Toksyczni rodzice po raz n-ty...

04.04.16, 16:00
Mam 30 lat i wciaz nie umiem poradzic sobie z charakterem mojej mamy. Ona jest osoba nie znoszaca krytyki, wszystko musi byc tak jak ona chce i uwaza. Od zawsze rzadzila calym domem, wszyscy byli jej podporzadkowani.
Nigdy nie pasowal jej zaden z moich partnerow (czy tez chlopakow), zawsze probowala mi swoimi cynicznym i kasliwymi uwagami udowodnic moje zle wybory. Ciagle wysluchiwanie tekstow w stylu: co on sie tak ubral jak na bazar? Widze ze swietnie mu idzie kariera (po zwolnieniu z pracy). On zawsze tak wolno wszystko robi? No widze, ze swietnego organizatora sobie wybralas (jak cos tam mu nie wyszlo), ale tez i bardziej dosadnych, nawet do stwierdzenia, ze przeciez od razu bylo widac ze ja mu sie nigdy nie podobalam (po zerwaniu, gdzie jak mozna sie domyslac, humor mialam sredni, takie pocieszenie od mamy).
Ja probowalam "udoskonalac" moich wybrankow, zeby przypodobali sie mamie, denerwowalam sie na nich (z awanturami wlacznie) gdy robili lub mowili cos, co sie jej nie podobalo (wiedizalam, ze zostanie mi to wypomniane przez mame, wiec szlag mnie trafial gdy robili cos nie po jej mysli).
Od ponad roku jestem z mezczyzna, z ktorym zamierzam spedzic reszte zycia. Przed swietami zdenerwowalam sie na niego, bo okazalo sie, ze nie jada (nie wezmie do ust, po prostu nie toleruje) czegos co moja mama zawsze przyrzadza na swieta. Nagle dotarlo do mnie, ze mi jest kompletnie obojetne czy jada to czy nie i ze moja zlosc wynika tylko i wylacznie z tego co uslysze od mamy na swieta. Wyluzowalam, powiedzialam sobie ze nigdy wiecej ona nie bedzie wplywac na moje relacje z moim mezczyzna.
Koniec koncow dowiedzialam sie, ze moj chlopak jest bezczelny i niewychowany (bo przyrzadzilismy dla niego osobne danie, informujac ja o tym tydzien przed wizyta!) i ze zyczy mi "powodzenia" w zyciu z nim. Po czym wlasciwie traktowala go jak powietrze az do naszego wyjazdu. Bylo mi strasznie przykro (co mieszalo sie w sumie z totalnym wk^&wem), mialam ochote opuscic mieszkanie rodzicow w tym momencie, ale pomyslalam, ze moze to za duza reakcja. Zagryzlam zeby i wytrzymalam do konca wizyty.
Szczerze mowiac mam juz dosc, chce skupic sie na mojej nowej rodzinie, a nie probowac spelnic jakies wybujale fantazje matki. Zupelnie nie wiem jak sie zachowac, jesli zaczne znow z nia normalnie rozmawiac, ona bedzie ignorowac fakt istnienia mojego partnera, badz bedzie mi udowadniac na kazdym kroku swoimi kasliwymi uwagami jaki on jest beznadziejny. Moge tez odciac sie od rodziny na jakis czas, pokazac im (a raczej mamie), ze tym razem nie dam sobie go oczerniac.
Prosze pomozcie jak sie zachowac, jak sie postawic osobie nie przyjmujacej do wiadomosci, ze ktos moze miec inne zdanie? Czy ja mam racje czy moze jednak milosc przycmila mi logiczne rozumowanie?
    • mamrot3 Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 04.04.16, 16:06
      Jak sądzisz, jaki interes ma Twoja Mama w torpedowaniu Twoich związków? O co jej tak naprawdę chodzi?
      • beenthere Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 04.04.16, 16:20
        Mysle, ze jako osoba egoistyczna, chce zachowac sobie mnie dla siebie.
        Tyle, ze mieszkam bardzo daleko od rodzicow, a do tego zachowujac sie jak sie zachowala, zniecheca mnie do kolejnych wizy...
        Co ciekawe, gdy bylam sama uslyszalam od niej pare razy, ze samotnie bedzie mi ciezko w zyciu i powinnam sobie kogos znalezc. Kiedys nawet obrazila sie na mnie gdy poklocilismy sie z chlopakiem (nie miala pojecia o co poszlo, powiedzialam jej, ze dalismy sobie spokoj na razie).
        Troche to wszystko niespojne:/
        • mamrot3 Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 04.04.16, 16:53
          Wyglądałoby na to, że albo Mama chce posiłkować się Twoim życiem, albo oczekuje, że Twój mężczyzna spełni jej wygórowane kryteria.
    • verdana Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 04.04.16, 16:32
      Pytanie za 100 punktów - po co jedziesz z facetem, którego matka na pewno skrytykuje na świeta do rodziny? Pora powiedzieć "Kochana mamo, jak przyjechałam z Pawłem, to był dla Ciebie źle ubrany, jak z Jaśkiem, to wypominałaś mu stratę pracy, jak z Wojtkiem to obraziłaś sie, bo nie jadł pierogów. Mam dość. Chcę spędzić święta w spokoju i bez docinków. Więc przyjadę na dwa dni w styczniu, a swieta spędzę z moim narzeczonym u siebie. Do widzenia.
    • alpepe Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 04.04.16, 17:26
      Piszę to po raz chyba setny, choć nie do Ciebie. Nie potrzebujesz matki. Jesteś dorosła i nie jesteś od niej zależna. Możesz kształtować wasze kontakty na swoich warunkach.
      Trzeba było opuścić mieszkanie z chłopakiem po wygarnięciu matce, że takie ignorowanie przez nią twojego mężczyzny również szczytem dobrego wychowania nie jest.
    • heniek.8 Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 04.04.16, 18:56
      dobrze że sama na to wpadłaś bo np. moja była żona pląsała w rytm jakiejś dziwnej melodii z ich domu i chyba do dzisiaj nie czai co się tam odp...rawia :)

      zmienianie gościa nie ma sensu bo jeżeli się zmieni to zaraz straci twój szacunek

      jak dla mnie dla osoby w wieku 30 lat matka to ktoś do kogo wykonuje się telefon raz na jakiś czas z pytaniem co słychać i ze statusem równy z równym.
      nawet o radę nie za bardzo jest się o co pytać bo na czym się zna lepiej? na życiu? na inwestowaniu? na podróżach?
      jeżeli nie możesz się doprosić szacunku dla swoich wyborów to rób jak radzi verdana
    • enith Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 04.04.16, 18:57
      > Moge tez odciac sie od rodziny na jakis czas, pokazac im (a raczej mamie), ze tym razem nie dam sobie go oczerniac...

      Bardzo dobry pomysł, choć dla osoby od dziecka tresowanej przez matkę zapewne trudne do zrealizowania. Masz czas pojechać sama do rodziców i rozmówić się z matką? Bo tak byłoby najlepiej. Matka powinna wysłuchać, co masz jej do powiedzenia, powinna wiedzieć, dlaczego zawieszasz kontakty. Niech wie, że jej zachowanie wobec ciebie i twojego partnera uważacie nie do zaakceptowania i tym samym do czasu, aż je przemyśli i zweryfikuje, nie będziecie się widywać. Po czym masz wrócić do siebie i narzeczonego i skupić na swojej nowej rodzinie. Tak, istnieje ryzyko, że twoja matka, osoba wysoce egocentryczna, NIGDY nie odnowi z tobą kontaktu, bo to oznaczałoby przyznanie się, że źle się zachowywała wobec ciebie i wszystkich twoich dotychczasowych partnerów. A wiemy, jak to z takimi osobami bywa. Jednak moje i kilku innych osób doświadczenie pokazuje, że czasowa separacja zazwyczaj działa, z tym, że bardzo ważna jest konsekwencja. Rodzic znowu zaczyna swoje? To separujemy się po raz kolejny. U mnie wystarczył jeden taki cykl i od 14-stu lat mamy z mężem spokój.
    • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 04.04.16, 20:55
      beenthere napisała:

      > Szczerze mowiac mam juz dosc, chce skupic sie na mojej nowej rodzinie, a nie probowac
      > spelnic jakies wybujale fantazje matki.

      I tak właśnie zrób.

      > Czy ja mam racje czy moze jednak milosc przycmila mi logiczne rozumowanie?

      To przeczytaj jeszcze raz, co napisałaś o tym, jak Twoja matka odnosi się do Ciebie i Twojego faceta - jeśli masz wątpliwości, kto ma rację :)

      Tak się składa, że mam niemal identyczną matkę, choć chyba nieco "łagodniejszą w obejściu". Za to 10 lat do tyłu w stosunku do Ciebie.
      Dziewczyny już Ci dobrze poradziły, co najlepiej zrobić - verdana i enith dały Ci dobre i konkretne rady. Co do rady enith mam tylko jedną uwagę - to zawieszenie kontaktów może pomóc w relacji z mamą, ale nie musi. Jednak na pewno pomoże Twojej relacji z partnerem. Więc zwyczajnie się zastanów - czy wolisz wciąż starać się naprostować kontakty z mamą (i czy faktycznie sądzisz, że to jest możliwe), czy może zależy Ci bardziej na dobrym, szczęśliwym związku. Połóż sobie jedno i drugie na szali i zważ, co jest dla Ciebie ważniejsze.

      I przyznam, że Ci zazdroszczę :). W o wiele młodszym niż ja wieku już na starcie wiesz i czujesz rzeczy, do których ja mozolnie musiałam dojść przez lata :). Gratuluję. I trzymam kciuki.
    • koronka2012 Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 04.04.16, 21:03
      Bez urazy, ale czy ty masz naprawdę 30 lat, bo opis kojarzy mi się raczej z 13-latką? dorosła kobieta powinna już wiedzieć, że nie wolno żyć pod cudze dyktando. Masz toksyczną matkę - PO CO więc dajesz jej pole do popisu, informując o sprawach swoich facetów? dlaczego wie, że stracił pracę, że coś mu nie wyszło?

      PO CO wleczesz go ze sobą na koszmarne święta? dlaczego wyjście z domu po popisie chamstwa w stosunku do mężczyzny swojego życia uważasz za przesadzoną reakcję?
      Idź na terapię, zanim matka zniszczy ci życie do reszty, i póki twój ukochany ma jeszcze do ciebie i twojej rodziny cierpliwość. Chyba nadal mu mocno zależy, bo normalny człowiek wyszedłby po pierwszym posiłku.

      Z ciekawości - co na to wszystko twój partner? ojciec (piszesz o rodzinie, więc zakładam że jest więcej osób).
    • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 04.04.16, 23:29
      Nie opisujesz szczegółów telefonu do matki, rozmowy, jej reakcji, podania do stołu, etc. Ale tak ogólnie pojechanie do kogoś z jedzeniem "bo się nie je" jest jak najbardziej brakiem kultury. Można coś przynieść po jakimś uzgodnieniu z gospodarzami, zgraniem menu. Jako dodatek zresztą, a nie zastępstwo przygotowanego dania. Nie wydaje się, żeby to było jedyne danie, jakie rodzice mieli na stole. Dorosły facet to nie roczniak, jak mu coś nie będzie pasowało, to nie nałoży sobie, kulturalnie zmieni temat, powie, że zjadl już 3 porcje sałatki, i przeprasza, ale nie. Wg mnie słusznie matka może uważać, że Twój facet jest niewychowany, nie wiem, jak Ty - jesteś córką, to Twój dom rodzinny, to też są to inne standardy. Ciekawe jak byś się poczuła, jeśli matka powie, że na wesele weźmie swój rosół, a wcześniej jak np. zaproszą ją rodzice Twojego partnera pójdzie ze swoim drugim daniem - wcześniej pytając Twojego partnera, co przyrządza standardowo jego matka i zapowie, że ona przyniesie coś innego. No nie wiem, czy czujesz...:) Heniek ostatnio uważał za normę, jak w restauracji odsuwa się od siebie talerz, to co do jego standardów mam jasność;) Trochę jestem zdziwiona, że dorosły facet umie się tak zachować na Świętach u rodzicówh dziewczyny. Dziwię się, że Ty w to weszłaś, zamiast zostawić sprawę swojemu biegowi i zobaczyć, jak on sam z siebie się zachowa. Może to Twoja inicjatywa i Ty go w takie niekulturalne zachowanie wmanewrowałaś?

      Co do wcześniejszych chłopaków... Myślę, że często rodzina i znajomi komentują różnych wybranków, a karawana idzie dalej. Albo są to celne uwagi i się je bierze pod uwagę. Tak było jak świat stary. Byle komentarze nie były kierowane do tych wybranków wprost;)
      • heniek.8 Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 06:22
        moim zdaniem dobrze byboby paris gdybyś przyjrzała się własnym reakcjom na to że ludziom coś odpowiada a coś innego nie (na początek kwestie kulinarne).
        mają teraz ludzie różne dziwactwa - ten ma dietę pudełkową, inny bezglutenową, inny wegetariańską

        no i co zadzwoni taki zaproszony gość że przywiezie swoje pudełko i dziękuje za obiad, to jak z tym sobie poradzisz? walniesz mu tyradę o wychowaniu na 20 linijek? czy wzruszysz ramionami i powiesz "skoro tak sobie życzysz"
        istotą pobytu tego gostka w twoim domu ( a tym bardziej jeżeli jesteś jego teściową in spe) nie jest najeść się tym co akurat umiesz gotować.

        także tego, zgłaszam to na policję narcyzową.
      • audrey2 Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 07:39
        ale co to właściwie znaczy "kulturalne- niekulturalne"? Moim zdaniem można nie jest pewnych rzeczy, nigdy, bo nie. I ten argument mi wystarcza. Nie karmiłabym nikogo czymś, co on nie toleruje, sama też bym nie jadła. Zastanawia mnie tylko, czym było to cos niejadalnego, bo na Święta jedzenia jest mnóstwo, można wybierać. A jednak ta jedna rzecz stała się dla matki i autorki wątku czymś bardzo ważny i symbolicznym.
        • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 09:31
          Oczywiście, że pewne zasady sa płynne. Ale ostentacyjne robienie własnego zastępczego jedzenia, jak pewnie sa inne potrawy, "dla siebie" w sytuacji rzadkich odwiedzin na Święta, w Polskiej kulturze (a pewnie i innych) nie zalicza się do kulturalnych zachowań. I tu się jak najbardziej z matką Autorki zgadzam. Nie wiem, na czym polegało ignorowanie gościa, to jest inna sprawa. Z tego co rozumiem o braku kultury to był komentarz przeznaczony tylko dla uszu córki. Tak samo bym zrobiła, jakby dziecka partner z nim zachował, bo raczej rodzice starają się, żeby dzieci umiały się w gościach zachować. Nie chce to nie je, to jedno, asertywność i otwartość to nie kultura, to trochę inne pojęcia.
          Jakby ktoś powiedział, że ma dietę pudełkową, wege, inną, to spoko, niech nie je. Ale liczy się jeszcze forma tego info i konkretne działania etc. Jeśli ktoś ze względów zdrowotnych czegoś unika, to łatwiej to obronić, niż "nie lubię, wezmę swoje", i to w Święta, jak pewnie są ze dwa dania, przystawki, etc. Dlatego i tak nie piszę stanowczo, i zaznaczyłam, że Autorka mało danych podała, ale generalnie bardzo się matki czepia. Nawet o komentarz o chłopaku, który ją zostawił. Może faktycznie z boku więcej widać.
          • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 09:59
            paris-texas-warsaw napisała:

            > Nie wiem, na czym polegało ignorowanie gościa, to jest inna sprawa. Z tego co rozumiem o
            > braku kultury to był komentarz przeznaczony tylko dla uszu córki.

            I co z tego, że był przeznaczony tylko dla córki? Może dlatego był przeznaczony tylko dla niej, bo "takiego chama" mamusia nie raczy obdarzać swoimi wypowiedziami?

            Widzisz Paris - to jest dokładnie to, co mam (miałam) w moim domu. Moja matka także w którymś momencie zaczęła traktować mojego faceta jak powietrze, choć może w sumie nawet gorzej - bo nie byłoby mowy, żeby usiadła przy nim przy stole, skoro uciekała na koniec domu tylko po to, żeby mu nie powiedzieć "dzień dobry", kiedy po mnie przyjeżdżał (a dobrze pamiętam, jak tu pisałam, że co jak co, ale zachować się przyzwoicie, choć chłodno, umiałaby :D). I tylko ja słyszałam epitety i obelgi na jego temat. Czy w takim razie to jest jakoś "lepiej"????
          • beenthere Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 10:16
            Paris, spedzalismy u rodzicow pare dni, nie przyszlismy tylko na obiad! Dlatego wczesniej uzgodnilam (tak mi sie przynajmniej wydawalo) z nia, ze tego akurat dania on nie zje (i koniec, nie ma dyskusji), wiec przywieziemy ze soba cos co je zastapi. Mielismy zamiar sami je ugotowac i podac razem z daniem mojej mamy. Czy to rzeczywiscie chamstwo? Bo gdy moja mama przyjezdala do mnie z wizyta, to nie wmuszalam w nia tego co ja jem, tylko robilam zakupy specjalnie pod nia. Mi wydaje sie normalna proba podpasowania pod goscia, a nie pod siebie, skoro zapraszam pod swoj dach (czyli niejako jestesmy zdani na laske i nielaske gospodarza)
          • jatojagodnik Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 07.04.16, 15:48
            Moja była teściowa nie jadała grzybów. A ja na święta zawsze robiłam paszteciki do barszczu z grzybami suszonymi - wg mnie pyszne, luksusowe i super świateczne. Czy powinnam strzelać focha gdy teściowa na pierwsza wspólną wigilie przywiozła swoje pierogi z kapusta kiszoną i tylko je chciała jeść z barszczem? Tak mi sie jakoś zwizualizowało, że to o podobny konflikt przy stole światecznym chodzi autorce...
            • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 07.04.16, 16:03
              "Czy powinnam..."

              Jesli to pytanie do mnie, to ja odpowiem, że "czy powinnam", to specyficzne pytanie i na takie nie udzielam odpowiedzi. Nie wiem, o jakiej powinności mowa. Ale jak chcesz, to jak opiszesz sprawę bardziej szczegółowo, np. czy teściowa przywiozła sobie tylko pasztecik, czy wybrzydzała na Twoje paszteciki, w jaki sposób znalazły się na Twoim stole etc. etc. etc. to może się uda odpowiedzieć, czy w polskiej kulturze uzna się to za zachowanie mieszczące się w circa about standardach sv.

              Dodam jeszcze do kwestii głównego wątku - wg mnie samo wypytywanie gościa/wpływanie na manu przyjęcia jest jakiegoś rodzaju "brakiem kultury". To wymaga dużego wyczucia. Tutaj się to odbywało niejako przez córkę znającą realia od podszewki, a chłopak był pewnego rodzaju chyba statystą (w ogóle chyba mało któremu facetowi przyszłoby do głowy zastanawiać się specjalnie co podadzą na stół i to rozpatrywać na 10 sposobów...), to ten wątek pominąć można.
              • anoraak Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 07.04.16, 22:12
                taka sztywność myślenia w zakresie tak zwanej kultury przy stole.....jest przerażająca.
                współczuję....wypytywanie/ wpływanie na menu jest brakiem kultury ? w jakim dziwnym świecie żyjesz ?
                • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 07.04.16, 22:34
                  Nie przyszło mi do głowy, że brak oczekiwania, że ktoś będzie ze mną ustalał robione w domu potrawy i ich składniki, a ja będę je zatwierdzać i wprowadzać korekty, ewentualnie przynosić swój catering:))), to "sztywność myślenia":) Zresztą wiele osób lubi czymś zaskoczyć na stole, o ile to nie biwak:) A Ty przed spotkaniem się kontaktujesz i mówisz, co ma być u kogoś na stole, bo czegoś nie lubisz, nie tolerujesz, masz specjalne oczekiwania?????
                  • heniek.8 Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 07.04.16, 22:55
                    też mi się coś zdaje że się zapędziłaś i pomieszałaś etykietę na dworze króla Andaluzji z normalnąrozmową z matką o menu w święta, gdzie można zapytać co będzie, i zaproponować że się coś własnego przyniesie, i poprosić żeby ona coś specjalnego zrobiła.

                    ciekawy jestem czy będziesz dalej w to brnąć :)
                    • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 07.04.16, 23:05
                      Będę. Pomijam najbliższe osoby, które mnie by i tak mogły spytać, co robić, albo coś składkowego. Nigdy nie oczekiwałam, że ktoś będzie w domu robił potrawę "pode mnie" i nie przyszłoby mi do głowy zgłaszać takich chęci. A już na pewno nie u przyszłej teściowej widzianej 1 czy 2 raz w życiu:) I dlatego może przeszłyśmy szczęśliwie ten etap i jesteśmy na innym, gdzie na stole jest więcej niż wyliczona gramatura, jak to spotkało chłopaka Autorki wątku:) Was to naprawdę dziwi??? Antropologia kultury to cudowna nauka;)
                      • heniek.8 Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 07:08
                        paris-texas-warsaw napisała:

                        > Was to naprawdę dziwi???

                        mnie to nie dziwi, wiem że jak człowiek coś napisze w necie, to potem czuje się zobowiązany bronić swojego stanowiska, przecież stąd są te długie wątki o niczym
                        • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 08:10
                          Ja po prostu pomyślałam, że ktoś może chcieć wejść w dobre stosunki z teściową z być może odmiennej narodowości/kultury, co generalnie (wg mnie) pomaga w małżeństwie zazwyczaj. Ale to nie jest priorytet dla wszystkich, może ktoś woli teściową warunkować awersyjnie od pierwszego spotkania i mieć spokój z kontaktami z rodziną partnera. Też wybór:)
                          • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 09:20
                            paris-texas-warsaw napisała:

                            > Ja po prostu pomyślałam, że ktoś może chcieć wejść w dobre stosunki z teściową

                            Ale to córka ustalała z matką, a nie zięć z teściową! Niewykluczone, że zięć wcale nie wyszedł z takim pomysłem, ale to już jest akurat kwestia na inne rozważania.

                            Paris, w większości domów relacje dzieci z rodzicami są mniej sztywne i kurtuazyjne niż przewiduje to savoir-vivre. Z góry przepraszam, jeśli posuwam się za daleko, ale nie jest też tajemnicą, że Twoje relacje z matką nie są doskonałe, więc możesz mieć nieco inny obraz tego, jak te kontakty "okołoobiadowe" z reguły wyglądają :(
                            • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 09:39
                              Za to mam świetne z teściową (ostatnio miałam zrobione np. moje ulubione placki z jabłkami, sobie film oglądałam, więc jednak zostanę przy wierze w skuteczność swoich działań i kształtowanie kontaktów:)), a mój mąż poprawne z moja mamą, choć za jej jedzeniem nie przepadał nigdy, ale nie przyszło mu do głowy krytykować face to face, o tym akurat ja wiem.

                              Pewnie, że to ustalała córka. Ale gdybym ja wiedziała, że coś robi matka mojego chłopaka od lat i to jest dla mnie niezjadliwe i chłopak by miał pomysł to zmieniać, to bym go przystopowała w tych działaniach, a na pewno w domu obcej osoby nie gotowała "zamienników" w święta. Raczej bym pomyślała, jakie niespotykane frykasy/prezent przywieźć z mojego kraju pochodzenia/pobytu, jak bym była zaproszona do obcego kraju na święta. Jestem ciekawa, czy np. ten chłopak pomyślał o jakimś prezencie dla gospodarzy, jak pojechał do nich z kilkudniową wizytą.
                              • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 09:55
                                paris-texas-warsaw napisała:

                                > Za to mam świetne z teściową (ostatnio miałam zrobione np. moje ulubione placki
                                > z jabłkami, sobie film oglądałam, więc jednak zostanę przy wierze w skuteczność
                                > swoich działań i kształtowanie kontaktów:)), a mój mąż poprawne z moja mamą,

                                Super, jednak to wciąż cokolwiek innego niż relacje rodziców z dziećmi. O tym właśnie piszę.
                                Nie kwestionuję skuteczności i poprawności TWOICH działań w TWOJEJ sytuacji, przyznasz jednak, że niekoniecznie są typowe i kształtowanie relacji synowa-teściowa nie za bardzo da się wprost przenieść na kształtowanie relacji matka-córka.
                                • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 10:01
                                  Ola, ale TY nie rozumiesz, że problem zgłoszonym przez Autorkę było, że to jej chłopak jest niekulturalny, nie ona. Do tego się odnoszę. Jakby córka sobie zrobiła zamiennik w ogóle by mnie to nie zdziwiło, jest córką od 30 lat i od dzieciństwa komunikowała w najróżniejsze sposoby swoje preferencje jedzeniowe. Chłopak jest dla matki osoba z zewnątrz, nie znaną. Gości go w domu, a on przekazuje, że czegoś nie weźmie do ust (poprzez córkę - to jest tez rodzaj dziecinady imho).
                                  • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 10:06
                                    To naprawdę ostatni wpis;) Ola, ja np. generalnie jem wszystko, może kilku potraw u teściowej nie jem. I po latach znajomości ona to doskonale wie, bo to widzi. Ale nie oznacza to, że mówię "tego nie wezmę do ust", tylko "dziękuję, nałożę sobie akurat to". Taki rodzaj kurtuazji i tzw. kontekst kulturowy:)
                                  • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 10:11
                                    paris-texas-warsaw napisała:

                                    > Ola, ale TY nie rozumiesz, że problem zgłoszonym przez Autorkę było, że to jej
                                    > chłopak jest niekulturalny, nie ona.

                                    Problemem było to, że matka tak go nazwała wykorzystując kwestie jedzenia. Moim zdaniem jedzenie było tylko pretekstem, jakby go nie było, to znalazłby się inny, równie "dobry".
                                    • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 10:16
                                      Ola, nie prowokuj;) Stosujesz "czytanie w myślach", nie wiesz, co by było. To cecha "rodziny uwikłanej", jak się z Beenthere zgodziłyście na początku watku:)
                                      • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 10:23
                                        paris-texas-warsaw napisała:

                                        > Ola, nie prowokuj;) Stosujesz "czytanie w myślach", nie wiesz, co by było.

                                        Niezupełnie - beenthere podała wystarczająco dużo przykładów z wcześniejszego życia i jej związków, i matki komentarzy do nich, żeby móc się spodziewać właśnie tego.
                                        No chyba, że do każdej sytuacji podchodzimy jak do "białej karty" - ale w takim razie po co komu doświadczenie? Po co nauka, także ta na błędach?
                                        • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 10:34
                                          Matka komentowała rzeczywistość. Beenthere nie pisała nigdzie, że oceny matki nie miały potwierdzenia w rzeczywistości. Komentowanie - zwykła ludzka aktywność. Do tego matka komentowała poza obiektami komentarzy. Ty tez boisz się komentarzy na temat Twoich znajomych/partnerów? Cenzurujesz rodzinę/przyjaciólki/kolegów?
                                          • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 10:37
                                            paris-texas-warsaw napisała:

                                            > Matka komentowała rzeczywistość. Beenthere nie pisała nigdzie, że oceny matki nie miały
                                            > potwierdzenia w rzeczywistości.

                                            co on sie tak ubral jak na bazar? Widze ze swietnie mu idzie kariera (po zwolnieniu z pracy). On zawsze tak wolno wszystko robi? No widze, ze swietnego organizatora sobie wybralas (jak cos tam mu nie wyszlo), ale tez i bardziej dosadnych, nawet do stwierdzenia, ze przeciez od razu bylo widac ze ja mu sie nigdy nie podobalam (po zerwaniu, gdzie jak mozna sie domyslac, humor mialam sredni, takie pocieszenie od mamy).

                                            Oczywiście, że można to nazywać "komentowaniem rzeczywistości", czemu nie...:)
                                            • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 11:02
                                              Może wyglądał tandetnie, a matka jest estetką? Może nie umiał utrzymać pracy przez jakieś swoje cechy? Może matka się martwiła o przyszłość córki? Wiesz, Ola, takie dywagowanie bez podstaw merytorycznych, których Beenthere nie podała i sama się nawet nie odniosła, a tylko pisała, że źle odbiera krytykę partnerów, nie ma dla mnie sensu. Musiałaby chociaż napisac, czy to krytyka bezpodstawna wg niej. Wg mnie akurat chłopak zachował się niekulturalnie, co dla mnie widać z opisu, i z tą opinią matki nie polemizuję. Tamtych gości nie widziałam, może matka się myliła, może sama ma kiepski gust (choć o tym się nie dyskutuje...), może swoje skrzywienia. Wg matki byli beznadziejni, a wg córki? Jakoś z nimi już nie jest....
                                              • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 11:14
                                                paris-texas-warsaw napisała:

                                                > Wg matki byli beznadziejni, a wg córki? Jakoś z nimi już nie jest....

                                                No i co z tego, że nie jest???
                                                Naprawdę sądzisz, że rolą matki w takiej sytuacji jest "obiektywna ocena" i chłodne przekazanie jej córce? Czy tylko ja odebrałam przytoczone teksty jako złośliwość i coś, co ma przede wszystkim sprawić przykrość i wbić szpilę?
                                                Czy to nienormalne oczekiwać od rodzica wsparcia duchowego i emocjonalnego, i czuć się zawiedzionym, gdy się go nie dostaje?
                                                Wiem, i Wy też wiecie, że moja własna domowa sytuacja jest popieprzona, ale na miłość boską - czy my tu mamy dywagować o twardych argumentach i ogólnej teorii, czy mówimy o uczuciach i relacjach między bliskimi osobami?
                                                Czy może już Ci chodzi o jakieś akademickie rozważania i tym podobne?
                                                • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 11:32
                                                  Nie wiem, jaka dyskusja, bo ciagle zmieniasz optyke i temat. Mam wrażenie, że kanalizujesz wlasne żale do matki;) Dla mnie wparcie dla dziecka nie polega na chwaleniu jej chłopaków, a tego by oczekiwała Beenthere. Zresztą nie pisała o braku wsparcia, a o krytyce, i to nie jej.
                                                  Nie masz rodzeństwa, może masz dalsze ... Nie byłaś nigdy w takiej sytuacji, jak ktoś przyprowadza nową dziewczynę/chłopaka, potem każdy ma jakąś opinię, złą, siaką, owaką. Normalna kwestia przy wchodzeniu do czyjejś rodziny. Ja pamiętam jak moje przyjaciółki "zjeżdżały" moich dwóch chłopaków... No i co? No i nic:) Dziewczyny lubią sobie chłopaków poobgadywać. Też bym chciała jak najlepszych partnerów dla dzieci. To normalne. Mi zresztą to jedno pocieszenie (inne nie były w kontekście pocieszenia...), że "było widać od początku, że się nie podoba" akurat wydaje się dobrym pocieszeniem - to była trefna decyzja o związku, bywa. Nie wiem, czy to o tym małżeństwie bez seksu Beenthere, czy innym związku, ale ona sama widzi, że źle wybrała. No, bywa.
                                                  pa pa pa.
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 13:05
                                                    Przyszło mi do głowy, że może w przypadku Beenthere przypisuje ona zdaniu matki (w sposób nie do końca uświadomiony, ale widoczny) tak silną moc sprawczą, że niejako "obwinia" ją o "zepsucie" lub "zagrożenie" jej związkom. Stąd tak silne reakcje, że chciała wyjechać, te działania "zapobiegawcze", planowana izolacja, pretensja, że w odniesieniu do przeszłości "oceniła brak uczuć partnera". Taki wyższy stopień uzależnienia od matki, który tu się troche wymyka w opisie. Co o tym myśllisz Ola?
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 13:14
                                                    Sama idealizuje partnera, nie chce widzieć jakichś jego wad, i stąd taka gwałtowna reakcja na opinię negatywną matki. Wg mnie gdyby była szalenczo zakochana pomyslałaby, że matka nie wie, co mówi, że misiaczek jest cudowny, albo nieważne, jak się zachował, ważne, że jest z nią. A tu jakby pretensja, że jakaś cecha została nazwana (wg mnie trafnie zresztą).
                                                  • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 14:02
                                                    paris-texas-warsaw napisała:

                                                    > Sama idealizuje partnera, nie chce widzieć jakichś jego wad, i stąd taka gwałtowna reakcja na
                                                    > opinię negatywną matki. Wg mnie gdyby była szalenczo zakochana pomyslałaby, że matka nie
                                                    > wie, co mówi, że misiaczek jest cudowny, albo nieważne, jak się zachował, ważne, że jest z nią.

                                                    Oj, myślę że trochę idealizujesz...
                                                    Beenthere nie jest jedyną osoba na świecie, a wręcz śmiem twierdzić, że jest ich większość, które bardzo źle i gwałtownie, a na pewno z przykrością reagują na negatywną opinię o kochanej osobie.
                                                    Ile znasz matek, które za krytyczną uwagę (także tę słuszną, a jakże!) wobec ich najukochańszego dziecka, są gotowe zabić? Bo to przecież ich niuniuś najukochańszy! Mało która matka (choć są i takie, ale to ogromna mniejszość) ma dość pewności siebie, żeby zlekceważyć takie "obelgi", bo przecież i tak dobrze wiedzą, jak jest naprawdę.
                                                    Oczywiście, to o czym piszesz, to jest ideał podejścia i zachowania. Ale jak już pisałam - mało jest oświeconych ludzi na tej ziemi ;)

                                                    No i nie wiem, czy beenthere idealizuje partnera - przecież trochę wcześniej chciała go "zmieniać" i niemal nakazałaby mu zjedzenie owego czegoś. Nie pisała nigdzie, że on taki mądry, że tego paskudztwa nie je.
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 17:12
                                                    A wiesz, że jak to pisałam, to pomyślałam, jak właśnie koszmarnie może mieć przez to jej dziecko. Partner/dziecko jako przedłużenie osoby, walka o jego wizerunek, jak o własną tożsamość. Tym samym torem nasze myśli idą:)

                                                    Z tą idealizacją nie umiem dobrze opisać. Może poprzestanę na powyższym akapicie - dbanie o jego zewnętrzny wizerunek, jak właśnie te matki (tu tylko reakcja wycofania, a nie ataku na krytykę, ale emocje tak samo silne).
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 17:25
                                                    A krytyka obcych osób nie jest najgorsza:) Jak dzieci mogą na co dzień mówić, co chcą, to słyszysz, jak jedno ukochane dziecko narzeka na drugie ukochane dziecko i vice versa, potem na ciebie... I trudno się często nie zgodzić, jak się własnej osoby nie idealizuje:) Lepiej się za wczasu przygotować i trenować pokorę:)))
                                                  • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 13:54
                                                    paris-texas-warsaw napisała:

                                                    > Co o tym myśllisz Ola?

                                                    Nie wiem...
                                                    Oczywiście teoretycznie może być i tak, choć obawa o "zepsucie" związku wcale nie jest taka rzadka i tym bardziej nieuzasadniona, sama wiem to bardzo dobrze. Ileż małżeństw i związków popsuła ta czy inna teściowa.
                                                    Tak samo nie jestem pewna, czy wyjazd za granicę nie jest motywowany jakoś szerzej, czy tylko bardzo konkretnie (nawet jeśli nieświadomie) obawą przed "złym słowem matki niszczącym związki". Od niektórych po prostu się ucieka, od całokształtu, którego nie da się znieść.

                                                    Mogę mówić o sobie - jak niezmiernie przykro jest (było) mi słuchać obrzydlistw, które moja matka wygadywała o moim facecie. I po pierwsze - nie chciałam tego słuchać, bo sprawiało mi to przykrość, a po drugie, zdałam sobie sprawę, że taki sączący się jad zwyczajnie zatruwa mózg i że zaczynam "sprawdzać" i przyglądać się partnerowi pod kątem tego, czy aby matka nie ma racji... Wkurzyłam się sama na siebie, że tak się daję manipulować, ale niezwykle trudno było mi to świadomie przerwać.
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 17:18
                                                    Jasne, jak to jest permanentne zasypywanie kogoś swoimi pretensjami, to można się wkurzyć. Ale trzeba by najpierw chyba sprawdzić, na miejscu, Beenthere, żeby powiedziała np. a ja wolę niewychowanego, ale najedzonego, ja tez nigdy nie lubiłam tych... (pierogów, kiełbasy, szpinakowej zapiekanki....;)). To w najgorszym wypadku matki frustracje.

                                                  • verdana Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 22:21
                                                    Cóż, ja jestem w sytuacji, gdy ktoś przyprowadza dziewczynę/chłopaka. I przepraszam bardzo, ale swoją opinię, o ile coś mi sie nie podoba, zatrzymuję dla siebie. Czym innym jest zjechanie chłopaka przez przyjaciółkę, a czym innym przez rodziców. Rodzice mogą coś powiedzieć tylko wtedy, gdy są na 100% pewni,z ę szykuje się dramat. Jesli im nie odpowiada sposób ubierania się partnera dziecka, jego gust muzyczny, kulinarny, zawód itd mają jeden obowiązek. Siedzieć cicho. Mogę sobie chcieć najlepszych partnerów dla dzieci, ale nie ja ich wybieram, nie ja ich oceniam i nie ja będę z nimi żyć. Obgadywanie partnerów przez rodziców oznacza zazwyczaj, zę jeśli tn partner wejdzie do rodziny, to zacznie sie problem.
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 22:42
                                                    Wydaje mi się, że to bardzo restrykcyjne wizje odnośnie dorosłych osób. Znajomości się rozwijają, i w ciągu ich trwania - najpierw rozmawia się o znajomym, potem chłopaku, narzeczonym, mężu, eksmężu... (wtedy to chyba już by można na całego powiedzieć wszystkie ukrywane opinie:)). Ludzie coś widzą, to komentują. Wiadomo, że często się powstrzymują, ale nie wydaje mi się, że pełne powstrzymywanie się od komentarzy było czynnikiem warunkującym szczęście dzieci.
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 23:04
                                                    I jeszcze napiszę, że mimo że nie uważam, że jest to coś złego, to może za ileś lat, jak będę w roli przyszłej teściowej, to sobie właśnie przypomnę wypowiedzi Verdany, Oli i Beenthere i korzystając z tych doświadczen powściągnę się w swoich komentarzach cokolwiek się będzie działo przy stole czy poza nim i postaram się być najmilszą i najbardziej tolerancyjną osobą, dla dobra wszystkich:)
                                                  • verdana Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 09.04.16, 17:23
                                                    Rozmowa tak. Rozmowa jest w porządku. Ale krytykowanie partnera ni jest. Jak córka pyta "Czy nie uważasz, że on jest..." - i widać, ze ma wątpliwości - to jak najbardziej należy pogadać. Jak córka przyprowadza alkoholika, to należy stanąć na głowie, aby pogadać. Jak córka jest zadowolona, a potencjalny zięć ubiera sie fatalnie i nie jada wątróbki, oraz jest technikiem dentystycznym albo artystą nowoczesnym, a nie przyzwoitym prawnikiem wtedy siedzimy cicho i uśmiechamy sie uroczo.
                                                  • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 11.04.16, 10:10
                                                    verdana napisała:

                                                    > Czym innym jest zjechanie chłopaka przez przyjaciółkę, a czym innym przez
                                                    > rodziców.

                                                    No właśnie, uderzyło mnie, że w tej samej linii paris stawia komentarz rodziców, co rodzeństwa i koleżanek. Ale widzę, że nie tylko mnie to "nie klapuje", nie tylko ja uważam, że to zupełnie inna kategoria i inna waga opinii.
                                                  • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 11.04.16, 11:46
                                                    verdana napisała:

                                                    > Rodzice mogą coś powiedzieć tylko wtedy, gdy są na 100% pewni,z ę szykuje się dramat.

                                                    Verdano, generalnie z szeroko otwartymi oczyma i ciepłem w sercu czytałam, co napisałaś :). Dobrze wiedzieć, że są i tacy rodzice, nawet jeśli ma się zgoła inne doświadczenia.
                                                    Jednak z tymi 100% pewności w kwestii nadciągającego dramatu też sprawa jest niejednoznaczna. Jestem przekonana, że moja mama jest pewna, że u mnie także nastąpił "dramat". Przecież zostałam zmanipulowana, wyprano mi mózg, a nawet skorzystano z pomocy szeptuchy, żeby mnie zakląć, w dodatku tak skutecznie, że sama uwierzyłam, ze jestem szczęśliwa w toksycznym związku z tym złym człowiekiem.
                                                    Pytanie, CO konkretnie jest, albo może być tym dramatem, i czy da się to jakoś jasno określić, czy wystarczą kwestie typu uzależnienia, przemoc, czy także mniej "twarde" sprawy, jak lekkomyślność życiowa (nie wiem, jak to określić, kiedyś mówiło się "niebieski ptak"), gromadka dzieci z poprzednich związków, niemożność utrzymania stałej pracy i cała masa innych, które mają prawo się nie podobać - jednak czy dają prawo do ingerencji w związek dziecka?
                                                  • 1.kinia Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 11.04.16, 12:02
                                                    adonai.pl/malzenstwo/?id=137

                                                    odnośniki do wiary były w sąsiednim wątku, ale akurat ten tekst mi się wygoglował przy okazji szukania tematu nieodpępowienia się dzieci od rodziców.

                                                    Relacja rodzic-dziecko jest specyficzna, ale powinna sie z biegiem czasu przekształcić w relację dorosły-dorosły. Problemu nie zamknie obwinianie matki że to ona nie przestaje próbować "sprawować rodzicielskiej władzy", bo także samemu trzeba przestać odgrywać przy niej rolę małego dziecka potrzebującego wychowania i nadzoru.
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 11.04.16, 13:46
                                                    Myślę Ola, że wyrażanie opinii przez rodziców może mylisz z wywieraniem nacisku i to z Twojego doświadczenia jak rozumiem - nacisków rodzica w interesie rodzica.
                                                    Niewyrażanie opinii na temat np. znajomych, ich rodzin, etc. staram się stosować do znacznie młodszego dziecka. Myślałam jakiś czas temu o tym, bo do pewnego wieku dziecko nie pooddziela tak dobrze, co jest opinią, co zastanowieniem się, co jest naszą "wewnętrzną" opinią, którą zostawimy pomiędzy nami. Też musi mieć przestrzen na własne wyrobienie sobie relacji z najróżniejszymi osobami. Dla "bezpieczeństwa" dziecka wtedy nic nie mówię, o znajomych, ich rodzicach, choć mogłoby słuchać np. moich i męża dysput na temat uwarunkowan znajomych dzieci, wpływu ich rodziców etc. Ale co innego jest w przypadku osoby 30 letniej. Wtedy w rozmowie z kimś, rodzicem czy inną osobą, zwłaszcza z większym doświadczeniem, może nabrać innego spojrzenia, dystansu, zastanowić się. To nie ma nic wspólnego z wpływaniem na decyzje, bo one wynikają z wewnętrznych uwarunkowań, które każdy zna lepiej. Natomiast dodatkowy umysł do obejrzenia pewnych kwestii zawsze się przyda. Dla mnie lekkomyślnością byłoby z tego rezygnować.
                                                  • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 11.04.16, 14:05
                                                    paris-texas-warsaw napisała:

                                                    > Ale co innego jest w przypadku osoby 30 letniej. Wtedy w rozmowie z kimś, rodzicem czy inną osobą, zwłaszcza z większym doświadczeniem, może nabrać innego spojrzenia, dystansu, zastanowić się. To nie ma nic wspólnego z wpływaniem na decyzje, bo one wynikają z wewnętrznych uwarunkowań

                                                    To prawda - o ile wcześniej rodzic nie wygłaszał swoich opinii "tonem prawd ogólnych" i o ile dziecko (owo 30-letnie dziecko) nie jest przyzwyczajone do tego, że "słowo rodzica jest ciałem". Wtedy jest fantastycznie, jeśli można skorzystać z doświadczenia osoby starszej, w dodatku najbliższej.
                                                    Ale sama rozumiesz, że jak przez całe dzieciństwo i później, żyło się w atmosferze, że "bez dyskusji!", i że wygłaszanie opinii - jak słusznie zauważyłaś - także o innych, niezwiązanych z dzieckiem osobach, może być przez dziecko odbierane jako nacisk, krytyka, etc. - to człowiek wychowany w takiej atmosferze po prostu z automatu reaguje na takie komentarze jak na opinię. I z doświadczenia wiem, jak trudno, i jak dużo wysiłku wymaga, żeby ten automat wyłączać. I nie wiem, czy da się go wyłączyć raz na zawsze, czy już zawsze trzeba się będzie pilnować.
                                                    Bo wtedy nie ma "dodatkowego" umysłu, o którym piszesz. Automatycznie pojawia się ten "lepszy", "ważniejszy", "mądrzejszy", "nadzorujący", i tak dalej - bo Twój jest przecież tym gorszym, który trzeba było korygować. Twój własny umysł przestaje mieć znaczenie, ewentualnie, na drugim biegunie, bronisz się ostro przed "narzucaniem" opinii i decyzji, choć to może być tylko czyjeś inne spojrzenie. Ale nie umiesz tak tego odebrać, no bo nie było jak i kiedy się tego nauczyć.
                                                    Wiesz, jak to jest, kiedy czyjeś inne zdanie z automatu Cię "obraża"? :)
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 11.04.16, 15:03
                                                    No, ale czyjś przesadzony odbiór nie oznacza, że inni mają w nienaturalny sposób milczeć, nie móc się odezwać. Wg mnie dziwne są też Twoje roztrząsania, czy można "ingerować w związek" jak jest uzależnienie, etc. Jak w praktyce ingerować? Można mówić, co się uważa, tak jak w przypadku "braku uzależnienia" i braku problemów. Żeby móc "ingerować", to właśnie wcześniej by trzeba kogoś jakoś od swojej opinii uzależnić. Dlatego nie jestem za sztucznym powstrzymywaniem się od jakichkolwiek opinii. Przecież nikt nie sprawi, ze matka Beenthere przestanie wygłaszać swoje opinie, kłopotem jest jej sterowalność tymi ocenami.
                                                  • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 11.04.16, 15:41
                                                    paris-texas-warsaw napisała:

                                                    > Wg mnie dziwne są też Twoje roztrząsania, czy można "ingerować w związek" jak jest uzależnienie, etc.

                                                    Roztrząsania wzięły się z twierdzenia verdany, że "kiedy na 100% wiadomo, że będzie dramat" - więc zastanawiam się, czym istotnie może być dramat i kiedy to można przewidzieć na 100%.
                                                  • verdana Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 17.04.16, 16:43
                                                    Mozna, jeśli dziecko wiąże się z alkoholikiem (czynnym), przemocowcem, kimś, kto porzucił dziecko z poprzedniego związku i nie płaci alimentów, gdy traktuje innych źle. Wtedy rozmowa, powiązana z oceną jest być może zasadna.
                                                    Nie wtedy, gdy nie odpowiada nam jego wykształcenie, zawód itd.
                                                    Dyskretnie można pogadać wtedy, gdy widać, że nasze dziecko nie czuje sie szczęśliwe. Albo gdy różnice kulturowe, religijne itd są przez ciężko zakochanego potomka w ogóle nie dostrzegane. Co nie znaczy, że wtedy jest potrzebna jednoznaczna opinia, tylko zwrócenie uwagi,że w takim związku mogą być konkretne problemy. Nie muszą, ale mogą.
                                                  • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 17.04.16, 16:58
                                                    verdana napisała:

                                                    > Mozna, jeśli dziecko wiąże się z alkoholikiem (czynnym), przemocowcem, kimś, kto porzucił dziecko z poprzedniego związku i nie płaci alimentów, gdy traktuje innych źle.

                                                    > Nie wtedy, gdy nie odpowiada nam jego wykształcenie, zawód itd.

                                                    > Dyskretnie można pogadać wtedy, gdy widać, że nasze dziecko nie czuje sie szczęśliwe. Albo gdy różnice kulturowe, religijne itd

                                                    Kiedy o tym piszesz verdano, to jest takie jasne i oczywiste. Ciekawa jestem, dlaczego sama miałam tyle wątpliwości, jak sama zaczęłam się nad tym zastanawiać ;)
                                              • verdana Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 22:10
                                                Estetka czy nie - powinna siedzieć cicho.
                              • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 09:57
                                Postaram się, żeby to była ostatnia wypowiedź moja w tym wątku:)
                                Chyba nie rozumiecie w większości, że jeśli córka poszła do matki i zaczęła od tego, że chłopak nie weźmie do ust jej potrawy, to jest jasne, że oni o tym rozmawiali. Jesli chłopak nie oponował przed informowaniem gospodyni o tym, to de facto jakby sam jej to powiedział. Robienie przez córkę i chłopaka zamiennika tego dania własnoręcznie było dość niespotykanym działaniem. Nie wiem, jak córka tę rozmowę poprowadziła z matką, bo to tez by było istotne. De facto gospodyni wpuściła gościa, żeby sobie robił podmenu, bo jej oferta mu nie pasuje, a on z tego skorzystał. Mam wrażenie, że dla zasady nie rozumiecie, jakiego typu to była sytuacja i wydłużacie ten wątek:)
                                Ps. Nie wiem, co mają moje stosunki z moją matką do tej sytuacji. Równie dobrze możesz wziąć Ola Twoje z Twoją matką na tapetę, albo Henia z teściową, która została w spadku po rozwodzie (bo rozwód nie z teściową....).
                                • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 10:13
                                  paris-texas-warsaw napisała:

                                  > Ps. Nie wiem, co mają moje stosunki z moją matką do tej sytuacji.

                                  Odniosłam wrażenie, że Wasze relacje były (są?) kształtowane głównie właśnie przez savoir-vivre - no bo nie za bardzo były kształtowane przez bliskość i czułość. I że to starasz się przenosić na relacje innych dzieci z ich rodzicami.
                                  • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 10:19
                                    To bardzo mylne wrażenie, bo one były raczej kształtowane przez zaprzeczenie savoir vivru tradycyjnie rozumianego. Moja mama zresztą kiedyś pisałam za mało wyczuwa takie niuanse, jest za bardzo egocentryczna i dziecinna, by świadomie umieć powstrzymać pewne reakcje:) Pa.
                                    • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 10:24
                                      paris-texas-warsaw napisała:

                                      > Moja mama zresztą kiedyś pisałam za mało wyczuwa takie niuanse

                                      Nie wierzę, że nie zdajesz sobie sprawy, że to może mieć tak samo duży wpływ na to, jak Ty to postrzegasz :)
                                      • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 10:31
                                        Nie wiem, co masz na myśli. Zawsze wiedziałam, że moja mama jest np. znacznie dziecinniejsza niż moja babcia, niż reszta rodziny, niż mój ojciec, etc. Moje starsze dziecko mam wrażenie lepiej rozumie pewne konteksty niż ona. Tak już jest.

                                        Chciałam tylko sprostowac - moja mama nie powiedziałaby, że czegoś nie weźmie do ust w obcym domu. Jakoś by się wykręciła. Tyle wychowania ma:)
                                        • verdana Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 22:14
                                          Wiesz, Ty też mało wyczuwasz niuanse... Uważasz, że sztywne zasady savoir-vivre powinny rządzić życiem rodzinnym i je kształtować. Być może własnie dlatego, że nie tam, gdzie pojawiają się niuanse, uznanie, że należy trzymać sie jedynie słusznych tradycji i zasad pozwala na ignorowanie tychże niuansów. Kazdy wpasowuje się w ramki i ma przypisaną rolę - nikt zatem nie musi zastanawiać sie nad tym co byłoby lepsze i przyjemniejsze dla innych. Są zasady, docinamy wszystkich do zasad i myślenie da sie wyłączyć.
                                          • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 22:52
                                            "Uważasz, że sztywne zasady savoir-vivr
                                            > e powinny rządzić życiem rodzinnym i je kształtować."

                                            Wcale nie uważam, że powinny, tylko uważam, że przy obraniu pewnych celów mogą być bardzo przydatne. Jesli chłopak by chciał być uznany za "kulturalnego" i zapewnić sobie większe szanse na ciepłe przyjęcie przyszłej tesciowej, to mógł założyć, że pewne zasady sv mu w tym pomoga, bo zazwyczaj pomagają. Każda akcja ma reakcje. Ja rozumiem, że dla kogoś mogą inne cele być ważniejsze - i nie będzie brał pod uwagę uwarunkowań osobowych i kulturowych przyszłej teściowej, potraktuje ją jak przypadkową koleżankę z hostelu i wypowie się negatywnie na temat jej dań. Droga wolna, ja nawet z ciekawością bym zobaczyła filmik z tych opisanych świąt przy stole nad mityczną potrawą. Ja bym tak nie zrobiła, bo to nie jest w zgodzie z moimi zasadami, celami, zwyczajami i mi moje zasady bardziej odpowiadają/sprawdzają się w moim życiu. Ja tego chłopaka nie krytykuję jako takiego, tylko piszę, że to w miarę do przewidzenia reakcja polskiej kobiety w średnim wieku, która ma gościa na świętach i specjalizuje się od lat w jednej potrawie. Nie piszę, że to "dobra" czy "zła" reakcja tej kobiety, to reakcja "typowa do przewidzenia", albo że jest ryzyko takiej reakcji, jeśli ktos to uznaje za ryzyko. I tyle.
                                            • verdana Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 09.04.16, 17:31
                                              Tak, sa przydatne wobec osób nieznanych i obcych. Ale zważ, ze sv działa w obie strony - i jeśli przyjmuję ważnego gościa, to nie stawiam mu na stole czegoś, czego ten gość nie znosi, a ja o tym zostałam z odpowiednim wyprzedzeniem poinformowana. Ja robię co innego, gość zjada, obie strony sa zadowolone i niczym sv nie uchybiły. Nikt tu nie wypowiadał sie negatywnie o daniach teściowej, tylko taż dostała informację, ze gość czegoś tam nie je - nigdzie nie je, a nie konkretnie u niej. Problem z niejedzeniem jest taki, że jest różnica pomiędzy "nie lubię-nie zjem" (fanaberia) , a nie zjem, bo nie mogę(nie fanaberia). Mój osobisty syn ma odruch wymiotny na śmietanę - i gdyby musiał zjeść, to by skończyło sie na wymiotach. Bardzo eleganckie wejście w nową rodzinę. Gdy przychodziła do mnie kandydatka na synową, zostałam uprzedzona, ze nie weźmie do ust sosu winnego, bo kiedyś sie nim zatruła i absolutnie go nie tknie. Więc sosu winnego nie ma i nie będzie, albo zrobię dla niej coś jeszcze. Kobiety w średnim wieku zwykle potrafią gotować więcej, niż jedna potrawę, serio.
                                              • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 09.04.16, 22:13
                                                Zgadzam się, Verdano.
                                              • iskierka3 Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 17.04.16, 15:40
                                                Podalabym co innego gdyby to byl proszony obiad dla tej osoby - pewnie sama zapytalabym co lubi. Ale w sytuacji gdy sa to swieta i robie tradycyjna swiateczna potrawe dla dla calej rodziny to nie zrezygnowalabym z niej dlatego, ze ktos jej nie lubi. Poinformowana przez corke, ze jej chlopak tego nie lubi, ojej i co teraz - postaralabym sie ugotowac cos jeszcze ( zalezy co to za potrawa i czy nie mozna jej zwyczajnie ominac) ale poinformowana - on tego nie tknie wiec przywieziemy swoje tylko dla niego bo on tak chce - obawialabym sie o to jak bedzie w przyszlosci ja traktowal. Bo - szczegolnie w Polsce - pierwsza wizyta u przyszlych tesciow na swieta to jest raczej wieksze halo i zazwyczaj kazdy chce wypasc jak najlepej, wiec albo ow chlopak zostal wychowany w innym kodzie kulturowym albo wlasnie zaczyna sie proces brania corki pod but.
                                                Zaznaczam - nie bronie opisanej mamusi. Dzwoni mi tylko dzwonek alarmowy czy chlopak przypadkiem owej mamusi nie przypomina.
                                                • verdana Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 17.04.16, 16:46
                                                  Ale są rzeczy, których zjeść zwyczajnie się nie da. I nie jest to fakt brania kogokolwiek pod but, tylko niemożność przełknięcia pierogów z kapustą. To sie zdarza. I o ile rozumiem, to nie chłopak zainicjował przywożenie własnego zarcia, tylko jego dziewczyna.
                                                  • iskierka3 Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 17.04.16, 17:25
                                                    Rozroznilabym - jesli ktos nie moze czegos zjesc bo po tym zwymiotuje - to nie jest " nie lubi" tylko "nie toleruje". Nielubiane rzeczy da sie zjesc, być może z poczuciem dyskomfortu.
                                                    Dla mnie byloby istotne jak wygladala rozmowa na ten temat miedzy chlopakiem a dziewczyna bo byc moze faktycznie to ona nadskakuje a chlopak niewinny i rozmowa miedzy dziewczyna i matka - w warstwie i werbalnej i niewerbalnej.
                                                  • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 17.04.16, 18:36
                                                    iskierka3 napisała:

                                                    > Rozroznilabym - jesli ktos nie moze czegos zjesc bo po tym zwymiotuje - to nie
                                                    > jest " nie lubi" tylko "nie toleruje". Nielubiane rzeczy da sie zjesc, być może
                                                    > z poczuciem dyskomfortu.

                                                    Są jeszcze kwestie kulturowe i niektórzy nie zjedzą wieprzowiny albo wołowiny, i nie dlatego, że zwymiotują albo im nie smakuje. I w takim razie chyba niekoniecznie powinni się zmuszać, żeby teściowej zrobić przyjemność?
                                                  • verdana Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 17.04.16, 18:54
                                                    Mój osobisty syn nie zje mleka i śmietany. Nie zje. Można to swobodnie podciągnąć pod "nie lubi", bo nie toleruje oznaczałoby względy zdrowotne. Ja nie zjem jajka na miękko. Ani czerniny. Przeciwwskazań zdrowotnych brak, a sytuacja nie do przeskoczenia u kogoś, na kim mi zależy.
      • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 10:04
        paris-texas-warsaw napisała:

        > Ale tak ogólnie pojechanie do kogoś z jedzeniem "bo się nie je" jest jak najbardziej brakiem
        > kultury. Można coś przynieść po jakimś uzgodnieniu z gospodarzami, zgraniem menu. Jako
        > dodatek zresztą, a nie zastępstwo przygotowanego dania.

        Ale przecież to było uzgodnione! Na tydzień wcześniej - autorka napisała o tym w pierwszym poście. I dlaczego nie może być jako zastępstwo? Dla tej jednej osoby? Jeśli ktoś nie je np. flaków albo wątróbki, albo karpia w galarecie, bo ma mdłości na samą myśl, to dlaczego nie może sobie przynieść czegoś w zamian?

        A tak w ogóle, to zauważyłam, że jesteś ogromnie wyczulona na kwestie jedzenia :). Jakoś bardziej niż inni. Ja też jestem, głównie z racji konieczności diety bezglutenowej, ale to jednak inna sprawa.
        Pomijając nawet moją dietę - także uważam, że jedzenie jest ważne i bardzo ważne, jednak mam wrażenie, że Ty przypisujesz mu jeszcze większą wagę. To dość ciekawe, ciekawa jestem, dlaczego i czy tylko ja to zauważyłam.
        • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 10:25
          Nie na jedzenie, a na zasady savoir-vivr'u. Akurat przy stole i na proszonych wizytach bardzo łatwo to wychodzi, kto jak wychowany, bo jest styk różnych tradycji, zachowań, sytuacje nieprzewidziane, etc.
          Myslę, że za bardzo utożsamaisz matkę Autorki ze swoją. Zobaczyłam sobie wpisy Bevirag, gdzie pisała, że miała już jednego męża - to nie jest osoba podporządkowana matce, tak jak Ty. To Twoje projekcje imho.
          • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 10:27
            Wiesz, u kogoś w domu się "nie uzgadania", przyjeżdżą się w gości, zwłaszcza, że to pierwsza wizyta jak rozumiem na Święta, do osoby starszej etc. Ty chyba pewnych niuansów nie łapiesz;)
            • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 10:33
              paris-texas-warsaw napisała:

              > Wiesz, u kogoś w domu się "nie uzgadania", przyjeżdżą się w gości, zwłaszcza, że to pierwsza
              > wizyta jak rozumiem na Święta, do osoby starszej etc. Ty chyba pewnych niuansów nie łapiesz;)

              Przyjeżdża córka do rodzinnego domu - to nie jest pierwsza wizyta...
              Najpierw zarzucałaś, że nie uzgodnili. Teraz piszesz, że "się nie uzgadnia".
              Może i nie łapię niuansów, ale w większości domów, jakie znam, córki uzgadniają z matkami rzeczy typu menu, i inne także... Co innego proszona wizyta u cioci. A co innego w domu rodzinnym.
          • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 10:30
            paris-texas-warsaw napisała:

            > Nie na jedzenie, a na zasady savoir-vivr'u.

            Być może także, ale na jedzenie chyba też (pamiętam wpis o sałatce z selera, tam nie było o nic o savoir-vivrze).

            > To Twoje projekcje imho.

            Oczywiście, że patrzę na to przez swój filtr, jednak trudno nie dostrzec oczywistych analogii - traktowania jak powietrze i obrzucania błotem w cztery oczy.
            Napisałam zresztą, że zazdroszczę beenthere, że "ma" to już teraz, do czego ja mozolnie dochodzę, ale przecież sama autorka pisze, że mimo że mieszka daleko od matki, to wciąż przejmuje się jej zdaniem i tak dalej.
            Nie jest mną, ale niektóre analogie są całkiem wyraźne.
    • beenthere Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 10:07
      Dzieki wszystkim za odpowiedzi, postaram sie odpowiedziec na pytania w miare po kolei.
      Pojechalam na swieta, bo mieszkam daleko, z rodzina widuje sie raz na 4mc, tlumaczylam mamie ze jestesmy bardzo zaangazowani, planujemy slub, wiec liczylam ze potraktuje sytuacje troche powazniej niz poprzednich "chlopakow". Szczerze mowiac z Bozego Narodzenia sie wykrecilam, nie podalam powodu wprost jak mowi verdana, ale liczylam ze odbierze aluzje i na wielkanoc przyhamuje...
      Enith masz racje, bylam wytresowana do wiecznego spelniania zyczen matki. Mimo, ze mieszkam daleko i tak ma na mnie bardzo duzy wplyw. Boje sie konfrontacji z nia, szczerze mowiac nie rozmawiamy nigdy o uczuciach, nie wiem jak moglabym jej powiedziec o tym jak nas potraktowala, bo na pewno odbierze to jedynie jako atak na siebie.
      • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 10:21
        beenthere napisała:

        > Boje sie konfrontacji z nia, szczerze mowiac nie rozmawiamy nigdy o uczuciach, nie wiem jak
        > moglabym jej powiedziec o tym jak nas potraktowala, bo na pewno odbierze to jedynie jako
        > atak na siebie.

        I na pewno tak to potraktuje.
        Ale CO Z TEGO?
        Cokolwiek nie zrobisz i nie powiesz w swojej obronie - tak właśnie to potraktuje. Czy to znaczy, że masz się nie bronić i nie żyć tak, jak sama chcesz?
        Dlatego ja bym niekoniecznie upierała się, żeby mówić o swoich uczuciach (przetestowałam - nie zadziałało ani trochę, była obraza, wręcz zaprzeczanie temu, co czułam i czuję, no i oczywiście "atak na nią"), tylko powiedzieć wprost, że skoro mama nie jest w stanie powstrzymać się od sprawiania Ci przykrości, to nie będziesz już tego wysłuchiwać, bo już nie chcesz/nie możesz/masz dosyć.
        Oczywiście trzeba liczyć się z tym, że mama obrazi się śmiertelnie, i że to będzie Twoja wina, że "się nie odzywacie", bo nie dzwonisz po to, żeby mama mogła Ci nawrzucać :)
        • beenthere Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 10:32
          Poki co zastosowalam swoja zyczajna taktyke, czyli ograniczenie kontaktu. Co dziala oczywiscie tylko chwilowo, bo pewnie zaraz bedzie telefon: no w ogole sie nie odzywasz.
          Poczytalam z ciekawosci o typach rodzin i moja wyraznie wpasowuje sie w model rodziny uwiklanej. Ola_dom, czy u ciebie to tez pasuje do opisu:
          "W takim przypadku rodzice są obsesyjnie związani z dziećmi, przez co naruszają ich granice, uniemożliwiają rozwój i pogłębiają uzależnienie. Zachowanie takie spowodowane jest niezadowoleniem z własnego małżeństwa. Potomkowie są manipulowani i często wywołuje się w nich poczucie winy. Rodzice stosują różne sposoby kontroli, takie jak: oskarżanie, czytanie w myślach, stawianie w sytuacji bez wyjścia. Dzieci starają się dostosować do oczekiwań, ale nie są autentyczne i mają problemy w sferze emocjonalnej. W takiej rodzinie panuje niepokój i napięcia. Dzieci ?nie odchodzą psychicznie? z takiego domu i nie mają prawa do samodzielnego życia oraz rozwoju niezależności. W przypadku usamodzielnienia się są uważane za nielojalne. Jako dorośli cechują się lękiem, zaniżoną samooceną oraz niską empatią, dodatkowo są opóźnione w rozwoju społecznym i emocjonalnym, co może powodować trudności w kontaktach z innymi."
          • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 10:36
            beenthere napisała:

            > Poczytalam z ciekawosci o typach rodzin i moja wyraznie wpasowuje sie w model rodziny
            > uwiklanej. Ola_dom, czy u ciebie to tez pasuje do opisu:

            Czy pasuje? To jest DOKŁADNIE o mojej rodzinie i mojej sytuacji. Zgadza się każde słowo i każde zdanie, znam ten opis i zgadza się wszystko. Włącznie z przyczyną tego uwikłania.
            • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 10:39
              ola_dom napisała:

              > Czy pasuje? To jest DOKŁADNIE o mojej rodzinie i mojej sytuacji. Zgadza się każde słowo i każde zdanie.

              Aha - jedno się nie zgadza: niska empatia. Ja mam wytrenowaną empatię do granic możliwości, być może dlatego, że musiałam być wyczulona na nastroje mojej mamy; zresztą przesadna empatia jest chyba także typowa dla dzieci DDD, które musiały reagować na humory w rodzinie i natychmiast je łagodzić.
              • beenthere Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 10:49
                Troche mnie to przeraza, wlasnie z powodu dokladnosci opisu. Nigdy nie inetresowalam sie "moim" problemem z punktu widzenia psychologii, zawsze myslalam, ze ot tak jest i musi tak byc u nas.
                Masz jakies linki albo ksiazki ktore moglabys mi polecic? Widze, ze masz temat bardziej przerobiony, ja sie dopiero zorientowalam jak zle jest w mojej rodzinie...
                • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 14:28
                  beenthere napisała:

                  > Masz jakies linki albo ksiazki ktore moglabys mi polecic? Widze, ze masz temat
                  > bardziej przerobiony, ja sie dopiero zorientowalam jak zle jest w mojej rodzinie...

                  Na moje oko nie potrzebujesz aż tak wiele ;)
                  Na początek możesz poczytać klasyk: "Toksyczni rodzice", albo konkretnie "Matki, które nie potrafią kochać".
                  I "Szantaż emocjonalny", bo chyba też tu może pasować.
                  Akurat wszystko jednej autorki, przez niektórych niezbyt może poważanej, ale na początek moim zdaniem bardzo dobrej, bo jak ktoś w ogóle nie zdawał sobie sprawy, że jest problem, to te książki są fajne, bo uświadamiają, że może niekoniecznie z nami jest coś nie tak... A to był dla mnie przełom.
          • apersona czytanie w myślach 06.04.16, 21:25
            Rodzice stosują różne sposoby
            > kontroli, takie jak: oskarżanie, czytanie w myślach, stawianie w sytuacji bez w
            > yjścia.

            Na czym polega "czytanie w myślach" jako manipulacja?
    • napis_z_obrazka Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 11:32
      beenthere napisała:

      (...)

      Czy ja mam racje czy moze jednak milosc przycmila mi logiczne rozumowanie?

      A to zalezy, co rozumiesz przez milosc;-)..i do kogo?
      I czy konieczne jest Ci posiadanie racji.

      Bo wszystkim nie dogodzisz, jeszcze sie Taki nie narodzil;-)

      Patrzac z boku, dobrze byloby zebys przyjrzala sie swojej relacji z narzeczonym, czy przypadkiem;-) nie jest podobny z charakteru do Twojej matki. Bo ja widze, ze ani matka, ani narzeczony nie biora pod uwage Twoich uczuc.

      Moim zdaniem jedzenie ma znaczenie symboliczne, bywa tematem zastepczym, moze byc terenem walki o wladze. Dobrze rokuja wspolne smaki;-)
      Jak jest u Ciebie, sama przeanalizujesz, bo wiesz to najlepiej.

      No i, czy nie uzywasz narzeczonego do walki z matka?

      Ja sie zgadzam z Paris, ze jednak narzeczony powinien byc bardziej elastyczny w tej sytuacji. Ty tez powinnas zostawic sprawe menu na stole miedzy matka i narzeczonym, nie posredniczyc, obserwowac i wyciagac wnioski. Bo oni lubic sie nie musza, ale sposob zachowania i rozwiazywania problemu, powie Ci duzo o obojgu i stosunku;-) do Ciebie.




      • beenthere Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 12:03
        >Patrzac z boku, dobrze byloby zebys przyjrzala sie swojej relacji z narzeczonym, czy przypadkiem;-) nie jest podobny z charakteru do Twojej matki. Bo ja widze, ze ani matka, ani narzeczony nie biora pod uwage Twoich uczuc.
        Czemu tak uwazasz? Z moich obserwacji to kompletnie inny charakter niz matki. Spokojny, raczej niesmialy, z wywazonymi opiniami, to dokladna odwrotniosc mojej matki.

        >No i, czy nie uzywasz narzeczonego do walki z matka?
        Nie ze uzywam, wydaje mi sie, ze to raczej ona uzywa jego do pokazania mi ze znow zawiodlam.

        >Ja sie zgadzam z Paris, ze jednak narzeczony powinien byc bardziej elastyczny w tej sytuacji.
        Szczerze mowiac to on nawet nie wiedzial, ze cos nie gra. Powiedzialam mu dopiero pozniej co sie wydarzylo w miedzyczasie. Przed naszym przyjazdem obgadalam z nia menu, powiedzialam, ze on tego konkretnego dania nie zje (bo wiem, ze nie zje. Jak juz mowilam pare mcy wczesniej prawie sie na niego za to wscieklam, przewidujac co bedzie na wielkanoc wlasnie...) wiec przyjedziemy z alternatywa, zeby na ten dzien mu to jedno jedyne danie zastapic (wszytsko inne jadl, to nie ze plul jajkiem i rzucal szynke psu...). Powiedzialam jemu co ustalilysmy z mama, jemu to przypasowalo, wszyscy (o ja glupia) teoretycznie zadowoleni. Cala akcja z mama dziala sie gdy on, niczego nieswiadomy, cos tam robil w ogrodzie. Wszelka agresja i uwagi zostaly skierowane do mnie.
        • napis_z_obrazka Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 13:14
          Fobia jedzeniowa jest jednak zaburzeniem, ze mnie domorosly psycholog;-) Moim zdaniem nie jest to oznaka spokoju wewnetrznego.
          I tak Cale zycie zamierzasz obchodzic sie z mezczyzna swojego zycia jak matka, wszystko zrobisz, zeby byl zadowolony ( nawet w trudne negocjacje z matka;-).
          Moim zdaniem jestes nadopiekuncza. Jak sobie radzil Twoj narzeczony bez Ciebie, w swiecie pelnym tej potrawy? Jakos sobie radzil. Moim zdaniem wyreczasz go.

          I czesto piszesz o strachu przed matka, przed jej niezadowoleniem.
          Albo przestaniesz spotykac sie z matka albo popracujesz nad tym strachem.
          Byc moze nadopiekunczosc Twojej matki Cie odstrasza...

          Moje pytania zadaje tez po to, zeby wykluczyc niektore powody,kiedy skutki sa podobne;-)

          • phantomka Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 14:17
            Naprawde nie macie potraw ktorych, z roznych wzgl.nie spozyjecie? Ja mam mase, bo nie jadam pewnych mies i juz. Moj niemaz nie moze patrzec w strone majonezu. Czy to oznacza, ze mamy sie dostosowac mimo naszych gustow, bo ktos egoistycznie poczuje sie dotkniety? Jej partner nie wybrzydzal przy stole, przygotowali gospodynie i wyreczyli ja w kombinowaniu alternatywnej potrawy.
            A jezeli na obiad jest pieczony schab, a gosc jest muzulmaninem, to w Waszym domu wazniejsze bedzie zachowanie sie (wg Was) kulturalnie, niz dogodzenie gosciowi?
            • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 14:33
              phantomka napisała:

              > Naprawde nie macie potraw ktorych, z roznych wzgl.nie spozyjecie?

              No właśnie też się zastanawiam :)
              I "fobie jedzeniowe" to raczej nie jest każda sytuacja, kiedy ktoś czegoś nie znosi, więc nie je. A skoro wizyta ma być przyjemnością - a w zasadzie po to się składa wizyty - to zjedzenie czegoś, co jest dla kogoś obrzydliwe, żadną przyjemnością nie jest. Tym bardziej, że chodziło o tę jedną jedyną potrawę. Wszystko inne partner jadł.
              I jak się zastanowię, jak facet sobie radził do tej pory "w świecie pełnym tej potrawy", to myślę, że może po prostu... jej nie jadł?
              Ale zastanawiam się też, cóż to za potrawa, której świat jest pełen....? Chleb? ;)
            • annb Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 14:38
              o to to. I ja nie zjem nic, co zawiera majonez. Od zatrucia w dzieciństwie, takiego porządnego, sam zapach majonezu wywołuje u mnie torsje. I żyje. Po prostu tak mam i nie uważam że mam się przełamywać.
            • beenthere Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 14:59
              Tez mi sie tak wlasnie wydawalo, moze napis_ to moja mama;)
              Fakt faktem, pare lat temu zmuszalabym go do zjedzenia, zeby tylko mama byla zadowolona (choc wtedy znalazlaby cos innego..). Uwazam za moj maly sukces, ze tym razem powiedzialam sobie dosc.
              Co zabawne, odwracajac sytuacje, gdyby facet zmuszal mnie do zjedzenia czegos co mnie mierzi, zebym przypodobala sie tesciowej, to puscilabym go na drzewo razem z ta mamusia....
          • beenthere Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 14:32
            Wybacz, ale idziesz w zlym kierunku. W calej tej sytuacji chodzilo o to co powie moja mama po tym jak dowie sie, ze on nie bedzie wychwalal pod niebiosa jej dania. Pare lat temu wscieklabym sie na NIEGO, zrobila awanture i tak jak ty teraz, zalozylabym ze on ma to zjesc i koniec kropka (bo moja mama tak chce, powtarzam, mi jest to obojetne, nie gotuje tego i tak). Tym razem jednak, po wielu latach takich akcji stwierdzilam, ze on nie ma obowiazku tego jesc, jesli ewidentnie mu to nie smakuje.

            Kilka osob tutaj sugeruje, ze kazdy musi zjesc wszystko co zostanie mu podsuniete pod nos. Serio tak uwazacie, czy to tylko z przekory w tym watku? Nie macie czegos takiego no-go? A co jesli to wegetarianin a danie byloby kotletem?
            Zeby porownac niejako sytuacje, kiedys na tydzien trafilam pod dach rodziny z Indii. Ich jedzienie bylo dla mnie niestrawne. Ba, nie do przelkniecia nawet, sam zapach przypraw mnie mdlil, nie bylam w stanie ruszyc nic poza chlebem tostowym (mimo tego, ze generalnie jestem dosc liberalna w stosunku do jedzenia). Na drugi dzien kupilam sobie wlasne, bliskie mi kulturowo jedzenie. Nikt sie na mnie nie obrazil, nikt nie traktowal jak chama i prostaka. Mama tej rodziny nie wziela tego jako obelgi na jej gotowanie, jej honor czy co tam jeszcze.
            A bylam gosciem w obcym domu, nie zwiazanym z zadnym czlonkiem tej rodziny. Wydawac by sie moglo, ze od wlasnej mamy moge oczekiwac przynajmniej takiego zachwoania w stusunku do mojego narzeczonego.

            > Jak sobie radzil Twoj narzeczony bez Ciebie, w swiecie pelnym tej potrawy? Jakos sobie radzil.
            Znow zle, potrawa dosc niszowa, nie typowy wielkanocny mazurek. Nie mial z nia nigdy do czynienia, pierwszy raz sprobowal ze mna. Wyjdz poza szablon bigos-> kazdy je, kotlety +schabowy -> caly swiat uwielbia, bo nie o to chodzi w tej historii.
            • 1.kinia Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 15:14
              No w tej historii chodzi o to, że matka cię ciągle krytykuje i wszystko co się z tobą wiąże, a ty tak chcesz by cię wreszcie polubiła, że ciosasz kołki na głowie i terroryzujesz awanturami swoich kolejnych partnerów byle się pokazali twojej mamusi takimi, by jej akceptację zdobyli dla zaspokojenia twojego braku akceptacji od rodziców. (Jak myślisz- po kim masz charakter?)
              Kwestia jedzenia to tylko pretekst, jakby facet jadł wszystko to i tak nie byłby wystarczająco dobry dla twojej matki. Bo i tak by go krytykowała za coś innego, by przez niego ci pokazać jaka jesteś nieudana i jakie złe decyzje w życiu podejmujesz, jak dużo złego stoi iędzy tobą a matką. Więc robienie jakiegoś cyrku naokoło jedzenia jest tylko zasłoną dymną większej całości. A to, że wkręcasz w to partnera i wieziesz go do matki wiedząc co się tam będzie działo, by robił ci za jakąś marionetkę lub "plecy" , nie rokuje najlepiej dla tego układu.
              W ogóle sama twoja pierwsza reakcja by zrobić chłopu awanturę za to, że nie będzie chciał jeść czegoś co mamunia ugotuje i tym samym ci kłopotu bezczelnie narobi - pokazuje, że ty emocjonalnie jesteś bardziej w związku z matką niż z nim, i traktujesz go przedmiotowo, raczej dla niego to się miło i na tym jednym nie skończy. Może jednak zamiast zajmowania się kuchnią zajmij się swoją terapią.
              • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 15:49
                1.kinia napisał(a):

                > A to, że wkręcasz w to partnera i wieziesz go do matki wiedząc co się tam będzie działo, by
                > robił ci za jakąś marionetkę lub "plecy" , nie rokuje najlepiej dla tego układu.

                Kinia, jak zgadzam się w zasadzie ze wszystkim, co napisałaś, to jednak tutaj muszę "się zdziwić"...
                Co złego, dziwacznego czy toksycznego jest w tym, że zabiera się na wizytę do matki człowieka, z którym chce się spędzić resztę życia? Żeby poznać ze sobą dwie bardzo bliskie osoby, żeby się spotkały, poznały? Co w tym jest toksycznego?
                Owszem - kolejne takie wizyty i kolejne mogą już być objawem niezdrowego uwikłania. Ale jeśli to była pierwsza wizyta, przy okazji "zapoznawcza", to chyba za wcześnie na diagnozę typu "wkręcanie", "marionetka czy plecy".
              • beenthere Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 15:50
                W wiekszosci masz racje, tylko po co ta zlosc w mim kierunku? Dlatego wlasnie napisalam na forum, probuje sie zmienic, uniezaleznic emocjonalnie od matki. Opisuje sytuacje, prosze o porady. Z moim narzeczonym mamy sie bardzo dobrze, nikt nikomu nie robi awantur. Jak wspomnialam, to byl moj pierwszy instynkt, ktory dal mi znow do myslenia o moich relacjach z matka.
                >A to, że wkręcasz w to partnera i wieziesz go do matki
                Hmm, zabralam go ze soba na swieta, czy to az tak dziwne zachowanie? Mieszkamy razem, jak dla mnie dziwnym by bylo pojechanie bez niego, nie mam zamiaru go ukrywac przed rodzina...
                Rozmawialysmy z mama wiele razy, wydawala sie bardzo pozytywnie do niego nastawiona, serio liczylam ze tym razem obejdzie sie bez akcji. Po tej wizycie juz wiem, ze raczej za szybko sie tam nie pojawimy. Nastepne swieta spedzamy gdzie indziej.

                >że nie będzie chciał jeść czegoś co mamunia ugotuje i tym samym ci kłopotu bezczelnie narobi
                Tak bylo gdy mialam lat 20 pare. I zupelnie nie o klopot chodzilo, a o chec przyprowadzenia kogos kto sie jej spodoba (kogo zaakceptuje). Teraz juz wiem, ze to niemozliwe.
                Terapia niestety nie wchodzi w gre, jakies inne pomysly?
                • 1.kinia Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 15:57
                  >Terapia niestety nie wchodzi w gre, jakies inne pomysly?


                  Z innych pomysłów - zamorduj matkę. Nie będzie ci dobrego samopoczucia zaburzać.

                  Sorry, ale z twojego opisu JAK traktowałaś poprzednich partnerów wyłania się obraz osoby zawłaszczającej despotycznej i przemocowej. Jeśli uważasz, że terapia nie dla ciebie, to już twój wybór.

                  • anoraak Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 10:39
                    sorry, że się wtrącę, ale jeżeli nie masz nic sensownego do powiedzenia - to może odpuść sobie komentowanie ? źle się czyta agresywne posty pełne jakiś rzeczy wymyślonych, których autorka nie napisała....i do tego ta rada, pół żartem pół serio: zamorduj matkę.
                    to ma być pomoc ?
                    • 1.kinia Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 11:47
                      Prawda jest taka, że nie będzie matki a autorki problemy ze sobą będą nadal.
                      • anoraak Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 11:51
                        przepraszam, być może nie potrzebnie to napisałam ale denerwuje mnie jak dyskusja schodzi na taki poziom.
                        i tak problemy autorki zostaną nawet jak matki nie będzie, ale autorka chce to zmienić, po co ją dołować? nie chce iść na terapię - ok, być może teraz nie jest gotowa, niech odetnie się od matki jeszcze bardziej. sorry, to, że autorka jest jaka jest to wina wychowania matki, z takiej tresury się wychodzi bardzo długo, a czasami w ogóle
                        • 1.kinia Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 12:03
                          Oprócz matki w rodzinie pewnie był też ojciec. Szkoda, że nikt o nim nie pamięta i jego roli w kształtowaniu stosunków w rodzinie.

                          Równie dobrze można powiedzieć, że to jaka jest matka autorki, to wina jej matki (babki autorki). I tak wlec sprawę aż do Kaina i Abla. Może była jeszcze gorzej tresowana, co w dawnych czasach bywało normą.
                          Autorka nie ma lat 10ciu. Ale 30ci. Okopywanie się na stanowisku "to matki wina" jest dziecinne.
                          • anoraak Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 12:43
                            wcale nie uważam, że to jest dziecinna postawa, matka i ojciec (słuszna uwaga) ponoszą odpowiedzialność za to jak wychowali córkę, oczywiście córka w wieku 30 lat musi przejąć odpowiedzialność za swoje życie i zacząć żyć "normalnie" ale nie zmienia to zupełnie tego, że to kim jest i jak rozumuje - wynika z tego jak ją wytresowano (nawet nie wychowano, tylko wytresowano). wiem, że teraz jest taki trend, aby nie obarczać rodziców winą, ale fakty są proste - bardzo duży wpływ na to jacy jesteśmy ma postawa naszych rodziców i jeżeli rodzic jest zaburzony (bez wnikania czemu, czy to wina babki czy prababki) - to ponosi za to odpowiedzialność.
                            niektórzy po takiej tresurze z dzieciństwa nigdy nie są w stanie wziąć odpowiedzialności za swoje życie i będą obarczać za wszystkie nieszczęścia rodziców - inni wyciągają jakieś wnioski i pracują nad sobą.
          • iskierka3 Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 17.04.16, 15:45
            Zgadzam sie, to samo napisalam. I chlopak i mama bardzo dbaja o swoj komfort a biedna autorka rowniez dba o ich komfort. Zeby on czasem nie musial zjesc czegos co go kole w jezyk i zeby mamusi przykro nie bylo.
    • enith Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 15:19
      Przysięgam, chyba nigdzie indziej na świecie, w żadnej innej kulturze nie ma takiego upupiania ludzi w sprawie jedzenia, jak to ma miejsce w Polsce. Mieszkam od lat w USA, sporo podróżuję i takich histerycznych reakcji na niezjedzenie czegoś w cudzym domu, jak opisała autorka wątku czy Paris nie widziałam nigdzie. Nigdzie poza Polską. Mój mąż (Amerykanin) do teraz nie może pojąć, a jest ze mną od 14-stu lat, czemu w Polsce na siłę wciska mu się jedzenie na talerz tak, jakby jemu samemu rączki upierdzieliło i jakim cudem teściowa/ciocia/babcia/sąsiadka wie lepiej od niego, czy jest już najedzony, czy jeszcze nie.
      Jeśli gospodyni, w tym wypadku mama autorki wątku, nie potrafi zwyczajnie przejść do porządku dziennego nad faktem, że różne ludzie mają restrykcje dietetyczne czy nie tolerują z jakichkolwiek względów pewnych potraw, to przykro to pisać, ale jest gospodynią do dupy. Dobra gospodyni albo postara się zapewnić rozmaite żarełko biorąc te restrykcje pod uwagę albo zwyczajnie poprosi, żeby rzeczony gość zorganizował coś we własnym zakresie. Tak to się załatwia w kulturach, gdzie z jedzenia nie robi się okazji, żeby pokazać komuś, gdzie jest jego miejsce.
      • annb Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 15:42
        matka gastronomiczna
        proszbardzo www.efka.org.pl/index.php?action=p_art&ID=8
        • enith Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 16:01
          Annb, dokładnie tak. Pojęcia nie miałam o istnieniu określeń takich, jak "matka gastronomiczna", "matka karmicielka" ale pasują jak ulał do opisanej sytuacji. W Polsce większość kobiet kwestie jedzenia sprowadziła do jeszcze jednej metody kontrolowania członków rodziny i nie tylko oraz do zademonstrowania władzy. Dorosłych ludzi traktuje się jak niemowlęta czy kilkuletnie dzieci, które nie potrafią zdecydować, czy są głodne i które nie potrafią same się obsłużyć. A prawda jest taka, że przodują w tym te osoby, które akurat w kwestiach naprawdę życiowo ważnych mają zazwyczaj guwno do powiedzenia. I to szykowanie, gotowanie i wciskanie innym ludziom jedzenia ma dawać im poczucie, że gdzieś tam, na jakimś polu to one są najważniejsze i to one rządzą. Paranoja.
          • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 16:07
            enith napisała:

            > I to szykowanie, gotowanie i wciskanie innym ludziom jedzenia ma dawać im poczucie, że
            > gdzieś tam, na jakimś polu to one są najważniejsze i to one rządzą. Paranoja.

            Daje jedzenie = daje życie...;)

            Artykuł trafny, choć w jednym, moim zdaniem, trochę przegięty w drugą stronę.
            Nie od dziś wiadomo, że wspólne posiłki są więzotwórcze i wspólny stół w rodzinnym domu to więcej dobrego niż złego. Więc o ile przy tym stole i wspólnym posiłku nie odbywa się "próba sił", to uważam, że wspólne jedzenie i dbanie o to, żeby obiad jeść razem - to bardzo dobry zwyczaj.
            • enith Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 16:14
              > Nie od dziś wiadomo, że wspólne posiłki są więzotwórcze i wspólny stół w rodzin
              > nym domu to więcej dobrego niż złego. Więc o ile przy tym stole i wspólnym posi
              > łku nie odbywa się "próba sił", to uważam, że wspólne jedzenie i dbanie o to, ż
              > eby obiad jeść razem - to bardzo dobry zwyczaj.

              Zgadzam się w 100% i myślę, że przy stole powinno stosować się zasadę (sparafrazowaną), która sprawdza się świetnie i w innych życiowych kwestiach: jedz i daj jeść (bez przymuszania!).
              • 1.kinia Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 16:19
                Właściwie obraz tego co się dzieje w danym domu przy stole obrazuje rodzaj relacji i prawdę o nich. Nie spotkałam się jeszcze, żeby było gdzieś miło przy wspólnym stole a fatalnie poza stołem. (stół, w rozumieniu wspólnych posiłków)
                • kia5 Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 16:31
                  A mnie dziwi, że musiałaś uprzedzić mamę i wytłumaczyć narzeczonego, że czegoś nie je (dlaczego Ty? Przecież on jest dużym chłopcem i umie mówić). Dziwi mnie także dlaczego jemu mowiłas, że bedzie coś, czego on nie jada i dlaczego w związku z tym brałas cos specjalnie dla niego? Jak rozumiem - byly swięta i na stole była więcej niz jedna potrawa, albo - gdy był to obiad - była zupa i dodatki. poradziłby sobie chłopak przecież.
                • verdana Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 16:40
                  Artykuł o tyle idiotyczny, ze ten, kto przygotowuje posiłki wyznacza często godzinę i rozdziela jedzenie - po prostu dlatego, że wie, co zostało przygotowane. W pociągu nikt sobie kanapek nie weźmie, bo musiałby każdą zbadać - osoba, która je robiła wie, która z szynka, a która z pasztetem. I wizja rodziny, gdzie każdy wyciąga z lodówki i je - i to jest ideał, oznacza wizję kogoś, kto nie rozumie, że wspólny obiad to nie jest tylko jedzenie. Przygotowywanie jdzenia jawi się tu jako opresja, za którą domownicy musza zapłacić brakiem wolności. Ja lubię gotować i co mi kto zrobi? Ale ad rem. Jako osoba w wieku matki, której dzieci przyprowadzają do domu partnerów staję na głowie, aby nie podawać niczego, czego nie zjedzą - oczywiście, jak synowa nie je żurawiny, to najwyżej nie zje sałatki z żurawiną, albo sobie wydłubie. Ale primo - nie będę zmuszać, secundo - nie przygotuję głównego dania z kminkiem, jesli nie bierze go do ust - zrobię co innego, albo wersję bezkminkową. W kazdym razie to na mnie, jako na gospodyni ciąży obowiązek przygotowania dania dla gościa. W najgorszym razie - nie zmuszania gościa do jedzenia. I ti jest pies pogrzebany - bo jak matce zależy na dobrym samopoczuciu córki i potencjalnego zięcia, to gotuje to, co jest jadalne dla wszystkich. Najwyraźniej tej matce nie zależy - inni mają sie dostosować. A rozumiem, ze są dania, których ktoś nie zje, nawet na wizycie u potencjalnej teściowej.
                  • enith Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 18:07
                    > I tu jest pies pogrzebany - bo jak matce zależy na dobrym samopoczuciu córki i potencjalnego zięcia, to gotuje to, co jest jadalne dla wszystkich. Najwyraźniej tej matce nie zależy - inni mają sie dostosować.

                    Bingo. Matka autorki wątku dotychczas każdego jej partnera traktowała wrednie, wytykając potknięcia, umniejszając sukcesy i ogólnie dopierdzielając się bez powodu. I teraz z tym partnerem robi dokładnie to samo. Jej zachowanie idealnie wpisuje się w dotychczasową politykę traktowania partnerów córki jak osoby gorszej kategorii. Cóż, błędem autorki wątku była wiara, że skoro ten partner ma szansę zostać jej mężem, to matka będzie się hamować i zacznie zachowywać kulturalnie. Mam wrażenie jednak, że będzie dokładnie odwrotnie: ponieważ jest to związek naprawdę poważny, będzie robić WSZYSTKO co w jej mocy, żeby się rozpadł. A przedsmak tych akcji dostała autorka wątku w święta. Czas wyciągnąć z tego wnioski i przestać tańczyć w takt zagrań matki.
                    • foringee Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 22:07
                      Nie demonizowałabym tak typowego "trucia" matki i przypisywania jej jakieś wielkiej misji psucia związków córki,
                      w kontekście postępowań córki, która od lat z matką nie mieszka więc matki bezpośredni wpływ jest realnie niegroźny, córka już zdążyła popełnić nieudane małżeństwo, oraz kilka innych nieudanych związków, a obecnie mając 30 lat związana jest z 20latkiem (kto w wieku 20 lat się rzuca na małżenstwo?), więc ogłaszanie fanfar "to już na całe życie" jest zdecydowanie przedwczesne.
                      Wiele zwykłych matek by utyskiwało nad takim życiem związkowym swoich dzieci i dziwnymi wyborami kolejnych partnerów. Dorosłe dziecko się tym nie przejmie bo zwyczajnie nie zostawia rodzicom miejsca na wtrącanie się w ten obszar życia.

                      Autorka gdzieś wyżej też wspomniała, że jej chłopak właściwie wcale nie zauważył żeby matka go źle traktowała, zauważyła to tylko autorka.

                      Więc ten tego.
                      Skupianie się na żarciu i krytykanctwie matki raczej zasłanie inne grube problemy do przerobienia.
          • panizalewska Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 09:11
            Boszsz to moja jest matką gastronomiczną! :D Przykro jej jak 3-latka nie zje zupy i już łzy lecą po policzku. O jebaną zupę. A dziecko nie je tych zup od 1,5 roku co najmniej, więc to nie niespodzianka. Wpuszczanie kogoś w poczucie winy z powodu żarcia to jest szczyt choroby jak dla mnie.
            • annb Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 09:33
              To jest przemoc. po prostu
    • ada1214 Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 16:06
      W tej probie sil matka vs Ty jestes na przegranej pozycji´i zawsze bedziesz. Sa tu na forum osoby, ktore sobie z tym tematem nie radza mimo kilkuletniej terapii, tak ze wiec. Wiec raczej na konfrontacji niewiele ugrasz. Prosciej i skuteczniej bedzie sie wycofac z tej relacji na jakis czas. Mowiac wprost- zerwac lub ograniczyc kontakty. Jak nie masz odwagi, mozesz zakomunikowac mailem albo smsem z podaniem powodu.
      Ja w ogole jestem zdania, ze zamiast gadac, lepiej jest dzialac. Jak szlo przyslowie..? Krotki przyklad lepszy niz dluzszy wyklad. W negocjacje wchodze tylko z osobami, z ktorymi jestem zwiazana nierozerwalnie np. dziecko czy osobisty maz. Z pozostala czescia swiata nie mam obowiazku negocjowac, upraszac, tlumaczyc, apelowac do rozsadku. Co za strata energii. Prosciej, szybciej i skuteczniej jest odlaczyc taka relacje od pradu.
      • beenthere Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 16:30
        Tak tez postanowilam. Zreszta poki co nawet nie mialabym ochoty z nia rozmawiac, bo wiem, ze udawalaby ze nic sie nie stalo. Ona jest mistrzem unikania konfrontacji, gdybym okazala emocje opowiadalaby, ze mi odbilo i cos sobie ubzduralam, albo ze ten zly facet mnie tak omamil..:)
        Tym razem skierowala swa niechec na zlego mezczyzne, nie pozwole jej na traktowanie go bez szacunku.
        • napis_z_obrazka Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 19:30
          A w ogole to w czym Problem?;-) O ile ta potrawa nie jest tematem zastepczym...
          W ktorym miejscu Twoja matka nie okazala szacunku Twojemu narzeczonemu?

          Matka byla niezadowolona (co bylo do przewidzenia), narzeczony nie zjadl (bo ma nietolerancje na te potrawe). Czyli kazdy zostal przy swojej opinii;-), obie strony wygrane;-)
          Dlaczego tak sie przejmujesz?

          Nawet patrzac z boku, trudno byc obiektywnym, kto ma racje.
          Ja troche Twoja matke rozumiem, bo Ty przyjmujac zaproszenie na sniadanie wielkanocne wiedzialas, czego mozna sie spodziewac u osoby ortodoksyknie tradycyjnej (te same potrawy co rok, od lat). Twoja matka wiedzac, ze ktos ma nietolerancje na jakis skladnik, tez powinna odpuscic. Ale stalo sie inaczej.

          Moim zdaniem nic sie nie stalo. Matka (niezadowolenie z odrzucenia) i narzeczony (odrzucajac te potrawe) zrobili swoje, swiat sie nie zawalil.

          Ja rzeczywiscie nie mam jakiejs nietolerancji, jem wszystko;-)
          Za gotowaniem nie przepadam, ale jesc lubie i staram sie tez czyms dobrym poczestowac u siebie;-). Jestem pelna uznania dla talentow kulinarnych, roznych specjalnosci domowych ( wlacznie z mniemaniem, ze ``u mnie kuchnia najlepsza`, tak wiekszosc uwaza a efekty rozne;-).
          Ale ja jestem ciekawa innego. Kuchni regionalnych i jedzenia zagranicznego tubylcow;-) I zwyczajow, bo co kraj, to obyczaj.

          Bylam kiedys w sytuacji podejmowania domowym polskim obiadem Egipcjanina w Polsce. Gospodyni przygotowala schabowe z kapusta, zeby Obcy;-) zobaczyl, co w Polsce smakuje najbardziej;-) Bylam przerazona;-) co sie bedzie dzialo. Okazalo sie, ze byla tez wolowina opcjonalnie. No i ten Egipcjanin zjadl schaboszczaka, bo byl ciekawy polskiego jedzenia. Byl pierwszy raz w Polsce i dodal, ze zawsze za granica jest ciekawy innego jedzenia.

          Czy Twoj narzeczony jest obcokrajowcem i co to za potrawa, ktorej ktos nie toleruje. No, umieram z ciekawosci. Bo tak sobie dyskutujemy teoretycznie i nie wiem, co jest niedozjedzenia w Wielkanoc;-)





          • phantomka Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 19:53
            Niby taka światowa, niby obyta, a nie potrafisz pojąć, że ludzie mają różnie, że jedna napis_z_obrazka i jeden Egipcjanin nie tworzą całej gamy ludzkich zachowań:)
          • enith Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 20:03
            > Czy Twoj narzeczony jest obcokrajowcem i co to za potrawa, ktorej ktos nie tole
            > ruje. No, umieram z ciekawosci. Bo tak sobie dyskutujemy teoretycznie i nie wie
            > m, co jest niedozjedzenia w Wielkanoc;-)

            Nie umieraj z ciekawości, tylko ćwicz silną wolę. Naprawdę musisz wiedzieć, skąd pochodzi narzeczony i o jaką potrawę chodzi? Jakie ma to w tej sytuacji znaczenie? Jeśli się okaże, że to zupa z kukułczych gniazd to uznasz, że miał prawo nie jeść, a jeśli baba wielkanocna to uznasz, że wymyśla i powinien był się zmusić?

            > Matka byla niezadowolona (co bylo do przewidzenia), narzeczony nie zjadl (bo ma
            > nietolerancje na te potrawe). Czyli kazdy zostal przy swojej opinii;-), obie s
            > trony wygrane;-)
            > Dlaczego tak sie przejmujesz?

            Może umknął ci ten fragment z założycielskiego postu:
            "Koniec koncow dowiedzialam sie, ze moj chlopak jest bezczelny i niewychowany (bo przyrzadzilismy dla niego osobne danie, informujac ja o tym tydzien przed wizyta!) i ze zyczy mi "powodzenia" w zyciu z nim. Po czym wlasciwie traktowala go jak powietrze az do naszego wyjazdu."
            Może autorka przejmuje się tym, że po raz kolejny matka zachowała się jak burak, że po raz kolejny wykazała się kompletnym brakiem szacunku dla córki, jej partnera i jej wyborów, że nawet podczas tak uroczystej okazji, jak święta nie potrafiła trzymać dzioba na kłódkę, tylko musiała córce udowodnić, z jakim to beznadziejnym człowiekiem się związała. Nie wiem, tak sobie tylko dywaguję, ale może autorka ci odpisze, czym to się tak przejęła.
          • salsa.lover Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 20:37
            Analizujemy tutaj bardzo szczegółowo co z tym jedzeniem, co to za potrawa, czy facet powinien zjeść czy nie zjeść, czy przynieść coś innego czy nie przynieść....
            A przecież autorka podała tę sytuację tylko jako jeden przykład zachowań matki. Moim zdaniem rozstrząsanie akurat TEGO JEDNEGO przykładu w kontekście savoir vivre itp jest kompletnie bez sensu.
            Cała reszta opisu tej relacji daje naprawdę ponury obraz całej relacji i debatowanie co je a czego nie zje ten akurat partner to jak dyskutowanie o przycinaniu róż gdy płonie las!
            Przypomnę co smakowitsze kąski:

            > wszystko musi byc tak jak ona chce i uwaza. Od zawsze rzadzila calym domem, wszyscy byli > jej podporzadkowani.
            >Nigdy nie pasowal jej zaden z moich partnerow
            > zawsze probowala mi swoimi cynicznym i kasliwymi uwagami udowodnic moje zle wybory.
            > Ciagle wysluchiwanie tekstow w stylu: co on sie tak ubral jak na bazar? Widze ze swietnie mu idzie kariera (po zwolnieniu z pracy). On zawsze tak wolno wszystko robi? No widze, ze swietnego organizatora sobie wybralas (jak cos tam mu nie wyszlo),
            >ale tez i bardziej dosadnych, nawet do stwierdzenia, ze przeciez od razu bylo widac ze ja mu sie nigdy nie podobalam (po zerwaniu).
            >Ja probowalam "udoskonalac" moich wybrankow, zeby przypodobali sie mamie

            Naprawde nadal uważacie, że najważniejsze jest czego ten biedny chłopak nie je??

            Autorko, jednym zdaniem dość szybko i stanowczo odrzuciłaś pomysł z terapią. Dlaczego? Zastanawia mnie zawsze gdy ktoś tak kategorycznie stwierdza, że terapia nie wchodzi w grę.
            Jeśli matka całe życie Cię tak udupi.ała to ja bardzo wątpię, że nawet jak zaprzestaniesz z nią kontaktów to nagle rozpoczniesz cudowne i szczęśliwe życie. Takie wychowanie zostawia piętno niestety i warto to przerobić, choćby tylko po to aby nie powielić wzorca w ten czy inny sposób.
          • heniek.8 Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 06:51
            ilością tych "emotikonek" chcesz zrobić wrażenie że taka jesteś "fajna"?
            że nie ma problemu, ty spróbujesz kuchni regionalnej a Egipcjanowi ugotujesz i wołowinę i wieprzowinę, i będzie "fajnie"

            tylko że nie dla każdego gadanie o jedzeniu, robienie go, jedzenie, i co tam potem się dzieje, to wdzięczny temat do rozmów,
            są tacy wśród nas (chyba mniej "fajni") którzy oczekują że na "dziękuję, nie jestem głodny" odpowiedzią będzie kiwnięcie głową i przejście do następnego tematu (sport, muzyka, bieżące wydarzenia, what have you) a nie uczepienie się tematu żarcia
            • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 09:54
              heniek.8 napisał:

              > a nie uczepienie się tematu żarcia

              OTÓŻ TO!
              Jakkolwiek wspólne posiłki wciąż uważam za niezmiernie ważne, to robienie z JEDZENIA bożka i używanie go jako narzędzia manipulacji, albo wręcz przemocy - a tak się tutaj właśnie dzieje - jest chore, jakkolwiek by do tego nie podchodzić.
              "Jedz i pozwól jeść" - owszem, przy wspólnym stole, ale niech każdy je ze swojego talerza i nakłada do niego to, czego sam chce. Analogia do życia okazuje się wyraźniejsza niż można było na początku myśleć :)
            • napis_z_obrazka Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 10:30
              Masz racje. Dzisiaj jak czytam, to tez widze, ze poniosly mnie emocje i glupawka razem wziete.
              Staram sie powsciagnac emocje, ale wychodzi roznie.

              Z opresji zyciowych ratuje mnie - na szczescie czesto - poczucie humoru.
              Rozumiem, ze do Twojego serca nie przez zoladek (zakladam, ze serce masz!).

              Zauwaz, ze wczesniej napisalam, ze gotowanie, to nie jest moje ulubione zajecie. Ze dopytywalam, czy narzeczony obcokrajowiec, bo problemy w komunikacji -w opisanej przez Autorke sytuacj - ja widze. Chcialam wykluczyc ograniczenia jezykowe.

              Moim zdaniem temat jedzenia, to temat zastepczy, w tej opisanej przez autorke relacji z matka.





              • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 10:36
                napis_z_obrazka napisała:

                > Moim zdaniem temat jedzenia, to temat zastepczy, w tej opisanej przez autorke relacji z matka.

                A moim zdaniem to po prostu przykład - akurat świeży, więc dlatego przytoczony. Przykład na to, że musi być tak, jak mama uważa, bo jak jest inaczej, to "bezczelny cham". Cham nie cham - różne epitety racjonalnie "umocowane" można znaleźć, tylko po to, żeby dopiec i zohydzić. Więc jeśli jedzenie to temat zastępczy, to raczej dla mamy.
                • 1.kinia Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 10:51
                  Ale zauważ, że to autorka twierdzi, że matka zachowywała się chamsko i ignorowała chłopaka cały pobyt i nie wiadomo jakie straszne jeszcze rzeczy mu wg autorki robiła w okolicach tego tajemniczego dania.
                  Jakimś cudem JEJ PARTNER ŻADNEGO WREDNEGO ZACHOWANIA MATKI WOBEC SIEBIE NIE ZAUWAŻYŁ.
                  • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 11:07
                    1.kinia napisał(a):

                    > Jakimś cudem JEJ PARTNER ŻADNEGO WREDNEGO ZACHOWANIA MATKI WOBEC SIEBIE NIE ZAUWAŻYŁ.

                    A to akurat żaden cud :).
                    Są takie "typy", które tak bardzo dbają o wizerunek, że na zewnątrz są cud-miód-śliczności. A przykre sprawy są załatwiane wyłącznie we własnym grajdołku, niejednokrotnie w bardzo przykry sposób. I bożebroń, jakby się ktokolwiek z zewnątrz zorientował, że za zewnętrzną pozłotką jest cokolwiek innego!
                    • 1.kinia Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 12:19
                      No ale co w związku z tym? Fakty są takie, że chłopak nie czuł się wcale obrażany ani zaniedbany w gości u matki autorki.
                      To autorka miała traumę, że matka się nim za mało zajmowała i nie tak jak wg niej powinna, olewała go, ignorowała..
                      Matka tradycyjnie zaczęła go negatywnie obgadywać do autorki, tak jak to robiła zawsze i na co zawsze autorka się godziła - a autorka zamiast powiedzieć "pogięło cię mamuś? co ty mi tu z takimi tekstami wyjeżdżasz? to mój ukochany masz o nim mówić dobrze albo wcale, bo mnie on odpowiada i to ma być najważniejsze" - to słucha tej krytyki i się nie odzywa ani nie zaprzecza tylko wchodzi w rolę małej córuni do strofowania.
                      Jeśli autorka nie porzuci w relacjach z matką schematu robienia z siebie ofiary żebrzącej o akceptację i miłość to nie stworzy też zdrowej relacji z kim innym. Bez względu na ilość matczynego negatywnego obgadywania.
                      • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 12:27
                        1.kinia napisał(a):

                        > No ale co w związku z tym?

                        Nic. Tylko tyle, żeby wskazać, że "nieuprawnione zarzuty wobec mamusi" nie są wcale takie nieuprawnione. Tylko tyle.
                • ada1214 Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 10:55
                  ola_dom napisała:

                  > napis_z_obrazka napisała:
                  >
                  > > Moim zdaniem temat jedzenia, to temat zastepczy, w tej opisanej przez aut
                  > orke relacji z matka.
                  >
                  > A moim zdaniem

                  A moim zdaniem :D fakt, ze kwestia jedzenia jest tutaj w watku wyniesiona ponad wszystkie inne kwestie pokazuje wyraznie, jak bardzo temat gastronomiczny jest wazny w zyciu kazdego z dyskutantow i jak wielkie miejsce- nieproporcjonalnie wielkie- zajmuje w zyciu, sercu i mieszkaniu. Tak wiec mamy po jednej stronie barykady matke Autorki ktora z jedzenia robi bron przeciwko komus, a po drugiej stronie barykady stoja strazniczki innej koncepcji reglamentowania jedzenia. Tym samym tematy okolojedzeniowe sa fetyszem i dla jednej i dla drugiej strony. Tyle tylko, ze przeciwne biegun.. Nie widzicie tego, szanowne Panie?
              • heniek.8 Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 19:34
                > Moim zdaniem temat jedzenia, to temat zastepczy, w tej opisanej przez autorke r
                > elacji z matka.

                jedzenie to przypadek szczególny pewnego ogólnego schematu
                ogólnie chodzi o to że nie każdy lubi czuć się obserwowany i oceniany / wyceniany

                w przypadku jedzenia to widać najlepiej - jesteś u babci a ta liczy ile pierogów zjadłaś i drąży temat dlaczego zjadłaś pierogi czy nie lubisz naleśników?

                w innych dziedzinach trudniej o przykłady - np. jesteś u kogoś a ktoś mówi "o masz za długie włosy, pozwolisz że ci je skrócę?" - raczej rzadkie

                ale komentowanie ubioru, wystroju mieszkania itd - z tym pewnie można spotkać się częściej

                komentowanie - nie mam na myśli jednego komentarza w stylu "chyba trochę ciemno w tym salonie" tylko upierdliwe wejście na ten temat i próby przekonywania do swojej wizji.
                • napis_z_obrazka Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 22:06
                  Zgadzam sie z Toba.
                  Dobrze sie czujemy z ludzmi o wspolnych zainteresowaniach, pogladach, wartosciach, talentach.
                  Klonow nie ma (niestety albo stety), ludzie czyms sie tam miedzy soba roznia.
                  Robi sie nieprzyjemnie, kiedy ludzie skupiaja sie na tym czym sie roznia i ta roznica im sie nie podoba, przeszkadza, chca skorygowac (nie u siebie;-).
                  Nie skupiaja sie na tym, co sie podoba lecz na tym, co sie nie podoba.

                  I czym skorupka za mlodu nasiaknie... czesto powtarzamy to nieswiadomie, z pokolenia na pokolenie.
                  WytresTresowanie krytyka, bo na to co w dziecku dobre, to szkoda czasu i strzepienia jezyka;-)
                  • napis_z_obrazka Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 22:49
                    c.d. wracajac do problemu autorki watku.
                    1. Albo sama sie podlozyla, przedstawiajac narzeczonego z pierwsza wizyta u matki, zaczela od jego ´nietolerancji´ na danie glowne obiadu, a wiec skupianie sie na tej roznicy, ktora moze sie nie podobac matce.
                    2. Albo narzeczony ma powazniejsze problemy, ktorych zakochana nie chce widziec
                    3. Albo w tej rodzinie mowienie o zaletach, umiejetnosciach, talentach (takze kulinarnych:) jest z jakiegos tajemniczego powodu trudne. Bo jakies zalety kazdy ma. Nawet ta matka gotujaca obiad i oczekujaca podziekowania, usmiechu, komplementu. Informacji, ze bylo smaczne, to lubie. Chetniej sie gotuje, wiedzac, ze domownicy to lubia (chyba) i docenia starania. Moim zdaniem takie zachowanie to kanon.
                    4. O narzeczonym nic nie wiemy. Jakiez to zalety wzbudzily te milosc. Co jej sie w nim spodobalo? Niebieskie oczy czy rozmowy do bialego rana ``czy racje mial Samuel P. Huntington``? Wiemy tylko, ze ma nietolerancje na tajemnicze danie (ani wada, ani zaleta)

                    • heniek.8 Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 07.04.16, 06:46
                      napis_z_obrazka napisała:

                      > 1. Albo sama sie podlozyla, przedstawiajac narzeczonego z pierwsza wizyta u ma
                      > tki, zaczela od jego ´nietolerancji´ na danie glowne obiadu, a wiec skupianie s
                      > ie na tej roznicy, ktora moze sie nie podobac matce.

                      nie, to matka się podłożyła. moja matka nawet by się nie zająknęła gdybym powiedział że proszę o zrozumienie ale ktoś tam nie chce jeść czegoś tam. a tu mamy coś w rodzaju dramatu

                      > 2. Albo narzeczony ma powazniejsze problemy, ktorych zakochana nie chce widziec

                      może ma ale tematem wątku jest relacja matki z córką

                      > Nawet ta matka gotujaca obiad i oczekujaca podziekowania, usmiechu, komple
                      > mentu. Informacji, ze bylo smaczne, to lubie.

                      nie wiem o co tutaj chodzi. (?!) przecież ten gość właśnie czegoś tam nie lubi, daj mu już spokój, jest teraz wiele programów w których matka może pochwalić się kunsztem kulinarnym,

                      > Chetniej sie gotuje, wiedzac, ze
                      > domownicy to lubia (chyba) i docenia starania. Moim zdaniem takie zachowanie to
                      > kanon.

                      no to kto zjadł to mógł pochwalić starania, kto nie zjadł, nie musiał - znowu "matka garstronomiczna" z ciebie wychodz

                      > 4. O narzeczonym nic nie wiemy. Jakiez to zalety wzbudzily te milosc. Co jej si
                      > e w nim spodobalo? Niebieskie oczy czy rozmowy do bialego rana

                      a co to ma do rzeczy? - może ma szklane oko i drewnianą nogę. to nie jest tematem wątku, a ty starasz się ustawić w sytuacji - "opowiedz mi jakie to danie, to powiem czy ma prawo nie lubić? opowiedz mi co to za kochaś, to powiem czy masz prawo postawić się matce"

                      chyba jesteś po "drugiej stronie" - dorosłe dzieci, puste gniazdo i szukanie sensu w tym że ktoś pochwali rosół, mam rację?
                      • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 07.04.16, 10:43
                        heniek.8 napisał:

                        > a co to ma do rzeczy? - może ma szklane oko i drewnianą nogę.

                        Ano właśnie :)
                        Oczywiście, że to jest baaardzo ciekawe, kim jest i jaki jest partner autorki (tym bardziej, że już wiemy, że jest od niej o 10 lat młodszy!) ;), ale czy to na pewno ma kluczowe znaczenie w tej sytuacji?
                        Skoro matka traktuje go tak samo źle jak poprzednich partnerów, tzn. odnosi się do nich - i o nich - z taką samą niechęcią? Więc chyba problem nie w tym, JAKI jest partner, tylko że w ogóle jest.
                        • 1.kinia Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 07.04.16, 10:57
                          Może tak, może nie.
                          Może faktycznie poprzednicy byli kiepscy i matka miała rację ostrzegając dość prostacko córkę przed ich wadami widząc z boku, że z tej relacji pewnie nic dobrego nie będzie, a może z tymi panami dało by się stworzyć dobry związek, gdyby nie to, że autorka jest zewnątrzsterowalna i jak mamusia powie, że facet jest "be" to się córka zaczyna tak na nim wyżywać i go dominować, że chłop ucieka z wrzaskiem, a wtedy córka oświadcza, że to matki wina że jej związek się nie udał.

                          Znamy relację z jednej strony,
                          ja na tej podstawie mogę wysnuć tylko jeden wniosek - że i matka i córka najwyraźniej stosują przemoc emocjonalną w związkach i odprawiają ze sobą z uporem jakiś chocholi taniec nienawiści.
                          • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 07.04.16, 11:19
                            1.kinia napisał(a):

                            > Może tak, może nie.
                            > Może faktycznie poprzednicy byli kiepscy i matka miała rację ostrzegając dość prostacko córkę
                            > przed ich wadami widząc z boku, że z tej relacji pewnie nic dobrego nie będzie,

                            No to jak wszyscy byli tacy beznadziejni, to może należałoby się zastanowić, dlaczego takie odpady córka wybiera, czyżby jakieś wzorce z domu, tentego...;)
                            Oczywiście trochę żartuję, bo żadna mama raczej na to nie wpadnie, a na pewno nie tzw. toksyczna - w końcu na tym ta toksyna polega;
                            odnosiłam się jednak do ciekawości napisu_z_obrazka, którą wypunktował heniek, a której zaspokojenie wcale nie wydaje się niezbędne w tym akurat problemie.
                            • 1.kinia Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 07.04.16, 11:50
                              Wzorzec (komunikacji/reakcji na stres/rozwiązywania problemów) z domu to coś co bardzo ciąży na dalszym życiu (dobrze, jeśli się jak najwcześniej uświadomi, że 1.wzorzec jest zaburzony, 2.że trzeba zadbać o zmianę siebie (a nie tracić lata np na zmianę mamusi) )
                              Negatywy wychodzą w podejmowanych związkach a później jeszcze większą falą przy dzieciach.
                              Autorce ciężko swoje zachowania zmienić choć jest pewnie z 25lat młodsza od matki, więc matka dłużej je utwierdzała jako swoją normę, zaś pozostała część rodziny(głównie ojciec) tego nie zablokowała ale układ najwyraźniej wspierała (np wycofaniem i biernością w rodzinnych sprawach).

                              Po latach się okazuje - tak mnie matka wkurzała swoim zachowaniem w rodzinie a ja wcale dużo lepiej swojej nie poukładałam :)

                              Ja też jestem ciekawa tych tajemniczych dań i narodowości chłopaka autorki. Jakąś wielką tajemnicę z tego robi, więc atmosferka się podkręca i dywagacji pobocznych może coraz więcej być ;)

                              Obserwuję teraz bliską znajomą z popapranego domu, która weszła wreszcie w dłuższy związek. Jest bardzo szczęśliwa a ja gryzę się w język, bo widzę, że wzięła sobie faceta -w moim odczuciu dużo poniżej swoich możliwości- takiego z kim będzie mogła powielać problemy rodzinne (oczywiście nie toczka-w-toczkę te same, ale te nadrzędne: brak partnerstwa-pogarda-podporządkowanie-agresja) . Z drugiej strony, jeśli nie zacznie próbować, ryzykować, testować, uczyć się na własnych błędach - to związku żadnego nie stworzy a chyba też nie o to w życiu chodzi, żeby czegoś nie robić z lęku biorącego się z dzieciństwa. Drugiego życia nikt nie dostanie.
                              • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 07.04.16, 12:10
                                1.kinia napisał(a):

                                > Ja też jestem ciekawa tych tajemniczych dań i narodowości chłopaka autorki.

                                Ale wciąż - czy komentarz o "bezczelności i niewychowaniu" ma cokolwiek wspólnego z narodowością? :)

                                To, że jesteśmy ciekawscy, to akurat nasza sprawa (problem).
                                • 1.kinia Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 07.04.16, 12:27
                                  co kraj to obyczaj. jeśli pan rytualnie z uprzejmości beknął na koniec posiłku to kto wie co pozostali pomyśleli :D
        • zuzi.1 Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 20:09
          Poczytaj:www.daughtersofnarcissisticmothers.com/
          • zuzi.1 Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 20:11
            I to tez:sonsofnarcissisticmothers.org/
            • zuzi.1 Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 20:39
              I to:www.psychiatria.pl/forum/toksyczni-rodzice-prosze-o-pomoc-w-znalezieniu-specjalisty/watek/72566/1.html
              • zuzi.1 Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 05.04.16, 20:44
                I jeszcze to: forum.gazeta.pl/forum/w,898,145208679,145208679,Toksyczni_rodzice_watek_zbiorczy.html
    • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 07:57
      1. Ola, niuans polega na tym, że czym innym jest "ustalenie" polegające na tym, co się zrobi Pani domu jako potrawę DODATKOWĄ DLA WSZYSTKICH, a czym innym "ustalenie"-poinformowanie, żę czegoś się nie je i się sobie coś innego zrobi, mimo że na stole 10 innych jedzeń. To jest rodzaj "dziwaczenia", tego się nie robi, gdy się jedzie na kilka dni, ale w zasadzie jest jakiś najważniejszy świąteczny posiłek. Albo się robi w jakiś bardziej elegancki sposób.
      Co do krojenia selera - to jeszcze inna kwestia. Jak rodzaje kieliszków, albo rodzaje makaronów dla Włochów i kolejność potraw. Inaczej się kroi warzywa na sałatki, inaczej na chińskie potrawy, pomidory też mają "swój" kierunek (o tym akurat pisała PaniZalewska ostatnio, też tego nie rozumiejąc;)). Nie chcę tego tematu rozszerzać, bo to off top. To innego rodzaju niuanse, i tak wszystko wpada do żołądka można powiedzieć:)

      2. Enith, fajna ta Twoja "przysięga", ale mało zmienia rzeczywistość. Polacy nie są najbardziej opresyjnym narodem jeśli chodzi o narzycanie "zwyczajów" jedzeniowych. A ja nikogo nie zmuszam do jedzenia, czego nie lubi, jak chyba nikt tu do tego nie namawiał, nie wiem, gdzie to wyczytałaś....

      3. Kinia - 100 % zgody.
      Tak jak sobie ogólnie p[atrzę na wątek, to myślę, że Autorka mogłąby dalej na przykładzie tej Wielkanocy zastanowić się, czemu taką strategię przyjęłą. Z terapeutą by to znacznie głębiej zrobiła i pewnie więcej spraw odkryła. Więc polecam.
      Myślę, ze znamienne jest obmyślanie przez kilka miesięcy jak będzie na Wielkanocy. Myślę, że partner był tu niejako "statystą" i faktycznie jego udział niewielki, możę chciał się wpisać nawet w polską kulturę opierając się na zdaniu rodowitej córki-Polki.
      Podejrzewam, że te działąnia z robieniem potrawy dla partnera to quazi-działania separacyjne od matki, w których partner był tu akurat statystą. To podobny sposób potraktowania partnera podejrzewam, jak innych "do zmiany", tylko tu jest to bardziej ukryta forma. Wnioskuję to z tego, że podobny styl traktowania partnerów jest raczej bardziej prawdopodobny, niż jego zmiana (tu - przedmiotowy). Też rozmawianie z nim przez tyle czasu, czy zje, czy nie, etc. chyba nie było jego inicjatywą?
      Myślę, że kolejną sprawą jest stosowanie "scenariuszy" wydarzeń - czyli odnoszen ie się do tegpo "co będzie", a nie co jest, i zapobieganie "scenariuszom" - np. "matka by się tak zachowała, więc`podejmujemy takie i takie działania". W praktyce - jak widać z opisu zresztą matki - matka do samych partnerów nie stosowała obraźliwych odzywek, i nie wiadomo, co by zrobiłą jakby sobie po ludzku mężczyzna zjadł co innego, niż "tajemnicze danie". Kilka jeszcze jest w wątku takich kwestii, to też jest nakręcane przez takie opisy jak Enith - gdzie jest napisane, ze matka źle ich traktowała - brak oddzielenia znaczeń faktycznych zachowań od ocen wyrażanych poza daną osobą. Brak merytorycznej oceny też tych opinii - jak rozumiem Autorka z jakichś wzglęów też kończyła z nimi związek, podobnie jak się rozwiodła. Kwestię "ignorowania" by można dalej ciągnąć, jak to się objawiało - potem pojawia się opis, że partner był niczego nie świadomy - czyli on jakoś tego ignorowania nie odczuł jakby specjalnie.

      4. To, że matka nie jest przyjaźnie nastawiona do córki jest w jakiś sposó oczywiste, jeśli przyjeżdzą raz na kilak miesięcy i to teraz z partnerem, to mogłąby matka się zwyczajnie się cieszyć i nie wnikać, czy piją tylko przyniesioną colę i zamówioną pizzę, zamiast jej jedzenia świątecznego. To jest jasne, z tym nikt nie polemizuje. To nie oznacza jednak, ze pewne zachowania będą "kulturalne", nawet jak ktoś je pomija milczeniem (kilka takich zarzutów tu się pojawiło - jest masa taki8ch kwestii - ktoś się dziwnie zachowuje, ale gospodarz to zupełnie pomija, to z kolei taki trcochę kod kulturowy od strony gospodarza).

      5. Dla np. ewentualnych przyszłych dzieci, wg mnie warto iść na terapię. Rzeczy nie były kolejnymi "statystami", być moze pod jakaś inną przykrywką. Myślę, że to o zdaniu sobie sprawy, zę się "już nie zmusza" do jedzenia partnera, jest świetne, NAPRAWDĘ. Myślę jednak, ze zrobienie tej dodatkowej potrawy - jeśli było inspirowane rozmyślaniami Autorki, jest drugą stroną tego samego medalu i to by dalej można na terapii odkrywać.

      To w skrócie tyle:) W wielkim skrócie:)
      • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 09:59
        paris-texas-warsaw napisała:

        > Co do krojenia selera - to jeszcze inna kwestia. Jak rodzaje kieliszków, albo rodzaje makaronów > dla Włochów i kolejność potraw.

        I oczywiście się z tym zgadzam w 200%; mi seler pokrojony inaczej w TEJ sałatce wcale nie pasuje ani nie smakuje, ale przywołałam ten przykład jako kolejny, że wielką uwagę zwracasz na sprawy okołojedzeniowe :)
        • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 11:53
          Pewnie skrzywienie zawodowe...
      • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 10:06
        paris-texas-warsaw napisała:

        > A ja nikogo nie zmuszam do jedzenia, czego nie lubi, jak chyba nikt tu
        > do tego nie namawiał, nie wiem, gdzie to wyczytałaś....

        Między wierszami?
        "Jakby sobie zjadł po ludzku";
        wielokrotne wspominanie o braku wychowania, gdy ktoś czegoś nie je.

        Nie trzeba zmuszać, zresztą nie możesz zmusić. Ale wyrażana wielokrotnie "głęboka dezaprobata" jest niezmiernie wyraźna.
        • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 11:50
          Ola, chyba zafiksowałaś na tym. Ten cytat "po ludzku" też chyba nie ze mnie... Autorka pisze, że matka mówi, że facet nie kulturalny. No to się zgadzam. Czym innego jest NIEJEDZENIE, czym innym przynoszenie ZAMIENNIKA dla SIEBIE, po wcześniejszym poinformowaniu nieznajomej praktycznie gospodyni/przyszłej teściowej goszczącej w swoim domu, że się nie LUBI (OBRZYDZA NAS etc.) jej popisowego dania. To jest na granicy ostentacji, a nie zapewniania sobie komfortu jedzenia przy pewnie zastawionym stole. Jednocześnie przecież pisałam, że można było sobie dodatkowe danie robić, jak to gospodynie nie przeszkadzało (zresztą w czyjejś kuchni w okresie Świąt bym nie szalała specjalnie). No, tak jakoś jest, że gość z pomysłami jest dwa kroki za gospodarzami. W większości kultur. No tak już jest, że kultura to nie otwartość i wyrażanie swoich opinii. Ale ktoś może woleć za cenę zjedzenia jakiegoś dania złamać kody kulturowe, ale może się spotkać z różną reakcją. Jakby więcej o opresji Świąt to było tu kilka wątków...:)))

          Przypomniał mi się taki fajny wątek na ematce z BN. Jakaś starsza pani spytała gospodynię, czy dla swojej córki na proszoną wigilię może przynieść jakaś "jej" zupę, bo ona ma taką tradycję. Ta córka voś koło 40... No można, czemu nie:))))
          • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 12:03
            paris-texas-warsaw napisała:

            > Przypomniał mi się taki fajny wątek na ematce z BN. Jakaś starsza pani spytała
            > gospodynię, czy dla swojej córki na proszoną wigilię może przynieść jakaś "jej"
            > zupę, bo ona ma taką tradycję. Ta córka voś koło 40... No można, czemu nie:)))

            Pamiętam tamten wątek, ale on jednak jest trochę nieprzystający do tej sytuacji - bo tam i matka, i córka szły w gości.
            Tutaj córka jedzie do rodzinnego domu. I to jednak trochę inne zasady obowiązują. A przynajmniej powinny obowiązywać.

            A i tak uważam, że ta nieszczęsna potrawa była tak naprawdę pretekstem dla mamy, żeby pokazać, jakie ma zdanie w wiadomej sprawie. Gdyby to był pierwszy taki maminy "wyskok" i autorka bardzo się dziwiła, co też odbiło fajnej, jak dotychczas, mamie - to mogłybyśmy się skupiać na zasadach dobrego wychowania, niuansach i savoir-vivrze.
            Ale tutaj to był po prostu pierwszy z brzegu przykład na to, jak matka wykorzysta cokolwiek, żeby dopiec córce i wyrazić swoją niechęć dla kolejnego partnera.
            Więc chyba nie ma za bardzo sensu robić w tym wypadku z żarcia tematu zastępczego - wzorem matki.
            • 1.kinia Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 12:21
              Kwestia rozpisania ról w tej rodzinie. Oprócz matki i autorki są tam jeszcze inni członkowie rodziny, którzy w tym współuczesniczą i matki najwyraźniej nie hamują w jej zapędach.
              • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 12:30
                1.kinia napisał(a):

                > Kwestia rozpisania ról w tej rodzinie. Oprócz matki i autorki są tam jeszcze inni członkowie
                > rodziny, którzy w tym współuczesniczą i matki najwyraźniej nie hamują w jej zapędach.

                To prawda, jednak najwyraźniej pozostali członkowie rodziny odnosili się do partnera normalnie, więc z nimi autorka nie miała problemu i dlatego nie wspomina o nich w wątku.
                Jedynie wspomniała, że wszyscy od zawsze byli rozstawiani po kątach przez matkę. A jeśli tak faktycznie jest, to trudno się dziwić, że nikt matki nie hamował.
                • 1.kinia Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 12:36
                  Jeszcze raz- partner autorki nie zauważył złego traktowania od matki. To autorka ma traumę, że matka go traktowała niewystarczająco wylewnie bo powinna lepiej.

                  Co do rozstawiania wszystkich po kątach - czy autorka aby nie powiela w związkach wzorca rodziny swoich rodziców?
                  • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 12:39
                    1.kinia napisał(a):

                    > Co do rozstawiania wszystkich po kątach - czy autorka aby nie powiela w związkach wzorca
                    > rodziny swoich rodziców?

                    Tak, ale właśnie zdała sobie z tego sprawę (wcześniej kazałaby chłopakowi zjeść tamto nieszczęsne danie, teraz mu odpuściła). Przynajmniej tyle. Od czegoś trzeba zacząć.
                    • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 13:01
                      Dla mnie Autorka nadal to zrobiła - wykreowała sytuację, nad którą myślała kilka miesięcy (!), facet był pozbawiony "konfrontacji" z matką nad tą mityczną potrawą, zjadł coś innego, bo tak wymyśliła Autorka. To jest aranżacja. On może nawet się w tym nie połapał:) To jest rodzaj wszechmocnej kontroli, a partner - przedłużenie Autorki. Nie będę przywoływać "terminu" na to zjawisko;)
                      • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 13:11
                        paris-texas-warsaw napisała:

                        > Dla mnie Autorka nadal to zrobiła - wykreowała sytuację, nad którą myślała kilka miesięcy (!),

                        Ależ ja nie napisałam, że nie robi. Robi w inny sposób, który jej zdaniem jest lepszym wyjściem. Z boku wiadomo, że nie jest, że to tylko przeniesienie problemu, może przypudrowanie go, ale nadal jest to kontrola, choć autorka uważała, że znalazła rozwiązanie.
                        Ale miejmy nadzieję, że to pierwszy etap. Będę się upierać, że samo zdanie sobie sprawy z problemu, to już dużo, a potem czasem człowiek się potknie albo zabrnie w ślepą uliczkę, ale przynajmniej coś robi, jakoś rozluźnia tamten schemat.
                        Trudno jest po kilkudziesięciu latach nagle od razu zacząć działać zupełnie inaczej niż do tej pory i od razu prawidłowo.
                        • verdana Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 08.04.16, 22:17
                          Nie jest aranżacją przewidywanie, ze facet , który czegoś nie je, czegoś nie zje i wywoła tym samym awanturę. Albo zje i zwymiotuje - po prostu wspaniałe wejście w rodzinę. Cała sytuacja jest w normalnej rodzinie w ogóle niedostrzegalna. Tak naprawdę, to matka słysząc, że facet córki nie je kaczki/pierogów/ czegokolwiek robi na obiad co innego, albo dwa dania do wyboru, a nie uznaje, że gość zjeść musi.
                          • iskierka3 Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 17.04.16, 17:28
                            Jak dla mnie - matka jak najbardziej nie powinna uznac, ze musi zjesc natomiast chlopak nie powinien sie afiszowac z "nie lubie" - szczegolnie, ze nie stoluje sie u tesciowej na co dzien. Byc moze troche to schizofreniczne, nie przecze;)
                            • verdana Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 17.04.16, 18:55
                              Siedząc przed pustym talerzem afiszowałby się znacznie bardziej.
                              • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 17.04.16, 19:09
                                verdana napisała:

                                > Siedząc przed pustym talerzem afiszowałby się znacznie bardziej.

                                Albo i przed pełnym, nietkniętym.
                                Zdaje się, że skoro teściowa tak bardzo przeżyła fakt, że kandydat na zięcia nie zjadł tego, co przygotowała, najprawdopodobniej dokładnie sprawdzałaby, czy aby chłopak już zjadł, ile zjadł i dlaczego nie chce dokładki. Taki typ, jak się zdaje. Gdyby to był inny typ, to by nie było całej tej hecy.
            • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 12:23
              Ciekawe jest, po co corka te potrawe dorabiala... To nie zostalo sensownie wztlumaczone... Bo sie niby bala reakcji matki, jak nie zje facet, ale po co wtedy ta potrawa... Czy martwila sie, ze facet bedzie glodny... Czy miala matce pokazac, ze zrobi po swojemu i nie beda tanczyc, jak matka zagra, a facet zje, co oni zrobia....
              • paris-texas-warsaw Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 12:30
                I Autorka pisze od poczatku, ze to matka boi się krytyki. To Autorka się jej boi, nawet takiej nie do niej skierowanej, a w sprawie osób trzecich. To jest tez element traktowania przedmiotowego partnera - krytyka jego jest odbierana osobiście i odbierana, jako dewaluująca. A jakby chwaliła - co by to zmieniło? Że taki kulturalny, siedział przy stole... Generalnie powinno to nic nie zmieniać... Tak jakby chwalacy partnerów rodzice są dobrzy, krytykujący zli. Wg mnie wystarczy kulturalne zachowanie wobec tych partnerów. Wraz z wyborem partnera nie nabiera on specjalnego statusu, gdy nie może o nim rodzina rozmawiac/wyrazac zdania. To by bylo nienaturalne i cenzurujace wg mnie, zwlaszcza do osob doroslych.
                • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 12:38
                  paris-texas-warsaw napisała:

                  > I Autorka pisze od poczatku, ze to matka boi się krytyki. To Autorka się jej boi, nawet takiej nie
                  > do niej skierowanej, a w sprawie osób trzecich.

                  Nie wiem, jak to wyrazić, ale wydaje mi się to bardzo typowe w takim uwikłaniu. Ta właśnie obawa przed krytyką, a jednocześnie matka, której nie wolno zwrócić żadnej uwagi. I zarazem jest to rodzaj "żebrania o akceptację", bo to tak działa, jak się człowiek nauczył w domu, że krytyka jest czymś najgorszym na świecie.
                  No i chyba nikomu nie jest przyjemnie słuchać krytyki, tym bardziej dotyczącej ukochanego, i tym bardziej z ust bliskiej osoby; to chyba tylko ktoś oświecony byłby na to w pełni odporny i nie miało to na niego żadnego wpływu i znaczenia.
              • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 12:32
                paris-texas-warsaw napisała:

                > Ciekawe jest, po co corka te potrawe dorabiala... To nie zostalo sensownie wztlumaczone... Bo
                > sie niby bala reakcji matki, jak nie zje facet, ale po co wtedy ta potrawa...

                To prawda, też się zastanawiałam.
                Obstawiam wersję "składkowej imprezy" i przyniesienia czegoś od siebie - także dlatego, że czegoś się nie je (ja np. na rodzinne imprezy chodzę z własnym ciastem. Robię go więcej niż jestem w stanie sama zjeść, ale też raczej nie dla wszystkich - ot, jakby ktoś chciał spróbować, jako ciekawostkę). Ale może było inaczej.
                • verdana Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 07.04.16, 14:32
                  Po co? Podejrzewam po prostu, że było to obiadowe danie główne. Jak ktoś nie je sałatki czy wędliny na śniadanie to problemu nie ma. Jak siedzi nad pustym talerzem podczas obiadu, to wszystkim jest nieprzyjemnie, w dodatku sprawia to wrażenie demonstracji.
                  • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 07.04.16, 14:46
                    verdana napisała:

                    > Po co? Podejrzewam po prostu, że było to obiadowe danie główne.

                    Masz rację, później autorka wyjaśniła, że z daniami u niej w domu jest tak, że są obliczone na biesiadników, więc nie ma "albo-albo" - jak ktoś nie je dania głównego, to innego nie ma.
    • beenthere Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 13:16
      Sama nie wiem do ktorych wypowiedzi sie odniesc.
      Tak, krytyka mnie, czy mojej ukochanej osoby jest dla mnie bardzo ciezka, slabo sobie z tym radze.
      Nie podaje szczegolow dan, bo jak juz tu ktos napisal, to nie jest meritum calej historii.
      Terapia niestety nie jest teraz mozliwa, mieszkam za granica, nie jestem jeszcze w stanie w obcym jezyku dyskutowac na tak trudne tematy. Moze za jakis czas byloby latwiej... Bardzo chcialabym pojsc na terapie, mysle ze wiele by mi pomogla.
      Czemu w ogole wyszla ta historia z przygotowywaniem innego jedzenia? Sama nie wiem, sadzilam ze lepszym wyjsciem bedzie uprzedzenie mamy, uzgodnienie z nia wczesniej, ze zastapimy mu to danie innym, tak zeby ona przy stole nie poczula sie urazona (zawsze miala jakas straszna fobie z tym jedzeniem, jak nie bedziesz wychwalac pod niebiosa to "you are dead to me";) Obie o tym rozmawialysmy, to bylo nasze wspolne rozwiazanie. (Tak mi sie wydawalo). Moze rzeczywiscie popelnilam blad, moze trzeba bylo nic nie robic i dac sie facetowi samemu wytlumaczyc, teraz juz za pozno na gdybania.
      Jedno co moge jeszcze dodac, porcje sa zawsze wyliczone, nie ma u nas stolu zastawionego jedzeniem, wiec nie mogl podziekowac za kurczaka ale nabrac sobie wolowiny.
      Zreszta macie racje, powtarzam o tym jedzeniu bo to najswiezszy incydent. Wiekszosc tu tez skupila sie tylko na tym. Zdaje sobie sprawe ze problem jest sporo wiekszy i wina lezy tez po mojej stronie.
      • annb Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 13:36
        widzisz, i to jest Twój problem -> Sama nie wiem, sadzilam ze lepszym wyjsciem bedzie uprzedzenie mamy, uzgodnienie z nia wczesniej, ze zastapimy mu to danie innym, tak zeby ona przy stole nie poczula sie urazona
        Nie skupiasz się na tym, aby osoba, z którą przyszłaś, nie była głodna tylko żeby mama nie poczuiła się urażona. Po dobrej terapii zrozumież że odczucia/fochy/uczucia twojej matki to jest wyłacznie jej problem. a pozniej juz wogóle nie będą cię interesowac.
        Może poszukaj dla siebie terapii przez skype?
      • berber_rock Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 14:28
        Co do terapii i mieszkania za granica:
        - Twoje stanowisko na temat terapii stje sie teraz dosyc jasne. Poniewaz w takiej sytuacji moim zdaniem terapia nie ma za bardzo senu. I nie chodzi tylko o znajomosc (taka lub inna) jezyka. Tez mieszkam za granica i tez kiedys rozwazalam terapie. Doszlam jednak do wniosku, ze aby moc zakumac niektore problemy, tzreba jednak troche znac polski kod kulturowy. Nie wiem, jak sa ksztalceni terapeuci w krajach zachodnich i czy potrafiliby zrozumiec (poslugujac sie nadal przykladem z tego watku) czemu ta biala kielbasa tak wazna dla niektorych Polakow. Podejrzewam ze dla niektorych bylby to problem z kosmosu. Ja dalam sobie spokoj z terapia, ale to dlatego, ze mialam calkiem rozsadna alternatywe.
        • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 14:35
          berber_rock napisał(a):

          > Co do terapii i mieszkania za granica:
          > - Twoje stanowisko na temat terapii stje sie teraz dosyc jasne. Poniewaz w takiej sytuacji moim > zdaniem terapia nie ma za bardzo senu. I nie chodzi tylko o znajomosc (taka lub inna) jezyka.

          Ale naprawdę można spróbować terapii przez skype'a, tym bardziej, że beenthere pisze, że bardzo by chciała terapii.
          Nie zawsze i nie każdemu taka forma pasuje, ale akurat próba nic nie zaszkodzi.
          Bo zdecydowanie nie tylko język jest przeszkodą. I w tej sytuacji skype wydaje się niezłym rozwiązaniem.
          • beenthere Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 15:36
            Dziewczyny, dzieki! W zyciu by mi do glowy nie przyszlo, ze mozna sprobowac terapii przez skypa. W glowie mi siedzi obraz przyciemnionego pokoju z kanapa, pewnie dlatego nawet bym o tym nie pomyslala! Mysle, ze tak nawet byloby mi latwiej niz twarza w twarz. Poszperam w internecie i sprobuje sie wziac za siebie.
            Duzo mi dalo wygadanie sie tu, pewne komentarze daly sporo do myslenia, szczerze mowiac nie spodziewalam sie tego, napisalam tylko z mysla o tym zeby troche ochlonac.
            Musze teraz tylko pomyslec co zrobic z sytuacja z mama. Poki co odcielam sie zupelnie, nie bardzo wiem co robic dalej.
            • ola_dom Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 16:03
              beenthere napisała:

              > Musze teraz tylko pomyslec co zrobic z sytuacja z mama. Poki co odcielam sie zupelnie, nie
              > bardzo wiem co robic dalej.

              Pisałaś, że mama do Ciebie dzwoni, i że pewnie zadzwoni z pytaniem, dlaczego się nie odzywasz. To dobra okazja, żeby wreszcie wyjaśnić, dlaczego. I zobaczyć, co wtedy.
        • salsa.lover Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 15:39
          berber_rock napisał(a):

          > Co do terapii i mieszkania za granica:
          > - Twoje stanowisko na temat terapii stje sie teraz dosyc jasne. Poniewaz w taki
          > ej sytuacji moim zdaniem terapia nie ma za bardzo senu.

          Nie zgadzam się zupełnie. Też mieszkam za granicą i z terapią nie było najmniejszego problemu. Trzeba po prostu zdecydować się na ten krok i cierpliwie poszukać.
          Jak ktoś pisze, że "absolutnie nie wchodzi w grę" to dla mnie brzmi strasznie kategorycznie i odrzuca nawet podjęcie jakiejkolwiek próby.

          Nie wiem w jakim kraju mieszkasz autorko, ale Polskich emigrantów jest pełno wszędzie :) a co za tym idzie również specjalistów polskiego pochodzenia mówiących po polsku naprawdę można znaleźć w najbardziej zaskakujących miejscach. Piszę to akurat z własnego doświadczenia.

          > ba jednak troche znac polski kod kulturowy. Nie wiem, jak sa ksztalceni terapeu
          > ci w krajach zachodnich i czy potrafiliby zrozumiec

          Też nie do końca. Co do metod terapii to zazwyczaj na swoich stronach terapeuci piszą w jakm nurcie pracują, więc można się zorientować.
          A kod kulturowy.... hm, polska kultura naprawdę nie jest aż tak wyjątkowa ;) podobny model rodzinnego wychowania mamy np we Włoszech, Irlandii.

          Ja próbowałam na emigracji trzech terapeutów. Najpierw dwie Polki, bo byłam właśnie przekonana, że we własnym języku i kręgu językowym będzie mi najłatwiej. Niestety z żadną z tych pań nie złapałam kontaktu.
          Potem z polecenia trafiłam do kobiety, która jest Irlandką i już u niej zostałam. I z nią świetnie mi się współpracowało.
          Przecież terapeuta nie musi przejść gwałtu, żeby móc z ofiarami gwałtu pracować. Tak samo nie musi pochodzić z tego samego kraju, żeby rozumieć i odczuwać problemy swojego klienta.
      • napis_z_obrazka Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 15:30
        beenthere napisała:
        ... i wina lezy tez po mojej stronie.

        1. Powtorze za p.Agnieszka: na poczuciu winy nie ruszysz do przodu.
        W zyciu raczej chodzi o odpowiedzialnosc.

        2. Ja na Twoim miejscu sprobowalabym terapii w kraju, gdzie jestes. Dopoki nie sprawdzisz,to nie wiesz. Moze okazac sie, ze Twoja znajomosc jezyka jest lepsza, niz myslalas. Poza tym w przyswajaniu jezyka obcego najwazniejsza motywacja, wiec 2w1 przy tym samym nakladzie energii.

        3. Z przyjemnoscia przeczytalam Twoj ostatni wpis. Pierwszy krok masz za soba. Poddalas sie tu krytyce i przezylas. Czy krytyka sluszna czy nie, to sama wiesz najlepiej. Niesluszna sie nie przejmuj, sluszna wez pod uwage, zeby bledow nie powtarzac.


      • koronka2012 Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 06.04.16, 18:49
        Moja kuzynka i jej mąż są psychologami - i uwaga: mieszkają za granicą i tam pracują w zawodzie. Chciałam więc nieśmiało zwrócić uwagę, że pobyt w innym kraju nie oznacza, że terapia jest niemożliwa, tyle, że trudniej ją znaleźć.

        Ale warto próbować - a nuż...?
        • iskierka3 Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 17.04.16, 15:32
          A ja bym sie obawiala czy autorka watku nie wchodzi z chlopakiem w relacje podobne jak ma zmatka. Czy to nie jest osoba o podobnym rysie, po prostu. Bo mi to troche wyglada na przeciaganie liny i "ustawianie" partnerki. Mamusia ciagnie w swoja, chlopiec w swoja. Jako gospodyni, goszczaca oba osobe, zakladam, ze po raz pierwszy, jesli ten ktos ostetntacyjnie przywiozlby swoje danie bo nie lubi czegos co jest u mnie - moze nie bylabym az urazona ale odebralabym to jako dziwactwo, demonstracje i brak kultury. I tak - martwilabym sie o zwiazek dziecka z kims takim bo wlasnie pachnie mi to sklonnosciami do podporzadkowywania bliskim swoim dziwactwom. Szczegolnie, ze jak ktos zauwazyl - dorosly czlowiek naparwde moze sie poswiecic i zjesc cos co mu mniej smakuje i od tego nie umrze oraz w swieta jest taki wybor jedzenie, ze spokojnie mozna czegos nalozyc sobie symbolicznie i nawet nie tknac. Albo nie nalozyc wcale.
          W roli tego chlopaka nie przyszloby mi do glowy dopytywac sie co jest u przyszlych tesciow i jesli cos mi nie odpowiada to przywozic swoje.Przywiesc cos swojego na zasadzie przychodze z wizyta z dodatkowym daniem to mily gest ale "przywiozla swoje bo waszego nie lubie" to strasznie niegrzeczne i niemile.
          Pierwsza taka wizyta u przyszlych tesciow, gdze najwazniejsze jest aby chlopak postawil na swoim i ostentacyjnie przywiozl swoje zarcie nie wrozy dobrze, moim zdaniem.
          • foringee Re: Toksyczni rodzice po raz n-ty... 17.04.16, 16:27
            E, raczej bardziej się skłaniam do wersji, że to autorka przypomina swoją matkę, a chłopaka sobie wzięła takiego co za dużo jaj nie podskoczy tylko robi co pani każe i mało myśl o skutkach.
Pełna wersja