6kasia33333
11.12.15, 14:01
Od wielu lat jestem mężatką, mamy nastoletnie dziecko. Teściowie z dorosłą córką mieszkają 250 km kilometrów od nas, nie przyjeżdżają w ogóle do nas, a jak już, to na kilka godzin raz w ciągu roku. Ja też tam jeżdżę rzadko, ze 2-3 razy w roku, mąż z synem jeżdżą częściej. Zawsze kiedy odwiedzamy teściów to nocujemy tam, bo mąż twierdzi, że nie opłaca się jechać tak daleko na kilka godzin. Prawdziwym powodem jest to, że chce jak najwięcej czasu spędzić z rodzicami, w końcu nie widuje ich na co dzień, więc ok.
Jednak w ogóle mój mąż jest moim zdaniem "nieodpępowionym" maminsynkiem, mimo 40 kilku lat na karku. Choć jak pisałam, nie widuję teściowej często, to jednak słyszę o niej dosłownie każdego dnia, i to po kilka razy ;). Od niego oczywiście. Oczywiście, jego mamusia jest najwspanialsza, wszystko robi najlepiej itd.
Teraz mój mąż od tygodni "przeżywa" to, że niedługo odwiedzi rodziców (jedziemy na święta). I dzisiaj doszło między nam,i do bardzo nieprzyjemnej wymiany zdań. Otóż, powiedziałam, że na wyjazd (z noclegiem oczywiście) wezmę z domu pościel, i przebiorę ją u teściów. Dlaczego? Bo podczas ostatniej wizyty nie wymienili nam pościeli i musiałam spać w używanej, po szwagierce. Zresztą było tak nie pierwszy raz. Ok, to starsi już ludzie, choć właściwie mogliby tego dopilnować, jak nie oni, to ich dorosła córka, która mieszka z nimi. Temat wydawał mi się żenujący i nie poruszałam go z teściami. Teraz powiedziałam mężowi o tej pościeli, że wezmę własną, i był foch, znowu jego zdaniem obraziłam mamusię, dosłownie zostałam wyzwana, bo jakże to, jak mogę sugerować, że jego matka, której mogłabym buty czyścić, nie wymieniła pościeli? Wiem, że tema t w sumie błahy, ale mam już dość. Tak się chciałam wygadać...