debilonpepti
31.03.16, 12:15
Nie wiedziałam jak zatytułować ten wątek. Ponoszenie konsekwencji to duże słowa, a tu chodzi o codzienne sprawy i pozornie drobne skutki zrobienia/nie zrobienia czegoś.
Istnieje stereotyp jędzowatej żony, która non stop zrzędzi i narzeka, że jej nikt nie pomaga, a nawet jeśli ktoś się tego podejmie, to ona storpeduje pomoc, bo "zrobi to lepiej". Upraszczam, ale było dużo takich wątków, w których autorka skarżyła się na powyższy problem, odpowiedzi były - pewnie nie dasz sobie pomóc, nadmiernie kontrolujesz, wyręczasz, jak coś zaniedba daj ponieść konsekwencje, nie musi być zrobione po twojemu. Czytałam, próbowałam przyłożyć do naszej sytuacji.
Myślałam o ponoszeniu tych konsekwencji i trochę się zapętlam. Jak być tą niekontrolującą, niewyręczającą i dającą ponosić konsekwencje w praktyce?
Mąż czasem rzuca hasło - nigdzie nie chodzimy, czemu na przykład na basen nie pójdziemy. Ok, chodźmy, to umówmy się że odbierzesz mnie po pracy i pojedziemy prosto na basen, on ma tego dnia wolne. Pakuję torbę na basen i zostawiam w przedpokoju. Dziecko ma opiekę do 14, potem ma dostać jedzenie przygotowane przeze mnie rano, być przebrane itp. Mówię to, mówię że torba spakowana, mówię o której kończę. O 15 tel że nie może znaleźć rzeczy na basen dla siebie (bo są spakowane - mówiłam), pytam czy dziecko zjadło - jeszcze niie. Tel o której kończę - o 17 (mówiłam przed wyjściem). Nie rozpisując się - siedzę w pracy bezczynnie bo zalicza prawie godzinne spóźnienie, w trakcie pracy dwa telefony które niespecjalnie mogę odbierać. Idziemy na basen dużo później, niespecjalna atrakcja dla mnie, bo jestem już głodna, zmęczona i dziecko też.
Zachowując się niekontrolująco powinnam siedzieć tą godzinę bez słowa skargi? Czy skoro go nie ma o 17 wyjść z pracy i udać się w całkiem inne miejsce? Miesiąc znów będzie - a może byśmy na basen poszli i historia z przygotowaniami ta sama.
Dzisiejszy case. Wizyta u pediatry, umówiłam dnia poprzedniego, rano przygotowałam torbę z książeczką zdrowia (powiedziałam że ją wkładam i jakie będą szczepienia, przypominam żeby wybrał kasę na płatne szczepienie). Telefon z przychodni - nie zaszczepią dziecka, które nie posiada przy sobie książeczki zdrowia. Książeczka znajduje się w samochodzie w torbie. Idą na wizytę. Telefon z przychodni - pielęgniarka pyta, czy oprócz szczepienia obowiązkowego będą jeszcze pneumokoki, bo teraz przypada następna dawka, a tata nie jest pewny czy szczepimy.
Czy ja powinnam coś odpuścić? Tłumaczę za dużo, jestem kwoką? Jak czegoś nie przygotuję, nie odbiorę telefonu, nie przypomnę to konsekwencje i tak ponoszę ja - pośrednio lub bezpośrednio.
Jest mi smutno, odbieram takie akcje jako lekceważenie. Mąż nie ma problemów z pamięcią, on po prostu nie słucha co do niego mówię, bo nie jestem dla niego ważna?
Dodam - nie zagaduje go na śmierć, uchodzę za osobę małomówną.