śmierć matki męża

07.01.16, 12:28
Witam,
Trafiłam na to forum szukając porady, bo mam kompletny mętlik w głowie i nie umiem sobie z tym poradzić i tego jakoś ogarnąć.

Jesteśmy małżeństwem od roku, mieszkamy za granicą. Męża rodzinę znam bardzo słabo, bo od dłuższego czasu mąż był skonfliktowany z matką i bardzo rzadko z nią nie rozmawiał.
Zaraz po świętach matka męża znalazła się w szpitalu, stan zaczął się gwałtownie pogarszać więc mąż wsiadł w samolot i poleciał do Polski. Już wtedy chciałam lecieć z nim, ale on nie chciał.
Teściowa zmarła w niedzielę. Jak tylko dostałam tę wiadomość od męża to oczywistym było dla mnie, że do niego dołączę jak najszybciej, by być z nim, wspierać, pomóc. Ale mąż nie chciał.
W rozmowach zdawał się w zasadzie normalny, opanowany, niezbyt poruszony całą sytuacją. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to może być taka maska, jeszcze może szoku, że tak szybko się wszystko stało. Mąż powiedział, że jak tylko będą znali datę pogrzebu to mi powie i wtedy przylecę, może w weekend, może w przyszłym tygodniu. Gdy powiedziałam, że to nie problem przyjechać wcześniej, załatwiłam w pracy wolne, chcę być przy nim w takiej chwili to się tylko na mnie zirytował, że nie ma takiej potrzeby i przecież mi już powiedział że najwcześniej w weekend. Więc siedzę i czekam. On tam a ja tu.
Jest mi z tym strasznie źle, czuję, że jako jego żona, jako ktoś kto go kocha powinnam tam być z nim, z jego rodziną, chciałabym tam być, wspierać go. Czuję się wykluczona z całej sytuacji i bardzo trudno jest mi to zrozumieć.
Jednocześnie staram się zrozumieć, że mąż ma prawo przeżywać tę stratę po swojemu, że to jego uczucia są teraz najważniejsze i muszę to uszanować. Jego relacja z matką była trudna, wiem, że nie zdążyli się pojednać przed jej śmiercią więc przypuszczam, że mąż został teraz z mnóstwem nierozwiązanych emocji i może stąd jego dziwne zachowanie.
Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć i gubię się w domysłach.

Ta śmierć mną bardzo poruszyła ale wiem, że to mąż i jego uczucia są teraz najważniejsze i nie chcę go naciskać ani przyjechać wbrew jego woli.
Ale przecież przysięgałam na dobre i na złe, śmierć matki to sytuacja w której nie wyobrażam sobie, żeby mój mąż nie przyjechał do mnie.
Proszę o jakąś poradę, jak sobie z tym poradzić. Mężowi oczywiście nic nie powiedziałam o moich rozterkach, nie chcę mu dokładać i dlatego gryzę się z tym sama.
Nie przeżyłam śmierci rodzica więc nie wiem co mąż może przeżywać, mogę sobie tylko wyobrazić. I może dlatego tak trudno mi zrozumieć, że nie chce mnie przy sobie w takim momencie.
    • ola_dom Re: śmierć matki męża 07.01.16, 12:39
      rita_margarita napisał(a):

      > Ale przecież przysięgałam na dobre i na złe

      Ale nie "na siłę".
      Mąż zdaje się dość wyraźnie dał znać, czego chce w tej sytuacji. Wie, że możesz przyjechać w każdej chwili, bo to mu jasno powiedziałaś i to jest bardzo ważne, żeby miał tę świadomość.
      Ale skoro z jakiegoś powodu nie chce Twojej obecności teraz - to widać nie chce. Może za jakiś czas dowiesz się, dlaczego wolał teraz być sam (bez Ciebie).
      • rita_margarita Re: śmierć matki męża 07.01.16, 12:57
        To prawda. Na poziomie logicznym to dla mnie jasne. Nie wcisnę mu przecież swojego wsparcia na siłę.
        Ale emocjonalnie jest mi z tym cholernie trudno.
        • ola_dom Re: śmierć matki męża 07.01.16, 13:29
          rita_margarita napisał(a):

          > Ale emocjonalnie jest mi z tym cholernie trudno.

          Bo to jest ogólnie trudna sytuacja. Jak każda śmierć w rodzinie, a dodatkowo tam, gdzie relacje były niedobre. Wtedy jest nie tylko trudno, ale też "dziwnie", przez co czasem może być trudniej.
        • kadfael Re: śmierć matki męża 07.01.16, 14:42
          Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że Twoja postawa jest bardzo egoistyczna? Chcesz coś zrobić, bo Tobie jest trudno. Ato przecież nie Ty w tej sytuacji jesteś najważniejsza i nie Tobie umarł rodzic.
        • molly_wither Re: śmierć matki męża 07.01.16, 17:18
          Jakies wyrzuty sumienia? Zona matki nie zastapi,choc niejednej sie wydaje,przynajmniej na poczatku malzenstwa ,ze tak jest.
    • apersona Re: śmierć matki męża 07.01.16, 13:46
      Strasznie dużo gadasz i same psychologicznie poprawne blablabla
    • paris-texas-warsaw Re: śmierć matki męża 07.01.16, 14:08
      Nie wiadomo, jakim człowiekiem jest Twój mąż, czemu się skłócił (Ty sama znasz dzieje jego życia i faktyczny powód?), czemu nie znasz (słabo znasz) rodziny etc. ale generanie, z uwagi, że sytuacja jest "niestandardowa" i "jednorazowa", a mąż ma bardzo konkretne od początku oczekiwania co do Ciebie i Twojego miejsca, to obstawiałabym coś, co nie jest związane z uczuciami po śmierci samej matki np. nie chce żebyś kontaktowała się z jego rodziną/kimś z tej rodziny/widziała jak funkcjonują, nie chce żeby oni się czegoś od Ciebie dowiedzieli (np. o tej relacji z matką?), nie chce podnosić "rangi" śmierci matki poprzez przyjazd z Tobą i ostatecznie, żeby nie było mu głupio przed Tobą zaprosi Cię na sam pogrzeb. Ciężko wróżyc z fusów... Możesz mu zaproponować, że jeśli chce być sam również na pogrzebie i zobacz, jak zareaguje.
      • paris-texas-warsaw Re: śmierć matki męża 07.01.16, 14:12
        A czemu Ciebie ta śmierć prawie obcej osoby tak poruszyła? Może męża wnerwia to, bo przecież był z matką skłócony. Może cos w deseń jak apersona pisze.
        • rita_margarita Re: śmierć matki męża 07.01.16, 15:12
          paris-texas-warsaw napisała:

          > A czemu Ciebie ta śmierć prawie obcej osoby tak poruszyła?

          Bo była kobieta, nie ma kobiety. Bo to matka człowieka, którego kocham (jaka nie była). Bo wiem, że odeszła zanim zdołali się pogodzić i te drzwi już na zawsze zostaną zamknięte. Bo widziałam jak przeżywają śmierć swoich rodziców inni ludzie i jaki to cios, nawet jeśli człowiek się go spodziewa. Bo jestem w stanie sobie wyobrazić jak on musi się czuć.
          Choć oczywiście mogę się mylić i mój mąż może nie przeżywa tej śmierci tak głęboko jak mi się wydaje....
      • rita_margarita Re: śmierć matki męża 07.01.16, 15:03
        paris-texas-warsaw napisała:

        > Nie wiadomo, jakim człowiekiem jest Twój mąż, czemu się skłócił (Ty sama znasz
        > dzieje jego życia i faktyczny powód?), czemu nie znasz (słabo znasz) rodziny etc.

        Znam męża od 7 lat, znam też powód i przebieg konfliktu (wersję męża oczywiście).
        Słabo znam rodzinę męża ponieważ on nie utrzymywał z nimi bliskich kontaktów, więc siłą rzeczy ja nie miałam okazji by jakąkolwiek więź z nimi zbudować.
        Mąż jest osobą zamkniętą w sobie, niechętnie mówiącą o emocjach czy się do nich przyznającą. Odnoszę wrażenie, że mąż umniejsza rangę tego wydarzenia, (a może tej rangi zwyczajnie nie ma) bo jak twierdzi on matki i tak od dawna nie miał.

        • singut Re: śmierć matki męża 07.01.16, 15:15
          W Polsce tradycyjnie pogrzeb jest +/- 3 dni po śmierci. Jeśli matka zmarła w niedzielę, to jesteś pewna,że pogrzebu jeszcze nie było?
          Czy w ogóle poznałaś rodzinę męża? byli na waszym ślubie?
          Bo wygląda jakby mąz nie chciał, żeby cię "wprowadzac" do tej rodziny i byś się z tymi ludźmi spotkała. Pytanie, czy dlatego, że to tamta rodzina faktycznie jest "taka zła" i mu krzywdę robili, czy dlatego, że mąż chce ci narzucić żebyś z nimi kontaktów nie miała.
    • edw-ina Re: śmierć matki męża 07.01.16, 14:24
      To się kupy nie trzyma - napisałaś, że chcesz wspierać męża, ale wygląda na to, że chcesz go tylko wspierać na swoich warunkach, tak, jak ty uważasz za słuszne, a nie jak on może potrzebować. Jeśli z jakiegoś powodu czuje potrzebę pożegnania się z matką sam na sam, to jest to wybór dorosłego człowieka, który trzeba uszanować. Nie ma czegoś takiego jak standardowa żałoba i standardowe zachowanie.
      Druga rzecz - bardziej skupiasz się na swoich uczuciach, na rzekomym odrzuceniu, aniżeli faktycznie na tym facecie. A punkt ciężkości problemu leży poza tobą. Jeśli on chce być sam, to to po prostu uszanuj, zamiast doszukiwać się kolejnych problemów i skupiać na poczuciu odrzucenia.
      • singut Re: śmierć matki męża 07.01.16, 14:44
        Właśnie tak wygląda, że to nie autorka by wspierała męża, ale on musiał hamować jej histeryczne emocje i się nią zajmować zamiast zając się rodzinnymi sprawami. Nie było bliskiej relacji między autorką a rodziną męża, autorka nie zabiegała o kontakty wcześniej, to chyba warto jemu zostawić do decyzji jak chce się z tą śmiercią pogodzić..
        • ola_dom Re: śmierć matki męża 07.01.16, 14:54
          singut napisała:

          > Właśnie tak wygląda, że to nie autorka by wspierała męża, ale on musiał hamować
          > jej histeryczne emocje i się nią zajmować zamiast zając się rodzinnymi sprawami.

          Też mi przyszło do głowy, czy to aby nie jest powód decyzji męża... Że i tak ma teraz sporo na głowie i nie ma czasu ani energii na żonę, która sprawia wrażenie mocno absorbującej.
        • rita_margarita Re: śmierć matki męża 07.01.16, 15:18
          singut napisała:

          > Właśnie tak wygląda, że to nie autorka by wspierała męża, ale on musiał hamować
          > jej histeryczne emocje i się nią zajmować

          Skąd wogóle wniosek, że to mąż musiałby się mną zajmować?
          Czy chęć bycia przy mężu po śmierci jego matki to naprawdę aż taka niedorzeczna histeryczna emocja? Bez przesady....
          • singut Re: śmierć matki męża 07.01.16, 15:25
            Bierzesz sobie za męża faceta nie utrzymującego kontaktów z rodziną, zamkniętego, emocjonalnie zblokowanego, skonfliktowanego rodzinnie i nie czującego potrzeby by o kontakty rodzinne dbać -
            to zapomnij o wizjach rodzinnej bliskości, dzielenia się każdym problemem, przeżywania bliższo- i dalszo- rodzinnych okazji wspólnie.
            To nie ten typ jaki sobie wyobrażasz. Lepiej się z faktem pogódź albo już wychowuj i panu odkręcać "zamkniętość" jesli ci się marzy mieć tę bliskość..


          • singut Re: śmierć matki męża 07.01.16, 15:44
            No i jeśli ci mąż mówi "przyjedź na sam pogrzeb" a ty chcesz jechać już i twierdzisz, że tobie jest ciężko bo czujesz się odrzucona a chciałaś sobie poprzeżywać razem z mężem tę sytuację - no to brzmisz niestety jak osoba emocjonalnie pijawkowata.
            Albo gdzieś pod skórą przeszkadza ci, że nie masz kontaktów z jego rodziną i pogrzeb chciałaś wykorzystać do nawiązania kontaktów lub pokazania się jako "oto ja ukochana i zaangażowana żona waszego brata/syna/kuzyna".
          • froshka66 Re: śmierć matki męża 07.01.16, 17:49
            Czy chęć bycia przy mężu po śmierci jego matki to naprawdę aż taka niedorzeczna histeryczna emocja?

            tak
            Tam, gdzie jest poszkodowany i cierpiacy to checi innych osób nie maja najmniejszego znaczenia. To tylko on dyktuje warunki jak mu pomagac.
      • rita_margarita Re: śmierć matki męża 07.01.16, 14:53
        edw-ina napisała:

        > To się kupy nie trzyma - napisałaś, że chcesz wspierać męża, ale wygląda na to,
        > że chcesz go tylko wspierać na swoich warunkach, tak, jak ty uważasz za słuszn
        > e, a nie jak on może potrzebować.

        Ależ nic takiego nie powiedziałam. Napisałam, ze szanuję uczucia męża i zrobiłam tak jak sobie życzy- nie pojechałam do niego. Czyli przecież właśnie "wspieram go" tak jak on potrzebuje, czyli zostawiając go samego.

        A że mam wątpliwości, a że w związku z tym też coś przeżywam, czy to takie dziwne?
        Byłam wychowana tak, że w trudnych chwilach rodzina, najbliższe osoby są razem, to jest dla mnie oczywiste i odruchowe zachowanie, stąd moje rozterki. Ale to przecież nie oznacza, że zmuszam męża by odczuwał "na moich warunkach".


        > Druga rzecz - bardziej skupiasz się na swoich uczuciach, na rzekomym odrzuceniu
        > , aniżeli faktycznie na tym facecie.

        Nie uważam, że "bardziej". W jaki sposób to zmierzyłaś?
        Owszem nie napisałam tyle samo zdań o uczuciach męża bo to przecież oczywiste, że to jego najbardziej ta sytuacja dotyczy i to jest jego bolesna strata. Przyszłam tu z dylematem i postarałam się go zwięźle opisać, bez trzech akapitów o mężu dla równowagi. Ale to, że nie piszę o żałobie męża nie oznacza przecież z automatu, że mnie nie obchodzi i że skupiam się tylko na sobie.

        • edw-ina Re: śmierć matki męża 07.01.16, 15:21
          Jeżeli powiem mężowi: potrzebuję czasu dla siebie, to otrzymam odpowiedź: ale kilku godzin, dnia, czy kilku dni, bo z tygodniem już sobie raczej nie poradzę. A nie odpowiedź: oczywiście, szanuję twoją potrzebę, ale mnie wychowano tak, że małżeństwa się nie rozstają nawet na chwilę i w ogóle potrzeba samotności zakrawa mi na jakąś paranoję.
          Innymi słowy - każdemu według jego potrzeb, a nie według tego, co nam się wydaje. Jesteś dorosła, możesz najzwyczajniej w świecie zająć się przez kilka dni sobą, pracą, hobby, albo godzinami leżeć w wannie i słuchać muzyki, a kiedy wróci mąż być po prostu otwartą na niego osobą. Rozkminianie wszystkiego, każdego zachowania i każdej potrzeby nie doprowadzi do zrozumienia i lepszej jakości związku. Czasami trzeba coś przyjąć takim, jakim jest i już.
          • rita_margarita Re: śmierć matki męża 07.01.16, 15:51
            edw-ina napisała:

            > A nie odpowiedź: oczywiście, szanuję twoją potrzebę, ale mnie wychowano tak, że
            > małżeństwa się nie rozstają nawet na chwilę i w ogóle potrzeba samotności zakr
            > awa mi na jakąś paranoję.


            Ale dlaczego znów przekręcasz moje wypowiedzi?
            Nigdzie nie napisałam, że zostałam wychowana tak, że małżeństwa nie rozstają się ani na chwilę, nigdzie nie napisałam, że potrzeba samotności zakrawa na paranoję.
            • edw-ina Re: śmierć matki męża 07.01.16, 15:53
              hmm.., to była metafora.
              • rita_margarita Re: śmierć matki męża 07.01.16, 16:07
                niezbyt trafiona, bo mówię o sytuacji dość ekstremalnej jaką jest śmierć rodzica a nie wyjeździe męża z kolegami na grilla.

                Dziwi mnie też ten agresywny i napastliwy ton wypowiedzi oraz przypisywanie mi samych negatywnych intencji. O histerycznych emocjonalnych pijawkach nie wspomnę. Na forum które rzekomo ma doradzać i pomagać w trudnych życiowych problemach. Gratuluję empatii drogie panie.

                Zastanawiam się czy tak samo zimne i pozbawione współczucia byłybyście gdyby to chodziło o Waszego własnego męża.
                • zuzi.1 Re: śmierć matki męża 07.01.16, 16:27
                  Ale bierzesz w ogole pod uwage, ze facet twierdzacy ze matki od dawna nie ma, moze nie przezywac po niej zaloby wcale?I wowczas jakie wsparcie masz na mysli? Jesli miedzy nimi od dawna nie bylo zadnej relacji, to z okazji jej smierci tez zadnych emocj. wznioslych przezyc nie bedze.
                  • molly_wither Re: śmierć matki męża 07.01.16, 17:25
                    Chyba sobie zarty robisz? Matka to matka.Nie wychowywal go dom dziecka, tak mniemam. Wlasnie bardziej przezywa sie strat rodzica, z ktorym nie pojednalo sie, bo towarzyszy temu poczucie winy.Chyba ,ze jest zimnym draniem.Wowczas nie rozumiem troski autorki.
                    • zuzi.1 Re: śmierć matki męża 07.01.16, 17:38
                      Nie zawsze wystepuje w takiej sytuacji poczucie winy i nie kazdego marzeniem jest sie z matka w tak trudnej sytuacji jednac przed smiercia. Czasem sprawy zajda tak daleko, ze NIKT o zadnym pojednaniu nie pomysli. Zeby stwierdzic, ze sie rodzica od dawna nie ma, to trzeba miec mu naprawde wiele do zarzucenia. W sytuacji smierci matki ten czlowiek moze odczuwac ulge, ze jej juz nie ma na tym swiecie. Wiec moze nie byc za bardzo w czym go wspierac.
                  • rita_margarita Re: śmierć matki męża 07.01.16, 19:49
                    zuzi.1 napisała:

                    > Ale bierzesz w ogole pod uwage, ze facet twierdzacy ze matki od dawna nie ma, m
                    > oze nie przezywac po niej zaloby wcale?I wowczas jakie wsparcie masz na mysli?
                    > Jesli miedzy nimi od dawna nie bylo zadnej relacji, to z okazji jej smierci tez
                    > zadnych emocj. wznioslych przezyc nie bedze.


                    Zuzi, tak, szczerze mówiąc biorę to pod uwagę. Wiem jak dużo żalu mąż miał do matki. Jak rozmawialiśmy przed jego odlotem to powiedział, mi że nie spodziewa się cudu pojednania a już prędzej pretensji pod swoim adresem.
                    Jak rozmawiałam z nim dzień po jej śmierci to mówił mi że już biorą się za porządkowanie rzeczy matki. DZIEŃ po jej śmierci.... Dla mnie to było bardzo dziwne, że tak szybko, ale znów, biorę pod uwagę, że różnie ludzie sobie radzą.
                    • zuzi.1 Re: śmierć matki męża 07.01.16, 20:11
                      Zastosuj sie do tego o co Cie prosi maz. Moze kiedys przyjdzie taki moment, ze Ci szczerze o swoich relacjach rodzinnych opowie. Ty filtrujesz jego rzeczywistosc przez swoje filtry zdrowej rodziny, a w rodzinach zaburzonych obowiazuja zupelnie inne relacje i zasady. Poczytaj sobie na tym forum watki nt. toksyczna matka, rodzice, ludzie a zrozumiesz z jakim typem matki mial zapewne do czynienia Twoj maz. Wtedy zrozumiesz jego aktualne zachowania.
                      • zuzi.1 Re: śmierć matki męża 07.01.16, 22:40
                        Gdybys chciala jakies ksiazki na ten temat przeczytac to np. Toksyczni rodzice, Matki ktore nie potrafia kochac.
                        • zuzi.1 Re: śmierć matki męża 07.01.16, 23:03
                          W necie dobrze zjawisko wyjasnia strona: sonsofnarcissisticmothers.org.
                • edw-ina Re: śmierć matki męża 07.01.16, 16:44
                  Napastliwe jest powiedzenie, że to metafora? Odniosłam się do siebie i swojej relacji, a nie do ciebie. Z premedytacją wyciągnęłam coś mało standardowego, jak choćby moja silna potrzeba czasu wyłącznie dla siebie i zwykłego szacunku i niedoszukującego się niczego dodatkowego zrozumienia, jakie okazuje w tym względzie mój mąż. Była to sugestia, w którą stronę iść wyrażona słowami nieco innymi, niż: zrób tak.
            • ola_dom Re: śmierć matki męża 07.01.16, 15:54
              rita_margarita napisał(a):

              > Nigdzie nie napisałam, że zostałam wychowana tak, że małżeństwa nie rozstają się ani na
              > chwilę, nigdzie nie napisałam, że potrzeba samotności zakrawa na paranoję.

              To bardziej między wierszami można wyczytać.
    • paris-texas-warsaw Re: śmierć matki męża 07.01.16, 15:59
      Zakładając, że jesteście dobrym małżeństwem bez jakiegoś ostrego czy mniej ostrego konfliktu, to wg mnie zachowanie męża nie jest "ok". Długo by pisać, ale uważam, że nigdy nakazanie komuś, że ma być tam czy siam nie jest ok. Poza tym nie jest z Tobą szczery - inna sprawa Ty nie pytasz, a ja bym pytała. Generalnie nie zgadzam się z większościa opinii na forum uważających Twoje domysły za coś dziwnego, zwłaszcza w tak bliskiej relacji. Ja im dłużej żyję i czytam forum, utwierdzam się w opinii, że powinno się jak najlepiej poznać rodzinę partnera i przynajmniej ca wiedzieć, co nas "czeka". Wątpię, by skłócenie z matką nie odbijałao się na czlowieku, a co za tym idzie na jego małżenstwie.
      • kadfael Re: śmierć matki męża 07.01.16, 16:11
        Oczywiście, że warto porozmawiać i dowiedzieć się skąd taka postawa męża, ale może niekoniecznie teraz jest dobry moment na rozkminianie tego?
        Teraz autorka po prostu powinna uszanować wole męża i pojechać na sam pogrzeb.
    • asia_i_p Re: śmierć matki męża 07.01.16, 16:11
      Może się wkurzać, bo standardową reakcją (matka ci umarła, więc cię wesprę) w relacji niestandardowej (syn z matką skłóceni przez parę lat aż do śmierci matki) "wymagasz" od niego standardowych uczuć. Twoją gotowość wsparcia go w żalu mąż może odbierać jako nacisk, żeby ten żal czuł, wciskanie go w rolę załamanego śmiercią matki syna. Może się bać, że jeżeli nie okaże dość żalu, wyjdzie na nieczułego.
      • haneke_29 Re: śmierć matki męża 07.01.16, 18:23
        Mysle, ze jestes najblizej prawdy. Borac pod uwage jeszcz podejscie zony do tematu (bo to jeden z najgorszych momentow w zyciu, itp), maz moze nie chciec obnosic sie ze swoim 'niedostatecznie' wielkim żalem lub jego brakiem...
      • rita_margarita Re: śmierć matki męża 07.01.16, 19:56
        asia_i_p napisała:

        > Może się wkurzać, bo standardową reakcją (matka ci umarła, więc cię wesprę) w r
        > elacji niestandardowej (syn z matką skłóceni przez parę lat aż do śmierci matki
        > ) "wymagasz" od niego standardowych uczuć. Twoją gotowość wsparcia go w żalu mą
        > ż może odbierać jako nacisk, żeby ten żal czuł, wciskanie go w rolę załamanego
        > śmiercią matki syna. Może się bać, że jeżeli nie okaże dość żalu, wyjdzie na ni
        > eczułego.


        Asia, dziękuję za ten komentarz, nie myślałam o tym w ten sposób... może rzeczywiście coś w tym jest. Może rzeczywiście z automatu założyłam, że mąż będzie "w rozpaczy" a on w tej rozpaczy nie jest.
    • molly_wither Re: śmierć matki męża 07.01.16, 17:16
      Dlaczego nic nie zrobilas,kiedy tesciowa zyla,zeby pojednac meza z jego matka? Jak tak mu wspolczujesz to trzeba bylo dazyc do naprawienia stosunkow,kiedy zyla. Daleka jestem od oskarzania,ale sama jestem matka doroslego dziecka i gdyby taka sytuacja spotkala mnie i syna to chyba bym sie rozchorowala i z tej zgryzoty umarla.
      • sabina211 Re: śmierć matki męża 07.01.16, 18:07
        A co można zrobić żyjąc w różnych krajach, zwłaszcza gdy konflikt trwa od dawna, mąż nieskory do zwierzeń? Może jeszcze gdyby teściowa poważnie chorowała od dawna, ale w takiej sytuacji to w pełni rozumiem autorkę wątku. I o ile rzeczywiście każdy ma prawo przeżywać żałobę po swojemu, to jednak takie wzorce zachowań przenosi się (przeważnie) do swojego związku i ciężko wtedy liczyć na zrozumienie w adekwatnej sytuacji. I są takie <<kwiatki<< jak u teściów mojej siostry, gdzie teść absolutnie wyśmiał pomysł rezygnacji z zagranicznych wczasów kilka dni po pogrzebie (niespodziewana śmierć) matki żony, bo co tam rozgrzebywać...
        • amb25 Re: śmierć matki męża 08.01.16, 08:50
          Ja mysle, ze on bardzo przezywa smierc matki, tylko skoro sytuacja byla trudna dusi tez zal w sobie (bo skoro byl sklocony to raczej zalu nie powinien okazywac) i moze teraz nie chce sie przyznac do tego, ze choc byl sklocony z matka to jednak ta smierc nim wstrzasnela. No i nie chce zebys widziala go w tym stanie. Moze dla niego to oznaka slabosci. Rodzina, ktora jest tak sklocona nie jest normalna, jakies dysfunkcje tam musialy byc a to sie przekalda na zachowania w doroslym zyciu.
          Nie wiem co masz zrobic.
      • rita_margarita Re: śmierć matki męża 07.01.16, 19:37
        molly_wither napisał(a):

        > Dlaczego nic nie zrobilas,kiedy tesciowa zyla,zeby pojednac meza z jego matka?

        Skąd wiesz, że nie zrobiłam? Wysuwasz oskarżenia nie znając faktów.
        Próbowałam ja i mąż też próbował. Niestety, ale to dorośli ludzie i ja do niczego ich zmusić nie byłam w stanie. Oni oboje są uparci, ale mąż przynajmniej wyciągał do niej rękę a ona konsekwentnie go odrzucała.
        • paris-texas-warsaw Re: śmierć matki męża 07.01.16, 20:51
          Myślę Rita, że jeśli odbierasz jako oskarżenie absurdalny zarzut, że nie dążyłaś do pogodzenia męża z jego matką, to sama masz problem, że tak to napiszę. Czemu dążyłaś do ich pogodzenia? Jesli nie czytałaś, to poczytaj posty veronikaniebieska (czy też weronika...). Ten sam motyw tam był i te same problemy (ona nawet obrażona, jeździła do przyszłej teściowej etc.). To w ogóle chyba nie Twoja rola. Ja poza tym osobiście uważam, że żaden normalny rodzic nie jest się w stanie obrazić na dziecko na tyle, by nie przyjąć przeprosin i nie chcieć się widzieć. Myślę, że matka była zaburzoną osobą, chyba, że Twój mąż by zrobił coś ekstremalnego (i to w obrębie rodziny - z kategorii zgwałcił siostrę czy zabił dziadka, ale jest na wolności, więc rozumiem, że to nie ta skala problemu).
          Nadal myślę, że mąż ma jakieś swoje powody, jeśli przeżyłby już tę żałobę i nie miał nic do ukrycia, to by było mu obojętne, czy jedziesz z nim, czy nie. Znam dwie osoby, które faktycznie były dość obojętne po śmierci swoich rodziców, ale jedna z nich była po długiej terapii po rodzicu praktycznie z ciężkiej patologii, a druga nie miała od lat kontaktu z rodzicem (od wczesnego dzieciństwa i nie miała chyba jakiejś więzi w ogóle z tym rodzicem wyrobionej).
          • paris-texas-warsaw Re: śmierć matki męża 07.01.16, 20:56
            A w ogóle to nie jestescie siostrami syjamskimi?
            • wiedzma.zla.nr1 Re: śmierć matki męża 08.01.16, 07:47
              Mam wrażenie ze to ta sama osoba.
              Styl pisania podobnie wyważony, rozumiejący
              • rita_margarita Re: śmierć matki męża 08.01.16, 11:57
                Przeczytałam tamten wątek, rzeczywiście jest kilka podobieństw. Cóż, przynajmniej nie stwierdziłyście, że jestem trollem z jednym wpisem :)
          • rita_margarita Re: śmierć matki męża 07.01.16, 22:00
            paris-texas-warsaw napisała:

            > Myślę Rita, że jeśli odbierasz jako oskarżenie absurdalny zarzut, że nie dążyła
            > ś do pogodzenia męża z jego matką, to sama masz problem, że tak to napiszę. Cze
            > mu dążyłaś do ich pogodzenia?


            Jejku... użyłam słowa "oskarżenie" parafrazując molly a nie dlatego, że faktycznie uważam to za oskarżenie.
            Naprawdę, weźcie poprawkę, że w zwięzłym poście na forum trudno przekazać wszystko dokładnie tak jak jest. Każde słowo można zinterpretować na kilka różnych sposobów (zależnie do filtra interpretującego również).
            Nie dażyłam na siłę do pogodzenia ich, nie chciałam się w to wtrącać bo to były ich rodzinne sprawy.
            Molly zarzuca mi, że NIC nie zrobiłam, Paris zarzuca mi, że zbytnio nakłaniałam... Co jest absurdalne, bo żadna z Was nie była i nie widziała. Uważam, że zrobiłam tyle ile było właściwe i nie przekraczające granic. Nie o tym jednak jest ten wątek.
            • paris-texas-warsaw Re: śmierć matki męża 07.01.16, 22:41
              Ani nie zarzucam, ani godzinami nie dobieram słów:) Same działania mające na celu pogodzenie kogoś z nieznaną prawie osobą, jak pisałaś, która odrzuca przeprosiny (? ciekawe za co), już lokują jakoś te działania. Z jakichś względów zależało Ci na ich pogodzeniu, a kogoś innego sfochowana teściowa oddziałująca negatywnie na partnera by wnerwiała i generalnie budziła niechęć (np.moją). Przybyła skłócona na ślub, czy nie przybyła, tak jak umarła obrażona - jak rozumiem nie przybyła, bo by nie była wciąż skłócona. Myślę, że dla takiego syna to wbrew pozorom łatwiej, jesli matka taka była zajadła i na łożu śmierci, bo łatwiej dojdzie i utrwali sobie poziom zaburzenia, a w przypadku pogodzenia miałby większy dysonans poznawczy, czy jakie tu słowo pasuje.
          • froshka66 Re: śmierć matki męża 08.01.16, 12:01
            paris-texas-warsaw napisała:
            Nadal myślę, że mąż ma jakieś swoje powody, jeśli przeżyłby już tę żałobę i nie miał nic do ukrycia, to by było mu obojętne, czy jedziesz z nim, czy nie.
            Mężowi wolno być samemu nawet na pogrzebie matki i nie musi się z tego tłumaczyć:
            In a free country , there is no requirement to show “need” to exercise a right.
            • paris-texas-warsaw Re: śmierć matki męża 08.01.16, 21:42
              Pewnie, że może mąż się z niczego "nie tłumaczyć", ale wszystko ma swoje konsekwencje. Rita pisała, że mąż się na nią zirytował i w sumie to on "zarządził", jak ma być, że "nie ma potrzeby, żeby była". Nie podobałoby mi się takie działanie, to jest zupełnie co innego niż np. powiedzenie wprost, że nie chce, żeby tam była, ale nie chce podawać powodów i prosi, żeby to uszanowała i w ogóle nie przyjeżdżała. Dla mnie pierwsze zachowanie to taki rodzaj quasi-manipulacji, natomiast drugi - właśnie bez tłumaczenia, ale jasny, jest ok.

              Co dokładnie mąż Rity tam robi, to nie wiem. Gdyby to był mąż Veroniki, to bym podejrzewała, że dzień po śmierci robią porządki w papierach, pogrzeb i stypę finansuje oczywiście odrzucony brat, z uwagi na wspaniałomyślność ojca i podniosłość chwili podejmuje decyzję, że teraz bez pieniędzy matki będzie dosyłał większe pieniądze co miesiąc, przy okazji poszedłby do notariusza zrzec się spadku po matce (zwłaszcza jeśli w grę wchodziłby ten dom, na którego remont wziął kredyt, a Veroniki by tez pewnie nie brał, żeby w takiej chwili dodatkowo nie wzbudzać niepotrzebnych emocji). Istnieje tylko obawa, że przyklepany podniosłościa chwili nowy związek z ojcem spowoduje anulowanie żalów o jazdy matki i ojca, a tylko konsekwencje psychiczne dla męża zostaną i będą w nim sobie działały.
              W ogóle to bardzo fajny ten link Zuzi o son of narcistic mother. Bardzo fajna podstrona o typach ojców, w takich układach.
              • froshka66 Re: śmierć matki męża 08.01.16, 21:49
                ja sie z w/w postem zgadzam.
                tylko nie było żadnych innych informacji pt ? ?mąż z pewnością kupuje ubrania żałobne całej rodzinie bo jak zwykle go wykorzystują..
                tez dlatego nic takiego lub innego nie zakładałam.
                Jezeli jest inne dno - to nikt o nim na forum nie wie
      • ola_dom Re: śmierć matki męża 07.01.16, 20:21
        molly_wither napisał(a):

        > Dlaczego nic nie zrobilas,kiedy tesciowa zyla,zeby pojednac meza z jego matka?

        Nie ma to jak molly przyjdzie i coś napisze :D
        Zawsze można na nią liczyć....:>
    • nunu12 Re: śmierć matki męża 08.01.16, 10:15
      W zasadzie jakiej porady szukasz? Jak to rozumieć? Ja bym rozumiała to tak, że mąż chce Cię izolować od swojej rodziny. Albo chce Cię chronić przed nimi, albo ta rodzina Ciebie nie akceptuje i on chce uniknąć dodatkowych nieprzyjemnych sytuacji. Jednak nie jest to normalne, aby żona nie towarzyszyła mężowi w takim momencie.
      • rita_margarita Re: śmierć matki męża 08.01.16, 12:00
        Nunu, tak właśnie o to mi chodzi. Jak to zrozumieć, czy to jest normalne (o ile są jakieś normy w takiej sytuacji). Czy ktoś kto stracił rodzica przeżywał to w podobny sposób i też nie chciał małżonka koło siebie? Czy mój odruch by być z mężem jest aż tak dziwny i nienormalny? Może oczekiwałam, że ktoś się odezwie i napisze, że też tak miał i po śmierci rodzica nie chciał wsparcia i obecności męża/żony.
        Spodziewałam się krytyki, że jeszcze do niego nie poleciałam, nawet wbrew jego woli, bo coś takiego od kilku dni nadaje mi moja matka.
        Odbieram zachowanie męża jak izolację od swojej rodziny, z drugiej strony jak widać wiele osób tutaj uznało, że histeryzuję i przesadzam.
        Tymczasem gdy z nim rozmawiam przez telefon to brzmi to najbliżej do tego co napisała Asia. On zupełnie nie brzmi jak osoba pogrążona w głębokim żalu i rozpaczy i zwyczajnie nie widzi potrzeby abym przylatywała go wspierać czy pomagać, bo nie ma w czym.
        • froshka66 Re: śmierć matki męża 08.01.16, 12:03
          Nie ma czegos takiego jak "normalne" i "nienormalne" przezywanie żałoby.
          Jak juz pisałam - po prostu po powrocie zapytaj męza.
        • froshka66 Re: śmierć matki męża 08.01.16, 12:11
          Nunu, tak właśnie o to mi chodzi. Jak to zrozumieć, czy to jest normalne (o ile są jakieś normy w takiej sytuacji).
          Jak już napisałam – nie ma normy

          Czy ktoś kto stracił rodzica przeżywał to w podobny sposób i też nie chciał małżonka koło siebie?
          Tak znam taka sytuacje

          Czy mój odruch by być z mężem jest aż tak dziwny i nienormalny?
          Nie dziwny i nienormalny – raczej: nadmierny

          Może oczekiwałam, że ktoś się odezwie i napisze, że też tak miał i po śmierci rodzica nie chciał wsparcia i obecności męża/żony.
          Nie wiem czego może oczekiwałaś…. Może trzeba było napisać czego potrzebujesz, to może by ktoś odpowiedział może z twoimi oczekiwaniami

          Spodziewałam się krytyki, że jeszcze do niego nie poleciałam, nawet wbrew jego woli, bo coś takiego od kilku dni nadaje mi moja matka.
          - to coś pomiędzy bardzo słabym dowcipem a skrajnym brakiem szacunku do męża… Gdyby mi ktoś taką wizytę „wbrew” złożył byłaby niezła jazda, włącznie z wywaleniem za drzwi.

          Odbieram zachowanie męża jak izolację od swojej rodziny, z drugiej strony jak widać wiele osób tutaj uznało, że histeryzuję i przesadzam.
          Może i mąż wie co robi, ze cię izoluje… ;) po prostu go grzecznie zapytaj po powrocie

          Tymczasem gdy z nim rozmawiam przez telefon to brzmi to najbliżej do tego co napisała Asia. On zupełnie nie brzmi jak osoba pogrążona w głębokim żalu i rozpaczy i zwyczajnie nie widzi potrzeby abym przylatywała go wspierać czy pomagać, bo nie ma w czym.

          Jasny komunikat, grzeczny i nie widzę problemu, żeby tego nie szanować.
    • froshka66 Re: śmierć matki męża 08.01.16, 11:46
      Odniosę się jeszcze raz do istoty wątku
      Mnie jest źle, kiedy nie towarzysze mężowi w żałobie/jego trudnej chwili
      1.
      Jak ktoś ma trudne chwile, kłopoty żałobę itp. – to on dyktuje jak należy mu pomagać. Bo pomoc to jest służenie i ulżenie drugiej osobie na jej warunkach a nie dbanie o własne samopoczucie „jaka jestem wyrąbista, że pomagam innym i tak wspaniale pomogłam i podniosłam na duchu”
      2.
      Dlatego tez stwierdzenie „źle się czuje, bo nie mogę być blisko kiedy on powinien mnie potrzebować” nie świadczy o jakiejkolwiek chęci pomocy, tylko o bezmiernym egocentryzmie.
      „Nogę złamał, no to teraz ja się pochwale jak wspaniale gotuje i jaka jestem świetna i jak mu te rosołki gotuje”
      Fakt, że potrzebne jest choremu akurat 25 PLN na taksówkę zamiast 4,5 litra zupy nikomu do głowy nie przychodzi.
      Bo to nie chory jest ważny, tylko JA
      3.
      Pytanie : dlaczego twój maż nie potrzebuje /chce twojej pomocy i obecności podczas wizyty u rodziny?
      Nie zadaj na forum - tylko mężowi
      Jak wróci do domu, zapytasz się najpierw:
      Czy to jest dobry czas, żebyśmy mogli porozmawiać o śmierci twojej mamy?
      A później, jak potwierdzi to zapytaj czy może ci powiedzieć dlaczego i czy to ma cos wspólnego z tobą czy nie?
      I słuchaj odpowiedzi.
      Pytanie:
      Jak mogłeś być tak nieczuły i nie zabrać mnie abym ci pomagałą – nie jest pytaniem, jest egoistycznym zarzutem.
      • froshka66 Re: śmierć matki męża 08.01.16, 11:48
        PS
        dyskusja pt
        jak moge/mogłam wpłynąc na relacje meża z matką uwążam z humorystyczne.
        Jak rozumiem mąż ma 18 at skończone i chyba jest twoim partnerem a nie dzieckiem, wiec słuzsznie od tej relacji trzymałaś sie z daleka.
        Jakiekolwiek wyrzuty sumienia z tego powodu "nie dosc dbałam aby mężuś jeździł do mamusi" postrzegam w kategorii - słaby dowcip.
      • rita_margarita Re: śmierć matki męża 08.01.16, 12:34
        froshka66 napisała:

        > Mnie jest źle, kiedy nie towarzysze mężowi w żałobie/jego trudnej chwili
        > 1.
        > Jak ktoś ma trudne chwile, kłopoty żałobę itp. – to on dyktuje jak
        > należy mu pomagać. Bo pomoc to jest służenie i ulżenie drugiej osobie na jej w
        > arunkach a nie dbanie o własne samopoczucie „jaka jestem wyrąbista
        > , że pomagam innym i tak wspaniale pomogłam i podniosłam na duchu”


        Całkowicie się z tym zgadzam i nie zamierzam kogokolwiek uszczęśliwiać na siłę.
        Nie wiem dlaczego to cały czas umyka, ale przecież wyraźnie napisałam, że uszanowałam życzenie męża, uważam, że ma prawo to przeżywać po swojemu i nic mu w tej kwestii nie narzucam ani nie robię mu żadnych wyrzutów.
        Bynajmniej nie chodzi mi o to by się pokazać jaka to jestem wyrąbista i wspierająca, co po raz kolejny jest mi tu wciskane. Jest tak jak on sobie zażyczył.
        Co nie znaczy, że nie mam prawa do własnych odczuć czy wątpliwości w tym temacie. I to tymi wątpliwościami się tutaj podzieliłam.


        > „Nogę złamał, no to teraz ja się pochwale jak wspaniale gotuje i jaka je
        > stem świetna i jak mu te rosołki gotuje”

        Można też rosół ugotować bo zwyczajnie się wie, że mąż nie może sam wstawać a coś jeść musi. Kwestia spojrzenia. Dla mnie nie ma to nic wspólnego z potrzebą chwalenia się jaka jestem świetna tylko jakąś elementarną troską o bliską osobę.

        • froshka66 Re: śmierć matki męża 08.01.16, 13:07
          A jak ktoś jasno mówi:
          nie gotuj mi rosołków / nie przyjeżdżaj
          To co ?
          To wiesz lepiej, ze rosołki mu potrzebne?
          Jest mi z tym strasznie źle, czuję, że jako jego żona, jako ktoś kto go kocha powinnam tam być z nim, z jego rodziną, chciałabym tam być, wspierać go.
          Czuję się wykluczona z całej sytuacji i bardzo trudno jest mi to zrozumieć. Proszę o jakąś poradę, jak sobie z tym poradzić

          Czyli:
          Tak strasznie chce rosołki gotować, a on ich nie chce….
          No nie chce, wolno mu.
          Chyba, że temat wątku to nie :
          „Jak dziwny jest mój maż ,,że nie chce mojej pomocy i wsparcia w żałobie”
          Ale
          „Jak sobie poradzić z własnymi uczuciami , że potrzebuje być potrzebna?”
          Ale to już zupełnie inne pytanie.
        • pade Re: śmierć matki męża 08.01.16, 13:20
          Mnie w tym wątku najbardziej zafrapowało to, że Ty ze swoją potrzebą bliskości, dzielenia się emocjami, wybrałaś męża, który jest od tego daleki.
          Może nad tym się teraz zastanów?
          • nammkha Re: śmierć matki męża 08.01.16, 21:29
            Myślę, że rzeczywiście powinnaś się zastanowić nad swoimi własnymi emocjami. Froshka66 i pade bardzo trafnie to podsumowały, aczkolwiek pade podsuwa tu o wiele głębiej idące pytanie, niż kwestie poruszone przez Ciebie w Twoim wątku. Dlaczego tak trudne jest dla Ciebie czuć się odsuniętą na dalszy plan chociaż tylko na chwilę? Dlaczego przejmujesz się tym, co mówi na ten temat Twoja mama? Jakie jest Twoje zdanie na ten temat? Też jestem zdania, że wolę męża należy w tym momencie uszanować i ewentualnie czekać, aż sam przyjdzie i będzie chciał się podzielić emocjami.
        • bergamotka77 Re: śmierć matki męża 08.01.16, 14:21
          daj facetowi spokoj bo jest wkurzajaca zonkosia. Gdy zmarl tata meza on sam pojechal sie z nim pozegnac i byl na pogrzebie sam, bo ja nie moglam z zagranicy dojechac, tak wspolnie ustalilismy. Nie narzucalam mu sie, doskonale go rozumialam, ze chce byc sam - ja bylam wsparciem na odleglosc, gdy potrzebowal, on mial czas zajac sie zalamana mama i siostra i przezyc zalobe. Ile ty masz lat rita ze musisz byc caky czas w centrum uwagi?
    • z_pokladu_idy Re: śmierć matki męża 08.01.16, 17:35
      Mam wrażenie, że boisz się, że przez tę całą sytuację okaże się, że nie jesteś najważniejsza dla męża. Twoje doświadczenia i wychowanie mówią Ci, że w takich chwilach otaczamy się najbliższymi i potrzebujemy ich wsparcia, a mąż wcale tego nie oczekuje. Weźmy jednak pod uwagę fakt, że on się wychował w innym środowisku i dla niego ta bliskość w tej sytuacji może nie jest ani oczywista, ani potrzebna. Dodatkowo konflikt z matką może sprawiać, że wcale nie traktuje jej śmierci jako bardzo smutnego wydarzenia i tym bardziej nie chce Cię fatygować.
      A może być też tak, że oddziela grubą krechą tamtą toksyczną rodzinę od nowej - Ciebie, żeby nie 'skazić' Waszego związku. Pojechał zakończyć pewne stare sprawy, które należą do jego starego życia.
      Jeśli między Wami wszystko jest w porządku na co dzień, to bym sobie te rozterki odpuściła, bo to tak naprawdę nie Twoja żałoba.
      Sama też nie uczestniczyłam w pogrzebie zmarłego przyjaciela mojego męża z dzieciństwa. Ledwie go znałam, nie należał do naszego (mojego i męża) świata. Mąż chciał iść sam.
      • apersona Re: śmierć matki męża 08.01.16, 17:46
        A może chodzi o to, że ostania okazja wizji lokalnej w miejscu pochodzenia męża autorce przepada
Pełna wersja