Pomocy - bledne kolo w zwiazku i skrajnie beznadzi

03.03.16, 15:43
Witam, pisze tu bo sytuacja w ktorej się znajduję wraz z moją partnerka przerosla wszystkie moje wyobrażenia o tym, co zlego moze sie stac w zyciu.

Licze na jakiekolwiek komentarze i z gory za nie dziekuje, bo kazda opinia z zewnatrz moze byc pomocna w wyplataniu sie z tego.

Mam 27 lat, moja partnerka ma niecałe 13 lat wiecej. Znajomosc trwa 4 lata. Zaczela sie w momencie, kiedy ja bylem totalnie zalezny emocjonalnie i finansowo od skrajnie toksycznych rodzicow, bylem w totalnej depresji i totalnym braku poczucia wlasnej wartosci, po dwoch skrajnie nieudanych zwiazkach, z czego jostatni rozpadal sie na oczach mojej partnerki. Zafascynowalem sie nia, bo byla najpiekniejsza i najmadrzejsza kobieta jaka widzialem, jednoczesnie wiedzialem ze jest bardzo skrzywdzona zyciowo i myslalem ze ja uchronie od tego. Okazalo sie ze nie ma nic bardziej mylnego niz to ostatnie zalozenie i ze jestem najwieksza w jej zyciu katastrofa.

Bardzo szybko sie do niej wprowadzilem. Mieszkala ze swoim synem, z ktorym lapalem calkiem niezly kontakt i mielismy swoje wspolne sprawy. Chwile pozniej doszlo do pierwszego aktu koszmaru w ktorym ujawnilo sie, jak bardzo jestem okrutny i nienormalny. Potrafilem uciszc partnerke i jej corke gdy dzwonila do mnie matka. Borykalem sie z permanentnym poczuciem odrzucenia i rozzaleniem, moja swiadomosc emocjonalna byla na poziomie zero. Partnerka moja mimo tego dawala mi rozne lektury, z ktorymi wczesniej nie mialem stycznosci, darzyla ogromna doza czulosci i cierpliwosci, ale jednoczesnie bardzo szybko stalo sie tak, ze byla fatalnie sfrustrowana, na co ja mialem tylko mgliste pojecie ze chodzi o moje zachowanie ale o co konkretnie to sredni. Ranilem ja praktycznie kazdego dnia na rozne sposoby. Bardzo duzo rozmawialismy na temat moich zaburzen mojej rodziny, te rozmowy marnowaly jej wiekszosc czasu. Bylem zaborczy, zazdrosny, przez co utracila i zaprzestala wielu kontaktow ze znajomymi dalszymi i blizszymi. Robilem jazdy z cieciem sie i innymi aktami autodestrukcji. W miedzy czasie staralem sie jak najlepiej zrozumiec, co jest ze mna nie tak. Zerwalem kontakt i zaleznosc finansowa od rodzicow. Raz zawitalismu razem do psychologa, kompletnie nie rozumialem o czym jest mowa. Po jakims czasie poszedlem sam, ucieklem, po kilku sesjach, bo mialem silne poczucie ze absolutnie nas na to nie stac. W miedzy czasie moja partnerka zalzyla sklep o jakim zawsze marzyla. Wtracalem sie, psulem jej to, wydawalo mi sie ze moje rady i obecnosc sa przydatne, a na pewno bardzo chcialem, zeby takie byly. W tym samym czasie poszla tez na szkolenie, rowniez wymarzone. Zawalila przez moje humory i niepokoje i okrucienstwo wynikajace z absolutnej niedelikatnosci, przez szantaze emocjonalne i zaleznosc od rodzicow.

Po jakims czasie wyszlismy oboje z absolutnymi dlugami z jej sklepu, biznes prawdopodobnie mial szanse wypalic, ale przeze mnie nie bylo nawet szansy wyprobowac czesci pomyslow, a czesc ja rozwalilem, pracujac w tym sklepie.

Caly czas stopniowo docieralo do mnie jak wiele zlego jej robie, staralem sie zmieniac, rozumiec,ulepszacn, bardzo mi na niej zalezalo. Zrobilo sie z tego bledne kolo, bo jakoes rzeczy zmienialem, dajac jej nadzieje na to ze "bede normalny". Z calej sily chcialem zadbac o nia, byc jej potrzebny, pokazac ze nadaje sie na partnera. Skompromitowalem jej biznes, zadluzylismy sie. Chcialem uciec od tego, wyprowadzilismy sie z jej mieszkania do innego miasta do wynajmowanego mieszkania. Chwile pozniej zostawilem ja z poczuciem porazki, bez wsparcia i pojechalem z granice do pracy, zeby dac jej od siebie i od wszystkiego odpoczac, byla w tragicznym stanie zdrowotnym. Ten "urlop" ode mnie i od obowaizkow spolecznych doprowadzil ja do kompletnej depresji, traumatycznego przetrwalego poczucia porazki i izolacji spolecznej. Mimo ze bylem daleko i tak ona zajmowala sie moimi problemami emocjonalnymi, a tego chcialem jej oszczedzic. Wiec byla sama i chora, z pieniedzmi ktorych w ogole nie chciala. Liczylem na to, ze jej matka sie nia zaopiekuje, niesety pogorszyla sprawe. Jej matka faworyzuje mnie,mam z nia bardzo dobry kontakt,tz podobne podejscie do wielu spraw i podobne chyba zaburzenia. Bardzo zle mi jest z tym, bo wiem ze to kompletnie na opak, ze matka powinna ja wspierac a nie mnie. Jedyna zaleta tego to to, ze bywam translatorem w tej bardzo zawilej relacji, ale nie wnosi to zbyt wiele mojej partnerce w ogolnym rozliczeniu.
Po roku widywanie sie w doskoku wrocilem na kilka miesoecy bo zrozumialem ze zostawienie jej w depresji z calym domem i samej jest fatalne i ze nie ma to znamion odpoczynku dla niej absolutnie. Ani nic nie wnosi pozytywnego.
Zaczalem prace w Polsce, na czarno, ktorej musialem poswiecic duza ilpsc czasu, zeby zarobic na nasze potrzeby biezace, o dlugach nawet nie bylo co mowoc.
Na tym wszystkim ucierpialo tez jej dziecko, ktore 3 lata spedzilo wkompletnym chaosie emocjonalnym.

W momencie jej tragedii rodzinnej zawiodlem ja kompletnie.
Wiem ze to zniszczylo ja psychicznie praktycznie do reszty, ale przez to ze utworzylem sytuacje w ktorej jest zalezna finansowo ode mnie, to jej sytuacja nie stwarza perspektyw usamodzielnienia sie, co tworzy jeszcze wieksza zaleznosc emocjonalna obopolna.

Po jakims czasie zdecydowalismy sie na wspolna emigracje, bez jej syna, troche na dziko. Efekt jest taki, ze mimo jej entuzjastycznego nastawienia tej akcji na poczatku, teraz jest kompletnie chora, rozczarowana, boi sie, zawiedziona soba, wsciekla na mnie, smutna i wycofana. Po raz kolejny nie dalem sobie rady z wsparciem jej w skuteczny sposob, a znowu zniewolilem, mimo ze bylem skrajnie ostrozny, to siec nieporozumien i moich blednych interpretacji jej potrzeb doprowadzila do tego ze jest kompletnie smutna i boi sie zostac sama w lokum w ktorym stacjonujemy. Jest absolutnie fatalnie. Jednoczesnie wiem, ze praktyczniee nikt nie wie o tym co sie jej dzieje,. Probowalem i kontynuuje wysylanie roznych sos do swiata, ale odpowiedz ktora dostaje, czesto brzmi, ze przesadzam. Dodam ze ona jest osoba po ktorej, jezeli juz wyjdzie do ludzi, to nie widac ze jest cos nie tak.

Nie mamy pieniedzy, bo nie jestesmy w stanie normalnie funkcjonowac ze soba, ona mnie potrzebuje bo boi sie zostac sama, jednoczesnie ja to wscieka i to rozumiem, bo nigdy nie byla tak zalezna w tak strasznej sytuacji.
Ja boje sie ja zostawic sama, bo wiem ze ma mysli samobojcze.
Wiem ze ja krzywdze, wiem ze ja zniszczylem.
Jak przerwac te bledne kola i pomoc jej wrocic do samodzielnosci, zycia, radosci z zycia, samowystarczalnosci?
Kazde dzialanie do przodu i tak jest za male zeby zniwelowac caly bol ktory jest za nia, to wszystko narasta.Zalezy mi na niej, zalezy mi na tym zeby wrocila do siebie jak najszybciej. Co zrobic, jak jej pomoc, jak dzialac, zeby wrocic chociaz na normalne tory zycia, zeby wystartowac?

    • triss_merigold6 Re: Pomocy - bledne kolo w zwiazku i skrajnie bez 03.03.16, 19:21
      Njapierw zdecyduj, czy dziecko które twoja partnerka porzuciła, wyjeżdżając za granicę jest synem czy córką.
    • zuzi.1 Re: Pomocy - bledne kolo w zwiazku i skrajnie bez 03.03.16, 20:27
      Jesli to prawda co napisałeś, to najpierw sam powinien sie zgłosić po pomoc do psychiatry. A potem on Cie skieruje do psychologa na terapie. To samo zasugeruj partnerce.
    • 71tosia Re: Pomocy - bledne kolo w zwiazku i skrajnie bez 03.03.16, 22:21
      troche jak w samolocie w czasie katastrofy, najpierw pomagasz sobie a pozniej siedzacej obok osobie. Masz ogromne poczucie winy, kompletny balagan w glowie i sercu najpierw postaraj se to troche uporzadkowac , moze roztancie sie na jakis czas i kazde niech zajmie sie swoimi problemami. Twoja partnerka wymaga pomocy specjalisty, jezeli ma mysli samogojcze to musi zglosic sie psychiatry i zaczac sie leczyc, pilnie!
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Pomocy - bledne kolo w zwiazku i skrajnie bez 10.03.16, 11:51
      Zakładając, że prawdą jest to co Pan opisał powinien Pan być pod opieką psychiatry i leczyć się. Kiedy mózg uzyska równowagę będzie Pan mógł skorzystać z pomocy świata czyli psychoterapii. Świat może być mało pomocny jeśli Pan nie będzie współpracował. Błedym kołem jest duże oczekiwanie od innych i wieczne nimi rozczarowanie, które wzbudza złość i nasila niedojrzałe zachowania. Dlatego najpierw leczenie psychiatryczne. Agnieszka Iwaszkiewicz
Pełna wersja