tymuna
02.11.15, 20:03
Jesteśmy małżeństwem czterdziestolatków z prawie 10-letnim stażem. Mamy dwójkę dzieci (5 i 6 lat). Mąż od zawsze chciał mieszkać zagranicą w jakimś ciepłym miejscu, mnie się również podobał ten pomysł, ale wiadomo: możliwości nie pozwalały na to, traktowałam więc nasze rozmowy jak zwykłe marzenia, czyli dość lekko :) Wszystko zmieniło w ciągu ostatnich 4 lat. Projekt biznesowy, którego mąż był współtwórcą odniósł wielki sukces. Obecnie projekt został kupiony przez dużą korporację a mąż zatrudniony na dwuletni kontrakt menedżerski. Odbyliśmy ostatnio poważną rozmowę na temat przyszłości... Mąż jest zdecydowany po zakończeniu kontraktu na wyjazd z Polski. Oczywiście z nami. Mamy wystarczające środki, aby ten plan zrealizować a dalszą aktywność zawodową traktować bardziej hobbystycznie niż jako konieczność ekonomiczną (dodatkowo mąż miałby możliwość zdalnej pracy dla obecnego pracodawcy). Jednak gdy okazało się, że taka perspektywa jest bardzo realna, zaczęłam mieć dużo wątpliwości. Oczywiście chodzi o rodzinę, przyjaciół i znajomych, których tu mamy. Oczywiście o miejsca, do których się przyzwyczailiśmy, tradycje, w których się wychowaliśmy i tego typu rzeczy. Ale jest coś więcej. Obawiam się, czy w nowej rzeczywistości (tropikalny, wyspiarski, bogaty kraj, tysiące kilometrów od Polski) w ogóle się odnajdę. Więcej niż się obawiam, boję się. Mąż mnie przekonuje, mówi, że dzieci na pewno sobie poradzą, że będziemy jeździć do Polski minimum 2 razy do roku przynajmniej na dwa tygodnie, ale... Jakoś czuję, że nie będę tam szczęśliwa. Mąż mówi, że jestem irracjonalna i tak naprawdę nie potrafię sprecyzować o co mi chodzi. Może i ma rację. Dobrze mi jest tutaj, klimat aż tak bardzo mi nie przeszkadza (mąż ma przysłowiowego fioła na tym punkcie - nienawidzi zimna), czuję się naprawdę szczęśliwa i boję się, że tam tak nie będzie. Nie wiem co mam robić. Nie mam argumentów w rozmowie z mężem, mamy jeszcze 2 lata tutaj, ale znam dobrze męża i wiem, że jak coś postanowi, to na pewno to wykona. Czy ktoś był może w podobnej sytuacji? Czy życie "tam" dobrze się ułożyło? Co byście - to pytanie do Pań z forum - zrobiły na moim miejscu? Nad czym warto się zastanowić? Pewnie dla większości z Was to błahy i głupi problem... Dla mnie dotyczy tak naprawdę całego mojego życia w bliskiej przyszłości.
Teresa