Nie radzę sobie, czy jestem złą matką?

11.10.15, 18:47
Moja córka jest na ogół cudowną, uroczą dziewczynką. Wszyscy, którzy ją poznali zachwycają się jej elokwencją, bystrością i urokiem osobistym. Córka moja rzeczywiście jest inteligentna ponad przeciętną, powtarzają to panie z przedszkola, pani psycholog, logopeda, pani od tańca i angielskiego idt. Itp. Generalnie powinnam być jedynie dumna, że mam taką wspaniałą córkę, pięciolatkę, która sama nauczyła się czytać i pisać a po angielsku mówi z doskonałym akcentem. Powinnam pękać z dumy gdy każdy kto miał z nią styczność powtarza jaka jest urocza i empatyczna. No właśnie… Jestem dumna z każdego jej osiągnięcia, kocham ją bardzo i tak samo byłabym dumna i kochałabym ją gdyby nie była tak inteligentna i urocza. Kocham moją córkę i bardzo się o nią boję bo tylko ja znam drugie oblicze naszego dziecka. Kiedy jesteśmy same, moja córka zaczyna zachowywać się bardzo źle, jest bardzo złośliwa, nie słucha, krzyczy, brzydko się do nas odzywa. Niestety takie zachowanie moja córka prezentuje tylko w obecności mojej i mojego męża, nikt inny nigdy nie widział u niej wybuchów złości, nie słyszał tych wszystkich brzydkich słów, których używa. Rozmawiałam o tym z mężem ale on twierdzi, że córka z tego wyrośnie. Też uważam, że histerie i ataki złości zdarzają się czasem każdemu dziecku i nie drążyłabym tematu ale czasem mam wrażenie, że moja córka albo nie pamięta tych swoich ataków furii albo jest wyrachowana. Tak czy inaczej obawiam się, że moja córka ma poważny problem z psychiką. Byłam u psychologa ale pani psycholog po rozmowie z córką stwierdziła tylko, że mała jest bardzo inteligentna i potrafi manipulować. Zaczęłam analizować swoje zachowanie wobec córki, nasze relacje rodzinne i nie znajduję nic co mogłoby wpływać tak destrukcyjnie na psychikę dziecka. Jesteśmy szczęśliwą rodziną, robimy wszystko co w naszej mocy aby nasze dzieci miały szczęśliwe dzieciństwo. Mamy jeszcze syna, z którym nie mamy żadnych problemów wychowawczych. Wobec córki czuję się bezsilna, nie potrafię poradzić sobie z jej zachowaniem i czuję, że nie mam zrozumienia u bliskich, wszyscy uważają, że nawet jeśli córce zdarza się źle zachować to na pewno jest to sporadyczne i nie tak drastyczne jak to przedstawiam. A wydaje mi się, że jednak nie wyolbrzymiam. Przykład z dziś: córce wpadła do toalety drobna zabawka. Zaczęło się niewinnie od płaczu i żądania wyłowienia zabawki. W związku z tym, że zabawka wpłynęła głęboko i nie można jej było wyciągnąć zaczęły się krzyki. Córka nie zaczęła tylko płakać (co w tej sytuacji u pięciolatki nie byłoby niczym nadzwyczajnym), zaczęła wręcz wyć i z całej siły krzyczeć. Im bardziej prosiłam ją aby nie krzyczała, tym głośniej wrzeszczała. Na miejscu naszych sąsiadów już dawno zadzwoniłabym na policję w obawie, że za ścianą ktoś maltretuje dziecko bo oprócz decybeli słychać też „zostawcie mnie, proszę, zostawcie mnie” co jest reakcją na próby uspokojenia jej. Gdy na próby uspokajającego przytulenia moja córka zareagowała gryzieniem i kopniakami i jeszcze większym wrzaskiem, coś we mnie pękło. Po raz pierwszy rozpłakałam się z bezsilności przy dzieciach i o dziwo to uspokoiło moją córkę a mnie przeraziło. Kocham moją córkę ale nie mam już siły, problemy wychowawcze zaczynają mnie przerastać i boję się, że za chwilę zacznę traktować moją córkę z niechęcią, że zacznę się od niej odsuwać a nie wybaczyłabym sobie gdyby choć przez moment pomyślała, że jej nie kocham. Sama miałam trudne dzieciństwo, z despotyczną, toksyczną matką i zawsze chciałam aby moje dzieci miały szczęśliwe dzieciństwo. Boję się, że kiedyś pęknę i zacznę popełniać błędy mojej matki.
Wiem, że internet to nie jest idealne miejsce na rozwiązywanie swoich problemów ale bardzo potrzebowałam wyrzucić z siebie to wszystko.
    • enith Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 11.10.15, 19:05
      Zacznij nagrywać ataki córki na dyktafon lub ustaw gdzieś kamerę poza jej zasięgiem. Nagraj kilka takich epizodów i z tym idź do lekarza dziecka. Nikt wtedy nie będzie ci wmawiał, że zmyślasz lub wyolbrzymiasz, bo będą mogli naocznie przekonać się o tym, co dzieje się w zaciszu waszego domu. Dziwię się zresztą, że lekarz/lekarze, którym wspominaliście o problemie, sami nie zaproponowali takiego rozwiązania, zwłaszcza pani psycholog, z którą się konsultowałaś w sprawie córki.
    • vilez Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 11.10.15, 19:10
      >Byłam u psychologa ale pani psycholog po rozmowie z córką stwierdziła tylko, że mała je
      > st bardzo inteligentna i potrafi manipulować.

      I na tym bym się skupiła. Jest inteligentna i potrafi manipulować. No tak jest. Nie daj sobą manipulować. Poczytaj o tym, jak radzić sobie z szantażem stosowanym przez małe dzieci.
      Córka czuje, że może Tobą manipulować. Postaw granice.

      > czasem mam wrażenie, że
      > moja córka albo nie pamięta tych swoich ataków furii albo jest wyrachowana

      Pięciolatka wyrachowana? Nie przesadzasz? Nie przelewasz swoje frustracji wynikającej z tego, ze nie radzisz sobie z córką na nią?

      > obawiam się, że moja córka ma poważny problem z psychiką.

      Ponawiam pytanie: pięciolatka? Taka "diagnoza" w odniesieniu do małego dziecka? skąd taki radykalizm?
      Może wiąże się on z tym, co poniżej:

      > nie wybaczyłabym sobie gdyby choć przez moment pomyślała, że jej nie kocham

      i z tym:

      > Sama miałam trudne dzieciństwo, z despotyczną
      > , toksyczną matką i zawsze chciałam aby moje dzieci miały szczęśliwe dzieciństwo

      Czyli: ustępujesz, bo nie radzisz sobie z nieprzerobionymi lękami z Twojego życia . Brałaś to pod uwagę? Czy nie dlatego tłumisz negatywne uczucia? Uczucie gniewu, złości. Dlaczego niby one miałyby prowadzić do uczucia "braku miłości"? Czy nie jest tak, że tłumisz trudne uczucia, bo dopisujesz im negatywne znaczenie? Gniew, złość to nie "brak miłości". Daj sobie prawo do odczuwania tego typu uczuć.

      Oczywiście, że jest możliwe, iż Twoja córka ostatecznie okaże się psychopatką, ale uważam, że zdecydowanie za szybko (pięciolatka!), by iść w tym kierunku.
      Masz inteligentne dziecko, które wykorzystuje luki wychowawcze. No co robić... czas ogarnąć poznawczo możliwości córki i im stawić czoła :-)
      • pade Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 12.10.15, 09:39
        Autorko, proponuję, żebyś bardzo poważnie wzięła pod uwagę to, co napisała Vilez.
        Tak bardzo boisz się, że będziesz taka, jak Twoja matka, że tłumisz złość czy gniew wtedy, gdy jest jak najbardziej adekwatna do sytuacji. Córka to wyczuła i korzysta.
        Uporaj się ze swoją przeszłością i zacznij stawiać córce granice.
        Aha, piszę to z doświadczenia:)
    • iziula1 Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 11.10.15, 19:14
      Nie wierzę w wyrachowanie lub psychiczne problemy u 5 cio latki tak jak nie wierzę w syna który nie sprawia żadnych kłopotów. Idealny syn, diaboliczna córka ?
      Intuicja podpowiada mi olbrzymie problemy w waszych rodzinnych relacjach z którymi wasze dzieci sobie próbują jakoś radzić. Jak widać córkę to przerasta. Terapia, psycholog rodzinny i to szybko. Lukrowany i tęczowy obrazek jaki nam tu rysujesz jest kłamstwem.
      • iziula1 Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 11.10.15, 19:23
        Pierwsza myśl:może przestań tak zachwycać się córką.Te ochy i achy na codzień stają się brzemieniem nie do udzwigniecia przez dziecko.
        Jak córka zaczęła rozpaczac za utracona zabawka czy dałaś jej przestrzeń do przeżycia żalu? Przytuliłaś lub pozwoliłaś się wykrzyczeć? Czy tylko skupilas się na tym co pomyślą sąsiedzi?
        Nie oceniam,próbuje zebrać więcej szczegółów.
        • vilez Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 11.10.15, 19:36
          Masz rację z" tym językiem opisu rodzinnej rzeczywistości. To "ucudownianie" ("cudowna, urocza dziewczynka itp). [ Będzie lekki off top: zaobserwowałam, że gdy ktoś opisuje swoje małżeńskie problemy, to tytułem wstępu pisze o "cudownych dzieciach" ("mamy cudowne dziecko/dzieci"].
          Moim zdania to zasłona psychiczna dla problemów, w każdym razie: symptomatyczne.
        • mag1982 Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 11.10.15, 19:36
          No właśnie, tez mam córkę w podobnym wieku i wiem, że w takich przypadkach jak odpisałaś pozostaje służyć ramieniem do wypłakania. I druga sprawa, jak dziecko sypia? U mojej zbyt mało snu odbija się baaardzo na zachowaniu.
        • m.jak.matka Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 11.10.15, 19:58
          Pierwsze co robię w chwili ataku histerii to mocne przytulenie, czasem to działa. Nie skupiam się na tym co myślą sąsiedzi, napisałam o tym aby podkreślić, że nie jest to taki sobie normalny dziecięcy krzyk. Córką zachwycam się tak jak synem, chwalę ich za drobne rzeczy ale staram się nikogo nie faworyzować, o zachwytach nad nią napisałam aby ukazać kontrast w jej zachowaniu, jak inny obraz mojej córki widzą inni, bo naprawdę nikt nie jest w stanie uwierzyć, że ona może się źle zachowywać. Jestem dumna z córki tak jak z syna i uprzedzając: nie oczekuję, że będą we wszystkim najlepsi, chcę tylko żeby byli szczęśliwi. Mój syn nie jest ideałem i nigdzie tego nie napisałam, bywa niegrzeczny, standardowo, ale nie nazwałabym tego problemami wychowawczymi. Córka nie jest diaboliczna, ma problemy, z którym ja przestaję sobie radzić. Jeśli chodzi o relacje rodzinne to intuicja cię myli. Nigdzie nie rysowałam lukrowanego i tęczowego obrazka mojej rodziny, jesteśmy normalną, szczęśliwą rodziną, nie mamy problemów finansowych, nie ma między mną i mężem żadnych napięć a jeśli się sprzeczamy (co uważam, że jest normalne i zdrowe) to nie robimy tego w obecności dzieci. Jedynie sen z powiek spędza nam strach o przyszłość naszej córki. Mój mąż wierzy, że ona z tego wyrośnie, ja też kiedyś tak myślałam a teraz po prostu się boję. Myślałam czy to nie asperger lub inne zaburzenie, nie znam się i nie chcę wymyślać dziecku chorób. Przykro mi, że zarzucasz mi kłamstwo, dlaczego miałabym to robić? Napisałam ten wątek aby przede wszystkim zrzucić z siebie trudne emocje, nie rozumiem co miałoby dać mi kłamstwo na jakikolwiek temat?
          • szpil1 Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 11.10.15, 20:06
            m.jak.matka napisał(a):

            Przykro mi, że zarzucasz mi kłamstwo, dlaczego miałabym to robić? Na
            > pisałam ten wątek aby przede wszystkim zrzucić z siebie trudne emocje, nie rozu
            > miem co miałoby dać mi kłamstwo na jakikolwiek temat?


            Ja myślę, ze nikt Ci kłamstwa nie zarzuca. Dziewczynom chyba chodzi o to, że nieświadomie idealizujesz syna i rodzinę, bo nie chcesz dostrzec jakiegoś problemu w relacjach rodzinnych, który ma wpływ na zachowanie córki.

          • iziula1 Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 11.10.15, 21:21
            Nie napisałam,że kłamiesz. Napisałam,że obraz twojej rodziny jaki tworzysz jest kłamstwem.

            Podejrzewam też że córka jest inna niż oczekujesz, bo... No właśnie bo.
            Na zewnątrz idealna, chwalona, cud! W domu diabeł wcielony. Ja widzę to tak: córka na zewnątrz nakłada maskę dziecka idealnego - tego od niej się oczekuję. A ponieważ nie można przez 100% udawać bez szkody dla siebie w domu z powodu "drobiazgu" puszczają hamulce.
            Myślę,że jest to wzór zachowań wyniesiony z domu - ty nie kłócisz się z mężem przy dzieciach ( a tak a propo co jest złego w tym że dzieci zobaczą nieidealny obraz kochających się rodziców?) robisz to w ukryciu , na zewnątrz dla dzieci jesteście idealni. Twój syn jak widać idealnie wpasował się w idealną rodzinę i nie sprawia problemów a nawet jeśli są nie warte twojej uwagi.
            Natomiast córka tłumi wulkan emocji w sobie, nie jest w stanie go zbyt długo utrzymać by nie wybuchnąć.
            Jak myślisz dlaczego córka przestała histeryzować kiedy zobaczyła twój niepohamowany wybuch bezradności?
            Nie oceniam Cię, widzę tylko w twoim opisie strasznie zagubione dziecko, zagubioną matkę w zbyt idealnym opakowaniu.W tle zagubiony syn.
            Dobrze,że tu piszesz, dostaniesz wsparcie. Nie ma nic złego w "złych emocjach". Można płakać, krzyczeć, złościć się, okazywać emocje, tupać nogami, mieć focha. Pozwól na te emocje córce i synowi. Sobie też :)
      • enith Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 11.10.15, 19:36
        ziula1 napisała:

        > Nie wierzę w wyrachowanie lub psychiczne problemy u 5 cio latki tak jak nie wie
        > rzę w syna który nie sprawia żadnych kłopotów. Idealny syn, diaboliczna córka ?

        Założę się, że syn wcale nie jest idealny, no, ale w porównaniu z siostrą, z którą matka nie daje sobie rady, jest prawie święty. Każde dziecko porównane z tak odbieraną przez matkę dziewczynką byłoby uważane za idealne. Kwestia percepcji.
        Ciekawa jestem, kiedy to się zaczęło? Nie przypadkiem wraz z pojawieniem się syna na świecie, gdy córka przywyczajona do ochów i achów otoczenia musiała ustąpić miejsca i pozycji młodszemu bratu?
        • m.jak.matka Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 11.10.15, 20:02
          To syn jest starszy i tak jak napisałam trochę wyżej nie jest chodzącym ideałem ale nie mamy z nim problemów wychowawczych.
          • audrey2 Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 11.10.15, 20:11
            nie chodzi o jawne czy intencjonalne kłamstwo, moim zdaniem. Raczej o to, jak widzisz swoją rodzinę. Być może rzeczywiście warto pójść do terapeuty i porozmawiać. O sobie. O tym, jak Ty się czujesz. Może to pomoże jakoś uporządkować i zrozumieć siebie i przełoży się na sytuację rodzinną. jak rozumiem, jestes przybita sytuacją w domu i przerażona (chyba to adekwatne słowo, ale może jest na wyrost) zachowaniem córki. Pomyślalam podobnie, jak koleżanka wyżej - dziecko Ci mówi, czego potrzebuje. jeśli płacze, krzyczy, coś silnie przeżywa, to być może wcale nie chce być wtedy przytulona, tylko potrzebuje mieć przestrzeń, zeby sobie z tym poradzić. Dosłownie mieć przestrzeń, czyli nie być przytulana i przestrzeń w Tobie, czyli Twoją zgodę na jej wściekłość, żal, smutek, czyli adekwatne emocje w sytuacji jakiejś straty. Zgadzam się też z iziulą, że jest jakis rozbity obraz Twojej córki - na idealnego przedszkolaka i diabolicznego domownika. A tak przeciez nie jest. Ona ani nie jest taka idealna poza domem, ani taka straszna w domu. Ciekawe więc, dlaczego tak ją widzisz/widzicie? Może warto się temu przyjrzeć?
        • jehanette Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 13.10.15, 15:57
          A może od córki wymaga się czegoś innego niż od syna i ona tego nie wytrzymuje? Mówię tu o płci kulturowej czyli o Potforze Gender ;) Od dziewczynki oczekuje się by była grzeczna, spokojna, poukładana chłopcu na więcej się przyzwala. Te emocje tłumione w myśl oczekiwań otoczenia eksplodują potem w domu, przy "drobiazgach".
    • asia_i_p Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 11.10.15, 21:46
      Obie jesteście spięte. Ona próbuje stawać na poziomie tego obrazu jej, jaki jej wszyscy przekazują w pochwałach. Ty starasz się, żeby nie upodobnić się do swojej matki.

      Mała najprawdopodobniej wyczuwa twoje napięcie, dochodzi do tego jej własne i rozładowuje to tak, jak potrafi. Wszczyna awanturę i po tej awanturze czuje ulgę. Czysto fizyczną, bo się wywrzeszczała, ale też wyczuwa, że u ciebie spada napięcie. Bo pewnie spada, jeżeli kolejną awanturę przetrwałaś utrzymując narzucony sobie poziom cierpliwości.

      Musicie jakoś dać sobie luz. Mała musi wiedzieć, że nie zawsze musi być najlepsza, a ty musisz być gotowa czasem na nią nawet krzyknąć i nie załamać się w wyrzutach sumienia.

      Aha - moja córka zazwyczaj stawała się diablęciem, kiedy ją traktowałam nieadekwatnie do wieku. Kiedy się dostosowywałam i zaczynałam traktować poważniej, złość przechodziła, i tak do następnego razu.
    • milamala Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 11.10.15, 21:56
      Jaka byla Twoja corka od urodzenia? Czy mialas trudnosci wychowawcze juz wczesniej? Kiedy to sie zaczelo?
    • 71tosia Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 11.10.15, 22:41
      moze dziecko ma za duzo tego tanca, rysunkow i jezykow? 5 lateka ktora tyra w przedszkolu , moze byc po prostu i zmeczona i zestresowana a ze napiecie z przedszkola odreagowuje to w domu to raczej klasyka. Szczegolnie ze wszyscy oczekuja ze bedzie taka cudowna, zdolna i pilna. Odpusc jej, moze wrecz mniej chwal by nie wzmagac w dziecku tego kompleksu 'dobrego ucznia'. No i 5 latka nie manipuluje doroslymi - dziecko po prostu radzi sobie z emocjami jak umie, dostajac atakow zlosci i histerii. Jezeli w ataku nie chce byc przytulana to nie przytulaj na sile, moje dziecko szybciej uspakajalo sie zostawione na chwile samo.
      ps maz ma racje na 99,9% z tego wyrosnie, ile doroslych znasz ktorzy tak sie zachowuja ;-)
    • iziula1 Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 11.10.15, 23:03
      Ja jeszcze dodam u autorki do rozważenia takie widzenie siebie i córki w systemie 0-1.
      Już sam tytuł:
      nie radzę sobie - jestem złą matką
      dziecko wpada w złość określaną tu furią - jest wyrachowana ewentualnie ma problemy z psychiką. Autorka analizuje swoje zachowania pod kątem destrukcyjnego wpływu na psychikę dziecka

      Teraz wymagania wobec siebie jako matki z postu startowego:
      >robimy wszystko co w naszej mocy aby nasze dzieci miały szczęśliwe dzieciństwo.
      >nie wybaczyłabym sobie gdyby choć przez moment pomyślała, że jej nie kocham.
      >zawsze chciałam aby moje dzieci miały szczęśliwe dzieciństwo.
      >Boję się, że kiedyś pęknę i zacznę popełniać błędy mojej matki.

      Bardzo jesteś wymagająca wobec siebie jako matka.Czy jeśli córka wpada w histerię to ty jesteś zła matką? Czy córka wpadając w złość jest przez to nieszczęśliwym dzieckiem w ogóle? Czy córka kopiąc i gryząc w ataku histerii czuje się niekochana przez Ciebie tak ogólnie?
      Powiem Ci krótko-Nie.
      Nieważne jak twoja córka uzewnętrznia swoją złość, frustrację, tłumione uczucia One nie są skierowane PRZECIW TOBIE.
      Potrzebujesz pomocy to na pewno, bo widzę że nie radzisz sobie z emocjami ujawnianymi przez córkę. Szczególnie ze złością.
      • 71tosia Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 11.10.15, 23:27
        bo autorka ma chyba podobny problem co jej corka, jedna chce byc najlepsza mama druga najladniej zatanczyc. Oczekiwania duze wiec jak cos nie wychodzi, dziecku zabawka wpadla do sedesu a mamie dziecko sie zlosci - to obie wpadaja to rozpacz.
        Luzniejze podejscie do roli matki pewnie pomoze, im szybciej autorka pogodzi z tym ze nie ma rodzicow idealnych i nie popelniajacych bledow tym bedzie latwiej. Dzieci wyczuwaja ze mama ciagle jest zestresowana i spieta i sie im te emocje udzielaja. Nakrecacie sie na wzajem.
      • akn82 Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 12.10.15, 10:36
        To samo miałam napisać.

        Nie ma żadnego związku między córka się złości - jestem złą matką. To są dwie różne rzeczy i wcale nie muszą być powiązane.
        Moja córka też wpadała w takie histerie że przyszły mi do głowy różne myśli, z zaburzeniami psychatrycznymi włącznie.
        Po pierwsze pomógł czas.
        Po drugie rozmowa - ja: Jest mi trudno znosić Twoje wrzaski, szczególnie kiedy nie wiem o co chodzi. Czy mogłabyś określić problem lub ewentualnie wyć trochę ciszej. Bo ja nie daję rady.
        córka: Nie! bo ja mam ochotę czasem powrzeszczeć i powyć.
        Ja; to może wymyśl sposób w jaki byłoby to łatwiejsze do zniesienia dla reczy domowników?
        efekt - CZASEM pamięta i leci wyć do poduszki. Potem przychodzi tłumaczy o co chodzi.
        Po trzecie - zmiana podejścia wychowawczego. To przydał się psycholog i jej konkretne porady. Między innymi większa stanowczość i decyzyjnośc rodzica. W sytuacji z zabawką w kiblu szczerze bym jej współczuła, ale nie biegła tulić - obie byłybyśmy zajęte próbą wyłowienia zabawki. Może jest twojej matczynej dobroci za dużo? ZA dużo tulenia i wsparcia a'la dzidziusiowego tam gdzie go nie trzeba. Z zabawką to ja bym moją pogładziła po ramieniu i powiedziała "shi.t happens córcia". Ona lepiej by to zniosła niż tulenie w tej sytuacji.
    • amb25 Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 12.10.15, 08:11
      Mje dziecko tez jest genialnym manipulantem, z inteligencja znacznie ponad przecietna. W wieku twojej corki zachowywal sie podobnie.
      Im bardziej prosiłam ją aby nie krzyczała, tym głośniej wrzeszczała - to po co prosilas? - ulegasz jej manipulacjom.
      Jedyna rada to nie ulegaj jej histerii, nie rozpieszcaj jej, jak sie nie chce przytulic to niech sie wywrzeszczy, jej prawo. Nie uspokajaj jej na sile, bo jak samow widzisz, to nie ziala. Nie nadskakuj jej we wszystkim. A poza tym wiecje pewnosci siebie, stanowczosci i konsekwencji. I mocnych nerwow. I pomoze.
    • princy-mincy Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 12.10.15, 11:59
      Kiedys przeczytalam takie zdanie- children save their deepest emotions for those they love the most. Czyli dzieci zachowuja swoje najsilniejsze emocje dla tych, ktorych kochaja najbardziej.
      Czyli kochanemu przez nie rodzicowi pokazuja swoje najgorsze zachowanie, bo wiedza, ze ci rodzice i tak beda je kochac.
      Docen wiec, ze corka nie boi sie ukrywac przy Was swojej frustracji.
      To jedno.

      Dwa- dzieci chca byc wysluchane. Jesli corka zaczyna plakac, krzyczec czy wyc, najczesniej ma jakis powod (nawet jesli dla Ciebie jako doroslego to blahy powod, musisz zrozumiec, ze dla niej powod moze byc istotny). I ona nie chce wtedy byc uciszana. Im bardziej bedziesz prosic by ona przestala krzyczec tym ona bedzie krzyczec glosniej, bo chce byc wysluchana.
      Jesli zaczniesz jej aktywnie slychac i to w taki sposob, ze ona bedzie miala pewnosc, ze ją uslyszalas, szybciej sie uspokoi.
      Na przykladzie podanym w watku- wpadla jej zabawka do toalety, corka placze. Zamaist ją uspakajac mowisz- oo, twoja zabawka wpadla, placzesz bo nie da sie jej wyciagnac. Jestes smutna/ zla, bo stracilas swoja zabawke, tak?
      Nie zaprzeczasz, nie oceniasz, nie wiesz lepiej- po prostu mowisz w tonie lekko pytajacym, bez ironii.
      Jesli trafisz na dobry trop- zobaczysz, ze corka bedzie kiwac glowa albo potwierdzi w inny sposob, ze wlasciwie odczytujesz jej zlosc/ frustracje itp.
      To trudne na poczatku, ale mozna sie tego nauczyc.
      Wiecej na ten temat mozna znalezc w ksiazkach typy- Najszczesliwsze dziecko w okolicy albo Dialog zamiast kar.

      Powodzenia!
      • princy-mincy Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 12.10.15, 12:07
        I jeszcze jedna sprawa- napisalas, ze corka ma 5 lat.
        Moja corka ma niecale 6.
        Dzieci w wieku ok 5,5 roku przezywaja bardzo silny rozwoj mozgu i zwiazany z tym stan niestabilnosci, ktory bywa bardzo trudny do zrozumienia nie tylko przez doroslych, ale przez samo dziecko.
        Moja co prawda nie ma takich akcji jak Twoja, ale na porzadku dziennym jeszcze kilka miesiecy temu byly dyskusje w stylu:
        1.
        ona- mamo, jaki dzis dzien?
        ja- sroda
        ona- nie, bo czwartek

        2. ja- co chcesz na sniadanie?
        ona- kanapke z szyneczka i pomidorem
        (dostaje, co chciala)
        ona- ja nie cierpie szynki! czemu dalas mi szynke?! Nie lubie, nie zjem, chcialam z serem!

        3. ja- tata jedzie do sklepu po zakupy, chcesz jechac z nim?
        ona- nie, wole zostac z toba w domu
        (po paru minutach)
        ona- a czemu tata mnie nie zabral? ja chcialam jechac z nim, ja chce do taty! ja nie chce byc w domu! tata mnie juz nie kocha!

        i takich akcji typu- sama nie wiem, czego chce i o co mi chodzi- byly dziesiatki.
        Na szczescie widze, ze jest juz lepiej i wiedzialam od mam jej rowiesniczek, ze ich corki tez tak mialy w wieku ok 5,5 lat.
        • panizalewska Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 13.10.15, 20:18
          O matko, moja ma tak właściwie od roku, a jest 3,5 latką. Ja chyba oszaleję do jej wyprowadzki z domu ;)
          • k_linka Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 16.10.15, 21:20
            Moja tez :), ma niecale 4.
            Dialogi w stylu tego pierwszego maja miejsce po kilkanascie razy na dobe. Ja juz sie boje okresu dojrzewania....
    • danaide Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 12.10.15, 23:40
      Od razu zaczęłam się zastanawiać czy Twój syn w wieku pięciu lat rozwiązywał równania z dwoma niewiadomymi, mówił po francusku i stepował. Zapewne nie. Nie ma parcia na doskonałość. Dlaczego Twoja mała ma? I czyje to parcie, skąd się wzięło? Czy daje się jej prawo do błędu? Czy ona sama daje sobie to prawo?
      Dlaczego wystraszyłaś się gdy Twoja córka uspokoiła się widząc Twój płacz? Przeraża Cię to, że dziecko chce widzieć w Tobie człowieka, a nie cyborga?
      • danaide Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 12.10.15, 23:41
        PS. Ktoś kiedyś powiedział mi: Moja matka zawsze wstawała przed nami, bo uważała, że dziecko nie powinno widzieć matki rozmemłanej.
        Do refleksji.
        • danaide Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 12.10.15, 23:47
          PS. 2 Jesper Juul "Twoje kompetentne dziecko"
          A tak przy okazji, jakich to błędów popełnionych przez Twoją matkę tak się boisz?
    • sonia_siemionowna Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 13.10.15, 00:33
      Moim zdaniem warto przeanalizowac relacje rodzinne i tlumione leki, bo widac na corce skupia sie wiele podswiadomych oczekiwan. Takie dzieci zle koncza, czesto lepiej maja owi starsi bracia nie rokujacy na geniuszy a przez to nie zyjacy pod wieczna presja...
      • sebalda Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 13.10.15, 12:30
        Dość często mam do czynienia z opisem tak zachowujących się dzieci, jedno, właśnie 5-letnie miałam okazję poznać i obserwować kilka dni. Z moich obserwacji wynika, że tak zachowują się dzieci przebodźcowane i przemęczone. Poznana przeze mnie dziewczynka nie spała w przedszkolu, zasypiała w samochodzie w drodze powrotnej z przedszkola, ale tylko na kilka minut, co ją tylko wybijało z rytmu i powodowało potem wielkie wybuchy histerii, zwyczajnie z przemęczenia i niewyspania. Dorosły w takiej sytuacji bywa zły i rozdrażniony, ale umie sobie z tym jakoś poradzić, natomiast dziecko nie ma jeszcze takich narzędzi. Która z nas nie miała do czynienia z paradoksem, że dziecko padało ze zmęczenia, ale było tak nabuzowane, że za nic nie chciało spać, albo było za bardzo zmęczone, by pójść spokojnie spać?
        Twoja chęć bycia doskonałą matką też nie pomaga, a wręcz przeciwnie, czego idealnym dowodem jest to, że córka była zdziwiona Twoim nagłym brakiem opanowania i łzami. Matka nie ma tyć ideałem i cyborgiem, ale też człowiekiem, tak jest lepiej dla wszystkich.
        Co można zrobić? Jeśli to możliwe, trochę zwolnić, zapewnić dziecku jak najwięcej spokoju, wyciszenia i przestać tak strasznie nad sobą stale panować:) A najbardziej pocieszające jest to, że 99,9% dzieci wyrasta z tego, nabywa umiejętności socjologicznych i emocjonalnych i za rok, najdalej dwa to wszystko zniknie. Czego życzę z całego serca!
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 13.10.15, 19:49
      Dzieci jak wiadomo nie rozwijają się równomiernie. Szybki rozwój intelektualny i społeczny nie zawsze idzie w parze z emocjonalnym, który nie jest w stanie przerobić i obrobić tego co idzie za taką szybkością. Aparat psychiczny jest w tym wypadku niedojrzały. Stąd u córki opisana drażliwość, nieumiejętność zatrzymania impulsów, nietolerancja frustracji. Może z tego wyrosnąć, bo psychicznie córka dojrzeje. Ale to co może jej w tym pomóc, to odzwierciedlanie jej uczuć przy jednoczesnym stawianiu granic. Czyli opisane juz tutaj " straciłaś zabawkę, to musi być przykre, zobaczmy razem co mozna z tym zrobić" I asertywnie trzymać się takiej wersji.
      czemu Pani myśli o sobie,ze jest złą mamą? Czy dlatego, ze corka ma takie zachowania których Pani nie i obciąża się Pani winą ze one powstały na skutek Pani relacji z córką ? Czy też jest Pani złą mamą bo złości się Pani na nią, czasem jest bezradna wobec niej, a to kojarzy się Pani z brakiem miłości i dalej z krzywdą ? Agnieszka Iwaszkiewicz
      • aguhaxx Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 23.11.15, 17:24
        Witaj!ja odpowiem krótko.Nie ,nie Jesteś zła matką.jak sama piszesz starasz się żeby twója córcia miała wszystko.Niestety dzieci,zwłaszcza w tym wieku nie potrafia okazać zbytniej wdzieczności jakiej oczekujemy.
        Wiem z włąsnego doświadczenia zę im bardziej się staramy żeby dziecku było super tym dziecko mniej docenia nasze dobro. Oczywiśćie różne są dzieci,jedne reagują tak jeszcze inne inaczej.Mója córcia zaczeła podobnie się zachowywać jak poszła do przedszkola.W przedszkolu grzeczniutka w domu wychodził diabełek,po prostu odreagowywała. Wprowadziłam w domu pewne zasady , postarałam sie byc bardziej stanowcza i nie tolerowałam brzydkiego zachowywania.Dużo tłumaczyłam ale byłam konsenkwetna,za brzydkie zachowanie,brak niespodzianek i innych miłych rzeczy.Córcia inteligentna szybko zrozumiała i dzis jest super 6 letnią dziewczynką. Moze po prostu czasami jesteśmy za dobrzy dla naszych dzieci.a one bezlitośnie potrafia to wykorzystywać. Głowa do góry,będzie dobrze.
        • aguhaxx Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 23.11.15, 17:26
          Witaj!ja odpowiem krótko.Nie ,nie Jesteś zła matką.jak sama piszesz starasz się żeby twoja córcia miała wszystko.Niestety dzieci,zwłaszcza w tym wieku nie potrafia okazać zbytniej wdzieczności jakiej oczekujemy.
          Wiem z własnego doświadczenia zę im bardziej się staramy żeby dziecku było super tym dziecko mniej docenia nasze dobro. Oczywiśćie różne są dzieci,jedne reagują tak jeszcze inne inaczej. Moja córcia zaczęła podobnie się zachowywać jak poszła do przedszkola.W przedszkolu grzeczniutka w domu wychodził diabełek,po prostu odreagowywała. Wprowadziłam w domu pewne zasady , postarałam sie byc bardziej stanowcza i nie tolerowałam brzydkiego zachowywania.Dużo tłumaczyłam ale byłam konsekwentna,za brzydkie zachowanie,brak niespodzianek i innych miłych rzeczy.Córcia inteligentna szybko zrozumiała i dziś jest super 6 letnią dziewczynką. Moze po prostu czasami jesteśmy "za dobrzy" dla naszych dzieci.a one bezlitośnie potrafia to wykorzystywać. Głowa do góry,będzie dobrze.
    • asiula1987 Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 19.10.15, 11:55
      tak to juz jest nie ma nic za darmo..;/ jesli corka jest bardzo inteligentna, bystra itd to zapewne juz dawno poskladala w calosc i dodala 2 do 2. na zewnatrz grzeczniutka, milutka, ochy i achy. a w domu...bunt i wrzaski. bo wie, ze bedziesz ze strachem nasluchiwac czy policja/sasiedzi nie pukaja. bo wie, ze jesli "poskarzysz" sie rodzinie, pani wychowawczyni, lekarzowi-nikt ci nie uwierzy. bystrosc moze miec drugie dno :) ale moze to byc tez zupelnie niewinna zazdrosc o mlodsze rodzenstwo i w ten sposob okazywanie frustracji. moze to byc frustracja zwiazana z poczuciem, ze poza domem musi ochodzic na najpiekniejsza, najmadrzejsza istotke na swiecie inaczej ktos sie pogniewa na nia. moze to byc zupelnie wyrachowane zachowanie, ale u 5 latki raczej podejrzewam frustracje otaczajacym swiatem i spelnianiem oczekiwan wszystkich dookola. 5letnie dziecko juz dosc duzo rozumie. jesli od dawna kazdy jak opisujesz rozplywa sie nad nia w ochach i achach dziecko czuje obowiazek sprostania ciagle wiekszym wyzwaniom. a to rodzi frustracje i nerwice. nic nie piszesz o zwyczajach dziecka. jesli ma dosc duzo zajec dodatkowych (zeby sie rozwijala jeszcze lepiej-toć geniuszu nie mozna zmarnowac) odpuscie jej niech sie bawi. niech ma dziecinstwo z prawdziwego zdarzenia. noi oczywiscie mozesz udokumentowac jak kots tu juz doradzal, ataki corki i pokazaż lekarzowi.
    • twojabogini Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 25.10.15, 17:10
      Wyjące dziecko w wieku lat pięciu to norma. Mama płacząca dlatego, że dziecko wyje - to przejaw problemów mamy, nie dziecka. Kiedy przeczytałam to co napisałaś,uderzyło mnie bardzo wyraźnie dające się wyczytać przeczucie katastrofy. Może nieświadomie ale tą katastrofę opisujesz:

      >boję się, że za chwilę zacznę traktować moją córkę z niechęc
      > ią, że zacznę się od niej odsuwać a nie wybaczyłabym sobie gdyby choć przez mom
      > ent pomyślała, że jej nie kocham

      >Boję się, że kiedyś pęknę i zacznę popełniać błędy mojej matki.

      Kiedy ktoś czuje, że pęknie - to znaczy, że zdążyło się w nim już nagromadzić bardzo dużo różnych uczuć i nie są one miłego rodzaju. Kiedy od swoich uczuć się odgradzamy - nie przestajemy ich odczuwać, ale zaczynamy je odczuwać jako irracjonalne, nie mające przyczyny, albo mające przyczynę w zupełnie innym obiekcie (Nie znoszę swojego mieszkania, nie mogę w nim wytrzymać - mówi moja przyjaciółka, która od miesiąca podejrzewa że jej mąż ma romans, ale boi się o tym głośno pomyśleć. Muszę wyrzucić ten dywan, myślę z pasją o całkiem sensownym i ładnym dywanie, gdy moja mama przy okazji wizyty właśnie doprowadziła mnie do cichej pasji swoimi uwagami, ale nie mogę tego okazać, bo chcę, żeby w piątek została nam z dziećmi - to przydarza się nam częściej niż sądzimy).

      Zakładając, że udało ci się nazwać problem - nie kocham mojej córki - a jest to problem dość częsty, za to podlegający tak silnemu tabu, że nie ma możliwości nawet pomyślenia o nim.

      1. Większość matek, które wewnętrznie czują, że nie kochają swojego dziecka lub jednego ze swoich dzieci obawia się, że wywoła to zaburzenia psychiczne u dzieci i doszukuje się symptomów, tam gdzie ich nie ma.
      2. Uczuciu nie kochania dziecka towarzyszy tak silne poczucie winy, że paraliżuje emocje kobiety. Doprowadza do wielu irracjonalnych zachowań i jest bardzo niszczące w wielu aspektach:
      - to o czym piszesz, czuję, że pęknę, że odsunę się od córki, boje się,
      - lęk o dziecko którego się nie kocha, że z tego powodu coś pójdzie nie tak, coś mu się stanie, umrze, zachoruje,
      - nadmierna uwaga poświęcana dziecku mająca kompensować brak miłości,
      - czasem złe traktowanie dziecka z którym ma się bliższą więź, po to, żeby nie faworyzowac dodatkowo kochanego dziecka/dzieci,
      i wiele innych.

      Dobra wiadomość. Bardzo często lęk związany z niekochaniem dziecka wcale nie oznacza, że dziecka się nie kocha. Gdyby nie moja przyjaciółka, od której się o tym dowiedziałam - z drugim synkiem mogłam wpaść w poważne tarapaty, bardzo podobne do twoich. Mój najstarszy syn urodził się droga porodu naturalnego. Nigdy nie zapomnę wybuchu emocji, gdy po raz pierwszy go dotknęłam, poczułam - euforia, miłość, szczęście. Zakochałam się w nim. Wiedziałam, że od tego momentu już zawsze go rozpoznam. Na poziomie hormonów zaszła reakcja przewidziana biologią. Dzięki temu moje macierzyństwo było cudowne, radosne - na całym tym koktajlu pojechałam dość długo. Mleko płynęło strumieniami na samą myśl o moim cudownym chłopczyku. Od samego początku bez żadnych leków kąpałam go karmiłam, tańczyłam z nim.

      Drugi poród był przed terminem w ogromnym stresie drogą cesarskiego cięcia, awaryjny. Nie dostałam synka do potrzymania, nawet mi go nie pokazano. Przez pierwszą godzinę nie wiedziałam nawet co z nim się dzieje, ani czy żyje. Gdy weszłam na salę, w której stały chyba trzy inkubatory, nie wiedziałam do którego z nich podejść, zaskoczyło mnie to. I na całe szczęście przypomniałam sobie to o czym mówiła mi moja bliska przyjaciółka, która za każdym razem rodziła przez cc. Ona nigdy nie przeżyła takiego wybuchu miłości jak ja, jej miłość do każdego z jej dzieci rodziła się wolniej, inaczej, dłużej. Za drugim razem byłam zupełnie inną mamą. Taki wyrzut hormonalny naprawdę wiele ułatwia. Ale nie wyklucza, że miłość się rozwinie. Moja miłość do dziecka rodziła się bardzo powoli, stale musiałam sztucznie stymulować laktację, z trudem znosiłam pobudki, całe dnie z dzieckiem, monotonię. Kiedy pierwszy raz w końcu poczułam, że bardzo kocham mojego synka - poczułam ogromną ulgę, choć przecież byłam świadoma co się dzieje (a raczej co się nie stało na sali porodowej). Chyba nie odważę się napisać jak wiele czasu mi to zajęło.

      Oprócz przebiegu porodu są jeszcze inne czynniki warunkujące hormonalny wybuch miłości. Blokująco mogą zadziałać emocje kobiety związane z ciążą, lęk przed tym jak poradzi sobie z drugim dzieckiem, lęk przed monotonią, albo wręcz przeciwnie świadomość, że trzeba będzie szybko opuścić dziecko i wrócić do pracy, raniące słowa, które zapadły w pamięć. Czasem jest to także płeć dziecka. Albo złe doświadczenia z dzieciństwa.

      Czasem odcinamy się emocjonalnie, gdy jesteśmy zmęczone i nie dajemy sobie rady. To mechanizm który chroni nas przed zamęczeniem się - dzieci nie miałyby szansy przeżyć, więc mądra natura daje nam nieco odetchnąć i przestaje nas katować hormonalnym hajem. No bo nadmierne hormonalnie generowane przywiązanie powoduje, że nie mamy np. szansy wyjechać na parę dni - bo hormonalny koktajl doprowadziłby nas do ostrej paranoi. Komu przytrafiła się kiedyś w kinie młoda mama co pięć minut dzwoniąca do dziecka? A kto był taką mamą? Starszego syna zostawiłam po raz pierwszy na dwie godziny gdy miał trzy lata. Przez trzy lata ani razu go nie opuściłam! brałam go nawet do łazienki. Tęskniłam za nim, gdy leżał w wózku na spacerze, bo był daleko ode mnie :) Dobrze, że kiedy skończył trzy lata zakochałam się i trochę mu odpuściłam, bo zamęczyłabym własne dziecko.

      Młodsze dziecko bez lęku powierzałam mężowi, często wychodziłam sama na spacer, do biblioteki, ze znajomymi. Gdy podrósł zdarzało się, że robiliśmy sobie wolny weekend, korzystając z pomocy dziadków. Gdybym była pod wpływem hormonów prędzej udusiłabym męża, niż przystała na taką szaloną i niemoralną propozycję. Na szczęście wszystkie moje dzieci rosną i mają się dobrze, bo wbrew pozorom, nie jest tak łatwo zaburzyć rozwój dziecka. Nawet jeśli mama nieco świruje z powodu nadmiaru hormonów lub ich braku.

      Jeszcze jeden aspekt - czasem przy którymś z dzieci kobieta odkrywa, że pełnoetatowe macierzyństwo jest dla niej frustrujące. Choć wcześniej nie było. Wtedy też zaczyna sądzić, że nie kocha dziecka tak jak powinna. A to nie jest sygnał braku miłości - tylko niezaspokojonych potrzeb kobiety. Warto wtedy pomyśleć o innej organizacji czasu i opieki nad dzieckiem i włączyć w nią inne osoby.

      Kiedy piszesz o tym jak bardzo martwisz się o córeczkę, ile przezywasz niepokoju, jak uważnie patrzysz, czy twoje emocje nie powodują jej krzywdy - mam jednak odczucie, że bardzo ją kochasz. Jest to po prostu inna miłość, niż ta którą czujesz do syna. Ale tak naprawdę każdego człowieka kochamy inaczej, więc czemu miałybyśmy tak samo kochać nasze dzieci? Inaczej nie znaczy gorzej.
      Myślę, że kiedy odważysz się nazwać swój lęk po imieniu, przyjrzysz się swoim uczuciom - odkryjesz duży pokład dobrych emocji i dobrą bazę na nawiązanie bliskiej więzi z córką. Gdy przestaniesz się tak panicznie bać słów nie kocham i odważysz się przeanalizować co się za tym kryje - zapewne okaże się, że żaden demon się w szafie nie czai.













    • su.ri Re: Nie radzę sobie, czy jestem złą matką? 23.11.15, 18:53
      Uważam, że powinnaś zrobić to co radziła ci enith. Nagraj córkę z ukrycia, najlepiej na kamerkę i pędź do psychologa, ale innego, niż u tego, u którego byłaś.
Pełna wersja