dorota-098
07.03.16, 14:48
Jestem kobietą przed 50-siątką, on też. Oboje po przejściach, oboje bezdzietni. Od kilku lat jesteśmy razem, od jakiegoś roku razem mieszkamy. To on nalegał na mieszkanie u niego, w jego domu rodzinnym, w którym mieszkają również jego rodzice. Ja mam swoje własne mieszkanie, które na razie stoi puste. Kochamy się, mieszka nam się razem ok, mamy w tym domu swoje niezależne piętro, jego rodzice nie wtrącają się do naszego życia.
Jednak od jakiegoś czasu atmosfera między nami zaczęła się psuć, ponieważ doszłam do wniosku, że pora już zalegalizować nasz związek. Kiedy się poznaliśmy parę lat temu była mowa o ślubie, on wówczas twierdził, że to jest ten model życia, który go interesuje. I nagle coś się zmieniło. Niby nadal twierdzi, że chce, ale bez przerwy coś mu stoi na przeszkodzie, sam wyznacza jakieś terminy, których nie dotrzymuje, przekłada, odkłada. Raz mówi, że chce, potem twierdzi, że po co, potem znów mówi, że chce. Jak dla mnie, jego zachowanie ewidentnie pokazuje mi, że albo panicznie się tego boi, albo po prostu nie chce.
Ale tak naprawdę zaczęło mnie nurtować, dlaczego mnie tak na tym zależy. Nie potrzebuję go usidlać takimi zobowiązaniami, jestem absolutnie niezależna finansowo. Więc dlaczego to się stało dla mnie takie ważne? Zaczęłam się nad tym ostatnio zastanawiać i doszłam do wniosku, że ten ślub ma mi dać jakąś taką stabilizację życiową, jakieś poczucie bezpieczeństwa. Bo na chwilę obecną je mam, ale co będzie w przyszłości? Dlaczego mam dbać o jego dom, gdy mój stoi pusty i o niego nikt nie dba? Dlaczego mam się angażować w sprawy jego rodziny, skoro on nie chce się do niczego zobowiązać? Jak mam z nim budować życie, na jakiej bazie, skoro nic nas nie łączy?
I takich pytań mam w głowie całe mnóstwo. Z jednej strony widzę wieloletnie związki, które się trzymają i nikomu na ślubie nie zależy. Z drugiej strony widzę wiele małżeństw, które z jakiegoś powodu zostały zawarte. A ja się zastanawiam, o co mnie z tym ślubem chodzi. I dlaczego ja chcę, a on nie chce.