powinnaś była omijać łóżko jej partnera szerokim łukiem, co?

        O możliwych konsekwencjach Waszego postępowania był czas PRZED romansem.

        Poza tym Twoje reakcje na wpisy Forowiczek są nieco niedojrzałe i histeryczne. To Ty musisz (tak, tak...) zrozumieć, że motylki w brzuchu nie żyją wiecznie, zaczyna się proza życia, pierwsze kłótnie w związkach, a z każdą kłótnią to nowa partnerka okazuje się "okropną babą, która mu robi piekło z życia", w przeciwieństwie do eks, która staje się dziwnie spokojna i wyrozumiała...

        Śledząc Twój sposób opowiadania o tamtej rodzinie mam wrażenie, że nie czujesz się w tym związku pewnie, a to, że facet raczył z Tobą być traktujesz, jakbyś Boga za nogi złapała. To nie jest dobry stan. Wasz związek ma złe podstawy.
        • adella000 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 13:18
          Podstawy to akurat mial dobre, bo ogarnela nas milosc. Mysle, ze to chyba najwazniejsza podstawa? Ale fakt, ze nie chcialam byc dluzej sama, mialam 31 lat, a wczesniej przez 2 lata szukalam kogos i znalezc nie moglam. Moze niektorzy po miesiacu juz są z kims, ale ja mialam za soba dwa lata samotnosci, tylko praca i pusty dom, a dookola tylko sluby, zareczyny - ocieralam sie juz o depresje, a on mnie z tego wyciagnal.
          • paris-texas-warsaw Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 13:31
            Nie wszyscy na Ciebie napadli. Ja np. nie:) Ja i zaproponowałam pytanie w sprawie sformalizowania związku. Jak widzę z tej wypowiedzi, śluby i zaręczyny wokół były dla Ciebie ważnym punktem odniesienia. Więc czemu Ty nie wzięłaś ślubu? I jak Ci się podoba mój pomysł?

            Ps. Ja akurat uważam, że w sytuacji,kiedy widzisz, że ojciec Twojego dziecka nie zajmuje się nim wystarczająco dużo (tym bardziej, że innymi dziećmi jak rozumiem więcej) i więcej na nie wydaje, to jesteś jedynym rodzicem - rzecznikiem Twojego dziecka. Pal licho Wasze relacje, ale wg mnie jesteś jedyna osobą w pełni stojącą na straży interesów dziecka. To jest właśnie dla mnie ten problem związków patchworkowych - rodzice nie maja tych samych punktów odniesienia do dzieci i jest to megakonfliktogenne.
          • paulina7171 Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 14:51
            Dziewczyno, popracuj trochę nad poczuciem własnej wartości, bo sprawiasz wrażenie wdzięcznej facetowi, że w ogóle Cię chciał.

            Spytam jeszcze raz: a czy to, że jego ekspartnerka to takie "wredne babsko, które na złość wpadło, by uniemożliwić misiowi nieustające szczęście" to wiesz od niego?

            Bo jeśli tak, to świadczy o nim jak najgorzej.

            Wyznaję zasadę, że o ekspartnerce/eksżonie powinno się mówić albo dobrze, albo w ogóle. Ja, gdybym coś takiego usłyszała od faceta, biegusiem zarządziłabym ewakuację. Ale to ja.

            Cóż, z górnej półki to ten Twój partner nie jest... Gdybym była tą eks, modliłabym się, by do mnie nie wracał.
      • basiastel Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 13:21
        To twoje "mogę zgodzić się na próbę" brzmi dość odpychająco. Nie dociera do Ciebie, że odpowiadasz za kształt kontaktów z córeczkami partnera. Nie dociera też, że obowiązki rodzicielski to coś więcej niż pójście do kina, na spacer, czy obiad 2 razy w miesiącu. I jeśli nie dotrze ( tak zakładam, niestety ), to wkrótce Twój partner będzie się spotykał z Waszym dzieckiem 2 razy w miesiącu i tyle.
        • paris-texas-warsaw Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 13:44
          Czy o drugi weekend to nie wiem...
          Może będzie tak:
          1. bliźniaczka 1 i 3 weekend
          2. bliźniaczka 2 i 4 weekend
          3. córka 5 weekend???
          Więc dlatego, ja bym na miejscu Adelli jeśli chodzi o obowiązki przy dziecku jasno sprawy stawiała. Tym bardziej, że nie ma żadnej specjalnej pomocy i wszystko na jej głowy. Ex akurat wyjdzie sobie na co drugi weekend i wieczorami, jak ojciec bliźniaczek przyjedzie, więc pewnie żyje jej się ogólnie lepiej. Ale życie ex to akurat poboczny temat, bardziej chodzi o to, żeby Adellla sama zadbała o swój komfort.
          • yoma Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 16:06
            I tu czuję drugie dno. Panna musiała mieć dziecko Już Teraz Natychmiast Bo Się Wścieknie, a jak się okazało, że to nie jest milusie bobo kwilące słodko w różowych koronkach, tylko ciężka praca, to się zaczęła jazda.
            • edw-ina Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 16:22
              No ale żadne dziecko to nie jest wyłącznie różowe bobo w koronkach, tylko przy okazji kawał pracy. Nie trzeba być geniuszem, żeby się o tym dowiedzieć PRZED FAKTEM.
              Moim zdaniem zabieranie dziewczynek do nich domu niewiele tu zmieni, poza kolejnymi powodami do złości. Bo będą wyliczenia komu ile czasu poświęcił itp. Szczególnie,że wszystkie dzieci są jeszcze małe i każde wymaga innego typu uwagi niż: chodź, to sobie pogadamy. Gdyby autorka przestała czuć taką złość, jak czuje, to owszem, byłoby to niezłe rozwiązanie, szczególnie że dzieci szybko rosną i za rok - dwa dziewczynki by wręcz pomagały przy maluchu.
              • yoma Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 16:26
                Jak by nie spojrzeć, tak biedny facet :)
                • edw-ina Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 16:42
                  Mi tam go nie żal. Nawciskał głodnych kawałków, zrobił świństwo kobiecie, z którą ma dzieci, diabli wiedzą, co robi teraz. Jest ostatnią osobą, której jest mi żal w tym układzie.
                  • yoma Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 21:43
                    No to ma karę za grzechy...
                    • paris-texas-warsaw Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 22:03
                      Yoma, a znasz kogoś, kogo to drugie dno nie dotyczy;) Co innego teoria, a co innego empiria dotycząca własnych dzieci. Też myślę, że sytuacja faceta jest ciężka. Jesli faktycznie chciałby się wymiksować od Adelli, to wie, że o ile przy bliźniaczkach te dwa weekendy ma zajęte, to przy trzeciej córce dowalą mu kolejne dwa i facet przez następne x lat nie ma wolnego weekendu. Jak ma kasy na styk (patrz - kwestia okulisty prywatnego) to ma małe mozliwości manewru, teraz chyba nawet za niestawienie się na widzenie z dzieckiem kary się przyznaje, a obie miłości jego życia Ex i Next mają konkretne oczekiwania w tej materii.
                      • paris-texas-warsaw Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 22:09
                        Może chwilowo nawet chciałby wrócić na stare śmieci, jak ex taka niepogodzona... Bo kolejny związek i kolejne oczekiwania w sprawie rozmnażania to może już nie byc marzenie faceta (patrz - kwestia weekendów i koło się zamyka...).
                        • yoma Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 22:24
                          No cóż, nie ma opcji. Musi podjąć pracę w ruchu ciągłym i mieć zajęte weekendy :)
              • 3-mamuska Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 19:59

                Komentarze o tym, ze rozbilam rodzine pomine - widocznie nie rozumiecie, ze bywa tak, ze facet zwiaze sie z okropną babą, ktora mu robi pieklo z zycia, potem zalicza niby wpadke, zeby go zatrzymac. Widocznie dla was taki facet nie ma juz prawa do szczescia i milosci.


                Hehe prawa do miłości bo padnę....
                Jak sie nie kocha to sie odchodzi zanim sie zajdzie pannę .
                Jak sie nie kocha to poświęca sie czas nowej kobiecie a nie leci na jazdy telefon ex z wywieszonym jęzorem.
                Stara sie poświecić czas miedzy była zone, a nowa a kochane dzieci wszystkie.

                Mialas byc tylko zabaweczka bez dzieci, miłe spędzony czas ...
      • ciociazlarada Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 18:45
        Nie są już rodziną w związku z ex, ale zawsze będą rodziną z dziećmi. Nie da się tego przeskoczyć.

        Swoją postawą dążysz do tego, żeby Twój partner miał widzenia 1x 2 tygodnie z TWOJĄ córką. Jesteś pewna, że o takie rozwiazanie Ci chodzi?

        Ile lat miały dzieci Twojego partnera kiedy zaczął się wasz romans? Malutkie były? Bo wiesz, może ten typ tak ma, że gdy przychodzi ciężka praca, nieprzespane noce a kobieta traci na atrakcyjności z małym wyjcem na rękach to szuka sobie nowej bezdzietnej sztuki.
    • rosabell Re: Czy tę rodzinę można uratować? 28.09.15, 15:00
      a ile lat maja te dziewczynki? mysle, ze jak ich nie lubisz, to da sie wyczuc, wiec po co chcesz je zapraszac i macic dzieciom w glowie. daj im spokojnie zyc.
Pełna wersja