madi138
18.01.16, 01:47
Chodzi o mojego, mlodszego brata, ktory juz od kilku lat zmaga sie z depresja. ma niespelna trzydziesci lat i wciaz mieszka z rodzicami, co jest przyczyna jego stanu. Rodzice maja ze soba ogromne problemy, mama choruje na schizofrenie, a ojciec jest alkoholikiem. Nasze dziecinstwo bylo straszne, pelne awantur, leku i niepewnosci. Choroba mamy byla tabu, a ojciec uciekal w alkohol. Ja pelnilam role czarnej owcy, ktora rozladowywala napiecie, a moj brat byl ukochanym, rozpieszczanym synkiem. Jak teraz, na to patrze to mialam duzo szczescia, bo szybko wyrwalam sie z domu i zalozylam wlasna rodzine. Brat zostal z rodzicami i do niedawna niezle sobie radzil. Pracowal, dobrze zarabial, mial nawet jakies relacje z dziewczynami.
Ale od pol roku jest z nim naprawde zle: jest na zwolnieniu, siedzi zamkniety w pokoju, unika wszelkich kontaktow i do tego zaczal popijac. Regularnie chodzi do psychiatry i przyjmuje leki, a jakis czas temu zaczal terapie ( w poradni DDA). Niestety, podobno ja rzucil, bo zle sie tam czul i do niego to nie trafialo. Wszyscy wiemy, ze jego stan jest spowodowany tym, co sie dzieje w domu. Czuje sie odpowiedzialny za mame i nie potrafi jej zostawic samej. Mama traktuje go, jak male dziecko i swojego rycerza jednoczesnie. W weekend, zwykle odstawia leki i oboje z ojcem pija, a potem urzadzaja karczemne awantury, z rekoczynami wlacznie. Moj brat zwykle wtedy ich rozdziela i uspokaja... Jak sam twierdzi, gdyby chcial zalozyc rodzine, musialby sie odciac od rodzicow, bo zadna dziewczyna by ich nie zaakceptowala, a do tego boi sie, ze gdy zostana sami ze soba to stanie sie cos zlego. Jest wspoluzalazniony- ja to wiem i on to wie, tylko co z tego...
Tak poza tym, moi rodzice radza sobie dobrze: oboje pracuja i potrafia wszystko ogarnac, pomimo swoich problemow. Nie jest wiec tak, ze brat musi z nimi mieszkac.
Oferowalam mu, ze moze zamieszkac u mnie i ze pomoge mu stanac na nogi, ale odmowil, a teraz zupelnie unika kontaktu ze mna. Sama jestem po terpaii i teoretycznie wiem, ze nie mozna pomoc komus, kto tego nie chce, ale ta bezsilnosc mnie zzera. Zastanawiam sie, czy jest cos co moglabym zrobic, bo jakos do niego dotrzec?! Moze ktos z was, zetknal sie z taka sytuacja. To mlody, wspanialy chlopak i chcialabym, go uratowac.