Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta

16.02.16, 08:17
Witam, krotkie wprowadzenie, pochodze z rodziny dysfynkcyjnej, w rodzinie byly ustawione role, ja bylem tym zlym, siostra tym dobrym. Od lat jestem na swoim, ona tez, ale czasem odwiedzamy rodzicow. Od jakiegos czasu unikam sytuacji, by byc razem we czworke- zauwazylem, ze jak jestem z rodzicami sam na sam to jakos da sie zniesc, z siostra sam na sam tez bywa roznie ale nie jest zle, natomiast jak jest cala czworka- jest tragedia- bo odtwarza sie stary schemat. To sie przejawia od drobnych gestow typu ona pierwsza wybiera mieso na obiad, po kwestie typu spieram sie z nia o cos,w chodzi matka albo ojciec i nie majac pojecia o co chodzi od razu 'uciszaja' mnie i oskarzaja o spowodowanie klotni.
Dlatego unikam.
Normalnie udaje sie, problemem sa swieta. Ona zawsze jezdzi na swieta. Ja wiele lat malo jezdzilem, bo bylem za granica. Wole jechac tydzien przed lub po. Wspomnialem im o tym, nie mowiac o przyczynach, ale dziwia sie, ze nie na swieta.
Kiedys wspomnialem o tym, ze nie lubie jak sie spotykamy we czworo, to ogolnie zostalem wydrwiony, wiec teraz nei wiem, czy jest sens mowic prawde- bo uslysze, to co kiedys- czyli ze to ja powoduje te 'dziwne klimaty' i jak 'bede sie zachowywal' to nie bedzie problemow, ale to 'zachowywanie sie' to ma byc ustepowanie siostrze na kazdym kroku, ubostwianie jej osiagniec, porownywanie do mnie itp- nie mam na to ochoty.
Z drugiej strony, poi co sciemniam, ze beda pewnie zapchane pociagi, a ze we czworo ciasno itp- ale ile mozna klamac i po co?
I mam rozterke.
    • annb Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 08:58
      słuchaj, a pracujesz nad sobą? Bo wiesz, gdybyś pracował to wierz mi, przyjdzie taka chwila że powiesz prawdę i w odwłoku bedziesz miał że zostaniesz wydrwiony. I nie będzie na Tobie robić to żadnego wrażenia. Bo zrozumiesz że nie zmienisz ich, ale możesz zmienić siebie.
    • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 09:20
      Let's face it - czegokolwiek byś nie powiedział i tak będzie źle. Tak działają takie relacje dysfunkcyjne, że kto chce się wyzwolić i zmienić schemat, albo mieć święty spokój - jest zły, bo złe klimaty, pierdu pierdu. Czy TERAZ powiedzenie prawdy Ci pomoże? Bo rodzinie oczywiście nie, ale czy TOBIE pomoże? Czy przyjmiesz na klatę dalszą konwersację i spłynie po Tobie jak po kaczce, bo wiesz, że masz rację? Czy może dalej będziesz czuł się winny sytuacji, smutny, będzie przykro itp itd? Czy źle się czujesz kłamiąc, dla własnej wygody psychicznej?

      Z jednej strony - odcinanie się i asertywność wobec zaburzonej rodziny trzeba ćwiczyć - w boju. Z drugiej strony, jeżeli Cię na to TERAZ nie stać, nie czujesz się psychicznie na siłach, to ja bym olała i ściemniała. Jeżeli chodzisz na jakąś terapię, czy parę spotkań z psychologiem - cokolwiek - to możesz temat poruszyć, może są jakieś ćwiczenia na to, np przed lustrem, patrząc sobie w oczy? Do świąt (Wielkanocy jak rozumiem?) jest jeszcze kawałek czasu, pewnie zdążyłbyś to przepracować z terapeutą i się wzmocnić przed taką rozmową, czego Ci serdecznie życzę :)
      Mnie teraz czeka to samo, więc możemy sobie kibicować i się poklepać po plecach, jak nam w końcu wyjdzie ;)
    • alsk9 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 10:28
      Kropidło- jak widać bardzo dużo robisz żeby nic nie zmieniać z układów rodzinnych i trzymać się ich uparcie jak rzep. Twój wybór, twoje życie. Szkoda, że sobie je marnujesz - masz syndrom sztokholmski?
      Rodzice którzy traktowali cię od lat chamsko i niesprawiedliwie zasługują na ostrą wiązankę przy takich sytuacjach jakie opisujesz. Nie robisz tego, swoim zachowaniem ich "uniewinniłeś" a za winną sytuacji usiłujesz uczynić siostrę.
      Jak widać na tyle długo pozwalałeś się gnoić, że nie wyobrażasz sobie innego życia i zawsze będziesz się trzymał ludzi z którymi możesz wejść w relacje bycia gnojonym bo to cię przyciąga, ten strach przed rodzicami, to poczucie że ty jesteś ten dobry niesprawiedliwie oceniony, to równoczesne ściemnianie kłamanie, byle źle o tobie rodzice nie pomyśleli... Niby się wyprowadziłeś a nadal walczysz z siostrą o to żeby rodzice cię pokochali, próbujecie się z siostrą wygryźć, by zostać jedynym dzieckiem rodziców bo wtedy nie będą drugiego kochac bardziej..
      Gdybyś ty tę całą energię jaką marnujesz na zajmowanie się rodzicami przeznaczył na zajęcie się swoim życiem i założeniem swojej rodziny - to byłbyś lata świetlne do przodu.
      Dorosły będziesz gdy przestaniesz się bać reakcji rodziców na to co mówisz.
      Na razie ciągle jesteś małym przestraszonym dzieckiem emocjonalnie od nich zależnym.






      • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 11:18
        10/10 Kropidlo idź na jakas porzadna terapie bo się kręcisz w kolko i nie posuwasz ani o krok do przodu. Chlopie zycia szkoda... Poszukaj fachowej pomocy bo stracisz kolejne lata na mielenie toksycznych relacji.
      • pade Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 07.03.16, 23:26
        Dokładnie.
        Dziwi mnie, że komuś się jeszcze chce ten temat z Kropidłem wałkować.
        Pamietam podobny wątek sprzed ..3 lat?
        • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 08.03.16, 07:15
          Mozesz uznac, ze to ktos inny, nie Kropidlo.Problem to problem, w Polsce jest kilka milionow osob z podobnymi problemami, a nie jeden Kropidlo.
    • alpepe Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 10:31
      Jesteś dorosły, masz prawo odwiedzać rodziców, kiedy TY chcesz, masz prawo nawet im tylko wysłać kartkę z życzeniami na święta lub zadzwonić. Nie musisz ściemniać, nie musisz się tłumaczyć. Rodziców nie zmienisz, ale, jak tu już napisano, możesz zmienić siebie. Nie doczekasz się niestety bycia ubóstwianym i podziwianym, trudno, ale uświadom sobie, że TY TEGO NIE POTRZEBUJESZ. Jak coś jest niezdrowe, to się tego unika. Można być dyplomatą, można walić między oczy mimo braku zrozumienia u drugiej strony, ale trzeba unikać rzeczy, które ci szkodzą. Masz jedno życie.
      • alsk9 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 10:50
        o o, właśnie. Uświadomić sobie, że już się nie potrzebuje "podziwu" rodziców by żyć normalnie i się samemu cenić.
    • ola_dom Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 10:48
      Ja przede wszystkim w ogóle nie mogę się nadziwić, że Ty tam jeszcze jeździsz.
      A do tego jeszcze szukasz wymówek, które będą najzręczniejsze, żeby usprawiedliwić się (bo uważam, że to wciąż jest "usprawiedliwianie się"), dlaczego nie chcesz, żeby Cię poniżano w ekstremalny sposób (przy siostrze), bo wolisz, jak tylko trochę (bez niej).
    • nammkha Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 11:48
      Wiesz co się robi w takich sytuacjach? Rozwala się system. Rozwala się ten teatrzyk, w którym każdy miał swoją rolę z dzieciństwa. Po to jesteśmy dorośli, żeby się z takich rzeczy wyzwolić i taki jest sens życia. Przede wszystkim szkoda Twojej relacji z siostrą. Zastanawiałeś się kiedyś, że to rodzice was rozdzielili i skłócili? Że ona nie ma z tym nic wspólnego, wcale nie chciała być tą lepszą, ale po prostu tak jej się trafiło? Dlaczego wobec tego, chcesz jej unikać? Czy nie uważasz, że osobami, które są sprawcami waszej krzywdy są rodzice i to ich należy unikać lub "walczyć" z nimi?

      Żadne z rozwiązań, o których piszesz nie jest dobre w Twojej sytuacji - obydwa są asekuracyjne, obydwa już znasz, masz opanowane. Tobie pomoże tylko wyjście poza schemat - Jechać do rodziców, wtedy kiedy jest siostra i "popsuć atmosferę" "sprawić, aby rodzice poczuli się źle" nazywając wprost ich wstrętne zachowania. Być wyrodnym synem i nie bać się tego. I być przekonanym, że to Ty masz rację. Najprawdopodobniej święta będą nieudane, pokłócisz się z rodziną na jakiś czas, ale to co po paru latach, twoich konsekwentnych asertywnych zachowań uda wam się zbudować na nowo nie będzie już zupełnie przypominało starych schematów, a Ty staniesz się na prawdę dorosłą osobą. Ale to opcja tylko dla odważnych więc sam wybieraj.
      • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 12:09
        Gdyby sióstr byla normalna osoba to sama jako dorosla by rodziców przystopowala w ich chorych zachowaniach i nie pozwlalaby na odgrywanie tego teatrzyku. Ale tej siostrze z tym wszystko wygodne, w końcu to ona jest ta wybrana rodziców wiec dorosla kobieta nie robi z wygody nic, aby cokolwiek w tym rodzinnym schemacie zmienić. Bo po co, jej jest ta wygodnie, a kto by się tam osoba brata przejmował.
        • ola_dom Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 12:13
          zuzi.1 napisała:

          > Gdyby sióstr byla normalna osoba

          Siostra dorastając w takim domu raczej nie miała wiele szans na normalność.
          • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 12:33
            Owszem, pytanie tylko, czy to jak się teraz zachowuje to ' tylko' konsekwencja wychowania w dysfunkcyjnym domu, czy tez grubszy problem, czyli okreslona osobowość, pozbawiona empatii i nastawiona na własną korzyść.
            • ola_dom Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 13:10
              zuzi.1 napisała:

              > Owszem, pytanie tylko, czy to jak się teraz zachowuje to ' tylko' konsekwencja
              > wychowania w dysfunkcyjnym domu, czy tez grubszy problem, czyli okreslona osobowość,
              > pozbawiona empatii i nastawiona na własną korzyść.

              Skoro kropidło pisze, że bez rodziców jego relacje z siostrą są w miarę niezłe, to może warto, tak jak pisze namkha, powalczyć o nie. Może siostra nie jest z natury wstrętna, tylko taką rolę gra w rodzinnym teatrzyku?
              Z rodziców już raczej kropidło nic dla siebie dobrego nie wykrzesa. Może choć z relacji z siostrą? No ale na pewno tego nie dokona, jeśli będzie stosował ciągle te same metody, jedynie w najróżniejszych odmianach i wersjach.
              • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 13:25
                Chciałabym poznać jakies opisy konkretnych sytuacji z siostra bo co to znaczy' bywa różnie ale nie jest zle'...Kropidlo opisz kilka sytuacji z siostra, tych mniej przyjemnych. To pomoże jakos ocenić jakim ona jest człowiekiem.
                • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 13:26
                  Dla równowagi opisz kilka przyjemnych kontaktów z nią.
                • yoma Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 14:09
                  >To pomoże jakos ocenić jakim ona jest człowiekiem.

                  Toksyczną przemocową narcyzką jak nic, Zuzi. MSPANC.
                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 14:48
                    Po takich rodzicach ma 50% szans na to, ze taka może być. Ma również drugie 50% na to, ze nie będzie toksyczna, może miec jedynie rys narcystyczny lub nawet tego nie. Gdybyś Yoma poczytala np. narcissists-suck.blogspot.com to byś się przekonala na podstawie opisanych tam przypadków z zycia, ze to zaburzenie przechodzi dosyć gladko na kolejne pokolenia, ale dosyć wybiorczo, czesc dzieci po takich rodzicach nie przejmuje zaburzeń narcystycznych. A jak jest w przypadku tej siostry to trudno powiedziec, może jest lekko narcystyczna a może wcale, tylko jak napisala ola przy rodzicach odgrywa znany teatrzyk.
                    • yoma Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 15:13
                      Po prostu nieodmiennie zachwyca mnie twoja zdolność stawiania diagnozy na podstawie 2, słownie dwóch, słów :)
                      • annb Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 15:19
                        ja się zastanawiam co bedzie następne jak narcystyczna osobowośc przestanie być modna. Bo bycie zwykłym podlcem tak brzydko brzmi więc się opakowuje w ładną nazwę.
                        • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 16:47
                          Mysle, ze można by postawić znak rowna sie miedzy tymi nazwami annb, poza tym samo określenie to sprawa drugorzędna. Nazwa może brzmieć i pomroczność jasna :)
                          • annb Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 17.02.16, 08:16
                            można ale po co? to nie siostra i rodzina jest problemem tylko kropidło . Swoim własnym. Jak jak przestanie się napinać, jak przestanie tanczyc jak mu grają, jak wyjdzie z domu rodziców raz i drugi jak usłyszy ze przesadza, to poczuje że zyje. I jak przestanie rozkmniniac co ma zrobic, a zacznie zyc dla siebie. A później dojdzie do etapu-nie mój cyrk, nie moje małpy i będzie ich obserwował jak widz w teatrze. tego mu zyczę.
                      • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 17:01
                        Yoma fyi posty kropidlo czytam od kilku lat, pamiętam to co opisywal bardzo dobrze, nie wnioskuje jedynie na podstawie tego postu.Kropidlo miał przerwę w pisaniu dlugi czas a teraz znowu pisze.
                        • yoma Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 17:10
                          Wielki Brat czuwa, Zuzi patrzy na ciebie :)

                          Słuchaj, a tak z czystej ciekawości - tak naprawdę to ty w to wszystko wierzysz czy po prostu konsekwentnie robisz sobie jaja?
                          • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 17:51
                            Gdyby nie pojawila sie na tym forum sorvina, ktora wielokrotnie i doglebnie na podst. swojej sytuacji rodzinnej wyjasnila o co chodzi w tym matrixie, to chyba ciężko byloby mi w to uwierzyć, ze tak może być. Potem przeczytałam te wszystkie www które tu linkuje i komentarze pod nimi i po tym wszystkim nie mam żadnych wątpliwości co do tego, ze sorvina miała racje i taki matrix zaburzonej osobowości istnieje.
                            • yoma Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 20:40
                              OK dzięki. W coś wierzyć trzeba, czemu nie w Sorvinę.
                              • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 17.02.16, 11:33
                                Akurat mój wiara ma takie znaczenie dla tego ' zjawiska' jak Twoja niewiara:-)
              • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 13:30
                I zgadzam się z tym, ze starania w stosunku do tak zachowujących się rodzicow można sobie odpuścić. Oni się nie zmienia. A siostra? Trudno powiedziec co z tej relacji będzie. Na pewno spotykać się z nią bez rodzicow, skoro wówczas zachowuje się inaczej niż przy nich.
        • nammkha Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 15:50
          Musiałam wrócić się i przeczytać jeszcze raz opis kropidło, bo nie przypominałam sobie, aby kropidło napisał coś konkretnie złego na temat zachowań siostry. Na jakiej podstawie więc zuzi wysnuwasz wniosek o tym, że siostra nie jest normalna. Siostra nie jest odpowiedzialna za zachowania rodziców. Oni są odpowiedzialni za nie sami. To czy jest jej wygodnie czy nie to zupełnie nieistotna kwestia. Ale podejrzewam, że jest jej wygodnie i dobrze z tym, że rodzice ją kochają i okazują jej to, ale bardzo niewygodnie z tym, że wciąż jest opisywana jako ta lepsza. Które dziecko nie chce być kochane, chwalone przez rodziców? Chyba musiałaby być nienormalna aby się temu sprzeciwić. Przecież sam autor wątku pragnie właśnie miłości i akceptacji od rodziców i jemu tego nikt nie odmawia. Patologia tej sytuacji nie polega na tym, że siostra nic nie zmienia, tylko na tym że rodzice nierówno traktują dzieci i nie kochają lub okazują miłość w inny sposób obojgu dzieciom.
          • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 16:55
            Wiem nammkha, ze Ty tez bylas ulubienica ojca, o ile dobrze pamiętam, a Twoja siostra mamy i dlatego może tak siostrę kropidly rozumiesz. Ja nie. Uważam, ze dorosla kobieta, jezeli jest osoba przyzwoita z natury powinna przerwac to nierówne traktowanie dorosłych dzieci przez rodzicow i powiedzieć im żeby przestali sie tak zachowywać. Wyrazić jakies swoje zdanie, ze dostrzega ta nierówność w traktowaniu i ze jej to nie odpowiada. A nie odgrywac teatrzyk i czerpać z tego układu profity fin. i emocj. kosztem brata. Na rodzicow zachowanie ta dorosla kobieta nie ma wpływu, ale na swoje zachowanie jak najbardziej ma i powinna zachowywać sie przyzwoicie w stosunku do brata.
            • nammkha Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 17.02.16, 11:17
              Zuzi
              Nie do końca było tak jak piszesz w mojej rodzinie. Ale na pewno to co piszę o relacjach rodzeństwa jest to wiedza oparta na własnych doświadczeniach i przeżyciach. W każdym razie podtrzymuję swoje zdanie - dzieci to tylko dzieci, rodzice to rodzice. Warto sobie uzmysłowić, że za schematy pojawiające się w traktowaniu dzieci są odpowiedzialni rodzice, ba może nawet dziadkowie i pradziadkowie, ale tu już wkraczamy w bardziej delikatną materię ? la hellingerowską;P
              • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 17.02.16, 11:46
                Niewątpliwie, ale będąc taka wybrana przez rodziców dorosla coreczka czy synkiem należy sie nad swoim postępowaniem zastanowić, czy oby na pewno profity czerpane z takich zaburzonych rodzicow są warte tego cienia który z automatu kładzie sie na relacji z rodzeństwem, które nie zostalo przez rodziców wybrane. I tu klania sie również zwyczajna, ludzka przyzwoitość, ktora co ciekawe nie każdy posiada. I przyznaje śmieszy mnie ta celowa bezwolnosc dorosłego człowieka i przeświadczenie o braku możliwości wpływu na działania rodzicow. Widocznie tak sie bardziej opłaca. Jestem przekonana, ze gdyby sie miało przy tym ' w plecy' to szybko celowa bezwolnosc zamienila by sie w działanie. I dlatego wygoda tak w konstelacji rodzinnej ustawionego człowieka ma dla całego schematu duże znaczenie i jest to kwestia imo istotna, dla ew. możliwości zmiany schematu.
                • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 17.02.16, 12:44
                  Potwierdzam. Ale wygoda to wygoda. Nie każdy ma duszę wojownika. I zmieniacza świata. U mnie w rodzinie takich brakuje. Wojownicy cierpią sobie w samotności, bo trafiają na mury nie do przebicia. A w powierzchownych relacjach z rodzeństwem, jak u Kropidła, u mnie też jest super. Możemy się z siostrą ciuchami dzieci powymieniać, przepisami na ciasto i w ogóle jest przyjemnie pogrillować na działce. Ale temu wybranemu / mniej krzywdzonemu rodzeństwu zazwyczaj ZUPEŁNIE nie przeszkadza fakt, że rodzeństwo ledwo zipie psychicznie z powodu krzywdzenia przez rodziców. Bo to niewygodne bardzo, zobaczyć coś takiego i zrezygnować z profitów finansowych i emocjonalnych przecież.
                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 17.02.16, 13:36
                    A jak myślisz panizalewska dlaczego to Twoja siostra jest ta wybrana osoba?
                    • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 17.02.16, 15:36
                      Kurcze blade hgw. Być może dlatego, że jest bardzo podobna do mamy z charakteru, a to mama jest prowodyrem aktywnym w tej rodzinie. Ja jestem bardziej w ojca i to już w ogóle porażka, co mi niejednokrotnie wypominano, nie zgadniesz przez kogo ;) A że naturalnie wolimy przebywać z osobami podobnymi sobie, co psychologicznie jest do udowodnienia, to ja akurat rozumiem. Ale nie rozumiem faworyzowania rodzeństwa z tego powodu i nie reagowania na przemoc wobec tego drugiego, "gorszego" dziecka. Tak więc po ostatnim weekendzie wypisałam się z rodziny. Trzymaj kciuki, żeby na zawsze :P
                      • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 17.02.16, 15:58
                        Urozmaicili Ci znacząco weekend i masz w końcu dość? A czy ojciec tez faworyzowal siostrę, czy zadna z Was? Jesli jedyna rola jaka taka rodzina dla Ciebie przewiduje to rola dziewczynki do bicia, to należy zdecydowanie ograniczyć kontakt, niech sie kisza w swoim sosie :-)
                        • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 17.02.16, 17:49
                          Mnie ojciec niestety faworyzował w sensie obmacywania mnie. Dossskonale po prostu :P Ja byłam przez całe życie emocjonalną gąbką w rodzinie (trochę predyspozycje mam, bo się po prostu przejmuję, ale rodzice śmiało dostarczali nam materiału do przejmowania się). Siostra pojechała na sponsorowanego Erazmusa, sponsorowane w większości studia wieczorowe (ja na dziennych i stypendium na materiały plastyczne, ale jak zawaliłam JEDEN raz przedmiot i była opcja poprawki za 300 zł to była narada rodzinna z mega fochem). Moja siostra miała "szczęście" mieć swego czasu nowotwór złośliwy. Jestem teraz paskudna wiem. I wtedy WSZYSCY rzucili się na ratunek, a ja się jeszcze doczekałam szantaży emocjonalnych, że jak to - ja na wakacje (zasłużone i własnoręcznie opłacone) a moja siostra może jutro umrzeć i jak ja śmiem nie wrócić wcześniej. Mnie jakoś nikt nie ratował. No cóż, pech.

                          Generalnie starzy zasłużyli sobie na prokuraturę (ale się przedawniło prawnie, bo emocjonalnie NIGDY). Ja idę na terapię współuzależnienia. I na razie zero kontaktu ze starymi, nie mówiąc o kontaktach mojej córki z moim ojcem.

                          A swojej własnej siostry jednak też nie rozumiem. No ale ma synka, nie córki. Los jej nie "pokarał", to se może korzystać do woli :P

                          Sorry, wygadać się musiałam
                          • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 17.02.16, 17:51
                            Ach, jeszcze teksty "rodzina jest najważniejsza". Nie wiem do końca, czy chodzi jednak o moją rodzinę, czy jakąś inną. Ja jakoś nie odczułam w pozytywnym sensie :P
                            • ola_dom Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 17.02.16, 19:43
                              panizalewska napisała:

                              > Ach, jeszcze teksty "rodzina jest najważniejsza".

                              Panizalewska, zdaje się, że im bardziej chora rodzina, tym chętniej używa tego tekstu. Nie twierdzę, że moja rodzina jest jakoś wybitnie chora, chyba daleko jej do Twojej, ale to też często był ostateczny i główny argument na to, że ma być tak, jak "rodzina" chce!

                              Trzymam kciuki za Ciebie.
                              • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 17.02.16, 21:24
                                Dzięki Ola :)
                              • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 17.02.16, 22:43
                                Tak, zgadza sie, argument 'brudy pierze sie w domu' pada tam, gdzie te brudy sa, a atmosfera tajemnicy i sekretu zwiazuje w sposob patologiczny- podobnie jak w mafii.
                                • annb Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 18.02.16, 08:41
                                  Do Ciebie należy decyzja czy dalej będziesz grał w tę grę
                                • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 18.02.16, 09:00
                                  Zaiste. Ale mamy przesrane :P
                                  Decyzja należy do nas, to prawda, ale musimy najpierw wstępnie wyjść z układu i stanąć z boku, żeby to zobaczyć i mieć siłę, żeby to przerwać, pomimo wszystkich manipulacji rodziny, poczucia winy, własnego lęku "ja nie podołam" i różnych innych okoliczności.

                                  Kropidło, suniesz na terapię, bez gadania. Ja się wybieram, nie bądź jeleń i pożegnaj układ.
                                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 18.02.16, 10:03
                                    Bo to jest tak, ze oni stosuja troche kija i troche marchewki, troche udawanych miłych zachowań a za jakiś czas znowu lup w leb i człowiek jest skonsternowany, liczy ze może będzie lepiej, a tu co chwila taka hustawka i powolne opadanie w dol. Gdyby konsekwentnie i mocno walili tylko w leb, to każde z Was by pewnie szybko uciekli w diably i zasada zero kontaktu. A tak, to trzymają Was jak marionetki na sznurkach i pociągają za te sznurki jak się im tylko podoba i w zależności od swoich potrzeb i humorów.
                                    • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 18.02.16, 10:46
                                      To i prawda. Najśmieszniejsze jest to, że gdyby chodziło o obcych ludzi, prawomocnie skazanych za przestępstwa seksualne / przemoc w rodzinie itp itd - oni sami by się z takimi ludźmi nie zadawali. Przecież to okropne i jak to tak. Ale jak nie wyszło na jaw, to luzik, mjut malina, to jakby się w ogóle nie wydarzyło. Moja matka kiedyś zabiła mnie tekstem, że dopiero rzeczy wypowiedziane stają się realne. No k*rwa. Przemoc taka nierealna, wow.
                                      • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 18.02.16, 11:24
                                        Myślisz, ze Twój ojciec zachowywał sie tak w stosunku do Ciebie za cichym przyzwoleniem matki? Ze matka miała świadomość co on wyprawia? Czy jednak nie miała?
                                        • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 18.02.16, 14:05
                                          :D Ja jej jakoś po roku od "wielkiego finału" zdarzeń z ojcem powiedziała WSZYSTKO, kawa na ławę, ze szczegółami technicznymi i co wtedy miałam na sobie. Jak myślisz, jaka była jej reakcja? Totalna negacja i jeszcze nakłanianie do zażyłej przyjaźni i bliskości. No chora osoba, oboje chorzy głęboko. Bo przecież my "jesteśmy normalną rodziną" :D schizofrenia po całości.
                                          Kiedy było jej wygodnie, to i owszem wysłuchała mnie, rozeszła się z ojcem na rok, jak już dawno wyprowadziłam się z domu, bo JEJ przeszkadzało jak ojciec JĄ traktował (leń i nierób w domu taki, że głowa mała). Była gotowa rozwieźć się za nieposprzątany dom i za "on się nie stara", ale ZUPEŁNIE nie przeszkadzały jej przez jakieś 18 lat moje krzywdy (byłam wtedy wczesną nastolatką). I jeszcze ostatnio coś mówiła, że będą moją córkę brać na wakacje. Zmroziło mnie i prawie zawału dostałam. Patologia patologią pogania. Zupełnie ślepa i głucha absolutnie NIC do baby nie dociera.

                                          Niestety mam bogatą tradycję tego typu zachowań w rodzinie (inteligenckiej, a jakże :P) i widzę, że nastąpiło dość dokładne powielenie z pokolenia na pokolenie. Mojej babci też się serduszko krajało, jak dziadek lał córki pasem (jedna musiała przynosić pas dla drugiej i tak na zmianę, w miar potrzeby) ale żeby się rozejść, przerwać, milicję wezwać, to nie. Wychodziła do drugiego pokoju i szczęśliwa kobieta była.

                                          Kobiety w mojej rodzinie to jakieś mocno dziwne są pod względem zachowań społecznych i instynktów samozachowawczych. Może to genetyczne jest jakieś, czegoś brakuje, mózg albo jakiś gen uszkodzony, no nie wiem, ale dobrze nie jest (siostra mamy też nie jest normalna, tylko u niej to bardziej widać, u mojej matki to tak w białych rękawiczkach - manipulowanie i takie tam, w imię big pikczer pięknej wielkiej szczęśliwej rodziny)

                                          Generalni grubo
                                          • olikol Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 18.02.16, 14:24
                                            No, dlatego jak wiesz, jak było, i wiesz że korzenie chore są, to je odetnij radykalnie. Dziwie się, że po czyms takim ty z nimi kontakty latami utrzymywałaś i dopiero teraz coś cię wkurzyło na tyle, że chcesz zerwać kontakt.
                                            Weź sobie powiedz, że z domu dziecka byłaś, a oni to tylko nieudana rodzina zastępcza. I nie ciągnij ich za sobą przez resztę życia... Dla kolejnego pokolenia zrób to jeśli dla siebie nie czujesz przekonania.
                                            • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 18.02.16, 14:52
                                              Zaiste. Ja też się sobie dziwię, naprawdę. Poziom słabości i manipulacji przeogromny. Na pierwszą wizytę w ramach terapii jestem umówiona, nie wymiguję się i nie szukam wymówek. Na razie jest dobrze, opuszczamy radosne urodzinki tatusia, na których trzeba byłoby się obściskiwać brrrr
                                              • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 18.02.16, 22:16
                                                Może po takiej reakcji własnej matki ktora temat kompletnie olala nie przejelas sie tym co sie stalo tak jak powinnaś, a teraz dotarlo do Ciebie jakie świństwo Cie naprawde spotkalo z jego i jej strony i stad chęć pojscia na terapie i złość na nich. Ona swoja reakcja spowodowala to, ze cos co bylo naprawde traumatyczne dla młodej dziewczyny potraktowalas nieco przez pryzmat jej olewczej reakcji, czyli lżej niż należałoby w takiej sytuacji. No ale skoro własna matka tak reaguje to można samemu dostać rozdwojenia jaźni, a w końcu bylas tylko wczesna nastolatka.
                                          • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 18.02.16, 22:08
                                            Straszne, czyli naciągany pod publiczkę obraz wspanialej rodziny i jego sztuczne podtrzymywanie byl ważniejszy od Ciebie i Twoich totalnych problemów z ojcem. Przepraszam ale musze to napisać: co za glupia, tepa sucz :-( A jak zachowuje sie jej siostra, ze po niej widac ta nienormalność? Czy odpowiedzialas jej cos nt. tych wakacji z corka? Powinnaś jej wygarnąć za to od serca i zapytać wprost czy kolejne molestowane dziecko chce miec na sumieniu...
                                            • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 09:45
                                              Taaak, big pikczer ważniejszy, wiadomo. No nie wygarnęłam jej, jeszcze. Bo wiesz, wygarniałam KILKUKROTIE i nie odniosło to absolutnie żadnego, ale to absolutnie żadnego skutku, konsekwencji w działaniach. Poklepała po plecach "tak tak, przykro mi, nie zdawałam sobie sprawy" i takie tam, i wszystko wracało do "normy", czyli obściskujmy się w święta i dajmy dzieci pod opiekę kochających dziadków. No zgroza. Rozdwojenie jaźni potężne. To jest chyba najgorsze, bo, że tak powiem, to tacy mili i fajni ludzie so :D A w domu taka patologia od przynajmniej 3 pokoleń, że szkoda gadać. Ja nie do końca wiem w ogóle, jak to jest możliwe. To jak jakiś zły sen.
                                              I często też słyszałam, że inni mają gorzej. Usprawiedliwiajmy własną miernotę moralną miernotą innych. Bo przecież mógł zgwałcić, a nie tego nie zrobił, o jaki dobry. Ciekawe co babcia mówiła swoim córom na usprawiedliwienie swoich zaniechań.

                                              Ciotka to barwna postać bardzo i długo by o tym ;) Jawne acz niezdiagnozowane profesjonalnie zaburzenia psychopatyczne. Jest albo skrajnie głupia, albo wredna i dwulicowa suka, ciężko stwierdzić na pewno. Oczywiście jest miła i wtedy wiadomo, że ma jakiś długofalowy interes, żeby urobić klienta, chwila nieuwagi, wyrażenie niezgody na jej bezmyślne działania i rozpętuje się piekło, włącznie z pozywaniem do sądu. Psuje suka krew, robi jakieś bezprawne ruchy, rozporządza sobie cudzą własnością, generalnie robi co chce, bo MA WŁADZĘ i też nikt tego nie potrafi ukrócić. Ja bardzo żałuję, że przy stosownej okazji nie wezwałam na nią policji. Efekt strachu i zmanipulowania, że we własne gniazdo się nie sra. A ciotka nie ma skrupułów najmniejszych oczywiście. Po trupach do celu. Żeby było śmieszniej - jest ulubienicą dziadków. Chyba dlatego, że powiela schemat i taka obrotna, tak dużo robi ach i och (nie ważne, że czyimś kosztem). Dochodzi mit remontowania domu dziadka, więc samo dobro z niej. Dualizm schizofreniczny taki, że głowa boli.

                                              Moja matka była zawsze tą gorszą córką, bo raz się przeciwstawiła ojcu i nie przyniosła pasa na siostrę. Ale na tym się skończyło, bo też ma mózg solidnie przeprany. I próbuje się przypodobać i zasłużyć na miłość swoich rodziców za wszelką cenę. Więc manipulacja i przemoc w białych rękawiczkach, mocno zawoalowana. Taka bajka.
                                              • olikol Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 10:04
                                                ale czy nie jest tak, że z pokolenia na pokolenie powielacie to samo, w ciut lżejszej formie ale jednak? wygarnęłaś kilkukrotnie - nic się nie zmieniło w ich podejściu - a ty nadal do nich wracasz i się trzymasz rodziców i rodziny... jeździsz na te urodziny z obściskiwaniem, bierzesz udział w ich systemie rodzinnym, coś tam gadasz, burzysz się , ale i tak posłusznie się dostosowujesz, nie występujesz przeciwko systemowi, co najwyżej "skarżysz się" matce by dostać trochę uznania twoich krzywd, ale szybko godzisz się z rolą że jesteś byłaś i będziesz częścią tej chorej rodziny i orbitujesz "na długość kija" ale bardzo blisko i wiernie wokół nich.
                                                Jesteś dorosła i niestety sama już musisz to wziąć na bary, nie powielać błędów poprzednich pokoleń kobiet z tej rodziny..
                                                • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 10:11
                                                  Tak jest, tzn było, to prawda. Dlatego kiedy to sobie uświadomiłam w zeszły weekend to konkretnie się załamałam i prędziutko zapisałam się na terapię. I wymówiłam pomoc kochanego dziadzia do moich dzieci oraz nie jedziemy do nich do domu na imprezkę rodzinną. To na początek. Mam nadzieję, że w toku terapii znajdę siłę, żeby mieć spokojne życie bez rodziny. Bo nikt inny za mnie nie ochroni moich dzieci i nie przerwie tego kółeczka wzajemnej adoracji przemocowców i konkretnych zjebów
                                                  • olikol Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 10:22
                                                    Twój mąż wie o molestowaniu ciebie przez ojca ? Nie protestował przy tak bliskim kontakcie waszej nowej rodziny z twoją wyjściową rodziną?
                                                  • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 10:41
                                                    No właśnie kurna to też jest problem. Mój mąż to grzeczny dobry chłopiec :/ Wiedział o wszystkim od początku. Od drugiej randki :P I też mu to "nie przeszkadzało" w niczym. To nie jest typ gościa, który z bejzbolem ochroni swoją kobietę na ulicy. Niestety. Też miał dość przemocowy układ w rodzinie (wieś, dzieci to li tylko tania siła robocza i mają się słuchać rodziców i już) i z niego nie wyszedł. Na niego nic nie poradzę, muszę sobie poradzić z tym sama. Podobnie jak pokolenie wcześniej - u nas też to kobieta musi podejmować prawie 100% decyzji. Wkurzające, ale na razie nie wiem, jak z tym zrobić porządek. Jakbym czekała na decyzje męża, to bym się do śmierci nie doczekała :P
                                                    Na razie załatwię grubsze sprawy z przeszłości to będę mogła porządkować teraźniejszość
                                                  • olikol Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 10:43
                                                    To powodzenia:) trzymam kciuki.
                                                  • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 10:47
                                                    Senkju :) oby do 7 marca. Sukces, że klient pierwszorazowy zapisany stosunkowo szybko. Przed porodem się wyrobię może na jeszcze jedną wizytę :)
                                                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 12:55
                                                    Tez życzę powodzenia na terapii. Z Ciebie jest b. silna i konkretna babka z charakterem, zrób z ta rodzinna patologia porządek, dla siebie i dla dzieci. Pamiętam, ze nie rozumiałam kompletnie jak możesz w ogóle rozważać taka możliwość aby dziadek byl w bliskim kontakcie z dziecmi, bez Twojego czujnego nadzoru, jedynie z Twoja matka. Ta wizja mnie przyprawiala o gesia skórkę.Mysle, ze Ty odmarzasz, odmrazasz sie z zamrożonych przeżyć i emocji i dopiero zaczynasz dostrzegac, jak powinno być, zaczynasz to powoli czuć. Terapia to poglebi. Ps. a propos wygarniania matce, nieważne, ze po niej to splywa, ważne, ze możesz na glos wywalić jej co o niej i jej postepowaniu myślisz, niech wie co corka o niej i o ojcu sadzi, niech sobie nie myśli, ze kolejne trupy uda jej sie schować w szafie, byle jej wizerunek i wizerunek rodziny nie upadł.
                                                  • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 14:10
                                                    Dzienk Ju też :)
                                                    Odwilże przerabiałam niestety kilka razy, ale bez terapii, to mam nadzieję, że teraz się uda. Ciężko ciężko, bo imprezka rodzinna jutro. Mam taki dziecięcy strach, że co mamusia na to, że mnie nie będzie, chyba się zezłości i nakrzyczy, lepiej ściemnić. Coś jak u Kropidła :P No kurczę potrzebuję tego wzmocnienia psychicznego na terapii, bez dwóch zdań.
                                                    Wywalanie z siebie nic nie daje, ona notorycznie to wypiera i zapomina, bo jak ręką odjął i szczęśliwa kobieta jest już i bez kłopociku :P
                                                  • ola_dom Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 14:18
                                                    panizalewska napisała:

                                                    > Mam taki dziecięcy strach, że co mamusia na to, że mnie nie będzie, chyba się zezłości i nakrzyczy, lepiej ściemnić.

                                                    Wiesz, co mi pomogło? Jak sobie uświadomiłam, że ona jest tam, 30 kilometrów ode mnie. I że wprawdzie rozmowa telefoniczna nie jest przyjemnością, ale ona jest DALEKO. I już nie ma takiego zasięgu, żeby mieć na mnie wpływ, nie może mi nic kazać. Może tylko być niezadowolona. No i co z tego? Ja też bywam niezadowolona, z jakiej racji jej niezadowolenie ma być ważniejsze od mojego?
                                                    Dla mnie to było dużo, kiedy sobie to uświadomiłam.
                                                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 15:18
                                                    A Tobie samej to wywalenie cos daje? Bo tu bardziej o Ciebie chodzi niż o nią.A mamusi reakcja sie nie przejmuj, niech sie złości, należy jej się.
                                                  • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 15:59
                                                    Nie, już mi nic nie daje. Ja już od jakiegoś czasu nie mam trudności w mówieniu o tym, czy matce, czy obcym ludziom, serio (dzięki temu znajoma dała mi telefon do poradni). Ale od mówienia nic się nie zmienia. Świadomość tego nie przynosi spodziewanej ulgi. Więc gadanie gadaniem, a działanie działaniem. Parametr skuteczności to dość ważna rzecz dla mnie.

                                                    Ola, rozumowo to ja to ogarniam, jeszcze uczuciowo i całościowo, żebym miała luz psychiczny i nie ściskało w dołku na samą myśl o nieprzyjemnej rozmowie z matką.
                                                  • ola_dom Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 19:08
                                                    panizalewska napisała:

                                                    > Ola, rozumowo to ja to ogarniam, jeszcze uczuciowo i całościowo, żebym miała luz psychiczny
                                                    > i nie ściskało w dołku na samą myśl o nieprzyjemnej rozmowie z matką.

                                                    Wiesz co? A mi dopiero porządnie ulżyło, jak pogodziłam się z tym, że kontakty z matką mogą być obarczone ściskiem w dołku - jak to każda niezbyt przyjemna relacja.
                                                    Bo dopóki liczyłam, chciałam, żeby po mnie to spływało, jak po kaczce - to byłam załamana, jak wiele jeszcze roboty przede mną, bo poczułam, że chyba nigdy mi się to nie uda. Do tego stopnia, że kiedyś aż się rozpłakałam, kiedy wydawało mi się, że moja terapia w związku z tym będzie trwała kilkanaście lat chyba...
                                                    Aż dotarło do mnie, że - trudno. Nawet jak mi się nie uda przestać zupełnie reagować na matkę, to nie znaczy, że nic nie osiągnęłam i nie uwolniłam się od tego uzależnienia. Bo reaguję inaczej i w innym wymiarze.
                                                  • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 19:27
                                                    No może coś w tym jest. Bo gdybym miała się znieczulać na matkę, to najprawdopodobniej musiałabym się znieczulić na wszystko, bo wrażliwa dziewczyna jezdem ;) A akurat myślę, że to nie moja wrażliwość na ludzkie potrzeby i problemy jest tutaj głównym problemem. No i inni ludzie jakoś nie narzekają, ani też nie robią mnie non stop w ch*ja. Więc jakoś to chyba będzie trzeba przeboleć :P
                                                  • ola_dom Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 19:44
                                                    panizalewska napisała:

                                                    > No może coś w tym jest. Bo gdybym miała się znieczulać na matkę, to najprawdopodobniej musiałabym się znieczulić na wszystko

                                                    No właśnie :)
                                                    Ja sobie uświadomiłam, ze przecież reaguję nawet na obce osoby - kiedy zachowają się nieprzyjemnie - więc jak nie reagować W OGÓLE na, jakby nie było, najbliższą osobę?
                                                    Trzeba by się zamienić w cyborga.
                                                    Mi pomogło także to, co napisałam w innym poście - "zamknięcie" trudnej relacji z matką w osobnym "pudełku". O.K., wiem, że ta relacja jest trudna, ale już nie wpływa na resztę mojego życia i moich spraw. A to dla mnie było najbardziej nieznośne i wykańczające.
                                                    Jasne, nie mogę w 100% stwierdzić, że już w ogóle i nigdy. Ale tak skala jest już nieporównywalna i z biegiem czasu jest coraz i coraz lepiej.
                                                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 22:06
                                                    Powiem Wam dziewczyny, ze jestem caly czas pod wrażeniem sily razenia tego uzależnienia. Jak to do cholery jest możliwe???
                                                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 22:10
                                                    dziewczyny i Kropidlo*
                                                  • ola_dom Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 22:28
                                                    zuzi.1 napisała:

                                                    > Powiem Wam dziewczyny, ze jestem caly czas pod wrażeniem sily razenia tego uzależnienia. Jak to do cholery jest możliwe???

                                                    Zaczęte bardzo wcześnie - a jak mówią, czego nauczysz się w dzieciństwie, zostaje na zawsze*.
                                                    No i wzmocnione emocjami, więc skuteczniejsze niż cokolwiek innego.
                                                    A potem przez lata - nieraz kilkadziesiąt lat - regularnie wzmacniane przy każdej okazji. Bez wyjątków.
                                                    Jak każda tresura - potem działa, jak tylko włączasz przycisk. Organizm pamięta ;)

                                                    *o ile nie poczynisz starań, żeby się oduczyć, wiadomo.
                                                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 22:43
                                                    Ola, Ty masz to wszystko przemyślane od a do z. Podziwiam Cie za to. Rozpracowalas wiele niuansów tej trudnej relacji z matka i to w stosunkowo krótkim czasie.W pełni zgadzam sie z tym co napisalas. To niesamowite, ze człowieka można tak wytresować.
                                                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 22:49
                                                    To porażające, ze ktos może chcieć tak bliźniego wytresować i poświęca na to dziesiątki lat.
                                                  • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 23:41
                                                    Ale to nie musi być świadoma perfidia, wiesz. Straszne jest to, że rodzice robią to swoim dzieciom z niewiedzy, z wygody, z różnych innych względów, z chorego pojmowania tego, że chcą ich dobra! I jak powiesz takiemu rodzicowi prawdę prosto w oczy, to jest mega zdziwienie i "gdybym się nie starała, to byłoby jeszcze gorzej" (by moja matka). To jest kosmos, bo to tacy dobrzy ludzie są przecież :P
                                                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 22.02.16, 13:25
                                                    Wiem, ze może być to nieświadome postepowanie, zgodne z cechami osobowości. Mozesz mi napisać gdzie jest dobro dziecka w przypadku zaprzeczania temu, ze bylo molestowane przez własnego ojca? Jaki cel miała matka w takim przypadku? Czy jesli nie widzi nic niewłaściwego w zabieraniu wnuczki z takim dziadkiem na wakacje, tzn.ze nie przyjmuje dalej do wiadomości, ze molestowanie jej córki miało miejsce, czy jest jakies inne wytłumaczenie tego zachowania. I gdzie w tym można odnaleźć dobro dziecka, tym razem wnuczki?
                                                  • differentview Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 22.02.16, 14:16
                                                    wydaje mi sie, ze kobiety zaprzeczajace, ze ich dziecko jest molestowane przez ojca z duzym prawdopodobienstwem same byly molestowane jako dzieci i jest to trauma, ktorej nie przepracowaly wiec jesli temat pojawia sie ponownie robia wszystko by go nie widziec i nie musiec wracac do wlasnych doswiadczen- dzialaja mechanizmy zaprzeczania, wyparcia itd.
                                                    tak jak kiedys fakt, ze nie ujawnialy prawdy powodowal, ze chory uklad rodzinny mogl trwac tak teraz robia podobnie- knebluja usta dzieciom, ignoruja, umniejszaja wine zeby system rodzinny sie nie rozpadl( no by gdyby jednak przyjac fakty to wszystko sie rozpada- ich wlasna historia, od ktorej chcialy uciec, rodzina, ktora stworzyly- po prostu wszystko okazuje sie byc zbudowane na kłamstwie
                                                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 22.02.16, 14:40
                                                    Bardzo możliwe, ze jest tak jak piszesz differentview, a w takiej sytuacji, przy okazji spotkania z matka oko w oko zadalabym jej konkretne pytanie, czy byla tez tak jak Ty osoba molestowana w dzieciństwie, a jesli tak to przez kogo? Trzeba ta sprawę poruszyć i wyciągnąć na wierzch, jesli rzeczywiście miała w jej przypadku miejsce. Panizalewska, idź za ciosem skoro wywracasz wszystko aż do dnia i zapytaj sie jej o to wprost. Gdy potwierdzi, to wówczas zapytaj, czy dlatego wypiera fakt Twojego molestowania? A jesli zaprzeczy zapytaj dlaczego nie potrafi przyjąć do wiadomości, ze bylas molestowana.
                                                  • ola_dom Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 22.02.16, 14:51
                                                    zuzi.1 napisała:

                                                    > A jesli zaprzeczy zapytaj dlaczego nie potrafi przyjąć do wiadomości, ze bylas molestowana.

                                                    Nie wiem, jak to się dzieje, ale tym osobom przeważnie w niesłychany sposób udaje się wywinąć od odpowiedzi wprost. Ja już się nad tym zastanawiałam, w jaki konkretnie sposób to robią i z całą pewnością pomaga im to, że podczas trudnych rozmów my też jesteśmy zdenerwowani. Ale jak już sobie przeanalizowałam kolejną sytuację, podczas której moja matka znowu wywinęła się od odpowiedzi na konkretne pytanie (czyli tym razem - jaką krzywdę jej zdaniem jej wyrządziłam) - przypomniałam sobie, że jej odpowiedzią, kiedy ponowiłam swoje pytanie (bo się zaparłam, żeby wreszcie usłyszeć jakiś konkret), było: "Przestań! Przestań mnie już męczyć! Mało ci jeszcze? Nie widzisz, jak już się trzęsę, znowu mi ciśnienie skoczyło!" i tak dalej w tym duchu.
                                                    Moim zdaniem - jest bardzo mała szansa na uzyskanie rzeczowej odpowiedzi na pytanie "dlaczego?".
                                                    Zastanawiałam się jednak, dlaczego nie możemy dostać tej odpowiedzi, jasnej i wprost. I jedyne, na co wpadłam, to to, że te nasze mamy same boją się tej odpowiedzi. Bo wiedzą, że byłaby dla nich absolutnie niekorzystna, albo wręcz obciążająca. I przed tym się bronią. Inaczej tego wytłumaczyć nie mogę.
                                                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 22.02.16, 15:22
                                                    Mysle Ola w tej kwestii podobnie jak Ty, ale mimo wszystko uważam, ze należy spróbować taka osobę docisnąć do ściany i usłyszeć jakie będą tego efekty.
                                                  • ola_dom Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 22.02.16, 11:09
                                                    zuzi.1 napisała:

                                                    > To porażające, ze ktos może chcieć tak bliźniego wytresować i poświęca na to dziesiątki lat.

                                                    Nie nie, to nie jest tak, że "chce wytresować" i robi to rozmyślnie i z premedytacją.
                                                    Moim zdaniem tak się dzieje, kiedy osoba - rodzic, jest typem "my way or no way". I o ile osoby obce niekoniecznie poddają się tej "dyktaturze" (piszę w cudzysłowie, bo to nie zawsze jest dyktatura w dosłownym rozumieniu, pewnie wiele osób wybałuszyłoby oczy słysząc, że ten czy tamten jest domowym "dyktatorem", bo to są często miłe, czarujące, uczynne osoby, nierzadko nawet nieśmiałe), o tyle w domu to działa zupełnie inaczej. A szczególnie, kiedy dotyczy dziecka, które od urodzenia jest zależne i poddane woli rodzica. A szczególniej, kiedy w grę wchodzi także sporo miłości - bo przecież od rodziców także jej najczęściej dużo dostajemy.
                                                    I pewnie tu rodzi się problem - bo o ile od tyrana i dyktatora każdy ucieka od razu i raczej bez wahania, gdy tylko ma taką szansę, o tyle od osoby, która kocha, a czasem nawet w jakiś sposób się poświęca, trudno uciec. Bo niby dlaczego? Przecież jest dobra. A że jej "źle wychodzi"? No przecież ona "tylko" chce, żeby było tak, jak ona chce. W dodatku jest przekonana, że to, czego chce, jest dobre i najlepsze dla wszystkich. Jak więc można mieć o to pretensje?
                                                  • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 22.02.16, 14:24
                                                    To prawda Olu. Ile ja się nasłuchałam, że przecież "w sumie to jest dobrze i miło, to czego ja jeszcze chcę?" No właśnie :P
                                                    Kiedy kilka lat temu moi rodzice się rozeszli na rok to było TAKIE zdziwienie po rodzinie, że szok. Wzorowe małżeństwo, tak miło i fajnie, takie fajne imprezy robili, a tu alkoholizm i się rozeszli. O resztach atrakcji oczywiście nikt się nie dowiedział, bo matce było wygodnie mówić tylko to, że jaka JEJ się wielka krzywda stała, że mąż jej nie szanuje. Paranoja.

                                                    Zuzi, to prawda, że matka dalej wypiera prawdę. Nie usprawiedliwia jej fakt, że jej rodzice również przeprali jej wzorowo mózg, ale tak było. Jako dorosła nie zrobiła z tym porządku, to teraz jest jej problem. I wiesz, moją ciotkę jeszcze bym oskarżała o celową perfidię, matki niekoniecznie. Nie dlatego, że jest mi bliższa (tfu tfu, no ale jest, nie?) ale dlatego, że ja odgrywałam tę samą dokładnie rolę, co ona pokolenie wyżej i odczuwam pokrewieństwo mechanizmów, uwikłania, wyparcia, złagodzenia (że inni mają jednak gorzej) i różnych innych niuansów, wmawiania dziecku słabości (nie dasz rady bez pomocy rodziny) itp itd. Więc generalnie temat jest cholernie głęboki, szeroki jak jakiś k*rwa ocean.

                                                    Baj de łej, napisałam już do matki, że rezygnuję z kontaktów z nimi. Ale że ma szansę po rocznej terapii od uzależnienia. TYLKO ONA. I że mogę z nią o tym porozmawiać za tydzień, jeżeli będzie chciała. Jeśli się oczywiście nie zapiecze w gniewie na dłużej, co też jest możliwe, znając jej charakter.
                                                    Teraz piszę do ojca. Tu żadnej szansy nie będzie, nie będzie spotkania i rozmowy.
                                                    Gadałyśmy też z siostrą. Tych maili nie chciała przeczytać, niespecjalnie się dziwię, nie mam pretensji. Zasugerowałam tylko przemyślenie, czy chcą swojego synka oddawać rodzicom pod opiekę bez nadzoru (popołudnie, czy inne wycieczki), bo jednak zryta bania u obojga to konkretny konkret :P

                                                    Jestem z siebie dumna, póki co ;) Idę z córą, a w zasadzie z dwiema, robić ciastka orzechowe :)

                                                    W miarę potrzeby muszę wymyśleć, co mówić najstarszej, która dziadków pamięta. Bo w końcu wymazuję ich z jej życia. Młodszy nie będzie pamiętał za czas jakiś, najmłodsza nie pozna, MOŻE babcię. Ale to po terapii dopiero. A sie porobiło :P
                                                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 22.02.16, 14:48
                                                    Panizalewska tez uważam, ze Twoja mama nie kieruje perfidia a raczej nieświadome działanie i mechanizmy uwiklania w patologie rodzinna od pokoleń. Wiec zgadzam się z Toba. Trzymaj się i życzę Ci sly i wytrwałości w podjętych postanowieniach. Ktos te chore schematy rodzinne musi zatrzymać, bo inaczej kolejne pokolenia tez je będą powielać. A może to zrobić tylko ktos kto jest odważny :-) i kto nie chowa sie za plecami matki i ojca z wygody.
                                                  • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 22.02.16, 16:21
                                                    Senkju, moje ego wzrosło :)
                                                    Miejmy nadzieję, że się nie złamię, nie zlituję i nie będzie tych kontaktów przez najbliższe 30 lat :P

                                                    Diff, matka kiedyś mi powiedziała, że była molestowana przez kogoś obcego, w pociągu. Nie pamiętam już, czy jechała sama, czy była wtedy mała i pod opieką swoich rodziców. Nie wiem, czy to ma jakiekolwiek znaczenie. Jeszcze pamiętam, z opowiadań babci (dumnej i rozbawionej tę że opowieścią), że jak jechała sama z córkami, wtedy z lat 6 i 4 około, pociągiem, jakiś pan z przedziału obok zabrał sobie starszą (ciotkę) do swojego przedziału, a młodsza (mama) była zazdrosna, że ją sobie tak "pieszczocił". OJP, mrozi mnie za każdym razem, jak to słyszę. Bo pan chciał sobie wyrwać jakąś panią ze swojego przedziału. Na dziecko. Nie swoje. A babcia szczęśliwa i ubawiona. Horror

                                                    U nich w domu - pokolenie wyżej - była nieziemska przemoc fizyczna, psychiczna pewnie też, ekonomiczna na pewno. Jedna córka musiała przynosić pas do bicia dla drugiej. Rodzina inżynierów i farmaceutów, powstańców, AK-owców, kwiat polskiego intelektu. Moja matka raz się zbuntowała, albo zaczęła się buntować i tego pasa dla siostry nie przyniosła / nie przynosiła. A siostra dla niej i owszem (ciotka psychopatka - od maleńkości taka była, zupełnie poważnie) A babunia, czyli ich matka, której serduszko się krajało na czworo, bo nie mogła słuchać płaczów własnych córek, wychodziła z pokoju. I uważała, że wszystko jest OK, bo przecież mąż przynosi pensję do domu i musi być spokój. A serduszko się krajało dalej i jeszcze i jeszcze... Ciekawe, co ona mówiła swoim córkom. Ale pranie mózgu obie miały super, program "extra puszyste", sądząc po zachowaniach w dorosłości.
                                                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 22.02.16, 17:21

                                                    To nie chodzi o to aby tych kontaktów nie bylo przez 30 lat ( mam na myśli matkę) chodzi o to, żeby cos do niej dotarlo z tego co masz jej do przekazania, żeby z tego wyciagnela mądre wnioski i wkroczyla na drogę zdrowych, normalnych reakcji i zachowan( o ile jej do tego zdolna) a ojciec to juz zupelnie odrebna bajka. Ona musi uznać Twoje krzywdy i zacząć Cie wspierać, a nie udawać ze tematu nie ma. I przestać faworyzować siostrę a zacząć traktować Was obie po równo. Ciekawe czy to będzie dla niej mission impossible, czy tez nie.


                                                  • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 22.02.16, 18:05
                                                    Oczywiście, że byłoby wskazane, gdyby przemyślała co się wyrabiało przez ostatnie 30 lat. Ale jeżeli pod wpływem mojego opuszczenia gniazda rodzicielskiego NIE przemyśli jednak, to o kontaktach nie może być mowy, nie z moimi dziećmi na pewno. Nie to, że ja się nigdzie bez dzieci nie ruszam ;) ale chwilowo ze mną też nie ma co się kontaktować. Ciekawe, ciekawe, jak to się potoczy. Jak to się potoczy po kolejnym porodzie, kiedy dziadkowie nie zobaczą swojej kolejnej wnuczki na oczy. Będzie czarna rozpacz :P Może babcia pozna ją po roku, jak zasłuży. Gdybym była złośliwa, to by ją poznała po 18 latach, jak mnie gnębiły strach, obrzydzenie i uzależnienie od chorych wizji i rojeń szczęśliwej rodzinki. Doczekałam się pełnoletności, że tak powiem ;)

                                                    Czekajta kobity, do ojca napiszę w końcu.

                                                    Ciastka wyszły wyborne.

                                                    A gdzie Kropidło jest?? Zapraszam na terapię, a on nic :P
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 22.02.16, 20:46
                                                    Myślę, PaniZalewska, że to bardzo dobra decyzja o terapii:) Pamietam, jak kiedyś pisałam, że jesteś jedną z osób, których nie mogę do końca "obczaić". Tłumaczyłaś mi, ze po krótkiej terapii sama sobie potem wszystko układałaś w głowie, a rodzice też przeszli swoje terapie (czy też wspólną terapię) i teraz jest ok. Jakoś mi to się nie wydawało realne do przepracowania na krótkiej terapii i samemu. Myślę, że może dobrze, że taka wolta zrobiła się akurat w wątku Kropidły. Sama wiedza teoretyczna i jej "implikacja" po skomplikowanych układach rodzinnych imho jest bardzo wątpliwa i terapeuta niejako trzyma wszelkie wykrzywienia na wodzy, bo trudno samemu poddawać swój umysł korektom. To się przecież nie udaje nawet największym psychologom. Czym innym jest taka wiedza teoretyczna o "schematach" czy innych takich, a czym innym działanie - wiedza proceduralna. To jakby mówić, że się wie, jak się jeździ na rowerze - podręcznik do fizyki to nie umiejętność jeżdżenia samemu na tym rowerze.
                                                    Co do matki - hmmmm, jeśli ktoś faktycznie jest w stanie być w związku z osobą molestującą własne dziecko, to wg mnie czy przyzna czy nie, że rozumie czyjeś krzywdy, to jest mało znacząca kwestia. Myślę, że samo "obcowanie" z takim związkiem przez dzieci, to wystarczający powód na terapię, nawet jakby się nie było dzieckiem molestowanym.
                                                    Trzymam kciuki, ciekawa jestem jak spojrzysz na to wszystko za jakiś czas:)
                                                  • ola_dom Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 22.02.16, 20:48
                                                    zuzi.1 napisała:

                                                    > Ciekawe czy to będzie dla niej mission impossible, czy tez nie.

                                                    Zuzi, oczekujesz niemożliwego.
                                                    I jednak nie uważam, żeby to było najważniejszej dla panizalewskiej. Oczywiście, że to by było wymarzone zakończenie tej sytuacji, wyśnione odkupienie win. Ale jeśli się nie zdarzy? Panizalewska nie może na tym opierać swojego "wyzdrowienia". Ale też nie jest to niezbędne, na całe szczęście.
                                                  • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 22.02.16, 21:34
                                                    Nie, nie opieram swojego uzdrowienia na NADZIEI, bo ta matką głupich est ;) Nie po 30 latach dogłębnej znajomości moich starych. Bez naprawdę głębokiej terapii nic nie zmienią. A matka do tej pory wyśmiewała zjawisko terapii jako takiej (wyparcie, zaprzeczenie, wyśmiewanie problemu jako taktyka obronna, żeby nie ruszyć swoich głębokich pokładów win i urazów) a ojciec był coś tam poklepać u terapeuty i jedyną poprawą było przestanie picia. Ale alkohol to niestety jest wisienka na torcie i czubek góry lodowej. Dalej jest aroganckim skurrrr** który wmawia wszystkim, że czarne jest białe itp. Więc to nie o alko chodziło. Z pedofilii się oczywiście nie wyspowiadał na kozetce, bo by chyba coś się stało z takim wyznaniem? Czy obowiązuje wtedy tajemnica lekarska, tak w ogóle? Może ja się zapytam swojej dr jak w końcu się z nią zobaczę :D

                                                    Jeszcze nie zaliczyłam ani jednego spotkania, a już tyle zmian, no proszę. Maile wysłane do obojga. Przy mailu do ojca to się nawet nieźle bawiłam, oglądając równolegle śmieszne koty w internetach ;) Dokładnie taki sam olewczy styl, jakim traktował mnie przez te wszystkie lata. Ulżyło mi nieziemsko, wręcz w euforię wpadłam.
                                                    Zobaczymy, co będzie jutro, jak przeczytają z macierzą i kto się zacznie do mnie dobijać. Jeszcze w tym równaniu dziadków brakuje. Tutaj to już kompletnie nie wiem, co mam zrobić. Masakra jakaś. Są już jedną nogą w grobie, ale naprawdę solidnie pracowali na opinię przemocowca i biernej mamy doskonalącej zaniechania.

                                                    Z siostrą gada się całkiem sensownie, jak na zaistniałą sytuację...
                                                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 22.02.16, 23:52
                                                    Na Twoim miejscu dziadków bym zostawila w spokoju, ich zachowania to właściwie temat Twojej matki nie Twój. Pośrednio dostalas rykoszetem od nich, ale bezpośrednio jak rozumiem nie. To matka sprawy z nimi powinna byla sobie wyjaśniać, ale tego nie zrobila.
                                                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 22.02.16, 23:47
                                                    Ola ja nie oczekuje, raczej zastanawiam sie, czy ta kobieta bylaby w stanie to zrobić.Kwestia ' wyzdrowienia' zalezy dzieki bogu tylko od panizalewskiej i jest niezależna od postepowania matki.
                                                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 22.02.16, 23:57
                                                    Ale rzeczywiście napisałam myląco: ona musi uznać. Raczej chodziło mi o to, ze dobrze by bylo, ale czy to jest w tym przypadku możliwe, szanse są pewnie marne.
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 24.02.16, 10:57
                                                    Wracajac do tematu


                                                    odnosnie schematow ktore 'wracaja'- uswiadomilem sobie, ze moj lek przed odrzuceniem, ktory kiedys postrzegalem ogolnie, teraz postrzegam w konkretnej formie- obawiam sie, ze byle blad, moja jakas wada, moj zly postepek, i 'ludzie' mnie odrzuca.
                                                    Zly krok- i lecisz.
                                                    Ewidentnie wynioslem to z domu, zarowno slyszac ciagle grozenie, jak to ludzie mnie kiedys porzuca, odrzuca itp i bede sam, jak i bedac odrzucany.
                                                    Wiaze to z tym, ze u mnie w rodzinie nie bylo nigdy normalych sporow i normalnych 'grozb'.

                                                    Spory sa normalne, grozby tez- na zasadzie- wkurzyles mnie, nie pojde dzis z toba do kina, wkurzyles mnie- sam sobie rob kanapki.

                                                    U mnie bylo- wkurzyles mnie- wyprowadzisz sie z domu
                                                    przez ciebie wczesniej umre, zrywam kontakt.
                                                    No i oczywiscie etykietki- za zly postepek, blad, wade-
                                                    zbiles szklanke- 'ten to wszystko niszczy, rujnuje mi dom'
                                                    spozniles sie do domu- wloczy sie po nocach degenerat
                                                    gorsza ocea w szkole- tepak, w zyciu nic nie osiagnie (gorsza czyli czworka)


                                                    No ale to malo wazne, to tlo. Teraz mam problem z wyrazaniem siebie, z wyrazaniem emocji, bronieniem sie, przedstawianiem potrzeb- bo boje sie, ze maly krok i bach- lece na szczaw.
                                                    Probem jest z okresleniem wlasnych granic, co wolno a czego nie (w przyblizeniu).

                                                    Taka sytuacja np, wysylam kolezance z pracy maila, i dodaje jakis zart na koncu. Ona pisze, niby zartem, ale ostro w tonie 'nie wysylaj mi takich maili bo nie mam czasu'
                                                    I ja juz robie sie zagubiony. Czy ona mnie atakuje? Czy slusznie napomina? Czy mam sie obrazic? Czy zignorowac?
                                                    Jak sie obraze, to uzna za dziwaka. Jak nie, to uzna ze mozna mi wchodzic na leb. Tak czy tak- uzna za idiote, znielubi, straci szacunek itp.

                                                    A jeszcze pamietam, ze czesto przy probach obrony w domu slyszalem, ze jestem przewrazliwiony (choc troche pewnie jestem), i w ten sposob t sie jeszcze dodatkowo gmatwa.

                                                    To sa wlasnie schematy
                                                  • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 24.02.16, 11:40
                                                    No, piękny, suniesz na terapię jak nic. I weź nie p*erdol, że nie musisz, nie możesz itp. Chcesz poprawić sobie resztę życia, które masz? Prawdopodobnie drugie tyle, co już żyjesz? To idź.

                                                    Co do sytuacji z koleżanką - zdrowy normalny człowiek odpisuje w takiej sytuacji "ok, przepraszam, że zawracałem Ci głowę" i NIC WIĘCEJ się z tego tytułu nie dzieje. Ja też nie lubię durnych maili, łańcuszków czy innych takich. I właśnie tak odpisuję - proszę mi nie przysyłać. I ludzie następnym razem nie przysyłają, ale się NIE OBRAŻAJĄ. To jest właśnie wytyczanie granic - lubię Cię, ale nie przysyłaj mi spamu na maila, pogadamy o czym innym i w innym terminie. I NIC WIĘCEJ to nie znaczy, żadnych podtekstów i fochów, tracenia szacunku itp.
                                                    Zasadniczo bardziej szanuje się osoby, które wprost mówią o swoich granicach, niż uprawiają uniki i spychologię. Ale tego trzeba się nauczyć Kropidło. Jeżeli sam nie ogarniasz tematu, to musisz poprosić o pomoc kogoś wykwalifikowanego i tyle.

                                                    A w ogóle od porzucenia rodziców u mnie cisza w eterze. Nie dobijają się, nawet matka nie dzwoni i nie pisze. Albo wzięli sobie do serca, ale na chłodno, czyli foch, albo płaczą po kątach i się gryzą i oskarżają wzajemnie o zaistniałą sytuację. Korci mnie jak cholera, żeby zadzwonić do matki, jaką decyzję podjęła - czy idzie na terapię, czy dla niej luz i ja już dla nich przestałam istnieć, bo ich skrzywdziłam, czy coś tam. Wolałabym, żeby umierali z tęsknoty ;) Może brak wnuków ich ruszy, a może nie, nie wiem
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 24.02.16, 11:51
                                                    No widzisz, ja odpisalem, ze ok skoro nie lubi mojego humoru to nie bede wiecej wysylal to sie zezloscila, ze nie tomiala na mysli, wiec przeprosilem i zalagodzilem, uspokoilem.
                                                    Ale mialem ochote na focha jak nic, zeby obwin
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 24.02.16, 11:53
                                                    Obwinic, zaatakowac ,czyli pograc w domowe gry.
                                                    Na terapie to ja nie musze isc, bo na takiej czy innej co rok jestem
                                                  • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 24.02.16, 12:11
                                                    To może trzeba zmienić terapeutę, skoro międlisz te same problemy od kilku lat i nic się w Twojej jaźni nie zmienia i nie ma postępu?
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 24.02.16, 13:19
                                                    Muszr trafic na wlasciwego, jak buntownik z wyboru
                                                  • olikol Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 24.02.16, 13:56
                                                    Kropidło, oprócz pracowania nad zmianą terapeutów musisz popracować nad zmianą siebie. A Ty chyba stanąłeś w miejscu, obstawiłeś się książkami i poczuciem krzywdy, i wcale nie masz ochoty z tego miejsca ruszać dalej.
                                                    Sytuacja z koleżanką i twoim strzelaniem fochem i urazą że śmiała być konkretna i na "nie" wobec Twoich żartów - powinna być przyczynkiem do przepracowania tej nieumiejętności przyjmowania krytyki od otoczenia i nieszanowania cudzej odmowy. Więc wymień, jakie to konkretne ćwiczenia terapeutyczne zacząłeś robić po incydencie z koleżanką, by tę swoją przypadłość zmienić , samemu być bardziej konkretnym i szanować też cudze poglądy.
                                                    Chyba że ta sytuacja jak i wiele innych służy do podawania przykładów jaki to ty jesteś nieudany -przez rodziców - i na tym się kończy.
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 24.02.16, 14:23
                                                    Cwiczenia niebylo tylko dzialanie, kolezanka juz usmiechnieta od ucha do ucha W rozmowie ze mna dzis.
                                                    Z automatu byl foch ale blyskawicznie refleksja i naprawa.

                                                    Problem jest inny, jak zwykle nic sie nie stalo a ja do dzis zanartwialem sie, ze juz mniena pewnonienawidzi.

                                                    Widzisz, w dzialaniach to ja zrobilem olbrzymi postep, tu chodzi o swiat wrwnetrzny
                                                  • olikol Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 24.02.16, 14:47
                                                    Ale ja nie pytałam czy postarałeś się żeby twoja koleżanka chodziła uśmiechnięta tylko co zrobiłeś z swoimi wewnętrznymi projekcjami "odmówiła, więc na pewno mnie nienawidzi" , "powiedziała że jej się nie podoba pomysł, to będę kisił w sobie żal aż do śmierci bo jak śmiała skrytykować mój pomysł!to znaczy że mnie nie akceptuje i nie lubi" itd

                                                    Popracuj nad umiejętnością: odmawiania i przyjmowania odmowy,
                                                    przepraszaniem i przyjmowaniem przeprosin,
                                                    wyrażaniem wprost swojego zdania (także negatywnego) o czymś - i przyjmowaniem krytyki od innych jako czegoś co naturalnie występuje w ludzkiej komunikacji

                                                    wyrażenie swojego krytycznego zdania- to nie to samo co krytykanctwo ani słowna przemoc emocjonalna
                                                    umiejętność odmawiania innym bez poczucia umniejszania tym siebie lub kogoś - to jedna z najważniejszych umiejętności jakie człowiek musi nabyć w życiu
                                                    jeśli rodzice nie nauczyli - to musisz nauczyć się sam.
                                                    a jeśli twierdzisz, ze nie umiesz, twierdzisz też, że bywasz u terapeutów, twierdzisz też że wielką wiedzę z książek masz, to przyznaj się ile na ścianie pokoju masz wypisanych haseł "podstawowych praw człowieka" które musisz sobie wpoić wobec braku nauki od rodziców- wiec ich się uczysz i zapamiętujesz i wytrwale ćwiczysz co dzień?
                                                    typu tych właśnie pierwszych z brzegu "mam prawo do odmówienia jeśli czegoś nie chcę" " jeśli ktoś mi odmawia to znaczy tylko tyle że mi odmawia w danej sprawie a nie w innych" "to że ktoś mi mówi "nie" nie znaczy że mnie nie lubi" itd
                                                    to co? wisi coś na tej ścianie czy nie?
                                                    bo jeśli nie to
                                                    może poczytaj literaturę polecaną przez Zuzi z cyklu "narcystyczne zaburzenia osobowości" i przeanalizuj czy ich aby nie masz w tym ciągłym skupianiu się na sobie, międleniu swoich krzywd i projekcjach o tym, że ktoś ciebie śmie odrzucić albo zgłaszać krytykę. ;)
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 24.02.16, 16:26
                                                    olikol napisała:

                                                    > Ale ja nie pytałam czy postarałeś się żeby twoja koleżanka chodziła uśmiechnięt
                                                    > a tylko co zrobiłeś z swoimi wewnętrznymi projekcjami "odmówiła, więc na pewno
                                                    > mnie nienawidzi" , "powiedziała że jej się nie podoba pomysł, to będę kisił w s
                                                    > obie żal aż do śmierci bo jak śmiała skrytykować mój pomysł!to znaczy że mnie n
                                                    > ie akceptuje i nie lubi" itd

                                                    A co moglem zrobic? Mialem je i wiedzialem, ze sa irracjonalne. Nie wplywaly na moje dzialanie, tylko a emocje.
                                                    I nie chodzilo tutaj, ze ona mnie nie lubi, tylko znielubi. Chodzi o 'z':)
                                                    Bo ze mnie lubi to wiem. Wiem kto mnie lubi, a kto nie z refguly.


                                                    >
                                                    > Popracuj nad umiejętnością: odmawiania i przyjmowania odmowy,
                                                    > przepraszaniem i przyjmowaniem przeprosin,
                                                    > wyrażaniem wprost swojego zdania (także negatywnego) o czymś - i przyjmowaniem
                                                    > krytyki od innych jako czegoś co naturalnie występuje w ludzkiej komunikacji

                                                    Pracuje od lat. Przepraszam to ja za duzo. Przeprosiny tez przyjmuje, jesli padaja, bo czasem nie padaja. Krytyke zasadniczo umiem przyjac.

                                                    W ogole to zacznijmy od tego, ze ja te osobe wyjatkowo lubie, raczej nie przejmuje sie krytyka osob trzecich, to bardziej chodzi o sytuacje, gdy na kims mi zalezy.

                                                    >
                                                    > wyrażenie swojego krytycznego zdania- to nie to samo co krytykanctwo ani słowna
                                                    > przemoc emocjonalna


                                                    tak



                                                    > umiejętność odmawiania innym bez poczucia umniejszania tym siebie lub kogoś -
                                                    > to jedna z najważniejszych umiejętności jakie człowiek musi nabyć w życiu
                                                    > jeśli rodzice nie nauczyli - to musisz nauczyć się sam.
                                                    > a jeśli twierdzisz, ze nie umiesz, twierdzisz też, że bywasz u terapeutów, twie
                                                    > rdzisz też że wielką wiedzę z książek masz, to przyznaj się ile na ścianie pok
                                                    > oju masz wypisanych haseł "podstawowych praw człowieka" które musisz sobie wpoi
                                                    > ć wobec braku nauki od rodziców- wiec ich się uczysz i zapamiętujesz i wytrwale
                                                    > ćwiczysz co dzień?

                                                    Wiedza to za malo, wazna jest jak mowisz akcja, nowe nawyki. Hasel mam duzo, raczej musze przebrac co lepsze.
                                                    Ale powtarzam, nie wiesz, zakladasz, ze ja tkie w miejscu- nie, jest wielka zmiana. Tylko jak sie zaczyna od przedszkola, to 8 klasa podstawowki to wysoko wzgledem pierwszej, ale to nie licejncjat.


                                                    > typu tych właśnie pierwszych z brzegu "mam prawo do odmówienia jeśli czegoś nie
                                                    > chcę" " jeśli ktoś mi odmawia to znaczy tylko tyle że mi odmawia w danej spraw
                                                    > ie a nie w innych" "to że ktoś mi mówi "nie" nie znaczy że mnie nie lubi" itd
                                                    > to co? wisi coś na tej ścianie czy nie?
                                                    > bo jeśli nie to
                                                    > może poczytaj literaturę polecaną przez Zuzi z cyklu "narcystyczne zaburzenia o
                                                    > sobowości" i przeanalizuj czy ich aby nie masz w tym ciągłym skupianiu się na
                                                    > sobie, międleniu swoich krzywd i projekcjach o tym, że ktoś ciebie śmie odrzuci
                                                    > ć albo zgłaszać krytykę. ;)


                                                    Narcyzmu na pewno nie mam, nikt nie mial anwet cienia podejrzen, w tym ja sam.

                                                    To, co opisuje, to klasyka nerwic i zaburzen poczucia wartosci. W kazdej ksiazce pod sloncem jest wymienione te kilka schematow- generalizowanie, czarnowidztwo, branie rzeczy zbyt personalnie, wsyztsko-albo-nic- to jest jak komplet, jak stol i cztery krzesla.

                                                    W depresjach zreszta tez.

                                                    Naprawde nie jestem taki wyjatkowy w tym, raczej bardzo banalny, moze co mnie wyroznia to skala tych emocji gdy sie rozbuchaja.
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 24.02.16, 19:21
                                                    Chciałam się takim tekstem "podzielić". Kilka dni temu go przeczytałam i bardzo mnie wzruszył, świetnie opisuje terapię psychodynamiczną w dłuższym okresie, może też inne - ale innych nie przechodziłam, to trudno mi się wczuć. Nie wiem, czy jest to tekst do końca zrozumiały, jeśli ktoś się specjalnie terapiami nie interesuje, ale są tam bardzo wg mnie przydatne kawałki dla ofiar różnych urazów, też poruszane tu na forum i jakby teraz przez Panią Zalewską - "warunki" stawiane matce, oddalanie się i przybliżanie, kwestia przydatności lub nie przebaczenia. Myślę, że dla osób z terapii psychodynamicznych jest on zrozumiały, i świetnie opisuje ten moment odłączenia od "wbudowanych złych obiektów" - i nagle nie ważne, co ci rodzice myślą, co robią, jak zareagują - i to się jakby przenosi na wszystkich innych ludzi - to jest bardzo wzmacniające, choć nawet o tym można nie myśleć, jako o jakimś celu terapii, a także nadawania różnym urazom nowych znaczeń. Ciekawa jestem, czy się Tobie Kropidło spodoba. To jest właśnie o tym, że w środku wciąż pozostaje ten zły odbiór świata, intencji, mimo wyuczonych zachowań, jak z tą koleżanką "złą".
                                                    Jak PaniZalewska piszesz, że matka ma iść na terapię, to jest to jednocześnie tak wydaje mi się nierzeczywiste, oprócz posłania kogoś na terapię, trzeba by mu jeszcze napisać na kartce, co ma być celem tej terapii, bo trudno bez tego zacząć:) Co matka będzie czuła po roku terapii tez trudno powiedzieć, a terapie generalnie nie służą wzbudzaniu winy. Z jednej strony wysyłasz sama siebie na terapię dla współuzależnionych, a z drugiej jak żona alkoholika - alkoholik ma się leczyć;) Myślę, że to jednak Ci przejdzie:)
                                                    Kropidło, a kiedyś doszedłeś do etapu, że terapeuta był Ci naprawdę blisko, czułeś się z nim dobrze, a nie np. czułeś, że on też Cię ocenia, etc.? To były terapie poznawczo-behawioralne? Taka terapia psychodymaniczna jest tu świetnie opisana, bo pokazuje też, jak pracuje się nad jakąś kwestią, a równolegle inne kwestie się dzieją i rozwiązują. To jest naprawdę niesamowite.

                                                    www.psychoterapiaptp.pl/uploads/PT_2_2010/BobrzynskiPT2010n2s25.pdf
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 24.02.16, 20:43
                                                    Raczej nie mialem problemow z terapeutami, chyba ze z jednym ktory na sile chcial mnie wepchnac w rejony zaawansowanego alkoholizmu. Tak, intensywne poznawczo behawioralne razy 2 plus takie pogadanki solo.

                                                    Dwie rzeczy. Jedna, to jest- podkreslam, bo chyba nie kazdy zrozumial- moim problemem (i pewnie wielu osob) nie sa rejony poznawcze- czyli neuroetyczne myslenie bez krytycyzmu. Ja jestem swiadomy tych nieprawidlowosci i ksiazki moglbym pisac. Tutaj chodzi o automatyzmy i ich wplyw na swiat emocjonalny.

                                                    Dwa, troche musze przyznac irytuje mnie takie traktowanie skrajne'oh kropidlo nic nie ruszyl, stoi w miejscu, jest skrajnie zwichrowany' itp. Rozumiem, ze to czesto z troski, ale spojrzmy na to szerzej i obiektywniej. Takie problemy sa powszechne i nasilenie rozne.

                                                    Powiedzmy sytuacja z kolezanka i jej mailem- ja owszem, w pierwszej reakcji zareagowalem lekkim fochem- ale po 5 minutach sie zreflektowalem i przeprosilem. Dodam, bo wazny jest kontakst- ta kolezanka ogolnei lubi moj humor, jest dla mnie mila, po prostu nieporozumienie zaszlo male, bo nie zauwazyla jednego maila, tez zreszta od razu przeprosila.

                                                    I spojrzmy na to szerzej- jakie sa mozliwe reakcje? Ktos skrajny by zareagowal agresywnie, obrazil sie na amen i nie dal przekonac, ze nie ma racji. Drugi poziom to duza obraza ale w koncu ustapienie. Trzecia reakcja to chwilowa postawa defensywnai autokorekta- gdzie jestem ja. Czwarta reakcja 'idealna' to przyjecie uwagi z humorem albo przeciwnie- z asertywnoscia.

                                                    Wiec nie uwazam, ze tak zle stoje, ze nie mam kompetencji spolecznych i moje myslenie jest do reszty wykoslawione.

                                                    W tej sytuacji bardziej martwilo mnie, ze ona moze ma myslenie uksztaltowane przez stereotypy (facet musi byc silny, nie moze byc wrazliwy itp) i moze uzna mnie za zbyt wrazliwego (choc jak mowie, az tak mocno nie zareagowalem). I moje mysli zrobily sie czarne, mimo swiadomosci ich irracjonalnosci.
                                                    Pewni naczytalem sie zbyt duzo glupich artykulow i medrocw klawiaturowych w necie, jak to kobiety masowo gardza wrazliwoscia u mezczyzn i jak blyskawicznie takich facetow skresja.

                                                    Zreszta, nic takiego sie nie stalo, czego dowod mialem dzis w pracy, na darmo sie zamartwialem i tyle.
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 24.02.16, 21:37
                                                    Patrzymy innymi "paradygmatami":) Ja w odniesieniu do takich długoletnich traumatycznych domów po prostu lepiej wierzę w terapię psychodynamiczną niż poznawczo-behawioralną. Niejako ze schematów wychodzi się nie walcząc z nimi, od innej strony;) Ja wcale nie uważam, że Kropidło nic nie zrobił...mam nadzieję, że to nie do mnie było:) Ja Cię po prostu widzę Kropidło jak w końcu się rozryczysz, poklniesz, wizja świata zmieni się na przyjaznych ludzi, a nie czyhających, a ta walka ze "schematami" jakoś mi z tym nie współgra do końca. Może chociaż mała przygoda z Gestaltem, podobno szybko oczyszcza;) Tak jak kiedyś pisałeś o tej wielkiej pizzy, że w końcu się najadłeś, tak tam by jakaś scenka z np. jedzeniem do oporu, mimo sprzeciwu "rodziców", albo jakieś krzyki, walenie w bęben, etc. Bo czasem też jedna metoda ma swoje ograniczenia, żaden nurt terapeutyczny nie jest we wszystkim najlepszy i nie "pokrywa" całej złożoności świata. Jeden w czymś lepszy, behawioryści Cię ustawili, że przynajmniej się nie stresujesz, że ktoś Twoje zachowanie REALNIE oceni jako dziwne, etc., ale ten niepokój wewnątrz zostaje. Chociaż muszę chyba tym nurtem behawioralno-poznawczym trochę więcej się zainteresować, żeby może tak jednostronnie nie idealizować jednego podejścia. Mam w ogóle nadzieję, że ta moja terapia powoli dobiega końca, chociaż ja to właśnie widzę, jak bym trochę na kolejne lewele wskakiwała, to co było na terapii nie do zrobienia, to nagle sobie mogę dla przyjemności prawie robić i te pewne umiejętności same jakoś się w życiu wykorzystują, te pytania, których w ogóle nie czaiłam, to nagle stały się oczywiste i ich sens, relacja z terapeutą jest zupełnie inna, jego umiejętności jakby się "wbudowują" w człowieka i potem widzi się, że coś jest jakimś odbiciem obcowania z nim etc. To jest jak fajna przygoda trochę, chociaż to po czasie widać i trudno sobie wyobrazić, jak będzie za jakiś czas i co mnie jeszcze zaskoczy:)
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 24.02.16, 21:51
                                                    Tak, rozumiem, mowie ogolnie, irytuje mnie troche, ze w jakis sposob wywoluje swoim pisaniem reakcje albo opiekuncze, albo doradcze, czuje sie wtedy jak jakis eksponat w laboratorium, choc rozumiem, ze wynika to z checi pomocy, bardziej denerwuje sie na samego siebie bo nei wiem, czym wywoluje takie dosc czeste reakcje.
                                                    A co do meritum, to tak- jest to 'cos' co mimo wiedzy nie pozwala z niej skorzystac w pelni- cos zakopanego wewnatrz, jakies zwarcie w mozgu, ktore powoduje, ze cala wiedza pod wplywem negatywnych emocji jest jakby za sciana szklana- jest jej swiadomosc, jest formalnie wiadomo co i jak, ale emocje hulaja wedle swego wlasnego uznania.
                                                    Ja mysle, ze to jest mieszanka wpojonego gdzies w podswiadomosc uczucia wstydu i poczucia winy. Tak jakby istnial mechanizm zabezpieczajacy przed uwolnieniem sie z tych schematow. Mozesz sobie wydluzyc lancuch, ale sie z niego nie urwiesz. Takze wpojone poczucie braku bezpieczenstwa.
                                                    A moze problemem jest przekonanie, ze trzeba miec to bezpieczenstwo- a wyjsciem jest nauczyc sie zyc bez poczucia bezpieczenstwa? Jak zwierze w lesie, ktore w kazdej chwili moze zostac zzarte- i jakos zyje z ta swiadomoscia- bo jaki ma wybor? Jak ma zajaca wilk zjesc to go zje, a czy zajac bedzie sie cale zycie bal czy nie to nic nie wskora (mowie o leku patologicznym, a nie o racjonalnym typu ostroznosc, bo zycie bez leku konczy sie z reguly szybko- w wypadku, chorobie czy gdzie tam.
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 24.02.16, 22:16
                                                    Jeśli chodzi o to, czemu budzisz jakieś reakcje, to może najszybciej byś na terapii grupowej od ludzi to usłyszał i to szybko byś mógł skorygować. Wątpię, czy ktoś np. na forum tak się sam nagle skupi i dojdzie, czemu tak jest, poza jakimiś oczywistościami typu: chcę być mądrzejszy;). Tu zresztą jest tylko forma pisana, więc dość okrojona. To zresztą sam w sobie niezły trening pewnie społeczny.
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 24.02.16, 22:24
                                                    Kropidło, albo na gestalcie taka scenka:
                                                    siedzi rodzina Kropidły przy stole i Kropidło "cicho, teraz Ja mówię i Ja jem";)
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 24.02.16, 23:07
                                                    Tak. I wtedy krzyk 'ale jak to ,on? ON?'
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 24.02.16, 23:48
                                                    Nie:))) Chociaż w głowie odgrywaj pozytywne scenki:) Wtedy hukniesz: Cicho mówiłem, nie piskać;)
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 25.02.16, 06:44
                                                    No to byl zart.
                                                  • apersona Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 26.02.16, 13:21
                                                    kropidlo5 napisał:

                                                    > Tak, rozumiem, mowie ogolnie, irytuje mnie troche, ze w jakis sposob wywoluje s
                                                    > woim pisaniem reakcje albo opiekuncze, albo doradcze, czuje sie wtedy jak jakis
                                                    > eksponat w laboratorium, choc rozumiem, ze wynika to z checi pomocy, bardziej
                                                    > denerwuje sie na samego siebie bo nei wiem, czym wywoluje takie dosc czeste rea
                                                    > kcje.

                                                    A bo wy Kropidlo takie ciapowate wrażenie robicie. My tu doradzamy i doradzamy a ta niedorajda dalej jojczy na problemy z rodzicami. To strasznie frustrujące jest zobaczyć, że MOJA światła rada nie przemieniła z punktu cudzego życia na lepsze, a taka świetna była no ;)

                                                    > A moze problemem jest przekonanie, ze trzeba miec to bezpieczenstwo- a wyjsciem
                                                    > jest nauczyc sie zyc bez poczucia bezpieczenstwa? Jak zwierze w lesie, ktore w
                                                    > kazdej chwili moze zostac zzarte- i jakos zyje z ta swiadomoscia- bo jaki ma w
                                                    > ybor? Jak ma zajaca wilk zjesc to go zje, a czy zajac bedzie sie cale zycie bal
                                                    > czy nie to nic nie wskora (mowie o leku patologicznym, a nie o racjonalnym typ
                                                    > u ostroznosc, bo zycie bez leku konczy sie z reguly szybko- w wypadku, chorobie
                                                    > czy gdzie tam.

                                                    Zając nie żyje ze świadomością zjedzenia, a na pewno nie myśli, jedzie automatem na instynktach i to ułatwia mu sprawę.



                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 26.02.16, 13:38
                                                    Byc moze i robie wrazenie kogos, kogo trzeba poprowadzic za reke i zdecydowanie mnie wkurza, jesli takie wrazenie robie, bo owszem rady cenie, ale wlasnie odzwyczajam sie od wchodzenia w relacje nie-partnerskie.

                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 25.02.16, 07:53
                                                    Jeszcze o tym wykrzyczeniu, zaklnieciu.
                                                    Ja wiem, ze u mnie jest to w duzej czesci zablokowane przez tabu smierci.
                                                    Moja matka od kiedy pamietam miala obsesje wlasnej smierci, sraszyla, ze umrze i co to bedzie, powtarzala, ze jak matka umrze to bedzie koniec swiata.
                                                    Pamietam z wczesnego dziecinstwa, ze lubila udawac umarla a potem smiala sie, jak sie jej udalo mnie na to nabrac. Potem to byl okres wiecznego strachu przed rakiem, wiek 10-15 przekleczalem w kosciolach modlac sie o to, by matka zyla, modlilem sie slowami typu 'panie boze, zeslij na mnie chorobe, ale niech mamusia bedzie zdrowa i jak najdluzej zyje'.
                                                    I za to wszysto matka odwdzieczala mi sie ciaglym oskarzaniem, ze ja powoduje i spowoduje jej smierc, ze przez mnie wczesnie umrze.
                                                    Slyszalem, ze 'moja matka miala siedmioro a nie umordowala sie tyle co ja z toba jednym' i podobno jej matka a moja babcia tak dawno stwierdzila- niestety nigdy nie wolno mi bylo bezposredni o to babci zapytac (bo jak mialem z 16 lat i sie zaczalem buntowac to wpadlem na taki pomysl).

                                                    (dodam, ze dzieckiem bylem grzecznym, jedna uciazliwoscia wg mojej oceny dzis mogloby to, ze bylem ciekawy wszystkiego i dociekliwy, duzo pytalem dlaczego i a dlaczego nie i owszem, moglo to troche irytowac. ale zadnych problemow z prawem, policja, chuliganstwa, bicia, uzywek, przemocy wobec inych dzieci czy zwierzat, nauka wzorowa).



                                                    Wracajac do tematu- matka miala wiele zachowan autodestrukcyjnych, np lykala duze ilosci srodkow nasennych 'boprzeze mnie nie moze spac i kiedys jej serce stanie od tych lekow', potrafila np nie jesc caly dzien tylko pic kawe i palic fajki i mowic, ze to przeze mnie, ze ja ja denerwuje itp i ze 'widzisz, jak rujnujesz mi zdrowie'.
                                                    Nie wiem, czy nie byla glodna faktcyznie, czy jadla po kryjomu, czy sie glodzila- do dzis nie wiem. Wiedzialem tylko, ze ja bylem winny temu i zly.
                                                    Czesto slyszlaem 'bedziesz zalowal (tego czy tamtego) jak matka umrze'.
                                                    Czest slyszlalem o matkobojcach, jak sa odrzucani przez spolczenstwo, ze zabic matke to najgorszy grzech- a ja bylem tym morderca. Non stop bylem porownywany- np do Januszka z serialu o Genowefie Smolinos.

                                                    Zeby juz nie ciagnac, mysle, ze gdzies gleboko w glowie zakodowal mi sie lek przez zabiciem wlasnej matki. Kompletnie nieuzasadniony, irracjonalny, groteskowy, wrecz skandaliczny- ale z faktami sie nie dyskutuje- a to byly na pewnym poziomie i etapie 'fakty'.

                                                  • differentview Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 25.02.16, 08:55
                                                    >czest slyszlalem o matkobojcach, jak sa odrzucani przez spolczenstwo, ze zabic matke to >najgorszy grzech- a ja bylem tym morderca. Non stop bylem porownywany- np do Januszka z >serialu o Genowefie Smolinos.

                                                    ciekawe, dla mnie ten serial byl wlasnie o patologicznej, poswiecajacej sie matce, wiecznej ofiarze, ktora z ochota( oczywiscie nieuswiadomiona) wchodzi wlasnie w taka relacje sado- maso z synusiem i przemoc synusia jest tym czego ona w skrytosci pragnie; nigdy nie dalam sie zwiesc pozorom, ze to taka historia o dobrej mamusi i zlym synalku, nawet jak bylam nastolatka czyli wiele lat temu; wiec to, ze Twoja matka chciala widziec w Tobie Januszka tez wiele o niej mowi;)
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 25.02.16, 09:20
                                                    Tak, sluszna uwaga, w ogole mysle, ze wiecej we wszystkich jej zachowaniach hylo jej niz mnie, ja bylem tylko narzedziem pod reka.
                                                    A to fakt, mowilem tu, ze u mnie w domu cierpienie i bycie ofiara to szlachetnosc, to tez stoi za moim wchodzeniem w role pokrzywdzonego.
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 25.02.16, 09:16
                                                    Kropidło, o tym nie wiedziałam. Moja mama miała tez takie zachowania, widziałam kilka takich akcji, które mocno się we mnie wryły. I chociaż rozumiem je jako zachowania całkowicie nienormalne i podłe, i kilka razy o tym rozmawiałam z terapeutą, pewnie płakałam, sama rozumiem, że część była jakimś histerycznym teatrem, to wiem, jak się to przerażenie umie wryć w beret, i w pewnych sytuacjach - jak w odruchu Pawłowa - jest taki specyficzny impuls. W końcu śmierć matki to wielkie przerażenie dla dziecka. Faktycznie to jest ciężkie do wyeliminowania, bo to nie jest jak "schemat", ale taki odruch Pawłowa na jakims megaprzerażeniu budowane. Chyba nie ma innej metody "wygaszania" takich odruchów, jak mówienie o nich i jakieś emocjonalne odreagowywanie. Jak się wyćwiczy większą zdolność do wracania takiego emocjonalnego do przeżyć, one mogą jakby trwać w umyśle i się jest świadomym, że to emocje z przeszłości, można o tym też np. z terapeutą pogadać, to to się wygasza coraz bardziej. Chociaż nic z mózgu cudownie nie ginie, to mimo świadomości takiego strachu, można go na tyle "zlokalizować", że on nie będzie wpływał na działanie. Taki dyskomfort jakby się bardziej rozumiem, on jakoś blednie i nie jest ani obezwładniający, no i z drugiej strony można się przy terapeucie na to jakoś wściec, zrozumieć i poczuć, że samemu było się pokrzywdzonym. Ja to jakoś w ten sposób widzę, pewnie terapeuta by to jakoś bardziej przejrzyście napisał.
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 25.02.16, 09:24
                                                    No i niestety jak się jest tak "zaprogramowanym" to faktycznie może się taki strach odzywać w stosunku też do neutralnych działań innych osób, o ile coś w ich zachowaniu ma jakiś podobny "element". Ale też jak się jest tego świadomym, to mimo dyskomfortu mogą one nie wpływać na działania, chociaż trudno powiedzieć, jak szybko takie coś się wygasza. Faktycznie można wpaść we wszelkie zaburzenia lękowe (takie ostrzejsze akcje to jak trauma dla dziecka), jak matka nagminnie miała takie akcje.
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 25.02.16, 09:40
                                                    Tak. To jest rodzaj szantazu, albo robisz jak ja chce albo jestes morderca. Dosc sprytnie skonstruowany. Wiem, ze osoba ktora takie rzeczy konstruuje raczej nie miala patwego dziecinstwa, stosujac tak skrajne narzedzia.
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 25.02.16, 10:09
                                                    Kropidło, no spróbuj terapii jeszcze raz:) Powiem Ci jak by to było u mojego terapeuty - to wszystko co tu piszesz, o kulturze poświęcenia, o schematach, o szantażu, etc. on by wysłuchał i zaraz Cię wziął w tryby i interesowałyby go tylko Twoje emocje. Nie dałoby się uciec od tego. Ostatnio mówiłam wg mnie bardzo fajne interpretacje takie przekrojowe przez długi okres swojego życia, a mimo że fajnie się gadało, toi tak na końcu usłyszałam, że sprawdzimy to "na emocjach", czy coś takiego;) Po jakimś czasie człowiek czuje jakby nie miał juz pewnych całych pokładów negatywnych emocji, wzrastają za to te pozytywne. Taki ogólny poziom, a nad tym nie da się jakoś z zamierzenia popracować. Może też by jakoś to się przeformułowało, że jak piszesz o tych wszystkich strasznych rzeczach, to jakbyś jak socjolog czy antropolog opisywał otoczenie kulturowo-społeczne, w którym się kształtowałeś. To jest oczywiście jakaś perspektywa, ale może latwiej by się z pewnymi rzeczami walczyło, gdybyś je faktycznie widział czy czuł jako faktyczny najazd na Twoją osobę. To, co Ty opisujesz jako takie "otoczenie", ja widzę jako najazd psychopatologii z zewnątrz na osobę Kropidły.
                                                  • differentview Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 25.02.16, 10:33
                                                    kropidlo5 napisał:

                                                    > Tak. To jest rodzaj szantazu, albo robisz jak ja chce albo jestes morderca. Dos
                                                    > c sprytnie skonstruowany. Wiem, ze osoba ktora takie rzeczy konstruuje raczej n
                                                    > ie miala patwego dziecinstwa, stosujac tak skrajne narzedzia.

                                                    ok, sprzeciwiajac sie matce, konfrontujac sie z nia czy tez separujac od niej nie jestes JEJ morderca- jestes "morderca" dla jej chorego sposobu funkcjonowania, dla jej chorych emocji, nie dla niej samej; oczywiscie ona to przezywa jakbys byl jej "morderca" bo sie identyfikuje z tym swoim chorym sposobem funkcjonowania; ale nie ma innej drogi- nie mozesz miec skrupulow czy poczucia winy- badz jak dentysta, ktory wyrywa zęba- bedzie bolalo, bedzie dziura ale wyrwac trzeba;) podtrzymujac jej chory sposob funkcjonowania przeciez nie robisz nic dobrego, wrecz odwrotnie dajesz jej komfort zycia w emocjonalnej patologii, jak zona alkoholika, ktora udaje, ze maz nie ma problemu;) wiec uswiadom to sobie i skoncz z poczuciem winy, ze jestes killerem, no sorry, zaden z Ciebie killer ani Januszek;)
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 25.02.16, 12:05
                                                    dzieci.pl/gid,15676688,img,15676722,kat,1024231,title,Matka-z-pogranicza-osobowosci,galeria.html
                                                    Kropidło, a może w tym uproszczonym podziale matek borderline na 4 typy znajdziesz swoją matkę (po angielsku jest cała książka, ja jej nie czytałam - może ta matka "umęczona"? Takie straszenie samobójstwem to może być albo objaw borderline, albo psychopatii, a narcyzm to jakby element takich osobowości, jesli to robiła dla własnej satysfakcji widzenia, że jesteś przerażony, jak może lubiła wydzielanie tego jedzenia - a nie np. miała traumę po głodzie wojennym, czy bała się biedy. Jedno zachowanie może mieć różne motywy. Jeśli faktycznie była sama niezrównoważona w zachowaniu, w autodestrukcji, w związkach z innymi ludźmi etc. to daj sobie szansę i idź jeszcze na terapię, bo po takich relacjach
                                                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 25.02.16, 12:07
                                                    Cos Ci Kropidlo wrzucę do poczytania z narcissists-suck:

                                                    RubyMar 16, 2008, 1:36:00 AM

                                                    My heart and mind usually tell me that my Mom is N. I cut her off 3 and a half years ago, and boy am I still getting grief from family members (most I barely know) over it, not least because she travels around the world visiting them and telling them how much I've hurt her. But my brain also seizes on things that seem non-N, I guess because part of me is still invested in seeing her as "merely difficult", or is afraid to have misjudged her. Her attitude to death is one of these instances.

                                                    She is a (night) nurse, and has for a long time worked in a home for the elderly. She gets a LOT of strokes from people for doing this job. She's a real martyr type. I visited with her one night and was astonished by how little she actually did, just pushing files around on a cart, it looked like. I know she's had nights dealing with falls, death and the like, though.

                                                    She talks about death a lot, in a very factual way. I guess she rightly considers herself an expert after all her work experience. The last time I and my brothers all got together - about 7 years ago - she insisted on relaying to us her wishes about her death and dying. She has it all planned to the Nth degree (pun intended). If she gets sick enough to need care, to be dependent on others the way they've been dependent on her, then she's planning to "go and sit on a mountaintop". She really admires the way old Inuit people go off in their canoes or sit on an ice floe or whatever to die alone and not "be a burden" on their families. Hee!

                                                    I used to think all of this was very healthy, mature and progressive. Now I'm not so sure. It feels too similar to the way she used to phone me when I was at college - especially if I had an exam coming up - and make "jokes" about how she'd kill herself if she wouldn't be "leaving you kids so much debt".
                                                    Reply






                                                    Anna ValeriousMar 16, 2008, 9:46:00 AM

                                                    Ruby,

                                                    Your Nmom's bravado about death is an act. It is manipulation.

                                                    My mother is petrified of death. Yet, to the casual observer, she would appear to have a very mature attitude about it. She is able to talk a good talk. She pretends she is unafraid of death when she decides to make a show of her "strength" and "fearlessness". But she has tipped her hand to me far too many times for me to ever be fooled by her act of taunting death. When she feels in control of her life, when she feels healthy and immortal, that is when she talks bravely about death. But woe betide if she is forced to feel her mortality through illness. A lump can send her into a frenzied tailspin. She is scared spitless of cancer and talks about it frequently. Many of the phobias she has developed over the years have been directly related to her fears of "catching" cancer. She has become an obsessive germiphobe as she has gotten older.

                                                    My mother has also talked of suicide when in some of her dark depressions. This was clearly (now, in retrospect) manipulation of us, her family. She is too afraid of dying to kill herself. She's never made any attempt at suicide. Just talk.

                                                    I don't believe your mother is unafraid of death. I think she talks big to convince herself and her audience that she is so in control that she doesn't need to fear the Grim Reaper. He has no tricks up his sleeve that she hasn't seen or anticipated. I think you Nmom is lying to herself first and then to the rest of you. People who talk about death a lot show their obsession by this excessive attention to their own mortality. It is fear that inspires this obsession. I would be shocked if your Nmom would actually end her life should she become dependent. It is more bravado and pretense at being a "good person" by acting like she cares about being a burden on her family. She expects that you all would make it impossible for her to "go to the mountaintop" should she end up dependent on any of you. She gets to "look" all mature by this charade while knowing you all would take care of her in her dependency.

                                                    Yo mamma is runnin' scared.

                                                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 25.02.16, 12:12
                                                    I jeszcze ciag dalszy:

                                                    RubyMar 17, 2008, 5:55:00 AM

                                                    Ooooooh, I think you're spot on. As usual. It's just another tool in her kit, to fight the fear fear fear.

                                                    I too often think of my expiration, especially when the street dogs are chasing my bicycle down the highway ;-D - I live in Thailand - but I don't threaten others with it; I use it to motivate me to fill my days well instead of flopping about playing Tetris and eating Doritos til the sun goes down. There are only so many days to play with. (I shall, however, continue to watch America's Next Top Model on You Tube, mortality be damned). For her, it's all externalized. Naturally.

                                                    Argh. I can't wait til the day I stop automatically comparing myself to her and making sure I'm not her. She still lives a little in my pocket, somehow.

                                                    Thanks to you and this post, I've come to terms with the real reason I've avoided her for these last few years and not confronted her. Yes, it is because I realise it would be pointless, this mama leopard is never going to change her spots. But it's also because I was, deep down, terrified that it would make her commit suicide and I'd get blamed by the whole world (and would blame myself). How well I've been trained. Woof woof.

                                                    I can't thank you enough, by the way, for being my sanity touchstone in recent times; if it weren't for you and a wonderful, clear-sighted friend far away (thank heavens also for email) I'd think it was me who was out of my mind. So often I read you and think either "Oh yeah, me too!" but also ... and this is rare on the web I find ... you put into clear words something that had been burrowing around in the back of my head. You're so remarkably insightful; I'm sure you speed up the process (of learning to see anew, I mean) for many many people. I can't always speak the truth myself but I know it - FEEL it - when I see it, and oh do you speak it. A million thank yous for sharing your hard-won truths.
                                                    Reply






                                                    Anna ValeriousMar 17, 2008, 8:52:00 AM

                                                    You have a good sense of humor, Ruby!

                                                    I hope I didn't convey that only narcissists fear death. Death is an enemy...and we know that instinctively. Therefore, it is natural to fear it. Narcissists have a pathological fear. "Excessive attention to their own mortality" was the phrase I used to try to get across the abnormal way they deal with this subject. You are an excellent example of how an awareness of the limited number of days we are given should motivate a person to fill their days with meaningfulness. The narcissist never takes their obsessiveness with death to that healthy place. They are never spurred on to looking for ways to fill their days with meaningful moments. For them, living well means being latched onto someone's vein to suck their life blood. The only way they can deal with the idea of death is to run from away from it. They will do this by pretending it will never come for them, or by pretending they can control when death will come.

                                                    When their time comes, narcissists do not die well.

                                                    Thank you for your kind compliments. I am very happy to know that you've found a sanity spot on my blog.

                                                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 25.02.16, 12:24
                                                    Kropidlo, przy takim podejściu jakie prezentujesz pisząc, ze nie miała latwego dzieciństwa, skoro używa szantazy, nigdy sie z tego nie wydobedziesZ. Okaz swoja empatie najpierw SOBIE jako osobie poszkodowanej przez matkę, rodzicow. A gdy wyleczysz SWOJE traumy i ich konsekwencje, uwolnisz sie od rodziny emocj. wówczas możesz wczuwać sie w to co nimi kieruje i jaka byla historia ich dzieciństwa i próbować ich zrozumieć. Robienie tego w innej kolejności, czyli Ty jako osoba poszkodowana wspolczujesz im ich traum doprowadzi Cie do tego, ze albo sie nigdy ze swojej zaburzonej relacji z nimi nie wydobedziesz, albo znacząco sobie wydluzysz i utrudnisz swój proces zdrowienia. Na tym etapie TY MUSISZ być skupiony wyłącznie NA SOBIE i nie rozpraszać sie empatia okazywana w tym momencie matce czy rodzinie IMO.
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 25.02.16, 12:32
                                                    Jeszcze o takich szantażach i terapii. To jest w ogóle temat częsty na forum, nawet pamiętam, że Verdana mimo, że dość stabilnie się jawi, taki strach przed szantażęm/poxzuciem winy kilka razy podawała jako coś, co zmienia zachowania. Trudno opisać jak to działa na terapii z bardzo stabilnym terapeutą, ale gdy widzisz jak on jest spokojny, gdy opowiadasz takie rzeczy, czujesz, że sam jest ostatnią osoba, którą można zastraszy albo zmanipulować, i wiele innyh bardzo cech dojrzałej osoby widzisz, to to się w Ciebie wbudowuje, udziela, zaczynasz w jakimś zakresie być taki sam.I chociaż złapiesz się na jakims impulsie, to widzisz, żę jest oddzielenie, że każdy sam podejmuje decyzje - że ani nie wplyniesz na czyjeś sposoby przeżywania życia, ani nie zmienisz szantaży o śmierci czy innych form manipulacji, ale nie będziesz czuł się jakkolwiek za to odpowiedzialny. I mógłbyś się zdziwić, jak taka osoba by stała się sama "splątana" tym swoim światem z wyciągniętymi do Ciebie mackami, gdy by też widziała, że jesteś poza jej zasięgiem. Ale nie chodzi o czyjąś reakcję, ale o własny spokój i niezależność od tych zachowań. To naprawdę da się osiągnąć.
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 26.02.16, 08:56
                                                    Szantaze emocjonalne to silna bron, dzialaja mocno na kazdego, nie tylko na 'skrzywdzonych'. Niejeden psycholog mi doradzal, zebym nie ocenial siebie tak surowo, bo ja przychodze i przedstawiam sie jako totalnie emocjonalnie i spolecznei uposledzonego- a to do niczego nie prowadzi dobrego, tylko do dolowania sie.
                                                    Takze bardziej wole postrzegac to tak, ze mialem do czynienia z wyjatkowo specyficznymi i trudnymi doswiadczeniami niz myslec, ze zycie mialem normalne ale jestem taki slabeusz.
                                                    Jeden psycholog nawet stwierdzil, ze dziwi sie, ze ja zyje i normalnie funkcjonuje, z emusze byc bardzo silny.
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 25.02.16, 12:41
                                                    Dokładnie, to jest jak ucieczka "w empatię". Na mojej terapii nigdy terapeuta ani nie "najeżdżał" na moją rodzinę, ani nie starał się jej zrozumieć. To nie dotyczy mojej terapii, na niej liczy się moja osoba, moje emocje, a nie czyjeś impulsy w mózgu, czy traumy dzieciństwa. Ktoś może w ogóle mieć gdzieś Twoją empatię, chociaż to słowo jest tu trochę źle użyte, jak synonim przyzwolenia na dawanie gnębienia się. No, kończę, bo się już mega rozpisuję, ale własnie terapia to tez takie rozdzielenie światów, osadzenie w sobie, a nie szukanie tylko zasad działania naczyń połączonych, ma też doprowadzić, że każdy sam odpowiada za swoje reakcje i o nich decyduje.
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 26.02.16, 08:46
                                                    Tak, zdaje sobie sprawe, ze ta empatia to rodzaj identyfikacji z innymi osobami bardziej niz ze soba, stawianie ich wyzej niz siebie, kiedys zreszta pamietam tutaj jakis watek o rodzinie, gdzie wiecej niz jedna osoba zwrocila uwage na to, ze w moich rozwazaniach nie bylo mnie, moich potrzeb, emocji, tylko pozostali.
                                                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 26.02.16, 10:01
                                                    To dlaczego to sobie robisz Kropidlo, Twoja duza świadomość powinna wywoływać zmianę zachowań choćby w tym temacie, a Ty dalej trzymasz sie starych, zlych nawyków. Dlaczego nie wprowadzisz realnych zmian w swoim mysleniu i działaniu i nie postawisz siebie na pierwszym miejscu. Rodzice umrą, boisz się, wszyscy kiedys umrzemy, to naturalna kolej rzeczy, i nie ma sensu sie tego zbytnio bać.To normalne ze człowiek po przeżyciu zycia umiera. Jezeli natomiast dalej maja na Ciebie wpływ manipulacje matki na temat jej śmierci z Twojego powodu i Twojej niesubordynacji, to czas z tym skończyć i przestać pozwalać jej wodzić sie za nos i obarczac poczuciem winy jak dziecko.Umrze bidulka z tego powodu? Jak jest taka chetna do umierania, to niech umiera, droga wolna.
                                                  • ola_dom Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 26.02.16, 10:44
                                                    zuzi.1 napisała:

                                                    > Rodzice umrą, boisz się, wszyscy kiedys umrzemy, to naturalna kolej rzeczy, i nie ma sensu sie tego zbytnio bać.To normalne ze człowiek po przeżyciu zycia umiera.

                                                    Kropidło najwyraźniej boi się, że umrą przez niego.

                                                    Ja to dość dobrze rozumiem, też się autentycznie bałam, że jak nie zadzwonię do matki przynajmniej dwa razy dziennie, to coś się jej stanie - i albo to będzie moja wina, bo się tak strasznie zdenerwowała, że nie zadzwoniłam, że ciśnienie, serce, wylew, cokolwiek;
                                                    albo to będzie moja wina, bo akurat coś się jej stało, a ja w porę się o tym nie dowiedziałam :). Nie zareagowałam, nie pospieszyłam na ratunek, etc.

                                                    Przez pierwsze dni po zerwaniu kontaktu bałam się każdego telefonu - bo wydawało mi się, że dzwonią powiedzieć mi, że coś się stało mamie. Jednak przez dwa miesiące nic się jej nie stało (tzn. - "zabrałam jej kilka lat życia!", wiadomo...), przeżyła, spotykała się ze znajomymi, zorganizowała remont, była na wycieczce. Ale mimo tej obawy o nią, czułam przeogromną ulgę, wręcz fizyczną, że "nie muszę" do niej dzwonić.
                                                    Za drugim razem, kiedy przestałyśmy się kontaktować, już się tak nie bałam :). Ale też przez długi czas co rano, kiedy sprawdzałam telefon, to kołatała mi myśl, czy nie znajdę w nim wiadomości od/o mamie. I wciąż niepokoję się, kiedy dzwoni ktoś z rodziny.
                                                    JEDNAK - wydaje mi się, także dlatego, że mam to dobrze i mocno w głowie rozpracowane, że mimo tego irracjonalnego niepokoju, który wciąż gdzieś tam się telepie, nie ma we mnie już poczucia winy wobec matki ani wobec sytuacji, w której się znalazła - w końcu na własne życzenie. A to było absolutnie najgorsze w tym wszystkim.
                                                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 26.02.16, 10:57
                                                    Ja to doskonale rozumiem. Tylko uważam, ze przy tym poziomie świadomości jaki prezentuje, powinien juz zwalczyć ten irracjonalny lek podszyty manipulacjami matki. Nie jest łatwo umrzeć na życzenie, a juz szczegolnie z czyjegoś powodu, gdy ten ktos tak naprawde niewiele złego robi. Może spróbuj Kropidlo umrzeć z powodu matki? I zobacz czy Ci się to uda :) Wtedy może zrozumiesz ja irracjonalne są te Twoje leki, ze ona umrze przez Ciebie. Umrzeć na życzenie, to dopiero jest sztuka, a rzucać słowa na wiatr to każdy potrafi...powiedz jej, ze czekasz na to, ze po latach gróźb w końcu zrobi skutecznie to co zamierza, bo juz masz dosc wysluchiwania tych bzdur w tym temacie. Ja bym dodala ze czekam na realizacje jej gróźb z niecierpliwością :)
                                                  • ola_dom Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 26.02.16, 11:01
                                                    zuzi.1 napisała:

                                                    > Ja to doskonale rozumiem. Tylko uważam, ze przy tym poziomie świadomości jaki
                                                    > prezentuje, powinien juz zwalczyć ten irracjonalny lek podszyty manipulacjami matki.

                                                    Ależ ja wcale Kropidła nie usprawiedliwiam!
                                                    Ja też się nie mogę nadziwić, że po tylu latach, przy takiej świadomości problemu, jaką prezentuje na forum, wciąż zasłania się takim "argumentami".
                                                  • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 26.02.16, 11:55
                                                    No właśnie. Jak tak śledziłam Cię trochę Olu to też miałam wrażenie, że mimo rozlicznych wątpliwości i rozkmin ogarnęłaś się w sumie raz dwa. Że po każdym epizodzie z mamą jesteś o jakąś część mądrzejsza i pomału było widać Twoją zmianę myślenia i zachowania. A u Kropidła łolabogizm na podobnym poziomie od dłuższego czasu. Coś się zatkało. Trzeba zmienić DZIAŁANIA, żeby zmieniły się efekty.
                                                    Może to kobiety mają taką większą łatwość w ogarnianiu się? Bo mają więcej do stracenia, albo lepiej zdają sobie sprawę z różnych mechanizmów? I się lepiej adaptują, lepiej walczą o przetrwanie? Zauważyłyście coś takiego? Czy faceci "zatykają" się na dłużej? Tak statystycznie oczywiście. Mam na myśli tych ludzi, którzy faktycznie chcą coś zmienić i zaczynają jakąś drogę, a nie tych, którzy tkwią w chorych układach i jest im tam ciepło i dobrze
                                                  • ola_dom Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 26.02.16, 12:16
                                                    panizalewska napisała:

                                                    > Może to kobiety mają taką większą łatwość w ogarnianiu się? Bo mają więcej do s
                                                    > tracenia, albo lepiej zdają sobie sprawę z różnych mechanizmów? I się lepiej ad
                                                    > aptują, lepiej walczą o przetrwanie? Zauważyłyście coś takiego?

                                                    Nie wiem, czy to kwestia płci, ale to, co napisałaś, pasuje do mnie idealnie - moim zdaniem.
                                                    Jak sobie uświadomiłam, ile mam do stracenia, to byłam tak zdeterminowana, że zrobiłabym chyba wszystko, żeby wreszcie zmienić tę sytuację (o tym, co już straciłam, staram się nie myśleć, bo to boli, a roztrząsanie nic już nie zmieni. Ale czasem jak mnie dopadnie, to smutno, jak szlag, kawał życia w plecy :(). Przeczytałam wszystko, co byłam w stanie, przyjmowałam tu, na forum, każdą uwagę, każdy komentarz. Na terapii także, naturalnie. Oczywiście, że nie bezkrytycznie i nieraz się broniłam i oponowałam, ale starałam się - wciąż staram - każdy wziąć pod uwagę i jakoś rozważyć. Bo naprawdę byłam gotowa zrobić chyba wszystko, żeby sobie pomóc.
                                                    Adaptuję się też chyba aż za dobrze - to zresztą uważam za jedną z przyczyn tego, w czym ugrzęzłam, ale może to też jest cecha, dzięki której udało mi się z tego wykaraskać? O tym nie myślałam.
                                                    I faktycznie staram się zrozumieć mechanizmy, chociaż - niestety sama na nie nie wpadam. Ale nieźle przyswajam, jak mi się zdaje :). Za to mój facet - czyli nie kobieta - co i rusz mnie w tej kwestii zaskakuje. On je łapie jakoś tak "z samości".
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 26.02.16, 12:57
                                                    Przecież Kropidło pisał, że on musiał wychodzić z silnych stanów lękowych, z fobii społecznej, ręcę mu drżały etc. To jest nieporównywalny problem z uzależnieniem od matki. Ja bym już nie szła w rozkminy schematów, wzorce, etc., ale coś takiego właśnie emocjonalnego - gestalt, terapię psychodymaniczną, gdzie taka ważna jest więź z terapeutą.
                                                    Niektórzy wychodzą np. z ataków paniki, ale nie idą z terapiami dalej - ja znam taki przypadek, faktycznie jest to bardzo dużo zrobione, ale jakby się wysilić miałoby się jeszcze większy komfort życia, nawet jeđli to praca na lata, to one i tak leca.
                                                  • ola_dom Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 26.02.16, 13:07
                                                    paris-texas-warsaw napisała:

                                                    > Przecież Kropidło pisał, że on musiał wychodzić z silnych stanów lękowych, z fo
                                                    > bii społecznej, ręcę mu drżały etc. To jest nieporównywalny problem z uzależnie
                                                    > niem od matki.

                                                    Ja już pisałam, że nie śmiem się porównywać, moja sytuacja jest o wiele prostsza i lżejsza, niemniej dziwi mnie, że ktoś mając taką świadomość, wciąż pcha się w g..wno. Jak ćma do ognia. Rozumiem to jakoś u osoby nieświadomej. I u osoby, która przynajmniej się stara, ale jeszcze jej nie za bardzo wychodzi, bo to wielka sztuka się nauczyć. Ale leźć tam, gdzie Cię gnoją, i wiesz, że Cię gnoją....?
                                                    Wczoraj przeczytałam o "wzmacnianiu sporadycznym". I że to najidealniejszy sposób na wychowanie, wytresowanie niewolnika. Bardzo mi to do pasuje do Kropidła, który pisał, że ma także do rodziców ciepłe uczucia, bo przecież COŚ dobrego też od nich dostał. Chyba liczy, że znowu może dostanie. A że nie wie kiedy (kluczowe przy wzmacnianiu sporadycznym) go pogłaszczą, to będzie korzystał z każdej okazji, bo a nuż...
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 26.02.16, 13:37
                                                    No tak, przeciez o tym wzmacnianiu sporadycznym sam tu pisalem, kiedy zaolzylem watek 'czy da sie naprawde zmienic relacje rodzinne'. Ja postrzegam to tak, ze wiele lat temu zrobilem pewien postep w relacjach z rodzicami, ale potem jak wrocilem z emigracji to jakis czas sie zblizylem do rodziny i niepostrzezenie, krok po kroku, wpadlem znowu w stare sidla i znowu z nich wychodze, wiec to nie jest raczej stanie w miejscu, tylko powtorka z rozrywki.
                                                    Tylko tym razem stalo sie blyskawicznie- wystarczyl rok by sie w to wplatac, kolejny by sie zorientowac ze tak sie stalo, i trzeci, zeby z tego wyjsc.
                                                    Poprzednio zajelo 15 by sie wplatac, 10 by sie zorientowac i 10 by wyplatac.
                                                    Wiec postep jest.
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 26.02.16, 13:44
                                                    Tez mnie to dziwi, to sila inercji, chociaz jak mowie, nie jest tal zle jak to wyglada.
                                                    Wlasciwie to powinienem wspomniec, ze sa dwie plaszczyzny- a chyba juz nawet wspominalem- ze stosunek do mnie rodziny to jedno- a dwa to sama obserwacja np relacji moich rodzicow to rycie psychiki- bo to istna patologia. Chociaz tez mnie dotyczy- bo glowny problem tej patologii to wzajemny brak szacunku i wciaganie mnie w swoje gry, czego oczywiscie unikam.
                                                    Roznica jest taka, ze matka non stop drwi z ojca w oczy i za plecami, a ojciec napierdziela za plecami tylko. To jest w pewien sposob komiczne, bo matka ciagle wysmiewa ojca ze jest dupa, ci..., niezdara, fujara itp- i poniekad sie z tym zgadzam, bo pozwala sobie na to wysmiewanie i jesli reaguje to w najgorszy sposb- agreywnymi wybuchami (zero asertywnosci, racjonalnosci i konsekwencji) albo obgadywaniem za plecami albo - co ostatnio sobie upodobal szczegolnie- wchodzeniem w role ofiary (ojciec taka narracje teraz napisal, ze w jego mniemaniu matka terroryzowala dzieci i jego i wszystkim zrujnowala zycie- i to czesciowo prawda- gdy zalozyc, ze on byl sam uposledzony- a nie byl).
                                                    Oni sa niedobrani calkowicie, w zyciu 1 raz widzialem, jak sie przytulili (na pogrzebie matki matki, ojciec matke przytulil a ona go nie odepchnela) nigdy w zyciu nie widzialem ich trzymajacych sie za reke, zero pocalunkow, zero wzajemnych pochwal, zero szacunku. Nienawisc, pogarda, zwalczani sie.
                                                    Wiec jak mowie, samo to juz powinno byc wystarczajace.
                                                  • ola_dom Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 26.02.16, 13:56
                                                    kropidlo5 napisał:

                                                    > w zyciu 1 raz widzialem, jak sie przytulili (na pogrzebie matki matki, ojciec matke przytulil a ona go nie odepchnela) nigdy w zyciu nie widzialem ich trzymajacych sie za reke, zero pocalunkow, zero wzajemnych pochwal, zero szacunku. Nienawisc, pogarda, zwalczani sie.

                                                    Wiesz co...? U moich rodziców nie wyglądało to tak drastycznie, zresztą w końcu się rozwiedli, ale ja pamiętam, jaka byłam zdziwiona i wręcz zażenowana, jak zdarzyło mi się widzieć czułość rodziców i ich wzajemną, ciepłą relację. Bo widziałam to może z raz czy dwa.
                                                    I dopiero w moim - bardzo późnym - związku zorientowałam się, że moje wyobrażenie o związkach jest takie, że ludzie są ze sobą, żeby się jakoś znosić. Z trudem, bo to nic przyjemnego, taki związek. Trud, znój, wzajemne przykrości i złośliwości. Zrozumiałam, dlaczego sama tak późno się z kimś związałam (choć wydawało mi się, że bardzo tego pragnę). I dopiero w swoim związku zobaczyłam, że jak się jest ze sobą, to można być dla siebie nawzajem miłym, dobrym, można się szanować, a nie czepiać, nie wyzłośliwiać, można się wspierać, a nie wyśmiewać. To było dla mnie autentycznie odkrycie życia...
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 26.02.16, 15:07
                                                    Owszem, tez mialem wiele lat wypaczony wizerunek relacji miedzyludzkiej, tez o tym pisalem zreszta. Tzn dla mnie to bylo 'noemalne', co tez nie jest w takich sytuacjach odkrywcze. I tez dlatego nie bylem w stanie zbudowac relacji- nie bedac tego swiadomym, nie znajdowalem chetnej na wejscie w niepartnerska relacje, gdzie ja, wzorem rodzicow, wzorem ojca- bede dzieckiem a nie partnerem ( a w oczekiwaniach matki- raczej niewolnikiem).
                                                    Dobrze, ze nie znalazlem chetnej, bo wiem, ze gdybym bardzo chcial to bym znalazl jakas osobe z wykrozwyionym obrazem relacji, tylko z drugiej strony-i byc moze jeszcze bardziej sie ograzyl, wiec nie ma tego zlego.
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 26.02.16, 13:31
                                                    Odpowiem do was trzech zbiorczo- jak wspominalem, tutaj w gre wchodza dwie rzeczy: mysli automatyczne/nawykowe i reakcje emocjonalne. Mam problem z kontrola tychze. Rozumiem te mechanizmy od strony poznawczej, to nie jest tak, ze ja sie czuje winny z powodu 'zabicia' rodzicow', to chodzi o to, ze takie mysli mi naplywaja automatycznie niejako i cialo reaguje zdenerwowaniem/stresem, a potem ciezko sie z tego wychodzi. oze tez jest kwestia pewnych mysli/reakcji nieuswiadomionych, zbyt szybkich, by je zauwazyc.
                                                  • ola_dom Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 26.02.16, 13:49
                                                    kropidlo5 napisał:

                                                    > automatycznie niejako i cialo reaguje zdenerwowaniem/stresem, a potem ci
                                                    > ezko sie z tego wychodzi.

                                                    To ja odpowiem, jak niedawno Panizalewskiej - przyjąć do wiadomości, że tak się reaguje i niekoniecznie walczyć z tym. Nie roztrząsać, nie skupiać się na tym w stylu "o cholera! No znowu zareagowałam, a miałam być twarda i miało po mnie spływać! Źle ze mną, cofnęłam się, nic nie przerobiłam, jestem do dupy, NIGDY SIĘ TEGO NIE NAUCZĘ, nigdy nie odzwyczaję!"
                                                    Ja też uważam, że to "ciało pamięta". No i trudno. Dobrze, jak się ma świadomość, że to taki mechanizm, i moim zdaniem najlepsze (o ile nie jedyne) wyjście w tej sytuacji, to się z tym pogodzić. "Puścić", nie skupiać się - i może wtedy samo odejdzie. A jeśli nie odejdzie - no trudno. No i oczywiście warto zrobić wszystko, żeby zminimalizować szanse na takie reakcje.
                                                    Ja to rozumiem jak dłubanie w otwartej ranie, żeby sprawdzić, czy wciąż boli. No boli i będzie bolało, bo nie ma się jak zabliźnić. Ale jak się da trochę czasu, rana się zabliźni i tylko od czasu do czasu się ją skrobnie - to także zaboli, ale lżej, krócej, a i rana się już nie otworzy. Blizna zostanie na zawsze. Ale lepsza blizna niż otwarta rana :)
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 26.02.16, 15:11
                                                    Tak, zastanawiam sie jednak, czy w takiej sytuacji nie przydalaby sie medycyna, czyli SSRI. Jamam wrazenie, ze wskutek dlugotrwalego stresu mozg sie po prostu uszkadza, zreszta to nie wrazenie tylko wiele za tym przemawia, wydziela sie wiecej adrenaliny, kortyzolu, mniej serotoniny i dopaminy itd. Pewnie jeszcze komponent genetyczny.



                                                  • ola_dom Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 28.02.16, 19:20
                                                    kropidlo5 napisał:

                                                    > Tak, zastanawiam sie jednak, czy w takiej sytuacji nie przydalaby sie medycyna,
                                                    > czyli SSRI. Jamam wrazenie, ze wskutek dlugotrwalego stresu mozg sie po prostu
                                                    > uszkadza, zreszta to nie wrazenie tylko wiele za tym przemawia, wydziela sie w
                                                    > iecej adrenaliny, kortyzolu, mniej serotoniny i dopaminy itd.

                                                    Oczywiście, że stres zostawia ślady w mózgu, tak jak i ból.
                                                    Nie brałeś do tej pory nic? Wydaje mi się to aż niemożliwe...
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 28.02.16, 22:16
                                                    Zasadniczo nie, kiedys kilka miesiecy SSRI, ale to wiele lat temu. Jakies 2 lata temu poprosilem rodzinna o lek rekomendowany przez kolege, tez jakis nowej generacji, ale 3 dni bralem i czulem sie fatalnie i odstawilem.
                                                    'Leczylem' sie C2H5OH dlugi czas.
                                                  • annb Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 28.02.16, 20:19
                                                    tutaj jest o biciu nauka.newsweek.pl/bicie-dzieci-skutki-przemocy-wobec-dzieci-uszkodzenia-mozgu-newsweek,artykuly,342555,1.html
                                                    "Jak opisują badacze w najnowszym numerze specjalistycznego ?American Journal of Psychiatry?, u osób maltretowanych w dzieciństwie zanikają niektóre obszary mózgu. Badania skanerem wykazały, że jest mniej istoty szarej ? budulca kory mózgowej ? i to w rejonach kluczowych dla procesu myślenia, odpowiadających za przetwarzanie informacji.
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 28.02.16, 22:26
                                                    Calkiem prawdopodobne, pewnie zalezy od skali, rodzaju i czasu trwania. Roznie pewnie o roznych osob bywa. Mysle, ze zmainy w mozgu wplywajace na procesy poznawcze to juz skrajnosc, bardziej powszechne sa chyba uszkodzenia obzarow zwiazanych z emocjami, koncentracja, samopoczuciem itp.
                                                    Mowie tutaj w szerszej perspektywie- spotkalem wiele osob z trudnym dziecinstwem i co zwrocilo moja uwage to przerazajaca dysproporcja miedzy potencjalem i 'wynikami' takich osob- innymi slowy- spotkalem mnostwo bardzo bystrych, inteligentnych, czesto tez wyedukowanych osob, ktore tkwily/tkwia w marazmie, niewiele osiagaja wymiernego, dostaja od zycia niewiele duzo dajac od siebie.

                                                    To jest wyjatkowo przykry widok, gdy widzi sie z jednej strony osoby malo rozgarniete i zwyczajnie glupie jak prowadza firmy, zajmuja stanowiska, okupuja szczyty w show biznesie czy telewizji- a zarazem w obskurnych gabinetach psychologow na kanapach siedza inteligentne i utalentowane osoby, ktore wskutek traum, wewnetrznych ograniczen, lekow i zakazow nic nie osiagaja, petaja sie na bezrobociu, rentach, tkwia w chorych relacjach.

                                                    (to chyba oczywiste, ale nie mowie tyutaj, ze kazdy czlowiek 'sukcesu' to tepy cwaniak a kazdy skrzywdzony to nieodkryty Einsteine- mowie o tym, ze takie przypadki sa dosc czeste i pokazuja, jak wazna role w zyciu odgrywaja emocje, bagaz spoleczny i zdrowie psychiczne wyniesione z domu.
                                                  • annb Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 28.02.16, 22:35
                                                    nie giń za innych. Skup się na sobie.
                                                  • pade Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 07.03.16, 23:43
                                                    Przykre, że jesteś taki oblatany jedynie teoretycznie.
                                                    Naprawdę do Ciebie nie dociera, że masz TYLKO jedno życie?
                                                    Już byłbyś dawno po terapii, gdybyś ludzi z forów posłuchał. Skończyłby się Twój najgorszy koszmar, ale nie, Ty dalej brniesz bo...lubisz to, prawda?
                                                    Nie ma bata, masz z tego korzyści emocjonalne na bank.
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 08.03.16, 07:17
                                                    Na terapiach bylem wielu, juz pisalem.A korzysci emocjonlne to wg mnie psychologiczny wymysl.Nie korzysci a brak strat to moze.
                                                  • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 08.03.16, 07:31
                                                    Kropidło, zamienił stryjek siekierkę na kijek.
                                                    Mnie tam teraz bardzo dobrze z tymi "stratami" emocjonalnymi i innymi - bez rodziców. Luz i wewnętrzny spokój. Planuję sobie powoli święta po swojemu i nie mam spiny, że trzeba znowu przez kilka dni zacisnąć zęby, żołądek i inne podroby i coś udawać, że ich lubię, jak ich NIE lubię, jak mnie cała sytuacja pt święta z rodzinką obrzydzają totalnie. Polecam, naprawdę.
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 08.03.16, 17:53
                                                    Rozumiem. Tak naprawde to chyba pytanie wyjsciowe jest retoryczne, bo lepiej sciemniac w pewnych sytuacjach, nie ze strachu ale dla spokoju.
                                                  • pade Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 08.03.16, 10:19
                                                    No i co z tego, że byłeś na terapii. Widocznie nie ten cel co trzeba obrałeś.
                                                    Korzyści to żaden wymysł. Gdybyś nie miał żadnych, ale to żadnych korzyści z tkwienia w układzie, znalazłbyś w sobie wreszcie trochę odwagi i zrobił coś po swojemu.
                                                    Ale nie, Ty wolisz w kółko międlić, jacy oni źli i co Ci robią. Jakbyś miał 5 lat i zero możliwości sprawczych. Już dawno ustalono, że rodzice źli. Ale też ustalono, że to Ty musisz się zmienić, żeby zniszczyć układ. A Ty wolisz zasłaniać się poczuciem winy, obowiązku i innymi bzdurami, które dla Ciebie może i brzmią wiarygodnie, dla mnie niekoniecznie.
                                                    Czytałeś kiedykolwiek Dyera? Nie? To polecam, zacznij od Pokochaj siebie (wiem, tytuł brzmi jak melodramat, ale zawartość od niego na bank odbiega), a potem może Wymówkom precz?
                                                    I polecam terapię psychodynamiczną, cel: uniezależnienie emocjonalne od rodziców.
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 08.03.16, 17:50
                                                    Ksiazke akurat nabylwm niedawno. Co do reszty, mam swiadomosc drogi przede mna ale i za mna, nie zgadzam sie, ze jestem w tym samym miejscu.No ale moze z boku tak to wygladac, rozumiem.
                                                  • pade Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 08.03.16, 18:24
                                                    Rozumiem, ale mam wrażenie, że wolałeś "leczyć" objawy a nie chorobę. Jakbyś krążył dookoła domu, całe podwórko posprzątał, sam się ogarnął i przystroił, ale progu przekroczyć nie mógł.
                                                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 08.03.16, 18:37
                                                    10/10 Otóż to.
                                                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 09.03.16, 00:10
                                                    Przepraszam, ze tak wprost, ale Ty im Kropidlo właściwie powinieneś życzyć, żeby się jak najszybciej wynieśli z tego zycia. Wtedy zostaną z Toba juz tylko siostra i Te syfy które sie odkleily, odziedziczone po zaburzonych rodzicach, skończą sie problemy z faworyzowaniem i glupimi tekstami. Wiadomo, ze jest z Toba znacznie lepiej niż bylo kiedys. Ale gdybyś nie skupial sie wyłącznie na leczeniu objawów, to może bylbys juz znacznie dalej. To co Ci zafundowali rodzice to byla hardkorowa trauma, co potwierdził psycholog i dlatego tak ciężko z tego matrixu wychodzisz. Leczenie objawów to jedno, to pomaga, ale to Cie nie wyleczy skutecznie do konca. Tu musi sie pojawic ten magiczny wehikul w trakcie terapii, o ktorym pisala p. Agneszka w innym wątku, wtedy dopiero będziesz miał szanse doświadczyć pelnego wyleczenia. A pozostanie jedynie na etapie leczenia objawów to jak leczenie trądziku poprzez smarowanie kazdej krosty osobno maścią, a tu potrzebna jest terapia kompleksowa od środka przy pomocy dobrego lekarstwa u dobrego specjalisty.
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 08.03.16, 22:14
                                                    Mozliwe, ale lepiej wyleczyc objawy niz nic. Chociaz ja wiem? Nie moge sie zgodzic na takie ujecie zero jedynkowe 'albo calkiem uleczony albo calkiem chory'. Ja mysle, ze raczej wiecej za mna niz przede mna. Wiem, jak bylem emocjonalnie uwiklany 20, 15, 10 i 5 lat temu i to sa inne poziomy.
                                                    Wlasciwie glowne z czym zostalo sie uporac to ten irracjonalny lek przed smiercia rodzicow, ale inne kwestie to jest duzy postep. Kiedys mialem wyrzuty sumienia sprzeciwiajac sie zdaniu matki w kazdym obszarze, jak wydaje pieniadze, w co sue ubieram, co robie w czasie wolnym, jaki mam swiatopoglad- dzis to sa dla mnie rzeczy nieistniejace.
                                                    Nie licze na pomoc rodziny, na co kiedys podswiadomie liczylem, ale przejechalem sie juz tyle razy, ze licze tylko na siebie. Nie oczekuje milosci- juz mi ona nie jest niezbedna.
                                                    Wlasnie bardziej moze przeszkadzaja mi te 'objawy' typu wlasnie w bezposrednim kontakcie fizycznym docinki, jakies teorie powtarzane typu corce trzeba wiecej dac niz synowi, rozne madrosci zyciowe typu 'ludziom nie ufaj', i to wszystko o czym pisalem- ale jak mowie, ten problem pojawia sie gdy jest kontakt, gdy go nie ma- to malo o tym mysle, bardziej mnie irytuja nawyki, ktore przekladaja sie na inne sfery zycia- ale powoli sobie to uswiadamiam.
                                                    To nie jest tak, ze takie 'lekcje', ktore wynosi sie z domu maja zwiazek bezposredni z obawa przed rodzicami- one sie niejako odklejaja i zyja juz swoim zyciem- powiedzmy schemat nie upominania sie o swoje- rodzi sie na gruncie postawy rodzicow, ktorzy karza za posiadanie potrrzeb- ale potem juz to zyje swoim zyciem, nie na zasadzie 'mamusia mi nie kazala'. I takie rzeczy powoli trzeba rugowac, ale nie jest to takie proste- powiedziec i juz jest.
                                                  • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 24.02.16, 12:22
                                                    Daj spokój, nie wychodź pierwsza z proba kontaktu. Daj matce czas.
                                                  • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 24.02.16, 13:25
                                                    Dzisiaj siostra sprawdzi, czy żyją i w jakim są nastroju (sama powiedziała, nie to, że w moim imieniu, wspólny spisek itp). Ja poczekam oczywiście. Ale korci mnie, wiadomo. Bo o cholerne brudne gary macierz robi awanturę na pół dzielni, a w takich jakby grubszych sprawach - cisza :P
                                                  • olikol Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 24.02.16, 13:48
                                                    To powiedz też siostrze, żeby nie opowiadała ci co u rodziców, i nie robiła za pośrednika który tobie będzie opowiadał co u rodziców a rodzicom co u ciebie, powiedz że jak matka ma coś do ciebie i chce podjąc terapię to niech sama dzwoni i nie słuchaj info o nich od siostry.
                                                    Bo bardzo się skupiasz ciągle na rodzicach i analizujesz czy są w spazmach czy nie, a to w sumie niewiele się różni od tego co już było wcześniej i prościutka droga do powrotu..
                                                  • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 24.02.16, 13:53
                                                    No ja bym tak nie powiedziała. Raczej zwykła ciekawość. Ale serio, nie jestem ciekawa AŻ TAK, żeby jechać do nich z dziećmi i się obściskiwać na święta, no bez przesady :P
                                                  • pade Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 07.03.16, 23:40
                                                    Ona musi uznać Twoje krzywdy i zacząć Cie wspierać, a nie udawać ze tematu nie ma. I przestać faworyzować siostrę a zacząć traktować Was obie po równo

                                                    Że co???
                                                    Ponosi Cię.
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 08.03.16, 22:19
                                                    Nie wiem, do czego sie odnosisz, ale ja zgadzam sie- ze rodzenstwo, ktore jest przez rodzicow uprzywilejowane i o tym wie i z tym nic nie robi- nie jest 'niewinne'. Oczywiscie to uprzywilejowanie dziala tylko za zgoda 'poszkodowanych'- ale jedynym wyjsciem tutaj jest albo zerwac/kontakt, albo przymykac oczy na te godzenie sie- ale to przymykanie oczu to tkwienie w tym schemacie. Albo utrzymywac relacje z dystansem- krytycznie. Nie wyobrazam sobie, aby sie usmiechac i bawic przy grilu z kims, kto ma cie w dupie. Co to za sens w ogole relacji, w ktorej ktos z wygodnictwa nie chce konfrontowac sie z rzeczywistoscia a drugi ma konfrontowac sie za dwoje? Bezsens.
                                                    I nie chodzi tutaj o obwinianie czy chec zmiany kogos- bo taka siostra ma wybor- dokonuje go, to ponosi konswkwencje. Chcesz byc 'zlotym dzieckie'm? Prosze bardzo, ale beze mnie ten cyrk. Co zlego w takim wyborze?
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 25.02.16, 06:56
                                                    Wlasnie czytam i przypomnial mi sie tekst, jaki slyszalem po kazdym laniu czy karze, w chwili refleksji- pamietaj, matka za dobre nie kaze tylko za zle'
                                                    Kiedys to bylo zabezpieczenie, po latach widze, ze te slowa robily wieksza krzywde niz bicie czy inne kary.
                                                    Byc pobitym za nic przez psychola- to latwo przetrawic. Ale byc bitym za nic z milosci? Tu mozg glupieje.
                                                    Dlatego takie tlumaczenia uwazam za gorsze zlo nizz fizyczne czyny.
                                                  • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 25.02.16, 19:45
                                                    Kropidło, tak szczerze - po co jeździsz do rodziny? I z każdym takim wyjazdem, choćby i 4 razy w roku - odnawiają Ci się wszystkie traumy. Po co to sobie robisz? Jeżeli nie jest możliwa współpraca z rodziną na luzie, tylko są ciągłe docinki, wypominki, budowanie traum, to PO CO?? Zwłaszcza, że jesteś tak mocno uwikłany w swoje traumy, że bardzo to uderza w relacje z innymi ludźmi. Dla mnie to są dwie osobne historie - moja chora rodzina i normalna reszta świata. Dzięki temu nie zwariowałam i cieszę się życiem. Tylko rodzina przyprawiała mnie o wrzody żołądka - kiedy byłam wśród nich. Reszta ludzi, są jacy są, jedni to ludzie, inni parapety, ale nigdy nie miałam traumy z powodu jakiś maili od koleżanek czy kolegów itp.
                                                    Dziewczyny piszą, że Ty już tak od kilku lat tutaj co jakiś czas się uzewnętrzniasz i nie ma progresu. Zauważyłam, że bardzo opisujesz swoją sytuację, ale poniekąd nie pytasz o rady, nie piszesz o rozwiązaniach trudnych sytuacji z pytaniem, które konkretnie rozwiązanie można wybrać. Po prostu stwierdzasz suche fakty, żadnych wątpliwości, ale i żadnych rozwiązań. Jaki ma cel takie katowanie się i wywlekanie kolejnych szczegółów, jeżeli do niczego ma to nie prowadzić? Czy może nadinterpretuję?
                                                  • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 26.02.16, 08:53
                                                    Po co jezdze? z poczucia przyzwoitosci, ze strachu, ze umra, z poczucia winy. Zmienilem to, ze jezdze rzadko, na krotko i unikam sytuacji, kiedy sa wszyscy w komplecie (temat wyjsciowy watku).
                                                    Czy zrobilem progres- w pewnych rejonach widze, ze nie, ale malo kto zna moja historie dosc kompletnie, a patrzac w ten spobo, zrobilem postep pod wieloma wzgledami duzy. Cierpialem wiele lat na fobie spoleczna, ktora sie nasilila do tego stopnia, ze balem sie wychodzic i spotykac ludzi- chyba ze sie upilem. Ten problem wlasciwie pokonalem. Problem z 'leczeniem sie' alkoholem to tez byl duzy problem do pokonania. Problemy z asertywnoscia.
                                                    Po trzydziestce zmienilem sie diametralnie, mozna sie smiac, ale zaczalem bardziej dbac o wyglad i ubior, zwiedzilem kilka miejsc, podjalem 'normalna' prace- a nie jak wczesniej dorywcze albo fizyczne na emigacji.
                                                    Gwoli wyjasnienia, moje terapie- kilka ich bylo- to byly wlasnie terapie zwiazane z w.w. problemami, glownie fobia. Terapii 'rodzinnej' jako takiej nie przechodzilem, choc ten problem zawsze wylazil oczywiscie przy okazji innych.
                                                    No ale to fakt, duzo pisze, opisuje, wyrzucam z siebie (co potem okupje poczuciem winy) ale istotnie, jak tu wspomnialo kilka osob, brakuje nieco narzedzi, cwiczen, systematycznej pracy, same analizy na niewiele sie zdaja.
                                                  • pade Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 08.03.16, 18:32
                                                    To nie jest żadna przyzwoitość. Przecież ani ich nie szanujesz, ani nie kochasz, nie robisz tego z chęci kontaktu z nimi, z życzliwości.
                                                    Robisz to ze strachu i poczucia winy, a kto Ci to wpoił? To na pewno Twoje jest?
                                                    Jeśli tak, to wiedz, że poczucie winy jest destrukcyjnym uczuciem (wyniszcza) i niekonstruktywnym, ponieważ nie prowadzi do zadośćuczynienia. Niczego nie zmienia, nie naprawia, nie zwiększa szacunku, miłości, tylko niszczy wewnętrznie.
                                                    A strach? Na pewno rodziców się boisz? Czy zerwania tej ostatniej nitki, która została? Gdybyś zaczął odwiedzać rodziców wtedy, kiedy Ty chcesz, albo gdybyś nie pozwalał siebie krytykować to wyparliby się Ciebie?
                                                    Jeśli tak, to znaczy, że już teraz Cię nie kochają i nie pokochają, więc trzeba się z tym oswoić i zaakceptować a nie samooszukiwać.
                                                    Tobie nie narzędzia czy ćwiczenia ale porządny psychoterapeuta jest potrzebny i konkretny cel terapii.
                                                • olikol Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 10:16
                                                  Podobny też kontekst Kropidło, wie, że rodzina traktowała go podle. I najwyraźniej resztę życia zamierza poświęcić na trzymanie się tej podłej rodziny, jeżdżenie do nich i próbowanie zmieniania ich na kogoś kim chciałby żeby byli. Zamiast zająć się swoim życiem to wraca uparcie tam, gdzie doświadczał zła, żeby się tym epatować?
                                                  Faktem jest, że dzieci gnojone od dzieciństwa , przymuszane do bezwzględnego posłuszeństwa rodzicom albo "siedzenia cicho gdy starsi mówią" często nie umieją żyć bez tych rodziców, bez schematycznego systemu rodzinnego złego-ale porządkującego im życie, nie wymagającego inicjatywy, nie wiedzą jak podejmować osobiste decyzje życiowe, gubią się gdy są pozbawione kogoś kto im "każe" coś robić.. Mają milion pretensji- ale nie chcą odejść.

                                                  • ola_dom Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 10:53
                                                    olikol napisała:

                                                    > Mają milion pretensji- ale nie chcą odejść.

                                                    Nie umieją.
                                                    Najczęściej po prostu nie wiedzą, że MOGĄ. Całe życie mogły robić tylko to, co podobało się rodzicom - a odejście na pewno im się nie spodoba.
                                                    A jak już się nawet zorientują, że mogą, to często nie wiedzą, że mogą to zrobić bez poczucia winy.
                                                    I tak dalej.
                                                    To są kolejne kroki, trudno powiedzieć, który z nich trudniejszy. Wszystkie do wykonania, nie chcę się tylko zgodzić ze sformułowaniem, że te dzieci "nie chcą". Chcą bardziej niż czegokolwiek, ale nie wiedzą, że im wolno i nie wiedzą jak.
                                                  • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 11:01
                                                    Potwierdzam :/ Bo już się tyle dziecko nasłuchało krzyków, wymówek itp, że już kolejny foch jest trudny do zniesienia. A wiadomo, że będzie kolosalny.
                                                    Ja pamiętam, jak się swego czasu uzewnętrzniłam podagogowi szkolnemu. Moi rodzice zostali wezwani. Jezu Chryste, co ja potem miałam za jazdy i fochy w domu! Że wywlekam problemy rodzinne do OBCYCH ludzi. Miałam wtedy lat naście, to liceum było. No koszmar. Niezależnie od sytuacji wyjściowej - takie łajanie przez rodziców i jawne okazywanie braku wsparcia, to po prostu jest ciężkie do zniesienia. Wspomnienie tego smutnego odczucia zostaje wdrukowane na wieki. I dlatego dużo ludzi wybiera "bezpieczną" hipokryzję pozostania w takiej rodzinie. Bo lepiej, kiedy rodzina się uśmiecha, niż jawnie łaja jak psa.
                          • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 17.02.16, 18:02
                            Jesteś b. dzielna, życzę Ci żeby terapia pomogla i za wszelka cenę trzymaj sie od nich z daleka.
                            • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 17.02.16, 18:05
                              Twoi starzy to parka z piekła rodem osiągająca szczyty hipokryzji, brrr.
                              • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 17.02.16, 18:31
                                Senkju, zaiste. A jak ja się dałam gładko wciągnąć w tą grę! O Jezu kochany, to przechodzi ludzkie pojęcie. Nie wiem, czy to wdrukowane poczucie słabości (że sobie sama, bez rodziny nie poradzę), czy więcej tęsknoty za zjawiskiem rodziców jako takich (i nadzieja, że może zmądrzeją i będą dobrzy), czy jednak pazerność i dwulicowość moja też, bo jednak też jakieś profity finansowe z pomocy były, a nawet znaczne, za dorosłości. Ale matko i córko, no nie można tak żyć.

                                Nie będę jak Morabal pisać w koło Macieju zanim pójdę na tą terapię ;) więc na razie znikam, bo ukradłam wątek temu Kropidłu, przepraszam
                                • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 17.02.16, 21:38
                                  Panizalewska każdy kto miał do czynienia z tego typu ludźmi dal sie gladko omamić i wciagnac w ich grę. Na tym to właśnie polega. Ale najważniejszy jest ten czas, gdy człowiek trzeźwieje z omamow i uswiadamia sobie co jest grane i z kim ma do czynienia. I wtedy jest czas żeby z tym bagnem zrobić porządek i samemu sie z niego otrząsnąć. Ci ludzie sie nie zmienia, oni tacy są i juz i od Ciebie tylko zalezy co z tym zrobisz. Świadomość tego jak jest naprawde b. ulatwia podejmowanie trafnych decyzji.I nie da sie z etapu świadomości wrócić ponownie do etapu omamienia, i to tez pomaga rozprawić sie z tym bagnem, bo na każdym kroku widzisz jak rzeczywiście jest, a nie udawana fikcje.Te profity fin. które dostalas w doroslosci potraktuj jako pewien rodzaj zadośćuczynienia Ci za to co przeszlas w dzieciństwie.Ale ten krok ich nie rozgrzesza z win które na nich ciaza.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 15:58
      Może warto zadać pytanie dla kogo Pan ściemnia ? Kogo Pan tym chroni ? Siebie żeby nie pojechać i ochronić się przed nieprzyjazną rodziną . Czy rodzinę przed Pana przeżyciami względem nich i tym jakie ta prawda przyniosłaby konsekwencje? Czy tez nadal siebie ale przed przykrymi uczuciami bycia gorszym czy uczuciami przegranej rywalizacji w rodzeństwie. Nawet jak to nieprawda, to uczucie pozostaje jako Pana reakcja. Moze po namyśle znajdziePan powod a wraz z nim jakieś rozwiązanie. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • 71tosia Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 16.02.16, 19:08
        dojrzalosc polega miedzy innymi na tym ze umiemy zaakceptowac swoje, w wiekszosci rodzin, nieidealne relacje z rodzicami takie jakimi sa, bez oczekiwania na to ze rodzice sie zmienia, zrozumieja swoje bledy, beda blagac o wybaczenie. Raczej sie nie zmienia i beda nadal uwazac ze postepowali najlepiej jak umieli. Z wyjatkiem jakis skrajnnie patalogicznych relacji lepiej po prostu sytuacje zaakceptowac i nie wkladac w nia zbyt wiele emocji. Dla wiekszosci rodzicow bedziemy nawet jako dorosli ludzie dziecmi, czasami beda nas nadal pouczac, czasami doradzac a nwet karcic jak to ma miejsce u kropidla5. Kiedys w mlodosci mnie draznilo kiedy mama mi przypominala 'tylko sie cieplo ubierz' dzis raczej slucham tego z rozczuleniem. Ona sie chyba bardzo nie zmienila ja tak.
        • nammkha Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 17.02.16, 11:19
          Ładnie napisane.
      • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 17.02.16, 18:56
        Odpowiadajac zbiorczo:
        - padly slowa o tym, ze na sile tkwie w schematach- moze troche sila bezwladnosci tak, ale zasadniczo nie- wizyty moje nie trwaja dlugo, nie sa czeste, plus jak mowie, staram sie nie wracac do rywalizacji z siostra. Nie chce zrywac kontaktu, bo mam uczucia wobec rodzicow, mimo wszystkich ich przewin i zalu i zlosci, jest mi ich tez zal, wiec staram sie znalezc zloty srodek. No i mam swiadomosc, ze wiekszosc akcji rozgrywa sie w mojej glowie
        - czyje emocje chce chronic- majac dylemat- sciemniac czy prawde mowic- no coz, praktycznie porzucilem wiare w to, ze prawda cos zmieni, wiec wybor naturalny to sciemnianie, natomiast z tym jest taki problem, ze na dluzsza mete jest kiepski- to tak, jak alkoholik, ktory przestal pic, nie mowi 'nie pije alkoholu' tylko zwala na tabletki, samochod itp.
        - relacje z siostra- sam na sam sa w miare poprawne, pod warunkiem, ze ona jest w dobrym humorze. ja jej wiele razy wjasnialem te kwestie, ktore niby rozumie, natomiast w emocjach traci panowanie nad soba.
        - wygodnictwo jej w roli uprzywilejowanej- tutaj niestety nie jestem w stanie znalezc argumentow na jej obrone, bo jej wiele razy mowilem kiedys, ze moglaby porozmawiac z rodzicami o tym, ze ona nie chce byc faworyzowana- to jej odpowiedzi zawsze byly w stylu 'to nie moja sprawa, sam im powiedz' albo unikanie tematu.
        - czy czuje sie przegrany czy gorszy- nie, czuje sie niesprawiedliwie traktowany, bo dowodw na 'lepszosc' nie ma (a gorszosc tez nie, zeby nie bylo)
        - czy osoba ktora jest uprzywilejowana ma z tego tytulu straty- oczywiscie, pomijajac perfekcjonizm to sa konflikty z ludzmi i nierozumienie zycia. Podam przyklad dosc kuriozalny, ale prawdziwy, dowod na 'swietosc'. Kiedys w trakcie jakiejs rozmowy wlasnie w jakies swieta pojawila sie kwestia, ze siostra parkuje samochod na parkingach dla inwalidow (byla przedstawicielem handlowym). Ja powiedzialem, i ze dostala mandat. Ja skomentowalem, ze nalezalo jej sie, za co zostalem zaatakowany przez cala rodzine, jakim to jestem sk... bo 'nie obstaje za siostra' i jestem dla niej wredny. No coz, ona wyszla z dyskusji w poczuciu, ze wolno jej parkowac na miejscach inwalidow- dorazna wygrana, zyciowa przegrana.
        - czy tancze jak mi graja- tak i nie, ja zawsze bylem buntownikiem, jednak robienie na odwrot to owszem tez taniec do nut, natomiast obciazenie emocjonalne tymi kwestiami jest zbyt duze owszem, ale jak pisalem wiele razy, co mnie irytuje najbardziej- to jest wplyw tych relacji na inne sfery zycia. Na relacje z kobietami, w pracy, ze znajomymi. Ja juz dawno postawilem kreskie na koncepcji zdrowych relacji wewnetrz rodziny, juz mnie to nie boli nawet, co mnie boli, zlosci i przeraza to dostrzeganie tych schematow w innych sytuacjach
        • zuzi.1 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 17.02.16, 21:23
          Kropidlo odnośnie ostatniego zdania, weź kartkę albo lepiej gruby zeszyt i spisz sobie te sytuacje kiedy dostrzegasz, ze schematy z przeszłości negatywnie rzutują na teraźniejszość. I czytaj sobie często to co sam napisałeś a potem powoli wprowadzaj korekty w swoje zachowania. Następnie odentyfikuj podobne sytuacje juz w zyciu bieżącym, tak żeby z automatu zapalala Ci sie czerwona lampka i świadomie wówczas stosuj zachowanie odmienne od starego schematu ale takie jakie powinno być. Duza praca przed Toba, musisz te swoje niezdrowe zachowania i reakcje zidentyfikować, zapisać je, dopisać jak sie zachowales a jak powinieneś sie byl zachować. I krok po kroku wprowadzaj zmiany w swoje zachowania. Napisz co stanowi dla Ciebie glowna przeszkodę w kontaktach z kobietami, dlaczego masz problem z poznaniem kogoś i wejściem w związek?
          • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 17.02.16, 22:42
            Te schematy, ich problematycznosc nie polega na ich szczegolnym skomplikowaniu- choc proste tez nie sa, to dla osoby o przecietnym IQ do ogarniecia- problematycznosc jest glownie w sferze automatyzmow, i to nie automatyzmow jednopoziomowych, tylko bardziej reakcji lancuchowych- i moment 'zorientowania sie' to czesto nie jest to pierwsze ogniwo, ale trzecie- czwarte, i emocje wchodza juz w gre, a te wiadomo troche utrudniaja racjonalne dzialanie.

            Jesli chodzi o relacje z kobietami, to czesciowo jest to szerszy problem relacji z ludzmi, a czesciowo specyficznie relacje damsko meskie. Problem ogolny to brak zaufania (i tutaj reakcja lancuhowa polega na tym, ze nie sam brak zaufania jest problemem, ale idace za tym przekonanie, ze mozna zostac 'zdradzonym' a za tym kolejne ogniwo- ze ze 'zdrada' nie da rady sobie poradzic- i kolejne- ze wtedy nie da sie podniesc. Mozna taki schemat atakowac od poczatku albo od konca, wydaje mi sie, ze to te ostatnie ogniwa, to ' na koncu' jet prawdziwym problemem.
            Oczywiscie dochodza tutaj kwestie typu problemy z poczuciem wartosci ( a co za tym idzie, problem z uznaniem siebie za godnego i interesujacego partnera, za tym idzie proba odgrywania rol, a za tym strach przed dekonspiracja, itd).

            W duzej czesci jest to tez rezultat relacji miedzy rodzicami- braku szacunku wzajemnego, specyficznej formie tej relacji, gdzie mezczyzna to jest ten zly, ktory z zasady powinien byc na cenzurowanym, ktory na starcie jest 'winny' i ma zadoscuczyniac, nadskakiwac, rezygnowac z siebie. Wiele lat ten schemat nioslem nieswiadomie i podchodzilem do kobiet z pozycji wrecz zebraka, nie szukalem milosci a litosci i pociagaly mnie kobiety, ktore mnie odrucaly i mna gardzily a lekcewazylem te, ktore mnie szanowaly. To sie zmienilo w ostatnich latach, przestaly mnie pociagac kobiety ktore mnie nie chca albo zle mnie traktuja, przestalem uznawac za cnote u kobiet egoizm, a jednoczesnie zaczalem dostrzegac u siebie pierwiastki meskie- i np dostrzeglem, ze ja moge byc dla kogos oparciem, ze moge sie kims jakos zapiekowac. Bo wczesniej to umowmy sie, szukalem relacji nie partnerskiej, nie mowiac juz o relacji, gdzie ja bylbym tym silnym- tylko szukalem relacji, gdzie bylbym bardziej jak cos pomiedzy dzieckiem, zlym uczniem albo wrecz niewolnikiem. A umowmy sie, wiekszosci kobiet w takie relacje wchodzic nie ma zamiaru (przynajmniej tych nazwijmy to normalnych) A ze te zawsze bylem wybredny, to i automatycznie liczba kandydatek do takich specyficznych relacji malala. No ale to juz historia. Teraz to problemem dla mnie jest wiek i ograniczony liczbowo rynek:)
            • nammkha Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 18.02.16, 16:46
              A co Cię powstrzymuje przed podjęciem psychoterapii skoro widzisz jak się zapętliłeś?
              • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 18.02.16, 23:09
                Terapii roznych pare odbylem, wlasciwie ostatnich chyba 3 psychologow z ktorymi mialem do czynienia mowilo to samo- ze mam wystarczajaco, a moze nawet za duzo wiedzy, a za malo akcji.
                Z drugiej strony, w moim postepowaniu nastapily wielkie zmiany w ostatnich latach, moje emocje nadal szwankuja czesto, ale to jest inny swiat. Mam tez inne wymagania (choc moze to akurat nie jest dokladnie elementem rozwoju) i byc moze moja wrazliwosc na pewne zachowania jest wyostrzona- to znaczy to, co przez 3 dekady zycia traktowalem za normalne (choc sie buntowalem, ale jak tzw dziecko we mgle, bez swiadomosci, o co mi chodzi) teraz widze az za ostro, i dzis bardziej irytuja mnie pewne sprawy- paradoksalnie chociaz musze powiedziec uczciwie, ze tych zachowan ze strony rodziny jest wiele mniej (to znaczy nadal wystepuja, ale sporadycznie, kiedys byly codziennoscia), ale ze jestem bardziej wyczulony, to je bardziej widze i moze tutaj jest pole do zmiany.
                • panizalewska Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 10:14
                  Ja bym dodała, że to siła przyzwyczajenia. Że w sumie oni robią mniej, Ty jesteś bardziej świadomy, to w sumie po co siać ferment i rozdrapywać od nowa jakieś rany? Ja tak też myślałam, długo. No może jednak starczy, co? Trzeba akcji, zdecydowanych ruchów, ostrego odcięcia się od tego wszystkiego. Tylko wtedy się uwolnisz NAPRAWDĘ i będziesz miał szanse na lepsze relacje z innymi ludźmi, bo będziesz miał wolną głowę na inne przemyślenia
    • differentview Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 18.02.16, 12:30
      Kiedys wspomnialem o tym, ze nie lubie jak sie spotykamy we czworo, to ogolnie zostalem wydrwiony, wiec teraz nei wiem, czy jest sens mowic prawde- bo uslysze, to co kiedys- czyli ze to ja powoduje te 'dziwne klimaty' i jak 'bede sie zachowywal' to nie bedzie problemow

      i na czym polega Twoj dylemat? jesli powtorzysz, to co kiedys- czyli powiesz prawde uslyszysz to co kiedys- drwine i obarczenie Ciebie za psucie atmosfery; jesli sciemnisz duza szansa, ze tez zostanie to zlosliwie skomentowane i dodatkowo bedziesz mial poczucie, ze robisz z siebie idiote; moim zdaniem to nie jest prawdziwy dylemat; musisz uswiadomic sobie dokladnie co czujesz w zwiazku z taka postawa rodziny wobec siebie i w zgodzie z tymi uczuciami podjac decyzje; nie szanujac siebie- pozwalasz rodzinie rowniez nie szanowac siebie; z drugiej strony moze byc tak, ze to co gada matka czy ojciec wisi Ci kompletnie, masz swiadomosc, ze oni maja takie spaczone spojrzenie na Ciebie i siostre i domyslasz sie, ze juz za pozno na zmiane; moze podtrzymywanie z nimi kontaktow jest dla Ciebie na tyle wazne, ze potrafisz odpuscic te zachowania- sam musisz sobie na to odpowiedziec i podjac dojrzala decyzje
      • kropidlo5 Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 18.02.16, 23:13
        Coz, w takiej sytuacji sa dwa wyjscia, i przeskakuje miedzy nimi- jedno to jest wewnetrzny mur, czyli to o czym piszesz- ignorowanie negatywnych komentarzy, nie branie ich do siebie- a drugi to unikanie- gdy te komentarze zle wplywaja na emocje. Zle wplywaja, bo jest problem, pytanie- czy mozna liczyc na to, ze przyjdzie taki dzien, kiedy nie beda wplywaly w ogole- bo trzebaby byc czlowiekiem z zelaza- wiec pozostaje szukac srodka. Zrywanie kontaktow z rodzina to ciezka sprawa, tym bardziej, ze mam w sobie wiele pozytywnych uczuc wobec rodziny, i nie wiem, czy chce sie nakrecac na calkowite nie- i tu jest sztuka, aby rozumienie tych zachowan bylo akceptacja rzeczywistosci z pozycji zewnetrznej, a nie internaliozwaniem negatywnych przekazow.
        • olikol Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 10:38
          Kropidło, prędzej czy później twoi rodzice umrą. Co wtedy zrobisz ze swoim życiem? Będziesz miał do kogo jeździć? Ktoś cię zaprosi do siebie?
          Przyjeżdżasz teraz do rodziców i co robicie- siadacie przy stole, rozmawiacie, czujecie bliskość, dzielicie się problemami, wrażeniami, planujecie coś wspólnie, czujesz życzliwość ?
          Co konkretnie masz z tych kontaktów?
        • differentview Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 10:47
          Zle wplywaja, bo jest problem, pytanie- czy mozna liczyc na to, ze przyjdzie taki dzien, kiedy nie beda wplywaly w ogole- bo trzebaby byc czlowiekiem z zelaza- wiec pozostaje szukac srodka.

          nie trzeba byc czlowiekiem z żelaza tylko trzeba miec realnie gdzies to co jest mowione; jesli od tego co mowia i robia Twoi rodzice zalezy Twoje poczucie wartosci- no to rzeczywiscie- caly czas demoluja Ci psychike; ale jesli masz wokol innych ludzi, ktorzy zachowuja sie normalnie, cenia Cie, rozumieja- to pitolenie mamuski o tym, ze masz sie uciszyc bo siostra mowi mozesz traktowac jak pewien folklor- tym bardziej, ze masz duzo pozytywnych uczuc jak pisales, po prostu splywa to po Tobie- tym bardziej, ze spotykasz sie bardzo rzadko; no ale z tego co opisujesz- nie splywa po Tobie a olanie takich slow uwazasz za wyczyn wrecz nierealny- to znaczy, ze nadal rodzice sa dla Ciebie glownym punktem odniesienia- to jest Twoj problem; musisz sie postarac by rodzice przestali byc punktem odniesienia
          • ola_dom Re: Prawda czy sciemnianie- wyjazd na swieta 19.02.16, 11:00
            differentview napisała:

            > to znaczy, ze nadal rodzice sa dla Ciebie glownym punktem odniesienia- to jest Twoj problem;
            > musisz sie postarac by rodzice przestali byc punktem odniesienia

            No właśnie.
            Ja sama niedawno na terapii zrozumiałam - to kolejne moje "odkrycie" - że jakkolwiek relacje z matką są trudne i najpewniej takie pozostaną - to nie determinują (już) całego mojego życia. Są jego częścią, dość istotną, ale odrębną, osobną i zamkniętą tylko do tej relacji. Nie muszą wpływać na całą resztę mojego życia. I nawet nierozwiązanie tego problemu (a przecież nie wszystkie problemy w życiu da się rozwiązać tak, jakbyśmy chcieli. to wcale nie jest jedyny) nie musi powodować, że nie będę w stanie normalnie żyć.
Pełna wersja