Ludzie, którzy kiedyś byli w naszym życiu

15.01.16, 11:17
Miałam kiedyś bliską koleżankę, może przyjaciółkę. Poznaną przez internet, mieszkała w innym mieście, daleko. Poznałyśmy się na jednym forum. Dopóki forum prężnie działało nasza znajomość była bardzo zażyła, potem trochę się rozluźniło, miałyśmy kontakt mniej więcej raz na kwartał, ale zawsze bardzo ciepły, serdeczny. Przyjeżdżałam czasem ja do niej, czasem ona do mnie na kilka dni. Jakiś czas później poznałam kilku chłopaków z jej miejscowości. To była przyjaźń od pierwszego wejrzenia. Bardzo chciałam ich odwiedzić, więc pojechałam na 1 dzień do ich miasta. Pół dnia spędziłam z nią, a pół z nimi. Rodzicom oczywiście powiedziałam, że jadę do niej, inaczej by mnie nie puścili. Dzień spędziłam świetnie, a kiedy przyszło do powrotu zdarzył się największy zbieg okoliczności w moim życiu. Tuż przed odjazdem pociągu stanął mi zegarek i rozładowała się komórka, więc nie mogłam kontrolować czasu. Przyjechał pociąg, wsiadłam do niego i pojechałam. Potem okazało się, że 2 minuty przed właściwym pociągiem przyjechał inny tego samego typu, do tego samego miasta. Tego pociągu nie było na żadnym rozkładzie, sprawdzałam to później wielokrotnie w różnych miejscach. Być może zatrzymał się dodatkowo na tej stacji, nie wiem. Problem w tym, że do mojego miasta jechał inną trasą, 5h zamiast 3h. Ja nawet nie wiedziałam, bo nie miałam ze sobą żadnego zegarka. Tata był po mnie na dworcu o 2 w nocy, ale ja nie przyjechałam, dopiero o 4 rano. W tym czasie moi rodzice zdążyli zgłosić zaginięcie na policję, ale też co gorsze, przeszukali mój pokój, znaleźli na kopertach listów od tej koleżanki jej adres, ustalili nr telefonu i dzwonili po nocy do jej rodziców, nagrali się na sekretarkę, poopowiadali że zaginęłam, czy czegoś nie wiedzą itd. Ona odczytała to gdzieś o 6, zadzwoniła do mnie od razu, była bardzo przejęta. Ja byłam zszokowana, ale też pewnie bardzo zaspana, w każdym razie na pewno bardzo ją przeprosiłam i wyjaśniłam temat, ale być może będąc po nieprzespanej nocy mówiłam mało składnie. 2 miesiące później były moje urodziny. Nie dostałam zwyczajowego smsa, pomyślałam, że zapomniała. Potem były jej urodziny i kiedy nie odpisała na mojego smsa, zrozumiałam, że obraziła się za tamto. Uznałam wtedy, że głupio wyszło, ale tyle czasu minęło, że trochę głupio z takim zapłonem się nagle odezwać i przepraszać dodatkowo. No i tak mnie to męczy już prawie 10 lat. Ciągle mam ochotę odezwać się do niej, dać nam ostatnią szansę. A z drugiej strony 10 lat temu ja kończyłam studia, ona zaczynała, a dziś ja mam rodzinę, ona być może też, jesteśmy zupełnie innymi osobami i obawiam się, że nie da się tego złączyć ponownie. Już wtedy dziwiło mnie, że się przyjaźnimy, jesteśmy inne, ona woda, ja ogień.

Były też w moim życiu inne osoby, z którymi gwałtownie urwał mi się kontakt (nigdy z mojej inicjatywy) i również mnie ciekawiło, co u nich, a kiedy okrężną drogą docierały do mnie wieści, moje zainteresowanie nimi opadało. Tutaj też jest ciekawość, jak ułożyła sobie życie, ale jest to ciekawość życzliwa. Mimo lat, nadal mam do niej bardzo ciepłe uczucia i w pewien sposób tęsknię, ale z drugiej strony obawiam się, że na obecnym etapie życia możemy nie znaleźć nici porozumienia. Może ktoś był w podobnej sytuacji i podzieli się swoją historią.
    • mozambique Re: Ludzie, którzy kiedyś byli w naszym życiu 15.01.16, 12:27
      piszesz do POradnika DOmowego ?
    • lati7 Re: Ludzie, którzy kiedyś byli w naszym życiu 15.01.16, 13:56
      Odpowiem ci tak:

      Tym, którzy żyją tuż obok mnie...
      lecz mijam ich nie widząc twarzy,
      Tym, których widzieć nie zawsze chcę
      Niech im się dobrze darzy...

      Tym, co tak bardzo chcą mieć i być
      i jestem dla nich tylko pyłem,
      dla których istnieć, to dobrze żyć -
      Niech im się dobrze żyje...

      Tym utrudzonym pielgrzymką dnia
      i pogrążonym w wielkiej biedzie,
      idącym drogą wciąż pod wiatr -
      niech im się lepiej wiedzie.

      Tym, którzy byli ze mną, lecz
      odeszli sobie bez do widzenia,
      jednak w mych myślach drepczą wciąż,
      życzę im powodzenia...

      A tym, co trwają blisko mnie
      nawet, gdy ich nie potrzebuję,
      dla nich jest właśnie ten oto wiersz
      Dla Was go dedykuję....

      Przez życie trzeba iść ostrożnie
      nie depcząc kwiatów ludzkich serc,
      w oczy wpatrywać się nabożnie,
      wyznawać miłość w blaskach świec.

      Przez życie trzeba iść też godnie,
      rąk nie odtrącać wyciągniętych,
      usta i dusze karmić głodne,
      nie bać się choćby i przeklętych.

      Przez życie trzeba iść z uśmiechem,
      odbitym w każdym ciepłym słowie
      i tak po prostu być człowiekiem,
      w szarego życia każdej dobie. :)
      • kocia_noga Re: Ludzie, którzy kiedyś byli w naszym życiu 15.01.16, 17:32
        Piękny tekst, przeszukałam internet i nie znalazłam autora.
    • heniek.8 Re: Ludzie, którzy kiedyś byli w naszym życiu 15.01.16, 18:24
      opowiadanie czyta się dość lekko, co na tym forum nie zawsze jest takie oczywiste.
      niestety muszę odjąć punkty za ten pociąg co odjechał dwie minuty wcześniej a dojechał dwie godziny później, a w ogóle to go nie było na żadnym rozkładzie :P
    • wies-baden Re: Ludzie, którzy kiedyś byli w naszym życiu 16.01.16, 11:17
      ....urzekła mnie twoja historia...
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Ludzie, którzy kiedyś byli w naszym życiu 17.01.16, 19:32
      Skoro Panią ciekawi jej los, to niech Pani ją internetowo odnajdzie i napisze jej to, co napisała Pani tutaj. Napisze też coś aktualnego o sobie. Nie widzę powodu żeby się powstrzymywać. Dla takich celów i sentymentów powstała i święciła triumfy Nasza Klasa. Ważne aby nie nadintrpretowywać braku reakcji z drugiej strony. Może odpisze i będzie miło, może zlekceważy, może jest nadal obrażona. No i może skończyć się na odnowieniu znajomości na nowych warunkach lub grzecznościowej wymianie paru maili. To miłe, że chce się aktywnie ma potrzebę kontaktu z drugą osobą. To ważna potrzeba, może warto za nią pójść. Agnieszka Iwaszkiewicz
Pełna wersja