m.jak.matka
11.10.15, 18:47
Moja córka jest na ogół cudowną, uroczą dziewczynką. Wszyscy, którzy ją poznali zachwycają się jej elokwencją, bystrością i urokiem osobistym. Córka moja rzeczywiście jest inteligentna ponad przeciętną, powtarzają to panie z przedszkola, pani psycholog, logopeda, pani od tańca i angielskiego idt. Itp. Generalnie powinnam być jedynie dumna, że mam taką wspaniałą córkę, pięciolatkę, która sama nauczyła się czytać i pisać a po angielsku mówi z doskonałym akcentem. Powinnam pękać z dumy gdy każdy kto miał z nią styczność powtarza jaka jest urocza i empatyczna. No właśnie… Jestem dumna z każdego jej osiągnięcia, kocham ją bardzo i tak samo byłabym dumna i kochałabym ją gdyby nie była tak inteligentna i urocza. Kocham moją córkę i bardzo się o nią boję bo tylko ja znam drugie oblicze naszego dziecka. Kiedy jesteśmy same, moja córka zaczyna zachowywać się bardzo źle, jest bardzo złośliwa, nie słucha, krzyczy, brzydko się do nas odzywa. Niestety takie zachowanie moja córka prezentuje tylko w obecności mojej i mojego męża, nikt inny nigdy nie widział u niej wybuchów złości, nie słyszał tych wszystkich brzydkich słów, których używa. Rozmawiałam o tym z mężem ale on twierdzi, że córka z tego wyrośnie. Też uważam, że histerie i ataki złości zdarzają się czasem każdemu dziecku i nie drążyłabym tematu ale czasem mam wrażenie, że moja córka albo nie pamięta tych swoich ataków furii albo jest wyrachowana. Tak czy inaczej obawiam się, że moja córka ma poważny problem z psychiką. Byłam u psychologa ale pani psycholog po rozmowie z córką stwierdziła tylko, że mała jest bardzo inteligentna i potrafi manipulować. Zaczęłam analizować swoje zachowanie wobec córki, nasze relacje rodzinne i nie znajduję nic co mogłoby wpływać tak destrukcyjnie na psychikę dziecka. Jesteśmy szczęśliwą rodziną, robimy wszystko co w naszej mocy aby nasze dzieci miały szczęśliwe dzieciństwo. Mamy jeszcze syna, z którym nie mamy żadnych problemów wychowawczych. Wobec córki czuję się bezsilna, nie potrafię poradzić sobie z jej zachowaniem i czuję, że nie mam zrozumienia u bliskich, wszyscy uważają, że nawet jeśli córce zdarza się źle zachować to na pewno jest to sporadyczne i nie tak drastyczne jak to przedstawiam. A wydaje mi się, że jednak nie wyolbrzymiam. Przykład z dziś: córce wpadła do toalety drobna zabawka. Zaczęło się niewinnie od płaczu i żądania wyłowienia zabawki. W związku z tym, że zabawka wpłynęła głęboko i nie można jej było wyciągnąć zaczęły się krzyki. Córka nie zaczęła tylko płakać (co w tej sytuacji u pięciolatki nie byłoby niczym nadzwyczajnym), zaczęła wręcz wyć i z całej siły krzyczeć. Im bardziej prosiłam ją aby nie krzyczała, tym głośniej wrzeszczała. Na miejscu naszych sąsiadów już dawno zadzwoniłabym na policję w obawie, że za ścianą ktoś maltretuje dziecko bo oprócz decybeli słychać też „zostawcie mnie, proszę, zostawcie mnie” co jest reakcją na próby uspokojenia jej. Gdy na próby uspokajającego przytulenia moja córka zareagowała gryzieniem i kopniakami i jeszcze większym wrzaskiem, coś we mnie pękło. Po raz pierwszy rozpłakałam się z bezsilności przy dzieciach i o dziwo to uspokoiło moją córkę a mnie przeraziło. Kocham moją córkę ale nie mam już siły, problemy wychowawcze zaczynają mnie przerastać i boję się, że za chwilę zacznę traktować moją córkę z niechęcią, że zacznę się od niej odsuwać a nie wybaczyłabym sobie gdyby choć przez moment pomyślała, że jej nie kocham. Sama miałam trudne dzieciństwo, z despotyczną, toksyczną matką i zawsze chciałam aby moje dzieci miały szczęśliwe dzieciństwo. Boję się, że kiedyś pęknę i zacznę popełniać błędy mojej matki.
Wiem, że internet to nie jest idealne miejsce na rozwiązywanie swoich problemów ale bardzo potrzebowałam wyrzucić z siebie to wszystko.