wyjazd na wakacje do dziadków

25.01.16, 11:29
Witam serdecznie i od razu proszę o pomoc i opinię!!!
Jestem mężatką od 1,5 roku, mamy z mężem 3 miesięczną córkę i wychowujemy też mojego 7-letniego syna z poprzedniego związku. Układa się raz lepiej raz gorzej, ale do rzeczy. Z racji tego, że jestem na urlopie macierzyńskim chciałam wyjechac latem na tydzień lub 2 tygodnie z dziećmi do moich rodziców. Mąż jest przeciwny temu wyjazdowi. Twierdzi, że jego mama nigdy nie wyjeżdżała sama z dziećmi i nie zostawiała ojca na tyle czasu, więc ja tez nie mogę. A jesli już chcę koniecznie tam jechać, to ewentualnie sama z synem, bo on się nie zgadza na wyjazd córeczki (jest to niemożliwe, bo planuję karmic piersią przez co najmniej rok, nie moge więc, a zresztą nie chcę jej zostawić). Dla mnie sytuacja jest kuriozalna... W mojej rodzinie z kolei było właśnie odwrotnie, na wakacje mama wyjeżdżała czasem z nami do babci, ojcu to kompletnie nie przeszkadzało. Tłumaczę mężowi, że to dobre dla dzieci, zmiana klimatu, rodzice miekają w domku pod lasem, fajne warunki, siostra ma dzieci w podobnym wieku (tez mieszka w tym samym mieście) nic do niego nie dociera. To znaczy on twierdzi, że jestem nienormalna, że chcę tak wyjechać, że nie biorę go pod uwagę, on będzie tęsknił za córką itp. Nie wiem, moze ma rację? Może tak się nie robi? Jestem jakąś wyrodną żoną i matką? Dodam, że ja kompletnie nie mam nic przeciwko temu, żeby on gdzies wyszedł, wyjechał, spotkał się, zabrał dzieci lub nie zabrał dzieci (z tym, że córka jest za mała na jakieś wyjazdy beze mnie). Pomału zaczynam się czuć jak niewolnik.
A ponadto, czy ktos się orientuje, jak to wygląda pod względem prawnym? Czy mogę wyjechać z dziećmi do dziadków (170 km od miasta w którym mieszkamy), wbrew woli męża? Dodam, że on jest bardzo porywczy, więc już go oczami wyobraźni widzę jak przyjeżdża do moich rodziców robiąc awanturę, a tego wolałabym uniknąć. Ale czy może przyjechać z policją czy coś takiego? Nie mam już siły do tego faceta, ale może naprawdę to ze mną coś nie tak? Dajcie jakies rady... Co uważacie?
    • yoma Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 11:39
      Jeśli nie jesteś ubezwłasnowolniona, to tak, możesz wyjechać z dziećmi do dziadków. Ale jeśli zadajesz takie pytania, to znaczy, że już masz wyprany mózg i nie wyjedziesz.
      • mamrot3 Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 16:08
        Również uważam, ze problem wyjazdu to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Jeśli nie doszukać się istotnych przyczyn, podobne sytuacje będą się powtarzać.
    • martishia7 Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 11:43
      Bardzo interesujące. Jak rozumiem, mąż pracuje. W jaki sposób zamierza zapewni opiekę dla niemowlęcia na czas Twojej ewentualnej nieobecności?
      • saramis Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 11:56
        Dzięki za odpowiedzi. co do pytania martishia7 - pytałam o to samo męża, otrzymałam pokrętną odpowiedź, że jeszcze nie wie, da sobie na pewno radę, na przykład weźmie wtedy urlop i będzie z nią siedział. Ja wiem, że to wszystko brzmi dziwnie, dla mnie to już w ogóle sytuacja, w której nigdy nie sądziłam, że się znajdę... po prostu pytam, bo wiem że po rozwodzie opieka jest podzielona między rodziców, my sprawujemy opiekę na córką razem, bo jesteśmy małżeństwem. Nie zastanawiałam się nigdy jak to jest, jesli rodzice kompletnie nie moga się dogadać, a nie są po rozwodzie. Ja również bym nie chciała, żeby mąż wywoził gdzies córkę wbrew mojej woli, ale oczywiście do dziadków to jest całkiem inna sytuacja... On się zgadza na wyjazd na weekend, ale twierdzi, że tydzień to już za długo. Och, to zycie to ciężkie jest :)
        • martishia7 Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 12:33
          > Dzięki za odpowiedzi. co do pytania martishia7 - pytałam o to samo męża, otrzym
          > ałam pokrętną odpowiedź, że jeszcze nie wie, da sobie na pewno radę, na przykła
          > d weźmie wtedy urlop i będzie z nią siedział.

          No dobrze, chyba sama widzisz, że to jest konkretnie idiotyczny pomysł. Bo skoro mąż ma już "marnować" urlop, to nie lepiej, żebyście pojechali do Twoich rodziców wszyscy razem? Skoro są tam przyjemne okoliczności przyrody na odpoczynek i złapanie trochę świeżego powierza. Jeżeli między mężem a Twoimi rodzicami nie ma jakiejś śmiertelnej obrazy, to jest to jedyne logiczne rozwiązanie.
          Nadto każdy znany mi ojciec małych dzieci potraktowałby taki tydzień słomianego wdowieństwa jak dar od niebios :D
        • srebrnarybka Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 21:21
          "na przykład weźmie wtedy urlop i będzie z nią siedział" - to wtedy możecie pojechać całą rodziną do Twoich rodziców i mąż nie będzie tęsknił za córką, Ty spotkasz się z rodzicami, syn użyje lasu etc.
    • nammkha Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 12:47
      Z jednej strony rozumiem Twojego męża - tzn. że za tak małym dzieckiem można bardzo tęsknić i nie chcieć się z nim rozstawać ani na moment. Dla małego dzidziusia każda chwila z rodzicami jest ważna, a każde rozstanie na pewno boleśnie odczuwalne.

      Ale nie podoba mi się w jaki sposób komunikuje Ci tą potrzebę. Po pierwsze porównywanie Cię do jego matki - świadczy o niedojrzałości i o tym, że się nie odpempowił. Nie jest dla niego istotne to, że Ty możesz mieć inne potrzeby niż jego matka, a wasz układ jest odrębny od tego jak wyglądała jego rodzina.

      Z drugiej strony Ty robisz podobnie - czyli porównujesz go do swojego ojca - skoro Twojemu nie przeszkadzały rozstania z dziećmi to Twój mąż powinien czuć to samo. Oni nie są tą samą osobą i mają inne potrzeby...

      Zmiana klimatu, świeże powietrze i kontakt z Twoją rodziną to na pewno plusy dla Ciebie, być może też dla dzieci, ale nie dla Twojego męża, on zostanie sam w domu i będzie za wami tęsknił. Więc jeśli zgodzi się na Twój wyjazd, będzie to z miłości do Ciebie - po to abyś Ty czuła się dobrze.

      To co piszesz dalej, czyli, że on twierdzi, że "jesteś nienormalna" niestety świadczy o tym, ża nie rozmawiacie o swoich potrzebach i nie szanujecie ich na wzajem. Każde z was forsuje swoją wizję - a mąż robi to w sposób agresywny.

      Twoje uczucia - to, że czujesz się jak niewolnik są jak najbardziej uzasadnione, ale już zastanawianie się nad tym, że może Twój mąż ma rację świadczą raczej o tym, że nie wiesz co dla Ciebie ważne, nie szanujesz swoich emocji, łatwo zachwiać Twoim poczuciem pewności siebie.

      Piszesz, że raz jest w waszym małżeństwie lepiej, raz gorzej, czyli tak jak w każdym związku, ale na końcu wpisu piszesz, że mąż jest porywczy, obawiasz się jego reakcji... Ostatnie zdanie jest już całkowicie odmienne od pierwszego a mianowicie, nie masz już do niego siły... Dla mnie to wyraz bezsilności i niestety ale świadczy o tym, że w waszym związku coś wybitnie nie gra i domaga się naprawy.

      Moja rada jest taka, abyście zaczęli rozmawiać o swoich emocjach - kup sobie jakieś poradniki jak to robić, aby nie oskarżać drugiej osoby, a jednocześnie musisz nabyć wgląd we własne emocje, nie możesz się zastanawiać co jest dla ciebie ważne.. musisz być tego pewna. Tego już trudniej się nauczyć, terapia bywa pomocna, ale nie wiem czy w Twoim przypadku jest konieczna, zastanów się nad tym sama.

      Następną rozmowę na temat wyjazdu radziłabym zacząć od słów:

      "Wiem, że rozstanie z naszą córeczką będzie dla Ciebie bolesne i szanuję to, ale dla mnie ważny jest ten wyjazd, bardzo mi na nim zależy i jeśli moje dobre samopoczucie jest dla Ciebie ważne, to zgódź się proszę na tą rozłąkę."

      Możesz też zaproponować, że w zamian zrobisz coś co jest ważne dla niego, aby mu w jakiś sposób wynagrodzić rozłąkę z córeczką.

      Nie znam Twojego męża, ale myślę, że postawienie sprawy w ten sposób powinno załagodzić sytuację i jeśli jesteś dla niego ważna, to będzie pragnął Twojego dobra, tak jak Ty pragniesz jego.

      Pod żadnym pozorem nie pozwól jednak się obrażać i wymagaj szacunku dla siebie i swoich emocji.

      Powodzenia.
      • srebrnarybka Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 21:25
        a dla mnie dowodem niedojrzałości jest pogląd, że rodzina nie może rozstać się na tydzień, bo będzie tęsknić. To jest dowód zaborczości i niedojrzałości, a nie miłości. Dojrzała miłość polega na tym, że wszyscy dążą wzajemnie do zaspakajania potrzeb pozostałych członków rodziny. Przeto, jeśli wyjazd jest dla Ciebie ważny, dla syna pożyteczny, to nie widzę powodu, by mąż, dorosły facet, nie potrafił znieść tygodniowej nieobecności córki.
    • krokodil123 Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 13:39
      Widać że jego mama to jakaś super wyrocznia. Osobiście porównanie do swojej mamusi mnie doprowadzało zawsze do furii.
      Ciekawa jestem "i nie zostawiała ojca na tyle czasu, więc ja tez nie mogę". Co by się stało, jeżeli facet zostanie sam na tyyyle czasu?
      • yoma Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 13:53
        Umrze z głodu :)
    • milamala Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 14:12
      Skoro i tak malzonek mialby sobie ewentualny urlop wziac coby zaopiekowac corke, to dlaczego nie moze go wziac i pojechac z wami?
    • julita165 Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 14:16
      U mnie w domu zawsze była zasada żeby było jak najlepiej dla dzieci, a im dłuższe wakacje tym lepiej. W praktyce wyglądało to tak, że generalnie jeździliśmy cała rodziną tzn mama i tata oraz dzieci ale jeżeli była opcja gdzieś pojechać a tylko jedno z rodziców mogło wtedy wziąć wolne to oczywiście jechał z dziećmi tylko jeden rodzic, a drugi nie miał żadnych pretensji. Moim zdaniem takie podejście jest słuszne.
    • edw-ina Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 14:32
      Hmmm...., nasi przodkowie również myli się trzy razy do roku, czy to również powinniśmy powtarzać bezrefleksyjnie?
      Nie zamierzam podawać w wątpliwość faktu, że twój mąż może tęsknić za dzieckiem nie widząc go przez tydzień, ale już sposób, w jaki ci to komunikuje, jak torpeduje twoje plany, jest z mojego punktu widzenia nieakceptowalny. Czułabym się ubezwłasnowolniona w takiej relacji.
      • krokodil123 Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 14:41
        Ooooo.....propozycja-jeżeli mówi, że dwa tygodnie to jest długi czas to w weekendzie pomiędzy tygodniami może pojechać do was i was zobaczyć, a poniedziałek znowu do pracy.
    • saramis Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 15:07
      Dziękuję Kochani za taki duży odzew!
      Rzeczywiście spróbuję dziś rozmowę na ten temat poprowadzić inaczej, jakos przekonać męża do tego pomysłu. Jednak, tak jak zauwazyła nammkha, w naszym związku jest wiele problemów, nie tylko ten jeden wyjazd. Prawdopodobnie, jakbyśmy byli zgodnym małżeństwem, takie problemy nie miałyby racji bytu. I to prawda, że zaczynam tracić pewność siebie i orientację, co jest dla mnie ważne, gdyż dosyć często jestem oskarżana przez męża o egoizm, staram się więc patrzeć też z jego perspektywy na różne sprawy. Niestety mąż nie jest z moimi rodzicami w dobrych kontaktach, pół roku temu w wakacje własnie miała miejsce awantura w domu u moich rodziców, spowodowana w moim mniemaniu przez męża, a w jego mniemaniu przeze mnie (zdenerwowałam go i musiał w związku z tym zrobić awanturę). Od tej pory stosunki między nimi są chłodne. Próbowałam to zmienić i porozmawiać z nimi w święta, ale nic z tego nie wyszło. Ale w poprzednie wakacje, jeszcze przed tą kłótnią, również mąż nie chciał, żebym jechała z synem do rodziców, nie było jeszcze córki, za którą teraz mówi, że będzie tęsknił, jednak wtedy się zgodził. Dziś wieczorem będę z nim rozmawiać, może uda się rozwiązać tą patową sytuację. Jeszcze raz dzięki za wypowiedzi.
      • martishia7 Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 15:41
        Dobra, daleka jestem od diagnozowania przemocowca przez internet, bo się chłopina krzywo spojrzał, ale chyba powinnaś się zastanowić czy w Twoim małżeństwie przypadkiem temat nieco nie zmierza w stronę tego problemu. Zaraz tu przyjdą bardziej kompetentne panie w tym zakresie, ale zobacz, że jest kilka rzeczy, które moim zdaniem powinny Ci zapalić lampkę ostrzegawczą.
        1. Zrzucanie winy za zrobienie awantury na Ciebie, bo Ty go zdenerwowałaś. I nie zrozum mnie źle, są ludzie, którzy potrafią skutecznie wywołać awanturę, dowalając gdzie boli, ale to nie takie częste.
        2. Zaborczość i próba izolowania Cię od rodziców - piszesz, że robił to jeszcze przed pojawieniem się córki. Moim zdaniem ta akcja "możesz jechać, ale bez córki", to blef. Mąż wie, że tego nie zrobisz. A jak tam Twoje inne relacje? Jak mąż zapatruje się na Twoich znajomych, przyjaciół, koleżanki? Posiadasz w ogóle jakichś "niewspólnych"? Kogoś bliskiego na kim możesz polegać?
        • saramis Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 16:21
          Wiesz, czasami mam takie wrażenie, że on mną manipuluje emocjonalnie, ale jeśli chodzi o izolowanie od rodziców, to nie do końca tak jest. Rodzice przyjeżdżają do nas, chociaz jak się głębiej zastanowić, to kiedyś przyjeżdżali i nocowali, jechaliśmy gdzies na spacer, było fajnie. Teraz przyjeżdżają tylko na kilka godzin, nie chcą już u nas spać, ze względu na te ochłodzone stosunki z mężem... My do nich chwilowo nie jeździmy, bo córka jest mała i zima jest, po prostu to nienajlepszy czas na odwiedziny - zwłaszcza że to 3 godziny drogi. Mąż jednak twierdzi, że na weekend mogę sobie spokojnie jechać, tylko ten tydzień to dla niego za długo.
          Jeśli chodzi o zrzucanie winy na mnie, to jest tak, że on twierdzi, że to moja wina, ja jednak nie czuję się winna awantury, może go czyms tam zdenerwowałam, ale to nie jest powód żeby tracić nad sobą panowanie, co mu cały czas powtarzam, co jednak do niego nie dociera. Czytam trochę książek na temat komunikacji, kupiłam tez książki Lwa-Starowicza, "O kobiecie" - dałam mężowi w prezencie i sobie "O mężczyźnie", żebyśmy się nawzajem lepiej rozumieli... Mąż ksiązki nie przeczytał. Ja przeczytałam obie, staram się stosować różne wskazówki, ale jakoś nic z tego nie wychodzi po prostu. Ja tez święta nie jestem, nie mogę wszystkiego zwalac na męża. Uważam jednak, że jesli chodzi o zabronienie mi wyjazdu to przegina, zwłaszcza każąc mi zostawić córkę. Dobra, będę jeszcze z nim rozmawiać i dam Wam znać co i jak. :) Dziękuję :)
          • koronka2012 Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 22:14
            Wiesz, jego motywacja jest co najmniej dziwna, bo najpierw pada "jego matka NIE ZOSTAWIAŁA ojca" a dopiero potem jest mówienie o tęsknocie za córką (w co nie wierzę, bo dorosły człowiek kieruje się raczej dobrem dziecka, a nie własnym). To świadczy raczej o chorej potrzebie kontroli, a nie dojrzałym podejściu do spraw rodziny.

            Jeśli z byle powodu OD ROKU między wami jest słabo, to pora na twoją stanowczość. Z perspektywy własnych błędów:P radziłabym, żebyś wymusiła na mężu terapię, bo jeśli będziecie brnąć dalej w ten schemat, to nie widzę szans na udane życie rodzinne. I nie przyjmowałabym do wiadomości, że on się nie zgadza, nie widzi powodu itd. Powiedziałabym jasno, że dla mnie ten związek jest na równi pochyłej i jeśli nie zależy mu na wspólnej przyszłości, to musi się przemóc.
        • ola_dom Re: wyjazd na wakacje do dziadków 26.01.16, 10:07
          martishia7 napisała:

          > 1. Zrzucanie winy za zrobienie awantury na Ciebie, bo Ty go zdenerwowałaś.

          "Zobacz, do czego mnie doprowadziłaś!!!!"
      • yoma Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 16:25
        >jednak wtedy się zgodził.

        A nie mówiłam, że wyprany mózg?

        - Tatooo! Mogę pojechać z Kasią pod namiot?
        - Wykluczone, nie zgadzam się.
        - Ale tatooo...
        - No dobrze, jedź.
        - Pozwolił! Pozwolił!

        A teraz podstaw za tatę męża, za Kasię z namiotem dziadków pod lasem i zastanów się.
    • princy-mincy Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 15:14
      Skoro maz moze na tydzien wziac urlop, by zaopiekowac sie corka, to czemu po prostu razem, jako cala rodzina nie pojedziecie na tydzien do Twoich rodzicow?
      Maz bral taki scenariusz pod uwage?

      Gdy ja bylam na macierzynskim, wyjezdzalam z dwoja dzieci bez meza na tydzien, dwa.
      Maz dojezdzal w weekendy w miare mozliwosci (jesli wyjazd byl dwutygodniowy), bo tesknil za nami, po prostu.
      Ale rozumial, ze ja chce wyjechac na pare dni z dziecmi zamiast kisic sie w domu latem, podczas gdy on i tak pracuje.

      Porozmawiaj z mezem o wyjezdzie tak, by dzieci zmienily otoczenie a on dojezdzal do Was na weekend, skoro bedzie tesknil za corka (za Toba i Twoim synem tez?).
    • paris-texas-warsaw Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 16:27
      Nie rozmawiałabym w ogóle i do niczego nie przekonywała na razie. Dla mnie sensownym argumentem byłaby tęsknota dziecka, ale nie dorosłego rodzica, kiedy na szali jest wypoczynek dziecka.
      Ja bym się zastanowiła, czy to osoba despotyczna (ma być tak, bo tak), kontrolująca (musi wszystko wiedzieć i widzieć), lękowa (będzie się bała, jak pojedziecie), zazdrosna (o Ciebie, o starsze lub młodsze dziecko, o rodziców), leniwy (trzeba mu podać obiad etc.).
      A w jakich sytuacjach jeszcze zarzucał Ci egoistyczne podejście?
      • paris-texas-warsaw Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 16:37
        A i nie zaczynałabym rozmowy, bo to jak byś była petentem. Do wakacji pół roku, masz czas na wiele rzeczy. Zaczekaj, aż on zacznie temat i przyjrzyj się temu. Ale ja podzielam zdanie Yomy - może już teraz masz sprany przez niego mózg. Może poprzedni mąż był jeszcze gorszy, albo są jakieś inne powody. Wg mnie takie osoby tylko się moga rozkrecić przy uległej postawie, a przy zdecydowanej w najgorszym razie pokażą, na co je stać. To tez jakaś wartość.
    • asia_i_p Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 16:44
      Nie wiem, jak to wygląda prawnie, ale praktycznie gdyby się zjawił na komisariacie ze zgłoszeniem, że żona na tydzień wywiozła dzieci do dziadków, to by chyba wezwali psychiatrę.
      Facet ma jakieś zapędy do totalnego kontrolowania twojego życia. Ja wiem, że na początku to takie urocze, że on taki zakochany, ale potem robi się nieciekawie. Rozumiem, że w tej chwili nie chcesz odejść i może nawet nie jest to konieczne, ale buduj sobie swój system wsparcia, swoje zaplecze, nie pozwól się odciąć od kontaktów z rodziną i przyjaciółmi i namawiaj męża na terapię.
      • paris-texas-warsaw Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 16:53
        Myślę, że od strony prawnej, póki jest pełnia praw z obu stron, to każdy rodzic może wszystko, póki drugi nie wnosi sprzeciwu. W momencie sprzeciwu jest miejsce na negocjacje, albo sąd;) Myślę, że w takim wypadku na siłę można by przyjąć, że to męża zdanie będzie w jakiś sposób "silniejsze", bo wywiezienie dziecka z domu jest jakimś "ponadstandardem". Ale może prawnik lepiej to wytłumaczy, choć w tym wypadku wydaje mi się w ogóle kwestia praw rodzicielskich i w ogóle wyjazdu jakimś tematem zastępczym, bo i taka jest argumentacja (bo będzie chłopina tęsknił:)). Skąd w ogóle nagle taki temat gorący, gdy na urlopie macierzyńskim bez żadnego uzgadniania terminów możesz jechać, gdzie chcesz? (chyba, że w urlop całej rodziny to wpasowujesz).
        • paris-texas-warsaw Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 16:58
          www.dzieciakizklasa.pl/zgoda-rodzica-wyjazd-dziecka-za-granice/
          Możesz patrzeć przez analogię, jak na zgodę na wyjazd wakacyjny zagraniczny (nie sama zgoda na paszport). Pewnie w praktyce w małżeństwie rzadko są sądowe spory, czy dziecko może jechać na wakacje do babci. Ale nie skupiaj się na aspekcie prawnym. Ostatecznie w sądzie tez byś pewnie wygrała, bo wypoczynek w zieleni tez jest ważny i prorozwojowy.
          • yoma Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 17:09
            Jeśli Saramis się tak straszliwie boi, że mąż urządzi nalot z policją, to owszem: niech przed wyjazdem idzie na lokalny komisariat i powie, panie dzielnicowy, tak a tak, wyjeżdżam z dziećmi do dziadków za wiedzą wszystkich zainteresowanych i niech pan będzie łaskaw zrobić notatkę, że byłam i uprzedziłam, bo ten świr mój mąż może robić dym.

            Niemniej samo podejrzenie, że mąż może robić dym, albo zastanawianie się, czy przypadkiem wyjazd nie czyni mnie wyrodną matką, skłoniłoby mnie do głębszego zastanowienia się nad moim małżeństwem.
            • yoma Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 17:11
              PS a mąż oczywiście może iść do sądu o wydanie zakazu wyjazdu do dziadków, to wolny kraj i wnosić wolno o wszystko :)
            • paris-texas-warsaw Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 17:28
              Dobre:) Od razu widać, że osoba bieglejsza w procedurach:) I "załączyć" u dzielnicowego zdjęcie, żeby wiedział od razu, jak delikwent się pojawi;)
              • yoma Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 17:37
                Tych klientów nie obsługujemy? ;)
    • renata1152 Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 18:10
      Twój mąż jest ''wampirem tyranizującym''--tyranem.
      ''Złość tyrana wywołuje w nas tępy strach.Wampiry tyranizujące,
      jak wszyscy hipnotyzerzy,wiedzą dokładnie, czego chcą i co muszą zrobić,
      żeby to osiągnąć.
      Strach sprawia ,że ludzie unikają tego,co go wywołuje.Po kilku atakach
      tyran nie musi robić prawie nic ,żeby utrzymać hipnotyczną kontrolę.
      Wystarczy,że od czasu do czasu warknie.Ludzie pozwalają tyranom robić,
      co im się żywnie podoba,ponieważ jest to łatwiejsze niż sprzeciw''

      ''Emocjonalne wampiry''
      Rozpoznaj ''wampiry'' i naucz się z nimi walczyć.
      Albert J. Bernstein

      Mąż ma doskonałą strategię jak ciebie kontrolować.Nie wyjedziesz
      nawet do swoich rodziców . On tam nie pojedzie ,bo jest skłócony z
      twoimi rodzicami.Ty nie pojedziesz z córeczką ,bo on będzie tęsknił
      za córeczką --za tobą to już nie.
      ''jego mama nigdy nie wyjeżdżała sama z dziećmi i nie zostawiała
      ojca na tyle czasu ,więc ja też nie mogę''-
    • saramis Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 18:54
      No hm... porozmawiałam z nim... czy się zastanowił itp. powiedział, że moge jechać, ale mam podpisac oświadczenie, że za rok pozwalam mu zabrać dzieci i on sobie pojedzie z dziećmi gdzieś beze mnie. Paranoja. Moje małżeństwo to fikcja. Będziemy rozmawiac przez oświadczenia. Oczywiście nie mam zamiaru niczego pidpisywać, jakbyście pytali :) załamana jestem :(
      • yoma Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 19:01
        Żartujesz? :)

        Trzeba było od razu odpowiedzieć "OK kochanie, możemy od jutra rozmawiać przez adwokatów".
      • paris-texas-warsaw Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 19:10
        On chyba jest zwyczajnie dziecinny. To miało Cię zaszantażować? Mogłas powiedzieć, że super, podpisujesz i się zgadzasz, juz dziś cieszysz się na odpoczynek:) Ale o co chodzi? Macie mało pieniędzy na wakacje i to taka jego zazdrość/duma, że korzystasz z domu rodziców, czy cos innego? Ma wizję wiecznego "bycia razem" i źle znosi takie rozstania?
      • nammkha Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 20:39
        Saramis
        Bardzo mi przykro, że spotkałaś się z taką reakcją. Mąż miał ochotę Cię skrzywdzić i to zrobił. Pytanie skąd w nim tyle złości w stosunku do Ciebie. Czym podyktowane były jego słowa. Czy nie ufa Ci, dlatego każe podpisywać dokumenty, czy po prostu robi to ze złości? Tego się nie dowiemy, ale jego zachowanie jest mocno niedojrzałe.
        Smutne jest też to, że Ty próbujesz pracować nad tą relacją, a on chyba nie do końca to robi (chodzi o książki, o których pisałaś). W takiej sytuacji możesz jedynie szukać wsparcia dla siebie na zewnątrz, czyli np. poszukać terapeuty dla siebie. Albo zaproponować dla was jakieś warsztaty czy spotkania z psychoterapeutą, aby nauczył was rozmawiać o swoich emocjach.
      • princy-mincy Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 22:18
        powiedz, ze żartujesz?
        • bergamotka77 Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 22:55
          saramis, wiej gdzie pieprz rosnie!
      • a.nancy Re: wyjazd na wakacje do dziadków 27.01.16, 14:44
        no widzisz ile warta jest jego gadka że "będzie tęsknił" :)
        tu chodzi o kontrolę, upupienie cię i udowodnienie, kto tu rządzi.
    • awesome810 bycie podwójną rozwódką, to 25.01.16, 18:55
      o wiele bardziej komfortowa sytuacja... niż brnięcie w jakieś chore układy z osobnikiem zmierzającym (intensywnym galopkiem) w stronę przemocy. Oraz elegancko piorącym ci mózg.
      W normalnym małżeństwie, żaden mąż, żaden ojciec nie torpedowałby wyjazdu dzieci na dwa tygodnie, ani nawet cztery - dzieci powinny zmienić klimat, złapać powietrza... A jeśli by wyskoczył z taką argumentacją jak twój mąż, normalna żona gruchnęłaby śmiechem.
      Ty, pół roku przed wakacjami zastanawiasz się jak przekonać męża, żeby cię puścił do rodziców. Stosunki są chłodne, bo facet się "wysypał" przed twoimi rodzicami, sprowokowałaś go do awantury??? Czyżby zupa była za słona?

      Pójdzie na policję, bo wyjedziesz z dziećmi na wakacje? Niech nie zapomni nagrać reakcji policjantów, zarobisz parę groszy na reklamach jak wpuścisz filmik na YT ;)

      Jego mama mogła też codziennie froterować podłogę, a na obiad podawać wyłącznie kotlety, też będziesz?
      • zuzi.1 Re: bycie podwójną rozwódką, to 25.01.16, 20:08
        Dokladnie, ten facet ma chyba nierowno pod kopula. Kupilas mu ksiazke do przeczytania ale jeszcze nie znalazl czasu zeby ja przeczytac, a Ty przeczytalas juz dwie. Jaki problem mial Twoj poprzedni partner, dlaczego sie rozstaliscie? Jezeli ten maz tak sie juz zachowuje, to powoli mozesz sie juz przygotowywac na kolejny rozwod. Poczytaj stary watek: Cechy charakteru i zachowania przemocowca, ksiazki: Molestowanie moralne Marie France Hirigoyen i Toksyczne slowa Patricia Evans. Jesli mozesz nagrywaj po cichu jego wybuchy w domu. Jesli bedziesz posluszna bez reszty za jakis czas utracisz swoja osobowosc i staniesz sie jedynie bezwolnym wykonawca jego zyczen. Gdy sie postawisz byc moze poznasz maksymalna skale jego mozliwosci, a jest pewnie spora, jezeli nie ma problemu aby robic awanture przy rodzicach, a wtedy byc moze latwiej Ci bedzie podjac trudne decyzje. Zadzwon sobie na Niebieska linie porozmawiac ze specjalista od przemocy o zachowaniach meza.
    • saramis Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 21:05
      Hm, tak, na pewno wybiorę się do psychologa i zacznę się więcej stawiać, tak jak mówicie. W sumie też sobie pomyślałam w pewnym momencie, że niech jedzie z dziećmi za rok, ja juz wróce do pracy i dzieci sobie wyjadą z tatą, czemu nie, niech się pomęczy z dzieciakami a ja odpocznę... w sumie to nie jest złe, ale to oświadczenie... brak mi słów, wiecie? Ja wiem, że rozwód jest jakims rozwiązaniem, ale nie chcę na razie iść w tym kierunku. Spróbuję z tym psychologiem. Mój poprzedni partner zostawił mnie jak byłam w ciąży, na 5 dni przed planowanym ślubem :) też historia nadająca się na film hehe
      A wracając do tematu, to ten wyjazd planuję już teraz, bo mój tato musi się wpisać w plan urlopowy i zgrywam też urlop byłego partnera i obecnego - tak u nas co roku :)
      Naprawdę dziękuję za wszystkie wypowiedzi i za wsparcie. Człowiek czuje się od razu silniejszy. Pomogliście bardzo.
      • zuzi.1 Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 21:37
        Brzmisz jak strasznie lagodna osoba, taka ktora mozna sterowac i przestawiac z miejsca na miejsce. Sprobuj to w sobie zmienic, ta lagodnosc napedza osobe przemocowa do napierania na Twoje granice i przesuwania ich coraz dalej i dalej. Czy Ty umiesz sie porzadnie zezloscic i obsztorcowac meza, gdy wyprawia takie cyrki? Jesli nie umiesz, to popracuj nad swoja stanowczoscia, sila, wlasnym zdaniem, krotkimi silnymi odpowiedziami, po ktorych nie ma juz watpliwosci jakie masz zdanie na dany temat i co zamierzasz zrobic. I trzymaj sie podjetej decyzji, nie pozwol mu sie zmanipulowac i ulec godzac sie na zmiane podjetej decyzji. To bedzie przypominalo kopanie sie z koniem, on zrobi wszystko, zeby Cie omotac, sprowokowac do neg. emocji, zeby Cie emocj. oslabic a wtedy juz stajesz sie latwym celem do wywierania na Tobie presji i doprowadzania do zmian zgodnych z jego zyczeniem. Jesli ulegniesz raz, masz jak w banku kolejne jego proby. Sprobuj 5 razy nie ulec i zobaczysz co sie wydarzy. Jezeli wspomina o zwyczajach matki, mozesz odpowiedziec krotko, ale ja nie jestem twoja matka i mam inne zwyczaje i koniec dyskusji. Na tekst o oswiadczeniu mozesz odpowiedziec np. czy ty sie dobrze czujesz, czy mam wezwac lekarza, nie znam malzenstwa ktore by sie w formie oswiadczen porozumiewalo, wiec do takiej formy ustalen mnie nie zmusisz.I mozesz wprost mu w oczy powiedziec, ze zeby stanal na glowie to od rodziny Cie nie odetnie, nawet gdyby sie z nimi wszystkimi sklocil, bo na to nie pozwolisz.Wiec jesli jego aktualne zachowanie ma do tego prowadzic, to niech sobie daruje, bo szkoda jego wysilkow.
      • awesome810 a, w ogóle to zanim przejdziesz do 25.01.16, 21:45
        działań psychologicznych, popartych mądrymi książkami, tudzież terapią... przy następnej okazji rzuć jakimś (starym) talerzem o ścianę.
        Jeszcze się nie dorobiłam starych talerzy, to ci nie powiem z doświadczenia, ale podobno ta stara metoda, też działa - na zasadzie szoku ;).

        I nie daj się, dziewczyno!
        • yoma Re: a, w ogóle to zanim przejdziesz do 26.01.16, 11:25
          Popieram sposób :)
        • heniek.8 Re: a, w ogóle to zanim przejdziesz do 26.01.16, 23:31
          > przy następnej okazji rzuć jakimś (starym) talerzem o ścianę.

          sorki ale dla mnie to najgłupszy pomysł na jaki można wpaść
          jest ok żeby pogadać sobie w kręgu ciotek z forum, nie zrozumcie mnie źle

          ale w rzeczywistym świecie raczej chcemy traktować innych w taki sposób w jaki chcemy być traktowani
          więc takie rzucanie talerzami to jest pozwolenie - stary jak jesteś zdenerwowany to możesz rozbijać talerze
          i dla dziecka komunikat - patrz jak mama jest zła na tatę to rzuca talerzami
          już lepiej się rozwieżć niż iść tą drogą, moim zdaniem
          • ola_dom Re: a, w ogóle to zanim przejdziesz do 27.01.16, 09:16
            heniek.8 napisał:

            > ale w rzeczywistym świecie raczej chcemy traktować innych w taki sposób w jaki
            > chcemy być traktowani
            > więc takie rzucanie talerzami to jest pozwolenie - stary jak jesteś zdenerwowany to możesz
            > rozbijać talerze

            Tylko widzisz Heńku - to, co piszesz, jak najbardziej ma sens w przypadku normalnego związku i normalnej relacji z normalnym partnerem (a przynajmniej w miarę normalnym). Ale tutaj dość jasno rysuje się obraz faceta, że tak powiem oględnie, dość skrzywionego. I w takim przypadku "normalne" metody nie działają za dobrze, bo jak widać - do tej pory nie zadziałały. Przecież autorka wątku nie raz i nie dwa próbowała rozmawiać, tłumaczyć i argumentować. I nic z tego.
            Więc W TAKIM PRZYPADKU akurat walnięcie talerzem w ścianę może zadziałać jak kubeł zimnej wody na głowę i otrzeźwić delikwenta choć na chwilę. Albo wywołać mały szok, co też czasem pomaga otrzeźwieć.
            Normalnie nie jest to dobra metoda. Ale czasem, w nienormalnych przypadkach, jedyna skuteczna.
            • zuzi.1 Re: a, w ogóle to zanim przejdziesz do 27.01.16, 10:32
              Dokladnie tak. Mi co prawda szkoda byloby zastawy, nawet starej, wiec ja bym jednak stawiala na slowna konfrontacje. Zapomnialam napisac o jeszcze jednej metodzie ' na przezycie ' z takim czlowiekie, calkowite podporzadkowanie sie mu i jego zyczeniom. Znam dwie kobiety, ktore w ten sposob z takimi typami funkcjonuja.Po wielu uleglych sytuacjach, raz na jakis czas delikatnie przedstawiajs jakies swoje zyczenie, z pokora patrzac takiemu typowi woczy i on sie od czasu do czasu na cos z potrzeb zony zgadza. Ale do takiego postepowania to trzeba miec i taki ulegly charakter i byc zapewne wychowanym w sposob fanatycznie katolicki, zeby mezowi w taki calkowity sposob sie podporzadkowac. Pytanie tylko, czy naprawde warto die tak poswiecic i w imie czego, rezygnujac w wiekszosci z siebie. Dla mnie taki facet odgrywa w ten sposob swoj zwiazek z dziecinstwa z matka emocj. terrorystka, tylko w ukladzie z podporzadkowana i ubezwladnowolniona zona to on robi za terroryste. To taki zapewne jego rodzaj 'terapii ' bez udzalu specjalisty, forma odreagowania przezytych traum i zastepczego wyzycia sie na zonie, jako obiekcie zastepczym, za swoje krzywdy
            • a.nancy Re: a, w ogóle to zanim przejdziesz do 27.01.16, 14:49
              nie, to jest głupi pomysł dlatego, że jeśli on faktycznie działa z premedytacją żeby ją upupić, to rzucenie talerzem będzie wodą na jego młyn. przez następne 10 lat będzie jej to wypominał, twierdząc że jest niezrównoważona i agresywna (i tym bardziej nie powinno jej się powierzyć opieki nad dziećmi w wakacje).
            • heniek.8 Re: a, w ogóle to zanim przejdziesz do 27.01.16, 17:57
              > Więc W TAKIM PRZYPADKU akurat walnięcie talerzem w ścianę może
              > zadziałać jak kubeł zimnej wody na głowę i otrzeźwić delikwenta choć na chwilę.
              > Albo wywołać mały szok, co też czasem pomaga otrzeźwieć.

              no tak tylko że to autorka miałaby arbitralnie wybrać "W TAKIM PRZYPADKU" a "W INNYM JUŻ NIE" ??

              rzucenie talerzem to zawarcie pewnego rodzaju kontraktu który brzmi:

              jeżeli jedno z małżonków ma zastrzeżenia do zachowania drugiego, to może w ramach wywołania szoku zniszczyć wybrany przedmiot.

              jeżeli ona ma prawo decydować w jakich przypadkach można rzucać, to ma prawo również jej mąż.
              jeżeli ona ma prawo decydować czym można rzucać, to ma prawo również jej mąż,
              jeżeli ona ma prawo decydować w reakcji na co można rzucać, to ma prawo również jej mąż.

              więc jeżeli on dojdzie do wniosku "odbija tej szantrapie, w ramach wywołania szoku rozwalę telewizor" to jest to dokładnie to samo zachowanie - różnica jest tylko w cenie, jak to było w starym kawale
              - za kogo mnie pan uważa, za dziwkę?
              - to już ustaliliśmy, teraz negocjujemy cenę.
              • ola_dom Re: a, w ogóle to zanim przejdziesz do 27.01.16, 19:06
                heniek.8 napisał:

                > no tak tylko że to autorka miałaby arbitralnie wybrać "W TAKIM PRZYPADKU" a "W INNYM JUŻ NIE" ??
                > rzucenie talerzem to zawarcie pewnego rodzaju kontraktu który brzmi:

                Heńku, nie filozuj.
                Mąż jest ewidentnie nie halo, więc W TAKIM PRZYPADKU można podjąć działania niestandardowe, skoro standardowe nie działają.
          • basiastel Re: a, w ogóle to zanim przejdziesz do 27.01.16, 10:13
            Rzucanie talerzami to była praktyka rozwiązywania sporów między moją ex-teściową i jej mężem. Efekt jest taki, że ich 2 synów zachowuje się podobnie. Mój ex potrafił rzucić się z kopami na pralkę, bo ją źle włączył. Młodszy też rzuca zastawą, gdy się z mamusią pokłóci. Zaznaczam, że żaden margines społeczny, bo to się jednak tak kojarzy. I stało się to jedną z głównych przyczyn rozpadu mojego małżeństwa, bo życie z furiatem jest nie do zniesienia. Dlatego nie polecam.
            • ola_dom Re: a, w ogóle to zanim przejdziesz do 27.01.16, 10:48
              basiastel napisała:

              > Rzucanie talerzami to była praktyka rozwiązywania sporów między moją ex-teściową i jej mężem.
              > bo życie z furiatem jest nie do zniesienia. Dlatego nie polecam.

              Ale to zupełnie co innego, czym innym jest ŻYCIE z furiatem, a czym innym zrobienie czegoś szokującego, czego do tej pory się nie robiło i nikt się tego po Tobie nie spodziewa. O taki efekt (szoku i zaskoczenia) tu chodzi, a nie o codzienne trzaskanie talerzami, które ma się stać "normą" komunikacyjną w domu.
              Dlatego właśnie pisałam o "kuble zimnej wody" - przecież nikt nie wylewa kubła wody na głowę codziennie, przy każdej okazji, bo trzeciego dnia i tak przestałoby to działać.
              • basiastel Re: a, w ogóle to zanim przejdziesz do 27.01.16, 19:08
                Wiesz Olu, ja taki efekt szoku i zaskoczenia przeżyłam i nikomu nie polecam.
                Byłam w 6 miesiącu ciąży, przygotowywałam się do pewnego egzaminu na następny dzień, a małż. marudził, że się nim nie zajmuję. Powiedziałam mu, że ma mi pomóc i poprosiłam o zrobienie mi kolacji - konkretnie o serek wiejski i pomidora. Zrobił kanapki. Jak mu grzecznie zwróciłam uwagę, że prosiłam o coś innego, to walnął z całych sił talerzem o podłogę. Odłamki wbiły się w zgrzewkę wody mineralnej, woda zaczęła sikać po całej kuchni. A ja rzeczywiście dostałam szoku. Byłam tak zdenerwowana, że nie byłam w stanie wybrać numeru policji ( małż. był potem zresztą oburzony, że ja na niego na policję chciałam dzwonić ). Podeszłam do tego egzaminu ledwo żywa i wymiotowałam przez 3 dni, po czym w stanie skrajnego odwodnienia trafiłam do szpitala na tydzień.
                Małż. w ogóle nie rozumiał o co chodzi i uznał, że we mnie problem, choć widząc jak się cała trzęsę, przeprosił.
                • ola_dom Re: a, w ogóle to zanim przejdziesz do 28.01.16, 10:17
                  basiastel napisała:

                  > Wiesz Olu, ja taki efekt szoku i zaskoczenia przeżyłam i nikomu nie polecam.

                  Basiastel, ale porównujesz rzeczy i sytuacje moim zdaniem nieporównywalne...
                  • basiastel Re: a, w ogóle to zanim przejdziesz do 28.01.16, 11:08
                    No, nie wiem. Ex po prostu walnął talerzem. Tak się robiło u niego w domu i dla niego to było normalne zachowanie, nic takiego. Ja coś takiego widziałam pierwszy raz w życiu i dla mnie to był szok, zachowanie czuba. Nie byłabym w stanie żyć z takim pyrgającym rzeczami osobnikiem ( mój przez większość małżeństwa pracował za granicą, gdy wrócił, po 1,5 r. wyrzuciłam go z domu). To walnięcie talerzem zdarzyło się raz, ale różne akty agresji były, choć nie codziennie, oczywiście. Dla mnie są to zachowanie nieprzewidywalne, burzące mój spokój i komfort i dlatego niedopuszczalne.
                    • ola_dom Re: a, w ogóle to zanim przejdziesz do 28.01.16, 11:28
                      basiastel napisała:

                      > No, nie wiem. Ex po prostu walnął talerzem.

                      basiastel - kobieta w ciąży jest pod ochroną - to po pierwsze. Jakbym widziała coś takiego z boku, to kolejny talerz wylądowałby pewnie na głowie owego faceta - i to byłaby moja premiera, nigdy w życiu nie rzuciłam niczym (tylko ciężkim butem, któremu nic się nie stanie, sama, w zamkniętym pokoju).

                      Po drugie - mąż autorki wątku manipuluje nią dość obrzydliwie, a pomysł z oświadczeniem nawet nie wiem, jak nazwać. Porównujesz do tego swoją uwagę, że prosiłaś o inne śniadanie???

                      Po trzecie - "walnięcie talerzem o podłogę" może być także rozumiane w przenośni, chodzi głównie o wyjście z roli potulnej żony, grzecznie słuchającej męża i spokojnie tłumaczącej to, czego nie da się wytłumaczyć. PO TO jest potrzebny szok. A nie po to, żeby się wyładować, czy okazać swoje emocje - jak to było w przypadku Twojego byłego męża.
                      • basiastel Re: a, w ogóle to zanim przejdziesz do 28.01.16, 13:09
                        Olu, takich rzeczy się nie robi wobec nikogo.
                        Małżonek autorki rzeczywiście nią manipuluje i ma wyjątkowo głupie pomysły z tymi oświadczeniami ( jak smark jakiś, nie dorosły człowiek ), ale z tego powodu nie trzeba rzucać talerzami. To fatalny odruch, a skutek takich praktyk w obecności dzieci opisałam.
                        Ja miałam kiedyś podobne przyjścia z teściową. W sierpniu planowaliśmy urlop, ale stwierdziłam, że mogę wsadzić wtedy maleńką córeczkę w samochód i wyskoczyć z nią w lipcu nad morze. Teściowa miała wiele przeciwko, gł. że synunia nie mogę zostawić samego. Powiedziałam jej co o tym myślę, kupiłam dodatkowy numer komórki ( zabraniając synuniowi udostępnienia numeru mamusi ) i pojechałam. Musiała to przeżyć i wiele innych moich aktów "samowoli" Tylko się potem skarżyła, że się jej nie słuchamy, ale ją wyśmiałam.
                        • zuzi.1 Re: a, w ogóle to zanim przejdziesz do 28.01.16, 17:00
                          Basiu, Ty mialas bardzo podobna tesciowa do mojej. Wspolczuje.
                          • basiastel Re: a, w ogóle to zanim przejdziesz do 28.01.16, 17:28
                            Od kilku lat nie mam z nią kontaktów, na szczęście. Choć się oczywiście żali do córci i dopytuje dlaczego nie chcę. Chcę normalnie żyć, nie użerać się z toksykami.
                            • zuzi.1 Re: a, w ogóle to zanim przejdziesz do 28.01.16, 18:56
                              I dobrze robisz.
          • yoma Re: a, w ogóle to zanim przejdziesz do 27.01.16, 10:38
            Heniu, kto produkuje zawartość talerza, ten ma prawo talerzem pier.nąć :) I to się wtedy nazywa karczemna awantura.
        • awesome810 oczywiście, że pisząc "rzuć talerzem" 27.01.16, 12:30
          miałam na myśli działanie jednorazowe, którego celem jest otrzeźwienie partnera, zszokowanie go i uświadomienie, że żona nie jest wcale takim potulnym cielęciem, ustawiającym się w roli petenta.
          Użyłam liczby pojedynczej. Jak nie zadziała taki kubeł zimnej wody trzeba szukać innych metod. Przecież nie proponuję autorce wątku wejścia na ścieżkę wojenną i rękoczynów.

          Poza tym, to był oczywiście, żart. Kobieta ma trudną sytuację, można dawać jej wiele porad i teoretycznie twierdzić "co ja bym zrobiła", a życie, życiem. Może jej forum pomoże, może nie pomoże, ale niech się przynajmniej uśmiechnie.
          • saramis Re: oczywiście, że pisząc "rzuć talerzem" 27.01.16, 14:32
            Propozycja rzucania talerzami rzeczywiście wywołała u mnie usmiech :) już rzucałam kiedyś, z tym że szklankami. Efektu nie było wcale, tylko ja się czułam jak idiotka, wiedząc że to był tylko akt bezsilności - bezsensowny. No i za dużo potem sprzątania :) chociaż jak ktoś ma za dużo starych kubków i się nie mieszczą w szafkach to w sumie dobry sposób na odnowienie zastawy :) mój mąż również czyta ten wątek, podobno się wypowiedział, ale nie ujawniając, że to on, ale nie wiem który to wpis... chociaż wie co o nim myślicie ;)
            • ola_dom Re: oczywiście, że pisząc "rzuć talerzem" 27.01.16, 14:51
              saramis napisała:

              > mój mąż również czyta ten wątek, podobno się wypowiedział, ale nie ujawniając, że to on, ale
              > nie wiem który to wpis... chociaż wie co o nim myślicie ;)

              ??? Tu z mężczyzn to tylko henio, reszta nicków to dość rozpoznawalne od jakiegoś czasu dziewczyny.
              Coś dziwnego piszesz.
              • saramis Re: oczywiście, że pisząc "rzuć talerzem" 27.01.16, 17:37
                To nie wiem, może tylko tak gada. Może nie pisze. Ale znalazł ten wątek i przeczytał.
                • yoma Re: oczywiście, że pisząc "rzuć talerzem" 27.01.16, 18:04
                  Icoico?
                  • zuzi.1 Re: oczywiście, że pisząc "rzuć talerzem" 27.01.16, 22:16
                    I nico :-) taki zakapior sam z siebie nie uzna, ze cos z nim nie halo, nawet, gdy 100 takich komentarzy przeczyta. ps. pozdrawiam pana meza czytajacego i niech pan sie ogarnie, zeby zona za jakis czas nie musiala panie Niebieskiej karty zakladac ( btw to nie niebieska pocztowka znad morza, polecam wygooglac).
    • heniek.8 Re: wyjazd na wakacje do dziadków 25.01.16, 21:57
      no cóż, trafił ci się meżczyzna-bluszcz,
      wg mojej skali "wypada, nie wypada, można, nie można" to taki wyjazd do rodziców w wakacje zwłaszcza gdy ty jesteś na macierzyńskim a on nie ma urlopu - jest całkiem w porządku,
      teraz jak jestem po rozwodzie to mam to w zasadzie na codzień, ale na miejscu twojego męża to bym nawet odetchnął na taką myśl - można poczytać, pójść na piwo, polenić się po pracy.
      no ale ja jestem człowiek-kaktus :D
    • plo_11 Re: wyjazd na wakacje do dziadków 26.01.16, 08:02

      Do wakacji daleko, za parę miesięcy mąż będzie zmęczony małym dzieckiem i sam chętnie skorzysta z tygodnia wolnego. Z drugiej strony ja akurat rozumiem Twojego męża - pierwsze dziecko to pierwsze dziecko, na obecną chwilę mąż może sobie nie wyobrażać tygodnia bez was. Myślę też, że kłótnia z teściami może robić swoje - mężowi może po prostu nie podobać się pomysł, że ludzie, których być może aktualnie nie lubi będą zajmować się jego dzieckiem i wychowywać po swojemu.
      Ja bym się nie kłóciła, tylko spokojnie tłumaczyła, że facet sobie odpocznie przez tydzień jak wyjedziecie.
    • jehanette Re: wyjazd na wakacje do dziadków 26.01.16, 12:29
      Hm. W związku wszystko jest dozwolone, pod warunkiem, że pasuje obojgu partnerom. Ja z mężem nie bardzo lubimy się rozstawać, nie zależałoby mi na wyjeździe do rodziców samotnie, innym parom może odpowiadać coś innego. Tutaj coś jest nie tak... myślę, że musicie tę sprawę przegadać, i dojść do tego, co naprawdę drugiej stronie nie pasuje.
    • enith Re: wyjazd na wakacje do dziadków 28.01.16, 05:32
      Jakby mojemu chłopu odbiło coś na wzór tych oświadczeń o wyjazdach z dziećmi, to poszłabym dalej i zaproponowała, że jak mamy je spisywać, to najlepiej od razu u notariusza, dla większej pewności :-D Może zaproponuj to swojemu małżonkowi, jestem bardzo ciekawa jego reakcji.
      Jak już ci wyżej napisano, tu nie chodzi o żadną tęsknotę za dziećmi, a o potrzebę kontroli nad każdym aspektem twojego życia. I chyba też zwykłą złośliwość, możliwość dopieprzenia ci tam, gdzie najbardziej cię zaboli. Mąż zawsze taki był?
    • madi138 Re: wyjazd na wakacje do dziadków 29.01.16, 10:35
      A czy możesz napisać coś więcej o konflikcie swojego męża z twoimi rodzicami? O co konkretnie poszło? Wydaje mi się, że przedstawiasz tylko jedną stronę tej historii- tę najwygodniejszą dla siebie..
      Mój mąż też mógłby powiedzieć, że ograniczam kontakty naszych dzieci z jego rodzicami, ale gdyby pominął fakt, że jego rodzice są toksyczni i nadopiekuńczy, że prawie rozwalili nasze małżeństwo, że źle mnie traktują i że przez nich od lat walczy z ciężką nerwicą, ta historia nie byłaby kompletna. A te "szczegóły" zmieniają jednak obraz całej sytuacji!
    • alsk9 Re: wyjazd na wakacje do dziadków 29.01.16, 11:04
      To co napisałaś o zachowaniach męża pokazuje, że ten człowiek cię nie lubi, za to lubi z tobą walczyć i się na tobie za coś odgrywać, wyżywać jakieś swoje frustracje, nie wiem czy zawinione czy nie zawinione przez ciebie. Ale kiepski przykład małżeństwa dla dzieci.
      Mieszkanie jest twoje czy męża?
      Jeśli męża- to może jedź do rodziców i już od nich nie wracaj ;) bo chyba nie ma do czego, między wami więcej złości niż miłości..
      • paris-texas-warsaw Re: wyjazd na wakacje do dziadków 29.01.16, 11:11
        A jak chłopina znalazł ten wątek??? Tak nagle go tematyka życia rodzinnego zainteresowała i zupełnie przez przypadek znalazł się na tym forum i w wątku niejakiej Saramis, czy też to jego stała praktyka, że inwigiluje Cię w każdej sferze? A może coś jeszcze innego....
        • ola_dom Re: wyjazd na wakacje do dziadków 29.01.16, 11:22
          paris-texas-warsaw napisała:

          > A jak chłopina znalazł ten wątek???

          > A może coś jeszcze innego....

          Też mnie to zastanowiło, a także samo istnienie samaris w tych okolicznościach.
          • alsk9 Re: wyjazd na wakacje do dziadków 29.01.16, 11:41
            Wersji może być kilka: np
            -maż kontroluje żonę w każdym aspekcie
            -żona w pozie ofiary nie umiejąc się dogadać z mężem podsunęła mu wypowiedzi na forum by zobaczył, że inni są po jej stronie i "zaczął ją lepiej traktować"

            jeśli to nie troll, to dziewczyna ma problem do przerobienia sama z sobą, bo to już kolejny związek z przychówkiem który założyła z problematycznym osobnikiem. z jakiegoś powodu sobie właśnie takich wybiera.
        • awesome810 też mnie to zastanowiło 29.01.16, 12:25
          i jakoś tak autorce wątku ubyło na wiarygodności...

          (ja się mężowi nie spowiadam z forum, a i on nie jest jakoś zainteresowany. No, raz mu pokazałam wątek do przeczytania, ten prześmieszny o kocie w namiocie z ematki.)
          • yoma Re: też mnie to zastanowiło 29.01.16, 16:33
            Pokaż :)
            • awesome810 Re: też mnie to zastanowiło 29.01.16, 21:23
              forum.gazeta.pl/forum/w,567,158878996,158879944,Re_taki_problem_mam_wscieklizna_choroba_.html
              • yoma Re: też mnie to zastanowiło 29.01.16, 23:28
                Dzięki :D
        • saramis Re: wyjazd na wakacje do dziadków 29.01.16, 21:04
          Cześć, nie wiem jak znalazł, powiedział, że szukał informacji, o tym, czy mogę zabrać dzieci bez jego zgody i mu wyskoczyło to forum. Nie bardzo mu wierzę, ale i tak, skoro on to czyta, to nie ma sensu, żebym tu pisała. Pozdrowienia dla Was dziewczyny.
          • enith Re: wyjazd na wakacje do dziadków 30.01.16, 02:30
            Saramis, to co piszesz, jest bardzo niepokojące. Mąż znalazł forum i twój na nim wątek? Przez przypadek?? Bzdura. Mąż prawdopodobnie inwigiluje twoje konto, pocztę, posty na forum, co zresztą świetnie wpisuje się w obraz męża, jaki nam tu przedstawiłaś.
            Powiedz, czy mąż zawsze miał takie kontrolujące zapędy?
    • illegal.alien Re: wyjazd na wakacje do dziadków 29.01.16, 14:02
      W naszej rodzinie byl podobny problem - oboje jestesmy imigrantami (z przeciwnych koncow Planety Ziemia). Jak urodzila sie nam corka, to ja korzystalam z macierzynskiego i jezdzilam z nia w rozne miejsca, najczesciej spotkac sie z moimi rodzicami. Moj partner nie oponowal, ale poprosil mnie, zebym nie jezdzila na dluzej niz tydzien, bo po tygodniu to on juz teskni - wydawalo mi sie to rozsadna prosba, wiec skrocilam swoje wyjazdy. Teraz juz oboje pracujemy, wiec ogranicza nas urlop, ale jak jade, to wlasnie na tydzien, najczesciej tak, zeby weekend wypadl w srodku, a nie ze wyjade w sobote, wroce w niedziele tydzien pozniej i partner dzieciakow nie widzi de facto trzy tygodnie, bo w tygodniu czasu wspolnego mamy malo.
Pełna wersja