pomoc po porodzie….

03.03.16, 15:12
zbliża sie termin mojego porodu, na co z mężem niecierpliwie czekamy. On-bardzo zaangazowany organizuje prace tak by miesiac "po" byc ze mna w domu, pomagac, i spedziec z swoim synkiem jak najwiecej czasu. Dużo go to kosztuje bo do tej pory wział na siebie ogrom zadań w pracy tak by bez problemu mieć wolne.Jest to nasze pierwsze dziecko, i ogromna radosc sprawia mi fakt ze tak bardzo mąż wczuwa sie w role taty. Tu mam mały kłopot. Otorz moja mama "postanowiła" mi pomóc po porodzie i zapowiedziała swoj przyjazd tuz po narodzinach wnuka(mieszka 600km stąd). Oczywiście super i jak najbardziej, ale próbowałam ja poprosić by wizyta odbyła sie pózniej. Nie zrozumcie mnie źle-pomoc mamy jest nieoceniona. Ale wiele osob mowi nam, w tym nasza Polozna zebysmy przez powiedzmy pierwszy miesiac odpuscili sobie wizyty kogokolwiek i dali sobie czas na poznanie sie z wlasnym dzieckiemi i pobycie razem. Uwazam to za mądre. Próbuje mamie argumentowac tym samym, ze bede zmeczona, ze jak dziecko nakamie itp. to zapewne bedziemy chcieli pojsc z nim spac, polozyc sie czy cokolwiek a nie zajmowac sie np.rozmowa z nią a trudno tak po prostu wstac, wyjsc do sypialni i sie zamknac zostawiajac ja sama. Poza tym jak widze jak mąż bardzo chce byc "tata", to nie chce by poczul sie odrzucony, odsuniety bo mama wie lepiej (choc nie twierdze ze tak nie jest) i ze caly jego teraz wysilek jest na nic bo on jako facet jest niepotrzebny. Rozumiem mame ktora zapewne dalej zyje w przekonaniu ze mezczyzni sie dziecmi nei zajmuja i tak jak ona miala z moim ojcem pozostawiona sama sobie po przyjsciu ze szpitala zasuwala z dzieckiem gotujac mezowi obiadki bo nikt jej nie oszczedzał. Tłumacze mamie ze dzisiejsi mezczyzni sa bardzo pomocni i ze nie wyrzuce meza z domu bo to on w koncu jest ojcem. Rozmowa oczywiscie skonczyla sie tym ze albo przyjdzie wtedy a wtedy albo wcale…..nie wiem jakich uzyc słów by nie sprawic jej przykrosci, w koncu ma dobre intencje, ale ja na prawde chce pobyc z mezem, nawet jak bedziemy nieporadni na początku…. Ech, nie chce ostatecznie sie z mama pokłócić a pewnie tak sie skonczy…..
    • olikol Re: pomoc po porodzie…. 03.03.16, 15:36
      To Ty z mężem decydujesz a nie mama. Powiedz mamie spokojnie, że chcesz ten czas po porodzie spędzić z mężem bo to jego dziecko i jego rola ojca i wszystko macie zorganizowane więc nie musi się martwić że sobie nie poradzicie, że tak postanowiliście bo to będzie dobre dla waszej rodziny i małżeństwa. A ją zapraszasz później, gdy mąż już będzie musiał iść do pracy, to wtedy jej pomoc może być dużo bardziej przydatna.
      Nie biegaj za mamą cackając się z nią jak z jajkiem by się nie obraziła aby. Jest dorosła więc traktuj ją i siebie jak dorosłe. A więc Ty się nie musisz tłumaczyć pokornie że masz inne zdanie niż matka i nie robisz tego co ona ci każe. Po prostu swoje zdanie wypowiedz jako rzecz oczywistą. A co z tą wiedzą zrobi matka to już jej problem bo jak nie umie sobie poradzić z faktem, że córka ma inne plany to niech idzie do psychologa to przepracować ;).
      Matka która cię szantażuje, że albo przyjedzie wtedy albo nigdy - wcale nie ma wobec ciebie dobrych intencji. Jest toksyczną kontrolującą osobą, która uważa cię za własność mającą wykonywać jej żądania a facetów za nieudaczników do niczego się nie nadających. Nie pozwól jej się wtrącać w twoje macierzyństwo i rządzić na waszym terenie.
      To, że ona się czuła w obowiązku w połogu z dzieckiem obsługiwac męża to jest jej wybór a nie twój, więc niech tego samego nie przenosi na ciebie,
      bo po co ona chce przyjechać- żeby czuć się ważną i niezastąpioną niby pomagając sobie i... gotowac twojemu mężowi obiady a później mieć pretensje jak się poświęcała bo on się za to nie wziął bo wszyyyystko na kobiety głowie?... brrr. Paskudna perspektywa.
      Nie tańcz tak bardzo "by mamie nie sprawić przykrości" , ale po prostu powiedz spokojnie prawdę - że ty wolisz tak i tak, a ją zapraszasz później. A jak nie będzie chciała później zobaczyć wnuka to już jej wybór (i kolejny przykład paskudnego charakteru) i jej strata (przypuszczam jednak, że szybko wymyśli pretekst żeby się od-obrazić.. :P, a ty przynajmniej od razu jasno pokażesz, że u siebie to ty jesteś dorosłą osobą decyzyjną dojrzałą do związku i rodzicielstwa a nie jesteś tylko podległym mamusi oczekiwaniom dzieckiem).

      • ola_dom Re: pomoc po porodzie…. 03.03.16, 15:54
        olikol napisała:

        Matka która cię szantażuje, że albo przyjedzie wtedy albo nigdy - wcale nie ma wobec ciebie dobrych intencji. Jest toksyczną kontrolującą osobą, która uważa cię za własność mającą wykonywać jej żądania a facetów za nieudaczników do niczego się nie nadających.

        A ja dodam tylko, że w tej chwili, niedługo przed porodem, to TY jesteś najważniejsza, i dziecko, które urodzisz - a nie mama i jej odczucia i potrzeby. Więc to TY masz ustalać zasady, Ty i Twój mąż - a nie babcia. Koniec kropka.
        I skoro upiera się, że "teraz albo nigdy", to może trzeba jej uświadomić, że to ona więcej straci "nigdy" nie widząc wnuka niż ktokolwiek inny.
        • annb Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 08:41
          o to to.
          No to nie przyjedzie.
          I z głowy
    • enith Re: pomoc po porodzie…. 03.03.16, 15:54
      8choinka napisał(a):

      > Rozmowa oczywiscie skonczyla sie
      > tym ze albo przyjdzie wtedy a wtedy albo wcale…..nie wiem jakich uzyc słó
      > w by nie sprawic jej przykrosci, w koncu ma dobre intencje...

      Nie, twoja matka nie ma dobrych intencji, nie wciskaj ani nam, ani sobie takiego kitu. Twoja matka chce zrobić po swojemu i głęboko w de ma, czy tobie i mężowi to odpowiada, czy nie. Więc nie tłumacz matki, która cię parszywie szantażuje. Zaproś ją na miesiąc po porodzie. Jeśli odmówi, będziesz miała czarno na białym, co jest dla niej ważne: ona sama czy córka, zięć i wnuk.
      • zuzi.1 Re: pomoc po porodzie…. 03.03.16, 20:25
        Dokladnie tak. A ponieważ pamiętam Twoje wpisy choinka z innego forum nt. przebojów z teściową, to napisze, ze mamusie masz tego samego pokroju co tesciowa, tylko przypadek lepiej zakamuflowany. Radze obie te toksyczne zolzy wziac za uzdę i utemperować jak należy :-)
        • 8choinka Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 06:49
          otorz sie mylisz, bo mama zaakceptowala meza i nigdy nie sprawidla mu przykrosci w przeciwienstwie do jego matki. Jej zachowanie-owszem typowe dla mam, ktore wiedza lepiej ale gdy powiem stop! nie! to sie wycofuje, owszem z fochem ale sie wycofuje??a tesciowa na nie reagowała wręcz wzmozona agresja.
          To ze chce pomoc jest ok tylko forma tej pomocy jest nieodpowiednia a i maz sam tez chce by przyjechala tylko nie od razu a wtedy kiedy wroci do pracy i dla nas jest to dobra opcja. I biore pod uwage ze dla niego to tak sam obca osoba jak i jego rodzina dla mnie i na poczatku jej obenosc bedzie dla nas zwyczajnie męcząca.
          • zuzi.1 Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 07:03
            Ale źródło takich zachowań jest to samo, tylko ich natężenie u matki jest nieporownywalnie nizsze niż u tesciowej. Dlatego matka ' tylko' robi fochy i szantazuje a tesciowa jest jak chory wsciekly z agresji pies.Btw poradziliscie sobie z tesciowa czy dalej sie z nią męczycie, zachowując pozory normalnosci?
            • 8choinka Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 07:15
              tu sie z Toba zgodzę-intencje te same tylko osobowości nieco inne?..
              Tak, ja mam spokój-od 1,5 roku nie utrzymuje kontaktów, nie odwiedzam, telefon mam na jej nr zablokowany. Mąż jeździ czasem, ale prakycznie niewiele mówi o niej samej. W chwili obcenej nasze relacje są tak dobre, jak nigdy wcześniej. 2 msc temu odbyło sie spotkanie rodzinne i posadzono nas na dwóch biegunach stołu, i poza zimnym Dzień dobry praktycznie nie zamieniłyśmy słowa-co ze strony rodziny męża ktora zna sytuacje nie spotkało sie z rzadnym negatywnym komentarzem. Wręcz ciotka męża (jak teściowa dosyc szybko sobie poszła) przytuliła przy wszystkich mnie i druga synowa mówiąc-ze ona bedzie dla nas teściową i ze nas uwielbia a tamtą wariatka zebyśmy sie nie przejmowały?..ogólnie spotkanie było bardzo miłe.
              • 8choinka Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 07:20
                Do moich rodziców jeździmy rzadko 2-3 razy w roku z racji odległosci-mieszkaja 600 km od nas na kilka dni i spotkania sa ok. Jeśli rodzice "coś mają na uwadze" to kieruja je do mnie, czy męża lubią czy nie to juz nie wnikam na ile to co mówią jest szczere-najwazniejsze ze zachowuja sie w stosunku do niego w porządku. A mama jak pisałam po dosadnym Nie! odpuszcza z rozaloną mina tylko własnie o to mi chodzi- o brak zrozumienia, ze zamiast probować porozmawiac, ustalić, zrozumiec często rozgrywam pewne sytuacje na "ostro". Ale moze starsi ludzie juz tacy są??.
                • annb Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 08:44
                  nie, nie sa. Albo inaczej, nie wszyscy tacy są. zakomunikuj że zapraszasz ale w terminie Tobie pasującym i metodą zdartej płyty powtarzaj, powtarzaj, powtarzaj.dasz radę.
                  Ziemia się nie rozstąpi, piekło Cię nie pochłonie, matka nie padnie na zawał. A będzie miała okazję przemyslec że nie zawsze jej musi byc na wierzchu .
    • anoresk Re: pomoc po porodzie…. 03.03.16, 16:01
      Może będzie to nadinterpretacja ale twoja mama chyba nie za bardzo liczy się z twoim zdaniem. Z twojego opisu wyłania się osoba , która zawsze wie lepiej , która lubi być w centrum uwagi i przy której trzeba cały czas uważać , aby broń Boże nie powiedzieć czegoś ( i nigdy nie wiadomo co to będzie !!!) co szanowna królową urazi.

      Uważam , że zapowiadanie przyjazdu kompletnie bez oglądania się na wasze , małżonków , zdanie jest delikatnie mówiąc niegrzeczne i bardzo zle o mamie świadczy. W tej sytuacji to wasze zdanie jest najważniejsze a wasze dziecko tylko raz w życiu jest noworodkiem i jesli czujecie , że coś jest dla was najlepsze to róbcie tak , jak uważacie za słuszne. Jesli mama się obrazi to trudno - świadczyć ta reakcja będzie tylko o niej.
    • akn82 Re: pomoc po porodzie…. 03.03.16, 16:07
      Ja się zgodziałam na taką wizytę mamy zaraz po porodzie. To był błąd! Jeśli czujesz, że nie chcesz takiej pomocy w tym czasie to zdecyduj się na odmowę. Jak? Porady już otrzymałaś.
    • ola_dom Re: pomoc po porodzie…. 03.03.16, 16:08
      8choinka napisał(a):

      > nie wiem jakich uzyc słów by nie sprawic jej przykrosci

      Myślę też, że im prędzej pogodzisz się z tym, że NIE DA SIĘ powiedzieć tego tak, żeby mamie nie było przykro, tym lepiej.
      I to nie jest kwestia doboru słów, tylko problem Twojej mamy, która nie liczy się z niczyimi uczuciami poza swoimi własnymi.

      Uważam, że powinnaś koniecznie zawalczyć o ten czas, bo będzie jedyny taki w życiu i nie da się go powtórzyć. I utrata go będzie nieporównywalnie większą przykrością niż foch mamy.
      • enith Re: pomoc po porodzie…. 03.03.16, 16:50
        ola_dom napisała:

        > I to nie jest kwestia doboru słów, tylko problem Twojej mamy, która nie liczy s
        > ię z niczyimi uczuciami poza swoimi własnymi
        .

        Bingo. Normalna babcia powiedziałaby, że jest jej przykro, że nie może przyjechać, bo już nie może doczekać się wnuka, ale rozumie i szanuje decyzję córki i zięcia. Babcia, dla której liczą się jej własne uczucia, rzuci wrednym szantażem, że "albo teraz, albo nigdy!" Z taką osobą się nie dyskutuje. Takiej osobie nie przedstawia się swoich argumentów. Taką osobę stawia się przed faktem dokonanym i robi się swoje.
      • annb Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 08:45
        Ola widzę że dajesz radę. :) Tak trzymaj.

        "Myślę też, że im prędzej pogodzisz się z tym, że NIE DA SIĘ powiedzieć tego tak, żeby mamie nie było przykro, tym lepiej."
        • zuzi.1 Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 10:07
          Ale dlaczego mamie nie może być przykro, gdy przesadza?Bo grzeczne dzieci nie robią mamie przykrości? A w druga stronę to juz nie działa? Mamusia może w przykry sposób nadużywać dziecka wyrozumiałości? Od poczucia sie przykro sie nie umiera, warto to sobie uświadomić.
          • ola_dom Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 10:26
            zuzi.1 napisała:

            > Ale dlaczego mamie nie może być przykro, gdy przesadza?
            > Bo grzeczne dzieci nie robią mamie przykrości? A w druga stronę to juz nie działa?

            Ano właśnie. Dla mnie odkryciem było, że ja się bardzo przejmuję, że mamie jest przykro z mojego powodu, ale niespecjalnie, kiedy mi jest przykro z jej powodu.
            Dlaczego "jej przykro" ma być ważniejsze od "mojego przykro"?
            • zuzi.1 Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 11:51
              No właśnie. A zastanawialas sie Ola czy mama sie przejmuje kiedy Tobie jest przykro z jej powodu i czy zaprzestaje swoich zachowań sprawiajacych Ci przykrość?
              • ola_dom Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 12:02
                zuzi.1 napisała:

                > A zastanawialas sie Ola czy mama sie przejmuje kiedy Tobie jest przykro z jej powodu i czy
                > zaprzestaje swoich zachowań sprawiajacych Ci przykrość?

                Jasne, zastanawiałam się nie raz. Oczywiście nie siedzę w jej głowie, ale wydaje mi się, że ona jest przekonana, że wcale nie robi mi przykrości. Nawet jak wyzywa mojego faceta i kiedy wprost ją pytam, czy mówi to, żeby sprawić mi przykrość? - ależ skąd! - to po co w takim razie? - zmienia temat, odwraca kota ogonem.
                Ale wciąż jestem pewna, że ona "wcale nie chce sprawiać mi przykrości". Moim zdaniem to jakiś potężny mechanizm wyparcia, zauważyłam to także przy innej okazji, kiedy powiedziała (oczywiście "z dobrego serca") koleżance, że wygląda źle. Koleżanka jest przekonana o swej wyjątkowej urodzie i się na mamę obraziła. Nie wdając się w szczegóły - mama powiedziała to tak, że dziwiłabym się, gdyby koleżanka się NIE obraziła. Ale moja mama jest "zdziwiona", że koleżanka się gniewa i nie odzywa do niej.

                Widzisz zuzi - żeby moja mama dostrzegła, że komuś robi przykrość, musiałaby też uznać, że coś zrobiła źle. A to jest raczej niemożliwe. Nie twierdzę, że nie zdarzyło się nigdy, ale w innego rodzaju sprawach.

                A wracając do naszej relacji, to moja mama przecież nie robi mi żadnej przykrości, cóż to za niedorzeczne twierdzenie! To my jej robimy przykrość, to my ją unieszczęśliwiamy.
                • zuzi.1 Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 12:23
                  Mysle, ze to wszystko oznacza, ze nawet gdy jej wyraźnie powiesz, ze robi Ci przykrość swoim zachowaniem ( bez formy pytania czy robi), to ona i tak tego nie uzna za prawdę, bo musialaby uznać, ze cos robi zle ( tak jak napisalas). A to jest prawdopodobnie niewykonalne w jej przypadku.
                  • ola_dom Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 12:27
                    zuzi.1 napisała:

                    > A to jest prawdopodobnie niewykonalne w jej przypadku.

                    Niewykonalne w przypadku tej konkretnej sprawy. W innych może i tak, może jakaś refleksja by ją naszła - tego nie wiem. Ale tutaj to ona jest potwornie skrzywdzona i nie sądzę, żeby cokolwiek mogło się przedrzeć przez to poczucie skrzywdzenia, jakakolwiek refleksja czy cień wątpliwości, że może jednak to ona mnie krzywdzi i krzywdziła swoją zaborczością.
                    • zuzi.1 Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 12:33
                      Ale zauważ, ze w przypadku tej jej koleżanki jest podobna reakcja, czyli nie przyjęcie do wiadomości inf. zwrotnej. A jakie sa te inne sytuacje, w których jest w stanie wyjść jakby poza siebie i jakos sie zreflektowac pomimo bycia krytykowana?
                      • ola_dom Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 12:40
                        zuzi.1 napisała:

                        > Ale zauważ, ze w przypadku tej jej koleżanki jest podobna reakcja, czyli nie przyjęcie do
                        > wiadomości inf. zwrotnej. A jakie sa te inne sytuacje, w których jest w stanie wyjść jakby poza
                        > siebie i jakos sie zreflektowac pomimo bycia krytykowana?

                        Tak, wiem to, dlatego napisałam, że przypuszczam, że mogą być inne sytuacje, w których mogłaby przyznać, że nie ma, nie miała racji i nawet przeprosić, choć z pewnością zdarzały by się rzadziej. Ale nie umiem teraz przytoczyć nic konkretnego, choć to nie znaczy, że takich momentów nie było.
                        Zresztą ja przez większość życia też nie dostrzegałam, że moja mama niewłaściwie się czasem zachowuje - także uważałam, że to ci "inni" są źli. Mama była nieskazitelna :). Więc nie mam takich przykładów w głowie, a rozpatrywać przypadki sprzed lat - szkoda mi czasu, energii, a i nie widzę sensu, bo nie przypomnę sobie tamtych spraw tak dobrze. Zresztą raczej nie były jakieś kluczowe, chyba.
                        • zuzi.1 Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 12:53
                          Ok. Mysle, ze to byloby ciekawe tak prześledzić w jakich sytuacjach takie pokonanie własnych słabości następuje i pojawia sie refleksja i akceptacja krytyki.
          • annb Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 10:34
            oczywiscie że może jej być przykro. ale to jest jej przykro. Nikt nie jest odpowiedzialny i nikt nie jest niewolnikiem cudzych uczuc.
    • danaide Re: pomoc po porodzie…. 03.03.16, 16:09
      A na ile chce przyjechać? Są ludzie, którzy mają potrzebę być tuż po (tudzież w trakcie... to dopiero koszmar), są tacy którzy wpadną przy okazji i tacy, którzy ominą Cię teraz szerokim łukiem. Może więc nie ma po co ustalać sztywnych zasad wizyt o ile dobro dziecka nie jest zagrożone (choroby;). Po prostu ustalić tak, zapraszamy, obejrzyj, naciesz się, ale to jest wizyta trwająca np. do tygodnia. a nie przeprowadzka.
      • olikol Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 11:30
        Jeśli to kilkaset km odległości to na pewno się mamusia nie zadowoli kilkoma dniami tylko zalegnie na kilka tygodni, tym bardziej gdy jest przekonana, że musi tam być bo córka sama sobie nie poradzi a maż się do niczego nie nadaje. Wiec lepiej żeby matka się obraziła już teraz odmową, bo jeśli się dopuści że przyjedzie, to i tak się obrazi że nie są wystarczająco wdzięczni i że nie słuchają posłusznie tego jak ona każe im dzieckiem się zająć i przy okazji będą mieć miesiąc złej konfliktowej atmosfery w domu i w efekcie obrażona będzie matka, autorka, jej mąż i niemowlę zacznie życie od kwaśnej atmosfery.
        A wystarczy teraz matce asertywnie powiedzieć "nie, dziękuję, nie chcę" i trzy osoby są wygrane.
        Tylko, że autorka musi odciąć pępowinę swoją od mamusi, że się przejmuje bardziej humorem mamusi niż swoim, swojego męża, swojego dziecka i tym że w końcówce ciąży to jej potrzebny jest spokój a nie jej nieciężarnej matce.


        Warto pomyśleć całościowo- i w twkiej sytuacji faktycznie
    • moni_kaw Re: pomoc po porodzie…. 03.03.16, 16:13
      bezwzględnie upierałabym się, że wizyta nie odbędzie się tuż po porodzie
      jestem świeżo po takich doświadczeniach, mąż się tak zorganizował, że byliśmy razem równe 6 tygodni:)
      to specjalny czas i "przysługuje" on rodzicom;
      starta jakiej możecie doznać jest nieporównywalnie większa od nadszarpniętego ego babci;
    • enith Re: pomoc po porodzie…. 03.03.16, 16:14
      8choinka napisał(a):

      > Poza tym jak widze jak mąż bardzo chce byc "tata", to nie chce by po
      > czul sie odrzucony, odsuniety bo mama wie lepiej (choc nie twierdze ze tak nie
      > jest) i ze caly jego teraz wysilek jest na nic bo on jako facet jest niepotrzeb
      > ny.


      I ty po usłyszeniu tego nie odłożyłaś słuchawki? A powinnaś była. Twoja matka to toksyk nie liczący się z niczyim zdaniem, z twoim włącznie. Nieźle cię wytresowała, skoro nie potrafisz asertywnie przedstawić swojej pozycji i się jej trzymać. Ten pierwszy miesiąc jest DLA WAS, dla waszej trójki. Po cholerę ci tam jeszcze wszystkowiedząca matka, która nie kryje się z opinią, że twój mąż powinien spadać na drzewo z racji bycia facetem. Nie daj sobie wejść na głowę!
      • 8choinka Re: pomoc po porodzie…. 03.03.16, 18:15
        nie, to ja napisalam bo nie chce by mąż sie tak poczuł?.
    • edw-ina Re: pomoc po porodzie…. 03.03.16, 16:34
      Pomoc po porodzie jest bardzo ważna i naprawdę potrzebna, ale to nie może być pomoc narzucająca się, permanentna. Problemem jest odległość - mama nie może wpaść raz na kilka dni czy nawet raz dziennie, aby przynieść zakupy, czy obiad, tylko musiałaby być non stop, co niemal z automatu wywoływałoby problemy - bo nie będzie wam się chciało wychodzić z piżam, a przy teściowej jednak wypadałoby, bo może narzucać swoje rady związane z postępowaniem z dzieckiem itp, itd - sama wiesz. Teraz masz swoją rodzinę i to ty wraz z mężem ustalacie zasady w niej panujące. Jeśli chcecie być sami z dzieckiem, to zaproście mamę dopiero po tym miesiącu. Po prostu, bez zbędnego tłumaczenia się, bo ono tylko będzie nakręcało. Powiedzcie coś w stylu: cieszymy się z twojej chęci pomocy, ale postanowiliśmy pierwszy miesiąc życia dziecka być z nim tylko we dwoje. Dopiero po tym czasie będziemy przyjmować gości i wówczas oczywiście z radością będziemy czekali na twój przyjazd.
      A zaangażowany w opiekę nad maluchem tata jest bezcenny. Do końca życia nie zapomnę, jak córa przez pierwszych kilka miesięcy zasypiała najchętniej tacie na torsie :)
    • ddd353 Re: pomoc po porodzie…. 03.03.16, 17:00
      Wizyta w takich okolicznościach to bardzo ale to bardzo zły pomysł. Nie wyobrażam sobie kogoś w domu przez 24 godziny na dobę.
      Ja wiem że wnuczek pewnie wyczekany, ale ten czas jest dla was. Nie pozwól odsunąć męża od dziecka (a tym się taka wizyta skończy z tego co piszesz). Wyobraź sobie odwrotną sytuację: tesciowa oznajmia że z wami zamieszka bo co Ty możesz wiedzieć o dziecku. Nie chciałabyś żeby mąż ją spławił?
      Zaproś na później, kiedy obydwoje okrzepniecie w nowej roli i poczujecie się pewniej. Łatwiej wtedy docenić te dobre rady, a kiepskie zignorować (bo to będzie Twoje dziecko które to wy znacie lepiej).
      Jak nie skorzysta z zaproszenia to trudno... Założę się że skorzysta ;)
      • 8choinka Re: pomoc po porodzie…. 03.03.16, 18:22
        wiecie, to co piszecie to wiem i stanowczo mamie wszystkie te argumenty ktore pisałyscie powiedziałam, tylko ze raczej ona ma problem ze zrozumieniem.

        To ze stane za mężęm to bezwzględny fakt i prosic mnie o to nie tzreba ani nakłaniać, tylko jest mi przykro ze znowu sytuacja skończy sie na ostrzu noża co jest bezsensowne, a niestety najcześciej sie zdarza?
        • ddd353 Re: pomoc po porodzie…. 03.03.16, 19:22
          Może będzie Ci łatwiej jak sobie pomyślisz, że nie zgadzając się na tę wizytę oszczędzasz wam i mamie wielu gorszych sytuacji na ostrzu noża? Bo o ile teraz może być jej trochę przykro (a Tobie niezręcznie), to pomyśl co by się działo w razie pierwszej lepszej różnicy zdań na temat dziecka (karmienie, kąpanie, zabiegi higieniczne).

          Po prostu biorąc na klatę teraz niezadowolenie matki wybierasz mniejsze zło. A w ogóle to powiedz że już postanowione i stresuje Cię dalsza rozmowa na ten temat. Kobiet w ciąży się nie stresuje (bo myszy zjedzą!)
        • panizalewska Re: pomoc po porodzie…. 03.03.16, 19:22
          Uprzedzasz, że nie otwierasz drzwi, jeśli przyjedzie. I nie grozisz, tylko faktycznie nie odbierasz, jeżeli przyjedzie.
        • ola_dom Re: pomoc po porodzie…. 03.03.16, 19:54
          8choinka napisał(a):

          > tylko jest mi przykro ze znowu sytuacja skończy sie na ostrzu noża co jest bezsensowne, a
          > niestety najcześciej sie zdarza?

          No i to jest jasny dowód na to, że mama wciąż chce, żebyś żyła tak, jak ona sobie wyobraża. I niestety - mamie samo "nie przejdzie". A teraz masz najlepszy moment na to, żeby wreszcie to zmienić. Masz argument z gatunku najmocniejszych. Wykorzystaj go, bo jeśli tego nie zrobisz, to będzie jeszcze gorzej.
          Aha - nie spodziewaj się, że jak się teraz postawisz, to to w cudowny sposób nareperuje mamę i Wasze relacje. Ale jeśli chcesz mieć swoje życie, to nie masz wyjścia.

          Sprawa jest prosta:
          połóż na jednej szalce dziecko, męża i Wasze wspólne chwile po jego narodzeniu (niepowtarzalne, nie do nadrobienia),
          a na drugiej dobre samopoczucie Twojej mamy (jej niezadowolenie to zdaje się nic nowego).
          Wahasz się, co wybrać?

          Piszę o tym, bo sama też nie tak dawno musiałam wybrać - mój związek i moje życie, albo zadowolenie mojej mamy. Mama wciąż jest niezadowolona, ale ja wreszcie zaczęłam żyć. I nie straciłam związku, na którym tak mi zależało.
        • akn82 Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 09:45
          Napisz jej list, z potwierdzeniem odbioru ;p
          Może tekst pisany zrozumie.
          Na każde jej pytanie o przyjazd powtarzaj jedno i to samo zdanie. Wymyśl jakie i bądź jak ta zdarta płyta.
    • koronka2012 Re: pomoc po porodzie…. 03.03.16, 18:52
      Przestań kierować się w życiu obawą przed cudzymi fochami, wyjdzie ci to na dobre.
      Za chwilę zostaniesz matką - zachowuj się jak dorosła. Nie musisz czekać na błogosławieństwo mamy, masz ją po prostu informować o swoich decyzjach, nawet jeśli nie przypadną jej do gustu - cóż, trudno. Twoja matka zachowuje się jak dziecko - i nie powinnaś ulegać jej fochom. To twój komfort po porodzie jest ważniejszy.

      Komunikat do mamy powinien brzmieć "bardzo doceniam chęć pomocy, ale po porodzie chcemy pobyć sami, oswoic się z nową rolą, zapraszam np. 2 tygodnie później, kiedy już mąż będzie musiał wrócić do pracy - wtedy faktycznie pomoc mi sie przyda".
    • hermenegilda_zenia Re: pomoc po porodzie…. 03.03.16, 22:14
      U mnie taki numer wywinęła teściowa - przyjechała na krótko przed porodem i została na kilka tygodni wbrew woli mojej oraz męża, który niestety wobec matki jest mało asertywny. Było to całkowite zaburzenie rytmu i dynamiki w naszej świeżo powiększonej rodzinie, dochodziło do różnych tarć i zamiast cieszyć się dzieckiem i sobą musieliśmy znosić różne fochy i dobre rady, o które nikt nie prosił. Jeżeli możesz coś zrobić, aby matkę powstrzymać - zrób to, inaczej będziecie bardzo żałować.
      • danaide Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 13:54
        A moi niedoszli teściowie, decyzją ojca mojego dziecka i ich postanowili przyjechać na poród i zostać 10 dni. Przyjechali. Zostali. Tylko ja nie urodziłam w terminie. Coś mi się zablokowało;)
        Tym niemniej uważam, że taka panika - och kilkaset km, to musi być miesiąc, vide: miesiące - to trochę przesada. Mamy samoloty, mamy pendolino, mamy mobilne społeczeństwo, nikt się kolasami po gościńcach nie telepie.
        • olikol Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 14:02
          Wszystko mamy dostępne, ale jeśli matka zwali się autorce na głowę mimo jasnych informacji że autorka i jej mąż tego nie chce - to ta matka wyjedzie też wtedy, kiedy sama zechce :P mając w nosie pendolina i samoloty. A nie mieszkając na tyle blisko by wracała na noc do siebie - na pewno śpieszyć się nie będzie z powrotem widząc jaka to odległość i koszty, chyba, że pójdzie na noże i "zostanie obrażona" ;P

        • ola_dom Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 14:59
          danaide napisała:

          > Mamy samoloty, mamy pendolino, mamy mobilne społeczeństwo, nikt się kolasami po gościńcach nie telepie.

          Ale tu nie w technice komunikacyjnej problem, tylko w tym, że siłą matki nie wypchniesz, jak się zaprze. Więc w tej sytuacji lepiej zapobiegać.
        • hermenegilda_zenia Re: pomoc po porodzie…. 05.03.16, 21:15
          Jeżeli to do mojego postu, to nigdzie nie pisałam, że teściowa przyjechała kilkaset kilometrów, bo leciała kilka tysięcy kilometrów, z innego kontynentu, więc tak, nie ma możliwości "wypchnięcia" kogoś, bo bilet lotniczy to nie takie hop siup ani logistycznie ani finansowo. Zatem uwaga o braku konieczności znoszenia kogoś niestety nie trafiona.
    • polotubrak Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 12:50
      Rzecz pierwsza i najważniejsza - tylko raz zostaje się rodzicem po raz pierwszy. Tylko raz ma się okazję to poczuć w taki sposób. To są chwile, które już nigdy się nie powtórzą - nawet przy kolejnych dzieciach jest już inaczej. Dlatego warto o nie walczyć.
    • anku1982 Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 14:46
      To może opiszę naszą historię, przy pierwszym synku ponad 6 lat temu poprosiliśmy moją teściową na 3 tygodnie po narodzinach, aby nam pomogła. W miarę sprawdziło się, natomiast dołujący był powrót mój do domu z dzieckiem ze szpitala, gdzie była teściowa, moi rodzice, szwagierka, mój brat i druga szwagierka i ten chaos, i "dziwne" pytania mojej mamy, a ja chciałam po prostu odpocząć. W ciągu tych lat moje relacje z teściową pogorszyły się, brak akceptacji naszego stylu życia, kontrolowanie i krytykowanie (mama męża mieszkała z u nas przez jakiś czas, po czasie ok. 1,5 roku od narodzin syna, bo poprosiliśmy ją o czasową opiekę nad dzieckiem, chętnie się zgodziła, ale bardzo to wiele zepsuło między nami dorosłymi). Teraz będzie rodził się nam drugi syn i po pierwsze od razu zapowiedziałam mężowi, że na powrót ze szpitala chcę abyśmy byli tylko w czwórkę (psycholog dziecięcy, która prowadziła też zajęcia na szkole rodzenia mówiła o wielkiej wartości spokojnego niejako samotnego dla ścisłej rodziny pierwszego etapu życia noworodka, również w odniesieniu do starszaka, który nie potrzebuje dodatkowych osób z ahami i ohami skierowanymi na nowego członka rodziny), a pierwsze wizyty babć czy dziadków planujemy na 2 tygodnie po powrocie ze szpitala. Jeszcze nie zdążyliśmy poinformować obydwu stron, a w czasie odwiedzin teściowej usłyszeliśmy, że teściowa to przyjedzie odwiedzić drugiego syna po porodzie i nie będzie czekała na żadne zaproszenia, słowa były powiedziane do naszego pierwszego syna, ale tak abyśmy słyszeli, i dodane, no oczywiście Ciebie M... (tu imię naszego syna) też odwiedzę. Niezależnie jednak co planuje moja teściowa, dostanie po narodzinach odpowiedni komunikat (ciekawe że z NAMI jako rodzicami nie chciała rozmawiać) i jeżeli mimo to przyjedzie, zastanie zamknięte drzwi. Moi rodzice nie mieli kłopotu ze zrozumieniem naszych intencji.

      Znam też przypadek młodej kobietki, która została poinformowana przez swoją mamę mieszkającą 400 km od niej i jej narzeczonego, że po narodzinach ma przyjechać do niej (do babci), bo na pewno sobie nie poradzą, mimo że wie, że narzeczony nie ma ani urlopu tak długiego, nie mówiąc o oczywistym rozłączeniu rodziny - celowym? na samym początku życia dziecka, jak ten ojciec ma budować więź?
      • zuzi.1 Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 15:06
        No ale jesli Twoja tesciowa zrealizuje swój pomysl i stanie pod Waszymi drzwiami, to nie uwierzę, ze mąż sie nie ugnie i jej nie wpuści :-) ale będzie jazda, jak się kobieta będzie dobijać do drzwi. Może jakiegoś elektr. pastucha zamontujcie na drzwiach w tym dniu, gdyby jej przyszlo do glowy w nie walić.
        • anku1982 Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 15:19
          Po różnych akcjach i moim asertywnym zachowaniu (musiałam się tego nauczyć - nigdy nie spotkałam się z kimś kto wchodziłby aż tak bardzo w moje sprawy osobiste) - myślę, że bałaby się przyjechać wbrew naszej woli. Jeśli natomiast ciekawość zwyciężyłaby obawy i jednak stanęłaby w progu naszego domu, myślę, że szybko zakończyłaby wizytę widząc mój wściek w oparach poporodowej burzy hormonalnej. Zresztą, dziecko w chuście jest trudno wyszarpnąć, nie widząc dla siebie specjalnych zajęć - odjechałaby obrażona.
          • zuzi.1 Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 16:02
            Mamy podobna teściową :-) to bezpardonowe przekraczanie cudzych granic to porazajaca przypadłość, normalnie jak molestowanie.
            • anku1982 Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 20:18
              To nie dziwię się zuzi, że masz takie radykalne zdanie na ten temat, bo jak kiedyś był wątek dotyczący samowoli dziadka w opiece nad małym niemowlakiem, to część osób (mimo opisanego niezadowolenia matki) stwierdziło, że bez przesady, że dziadek ma prawo robić po swojemu i takie tam. Zapominają jednak że w pokoleniu naszych rodziców są osoby empatyczne, wrażliwe, liczące się z czyimś zdaniem, ale również osoby ukierunkowane na zaspokajanie swoich potrzeb kosztem innych, przekraczające granice, wrażliwe inaczej. Moim zdaniem osoba, która nie doświadczyła takiej właśnie osoby, nie wie co pisze mówiąc: dziadkowie są ważni, dziadkowie mają również prawo do decydowania o Twoim dziecku... Są ważni, ale to my rodzice - zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą decydujemy co dla NASZEJ rodziny jest najważniejsze. Czasem podanie palca - skutkuje odrąbaniem całej ręki, a nie o to w życiu chodzi.
              • zuzi.1 Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 20:51
                Zgadzam sie z Toba w pelni anku. Mam radykalne podejscie, bo z mojego doświadczenia wynika, ze tylko w radykalny, ostry sposób można sobie poradzić z wrodzona przemocą osób toksycznych. A wiedza i zrozumienie problemu pozbawia zludzen i daje sile do radykalnych działań.
        • 8choinka Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 15:23
          wiesz?.my jak postanowilismy sie pobrać to moi rodzice juz mieli wszystko rozplanowane, a teściowa-historie "zuzi.1" znasz?..i aby uniknąć piekła na ziemi powiadomilismy o tym ze tego a tego bierzemy ślub i?.uciekliśmy za granice na 2 tyg. W pięknym miejscu wzieliśmy ślub-sami, świadkami była obsługa hotelowa-i to byl najpiekniejszy dzień naszego życia. Tak więc da sie postawić na swoim, tylko ze kosztuje to wiele nerwów. Jest mi po prostu cholernie smutno z tego powodu ze mimo ze wiele razy stawiałam na swoim, moje siostry również a rodzice dalej nie wyciągają wniosków. Coraz trudniej sie rozmawia bo jakbym do ściany mówiła, tłumacze, prosze a tu upór i szantaż "to albo to albo to" i ostatecznie kończy sie ze w takim razie dzieki ale nie! Choć jak zaznaczam skala problemu nie jest az tak problematyczna, bo fochy szybka przechodza i wszystko wraca do normy, tylko to po prostu ciągle sie powtarza??
          tak czy owak dzięki za odpowiedzi, po prostu jak zwykle będe zimną suką ;/
          • zuzi.1 Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 15:59
            Ale bycie zimna suka w takich sytuacjach to dobry pomysł, nie ma miejsca na zbędne dyskusje. Trzymaj się choinka i spokoju życzę i wszystkiego dobrego!
          • anku1982 Re: pomoc po porodzie…. 04.03.16, 20:20
            Bycie właśnie takim jak piszesz;) bardzo się sprawdza, później już nie interesuje Cię kto jak Cię nazwał, bo widzisz że efekt jest warty każdych "pieniędzy" - masz spokój.
          • danaide Re: pomoc po porodzie…. 05.03.16, 13:51
            A teraz odwróćcie sytuację - to nie córka tak traktuje matkę a matką córkę. Ktoś kiedyś powiedział mi, iż bardziej odpychasz dziecko tym bardziej ono do Ciebie lgnie. Pendolino na bok, tu nie chodzi o pomoc po porodzie. Tu chodzi o relację jaka jest między Wami. Relację, w której Ty z jakiegoś powodu od matki uciekasz, a ona w panice coraz bardziej do Ciebie lgnie. W której role się odwróciły - teraz ona jest dzieckiem desperacko pragnącym kontaktu z Tobą. Poród jest dla niej pretekstem, bardzo dobrym pretekstem, bo przecież w naszej kulturze matka powinna pomóc córce po urodzeniu dziecka, bo przecież na chłopów nie można liczyć (a tu zonk, bo Twój chłop z tych bardziej światłych). Więc naciska jak może. Ale naciska też dlatego, że to nie pierwszy raz gdy poszła w odstawkę. Dlaczego? To już pytanie nie do mnie.

            Ale może czas na rozmowę z matką. Nie w stylu "nie chcę byś przyjeżdżała, mam męża, to nasz dom, nasz czas". To prawda, ale tu jest zwykłym wykrętem. Powiedz jej dlaczego naprawdę (naprawdę wężykiem) nie chcesz by z Tobą była. Fochy norma fochy norma? Może czas na zmianę argumentów?
            • ola_dom Re: pomoc po porodzie…. 05.03.16, 14:52
              danaide napisała:

              > A teraz odwróćcie sytuację - to nie córka tak traktuje matkę a matką córkę. Ktoś kiedyś
              > powiedział mi, iż bardziej odpychasz dziecko tym bardziej ono do Ciebie lgnie.

              danaide, ale nie da się odwrócić tych dwóch ról, bo matka i dziecko NIE SĄ równorzędne. A jeśli są, to właśnie jest niezdrowe. A żeby móc odwrócić role, to te osoby muszą być równorzędne.
              • panizalewska Re: pomoc po porodzie…. 05.03.16, 15:19
                Ja też nie chciałam, żeby mi ktoś się kręcił po mieszkaniu (małym zwłaszcza) w połogu. Mi tu krwawica leci nie powiem skąd, upały nieziemskie, że nic tylko nago chodzić, a tu złote rady zawsze w cenie 24/7. No niektórzy nie chcą i już. I mają do tego prawo.
                • danaide Re: pomoc po porodzie…. 06.03.16, 12:53
                  No, a ja chciałam. Tylko mało kto chciał. Ale nigdy nie było ryzyka instalacji;D
              • danaide Re: pomoc po porodzie…. 06.03.16, 12:48
                Do odwrócenia rol potrzebna jest uprzednia równorzędność? Nie sądzę.
            • 8choinka Re: pomoc po porodzie…. 06.03.16, 08:07
              Danaine, myśmy próbowały z naszą mama rozmawiać. Ale to na marne, to z jednej strony zniszczona zyciem wlasnym biedna kobieta, której zycie nie oszczedziło, a z drugiej uparta jak wół osoba ktora nie dopuszcza zmian, nie chce zmian, nie chce rozumiec i nie potrafi zrozumeic ze my chcemy zyc inaczej niz ona, ze zycie sie zmieniło, ze my sie zmieniłysly itp. Nie ma kompromisów, jesli sie uprze ze zrobi cos-oczywiscie w dobrej intencji a tej dobroci nie chcesz to na nic rozmowa i albo kończy sie łzami i "zranionym sercem matki" albo musisz na ostro powiedziec NIE!. Bo mama nie słucha i tu ejst problem, ona nie chce nas słuchac.
              Teraz na gwałt chce przyjechac, ale z drugiej storny jestem 9 msc w ciazy i ani razu nie przyjechala w odwiedziny, a była 5 msc na L4 z powodu zdrowia i miala czas i jednoczesnie milion wymówek. Bo jej sie nie chcialo bo za daleko, bo jak am sie ruszyc z domu to na sama mysl jest chora, bo tzeba ja prosic by ruszyla sie i wyszla, pojechala itp. Ma wnuki za siatka(mojej siostry dzieci) a je własciwie olewa, jednoczesnie rozpowiadajac dookoła jak sie nimi zajmuje i jak to pomaga jej w ich wychowaniu...pomoc mojej siostrze po porodzie skonczyla sie katastrofa i ostatecznie siostra wyprowadzila sie-uciekla z mezem z domu, a przeciez mama chciala wylącznie jej dobra. Od skrajnosci w skrajność..., a wszystko dlatego ze nas nie zna, nie chce poznac, nie chce zrozumiec?.Po wielu latach jestesmy zmęczone tą huśtawką, więc sie odsunęł?smy od siebie dla wlasnego swietego spokoju?.
              • danaide Re: pomoc po porodzie…. 06.03.16, 13:37
                Spoko choinka. Rozumiem.
                Cóż, dla mnie Twoja matka jest produktem przekonania, że dzieciom i rodzinie trzeba się poświęcić, a o wartości kobiety świadczy to czy jest "dobrą" matką/babką. I niestety, skutki, jak widać, nie napawają optymizmem. Z jednej strony nikt nie docenia jej poświęcenia, ale może z drugiej, podświadomie, też by chętnie odpuściła (to zachowanie na L4, to olewanie wnuków). Ale nie potrafi dać sobie na to przyzwolenia i wprowadzić dzięki temu jakąś równowagę. Kto miałby ją tego nauczyć?
              • aqua48 Re: pomoc po porodzie…. 06.03.16, 17:28
                8choinka napisał(a):

                >pomoc mojej siostrze po porodzie skonczyla sie k
                > atastrofa i ostatecznie siostra wyprowadzila sie-uciekla z mezem z domu

                To może warto z tego doświadczenia siostry wyciągnąć wnioski dla siebie. No chyba, że macie z mężem gdzie uciec?
              • panizalewska Re: pomoc po porodzie…. 06.03.16, 18:34
                Choinka witaj w klubie "moja matka wie lepiej" ;) Zapraszamy do różnych wątków w miarę ostatnich, pełno tego tutaj.
                Korzystaj koniecznie z doświadczenia siostry. Jeżeli ktoś nie rozumie kulturalnych słów "nie, dziękuję, doceniam, ale nie chcę", to ON ma problem, nie Ty. Więc bardzo prawdopodobne fochy NIE SĄ Twoją odpowiedzialnością, po prostu.
    • chocolate_cake Re: pomoc po porodzie…. 05.03.16, 14:36
      Nie tylko dzisiejsi mężczyźni pomagają żonom po porodzie i zajmują się dzieckiem. Mój mąż 19 lat temu został ze mną 2 tygodnie po porodzie i to była bardzo dobra decyzja. Dobrze że chcecie być na początku sami z waszym dzieckiem. Mama powinna zrozumieć.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: pomoc po porodzie…. 10.03.16, 11:37
      Państwa decyzja związana z bardzo dobrze rozpoznaną potrzebą, aby zostać samą z dzieckiem i mężem, jest słuszna i dal Was ważna. Więc warto ją utrzymać.
      Trzeba znieść widoczne niezadowolenie mamy, bo cel jest tego wart, a frustracja w razie uległości może być duża i popsuć Wam tak oczekiwane pierwsze chwile we trójkę. Częścią dojrzałości jest zniesienie cudzego niezadowolenia bez poczucia winy. Szczególnie, że jest Pani pewna, że da Pani sobie radę.
      Te kilka wspólnych pierwszych dni z dzieckiem jest bardzo ważne. Zabieranie sobie czasu i energii na niezadowolenie z obecności nawet najmilszej osoby, jest niepotrzebne i również Pani dziecko na tym nie skorzysta.
      Co do mamy to może ma ona przekonanie płynące z własnego doświadczenia, że mąż Pani nie będzie dostatecznym wsparciem lub pomocą. Kiedyś mężczyźni nie chcieli się angażować w pomoc przy dzieciach sądząc , ze to sprawa kobiet właśnie. Teściowych i matek. Poza tym może mieć najlepsze intencje pomocy Pani. Tu warto ją uspokoić, ale nie ulegać. No i ważna rzecz to kontakt z malutkim dzieckiem. No ale w tym wypadku to mam musi umieć znieść swoją frustarcję. Przyjdzie i dla niej czas kontaktu.
      Może pomocą dla Was obu okaże się książka Justyny Dąbrowskiej "Matka młodej matki".
      Agnieszka Iwaszkiewicz
    • jehanette Re: pomoc po porodzie…. 15.03.16, 14:41
      Macie z mężem bardzo dobre podejście. Powtarzaj krótko i konsekwentnie te argumenty i zapowiedz, że zaprosisz w odwiedziny jak będziecie gotowi. Jak mama zacznie spazmować i szlochać bądź twarda, powtarzaj że zaprosisz jak będziecie gotowi, uświadom mamę że pewnie nie masz pałacu i ciężko tak mieszkać na kupie przez miesiąc. Mama może się obrazi, ale hello - nie wytrzyma. A jeśli zrobi akcję pt. obraza na całego - to nie jest dobrą matką. Dobra matka powinna zrozumieć, że dorosła córka ma swoją rodzinę swojego partnera i ma prawo przeżyć pierwsze miesiące swojego macierzyństwa jak chce...
      • verdana Re: pomoc po porodzie…. 15.03.16, 16:12
        Bardzo dobrym pomysłem jest nie spędzanie z matką pierwszego miesiąca po porodzie, gdy chcecie nacieszyć się dzieckiem. Bardzo złym nie pokazanie babci wnuka przez pierwszy miesiąc, bo będzie na to czas. Nie będzie. Ten pierwszy miesiąc jest jedyny, dziecko sie zmienia, nigdy juz nie będzie takie samo. Bycie "twardym" jest OK, jesli chodzi o goszczenie w domu, a jeszcze bardziej - o zastępowanie Was w roli rodzicó. Bycie twardym pt "Zobaczysz swojego wnuka wtedy, gdy my sie ni m nacieszymy i pozwolimy" jest zwyczajnie okrucieństwem. To nie chodzi o obrazanie sie, ale o autentyczną krzywdę. Babcia chce zobaczyć wnuka, ale jej nie pozwalają. To nie jest obraza, która minie. To jest coś, czego babcie nie zapomni, bo zapomnieć nie może - oznacza to, że jej prawdziwe potrzeby sa dla Was absolutnie nieistotne. Dobra matka powinna zrozumieć, ze nie pakuje sie córce do domu, jesli tego nie chc, dobra córka - ze zobaczenie pierwszego wnuka szybko nie jest fanaberią. Innymi słowy - babcia powinna mieć propozycję przyjazdu, zamieszkania w hotelu i wizyty zapoznawczej. Nie zechce - jej sprawa, wtedy to ona decyduje. Zechce - no i dobrze, niech ma prawo nacieszyć się raz czy dwa małym wnukiem.
        I nie nazywajmy obrazą reakcji na autentyczną krzywdę, jaka jest zakaz odwiedzenia wnuka.
        • jehanette Re: pomoc po porodzie…. 22.03.16, 12:22
          Taki zakaz by nie powstał, gdyby przyszła babcia nie była taka jaka jest...
          sama byłam za miękka i tego żałuję.
    • anagat1 Re: pomoc po porodzie…. 15.03.16, 22:06
      Powiedz stanowczo NIE.. Ja mam juz dwoje dzieci. I wlasnie przy pierwszym sami zapraszalismy mamy. Okazalo sie to totalnym niewypalem, bo moje maz rowniez byl w domu i chodzilismy spac z dzieckiem o 19. Mamy byly jak piate kolo u woza. Dodatkowo mialam ogromny problem z karmieniem i moja mama wpedzala mnie w depresje, mowiac mi ciagle.. 'o jaka szkoda, ze nie jest , jak powinno byc'.. Za to przy drugim dziecku mamy okazaly sie byc niezbedne, bo zajely sie starszakiem , a my moglismy kontemplowac dzidzie. Powodzenia! Badz stanowcza:) Mozesz mamie powiedziec, ze bardzo ci zalezy, zeby to byl ten drugi miesiac, bo wtedy wlasnie obawiasz sie, ze bez meza przy boku, moze byc ciezko:) Poza tym.. maj/czer- mozecie sobie z babcia na spacerki chodzic, do kawiarni na kawke.. a z takim miesiecznym, to troche jeszcze wczesnie:)
      • capribb Re: pomoc po porodzie…. 15.03.16, 22:25
        mąz po porodzie był z nami ok miesiąc i było to bardzo potrzebne. jestem zadowolona ze razem spędziliśmy ten czas. mamy trójke dzieci i w tych pierwszych dniach nikt nie pomagał. i świetnie! w czym potrzebujesz pomocy? bez przesady! tym bardziej przy jednym dziecku naprawdę sobie świetnie sami poradzicie. nie wiem na czym miałaby pomoc mamy polegać.
    • magda_369 Re: pomoc po porodzie…. 16.03.16, 14:45
      Jesteś dopiero przed porodem ja już długo po ale przeczytaj sobie wątek "czy jestem przewrażliwioną matką?" gdzie opisałam swój przypadek. Też nie chcę nikogo urazić a jak słyszysz " ale ja chce dobrze" to zaczynasz mieć wątpliwości czy to z tobą jest wszystko ok. Nie rób niczego wbrew sobie. Szanuj potrzeby swojej mamy jako babci ale ona powinna szanować twoje decyzje. Po jej słowach wiesz już teraz, że będzie nerwowa atmosfera, a w tym okresie spokój TWÓJ i DZIECKA jest najważniejszy!!
      Bycie "rodzinnie poprawnym" bywa bardzo męczące.
      • maria1110 Re: pomoc po porodzie…. 20.03.16, 00:46
        To sobie poczytałam ;)
        Ucieszyłam się gdy zobaczyłam ten tytuł wątku .Po lekturze trochę mi przykro .
        najbardziej podobała mi się wypowiedz Pani Verdany ,
        Czekam własnie na pierwszą wnusię .ktora urodzi się ze 400 km ode mnie .
        Pamietam swoje ogromne wyczerpanie po pierwszym porodzie ,tak dziecko miało takie kolki ,ze przez kilka miesięcy moim największym marzeniem było wyspanie się ,a tu ani w nocy ,ani po południu nie można było. Nie wiem moze ja jakąs depresję miałam ,tylko 30 lat temu nie znano tego.
        Mąż w miarę mozliwosci pomagał ,ale cięzko było ,urlopu nie mogl wziac. .Dziecko ogarnialismy ,ale z posiłkami było gorzej . Nie wyspana ,nie dojedzona ,traciłam od razu pokarm i tego było mi najbardziej zal.
        Moja mama miała przyjechac po porodzie (tez daleko ),ale akurat umierała jej matka i nie mogła.
        Bardzo wowczas czekałam na mamę i na jej ciepłe obiadki . Gdy przyjechała od razu pokarm wrocił.
        Wiem czasy były trochę inne .

        Zwrociłam uwagę na ten wątek ,bo własnie zastanawiałam się ,czy dobrze zrobię gdy predziutko podąże z pomocą gdy corka jeszcze na porodowce będzie ,zeby młodą mamę rosołkiem przywitac.
        I zeby mogla w razie potrzeby zdrzemnąc się w srodku dnia .
        Ale teraz są te urlopy ojcowskie ,zięć jak narazie jest tez bardzo zaangazowany ,czy ja nie za bardzo go wyręczę .Odbiorę mu okazję do wykazania się ?
        Wydaje mi się ,ze akceptują moj pomysł z pomocą ze 2 tygodnie ,mamy dobre relacje ,niedawno pomagałam im przy przeprowadzce .
        Mieszkanie jest spore ,ale mimo to zastanawiam się ,czy jechac od razu ,czy czekac na sygnał ,przydałabys się mamo .
        Musze ten temat z nimi przedyskutowac.
        Dziewczyny ,ta Wasza asertywnosc ,przyznam trochę mnie przeraza ,ale jednoczesnie nie rozumiem tych Waszych mam tak upierających się .
        Ale gdy pomyslę ,że na zywo miałabym zobaczyc maluszka np po miesiącu ,to szkoda ,te pierwsze minki, bezcenne .Zdjęcie to nie to samo.
        • myelegans Re: pomoc po porodzie…. 20.03.16, 01:40
          Tesc z zona poprosili o wizyte zaraz po urodzinach mlodego, na naszych warunkach "powiedzcie na kiedy i na jak dlugo i czego potrzebujecie" przyjechali na 2 dni, zamieszkali w hotelu, w ciagu dnia byli ba kilka godzin, zamowili obiad z dostawa, samoobslugiwali i.... pojechali. Mieszkaja 500km od nas, nie bylo fochow, obrazania, stawiania barier i warunkow.
          Ja mialam silny nesting instinct i gdybym mogla to zamknelabym sie z moimi chlopakami w bance i nie wpuszczala nikogo do zycia przez kilka tygodni po porodzie.
          Tesciowa przyjechala po 3 tygodniach na 4 dni i to bylo dobrze, tak jak chcielismy. Z tym, ze ona na pelnych prawach domownika, bardzo niezalezna, nie czulam sie zobowiazana do jakiejkolwiek goscinnosci, z cyckami na wierzchu latalam i wietrzylam, obiad byl, albo go nie bylo, ja spalam jak mialam potrzebe. Rady nie byly udzie,ane zadne.
          Takt i wyczucie i postawienei sprawy jasno "chce zobaczyc wnuczke wczesnie, powiedzcie kiedy, jak, na jak dlugo a ja sie dostosuje, to Wasz czas przede wszystkim"
          Powodzenia
        • zuzi.1 Re: pomoc po porodzie…. 20.03.16, 14:21
          To jest proste :-) nie domyslaj sie tylko zapytaj corki czego ona sobie zyczy, kiedy I w jakim wymiarze I sie do tego dostosuj I uszanuj. I tyle :)
        • verdana Re: pomoc po porodzie…. 20.03.16, 17:58
          Moim zdaniem można poprosić o zobaczeni dziecka i zapewnić, że w każdej chwili służysz pomocą. I że nie będziesz przeszkadzać, jesli nie chcą, przyjdziesz na godzinkę. Ale absolutnie nie jechać pomagać bez wyraźnego zaproszenia córki. A na pewno nie jechać bez uprzedzenia, aby zamieszkać u córki! Nawet jedną noc.
          • 8choinka Re: pomoc po porodzie…. 22.03.16, 11:46
            dziekuje za wszystke odpowiedzi.
            Jak zwykle nie ma prosych rozwiazań ktore by nie zranily ktorejs ze stron. Zdaje sobie sprawe ze babcie/dziadkowie maja prawo zobaczyc wnuka a ja im tego na poczatku zabraniam. Tema juz ucichl, a bynajmniej nic mama nie wspomina a dzwoni i pyta jak sie czujemy wiec chyba nie jest tak zle. Problem w tym ze mieszkamy w malym mieszkaniu i jest do prznocowania jest sofla w salonie polaczonym z kuchnia. N aupartego kazde warunki sa ok, choc byloby zapewne nieco krepujace z obu stron. W koncu w nocy trzeba wstawac i chocby mleko przygotowac?zaproponowanie noclegu w hotelu odpada-to bylby skadal gdybym umiescila tam mame . Dla niej ne do przyjecia-juz raz przez cos takiego przechodzilam?a rodzice mieszkaja 600 km od nas wiec krotka wiyta tez odpada. Jak mama zapowiedziala swoja wizyte to zaraz tato sie dolaczyl ze skoro ona chce jechac to on tez i koniec ! Ogolnie poklocili sie miedzy soba kto kiedy ma jechac. Nie jedzie nikt?. :D Szwagier mial sie pojawic na "pępkowym" wiec juz zale bo on zobaczy dzidzie szybciej a przeciez to dziadkowie maja pierszenstwo(?), i siostra(mieszkajaca bliziutko) ktora miala wpasc na noc, by faceci mogli poswietowac. I skoro wszyscy sie posprzeczali o jakiejs zasady, pierwszenstwa???.poprosilam by wszyscy dali mi swiety spokoj i nie zawracali mi glowy?...
            • ola_dom Re: pomoc po porodzie…. 22.03.16, 12:06
              8choinka napisał(a):

              > poprosilam by wszyscy dali mi swiety spokoj i nie zawracali mi glowy?...

              Brawo! :)
            • jehanette Re: pomoc po porodzie…. 22.03.16, 12:36
              No i dobrze :) Dla mnie nie do zaakceptowania byłoby wpraszanie się do świeżo upieczonych rodziców, którzy mają małe mieszkanie! Przecież kobieta w połogu potrzebuje przede wszystkim intymności. W tej kłótni o "zasady i pierwszeństwo" widać niestety że samo pragnienie poznania wnuka jest mniej ważne, niż pofolgowanie swoim potrzebom wywyższania się (pewnie jeszcze dziadkowie "od mamy" mają być ważniejsi niż ci "od taty" itp...)
            • panizalewska Re: pomoc po porodzie…. 22.03.16, 15:16
              Jezus ale przepychanki O_O
              Miałam podobną opcję po drugim porodzie - małe mieszkanie 1,5 pokoju z aneksem kuchennym. Małe dziecko + noworodek, ja w połogu z cyckami na wierzchu non stop + teściowa po operacji. Mieszkała u moich dziadków mieszkanie obok, to samo piętro bloku, od drzwi do drzwi 5 kroków. Chociaż szczerze jej współczułam, potrzebowałam intymności, a do tego kombinowałam jak koń pod górkę z usypianiem dzieci razem lub osobno. A teściowa nie dawała się wykurzyć do dziadków i caluśki dzień siedziała u mnie na kanapie i w milczeniu wzdychała. Przykry to czas był.
            • ddd353 Re: pomoc po porodzie…. 22.03.16, 15:25
              Skoro hotel odpada to może da się matkę u siostry przenocować? Będzie blisko, będzie sobie mogła wnuczka obejrzeć a ty w połogu będziesz miała spokój chociaż w nocy.
              • miedzymorze Re: pomoc po porodzie…. 22.03.16, 15:38
                Ale to chyba nie położnica powinna kombinować jak wszystkich pogodzić i im dogodzić ?
                Jak do tej pory jedyne co potrafili to pożreć się o kolejnośc oglądania dziecka, więc niech spadają ze swoimi kwasami, a 8choinka będzie miec spokój ;)
                pozdr,
                mi
                • ddd353 Re: pomoc po porodzie…. 22.03.16, 15:46
                  Położnicą to ona będzie po porodzie.
                  Skoro teraz ustala wizytę matki to chyba może podsunąć jej jakieś rozwiązanie (zwłaszcza takie które nie zakłada spania w jednej izbie z całą rodziną)? Zresztą i tak kombinuje, pisała wcześniej o hotelu, więc ja jej podsuwam inną możliwość.
        • jehanette Re: pomoc po porodzie…. 22.03.16, 12:32
          Dać prosty i jasny sygnał do córki - dostosuję się do Was, chciałabym zobaczyć wnuka, mogę pomóc - czekam na sygnał od Was. Ja byłam nie dość asertywna, miałam rodzinę na porodówce, potem fochy i płaczliwe od mamy "ale ja tak chcęeęę pomóoóóóc" - i źle mi z tym. Żałuję, że nie byłam asertywna. Nie było mi dobrze, i z pewnym niesmakiem wspominam te wydarzenia. Nie są to dla mnie miłe wspomnienia, i nie chodzi o obecność rodziny czy coś - chodzi o to, że nie czułam aby MOJE potrzeby, MOJA osoba była istotna. Liczyli się ONI, ICH potrzeba zobaczenia dziecka i ponapawania się niemowlakiem. Jak można się domyślić, nie wpływa to też pozytywnie na moje relacje z mamą, które odkąd mam własne dziecko są sztywne.
          Jeśli kiedyś zdecyduję się na drugie (raczej wątpliwe, no ale może), to chyba podam rodzinie termin porodu +2 tygodnie. I zawiadomię ich po fakcie.
    • palladium88 Re: pomoc po porodzie…. 12.04.16, 15:00
      Wiem, ze watek troche nieaktualny. Ale ja tez szperam tu na forum dosc czesto, wiec moze kogos ostrzege.
      Moja mama odkad pamietam dyktowala jak mam postepowac bez mozliwosci chocby sugestii, ze widze to inaczej. Proba rozmowy konczyla sie zawsze awantura, krzykami i stwierdzeniem, ze nie mam o niczym pojecia, a jesli sie upieralam, to ze jestem oblakana.
      Przed porodem mama stwierdzila, ze przylatuje na 2 tygodnie od tego, do tego. Koniec. Bez pytan, no nic. Prosilam zeby przyleciala po miesiacu, argumenty takie jak i Autorki (mieszkamy w Angli). "Przyjade wtedy i nie dyskutuj" nawet nie bardzo udawala, ze ta wizyta jest dla mnie. No i przyleciala. Ja ledwie zywa, bite 20kg na plusie, ciezko sie ruszac, spuchnieta jak slon, spiaca, zniecierpliwiona. A mama ciagle "moglabys juz urodzic, przyjechalam wnusie zobaczyc", "chodz na spacer, no chodz, sama nie pojde bo jezyka nie znam i sie zgubie, no chodz, nic ci nie bedzie" zeby to byly spacery to bym moze przezyla. Ale mama zasuwa, a ja jak kretynka z brzuchem biegne za nia, ona mnie pogania, marudzi ze za wolno ide. Tlumacze a ona nic tylko: nic ci sie nie stanie, ja jestem przyzwyczajona do takich spacerow i w domu siedziec nie bede.
      No okropienstwo, jeszcze jej musialam fotki pstrykac na kazdym zakrecie, bo trzeba kolezankom pokazac ze ona byla, ze widziala, a bez niej to ja przeciez nawet prania bym nie zrobila. Chociaz robie, serio!
      W domu nie mialysmy za bardzo o czym rozmawiac, podsuwalam jej ksiazki, gazety, filmy-mama nie chce, posiedzi sobie. I siedziala i wiekszosc doby patrzyla na mnie bez slowa, chyba ze marudzila albo "spacerowala".
      Spac nie moglam wieczorem, bo mama pozno zasypia, kolo 1-2 w nocy a "sama mam tak siedziec, przeciez do corki przylecialam".
      Jesli zasnelam na kanapie po poludniu- budzila mnie ze slowami "wstawaj, odpocznij od tego spania, idziemy na spacer". To byly okropne 2 tygodnie. Nie mialam sily na nic, mama nie sluchala, a ja bylam zbyt zmeczona zeby walczyc. Maz cale dnie w pracy, zeby po porodzoe byc z nami w domu.
      Mysle, ze z tego stresu urodzilam 8 dni po terminie. Jeszcze 4 nas przetrzymali w szpitalu i taadaaam: mama wyjechala w srode rano, a my wieczorem wrocilysmy do domu.
      Oczywiscie twierdzi, ze mi pomagala. Nie wiem kiedy, nie zaobserwowalam, pewnie ze zmeczenia.
      Pozniej jeszcze chciala przyjechac: przyjade, zajme sie wnusia, a ty dom ogarniesz, bo a pewno masz balagan. Co to w ogole mialo byc?! Oponowalam-foch. Ale nie przyleciala.
      Teraz poszlo o chrzest, bo lecimy niedlugo i mama wszystko zaplanowala, kosciol, dzien, co i jak. Znajomych nie mozemy zaprosic, bo to tylko dla rodziny ma byc (?!) Probowalam spokojnie, nie docieralo i w koncu poszlo na noze. Oznajmilam, ze tez mam prawo do swojego zdania i pora to zrozumiec. To teraz mam zmasowany atak rodziny. Wypisuja mi wszyscy, ze przesadzilam, ze mamunia z dobrego serca, bo tak mnie kocha, a ja sie zachowalam jak niewdziecznica.
      Wiec z tej calej wdziecznosci za wychowanie powinnam ewidentnie zyc wedlug rozkazow. Mnie to wykancza. Za dlugo milczalam, odezwalam sie pozno i mam teraz wojne domowa.
      Wiec radze wyznaczac granice poki fochy sa umiarkowane i obywa sie bez trzesienia ziemi.
      Juz mi sie nie chce leciec do Polski. I gdyby nie wizyta Malej u neurologa to bym nie poleciala.
      Dziewczyny, mowcie mamom swoje zdanie, na prawde, badzcie zdecydowane. Uleglosc prowadzi to coraz to trudniejszych sytuacji.
      • fusun1804 Re: pomoc po porodzie…. 12.04.16, 21:58
        Okres okołoporodowy był masakra przez mamusie i tego juz nie cofniesz.

        Teraz mozesz zapobiec zeby chrzest małej nie zamieniła w cyrk. Mozesz jasno powiedzieć ze zadnych chrzcin w PL nie bedzie. Chrzest w Anglii w gronie przyjaciół. Tak jak TY chcesz. A czy córka nie moze iść do neurologa w Anglii ?
        • fusun1804 Re: pomoc po porodzie…. 12.04.16, 22:07
          Zapomniałam zapytać : a jak ślub wyglądał ? Było tak jak mamusia chciała ?

          Tak, musisz teraz postawić granice i nie zważać na fochy i obrażanie sie. Przygotuj sie na to ze matka wytoczy ciężka artylerie i bedzie Cie szantażować, udawać ze jest chora, spać nie moze i twierdzić ze to przez Ciebie, przez Twoja niewdzięczność. I rodzina bedzie Cie jeszcze ostrzej atakować. Ale mieszkasz daleko a nie w tym samym miasteczku co oni i nie musisz ich codziennie znosić.

          Przygotuj sie na wojnę i na to ze matka sie tak łatwo nie podda.
          • palladium88 Re: pomoc po porodzie…. 12.04.16, 23:25
            Już jestem świadoma, że będzie się działo.
            Ojciec też wypisuje, że muszę przeprosić, że jej serce krwawi, że rany osolone blabla. Nawet brat, który myśli podobnie napisał, żebym to załagodziła, bo cyrki się dzieją, jak tylko ktoś do domu wejdzie to mama się łzami zalewa i rozpacza, że potwora na piersi wychowała. Chyba wiedziałam, że tak będzie to wyglądało, bo zaskoczona nie jestem, przykro mi, myślę o tym za dużo, ale nie jestem w szoku.
            Co do chrztu nie odpuszczę, będzie w Polsce, bo tak chcemy, ale po wakacjach, ja i mąż ustalimy co i jak i zaproszę przyjaciół.
            Do neurologa ciężko się tu dostać, a w Polsce nam znajomi załatwili wizytę, bez czekania, u zaufanego lekarza i zależy mi, żeby Małą obejrzał.
            Ale pierwszy raz nie będziemy u moich rodziców, już im oznajmiłam, to jest właśnie to osolenie krwawiącego serca.
            Jakoś sobie powoli układam to, poczytałam o toksycznych matkach i trochę to rozjaśnia. Chociaż nie do końca wiem jak zareaguję jak mi się ze łzami w oczach przy publiczności rzuci na szyję i powie "taka niedobra jestes, ale serce matki ..." juz to przerabiałam, ale milczalam, a teraz nie mam juz ochoty.

            Ślub to była piękna historia ;)
            3 tygodnie urlopu okołoślubnego niemal przyprawiły mnie o nerwicę, mojego Lubego z reszta tez. Oczywiście, że było tak jak mamusia chciała. Ja nawet nie planowałam ustępować, ale mama wkroczyła na wyższy poziom. To co ustalilismy z mezem wczesniej bedac w Polsce (bo tam impreza byla) mama po naszym powrocie do Anglii systematycznie anulowała i zmieniała na swoja modłę. Godzinę imprezy przełożyła, zamiast piwonii na stoły wjechały margeretki i jakieś kryształki w wazonach, samochod ciotki, którym jechaliśmy został wbrew mojej woli przyozdobiony w jakies koszmarne margeretki i golebie. Ale to wszystko wyszlo kiedy juz byliśmy na miejscu, tuz przed slubem i nie dało się odkrecic.
            w jednej sprawie jej swiadomie ustapilam, kiedy pytano czy chcemy kwiaty/ksiazki/zdrapki/wina, mama zaczela jeczec (dosłownie jeczec) "ale musza byc kwiaty, no musza, corka, no prosze cie, jak to bez kwiatow, kwiaty na slubie, no prosze, no jak to, do kosciola sie zaiwezie, na cmentarz do dziadkow, babci troche..." przyznaje dla swietego spokoju i zeby przestala mowic, powiedzialam ok, kwiaty. A ona mi po slubie do pokoju te kwiaty znosi.
            -Mamo, co robisz, ja tych kwiatów nie chce przeciez
            -ale jak to tak, to slubne, twoje, musisz miec
            -nie chce ich tutaj, chcialas je zawiezc do kosciola etc to zawiez, ale ja ich nie chce w pokoju
            -dziecko, ja sie przeciez nie wtracalam w twoje kwiaty, nie moj slub to dlaczego mialam sie wtracac, nie wymyslaj
            -mamo prosze, nie chce ich, mialas je gdzies zawiezc
            -ja nic nie chcialam, nie wtracalam sie, jeszcze mi powiedz ze jestem wyrodna matka!
            tu oczywiscie trzaskanie drzwiami i szloch
            Przerysowane akcje nie sa niczym nowym. Nastepnego dnia na poprawinach podeszla, dala mi buziaka i powiedziala na glos "jaka ty wredna jestes dla troskliwej matki"
            Te sytuacje sa momentami tak głupie, że nie wierze w to co sie dzieje. I na prawde uwielbiam mieszkac daleko. Przed wizytami choruje, ale to jak wiele osob tutaj.
            Tylko chyba mam troche wieksza motywacje teraz, bo jest Mala i nie chce, zeby jej babcia wpierala, ze zasluzyla na grzeczniejsza/ madrzejsza/bardziej wdzieczna wnusie. Dlatego juz nie bede u nich pomieszkiwac nawet kiedy odwiedze rodzinne miasteczko, tam nie bede rowna, a nie chce zeby Mala widziala jak ktos pomiata jej mama, ze tak mozna innym pozwalac sie traktowac. Ukladam sobie, nastawiam sie na wojne i ciezka artylerie. Chociaz maz twierdzi, ze bez terapii tez tego nie ogarne sama, bo za bardzo mnie ta realacja pochlania. Pewnie ma racje.
            • ola_dom Re: pomoc po porodzie…. 13.04.16, 10:24
              palladium88 napisał(a):

              > Ojciec też wypisuje, że muszę przeprosić, że jej serce krwawi, że rany osolone
              > blabla. Nawet brat, który myśli podobnie napisał, żebym to załagodziła, bo cyrki się dzieją, jak
              > tylko ktoś do domu wejdzie to mama się łzami zalewa i rozpacza, że potwora na piersi wychowała.

              matkobosko...
              drama queen, attention whore, narcystyczna mamusia i wszystkie forumowe koszmary w jednym...
              Gratuluję, że mimo wszystko udało Ci się jakoś przetrwać w tym domu.
              • annb Re: pomoc po porodzie…. 13.04.16, 11:56
                na szczęscie do przezycia. A jak się dystans złapie to się patrzy na to jak widz w teatrze
                • palladium88 Re: pomoc po porodzie…. 13.04.16, 14:22
                  I czasami to jest tak absurdalne, że uwierzyć ciężko. Chociaż na ogół jednak męczy. Odległość bardzo pomaga.
                  • ola_dom Re: pomoc po porodzie…. 13.04.16, 14:56
                    palladium88 napisał(a):

                    > I czasami to jest tak absurdalne, że uwierzyć ciężko.

                    Nooo... u mnie jest o wiele mniej drastycznie, albo może po prostu inaczej, ale dopiero jak sobie to na głos powiem, albo napiszę, to dostrzegam cały ten absurd. Dopiero wtedy - bo na bieżąco wcale nie zawsze mi się udaje. Trzeba mieć dystans, żeby to zobaczyć.
            • panizalewska Re: pomoc po porodzie…. 13.04.16, 18:32
              O rzesz wew mordę matko i córko Boże wszechmogący i wszyscy święci!!!! Ja naprawdę nie wiem co powiedzieć na taką matkę. Nic, tylko się zabezpieczyć, żeby dziecko kontaktów z taką osobistością nie miało
      • zuzi.1 Re: pomoc po porodzie…. 13.04.16, 08:43
        Palladium, niezla masz mamusie :) kolejna terrorystka emocj. W takich sytuacjach najlepiej sprawdza sie komunikacja wprost. Jestem dorosla, przestań się rządzić w nieswoich sprawach, a niech ci serce krwawi, tylko uważaj żebyś sie nie wykrwawila itp. :) sarkazm, dystans, twarda konsekwencja i zlewanie fochów, przedstawień i szantazy emocj. A rodzinie powiedz, ze nie masz za co przepraszać matki i to ona powinna Cie przeprosic za swoje zachowanie wiec czekasz na przeprosiny. Gdy robi przedstawienia mów jej wprost, przestań robic z siebie idiotkę, na mnie to nie działa. Po prostu zdystansuj sie od niej i traktuj jak niekulturalna, namolna koleżankę.
    • vi_san Re: pomoc po porodzie…. 12.04.16, 23:37
      Wyjaśnić spokojnie, że mama może przyjechać, ale wtedy, kiedy WY ją zaprosicie, anie wtedy, kiedy ona ma taką fanaberię. Pierwszy okres najlepiej jest spędzić w ścisłym gronie domowników. Jeśli mama stawia sprawę "Albo będzie tak jak ja chcę, albo wcale!" - zdecydowanie powiedziałabym jej "W takim razie wcale!". Osoba, która może użyć tego typu szantażu emocjonalnego - na pewno nie pozwoli wam "być rodzicami" w tym pierwszym, najważniejszym dal waszej trójki okresie. Bo ty będziesz non - stop słyszała, że ubierasz synka za ciepło, za zimno, za szybko i niedbale, za wolno i biedactwu się krzywda dzieje, karmisz go nie tak jak powinnaś, a czemu piersią a nie mlekiem, albo na odwrót, a mały za dużo śpi, za mało śpi i sto miliardów innych. Plus tak wychowana osoba, o zapędach apodyktycznych [gdyby takowych nie miała nie stawiała by sprawy "Albo będzie jak ja chcę, albo wcale!"] na 99% nie pozwoli zbliżyć się do dziecka mężowi. Bo co tam chłop może wiedzieć o dzieciach, bo dzieci to babska sprawa, bo on na pewno nie będzie dość uważny i upuści maluszka na ziemię, bo po co? A twój mąż, ojciec dziecka, ma pełne prawo od początku budować relację ze SWOIM [a nie teściowej] dzieckiem!
      • fusun1804 Re: pomoc po porodzie…. 13.04.16, 00:26
        "Jesli zasnelam na kanapie po poludniu- budzila mnie ze slowami "wstawaj, odpocznij od tego spania, idziemy na spacer"

        Po tym powinnaś ja z domu wyrzucić. Niewyrzucanie jej z domu było przyzwalaniem na jej zachowanie.
        • palladium88 Re: pomoc po porodzie…. 13.04.16, 00:46
          Mozliwe, to juz byl taki poziom zmeczenia, ze bylo mi wszystko jedno, byle nie gderala za duzo. Moja rodzina tez wie, ze mama ma dziwne zapedy i wszyscy na to w ciszy pozwalaja. Oststnio ja sie postawilam i nagle zbulwersowani, ze jak to tak do mamy. Do mnie dotarlo, ze podejscie "to przeciez rodzice" to dyskretne przyzwolenie na patologie, niech sie dzieje co chce, byle po cichu. Mnie spaczyla, ale mam corke, ktora jeszcze moze byc normalna.
          • fusun1804 Re: pomoc po porodzie…. 13.04.16, 00:56
            "Ostatnio ja sie postawilam i nagle zbulwersowani, ze jak to tak do mamy. "

            A jak do mamy ? A kim niby jest ta mama ?
            Kto jest zbulwersowany ? Reszta rodziny ? A co Cie ci ludzie obchodzą ? Jestes od nich jakos zależna ? Jesli nie to mozesz im powiedzieć zeby Cie pocałowali w d* i żyć po swojemu a oni niech dalej dostają spazmów.

            • fusun1804 Re: pomoc po porodzie…. 13.04.16, 01:05
              "Do mnie dotarlo, ze podejscie "to przeciez rodzice" to dyskretne przyzwolenie na patologie, niech sie dzieje co chce, byle po cichu. Mnie spaczyla, ale mam corke, ktora jeszcze moze byc normalna. "

              Istotne jest to ze do Ciebie dotarło. A ze nie dotarło do reszty rodziny ? Ich sprawa.

              To przeciez rodzice - to znaczy święte krowy w dodatku czczone w imie przykazania " czcij ojcaxswego i matkę swoją".
              A Ty chcesz - czcisz, nie chcesz - nie czcisz - i tyle. To przykazanie nie jest obowiązującym prawem czy nakazem.
              Co do chrztu to domyślam sie ze chodzi o pokazanie rodzinie - patrzcie, ,oka córka mieszka w Anglii , patrzcie jak sie urządziła. Pewnie nawet prezentów nie dostałaby córka bo mieszkacie wxAnglii a tam, jak wiadomo, pieniądze z nieba spadają.

              Ciebie spaczyla bo byłaś dzieckiem i nie mogłaś temu zaradzić. Alecteraz jestes dorosła i niezależna i jesli spaczyla Twoje dorosłe zycie i Twoja córkę to Ty bedzieszxwxpolwinna.
              • palladium88 Re: pomoc po porodzie…. 13.04.16, 01:21
                Ze wszystkim sie zgadzam. Dobrze to zobaczyc napisane.
                To pokazanie sie jest najwazniejsze.
                Nie bedziemy mieszkac u rodzicow i nie jest problemem to, ze im przykro bo bedziemy daleko, tylko ze jacys ludzie zaczna dopytywac dlaczego jestesmy gdzies indziej itd. Mnie ta obca reszta swiata grzeje na szczescie. Jak sie dobrze zastanowic to ciotki i wujowie chyba tez.
                Dzieki Ci.
                • fusun1804 Re: pomoc po porodzie…. 13.04.16, 07:11
                  Ta wizytę u neurologa załatwili znajomi, nie mamusia - wiec wiesz na kogo mozesz liczyć w razie potrzeby.
                  Samaxwidzisz jakie sa intencje matki - chce triumfować przed swoją rodzina, patrzcie, przyjechała moja córka z Anglii, ale jej sie tam dobrze powodzi ( zreszta to dzięki niej, dzięki jej wychowaniu ) a wasze dzieci siedzą na śmieciowkach. A Twoje uczucia i potrzeby ma w d*
                  Poza tym ona rządzi i ona jest ważna.

                  Na chrzcie najważniejsza jest Twoja córka, rodzice chrzestni i Wy. A ona jest na prawach gościa. Przygotuj sie na to ze Ci jakis numer zrobi, zeby Ci zatruć te chrzciny. A nie myslalas o tym zeby chrzciny zrobic w Anglii i nie zapraszać rodzicow ? Nie wystarczy ze juz zasrala ślub ?

                  Musisz sie zastanowić nad strategia. Bedzie właziła z buciorami w wychowanie dziecka, pouczała Cie jak wychowywać, bedzie zasypywała złotymi radami i krytyka.

                  Dobrze ze mąż jest po Twojej stronie. A mąż jest Polakiem ? Jak wyglądają stosunki z jego rodzina ?
                  • palladium88 Re: pomoc po porodzie…. 13.04.16, 14:21
                    Myślę, że z krytyką sobie poradzę, złote rady też ukrócę, gorzej na pewno będzie z płaczami, jękami i tymi "no dziecko, no proszę, ale zrób tak, ale tak trzeba, ale zrób" Przy tym najtrudniej trzymać dystans.
                    Mój mąż to ma anielską cierpliwość do tych rozterek. Jest Polakiem i zna moją historię, poza tym bywał w moim domu rodzinnym i widzi co się dzieje. Ostatnio bardzo mi kibicował, kiedy się zaparłam i oznajmiłam, że mnie też się szacunek należy.
                    Z jego rodziną wszystko gra. Teść czasami chciałby się po wymądrzać, ale mąż to szybko i grzecznie ucina, teść się nie dąsa i jest chyba normalnie. Teściowa od lat po ciężkim wylewie, więc umysł kochanego dziecka, ją wszystko cieszy. Ma tylko siostrę, szwagra i dwie z siostrzenice, są bardzo ze sobą zżyci. Więcej rodziny nie ma. Kiedyś wydawało mi się, że moje zastępy cioć, wujków i kuzynostwa to coś fajnego, ale z biegiem lat, no i pewnie dzięki odległości widzę, że nie ilość rodziny się liczy a jakość relacji.

                    Znasz dobrze temat, co? ;)
                    • fusun1804 Re: pomoc po porodzie…. 13.04.16, 16:22
                      Znam, książkę bym mogła o tym napisać:))
                      Polecam lekturę tego forum, mozna sie tu sporo nauczyć.

                      "Przed wizytami choruje, ale to jak wiele osob tutaj."
                      Znasz jeszcze inne Polki w Anglii ktore maja problem z mamusiami w Polsce ?

                      Twoj przypadek to dowód na to ze wyjazd i znaczna odległość nie jest ostatecznym rozwiązaniem. Odległość ułatwia zycie, gdybys mieszkała w tym samym miasteczku co ona , przychodzilaby codziennie, ustawiałaby całe Twoje zycie, do tego doszłaby presja reszty rodziny, słynne " przeciez to mama ! " i " ona dobrze chce ".

                      Niektóre matki da sie " wychować" takimi wlasnie stwierdzeniami jak Twoje ze Tobie tez sie szacunek należy i ze masz prawo do własnego zdania i decydowania o swoim zyciu.
                      Brawo !!! Ale niektóre matki sa odporne na takie metody, ma byc tak jak one chcą, koniec i kropka. A jak nie - to jestes niewdzięcznym potworem.

                      Z dystansu to absurd, dla mnie to wręcz śmieszne i żenujące - ale to dlatego se to nie moja matka. Wyobraźcie sobie ta scenę - kobieta zalewa sie łzami, ględzi o potworze, serce jej krwawi i jeszcze ta rana osolona na deser :)) mowię serio - wyobraźcie sobie takaxscene w teatrze:))

                      • fusun1804 Re: pomoc po porodzie…. 13.04.16, 16:34
                        Zapomniałam dodać, jestes , jak wnioskuje, młoda , a juz masz duzomdystansu i chłodnego podejścia. Świadczy o tym chociażby Twoj komunikat do rodziny ze Tobie tez sie szacunek należy. Ja np w młodości nie miałam pojęcia o tym ze mnie sie jakis szacunek zexstrony rodziny moze należeć. Szacunek należał sie starszym a młodym - zero. Szacunek rozumiany jako obchodzenie sie jak z jajkiem, z nabożnym stosunkiem, z unizeniem i z poszluszenstwem.

                        Tak tez myśle ze na dłuższa metę nie mozna sie leczyć w Polsce mieszkając w Anglii. Musisz sobie tam znaleźć lekarzy, ginekologa, dentystę i domowego. A do Polski wpadać jak sie ma ochotę, spotkać sie ze znajomymi i przyjaciółmi.

                        • ola_dom Re: pomoc po porodzie…. 13.04.16, 16:54
                          fusun1804 napisała:

                          > Ja np w młodości nie miałam pojęcia o tym ze mnie sie jakis szacunek zexstrony rodziny moze należeć.

                          :) O tym, że szacunek należy się starszym, ale także i młodszym, usłyszałam dopiero niedawno od mojej ciotki :).
                          W sumie w domu nie byłam chyba traktowana jakoś bez szacunku, jednak ostatnio ów "szacunek" pojawiał się bardzo często w ustach mojej mamy, a konkretnie w kontekście "rób tak, jak ja chcę!". Bo "ona jest stara (65 lat) i należy się jej szacunek!" - czyli wtedy, kiedy przestawałam dzwonić 3 x dziennie i odwiedzać ją w każdy weekend. Owszem, w żadnym razie nie kwestionuję tego, że szacunek się jej należy - ale tak naprawdę tu chodziło o postawienie na swoim.
                          • fusun1804 Re: pomoc po porodzie…. 13.04.16, 17:42
                            Szacunek sie należy bezsprzecznie - każdemu. Szacunek rozumiany jako poszanowanie godności drugiej osoby. A to o czym teraz Olu wspominasz to nie szacunek tylko posłuszeństwo i wymuszanie na Tobie postaw życiowych.

                            Chyba w wątku pani zalewskiej to Ty Olu napisałaś, ze panie w wieku ok 60 - tki ze zdumienia przecierają oczy gdy ich ( dorosłe ) dzieci sie buntują i żyją po swojemu
                            I ani im w głowie posłuszeństwo i czczenie rodzicow. Ze to pierwsz generacja ktora sie ocknęła ze nie MuSI czcić rodzicow. I starsze panie przez to wpadają w panikę - jak to ? Nie musi byc tak jak one chcą ? Kto to słyszał ??! One same musiały tańczyć tak jak im matki i teściowe zagrają i teraz sobie ostrzyły zeby na odwet na córkach i synowych.,
                            • ola_dom Re: pomoc po porodzie…. 13.04.16, 21:20
                              fusun1804 napisała:

                              > A to o czym teraz Olu wspominasz to nie szacunek tylko posłuszeństwo i wymuszanie na Tobie postaw życiowych.

                              Ależ oczywiście! To jest czysta manipulacja i szantażyk, bo przecież mało kto jest obojętny wobec zarzutu nieszanowania rodziców. Więc chętnie podciąga się pod ten termin to, co akurat pasuje. A w dodatku ten argument jest stosowany w zasadzie wyłącznie wobec dobrych, grzecznych i posłusznych dzieci, które przez całe życie nie śmiały sprzeciwić się rodzicom. I na takie osoby taki szantaż działa przeważnie bardzo skutecznie. Na nieposłuszne dzieci takiego argumentu nikt nie zastosuje, bo wiadomo z góry, że mają to gdzieś :)
                            • verdana Re: pomoc po porodzie…. 14.04.16, 16:34
                              Naprawdę, nie przenosiłabym doświadczeń z rodzin zaburzonych do innych. Każde pokolenie odkrywa, że nie musi czcić rodziców. Nie jest to pierwsza generacja, ani druga, ani nawet dziesiąta. Zasadnicza większość starszych pań w żadną panikę nie wpada, bo one nigdy nie były pod władzą matki i teściowej. Od co najmniej 200 lat nie były.
                              • fusun1804 Re: pomoc po porodzie…. 14.04.16, 17:15
                                Moje obserwacje potwierdzają cos innego.
                          • fusun1804 Re: pomoc po porodzie…. 13.04.16, 17:59
                            W tym konkretnym przypadku bym odpowiedziała matce " na szacunek trzeba sobie zasłużyć !!!".
                            • palladium88 Re: pomoc po porodzie…. 13.04.16, 19:54
                              Z tym szacunkiem to ja tez bym nie wiedziala. Ktoregos dnia, kiedy sama bylam dzieciakiem, moze mialam 10 lat a moze nie- uslyszalam w tv, ze szacunek nalezy sie kazdemu i ze dziala w dwie strony, jesli Ty szanujesz mnie, to ja bede szanowac Ciebie. I dla mnie jako dziecka to byl szok, ze jak to? Mnie tez powinni szanowac? I dumalam nad tym bardzo dlugo. A kiedy ojciec w pijackiej awanturze wrzasnal cos w stylu "masz mnie szanowac gnoju" powiedzialam mu "szacunek dziala w dwie strony". Tak sie wsciekl, ze szybko pozalowalam ze to palnelam. Oczywiscie w jego mniemaniu nic mi sie nie nalezalo, a juz napewno nie szacunek i prawo glosu, oni warci sa siebie pod tym wzgledem.
                              Wiec gdzies tam switalo mi ze moze jednak faktycznie gdzies sie dzieci szanuje i moze sa takie rodziny jak na filmach. Wiedzialam, ze u nas to nie wchodzi w gre, ale juz zakielkowala mysl, ze to co jest u nas wcale nie musi normalne.
                              Telwizja jednak czasami ksztalci ;)
                              • fusun1804 Re: pomoc po porodzie…. 14.04.16, 17:38
                                Podrążę temat szacunku. Kiedyś miałam zamiar nawet na ten temat założyć osobny wątek ale widze ze tutaj sie temat rozkręcił.

                                Prawdopodobnie ojciec Palladium sam nie był w dziecinstwie szanowany przez swoich rodzicow i dzieci to dla niego uciążliwe osobniki ktore należy tresować za pomocą wyzwisk i bicia.
                                A gdzie w ogóle człowiek w PRL - u był szanowany ? Kelnerka nierzadko robiła łaskę ze przyniosła kawę. Nauczyciele często gnoili dzieci - nie mozna było temu zaradzić, tak musiało byc. Jak kobiety były traktowane na porodówkach - wiadomo.
                                Mam wrażenie ze w Polsce pojęcie szacunku wymaga odbudowania.
                      • palladium88 Re: pomoc po porodzie…. 13.04.16, 20:07
                        Wiem, ze odleglosc mi ulatwia sprawe, bo z boku widze te wystepy. A kiedy jestem u rodzicow to juz jest jednak wiecej frustracji niz rozbawienia.
                        Do mojej mamy tez nie dotarlo i nie wierze ze kiedykolwiek cokolwiek dotrze. Od poczatku wszystko zanegowala, stwierdzila ze jestem niepowazna, ze robie z niej potwora i ze jak mam taki problem to ona mi zyczy szczescia i zegnam. Reszte wypisuje mi ojciec. Oczywiscie pod jej dyktando, sol, krew itp. Wiec oficjalnie mama uznala ze mi odbilo i nie zaszczyci mnie wiecej slowem, wnusia jednak tez nie jest juz tak wazna. Zamiast tego lazi po ludziach, urzadza sceny i nasyla na mnie ojca, brata, ciotki ??


                        Kochanyyyych rodziiicow maam ;)
                        • panizalewska Re: pomoc po porodzie…. 14.04.16, 05:02
                          Tuliiimyyyy ;) Boscy są i zdecydowanie warci siebie.
                          Gdzieś tutaj ktoś napisał, że co jest toksyczne dla Ciebie, jest też toksyczne dla Twoich dzieci (Olu, pardon jeśli to Ty, ale nie pamiętam). Więc chromolić takich dziadków, co to ustawicznie poniżają własne dzieci.

                          My z siostrą przez dzieciństwo miałyśmy fajnych dziadków. Ale póki człowiek mały to do szczęścia potrzeba naleśników, robienia na drutach albo domków dla ptaków. A im dalej w las i człowiek zaczął podejmować własne decyzje życiowe, to się okazało, że dziadkowie też widzą opcję "maj łej albo hajłej", tzn dziadek, bo babcia to wiecznie wycofana i zapatrzona w kwiatki, ptaszki, kapliczki, byle dalej od problemów. I legenda fajnych dziadków tak nieziemsko szybko upadła z hukiem, że dramat. Nie bardzo wiadomo, co z taką relacją zrobić w dorosłym życiu, bo fajnych wspomnień szkoda, ale na pieczeniu ciasteczek świat się nie kończy, a życie pokazało, że toksyczni rodzice pozostają toksycznymi dziadkami, kiedy wnuki dorastają. Strasznie to smutne :/
                        • fusun1804 Re: pomoc po porodzie…. 14.04.16, 17:22
                          Sama widzisz se ani Ty nie jestes ważna ani wnuczka. ONA jest ważna i zawsze o to chodziło - o podbudowanie jej ego Twoim kosztem.

                          Ta sól i krew to dalej w związku z tymi chrzcinami ? Czy juz tak ogólnie zostałaś niewdzięcznym potworem ?
                          • palladium88 Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 00:20
                            Z chrzcinami poniekąd, głównie chyba dlatego, że postanowiłam decydować o swoim dziecku.
                            Później trochę temat się rozwinął jeszcze, bo ojciec kazal mi przeprosić, bo mama nie zasługuje, żebym się tak odzywała ( no jak to tak, nie ona decyduje o nie swoim dziecku, niedorzeczne). Odpisałam, że nikogo nie obraziłam, oszczerstw nie napisałam, a za przypomnienie, że jestem dorosła i mam prawo do własnych decyzji-nie będę przepraszać.
                            Dla nich to było za dużo. I zaczęło się "dziecko, twojej buty nie rozumiem" "skad w tobie tyle zalu, nie masz przeciez powodow" "co sie k*wa przez ciebie z ta rodzina porobiło?"
                            I tu z kolei mnie nerwy puscily.
                            Zapytalam, kiedy ich zdaniem ta rodzina byla w porzadku, czy kiedy mama wmawiala mi ze jestem do niczego, zabraniala robic cokolwiek poza szkola, ja nawet wierszy nie moglam pisac, mama mi przetrzepywala zeszyty i musialam sie ukrywac, ksiazek poza lekturami nie moglam czytac, bo tak, do znajomych wyjsc tez nie, kolko teatralne-nie nadajesz sie, gra na gitarze-lekcjami sie zajmij, to ci sie nie przyda, z reszta i tak sie nie nauczysz, buty na obcasie? nie umiesz chodzic itp.. no absolutnie wszystko; czy moze wtedy kiedy wracal pijany, jak codzien i wrzeszczeli na siebie, czy moze wtedy kiedy moj zaplakany mlodszy brat blagal mnie siedzac na schodach, zebym cos zrobila, bo sie pozabijaja, czy wtedy kiedy mimo tego ze sama bylam przerazonym dzieckiem-schodzilam na dol i prosilam, zeby sie uspokoili, bo my sie boimy, zeby porozmawiali rano, czy moze wtedy kiedy mama byla na uczelni w weekendy, on nie trzezwial, nie mielismy co jesc (a mielismy po pare lat, jeszcze przed podstawowka) Mlody bal sie ojca pijanego, wiec kiedy tylko padl nieprzytomny-bralam pod pache pizamy, szczoteczki do zebow, brata za reke i uciekalismy cichaczem do babci, ktora mieszkala niedaleko, czy wtedy kiedy oprzytomnial, szedl do babci i mnie tlukl kablem, bo "ucieklam z domu" a on sie tak martwil (i to byl rytual, co dwa tygodnie)? Czy moze wtedy kiedy mnie nazywal smieciem, czy moze kiedy zwracal sie do mnie per "pies cie jebal glupia suko". Czy moze kiedy mama znudzona chwilowo podawala mu piwa, a pozniej slodkim glosikiem mowila" ona mi nie chciala dzis pomoc, a wczoraj dostala 4 z historii (ja z historii jestem beznadziejna, a to konik mojego ojca) a tydzien temu powiedziala, ze kolezanka ma ladne buty (to ich zdaniem niewdziecznosc z mojej strony), wychowalismy potwora, bla bla" i tak jatrzyla i saczyla, az wpadl w furie i zaczynal mnie bic. Zapytalam, czy to ich zdaniem byla normalna rodzina i w ktorym momencie ich zdaniem cos sie stalo?
                            No i nie ogarneli, dalej nic nie dotarlo. Odpisali mi tak:
                            jest nam zwyczajnie po ludzku bardzo przykro rozerwałaś nam serca a teraz jeszcze rany osoliłaśmoja córko zawsze myślałem że mimo pewnych niedoskonałości jesteśmy w miarę normalną rodziną czemu aż tak się myliłem monia czy twój mąż wie jak ty z nami piszesz i czy to akceptuje jestem ciekaw mama jeśli te twoją pisaninę przetrzyma to jest naprawdę mocna i mimo przelanych łez nic ją już nie złamie nawet pewnie nie myślałaś że tak umiesz ludzi chartować.
                            Ręce mi opadly dwa pietra nizej, zaluje, ze w ogole cokolwiek pisalam, bo nic nie wyjasnilam, nic nie zyskalam, dalej mnie nie szanuja, dalej bede szczylem bez prawa glosu. Na szczescie mąz wyrazil zgode, zebym pisala co tylko mam ochote ;)
                            • palladium88 Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 00:20
                              uhu, rozpisalam sie.
                              • palladium88 Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 00:24
                                Totalna patola to ich zdaniem "pewne niedoskonalosci". Nie wiem sama czy śmiać się z tego czy płakać. Szkoda nerwów, niepotrzebne emocje itd, wiem to wszystko. Tylko czasami przychodzą dni, kiedy znów o tym myślę. Dawno do tego nie wracałam, a temat chrzcin rozpetal burze.
                                • annb Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 09:05
                                  Podziwiam Cię. Serio serio. Jesteś silna. I dobrze robisz. Trzymaj się.
                                  • palladium88 Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 12:49
                                    Dziekuje, to wazne.
                                    • panizalewska Re: pomoc po porodzie…. 17.04.16, 20:36
                                      Palladium, ja Cię tulę i przybijam piątkę :P Jesteś dobra, ale i twarda, konkretna. Bardzo dobrze, że się ocknęłaś, zerwałaś układ. Dla siebie i dla swojej małej rodziny, tak trzymaj!
                                      • fusun1804 Re: pomoc po porodzie…. 17.04.16, 23:17
                                        Pani Zalewska, do Ciebie tez wysłałam mejla gazetowego z dosc istotna informacja. Potwierdź czy dostałaś.
                                        • panizalewska Re: pomoc po porodzie…. 18.04.16, 09:57
                                          Fusun, nie mam gazetowego. Czegoś tam kiedys nie kliknęłam i nie mam. Możesz uderzyć na fejsie na Pracownia Gekon, albo moja prywatna poczta - adres na forum Karmienie piersią w wątku alergia testy płatkowe / testy skórne, czy coś takiego
                            • ola_dom Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 10:05
                              palladium88 napisał(a):

                              > "co sie k*wa przez ciebie z ta rodzina porobiło?"
                              > Ręce mi opadly dwa pietra nizej, zaluje, ze w ogole cokolwiek pisalam, bo nic nie wyjasnilam,

                              palladium... poza tym, że skala problemów i krzywd u mnie jest o wiele mniejsza, to schemat IDENTYCZNY.
                              Także przeze mnie matka ma teraz "porąbaną rodzinę" (o tym, jak było w tej rodzinie, wiedzą wszyscy, już mi się nawet nie chce teraz tego pisać);
                              a jak napisałam (po kolejnej awanturze o to, że chcę żyć po swojemu i na własny rachunek) do niej ciepłego maila, w którym wyjaśniłam - jak mi się zdawało - co i jak czuję - to się dowiedziałam, że mi nigdy nie zapomni tego, co napisałam!! I dłuuuugo nie mogłam się dowiedzieć, CO takiego z tego maila zrozumiała - a jak już się dowiedziałam, to dłuuugo nie mogłam wyjść ze zdumienia, JAK można było to zrozumieć.

                              A Tobie gratuluję i zazdroszczę, że tak wcześnie udało Ci się z tego wyjść i założyć szczęśliwą rodzinę. Ja mam sporo lat do tyłu, ale nic to - lepiej późno niż wcale, jeszcze mam trochę życia przed sobą, to najważniejsze :)
                              • palladium88 Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 12:45
                                Fakt, swoja rodzine mam, szczesliwa jak sadze, mieszkam daleko od rodzicow, ale cudownie uzdrowiona sie nie czuje. Wiem, ze to obrzydliwe, ale chcialabym zeby mama umarla. Z ojcem sobie poradze, a czuje ze bylabym w koncu wolna. I moze udaloby mi sie wyciagnas z tamtad brata. Az mnie ciary przeszly, ze to napisalam. Nawet mojemu M. nie bylabym w stanie wydukac, ze zycze matce jakiegos zawalu.
                            • zuzi.1 Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 10:12
                              Palladium powinnas sobie na dluzszy czas odpuścić CALKOWICIE kontakty z taka patologiczna rodzina. Być może na zawsze. Na Twoim miejscu kontaktowalabym sie tylko z bratem. Rodzicow bym sobie odpuscila calkowicie. To są chorzy ludzie i nie sa Ci do zycia niezbędni. Chrzciny zorganizowalabym dziecku na miejscu, za granica. Kontakty z tak patologicznymi ludźmi to kompletna porażka i nie warto ich utrzymywać.
                              • fusun1804 Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 10:36
                                Palladium, potem napisze wiecej. Zgadzam sie z Zuzia, sama widzisz ze zaprzeczają wszystkiemu, racjonalnych argumentów nie przyjmują. Moim zdaniem rownież powinnaś po prostu uciąć kontakt z nimi.

                                A jak sie zachowywali w ostatnim czasie ? Czy tez sluszalascjuz osoba dorosła ze sie do niczego nie nadajesz , ze wszystko robisz źle ?

                                Jak wyglądał u Ciebie czas studiów ?

                                • palladium88 Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 11:23
                                  Ostatnio to ich za czesto nie widuje. Od 3 lat, odkad mieszkam w Anglii tylko raz w roku podczas urlopu, no i mame przed porodem.
                                  Jakas tam mikro swiadomosc, ze zrobie po swojemu chyba maja, musza miec. 3 lata temu powiedzialam mamie, ze wyjezdzam do Anglii
                                  -nigdzie nie pojedziesz
                                  -pojade, wtedy i wtedy, bilet mam
                                  -sama nie pojedziesz
                                  -ale ja nie jade sama, jade z M.
                                  -nikogo tam nie znasz, nie poradzisz sobie
                                  -mam znajomych
                                  -wyladujesz na ulicy bez mieszkania
                                  -mieszkanie na mnie juz czeka
                                  -nie znajdzesz pracy
                                  -praca juz tez na mnie czeka. Nie jade w ciemno, o wszystko zadbalam, wszystko jest gotowe.
                                  -nigdzie nie pojedziesz, koniec dyskusji idz poodkurzac.
                                  Dyskusje skonczylam, poodkurzalam, ale 2 mce pozniej bylam juz w Anglii.
                                  Za to slucham, ze nigdy mi tego nie wybaczyla, ze wyjechalam bez pozegnania i bez poinformowania (chociaz powiedzialam, ale nie dotarlo)
                                  Neguja wszystkie moje decyzje, mama wszystko po mnie poprawia. Jest szczerze zdziwiona ze zmywam po sobie naczynia i potrafie upiec ciasto, chociaz ona by dala mniej jajek. To X (ktora niedawno sie wyprowadzila) poradzi sobie, jak moja sobie jakos daje rade i nawet mieszkanie ogarnie.
                                  To sa takie uszczypliwosci na kazdym kroku, wiekszosc slodkim tonem wypowiedziana, ale mnie az skreca. Bo ja bylam fajnym dzieckiem, grzecznym, zdolnym, odpowiedzialnym za siebie i brata, dorosli mnie lubili, bo bylam dosc dojrzala na swoj wiek i mialam swoje zdanie. I chyba o to mam najwiekszy bol, ze mialam potencjal miec przyzwoite zycie, osiagnac jakis sukces. A ostatecznie jestem w tej Anglii, chociaz obydwoje najblizszych przyjaciol mamy w Warszawie i na Mazurach, skad pochodzimy, studiow nie skonczylam, wtedy bylam w najciezszym momencie zycia, jestem pewna ze mialam depresje, dojde do tego pozniej.
                                  I pracuje w spozywczym, chociaz cale zycie chcialam byc psychologiem. I mam poczucie porazki, czuje ze moglam wiecej, a utknelam na minimum. Jestem dumna z mojej rodziny, ze nie jest pokrecona i nie mam takiego balaganu w glowie, zeby dalej ludzi krzywdzic. Ale wszystko poza mnie rozczarowuje, ja siebie rozczarowuje.
                                  Teraz ojciec (tzn jeszcze niedawno) traktowal mnie przyzwoicie. On nie wie ze cokolwiek moglo byc niefajnego w moim zyciu, nie rozumie tego za nic. Przy ludziach mnie sciska, caluje w czolko, mowi "moja rybenka". I on jest zadowolony z siebie jako ojca. A mnie sie rzygac chce i plakac, ze ten czlowiek do mnie podszedl i ze mnie w ogole dotknal. Sztywnieje cala w sekunde.
                                  Do niego mialam zal najwiekszy jako dziecko. Pozniej myslalam, ze moze to ja cos mylnie rozumiem i moze moja rodzina jest jednak ok. Z czasem i z dystansu widze, ze najwieksze zamieszanie zawsze robila moja matka. Ona prowokowala awantury, pozniej rozpaczala w centralnym punkcie domu, a kiedy ja pocieszalismy z bratem mowila "czym sobie na to zasluzylam, za co mnie bog wami ukaral". Nami, nie ojcem. Musiala byc w centrum, niewazne jakim kosztem, wazne zeby swiat sie krecil wokol niej. Ona nie przytulala, nie chwalila. Publicznie za to chodzila dumna, bo ma takie madre dzieci. Ona jest nauczycielka, wiec w okolicy ludziom sie wydaje ze jest inteligentna, kocha dzieci. Ani jedno, ani drugie. To jej potrzeba szacunku i posluchu tylko.
                                  • zuzi.1 Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 11:52
                                    Strasznie przykre jest to, co Cie spotkalo. Bardzo Ci wspolczuje. Twoja matka jest chora osoba, nienaprawialna. Glupia, chora kobieta.
                                  • palladium88 Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 12:20
                                    A teraz studia.
                                    Chcialam byc psychologiem, od zawsze. I bylam pewna ze kiedys bede. Chcialam mieszkac w Warszawie lub Gdansku. Pod koniec liceum dogadalam sie z kolezanka, ze wynajmiemy w Gdansku razem mieszkanie itd. Rodzice nie reagowali na to. A ja bylam pewna, ze tak sie to wszystko potoczy. Od maja pracowalam i zarabialam, chcialam miec swoje pieniadze na poczatek. Dokumenty zlozone, pieniadze w skarbonce, pod koniec wakacji mialysmy jechac szukac mieszkania.
                                    I wtedy rodzice zabrali glos.
                                    "Nigdzie nie jedziesz, zabraniamy. Mozesz sie wyprowadzic najdalej do Olsztyna i mieszkac u cioci K. Studiowac bedziesz pedagogike jak mama" oczywiscie probowalam rozmawiac, tlumaczyc, przekonywac. Uslyszalam tylko "jesli nie usluchasz-zapomnij ze kiedykolwiek mialas rodzicow, nigdy ci nie pomozemy, bedziesz sama" to mnie wtedy przerazilo. Teraz bym wyszla, jakies pieniadze mialam odlozone, dalabym sobie rade. Ale wtedy sie balam. Znajomych rodzice wspierali, trzymali kciuki, a moi byli gotowi sie mnie wyrzec, bo chcialam mieszkac w innym miescie.
                                    Zrezygnowalam, przeplakalam reszte wakacji. I wtedy to byla rownia pochyla.
                                    Mieszkalam w Olsztynie, ktorego z zasady nie lubilam, bo nie byl Gdanskiem. Studiowalam pedagogike. Mieszkalam u ciotki, ktora mnie terroryzowala (kapiel w zimnej wodzie, grzebanie w rzeczach, kiedy spalam wchodzila do pokoju i sie na mnie gapila, albo do mnie mowila). Mysle, ze byla chora psychicznie. Nabawilam sie nerwicy zoladka. Na kazdy weekend wracalam do domu. A tam wiadomo.
                                    Po roku przeszlam na studia zaoczne. Mieszkalam u rodzicow, na zjazdy jezdzilam do kolezanki. Pracy nie moglam poza sezonem turystycznym na rodzinnych Mazurach znalezc. Wiec siedzialam w domu, mama przeszla na emeryture wiec miala mnie non stop. I juz nie widzialam nadziei ani sensu w tym wszystkim. Kazdy kolejny dzien byl bardziej szary. Plakalam duzo. Niczego juz nie chcialam od zycia. Co pare dni wstawalam w nocy, bralam psa ze soba i papierosy, szlam nad jezioro. Palilam jednego papierosa za drugim, plakalam. Wchodzilam po pas do jeziora, jeszcze wiecej plakalam. Nie mialam odwagi sie utopic. Ostatecznie zawsze wracalam do domu, przebieralam sie i probowalam zasnac. Tak mijaly miesiace. Na 3 roku czulam sie juz wewnetrznie pusta. W tygodniu nawet nie przebieralam sie z pizam. Wstawalam o 12.00 bo w tv byla "sabrina", wiem durne to, ale ten idiotyczny serial byl jedyna motywacja zeby wyjsc z lozka. Robilam co mi tam mama kazala, pozmywac, odkurzyc itp. Jak mi kazala wyjsc na spacer ze soba to wyszlam jesli gapic sie w tv, to siedzialam z nia w pokoju i sie gapilam w ten telewizor. Bylo mi wszystko jedno. Juz sie nie klocilam, nie tlumaczylam. Nie wiem czy sie w ogole odzywalam. Czulam sie pusta, a to co dookola nierealne.
                                    Mijaly kolejne miesiace. Ojciec zalatwil mi staz z up w domu kultury, zebym zaczela cos zarabiac. Na poczatku siedzialam w bibliotece i czytalam ksiazki (bo w domu nie moglam, odgorny zakaz matki). Pracowalam oczywiscie kiedy cos sie dzialo, ale tam raczej leniwie czas plynal. Powoli zaczelam rozmawiac z ludzmi. Wiekszosc byla w wieku moich rodzicow. I oni traktowali mnie jak inteligentnego doroslego czlowieka, rownego sobie. Dlugo to trwalo, ale zaczelam lubic to miejsce. W nocy czekalam na ranek, zeby moc tam pojsc. Kiedy konczylam prace chcialo mi sie wyc. Pokochalam to miejsce i tych ludzi, chyba troche jak pies ze schroniska kocha swoj nowy dom.
                                    Moj obecny maz tez tam pracowal. Dostalismy w kwietniu wspolny projekt, spedzalismy ze soba duzo czasu, rozmawialismy. Zaskoczylo. Juz wiedzialam, ze musze sie uwolnic od rodzicow. Staz sie skonczyl, znalazlam prace sezonowa w recepcji hotelu. Po sezonie, jeszcze troche pracowalam u wujka. W Boze Narodzenie wyprowadzilam sie z moim Lubym do Warszawy. Oczywiscie to znow wywolalo wojny, wyzwiska, awantury. W miedzyczasie zawalilam studia. Pracujac w DK Jezdzilam na weekendy do Olsztyna, ale spacerowalam po miescie i kontemplowalam swoje nieszczescie ;) nocowalam u kolezanki. W niedziele wracalam do domu. Wtedy kupilam sobie pierwsze buty na obcasie. Faktycznie nie umialam w nich chodzic :)
                                    3 lata mieszkalismy w Warszawie. Znajomi zaoferowali pomoc w Anglii. 3 lata mieszkamy tutaj.
                                    Ale Maz chce wracac. On swoja rodzine kocha i teskni za nia. Chce zeby nasza Corka miala dziadkow (jego rodzicow), ciocie i siostry. Oni tez na nas czekaja.
                                    Mnie przeraza mieszkanie tak blisko rodzicow i na razie odwlekam podjecie decyzji. Moze teraz podczas urlopu rozstrzygnie sie jak beda wygladaly nasze kontakty. Chcialabym zeby zostaly zerwane. Tylko mam jeszcze brata, ktory mieszka z rodzicami. I nie jest ani tak silny, ani samodzielny jak ja.
                                    Radzi sobie pijac i cpajac, ale to dobry czlowiek, tylko zniszczony przez rodzicow.
                                    • palladium88 Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 13:01
                                      Teraz sobie radze. Pracuje, dobrze mi sie uklada z Mezem, mamy mala Coreczke, ktora uwielbiam. Znajomych tutaj mamy jakotakich. Ale najblizsi sa w Polsce.
                                      Tylko mam poczucie porazki, przez zawalone studia i to, ze nie mam zawodu, wyksztalcenia i w Polsce ciezko mi zbudowac spokojna przyszlosc dziecku i sobie, przez to wlasnie. A pomijajac rodzicow tez chcialabym wrocic, do przyjaciol, rodziny Meza, poczucia ze jestem u siebie. Emigracja to odrebny temat. Chociaz jestem tu, bo uciekalam przed rodzicami i ta moja zawodowa porazka, a tu jest latwiej zyc, jesli tylko jest sie pracowitym. No i mam problem z kobietami w zyciu. Wiem to od dawna. Nie umiem sie otworzyc przed inna kobieta, czuje sie zagrozona w obecnosci kobiet, chyba ich podswiadomie nie lubie, chociaz swiadomie wiem, ze to nie one sa winne, ze to utknelo w mojej glowie, przez relacje z mama. Plus potrzeba uratowania brata, ktory nie chce zebym go ratowala, tak sobie pije, cpa, pracuje, jest pomiatany i dni mu mijaja.
                                      • fusun1804 Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 14:17
                                        W pierwszej kolejności - nie mozesz wracać do Polski, jestes bardzo osłabiona, co mnie nie dziwi, musisz odpocząć od dalszej walki. Powinnaś szczerze porozmawiać z mężem, powiedzieć mu to wprost, ze do Polski nie wracasz. A dziecku do szczęścia sa potrzebni rodzice, szczęśliwi rodzice a nie dziadkowie, ciocie i wujki, choćby nie wiem jak fajni.

                                        Co do brata - jesli nie chce byc uratowany to trudno, nie uratujesz go wbrew jego woli. Myśl o sobie.

                                        Wlasnie, zapomniałam o brata zapytać. Ja pochodzę z bardzo podobnej rodziny, prawie identycznej, zreszta juz na początku to wyczułaś. No wiec ja zrozumiałam w wieku ok 16 lat ze nigdy nie zasłużę na akceptacje rodzicow i ze musze uciekać. Jak głupia uczyłam sie do egzaminu wstępnego. I zdałam, dostałam sie na studia do Warszawy. I dopiero wtedy rozpętało sie prawdziwe piekło gdy rodzice poczuli ze tracą nade mna kontrole. Prawdziwe piekło.
                                        W wieku 24 lat całkowicie Zerwalam z nimi kontakt, napisałam list, w którym wyjaśniłam moj punkt widzenia. Potem wyjechałam za granice. I nie widziałam ich od 20 lat. I dzięki temu zyje. U mnie tez to była kwestia zycia i śmierci - popełniłabym samobójstwo gdybym miała z nimi jakikolwiek kontakt.
                                        A moja siostra tam została, wie, przez co ja przeszłam, ona tez miała zasrane dzieciństwo mimo ze juz lżej ode mnie. Nie ma wsparcia w mężu, maz jest jednym z tych ludzi którzy uważają ze rodzicom sie należy opieka bez względu na to jakimi sukinsynami sa. Ona tez tego nie wytrzymuje, chodzi na terapie, bierze psychotropy ale co z tego jak mieszka 30 kilometrów od nich. A na to nie ma terapii. Moja siostra sie ode mnie odcięła - ma mi za złe ze ja sie zmylam za granice, ze wszystkie ich problemy sa na jej głowie, ze tylko ona sie nimi zajmuje, ze tylko do niej matka przyjeżdża i ja op* la ze nieposprzątane, ze ogród zapuszczony a ja mam spokój. Wielokrotnie jej mówiłam zeby wyjechała do dużego miasta albo wyemigrowała ( ma świetny zawód - jest anestezjologiem) ale ona tam siedzi bo jej maz tak chce. A maz ma jej potrzeby w dupie - wazne jest to czego on chce.
                                        • fusun1804 Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 14:45
                                          Jestes bardzo daleko w swojej samoświadomości i świadomości własnych praw.
                                          Ja na przykład wyszłam za maz za agresywnego i przemocowego człowieka. No cóż, wyzwiska, obelgi i przemoc fizyczna były jedynym znanym mi modelem zycia. Poza tym ja na te obelgi zasługiwałam w moim mniemaniu. Przede wszystkim - byłam wytresowana do zaspokajania potrzeb innych, moje potrzeby nie istniały. Uważałam tez ze ja musze na akceptacje zasłużyć - ciężka praca w domu i wyrzeczeniem sie własnych potrzeb.
                                          Ty wyszłaś za maz za przyzwoitego człowieka ktory Cie nie gnoi. Myśle ze nie zgodziłabyś sie juz na gnojenie Cie. Wiesz tez ze szacunek Ci sie należy jak psu micha i nie musisz na niego zasługiwać.

                                          Zrozumiałaś tez ze masz problemy w kontaktach z kobietami. Ja tez i kompletnie tego nie rozumiałam. Kiedyś gdy szukałam pracy powiedziałam znajomemu ze jesli rozmowa kwalifikacyjna jest z kobieta, to mam pewność ze tej pracy nie dostanę. A mi mowi tak " to ty masz problem z własna matka !" . Nic nie odpowiedziałam, szczeka mi opadła. Nie mam przyjaciółek i koleżanek. I jeszcze kilka tygodni temu rozwiązałam jakis quiz w internecie na podstawie którego wyszło ze mam męski mózg. Wiec dla mnie sprawa sie wyjaśniła - mam męski mózg, dlatego sie nie mogę z kobietami dogadac.
                                          Ja nie zamierzam tego zmieniać, akceptuje to i zamierzam sie raczej przyjaźnić z mężczyznami.
                                          • madi138 Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 23:01
                                            To o męskim mózgu to bardzo ciekawe! Też pochodzę z mocno zanurzonej rodziny i od zawsze miałam fatalne relacje z matką. I również lepiej dogaduje się z mężczyznami. Chociaż z upływem czasu, po terapii i przepracowaniu pewnych rzeczy, o wiele lepiej odnajduje się w babskim świecie. :)
                                            Nawet ostatnio rozmawialiśmy z mężem, że w naszym związku jesteśmy jakby zamienieni miejscami- emocjonalnie ja przejawiam więcej zachowań charakterystycznysz dla mężczyzn, a mąż dla kobiet. :) Ja na przykład, nie lubię mówić o uczuciach, bo są one dla mnie oczywiste i wolę okazać je czynem, np.upiec ciasto. Mąż z kolei, wciąż oczekuje słodkich słówek. :)
                                            • palladium88 Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 23:35
                                              W moim zwiazku jest podobnie ;) Maz lubi sobie pogadac, a ja raczej slucham (przy czym czesto mysle o czyms innym :))
                                        • palladium88 Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 23:53
                                          No wlasnie moj brat w dziecinstwie nie obrywal jak ja, rodzice powtarzali ze jest malutki (2 lata mlodszy).
                                          Ale widzial jak traktowali mnie. I chociaz sam zostal z nimi, nie ma mi nic za zle, powtarza ze jest dumny, ze bywam taka zawzieta i potrafilam sie im przeciwstawic.
                                          On obrywa teraz, kiedy jestem daleko. Chociaz ma 26 lat, 1.95m wzrostu i gdyby chcial ojcu oddac to by go polozyl bez problemu, ale ma wpojone ze nie mozna, bo to ojciec i kropka. Raz jeden sie postawil, juz po moim wyjezdzie, w obronie rodzicielki. Tylko nie widzi, ze rodzicielka prowokuje te pokrecone sytuacje i uwiazuje go do siebie. Zeby przypadkiem sie nie wyprowadzil, albo (nie daj Boze) poznal kogos.
                                          • madi138 Re: pomoc po porodzie…. 16.04.16, 10:29
                                            Wow. Relacje w mojej rodzinie wyglądają bardzo podobnie. Mój brat też został z rodzicami (jest nawet w podobnym wieku), tylko..... od kilku lat zmaga się z depresją i alkoholizmem. Był na terapii, zna teorię, wie, że musi się wyprowadzić, inaczej nic się nie zmieni, a mimo to wpojone poczucie obowiązku i odpowiedzialności za rodziców jest silniejsze. :( To straszne patrzeć z boku, jak świetny, wrażliwy chłopak się stacza i tkwi w marazmie, a ty nie możesz nic zrobić. Zdaje się, że to ty pisałaś, że myślisz czasem o śmierci matki, jako jedynej możliwości uwolnienia się. Ja też miewam takie myśli. Wiem, że to straszne, ale czuję, że mój brat będzie mógł się uwolnić i zacząć żyć dopiero, gdy jej zabraknie...
                                    • fusun1804 Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 15:13
                                      Te chrzciny to drobiazg, w ogóle nie sa wazne. Tzn wazne jest jak sobie ułożysz dalsze zycie.

                                      Widzisz ze nie masz za co byc wdzięczna, Twoi rodzice to zwyrodniałe bydlęta. Co sie stanie jesli sie im sprzeciwisz ? W najgorszym razie usłyszysz o tym krwawiącym sercu, okolonych ranach i o tym ze jestes potworem. Czyli w sumie nic takiego, słyszałaś juz gorsze rzeczy. Nie jestes od nich zależna finansowo, nie odetną Cie od dofinansowania bo i tak go nie utrzymujesz.
                                      Na ich mejle mozesz nie odpowiadać, nawet czytać nie musisz, mozesz zablokować ich numery lelefonu gdyby wydzwaniali z zażądaniami i wyzwiskami.

                                      Wydaje mi sie ze odcięcie sie od nich raz na zawsze to jedyne wyjście. Jestem pewna ze na tym forum nie jestem w moim przekonaniu odosobniona.

                                      Przeczytaj wątek Pani Zalewskiej " to ja ta zła jestem". Utorują tam wlasnie opowiada o tym jak postanowiła odciąć sie od rodzicow. Jej przypadek jest inny niz Twoj ale nie ma dwóch identycznych sytuacji życiowych. I Pani Zalewska mieszka blisko rodzicow. Rzeczytaj tez co pisze Kropidlo. Podobna sytuacja, inne spojrzenie bo autorem jest facet.
                                      • palladium88 Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 23:44
                                        Masz racje, juz nic nie moga mi zrobic.
                                        Moglabys podeslac mi link do watku Kropidla?
                                        Po lekturze Pani Zalewskiej musialam ochlonac pare godzin.
                                        Kiedy czytam o matce podobnej do mojej, ale nie mojej wlasnej, to jest to bardziej poruszajace.
                                        Czy jest tu gdzies watek, w ktorym dokladnie opisujesz swoje relacje z rodzicami?
                                        • pade Re: pomoc po porodzie…. 16.04.16, 10:41
                                          Palladium, dla chcącego nic trudnego. Jeszcze będziesz tym psychologiem:)
                                          Rozejrzyj się za studiami, możesz też studiować zaocznie. Wiek nie jest żadną przeszkodą.
                                          Tylko wiedz o tym, że jeśli byś chciała zostać terapeutą musisz przejść własną terapię. Zważywszy na Twoje doświadczenia, im szybciej tym lepiej.
                                          Poszukaj bloga Poza schematy. Prowadzi go terapeutka i zdaje się, że prowadziła kiedyś terapię przez skypa.
                                        • fusun1804 Re: pomoc po porodzie…. 16.04.16, 12:01
                                          Odpowiedziałam Ci na priva, niestety moj mejl nie został wysłany. Zobaczę jeszcze dzisiaj co sie da zrobic. Moze napisz do mnie a ja Ci odpisze / postaram sie wysłać tat sama wiadomość jeszcze raz.

                                          Jest tez ciekawy wątek w którym Sorvina logicznie, kulturalnie i taktownie tłumaczy swoje motywy forumowiczce atakującej ja za zerwanie kontaktów z rodzicami. Warto przeczytać bo z zarzutem "to nieludzkie !" I ze świętym oburzeniem na pewno sie spotkasz.
                                          Niestety nie mogę tego wątku odnaleźć. Moze ktos pomoze ?
                                          • palladium88 Re: pomoc po porodzie…. 16.04.16, 23:38
                                            fusun1804 napisała:

                                            > Odpowiedziałam Ci na priva, niestety moj mejl nie został wysłany. Zobaczę jeszc
                                            > ze dzisiaj co sie da zrobic. Moze napisz do mnie a ja Ci odpisze / postaram sie
                                            > wysłać tat sama wiadomość jeszcze raz.

                                            Wyświetla mi się, że masz nieaktywowany profil i nie mogę do Ciebie napisać.
                                            • fusun1804 Re: pomoc po porodzie…. 17.04.16, 01:10
                                              Mam jak najbardziej aktywny profil, bez problemu dostawałam mejle.

                                              W każdym razie wysłałam tego nejla przed chwila i został wysłany.

                                              Zadałam Ci tutaj "prace domowa". A teraz, jak na surowa nauczycielkę przystało, pytam jakie masz wrażenia ?

                                              Chrzciny dopiero po wakacjach, czyli masz jeszcze kilka miesięcy na przemyślenie wszystkiego. Te chrzciny to zreszta nieistotny detal.
                                        • fusun1804 Re: pomoc po porodzie…. 16.04.16, 12:19
                                          forum.gazeta.pl/forum/w,898,160190929,160190929,Rodzenstwo_z_dysfunkcyjnych_domow_w_zyciu_doroslym.html
                                          • fusun1804 Re: pomoc po porodzie…. 16.04.16, 12:21
                                            forum.gazeta.pl/forum/w,898,160372754,160372754,Prawda_czy_sciemnianie_wyjazd_na_swieta.html
                                            • fusun1804 Re: pomoc po porodzie…. 16.04.16, 12:23
                                              forum.gazeta.pl/forum/w,898,145515509,145515509,Niewdzieczny_uprzywilejowany_potomek.html
                                              • fusun1804 Re: pomoc po porodzie…. 16.04.16, 12:25
                                                forum.gazeta.pl/forum/w,898,148128982,148128982,Sorvina.html

                                                To jest bardzo ważny wątek.
    • lot.ti Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 12:32
      >Rozmowa oczywiscie konczyla sie tym ze albo przyjdzie wtedy a wtedy albo wcale?..

      sprawa jest więc jasna, niech nie przyjeżdża wcale
      szantaż emocjonalny zawsze należy należy kwitować kategorycznym NIE

      matka na 100% kiedyś przyjedzie, napewno w stosowniejszym momencie
      • 8choinka Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 13:48
        witajcie po dłuższej przerwie?.
        2 tyg temu urodził się mój dzidziuś i jak planowałam spędziłam ten czas wyłącznie z mężem i było/jest cudownie?mąż sprawdza sie jako tato i jako mąż/partner/przyjaciel i jestem z tego powodu i oczywiscie narodzin przeszcześliwa?.miałyście racje-to czas dla rodziców i nikt nie powinien go zakłócać.

        Dziś przyjezdzaja rodzice na weekend-mama zadzwoniła i zapytała o termin i czy mi on odpowiada?-da się? da się?.po fali 'płaczów' podeszła do tematu jak jak chciałam czyli pytajac mnie i proponująć a nie wymagając/rządając i wszyscy są zadowoleni. Oni ze widza sie z wnusiem i my ze mielismy cudowne 2 tyg razem.
        uffff??.. :)
        • palladium88 Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 13:51
          Super! Gratuluje synka i uporzadkowanej sytuacji z mama.
        • ola_dom Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 13:55
          8choinka napisał(a):

          > wszyscy są zadowoleni. Oni ze widza sie z wnusiem i my ze mielismy cudowne 2 tyg razem.

          Fantastycznie, dzięki, że napisałaś, no i że ułożyło się wszystko po Waszej myśli :)
        • berber_rock Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 16:51
          A autorce oczywiscie najszczersze gratulacje, bo chyba tutaj niechcacy urodzily sie dwie osoby;
          - mlody czlowiek
          - i calkiem nowa niezalezna autorka watku

          tak trzymac!
        • yoma Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 16:59
          Moje gratulacje :)
        • panizalewska Re: pomoc po porodzie…. 18.04.16, 10:06
          Choinka wielkie gratulacje!! :) Z okazji młodzieży i podejścia do mamy ;)
    • julita165 Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 16:40
      To czy chcesz żeby mam przyjechała czy nie to oczywiście twoja decyzja ja tak tylko z własnego doświadczenia - a co to za pomysły żeby przez miesiąc nikogo nie przyjmować ??? Toz to zwariować można i nabawić się poporodowej depresji :-) wyluzuj, dziecko to strasznie pochłaniacz energii i moim zdaniem im więcej chętnych do pomocy tym lepiej, ja tam byłam przeszczęśliwa że mama z teściową aż nogami przebierały żeby zająć się wnukiem :-)
      • berber_rock Re: pomoc po porodzie…. 15.04.16, 16:49
        Po pierwsze - autorka juz sytuacje rozwiazala i wszystko ulozylo sie po jej mysli (patrz powyzej).

        Po drugie "ja tam byłam przeszczęśliwa że mama z teściową aż nogami przebierały żeby zająć się wnukiem :-) " - ty bylas, a autorka nie jest i tak ma. Ja akurat ja doskonale rozumiem. Zwroc uwage, ze mama nie proponuje odwiedzin na popoludniowa herbatke, tylko odwiedziny na dluzej zwiazane z mieszkaniem z autorka pod tym samym dachem. Jak mnie ktos wparowal na chate lacznie z noclegami od razu po porodzie, to bym chyba w drzwiach pastucha elektrycznego zamontowala. Nie oszukujmy sie: ciekna rozne dziwne substancje z roznych otworow ciala nie zawsze w sposob przewidywalny, masz ochote czasem pospac wtedy kiedy mozesz, czasem wygladac byle jak bo nie masz czasu. jakbym to wszystko miala robic przy tesciowej, to bym chyba dostala depresji.
      • foringee Re: pomoc po porodzie…. 16.04.16, 11:31
        Niech każdy układa życie tak jak jemu pasuje:)
        Moja znajoma niedługo będzie mieć dziecko, jej matka pracuje za granicą a znajoma już jej zapowiedziała, że masz mamo przyjechać na kilka tygodni i mi pomagać i basta. A matka się miga... nie chce jej się.
        Nie dogodzisz:P
Pełna wersja