życie po zdradach

02.04.16, 20:37
Właściwie to chyba tylko chcę się komuś wygadać. Choć i nadzieja i kubeł zimnej wody mile widziane.
Jestem mężatką od 8 lat, nie mamy dzieci. Mój mąż nie jest złym człowiekiem, ma wiele dobrych cech, poza tym ja nadal i mimo wszystko zwyczajnie go lubię, cenię, lubię z nim przebywać. Czy kocham? Jasne, też. Choć dla mnie miłość, zwłaszcza teraz to kwestia wyboru, nie uczuć.
No więc nie jest złym człowiekiem, ale nie potrafi tworzyć bliskiej relacji. Ja też nie potrafiłam, pewnie dlatego się dobraliśmy.

Od samego początku praktycznie mój mąż wsiąkał w wirtualne życie, pornografia, wirtualny seks, wirtualne znajomości. Wiem, że przed ślubem też, ale wtedy byłam chyba ślepa i na pewno głupia. Wiem, że obecnie to się wielu ludziom wydaje powszechne. Ale nasza relacja na tym cierpiała. Długo by opowiadać, były i lepsze momenty, ale przez większość czasu czułam się jak piąte koło u wozu, albo jak rzecz, do wyładowania napięcia. Albo jak wyrzut niespełnionych oczekiwań.

Pewnie gdybym była emocjonalnie dojrzała, dawno postawiłąbym sprawę na ostrzu norza. Ale ja tylko prosiłam, podejmowałam nieudone próby stania się najważniejszą dla swojego męża. I gryzłam się, gryzłam coraz bardziej.

Nie ja też nie byłam wzorem żony. Z roku na rok pogrążałam się w marazmie. Tylko praca, jedzenie, internet, sen. Nie było dla kogo się starać, bo ani dla niego, ani dla siebie.

Półtora roku temu coś we mnie pękło. Nie mogłam już znieść sytuacji w której się znalazłam. Nie miałam pracy, siedziałam w domu, nie chciało mi się nawet wstawać. Mąż zajęty laskami na erotycznych videoczatach. Nie mógł mi poświęcić nawet 10 minut dziennie, żeby chwile pobyć razem, pogadać. No chyba że akurat oglądał tv na kanapie to owszem, mogłam się przytulić i posiedzieć z nim. W końcu do mnie dotarło, że to się nie zmieni. Nie wiem, czy on ma mnie w dupie, czy jest uzależniony. Ale nic się nie zmieni, bo on nie chce nic zmieniać. To był moment żeby odejść. Ale ja w swoim popapraniu wtedy chciałam się zemścić. W sumie nie wiem nawet czy bardziej na nim czy na sobie. Z premedytacją poznałam kogoś przez net. Specjalnie takiego, w którym się nie zakocham. I zdradziłam. Szybko to wyszło na jaw. Następne miesiące były straszne. Mąż w rozpaczy, ja widząc go i siebie na takim dnie, że dziwie się że się wtedy nie zabiłam czy coś. Chyba zwyczajnie brakło mi odwagi. Albo zrobiłabym to, gdybym w końcu nie trafiła na terapię.

Jestem w terapii już ponad rok, widzę ogromne postępy. Znów pracuję, zaczynam mieć normalnych znajomych, zaczynam znów mieć jakieś zainteresowania, dużo sobie poukładałam w głowie, zaczynam żyć.
Z mężem były na początku jakieś nieudolne próby bycia razem. Potem był już tylko jego ogromny gniew na mnie, jak mogłam go zdradzić. Zaczęły się groźby, że mam się wynosić z domu, bo jak nie to sam wywali moje rzeczy i zmieni zamki. Teksty, że jestem śmieciem, nikim, że nie mam za grosz honoru skoro jeszcze z nim siedzę. W końcu zabrałam się i wyprowadziłam ze wspólnego mieszkania. Uzbierałam parę groszy na kaucję i wynajęłam coś.

Mąż był chyba w mega szoku, że potrafiłam się wyprowadzić, że mogę sobie radzić sama. Fakt że było mi finansowo bardzo ciężko, ale jakoś dawałam radę. Zaczął do mnie przyjezdzać, rozmawiać. Nagle widział też swoją winę i wkład w kryzys. Jakbym rozmawiała z całkiem innym człowiekiem. Przyznał się że też mnie zdradził w międzyczasie. Prosił o szansę, chciał znów próbować.

Trochę to było za szybko dla mnie, ale jego nagła zmiana + fakt że mieszkanie jest też moje, postanowiłam wrócić. Bardzo szybko okazało się że to wszystko ściema. Tydzień, może dwa i oczywiście znów obcość, wyłączenie się z jego strony.

No i tak żyjemy obok siebie, jak lokatorzy, każdy w swoim pokoju, każdy żyje swoim życiem. Na początku matrwiłam się jak nie wracał na noc, ale teraz już nawet nie pytam. I tak nie dostanę odpowiedzi. Czasem jeziemy razem do jego rodziny. W Boże Narodzenie jeszcze się nabrałam na to że to coś znaczy dla niego, teraz już wiem że nie.

Wiem, że to jeszcze nie czas dla mnie na podjęcie decyzji. Ciągle jestem w trakcie terapii, wolałabym podjąć jakieś kroki jak już wszystko sobie poukładam, jak coś zaoszczędzę itd. Jednocześnie tak trudno żyć w ten sposób. Udawać że nic mnie nie obchodzi człowiek z którym miałam spędzić życie. Widzieć jak się pakuje w jakieś bagno, alkohol, chyba jakieś przelotne związki. To okropne.
Z jego strony widzę jakieś tam zainteresowanie, gdzie jestem, co robię. Chętnie pyta o mnie, ale o sobie nic nie mówi. Więc teraz ja też nic nie mówię. Po co.
Wiem że do dupy i beznadziejnie to wygląda. Choć jakiś procent mnie chyba ciągle się łudzi.
    • triss_merigold6 Re: życie po zdradach 02.04.16, 20:51
      Bozszszs, Twoje mieszkanie i nie wywaliłaś pana na kopach?
      Marnujesz czas, ale to Twoje życie i Twój czas.
      • paknaopak Re: życie po zdradach 02.04.16, 20:58
        Nie moje, tylko wspólne. A właściwie to banku, bo kredyt wspólny.
        • zuzi.1 Re: życie po zdradach 02.04.16, 21:21
          Wyprowadź sie na wynajem ponowne, bledem byl powrót, przebywając z nim w jednym domu codziennie okazujesz SOBIE brak szacunku, normalnie jak jakiś rodzaj autoagresji. Sprawa jest jasna, ten facet do niczego sie nie nadaje. Jesteś pewna, ze on gole baby w necie ogląda i ze nie jest homo?
          • triss_merigold6 Re: życie po zdradach 02.04.16, 21:55
            A co to za różnica co ogląda i jakie ma preferencje? Nie jest jej rolą sprawdzanie, dociekanie, śledzenie, wchodzenie w rolę kontrolującej matki, martwienie się jego przelotnymi związkami.
            Niech skupi się na zadbaniu o siebie.
            • zuzi.1 Re: życie po zdradach 02.04.16, 23:48
              No bo cala opisana sytuacja wygląda troche tak, jakby facet stworzył związek dla pozorów, a zona interesuje go tyle, co wczorajszy śnieg.
              • paknaopak Re: życie po zdradach 03.04.16, 00:05
                Był taki czas dawno temu gdy sprawdzałam i kontrolowałam. Rozmowy nic nie dawały, nie wiedziałam co robić. Dowiedzialam się tyle, że jego potrzeby pod względem seksualnym nie są ani jakieś nietypowe, ani nadmierne. Całkiem możliwe że na samym początku był nastawiony na realizowanie ich tylko ze mną. Tylko że nie otrzymując żadnego zainteresowania, nie potrafiłam mu tego wszystkiego dać.
                • aqua48 Re: życie po zdradach 03.04.16, 15:54
                  paknaopak napisał(a):

                  > Tylko że nie nie potrafiłam mu tego wszystkiego dać.

                  A co on dał Tobie? Co POTRAFIŁ CI dać? Zamiast obwiniać się bez sensu o rozstanie do którego przyczyniliście się oboje postaraj się ułożyć sobie życie na nowo samodzielnie. Masz za sobą przykre doświadczenie, ale powinnaś teraz pobyć jakiś czas sama, aby z niego wyciągnąć nauczkę. Czego się spodziewać od mężczyzny, z czego możesz zrezygnować, a co jest dla Ciebie absolutnie niezbędne. A poza tym co sama jesteś w stanie zrobić i jak w związek inwestować, co poświęcić ze swej strony, co ofiarować.
          • heniek.8 Re: życie po zdradach 02.04.16, 22:39
            ten tryb rozkazujący w twoich postach zawsze mnie bawi
            mniej zabawne jest to że niektórzy mogą traktować poważnie to co piszesz
    • enith Re: życie po zdradach 03.04.16, 05:31
      Zawsze fascynowało mnie, że najbardziej pyszczą o zdrady współmałżonka ci, którzy sami zdradzili. Z chwilą, gdy twoja zdrada wyszła na jaw, twój mąż miał szansę ujawnić swoją i zaproponować walkę o małżeństwo. TO był właściwy czas. Zamiast tego byłaś miesiącami przez niego gnojona, choć on sam miał na koncie zdradę, może nawet więcej, niż jedną.
      Prawda jest taka, że szanse na stworzenie udanego związku z kimś takim miałaś od samego początku zerowe. Od samego początku skazana byłaś na porażkę. Niezależnie od tego, co zrobiłaś, a czego nie zrobiłaś, wynik był z góry określony. Dobrze więc, że myślisz o odejściu, że wzmacniasz się terapią do podjęcia tej najważniejszej decyzji. Raz już odeszłaś, więc wiesz, że jesteś do tego zdolna i że dasz sobie radę. Trzymam za ciebie kciuki.
      • salsa.lover Re: życie po zdradach 04.04.16, 15:06
        enith napisała:

        > Zawsze fascynowało mnie, że najbardziej pyszczą o zdrady współmałżonka ci, któr
        > zy sami zdradzili. Z chwilą, gdy twoja zdrada wyszła na jaw, twój mąż miał szan
        > sę ujawnić swoją i zaproponować walkę o małżeństwo. TO był właściwy czas. Zamia
        > st tego byłaś miesiącami przez niego gnojona, choć on sam miał na koncie zdradę
        > , może nawet więcej, niż jedną.


        Dokładnie! To w sumie najbardziej mnie wściekło w tym całym przygnębiającym poście.

        Zastanawiam się o co chodziło Twojemu mężowi, kiedy do Ciebie przyjeżdżał i nakłaniał do powrotu? Czy o to w jakiś sensowny sposób wyjaśnił? I jak to się ma do tego, że po dwóch tygodniach znów wróciliście w to samo miejsce? Czy wyraziłaś swoje niezadowolenie, że przecież "nie tak miało być"?

        Zastanawiam się co tak naprawdę jeszcze Cię tam trzyma? Ok, mieszkanie (a raczej kredyt) jest wspólny, ale przecież w takiej sytuacji mieszkanie się sprzedaje, każdy bierze swoją części i idze swoją droga. Jeśli już coś z tego kredytu spłaciliście to przecież może nawet miałabyś trochę kasy na nowy start.

        Wiem, że do decyzji czasem trzeba po prostu dojrzeć, nawet jeśli od dawna się wie co należy zrobić. Z Twojego postu odnoszę wrażenie, że Ty ciągle jeszcze masz na coś nadzieję (w związku z mężem).
        I to moim zdaniem jest najgorsza tortura jaką sobie fundujesz, mieszkasz z nim, na tych zgliszczach Waszego życia, patrzysz na niego codziennie. Myślę, że już samo wyjście z tej toksycznej atmosfery bardzo by Ci pomogło.
        • molly_wither Re: życie po zdradach 06.04.16, 18:43
          Od kryptogeja ciezko odejsc.
        • paknaopak Re: życie po zdradach 03.05.16, 13:26
          Zastanawiałam się nad tym, co pisałaś.
          Wydaje mi się, że mój mąż nie jest dwulicowy, raczej naiwnie słucha swoich emocji. Nie wiem jak to inaczej określić. Tęsknił za mną, było mu też mnie żal, że ciężko i finansowo, czuł się samotny, dlatego namawiał do powrotu.
          Jak wróciłam to poczuł się znów w miarę bezpiecznie i na powrót przeważyły jego nałogi, chęć odreagowania na mnie, nie wiem co jeszcze.
          Oczywiście że mówiłam co czuję, co myślę, pytałam co się stało, co się tak nagle zmieniło.
          Jedyne co potrafił mi powiedzieć to: nie wiem, po prostu tego nie czuję, bo tak.

          Gdy próbuję jakoś konstruktywnie pogadać o tym, co dalej, to słyszę: rób co chcesz, mogę ci dać kasę, mogę się wyprowadzić, cokolwiek, ty decyduj bo mi sie narazie nie spieszy.

          Gdy mówię: ok to się wyprowadź, stwierdza że narazie mu się nie chce, a poza tym nie stać mnie na samodzielne utrzymanie się.

          Przez tą kase czuję się jak jakaś niedojda życiowa. Pracuję, utrzymuję się, ale to ciągle jest niepewna umowa zlecenie, nieterminowe wypłaty, co chwilę musze od męża pożyczać kasę na opłaty itd.

          Na codzień staram się żyć pracą, nowymi ludźmi, ale tak, to mnie męczy, torturuje jak napisałaś. Tylko nawet nie pozwalam sobie nazwać, że to tortura. Tyle rzeczy znosiłam, więc teraz nie jest jakoś najgorzej. Mam święty spokój, złudne poczucie bezpieczeństwa, lokatora do którego mogę się raz w tygdniu odezwać.
          Do dupy.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: życie po zdradach 07.04.16, 01:26
      Mnie zastanowiło, że Pani decyzje wynikają z zachowań męża, są na nie odpowiedziami i są im podporządkowane.
      "Ale ja tylko prosiłam, podejmowałam nieudone próby stania się najważniejszą dla swojego męża"
      "Teksty, że jestem śmieciem, nikim, że nie mam za grosz honoru skoro jeszcze z nim siedzę. W końcu zabrałam się i wyprowadziłam ze wspólnego mieszkania."
      "Trochę to było za szybko dla mnie, ale jego nagła zmiana + fakt że mieszkanie jest też moje, postanowiłam wrócić."
      "W Boże Narodzenie jeszcze się nabrałam na to że to coś znaczy dla niego, teraz już wiem że nie.
      Wiem, że to jeszcze nie czas dla mnie na podjęcie decyzji."
      To kilka takich próbek z Pani wpisu.
      Wcześniej zdrada za zdrady i emocjonalną obojętność męża.
      Nie ma w tym autonomii i Pani decyzyjności. Są tylko odpowiedzi na zachowania męża. Przypuszczam, że taka sytuacja wpływa także na męża. Nie do końca autonomiczna , ale jednak zdecydowana Pani wyprowadzka , zainteresowała męża i wyrwała go z letargu. Nie polecam takiego stylu relacji, ale to pokazuje, że naturalna odrębność budzi zainteresowanie. Ta odrębność ma przydać się Pani, więc warto o nią zadbać. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • paknaopak Re: życie po zdradach 03.05.16, 13:17
        Dziękuję za wszystkie wpisy i wpis Pani Agnieszki. Potrzebowałam trochę czasu, żeby to przetrawić.
        Tak rzeczywiście było/jest że nie umiem samodzielnie działać, nie wiem że mogę mieć własne zdanie i własne widzi mi się. Dopiero się tego uczę, bardzo powoli.
        Często czuję się jak w pułapce, bo wiem już że chciałabym czego innego, ale wydaje mi się że nie mam żadnej mocy sprawczej. Tkwię w układzie którego nie mogę znieść, w małopłatnej pracy w której się nie rozwijam. I nie widzę wyjścia.
        • torado Re: życie po zdradach 03.05.16, 13:57
          Praca nad poczuciem własnej wartości może okazać się rozwiązaniem, które pozwoli Ci dostrzec rozwiązania Twojej sytuacji. I rozwiąże też, choć nie od razu problem z nieumiejętnością bycia niezależnym, autonomicznym. Zobacz jaka jesteś, jakie masz mocne strony, zacznij je doceniać, a na początek bądź pobłażliwa dla tego czego w sobie nie lubisz. Z czasem, kiedy poczujesz moc w sobie i oparcie, jakie sobie dajesz będziesz bardziej gotowa zmierzyć się z tym, czego w sobie nie lubisz. Na razie to może podciąć Ci skrzydła. Stań się swoją najlepszą przyjaciółką, która z życzliwością patrzy na siebie, kiedy trzeba skrytykuje, ale nie po to by dowalić, ale po to by coś w sobie poprawić, ale i wesprze gdy trzeba. Ja tak robię i dużo fajniej mi się żyje, nie daję się krzywdzić innym, obrażać mnie, potrafię wyrazić w działaniu mój sprzeciw wobec tego itd...Trzymam kciuki. A pracę, jeśli tylko bardzo chcesz też kiedyś zmienisz na taką, która będzie Ci przynosiła satysfakcję, tylko stopniowo, nie wszystko na raz, bo ten nadmiar zadań może przytłoczyć. :-)
          • paknaopak Re: życie po zdradach 03.05.16, 21:18
            Praca nad poczuciem własnej wartości - czasem mam wrażenie że wiele lat tak będę pracować, zanim będę zdolna do jakiegoś normalnego funkcjonowania. Z jednej strony widzę jakie postępy zrobiłam przez rok, a z drugiej jeszcze tyle do poukładania przede mną.
            I ten brak samodzielności to jedna z rzeczy, która bardziej mnie wkurza. Nie cierpię sytuacji w której jestem, tej zależności finansowej od męża, w ogóle układu w jakim jesteśmy. A jednocześnie częściowo dzięki tej zależności mogę spokojnie stawać na nogi, chodzić na terapię itd.
            • torado Re: życie po zdradach 07.05.16, 15:22
              Ale super, że pracujesz nad sobą, nad poczuciem swojej wartości. Nie idzie to tak szybko, skoro latami poczucie Twojej wartości leżało odłogiem. Cenne jest to, że zaczęłaś pracę nad sobą. A zależność finansowa od męża, a może możesz poszukać wsparcia finansowego w kimś innym...może to by jakoś Cię mniej wkurzało.
              • fusun1804 Re: życie po zdradach 07.05.16, 18:12
                A masz w kimkolwiek oparcie ? W rodzinie ? Masz przyjaciół, bliskich ludzi ?
                • paknaopak Re: życie po zdradach 08.05.16, 16:20
                  Właściwie to średnio. W mojej rodzinie nikt nikomu nie daje oparcia, można się oczywiście wygadać od czasu do czasu, ale niezależnie od tego czy problem jest emocjonalny, czy bardziej praktyczny, materialny, zawsze odpowiedzią jest: no jakoś musisz sobie z tym sama poradzić.

                  Z racji tego, że przez ostatnie lata żyłam właściwie odcięta od ludzi, nie mam też przyjaciół. Parę całkiem świeżych relacji z ostatniego roku, ale to raczej koleżeństwo z potencjałem. A ja się otwieram bardzo powoli, ostrożnie i niechętnie.
Pełna wersja