Wstrząs w życiu - brak dalszej refleksji

27.11.15, 14:00
Czasem się mówi, że aby zacząć coś w życiu nowego, przewartościować je, przebudować, poustawiać na nowo, to się przydaje jakiś wstrząs. I to jest normalne, takie 'typowe', takie oczekiwane niemal: dzieje się COŚ ważnego, czasem dramatycznego i ludzie przeglądają na oczy, zaczynają to, tamto, rozwodzą się, albo wprost przeciwnie, zakładają rodziny.
A ja z drugiej strony - czy każde, nawet dosyć dramatyczne, nawet pełne grozy wydarzenie - musi skutkować CZYMŚ?

A teraz do konkretów: nieco ponad pół roku zdarzyło mi się takie coś, że w ciągu kilku godzin od pogorszenia się samopoczucia wylądowałam na stole operacyjnym bez stuprocentowych szans na obudzenie się i nie chodziło o to, że np. narkoza jest ryzykowna. Na takie rzeczy się umiera, jeśli nie są zdiagnozowane i operacyjnie wyleczone natychmiast. Momenty grozy były - ale wtedy i krótkotrwałe (z paniką, czy dzwonić po rodzinie i się z nią żegnać, etc)., ale między diagnozą a momentem, kiedy się już po operacji obudziłam minęło raptem kilka godzin (i to bliżej 2-3 niż 8-9). I wtedy już było wiadomo, że żyć będę, konsekwencje takie i takie będą, niektóre odkrywam do tej pory, bo namieszało to dosyć znacznie w moim życiu. Ale właśnie, namieszało w życiu, ale nie we mnie. Kiedy jest prowadzona rozmowa na ten temat (bo kwestia tych konsekwencji jest całkiem świeża i wpływa nie tylko na mnie, ale i na moją rodzinę, więc to nie tak, że rozgrzebuję niby nie-rany), to mówię, co tam było, jak to wyglądało czasowo i pada pytanie pobladłej osoby: ale mogłaś umrzeć? ludzie przecież na to umierają. No umierają i mogłam umrzeć. Ale nie umarłam. I wtedy następuje wielkie zdziwienie: dlaczego nie robi to na mnie wielkiego wrażenia? I moje zastanowienie: a powinno? Czy każdy taki dramat, każda taka groza, powinna skutkować przemeblowaniem życia? Co, jeśli nie skutkuje? Znaczy się tak - zmiany w życiu są, na zasadzie takiej: życie się zmienia, jak człowieka nie ma dwa miesiące w pracy, kiedy musi nagle zrezygnować z jakiejś tam działalności. Ale nie przemeblowało mi się w głowie i brak wielkich przemyśleń, nowych planów, nie dostrzegam wielkiego wpływu na to, jak postrzegam świat? Bardzo jest to nienormalne? Jest to kwestia tego, że niebezpieczeństwo - choć duże, istniało przez krótki czas i nie zdążyłam go przyjąć do wiadomości, zanim zniknęło?
    • asia_i_p Re: Wstrząs w życiu - brak dalszej refleksji 27.11.15, 15:11
      Może nie miałaś co przemeblowywać - może masz tak poustawiane, że tylko się tego trzymać?
      • korolla-x Re: Wstrząs w życiu - brak dalszej refleksji 27.11.15, 15:33
        Ja myślę, że przewartościowanie życia częściej następuje wówczas, gdy zagrożone lub utracone jest życie albo zdrowie bliskiej osoby - dziecka, męża, rodziców. Wiem, o czym mówię, bo sama tego doświadczyłam i nadal doświadczam.
    • mamba30 Re: Wstrząs w życiu - brak dalszej refleksji 27.11.15, 15:37
      W lipcu ub. roku również zabrała mnie karetka, ratowali mi życie. Operacja, diagnoza. Potem kolejna operacja i kolejna. Jutro idę na dyżur do szpitala (po znajomości) i znowu na stół. Nie przewartościowałam nic w swoim życiu. Chyba tak, jak i Ty. No, może mały wyjątek - poinformowałam męża, że jakbym któregoś razu zeszła (realne zagrożenie), to nie życzę sobie na pogrzebie księdza i teściowej :D
    • vilez Re: Wstrząs w życiu - brak dalszej refleksji 27.11.15, 16:10
      Masz potrzebę dramatyzacji egzystencji?

      Jeśli zajdzie w Twoim życiu rzeczywisty wstrząs, to zapewniam Cię, że będziesz się o tym wiedziała. Nie będzie musiała wypatrywać go, ani zastanawiać się, czemu go nie przeżywasz.
      Nie przeżywasz, bo nie było w Twoim życiu wstrząsu.

      Zarówno kwestia wstrząsu- co jest wstrząsem dla kogo- jest całkowicie indywidualna, zaś to, czy i w jakich okolicznościach i względem czego ktoś przeżywa coś, jako wstrząs, jest poza wartościowaniem i poza ogólnymi skalami (których zresztą nie ma).

      Zatem: masz potrzebę dramatyzacji...?
      • wuika Re: Wstrząs w życiu - brak dalszej refleksji 27.11.15, 16:24
        Nie mam potrzeby dramatyzacji, ale cała sytuacja jest tak odbierana. Patrząc z boku - za wesoła nie była. Gdyby spotkało to kogoś bliskiego, umierałabym z niepokoju i zapewne ryczała kilka dni, no tak mam. Kiedy dotyczyło mnie - stało się, ja żyję, zostały komplikacje w życiu codziennym / zawodowym, no zdarza się. Tyle.
        • zuzi.1 Re: Wstrząs w życiu - brak dalszej refleksji 27.11.15, 17:24
          No ale zeby przewartosciowywac zycie, to trzeba miec ku temu powody. Sam wstrzas to za malo . Najwyrazniej Twoje zycie jest ok i zaden wstrzas nie wywola rewolucji zyciowej. Nalezy sie z tego cieszyc :)
        • vilez Re: Wstrząs w życiu - brak dalszej refleksji 27.11.15, 17:45
          Ludzie różnie różne rzeczy odbierają, także przez pryzmat dramatyzacji...zwłaszcza cudze sytuacje. Nie ma się co przejmować, ani przyjmować ich perspektywę.

          Współczuję ciężkiej sytuacji, ale i dobrze, że nie doszło do wstrząsu fizycznego, psychicznego czy egzystencjalnego). Znaczy, że Twój organizm jest silny :-)
        • panizalewska Re: Wstrząs w życiu - brak dalszej refleksji 27.11.15, 20:55
          Mnie np sprawy zdrowotne nie bardzo ruszają. Bo na nie nie mamy wpływu. Chyba, że jednak mamy. Na nadwagę, palenie, cholesterol i zawał w efekcie tych czynników - jak najbardziej mamy wpływ. Mojego ojca zawał kompletnie nie ruszył, jeżeli to masz na myśli mówiąc o przemeblowaniu życia. Przerzucił się tylko na papierosy w płynie, w których też hgw co tak naprawdę jest. Jeść też dalej lubi tłusto, nosi solidny plecak z przodu. Żadnej aktywności fizycznej. Zero przemeblowania.

          Siostra miała raka, była 2-3 razy naprawdę o krok od śmierci, przynajmniej raz na własne życzenie (se dłubała w organizmie i dostała zakażenia przy zerowej odporności na cokolwiek). Na czym konkretnie miałoby polegać jej przemeblowanie? Generalnie nic się nie zmieniło w jej życiu, w jej podejściu do fundamentalnych spraw.

          Mnie spotkała mocna tragedia w sferze psychiczno-emocjonalnej, dość wcześnie, bo miałam ok 13 lat. Żadnych śladów fizycznych. Można rzec, że to wydarzenie ukształtowało mnie na, może nie resztę życia (bo nie wiem), ale na pewno solidne fundamenty jakiś poglądów, coś tam z tego wyniosłam i mi zostało.

          Także wszystko zależy od konkretnego przypadku człowiek + wydarzenie + konkretny czas w życiu tego człowieka. I od tego co rozumiesz pod "przewartościowaniem". Zależy kogo co rusza. Jednego rusza porażenie prądem i amputacja kończyn, drugiego złamany kręgosłup po skoku do wody nie rusza i dalej jest kretynem
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Wstrząs w życiu - brak dalszej refleksji 29.11.15, 00:28
      Różne są sposoby reakcji na traumatyczne czy stresujące wydarzenia w życiu. Zależą od osobowości a w tym na znoszeniu frustracji, odporności na zmianę, elastyczności itp. Więc skoro Pani nie doświadcza determinacji do przewartościowania swego życia, to nie ma co tego robić.Żyć w zgodze ze sobą i tyle
      co najwyzej obserwować swoje doznania plynace z ciała, bo może się tu wkraść psychosomatyka jako odreagowanie. Agnieszka Iwaszkiewicz

    • differentview Re: Wstrząs w życiu - brak dalszej refleksji 29.11.15, 12:09
      wuika napisała:

      > Czasem się mówi, że aby zacząć coś w życiu nowego, przewartościować je, przebud
      > ować, poustawiać na nowo, to się przydaje jakiś wstrząs. I to jest normalne, ta
      > kie 'typowe', takie oczekiwane niemal: dzieje się COŚ ważnego, czasem dramatycz
      > nego i ludzie przeglądają na oczy, zaczynają to, tamto, rozwodzą się, albo wpro
      > st przeciwnie, zakładają rodziny.

      wstrzas sie przydaje zeby przewartosciowac swoje zycie, zrozumiec jak bardzo jest kruche, jak malo czasu byc moze mamy i na czym warto sie skupic w zyciu a co jest kompletnie bez znaczenia; ale z moich obserwacji malo ludzi dokonuje takich przewartosciowan; wiekszosc zyje tak samo jak wczesniej wlacznie z kultywowaniem zlych nawykow- palacz, ktory przestaszyl sie cienia na rtg pluc na chwile rzuca po czym jak sie dowiaduje, ze to nie rak z radoscia wraca do palenia; cukrzyk, ktory ledwo sie nie przekrecil bo zapadl w spiaczke znow zaczyna zrec cukier, otyly zawalowiec- dalej sie obzera i nie uprawia zadnego ruchu pracujac na kolejny zawal itd; z drugiej strony sa ludzie, ktorzy sa zadowoleni ze swojego zycia na tyle, ze nie chca nic zmieniac- po prostu ciesza sie, ze udalo sie im uniknac smierci i moga powrocic do zycia jakie znali i tyle- to Twoj przypadek
    • nunia01 Re: Wstrząs w życiu - brak dalszej refleksji 29.11.15, 20:27
      Chyba innym się 'wydaje', że będąc w takiej sytuacji/mając takie doświadczenie zachowali by się w jakiś sposób. Większość z nich (na szczęście) nie dowie się jak by się zachowali faktycznie.
      U mnie wszystko przewartościowało się w czasie choroby, ale to wielomiesięczna walka, czekanie na wyniki jak na wyrok i takie tam. W czasie choroby byłam bardzo silnie zorientowana na celu, walczyłam o siebie wszystkimi dostępnymi sposobami.
      Nie wiem czy moje otoczenie byłoby szczęśliwe gdybym tak funkcjonowała na co dzień:) Po fakcie w sumie niewiele się zmieniło. Tyle, że śmierć nie robi na mnie większego wrażenia, wiem na jaki zakres interwencji medycznej na wypadek najgorszego się godzę i czasami, jak rzeczywistość mnie wkurza, to uświadamiam sobie, że nic nie muszę, a to co robię to robię z wyboru , ewentualnie z konsekwencji wcześniejszych wyborów. Reszta jest jak była.
      • alsk9 Re: Wstrząs w życiu - brak dalszej refleksji 29.11.15, 20:52
        Czasem większym wstrząsem niż własna choroba jest choroba lub niespodziewana śmierć kogoś bliskiego.
        A czasem wstrząs wstrząsem a żyje się dalej swoimi utartymi koleinami się tocząc bo po co się spinać na coś innego.
    • milamala Re: Wstrząs w życiu - brak dalszej refleksji 29.11.15, 22:43
      Ja tez bylam kiedys w sytuacji "a moglas wtedy umrzec". Wypadek, leczenie, potem trama, z ktora sobie mysle po latach dosc dobrze poradzilam, do paru osob (mniej na szczescie istotnych w moim zyciu) poczulam obrzydzenie z powodu ich zachowania po wypadku i to byloby na tyle. Zadnych istotnych zmian i przewartosciowan w zyciu z tego powodu.
      Nie bylo zadnych "nauk" ani "lekcji zyciowych". Po prostu zdarzylo sie, trzeba bylo zaakceptowac i zyc dalej.
      Z mojego punktu widzenia wcale nie trzeba miec wielkich reflekcji po trudnych wydarzeniach.
Pełna wersja