iziula1
25.04.16, 19:18
Może duchowe to złe określenie, raczej chodzi mi o takie rozmowy prowadzone we własnej głowie, wyobraźni. Miałam dziś taką. Wywołał ja impuls - kłopoty z bratem. Więc temat ojca powrócił.
Idąc dziś do pracy ( na piechotę - ciekawe dlaczego akurat taką opcję wybrałam) toczyłam burzliwą dyskusję z ojcem. W mojej wyobraźni szedł obok mnie a ja go "przekonywałam" jakim paskudnym był i jest ojcem. Dla mnie, dla mego brata. W pewnej chwili , nie mogąc wyrzucić z głowy tego "dialogu" musiałam dosłownie tupnąć noga i powiedzieć głośno "dość". Po co to robię? Po co chcę udowodnić sobie(?) że mam rację czując żal do ojca? Po co próbuje przekonać o tym samą siebie jakbym to ja to negowała?
W rzeczywistości nie utrzymuje relacji z ojcem. On gdzieś tam funkcjonuje. Jest. Telefonów od niego nie odbieram. Taką podjełam decyzję i się jej trzymam, bo kontakty z nim są cholernie raniące.
Nie wiem czy takie " duchowe "rozmowy są dobre dla mnie, czemu służą, bo ukojenia nie przynosza raczej rozdrapują stare żale.
Nie wiem czy ktoś z was też tak ma, czy można kiedyś przestać?