kropidlo5
16.02.16, 08:17
Witam, krotkie wprowadzenie, pochodze z rodziny dysfynkcyjnej, w rodzinie byly ustawione role, ja bylem tym zlym, siostra tym dobrym. Od lat jestem na swoim, ona tez, ale czasem odwiedzamy rodzicow. Od jakiegos czasu unikam sytuacji, by byc razem we czworke- zauwazylem, ze jak jestem z rodzicami sam na sam to jakos da sie zniesc, z siostra sam na sam tez bywa roznie ale nie jest zle, natomiast jak jest cala czworka- jest tragedia- bo odtwarza sie stary schemat. To sie przejawia od drobnych gestow typu ona pierwsza wybiera mieso na obiad, po kwestie typu spieram sie z nia o cos,w chodzi matka albo ojciec i nie majac pojecia o co chodzi od razu 'uciszaja' mnie i oskarzaja o spowodowanie klotni.
Dlatego unikam.
Normalnie udaje sie, problemem sa swieta. Ona zawsze jezdzi na swieta. Ja wiele lat malo jezdzilem, bo bylem za granica. Wole jechac tydzien przed lub po. Wspomnialem im o tym, nie mowiac o przyczynach, ale dziwia sie, ze nie na swieta.
Kiedys wspomnialem o tym, ze nie lubie jak sie spotykamy we czworo, to ogolnie zostalem wydrwiony, wiec teraz nei wiem, czy jest sens mowic prawde- bo uslysze, to co kiedys- czyli ze to ja powoduje te 'dziwne klimaty' i jak 'bede sie zachowywal' to nie bedzie problemow, ale to 'zachowywanie sie' to ma byc ustepowanie siostrze na kazdym kroku, ubostwianie jej osiagniec, porownywanie do mnie itp- nie mam na to ochoty.
Z drugiej strony, poi co sciemniam, ze beda pewnie zapchane pociagi, a ze we czworo ciasno itp- ale ile mozna klamac i po co?
I mam rozterke.