zielona_herbata80
14.12.15, 11:33
Hallo wszystkim :-)
Jestem od dwoch lat w zwiazku z mezczyzna po rozwodzie. Ja rowniez po rozwodzie, jedno dziecko lat 8, on dwojke nastoletnich dzieci.
Od pewnego czasu rozmawiamy o wspolnym zamieszkaniu. Nasz zwiazek okreslilabym jako bardzo udany, jestesmy szczesliwi ze soba, “dogadujemy” sie. Dla mnie istnieje jedno “ale”.
Przed wspolnym zamieszkaniem powstrzymuje mnie fakt ze jego dzieci to straszni balaganiarze. Na poczatku znajomosci bylo to dla mnie dosc sporym zaskoczeniem, ze “az” tak. Chlopcy dorastali w okresie kiedy miedzy D. a jego byla zona dzialo sie nie najlepiej, potem byl okres rozwodu i z opowiesci D. wynika dla mnie ze tak naprawde nie bardzo przykladano uwage do praktycznego wychowania dzieci. Wg mnie dopiero jak zaczelismy sie spotykac ojciec rozpoczal proces uczenia jak to “powinno” byc. A chodzi o proste sprawy jak odniesienie talerza po zjedzonym posilku, powieszenie recznika po kapieli, wyrzucenie puszki po napoju do smieci. Wiec chlopcy maja z tym problem tzn. nie robia tego chyba ze sie im zwroci uwage. Wiec recznik po kapieli lezy na podlodze w lazience lub w sypialni, kiedy siedza przy komputerze i cos jedza to stol zapelnia sie talerzykami, puszkami i papierkami, zdjete wieczorem ubrania laduja na podlodze itp.
I nie sadze ze robia to z premedytacja, nie sa po prostu nauczeni.
Ja nie jestem przesadna pedantka ale ucze swoje dziecko zeby jako taki porzadek wokol siebie utrzymywalo. Ciezko mi funkcjonowac w “chaosie”. Czesto mam kurz na meblach i czasem koty po katach ale reszta jest “ogarnieta”.
Widze tez ze moj facet wymaga od nich, powtarza, uczy itd. ale nie zawsze to dziala. Wg mnie dlatego ze czesto w miejsce “ smecenia” wybiera opcje zrobienia tego za nich. Irytuje mnie to ze robi z siebie sprzataczke… Z drugiej strony wspominalam mu o tym kilka razy, przyznaje mi racje ale co moge wiecej zrobic. To jego mieszkanie i jego dzieci. Ale szczerze mowiac frustruje mnie mysl ze w przypadku zamieszkania razem bede to widziala codziennie.
Zdaje sobie rowniez sprawe ze wspolne zycie moze miec rowniez spory wplyw na dzieci i to balaganiarstwo sie ograniczy. Ale czasem mysle sobie, po co mi to na co mi to… I nie moge sie zdecydowac co dalej.