kociapanna
10.11.15, 20:17
Dobiegam 40-stki,mam męża i 15 letnią córkę.Niestety moi rodzice,pomimo tego,że założyłam już swoją rodzinę i wyprowadziłam się od nich taktują mnie jak 14-latkę,a swoją wnuczkę jak drugie dziecko.
Mój mąż ma własną firmę,bardzo dużą i dobrze prosperującą.Ja chcąc się nieco uniezależnić od męża a częściowo też pomóc mojemu ojcu,który również ma swoją firmę ale dużo mniejszą zdecydowałam się pracować u niego.Ponieważ w ciążę zaszłam jeszcze na studiach,więc aby je skończyć w zajmowaniu się córką pomagała mi mama.Często dziecko zostawało u nich na noc.Córka jest bardzo związana z dziadkami.Oni dla niej robią wszystko.Mamy taki układ,że kiedy ja wracam z pracy zabierając po drodze córkę ze szkoły jedziemy do moich rodziców na obiad.Mąż mój wraca zwykle późnym wieczorem i nie ma sensu gotować na 2 osoby.Robię to tylko w weekendy.
Niestety są takie sytuacje kiedy mam odmienne zdanie na wychowanie córki niż moi rodzice.I wtedy zaczyna się jazda.Ze mnie robią wstrętnego potwora,wyżywającego się na dziecku,bo śmiem jakieś zasady ustalać,czegoś od dziecka żądać i wymagać.Wpędzają mnie w ogromne poczucie winy.Mówią,że jestem paskudna matka itd.Czasem kiedy posprzeczamy się o coś z córką,chcę aby sprawa została między nami,ale moja matka jest jak barometr w mig wyczuje,że coś jest nie tak i drąży temat.Dzisiaj już przeszła samą siebie,powiedziała,że weźmie córkę na spytki co jak i już ona się wszystkiego dowie.A prawda jest taka,że posprzeczałyśmy się z córką dziś,ponieważ kiedy budziłam ją dziś rano do szkoły,to bardzo niegrzecznie się do mnie odezwała.Nie zamierzam pozwalać jej tak do siebie mówić i w spokojny sposób powiedziałam córce że delikatnie mówiąc chyba się zagalopowała,bo nie zasłużyłam sobie aby do mnie jako do matki tak się odezwać.Córa strzeliła focha,że niby nic się nie stało,a ja postanowiłam się w związku z tym do niej nie odzywać,ewntualnie zdawkowo,dopóki nie pójdzie po rozum do głowy i mnie nie przeprosi.
Moja matka wietrząc jakiś problem między nami powiedziała mi,że w takim razie ona i tak się wszystkiego dowie.
No masakra po prostu.Ja wiem,że jestem w jakimś stopniu uzależniona od nich,ale czemu nie mogą przyjąć do wiadomości,że ja mam swoje życie,chcę podejmować własne decyzje,chcę sama bez ich pomocy (chyba że o nią poproszę) wychować własne dziecko.
Zgadzam się,że bardzo mi w życiu pomagają,ale czy w zamian muszą traktować nadal jak gó...arza?
Jak tą sprawę można rozwiązać?