agibubu
02.12.15, 15:29
Zwracam się z prośbą o pomoc w interpretacji trudnych dla mnie zdarzeń.
Otóż - wychowałam się w rodzinie, w której był alkohol, ojciec pił, nie potrafił wziąć odpowiedzialności za rodziną, za mnie i moją mamę. Zawsze byłyśmy tylko same i zdane na siebie. Jednak mama w typowym mechanizmie współuzależnienia ciągle ufała, wybaczała i liczyła na poprawę. Były dni lepsze i gorsze, były miesiące kiedy można było widzieć zmiany i były takie trudniejsze. Ja nigdy do ojca nie nabrałam zaufania i nasze relacje nie ulegną już prawdopodobnie poprawie (są "poprawne", ale bez hura optymizmu).
Mam dwoje dzieci, staram się, żeby przeszłość nie wpływała na relacje dzieci z dziadkiem i narazie jakoś się udaje.
Natomiast... problemem jest matka ojca, czyli teściowa mojej mamy. Ojciec, poza swoim problemem z nadużywaniem alkoholu (są to ilości podprogowe, nie upija się na umór, ale pije np. 2 mocne piwa dziennie, doprowadzając się do tego miłego uczucia upojenia) jest też po prostu strasznym leniem, nie odpowiada mu żadna praca, w każdej jest nieszczęśliwy, nie lubi wstawać z łóżka, jego aktywność w wolnym czasie ogranicza się do jedzenia, spania i układania pasjansa. Teraz przechodzi na emeryturę, nie chce spełniać innych ról w domu (posprzątać, zrobić zakupów, ugotować, umyć po sobie kibla czy umywalki jak nabrudzi) - wszystko robi mama, mama też pracuje cały czas i żyje właściwie bez żadnego celu, bo na głowie ma dom, własną pracę i ojca nieroba. No i właśnie... kochana babcia, czyli matka ojca, ostatnio dała wyraz głębokiej pogardy dla mojej mamy, uznała, że ojciec widocznie ma powód by pić, że jest głęboko wykorzystywany w domu, zmuszany do ciężkich robót (kto to widział, żeby meżczyzna zmywał klatkę schodową), że matka jest po prostu zbyt wymagająca, że na pewno ma jakiegoś kochanka i chce ojca wypędzić z domu. Jednym słowem dokonała po prostu obrzydliwie niesprawiedliwej, podłej, chamskiej, pogardliwej oceny całej sytuacji, robiąc z ojca ofiarę i po prostu dając mu zielone światło do dalszych tego typu aktywności a raczej braku aktywności. Upodliła moją mamę, zrobiła z niej najgorszą małpę, a jeszcze większym padalcem w tym wszystkim okazał się ojciec, który nie dość, że się poskarżył mamusi, to jeszcze nakłamał, że on jest taki narobiony w domu (proszę mi wierzyć, że jego praca na rzecz domu nie odbiega od zupełnie normalnych zasad funkcjonowania w rodzinie, a nawet jest niewspółmierna do potrzeb, bo mama robi właściwie 80% całej pracy domowej i zawodowej). Idą Święta i ja naprawdę nie mam najmniejszej ochoty na kontakt z babcią, bo mam poczucie, że krzywda której teraz doświadczyła mama jest dla mnie, jako jej córki, nie do zaakceptowania. Nigdy nie lubiłam mojej babci, ale z przyzwoitości utrzymywałam z nią kontakty (babcia jest złym cżłowiekiem, udowodniła to doprowadzając do rozpadu związku mojego kuzyna, a swojego drugiego wnuka, gdy narzeczona tego chłopaka zachorowała na poważną przewlekłą chorobę - po prostu doprowadziła do sytuacji, gdzie ta dziewczyna została kopnięta w tyłek jak zepsuty mebel z cytatem "jeszcze mu jakiegoś debila urodzi"). Straszne - ta kobieta jest stara i jest naprawdę głupia. I bardzo chciałabym dowiedzieć się od Państwa, czy moja niechęć do niej w tej chwili jest uzasadniona na tyle, żeby te kontakty z nią ograniczyć. Ból, który zadała mojej mamie (mama ma za sobą już kilka tygodni rozgoryczenia, smutku i płaczu) jest w jakimś stopniu moim bólem. Nie mogę też znieść faktu, że ojciec postąpił tak podle ale z tym to już kompletnie nie wiem co zrobić. Przerosło nas to chyba