brak rodziny-nasza porażka życiowa

24.03.16, 15:53
Pisze poniekąd by się wyżalić, jestem na końcówce ciąży i dopadły mnie smutki związane z rodziną swoją i męża…..
Otórz teoretycznie mam dużą rodzine-taka pamietam z dzieciństwa-ogrom wujków ,cioć, kuzynostwa-niemalże cotygodniowe spotkania u nas, lub u nich…..po wielu latach, z powodów różnych rodzina sie rozpadła na tyle że właściwie oprócz sióstr, rodziców nie mam nikogo. Moje losy potoczyły sie w innym kierunku niz większoci rodziny co tez wpłynęlo na całkowite rozluźnienie więzi rodzinnych. U męża jest dokładnie ten sam problem.
Mimo kilku prób zorganizowania przez nas rodzinnych "zjazdów" nasz plan zacieśnienia więzi rodzinnych spełzł na manowcach.
Dziadków od strony mamy właściwie nie mam, zbytnio sie nami nie interesowali, od strony ojca nie znałam. Z rodzicami od dawna współnego języka znależć nie umiem, żyja w swoim swiecie, szczelnie, nie probujac wyjsc nam naprzeciw, kazde nasze decyzje sa krytykowane bardziej lub mniej, widuemy sie rzadko, a i wtedy jest niewiele do pogadania-jest to zupelnie inna historia…Jedynie z siostrami mam bardzo dobry kontakt i pilnuemy by to sie nie zmieniło-jednakze kazda mieszka w innym oddalonym znacznie mieście. Maż ma brata ale nie utrzymuje z nim kontaktu za bardzo, wlasciwie tylko na polu firmowym wiec szwagra tez nie mam a jego rodzina choc mieszka blisko chce/nie chce sie widywac-niby przy spotkaniach jest ok, ale zeby przyjechali, wykazali chec do kontaktu to juz nie…..Moi rodzice jako dziadkowie-słabi, mieszkaja po sasiedzku z wnukami a czesto tygodniami ich nie widuja bo sie im nie chce. Męża ojciec nie żyje a matka-cóż nie aakceptowala mnie, nie znosi, nienawidzi i nie utrzymujemy(ja i ona) od półtora roku zadnego kontaktu i juz sie zapowiedziala ze ze wzgledu na mnie nie bedzie sie interesowac, zajmowac itp.-tak przekazala mezowi.

to wszystko strasznie mnie zdołowało, bo o ile ja jakos sobie z tym radze zdałam sobie sprawe ze ansze dziecko nie bedzie mialo rodziny, a bynajmniej nie takiej jaka chcialabym dla niego.

Zostaje grupa przyjaciół, znajomych ale to nie to samo. Nie wiem co mogłabym zrobić. Tak bardzo chciałabym by synek miał szczęśliwe dzieciństwo, miał dziadków co sie interesuja, święta w dużym gronie, kuzynów z ktorymi spedzałby wakacje . Czy da sie zorganizować "rodzine"?
    • edw-ina Re: brak rodziny-nasza porażka życiowa 24.03.16, 16:48
      Jeżeli dziecku nie wbijesz do głowy, że jest nieszczęśliwe, bo nie ma dziadków i kuzynów blisko, to nawet tego nie zauważy. To jest twoja wizja szczęśliwego dzieciństwa, twoje dziecko może mieć kompletnie inną jego wizję.
      • finka77 Re: brak rodziny-nasza porażka życiowa 24.03.16, 19:32
        zarazek86
        Tak jak pisze edw-ina Twoje dzieci nie odczują tego same jeśli Ty im nie będziesz o tym mówić ,od 14 lat mieszkam z mężem z dala od rodziny ponad 500 km widujemy się raz na rok zazwyczaj w wakacje ,dziecko ma prawie 8 lat i uwierz mi to ja bardzo tęsknię za tym co było również miałam bardzo dużą rodzinę częste spotkania super relacje ale wiadomo wyjechałam zresztą jak większość z moich kuzynów , z mamą nie mam od kilku lat dobrych relacji krytykowała mnie ,podcinała skrzydła ,teściowa narcystyczna wywierająca wpływ tak więc praktycznie jesteśmy tu sami z mężem i dzieckiem ,ja bardzo chciałam dla dziecko żeby nasze relacje sie poprawiły , nawt chciałam sie przeprowadzic bliżej ale mąż nie chciał ,teraz syn poszedł już do 1 klasy w ogóle mu nie brakuje babci ,cioć ,dalszej rodziny ,to mi zawsze było przykro jak np jest przedstawienie w przedszkolu teraz w szkole na dzień babci i z racji tego że to bardzo daleko nikt nie przyjdzie na nie , mój syn jakoś tego nie przeżywa najważniejsze żebyśmy my im tego nie przekazały jak to żle jest bez dalszej rodziny żeby nie czuli sie gorsi.Ja długo czułam się gorsza że nie mam tu rodziny że jesteśmy sami , mieszkam w mieście gdzie jest mało przyjezdnych większość jest z tego miasta i ma rodziny ,do tej pory czasem sie czuje jak odludek ,na terapii to był częsty temat ,bardzo chciałam naprawy relacji z matką teściową przez 2 lata próbowałam ,ale niestety nie udało się ,to znaczy z mamą jest troche lepiej nie krytykuje mnie ale dzwonie do niej bardzo rzadko .Od 2 lat jeżdzimy na święta do hotelu nad morze jest super nie czujemy się samotni ,i nie liczę juz na poprawę relacji ,zaczeliśmy podróżować ,najwazniejsze żebyście sobie jakieś swoje tradycje rodzinne pielęgnowali ( Ty mąz i dzieci ) np. w niedziele wspólne wyjście do kina ,spacer czy na obiad do restauracji ,a bez dalszej rodziny tez można żyć ja długo nie mogłam przez to normalnie funkcjonować i żałowałam że tak daleko wyjechałam (mąż wojskowy i taki przydział dostał)że pewnie przez to relacje sie popsuły ale teraz to i się czasem cieszę bo mam święty spokój bo toksyczni ludzie chyba się nie zmienią.
      • jehanette Re: brak rodziny-nasza porażka życiowa 30.03.16, 09:53
        100/100
    • koronka2012 Re: brak rodziny-nasza porażka życiowa 24.03.16, 19:13
      Dlaczego uważasz, że grupa prawdziwych przyjaciół jest gorsza niż byle jaka rodzina?
      Rozumiem jeszcze święta, ale dlaczego syn miałby być szczęśliwszy na wakacjach z kuzynami niż kolegami - tego nie pojmuję. Kuzyni rzecz nabyta, kolegów wybiera się kierując własnymi upodobaniami - i to jest znacznie zdrowsze niż "przymus" rodzinnej integracji.
    • chocolate_cake Re: brak rodziny-nasza porażka życiowa 25.03.16, 08:00
      Ale dlaczego nazywasz to twoją porażką życiową? No proszę cię, przecież to nie twoja wina.
      Moje dzieci mają łącznie 5 kuzynów ale spotykają ich sporadycznie. Dwóch raz w roku ale nie w czasie świąt, z pozostałymi może raz na 2 - 4 lata. Mieszkają za granicą. Mam bardzo małą rodzinę, porównując z twoim opisem to chyba o wiele mniejszą niż ty. Zawsze drugi dzień świąt spędzamy z przyjaciółmi, od wielu lat.
      • zarazek86 Re: brak rodziny-nasza porażka życiowa 25.03.16, 08:57
        no tak, na wydarzenia z przeszlosci nie mialam wplywu?.tak mnie po prostu smutek dopadl bo zwyczjnie przy okazji swiat tesknie za ta atmosfera?.staramy sie zapraszac i widywac sie z przyjaciolmi, moimi siostrami i mam nadzieje ze uda mi sie stworzyc dla swojego dziecka swiat pelen ludzi. Zadzwonilismy na skype do moich rodzicow z zyczeniami a oni siedzieli z glowa w dol czekajac ze bedziemy ich zabawiac rozmowa, a oni wykrzesali z siebie tylko 'tak, nie?.moze" rozmowa z nimi moze trwac 5 min bo nic wiecej z siebie nie daja?..tak mi zwlaszcza teraz brakuje matki?..
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: brak rodziny-nasza porażka życiowa 27.03.16, 09:16
      Rodzinne relacje nie zawsze przebiegają linearnie, zachowując swoją pokoleniowość.
      Zmieniają się możliwości, nastawienia, dołączają nowi członkowie do rodziny i ją zmieniają.
      Jeśli Pani zależy na stosunkach z bliską rodziną, to może warto zrobić remanent i zacząć budować wokół siebie i swojej rodziny więzi na jakich Pani zależy. Z siostrami, o których Pani napisała, że macie dobry kontakt.
      Ale też warto wiedzieć, że więzi krwi czyli więzi rodzinne dziś już nie stanowią mocnego spoiwa. Równie ważne są więzi alternatywne jak grupa znajomych. Mogą być bardziej satysfakcjonujące i silne. Nie warto ich lekceważyć, tylko dlatego, że nie mają rodzinnego certyfikatu. Tak jak zmienia się definicja małżeństwa, zmienia się definicja rodziny. To procesy dynamiczne, ciągle w ruchu.
      A Pani problem z najbliższą rodziną jest dość typowy. Ktoś kogoś nie polubił, ktoś woli inne życie, bardziej szczelnie zamknięte. Wszystko to się dzieje, proszę zauważyć, w pokoleniu, które bardziej hołdowało wartościom rodzinnym i temu przekazowi niż obecne. Może tak wolą żyć, więc trzeba to uszanować.
      Można coś próbować robić, skoro Pani zależy, ale warto wziąć pod uwagę możliwość rozczarowania.
      Agnieszka Iwaszkiewicz
    • wiedzma.zla.nr1 Re: brak rodziny-nasza porażka życiowa 27.03.16, 21:31
      posłużę się cytatem:
      Nie każdy bliski bliski, nie każdy daleki daleki.
    • evee1 Re: brak rodziny-nasza porażka życiowa 29.03.16, 07:42
      Masz chyba wyidealizowany obraz duzej rodziny. Duza rodzina niekoniecznie oznacza rodzine szczesliwa i bliska sobie. Z doswiadczenia wiem, ze mozna byc calkiem szczesliwym majac niewielka rodzine. Zaleta takiej jest to, ze ma sie wieksza swobode, bo z mniejsza iloscia ludzi trzeba sie "ukladac" i mniej zachodu kosztuje, zeby wszystkim pasowalo i wszyscy byli zadowoleni.
      Ja pochodze z rodziny dosc malej i pamietam Wigilie u babci gdzie byly ciocie, wujkowie i moje kuzynostwo. Ale prawde mowiac dla mnie byla tez wazne swieta tylko z mama i tata (nie mam rodzenstwa). Ja bylam zawsze raczej szczesliwa jedynaczka - potrafilam sie dobrze bawic we wlasnym towarzystwie, ale mialam tez duzo kolezanek, z ktorymi czesto sie spotykalam. Jakos w ogole nie tesknilam do rodzenstwa, ktorego nie mialam. Obserwuje wiez, ktora jest miedzy moimi dziecmi i zdaje sobie sprawe, ze ja z nikim takiej wiezi nie doswiadcze w zyciu, ale o ile jest ona dla mnie fascynujaca, to nie zaluje, ze nie mam rodzenstwa i tym bardziej nie mam pretensji do rodzicow, ze jestem jedynaczka.
      Moje dzieci maja tylko jedna babcie (reszta dziadkow nie dozyla ich urodzin), a jedyna ich ciocia, zreszta bezdzietna, mieszka bardzo daleko od nas, wiec kuzynow nie maja zadnych. Ale jakos nie czyni to ich nieszczesliwymi. Maja mase znajomych, takze dzieci wsrod dzieci naszych przyjaciol.
    • najma78 Re: brak rodziny-nasza porażka życiowa 29.03.16, 11:40
      Chyba troche przesadzasz autorko watku. Masz siostry i z nimi dobry kontakt a to juz bardzo duzo. Grono znajomych tez jest wazne. Poza tym dla twojego dziecka najwazniejsi beda rodzice a nie dalsza rodzina,jeslo nie przeniesiesz na dziecko wlasnego sposobu myslenia nie bedzie problemu. Jak juz ktos napisal, kuzyni to sa osoby ktore sa dane,nie zawsze relacje uloza sie dobrze, koledzy,znajomi, przyjaciele, to osoby ktore wybieramy i przyjaznie moga byc trwalsze niz zwiazki rodzinne. Ja i maz mieszkamy w innym kraju niz sie wychowalismy, nie mamy tu rodziny a pomimo tego nie czujemy sie samotni. Moi rodzice i siostra zyja w innym kraju, matka meza w innym, jego bracia na innym kontynencie ale oni tez bardzo daleko od siebie (dzieli ich kilka tysiecy km). Istenieje roznica wieku i wogole kuzunostwo dzieli roznica wieku np brat mojego meza mial dzieci wczesnie i one sa juz dorosle (ok 25 lat) nasze dzieci maja 13 i 8, a mojej siostry dziecko ma dopiero rok. Jednego brata dzieci sa w bardziej zblizonym wieku do naszych ale mieszkamy na roznych kontynentach i nie spotykamy sie czesto. Tak wiec jest kuzynostwo ale nie ma bliskich wiezi ze wzgledu na wiek i odleglosc. Dzieci maja jednak kolezanki i kolegow, bliskich bo tak sie zlozylo ze my tez zaprzyjaznilismy sie z rodzicami. Dziadkowie, czesty kontakt przez skype, czasem az za czesty ?. Nie odczuwamy tesknoty bo dla nas to normalne. Nie zmusisz nikogo do bliskich relacji, jesli napotykasz opor,problemy to skieruj energie i nawiaz lub zaciesnij relacje ze znajomymi.
Pełna wersja