Odpowiedzialność za cudze uczucia

04.11.15, 12:37
Witam,
Długo się zabierałam za ten wątek, mam nadzieję że ktoś mi pomoże poukładać sobie w głowie pewne fakty.
Otóż jestem młodą kobietą, wychowaną na grzeczną dziewczynkę. Moim największym problemem jest branie odpowiedzialności za to że ktoś w moim otoczeniu źle się czuje, czuje wewnętrzny nakaz uszczęśliwiania wszystkich naokoło. Myśl że ktoś może mnie nie polubić jest trudna, co mi właściwie uniemożliwia asertywne wyrażanie swoich potrzeb. Jestem tego świadoma i próbuję walczyć ale jakoś mi nie wychodzi.

Czemu wywlekam to na forum Życie rodzinne? Otóż jak łatwo się domyślić, największy problem mam na polu rodzinnym. Nie chodzi o najbliższą rodzinę (mąż, od niedawna też córka) bo tu czuję się swobodnie i nie mam problemu w wyrażaniu swoich potrzeb. Chodzi raczej o moją matkę i teściową. Mój mąż jest jedynakiem, ja mam siostrę ale ona nie utrzymuje kontaktów z matką, więc w tym względzie też żyję jak jedynaczka.

Moja matka to osoba hmm, skomplikowana. Nawet nie wiem jak ją opisać. Jest na emeryturze i ma ogromną potrzebę życia moim życiem. Teraz to się nasiliło, ale właściwie całe życie czułam że trudno jej przychodziło pogodzenie się z faktem że mam swój świat (pierwsze samodzielne wyjścia z domu na jakieś nastoletnie imprezy to był koszmar - zdarzało się że płakała z tego powodu). Nie mam wątpliwości że mnie kocha, ale czasem po prostu zadusza mnie sobą. Wydaje mi się że sobie zdaje z tego sprawę i walczy ze sobą, za co jestem jej wdzięczna, ale to zawsze da się odczuć. Udało mi się z bólem wyprowadzić, ale mimo że mieszkam oddzielnie zawsze wyszukuje czegoś co by nas mogło połączyć, np. codziennie robi obiad i dzwoni rano żebym ja już nie robiła. Kiedy uda mi się coś zrobić samodzielnie to niby ok, ale później przewija się w opowieściach jak to musi jedzenie wyrzucać, albo je to samo przez tydzień. Wiem że chce pomóc, ale taka narzucona pomoc nie jest mi potrzebna. Do tego dochodzi fakt, że mi się zwierza ze swoich rozlicznych lęków, np. przed samotnością (widujemy się co 2 dni średnio, nie wiem co jeszcze mogę zrobić), że jakaś tam znajoma się starzeje i ją też to czeka (tak, ale znajoma ma 20 lat więcej), że druga córka się odcięła od niej itd. Nie wiem na ile to jest wyrzucenie z siebie żali, a na ile presja na mnie.

Mam na stanie niemowlaka w którym jest zakochana, co mnie cieszy ale to sprawia że tym bardziej chce wrastać w mój świat. Tak jak wspominałam, widujemy się niemal codziennie, ale za każdym razem to nie jest powód do radości tylko do smutku: bo tak urosła od ostatniego razu od kiedy się widziały (!!), bo mój mąż chce sam pobyć z dzieckiem po pracy, a nie iść do niej na ten obiad. Kurczę, nie wiem czy się precyzyjnie wyrażam, bo to wszystko niby nie brzmi źle, ale ja po prostu jestem maksymalnie dostrojona do jej uczuć - wiem jakie ma intencje kiedy mówi coś pozornie zwyczajnego. Chciałabym to zmienić, chciałabym mieć z nią kontakt bliski, ale nie obarczony poczuciem winy. Chciałabym też żeby nasza komunikacja przebiegała na normalnym, słyszalnym ;) poziomie, a nie takie "ja powiem tak, ale ty wiesz że myślę inaczej i jak zrobisz tak to będzie mi przykrooo". Powinnam jej powiedzieć wprost co mi przeszkadza, tylko jestem pewna że jak zostanie sama z myślami to będzie ANALIZOWAĆ, dzielić włos na czworo i nie jestem w stanie określić gdzie ją ta analiza zaprowadzi. Kiedyś próbowałam napomknąć o jednym szczególe, to mnie następnego dnia zastrzeliła wyznaniem że mam 100% racji i ona jest złą matką.

Teściowa trochę bardziej autonomiczna, ale też nie potrafię postawić granic. Też jest na emeryturze i chce się zaprzyjaźnić, więc przychodzi (z obiadem, a jakże;)) i się zwierza. Czasem chciałabym się po prostu wyspać po zarwanej nocy, ale siedzę grzecznie i aktywnie słucham pretensji do jej nieżyjących rodziców, do głośnych sąsiadów, itd.. To są rzeczy na które nie mam wpływu, a słucham tych samych opowieści i anegdot po raz 15.

No i tak moje życie na macierzyńskim upływa na zaspokajaniu potrzeb towarzyskich dwóch matek, pilnowaniu żeby jednej nie było przykro że wnusia drugą widuje częściej, a czasu sam na sam z dzieckiem i dla mnie samej (kiedy mała śpi) powoli brakuje. Poza tym, strasznie "nasiąkam" ich negatywnymi emocjami z których mi się zwierzają. Boję się że to się zacznie przenosić na córkę, albo że w przyszłości będę taka sama.
Najgorsza jest świadomość, że ode mnie w dużej mierze zależy jakim człowiekiem będzie córka. Chciałabym żeby była szczęśliwa i umiała mądrze stawiać granice, tylko czy taka matka jak ja będzie umiała w ten sposób wychować dziecko?

Myślę nawet o terapii żeby nie przekazywać dalej złych wzorców, a może ktoś się podzieli swoimi doświadczeniami skutecznej pracy nad sobą? Może jakaś literatura wam szczególnie pomogła?

PS: stawiam piwo każdemu kto przebrnął przez cały tekst :)
    • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 12:55
      34mimi napisał(a):

      > Myślę nawet o terapii żeby nie przekazywać dalej złych wzorców, a może ktoś się
      > podzieli swoimi doświadczeniami skutecznej pracy nad sobą?

      Złe wzorce to jedno, ale przede wszystkim warto dla siebie, żeby zacząć żyć. I swobodnie oddychać - jak to napisała pewna mądra forumowiczka.
      Ale nie da się tego zrobić, jak wciąż będziesz starać się być grzeczną dziewczynką. Ja w końcu poległam i już nie jestem grzeczną córką. Jestem wręcz wyklętą córką (choć jedyną, a może dlatego, że jedyną?).
      Możesz sobie poczytać, co tu pisałam na forum. Jak bardzo bałam się być niegrzeczną córką.
      Aha - jestem na terapii od półtora roku. Nie wyobrażam sobie, co by było bez niej.

      > Może jakaś literatura wam szczególnie pomogła?

      Mi na początek sporo pomogła Susan Forward i jej "Toksyczni rodzice", "Toksyczni teściowie" i "Matki, które nie potrafią kochać". I jeszcze "Szantaż emocjonalny".
      Oprócz tego Alice Miller - BARDZO polecam.
      I Pia Mellody - także.
      • 34mimi Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 13:39
        Kojarzę Twoje posty, cieszę się że wychodzisz z tego. U mnie to nie jest aż tak nasilone , plus to że matka ma świadomość pewnych swoich zachowań co moim zdaniem rokuje na rozwiązanie tego problemu inaczej niż za pomocą bomby atomowej :)

        Jeśli chodzi o literaturę, to te tytuły porażają :) Moja siostra podążyła tą drogą. To znaczy wszystko co jej w życiu nie wyszło jest winą toksycznej matki i najlepiej będzie urwać kontakt po cichu. Czyli nie powiedziała co jej leży na wątrobie tylko stopniowo przestała oddzwaniać i w końcu zniknęła na dobre, tylko u mnie wylewała żale na matkę (stara, dobra wyżalnia pod moim szyldem..). Teraz, kiedy matkę wycięła z życia szuka innych ludzi do obarczenia winą za swoje różne przypadłości. Słuchając jej mam wrażenie że nic od nas nie zależy, wszystko zostało zapisane w dzieciństwie i jedyne co można zrobić to ukarać rodziców i spędzić resztę życia na użalaniu się na swój los i wynajdywaniu kolejnych wymówek. To mnie trochę odrzuca od książek w stylu "źle rodzice". Może niesłusznie, bo to tylko nastawienie którego nie zweryfikowałam.
        • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 13:52
          34mimi napisał(a):

          > Jeśli chodzi o literaturę, to te tytuły porażają :) Moja siostra podążyła tą drogą.

          Ale chyba nie do końca :)
          Bo w żadnej z tych książek nie jest powiedziane, żeby zwalić wszystko na rodziców i na tym zakończyć sprawę.
          Poza tym - skoro Twoja siostra już dobrze wiedziała, gdzie leży przyczyna, to niekoniecznie została(by) czytelniczką tych książek. To raczej dla tych, którzy nie za bardzo wiedzą, CO jest źle, choć już wiedzą, że jest, i przeczuwają ledwie, gdzie leży problem. Tak mi się wydaje, tzn. - tak było u mnie.
          Zaczynałam czytać te książki i szłam na terapię z nadzieją, że wreszcie nauczę się lepiej i mądrzej postępować w mamą, i w ten sposób w końcu uzdrowię naszą relację, aż będzie cudowna i przyjemna dla obu stron, a także dla postronnych :D.
        • salsa.lover Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 15:33
          34mimi napisał(a):

          > Kojarzę Twoje posty, cieszę się że wychodzisz z tego. U mnie to nie jest aż tak
          > nasilone , plus to że matka ma świadomość pewnych swoich zachowań co moim zdan
          > iem rokuje na rozwiązanie tego problemu inaczej niż za pomocą bomby atomowej :)


          Myślę, że tu akurat się możesz bardzo mylić. Skoro matka ma świadomość problemu odkąd byłaś nastolatką a niewiele się zmieniło, to ja raczej na cud bym nie liczyła.
          Piszesz, że u Ciebie nie jest to aż tak nasilone, ale czytając Twój post odczuwa się klaustrofobię! Twoim zdaniem teraz nie jest nasilone, bo współpracujesz. Czyli grzecznie słuchasz, wpasowujesz się w jej emocje, robisz czego od Ciebie oczekuję.
          Obawiam się, że gdy zaczniesz się buntować i próbować stawiać granice to dopiero wtedy zobaczysz realną twarz problemu. Moja teściowa też była w porzo i zupełnie nieuciążliwa, dopóki robiło się to co ona chciała i po jej myśli. A gdy mąż się zbuntował, zachciał żyć po swojemu to dopiero zaczęła się jazda.


          >
          > Jeśli chodzi o literaturę, to te tytuły porażają :) Moja siostra podążyła tą dr
          > ogą. To znaczy wszystko co jej w życiu nie wyszło jest winą toksycznej matki i
          > najlepiej będzie urwać kontakt po cichu. Czyli nie powiedziała co jej leży na w
          > ątrobie tylko stopniowo przestała oddzwaniać i w końcu zniknęła na dobre,

          Wiesz, możliwe, że próbowała, ale matka zupełnie nie była w stanie tego przyjąć do wiadomości. A dla siostry kontynuowanie układu w jakim Ty tkwisz nie było możliwe.
          Ja doskonale znam ten motyw, gdy jako dorosła osoba próbujesz własnej matce coś doradzić, powiedzieć, zasugerować, zupełnie pokojowo, spokojnie. Ona to potem po swojemu przerobi i potem płacze, że tak się starała a wyszło że jest złą matką. I płacze potem tę jedną uwagę przez LATA, przy każdej nadarzającej się okazji.
          Mój mąż przeczytał Toksycznych Rodziców, próbował z matką rozmawiać, napisał do niej list, w którym dziękował jej za dobre dzieciństwo, wychowanie a jednocześnie wyraził, że ma prawo do dorosłych decyzji i własnego życia i prosi aby matka to uszanowała. Niestety ona nie była w stanie tego przyjąć, Miało być tak jak ona chce albo wcale.
          Są ludzie, którym po prostu nie da się wytłumaczyć swojego punktu widzenia, bo oni nie są w stanie go przyjąć. Można resztę życia tracić nerwy i energię, a można po prostu zerwać kontakt dla własnego zdrowia psychicznego.

          > z, kiedy matkę wycięła z życia szuka innych ludzi do obarczenia winą za swoje r
          > óżne przypadłości. Słuchając jej mam wrażenie że nic od nas nie zależy, wszystk
          > o zostało zapisane w dzieciństwie i jedyne co można zrobić to ukarać rodziców i
          > spędzić resztę życia na użalaniu się na swój los i wynajdywaniu kolejnych wymó
          > wek.

          To, że akurat taką drogą poszła Twoja siostra po przeczytaniu książek nie oznacza wcale że to wina książek. Owszem, wiele z tych książek pomaga uświadomić sobie jaką krzywdę wyrządzili nam rodzice. I już samo to nie jest łatwe. Potem można tę krzywdę w sobie pielęgnować przez resztę życia. A można też próbować naprawić w sobie to co zostało skrzywione.
          Siostra miała wybór. Wybrała tak a nie inaczej.
          Ty masz wybór przeczytać książkę, pójść na terapię i spróbować coś naprawić w sobie.
          • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 16:04
            salsa.lover napisała:

            > Obawiam się, że gdy zaczniesz się buntować i próbować stawiać granice to dopiero wtedy
            > zobaczysz realną twarz problemu. Moja teściowa też była w porzo i zupełnie nieuciążliwa,
            > dopóki robiło się to co ona chciała i po jej myśli. A gdy mąż się zbuntował, zachciał żyć po
            > swojemu to dopiero zaczęła się jazda.

            A to jest gorzka prawda.
            Gdyby mi jeszcze ze dwa lata temu ktokolwiek ZASUGEROWAŁ, jak mogą teraz wyglądać moje "relacje" z mamą, to bym z pełnym przekonaniem ostro protestowała, że "u nas to niemożliwe, w żadnym razie, na pewno". Bo wtedy wciąż jeszcze byłam grzeczną córeczką, która tańczyła, jak jej mamusia zagra. Ale jak tylko choć odrobinę przestawałam - to zaczynała się jatka... W różnej formie - płaczu, szantażu, krzyków, obrażania się, wzbudzania poczucia winy. Bo.... RAZ NIE PRZYJECHALIŚMY DO MAMUSI NA WEEKEND, tylko ośmieliliśmy się pojechać w ten weekend na wycieczkę. Oczywiście wycieczka została wymyślona po to, żeby do niej nie jechać, wiadomo.

            Więc zgadzam się z salsą - wagę problemu będziesz mogła ocenić po pierwszych próbach zmiany obecnej sytuacji.

            > Ona to potem po swojemu przerobi i potem płacze, że tak się starała a wyszło że jest złą
            > matką. I płacze potem tę jedną uwagę przez LATA, przy każdej nadarzającej się okazji.

            Matkoboska, one naprawdę są z jednej sztancy...

            > Niestety ona nie była w stanie tego przyjąć, Miało być tak jak ona chce albo wcale.

            j.w....
        • sonia_siemionowna Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 08.11.15, 12:22
          Twoja siostra najprawdopodbniej skonczy jak Twoja matka. Taki sam brak asertywnosci i brak umiejetnosci komunikowania emocji i konsteuktywnej rozmowy z druga osoba. Oraz brak checi wziecia odpowoedzialnosci za wlasne zycie i szczescie. To dlatego matka tak Ciebie obarcza, bo jej zdaniem jej samopoczucie zalezy od Ciebie. Siostra robi to samo w stosunku do matki. Droga do nikad.

          Te ksiazke sa dobre, ale Twoja siostra raczej zapamietala tresc mocno wybiorczo ;)
    • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 13:09
      34mimi napisał(a):

      > PS: stawiam piwo każdemu kto przebrnął przez cały tekst :)

      PS: nie było trudno - ładnie i składnie piszesz - jak na grzeczną dziewczynkę przystało. W końcu komfort czytającego - najważniejszy ;)
      • martishia7 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 16:17
        Nie tylko ładnie, ale też z pewną swadą, co raczej świadczy o pogodnym usposobieniu ;)
    • differentview Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 13:11
      34mimi napisał(a):
      >Moim największym
      > problemem jest branie odpowiedzialności za to że ktoś w moim otoczeniu źle się
      > czuje, czuje wewnętrzny nakaz uszczęśliwiania wszystkich naokoło. Myśl że ktoś
      > może mnie nie polubić jest trudna, co mi właściwie uniemożliwia asertywne wyraż
      > anie swoich potrzeb. Jestem tego świadoma i próbuję walczyć ale jakoś mi nie wy
      > chodzi.

      a jak probujesz walczyc?
      • 34mimi Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 14:05
        Moim najwiekszym osiagnieciem na tym polu była wyprowadzka. To było niedługo po smierci ojca i wyprowadzce siostry, wiec to ja byłam ta ostatnią która gasi swiatło. To mi sie udało, ale odpowiedzialnosc w glowie została
        • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 14:13
          34mimi napisał(a):

          > Moim najwiekszym osiagnieciem na tym polu była wyprowadzka.

          Do przyszłego męża? Czy po prostu "do siebie", bez związku z ewentualnym związkiem?
        • differentview Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 14:47
          34mimi napisał(a):

          > Moim najwiekszym osiagnieciem na tym polu była wyprowadzka. To było niedługo po
          > smierci ojca i wyprowadzce siostry, wiec to ja byłam ta ostatnią która gasi sw
          > iatło. To mi sie udało, ale odpowiedzialnosc w glowie została

          ale ja jakby nie o tym; napisalas o aktualnej sytuacji ze zbyt czestymi i meczacymi wizytami jak nie matki to tesciowej; dlatego zapytalam Cie jak wygladaly te proby asertywnych zachowan- tu i teraz; piszesz, ze jak powiesz cos matce to ona bedzie to analizowac i najpewniej dojdzie do wniosku, ze jest zla matka;) coz za samokrytyka;) choc na moj gust raczej manipulacja Twoim poczuciem winy;) nie mysl co sobie matka pomysli tylko wyrazaj w miare wprost czego chcesz a czego nie; jesli matka ma zdolnosci do autorefleksji to przyjmie to do swiadomosci i bedzie wdrazala w zycie; jesli nie ma- trudno- bedziesz musiala postawic sprawe ostrzej- np nie obchodzi mnie, ze jesz cos przez tydzien skoro 5 razy Ci mowilam, ze w tym tygodniu ja gotuje i dziekuje za pomoc albo po prostu olej jej zarzuty- w koncu robi cos na wlasne zyczenie, wiedzac, ze Ty grzecznie podziekowalas- wiec na zdrowy rozum- widocznie lubi gotowac dla siebie na caly tydzien;) moze w ogole nie warto reagowac? natomiast w sprawie zbyt czestych odiwedzin- po prostu zastanow sie ile razy w tygodniu/miesiacu chcesz je widywac i grzecznie je o tym poinformuj plus popros meza by w razie czego poinformowal je po raz drugi w ten sam sposob
          • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 14:50
            differentview napisała:

            > coz za samokrytyka;) choc na moj gust raczej manipulacja Twoim poczuciem winy;)

            No właśnie - ze wszystkich wymienionych przeze mnie książek upierałabym się jednak przy "Szantażu emocjonalnym", bo wygląda w tym wypadku naprawdę książkowo.
          • 34mimi Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 16:41
            differentview napisała:


            > ale ja jakby nie o tym; napisalas o aktualnej sytuacji ze zbyt czestymi i mecza
            > cymi wizytami jak nie matki to tesciowej; dlatego zapytalam Cie jak wygladaly t
            > e proby asertywnych zachowan- tu i teraz;

            Jak te spotkania robią się naprawdę uciążliwe to po prostu zaczynam unikać, czyli: dzisiaj się nie spotkamy bo jadę gdzieś tam (nie, nie potrzebuję żebyś mnie zawiozła). I to przynosi jakiś skutek, ale to raczej doraźne rozwiązanie i nie rozwiązuje istoty problemu bo wiem że gdzieś tam czekają na mnie kotleciki, wystarczy że mrugnę to przyfruną ;)
            • salsa.lover Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 19:16
              34mimi napisał(a):

              I to przynosi jakiś skutek, ale to raczej doraźne rozwiązanie i nie
              > rozwiązuje istoty problemu

              Poniekąd być może w Twoim przypadku jest to właśnie jakieś rozwiązanie. Nie idziesz na konfrontację i wojnę tylko powoli, dyskretnie acz systematycznie. To może być w przypadku "grzecznej" dziewczynki łatwiejsze do przeprowadzenia.

              >bo wiem że gdzieś tam czekają na mnie kotleciki, wy
              > starczy że mrugnę to przyfruną ;)

              Tu moim zdaniem jest sedno problemu, i ktoś już też to wcześniej dotknął. To siedzi w Tobie, w Twojej głowie. Od tego trzeba zacząć.
    • mozambique Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 13:21
      no cóz - mialam bardzo podobna sytuację, tez wychowywana na dobrą grzeczną córkę ( to wazne bylo ta grzecznosc) , empatyczna i zyczliwym innym az do granic patologii ( przykład - powinnam sama spac na podłodze oddając nieproszonemu gosciowi wlasne łózko , to byl gosc mojej matki, którego nigdy na oczy nie widizałam i inne tego typu akcje, powinnam pozyczac rodzenstwu wiecznie pieniadze sama nigdy nie mogac liczyc na wdziecznosc itp ) , łącznie z całym życiem dorosłym i teraz juz moim samodzielnym z własną rodziną ( szantaze emocjnalne, zadanie informowania absolutnie o WSZYSTKICH aspektach moejgo rodzinnego zycia , chce dowiedznai nas nawet przy moim wyrażnym sprzeciwie " nie masz zcas sie postkac ? gotujesz obiad? to nie gotuj - ja ci ten obiad przyniosę bo mam pyszne kotleciki ) itp

      i powiem ci - u mnie nie dało sie :(
      to znaczy dało sie ale po wielu latach i wyniku spietrzenia stresu i zrobienia koszmarnej awantury , ktora w koncu , zrobiłam , i po ktorej usłyszalam epitet " nie tak cie wychowałam" . Tak , w ostatnim gescie bronienia swojej prywatnosci , osaczona oskarzeniami i zarzutami o egoizm !!!! ulało sie ze mnie wszystko i to nie bylo delikatne. Tak raczej jak wybuch lawy z wulkanu.

      Efekt taki ze stosunki ochłodły mocno ( np oraz pierwszy w zyciu nie spotklalam sie z rodzicami na święta) i z tego ci wiem mowi si eo mnie jak o tredowatej . I ze izoluje od niej wnuczka
      ALe wiesz - mam to gdzies , autentycznie gdzies. Matak teraz intenssynie zajmuje sie zyciem swego drugiego dziecka

      aha - moja matka nie jest samotna, od zawsze w szczsliwym malzenstwie, ojciec jest bardzo dobrym człowiekiem, a jednak cheć "przyrosniecia" do swoich , jzu doroslych dzieci, jest u mojej matki bardzo silna, to nawet nie jest kwokowatosc , to jest "hubowatość" :)

      no i ja nigdy nawet nie pomyslam o terapii , moze kiedys dawniej pomogalby mi w spokojniejszym ustawieniu sobie stosunków z matką
      • 34mimi Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 13:44
        A nie boisz się że jakieś zachowania masz już wdrukowane i możesz przekazać dalej?
        "Hubowatość" to dobre określenie :)
        • mozambique Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 13:55
          no cóz, 50% genów jednak mamy wspólne :))))
    • vilez Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 13:32
      Do takiej toksyczno-symbiotycznej relacji potrzeba dwóch stron. Zastanów się, jaki jest Twój wkład w te relacje z mamą i teściową. I gdzie leży miejsce Twojej odpowiedzialności za ten wkład.
      Na tym by się skupiła- na odnalezieniu miejsc decyzyjnych. Twoich. Nie- mamy i teściowej. I na wzięciu za nie odpowiedzialności.
      Tutaj trzeba decyzji. I odwagi do wykonania decyzji.
      • 34mimi Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 13:51
        Tyle to jeszcze wyczuwam, ze to dorosłe kobiety i zmiana ich nie jest moją rolą ani odpowiedzialnością. Zresztą to mi coś przeszkadza, czy mogę oczekiwać że one się zmienią żeby mi było miło?

        To ja mam problem w tych relacjach i jedyne co mogę zrobić to zmienić swoje nastawienie. Tylko tyle i aż tyle.
        • vilez Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 14:49
          Nie tylko nastawienie do problemu (toksycznej relacji) czy do osób (matki czy teściowej).
          To jest kwestia bardziej zasadniczych decyzji dotyczących własnej osoby.
          Samostanowienia, samowystarczalności, samodefiniowania się, godności własnej. A w konkrecie wykonania: asertywności, określania granic, odwagi do "wytrzymania" złych zachowań innych osób (wyrzutów pod Twoim adresem, szantażu emocjonalnego itd). .
          Na ile masz oparcie w sobie samej. I na ile definiujesz siebie przez relacje z innymi. Tutaj trzeba popracować.
    • iziula1 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 13:41
      Znam to. Nie jesteś jedyna. To takie pocieszenie.
      U mnie to uczucie odpowiedzialności za cudze uczucia przerzuca się jeszcze na klientów, a że mam ich setkę to życie zawodowe zamieniło się w piekło ;). Musiałam zrobić porządek w mojej głowie.

      Co pomaga?
      1. Najpierw określ czego chcesz, czego pragniesz, czego nie znosisz, nie lubisz, ledwo tolerujesz itp. Jeśli będziesz miała wątpliwości co do własnych granic czy postępujesz dobrze czy źle pomyśl jak na twoim miejscu zachowałaby się osoba obca lub taka którą możesz określić że ma tupet.
      2. Bycie grzeczną dziewczynką jest pułapką, w której się udusisz. Jeśli odmówisz obiadu u mamy a teściowej powiesz,że jesteś zmęczona i prosisz aby przyszła pojutrze a nie dziś to co się stanie?
      Nic. Mama będzie miała focha ale może zrozumie, teściowa przyjdzie za dwa dni a herbatę czy kawę wypije u sąsiadki. Kołatanie serca przy odmowie opanujesz biorąc głęboki oddech.
      3. Zasada krótkich komunikatów. Nie tłumacz, nie usprawiedliwiaj swoich odmów.
      "Mamo na obiad przyjdę w sobotę, dziś mam inne plany" I koniec, jeśli mama ciśnie zakończ rozmowę choćby mówiąc że maluch się obudził.
      Nauczysz się. Potrzebujesz czasu.

      Twoje potrzeby nie są złe, przejmowanie się uczuciami innych powoduje że jesteś tak zajęta że nie dostrzegasz ani swoich uczuć ani najbliższych czyli męża, dzieci bo wszystko wypełnia twoja matka i próba odgadnięcia jej nastrojów.
      • 34mimi Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 13:49
        iziula1 napisała:

        > Znam to. Nie jesteś jedyna. To takie pocieszenie.
        > U mnie to uczucie odpowiedzialności za cudze uczucia przerzuca się jeszcze na k
        > lientów, a że mam ich setkę to życie zawodowe zamieniło się w piekło ;). Musia
        > łam zrobić porządek w mojej głowie.
        >
        Aaa o pracy to nawet nie zaczynałam tematu, bo wątek już i tak jest opasły :) ale w skrócie tu też jest problem.

        Dzięki za porady, wiem że taka jest droga, ale mi serce zakołatało nawet przy czytaniu o odmowie wizyty teściowej :D
        Udało Ci się zmienić tak samej z siebie?

        • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 13:55
          34mimi napisał(a):

          > mi serce zakołatało nawet przy czytaniu o odmowie wizyty teściowej :D

          Nie tylko w związku z teściową chciałam spytać - o ile można - co na to wszystko mąż? Jak znosi wieczne wizyty obu mam i żonę podporządkowaną ich życzeniom?
          • 34mimi Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 14:03
            Wizyty sa kiedy on jest w pracy, wiec jego nie dotycza. Mi radzi odmawiac wprost ;)
            Maz w ogole wali prawde miedzy oczy. Przyjelismy strategie ze kazdy rozwiazuje problem ze swoja matka. Tylko to tez mnie nie urzadza bo po pierwsze chciałabym sama sobie radzić, a po drugie to jak zabroni matce bywac czesciej niz.. to wiadomo ze to bedzie moja inicjatywa i kwas gotowy, bo nie dosyc ze nie lubie jej wizyt to jeszcze meza szczuję :P
            • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 14:12
              34mimi napisał(a):

              > Tylko to tez mnie nie urzadza bo po pierwsze chciałabym sama sobie radzić

              Zupełnie nie miałam na myśli tego, że to mąż powinien Cię obronić :). Jedynie w przypadku, gdyby teściowa zaczęła Cię obrażać, ale to chyba nie ten kaliber u Ciebie.
              Ciekawa byłam tylko, jak mąż znosi Twoje uwiązanie, bo nadmierne wizyty są tylko jego przejawem, ale uwiązanie siedzi w głowie 24h na dobę. I bywa nieznośne dla najbliższych.
              • 34mimi Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 16:35
                Staram się nie przenosić tego na grunt swojej rodziny. To nie jest tak że ja o tym na okrągło myślę i gadam. Czasem mi się uleje, to mi wtedy doradzi i bardzo sobie cenię jego rady (zresztą podobne do tych które otrzymałam w tym wątku), bo to jest chyba najbardziej zdrowy psychicznie człowiek jakiego udało mi się spotkać. Tylko jakoś że nie umiem ich wprowadzić w życie.
    • paris-texas-warsaw Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 16:02
      To, co mi przychodzi na myśl z literatury, to wszelkie pozycje związane z parentyfikacją emocjonalną i osobowością zależną (symbiotyczną).

      To, co bym zrobiła, to poszła na terapię:) Ale jednoczesnie nie traciła czasu i zwyczajnie ustawiała kontakty, na tyle, na ile bym chciała. Z teściową nie za pośrednictwem męża, bo tak nie załatwia się ustaleń co do jakichkolwiek spotkań pomiędzy dorosłymi osobami. Nie rozmawiałabym ogólnie, tylko za każdym razem - np. nie odbierała telefonu, jak byłabym zajęta, umawiała się wtedy, jesli by mi się chciało, powiedziała, że idę na spotkanie ze znajomymi, albo czytam książkę, albo jadę gdzieś (i najlepiej nie mówiła gdzie). Z matką podobnie, albo mniej obwijania w bawełnę, bo z racji bliższej zażyłości, trochę inny poziom konwersacji pewnie się stosuje. Generalnie z uwagi na fakt, że osoby te ciagle przychodzą do Ciebie do domu, stawiałabym na dyplomację, bo powiedzenie wprost komuś wprost, że za często przychodzi, to raczej jak zupełnie nie zależy na kontaktach, albo trzeba wziąć pod uwagę ich zerwanie /ochłodzenie (choć może o to chodzi, wtedy to najlepszy sposób). Ja stawiam na dyplomację. Wiesz, z trudnymi emocjami każdy się mierzy, na terapii jeszcze bardziej niż w realu, tyle tylko, że tam może z jakimś wsparciem albo bardziej nawet ukierunkowaniem, ale takie wejście w terapię z takim problemem, wcale nie musi być łatwiejsze do przejścia niż odmowa działań, których nie chce się robić.

      Co do siostry, to mnie zaciekawiłaś. Czy ona też byla poddawana takim emocjonalnym nadużyciom (wygląda, że Twoja matka to dość lękowa i słaba osoba, w reakcjach chyba nieco inna od bardziej działającej agresywnie matki Oli), czy też była bardziej trzymana na dystans lub obwiniana? Czy Ty byłas jej "ulubienicą"? Jak czytam o Twojej reakcji na siostrę, to przypomina mi się moje rodzeństwo. Też nie chcące słuchać mnie i rozmawiać, zwykłe pytania dla nich są "agresywne". Nie mogę nigdy wyczaić, czemu "wolą" naszą zaburzoną matkę niż świetną Paris;) Nie wiem, czemu wolisz być skrajnie wymęczona matką i teściową i z nimi pijać herbatki, niż ze swoją siostrą "buntowniczką"? Boisz się jej złości na matkę, że czujesz się jej emocjami przytłoczona? Wiesz, że ma rację i się tego boisz? Jeśli uważasz, że to irracjonalne, to mogłabyś np. wytłumaczyć jej tą irracjonalność i pokazać na swoim przykładzie, jak fajnie z matką układa się stosunki;) (to taki przekorny żart). Chciałabym zrozumieć takie układy:)
      • 34mimi Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 16:32
        > Co do siostry, to mnie zaciekawiłaś. Czy ona też byla poddawana takim emocjonal
        > nym nadużyciom (wygląda, że Twoja matka to dość lękowa i słaba osoba, w reakcja
        > ch chyba nieco inna od bardziej działającej agresywnie matki Oli), czy też była
        > bardziej trzymana na dystans lub obwiniana? Czy Ty byłas jej "ulubienicą"?

        Siostra to jest temat na osobny wątek.. Ona mam wrażenie jest jeszcze bardziej pokręcona niż matka. Gdybym miała określić kto był bardziej czyj, to ona była matki a ja ojca ;) Ale traktowane byłyśmy tak samo. Może to kwestia tego że są zbyt podobne do siebie? Podobne w sensie rozkładania wszystkiego na czynniki pierwsze, analizowania. Ja też tak mam, ale trochę mniej. Ona też była zawsze mniej odpowiedzialna, to ja byłam tą która się opiekowała, mimo że jestem młodsza. Czemu nie pijam z nią herbatek? Pewnie że bym wolała, ale mnie wycięła podobnie jak matkę. To się stało po tym jak po kolejnej sesji żalenia się na tę drugą powiedziałam im żeby się dogadywały między sobą i mnie tym nie obciążały (w ciąży byłam i miałam dość tych bezowocnych utyskiwań). Matka zrozumiała i temat siostry od tego czasu nie wypływa, a siostra uznała chyba że jestem z drużynie z toksyczną matką. Próbowałam podtrzymać kontakt, ale i tak od lat to było jednostronne, a jak przestałam inicjować spotkania to słuch po niej zaginął.

        A z matką masz rację, nigdy nie widziałam jej agresywnej. Nawet w kulminacji sytuacji z siostrą to była raczej taka cicha, rozżalona rezygnacja.
        • zuzi.1 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 22:20
          Jestes autorko przykladem osoby wychowanej przez narcystyczna matke. Poziom zaburzen narcystycznych Twojej mamy jest raczej sredni, mama nie jest agresywna, tylko raczej meczaca, nie zawlaszczyla Twojego zycia i Ciebie calkowicie, ale pozwolila Ci na uniezaleznienie sie i samodzielnosc. Jednak lata takiego wychowania, w skupieniu na potrzebach i emocjach.matki spowodowaly to, ze w tej chwili nie potrafisz stawiac granic w sprawach zycia codziennego, jestes zbyt skupiona na tym co odczuwa druga osoba po Twojej reakcji i generalnie odczuwasz dyskomfort z tego powodu, czasem nawet poczucie winy. Mam nadzieje, ze poczytalas sobie w internecie o narcystycznej rodzinie i matce. Narcystyczna matka traktuje swoje dzieci, jak swoje przedluzenie, czesc jej samej, a nie jako autonomiczne osoby i stad takie jej zachowania.Skoro jestes jej czescia, kawalkiem nie samej, to przez lata ksztalcila Cie do tego abys byla jej poslusna, ulegla, bys odczytywala jej uczucia i potrzeby, zanim ona o nich wspomni. A aktualne Twoje problemy sa konsekwencja takiego wychowania. Twoja mama jest zaburzona, warto to sobie uswiadomic i udac sie na terapie, aby sie wydostac z uzaleznienia emocj. od matki. Gdy zerwiesz to uzaleznienie, wowczas nauczysz sie stawiac granice innym i dbac o siebie. Mama nigdy Cie nie uczyla dbania o siebie i swoje potrzeby, mialas byc jej uszami, oczami, a teraz musisz lata takiego wychowania odkrecic i zaczac funkcjonowac, bez obciazen wkodowanych Ci przez narcystyczna matke.
          • zuzi.1 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 11:58
            A odnosnie ksiazek, wejdz w watek o polecanej na forum literaturze, przyszpilony u gory i poszukaj: Grzeczne dziewczynki.ida do nieba a niegrzeczne tam gdzie chca, Grzeczne dziewczynki zjadaja wilka, Zdrowy egoizm. I ksiezki polecane w tym watku przez Ola_ dom.
            • zuzi.1 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 12:03
              Zapomnialam dopisac jeszcze jedna wazna: Powrot do swego wew. domu.
        • paris-texas-warsaw Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 22:57
          "Ona też była zawsze mniej odpowiedzialna, to ja byłam tą która się opiekowała, mimo że jestem młodsza."

          Ale kim się opiekowałaś? Mamą? Ona miała jakieś zaburzenia, typu depresja etc. i wymagała tego zajmowania się czy tylko tak w stabilny sposób funkcjonowała? Od siostry też wymagała, ale ona nie chciała się zajmować? (pisałaś, że byłyście tak samo traktowane). Opierała się bardziej na Tobie niż np. na pomocy ojca? Mogłabyś tak sobie wszystko porozkładać na czynniki pierwsze i wtedy może byłoby Ci łatwiej zrozumieć, że nie musisz być lubiana przez wszystkich, że od tego się nie umiera:) Chyba, że przeszłaś jakąś deprywację potrzeb na wcześniejszym etapie i nie jest to tylko takie "wyuczenie" zachowania, tylko się faktycznie "rozpadasz" ze strachu, że się od Ciebie matka, teściowa, ktokolwiek odwróci i zostaniesz sama bezbronna etc. Wtedy to najlepiej działać z terapeuta. Chociaż taka matka to podejrzewam, że zawsze mogła być taka lękowo-przyspawana i to mógł być jej sposób funkcjonowania od Waszych narodzin, więc jest to być może bardzo wpisane i dlatego jest trudne do przewalczenia rozumowego. Ona oparta na dziecku, jednocześnie nadopiekuńcza, zapobiegliwa, wystraszona, etc.
      • sonia_siemionowna Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 08.11.15, 15:08
        Wybacz, ale obwinianie matki za wszelkie zlo przez dorosla juz corke to nie jest zdrowa reakcja. Co innego, gdyby w Grecji wchodzila przemoc czy molestowanie, wtedy odciecie sie doroslej osoby jest jak najbardziej wskazane. Natomiast obwinianie matki przez siostre i czynienie z niej osoby odpowoedzialnej za wlasne nieszczescia niczym sie nie rozni od postepowania matki Autorki, ktora tez czyni ja odpowoedzialna za wlasny stan emocjonalny. Nienawisc to tez jest zaleznosc.
        • paris-texas-warsaw Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 08.11.15, 21:23
          Wg mnie nie jest tu napisane, co to za całe zło. Gdyby chociaż Autorka napisała, to można by się jakoś odnieść. Może ta siostra obwinia o całe zło, które faktycznie jej ktoś wyrządził, a nie całe zło świata.
          Zauważyłam, że jak chodzi się o odcięcie jakiejś dorosłej osoby od rodzica, to jakby przynajmniej na forum "wymagane" jest, żeby było to coś poważnego, etc. w rozumieniu tego forumowicza. Widocznie w rozumieniu tej siostry, było to coś takiego, że wybrała to odcięcie się. Nie ma żadnego obowiązku bycia "z kimś", o ile chodzi o dorosłe osoby, więc nawet jakby powód był nawet "obiektywnie mały", to zawsze jest to wybór i prawo tej osoby i trudno z tym polemizować. Można jakoś ocenić we własnym systemie wartości.
          Wg mnie jest zupełnie czymś innym widzenie wpływu czyjegoś zachowania i postępowania na nasze życie, wszak nikt nie jest "ludzioproof" i jest to działalność niejako intelektualna i być może stanowi negatywną ocenę tej matki, natomiast poczynania matki to czynne epatowanie swoimi stanami emocjonalnymi, ale też o ile Autorka nie reaguje, to cóż.
          Pewnie, że nienawiść to zależność, ale miłość to też zależność, w ogóle jakiekolwiek nastawienie do tak istotnej w życiu osoby jak rodzic to jakaś tam zależność, że trudno tego uniknąć. Poza tym tak jak trudno na zawołanie kogoś znienawidzić, tak trudno pokochać czy polubić, więc trochę ciężko od ręki coś ze swoim nastawieniem coś zrobić, a mi się wydaje, że w ogóle jakoś nastawienie jest wypadkową również czyjegoś postępowania i po części odpowiedzią na nią, a nawet jak nie jest tego wynikiem, to ostatecznie też się ma do tego prawo:)
          • sonia_siemionowna Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 09.11.15, 00:23
            Potrzeba odciecia sie wynika z okreslonych emocji i czesto jest to podswiadomy mechanizm obronny przed trauma. Od osoby nam obojetnej nie mamy potrzeby sie odcinac, a jesli dana osoba budzi w nas takie nieuswiadomione emocje, ze trzeba sie odcinac i to racjonalizowac jako 'dbanie o siebie' czy tez 'dojrzalosc', to trzeba sie zastanowic, dlaczego owa osoba tak nas kontroluje i ma na nas taki wplyw.

            Nie zrozumieniem mnie zle, ja sama odcielam sie od niebezpiecznego psychopaty, ktorego do dzis sie boje. Ale mam tego swiadomosc, nie udaje, ze jest niewazne, nie racjonalizuje. Gdyby byl niewazny, to bym sie nie musiala odcinac.

            Odcinanie sie przy jednoczesnym obwinianiu i braku dzialania zmierzajacego do zmiany stanu emocjonalnego to bardzo destrukcyjna droga do nikad.
            • paris-texas-warsaw Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 09.11.15, 20:02
              "Potrzeba odciecia sie wynika z okreslonych emocji i czesto jest to podswiadomy
              > mechanizm obronny przed trauma. Od osoby nam obojetnej nie mamy potrzeby sie od
              > cinac, a jesli dana osoba budzi w nas takie nieuswiadomione emocje, ze trzeba s
              > ie odcinac i to racjonalizowac jako 'dbanie o siebie' czy tez 'dojrzalosc', to
              > trzeba sie zastanowic, dlaczego owa osoba tak nas kontroluje i ma na nas taki w
              > plyw."

              Nie rozumiem tej myśli, to Twoja myśl, czy jakaś teoria? Wg mnie jeśli ktoś od kogos się odcina, bo boi się traumy w związku z tą osobą (przeszłą? przyszłą? obecną?), to raczej ta osoba nie jest i nie była miłym misiem, tylko jakimś upiorem i stąd trzeba się odciąć. Wg mnie cele takie jak dbanie o siebie poprzez unikanie kontaktu z osobami źle na nas działającymi jest jak najbardziej zdrowe, mniej zdrowe chyba jest dążenie do takiego kontaktu. Wiesz, nie wiem, czy to jest "kontrola". To tak jakby zgwałconej osobie mówić, żeby nie unikała traum i swoje przyjęcie urodzinowe zrobiła w tym lokalu, pod którym właśnie taka trauma się jej zdarzyła. Może zapomni, a może będzie zawsze tego miejsca unikała. Sam negatywny wpływ jakichs zdarzen i osób można sobie "przepracowywać" i poza kontaktami z tymi osobami czy miejscami. Taki kontakt sam w sobie nie ma jakiegoś magicznego leczącego wpływu, a może mieć negatywny i stąd takie odcięcie się. Akurat co ta siostra robi teraz z alkoholizmem czy tymi napadami lękowymi, to nie wiadomo i czy się z rodziną spotyka czy nie, to może to nie mieć kluczowego dla niej znaczenia - np. z relacji wynika, że spotkania z siostrą z jej punktu widzenia nie były za dobre, bo ona oczekiwała akurat wsparcia, którego siostra nie była w stanie jej dać. Może teraz szuka wsparcia gdzie indziej. Zwykła kolej rzeczy, nie demonizowałabym. Zresztą w sumie to nie spotkałam się z sytuacją odcięcia się od rodziny bez poważnych powodów, więc wydaje mi się małoprawdopodobne takie postępowanie za wynik jakiejś chwilowej fanaberii.
              • froshka66 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 09.11.15, 23:00
                Pozwolę sobie do zgody z powyższym postem dołożyć moje podsumowanie:
                Jak kto jest antypatycznym, złośliwym gburem, to mam w 4 literach traumy tylko chce spokojnie zjeść obiad; i jego na towarzystwo ani do obiadu ani do innego posiłku nie wybiorę.
                Nie mówiąc już o jakimkolwiek dłuższym czasie wolnym.
                Podobnie jak ktoś się nie chce myc.
                Smród brudasów z lenistwa mi przeszkadza kiedy nie jest konieczny do znoszenia.
                Dotyczy to wszystkich ludzi, jest moim zdaniem zupełnie normalnym objawem dbania o swój dobrostan i nie widzę powodu aby z tej prostej zasady wyłączać kogokolwiek; mamę, siostrę, teściową, brata itp.
                Podobnież jeżeli ktoś moje towarzystwo uznaje za przykre nie widzę powodu czemu ma się nim katować.
                Uważam tą zasadę za niezwykle zdrową.

    • froshka66 bardzo sie zgadzam : 04.11.15, 17:24
      z ponizszym zdaniem :

      jedyne co można zrobić to ukarać rodziców i spędzić resztę życia na użalaniu się na swój los i wynajdywaniu kolejnych wymówek. To mnie trochę odrzuca od książek w stylu "źle rodzice".

      tez mi się ten "rys" w/w książek nie podoba.
      Szukanie przyczyn swojego postepowania i przekonań , które są nam niewygodne jest OK, ale tylko wtedy, kiedy znalezienie odpowiedzi przybliża na do rozwiązania i konstruktywnych zmian.
      Tak winna jest twoja mama i co z tego?
      Odpowiedzią na 99% problemów jest WZIĘCIE ODPOWIEDZIALNOSCI za swoje uczucia i postepowanie.
      Dobrze przemyśleć coś czym przeczytałam niedawno :
      Fakty
      Przekonania
      Emocja
      Działanie
      Najpierw mamy FAKTY (twoja mama dzwoni do ciebie i mówi, że ma obiad)
      później ty z powodu twojego PRZEKONANIA o tym fakcie (nie znam go – może np. „córka co sprzeciwia się matce jest zła”) masz pewne EMOCJE (np. masz poczucie winy, ze nie chcesz go wziąć) następuje DZIAŁANIE – bierzesz niechciany obiad
      Dobrze jest zaakceptować i uświadomić sobie zasadę działania ludzi :
      „To nie fakty mnie denerwują, złoszczą, zasmucają, radują, lecz to ja sam/a denerwuję się, złoszczę, przerażam, czy raduję poprzez moje przekonania o tych faktach.”

      Nie widzę nic złego w faktach (są jakie są – mam dzwoni wolno jej ), natomiast reszta jest do zastanowienia się.

      Przeczytałam ostatnio taką listę pytań odnośnie przekonań :
      1. Czy to przekonanie jest oparte na faktach?
      2. Czy to przekonanie chroni moje życie i zdrowie?
      3. Czy to przekonanie pozwala mi osiągać bliższe i dalsze cele?
      4. Czy to przekonanie pozwala mi rozwiązywać konflikty lub ich unikać?
      5. Czy to przekonanie pozwala mi czuć się tak jak chciałabym się czuć?

      - Zdrowe przekonania spełniają, co najmniej trzy z tych pięciu zasad.
      - Zdrowe przekonania jednej osoby, nie muszą być zdrowe dla innej.

      Zadaj te pytania wobec przekonania „córka co sprzeciwia się matce jest zła”, znajdź odpowiedzi, jakk trzeba wymień przekonanie :)

      • ola_dom Re: bardzo sie zgadzam : 04.11.15, 22:03
        froshka66 napisała:

        > Szukanie przyczyn swojego postepowania i przekonań , które są nam niewygodne jest OK, ale
        > tylko wtedy, kiedy znalezienie odpowiedzi przybliża na do rozwiązania i
        > konstruktywnych zmian.
        > Tak winna jest twoja mama i co z tego?
        > Odpowiedzią na 99% problemów jest WZIĘCIE ODPOWIEDZIALNOSCI za swoje uczucia i
        > postepowanie.

        Ja przeczytałam niedawno, że rodzice są odpowiedzialni za krzywdę, którą nam wyrządzili,
        a my jesteśmy odpowiedzialni za to, jak sobie z nią w dorosłym życiu poradzimy.
        • danaide Re: bardzo sie zgadzam : 04.11.15, 23:29
          Jean-Paul Sartre?a: "Nie jest ważne, co ze mną zrobiono, lecz to, co ja sam zrobiłem z tym, co ze mną zrobiono".
          • danaide Re: bardzo sie zgadzam : 05.11.15, 03:44
            PS. Tak mi się skojarzyło. A skoro już skojarzyło to postanowiłam sprawdzić wiarygodność cytatu. I weszłam tu www.zaufajsobie.pl/czytelnia.html Coś mi się widzi, że Gestalt to dobra terapia dla grzecznych dziewczynek;)
          • vilez Re: bardzo sie zgadzam : 05.11.15, 10:25
            Otóż to.
      • ola_dom Re: bardzo sie zgadzam : 04.11.15, 22:09
        froshka66 napisała:

        jedyne co można zrobić to ukarać rodziców i spędzić resztę życia na użalaniu się na swój los i wynajdywaniu kolejnych wymówek. To mnie trochę odrzuca od książek w stylu "źle rodzice".

        > tez mi się ten "rys" w/w książek nie podoba.

        I jeszcze jedno - naprawdę dla wielu dzieci swoich rodziców to, że mogły przeczytać raz i drugi, że to NIE ONE SĄ ZŁE - choć tak im wmawiano, kiedy tylko próbowały przeciwstawić się rodzicom - jest czasem bezcenne.
        Alice Miller to podkreśla bardzo mocno. I ja się zgadzam. Takie "dzieci" (bo często dawno już dorosłe) mają tak wdrukowane poczucie winy, że samo dowiedzenie się, że jednak nie są winne, często jest początkiem ważnych zmian.
        Dlatego te książki mogą być istotne i pomocne.
        • froshka66 Re: bardzo sie zgadzam : 04.11.15, 22:58
          NIE ONE SĄ ZŁE - choć tak im wmawiano, kiedy tylko próbowały przeciwstawić się rodzicom - jest czasem bezcenne.

          Ja sie z toba zgadzam w zupełnosci, tylko czesto widzę pozostawanie w stwierdzeniu :"to nie ja tylko oni" i nie ma juz przejęcia odpowiedzialności za swoje życie o czym pisałas wyżej.
          Tylko o to mi chodziło.
        • differentview Re: bardzo sie zgadzam : 05.11.15, 09:31
          ola_dom napisała:

          > Alice Miller to podkreśla bardzo mocno. I ja się zgadzam.

          tak na marginesie- Alice Miller jak nikt inny rozumiala sytuacje dziecka w zaburzonej, przemocowej rodzinie, to zdaje sie ona napisala, ze sytuacja dziecka jest gorsza niz sytuacja wieznia obozu koncentracyjnego bo wiezien nie musi kochac swoich oprawcow a dziecko musi/ chce kochac swoich rodzicow; i pomimo, ze wszystko tak gleboko rozumiala i tak przejrzyscie potrafila opisac w swoich ksiazkach- sama byla okrutna matka, ktora porzucila syna na pare lat gdy byl dzieckiem, przez cale zycie pozwalala by jego ojciec maltretowal go fizycznie, wielokrotnie zrywala z nim realcje gdy tylko syn sie w czyms z nia nie zgadzal, osmieszala go publicznie jako terapeute a nawet posunela sie do tego by terapeuta syna skladal jej szczegolowe relacje z przebiegu terapii zeby mogla wszystko kontrolowac- czyli niestety totalna patologia:(
          • paris-texas-warsaw Diffrentview:) 05.11.15, 10:26
            Diff, a skąd to wiesz? Plis, daj mi namiary.
            • differentview Re: Diffrentview:) 05.11.15, 10:43
              paris-texas-warsaw napisała:

              > Diff, a skąd to wiesz? Plis, daj mi namiary.

              czytalam ksiazke jej syna "prawdziwy dramat udanego dziecka"
              • ola_dom Re: Diffrentview:) 05.11.15, 11:06
                differentview napisała:

                > czytalam ksiazke jej syna "prawdziwy dramat udanego dziecka"

                Matkobosko...:/
                • differentview Re: Diffrentview:) 05.11.15, 11:32
                  ola_dom napisała:

                  > differentview napisała:
                  >
                  > > czytalam ksiazke jej syna "prawdziwy dramat udanego dziecka"
                  >
                  > Matkobosko...:/

                  mnie ta ksiazka zasmucila; okazuje sie, ze zrozumienia, nawet tak glebokie jak w przypadku Alice Miller- pozostaje tylko na poziomie intelektualnym, na poziomie teorii- a wprowadzenie tego w zycie- to juz inna bajka, duzo trudniejsza; Alice Miller miala traumatyczne dziecinstwo- i relacje z rodzicami i doswiadczenia wojenne- i jej wlasne traumy spowodowaly ze byla zupelnie slepa na cierpienie swojego syna, pisala madre, empatyczne ksiazki ale nie umiala byc empatyczna jako matka; dopiero przed smiercia, wg syna bylo to samobojstwo- przyznala, ze jego zarzuty wobec niej byly prawdziwe
                  • apersona Re: Diffrentview:) 05.11.15, 23:52
                    Alice Miller te mądre empatyczne książki pisała późno 55+ . "Dramat udanego dziecka" ukazał się w 1979, jej syn był już wtedy dorosły, a z mężem rozstała się jeszcze w latach 60-tych.
                    • ola_dom Re: Diffrentview:) 06.11.15, 09:34
                      apersona napisała:

                      > Alice Miller te mądre empatyczne książki pisała późno 55+ . "Dramat udanego dziecka" ukazał > się w 1979, jej syn był już wtedy dorosły, a z mężem rozstała się jeszcze w latach 60-tych.

                      Syn urodził się w 1950 roku, a Miller rozwiodła się w 1973 roku, więc całe dzieciństwo i dorastanie syn spędził z przemocowym ojcem.
                      Pytanie, kiedy poszedł na terapię, którą kontrolowała matka, ale niekoniecznie przed 1979 rokiem.
                      No nic. Książka jeszcze przede mną, może tam się dowiem.
    • ssnn Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 17:50
      Uderzyło mnie to zdanie: Do tego dochodzi fakt, że mi się zwierza ze swoich rozlicznych lęków, np. przed samotnością (widujemy się co 2 dni średnio, nie wiem co jeszcze mogę zrobić)...

      Skąd pomysł, że to Ty masz coś zrobić? I że robisz za mało? A może za dużo?
    • basiastel Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 18:27
      Kiedy i gdzie na to piwo się stawić?
    • aqua48 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 19:15
      34mimi napisał(a):

      > Powinnam jej powiedzieć wprost co mi przeszkadza, tylko jestem pewna że jak zos
      > tanie sama z myślami to będzie ANALIZOWAĆ, dzielić włos na czworo i nie jestem
      > w stanie określić gdzie ją ta analiza zaprowadzi.

      A czy musisz określać gdzie zaprowadzi mamę jej postępowanie i analizy? Nie jesteś za nią odpowiedzialna, ani za wnioski do których dochodzi na podstawie Twoich poczynań. Ani nie odpowiadasz za jej samopoczucie, smutek związany z jej starzeniem się, czy rośnięciem Twojego dziecka. Ani też za to czy ona wyrzuca jedzenie o którego przygotowanie nie prosiłaś. Nie jesteś KaOwcem mamy i nie masz żadnego obowiązku organizować jej czasu tak aby nie nudziła się i nie czuła samotna. Co gorsza z Twego opisu wynika, że i tak nie masz na to wszystko większego wpływu, bo mama jeśli zechce i tak będzie smutna, będzie robiła furę kotlecików czy będzie obarczała Cię swoimi humorami.
      TY masz za to obowiązek dbać o SWOJE samopoczucie i dobrostan swojego dziecka i męża. Ale chyba bez pomocy z zewnątrz, czyli terapii nie uwolnisz się spod jej wpływu.
    • awesome810 a teraz zbierz te mądre rady, które 04.11.15, 20:00
      dają ci dziewczyny i zacznij z nich korzystać.

      Przy okazji odpowiedz sobie na proste pytanie: czy w najbliższe wakacje ty, mąż i dziecko, ot tak we troje, pojedziecie sobie nad morze/w góry/gdzieś? na dwa tygodnie

      (czy może się nie uda, bo mama padnie z tęsknoty? a druga padnie z tęsknoty teściowa? albo padną na wyścigi... albo pojedziecie w pięcioro, to będzie super wypoczynek ;)).
    • froshka66 tak sobie wspominam 04.11.15, 20:38
      Przeczytałam posty i naszła mnie taka refleksja:
      Kiedyś, dawno temu, tez tak miałam. Przejmowałam się bo trzeba, bo mama beze mnie umrze, bo to mój obowiązek i trzeba wszystkim dogadzać.
      Gdzieś po drodze do mnie doszło zdanie ( choć nie jestem specjalnie katolicka ) kochaj bliźniego swego jak siebie samego - nigdzie nie jest napisane, ze więcej . Nigdzie nie jest napisane, że mam rujnować sobie życie, zdrowie , czas wolny, macierzyństwo i wszystko po to tylko , że by zasłużyć na lubienie? zadowolić? … inne osoby. Nigdzie nie jest napisane , ze mam ich wszystkich kochać więcej od siebie.
      A nawet jeżeli tak by się stało, to ja wyłącznie decyduje KIEDY jest czas przedkładania dobra innej osoby nad moje.
      I tak chorej mamie ugotuje obiad i zawiozę do szpitala
      Ze zdrową osobą, która nie zgłasza żadnych potrzeb związanych z opieka będę się kontaktowała wyłącznie w celach przyjemności – obustronnej – w tym mojej.
      Itp. Itp.
      Już za to zostałam "zjedzona" na forum, ale moje podejście się od tego nie zmieniło;
      ani poczucie zadowolenia z życia, ze mam swój czas na realizacje swoich celów a nie cudzych, nic się nie zmniejszyło.
    • sasanka4321 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 04.11.15, 22:04
      Sluchaj, a nie moglabys ich jakos polaczyc? Tzn. mame i tesciowa? Zajelyby sie soba wzajemnie, obie maja nadmiar czasu, moglby spotykac sie, godzinami omawiac Wasze zycie, gotowac na zmiane. Ty mialabys spokoj, a dwie starsze panie zajecie...
      • jehanette Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 13:08
        Brr, a gdyby stworzyły wspólny front? To już tylko antypody ;)
    • koronka2012 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 01:05
      Współczuję z całego serca, bo już jedna tak natrętna osoba byłaby w stanie wpędzić mnie w nerwicę, a już dwie..? dziwię się, że jeszcze na psychotropach nie jedziesz, serio.

      Moja była teściowa miała takie zapędy. Jej własna córka na dźwięk telefonu dostawała alergicznej wysypki, bo było podobnie jak u ciebie, z tą różnicą, że ona zasuwała po 12 godzin na dobę, miała 2 dzieci na stanie i cały dom na głowie - i jak wreszcie z wywalonym ozorem i ledwo żywa dojeżdżała do domu z myślą, żeby się walnąć na kanapę i wrzucić na luz - w tym momencie był telefon od mamuni, która mając mnóstwo czasu na emeryturze rozsiadała się wygodnie z herbatką i słuchawką w ręku i była żądna codziennego raportu poczynając od tego z czym córcia zrobiła rano kanapki dzieciom... i też córka miała stres, że nie ma sumienia samotnej matki od piersi odstawić.

      Zaczęłabym od zmiany schematu. Niepotrzebnie ugotowała? wszystko można zamrozić, weźmie się przy okazji. Nie ma powodu wpadać co drugi dzień. Wprowadźcie zwyczaj uzgadniania wizyt, umawiaj sama te spotkania, od razu, nie czekając na napaść jednej albo drugiej matki. Zacznij snuć aluzje - tak naprzemiennie - matce mów "nieprzytomna jestem, nie mogłam się wyspać, bo wczoraj teściowa przyszła", a teściowej to samo w wersji mama. Taka aluzyjka, że to, że masz małe dziecko nie oznacza, że pałasz żądzą gości. Jeśli nie dotrze - wyraź się bardziej precyzyjnie. Mąż niech weźmie na siebie ciężar ustalenia wizyt ze swoją matką, niech ustala przyjścia, a ty naprawdę nie musisz za przeproszeniem merdać ogonkiem za każdym razem.

      Samej będzie ci trudno coś zmienić, dobrze byłoby wesprzeć się terapią, czy choćby kursem asertywności.
      Bo o ile teraz ten problem dotyczy rodziny, to do niej się nie ogranicza. To samo będziesz miała w stosunku do znajomych, współpracowników i innych ludzi. To naprawdę potrafi zatruć życie.
      • froshka66 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 09:26
        Zacznij snuć aluzje - tak naprzemiennie - matce mów "nieprzytomna jestem, nie mogłam się wyspać, bo wczoraj teściowa przyszła", a teściowej to samo w wersji mama. Taka aluzyjka, że to, że masz małe dziecko nie oznacza, że pałasz żądzą gości. Jeśli nie dotrze - wyraź się bardziej precyzyjnie.


        nauka manipulacji w weekend
        jak a mamusia niedobra, ze sie nie domysli o co dzicku chodzi....
        • koronka2012 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 10:48
          froshka66 napisała:

          > nauka manipulacji w weekend
          > jak a mamusia niedobra, ze sie nie domysli o co dzicku chodzi....

          Ależ oczywiście. Tylko że nie widzę innej metody do zastosowania dla osoby, która ma wypaczone poczucie odpowiedzialności za cudze samopoczucie. Jej po prostu jeszcze parę lat nie przejdzie przez gardło, że marzy jej się święty spokój. Przełamanie schematu u osoby tak wytresowanej jest żmudnym i długim procesem, a ona chce móc się zdrzemnąć "tu i teraz".
          • froshka66 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 06.11.15, 01:09
            Był taki dowcip:
            Wpada facet na przystanek tramwajowy z futerałem na skrzypce i zziajany pyta:
            Panie, jak się dostać do filharmonii
            A pijaczek na przystanku odpowiada :
            Ćwiczyć, k… ćwiczyć…

            Bardzo mądry dowcip.
            Dziś nie przechodzi, to jutro sobie napisze karteczkę z tym co chce powiedzieć;
            Przeczyta przez telefon, rozłączy się
            Wyłączy telefon
            wypije piwo
            Zamknie drzwi i przeżyje
            Zakład?
            A nauka manipulacji to leczenie dżumy cholerą
            • yoma Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 06.11.15, 10:18
              A przerażona mamusia/teściowa przyjedzie i zacznie się dobijać...
              • froshka66 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 06.11.15, 10:33
                Może się dobijać, z tego co wiem drzwi maja klamkę z 2 stron i można zamknąć od środka.
                Jeżeli nie ma możliwości bycia samym w SWOIM domu wtedy kiedy się chce, to jest to poważne naruszenie wolności osobistej.
                Jeżeli faktycznie po informacji telefonicznej / SMSowej: „chce być sama w domu, proszę mnie nie odwiedzać ”, ktoś przyjdzie pod drzwi i zacznie się dobijać, to naturalna koleją rzeczy zamiast otwierać drzwi trzeba wezwać policje, ze ktoś niepowołany usiłuje się dostać do mieszkania.
                Taka historia na następne 15 lat ustawiłaby autorkę wątku na WŁAŚCIWEJ pozycji i już nigdy żadna mamusia /teściowa itp. bez zaproszenia by do jej domu nie przychodziły.
                Osobiście ode mnie oprócz policji pod drzwiami, natręt dostałby potężny opier… zaczynający się od słów : CO JEST NIEZROZUMIAKŁEGO w zdaniu : „chce być sama w domu, proszę mnie nie odwiedzać ” i ciężka obraza na mamusię /teściowa za wszczynanie burd i wstyd przed sąsiadami.
                • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 06.11.15, 10:39
                  froshka66 napisała:

                  > CO JEST NIEZROZUMIAKŁEGO w zdaniu : „chce być sama w domu, proszę mnie nie odwiedzać ”

                  Problem nie w tym, że to jest niezrozumiałe, tylko w tym, JAK bliscy mogą to zrozumieć i zinterpretować. Szczególnie w przypadku osoby, którą dobrze znają i która NIGDY WCZEŚNIEJ nie wysłała nawet choć trochę podobnego komunikatu.
                  I wcale nie byłabym oburzona, gdyby po tak dokładnie brzmiącym smsie bliscy się poważnie zaniepokoili. Po nieco inaczej sformułowanym już niekoniecznie, albo nie aż tak bardzo.
                  • froshka66 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 06.11.15, 10:49
                    Nie czepiam się sformułować, każdy pisze jak ma w zwyczaju.
                    Chodzi o podniesiony problem, ze jak napisze ( po swojemu) to i tak wszyscy oleją i staną pod drzwiami dzwoniąc do upadłego.
                    I wtedy moim zdaniem należy postawić 7 metrowy mur nieprzystępności –
                    Granic nie egzekwuje się przy stole i cieście – ciociu może herbaty, nie dziękuje, kawy moja droga….
                    Tylko wtedy, kiedy ktoś przekracza granice – to się nazywa wypowiedzeniem wojny.
                    Skoro ktoś mi wypowiada wojnę i przekracza moje granice bez mojego pozwolenia to niby co należy wg ciebie robić?
                    PROSIĆ o wyjście?
                    ZMIENIAC granice?
                    • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 06.11.15, 11:15
                      froshka66 napisała:

                      > Nie czepiam się sformułować, każdy pisze jak ma w zwyczaju.
                      > Chodzi o podniesiony problem, ze jak napisze ( po swojemu) to i tak wszyscy oleją i
                      > staną pod drzwiami dzwoniąc do upadłego.

                      A tu się w zupełności zgadzam, ale ponieważ zapytałaś, co jest niezrozumiałego W TYM KONKRETNYM sformułowaniu, uznałam, że o nie właśnie chodzi.
                      • froshka66 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 06.11.15, 14:47
                        sorry niedomówienie:
                        Osobiście ode mnie oprócz policji pod drzwiami, natręt dostałby potężny opier… zaczynający się od słów : CO JEST NIEZROZUMIAKŁEGO w zdaniu : „chce być sama w domu, proszę mnie nie odwiedzać ”

                        Mam od miliona lat zwyczaj dawania jasnych, prostych komunikatów.
                        I dla nikogo w rodzinie to nie jest nowośc
                        • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 06.11.15, 14:55
                          froshka66 napisała:

                          > Mam od miliona lat zwyczaj dawania jasnych, prostych komunikatów.
                          > I dla nikogo w rodzinie to nie jest nowośc

                          No właśnie :)
                          A jak rodzina kompletnie nieprzyzwyczajona do takiego zachowania zostanie nim zaskoczona, to albo ją zatka (super, ale jednak rzadko się zdarza), ale może też być tak, że się przerazi i wezwie od razu pogotowie, policję i detektywa - na wszelki wypadek, bo przecież COŚ STRASZNEGO MUSIAŁO SIĘ STAĆ.
                          • froshka66 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 06.11.15, 15:02
                            temuż na forum pisze : przyzwyczajac rodzine do jasnych komunikatów zawczasu, to nie bedzie problemów :)
                  • annb Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 06.11.15, 11:01
                    i to jest właśnie dbanie o cudze uczucia.Bliscy będa zaniepokojeni. A przecież nie nalezy niepokoić bliskich.

                    Ja wybrałam metodę froshki
                    Moje delikatne komunikaty nie działały
                    no to podziałały proste komunikaty, odarte z uprzejmości.
                    A że ktoś się wq...
                    A czy to jest MOJ PROBLEM???
                    • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 06.11.15, 11:24
                      annb napisała:

                      > i to jest właśnie dbanie o cudze uczucia.Bliscy będa zaniepokojeni. A przecież
                      > nie nalezy niepokoić bliskich
                      > A że ktoś się wq...

                      No tak, ale jednak różne uczucia mają różną wagę. Czym innym jest wkurw, a czym innym poważna obawa o kogoś bliskiego. Mówię o niej, bo to pojawiłoby się u mnie, gdybym dostała takiego smsa od osoby, która zawsze dotąd była miła, grzeczna, uprzejma i serdeczna. Niepokój o bliskich nie jest niczym z założenia złym, a czasem nawet bywa uzasadniony :). Różne choroby, na przykład, mają czasem zaskakujące objawy.

                      No i sama piszesz, że NAJPIERW stosowałaś delikatne komunikaty. I dopiero kiedy nie zadziałały, trzeba było użyć mocniejszych.

                      Wiem dobrze, że metoda froshki zastosowana od początku będzie skuteczniejsza od mojej. Ale mimo wszystko mam opory przed stosowaniem najmocniejszego działa, zanim nie wypróbuję słabszego.
                      • froshka66 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 06.11.15, 12:24
                        a stosowłas to słabsze?
                        a napisałas/powiedziałas jasno ( ale grzecznie i "po swojemu") czego sobie nie zyczysz?
                        zadziałało?
                        • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 06.11.15, 12:39
                          froshka66 napisała:

                          > a stosowłas to słabsze?
                          > a napisałas/powiedziałas jasno ( ale grzecznie i "po swojemu") czego sobie nie zyczysz?
                          > zadziałało?

                          Tak zrobiłam i owszem - nie zadziałało.
                          Dlatego napisałam, że Twoja metoda pewnie jest skuteczniejsza. Ale że jednak mam opory przed stosowaniem mocniejszej, zanim nie zastosuję słabszej, BO CZASEM słabsza zadziała. A wolę mniejszą rozpierduchę niż większą, jak mam wybór.
                          • froshka66 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 06.11.15, 13:03
                            no wychodzi na to , ze teraz to juz wyboru nie masz
                            PS
                            ja tez prawie ZAWSZE zaczynam grzecznie...
                            • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 06.11.15, 13:18
                              froshka66 napisała:

                              > no wychodzi na to , ze teraz to juz wyboru nie masz

                              Ale wybory to już są za mną, ja mam teraz sytuację dość jasną.
                              Pytanie, co wybierze autorka wątku?
                      • ada1214 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 06.11.15, 14:27
                        > No tak, ale jednak różne uczucia mają różną wagę. Czym innym jest wkurw, a czym
                        > innym poważna obawa o kogoś bliskiego. Mówię o niej, bo to pojawiłoby się u mn
                        > ie, gdybym dostała takiego smsa od osoby, która zawsze dotąd była miła, grzeczn
                        > a, uprzejma i serdeczna. Niepokój o bliskich nie jest niczym z założenia złym,
                        > a czasem nawet bywa uzasadniony :). Różne choroby, na przykład, mają czasem zas
                        > kakujące objawy.

                        Ola, masz niebywaly talent do dzielenia wlosa na czworo, a nawet na osiem i szesnascie. Mysle, a nawet jestem pewna, ze to w ogromnej mierze rzutuje na Twoje relacje z matka (czy w ogole z innymi). Na nic Ci te wszystkie terapie i psychologiczne ksiazki, jesli z zamilowaniem beziesz godzinami, dniami i tygodniami rozkminiac a co ona/ona miala na mysli. Albo jak tutaj- doszlas juz do rozwazan o "roznych chorobach dajacych zaskakujace objawy" gdy mowa o kims kto po prostu potrzebuje troche spokoju. Jesli sobie nie zdajesz sprawy, to powiem Ci ze takie osoby sa cholernie meczace i wkurzajace. Przytrafi Ci sie czlowieku gorszy dzien i masz smetny wyraz twarzy- i juz atakuje Cie grad pytan czy wszystko w porzadku? czy nie jestes chora? a moze gniewasz sie na mnie? czy cos powiedzialam nie tak? czy cos zrobilam nie tak? moze jest cos o czym nie wiem a powinnam?wlasciwie dlaczego masz taki zly wyraz twarzy?

                        Mysle, Olu, ze we wszystkie Twoje zmagania z matka, jakie opisujesz, masz czynny wklad. Analizujesz kazde jej slowo (bo przeciez to co opisujesz na forum to zapewne tylko wierzcholek gory lodowej) , interpretujesz wedlug sobie znanego i wygodnego klucza. rozkminiasz miesiacami zarowno sama jak i ze swoim facetem. Podejrzewam, ze to jest Ci wrecz potrzebne jako skladowa Twojej tozsamosci. Dlatego robisz tak powolne, wlasciwie prawie zadne postepy w swojej relacji z matka, jesli oceniac wedlug Twoich wpisow na forum. Ty w gruncie rzeczy NIE CHCESZ zmienic tej relacji na inna, bo wtedy powstala by ogromna proznia, a na razie nie masz pewnie pomyslu, czym by ja zapelnic. Tak ja Ciebie widze.
    • annb Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 10:26
      Mnie uderzyło to

      bo to wszystko niby nie brzmi źle

      ależ to brzmi bardzo, bardzo źle.
      Masz prawo do własnego czasu, własnej rodziny i własnych uczuc.
    • jak-kania-dzdzu Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 10:54
      Kup jednej psa, a drugiej kota :D Zakochają się w zwierzakach, będą miały zajęcie i towarzystwo.
      Oczywiście jeśli kochają zwierzęta i wyraziłyby chęć na takiego towarzysza, taka luźna sugestia, ale przyjaciółka właśnie tak zrobiła. Kupiła psa rodzicom, którzy już zaczynali się uważać za starych, niepotrzebnych, niedołężnych, bo wnuki podrosły, spędzały więcej czasu ze znajomymi niż z dziadkami.
      I dziadkowie po latach pomagania przy wnukach nie mogli się odnaleźć, zaczęły się telefony i żale, że oni już mogą umierać bo nikt ich nie potrzebuje.
      Więc dostali psa, z tym że oni z tych kochających zwierzęta, bo często zajmowali się psami swoich dzieci. Dziadkowie odżyli, więcej się ruszają, bo spacery, zabawa z psem, w domu mają się do kogo odezwać.
      Ja wiem, że to nie jest złoty środek na Twoje problemy z mamą i teściową, ale kto wie, pogadaj z mamą, może zechce przygarnąć jakiegoś niechcianego kundelka żeby wnuczka mogła się wychowywać ze zwierzętami :)
    • ada1214 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 12:12
      Czyli chcialabys odseparowac mame i tesciowke ale sie boisz to zrobic?
      Czasami w sytuacji, kiedy sie czegos obawiamy, skok na gleboka wode jest najlepszym rozwiazaniem.
      Moze sprobuj tak: zapowiedz mamie i tesciowej, ze w ciagu najblizszych 30 dni nie bedzie zadnych wizyt. Powod mozesz podac albo i nie, wedle uznania. Wyslij smsa jesli czujesz, ze nie przejdzie Ci przez gardlo.
      Po 30 dniach bedzie zupelnie inna perspektywa dla kazdej z Was.

      • paris-texas-warsaw Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 12:26
        Bardzo fajny pomysł:) Matka musiałaby przez ten czas jakoś czas zagospodarowywać, a Autorka by sobie robiła, na co ma ochotę i może by jej się to spodobało:) Tylko ja bym to zrobiła "przy okazji", bo nie ma sensu się z góry opowiadać i trochę dyplomatyczniej. Mama telefon, a córka sms: sorry, w listopadzie ćwiczę hatha jogę, odezwę się w grudniu.
        Z drugiej strony, to tak wysokie umiejętności udawania, w pewnych zawodach mogą być przydatne. Ja dość szybko bym już była zniecierpliwiona...

        Diff, wielkie dzięki za tak ciekawą książkę. Jak coś takiego jeszcze znajdziecie, to się podzielcie:)
        • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 12:32
          paris-texas-warsaw napisała:

          > Diff, wielkie dzięki za tak ciekawą książkę.

          I ja dziękuję, będę zamawiać.
          Niestety nie dla przyjemności ją przeczytam - ale cóż...
          • paris-texas-warsaw Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 12:41
            A zauważyłaś Olu, jak odsłuchanie taśm z sesji terapeutycznych syna się skończyło - jak w Twoim wątku obok:) Narcystyczna wizja padła:) Ja też sobie zamówię na pewno, mnie zainteresowało, jak się stało, że terapeuta dał te taśmy matce pacjenta, czy to za zgodą, etc. Horror. Choć myślę, że dla samej A. Miller słuchanie takich taśm to też musiał być horror, ale czasem do takich horrorów ciągnie. To zawsze dylemat - znać i cierpieć, czy się nurzać w miłej iluzji. Bardzo terapeutyczne:)))
            • zuzi.1 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 13:11
              Ale zauwazcie jaka to dziwna jest ta osobowosc narcystyczna, calymi latami potrafi biernie i aktywnie krzywdzic wlasne dziecko, ukrywa calymi latami swoje zachowania oprawcy, zmusza rodzine do tego samego, a gdy prawda po czasie wyjdzie na jaw i skrzetnie budowany na zewnatrz falszywy wizerunek rozprysnie sie w drobny mak, wowczas wielka tragedia dla takiej osobowosci i porywanie sie na wlasne zycie. Wizerunek najwazniejszy, wazniejszy od zywych. bliskich ludzi. Ta osobowosc to prawdziwa patologia.
            • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 13:21
              paris-texas-warsaw napisała:

              > A zauważyłaś Olu, jak odsłuchanie taśm z sesji terapeutycznych syna się skończyło - jak w
              > Twoim wątku obok:) Narcystyczna wizja padła:)

              paris, a możesz rozwinąć?
              Bo nie jestem pewna, czy rozumiem akurat "we właściwym kierunku" :)
              • zuzi.1 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 13:27
                No tak jak u Ciebie Olu, po odsluchaniu Twoich zali i zarzutow, matka wpadla w narcystyczna wscieklosc :-)
                • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 13:45
                  zuzi.1 napisała:

                  > No tak jak u Ciebie Olu, po odsluchaniu Twoich zali i zarzutow, matka wpadla w
                  > narcystyczna wscieklosc :-)

                  To właśnie niezupełnie tak wyglądało, stąd moje wątpliwości :).
                  Chociaż, jak się zastanowię, to to tak właśnie było, tylko rozciągnięte w czasie i okolicznościach. KAŻDA uwaga, choćby najłagodniejsza, cokolwiek, co nie było pochlebstwem na temat jej życia albo życia jej matki - powodowało tak nieadekwatną złość, że nawet już wtedy (dawno, zanim zyskałam jakąkolwiek świadomość tego, że z mogę mieć problem z mamą) czułam, że to coś dziwnego i zdecydowanie nadmiarowego. Nie mogłam NIC powiedzieć w tych kwestiach, bo zdarzało się także, że moja matka "nie spała kilka nocy po tym, jak ją potraktowałam, mówiąc...".
                  • zuzi.1 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 14:11
                    To byl taki opozniony zaplon, mam wrazenie, ze Twoja mama dlugo sie ludzila, ze kontroluje sytuacje w zwiazku z Toba, a gdy sukcesywnie rozwiewalas jej zludzenia, to wowczas zlosc w niej narastala az do etapu kolejnych wybuchow wscieklosci.
                    • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 14:40
                      zuzi.1 napisała:

                      > To byl taki opozniony zaplon, mam wrazenie, ze Twoja mama dlugo sie ludzila, ze
                      > kontroluje sytuacje w zwiazku z Toba

                      Ona się wcale nie łudziła - tak było przez wiele lat.
                      Ja po prostu nie dawałam jej wcześniej zbyt wielu okazji do ujawnienia tej wściekłości, bo każdy cień, zapowiedź jej złości były tak przerażające dla mnie, że unikałam ich chyba podświadomie.
                      • zuzi.1 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 15:29
                        No tak, ale ja mam na mysli etap, kiedy mialas juz ' oczy otwarte'.
                        • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 15:47
                          A to tak, mama zauważyła, że nie działają na mnie jej dotychczasowe metody manipulacji, więc uznała, że zostałam zaklęta przez szeptuchę zamówioną przez mojego faceta w zmowie z jego matką...

                          Ja naprawdę sama nie wierzę w to, co piszę, ale tak to wygląda... Przy ostatnim spotkaniu też padło, że "jak kiedyś magia przestanie działać, to wtedy może zrozumiem, CO JEJ ZROBIŁAM...!"

                          Teraz przyszło mi do głowy, jaka niebywała racjonalizacja zachodzi w jej głowie - nie może uwierzyć, że mogłam chcieć inaczej niż ona, śmiałam się jej przeciwstawić - bo to po prostu nie-moż-li-we.
                          Więc jedynym "rozsądnym" wytłumaczeniem jest czar rzucony na mnie...
                          • paris-texas-warsaw Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 15:54
                            :))))) I sękacza z Podlasia już mama nie skosztuje, wszędzie czary i szeptuchy:))))) Przejrzała tego Twojego lubego:)))))
                            • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 16:12
                              paris-texas-warsaw napisała:

                              > :))))) I sękacza z Podlasia już mama nie skosztuje, wszędzie czary i szeptuchy:

                              E tam - przypuszczam, że o szeptusze powiedziała mamie zaprzyjaźniona wróżka :D
                              Zresztą - mama najchętniej udałaby się do jakiegoś superczarodzieja, który by pomógł zdjąć ze mnie ten czar. Jakby wiedziała jak, to by się skontaktowała z Kossakowskim-Szósty-Zmysł, żeby jej kogoś sprawdzonego doradził...
                              Mama nie stroni od wróżek i czarodziei, dobrze wie, co mogą, bo sama korzystała, żeby zaczarować niegdysiejszego ukochanego :D
                              • paris-texas-warsaw Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 21:50
                                oOoOoOoOoO:))))))))))))))))))))))))) Jak mogę przestać czytać to forum???:))) Ola, a o tych bliskich kontaktach z wróżami i czarnoksiężnikami, to możesz mówić obcym i "temu ...", czy to też trzeba trzymać w sekrecie???
                                Ps. To mama nie do wróżek, a do voo-doo masterów bardziej powinna iść i laleczkę "tego..." nakłuwać...
                                • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 21:55
                                  paris-texas-warsaw napisała:

                                  > Ola, a o tych bliskich kontaktach z wróżami i czarnoksiężnikami, to możesz mówić
                                  > obcym i "temu ...", czy to też trzeba trzymać w sekrecie???

                                  Obcym chyba mogę, ale "temu" to nic nie mogę mówić na temat mojej mamy. NIC. Zresztą... wstydziłam mu się powiedzieć, że mnie zaklął... ;). Ale o wróżkach wie, sam nawet poznał tę zaprzyjaźnioną, jeszcze za lepszych czasów i cotygodniowych obiadków u mamy.
                                  • paris-texas-warsaw Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 22:37
                                    Komedia:))))) Ale nie wiem, czemu od razu nie powiedziałaś matce, że poznałaś świetnego faceta-medium, którego babka była wróżką, a matka ziołami aury oczyszcza, albo wręcz przeciwnie, jak ktoś ich rodzinie podpadnie:)))) Miałby od razu posłuch, a nie był za plecami wyklinany:)))
                                    Ale swoją drogą to mama chciała kasę na utrzymywanie domu, a na wróżki miała, jak mniemam...:)))
                                    • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 22:41
                                      paris-texas-warsaw napisała:

                                      > Ale swoją drogą to mama chciała kasę na utrzymywanie domu, a na wróżki miała, jak mniemam...:)))

                                      To nie tak.
                                      Mama nigdy nie żądała ode mnie pomocy w utrzymaniu domu (tzn. po mojej wyprowadzce, wcześniej było to oczywiste, przecież prowadziłyśmy wspólne gospodarstwo), ani też nie wydawała na wróżki co miesiąc, o nie. Zaprzyjaźnioną wróżkę zaprasza do siebie, i ona wróży bez zapłaty, a czasem, rzadko, jeździła do innej, za psie pieniądze. Nie, w żadnym razie nie mogę powiedzieć, żeby przewalała kasę na wróżki. Ale temat lubi :)
                                    • zuzi.1 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 22:47
                                      O to to, dobry pomysl :-) dzialania PR na rzecz " tego tam..."
                                      • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 06.11.15, 09:41
                                        zuzi.1 napisała:

                                        > O to to, dobry pomysl :-) dzialania PR na rzecz " tego tam..."

                                        No ale jak, dziewczyny... Przecież teraz najgorsze zło to to, że on właśnie UŻYŁ czarów.
                                        Jak powiedziałam mamie, że jej podejście do magii to klasyczny kalizm - to się oczywiście obraziła.
                          • differentview Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 16:17
                            ola_dom napisała:

                            > Więc jedynym "rozsądnym" wytłumaczeniem jest czar rzucony na mnie...

                            crazy:))) ale lepszy czar rzucony na Ciebie przez szeptuchy niz gdyby uznala, ze Ty jestes diablem wcielonym i chciala Cie egzorcyzmowac;) na swoj sposob chroni Cie- Ty jestes dobra i posluszna ola ale zakleta przez kogos i stad ten caly galimatias;)))
                            • zuzi.1 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 22:18
                              Dokladnie tak, to samo chcialam napisac.
              • paris-texas-warsaw Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 13:43
                Twoja mama zabroniła prewencyjnie i w ogóle cokolwiek opowiadać "temu ...", podobnie jak się wnerwiła Alice po odsłuchaniu taśm, że wobec terapeuty (!!!) jej syn mówił, jak było...
                • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 13:51
                  paris-texas-warsaw napisała:

                  > jak się wnerwiła Alice po odsłuchaniu taśm, że wobec terapeuty (!!!) jej syn mówił, jak było...

                  Aha, nie wiedziałam, że Alice się wściekła po odsłuchaniu taśm, nie było to dla mnie jednoznaczne z postu different.
    • jehanette Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 12:56
      Zanim przeczytam odpowiedzi i dalszą część wątku mogę napisać:
      Rozumiem, co czujesz. Moja matka jest mniej wczepiona, ale nie wiem czy to zasługa czasu, czy mojej asertywności. W każdym razie rozpoznaję w tym co napisałaś znane sobie wzorce, swoje emocje. Na przykład stres przed telefonem do niej/od niej, że będę musiała wymyślać jakby się tu nie spotkać.
      Trzeba się nauczyć mówić NIE. Traktować plan pt "Chcę się wyspać/siedzieć cały dzień w piżamie w domu/iść na spacer i szwędać się bez celu/po pracy oddać dziecko tatusiowi i schować się w wannie z pianą" jak PRAWDZIWY PLAN na dzień. I zgodnie z tym planem, nie uwzględniającym odwiedzin mamy czy teściowej - odmawiać. Mówić "Mam już plany, jestem zajęta, nie mogę". Nie pozwalać się wpychać do swojego życia i domu. Masz swoją rodzinę - męża i dziecko. Masz swój dom i swoje życie. Twój mąż, ojciec Twojego dziecka, ma prawo do tego by spędzać ze swoim dzieckiem czas w swoim domu, a nie w domu teściowej. to WY troje jesteście rodziną.
    • sorvina Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 13:49
      Sporą część życia spędziłam w przekonaniu, że skoro wiem, że coś komuś sprawia przykrość (nawet jeśli to chore), to jeśli jednak to zrobię, to jestem odpowiedzialna za to jak on się z tym poczuje. Strasznie mnie to paraliżowało.

      Aby zacząć z tego wychodzić, trzeba było nie tylko poukładać sobie o co chodzi z granicami i odpowiedzialnością, ale też uznać wartość i ważność dla siebie moich uczuć i potrzeb. Bo nie można postawić granicy z poziomu "właściwie nic się nie stało, ale tak trochę mi to przeszkadza, więc chciałabym jakoś delikatnie dać innym do zrozumienia by tego nie robili".
      Jeśli nasze uczucia i potrzeby to dla nas NIC, a uczucia i potrzeby innych to ŚWIĘTOŚĆ, a ich opinia o nas to WYROCZNIA, to będą sobie z nami robić co chcą.

      Z tymi opiami o nas - jak się przyzwyczaiło do założeń w stylu - jak zrobiłam coś i mamie jest przykro to jestem złą córką/osobą, to potem nawykowo tak interpretujemy rzeczywistość sami, oni nawet nie muszą nam nic mówić - lęk przed tym by to zrobili nas skutecznie powstrzymuje przez zadbaniem o siebie. A to nie tak. Nauczmy się oddzielać fakty od ich interpretacji, oddzielać to co się naprawdę stało od opinii drugiej osoby o tym co się stało. Czyli odmówiłam przyjścia po obiad, którym mam ugotowała bez zapowiedzenia, ale to nie znaczy, że złamałam jej serce. Nie trzeba przyjmować narracji manipulatora.

      I jeszcze jedna rzecz mi się nasunęła. Autorko - czy nie chcesz przypadkiem udowadniać mamie i sobie, że jesteś lepsza niż siostra? Że nie jesteś taaaka jak ona, nie masz taakich pretensji, nie będziesz taak się zachowywać? Nie skrzywdzisz mamy tak jak ona? Może boisz się siły swoich pretensji do mamy, że gdybyś w nich pogrzebała, to efekt byłby podobny do siostry. A siostra może mieć swoje powody, których nie znasz, mama mogła jej dać bardziej do wiwatu, albo być po prostu na takim etapie, gdzie jest czas na przerabianie pretensji i nie ma się ochoty ani sił na kompromisy i wyciąganie ręki.
      A może gdzieś podświadomie liczysz na to, że dzięki byciu "tą dobrą córką" dostaniesz miłość i bojąc się, że zostanie ona całkowicie odebrana, gdybyś też się postawiła? Że stałabyś się też ta zła? W rodzinach przekraczających granice i wykorzystujących emocjonalnie dzieci, często jest w podtekście ten szantaż - nie będę Cię kochać. Wtedy jest sytuacja albo-albo, albo rezygnuję z siebie, albo tracę całą miłość na której mi zależy. Ale nie jesteś już dzieckiem i przeżyjesz nawet jak się mama obrazi. A skoro ona się jakoś stara, to pewnie nie będzie źle, ale to, że się stara nie znaczy, że odpowiedzialność za Twoje samopoczucie i reakcje jest po jej stronie i ma nie prosić, nie domagać się - będzie to robić! To twoją odpowiedzialnością jest stawiać granice i nauczyć czuć się z tym niewinnie i w porządku bez względu na reakcję drugiej strony.

      To tak do przemyślenia.

      Przy takim uwikłaniu emocjonalnym polecałabym terapie, czy choć warsztaty komunikacji i asertywności, byś miała jakiś feedback co jest zdrowe i normalne, czy naprawdę to takie dziwne, że możesz nie mieć ochoty/siły na coś itp. Forumki napisały wiele cennych uwag.
    • angiz Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 13:52
      Nadmierna odpowiedzialność za cudze uczucia, bardzo często jest połączona z brakiem odpowiedzialności za swoje uczucia i obciążaniem sobą innych.
      Czyli ty uzależniasz się od np matki i bezrefleksyjnie robisz z niej swoją władczynię (a także nie umiesz odmówić i się sprzeciwić innym, nawet masz wyrzuty sumienia, że nie dałaś datku pijaczynie pod sklepem) , a twoi najbliżsi są obciążani twoimi emocjami, nad którymi nie panujesz i którymi się nie zajmujesz dojrzale, bo wolisz być wczepiona w życie matki lub być posłuszna zdaniu postronnych.
      Klasyczna niedojrzałosc emocjonalna i niskie poczucie własnej wartości. Nie potrafisz odmówić innym bo masz wkodowane, że tylko jako czyjś "ratownik" masz jakąkolwiek wartość. Równocześnie chcesz spijać z tego nektar, czyli chcesz być postrzegana jako "ta dobra" a to w twoim mniemaniu wyklucza sprzeciw i odmowę innym.
      Albo coś z sobą zrobisz i to szybko, albo skończysz samotna i wymuszająca na dzieciach by chciały cię odwiedzać, bo one same z siebie będą tobą zmęczone tak, jak ty teraz matką.
      • sorvina Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 14:05
        Właśnie. Zastanawiam się jaki był podział ról w rodzinie autorki. Prawdopodobnie została wychowana na miłą i posłuszną maskotkę - ratowniczkę. Jeśli siostra była raczej czarną owcą, to nic dziwnego, że się pierwsza zbuntowała, takie osoby płacą dużą cenę, mają stosunkowo mało korzyści ze swojej roli. Natomiast rola docenianego ratownika, ukochanej zawsze pomocnej i rozumiejącej córeczki jest trudniejsza do odpuszczenia. Zwłaszcza jeśli na tym wizerunku zbudowało się swoje poczucie własnej wartości i moralności. Wtedy pretensja, że cośtam, gdy się odmówi, nie jest tylko wyrażeniem frustracji rodzica, ale zamachem na fundament tożsamości. A to boli. Bez przebudowana swojej wewnętrznej rzeczywistości i uznania wartości siebie jako człowieka, ze swoimi uczuciami i potrzebami bez względu na to co robi / nie robi dla innych, będzie ciężko cokolwiek zmienić.
        Zawsze łatwiej jest jak ktoś przestanie coś robić niż nauczyć się mierzyć z cudzymi presjami i manipulacjami. Ale to jedyna skuteczna droga. Zrozumieć co W NAS sprawia, że jesteśmy tacy podatni i nad tym popracować.
    • 34mimi Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 15:03
      Odpowiem wszystkim na raz, bo czasu brakuje przy niemowlaku (a chciałabym każdemu z osobna, bo tak sobie myślę że jak mi ktoś poświęcił czas i odpisał obszernie i wnikliwie, to może mu być przykro że nie odpowiadam oddzielnie - haha schemat działa :))

      Otóż wasze odpowiedzi dały mi do myślenia, przede wszystkim zaskoczona jestem jednomyślnością. Zgadzam chyba z każdym przeczytanym zdaniem. Serio, jak czytam o prawie do własnych odczuć o samostanowieniu i tym podobnych to skanduję w głowie TAK, TAK!, ale to w sferze rozumowej. Jakoś nie potrafię tego przekuć na działania. Jeszcze jak się pilnuję to potrafię zauważyć że o, tutaj moja granica jest przekroczona i wtedy na przykład wykręcić się od niechcianej wizyty. Ale wiele z tych rzeczy dzieje się automatycznie, zanim zauważę że chcę czegoś innego to już tkwię po uszy w niechcianej sytuacji. Nie mogę przecież wiecznie być na baczność i tylko wyczekiwać ciosu będącego zamachem na moje terytorium..
      Jeszcze też dodam, że macierzyństwo mnie wzmocniło (tak, było jeszcze gorzej), to znaczy świadomość że nie chodzi tylko o mnie, że to się może odbić na dziecku, albo że ten czas który mi ktoś zabiera nie zabiera go mi tylko też mojemu dziecku, mojej rodzinie. Nie wiem czy rozumiecie o co mi chodzi.
      Ktoś wspominał że skończę powtarzając ten schemat, że zaduszę w przyszłości swoje dziecko - to jest właśnie to czego się najbardziej obawiam. I w tym kontekście historia Alice Miller jest przerażająca - można sobie zdawać sprawę z wielu rzeczy a i tak wyrządzić krzywdę.

      Z siostrą sprawa wygląda tak, że ona ma jeszcze inne problemy, których rozwiązanie (czy choćby towarzyszenie jej w tym) mnie przerosło: alkohol, stany lękowe, uciekanie przed najmniejszą odpowiedzialnością. Mam wrażenie że miała w stosunku do mnie jakieś oczekiwania, ale wszystko co robiłam (rozmawiałam, wynajdywałam lekarzy, odpuszczałam w myśl zasady że tylko ona może sobie sama pomóc) to było nie to czego ona oczekiwała - mówiłam nie to co trzeba, dzwoniłam za rzadko albo za często.. generalnie zawsze źle. W każdym razie rozumiem i akceptuję to że na tę chwilę ona może po prostu potrzebować tego odcięcia się. Martwię się przyszłością, bo kiedyś tam matka będzie potrzebowała realnej a nie wyobrażonej pomocy no i na dzień dzisiejszy wygląda na to że będę z tym sama.

      Bardzo jestem wam wdzięczna za wszystkie odpowiedzi, wracam do nich po kilka razy (najpierw czytam na kolanie a później już na spokojnie jak znajdę wolną chwilę). Jeszcze o jedną rzecz zapytam: co to znaczy "praca nad sobą"? Tak konkretnie, co wam pomogło (ci z was, którzy mają podobne przejścia za sobą) - jakieś ćwiczenia?
      • angiz Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 15:16
        Wiesz, to, że "walczysz dla dziecka" a nie walczysz dla siebie się znowu wpisuje w klasyczny schemat rodzin dysfunkcyjnych... Dla siebie nie warto, dla innych warto.

        Poczytaj o współuzależnieniu.
        I terapia wskazana, z interwencją fachowca z zewnątrz, będzie skuteczniej i szybciej,
        bo można być oczytanym teoretycznie że hohooo a praktyka osobista leży i kwiczy.





        • angiz Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 15:25
          Czytałaś "Koniec współuzależnienia" B.Mellody ?
          Jeśli nie to sprawdź pocztę.
      • froshka66 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 15:47
        co to znaczy "praca nad sobą"? Tak konkretnie, co wam pomogło (ci z was, którzy mają podobne przejścia za sobą) - jakieś ćwiczenia?

        tak
        poświęć 15 minut dziennie - codziennie ( nie ma możliwości, ze nie masz dla siebie 15 minut - z zegarkiem w ręku) żeby pomyśleć i pisać w zeszycie za 2,50 :
        co jest twoim przekonaniem i na co się zgadzasz, a co chcesz zmienić bo jest dla ciebie niekorzystne i notować NA PISMIE sukcesy w egzekwowaniu granic.
        Jeżeli będziesz to robiła 30 dni CODZIENNIE – zobaczysz efekty
        Nie jednego dnia 1 godzinę i 3 dni przerwy – tylko codziennie 15 min.
        Możesz mówić też moja metoda jest głupia- OK,. zainwestuj 30 x 15 min czyli 7.5 godziny w miesiącu
        Nawet nie jedna dniówka.
        Bedziesz robiła dalej beda dalsze efekty.
        Będziesz się ZASTANAWIAC ( nie rozpaczać tylko MYŚLEĆ ) dłużej też OK.

      • paris-texas-warsaw Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 15:51
        Może Ci pomoże, jak sobie sama przeczytasz, jak piszesz o samotnej matce, którą jedna córka już opuściła:) Może spójrz na to nie jak na samotność, a maksymalną koncentrację na sobie, gdzie matka przeżywa, że ją córka zostawiła, a nie przeżywa głównie tego, że córka jest alkoholiczką i ma napady lękowe. Podobnie sobie zobacz, jak piszesz, jak to będzie, jak matka się zestarzeje, i tylko Ty jej będziesz pomagać. No, bardzo możliwe, bo jak pobieżnie widać, ona córce nie pomagała, w jej tak poważnych kłopotach, chociaż córka to ją o problemy obwiniała (ciekawe, jakie siostra widziała połączenia pomiędzy swoimi problemami, a zachowaniami matki). Swoją drogą ciekawe, co siostrę do takiego stanu doprowadziło (genetyka, wpływ rówieśników, życiowe wybory...). Ciekawe, jak Twoja mama też na to patrzy.
      • vilez Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 16:28
        > ... to skanduję w głowie TAK, TAK!, ale to w sferze rozumowej. Jakoś nie potrafię tego przekuć na działania.

        > Nie mogę przecież wiecznie być na baczność ...

        Uwaga, będzie długo i wykładowo ;)
        To jest bardzo ważne, co napisałaś. Wiesz, dlaczego Ci to nie wychodzi? Bo to nie pochodzi z Ciebie. Z Ciebie całościowej. Przychodzi do Ciebie z zewnątrz jako siłowa konieczność. Coś do siłowego przewalczania. Dlatego jest czymś spinającym Cię, czymś, co przestaje działać, gdy tylko przestaniesz o tym myśleć.
        Tak naprawdę skutecznie działa to, co robi się bez wysiłku. Co pochodzi z czucia, z intuicji, z postawy. Różnie się to nazywa, ale uwierz, zajmują się tym myśliciele od tysiącleci (od starożytnego konfucjanizmu, przez starożytny buddyzm, mistrza Eckharta po Heideggera)- wszyscy oni badali, czym jest to coś, co pozwala nam skutecznie i bez wysiłku, niemal- bez świadomości tego, że to się dzieje, poznawać rzeczywistość (problemy, stany) takimi, jakimi są, i bez wysiłku się do nich odnosić. Wtedy rzeczy (wiedza o nich) przychodzą do nas same, nieprzykrojone przez (nasze i cudze) projekty. Nie pomoże Ci żadne czytanie o narcystycznych matkach czy innych takich, bo to są z góry zadane projekty (pomijam tu już ich nieszczególną jakość).
        To, o co chodzi, nazywali już różnie: wolny umysł, pierwotny umysł, rozszerzony umysł, oczyszczony umysł, wygodnym sposobem. Co otwierającego, a nie- przycinającego.
        Np. taki gość Wang Shouren, konfucjanista, pisał o tym tak: Ludzie, którzy kochają seks, nie zamartwiają się oń ani nie zapominają, ponieważ ich umysły są zaangażowane. Kto wie, gdzie go swędzi, czuje, że musi się podrapać. (…) Inni ludzie niewiele tu pomogą. I nie ma innej drogi.
        Rozumiesz? Wtedy to zadziała. Jak będzie TWOJE. Od środka Ciebie.
        Jak to osiągnąć? Ignacy Loyola nazywał to stanem indyferencjacji lub indyferencją, czyli nieprzywiązywania się do takich z góry narzuconych sobie projektów, i uważał to za szczyt myślenia i działania. Heidegger nazywał to Die Gelassenheit , co bywa tłumaczona jako „pozwalać być”, bezstronność lub uwolnienie i ukojenie. Pozwalać być temu, co we mnie i rzeczom takimi, jakimi są, odbierać je bezstronne, czyli właśnie: nie przez oczekiwania z góry określone. Daje to stan ukojenia, czyli coś przeciwnego do wysilania się. Dopiero wtedy może dojść do gelazen, czyli do "opuszczenia siebie" (czyli: problemu), można z tego wyjść ku czemuś nowemu, i nie będzie to ani siłowe, ani męczące. Będzie się po prostu działo.
        Musisz się więc odwołać do siebie samej, nie zadawaj sobie z góry, że coś musisz, że coś trzeba. Wtedy ani nie będziesz o tym zapominać, ani nie będziesz się tym męczyć. To jest taka otwarta czujność, ale nie- ścieśniona, tylko- przepływowa. Wtedy to będzie skuteczne, i będziesz wiedziała, pojmiesz, w czym leży u Ciebie problem.
      • ada1214 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 17:02
        Jeszcze jak się pilnuję to potrafię zauważyć że o, tutaj moja granica
        > jest przekroczona i wtedy na przykład wykręcić się od niechcianej wizyty. Ale w
        > iele z tych rzeczy dzieje się automatycznie, zanim zauważę że chcę czegoś inneg
        > o to już tkwię po uszy w niechcianej sytuacji. Nie mogę przecież wiecznie być n
        > a baczność i tylko wyczekiwać ciosu będącego zamachem na moje terytorium..

        Byc moze masz te granice niejasno okreslone, i dopiero dy ktos daleko je przekroczy, czujesz to. Subtelniejszych natarc nie wyczuwasz.
        Kojarzy mi sie z niemowleciem (nomen omen) - podobniez jest tak, ze niemowlenie ma poczucia granic wlasnego ciala i dlatego np. zwisajaca i bimbajaca jego wlasna reka wprowadzic moze je w niepokoj, bo jemu sie wydaje to jakims zagrozeniem;). Niemowle nie czuje gdzie konczy (czy zaczyna) jego wlasne cialo, a gdzie jest otoczenie. Ty chyba tez wlasnie w ten sposob masz- nie wiesz dokldnie, gdzie jestes "ty" a gdzie "bliscy"; wszystko sie miesza i dlatego np. emoce mamy przezywasz jakby byly Twoimi.
        Jesli trafilam z "diagnoza" to chyba pomoglo by jakies narzedzie (to moze by przyjazny Tobie obserwatpr z boku, przyjaciolka?) by Ci palcem wskazac, w jakich momentach dokonuje sie na Ciebie najazdu.
        • ada1214 Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 05.11.15, 17:03
          dlatego np. emoce* mamy

          *emocje
    • sonia_siemionowna Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 08.11.15, 12:13
      Obejrzyj sobie film Zycie rodzinne Leigh. Tam tez jedno z rodzenstwa sie od rodzicow odcielo a drugie zostalo grzeczna dziewczynka i marnie na tym wyszlo. Oczywiscie tam jest skrajna sytuacja ale mechanizm ten sam. Czasami osoba, ktora sie odcina podswiadomie realizuje w ten sposob instynkt obronny
      Ty trwasz w ukladzie i mozna Ciebie uzywac, zeby zaspakajac wlasne potrzeby emocjonalne.
      Nie polecam odcinania sie, bo to jest skrajnosc, ale chyba warto zaczac mowic, ze dzis zaplanowalas dzien dla siebie i bedziesz zajeta.
      Nie miej zludzen, bedzie placz, krzyk, szantaz emocjonalny, oskarzenia o egoizm (sic!) itp. Ale masz wybor, albo przez to przebrniesz, przeczekasz i zmienisz zasady relacji w rodzinie albo do konca zycia bedziesz uzywana do zaspakajania cudzych potrzeb emocjonalnych. To najprawdopodbniej zrodzi frustracje i odbije sie na relacjach z mezem i dzieckiem.
      Co do lamania granic, to wtrynianie sie jest w Polsce powszechne, a juz zwlaszcza w pokoleniu Twojej mamy i tesciowej. Takze granice postaw Ty, bo one tego nie zrobia. A uwagi o wywalonym obiedzie skwituj uprzejmym usmiechem albo rownie uprzejma uwaga, ze mozna poporcjowac i zamrozic ;)

      Moze siegnij po 'grzeczne dziewczynki ida do nieba, niegrzeczne ida tam, gdzie chca'

      Pozdrawiam
      • ola_dom Re: Odpowiedzialność za cudze uczucia 09.11.15, 14:06
        sonia_siemionowna napisała:

        > Obejrzyj sobie film Zycie rodzinne Leigh. Tam tez jedno z rodzenstwa sie od rodzicow odcielo a
        > drugie zostalo grzeczna dziewczynka i marnie na tym wyszlo.

        O który film konkretnie chodzi? "Życie jest słodkie"?
        Czy któryś inny:

        www.filmweb.pl/person/Mike+Leigh-192
        Chętnie obejrzę, tym bardziej, że lubię filmy Mike Leigh.
Pełna wersja