eskorta30
20.01.16, 15:38
Jakiś czas temu piałam na forum w wątku Dla kogo są rodzice? forum.gazeta.pl/forum/w,898,157183342,157183342,Dla_kogo_sa_rodzice_.html
Opisywałam sytuację z moją mamą, która całe swoje zycie podporządkowała swojej matce i braciom odsuwając nieco na bok meza i dwoje dzieci. To tak w skrócie.
Teraz mam nowy problem :) Matka, wraz z braćmi postanowili sprzedać dom po babci. Nie mogli dojśc do porozumienia, kto ma łożyć na utrzymanie starego zabytkowego domu, matka chciała zostawić, jeden brat nie miał zdania, drugi chciał jak najszybciej sprzedać, nawet po kosztach bo mu potrzebna kasa. Matka (z moim ojcem, który akurat nie jest stroną) wymysliła, ze spłaci brata, któremu najbardziej zależy na peniadzach. Niestety nie miała tyle, więc padł pomysł, żeby pożyczyć ode mnie i mojego brata. My z bratem najpierw zapalilismy sie do pomysłu, ale po długich rozmowach uznaliśmy, że to bez sensu, a koszty są poważne. No i zapaliła się czerwona lampka w głowie: jak wejdziemy w ten interes, to podzielimy los naszych rodziców i nigdy nie uwolnimy się od tego domu :) Jako współwłaściciele będziemy musieli spedzac tam kazdą wolną chwilę. Rozsądek uchronił nas przed kołem przeznaczenia :) A rodzice obrazili się po raz pierwszy (ojciec siłą chciał ode wyciagnąć dane z dowodu dla notariusza). Przeszło im, jak sami ochłonęli. Dom wystawiono na sprzedaż. I się zaczęło....
Wszyscy po cichu liczyli na to, ze długo nikt go nie kupi, ale kupiec znalazł się szybko. Dostalismy 3 miesiace na opróżnienie domu. Dom ma 80 lat i kilkaset metrów. I teraz moi rodzice próbują zaprzeczyć prawom nauki i natury i zmieścić te 250m zawartosci domu w swoich 35 metrach w bloku :) A jak sie nie miesci to probują wszystko oddać mnie i mojemu bratu i innym członkom rodziny. My nie chcemy. Co chcieliśmy, to wzięliśmy, kazdy przechowywał tam jakieś swoje rzeczy na strychu, ksiazki, stare zabawki, ubrania itd. Ok. To zabraliśmy. Ale nie chcemy żadnego nadbagażu! Wzięłam killka pamiątek, ale na boga jedynego, nie będę brała trzech różnych serwisów kawowych, talerzy, czterdziestoletnich ręczników, szklanek, czy mebli (piękny regał z 1970, dostalismy na ślub! Jak to nie chcesz?!) Jesteśmy podstępnie zasypywani starymi gratami, mama przyjezdza w odwiedziny i zawsze w torbie ma cos z domu, a to łyżeczki deserowe, a to obrus stary (najwyżej bedziesz miała na szmaty). Ostatnio dostalismy magnetofon (pierwsza połowa lat 90, nieużywany prawie), a pod magnetofonem w pudle jeszcze troche starych ksiazek. No ludzie. Zamówilismy kontener do opróznienia strychu, przyjezdzamy ,a tam nic nie gotowe do wywalania, tylko siedzą i dumają nad kazdym przedmiotem. Strasznie mnie to irytuje. Jestem może złą kobietą, złą córką, ale dostaję piany na to wszytsko. Jednocześnie nie oddadzą niczego na caritas, czy inną potrzebującą osobę, bo im szkoda. Wolą upychać wszystko gdzie się da. Rodzina w miejscowosci obok dostała już tyle, ze mozna powiedzieć że powstaje tam filia naszego domu :) Albo muzeum. Mogę iśc o zakład, ze jak się czegoś pozbędą, to moja mama im wygarnie :)
Śmieję się z tego, ale to jest taki śmiech przez łzy. Bo zaraz sobie przypomniałam, że kiedy wyprowadziłam się z domu kilkanascie lat temu, moja matka lekką ręką wywaliła kolekcję pewnego magazynu, którą pieczołowicie zbierałam przez kilka lat (bo jej przeszkadzało). A teraz ryczy mi tutaj nad ręcznikami chińskimi kupionymi w pedecie na Woli :) I jak tu żyć?