kasia8555
17.02.16, 17:57
Nie potrafię sobie poradzić z taką oto sytuacją. Mam bardzo narzekającą teściową. To jest naprawdę fajna kobieta, nie poucza, nie wtrąca się, można ją spotkać częściej w kinie niż w kościele ;) ALE, no właśnie, ALE. Ma dużą potrzebę poużalania się nad sobą. Ma do tego dobry powód, bo opiekuje się swoim starszym ojcem z demencją. Powody do narzekań obejmują: zachowanie dziadka, jej zdrowie, kolejki do lekarzy, to co lekarz powiedział (i jaką miał przy tym minę), to co jej brat powiedział 30 lat temu, itd..
Teraz widujemy się naprawdę często, bo mam maleńkie dziecko, a teściowa na emeryturze więc często zagląda do wyczekanej wnuczki. No i pewnie przez tę częstotliwość jest mi coraz ciężej wysiedzieć na tych wizytach. Bo każda wygląda tak, że pierwsze 5 minut rozmowy o dziecku i zaczyna się "sesja terapeutyczna" - w kółko te same opowieści. Już nawet nie wiem czy w tych wizytach chodzi o wnusię, czy o wygadanie się. Moment krytyczny był kiedy mała miała jakiś miesiąc - siedziałam umęczona, w dołku poporodowym, po nieprzespanej nocy, z pogryzionymi sutkami (sorry za naturalistyczny opis) i słuchałam o tym że jej młodszy brat jej niszczył zabawki. Teraz mnie to trochę śmieszy, ale wtedy miałam ochotę wyć. Sprawę utrudniają dwie okoliczności: moja ujemna wręcz asertywność i nasze niedopasowanie pod względem ilości wypowiadanych słów. Ja mówię 3, ona 300 ;)
Próbowałam już zmieniać temat rozmowy, czasem mi to wychodzi, a czasem nie (po jakimś zwierzeniu mówię po prostu: a mała tak szybko rośnie że trzeba co chwila kupować większy rozmiar pieluch", "acha, no dziadkowi też niedługo będą potrzebne pieluchy, bo wiesz, on to... i tu słowotok z opisem zachowań okołotoaletowych dziadka mojego męża").
Wiem, sytuacja w której ona się znalazła jest bardzo trudna i naprawdę robimy z mężem wiele żeby ją odciążyć. Wozimy dziadka do lekarzy, znaleźliśmy ośrodek terapii dla starszych ludzi (można tam pacjenta odstawić na cały dzień), raz w roku fundujemy wczasy i przejmujemy opiekę nad dziadkiem. Podsuwanie rozwiązań też jest bezcelowe, bo nic się nie da. Ostatnio padł pomysł spotkań dla osób opiekujących się starszymi ludźmi i też źle, bo po co ma słuchać jak mają inni, skoro ona ma najgorzej.
Co na to mój mąż? Wie że ona tak ma, on sobie radzi bezpardonowo przerywając. Efekt jest taki, że ma spokój, a ja jako ta wrażliwa słucham za nas dwoje ;)
Zaoferował że z nią porozmawia, ale uważam że to zły pomysł, bo nie chcę żeby wyszło na to że przy niej potakuję, a żalę się za jej plecami (te wizyty odbywają się gdy on jest w pracy). Układy mamy dobre i nie chcę tego psuć. Zresztą z jego wrodzonym wdziękiem powiedziałby coś w stylu: nie męcz mi żony swoimi żalami.
No, to sobie ponarzekałam :) Jakieś sugestie? Jaką strategię przyjąć? Nie chcę unikać kobiety, bo to babcia mojego dziecka - zresztą bardzo dobra babcia. Co mogę zrobić żeby polubić te wizyty?