Pseudorozwój?

02.12.15, 12:08
Jak zapatrujecie się na tezy tego artykułu:
zwierciadlo.pl/psychologia/na-czym-polega-pseudorozwoj
Streszczę prosto :):
ludzie latają na różne terapie, grupy, warsztaty i inne, a guzik to daje. I winni są oczywiście ci ludzie... Dla mnie to dość kontrowersyjne postawienie sprawy, ale ciekawa jestem Waszej opinii.
    • vilez Re: Pseudorozwój? 03.12.15, 00:26
      Zgadzam się z tezami tej wypowiedzi. Bez pracy nad POSTAWĄ (w dawnej nomenklaturze- charakterem)- nie ma rozwoju.
      Żadne terapie ani przeczytane liczne czytadła popsychologiczne nie pomogą, gdy brakuje powyższego. Równie dobrze można se postawić horoskop i się popodniecać, że się jest "wagą"...która musi wykorzystać swój "potencjał".
      • milamala Re: Pseudorozwój? 03.12.15, 00:36
        vilez napisała:
        "Bez pracy nad POSTAWĄ (w dawnej nomenklatu
        > rze- charakterem)- nie ma rozwoju. "

        Na czym konkretnie ma polegac ta praca nad podstawa, charakterem?
    • milamala Re: Pseudorozwój? 03.12.15, 00:33
      notting_hill napisała:

      "> Streszczę prosto :):
      > ludzie latają na różne terapie, grupy, warsztaty i inne, a guzik to daje. I win
      > ni są oczywiście ci ludzie... Dla mnie to dość kontrowersyjne postawienie spraw
      > y, ale ciekawa jestem Waszej opinii."

      Ciekawy artykul, nie bardzo mam czas na komentowanie, ale generalnie zgadzam sie z toba, dosc kontrowersyjny tekst.
      Ale i zabawny, ostatni akapit w ktorym pani terapeutka "pomaga" klientce poprzez zadanie pytanie : Czy kiedykolwiek wcześniej zanurzyłaś się w procesie zmiany?”.
      Zanurzenie sie w procesie zmiany. Bardzo konkretna pomoc, nie ma co.
      Z roznych powodow terapie pomagaja albo nie pomagaja. Efekt nie zawsze zalezny jest od terapii albo od pacjenta. czasem jest to nie ta terapia, nie to miejsce, nie ten czas itp.. Niczyja to wina. Ja ostatnio uczestniczylam w takiej , ktora akurat mi pomogla, choc wczesniej przez dwa lata borykalam sie z pewnym problemem. Po prostu nadszedl czas, ze mnie olsnilo nie, pewnie "zanurzylam sie w procesie zmiany"he he he.
      • ola_dom Re: Pseudorozwój? 03.12.15, 08:29
        milamala napisała:

        > Ale i zabawny, ostatni akapit w ktorym pani terapeutka "pomaga" klientce poprzez zadanie
        > pytanie : Czy kiedykolwiek wcześniej zanurzyłaś się w procesie zmiany?”.

        Racja :). Bo klientka pewnie dopiero wtedy siadła, zastanowiła się i postanowiła - o, to teraz się zanurzę!
        • panizalewska Re: Pseudorozwój? 03.12.15, 09:22
          :D dobre!
          Nie czytałam artykułu, to się wypowiem ;) A propo "zanurzenia się w procesie zmiany tylko". To debilna słownictwo pseudonaukowe i pseudouduchowione mnie przeraża. I pseudosztuka, do której trzeba pisać elaborat na A4 drobnym druczkiem, żeby wyjaśnić, co autor miał na myśli. Jeżeli psychologowie mówią takim językiem do normalnych ludzi, to nie dziwota, że terapie nie skutkują ;)
    • ola_dom Re: Pseudorozwój? 03.12.15, 09:36
      Ja już obśmiałam ostatnie kwestie z tego artykułu, ale ogólnie to wcale się z niego (z tematu) nie chcę śmiać.
      Bo nie ukrywam, że jest to jedną z moich największych obaw - żeby nie utknąć, nie zakręcić się w kółko, nie popaść w samozadowolenie, że "no przecież coś dla siebie robię - chodzę na terapię". I wciąż nie wiem, jak tego uniknąć? Czy w ogóle da się coś celowo i świadomie zrobić, żeby tego uniknąć?
      Pamiętam, jak na dawnych zajęciach profesor mówił o niebezpieczeństwie "rozwoju poziomego". Chodziło wprawdzie o rozwój w nieco innych obszarach - ale tutaj także pasuje. A chodzi o to, żeby pójść wyżej, na wyższy poziom.
      Ale jak? I czy wyłącznie od pacjenta zależy to, czy utknie, czy nie?
      • vilez Re: Pseudorozwój? 03.12.15, 11:34
        Głównie od niego. Patrz: praca nad własną postawą/charakterem.
        Oczywiście, bywają i okoliczności zewnętrzne.
        • notting_hill Re: Pseudorozwój? 03.12.15, 11:44
          Jeśli zatem zależy to tylko od pacjenta/klienta, to jaka jest rola terapeuty?

          Mnie jakoś ten artykuł "trącił" (bo raczej nie poruszył- dość miałko przedstawiono jednak problem), jako że tak oto lekką ręką zdejmuje ze świadczeniodawcy właściwie jakąkolwiek odpowiedzialność. Zanim nie przeczytałam Yaloma "Listu otwartego do terapeutów" w ogóle nie miałam pojęcia czego mogę właściwie oczekiwać i co tak naprawdę ma się zadziać. I teraz, po długich i żmudnych poszukiwaniach w sobie dalej nie wiem czy to czego doświadczyłam to już jest TO, czy w dalszym ciągu się tylko "pseudorozwinęłam". I to mnie jakoś wkurzyło.
          • ola_dom Re: Pseudorozwój? 03.12.15, 11:48
            notting_hill napisała:

            > dalej nie wiem czy to czego doświadczyłam to już jest TO, czy w dalszym ciągu się
            > tylko "pseudorozwinęłam". I to mnie jakoś wkurzyło.

            No właśnie - kiedy i skąd wiadomo, czy to TO, czy tylko tak sobie głaszczemy ego?
            Bo ja np. czuję się zupełnie inaczej niż na początku terapii, nie mówiąc o tym, co było przed - ale może to znowu tylko mi się wydaje?
          • differentview Re: Pseudorozwój? 03.12.15, 11:56
            notting_hill napisała:

            > Mnie jakoś ten artykuł "trącił" (bo raczej nie poruszył- dość miałko przedstawi
            > ono jednak problem), jako że tak oto lekką ręką zdejmuje ze świadczeniodawcy wł
            > aściwie jakąkolwiek odpowiedzialność.

            juz to kiedys Pani Agnieszka tlumaczyla- terapeuta nie ponosi zadnej odpowiedzialnosci za powodzenie uslugi; ewentualnie jego przyzwoitosc moze mu nakazac zakonczenie terapii gdy widzi, ze klientowi terapia nie pomaga; poza tym nieudana terapia tez jest wg terapetow dobrym doswiadczeniem dla klienta bo zyskuje on wiedze, ze z tym terapeuta "jego problemy sa nieelastyczne"- to doslowny cytat, nagroda dla tego, kto rozumie o co w tym chodzi- juz bardziej enigamtycznie nie da sie wypowiedziec;)
          • vilez Re: Pseudorozwój? 03.12.15, 16:12
            > Jeśli zatem zależy to tylko od pacjenta/klienta, to jaka jest rola terapeuty?

            A gdzie napisałam, że TYLKO? Napisałam: GŁÓWNIE. Terapeuta też może być do kitu, ale to raczej niższe prawdopodobieństwo, jako że to z klucza specjalista.
      • differentview Re: Pseudorozwój? 03.12.15, 11:47
        ale co konkretnie masz na mysli, ze utkniesz? i co rozumiesz przez wyzszy poziom? bo to dosc abstrakcyjne sformuowania; jak sobie wyobrazasz idealna siebie po udanej terapii?;) pamietaj, ze cele stawiane w terapii musza byc realistyczne:P
        • ola_dom Re: Pseudorozwój? 03.12.15, 11:58
          differentview napisała:

          > ale co konkretnie masz na mysli, ze utkniesz?

          A konkretnie to jest dość trudno powiedzieć :)
          To bardziej takie "czucie", oparte na tym, co do tej pory zauważyłam. Że np. już jakiś czas temu wydawało mi się, coś zrozumiałam, coś wreszcie dotarło do mnie - a po jakimś czasie dopiero NAPRAWDĘ (jak mi się wtedy wydawało) faktycznie to "coś" zrozumiałam. Pytanie, na ile faktycznie i kiedy kolejny raz przyjdzie "prawdziwe" zrozumienie? Niby jest w tym jakiś postęp, niewątpliwie, ale to poczucie i obawę przed utknięciem dość trudno wyjaśnić.
          Także boję się, czy nie nauczę się np. samooszukiwać siebie w taki sposób, że "w głowie" się nie zdenerwuję (że tak to ujmę), ale potem stres wyjdzie mi ciałem. Czyli że będzie mi się wydawało, że "sobie radzę", bo nie reaguję już tak silnie na trudną sytuację, nie roztrząsam jej, nie poświęcam tyle uwagi - ale nie mam pewności, czy reakcja nie okaże się za jakiś czas somatyczna. I to uznałabym za utknięcie. Takie, którego się boję. Czyli przeniesienie problemu w inne, mniej widoczne i bardziej "estetyczne" miejsce. I zupełnie nie wiem, jak tego świadomie uniknąć, jak sobie z tym radzić.

          > i co rozumiesz przez wyzszy poziom?

          Wiesz, wyższy poziom to coś, co trudno zrozumieć i sobie wyobrazić, bo z niższego poziomu nie mamy do niego dostępu :). Niewątpliwie abstrakcyjne, ale nie znaczy to, że nie istnieje :).
          • differentview Re: Pseudorozwój? 03.12.15, 14:08
            ola_dom napisała:

            > Wiesz, wyższy poziom to coś, co trudno zrozumieć i sobie wyobrazić, bo z niższe
            > go poziomu nie mamy do niego dostępu :). Niewątpliwie abstrakcyjne, ale nie zna
            > czy to, że nie istnieje :).

            no ale skoro do tego wyzszego aspirujesz to musisz miec jakies wyobrazenia jak wyglada, co czuje i jak sie zachowuje czlowiek bedacy na "wyzszym" poziomie :)
            • ola_dom Re: Pseudorozwój? 03.12.15, 14:15
              differentview napisała:

              > no ale skoro do tego wyzszego aspirujesz to musisz miec jakies wyobrazenia jak
              > wyglada, co czuje i jak sie zachowuje czlowiek bedacy na "wyzszym" poziomie :)

              Może to nadzieja, że jest lepiej niż na moim obecnym ;)

              A na serio - tak, mam nadzieję, że ma się większy i autentyczny dystans. Z góry więcej widać, więc może to pomaga w łapaniu dystansu? I obiektywizmu? Tak, tak bym chciała. Obiektywnie i z dystansem.
              • differentview Re: Pseudorozwój? 03.12.15, 14:29
                ola_dom napisała:

                > A na serio - tak, mam nadzieję, że ma się większy i autentyczny dystans. Z góry
                > więcej widać, więc może to pomaga w łapaniu dystansu? I obiektywizmu? Tak, tak
                > bym chciała. Obiektywnie i z dystansem.

                ok, rozumiem:) czyli na poziomie swiadomym wszystko juz wiesz i rozumiesz ale jakas nieswiadoma czesc Twojej psychiki jest glucha na ta wiedze i nadal postrzega subiektywnie i brak jej dystansu
    • pade Re: Pseudorozwój? 04.12.15, 09:37
      Nie wiem czy w artykule o tym piszą czy nie, bo nie przeczytałam (nie mam czasu), ale wielu psychologów terapeutów (w tym wspomniany Yalome) twierdzi, że największe znaczenie ma relacja z pacjentem, a nie nurt, w którym odbywa się terapia.
      Poza tym, wg mnie rozwój to powrót do samego siebie, nie wspinanie się, nie pokonywanie coraz wyższych poziomów, tylko życie tu i teraz w zgodzie ze sobą.
      • milamala Re: Pseudorozwój? 04.12.15, 09:59
        pade napisała:

        "> Poza tym, wg mnie rozwój to powrót do samego siebie, nie wspinanie się, nie pok
        > onywanie coraz wyższych poziomów, tylko życie tu i teraz w zgodzie ze soba"

        Amen.
      • ola_dom Re: Pseudorozwój? 04.12.15, 10:25
        pade napisała:

        > Poza tym, wg mnie rozwój to powrót do samego siebie, nie wspinanie się, nie pokonywanie
        > coraz wyższych poziomów, tylko życie tu i teraz w zgodzie ze sobą.

        Czy ja wiem, czy zawsze? A co w przypadku, kiedy "pacjent" sam z siebie jest dość miałki, albo wręcz paskudny, czy nawet wprost zły - czy wtedy też korzystne będzie, jeśli "wróci do samego siebie i będzie żył w zgodzie ze sobą"? Czy jednak lepiej, żeby - mówiąc nieprofesjonalnie - "się poprawił", bo siebie nowego, wzmocnionego, na lepszym poziomie będzie nawet bardziej lubił i będzie wtedy z siebie bardziej zadowolony?
        I skąd przekonanie (zakładane, jak mniemam), że wtedy przestanie być sobą? Jeśli dopiero wtedy poczuje, że jest w zgodzie ze sobą, bo wcześniej nie zgadzał się na to, jakim jest (i miał ku temu sporo powodów)?

        Trochę przypomina mi to dowcip o pacjencie, który moczył się w nocy, strasznie tego wstydził, więc ktoś polecił mu psychoterapię. Po jakimś czasie znowu spotykają się:
        - no i jak się masz, chodzisz na terapię?
        - chodzę, jest wspaniale!
        - o, więc już się nie moczysz w nocy?
        - moczę się nadal - ale teraz jestem z tego dumny!
        • pade Re: Pseudorozwój? 04.12.15, 10:32
          Miałki, zły..czy on tak o sobie myśli? Skąd takie myśli? Skąd takie oceny?
          Może ma taki być? Taki miałki? Bo taki jest?
          Czy naprawdę uważasz, że żyjemy tu, na ziemi po to, żeby stale się ulepszać?
          Powrót do samego siebie to zrozumienie SWOICH nawyków, schematów, odrzucenie tych, które niosą za sobą straty, nabycie tych, które są korzystne, ale to też przede wszystkim akceptacja dla samego siebie.
          Takie: jestem wartościowa taka, jaka jestem.
          Jeśli poprawię coś w swoim życiu to super, ale jeśli mi się nie uda, to nie oznacza, że jestem do d..y:)
          • ola_dom Re: Pseudorozwój? 04.12.15, 10:52
            pade napisała:

            > Miałki, zły..czy on tak o sobie myśli? Skąd takie myśli? Skąd takie oceny?

            Pade, mimo całej poprawności politycznej i tym podobnej - trudno nie zgodzić się, że są i takie osoby na świecie. Choćbyśmy nie wiem jak bardzo chciały inaczej.

            > Czy naprawdę uważasz, że żyjemy tu, na ziemi po to, żeby stale się ulepszać?

            Nie mam co do tego wątpliwości :). Kwestią pozostaje, CO należy uznać za ulepszanie i rozwój.

            > Takie: jestem wartościowa taka, jaka jestem.

            No wiem. Tak jak w moim dowcipie. To ja jednak wolę być fajniejsza ;)

            > Jeśli poprawię coś w swoim życiu to super, ale jeśli mi się nie uda, to nie oznacza, że jestem do d..y:)

            Oczywiście, ale to już zupełnie inna kwestia. Bo nawet jeśli się nie uda, to nie znaczy, że nie należy próbować - bo może akurat się uda, a wtedy super :).
            • pade Re: Pseudorozwój? 04.12.15, 11:17
              Te osoby (złe) nie chodzą na warsztaty:D
              Bądź sobie fajniejsza, na zdrowie (oby)!:)
    • pade Re: Pseudorozwój? 04.12.15, 10:27
      Przeczytałam jednak:) Nie ma nic kontrowersyjnego w tym artykule. Opisane są wszelkie formy ucieczki od spotkania się z własnymi emocjami. "Zanurzenie się w procesie zmiany" to inaczej zanurzenie się w emocjach bez obawy, że nas zaleją, stracimy kontrolę, przestaniemy racjonalnie myśleć.
      Równowagę można osiągnąć poprzez danie uwagi umysłowi i ciału. Właściwie to w odwrotnej kolejności:) I o to w tym rozwoju chodzi, o równowagę, o bycie sobą, o uważność na siebie i na innych. A nie o zaliczanie kolejnych warsztatów.
Pełna wersja