Nadwrazliwe dziecko w szkole

20.11.15, 22:30
Takim dzieckiem jak sadze jest moja 4 letnia corka. Jest nadwrazliwa i chyba dosc wymagajaca. W wieku 2.5 lat poszla do przedszkola na 10 godzin tygodniowo (2 lub 3 godziny dziennie). Poslalam ja tam wylacznie z powodow spolecznych, bowiem bardzo ja ciaglo do dzieci (zawsze miala bardzo wielka latwosc nawiazywania kontaktow z dziecmi nawet duzo od siebie starszymi). Jak widziala grupe dzieci to uciekala i ustawiala sie w ogonku grupy jako prawowity jej czlonek.
Bardzo przezyla pojscie do przedszkola, byla w gigantycznym szoku, ze ja zostawilam wsrod obcych. Jakos sobie z tym poradzila, dosc szybko przestala plakac. Moze jakis miesiac od rozpoczecia corka nagle przestala chciec chodzic do przedszkola. Po tygodniu szarpania poraz pierwszy wyartykulowala konkretna informacje, okazalo sie, ze nie chciala chodzic, bo uderzyl ja w glowe jak sie okazalo duzo wiekszy i starszy o 1.5 roku chlopiec. Panie przedszkolanki nie uznaly, ze incydent warty jest opowiedzenia mi o tym.
Od tego czasu zaczely sie klopoty. Ciagle cos sie dzialo, ktos ja uderzyl czy popchnal. Przez prawie rok odmawiala chodzenia do tego przedszkola, mowila, ze chce isc do przedszkola ale innego. Szukalam jej nawet tego innego przedszkola, ale w miedzy czasie poznala swoja pierwsza przedszkolna przyjaciolke i ostatnie pol roku przedszkola uplynelo we wzglednym spokoju.
W wieku 4 lat z koncem sierpnia poszla do szkoly na ktora czekala z radoscia przez cale wakacje. Juz po pierwszym dniu wrocila zgaszona, nie ta sama dziewczynka co przed pojsciem do szkoly. Pani naczycielka okazala sie nie byc taka mila jak jej mama. Prawde mowiac to rzeczywiscie dosyc trudna osoba i inni rodzice radza mi 'przeczekac"bo potem pozostale nauczycielki juz sa zupelnie inne.
Okazalo sie tez, ze corka jest najmniejsza i najmlodsza z calej szkoly i szybko znalazlo sie 2 chlopaczkow, ktorzy zaczeli jej dokuczac i naruszac jej fizyczne granice, czego ona nie cierpi a czego prawie nikt nie jest w stanie zrozumiec, rowniez dorosli.
Ludzilam sie, ze "jakos sie przyzwyczai". Niestety jest juz listopad a tylko czasem jest nieco lepiej i bunt przed pojsciem do szkoly jest mniej nasilony. Kazdego dnia placze w duchu, ze moja corka jest taka nieszczesliwa w szkole.
Ostatnio poszlam z nia na plac zabaw i tam byl chlopiec od niej mlodszy. Wziela go za rece i poszli razem za pagorek pobawic sie. Choc juz tego nie robie to po czasie cos mnie tknelo i poszlam sprawdzic. Zobaczylam, ze chlopczyk lezy na brzuchu, a na nim corka siedzi i skacze jakby jezdzila na koniu. Podeszlam i okazalo sie, ze chlopiec placze, wcale sie nie bawil. Zapytalam corke co robi, przeciez chlopca to pewnie boli i wtedy uslyszalam ... przeciez jestem wieksza i silniejsza, mam prawo. Potem powiedziala, ze nie lubi tego chlopca.
Co sie stalo z moim przyjaznym, kochajacym dzieckiem.
Tak bardzo chcialam ja uchronic przed przemoca.
Dodam, ze jestem postrzegana jako matka nadopiekuncza, ktora wyolbrzymia problemy, takze nie bardzo moge liczyc na konkretna rade od otoczenia poza "przestan o tym myslec, dzieci musza nauczyc sie funkcjonowac w grupie, walczyc o swoje itp".
A ja czulam sie caly czas zaniepokojona, a po tym incydencie na placu zabaw wydaje mi sie ,ze moje obawy nie sa bezpodstawne.
Moge oczywiscie zmienic szkole (ta szkole wybralam swiadomie i mam wrazenie, ze panie staraja sie panowac nad ew. przemoca, choc oczywscie nie jestem na zajeciach i nie wiem jak jest naprawde) ale czy w innej szkole nie pojawi sie podobny problem?
Nadto corka zali sie, ze nie ma sie z kim bawic (prawie 30 dzieci w klasie). Ostatnia rzecza ktorej sie obawialam znajac moje socjalne dziecko to to, ze "nie bedzie miala sie z kim bawic). W przedszkol wg paru rodzicow z ktorymi rozmawialam byla ulubiona dziewczynka ich dzieci. Zeszta nigdy nie narzekala , ze "nie ma sie z kim bawic". A przedszkolanki od poczatku twierdzily, ze to bardzo socjalne dziecko.
Co zrobic?
    • triss_merigold6 Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 20.11.15, 23:28
      Powaliło Cię, żeby czterolatkę posyłać do szkoły do 30-osobowej klasy?!
      Ogarnij się i zadbaj o przyjazne i adekwatne do wieku otoczenia dla dziecka.
      • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 01:02
        triss_merigold6 napisała:

        > Powaliło Cię, żeby czterolatkę posyłać do szkoły do 30-osobowej klasy?!
        > Ogarnij się i zadbaj o przyjazne i adekwatne do wieku otoczenia dla dziecka.

        Ogarne sie, zadbam o przyjazne do wieku otoczenie i wytrzepie je z rekawa.
        Mieszkam w Holandii i tu do szkoly ida 4 latki i niestety jest ich przecietnie w grupie ok. 20, rzadko mniej, czesto wiecej.
        W tej szkole tak rozwiazano problem, ze przedpoludniowe zajecia prowadzone sa w dwoch grupach po ok. 15 osob. Ale juz popoludniowka idzie po calosci.
        Inna szkola o ktorej myslalam ma w grupie 20 dzieci. A poza tym przez caly rok dzieci dochodza, wiec nawet jak zapisujesz dziecko do szkoly i otrzymujesz pozytywna informacje, ze w klasie jest powiedzmy 15 osob to wiadomo, ze dzieci beda dochodzic caly rok i pod koniec roku zwykle ta liczba sie podwaja.
    • marcelina_szpak Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 01:14
      Mieszkasz w Wielkiej Brytanii? Bardzo namawiam do dolaczenia do grupy ' Flexible School Admissions for Summer Borns' na FB. Obowiazek szkolny obejmuje dzieci od semestru po piatych urodzinach i czesto da sie wywalczyc rozpoczecie Reception w tym wieku. Nie jest jeszcze za pozno na wycofanie corki ze szkoly i zlozenie wniosku o ponowne przyjecie do Reception, w tej albo innej szkole. Corka nie jest gotowa (moim zdaniem zadne dziecko w tym wieku nie jest, ale to osobna sprawa) i trzeba jej pomoc. Jezeli to nie UK, pewnie tez da sie cos zrobic, ale to juz poza moja wiedza i doswiadczeniem.
      • marcelina_szpak Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 01:16
        O, przepraszam, wlasnie przeczytalam, ze Holandia. Ramie w ramie z UK i innymi krajami uparcie brna pod prad psychologii rozwojowej 😕
        • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 11:29
          marcelina_szpak napisała:

          > O, przepraszam, wlasnie przeczytalam, ze Holandia. Ramie w ramie z UK i innymi
          > krajami uparcie brna pod prad psychologii rozwojowej 😕

          Niestety, ludzie sie przyzwyczaili i nawet nie mysla o zmianach. Moglabym poslac dziecko w wieku 5 lat, ale tutaj raczej sie tego nie praktykuje, sa rozne typy szkol do ktorych mozna poslac dziecko jak sie uwaza, ze dziecko ma jakies problemy, szczegolne wlasciwosci. Jest wiekszy wybor niz w Polsce.
          Ja tez wybralam dla dziecka szkole daltonska, ktora opisuje siebie jako szkola ktora pracuje z uczniem indywidualnie. Szkola ta tez ma bardzo dobra opinie, najlepszej szkoly w miescie.
          Myslalam tez o duzo bardziej liberalnym pomysle o szkole waldorskiej, ale niestety z nauka tam krucho. A ja nie mam intelektualnych powodow aby obnizac wymagania mojemu dziecku, choc mam powody emocjonalne.
          Najlepsza bylaby szkola cos pomiedzy a do ktorej chodzi a ta ktora jest blizsza mojemu sercu.
          Moja corka jest nadwrazliwa ale jest tez ekstrawertyczka, nie wytrzymalaby bez innych dzieci. Dlatego ja wtedy poslalam do przedszkola w wieku 2.5 lat na par godzin tygodniowo. Dlatego tez uwazam, ze chyba nie byloby najlepszym rozwiazaniem upieranie sie przed odroczeniem obowiazku szkolnego.
          • triss_merigold6 Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 11:42
            Cóż, w takim razie córka ponosi koszty Twoich wyborów i ambicji.
            Moja młodsza była w żłobku od 7. miesiąca życia, teraz ma 4 lata i jest w przedszkolu - nie na kilka godzin w tygodniu tylko 8-16 najczęściej. W życiu nie posłałabym czterolatki do szkoły, mimo że intelektualnie i społecznie nic jej nie dolega.
            Po prostu nie uważam szkoły - żadnej - za miejsce odpowiednie dla 4-5-latków. Dzieci w tym wieku mają bawić się w przyjaznych otoczeniu, dojrzewać społecznie i emocjonalnie, uczyć się funkcjonowania w grupie i być zaopiekowane.
            • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 13:20
              triss_merigold6 napisała:

              > Cóż, w takim razie córka ponosi koszty Twoich wyborów i ambicji.

              Triss no prosze Cie, rownie dobrze ja bym mogla powiedziec, ze twoja corka ponosi koszty Twoich ambicji bo byla w zlobku i jest w przedszkolu.
              Mozemy sie wziac za lby jak swirniete mamuski oskarazajace siebie wzajemnie o bycie nie dosc dobra matka do swojego dziecka.
              Kazda matka szuka najlepszej opcji dla swojego dziecka.
              Nie mam zadnych ambicji dla mojej 4 latki, zwyczajnie uwazam, ze nie musze jej przystopowywac intelektualnie, nie ma takiej potrzeby. Ten zakres nie wymaga szczegolnego traktowania.
              Inaczej jest ze sfera osobowosci.
              Ale trudno znalezc szkole, ktora bylaby dobra dla tak skonstruowanego dziecka.
              Chce ja ochronic, wlasciwie wychowac majac na uwadze jej nadwrazliwosc ale nie w oderwaiu od zycia tylko aby jak najlepiej sie w zyciu realnym odnalazla.
              Nie poslanie jej do szkoly byloby tylko oddalaniem jej realnego swiata, w ktorym przyszlo nam zyc. Tak tu jest, ze wszystkie dzieci lacznie z najbardziej dysfunkcyjnymi dziecmi zaczynaja swoj kontakt ze spoleczenstwem od 4 roku zycia idac do szkoly, ten pierwszy rok najczesciej jest rokiem w ktorym ewentualnie szuka sie wlasciwej placowki dla dziecka, ktore nie zostalo zdiagnozowane wczesniej.
              Glowa muru nie przebije. Juz i tak mam opinie nadwrazliwej, neurotycznej, nadopiekunczej mamuski, ktora szuka dziury w calym i wyolbrzymia problemy.

              "> Dzieci w tym wieku mają bawić się w przyjaznych otoczeniu, dojrzewać społecznie
              > i emocjonalnie, uczyć się funkcjonowania w grupie i być zaopiekowane. "
              W Holandii (pewnie w GB tez) ludzie nieco mniej rozczulaja sie nad dziecmi. Zarowno szkola jak i przedszkole moze byc przyjazne i opiekuncze, tak zreszta zarowno szkola jak i przedszkole moze byc diabla warte i nieodpowiednie dla zadnego dziecka a co dopiero malego. Nie o nazwe chodzi tylko o atmosfere i czy dziecko do tej atmosfery pasuje.
              A co zrobic jak intelektualnie (jesli mozna uzywac takiego slowa w przypadku 4 latka, ktory zajmuje sie glownie bawieniem i robotkami recznymi) dziecko do placowki pasuje doskonale, tylko cos mu nie idzie sfera emocjonalna.
              W Holandii teoretycznie lubi sie szkole podstawowa, dzieci nei moga sie doczekac jak wroca do szkoly z wakacji, a znam takie co placza jak zaczyna sie weekend. Nie ma w niej zadan domowych do konca jej trwania (tj. do 12r.z.).
              Takie rzeczy sa trudne w kazdym indywidualnym przypadku i ja bym nie wydawala tak latwo wyrokow typu: a bo twoje dziecko cierpi przez twoje ambicje.
              • amb25 Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 25.11.15, 11:09
                "A co zrobic jak intelektualnie (jesli mozna uzywac takiego slowa w przypadku 4 latka, ktory zajmuje sie glownie bawieniem i robotkami recznymi) dziecko do placowki pasuje doskonale, tylko cos mu nie idzie sfera emocjonalna"- porozmawiac z psychologiem albo pedagogiem szkolnym (na pewno jest taka instytucja w Holandii) i poszukac rozwiazania. Moze sa jakies klasy przeznaczone dla dzieci takich jak twoje. Ja tez meiszkam za granica i u nas sa (sa dla dzieci z zaburzonym rozwojem emocjonalnym ale bez problemow w nauce i drugi rodzaj dla dziecie z problemami w nauce). Ewentualnie dziecko dostaje osobista pomoc w szkole, kotra jest z nim czasem caly dzien czasem tylko kilka godzin i pomaga radzic sobie z trudnymi sytuacjami. Jesli cie martwi zachowanie corki w szkole musisz sama podjac inicjatywe i poszukac pomocy.
                U nas przedszkola sa mieszane wiekowo najczesciej sa grupy 9 mies.-3 lat, 3-5 (w malym przedszkolu 3-6) i zerowka. I jakos dziala, nawet neizle...
                • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 25.11.15, 21:31
                  cyt. "porozmawiac
                  > z psychologiem albo pedagogiem szkolnym (na pewno jest taka instytucja w Holan
                  > dii) i poszukac rozwiazania. "
                  Ano niestety w tej placowce nie ma. Szkola ma zaledwie 100 uczniow i dyrektora jest jednoczesnie sekretarka i ksiegowa.

                  cyt. "sa dla dzieci z zaburzony
                  > m rozwojem emocjonalnym ale bez problemow w nauce i drugi rodzaj dla dziecie z
                  > problemami w nauce). Ewentualnie dziecko dostaje osobista pomoc w szkole, kotra
                  > jest z nim czasem caly dzien czasem tylko kilka godzin i pomaga radzic sobie z
                  > trudnymi sytuacjami. "

                  Zazdroszcze mozliwosci. O taka indywidualna pomoc szkoly tak na prawde mi chodzilo. Ale chyba sie nie uda.

    • nevada_r Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 14:12
      >Dodam, ze jestem postrzegana jako matka nadopiekuncza, ktora wyolbrzymia problemy,

      Dokładnie tak cię postrzegam po twoim poście, wybacz. ;) Też mi się wydaje, że przesadzasz, z jednej strony przeżywasz to, że córka jest najmniejsza i że na pewno będą jej dokuczać, później przeżywasz to, że to jednak ona dokucza innym. Wyluzuj, takie incydenty zdarzały się i będą się zdarzać - musisz tłumaczyć, tłumaczyć i jeszcze raz tłumaczyć; w końcu dziecko załapie. Z przemocą się zetknie nie raz, musisz się z tym pogodzić.

      >ktorzy zaczeli jej dokuczac i naruszac jej fizyczne granice, czego ona nie cierpi a czego prawie nikt nie jest >w stanie zrozumiec, rowniez dorosli.

      W jaki sposób jej dokuczają?

      I jeszcze raz - wyluzuj. Dopiero dwa miesiące chodzi do tej szkoły, przyzwyczai się.
      • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 19:29
        nevada_r napisała:

        "Też mi się wydaje, że
        > przesadzasz, z jednej strony przeżywasz to, że córka jest najmniejsza i że na p
        > ewno będą jej dokuczać"

        Nic takiego nie mialo miejsca, w ogole nie myslalam przed czy moja corka jest mala, mniejsza czy jeszcze mniejsza i zyjac w przekonaniu, ze jest socjalnym dzieckiem nigdy nie zakladalam wczesniej, ze moze nastapic jakis problem.

        "później przeżywasz to, że to jednak ona dokucza innym"

        Chyba kazdy rodzic powinien przezywac jak jego dziecko dokucza innym. Przynajmniej tak mi sie wydaje. Moze rzeczywiscie wielu nie przezywa tak bardzo, i pewnie stad mamy tyle przemocy.

        "Z przemocą się zetkni
        > e nie raz, musisz się z tym pogodzić."
        A widzisz a ja nie zamierzam sie pogodzic z tym, ze ktos np. bije moje dziecko.
        Zamierzam byc w tym wzgledzie wysoce "nadwrazliwa".

        "> W jaki sposób jej dokuczają? "

        Ano roznie, a to nazywa corke "dzidzius" czego corka nie lubi, a kiedys osobiscie uslyszalam jak mowil do niej "ku...", a potem na gimnastyce przywalil jej pilka w glowe. Drugi lubi duzo "zartowac'", a to ja popchnie, a to podniesie i z impetem rzuci o ziemie itp.
        Dodam, ze mowa o 4,5,6 latkach.

        "> I jeszcze raz - wyluzuj. Dopiero dwa miesiące chodzi do tej szkoły, przyzwyczai
        > się."
        A ja jednak nie mam ochoty czekac az sie do powyzszych przyzwyczai. Dziwne mi sie jednak wciaz wydaje, ze to ofiary maja sie przyzwyczajac do przesladowan, zamiast przesladowcy przyzwyczajac do normalnego zachowania.
    • vilez Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 14:33
      To nie chodzi o to, jak placówka się nazywa: czy szkołą, czy przedszkolem, ale jaki ma program i jak działa.
      Nasze polskie szkoły faktycznie nie nadają się dla 4-5 latka. Ale np. szkoły, do których chodziły czteroletnie dzieci moich znajomych w Hiszpanii były super :-) Z chęcią posłałabym moje dzieci do takich szkół, zamiast do polskich przedszkoli, w których też jest różnie, są i duże grupy, i mieszane, i powalone panie, i bywają słabe warunki.

      Nie rozumiem tylko posyłania dziecka do żłobka, gdy nie ma konieczności finansowej/bytowej, i takiej Triss to ja się ciężko dziwię.

      Tobie dziwię się, że nie posłałaś dziecka do szkoły waldorfskiej (bo chyba o taką ci chodziło?), bo to są dobre szkoły- mają właśnie wyważone proporcje między edukacją a zabawą. Tutaj pojechałaś z tą edukacją intelektualną... Nie rozumiem, po co posyłasz córkę na te popołudnia, skoro są wtedy duże grupy, i mniemam, że mieszane (starsze dzieci i młodsze)...

      Kłopoty mogą znaleźć się wszędzie, głównie chodzi o czynnik ludzki. Nawali pedagog, nawali opiekun. U Ciebie też nawalili konkretni ludzie. Także i Ty.
      Nadzór i odpowiednia reakcja. Iść do szkoły i omówić problem, z kim trzeba.

      Odbieram Cię jako nadopiekuńczą. Ja też taka byłam przy pierwszym synu. Przeszło mi przy drugim ;)
      • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 19:58
        vilez napisała:

        cyt. "> Nasze polskie szkoły faktycznie nie nadają się dla 4-5 latka. Ale np. szkoły, d
        > o których chodziły czteroletnie dzieci moich znajomych w Hiszpanii były super
        :"

        W Holandii teoretycznie tez tak powinno byc. I wiem od wielu ludzi, ze tak jest. Moj maz to ze lzami (ze wzruszenia) wspomina podstawowke.

        cyt. "> Nie rozumiem tylko posyłania dziecka do żłobka, gdy nie ma konieczności finanso
        > wej/bytowej
        "

        Ja tez. Zawsze dziekowalam Bogu,ze nie musialam corki do zlobka posylac.

        cyt. "> Tobie dziwię się, że nie posłałaś dziecka do szkoły waldorfskiej (bo chyba o ta
        > ką ci chodziło?), bo to są dobre szkoły- mają właśnie wyważone proporcje między
        > edukacją a zabawą
        ."

        No wlasnie nie maja tu takiej dobrej opinii. Maja cudowna atmosfere i bardzo domowe warunki, co dla maluszkow jest super, ale pozniej jak dzieci wyrastaja to na takich szkolach gorzej wychodza. Czytac sie zaczynaja uczyc dopiero jak im pierwszy zab wypadnie ( czy odrosnie). A wiem, ze przecietne dziecko interesuje sie alfabetem, literami duzo, duzo, duzo wczesniej. uwazam, ze za dzieckiem sie powinno bardziej isc niz do czegos zmuszac ponad miare, lub odwrotnie odwracac uwage od zainteresowan jesli nie pasuja do danej wizji edukacynej. Dlatego wybralam szkole daltonska, ktora obiecywala indywidualna wspolprace z dzieckiem, indywidualne oczekiwania i zadania wobec kazdego dziecka. Taka teoretyczna wizja podazania za dzieckiem wydala mi sie bardziej rozsadna.
        Wiem, ze dzieci z takich szkol maja potem ogromne trudnosci jesli chcialyby kontynuowac nauke w szkolach "normalnych', wielu sobie nie radzi. Maja co prawdy szkoly srednie waldorfskie a nawet jakies studia, ale nie jest tego wiele, dojazd jest fatalny (trudno posylac 12 latka samego powiedzmy 50 czy 100 kilometrow zeby sobie dojezdzalo samo do szkoly,
        Tak czy owak szkoly te traktowane sa z lekkim przymruzeniem oka dla takich troche ekscentrykow, stad przyszlo mi do glowy ,ze posylajac dziecko do tej szkoly moge poglebic rozdzwiek pomiedzy dzieckiem a swiatem realnym.

        cyt. "Tutaj pojechałaś z tą edukacją intelektualną... Nie rozumie"

        "> m, po co posyłasz córkę na te popołudnia, skoro są wtedy duże grupy, i mniemam,
        > że mieszane (starsze dzieci i młodsze)... "
        I rano i popoludniu sa klasy mieszane (dzieci 4,5 i 6 letnie z grypy 1 i 2), nawe jestem zla, bo mial nastapic przedpoludniowy podzial na osobna grupe 1i 2, a potem okazalo sie, ze dalej dzieciaki pomieszali wiekowo, przy czym dzieciaki wciaz dochodza, w przyszlym roku dzieciaki z grupy 2 odejda wyzej i ich sytuacja sie nieco ustabilizuje, a dzieci z grupy 1 przejda do grupy 2 i dalej beda wymieszane, zadnej stabilizacji, tych samych twarzy. Co za poroniony pomysl to tego nie potrafie zrozumiec, i tez nic z tym nie zrobie, bo ponoc to taka wizja ze klasy sa mieszane i juz. W taka romantyczna wersje nie wierze, bo glowna pani nauczycielka wziela sobie do swojej klasy "przypadkowo"dzieci znajomych a do drugiej grupy (mojej corki) ktora prowadzi stazystka chodza dzieci pozostale.
        Na poczatku mialam pomysl posylania jej tylko rano, ale nauczycielka i dyrektorka namowily mnie ,ze bedzie lepiej i po poludniu bo szybciej sie przyzwyczai a tu guzik.
        Ale jeszcze raz przemysle, czy jednak nie posylac jej tylko rano, chyba to jednak dobry pomysl byl.

        cyt. "> Kłopoty mogą znaleźć się wszędzie, głównie chodzi o czynnik ludzki. Nawali peda
        > gog, nawali opiekun. U Ciebie też nawalili konkretni ludzie. Także i Ty.
        > Nadzór i odpowiednia reakcja. Iść do szkoły i omówić problem, z kim trzeba.
        "

        Wlasnie, swiadomosc, ze klopoty moga sie zdarzyc wszedzie powstrzymuje mnie przed natychmiastowa zmiana. Zgadzam sie , ze u mnie nawalili konkretni ludzie. Ja tez. Mam wizje swojej winy ale ciekawi mnie, dlaczego Ty uwazasz, ze nawalilam?

        Tak musze zrobic, isc (jeszcze raz) do szkoly i jednak domagac sie tego "indywidualnego"traktowania.
        Z tym, ze tego wariactwa z laczeniem dzieci z roznych grup wiekowych przeskoczyc sie nie da.

        "> Odbieram Cię jako nadopiekuńczą. Ja też taka byłam przy pierwszym synu. Przeszł
        > o mi przy drugim ;) "
        Widzisz, ja o niczym innym nie marze jak o tym "zeby mi przeszlo".
        Ale codzienna (dwa razy dziennie) wojna o pojscie do szkoly skutecznie mnie trzyma przy mojej nadopiekunczosci i oczywiscie moglabym olac sprawe, bo w koncu jestem jeszcze silniejsza od 4 latki i zmuszac ja do chodzenia do skzoly wbrew jej woli (co zreszta za namowa nauczycielki) czynie) ale spokoju sumienia nie mam.
        • triss_merigold6 Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 20:08
          Krótko mówiąc, niezależnie od tego jak pięknie miało być, Twoje dziecko chodzi do szkoły z dużo starszymi dziećmi, jest w bardzo dużej grupie i źle się tam czuje.
          Zainteresowanie literami nie oznacza gotowości do nauki czytania czy umiejętności czytania.

          Jeśli chodzi o żłobek - ja się nie skarżę na problemy emocjonalne i adptacyjne czterolatki. Poszła do żłobka, bo trafił się cud i miejsce w żłobku samorządowym, w kolejnym roku cudu by nie było, biorąc pod uwagę liczbę dzieci i liczbę warszawskich żłobków publicznych. Na siedzenie na wychowawczym ja się nie nadawałam nigdy.
          Moje dziecko nie przebywa w środowisku w którym mu dokuczają, z dorosłymi osobami które nie są wdrożone do postępowania z małymi dziećmi. Po żłobku poszła jako trzylatka do porządnego i sprawdzonego publicznego przedszkola, tam jest dobrze zaopiekowana i z dziećmi - rówieśnikami. A panie są nauczycielkami wychowania przedszkolnego.
          • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 20:17
            triss_merigold6 napisała:

            cyt. "> Zainteresowanie literami nie oznacza gotowości do nauki czytania czy umiejętnoś
            > ci czytania
            . "

            Ale to nie ma znaczenia , czy oznacza czy nie oznacza, to byl tylko przyklad. Uwazam, ze dziecku w poznawaniu swiata powinno sie towarzyszyc a nie przyspieszac czy odwracac uwage od zainteresowan bo to jeszcze nie czas wg danej filozofii.
            Jesli dziecko powiedzmy samo chce juz pisac, dopytuje sie jak cos ma przeczytac a ty w odpowiedzi mowisz mu: odloz to ksiazke, niech cie jeszcze nie interesuje, pojdziemy przywitac boga slonca, to choc wizja jest romantyczna to nie mam takiego absolutnie 100% przekonania, ze to jest wlasnie to.

            cy.t "Poszła do żłobka, bo trafił się cud i miejsce w żłobku samorządowy
            > m, w kolejnym roku cudu by nie było, biorąc pod uwagę liczbę dzieci i liczbę wa
            > rszawskich żłobków publicznyc
            h."

            Ale ja cie o nic nie oskarzam. Sama wiesz co dla twojego dziecka jest najlepsze.

            • triss_merigold6 Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 20:27
              Towarzyszyć tak, oczywiscie, ale forma też może być różna. I czym innym jest towarzyszenie (nawet w postaci odpowiadania jaka to litera czy rysowania tych liter), a czym innym proces nauczania w placówce. Czterolatka nie ma gotowości szkolnej, niezależnie od tego, co głoszą w danym kraju.
              Jeśli chodzi o wybory dobre dla dziecka - mam pewność, że córka jest zadowolona, nie muszę jej ciągnąć na siłę codziennie rano, nie płacze i nie skarży się na panie, a o przedszkolu wyraża się pozytywnie. Ty takiej pewności jeśli chodzi o relację szkoła vs. Twoje dziecko nie masz, wręcz przeciwnie - wiesz, że czuje się tam źle i że opieka pozostawia dużo do życzenia.
              • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 21:14
                triss_merigold6 napisała:

                " Ty takiej pewności jeśli chodzi
                > o relację szkoła vs. Twoje dziecko nie masz, wręcz przeciwnie - wiesz, że czuje
                > się tam źle i że opieka pozostawia dużo do życzenia. "

                Jak narazie szkola w rzeczy samej nie wystarczajaco dobrze zaopiekowala sie moim nadwrazliwym dzieckiem. Ale nieposylanie jej do szkoly/przedszkola to tez nie jest rozwiazanie.
                • triss_merigold6 Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 21:23
                  Bo szkoła zasadniczo nie jest od opiekowania się tylko od edukacji i wychowania. Od opiekowania się czteroletnimi dziećmi jest przedszkole. Oczekiwania kierujesz w stosunku do niewłaściwej instytucji.
                  • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 21:37
                    triss_merigold6 napisała:

                    "Oczekiwania
                    > kierujesz w stosunku do niewłaściwej instytucji."

                    To Ty nie chcesz zrozumiec, ze szkola polska i szkola holenderska to dwa rozne swiaty. Szkola holenderska przypomina raczej przedszkole, przynajmniej z zalozenia, a ze szkol jest mnostwo totez rozmaicie realizuja swoje wizje filozoficzne. Kiedys nawet nazywano 1i 2 klase takiej szkoly "szkola dla przedszkolakow". Mozna to nazwac rownie dobrze przedszkolem i bedzie to znaczylo dokladnie to samo, miejsce gdzie dzieci sie spotykaja z kims starszym, bawia sie, maluja, tworza, ukladaja puzzle itp.
                    • triss_merigold6 Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 21:39
                      Czyżby? Przedszkole mojej czteroletniej córki znacząco na plus różni się od szkoły Twojej również czteroletniej córki. Żadnych podobieństw nie widzę.
                      Sama się oszukujesz i zmuszasz dziecko do funkcjonowania w warunkach na które jest za mała. Zwyczajnie, za mała.
                      • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 21:55
                        triss_merigold6 napisała:

                        > Czyżby? Przedszkole mojej czteroletniej córki znacząco na plus różni się
                        > od szkoły Twojej również czteroletniej córki. Żadnych podobieństw nie w
                        > idzę.

                        A jak ci powiem , ze wiekszosc tutejszych dzieciakow uwielbia swoje szkoly zwlaszcza klase 1 i 2 (bo juz pozniej trzeba sie troche uczyc, a to juz nie kazdemu pasuje) i w weekend placz bo nie ida do szkoly to tez bedziesz twierdzic, ze szkola to szkola a przedszkole to przedszkole i nie wazne co sie pod tym kryje, wazne, ze tak a nie inaczej sie nazywa.
                        To, ze cos nie gra na linii szkola - moje dziecko, to nie znaczy, ze dziecko ma przestac chodzic do szkoly i zaprzestac kontaktow z rowiesnikami. To oznacza tylko tyle, ze musze szukac rozwiazania, a nie jest nim w moim przekonaniu zatrzymanie dziecka w domu.
                        • triss_merigold6 Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 22:01
                          Heloł, rozmawiamy o większości czy o Twoim dziecku? Większość mnie lotto. Skądinąd, jak bardzo beznadziejne muszą miec domy rodzinne, skoro perspektywa spędzenia weekendu z rodzicami i nie w placówce wywołuje płacz.
                          Absolutnie nie twierdzę, że czteroletnie dziecko nie powinno mieć kontaktów z rówieśnikami. Wręcz przeciwnie. Nikt nie mówi o zatrzymywaniu dziecka w domu, tylko o wybraniu odpowiedniego miejsca - nastawionego na opiekę na miarę małych dzieci, zabawę i dopilnowanie. Takimi miejscami są - przeznaczone dla dzieci w wieku 3-5 lat - przedszkola, a nie szkoły.
                          • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 22:17
                            triss_merigold6 napisała:

                            "Skądi
                            > nąd, jak bardzo beznadziejne muszą miec domy rodzinne, skoro perspektywa spędze
                            > nia weekendu z rodzicami i nie w placówce wywołuje płacz. "
                            Albo takie fajne szkoly.

                            "Takimi miejscami są - przeznaczone dla dzieci w w
                            > ieku 3-5 lat - przedszkola, a nie szkoły. "
                            Takimi miejscami sa przedszkola w Polsce, w Holandii od 4 roku zycia nie ma zadnych przedszkoli. Nie wiem ile razy musze to jeszcze pisac. Nie ma przedszkoli od 4 roku zycia w Holandii. Nie ma przedszkoli od 4 roku zycia w Holandii. Nie ma przedszkoli od 4 roku zycia w Holandii.

                            • triss_merigold6 Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 22:46
                              W takim razie zmuś dziecko, żeby się dostosowało i nie przejmuj tym, że cierpi. Najważniejsze, żeby dostosować się do systemu.
            • nammkha Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 20:39
              Nie jesteś przekonana do szkoły waldorfskiej bo zbyt mało o niej wiesz. Proponuję Ci więcej na ten temat poczytać. Mam bardzo pozytywne doświadczenia z tym typem edukacji i szczerze Ci polecam. Myślę, że Twoja córka potrzebuje zmiany... Dawała Ci jednak sygnały w przedszkolu, Ty jednak je bagatelizowałaś, teraz daje Ci znaki związane ze szkołą, Ty nadal je bagatelizujesz, a jakoś to będzie piszesz.. rozwój intelektualny jest najważniejszy... A nie jest, dla takiego małego dziecka najważniejszy jest jeszcze rozwoj emocjonalny, który w Szkołach Waldorfskich jest na dobrym poziomie dopasowanym do wieku. A jeśli chodzi o rozwój intelektualny to też uważam że jest dobrze zorganizowany - ponieważ dziecko uczy się przez poznawanie świata a nie przez jakieś oderwane od rzeczywistości ćwiczenia, teorie. Moim zdaniem ten system nie zabija w dzieciach chęci nauki a wręcz podsyca ją. A piszę Ci to z doświadczenia. Dzieci, które chodzą do takiej szkoły i które znam bardzo lubią chodzic do swojej szkoły... A to chyba jest najważniejsze!
              • triss_merigold6 Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 21:06
                OMG. Szkoła taka, szkoła siaka. Czterolatka nie jest gotowa na szkołę i bez sensu jest zaklinanie rzeczywistości.
              • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 21:28
                nammkha napisała:

                "> Nie jesteś przekonana do szkoły waldorfskiej bo zbyt mało o niej wiesz. Proponu
                > ję Ci więcej na ten temat poczytać. "
                Malo wiem, bo nie znam osobiscie. Czytalam duzo, zarowno o waldorfskiej jak i daltonskiej i obie wydawaly sie byc pociagajace, po czym w rzeczywistosci okazalo sie jak chodzi o te konkretna daltonska, ze nie jest tak rozowo jak o niej pisza.
                Takze czasem teoria nieco rozni sie od praktyki. A znam tez ludzi, ktorzy ze szkoly waldorfskiej nie byli zadowoloni i maja zal do rodzicow, ze ich tam poslali zamiast do "normalnej".

                "Mam bardzo pozytywne doświadczenia z tym ty
                > pem edukacji i szczerze Ci polecam."
                Znam tez wiele osob, ktore sa szkola zachwycone. Corka ma tam nawet najlepszego przyjaciela.

                " Myślę, że Twoja córka potrzebuje zmiany... "
                Wiem pytanie tylko czy zmiany w obrebie szkoly daltonskiej czy zmiany szkoly.

                "> Dawała Ci jednak sygnały w przedszkolu, Ty jednak je bagatelizowałaś, teraz daj
                > e Ci znaki związane ze szkołą, Ty nadal je bagatelizujesz,"
                bagatelizowalam i bagatelizje glownie pod wplywem psychologow oraz przesylania mi nieustannie informacji, ze to problem tkwi we mnie a nie w corce. Jak dam sie jej spokojnie przyzwyczaic (czytaj bagatelizowac) to sie przyzwyczai.

                " a jakoś to będzie pi
                > szesz.. rozwój intelektualny jest najważniejszy... A nie jest, dla takiego małe
                > go dziecka najważniejszy jest jeszcze rozwoj emocjonalny,"
                Oba te aspekty sa ze soba powiazane, bo dziecko w tym wieku najwiecej sie uczy.

                "A jeśli chodzi o rozwój
                > intelektualny to też uważam że jest dobrze zorganizowany - ponieważ dziecko ucz
                > y się przez poznawanie świata a nie przez jakieś oderwane od rzeczywistości ćwi
                > czenia, teorie. Moim zdaniem ten system nie zabija w dzieciach chęci nauki a wr
                > ęcz podsyca ją. A piszę Ci to z doświadczenia. Dzieci, które chodzą do takiej s
                > zkoły i które znam bardzo lubią chodzic do swojej szkoły... A to chyba jest naj
                > ważniejsze!"
                Tutejsze szkoly waldorfskie maja opinie bardzo kreatywnych szkol, ale niestety poprzez zanizony poziom nieco zamykajacy droge dalszej edukacji poza systemem waldorskim. Ze statystyk ponoc wynika, ze tylko jedno dziecko na 3 gdy kontynuuje nauke w 'normalnym"systemie jest w stanie nadrobic zaleglosci.
                Rozne sa opinie. Mnie ta szkola przez atmosfere sie podoba, ale nie wiem czy ten brak struktury jest najlepszym rozwiazaniem.
                Moich dwoch terapeutow posylalo juz teraz dorosle dzieci do tych szkol. Dwojka dzieci terapeutki, syn zadowolony, chodzi teraz do sredniej waldorskiej, corka na studiach, nienawidzila tej szkoly za chaotycznosc i ma zal do matki ,ze ja tam poslalam. Dwaj synowie drugiego terapeuty, jeden lubil szkole, ale do sredniej juz poszedl normalnej i sobie poradzil. Dzis studiuje. Drugi tez szkole lubil, ale musial kontynowac nake w normalnym trybie, bo jego osobowosci niezbyt dobrze tolerowala te "chaotycznosc".
                sama widzis ile dzieci, tyle opinii.
                Latwo zmienic dziecku szkole, ale czy to jest najlepsze wyjscie?
                >
    • yoma Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 16:57
      Fajne mi nadwrażliwe dziecko, które skacze młodszym po brzuchu...
    • merode Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 21:41
      Ja chyba bym poslala do tej przyjazniejszej szkoly. Co z tego ze poziom nauczania jest lepszy w daltonskiej jesli Twoja corka nie czuje sie tam dobrze? Zawsze mozesz sama usiasc z dzieckiem i pokazac literki, na spokojnie w domu. A szkola by zapewnila -miejmy nadzieje- fajny kontakt z innymi dziecmi.
      • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 22:00
        merode napisała:

        "> Ja chyba bym poslala do tej przyjazniejszej szkoly. "

        Mam taka mocna pokuse. Ale pytanie czy tam nie bedzie zadnego lobuza, ktory dotknie moje dziecko nie tak jak by sobie zyczyla i co wtedy, znowu bede jej szukac nowej szkoly. Mozliwosci mi sie zmniejszaja. Gdybym ja byla w 100% pewna, ze problem lezy wylacznie po stronie szkoly to ja bym sie ani chwili nie zastanawiala. Wiem, ze moje dziecko bez cienia watpliwosci jest nadwrazliwe.
        Zastanawiam sie czy nie madrzej byloby sprobowac wyegzekwowac wlasciwa opiek nad nadwrazliwym dzieckiem od szkoly ktora taka opieke w swoim statucie obiecuje czy rozpoczynac moze dlugotrwajacy korowod ze zmianami szkoly.
        Trudne do wszystko.
        Gdybym miala pewnosc , ze w tej przyjazniejszej szkole waldorfskiej wszystko sie na pewno ulozy to byloby latwiej z decyzja.

        Co z tego ze poziom nauczan
        > ia jest lepszy w daltonskiej jesli Twoja corka nie czuje sie tam dobrze? Zawsz
        > e mozesz sama usiasc z dzieckiem i pokazac literki, na spokojnie w domu. A szko
        > la by zapewnila -miejmy nadzieje- fajny kontakt z innymi dziecmi.
        • merode Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 22:24
          Trudne, na pewno.
          Zastanawiam sie, na ile jest mozliwe przekonac szkole, zeby dopasowali opieke do potrzeb Twojej coreczki. Z tego co piszesz to troche im sie nie chce nic robic. Mieszkam w Belgii, mam tez rodzine w Holandii i stereotyp Holendrow ktory mam w glowie to ze oni sa tacy troche " gruboskorni", bezposredni, twardo zasuwaja wszedzie na tych swoich rowerach, kobitki rodza w domu i w ogole 😊.
          • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 22:54
            merode napisała:

            "> Trudne, na pewno.
            > Zastanawiam sie, na ile jest mozliwe przekonac szkole, zeby dopasowali opieke d
            > o potrzeb Twojej coreczki. Z tego co piszesz to troche im sie nie chce nic robi
            > c.'
            Wlasnie to jest taka mysl, ktora mi sie powoli rodzi w mojej glowie, ze zanim ja zaczne przenosic Bog wie ile razy i do jakich szkol, to mzoe rozsadniej jest przeprowadzic powazna rozmowe z calym towarzystwem wzajemnej adoracji tj nauczycielka, jej stazystka oraz pania dyrektor i wyraznie im powiedziec, ze jest problem i on sie nie zmniejsza i czy jestesmy razem jakos wspolnie poszukac rozwiazan innych niz "samo sie ulozy".
            W koncu na litosc pisza, ze indywidualnie traktuja swoich uczniow, no to niech sprobuja potraktowac indywidualnie mojego nadwrazliwca. i poczekac co z tego wyjdzie.

            cyt "Mieszkam w Belgii, mam tez rodzine w Holandii i stereotyp Holendrow ktory ma
            > m w glowie to ze oni sa tacy troche " gruboskorni", bezposredni, twardo zasuwaj
            > a wszedzie na tych swoich rowerach, kobitki rodza w domu i w ogole
            😊. "

            Mieszkam w Holandii i mam podobna opinie na ich temat, to chyba skutek niegdys wszechobecnego zimnego chowu. Holender to jest taki asertywny typ, co czesto w praktyce oznacza bezczelny, duzy i gruboskorny, do lekarza nie chodzi bo choroba musi sama przejsc, a jak nie przejdzie no to trzeba umrzec i nie robic ceregieli. Teraz to sie zmienia, obserwuje wiele mlodych matek, ktore maja bardzo cieple relacje z dziecmi. Nawet Holendrzy sie cywilizuja i ...coraz rzadziej rodza w domu.
        • yoma Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 22:25
          >ktory dotknie moje dziecko nie tak jak by sobie zyczyla i co wtedy, znowu bede jej szukac nowej szkoly.

          Dorośnie, pójdzie do pracy, szef na nią nakrzyczy i co wtedy, znowu będziesz jej szukać nowej pracy.
          • triss_merigold6 Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 22:36
            Litości, dziecko ma 4 lata. Jeszcze zdąży dojrzeć, nie widzę sensu trzymania małego dziecka w środowisku które nie jest dla niego przyjazne.
            • yoma Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 22:44
              Wiesz, co to znaczy "nie jest przyjazne". Bo ktoś dotknął, popchnął, rzucił śnieżką? To może ją od razu zamknąć w szklanej kuli?

              Mnie w każdym razie zawsze się zapala czerwone światełko, jak słyszę "bo moje dziecko jest taaaakie wrażliiiiwe". A nadwrażliwe to już ho, ho.
              • triss_merigold6 Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 22:52
                Jest za małe na szkołę. Nie musi być szczególnie wrazliwe, ale łatwiej matce wmówić sobie, że ma nadwrażliwe dziecko niż uznac, że system zmuszający 4-latki do chodzenia do szkoły jest szkodliwy.
                • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 23:01
                  triss_merigold6 napisała:

                  "niż uznac, że system zmuszający 4-latki d
                  > o chodzenia do szkoły jest szkodliwy"

                  Wiele dzieci uwielbia swoje szkoly tak jak twoja corka swoje przedszkole. Nie wiem czy system jest szkodliwy, moze jest. Na pewno to co dzieje sie na linii moja corka-szkola jest dla corki szkodliwe. Co do tego nie mam watpliwosci.
                  • triss_merigold6 Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 23:07
                    To ją odrocz i tyle. Nic się nie stanie.
          • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 22:59
            yoma napisała:


            "> Dorośnie, pójdzie do pracy, szef na nią nakrzyczy i co wtedy, znowu będziesz je
            > j szukać nowej pracy."

            Tak bardzo chcesz sie wyzlosliwic, ze az ci sie to nie udalo.
            Jakbys troche uwazniej przeczytala moje wypowiedzi a nie skupiala sie "co by tu napisac zeby bylo bardziej wrednie" to bys sie doczytala, ze wlasnie nie bardzo mi pasuje perspektywa zmieniania szkoly.
            • yoma Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 22.11.15, 00:28
              Cytowałam cię dosłownie. Wybacz, że cytat z ciebie jest sprzeczny z twoimi zamiarami.
    • anaisanais Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 22:49
      Ja mysle, ze musisz corke nauczyc zdecydowanej reakcji na przemoc, zadnego ciamkania sie, tylko ma glosno mowic stop temu, kto probuje wobec niej przemocy. Musisz jej to pokazac np. w sytuacji na placu zabaw, na basenie, czy gdzie tam chodzicie razem. Tlumacz, ze nikt nie ma prawa jej tak traktowac i ze musi sie zdecydowanie bronic, nawet tez odpychajac czy kopiac agresywne dziecko.
      To, ze panie nie powiedzialy ci, ze ktos ja tam popchnal, nie wydaje mi sie bardzo szczegolne. Dzieci uzywaja takiej przemocy, ale panie powinny wtedy reagowac. A dzieci powinny sie umiec obronic i trzeba im w tym pomagac.
      • triss_merigold6 Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 23:05
        corka jest najmniejsza i najmlodsza z calej szkoly

        I rano i popoludniu sa klasy mieszane (dzieci 4,5 i 6 letnie z grypy 1 i 2), nawe jestem zla, bo mial nastapic przedpoludniowy podzial na osobna grupe 1i 2, a potem okazalo sie, ze dalej dzieciaki pomieszali wiekowo, przy czym dzieciaki wciaz dochodza, w przyszlym roku dzieciaki z grupy 2 odejda wyzej i ich sytuacja sie nieco ustabilizuje, a dzieci z grupy 1 przejda do grupy 2 i dalej beda wymieszane, zadnej stabilizacji, tych samych twarzy. Co za poroniony pomysl to tego nie potrafie zrozumiec, i tez nic z tym nie zrobie, bo ponoc to taka wizja ze klasy sa mieszane i juz. W taka romantyczna wersje nie wierze, bo glowna pani nauczycielka wziela sobie do swojej klasy "przypadkowo"dzieci znajomych a do drugiej grupy (mojej corki) ktora prowadzi stazystka chodza dzieci pozostale.

        Wyjasnij mi jak czterolatka ma sobie radzić z dziecmi starszymi od niej o 2 lata. W tym wieku to przepaść w rozwoju fizycznym i emocjonalnym.
        • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 23:15
          triss_merigold6 napisała:

          "> Wyjasnij mi jak czterolatka ma sobie radzić z dziecmi starszymi od niej o 2 lat
          > a. W tym wieku to przepaść w rozwoju fizycznym i emocjonalnym. "

          Wolalabym zeby to szkola wyjasnila mi. No ale takie pytania Holendrzy traktuja jako pytania niezrownowazonej emocjonalnie, nadwrazliwej mamusi, czyli nie warto odpowiadac, bo od wojny tutejsza dzieciarnia zaczyna szkole w wieku 4 lat i zyje. A ze tam jednostki sie w tym gubia to wina lezy po stronie tych jednostek i ich matek.
          • vilez Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 22.11.15, 08:49
            Nie wierzę. Jedziesz jakimś uogólnieniem. Po prostu musisz pójść do ichniego pedagoga czy psychologa i objaśnić sprawę. Z pewnością jest ścieżka indywidualnego podejścia do konkretnego dziecka.
            A nawet, jeśli sobie o Tobie coś tam pomyślą, to co z tego? Zawsze możesz powiedzieć, że Ty znasz podejście polskie i w konfrontacji z ichnim coś Ci nie pasuje. Ergo: prosisz o wyjaśnienie, jak macie sobie poradzić z problemem.
            • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 26.11.15, 09:39
              Ano szkola nie ma ani psychologa ani pedagoga. Jest mala, zaledwie 100 uczniow, dyrektorka jest jednoczesnie sekretarka i ksiagowa.
              Jestem wlasnie po rozmowie z pania wychowawczynia po ktorej czuje sie nieco zbyta. Ogolnie mozna strescic: problem lezy nie w szkole (choc pani przyznaje sama, ze jest ostra, ale najwyrazniej nie zamierza z tego zrezygnowac czasowo dla dobra sprawy), ani nawet nie w dziecku tylko we mnie, bo to ja tak uwazam jak uwazam i podswiadomie to dziecku przekazuje. Pani poklepala mnie przyjaznie po ramieniu, jedynie zapewniajac , ze przyjrzy sie jej kontaktom z innymi dziecmi.
              Czyli nic. Szkola w osobie pani wychowawczyni w zasadzie nie zamierza nic zrobic, a ja mam przyprowadzac dziecko wbrew jego woli i to wszystko.
              Powiedzialam tylko, ze w takim razie bede przysylac dziecko tylko rano. I rozmowa sie skonczyla
              • lokitty Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 30.11.15, 20:05
                Ta szkoła jak żywo przypomina mi szkoły z czasów "Ani z Zielonego Wzgórza", kiedy dzieci od lat mniej więcej 7 do 16 siedziały w 1 klasie, a nauczyciel (zresztą denny) zajmował się tylko wyjaśnianiem matmy atrakcyjnej 16-letniej pannie ;).
                Przepraszam, ale tego czegoś nie da się nawet nazwać szkołą.
                Co to za kółko wzajemnej adoracji, co to za przebieranie w dzieciakach, co to wreszcie za dyrektorka, która zajmuje się wszystkim i nie ma własnego personelu.
                Przebierałaś, wybierałaś, a trafiłaś w miejsce, w którym nie ma możliwości wyboru ani zmiany.
                W Polsce tak dzieje się czasem w "elitarnych" szkołach prywatnych, gdzie np. jest po 1 klasie w roczniku - i nie masz możliwości manewru co do wychowawczyni.
                Dlaczego sądzisz, że tylko szkoła będzie kształtować rozwój intelektualny Twojego dziecka? To też zadanie rodziców. Być może dziecku byłoby lepiej w szkole mniej intelektualnie rozwijającej, a bardziej przyjaznej, w której nauczyciele nie zlewają dzieci.
      • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 21.11.15, 23:11
        anaisanais napisała:

        "> Ja mysle, ze musisz corke nauczyc zdecydowanej reakcji na przemoc, zadnego ciam
        > kania sie, tylko ma glosno mowic stop temu, kto probuje wobec niej przemocy."

        Mowimy, tlumaczymy ale nie pomaga nam takie tutejsze nieco schizofreniczne podejscie do reagowania na przemoc, z jednej strony poprzednie przedszkole mowilo "dziecko musi sie bronic samo"ale z drugiej strony w nowej szkole nie moze byc samo agresywne tylko odrazu mowic nauczycielowi, a nauczyciel nie zawsze wszystko odbierze tak jak moja nadwrazliwa corka i ona czesto czuje sie zlekcewazona. Na poczatku nawet chodzila do nauczycieli , ale teraz tego juz nie robi, boi sie nie ufa nauczycielce. Zareagowac tez sie boi, zeby jej pani nie ukarala i kolo sie zamyka.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 23.11.15, 02:06
      Skoro Pani postrzega siebie jako nadwrażliwą mamę, a córkę jako nadwrażliwe dziecko trudno będzie Pani odnaleźć spokój i równowagę. Zawsze będzie jakiś powód do niepokoju, bo tak Pani widzi i przeżywa rzeczywistość, w tym rzeczywistość córki.
      Z tego co Pani opisuje, trudno tę rzeczywistość zmienić. Córka jest mała, ma prawo do różnych rozwojowych zachowań ( incydentalne niewłaściwe zachowania jak z chłopcem na placu zabaw ) jaki i przeżyć ( niechęć do szkoły czy jakiegoś dziecka, poczucie osamotnienia ). Dlatego w takiej Pani sytuacji emocjonalnej i w holenderskiej realności pozostaje Pani własne wspieranie córki w przypadku trudniejszych uczuciowo momentów, co zdaje się Pani robić. Więc powinna Pani zaufać swoim zachowaniom, mającym pomóc córce na bieżąco. To na pewno długofalowo będzie miało dobry skutek, choć obecnie może tak nie wyglądać. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • pir_anyai Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 25.11.15, 12:50
        Nadwrażliwa matka może nauczyć dziecko tylko to, co sama umie, czyli bycia nadwrażliwym/nieadekwatnym do sytuacji. Niestety charaktery rodziców często obciążają dzieci a nie pomagają im w życiu.
      • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 25.11.15, 21:46
        agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

        "> Z tego co Pani opisuje, trudno tę rzeczywistość zmienić. Córka jest mała, ma pr
        > awo do różnych rozwojowych zachowań ( incydentalne niewłaściwe zachowania jak
        > z chłopcem na placu zabaw ) jaki i przeżyć ( niechęć do szkoły czy jakiegoś dzi
        > ecka, poczucie osamotnienia )"

        Dobrze jest uslyszec, ze te incydenty nie sa jakies wyjatkowe i dzieci w jej wieku maja do tego prawo. Troche mnie to uspokaja.

        "Dlatego w takiej Pani sytuacji emocjonalnej i
        > w holenderskiej realności pozostaje Pani własne wspieranie córki w przypadku t
        > rudniejszych uczuciowo momentów, co zdaje się Pani robić. Więc powinna Pani z
        > aufać swoim zachowaniom, mającym pomóc córce na bieżąco. "

        Wlasnie chyba na to musze w tej rzeczywistosci postawic, na wspieranie corki mimo wszystko. Mam nadzieje, ze bedzie to dla mnie bodzcem do 'wziecia sie w garsc" .

        cyt. "To na pewno długofalow
        > o będzie miało dobry skutek, choć obecnie może tak nie wyglądać"

        Moze to glupie, ale w tym momencie najwazniejsze sa dla mnie dlugofalowe skutki. Tak sie zastanawiam, czy to poczucie osamotnienia, ktore odczuwa nie bedzie mialo dlugotrwalych konsekwencji. Czy w jej swiadomosci na przyszlosc nie wyryje sie obraz, ktory zawsze bedzie powracal w nowych sytuacjach.
        Czy tylko z tego powodu nie lepiej w tym okresie zycia tj. 4 lat nie jest lepiej przeniesc jej do szkoly w ktorej ma najblizszego obecnie kolege z ktorym uwielbia sie bawic.
        Nie chodzi mi o to zeby jej wszystko ulatwiac przez ccale zycie, tylko o budowanie w waznym okresie zycia poczucia wlasnej wartosci.
        Ja sama doswiadczylam w szkole podstawowej z rowiesnikami dobrych kontaktow, dzieki czemu jak mysle zawsze czulam sie w nowych srodowiskach dosc pewna siebie. Jesli szlo cos na poczatku nie tak, to zwalalam wine na druga strone i to poczucie, pomagalo mi sie wyluzowac i w spokoju czekac na lepsze czasy. Ja mialam dobry start z rowiesnikami.
        Corka choc ma ku temu osobowosciowe mozliwosci, latwo i chetnie nawiazuje kontakty, nie moze sobie w tej szkole poradzic.
    • ciociazlarada Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 29.11.15, 19:57
      Mieszkalam w Holandii 12 lat, uwazam ten kraj za moją drugą ojczyznę i realia znam dość dobrze.

      Problemem, z holenderskiego punktu widzenia, jest to że twoja córka tak późno poszła do żłobka, ale temu raczej się już nie zaradzi ;-)

      Mam wrażenie z twoich postów, że przyklejasz łatkę nadwrażliwej swojemu zupełnie normalnemu dziecku. Nie dziw się, że w szkole potraktowano cię niepowaznie, ja też odbieram twoj post jako nadawanie dziecku i sobie etykiety nadwrażliwej histeryczki. Stąd adekwatna do sytuacji reakcja przedszkola - klepanie po ramieniu w sytuacji niejako służbowej? Nie mieści mi się to trochę w głowie.

      Wiesz (chyba) jak wygląda załatwianie takich spraw w Holandii - jeśli masz swoją rację to twardo wykladasz ją jak zdarta płyta i oczekujesz rozwiązań. Uitspraak musi być jeśli uwazasz, że masz rację :-) w przeciwnym wypadku znaczy że jej nie miałaś.

      Córka ma prawo się bać agresywnych starszych dzieci i ma prawo się bronić. Niech wrzeszczy, woła niet doen i ogólnie robi raban w sytuacji, gdy musi się bronić przed większym napastnikiem. Mam wrażenie, że w tej chwili umacniasz ją w roli ofiary zamiast dawać jej siłę i pewność siebie.

      Zdajesz sobie sprawę, że w nowej szkole również może zostać czyjąś ofiarą? Agresorów nie da się czasem uniknąć. Na twoim miejscu załatwiłabym "po holendersku" sprawę w obecnej szkole i przede wszystkim przestała nadawać córce etykietkę nadwrażliwej leliji.
      • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 29.11.15, 22:28
        cyt. "> Mieszkalam w Holandii 12 lat, uwazam ten kraj za moją drugą ojczyznę i realia z
        > nam dość dobrze. "

        Dobrze uslyszec opinie kogos kto zna tutejsze realia.

        cyt. "> Problemem, z holenderskiego punktu widzenia, jest to że twoja córka tak późno p
        > oszła do żłobka, ale temu raczej się już nie zaradzi ;-
        ) "

        Corka nie byla w creché (zlobku). Poszla do przedszkola czyli peuterspeelzaal jak najbardziej o czasie czyli dokladnie dzien po tym jak skonczyla 2.5roku. Poprasilam tez o podwojna ilosc czasu spedzanego w peuterspeelzaal przyslugujacemu dwojzeczynemu dziecku aby nie mialo problemow jezykowych. Nie wiem zatem o czym piszesz.

        cyt. "> Mam wrażenie z twoich postów, że przyklejasz łatkę nadwrażliwej swojemu zupełni
        > e normalnemu dziecku
        . "

        Miec wrazenie a pewnosc to czesto duza roznica. Jestem bardzo niepewna (ze wzlegu na wlasne emocjonalne problemy) stad chyba tak latwo przyjmuje cudze opinie na temat mojego groznego wplywu na wlasne dziecko jako osoby nadwrazliwej.
        A tak po prawdzie to niby dlaczego obcy czlowiek, ktory widzi moja corke pare godzin w tygodniu od zaledwie parnastu tygodni, posrod 30 osobowej klasy, ktory niespecjalnie poswieca uwage mojemu dziecku (co nie dziwne przy takiej ilosci innych dzieci) ma wiedziec lepiej odemnie jak corka reaguje, jak sie czuje, jaka jest, co lubi a czego nie akceptuje. Dlaczego ktos kto nigdy nie przeprowadzil zadnej rozmowy z corka (co zreszta i tak by sie nie udalo, bo corka sie boi juf) ma wiedziec lepiej niz ja.


        cyt. "Nie dziw się, że w szkole potraktowano cię niepowaznie,
        > ja też odbieram twoj post jako nadawanie dziecku i sobie etykiety nadwrażliwej
        > histeryczki. Stąd adekwatna do sytuacji reakcja przedszkola - klepanie po ramie
        > niu w sytuacji niejako służbowej? Nie mieści mi się to trochę w głowie
        ."

        Ja to odebralam jako niby pocieszenie szalnej matki.
        Nie wiem czy moje dziecko jest nadwrazliwe w rzeczywistosci, trudno to stweirdzic bo nadwrazliwosc to nie diagnoza i nie ma zadnych testow, ktore by to potwierdzaly.
        To moze zdanie, ktore nie jest szanowane i tyle.
        Z cala pewnoscia jest nadwrazliwa na bodzce (tak miala od urodzenia) a to nie pomaga w szkole i byc moze wywoluje te klopoty.

        " > Wiesz (chyba) jak wygląda załatwianie takich spraw w Holandii - jeśli masz swoj
        > ą rację to twardo wykladasz ją jak zdarta płyta i oczekujesz rozwiązań. "
        Tak narazie sprawe zalatwiam, rozmawiam, rozmawiam i rozmawiam z tymi juf. Ale przynioslo to tylko taki efekt jak wyzej. Nie mam zreszta lepszych pomyslow, wiec teraz dopuki jeszcze bezkarnie moge sama decydowac czy dziecko puszczac do szkoly czy nie to po prostu bedzie chodzila tylko rano. A potem jak przyjdzie obowiazek to cos szkola bedzie musiala zrobic.

        cyt. "> Córka ma prawo się bać agresywnych starszych dzieci i ma prawo się bronić. Niec
        > h wrzeszczy, woła niet doen i ogólnie robi raban w sytuacji, gdy musi się broni
        > ć przed większym napastnikiem. Mam wrażenie, że w tej chwili umacniasz ją w ro
        > li ofiary zamiast dawać jej siłę i pewność siebie."
        Wlasnie ,ze jej nie umacniam. Sama zyje w schizofrenii razem z nia i tak samo jak ona nie wiem jak ma sie zachowac, bo z jednej strony dziecko jest informowane, ze musi sie samo bronic (przed wiekszymi i silniejszymi, seria to ja sama bym sie nie wdawala w zadne bojki z wiekszymi i starszymi facetami, a w sumie tego sie od niej oczekuje), a z drugiej strony oficjalnie nie ma prawa reagowac tylko mowic juf. A corka boi sie mowic juf, co najdziwniejsze na poczatku sie nie bala, po drodze stalo sie cos co spowodowalo, ze sie boi. Mowila cos o karach. Ona po prostu nie rozmie tej kwestii, i ja tez ie rozumie.
        Bo mnie cholera bierze , ze nie mozna takich urwisow klasowych 5,6 latkow ustawic do pionu.

        cyt." > Zdajesz sobie sprawę, że w nowej szkole również może zostać czyjąś ofiarą? Agr
        > esorów nie da się czasem uniknąć. Na twoim miejscu załatwiłabym "po holendersku
        > " sprawę w obecnej szkole i przede wszystkim przestała nadawać córce etykietkę
        > nadwrażliwej leliji."

        wiadomosc, ze w kazdej szkole moze stac sie ofiara powoduje, ze nie zmieniam szkoly.
        "Po holendersku' masz na mysli "metode zdartej plyty"?
        Tak robie, to niestety spowodowalo, ze nadano mi latke nadwrazliwej.
        W szkole nic nie mowilam nigdy o nadwrazliwosci mojej corki, przedmiotem moich rozmow sa jedynie fakty jak to ,ze nie chce chodzic do szkoly, albo po szkole placze przez 1.5 bez powodu, albo po szkole nie chce nikogo widziec przed 1.5 godziny lacznie z wlasnym ojcem itp. Szkola jest niewzruszona.
        • ciociazlarada Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 29.11.15, 23:47
          Miałam przejścia w Consultatiebureau, więc wyobrażam sobie jak się czujesz.

          Większość dzieci pracujacych mam zaczyna żłob ponad dwa lata wczesniej niż twoja córa, więc w wieku 4 lat są już mocno przyzwyczajone do ukladów rodem z Władcy Much, o tym mówię. Moja córka chodziła do opvangu Montessori, połączonego z BSO po południu więc miała w jednej grupie dzieci od 4mcy do 6 lat. Incydentów nie było, ale jakoś dziwnym trafem nauczyła się oddawać, gonić dzieci od swoich zabawek i trzymać nielubianych gości na dystans. Bardzo lubiła to przedszkole, ale myślę że pewnie nie raz dostała po głowie.

          Ale wydaje mi się że musisz stać murem za dzieckiem i nie dawać się zbyć klepaniem (swoją drogą to dla mnie niezłe przekroczenie granic, coś jakby wypalenie do kobiety per mevrouwtje w sytuacji służbowej). Córka imo zachowuje się zupełnie normalnie - jest zbyt mała i słaba zeby efektywnie się obronić, w końcu ma tylko 4 latka, a dorośli jej nie pomagają a wręcz oczekują że sama rozwiąże problem na miarę Merkel vs uchodźcy...

          Wyślij do szkoły męża, jeśli jest Holendrem. Masz prawo żądać konkretów, bo zapewnienie bezpieczeństwa dziecku należy do szkoły. Tak jak już napisałam, nauczyłabym córkę robienia jak najwięcej szumu w obronie własnej. Ma do tego jak najbardziej prawo, w tej chwili jest pod ścianą z problemem zbyt wielkim na jej adekwatne do wieku siły.

          Może zbierzcie informacje o wszystkich incydentach, przed konkretami trudno się wykręcić. Ja nie jestem miłą osobą gdy mi ktoś nadepnie na odcisk, zrobiłabym tej babie jesień średniowiecza z odpowiedniej czesci ciała.
          • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 30.11.15, 10:48
            ciociazlarada napisała:

            cyt. "> Miałam przejścia w Consultatiebureau, więc wyobrażam sobie jak się czujesz."

            Ja tam na szczescie mialam bardzo pozytywne dowiadczenia z consultatiebureau, w moim przypadku akurat byli bardzo pomocni i zyczliwi. Zlego slowa nie moge powiedziec. To, ze mala nie chce chodzic do szkoly i jest w tym wina moja to raczej pomysl juf, nie wyrazony doslownie, ale w formie jak ja to odbieram: "moj uczen synek kolezanki/znajomej/rodziny, choc najgorszy lobuz, bije pani corke, wyzywa dzieci, i rozumie pani oburzenie, bo wiem jakie ma pani problemy emocjonalne". Znaczy, nie nasza wina i naszego kochanego lobuzka tylko pani.

            cyt. "> Większość dzieci pracujacych mam zaczyna żłob ponad dwa lata wczesniej niż twoj
            > a córa, więc w wieku 4 lat są już mocno przyzwyczajone do ukladów rodem z Władc
            > y Much, o tym mówię
            ."

            Ja nie pracuje, a wiekszosc mam jak pracuje to raczej na pare godzin w tygodniu i czesto przy odrobinie pomocy dziadkow sa w stanie dawac dziecko wylacznie do peuterspeelzaal.
            Sama pomysl, ze przyzwyczajanie dziecka do ukladow rodem z "wladcy much" nie jest chore. dziecko w tym wieku powinno miec spokojny start w doroslosc a nie walke o przetrwanie.

            cyt. "Bardzo lubiła to przedszkole,
            > ale myślę że pewnie nie raz dostała po głowie."


            Ano wlasnie, moja niestety bardzo nie lubi dostawac po glowie i w tym twki problem, sama tez nie bardzo umie sie bronic, ja nie wiem jak mam uczyc takiego malca bronic przed fizycznymi atakami duzo wiekszych i silniejszych chlopcow. Sama jako dorosla nie startowalabym do walki fizycznej z kims duzo wiekszym i silniejszym.

            cyt. "> Ale wydaje mi się że musisz stać murem za dzieckiem i nie dawać się zbyć klepan
            > iem (swoją drogą to dla mnie niezłe przekroczenie granic, coś jakby wypalenie d
            > o kobiety per mevrouwtje w sytuacji służbowej
            ).

            Tak sie wlasnie czuje jak taka "mevrouwtje".

            "cyt.
            Córka imo zachowuje się zupełni
            > e normalnie - jest zbyt mała i słaba zeby efektywnie się obronić, w końcu ma t
            > ylko 4 latka, a dorośli jej nie pomagają a wręcz oczekują że sama rozwiąże prob
            > lem na miarę Merkel vs uchodźcy..."

            Wiesz, po dzisiejszyj porannej rozmowie z mamami, nabywam nieomalze stu procentowa pewnosc , ze problem jednak tkwi w szkole.
            Wyobraz sobie, okazuje sie, ze te maluszki 4,5 latki bawia sie czesto same na placu zabaw, a plac zabaw dzielony jest jeszcze z centrum kultralnym do ktorego caly dzien (przez ten plac) przechodza rozni ludzie na zajecia. Wystarczy , ze ktorys nie zamknie bramki i dziecka nie ma, a obok jest bardzo ruchliwa ulica. Nie wspomne o wypadkach na placu zabaw (biciu mlodszych pozostawionych bez nadzoru) albo i to, ze przeciez kazdy moze podejsc ofiarowac dziecku cukiereczka, zaprzyjaznic sie itp. Pani juf ponoc miala raka i juz sobie nie radzi z taka duza iloscia dzieci. A ja jestem tak mocno zaniepokojona, ze w tym tygodniu,ze w tym tygodniu bedzie rozmowa z dyrektorka.
            Matka tego dziecka, ktora zaobserwowala, ze dzieci sa same, wybadala, ze takie rzeczy dzieja sie duzo czesciej, ze nawet byly interwencje rodzicow, ale jakos jak widac bez skutku.Sama byla swiadkiem jak juf dosc beceremonialnie potraktowala jej 4latke, gdy o cos zapytala.
            Moze ona tez jest nadwrazliwa, moze my wszyscy jestesmy nadwrazliwi.
            Wiec moze jednak warto poszukac szkoly dla "nadwrazliwcow", a te zostawic tym "normalnym".

            cyt. "> Wyślij do szkoły męża, jeśli jest Holendrem. Masz prawo żądać konkretów, bo za
            > pewnienie bezpieczeństwa dziecku należy do szkoły
            . "

            Wiesz jak to jest z Holendrami, zycie ich rozpieszczalo to dzis trzeba mocnego kopa w dooope zeby przestali myslec "wszystko bedzie dobrze, jakos sie ulozy, zobaczysz".

            cyt "Tak jak już napisałam, nauc
            > zyłabym córkę robienia jak najwięcej szumu w obronie własnej. Ma do tego jak na
            > jbardziej prawo, w tej chwili jest pod ścianą z problemem zbyt wielkim na jej a
            > dekwatne do wieku siły. '


            Wiesz jak ktos jest z natury taki, ze nie umie walczyc o swoje to ciezko go nauczyc. Choc probowac mozna. U mojej corki wystepuje problem nieumiejetnnosci fizycznej obrony, bo mowic to ona nawet potrafi w swojej obroni, ale fizycznie nie zaatakuje, bo nie lubi fizycznych kontaktow, dotyko itp.
            >
            > Może zbierzcie informacje o wszystkich incydentach, przed konkretami trudno się
            > wykręcić. Ja nie jestem miłą osobą gdy mi ktoś nadepnie na odcisk, zrobiłabym
            > tej babie jesień średniowiecza z odpowiedniej czesci ciała.
            • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 30.11.15, 10:53

              cyt. "> > Może zbierzcie informacje o wszystkich incydentach, przed konkretami trud
              > no się
              > > wykręcić
              . "

              Mysle, ze pryznajmniej odnosnie tej opieki, a wlasciwie jest czasowego braku na placu szkolnym to uda mi sie zebrac grupe ludzi. W koncu nawet Holendrzy dbaja czasem o bezpieczenstwo swoich dzieci.
              • paris-texas-warsaw Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 30.11.15, 11:20
                Nie napiszę nic odnośnie rozwiązań związanych z opieką instytucjonalną, nie mam o tym pojęcia, natomiast od kilku dni chodzi mi po głowie ten obrazek dziewczynki 4-letniej siedzącej na młodszym dziecku i je okładającym. Chciałam to jakoś powiązać z opinią Pani Agnieszki, że to poniekąd norma, etc. Z pamięci nie mogę wydobyc dużo takich scenek, pamiętam jedną z palcówki opiekuńczej, to była scenka z agresywnym chłopcem, jak się okazało z wieloma problemami zachowania, etc. Nie wydaje mi się, że opisane zachowanie córki jest normą rozwojową. Tym bym się bardzo przejęła.
                • paris-texas-warsaw Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 30.11.15, 11:49
                  I jeśli nie możesz się jakoś oprzeć na własnej opinii, to przyjrzyj się opinii męża, dalszej rodziny, znajomych etc. Jeśli placówka jest tak fatalnie prowadzona, to niejako istnieje konflikt interesów w obiektywnej ocenie funkcjonowania Twojej córki przez personel tam zatrudniony. Możesz też chyba skorzystać z obserwacji psychologa dziecięcego, jak dziecko funkcjonuje z obcymi, jak w interakcjach z rodzicami, może w jakiejś grupce dzieci. To nie pokaże do końca jej funkcjonowania w przedszkolu, ale pokaże, czy wszystko jest w normie. Nie musi być testów na "wrażliwość", małym dzieciom nikt nie będzie robił testów na np. poziom neurotyzmu czy co tam rozumiesz pod pojęciem "wrażliwości", ale poprzez obserwację będzie widział jak dziecko funkcjonuje. Przyjmij może dla własnego spokoju, że jako matka i tak obiektywnej oceny nie wydasz, czy masz czy nie masz emocjonalnych problemów, choć one pewnie taką ocenę dodatkowo mogą zaburzyć.
                • ciociazlarada Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 30.11.15, 12:18
                  IMO to norma - w tej konkretnej sytuacji. Spojrz: od tego dziecka oczekuja dorosli, ze bedzie samo radzic sobie z duzo wiekszymi i silniejszymi agresorami. Z drugiej strony, od tych samych doroslych, dostaje sygnal ze agresja jest zla i nie moze sie bronic. Jak ta mala ma inaczej zareagowac, jak ma radzic sobie z emocjami, jak ma upuscic "wentyl"? Przeciez to istny matrix!

                  Gdy dorosla osoba skarzy sie, ze jest mobbowana w pracy, wszyscy ja rozumieja i wspolczuja. Gdy male dziecko, ktore nie ogarnia jeszcze i nie umie tak dobrze nazwac swoich wlasnych emocji jest napastowane przez inne, z ktorym w starciu nie ma szans, zazwyczaj przekaz jest taki ze ma sobie poradzic, przyzwyczaic sie i ze agresja jest zla. No kurcze - oczywiscie, ze agresja jest zla, ale obrona konieczna to nie agresja!

                  Nie wiem jak mila, ale ja bym po prostu przejechala po pani nauczycielce (juf to nauczycielka) instytucjonalnym walcem. I to szybko. Reakcja nauczycielki absolutnie niedopuszczalna, mysle ze pozwolila sobie na takie akcje wobec autorki tylko dlatego, ze autorka jest immigrantka.
                  • paris-texas-warsaw Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 30.11.15, 12:50
                    Nie nazwałabym tego normą w takim wypadku, a co najwyżej "naturalnym skutkiem pobytu w nienormalnej sytuacji", jeśli faktycznie takie zachowanie wynikało z sytuacji w samym przedszkolu (odreagowanie bo byciu bita przez starsze dzieci etc.), czy jaka to jest placówka. Dlatego proponuję kogoś, kto to obiektywnie oceni - czy zachowania są właśnie normą rozwojową, czy ja przekraczają np. w wyniku pobytu w złym ośrodku opiekuńczym. To trochę jak z nienormalną rodziną- dzieci się zachowują dostosowując do takiej rodziny, ale skutki dla nich zostają dłużej niż pobyt w takiej rodzinie, i żeby tak nie było ze skutkami pobytu w takiej placówce.
                    Swoją drogą to nie bardzo rozumiem, czy to bardziej "norma" holenderska, czy akurat taka placówka.
                    • ciociazlarada Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 30.11.15, 13:11
                      Na to pytanie ci nie odpowiem, moje dziecko chodzilo do zlobka na kampusie uniwersyteckim, wiec z definicji byly tam dzieci ludzi raczej dobrze wyksztalconych oraz w miare dobrze zarabiajacych, tzw. patologii trzebaby ze swieca szukac. Taka "naturalna" rejonizacja.

                      Ze szkolami jest juz inaczej, ludzie albo czekaja latami w kolejkach do dobrych szkol, albo posylaja do szkol w sasiedztwie. Sa tez szkoly wyznaniowe.

                      paris-texas-warsaw napisała:

                      > Swoją drogą to nie bardzo rozumiem, czy to bardziej "norma" holenderska, czy ak
                      > urat taka placówka.

                      • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 09:59
                        ciociazlarada napisała:

                        "> Na to pytanie ci nie odpowiem, moje dziecko chodzilo do zlobka na kampusie uniw
                        > ersyteckim, wiec z definicji byly tam dzieci ludzi raczej dobrze wyksztalconych
                        > oraz w miare dobrze zarabiajacych, tzw. patologii trzebaby ze swieca szukac. T
                        > aka "naturalna" rejonizacja."

                        Ale to nie patologia. To smietanka tutejszej pozal sie klasy sredniej.

                        "> Ze szkolami jest juz inaczej, ludzie albo czekaja latami w kolejkach do dobrych
                        > szkol, albo posylaja do szkol w sasiedztwie. Sa tez szkoly wyznaniowe.'

                        Az tak zle z tym czekaniem latami u nas nie jest. Moja szkola lezaca w samym centrum, nie jest szkola "w sasiedztwie" prawie nikogo. Kazdy moglby spokojnie poslac swoje dziecko do innej szkoly. Ja niestety przekombinowalam, nie chcialam szkoly w sasiedztwie jako rzekomego siedliska ewentualnej patologii to trafilam wlasnie do tej szkoly.
                        Bo tak na prawde nie chodzi o szkole, rodzaj szkoly itp, ale o juf, czy idzie sie z nai dogadac czy nie. Jak sie idzie dogadac z juf i kobieta jest rozsadna i pomocna to zadna szkola nie straszna. W koncu jest to jednak Holandia, az takiej roznicy pomiedzy bogatymi a biednymi to znowu nie widac. To mimo wszystko dosc egalitarne spoleczenstwo. Pojedynczym jednostkom odbija, ale to jak wszedzie.
                    • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 09:53
                      paris-texas-warsaw napisała:

                      > Nie nazwałabym tego normą w takim wypadku, a co najwyżej "naturalnym skutkiem p
                      > obytu w nienormalnej sytuacji",

                      Taka i ja mialam niestety obawe. eraz juz jestem taka zmeczona cala ta sytuacja, ze nie wiem jak wspierac moje dziecko.
                  • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 09:51
                    ciociazlarada napisała:

                    "> IMO to norma - w tej konkretnej sytuacji. Spojrz: od tego dziecka oczekuja doro
                    > sli, ze bedzie samo radzic sobie z duzo wiekszymi i silniejszymi agresorami. Z
                    > drugiej strony, od tych samych doroslych, dostaje sygnal ze agresja jest zla i
                    > nie moze sie bronic. Jak ta mala ma inaczej zareagowac, jak ma radzic sobie z e
                    > mocjami, jak ma upuscic "wentyl"? Przeciez to istny matrix!"

                    Wlasnie o to chodzi. Wczoraj znowu dostala jakiegos kuksansca od swojego przesladowcy, tym razem odwazyla sie i poszla do pani, a pani na to w ogole nie zareagowala. Niby nie moze sama reagowac tylko musi mowic juf. Zwykle nie mowi, bo sie boi, a jak juz raz sie odwazyla to pani ja zlala.

                    "> Nie wiem jak mila, ale ja bym po prostu przejechala po pani nauczycielce (juf t
                    > o nauczycielka) instytucjonalnym walcem. I to szybko. Reakcja nauczycielki abso
                    > lutnie niedopuszczalna, mysle ze pozwolila sobie na takie akcje wobec autorki t
                    > ylko dlatego, ze autorka jest immigrantka. "

                    Masz racje, zwlaszcza, ze nie opisalam nawet polowy jej zachowan. Protekcjonalne traktowanie rodzicow, z uwzglednieniem poszczegolnych rodzicow ( w tym mnie niestety jakos szczegolnie) jest zauwazalne nie tylko przeze mnie.
                    Ale pani ma chyba dosc mocna osobowosc bo wybrana grupa mamus zachowuje sie jak zony ze Stepford.
                • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 09:45
                  paris-texas-warsaw napisała:

                  "Nie wydaje mi się, że opisane zachowanie córki jest normą rozwojową. Tym bym
                  > się bardzo przejęła. "

                  Ja sie tez przejelam, ale ja jestem nadwrazliwa. Corka nigdy nie byla agresywna, nigdy w domu ani w otoczeniu nad ktorym mam kontrole z agresja sie nie spotkala, zawsze byla przyjazna otwarta ekstrawertyczka.
            • ciociazlarada Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 30.11.15, 12:46

              Ja nie dyskutuje o tym co jest chore, co nie - jak mowilam, Holandia to moja druga ojczyzna, wiec wiele typowo holenderskich rzeczy, jak na przyklad oddawanie malego dziecka do opvangu uznaje za zdrowe, normalne i korzystne.

              Sama wiesz ile wynosi urlop macierzynski - wiekszosc ludzi z dwoma przecietnymi pensjami ma dzieci w opvangu albo u gastouders i najwyzej redukuje etat do 80% u obu polowek.

              Probuje tylko dac ci spojrzenie z innej strony - twoja juf mogla zalozyc, ze jestes przewrazliwiona, bo prezentujesz inna perspektywe na wychowanie dziecka. Przyjezdna, niepracujaca - jestem na 100% pewna ze nie osmielilaby sie poklepywac i zbywac Holenderki, dlatego zasugerowalam wyslanie meza, ktory zapoda jej tradycyjny uitspraak zgodny z jej wlasnym kodem kulturowym, az jej w piety pojdzie ;-) Chodzi mi li tylko o skutecznosc, ktorej potrzebuje w tej chwili wasza cora.

              Wiesz, ze dla przecietnej Holenderki nie ma nic nienormalnego w oddaniu 3-4 miesiecznego dziecka do opvangu, zanim weszly w zycie przepisy dotyczace dofinansowania, do KDV trzeba bylo sie zapisywac w momencie zobaczenia 2 kresek na tescie tak dlugie byly kolejki. Oczywiscie teraz jest troche inaczej, ale zasady zmienily sie bodaj dopiero w 2012 roku. Moje przedszkole nalezalo do Estro, ktore splajtowalo z tego powodu dopiero w 2014 roku. Pewnie twoja juf, jesli ma wlasne dzieci, miala je od malego w KDV, w koncu pracuje wiec pewnie twoje podejscie jest dla niej totalnym kosmosem. Co nie znaczy, ze probuje ja usprawiedliwiac, jawi mi sie jako straszna gropa ;-)

              Moja corka uwielbiala swoje przedszkole, najczesciej musielismy ja wyciagac z placu zabaw na sile. Bawila sie bardzo czesto z dziecmi z BSO, do dzis zdarza jej sie wspomniec ulubionego kolege (roznica wieku dwa lata), mimo ze od lipca mieszkamy w innym kraju i mala nie mowi juz po holendersku praktycznie ani slowa, czasem spiewa In de maneschijn ale podklada polowe tekstu w nowym jezyku :-D.

              milamala napisała:


              > Ja nie pracuje, a wiekszosc mam jak pracuje to raczej na pare godzin w tygodniu
              > i czesto przy odrobinie pomocy dziadkow sa w stanie dawac dziecko wylacznie do
              > peuterspeelzaal.
              > Sama pomysl, ze przyzwyczajanie dziecka do ukladow rodem z "wladcy much" nie je
              > st chore. dziecko w tym wieku powinno miec spokojny start w doroslosc a nie wa
              > lke o przetrwanie.
              >
              • paris-texas-warsaw Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 30.11.15, 12:54
                Nie mam pojęcia jak jest w Holandii, ale mi się wydawało po jakimś reportażu w WO, o ile pamiętam, że tam jest właśnie możliwość/obowiązek brania jednego dnia wolnego w tygodniu jak ma się dziecko, żeby z nim spędzać czas. Wiem, że to nie źródło, ale jak moge, to prosze o komentarz, bo wydało mi sie to bardzo fajne.
                • ciociazlarada Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 30.11.15, 13:03
                  Tak, nazywa sie to ouderschapsverlof. Zarowno ja i moj maz przez jakis czas korzystalismy z tego, tj. dziecko chodzilo do zloba przez trzy dni w tygodniu. Popularna sprawa w tzw. "budzetowce" - oboje pracujemy na uczelni, wiec niejako na panstwowym.

                  Znajomi z firm czesto pracowali na 90% etatu, tj. mieli jeden dzien wolny raz na dwa tygodnie.

                  Ale to i tak oznacza, ze dziecko obojga pracujacych rodzicow jest pod zewnetrzna opieka conajmniej 3 dni w tygodniu. Urlop macierzynski to 16 tygodni, z czego 4 trzeba obowiazkowo wziac przed porodem. Zazwyczaj najmlodsze dzieci w zlobku maja 4 mce, bo matki odkladaja i biora rowniez zalegle urlopy.
                  Od kilku lat zmienila sie struktura finansowania zlobkow (sa duzo drozsze), wiec ludzie coraz czesciej rezygnuja z pracy, jesli nie jest wystarczajaco dobrze platna, albo szukaja innych rozwiazan (np. opieka u rodziny).
                  • paris-texas-warsaw Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 30.11.15, 13:06
                    A nikt sam nie wychowuje w domu dzieci do pójścia do przedszkola w wieku ok. 3 lat i nikt nie bierze opiekunek?
                    • ciociazlarada Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 30.11.15, 13:22
                      Tak jak napisalam wyzej, coraz wiecej jest takich osob bo zlobki bardzo podrozaly, ale to dopiero tendencja od kilku lat. Opiekunki sa tylko minimalnie tansze od zlobkow i tak samo dofinansowywane przez panstwo jak zlobki.

                      Przed reforma do dobrych zlobkow byly ponad roczne kolejki, dosc glosno bylo tutaj o funduszu hedge (Estro), ktory inwestowal w zlobki po czym padl z hukiem i trzaskiem w 2014, po tym jak rzad drastycznie zmniejszyl dofiansowania.

                      "Przedszkole" zaczyna sie tutaj od ok. 4 mca, potem w wieku 4 lat zaczyna sie szkole. Peuterspelzaal to taki odpowiednik polskiego klubiku czy klubu malucha.
                    • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 10:47
                      paris-texas-warsaw napisała:

                      > A nikt sam nie wychowuje w domu dzieci do pójścia do przedszkola w wieku ok. 3
                      > lat i nikt nie bierze opiekunek?

                      Tak na prawde wiekszosc tak robi. Wiem z poprzedniego przedszkola, ze dziewczyny ktore pracowaly pare godzin jedna z sklepie, druga w szkole, inna w jakiejs firmie ksiegowosc robila kombinowaly z mezem opieke naprzemienna, dosc czesto z przedszkola dzieci odbierali dziadkowie. I mowie tu o przedszkolu w stylu klub malucha tj. ... 5 godzin w tygodniu. Zadna opiekunki nie brala. Holenderki nie oddaja dzieci do zlobka, to dosc nowa tradycja w ich kulturze, oddaja jak juz musza. Wiekszosc jesli chce utrzymac prace to redukuje ilosc godzin, pracujac na 20%, 30%,40% czy 50% etatu. Tutaj ludzie nie musza pracowac zeby przezyc, jesli zgodza sie na czasowe obnizenie stopy zyciowej dla dobra dzieci, a nie chca tracic pracy to maja mozliwosc owej redukcji z czego chetnie korzystaja.
                      Opvangi sa bardzo drogie a dofinansowanie wcale nie jest szczegolnie korzystne.
                      • ciociazlarada Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 14:54
                        milamala napisała:

                        > paris-texas-warsaw napisała:
                        >
                        > > A nikt sam nie wychowuje w domu dzieci do pójścia do przedszkola w wieku
                        > ok. 3
                        > > lat i nikt nie bierze opiekunek?
                        >
                        > Tak na prawde wiekszosc tak robi.

                        17% tych z jednym, malutkim dzieckiem ;-)
                • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 10:37
                  paris-texas-warsaw napisała:

                  "> Nie mam pojęcia jak jest w Holandii, ale mi się wydawało po jakimś reportażu w
                  > WO, o ile pamiętam, że tam jest właśnie możliwość/obowiązek brania jednego dnia
                  > wolnego w tygodniu jak ma się dziecko, żeby z nim spędzać czas. Wiem, że to ni
                  > e źródło, ale jak moge, to prosze o komentarz, bo wydało mi sie to bardzo fajne"

                  Wiekszosc Holenderek pracuje zaledwie pare godzin z tygodniu, z powodzeniem laczac prace z wychowywaniem dzieci bez koniecznosc korzystania z przedszkoli i zlobkow, ktore tu sa bardzo drogie. Panie, ktore sa zwyklymi urzedniczkami, sprzedawczyniami, fryzjerkami czy nauczycielkami nie zarabiaja na tyle zeby im sie oplacalo zostawiac dziecko w drogich placowkach, wiec nie musza brac zadnych dodatkowych dni.
                  Zreszta teraz rzadko kto pracuje na przyslowiowe 40 godzin w tygodniu. Czesto jest to 38 albo 36 godzin na caly etat, wiec sila rzeczy udaje sie wygospodarowac jeden dzien wolny w tygodniu bez wzgledu na stan posiadania potomstwa.
                  Moja juf np. nie przychodzi do pracy w poniedzialek.
              • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 10:30
                ciociazlarada napisała:

                cyt. "> Ja nie dyskutuje o tym co jest chore, co nie - jak mowilam, Holandia to moja dr
                > uga ojczyzna, wiec wiele typowo holenderskich rzeczy, jak na przyklad oddawanie
                > malego dziecka do opvangu uznaje za zdrowe, normalne i korzystne
                . "

                Nie jest to typowo holenderski obyczaj, mozna nawet powiedziec, ze duzo bardziej polski obyczaj, a to, ze jak my bylismy mali to nasze mamy musialy pracowac i my wychowywalismy sie juz wtedy w zlobkach i przedszkolach. Natomiast w tym samym czasie w Holandii zadna matka malego dziecka nie pracowala. Nie bylaby w stanie, bo nie bylo wowczas zadnego przedszkola. Nic nie bylo, dopiero pojscie do szkoly bylo pierwszym zetknieciem dziecka z placowkami opiekunczymi. Takze opvang w tym kraju to dosc swieza instytucja w porownaniu z Polska. W kazdym razie u mnie 'zony ze Stepford' opvang nie praktykuja, peuterspeelzaal owszem ale nie opvang, choc akurat je byloby na to stac.

                cyt. [i]>[i] Sama wiesz ile wynosi urlop macierzynski - wiekszosc ludzi z dwoma przecietnymi
                > pensjami ma dzieci w opvangu albo u gastouders i najwyzej redukuje etat do 80%
                > u obu polowek.

                Szczerze znam tylko jedna matke malych dzieci ktora pracuje na prawie caly etat. To Polka. Nie znam ani pol Holenderki , ktora pracowalaby wiecej niz pare godzin w tygodniu.
                U pracownikow Uniwersytetu zapewne to dziala inaczej.

                cyt. "> Przyjezdna, niepracujaca - jestem na 100% pewna ze nie osmielilaby sie poklepywa
                > c i zbywac Holenderki, dlatego zasugerowalam wyslanie meza, ktory zapoda jej tr
                > adycyjny uitspraak zgodny z jej wlasnym kodem kulturowym, az jej w piety pojdzi
                > e ;-)"

                Praca nie ma tu nic do rzeczy, bo wiekszosc mamus w tej szkole nie pracuje. Praca w tej szkole nie jest wyznacznikiem niczego, chyba, ze wyjatkowo dobra praca, moze lekarka czy adwokatka by sie obronila. Reszta pracowac nie musi i chyba nie chce.
                Bycie "przyjezdnym" rzeczywiscie odgrywa role.
                Moj maz to czlowiek dobrotliwy i tak latwo nie da sie wyprowadzic z rownowagi zeby komus w piety poszlo. Niestety.

                cyt. "> Wiesz, ze dla przecietnej Holenderki nie ma nic nienormalnego w oddaniu 3-4 mie
                > siecznego dziecka do opvangu, zanim weszly w zycie przepisy dotyczace dofinanso
                > wania, do KDV trzeba bylo sie zapisywac w momencie zobaczenia 2 kresek na tesci
                > e tak dlugie byly kolejki
                "

                Nie u nas na prowincji. Tutaj nie oddaje sie dziecka do opvangu jak sie nie musi. To koniecznosc dla tych ktorzy nie moga sobie pozwolic na dostatnie zycie przy pracy w pojedynke. Znana mi z opowiadan lekarka , ktora z wiadomych powodow chce pracowac choc nie musi bo maz lekarz pracuje tylko 3 dni w tygodniu i wynajmuje opiekunke do dzieci i to Holenderke-moja przyjaciolke. Kobiete, ktorej maz jest architektem i ktora nigdy nie musiala pracowac i teraz jak jej dzieci sa pelnoletnie , to dala sie przekonac tej lekarce na zostanie niania jej dzieci.

                "Pewnie twoja juf, jesli ma wlasn
                > e dzieci, miala je od malego w KDV, w koncu pracuje wiec pewnie twoje podejscie
                > jest dla niej totalnym kosmosem'

                Jakie podejscie? Do pracy? Juz nie rob ze mnie wymyslonej patologii.
                Moja juf to pani w slysznym raczej wieku z doroslymi dziecmi i niewykluczone, ze jak jej dzieci byly male to jeszcze wtedy zadnych opvangow w Holandii nie bylo. Jesli nawet byly to pewnie dopiero wchodzily na nieufny rynek.

                cyt. "> Moja corka uwielbiala swoje przedszkole, najczesciej musielismy ja wyciagac z p
                > lacu zabaw na sile
                . "

                Zazdroszcze. Ja tez tego chcialam dla dziecko, a wyszlo jak wyszlo. Dziecko mi smutno mowi, juz teraz nawet bez silnych emocji, ze dzieci nie chca sie z nia bawic bo moze nie jest "lief". Dziecko mi po prostu gasnie w oczach. A ja juz nie wiem czy jestem nadwraliwa i tak to postrzegam, czy to prawda jest i trzeba uciekac z tej placowki.

                cyt. "Bawila sie bardzo czesto z dziecmi z BSO, do dzis zdarza je
                > j sie wspomniec ulubionego kolege (roznica wieku dwa
                lata)"

                Moja tez ma przyjaciol, tyle ze nie z obecnej szkoly.

                cyt. "> czasem spiewa In de maneschijn ale podklada polowe tekstu w nowym jezyku"
                Moja tez lubi ta piosenke.
                • ciociazlarada Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 11:19
                  Nie wiem gdzie mieszkasz, ale nie znalam ani jednej niepracujacej kobiety mieszkajac w Holandii. Wydaje mi sie, ze to kwestia srodowiska w jakim ktos sie obraca, wiadomo ze w godzinach pracy jest sie w pracy wiec nie bardzo ma sie okazje nawiazac znajomosci z osobami, ktore w tym czasie maja okazje robic cos innego. To samo z klubikiem - nie znam mam oddajacych dzieci do klubikow, bo jak jestem w radzie rodzicow w zlobku, to znam te ze zlobka :-) Wot i cala zagadka.

                  "Pewnie twoja juf, jesli ma wlasn
                  > > e dzieci, miala je od malego w KDV, w koncu pracuje wiec pewnie twoje pod
                  > ejscie
                  > > jest dla niej totalnym kosmosem'
                  >
                  > Jakie podejscie? Do pracy? Juz nie rob ze mnie wymyslonej patologii.

                  Nie do pracy. Do wychowania. Czytasz cos czego nie napisalam - moze problem z nauczycielka to tez problem z komunikacja?

                  > Nie jest to typowo holenderski obyczaj, mozna nawet powiedziec, ze duzo bardzie
                  > j polski obyczaj, a to, ze jak my bylismy mali to nasze mamy musialy pracowac i
                  > my wychowywalismy sie juz wtedy w zlobkach i przedszkolach. Natomiast w tym sa
                  > mym czasie w Holandii zadna matka malego dziecka nie pracowala. Nie bylaby w st
                  > anie, bo nie bylo wowczas zadnego przedszkola. Nic nie bylo, dopiero pojscie do
                  > szkoly bylo pierwszym zetknieciem dziecka z placowkami opiekunczymi. Takze opv
                  > ang w tym kraju to dosc swieza instytucja w porownaniu z Polska.

                  Zlobki istnieja w Holandii od konca drugiej wojny swiatowej. Klubiki - od lat '50. Pierwsza ustawa o dofinansowywaniu KDV przez panstwo jest z 1977, wiec historia rozwoju zlobkow nie rozni sie zanadto od polskiej. Ale nie o tym jest watek.

                  Mam wrazenie, ze widzisz problemy nie do rozwiazania tam gdzie ich nie ma (maz zbyt mily, nauczycielka nie do przewalcowania) i oczekujesz ze dziecko samo sobie jakos cudownie poradzi. Nie poradzi sobie. Ma 4 lata i potrzebuje stanowczego dzialania i pomocy ze strony rodzicow.

                  A twoj maz nie widzi, ze corka gasnie w oczach? Ze stoi przed problemem, ktory jest trudny nawet dla doroslego? Nie ma w ogole zdania na temat tej sytuacji? Nie uwaza, ze powinniscie rozwiazac sprawe, skoro corka jest, jak piszesz, odtracana przez reszte grupy jako ofiara przemocy?

                  Staram sie pomoc, ale naprawde nie jestem w stanie zrozumiec twojego punktu widzenia, pomijajac dygresje o zlobkach, pracy i zyciu w Holandii.

                  • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 12:10
                    ciociazlarada napisała:

                    "> . To samo z klubikiem - nie znam mam oddajacych dzieci do klubikow, bo jak jest
                    > em w radzie rodzicow w zlobku, to znam te ze zlobka :-) Wot i cala zagadka."

                    No tak jest, zyjemy w innych srodowiskach i mamy inny spojrzenie na "caly swiat".
                    Nie ma powodu jednak zadnego aby sugerowac, ze niepracujace w Holandii matki to patologia, bo to po prostu jest gigantyczna nieprawda. Holandia nie konczy sie i nie zaczyna na campusie. tak zreszta jak zaden kraj.
                    Camps to specyficzne srodowisko i ja zaluje, ze wlasnie w takim srodowisku nie przyszlo mi wychowywac dziecka. Zadnych zon ze Stapford piekacych ciasteczka robiacych konkursy , ktora chodzi do najdrozszego fryzjera i ktorej pociecha ma lepsze ciuszki, tylko ludzie ktorzy sa wzgledem siebie rowni.

                    "> Nie do pracy. Do wychowania. Czytasz cos czego nie napisalam - moze problem z n
                    > auczycielka to tez problem z komunikacja?"

                    Nie napisalas wiec zapytalam. Wszelkie problemy najczesciej rodza sie z braku komunikacji.

                    "> Zlobki istnieja w Holandii od konca drugiej wojny swiatowej. Klubiki - od lat '
                    > 50."

                    Nie jest to prawda,kobiety z czasow tesciowej nie pracowaly, zadna nie pracowala. Ale nie ma to zadnego znaczenia w mojej sytuacji. To watek poboczny, ktory mnie teraz troche mnie zajmuje.
                    • ciociazlarada Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 12:29
                      milamala napisała:


                      > Nie jest to prawda,kobiety z czasow tesciowej nie pracowaly, zadna nie pracowal
                      > a. Ale nie ma to zadnego znaczenia w mojej sytuacji. To watek poboczny, ktory m
                      > nie teraz troche mnie zajmuje.

                      Historia holenderskiej opieki nad dziecmi jest powszechnie dostepna na sieci, wraz z odpowiednimi ustawami.
                      Gigantyczny przemysl tekstylny w Holandii (20% produkcji krajowej w latach '50), w ktorym pracowaly glownie kobiety rozumiem rowniez nie istnial, poniewaz twoja tesciowa nie pracowala przy krosnie?

                      Ja opieram sie na statystycznych danych, ty na historii swojej rodziny i znajomych. Spoko, nie ma sprawy, obie juz stwierdzilysmy, ze nie o tym jest rozmowa. Tyle, ze jesli jest to twoj normalny sposob komunikacji i tak dyskutujesz z juf w szkole to powodzenia nie wroze.

                      Poslij moze jednak swojego meza.


                      • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 13:42
                        ciociazlarada napisała:

                        cyt. "> Gigantyczny przemysl tekstylny w Holandii (20% produkcji krajowej w latach '50)
                        > , w ktorym pracowaly glownie kobiety rozumiem rowniez nie istnial, poniewaz two
                        > ja tesciowa nie pracowala przy krosnie
                        ?"

                        Ani moja tesciowa, ani zadna matka w szkole mojego meza w podstawowce nie pracowaly ani przy krosnie ani nigdzie. Moze dlatego, ze mieszkamy w prowincji Drenthe i tu zadnego "gigantycznego przemyslu tekstylnego"nie bylo. A jak juz mowa o tekstyliach, to sobie przypomnialam, ze owszem jedna mama najlepszego zreszta przyjaciela meza, owszem pracowala przy "tekstyliach". Zakladali wowczas wraz z mezem sklep a dzis juz siec luskusowych ciuchow. Ale nawet wtedy trojka jej dzieci nigdy nie chodzila do zadnych zlobkow a mama dzielnie dzieci do szkoly zawozila, na lunch odbierala i znowu do szkoly pol lunchu zawozila po to by znowu o 15 jeszcze raz cala trojke ze szkoly odebrac i byc z nimi juz do wieczora.
                        To, ze w jakims rejonie powstal "gigantyczny przemysl tekstylny" i na terenie zakladu pracy lub osiedlu robotniczym pootwierano jakies owczesne przedszkola to jeszcze nie jest cala Holandia. jesli nawet sie pojawily to pewnie jako lokalne rozwiazania dla owego przemyslu.

                        cyt. "> Tyle, ze jesli jest to twoj normalny sposob komunikacji i tak dyskutujesz z juf
                        > w szkole to powodzenia nie wroze."
                        Powinnam teraz napisac cos w stylu: "jak to jest normalny twoj styl udzielania komus pomocy to ... itp. "
                        Po co to wszystko. Bosze jak latwo wpasc w jakies glupie gadanie na tematy poboczne.
                        Ja nie mam sily na gadki o zlobkach, to na prawde nie jest cos co teraz placze moje mysli.

                        cyt. "> Poslij moze jednak swojego meza."

                        Poslemy sie w koncu razem, bo dzis juf sama mnie zaczepila i powiedziala, ze musimy pogadac (nie posylam corke od 2 tygodni na popoludniowe zajecia) i ... poklepala mnie po ramieniu. Na co ja: "bardzo dobry pomysl, bardzo chce porozmawiac i problem rozwiazac" i ... poklepalam juf po ramieniu - ale bardzo przyjacielsko. he he he

                        • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 14:00
                          milamala napisała:

                          "cyt. "> To, ze w jakims rejonie powstal "gigantyczny przemysl tekstylny" i na terenie z
                          > akladu pracy lub osiedlu robotniczym pootwierano jakies owczesne przedszkola to
                          > jeszcze nie jest cala Holandia. jesli nawet sie pojawily to pewnie jako lokal
                          > ne rozwiazania dla owego przemyslu. "

                          Moze mozna to porownac do sytuacji na niektorych terenach obecnej Polski w 19w. To, ze np. w Lodzi i okolicach wiekszosc ubogich kobiet pracowala w fabrykach to jeszcze nie mozna na podstawie tego faktu wnioskowac, ze wiekszosc kobiet na terenie obecnej Polski w owczesnych czasach pracowala. Bo taka prawdziwa praca masowa praca kobiet dopiero po II wojnie swiatowej sie zaczela rownolegle z powszechna edukacja.
                          W Holandii to samo, ta prawdziwa masowa praca kobiet rozpoczela sie wlasiciwe od pokolenia mojego meza wraz z edukacja nieco wyzsza niz istniejace wowczas "szkoly dla zon".
                        • ciociazlarada Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 14:38

                          Nie rozumiem twojego podejscia do problemu bo jestem typem ktory wchodzi oknem jesli drzwi sa zamkniete a bardzo musi dostac sie do srodka :-) Wiec nie bardzo potrafie postawic sie w sytuacji rozmowy z nauczycielka twojej corki.

                          Drenthe wiele tlumaczy.

                          Dla przewazajacej czesci Holendrow tlumaczy prawie wszystko, mi sie akurat zawsze podobal wschod Holandii i nigdy nie bylam uprzedzona. Ale to troche tak jak w Polsce, gdzie Biala Podlaska albo rejony Ustrzyk Dolnych sa bardzo malo reprezentatywne dla reszty kraju.

                          Bardzo mnie zainteresowalo, ze twoje holenderskie doswiadczenia sa tak rozne od moich. Dopiero jak napisalas, ze mieszkasz w Drenthe to dodalam sobie dwa do dwoch.


                          Z tego az sobie skorzystalam, bo bylam ciekawa czy faktycznie doswiadczenia z pracy na uczelni az tak sie roznia od przecietnych realiow holenderskiej klasy sredniej: www.cbs.nl/nl-NL/menu/themas/arbeid-sociale-zekerheid/cijfers/extra/werkende-moeders.htm?Languageswitch=on - jak widzisz, wiekszosc Holenderek z jednym dzieckiem w wieku roku obecnie pracuje.

                          • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 15:25
                            ciociazlarada napisała:

                            cyt. > Nie rozumiem twojego podejscia do problemu bo jestem typem ktory wchodzi oknem
                            > jesli drzwi sa zamkniete a bardzo musi dostac sie do srodka
                            "

                            Chyba to nie takie dziwne, ze ludzie sa rozni.

                            cyt. "> Drenthe wiele tlumaczy.
                            > Dla przewazajacej czesci Holendrow tlumaczy prawie wszystko, mi sie akurat zaws
                            > ze podobal wschod Holandii i nigdy nie bylam uprzedzona.'

                            Wiele tlumaczy powiadasz, dorze, ze nie jestes hm ... uprzedzona, bo strach sie bac co by bylo gdybys byla.
                            Mam nadzieje, ze znow sie pomylilam gdy pomyslalam, ze chyba Ci sie polskie kompleksiki prowincji i wielkiego miasta pomylily. Przecietny Holender przeprowdza sie przynajmniej 3,4razy w zyciu i to tylko w zyciu doroslym takze bez liczenia okresu studenckiego. Polskie kompleksiki sa im raczej nie znane.

                            cyt. "Ale to troche tak jak
                            > w Polsce, gdzie Biala Podlaska albo rejony Ustrzyk Dolnych sa bardzo malo repre
                            > zentatywne dla reszty kraju
                            ."
                            Tak jak rejony Warszawy czy Wroclawia sa malo reprezentatywne dla reszty kraju. Dobrze, ze obce ci sa uprzedzenia, bo jeszcze bardziej strach sie bac.

                            cyt. "jak widzisz, wiekszosc Holenderek z jednym dzieckiem w wieku roku obecnie pracuje"

                            Przepraszam nie czytalam linku, ale moze powiedziec, ze tak pracuje np. na 10% etatu, ba nawet gdzies przeczytalam, ze statystycznie Holenderki wiecej pracuja niz Polki. Drobna roznica polega na tym, ze Polka jak juz pracuje to charuje na caly etat a pani Holenderka idzie na 3 godzinki dziennie zeby moc wczesniej zaprowadzic dziecko do szkoly na 8.30 a potem je odebrac o 11.45 na lunch. Owszem zmiany nadchodza, niektore szkoly rezyguja z dlugiej przerwy na lunch coby mamy mogly dluzej pracowac, moze nawet 5 godzin dziennie.
                            Zadna z pan pracujacych w tym trybie nie korzystalaby z opvang, no chyba, ze nie umie liczyc kasy, a Holender generalnie liczyc umie.
                            • ciociazlarada Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 15:57
                              milamala napisała:

                              > ciociazlarada napisała:
                              >
                              > cyt. > Nie rozumiem twojego podejscia do problemu bo jestem typem ktory
                              > wchodzi oknem
                              > > jesli drzwi sa zamkniete a bardzo musi dostac sie do srodka
                              "
                              >
                              > Chyba to nie takie dziwne, ze ludzie sa rozni.

                              Nie dziwne, ale pytalas czemu nie rozumiem wiec ci odpisalam czemu. Chyba, ze nie o to chodzilo.

                              >

                              >
                              > Wiele tlumaczy powiadasz, dorze, ze nie jestes hm ... uprzedzona, bo strach si
                              > e bac co by bylo gdybys byla.
                              > Mam nadzieje, ze znow sie pomylilam gdy pomyslalam, ze chyba Ci sie polskie kom
                              > pleksiki prowincji i wielkiego miasta pomylily. Przecietny Holender przeprowdza
                              > sie przynajmniej 3,4razy w zyciu i to tylko w zyciu doroslym takze bez liczeni
                              > a okresu studenckiego. Polskie kompleksiki sa im raczej nie znane.

                              Owszem, przeprowadza sie. Wiekszosc na zachod albo w strone Nijmegen :-)
                              Kompleksikow pewnie i nie ma, ale roznica jesli chodzi o miejsca pracy, poziom bezrobocia, strukture zatrudnienia i gestosc zaludnienia miedzy wschodem a zachodem jest bardzo duza, nawet miedzy Drenthe i Overijssel jest wielka roznica.
                              Mieszkalam i pracowalam w obu czesciach i mam porownanie, ze wschodu wyjechalo w ciagu jednego roku az 5 znajomych do Delft, Amsterdamu, Leiden i Amersfoort.

                              Ja wolalam wschod. Mniej korkow, mniej spalin, mniej rowerow w kanalach, wiecej zieleni. Groningen, Zwolle sa przesliczne.


                              > Przepraszam nie czytalam linku, ale moze powiedziec, ze tak pracuje np. na 10%
                              > etatu.

                              To szkoda, bo tam sa liczby. W godzinach :-)
                              • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 16:28
                                ciociazlarada napisała:

                                "> Owszem, przeprowadza sie. Wiekszosc na zachod albo w strone Nijmegen :-) "

                                Ha ha ha ha ha, wieszkosc to sie przeprowdza tam gdzie im z roznych powodow pasuje. nadawnie kierunku tym przeprowadzkom w strone Nijmegen jest mowiac delikatnie dosc smieszne. Mialam polska kolezanke urodzona na wsi na slasku z wielkim kompleksem, ktora tez tak uwazala. Widziala tabliczki na domach "te koop". I mowila, widzisz, widzisz wszyscy uciekaja. Owszem uciekali. Na drugim koncu miasta budowali nowe osiedle i ludzie tam glownie "uciekali".

                                "nawet miedzy Drenthe i Overijssel jest wielka roznica.
                                > Mieszkalam i pracowalam w obu czesciach i mam porownanie"

                                ha ha ha ciekawe, bo ja mam niecaly kilometr do Overijssel. Mieszkam na granicy tych prowincji i z oczywistych powodow roznicy pomiedzy mna a sasiadem z Overijssel nie widze. Sasiednie Zwolle to moje ulubione miasteczko.

                                "ze wschodu wyjechalo
                                > w ciagu jednego roku az 5 znajomych do Delft, Amsterdamu, Leiden i Amersfoort"

                                No widzisz, a ja ci podac moge jeszcze wiecej przykladow na odwrotny kierunek, bo jeden znalazl prace akurat na wschodzie a nie na zachodzie, druga wyszla za maz, trzeci pracuje w domu a , ze lubi spokoj to chcial przy lesie mieszkac. A sasiad przeprowadzil sie do Assen do swojego chlopaka. Jedna z "zon ze Stepford" wraz ze swoim mezem psychaitra intensywnie szuka jakiejs posiadlosci na wsi na polnocy bo "sie w tych domkach udusi". Noi mozemy sie tak smiesznie przekomarzac.
                                Studenci wyjezdzaja albo na zachod albo zupelnie na polnoc do groningen, ktory ma poza leiden najlepszy uniwersytet.

                                "> Ja wolalam wschod. Mniej korkow, mniej spalin, mniej rowerow w kanalach, wiecej
                                > zieleni. Groningen, Zwolle sa przesliczne."

                                Ja tez tez uwazam. Moj autyzm najchetnij ucieklby na wyspy.

                                > To szkoda, bo tam sa liczby. W godzinach :-)
                                Nie rozsmieszaj mnie uparcie twierdzac, ze Holenderki pracuja nieomalze jak Polki. To bzdura po prostu jest niezaleznie od miejsca zamieszkania. Kobiety te nie musza charowac jak wol tak jak musza to robic Polki. To bogaty kraj i tych ludzi stac na wiekszy komfort zycia i tyle w temacie. Jak ktos uwaza inaczej to trudno.
                                Najlepiej skonczmy ten temat, bo do wspolnych wnioskow nie dojdziemy, milo bylo sie oderwac od zmartwien, ale to nie moj problem czy pan iksinski sie zo Zwolle przeprowadzil czy do Hagi albo kampen i z jakiego powodu i czy jego zona pracuje 3 godziny czy 30 tygodniowo.
                                • ciociazlarada Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 16:43
                                  milamala napisała:


                                  > Nie rozsmieszaj mnie uparcie twierdzac, ze Holenderki pracuja nieomalze jak Pol
                                  > ki. To bzdura po prostu jest niezaleznie od miejsca zamieszkania.

                                  Mnie to naprawde gra i buczy, tylko zastanow sie - linkuje Ci fakty, po prostu liczby i daty, ktore uparcie ignorujesz, bo nie pasuja do twojej wizji holenderskiej rzeczywistosci.

                                  OK, nie moja sprawa. Tyle, ze na serio daje mi to do myslenia, czy rownie obiektywna jestes w sprawie swojej corki. Zycze ci powodzenia w rozwiazaniu tej sprawy i trzymam kciuki za coreczke.
                                  • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 19:33
                                    ciociazlarada napisała:

                                    cyt. "Tyle, ze na serio daje mi to do myslenia, czy rownie obiek
                                    > tywna jestes w sprawie swojej corki. "

                                    Nie jestem, tak jak nikt na swiecie nie jest obiektywny w sprawie wlasnego dziecka.

                                    cyt. "Zycze ci powodzenia w rozwiazaniu tej spra
                                    > wy i trzymam kciuki za coreczke."

                                    Dzieki.
                          • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 03.12.15, 00:15
                            ciociazlarada napisała:

                            [i]"> Z tego az sobie skorzystalam, bo bylam ciekawa czy faktycznie doswiadczenia z pracy na uczelni az tak sie roznia od przecietnych realiow holenderskiej klasy sredniej: www.cbs.nl/nl-NL/menu/themas/arbeid-sociale-zekerheid/cijfers/extra/werkende-moeders.htm?Languageswitch=on - jak widzisz, wiekszosc Holenderek z jednym dzieckiem w wieku roku obecnie pracuje.

                            Spojrzalam na link i dziekuje, ze potwierdzialas nim to co mowie.
                            Po pierwsze link nic nie mowi o rzekomej pracy zawodowej wykonywanej przez matki we wczesniejszych pokoleniach. Co oczywiste, bo Holenderki nie pracowaly, dopiero jak dzieciak szedl do szkoly to zaczynaly prace i to w niewielkim zakresie , ktora kontynuowaly az dziecko dorosnie i sie wyprowadzi. Wtedy zwiekszaly ilosc godzin.
                            Dokladnie tak jak powiedzialam.
                            Wiekszosc obecnie pracuje, nawet wiecej niz Polek, a nawet ponoc jest to jeden z najwiekszych wskaznikow w Europie.
                            Pewnie dlatego, ze prace na tzw. pelen etat tj. 35 godzin i wiecej ma ... "az" nieco ponad 10% matek. Stad ten "fenomen"pracy zawodowej Holenderek. Co zreszta nei dziwne, bo te 10% to pewnie swietnie wyksztalcone kobiety i z oczywistych wzgledow zalezy im na kontynuowaniu kariery w pelnym wymiarze.
                            Panie na krosnach nie pracuje na caly etat, pracuja akurat tak zeby zdarzyc odebrac dziecko przed lunchem a potem upiec ciasteczka do szkoly, albo wysprzatac plac szkolny po wizycie sw. Mikolaja.

                            Moja tesciowa jest tutaj bardzo typowa przedstawicielka poprzedniego calego pokolenia Holenderek (tych nie mieszkajacych w enklawie gigantycznego przemyslu tekstylnego, bo mieszkala w Hadze, skad przeprowdzila sie do meza-no widzisz kolejna , ktora przeprowadzila sie na wschod). Poszla do pracy jak najmlodszy syn skonczyl podstawowke a i tak zawsze jak wracal ze szkoly sredniej to matka byla w domu. Jak syn skonczyl 18 lat to jego matka zwiekszyla ilosc godzin do pol etatu i tak przepracowala do emerytury i to wczesniejszej, bo nie jestem pewna, ale nawet 60tki nie miala jak na nia poszla. A moja matka w tym czasie z dwojka malych dzieci pracowala na caly etat plus oczywiscie w tym czasie caly dom na jej glowie. Zawsze powtarzam tesciowej jak mowi ,ze ona to pracowala, ze ona przez cale swoje zycie nie przepracowala tyle ile ja w zaledwie 10 lat pracy w Polsce.

                            Gdzie te twoje 90 procent etatu brane wspolnie z mezem przez "wiekszosc" kobiet???

                            Obecne pokolenie, mozna powiedziec moje pokolenie zaczelo sie w miare ksztalcic, koiety pozniej wychodzic za maz i w zw. z tym zaczely masowo pracowac wszedzie (nei tylko w branzy tekstylnej). Pracujac po urodzeniu dziecka nie chcialy tracic dobrej pracy, ale nie zamierzaly sie zbytnio roznic od swoich matek. Moja szwagierka przy trojce dzieci pracuje przez caly okres od pierwszej ciazy ... co drugi weekend, z dziecmi zostaje maz. Co drugi weekend, bo oni weekendy tez chca miec dla sieie, dla rodziny.
                            Przecietna Holenderka zyje a nie charuje i wciaz jeszcze wychowuje swoje dzieci.
                            • ciociazlarada Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 03.12.15, 14:11
                              milamala napisała:

                              > Gdzie te twoje 90 procent etatu brane wspolnie z mezem przez "wiekszosc" kobiet
                              > ???

                              W tych tabelach? Przewazajaca wiekszosc pracuje od 20 godzin w gore (czyli na wiecej niz pol etatu). Wydawalo mi sie, za zakonczylysmy temat, bo teraz to juz mam nieodparte wrazenie, ze chodzi ci o cos innego i redukujesz swoj wlasny dysonans poznawczy.

                              • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 03.12.15, 21:24
                                ciociazlarada napisała:

                                "> W tych tabelach? Przewazajaca wiekszosc pracuje od 20 godzin w gore"

                                Pol etatu to dalej nie 90%.

                                A z rzeczy waznych zapomnialam na koniec zapytac, jakim srodkiem potraktowala Twoje dziecko ta pielegniara?
                                • ashraf Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 07.12.15, 10:55
                                  Milamala, to nie pierwszy watek w ktorym usilujesz przekazac, ze wiekszosc Holenderek (w przeciwienstwie do Polek) pracuje dorywczo/part-time i zajmuje sie bardziej domem niz praca, ale ze statystyk wynika cos zupelnie innego. To moj temat, wiec sprawdzilam tu: www.cbs.nl/en-GB/menu/themas/arbeid-sociale-zekerheid/cijfers/extra/werkende-moeders.htm i jak najbardziej mozna powiedziec, ze Holenderki sa bardzo aktywne zawodowo! Przy jednym dziecku nie pracuje tylko 18%, 1/4 pracuje 20-27 h tygodniowo, a blisko polowa 28 h i wiecej! Panie pracujace ponizej pol etatu to zaledwie 10% wszystkich matek jednego dziecka. Nie chce sie tu wdawac w dyskusje na temat "lepszego" rozwiazania, ale fakty pozostaja faktami - mamy Holenderki pracuja i to wcale nie 3 h dziennie, zeby zdazyc odebrac dziecko przed lunchem.
                                  • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 07.12.15, 13:59
                                    ashraf napisała:

                                    "> Milamala, to nie pierwszy watek w ktorym usilujesz przekazac"

                                    No prosze niemiecka "ekspertka od wszystkiego" sie odnalazla. Jak zobaczylam nicka to juz wiedzialam co sie swieci. Ashraf praca zawodowa to chyba twoj jedyny watek , ktory nieustannie powielasz. Nie masz umiaru, nawet na forum zycie rodzinne wlazlas i wyszukalas swoj jedyny temat na ktorym sie zafiksowalas. Juz ci ktos kiedys napisal, jak masz z tym osobisty problem to albo zrezygnuj z pracy albo zamieszkaj w pracy. Co ci pasuje ale nie truj. Ty na prawde wlazisz na kazde forum i wyszukujesz jeden temat na okraglo. Blad jak widze zrobilam, ze wdalam sie w dyskusje poboczna o pracy, przyciagnalam tym trolla niestety.
                                    Choc ... moze akurat to forum to dobre miejsce dla ciebie, popros pania ekspert albo forumki o rade jak sie uwolnic od obsesji.

                                    • ashraf Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 07.12.15, 14:05
                                      A wystarczylo napisac, ze twoje zdanie na temat aktywnosci zawodowej Holenderek ma sie nijak do rzeczywistosci. Nie chcesz albo nie umiesz zapoznac sie z linkami - twoja sprawa, ale akurat te statystyki zostaly podane w tak przystepny sposob, ze nie powinnas miec problemu z ich zrozumieniem nawet jesli nie znasz jezykow. Znajac zycie dalej bedziesz w innych watkach utrzymywac, ze Polki sa "zajechane", za to "szanujaca sie" wiekszosc Holenderek pracuje po 3 h dziennie, a potem pedzi piec ciasteczka.
                                      • paris-texas-warsaw Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 07.12.15, 14:21
                                        Kobiety, nie kłóćcie się:) To faktycznie wątek poboczny, ale jak są te statystyki Holandii, to może je porównać z danymi np. z Polski, Niemiec albo Belgii. Tak same bez grupy odniesienia to nic nam nie powiedzą, może też z pracą mężczyzn. Wtedy by można sobie jakieś zdanie wyrobić, ja bym się chętnie dowiedziała, ale jestem za leniwa, żeby szukać. Może Ashraf, Ty masz takie dane? Wtedy widać czas na życie rodzinne w różnych krajach...
                                        • ashraf Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 07.12.15, 14:52
                                          Poszukam, bo prace na ten temat pisalam w 2013, wiec moje dane nie sa juz aktualne. Przy czym nie sa to dane do konca porownywalne, ze wzgledu na badana grupe, ale i na rozne uwarunkowania pracy matek i mozliwosci znalezienia pracy w niepelnym wymiarze czasu. Bardzo ogolnie rzecz ujmujac stosunkowo niski stopien zatrudnienia matek w Polsce wynika bardzie z braku stanowisk/elastycznosci w miejsu pracy/dostepnej opieki dla dzieci, z kolei Szwajcarki - jesli zostaja w domu - to przede wszystkim w uznaniu dla dalej popularnego tradycyjnego modelu rodziny (choc i to nie cala prawda, bo np. zlobki sa horrendalnie drogie).
                                          • ashraf Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 07.12.15, 14:59
                                            A czas na zycie rodzinne to jeszcze inna rzecz i tu w ogole nie suerowalabym sie statystykami, bo etat (czy jego czesc) etatowi nierowny, my np. pracujemy z mezem w sumie na ok. 170%, a z opieki zewnetrznej korzystamy 4-5,5 h dziennie, od przyszlego roku nawet nie przez caly tydzien. Elastyczny czas pracy, mozliwosc dostosowywania godzin wykonywania obowiazkow zawodowych do zobowiazan rodzinnych, czesciowo tez zmiana mentalnosci obu plci - to wszystko przyczynia sie do tego, ze czasu dla rodziny jest wiecej.
                                        • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 07.12.15, 20:15
                                          paris-texas-warsaw napisała:

                                          "Wtedy widać
                                          > czas na życie rodzinne w różnych krajach..."

                                          Niech zgadne, ashraf Ci wyjasni, ze matka nawet jak pracuje 200 godzin tygodniwo i sie odpowiednio sprezy i zorganizuje to bedzie miala czas na zycie rodzinne i jeszcze bedzie cwierkac w wolnych chwilach.
                                          To tak w skrocie z forum na forum prezentowane poglady w/w na jeden i ten sam temat- nawet jak watek jest na inny temat.

                                          • paris-texas-warsaw Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 07.12.15, 20:57
                                            Mnie też nie do końca przekonuje, że ruchomy czas pracy znacznie zwiększa ogólny czas przeznaczany czy to na rodzinę, czy na dzieci, czy na siebie. Wydaje mi się, że jednak jakaś stała godzin idzie na sen, etc. Doba ma 24 h, jak by nie liczyć. Ale może akurat u Ashraf jest inaczej - np. jest b. wytrzymała, mniej potrzebuje snu etc. Mnie bardziej same liczby tu zainteresowały, bo rozumiem, że interpretacja może być b. trudna (jak w Twojej i Ciocizłejrady dyskusji).
                                            • ashraf Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 07.12.15, 22:07
                                              Nie zawsze i nie kazdemu, ale patrzac ogolnie elastyczny czas pracy, a juz szczegolnie jej zadaniowy tryb znacznie zwiekszaja mozliwosci spedzania czasu z rodzina. Ja np. mam "stale" pol etatu, dodatkowe 20 czy 30% moge wykorzystac w miare zapotrzebowania i mozliwosci pracodawcy i mojego. Nie robie d..pogodzin, tylko spedzam nad projektem tyle czasu, ile faktycznie potrzeba, dodatkowo tak ustalajac czas wykonania, zeby synek jak najwiecej czasu spedzal z nami, a nie w zlobku. Podobnie maz, przy czym na uczelni ma stale godziny popoludniowe, a komponuje/pisze projekty/cwiczy w dowolnym czasie. To zupelnie inna sytuacja niz siedzenie murem w biurze od 9 do 17:30 przez oboje rodzicow.
                  • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 13:21
                    ciociazlarada napisała:

                    cyt. "> A twoj maz nie widzi, ze corka gasnie w oczach? Ze stoi przed problemem, ktory
                    > jest trudny nawet dla doroslego? Nie ma w ogole zdania na temat tej sytuacji? N
                    > ie uwaza, ze powinniscie rozwiazac sprawe, skoro corka jest, jak piszesz, odtra
                    > cana przez reszte grupy jako ofiara przemocy
                    ?".

                    Moj maz nie tyle nie widzi, ile widzi tyle co ja, bo z dzieckiem przebywa tylko wieczorami i stara sie z nia wesolo bawic, corka do tego czasu (przyjscia ojca z pracy) odzyskuje humor.

                    cyt. "> Staram sie pomoc, ale naprawde nie jestem w stanie zrozumiec twojego punktu wid
                    > zenia, pomijajac dygresje o zlobkach, pracy i zyciu w Holandii. "

                    Jakiego konkretnie punktu widzenia nie rozumiesz? Poza zlobkami, praca i zyciem w Holandii. o to ostatnie mamy rozne, z oczywistych wzgledow, ja nie wiem jak wyglada zycie na campusie holenderskim.
                    Wiem, ze sie starasz, nieopotrznie gadamy o tych zlobkach.
      • amb25 Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 11:10
        Ja mieszkam w Finlandii. Moje dziecko chodzilo do prywatnego rpzedszkoal w Polsce i panstwowego w Finlandii.
        Wtedy bylam przerazona tym co dzieje sie w przedszkolach finskich, potem wyluzowalam, a po paru latach doszlam do wnisku, ze jednka bylam przewazliwiona...ze byc moze "finskie metody przedszkolne" sa calkiem niezle i byc moze lepsze niz polskie...
        Chcialam przez to napisac, ze oprocz tego, ze byc moze jest jakis problem (ja nie wiem czy jest, a ty byc moze uwazasz za problem cos co nim nie jest - nie wiem) to na cala sytuacje patrzysz z punktu widzenia Matki-Polki i przez to twoj odbior problemu sie poteguje. Pogadaj z innymi rodzicami i jesli jest jakis problem to razem walczcie o jego rozwiazanie. Jesli juz ci przykleili latke przewrazliwionej cudzoziemki to ciezej ci bedzie cos ugrac w pojedynke - nie beda tacy sklonni do pomocy. To tak z doswiadczenia...
        • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 12:03
          amb25 napisała:

          cyt. "> Ja mieszkam w Finlandii. Moje dziecko chodzilo do prywatnego rpzedszkoal w Pol
          > sce i panstwowego w Finlandii.

          Wiesz ja mieszkam w Holandii 8 lat. Moja corka sie tu urodzila i wychowuje ja chyba po holendersku, z bardzo prostej przyczyny, kompletnie nie wiem jak wychowuje sie obecnie po polsku. Jak mieszkalam w PL to nie bylam matka, i temat macierzynstwa nie byl tematem moich zainteresowan. Od poczatku mojego macierzynstwa przerabialam wszystko po holendersku, nawet slownictwo dzieciowe polskie czesto nie jest mi znane.
          Nie mam porownania z Polska tak aby cos moglo mi sie wydac szokujace.

          cyt. "> Wtedy bylam przerazona tym co dzieje sie w przedszkolach finskich, "
          Tak z ciekawosci, co Cie zaniepokoilo. Ciekawa jestem czy maja jakies cechy wspolne z Holendrami.

          cyt. " Pogadaj z innymi rodzicami i jesli jest jakis pro
          > blem to razem walczcie o jego rozwiazanie. Jesli juz ci przykleili latke przewr
          > azliwionej cudzoziemki to ciezej ci bedzie cos ugrac w pojedynke - nie beda tac
          > y sklonni do pomocy."

          Niestety mam takie samo odczucie z ta latka nadwrazliwej, ze sama nie dam rady. Inni rodzice niestety to albo tez cudzoziemcy, ktorzy chca przetrwac. W sumie uwazaja,ze nie oplaca sie robic nic skoro za 1.5 ma przyjsc nowa juf i bedzie lepiej.
          Mnie przerwazliwionej wydaje sie, ze taki przedzial czasowy moze jest i neiwielki dla mnie doroslej, ale dla dziecka to przepasc.
          • paris-texas-warsaw Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 13:15
            Faktycznie bardzo często piszesz, że jesteś nadwrażliwa. Jednocześnie nie piszesz o niczym, co by o tym świadczyło- może nie ma to aż tak wielkiego przełożenia na faktyczne np. traktowanie dziecka, a na Twoje przeżywanie pewnych spraw np. zamartwianie się o dziecko w większym niż przeciętny sposób. Jesli jesteś na terapii, to może staraj się przynajmniej chwilowo rozumowo ogranąć w jakim stopniu ta Twoja "nadwrażliwość" na coś wpływa. Ale to jest jedna sprawa, a druga sprawa to to, że możesz generalnie prawidłowo oceniać poziom przedszkola, stan córki etc. Bo z kolei można wpaść w drugi kraniec "przewrażliwienia" - tj. skupienia tylko na tym, że jesteś taka "przewrażliwiona" i przeżywaniu tego stanu i uspokajaniu się, że pewne rzeczy pewnie źle widzisz, no bo to przewrażliwienie etc., a faktycznie stan córki może wymagać interwencji. Podoba mi się taka zasada z medycyny - żeby mimo wykrycia jakiejś choroby sprawdzać, czy równolegle istnieją inne, bo jedna choroba nie wyklucza drugiej i trzeciej. To taka wg mnie dobra zasada ostrożnościowa.
            • paris-texas-warsaw Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 13:37
              A w ogóle to jak nie masz faktycznej możliwości samodzielnie wpłynąć na styl prowadzenia tej placówki, to może np. anonimowo zawiadom kuratorium (czy jakiś holenderski odpowiednik) czy jakiś organ, który się może sprawą zająć - opisz te latające bez nadzoru dzieci w przestrzeni publicznej etc. Może wtedy w ogóle szerszą kontrolę zrobią. Zrób jakieś zdjęcia, etc. Tak ogólnie rzucam pomysł, nie wiem, jakie tam są realia (jak widać Ty i Ciociazłarada nawet postrzegacie je zupełnie inaczej:)). W Polsce raczej placówki dbają o bezpieczeństwo dzieci, przynajmniej ja mam takie wrażenie, albo na takie trafiałam.
              • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 16:01
                paris-texas-warsaw napisała:

                "czy jakiś organ, który się może sprawą zająć - opisz te
                > latające bez nadzoru dzieci w przestrzeni publicznej etc. Może wtedy w ogóle s
                > zerszą kontrolę zrobią. Zrób jakieś zdjęcia, etc. "

                Dobry pomysl, zwlaszcza, ze poniewaz sama tego na oczy nie widzialam, to zamierzam tam sobie pochodzic i sprawdzic, wtedy mozna cyknac fotke.
                Calkiem sensownie, anonimu z fotografia nie wyrzuca.
                W holandii oficjalnie tez bardzo dbaja o bezpieczenstwo tylko czasem niekotrzy pracownicy wykazuja daleko idaca glupote. Kolezanki 4 letnia wowczas corka kiedys poklocila sie z kolega i poszla sobie w polowie zajec na boisku do domu przez nikogo nie zauwazona. To byla inna szkola, ale juf wlos z glowy nie spadl, w sumie dobrze, ze nie powiedzieli kolezance, ze jest przewrazliwiona.

                • ciociazlarada Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 16:18
                  Ja zlozylam oficjalna skarge w swoim Consultatiebureau na pielegniarke z ktora mialam przeboje, na pismie. Zapewne wlos z glowy jej nie spadl, ale od tego czasu za kazdym razem gdy przychodzilismy z mezem czekal na nas metaforyczny czerwony dywan :-)

                  To akurat mala satysfakcja (chyba ze moralna) ale wiem od znajomych-znajomych, ze przestali uzywac bezmyslnie specyfiku ktorym potraktowali moje dziecko a to bylo dla mnie najwazniejsze.
                  • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 19:31
                    ciociazlarada napisała:

                    > Ja zlozylam oficjalna skarge w swoim Consultatiebureau na pielegniarke z ktora
                    > mialam przeboje, na pismie.

                    To bardzo dobry pomysl na zalatwienie sprawy z kims o jednorazowym kontakcie, ale czy zlozylabys tez skarge na pania , ktora czy twoje dziecko, przebywa z nim bez twojego nadzoru? Ja mam obawy przed zbyt ostra reakcja, no chyba, ze juz zdecyduje ostatecznie przeniesc dziecko.
                    • ciociazlarada Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 20:17
                      Ja miałam z nią potem kontakt, złożyłam merytoryczną skargę i powiedziałam jej o tym że złożyłam.
                      Ale zgadzam się że sytacja w szkole jest inna bo oprócz was kontakt ma z nią dziecko. Pozostaje zadusic gadaniem jak na holenderskim zebraniu...
            • milamala Re: Nadwrazliwe dziecko w szkole 02.12.15, 15:54
              paris-texas-warsaw napisała:

              cyt. "może nie ma to aż tak wielkiego przełożeni
              > a na faktyczne np. traktowanie dziecka, a na Twoje przeżywanie pewnych spraw np
              > . zamartwianie się o dziecko w większym niż przeciętny sposób
              ."

              Trafnie to ujelas, taki i ja mam oglad sprawy. Ludzie, ktorzy generalnie malo znaja mnie, moje dziecko i sytuacje uwazaja, ze to moja nadwrazliwosc produkuje problemy.
              Tego typu przekonanie zreszta ulatwia juf nic nie robienie poza rada: nie chce chodzic do szkoly - to zmusic. I tak zmuszam od sierpnia czekajac na cud a cud nie nadchodzi.

              cyt. "Jesli jesteś na
              > terapii, to może staraj się przynajmniej chwilowo rozumowo ogranąć w jakim stop
              > niu ta Twoja "nadwrażliwość" na coś wpływa. "

              Staram sie cala soba jak najbardziej rzeczowo podchodzic do tematu, rozmawiac o konkretach, mniej o moich przemysleniach. Nadwrazliwosc wplywa, ale jak mowisz, staram sie to mimo wszystko w bolu i znoju ogarniac rozumowo.

              cyt. "skupi
              > enia tylko na tym, że jesteś taka "przewrażliwiona" i przeżywaniu tego stanu i
              > uspokajaniu się, że pewne rzeczy pewnie źle widzisz, no bo to przewrażliwienie
              > etc., a faktycznie stan córki może wymagać interwencji
              . "

              W taka pulapke niestety wpadam, tak bardzo staram sie ogarnac rozumowo, ze czuje sie jak ktos komu sie pluje w twarz a ten udaje, ze to deszcze pada.

Pełna wersja