ezmd99
04.03.16, 17:21
Nie wiem od czego zacząć. Byłam niechcianym dzieckiem. Rodzice się mną nie chcieli, nie umieli zajmować. Trochę wychowywali mnie dziadkowie, potem rodzice, po śmierci mamy ( miałam 11 lat) znowu dziadkowie. I dalej moje życie koleżańskie, partnerskie, małżeńskie. Zawsze przez każdego porzucana bez słowa. Bez wyjaśnienia. Każdy ucieka przede mną. I nie rozumiem, dlaczego. Im bardziej się staram, tym bardziej uciekają. Znajomi, partnerzy. Do napisania tego postu skłoniła mnie krótka aczkolwiek intensywna znajomość. 3 tygodnie i partner się ewakuował. Bez słowa. Po prostu uciekając. W tym przypadku jedynym jak dla mnie powodem było to, że miał zadzwonić i nie zatelefonował. Wykonałam ja dwa telefony i napisałam smsa. Chodziło o spotkanie, bo nie wiedziałam, czy jest aktualne. Wyszło, że się narzucam. I tak podobnie każdy związek, każda znajomość się kończy. Z powodów błahych jak dla mnie. Nie umiem stawiać granic, widzę, że za bardzo chcę by było dobrze. A zawsze wychodzi źle. Nie umiem żyć w samotności. Umiem i lubię przebywać sama ze sobą, ale życie w całkowitym odosobnieniu jest nie dla mnie. Mimo moich różnych zainteresowań.