haumea
03.01.16, 21:07
Dziewczyny pomozcie mi prosze, bo sie miotam. Potrzebuje trzezwego spojrzenia z boku, moze ktos mial podobnie?
12 lat bylam w chorym, toksycznym zwiazku, pelnym manipulacji i przemocy emocjonalnej. Na poczatku myslalam, ze jak bede sie bardziej starac, bardziej kochac, doceniac, okazywac zrozumienie itp, to bedzie lepiej. Nie bylo. Potem myslalam, ze jak namowie meza na terapie, to pomoze mu uporac sie z demonami z przeszlosci, zobaczy kto naprawde popapral mu w glowie i przestanie mnie obwiniac za wszystkie swoje depresje, leki i niepowodzenia. Nie pomoglo. Nie pomogly tez leki dobrane przez psychiatre, za to staly sie swietnym narzedziem do wzbudzania we mnie strachu. Niewinne "Wiesz, chyba juz ze dwa dni nie biore X a Y tylko polowe." przyprawialo mnie o panike. I starania zeby w domu byl spokoj, zeby dzieci schodzily mu z drogi i zebym ja tez sie za bardzo ni wychylala, bo kto wie co moze sie zdarzyc.
Klamstwa czy trzeba czy nie, zaprzeczanie samemu sobie, negowanie faktow, robienie ze mnie wariatki, to wszystko bylo. Wycofanie emocjonalne, uzaleznienia... po paru latach juz wszystko krecilo sie wokol niego, a ja nauczylam sie rozpoznawac nadchodzace burze i albo im zapobiegac, albo robic cos, co wiedzialam ze zadziala jak zaplon, a im szybciej bedzie burza, tym szybciej bedzie lepiej.
Tak wiem, bylam glupia.
Rozwiodlam sie pare miesiecy temu.
Tylko teraz mam problem. Czy po tylu latach dostosowywania sie do gierek i manipulacji mam szanse na normalny zwiazek? Czy zawsze bede podejrzliwie analizowac kazda wypowiedz pod katem "Czy to aby nie jest manipulacja"? Czy blahe nieporozumienia bede od tej pory uwazac za dzwonki alarmowe?
I w koncu do rzeczy: mam przyjaciela, ktory jest mna zainteresowany. Mnie sie do zwiazku nie spieszy i on to rozumie, ale zawsze mam jego wsparcie i konkretna pomoc jak czegos potrzebuje. On deklaruje tez, ze mam czas na decyzje i ze on bedzie czekal ile bedzie trzeba. A ja nie wiem czy bede w ogole w stanie mu zaufac. Jak mam odroznic czy drobne spiecia o durnoty sa tylko drobnymi spieciami, czy powinnam im sie przyjrzec blizej bo moze to wierzcholek gory lodowej i moja intuicja mi o tym mowi, a ja to znowu zignoruje? Czy jak on mowi mi czesto jak bardzo mnie kocha, to tak czuje, czy to "bombardowanie miloscia" i droga do jakiegos ukrytego celu? Czy jak znajdujemy duzo wspolnych pogladow i zainteresowan, to jest to autentyczne, czy "technika lustra"?
Nie chce byc przewrazliwiona, podejrzliwa paranoiczka, ktora widzie drugie i trzecie dno tam gdzie nic nie ma. Ale z drugiej strony nie chce tez byc idiotka nie uczaca sie na wlasnych bledach, ktora po jednym zwiazku z kims zaburzonym wkreca sie w kolejny.
Czy juz zawsze bede szukac dziury w calym? Czy to faktycznie szosty zmysl probuje mi cos powiedziec?
Czy dam rade sama sie ogarnac czy potrzebuje profesjonalnej pomocy?
Dawno nie bylam tak zagubiona we wlasnych emocjach. Czy dam rade je uporzadkowac?