login_tymczasowy_2016
10.02.16, 15:14
Kiedy bylam dzieckiem moj ojciec oszalal. Byl przekonany ze sledzi go KGB, przestal sie myc, pracowac, stal sie agresywny w stosunku do mnie i do mojej matki. Od czasu do czasu mnie bil. W domu byly ciagle klotnie. Potem doszlo do tego chorobliwe zbieractwo. Nie leczyl sie, ale tez nikt nie namawial go by zaczal sie leczyc. Ani jego rodzice, ani jego zona, ani jego rodzenstwo. Po latach horroru moi rodzice sie rozwiedli (bylam nastolatka gdy to sie stalo). Kontakt z ojcem mialam sporadyczny (przynosil alimenty raz na jakis czas) az w koncu kompletnie zaniknal. Spotkania z nim byly traumatyczne bo przypominaly mi moje dziecinstwo.
Moja matka zawsze starala sie mnie chronic (przed ojcem, przed swiatem), wydaje mi sie ze bardzo mnie kochala ale byla w jakis sposob nieporadna. Bylo w tym duzo emocji, ale malo refleksji. Bylam centrum jej wszechswiata, jej motywacja. Nie miala znajomych czy zainteresowan (praca, dom, praca, dom), liczylam sie tylko ja. I zeby w domu byl porzadek.
Teraz mam trzydziescipare lat. Zyje mi sie ok, mam kochajacego partnera, dziecko, mamy pieniadze, kilkoro znajomych. Chcialabym wrocic do zycia zawodowego (w tej chwili siedze w domu na wychowawczym) i miec wiecej przyjaciol, ale ogolnie nie jest zle.
Moja mama bardzo sie cieszyla kiedy sie dowiedziala ze bedzie babcia. Na poczatku odnosila sie do mnie z szacunkiem i respektowala moje decyzje jako matki. Z czasem jednak nasze relacje ulegly pogorszeniu. Ze strony mojej matki padly slowa ktore bardzo mnie zranily (powiedziala m.in. ze jestem najgorsza matka na swiecie). Zaczela mnie pouczac na kazdym kroku. Zle ubieram dziecko, zle karmie, ojciec dziecka jest dupkiem... Zerwalam kontakt bo bylo to dla mnie zbyt bolesne.
Faktem jest ze nie lubie macierzystwa i srednio odnajduje sie w roli matki (choc dziecko bylo w pelni planowane i chciane). Dla mnie macierzystwo = stres. Mam niska tolerancje na placz i krzyk. Nie jestem zdyscyplinowana. Nie lubie bawic sie z dziecmi. Lubie byc sama. Mimo to staram sie byc lagodnym rodzicem. Nigdy nie zostawilam mojego dziecka aby sie wyplakalo, karmilam piersia do samoodstawienia... Nie bije, staram sie nie krzyczec, nie ignoruje lez, zawsze przytule, tlumacze. Ale w glebi dusze czuje ze nie dbam o moje dziecko tak bardzo jak powinnam, ze nie troszcze sie dostatecznie, ze wychowuje z obowiazku, ze to co robie to takie minimum. Malo w tym moim macierzystwie autentycznej radosci i beztroski. Nie wiem czy kocham moje dziecko. Nie wiem czy kocham kogokolwiek. Troszcze sie w jakims stopniu, ale czy kocham?
Ostatnio krzycze coraz czesciej i jest mi z tym zle. Zaczelam brac antydepresanty jakis czas temu (nie wiem co mi jest, czy to depresja czy nerwica czy moze zaburzenia osobowosci; jak w koncu sie umowie na wizyte do psychiatry to sie dowiem). Nic mi sie nie chce. Nie odbieram telefonow, nie odpisuje na wiadomosci, nie lubie wychodzic z domu.
Rodzenstwo mojej matki mowi mi ze jestem zla corka bo odmawiam babci kontaktu z wnukiem. Czuje sie winna, ale po prostu nie chce jej widziec. Czasem mysle ze odgrywamy z moja matka przedstawienie oparte na moim dziecinstwie, gdzie ja jestem moim ojcem (zmagajacym sie ze swoimi problemami), moja dziecko jest mna kiedy bylam mala, a moja matka jest moja matka z przeszlosci, probujaca chronic moje dziecko przede mna. Mysle ze dzieki temu moja matka znowu czuje sie potrzebna, ma po co zyc.
Co robic? Jak naprawic relacje z matka (zal mi jej)? Jak byc lepsza matka dla mojego dziecka? Co jest ze mna nie tak?