rita_margarita
07.01.16, 12:28
Witam,
Trafiłam na to forum szukając porady, bo mam kompletny mętlik w głowie i nie umiem sobie z tym poradzić i tego jakoś ogarnąć.
Jesteśmy małżeństwem od roku, mieszkamy za granicą. Męża rodzinę znam bardzo słabo, bo od dłuższego czasu mąż był skonfliktowany z matką i bardzo rzadko z nią nie rozmawiał.
Zaraz po świętach matka męża znalazła się w szpitalu, stan zaczął się gwałtownie pogarszać więc mąż wsiadł w samolot i poleciał do Polski. Już wtedy chciałam lecieć z nim, ale on nie chciał.
Teściowa zmarła w niedzielę. Jak tylko dostałam tę wiadomość od męża to oczywistym było dla mnie, że do niego dołączę jak najszybciej, by być z nim, wspierać, pomóc. Ale mąż nie chciał.
W rozmowach zdawał się w zasadzie normalny, opanowany, niezbyt poruszony całą sytuacją. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to może być taka maska, jeszcze może szoku, że tak szybko się wszystko stało. Mąż powiedział, że jak tylko będą znali datę pogrzebu to mi powie i wtedy przylecę, może w weekend, może w przyszłym tygodniu. Gdy powiedziałam, że to nie problem przyjechać wcześniej, załatwiłam w pracy wolne, chcę być przy nim w takiej chwili to się tylko na mnie zirytował, że nie ma takiej potrzeby i przecież mi już powiedział że najwcześniej w weekend. Więc siedzę i czekam. On tam a ja tu.
Jest mi z tym strasznie źle, czuję, że jako jego żona, jako ktoś kto go kocha powinnam tam być z nim, z jego rodziną, chciałabym tam być, wspierać go. Czuję się wykluczona z całej sytuacji i bardzo trudno jest mi to zrozumieć.
Jednocześnie staram się zrozumieć, że mąż ma prawo przeżywać tę stratę po swojemu, że to jego uczucia są teraz najważniejsze i muszę to uszanować. Jego relacja z matką była trudna, wiem, że nie zdążyli się pojednać przed jej śmiercią więc przypuszczam, że mąż został teraz z mnóstwem nierozwiązanych emocji i może stąd jego dziwne zachowanie.
Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć i gubię się w domysłach.
Ta śmierć mną bardzo poruszyła ale wiem, że to mąż i jego uczucia są teraz najważniejsze i nie chcę go naciskać ani przyjechać wbrew jego woli.
Ale przecież przysięgałam na dobre i na złe, śmierć matki to sytuacja w której nie wyobrażam sobie, żeby mój mąż nie przyjechał do mnie.
Proszę o jakąś poradę, jak sobie z tym poradzić. Mężowi oczywiście nic nie powiedziałam o moich rozterkach, nie chcę mu dokładać i dlatego gryzę się z tym sama.
Nie przeżyłam śmierci rodzica więc nie wiem co mąż może przeżywać, mogę sobie tylko wyobrazić. I może dlatego tak trudno mi zrozumieć, że nie chce mnie przy sobie w takim momencie.