adella000
25.09.15, 11:55
Moja sytuacja jest bardzo skomplikowana i z gory dziekuje za przeczytanie calosci.
7 lat temu poznalam faceta, byl wtedy w zwiazku (nie malzenskim) i mial dwie corki. Milosc pojawila sie jak grom z jasnego nieba, uczucia byly nie do opisania. Zwiazalismy sie, zamieszkalismy razem. Byl cudownym czlowiekiem, a ja bardzo pragnelam milosci, zwiazku i bezpieczenstwa.
Nie chcial juz wiecej dzieci bo juz ma i to takie, ktore wymagaly duzo pracy, poza tym finansowo tez byloby ciezko z kolejnym dzieckiem, a ja stwierdzilam, ze moge z tego zrezygnowac, chociaz zawsze chcialam je miec, ale tez chcialam miec milosc, zwiazek, mialam juz 31 lat i nie chcialam byc znowu sama, nie sadzilam, ze potem to bedzie problem.
Kilka lat pozniej jednak bardzo chcialam dzieci, zegar biologiczny juz alarmowal, zaczelam go mocno cisnac na dziecko, w koncu zgodzil sie i urodzila nam sie wspaniala corka. Przez pierwsze pol roku byl idealnym ojcem. A potem wszystko sie posypalo:/ Ma malo czasu, bo musi chodzic do ex i swoich pierwszych dzieci, ex ciagle cos od niego chce, ciagle probuje go zajmowac sprawami ich dzieci, bo nigdy nie pogodzila sie z jego odejsciem. A on chce byc dobrym ojcem, wiec biega do nich ciagle, ale jakos do naszego dziecka to juz nie jest taki super tatus.
Dodatkowo mamy duze problemy finansowe - ja jestem na macierzynskim i dostaje niewiele, on musi finansowac tamte corki, poza tym ciagle wyskakuje cos nowego, a to wycieczki, a to buty, a to jakies prywatne wizyty u lekarza, bo ona nie moze poczekac, musi JUZ. W sumie mam wrazenie, ze nasze potrzeby stoją w kolejce, na pierwszym miejscu są tamte dzieci. Ma ustalone wizyty co 2tyg, ale czesto ex dzwoni, ze musi gdzies wyjsc i zeby on przyszedl w tyg i zajal sie dziecmi, no i on biegnie, a ja zostaje sama z rozrabiającą corka i nie mam kiedy odpoczac, ciagle tylko dom i obowiazki.
Oddalamy sie od siebie, ja jestem zmeczona, zaniedbalam sie, ciagle siedze sama z dzieckiem bo on po pracy czesto biega do nich, co drugi weekend siedze sama, nie mam kiedy odpoczac, a jego matka zamiast pomoc, pocieszyc, to wciaz mowi, ze mam tylko jedno dziecko, wiec nie powinnam narzekac, a ex urodzila bliznieta i to dopiero bylo duzo pracy - no ale ex miala go przy sobie, a ja musze sie nim dzielic :/// Moja mama czasami mi pomaga, ale woli zebym do niej z corka jechala, bo nie zaakceptowala go nigdy tak naprawde (bo nie mamy slubu, a dla mojej mamy to jest wazne) i w zasadzie nie bywam u niej czesto, bo mieszka kawal drogi dalej, wiec tak naprawde jestem sama.
Seksu nie ma, jego nie ma, w dodatku ciagle zyje pod napieciem, bo przyznaje, ze poczatek naszego zwiazku to byly klamstwa, jakie opowiadal swojej owczesnej dziewczynie - ze musi zostac dluzej w pracy, ze jedzie do kolegi - a naprawde szedl do mnie - no i teraz za kazdym razem, jak mowi, ze zostaje w pracy, to ja placze, bo sie boje, ze sie z kims spotyka (on zaprzecza i widze, ze zaczynaja go moje podejrzenia coraz bardziej denerwowac). Moze powiecie, ze sama jestem sobie winna, ale nie sadzilam, ze chec posiadania dziecka tak bardzo mnie zdominuje, wczesniej uznalam, ze nie musze go miec, potem nie moglam myslec juz o niczym innym, nie uwazalam go za wzor ojca, ale majac 37 lat to nie jest moment na szukanie nowego faceta i zaczynanie wszystkiego od nowa.
Zaluje, ze tak pokierowalam swoim zyciem, ale czy cokolwiek da sie zrobic, zeby to uratowac? Nie mamy nawet czasu zeby porozmawiac, wspomnialam kiedys o terapii, ale powiedzial, ze nie potrzebujemy zadnej terapii (ogolnie ciezko sie z nim rozmawia - staram sie mowic mu, ze powinien okazywac mi czulosc, troske, poswiecac czas, ale on sie tylko denerwuje i krzyczy ze co ja od niego chce:(((((