Brat i ja-urwany kontakt...

06.10.15, 18:21
Pochodze z rodziny toksycznej,wrecz nazwalabym patologiczna.Mam 2 braci.Z najmlodszym mam dobry kontakt-smsujemy,chodzimy razem na obiad,razem czasami gotujemy jak jestem w Polsce.Ze starszym a raczej mlodszym o rok,ja-siostra mam 33lata,kontakt minimalny.On pracuje bardzo duzo,ma zone i 2 dzieci.Ja jestem osoba samotna,bez partnera i dzieci.Mam nasza nie zyje a ojciec mna sie w ogole nie interesuje,nie mam z nim kontaktu.Chcialabym z bratem miec lepszy kontakt ale jak wysylam do niego smsy -nie odpisuje-Jak dzwonie to czasem odbierze,czasem nie i nie oddzwoni.Na imprezy rodzinne typu zareczyny,chrzciny jego dziecka,dowiaduje sie jako ostatnia od drugiego brata albo w ogole.Z bratowa tez nie mam kontaktu i nawet o ten kontakt nie dbam choc wczesniej dbalam.Mam zal,ze obiecywala mi,ze bede chrzestna-bardzo sie cieszylam i czekalam bo kocham dzieci a swoich nie mam- a w ostatecznosci chrzestnymi zostaly 2ie osoby z jej rodziny.Czy walczyc o kontakt z tym bratem czy odpuscic,czy jak bede w Polsce jak dam mu znac,ze go odwiedze a on nie zaprosi,to juz nie kontaktowac sie z nim.
Moj ojciec ze swoja siostra i swoim bratem widzi albo kontaktuje sie z nimi 1 x w roku i wiecej nie potrzebuje,ja kuzynostwo znam tylko na czesc i tyle-analizowalam dlugo i z tym bratem mam podobnie.
Doradzcie mi...
    • froshka66 Re: Brat i ja-urwany kontakt... 06.10.15, 18:53
      Czy walczyc o kontakt z tym bratem

      A jakie widzisz sposoby tej walki? Realne i skuteczne?
      • redlinkatoja Re: Brat i ja-urwany kontakt... 06.10.15, 19:08
        Wlasnie nie wiem.Myslalam o tym,ze jak przyjade do Polski na czas urlopu,to napisze mu smsa typu czy moge do Was wpasc-do niego i jego zony i dzieci.Jesli nie odezwie sie,to zaprzestane kontaktu.Jak znam brata,to mi nie odpisze.I nie bedziemy widziec sie.Rodzenstwo ojca jest takie samo,zero kontaktu ze soba.Rodzenstwo naszej,zmarlej mamy juz nie.To fajna,przyjazna,duza rodzinka,gdzie z kuzynostwem sie kumplujemy,do babci dzwonimy i wpadamy na obiad itp.
        • froshka66 Re: Brat i ja-urwany kontakt... 06.10.15, 19:16
          Najwyraźniej nie widzisz takiego sposobu. To na rozum nie mozesz go zastosowac , skoro go nie widzisz.
    • nammkha Re: Brat i ja-urwany kontakt... 06.10.15, 19:09
      Odpuścić. Nie da się na siłę podtrzymywać kontaktu nawet z rodzeństwem. Dwie strony muszą chcieć. Może przez to, że do tej pory ty się starałaś to on nie musiał? Może kiedy odpuścisz to on sobie o tobie przypomni?
    • napis_z_obrazka Re: Brat i ja-urwany kontakt... 06.10.15, 19:48
      redlinkatoja napisał(a):

      > Pochodze z rodziny toksycznej,wrecz nazwalabym patologiczna
      .
      To jest Ci trudno, ale nie jestes gorsza. Jesli przeszkadzaja Ci w zyciu wzorce z dziecinstwa, to moze warto na terapie. Masz ubezpieczenie? Zorientuj sie, moze warto?

      Mam 2 braci.Z najmlodszym mam dobry kontakt-smsujemy,chodzimy razem na obiad,razem czasami gotujemy jak jestem w Polsce.
      No to nie jest zle. A nawet bardzo dobrze:-)

      Ze starszym a raczej mlodszym o rok,ja-siostra mam 33lata,kontakt minimalny.On pracuje bardzo duzo,ma zone i 2 dzieci.

      Tez uwazam, ze jest dobrze:-)

      Ja jestem osoba samotna,bez partnera i dzieci.

      I nie chcesz zalozyc wlasnej rodziny? Nie chcesz miec partnera?

      Mam nasza nie zyje a ojciec mna sie w ogole nie interesuje,nie mam z nim kontaktu.

      I nie chcesz miec kontaktu z ojcem? Moze tu zrodlo problemow?

      Chcialabym z bratem miec lepszy kontakt ale jak wysylam do niego smsy -nie odpisuje-Jak dzwonie to czasem odbierze,czasem nie i nie oddzwoni.Na imprezy rodzinne typu zareczyny,chrzciny jego dziecka,dowiaduje sie jako ostatnia od drugiego brata albo w ogole.Z bratowa tez nie mam kontaktu i nawet o ten kontakt nie dbam choc wczesniej dbalam.Mam zal,ze obiecywala mi,ze bede chrzestna-bardzo sie cieszylam i czekalam bo kocham dzieci a swoich nie mam- a w ostatecznosci chrzestnymi zostaly 2ie osoby z jej rodziny.Czy walczyc o kontakt z tym bratem czy odpuscic,czy jak bede w Polsce jak dam mu znac,ze go odwiedze a on nie zaprosi,to juz nie kontaktowac sie z nim.
      > Moj ojciec ze swoja siostra i swoim bratem widzi albo kontaktuje sie z nimi 1 x w roku i wiecej nie potrzebuje,ja kuzynostwo znam tylko na czesc i tyle-analizowalam dlugo i z tym bratem mam podobnie.
      > Doradzcie mi...

      Jezeli masz zal do brata i bratowej, to byc moze oni to czuja, wiec spotkanie z Toba, to dyskomfort dla nich. Dasz rade powiedziec bratu, ze nie masz o to zalu? Dasz rade nie miec zalu?
      Byc moze brat mniej lub bardziej swiadomie powiela wzor z wlasnego domu, ze rodzinne kontakty scislejsze ze strony zony? To sie juz stalo. Moze bedziesz chrzestna u mlodszego?
      • redlinkatoja Re: Brat i ja-urwany kontakt... 06.10.15, 20:02
        Dziekuje za wsparcie.Tak,chodze na terapie 3lata.Teraz mam przerwe bo moja psychoterapeutka urodzila niedawno dziecko ,no i ja zdecydowalam sie na prace za granica.Ale mysle o powrocie na terapie chocby na krotko.Jestem sama,bez partnera od ok.5lat.Chcialabym zalozyc rodzine ale jakos mi to nie wychodzi.Od dziecinstwa,ja i moj o rok mlodszy brat chadzalismy roznymi sciezkami,mielismy innych znajomych.Rodzice nasi bardzo sie klocili,wyzywali,bili.Dla mojej mamy,moi bracia byli-najlepsi,ja- ta najgorsza,przynoszaca wstyd rodzinie-za zly kierunek studiow,za wyglad bo bylam pulchna itp.Ojciec mnie nie znosi bo nie jestem jego sprzataczka,praczka,nie oddaje mu swoje wyplaty.On jest emerytem policyjnym,siedzi w domu caly dzien i oglada tv.Mieszkalismy pod jednym dachem ale za to,ze mnie bil jako nastolatke i wyrzucal z domu,nie rozmawiam z nim.Brat powiela schematy z domu rodzinnego ojca.Marze o tym aby byc chrzestna dziecka u najmlodszego brata.
        • zuzi.1 Re: Brat i ja-urwany kontakt... 06.10.15, 21:01
          Dziewczyno skup sie na sobie i mlodszym bracie, a starszego gbura olej, podobnie jak ojca. Szkoda Twojego czasu i zdrowia na ta toksyczna patologie. I ojciec i brat maja nie do konca rowno pod sufitem i dlatego tak sie zachowuja. Trzymaj sie od nich z daleka, dla swojego dobra. Gdyby starszemu bratu klepki w glowie nieco sie przestawily, to kontakt do Ciebie ma.
        • napis_z_obrazka Re: Brat i ja-urwany kontakt... 06.10.15, 21:13
          redlinkatoja napisał(a):

          > Dziekuje za wsparcie.
          Bardzo mi milo.

          Tak,chodze na terapie 3lata.Teraz mam przerwe bo moja psychoterapeutka urodzila niedawno dziecko ,no i ja zdecydowalam sie na prace za granica.Ale mysle o powrocie na terapie chocby na krotko.

          Tzn, ze w Polsce chodzilas na terapie? A teraz jestes za granica? Dobrze zrozumialam?
          Pracujesz legalnie teraz za granica? Masz ubezpieczenie?
          Chodzilo mi, zebys rozwazyla terapie teraz, pracujac za granica.

          Jestem sama,bez partnera od ok.5lat.Chcialabym zalozyc rodzine ale jakos mi to nie wychodzi.

          Skoro prosisz o rade, to moim zdaniem szukaj terapety/tki , ktorzy pomoga Ci w zdobyciu umiejetnosci zalozenia wlasnej rodziny. Bo jakos Ci nie wychodzi a chcesz...


          Od dziecinstwa,ja i moj o rok mlodszy brat chadzalismy roznymi sciezkami,mielismy innych znajomych.

          To nie ma przeslanek, ze nagle bedzie Wam po drodze.
          Mozesz metoda zdartej plyty proponowac spotkanie bratu, ale na to co on zrobi, nie masz wplywu. Na tym etapie Twoj lek przed odrzuceniem, bedzie narazal Cie na frustracje, wiec dobrze sobie skalkuluj;-)

          Rodzice nasi bardzo sie klocili,wyzywali,bili.Dla mojej mamy,moi bracia byli-najlepsi,ja- ta najgorsza,przynoszaca wstyd rodzinie-za zly kierunek studiow,za wyglad bo bylam pulchna itp.Ojciec mnie nie znosi bo nie jestem jego sprzataczka,praczka,nie oddaje mu swoje wyplaty.On jest emerytem policyjnym,siedzi w domu caly dzien i oglada tv.ieszkalismy pod jednym dachem ale za to,ze mnie bil jako nastolatke i wyrzucal z domu,nie rozmawiam z nim.


          To sa Twoje kule u nogi. Ale ja widze w Tobie duzy potencjal. Juz ruszylas do przodu. I o to chodzi!


          Brat powiela schematy z domu rodzinnego ojca.

          Teraz zajmujesz sie soba.


          Marze o tym aby byc chrzestna dziecka u najmlodszego brata.

          OK.
          Moim zdaniem byc dobra ciocia, jest tez wystarczajaco fajnie.
          • redlinkatoja Re: Brat i ja-urwany kontakt... 06.10.15, 21:28
            Tak,jestem za granica a dokladniej w Szwajcarii.Mam umowe,ubezpieczenie.Nie bardzo moge tutaj chodzic na terapie,nie znam az tak dobrze jezyka.Planuje spotkac sie ze swoja terapeutka,poodczas mojego urlopu,gdy bede w Polsce.Mam z nia kontakt mailowy.Po pracy tuutaj mam duyo czasu dla siebie,analizuje,rozwazam,planuje,czytam itp.
            Bardzo dziekuje za odpowiedz pod moim postem.To milo z Twojej strony.
            • napis_z_obrazka Re: Brat i ja-urwany kontakt... 06.10.15, 21:53
              Moja rada metoda zdartej plyty;-) szukaj pomocy w Szwajcarii.

              (Moze masz wreszcie szczescie w nieszczesciu. Slyszalam, ze psychiatria, psychologia sa tam na wysokim poziomie (nie tylko ze wzgledu na polozenie Szwajcarii;-)
              Kwestia jezyka to bedzie problem lekarza, psychologa - wreszcie nie Twoj!
              Ze inni znaja lepiej niemiecki/francuski od Ciebie, ze Twoja znajomosc jest gorsza - na Twoim miejscu, po takich przejsciach, kazdy by tak uwazal;-)
              Idziesz i mowisz, czego chcesz. I nikt sie nie zdziwi, naprawde. Glowa do gory!

              Co nie znaczy, ze masz urwac kontakt z dotychczasowa terapeutka.
              • basiastel Re: Brat i ja-urwany kontakt... 07.10.15, 08:41
                No chyba sobie żartujesz? Sądzisz, że psycholog migusiem pójdzie na kurs j. polskiego?
                • milamala Re: Brat i ja-urwany kontakt... 07.10.15, 09:20
                  Jak sie ma szczescie to mozna trafic na polskiego psychiatre/psychologa-terapeute. Trzeba poszukac, lekarz pierwszego konktaktu kieruje do cos w rodzaj Poradni Zdrowia Psychicznego i tam szukaja terapeuty z np. jezykiem polskim, albo innym w ktorym pacjent sie lepiej posluguje.
                  Ponadto z doswiadczenia wiem, ze ludzie (czesto kobiety) nie wierza w siebie i jakby dobra nie byla znajomosc jej jezyka to i tak dla niej bedzie za malo.
                  Mieszkam w Holandii, moj holenderski jest sredni, bardzo jestem z niego niezadowolona, ale zupelnie nie przeszkadza mi w korzystaniu z tutejszej terapii od kilku lat. Czasem warto sprobowac i czlowiek sie zdziwi.
                  • basiastel Re: Brat i ja-urwany kontakt... 07.10.15, 13:42
                    Zgadzam się, że można trafić na lekarza Polaka. Zgadzam się też z faktem, że nawet z ograniczoną znajomością języka można się doskonale porozumieć. Ale ze stwierdzeniem, że problem języka, to problem lekarza nijak się nie zgodzę.
                    • milamala Re: Brat i ja-urwany kontakt... 07.10.15, 19:50
                      basiastel napisała:

                      "Ale ze st
                      > wierdzeniem, że problem języka, to problem lekarza nijak się nie zgodzę."

                      Nie wiem, moze chodzilo o to, ze placowka szuka lekarza dla pacjenta. No, ale to nie takie proste dla placowki. Moze powiedziec: mamy dla pani/pana lekarza Polaka, ale najblizszy mieszka np. 200 km od pani, co pani na to. I wtedy placowka wiele zrobic wiecej nie moze.
                      • basiastel Re: Brat i ja-urwany kontakt... 07.10.15, 20:42
                        Dokładnie tak, stwierdzenie, że ograniczenie językowe to problem lekarza jest śmieszne. Jakiś totalny brak znajomości realiów. Nawet Szwajcarzy nie ściągną Polaka -psychologa do pacjentki. Nawiasem mówiąc, bardziej by się przydała jakaś przyjaciółka do wygadania.
    • vilez Re: Brat i ja-urwany kontakt... 06.10.15, 21:50
      Jeśli brat ma wypełniać pustkę w Twoim życiu (brak partnera, brak dzieci)- to byłoby instrumentalne traktowanie jego osoby. Może brat czuje Twoją presję na ten aspekt i instynktownie broni się przed taką instrumentalizacją?
      Na taką instrumentalizację wskazywałby ten fragment Twojej wypowiedzi: " bo kocham dzieci a swoich nie mam". To naprawdę nie jest dobry powód do bycia chrzestną.

      A może to kwestia proporcji? Że zwyczajnie on to tak odbiera, że za dużo dzwonisz, za dużo tego wszystkiego- w takim znaczeniu, że gdybyś miała rodzinę, to byłoby tego z Twojej strony mniej? Że to jest kwestia stopnia, a nie konkretnie tego, czy w ogóle brat chce czy też nie chce utrzymywać z Tobą relację.

      Pozostaje też taka możliwość, ze nie macie sobie niczego szczególnego do zaoferowania. Wtedy nawet więzy krwi tracą na znaczeniu. Bo jak się nie ma o czym rozmawiać, prowadzi mocno inny tryb/model życia, ustaje wymiana (myśli, emocji, dóbr). I świętybożeniepomoże. Może coś takiego u Was zachodzi?

      Ja bym go nie naciskała. Bo może być tak, że im bardziej będziesz naciskać, tym on bardziej będzie uciekał.
      Takich spraw nie da rady wymóc na kimś- tak, by to nie skończyło źle.
      • napis_z_obrazka Re: Brat i ja-urwany kontakt... 07.10.15, 00:24
        Vilez, zgadzam sie z Toba (jak zwykle zreszta;-), ze jest ryzyko, ze brat Redlinki odbierze, ze siostra sie narzuca.
        Mnie chodzi o to, czy Redlinka juz sie pozegnala z niedoszla rola chrzestnej.
        I pogodzona z tym odrzuceniem (bo byla taka obietnica) jest w stanie wejsc tylko w role siostry, szwagierki, cioci?


        vilez napisała:
        > Jeśli brat ma wypełniać pustkę w Twoim życiu (brak partnera, brak dzieci)- to b
        > yłoby instrumentalne traktowanie jego osoby. Może brat czuje Twoją presję na te
        > n aspekt i instynktownie broni się przed taką instrumentalizacją?
        > Na taką instrumentalizację wskazywałby ten fragment Twojej wypowiedzi: " bo koc
        > ham dzieci a swoich nie mam". To naprawdę nie jest dobry powód do bycia chrzest
        > ną.
        >

        Ale zdarza sie, ze ludzie wybieraja chrzestna na pocieszenie jej, bo nie ma swoich dzieci, to niech chociaz bedzie matka chrzestna. Ja zrozumialam, ze Redlinka oczekiwala takiego pocieszenia, bo ona by tak zrobila np. dla bezdzietnej siostry.
        I to tez nie jest dobry powod do bycia chrzestna. Moim zdaniem brat wyswiadczyl jej przysluge, bo sa lepsze powody, niz ten widziany przez Redlinke.



        > A może to kwestia proporcji? Że zwyczajnie on to tak odbiera, że za dużo dzwoni
        > sz, za dużo tego wszystkiego- w takim znaczeniu, że gdybyś miała rodzinę, to by
        > łoby tego z Twojej strony mniej? Że to jest kwestia stopnia, a nie konkretnie t
        > ego, czy w ogóle brat chce czy też nie chce utrzymywać z Tobą relację.
        >

        Jesli tak by bylo, to ladna widokowka z informacja, ze Redlinka bedzie w Polsce od....do i chetnie sie spotka i oczekuje propozycji gdzie i kiedy, moze nie zaszkodzi?;-)
        Bo bedzie krotko i zaraz jej nie bedzie.
        1x zaryzykowalabym jeszcze;-)


        > Pozostaje też taka możliwość, ze nie macie sobie niczego szczególnego do zaofer
        > owania. Wtedy nawet więzy krwi tracą na znaczeniu. Bo jak się nie ma o czym roz
        > mawiać, prowadzi mocno inny tryb/model życia, ustaje wymiana (myśli, emocji, d
        > óbr). I świętybożeniepomoże. Może coś takiego u Was zachodzi?


        A jesli dla Redlinki wiezy krwi nadal nie traca na znaczeniu? Jest po 3letniej terapii, ma wglad.
        Chce w roli cioci byc OK, chce spotkac sie z bratanica/bratankiem i to proponuje. Co zrobi brat, to jego decyzja.
        >
        > Ja bym go nie naciskała. Bo może być tak, że im bardziej będziesz naciskać, tym
        > on bardziej będzie uciekał.
        > Takich spraw nie da rady wymóc na kimś- tak, by to nie skończyło źle.


        Poza oczekiwaniem/z(rz)adaniem spotkania, jest jeszcze opcja wyrazenia checi/prosby o spotkanie. I zgody na odmowe brata bez urazy. Chodzi mi o wyrazenie jej gotowosci nawiazania kontaktow, ze Redlinka nie odcina sie.
        To jest w tytule jej watku. Brat i ja - urwany kontakt...

        Wlasciwie jestem bezradna. Nie wiem, czy na tak pokiereszowanego brata lepszy kubel zimnej wody, czy kropla drazaca skale.
        • vilez Re: Brat i ja-urwany kontakt... 07.10.15, 08:10
          W żadnym razie nie postuluję działań w kierunku zerwania relacji :-) Po prostu dopytuję- w zakresie ewentualnych przyczyn. Bo na razie, to nie wiemy, jak się to wszystko układało w ciągu przyczynowo-skutkowym: czy było coś po stronie autorki, czy raczej jest brata i bratowej...

          Wyrazić chęć spotkania- jak najbardziej. I czekać na reakcję brata i bratowej. Byle to nie było inwazyjne (o ile w ogóle jest).
          Ja bym też od czasu do czasu wysłała coś od siebie dla dzieci: książeczki, zabawki itp. Ciocia mieszka za granicą, więc z pewnością znajdą się jakieś atrakcyjne dla dzieci (nie chodzi o kosztowne) rzeczy, których nie ma w Polsce. Tak, żeby bratankowie mieli świadomość, że ciocia istnieje i o nich myśli.

          Tutaj chyba - ze względu na komplikacje rodzinne (rodzina toksyczna) - zachodzą zarówno zaszłości z nienajlepszej dawnej relacji między rodzeństwem, jak i skutki wychowywania się w takiej rodzinie. Brat może też potrzebować terapii, i być może bez tej terapii ich dzisiejsze relacje nie ruszą w lepszym kierunku. To może być "niczyja wina"- tylko właśnie nieszczęsne dziedzictwo rodzinne. Czy tak jest, to oczywiście nie wiemy, ale jeśli tak jest, to bym radziła autorce tak spojrzeć na brata- jak na siebie samą sprzed terapii. Ona jest już PO, ale on może być właśnie-SPRZED. I wtedy trzeba by i cierpliwości, i być może uświadomienia bratu problemu.

          Można też próbować działać przez drugiego brata. W sensie, że on pomoże "rozgryźć" sytuację i/lub uświadom bratu, gdzie jest problem.
          • zuzi.1 Re: Brat i ja-urwany kontakt... 07.10.15, 08:57
            Z tego co autorka napisala juz wielokrotnie wykazywala swoja inicjatywe w stosunku do starszego brata i wielokrotnie zostala zignorowana i pominieta, nawet mimo wczesniejszych obietnic. Autorka napisala rowniez ze brat w kwestii kontaktow rodzinnych przypomina ojca, wiec charakterologicznie ten czlowiek do ojca moze byc zwyczajnie podobny. A zlego czlowieka nie da sie zmienic w dobrego jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki, za sugestie terapii dla starszego brata autorka moze uslyszec w swoim kierunku pare inwektyw co najwyzej.Tacy ludzie sa zamknieci na innych i przeswiadczeni o swojej doskonalosci.
            • vilez Re: Brat i ja-urwany kontakt... 07.10.15, 10:31
              > brat w kwestii kontaktow rodzinnych przypomina ojca

              A każdy pijak to złodziej...

              > A zlego czlowieka nie da sie zmienic w dobrego

              Jaaakie wielkie kwantyfikatory... Skąd Ty wiesz, kto jest dobry a kto zły?
    • amb25 Re: Brat i ja-urwany kontakt... 07.10.15, 09:23
      Ogolnie to mam troche podobna sytuacje. Moja siostra meiszka z rodzicami ja za granica z dzieckiem. Kiedy do nich przyjezdzam ona potrafi np. siedzeic caly dzien w pokoju i jesli ja nie pojde i sie nie przywitam, to ona czesto nie przyjdzie, czasem zdaza sie, ze np. ja przyjezdzam po poludniu to ona akurat w ten dzien (a przyjezdzam srednio raz do roku) jest umowiona ze znajomymi (na calonocna impreze np. we wtorek) itp itd. Wiec sie jej nie narzucam. Kontaktu nie zerwalam ale tez go nie podtrzymuje. Jesli przyjezdzam i ona wyjdzie z pokoju i nawet nie powie czesc to ja tez sie nie witam. Traktuje ja dokladnie tak jak ona mnie.
      I mam druga siostre, zamezna z dzieckiem. Ona z kolei zaraz jak sie dowie, ze jestem to stara sie zorganizowac czas zebysmy sie spotkaly, choc na chwile. I to doceniam, wiec ja tez dla niej staram sie znalezc czas.
      Co do terapi nie ma sensu chodzic w szwajcarii, chyba, ze znajdziesz terapeute, ktorego jezykiem rodzinnym jest polski. Przy delikatnych i trudnych tematach czasem decyduje kontekst, dobor slow, ton glosu, zabarwienie emocjonalne itp. I Jesli prowadzicie terapie w obcym jezyku (a najprawdopodbniej ang.nie jest twoim jezykiem rodzinnym ani ew. terapeuty) to terapia duzo traci albo wrecz staje sie niemozliwa. Pewnie sa rodzaje terapii, w ktorej jezyk i kontekst kulturowy nie jest az tak istotny ale to moze poradzic p. Agnieszka.
      A ode mnie - ja tez mialam trudne dziecinstwo- nie rozczulaj sie tak nad soba, bylo minelo, patrze w przyszlosc. Ty jestes dorosla i ty kierujesz swoim zyciem. Te negatywne wspomnienia gdzies zawsze w tobie beda, nawet po terapii - tego nie da sie zapomniec ale mozna zyc i nad nimi zapanowac.
    • milamala Re: Brat i ja-urwany kontakt... 07.10.15, 10:24
      Nic na sile. Dalabym jeszcze bratu szanse na kontakt (choc nei oczekiwalabym ze z niego skorzysta) i zrezygnowala z tej relacji. Nie zbudujesz z nikim relacji na sile. Czasem trzeba sie wycofac i energie wlozyc na poszukiwanie innych satysfakcjonujacych relacji.
    • mozambique Re: Brat i ja-urwany kontakt... 07.10.15, 10:47
      jak łądna czarno-biała historia

      w niej redlink jest jedyna pozytwną postacią ( wlasciwie nie ma wad , sądżac z opisu ) a reszta rodziny to patologia, samoluby, egocentrycy, a wlasciei to prawie mobberzy (patrz - brak zaproszenia uroczystosci rodzinne)

      jakos nikt nie zwrocił uwagi na to ze skoro prze kilka lat brat ( a wlaciciwe bracia) siostry nie zparaszają, nie utrzymują kontaktu i na kontakt nie odpowiadaja to moze jest jakis poważny powód w samej autorce , dla ktorego rodzina jej nie lubi, nie chce i własciwie nie zauważa ? moze czas zrobic porządny rachunek sumienia ?

      bo argument ze to dlatego ze brat jest podobny do ojca - jest po prostu komiczny
      • zuzi.1 Re: Brat i ja-urwany kontakt... 07.10.15, 11:25
        Autorka nie ma kontaktu tylko z przemocowym ojcem i ignorujacym ja starszym bratem, kontakt z mlodszym bratem ma dobry. Niestety toksyczne cechy charakteru przejmuja wybrancy z kolejnych pokolen, genetyka o tym decyduje. Jak ktos ma pecha, to dziedziczy geny po toksycznym, przemocowym ojcu.
        • vilez Re: Brat i ja-urwany kontakt... 07.10.15, 14:56
          Któreż to geny odpowiadają za przemocowość i toksyczność? Nobel.
          • alpepe Re: Brat i ja-urwany kontakt... 07.10.15, 16:12
            A co, chcesz konkretnie wiedzieć, które?
            Opis temperamentu nie wziął się z powietrza. U ludzi różnie funkcjonują hormony, w różnym stopniu są wydzielane, nie każda kobieta jest zła jak osa przed okresem, tak samo nie każdy mężczyzna tylko z powodu wysokiego poziomu testosteronu będzie się wdawał w bójki i dążył nieustannie do miłości fizycznej.
            Ja i ojciec moich dzieci mamy różne temperamenty i widzę to po córkach, jedna jest podobna do ojca, nieco flegmatyczna, bardzo towarzyska, druga, nazywaliśmy ją, jak była mała, imieniem mojego ojca: mały..., bo taka podobna fizycznie z twarzy do mojego ojca, choleryka, również jest choleryczką. Jak jej coś nie przypasuje, to reaguje agresją, nie da sobie nic wytłumaczyć. U starszej mi się to nie zdarzało, jak tylko zaczynała coś marudzić, wiedziałam, ma niski poziom cukru, niech coś zje, jest chora, jest zmęczona, można było jej przygadać po dobroci i dziecko wracało do równowagi. Młodsza zaś zachowuje się jak mój ojciec, żadne argumenty w momencie ataku wściekłości/rozpaczy do niej nie przemawiają. Również środki zapobiegawcze typu kanapka na szybko nie skutkują. I nie, nie podejrzała tego ode mnie, bo ja nigdy aż tak nie reagowałam, bardziej mój brat, a już na pewno nie od mojego ojca, bo go zwyczajnie widuje może dwa razy w roku, więc nie można mówić, że zmałpowała jego sposób reakcji.
            • vilez Re: Brat i ja-urwany kontakt... 07.10.15, 17:11
              No, chciałabym się dowiedzieć, które konkretnie ;) Np. taki MAOA czy co inszego. Doniosę moim kolegom, którzy się biedzą nad skomplikowaniem uwarunkowań socjalizacyjnych i powiem, że bach- gen a siaki, i róbta se wakacje zamiast się męczyć.
              • zuzi.1 Re: Brat i ja-urwany kontakt... 07.10.15, 19:55
                Specjalnie dla Ciebie sprawdzilam :-) gen nazywa sie VILEZOA !
                • vilez Re: Brat i ja-urwany kontakt... 08.10.15, 20:17
                  Hehhehhhhe, czyli- nie ma takiego genu :) Ale doceniam [próbę...dowcipu :D

                  Pytanie brzmi: po co gadać takie bzdury, że to kwestia genetyczna? Czyżby ten gen to był kolejny kandydat na podium "ignor- Nobla" ( na miarę ŻR of course)?
              • ewelina.90 Re: Brat i ja-urwany kontakt... 12.10.15, 09:00
                MAO A to nie jest przypadkiem receptor?a nie gen?
                • vilez Re: Brat i ja-urwany kontakt... 12.10.15, 21:51
                  MAOA a MAO-A
      • milamala Re: Brat i ja-urwany kontakt... 07.10.15, 11:30
        Jak chodzi o scislosc to autorka ma z jednym bratem bardzo dobre relacje. Wiec chyba nie do konca jest tak jak mowisz.
        A zreszta normalne jest ze samych siebie widzimy w relacjach towarzysko-rodzinnych w rozowych barwach. Zadna to anomalia ze strony autorki watku.
        • alpepe Re: Brat i ja-urwany kontakt... 07.10.15, 15:43
          Nie wiem, jak to jest z relacjami, na forum Kobieta autorka się radzi, co zrobić ze swoim dobytkiem, który jest w domu rodzinnym. Jakoś o życzliwym najmłodszym bracie nie wspomina. Tak samo o ciotkach, babciach czy kuzynach.
          • aankaa Re: Brat i ja-urwany kontakt... 07.10.15, 20:28
            ów życzliwy brat być może toleruje siostrę bo rzadko ją widzi ? Raz na pół roku można sobie razem pogotować, krótka pogawędka czy sms też szczególnie nie bolą. A drugi utrzymywane na siłę więzy rodzinne ma w ... ?
          • mozambique Re: Brat i ja-urwany kontakt... 08.10.15, 09:05
            10/10
            • vilez Re: Brat i ja-urwany kontakt... 08.10.15, 20:18
              Może tak być.
    • hybriska Re: Brat i ja-urwany kontakt... 08.10.15, 20:29
      "Mam zal,ze obiecywala mi,ze bede chrzestna-bardzo sie cieszylam i czekalam" kurcze, to co sie stalo w miedzyczasie ze do tego nie doszlo?
    • amareta30 Re: Brat i ja-urwany kontakt... 11.10.15, 13:47
      można szczerze pogadac i to chyba najlepsze rozwiązanie, ale moim zdaniem nie powinnaś niczego robić na siłę. A czy to nie jest trochę tak, że chcesz kontaktów z bratem bo czujesz się samotnie? Czy gdybyś miałą swoją rodzinę, to zależałoby Ci tak samo?
    • blue_meerkat Re: Brat i ja-urwany kontakt... 12.10.15, 19:51
      Mam podobna sytuacje, I dochodze do wniosku ze jedyne co moge zrobic to zaakceptowac bardzo minimalny kontakt z bratem w formie na ktora on sie zgadza czyli glownie sluchanie gdy mowi o sobie, szczescie/nieszczescie widujemy sie raz na rok. Bardzo chcialabym miec nietoksyczna rodzine z ktora moge porozmawiac, ktora interesuje sie moim zyciem, ale mam taka jaka mam. Mam wybor miedzy zerowym kontaktem z czescia rodziny, albo minimalnym kontaktem z osobami mocno egocentrycznymi, z silnym rysem narcystycznym. Jesli kontakty sie kiedys polepsza to bedzie super, ale szanse widze na razie marne. Nikogo nie mozna zmienic na sile.
Pełna wersja