straw-berry
29.09.15, 17:42
ojciec mojego faceta w bezpardonowy sposób zawłaszcza moją przestrzeń fizyczną i psychologiczną. na pierwszym spotkaniu wyjechał do mnie - dorosłej obcej kobiety - na ty i nalegał na nocleg w jego domu, bo syn z bratem przecież muszą się napić. oczywiście odmówiłam. witając się przytrzymuje dłoń dłużej, ściska mocno, pociera, co jest obleśne. kilka razy latem pocierał mnie po gołym ramieniu, kiedy się odsuwałam on podchodził i dalej startował z rękami. zatrzymaliśmy się pod ich domem na chwilę, mój facet wyszedł żeby zabrać jedną rzecz, w tym czasie stary po prostu wsiadł do samochodu od strony kierowcy i siedział bez słowa. nie było tak, że podszedł; "dzień dobry, można się dosiąść?", tylko otworzył drzwi wlazł i wsiadł i nie odzywał się.
zauważyłam też, że stary obejmuje dziewczynę brata mojego faceta, wiesza się na jej ramionach, dotyka twarzy, itp. robi to publicznie i wszyscy traktują te zachowania jak codzienność.
na stole zawsze jest wódka, stary zawsze wywiera presję na picie i nocowanie. głupkowate żarty i docinki, "ach jak mi ciebie żal, że się nie napijesz" "jak wy tam żyjecie w tych blokach, to musi być straszne" są na porządku dziennym.
rzadko bywam w tym domu, ale nie było dosłownie ani jednego spotkania bez obowiązkowej wódki na stole, chamskich odzywek i prób macania.
ja te zachowania odbieram jako przemocowe. niestety mój facet jakikolwiek komentarz na temat jego domu rodzinnego traktuje jako obrazę majestatu i bezczelność z mojej strony.
ja natomiast oczekuję, że pan starszy będzie trzymał dystans wobec mnie jaki powinien mieć mężczyzna wobec obcej kobiety i nie ukrywam, że się dziada po prostu boję.