veronikaniebieska
16.12.15, 13:00
Ciekawa jestem doświadczeń osób, których toksyczni rodzice poważnie, być może śmiertelnie zachorowali. Czy to sprawiło, że wybaczyliście, czy byliście w stanie się takim rodzicem na starość i w chorobie opiekować?
W naszej moralności jest nie do pomyślenia, by "gniewać się" na rodzica, który jest chory, jest w szpitalu. Nawet jeśli ten rodzic wyrządził krzywdę, zniszczył dzieciom psychikę itp.
Czy rodzicom "należy się" bez względu na to, jakimi rodzicami byli? Czy też, no nie wiem, jest jakieś stopniowanie krzywd, które mogłoby usprawiedliwić, że się z rodzicem nie chce kontaktu. Z tego co kojarze, to jest chyba nawet taki zapis prawny, że jeśli rodzic dziecko zaniedbywał, to sąd może dziecko zwolnić z obowiązku alimentacyjnego na rzecz rodzica. Tyle że krzywdy fizyczne łatwiej udowodnić, krzywd psychicznych nijak się nie da.
A co gdy rodzic swoją chorbę wykorzystuje by jeszcze bardziej wpędzić dziecko w poczucie winy. Czy mamy wtedy prawo się bronić? Jak się bronić?
Mój mąż ma właśnie taki dylemat. Od razu wyjaśniam, że zostawiam decyzję mężowi. Nie chcę w jakikolwiek sposób wpływać na to co zrobi, bo to jego matka i to on będzie musiał z tym żyć. Ale zastanawiam się co jest słuszne, jak powinien/powinniśmy postąpić i nie mam za bardzo z kim o tym porozmawiać.
Nie chcę tu szczegółowo rozpisywać się jakie to krzywdy wyrządziła matka męża, dość powiedzieć, że kilka lat temu kontakt został całkowicie zerwany a mąż "wyrzucony" przez matkę z rodziny, bo odważył się zerwać pępowinę i żyć samodzielnie swoim życiem.
Teraz dowiedzieliśmy się, że matka męża jest w szpitalu. Nie wiemy dokładnie co jej jest, bo mąż nie może się niczego dowiedzieć, wszystko owiane jest jakimś kombinowaniem i cenzurą. Dowiedzieliśmy się, że coś się dzieje przez dalekiego kuzyna, który przypadkowo coś wspomniał o raku. My mieszkamy za granicą, ojciec i rodzeństwo męża, którzy są na miejscu, zbywają męża, unikają tematu. Stosunki są kiepskie bo oni poniekąd obwiniają męża o konflikt z matką, o zburzenie rodzinnej harmonii, więc tymbardziej trudno się cokolwiek dowiedzieć. Wygląda jakby karali męża.
Mąż podejrzewa, że to matka zakazała go informować o czymkolwiek lub całkiem możliwe, że nawet ojciec i rodzeństwo nie znają całej prawdy, bo tak ta rodzina funkcjonuje.
Idą święta, będziemy w Polsce i mąż ma dylemat czy powinien tam pojechać i zobaczyć się z matką. Z jednej strony on wciąż ma do niej ogromny, nieprzerobiony żal, o to co zrobiła nam, co zrobiła jego młodszemu rodzeństwu, o to, że nawet teraz w chorobie są jakieś manipulacje i nie chce wchodzić w tę grę. Z drugiej strony, jeśli ona rzeczywiście jest poważnie chora i mąż tam nie pojedzie to jak potem spojrzeć sobie w lustro...
Nie umiem mu poradzić, zresztą absolutnie nie chcę narzucać swojej opinii.
Jeśli on zdecyduje, że chce tam pojechać w święta to ja będę miała dylemat czy chcę ją odwiedzić razem z mężem. Ta kobieta prawie wogóle mnie nie zna a przez lata obwiniała mnie o wszystko co najgorsze, zabranie jej syna, zmanipulowanie go, zniszczenie ich rodziny, zagarnięcie ich majątku (bo wzięliśmy ślub).
Współczuję jej, bo wiem, że ona też została skrzywdzona przez swoją matkę i w zasadzie tylko powiela ten sam schemat. Ale czy muszę? Z jednej strony nie mam najmniejszej ochoty jej widzieć ale z drugiej strony nie chcę zagrzebywać się w nienawiści, nie chcę pogłębiać przepaści i nie chcę utrudniać mężowi tej całej sytuacji.
Gdzieś głęboko łudzę się, że może to byłby jakiś przełom i szansa na naprawienie stosunków, może jeśli bym się przełamała, może gdybym namówiła męża na wizytę u niej. Ale zdaję sobie sprawę, że tylko się łudzę. Tak samo łudziłam się jak jechaliśmy zaprosić ich na nasz ślub. Najprawdopodobniej znów potraktowałabym mnie jak powietrze, jakby mnie tam wogóle nie było, więc po co mi to.
Patrzę na męża, jak on się miota i męczy z tą sytuacją i nie wiem, nie mam pojęcia co powinniśmy zrobić.