mmarrta
27.12.15, 23:40
Witam i proszę o opinie i radę, przede wszystkim p. Agnieszkę. Czuję się jakbym miała pętlę na szyi i nie wiem co robić, w która stronę się udać.
Jestem w związku (bez ślubu) od ponad 8 lat. Mamy dwójkę dzieci, 6 i 2 lata. Jak byłam w pierwszej ciąży mój partner zaczął grać w gry komputerowe. Najpierw to była jakaś gra na płycie, która miała początek i koniec, a później zaczął grać w jakąś grę sieciową i wtedy zaczął się dramat. Grał praktycznie cały swój wolny czas. Nie wiem czy w pracy też, ale w domu prawie non-stop. Wtedy też przestaliśmy w zasadzie robić cokolwiek razem. Wieczory, jak dziecko zasnęło wyglądały tak, że on siedział odwrócony do mnie tyłem i grał, a ja się miotałam. Prosiłam, błagałam, żeby coś ze mną zrobił, żeby się oderwał, ale on nie chciał. Czasem mi się udawało wyprosić seks.
Ja na początku odczuwałam ogromną rozpacz i ból, czułam się odrzucona, potem przyszła wściekłość, a potem powoli zaczęłam się od niego odcinać psychicznie. W druga ciążę zaszłam jak jeszcze mi na nim zależało i czułam, że mimo wszystko go kocham, chociaż miewałam już myśli o rozstaniu. W ciąży po raz pierwszy tak naprawdę rozważałam zakończenie związku, ale gryzłam się w język, bo wiedziałam, że byłoby mi szalenie ciężko.
Jak młodszy syn miał ok 2,5 miesiąca zaczął bardzo chorować i wtedy wzięłam go do łóżka, bo budził się co chwila, a ja nie byłam w stanie co chwila do niego wstawać, a partner przeniósł się do dużego pokoju. Seks był sporadyczny. Ostatnie mniej więcej cztery miesiące macierzyńskiego spędziłam z dziećmi na działce. Partner czasem do nas przyjeżdżał na weekend, ale miałam wrażenie, że szuka sobie raczej wymówek, żeby nie przyjeżdżać. atmosfera między nami była fatalna, on oczywiście cały czas grał i to był jedyny jego sposób na wolny czas.
Jak wróciłam po macierzyńskim do domu i do pracy to zaczęłam się powoli oswajać z myślą, że nic z tego nie będzie, że rozstanie nastąpi prędzej czy później. Oprócz dzieci nic nas nie łączyło, nic nie robiliśmy razem. On grał, ja miałam swoje hobby, dzieci i pracę. I tak to trwało. W czasie ostatnich wakacji nie spędziliśmy razem żadnego weekendu ani urlopu. Tylko ja z dziećmi, on raz wyjechał z nimi na tydzień.
We wrześniu tego roku nie poszedł ze mną na wesele mojej bliskiej koleżanki. Pojechałam sama i wtedy się chyba przelała czara goryczy. Po tym weselu założyłam sobie konto na portalu randkowym. Na początku chciałam sobie porozmawiać, chciałam jakiegoś zainteresowania ze strony mężczyzn, bo w domu od dawna tego nie miałam. Porozmawiałam sobie, poumawiałam się na jakieś kawy i w pewnym momencie nawiązałam znajomość z kimś, kto mi się spodobał, ale że mieszka za granicą to nie mieliśmy możliwości się spotkać. I przez przypadek partner mnie nakrył na tych rozmowach.
Była awantura, on miał pretensje, ja powiedziałam, że to konsekwencja jego wieloletniego grania i zaniedbywania mnie. Były rozmowy, łzy. On przestał grać (powiedział, że konto oddał koledze, nie zlikwidował) i chciał wszystko naprawiać. I tu się zaczyna mój problem, z którym sobie nie radzę. Mam taki wewnętrzny opór w stosunku do niego. Taką blokadę, której nie potrafię przezwyciężyć. Rozumowo chciałabym mieć pełną rodzinę, partnera, którego kocham, żeby dzieci miały oboje rodziców w domu, ale emocjonalnie nie potrafię się odblokować.
Pani Agnieszko, czy takie odblokowanie się jest możliwe? Cały czas mi krążą po głowie myśli czy da się wskrzesić miłość, której nie czuję do niego od bardzo dawna? Czy to zabrnęło za daleko - jego wieloletnie granie i ostatnio moje oszukiwanie go i kontakty z innymi? On nie zarabia zbyt dużo i w razie wyprowadzki (mieszkamy w moim mieszkaniu) stać go tylko wynajem kiepskiego pokoju, ale wtedy w zasadzie nie zostają mu żadne pieniądze, żeby dokładać cokolwiek do dzieci. Jak rozmawialiśmy o tej wyprowadzce to szkoda mi się go zrobiło, ale też odczułam taki paniczny strach jak sobie poradzę sama z dziećmi, z ich chorobami, z całą logistyką okołodziecięcą.
Przed długi czas byłam przekonana, że nic do niego nie czuję, a teraz w sumie nie wiem, ale jak np on mnie przytulał to cała sztywniałam, jak pomyślę o ewentualnym seksie z nim to zupełnie tego nie widzę. Czy da się to przezwyciężyć? Czy powinnam np iść na jakąś terapię indywidualną, a może razem dla par?