ejankacom-pl
07.04.16, 08:19
w wyniku incydentu jaki mial miejsce w szkole, mąż uznał, że musi stanąć w obronie córki i poszedł do szkoły ustawić do pionu pewnego chłopca. Po kilku dniach otrzymalismy wezwanie do szkoły-okazało się że matka chłopca zgłosiła napaść z użyciem przemocy. Może było tam małe szarpanie, ale bez przesady ze od razu przemoc.
Rozmawialiśmy z Dyrekcją (przy okazji wyszło, że wersja jaka opowiadała nam córka o zdarzeniu jest inna niż rzeczywistosc i faktycznie nie była tu ofiarą), próbowaliśmy przekonać matkę, żeby wycofała doniesienie na Policję, ale ona nie chce. Twierdzi, że musi dac nauczkę mojemu mężowi i także szkole, ze nie moze tak byc, że dziecko w szkole nie jest bezpieczne. Jest regulamin i informacje w szkole, ze rodzice odprowadzajacy dzieci stoją przy szatni, nie maja prawa kręcic sie po szkole (mąż poszukał chłopaka na sali gimnastycznej).
Nie wiem co nam może grozić w tej sytuacji. Kobieta jest zawzięta, nie chce z nami o tym gadać, reaguje histerycznie, bo w koncu nic sie takiego nie stało. Na co możemy się przygotować, czy takie rzeczy sa w ogóle rozpatrywane przez Policję, czy ze względu na niewielką szkodliwośc traktowane ulgowo?