beenthere
04.04.16, 16:00
Mam 30 lat i wciaz nie umiem poradzic sobie z charakterem mojej mamy. Ona jest osoba nie znoszaca krytyki, wszystko musi byc tak jak ona chce i uwaza. Od zawsze rzadzila calym domem, wszyscy byli jej podporzadkowani.
Nigdy nie pasowal jej zaden z moich partnerow (czy tez chlopakow), zawsze probowala mi swoimi cynicznym i kasliwymi uwagami udowodnic moje zle wybory. Ciagle wysluchiwanie tekstow w stylu: co on sie tak ubral jak na bazar? Widze ze swietnie mu idzie kariera (po zwolnieniu z pracy). On zawsze tak wolno wszystko robi? No widze, ze swietnego organizatora sobie wybralas (jak cos tam mu nie wyszlo), ale tez i bardziej dosadnych, nawet do stwierdzenia, ze przeciez od razu bylo widac ze ja mu sie nigdy nie podobalam (po zerwaniu, gdzie jak mozna sie domyslac, humor mialam sredni, takie pocieszenie od mamy).
Ja probowalam "udoskonalac" moich wybrankow, zeby przypodobali sie mamie, denerwowalam sie na nich (z awanturami wlacznie) gdy robili lub mowili cos, co sie jej nie podobalo (wiedizalam, ze zostanie mi to wypomniane przez mame, wiec szlag mnie trafial gdy robili cos nie po jej mysli).
Od ponad roku jestem z mezczyzna, z ktorym zamierzam spedzic reszte zycia. Przed swietami zdenerwowalam sie na niego, bo okazalo sie, ze nie jada (nie wezmie do ust, po prostu nie toleruje) czegos co moja mama zawsze przyrzadza na swieta. Nagle dotarlo do mnie, ze mi jest kompletnie obojetne czy jada to czy nie i ze moja zlosc wynika tylko i wylacznie z tego co uslysze od mamy na swieta. Wyluzowalam, powiedzialam sobie ze nigdy wiecej ona nie bedzie wplywac na moje relacje z moim mezczyzna.
Koniec koncow dowiedzialam sie, ze moj chlopak jest bezczelny i niewychowany (bo przyrzadzilismy dla niego osobne danie, informujac ja o tym tydzien przed wizyta!) i ze zyczy mi "powodzenia" w zyciu z nim. Po czym wlasciwie traktowala go jak powietrze az do naszego wyjazdu. Bylo mi strasznie przykro (co mieszalo sie w sumie z totalnym wk^&wem), mialam ochote opuscic mieszkanie rodzicow w tym momencie, ale pomyslalam, ze moze to za duza reakcja. Zagryzlam zeby i wytrzymalam do konca wizyty.
Szczerze mowiac mam juz dosc, chce skupic sie na mojej nowej rodzinie, a nie probowac spelnic jakies wybujale fantazje matki. Zupelnie nie wiem jak sie zachowac, jesli zaczne znow z nia normalnie rozmawiac, ona bedzie ignorowac fakt istnienia mojego partnera, badz bedzie mi udowadniac na kazdym kroku swoimi kasliwymi uwagami jaki on jest beznadziejny. Moge tez odciac sie od rodziny na jakis czas, pokazac im (a raczej mamie), ze tym razem nie dam sobie go oczerniac.
Prosze pomozcie jak sie zachowac, jak sie postawic osobie nie przyjmujacej do wiadomosci, ze ktos moze miec inne zdanie? Czy ja mam racje czy moze jednak milosc przycmila mi logiczne rozumowanie?