ola_dom
05.11.15, 20:06
Wątek zainspirowany świeżą i wstrząsającą dla mnie informacją, że Alice Miller, znana i uznana terapeutka, która jak mało kto rozumiała skrzywdzone dzieci - sama krzywdziła swoje dziecko w sposób absolutnie karygodny.
A także dość powszechną opinią, że terapeuci sami często mają pobałaganione życie i relacje.
Czy Waszym zdaniem to obniża wartość terapeuty? Kiedy terapeuta jest jak ten szewc, co bez butów chodzi?