kropidlo5
24.01.16, 09:06
Taki temat pod rozwage- dyskusje- relacje w doroslym zyciu rodzenstwa, ktore zylo w dysfunkcyjnym domu, w szczegolnosci w domu z podzialem rol, gdzie jedno z rodzenstwa bylo uprzywilejowane wobec reszty- lub jedno bylo dyskryminowane wobec reszty (reszta moze byc jedna albo i trzy osoby).
Czytam artykul o narcystycznych matkach i ktorys juz raz czytm cos w stylu 'przez swoje zachowania dyskryminujace i uprzywilejowujace, tacy rodzice potrafie zniszczyc relacje miedzy rodzenstwem na lata jak nie na zawsze'. Podobne tezy spotkalem juz w wielu artykulach/ksiazkach.
Z drugiej strony pamietam wypowiedzi w internecie, na tym forum czy sasiednim- nie pamietam- ktore uwazaly inaczej- ze co bylo to bylo i nie powinno miec wplywu na relacje w doroslym zyciu; ze dzialania rodzicow nie powinny wplywac na stosunek do rodzenstwa (czyli jesli np rodzice uprzywilejowali syna, jego siostra nie powinna czuc zazdrosci czy poczucia krzywdy wobec niego- tylko wobec rodzicow).
Niby i tu i tam jest czesc racji. Pominmy sytuacje idealna i podrecznikowa, gdzie cale rodzenstwo rozumie, ze rodzina byla dysfukncyjcna, gdzie nie ma powielania schematow wyuczonych przez rodzicow (ze ktos jest lepszy, ze ktos ma wiecej do powiedzenia itp) i gdzie duzo sie rozmawi, wyjasnia.
Teraz tak, w realu, w najprostszym scenariuszu, pomijajac zupelnie juz obecnosc rodzicow doroslych osob, relacje miedzy rodzenstwem moga byc zaburzone z obu stron jednoczesnie lub tylko z jednej strony- najbardziej oczywistym bedzie z jednej strony byc poczucie krzywdy, z drugiej strony roszczeniowosc. Moze byc tak oczywiscie, ze 'pokrzywdzony' wyzbyl sie poczucia krzywdy a uprzywilejowany ciagle gra w stare schematy, moze byc i odwrotnie- ze uprzywilejowany wyszedl ze swej pozycji a skrzywdzony nie potrafi.
Jakie widzicie wyjscie z takich sytuacji?
To jest pierwszy, najbardziej oczywisty poziom, ale glebiej moga istniec rozne inne uczucia, wcale nie oczywiste. 'Uprzywilejowany' moze odczuwac np spychane w nieswiadomosc poczucie winy, w efekcie czego moze stac sie zakladnikiem pokrzywdzonego i do konca zycia splacac 'zadluzenie'.
Ale moze tez- byc inaczej- celem wyzbycia sie poczucia winy- moze isc w mechanizm dehumanizacji ofiary- to dosc znany psychologicznie mechanizm- czyli obwiniania, pogardzania- slowem- szukania 'uzasadnienia' dla dokoanych krzywd czy porazek.
No i ostatecznie- to jest dosc perfidna sytuacja, bo w rzeczywistosci po pierwsze- dzieci nie ponosza winy za zachowania rodzicow, wiec uprzywilejowany nie jest winny swej pozycji (choc moze z niej czerpac, czy w dziecinstwie czy w doroslym zyciu, swiadome korzysci- ale to juz inna historia), nie wybieral tej pozycji. Rodzice wybieraja tez rodzinnego kozla ofiarnego (jak macocha kopciuszka). Wlasnie, ale- Kopciuszek- czy poczucie urazy wobec rodzenstwa nie jest tez jakos usprawiedliwione- w bajkach i filmach takie uprzywilejowane siostry czy bracia z reguly sa portretowani jako zlo wcielone, negatywni bohaterowie, ktorych na koncu dosiega sprawiedliwosc- to wiadomo fikcja, ale skads sie wziela. Choc zazdrosc to wg kosciola grzech i ogolnie niskie uczucie- ale tez i naturalne (niektorzy mowia nawet, ze brak zazdrosci to patologia), tak samo zemsta.
Okay, troche jest od lewej do prawej- temat zasadniczy- jak z obserwacji wygladaja relacje miedzy doroslymi bracmi/siostrami z takich domow, jak takie relacje mozna naprawiac/ budowac, kto powinien to robic i jak, i czy warto.