Potrzeba władzy w związku

26.04.16, 13:25
Witajcie,
całkiem niedawno założyłam ten wątek:

forum.gazeta.pl/forum/w,898,160551892,160551892,O_co_nam_chodzi_.html?t=1461668741502
Na dzień dzisiejszy sytuacja wygląda tak, że mieszkam u siebie. Od czasu wyprowadzki z panem widziałam się raz. Chce żebym wróciła, ale oczywiście na jego warunkach.
Zarzucił mnie pretensjami, że chcę go sobie podporządkować. Że wszystko ma być tak jak ja chcę. A on chciał, żebym na spokojnie z nim mieszkała i wówczas ślub będzie w swoim czasie. Że jak bez przerwy gadam o tym ślubie to wywieram na niego presję, że go zmuszam. Jest mega urażony, że się wyprowadziłam, że mu wstydu narobiłam przed rodziną. Tłumaczyłam mu dlaczego uważam, że mój powrót w obecnej sytuacji to nie jest najlepszy pomysł, dlaczego ten ślub jest dla mnie tak ważny. Ale z jego strony tylko była złość, że go sobie podporządkowuję.
Potem chciałam się z nim spotkać jeszcze kilka razy, aby rozmawiać, szukać jakichś rozwiązań, próbować się dogadać. Wymigiwał się od spotkań i rozmów. I jednocześnie cały czas twierdził, że mam wracać i że na mnie czeka.
Dopóki się nie dogadamy, to nie chcę wracać. I od kilku dni zastanawiam się jak to jest z władzą w związku. W jakim zakresie próbowałam go sobie podporządkować i czy w ogóle. I czy to ja jego, czy on mnie? Czy po 4 latach związku oczekiwanie, że ślub ma być tu i teraz to jest próba podporządkowania? Czy może wyraz frustracji, że on traktuje mnie jak pieska, który ma mieszkać grzecznie i nie pytać, to może się doczeka na kiełbaskę...
    • zuzi.1 Re: Potrzeba władzy w związku 26.04.16, 14:30
      Z tym panem nie da się dogadać, bo to jest niedojrzaly, uwiązany do rodziców facet, manipulant z problemami emocj. Widzisz jak bardzo mu na Tobie zalezy...? Ulokowalas uczucia w niewlasciwym mężczyźnie z zaburzonej rodziny. Kazdy normalny facet w takiej sytuacji gdyby mu na Tobie zależało albo by się wprowadził do Ciebie, albo zdobył by sie na ten slub. A ten co robi...NIC. Czy wokół Ciebie jest naprawde taka pustynia jesli chodzi o mężczyzn ze tego kulawego musisz tak się trzymać, jak pijany plotu :-)?
    • ola_dom Re: Potrzeba władzy w związku 26.04.16, 14:35
      dorota-098 napisał(a):

      > W jakim zakresie próbowałam go sobie podporządkować i czy w ogóle. I czy to ja jego, czy on
      > mnie? Czy po 4 latach związku oczekiwanie, że ślub ma być tu i teraz to jest próba podporządkowania?

      A daj spokój.... Przecież pisałaś, że już nawet termin był ustalony i to chyba nie raz, bo panu ciągle coś wypadało i tak odsuwał w nieskończoność... To jest próba podporządkowania - Ciebie, dokładnie tak, jak napisałaś poniżej:

      > on traktuje mnie jak pieska, który ma mieszkać grzecznie i nie pytać, to może się doczeka na kiełbaskę...

      Tak właśnie - jak będziesz grzeczna, to może zasłużysz na nagrodę.
      Ale pytanie - CO TO ZNACZY, że będziesz grzeczna? Z pewnością nic konkretnego ani jednoznacznego, bo te kryteria w takich razach są zawsze regularnie odsuwane.
      Pomijając już fakt, że obrzydliwym jest traktowanie ślubu z ukochaną (?) osobą w ramach nagrody za dobre sprawowanie, to i bez tego aspektu jest to czysta i ohydna manipulacja.

      Właściwie to nawet jakby pan zgodził się na Twoje warunki i na ślub, to zastanów się, czy to na pewno człowiek, z którym warto się wiązać...
    • enith Re: Potrzeba władzy w związku 26.04.16, 15:31
      Kurcze, Dorota, w marcu wydawało się, że zrozumiałaś i przyjęłaś do wiadomości, że z tym panem jest ci mocno nie po drodze. Wyprowadziłaś się, wróciłaś do siebie, zadbałaś o siebie. A tymczasem niecałe chyba dwa miesiące po wyprowadzce już dajesz się głupio mamić facetowi, które nie ma ci absolutnie nic do zaoferowania z rzeczy, które są dla ciebie w życiu ważne. Wyciągnij wnioski z jego zachowania, po prostu na zimno to skalkuluj. Pan nawet NIE CHCE się z tobą spotkać w celu omówienia waszej sytuacji, on chce, żebyś ty bez szemrania wróciła do jego domu i roli, jaką tam uprzednio odgrywałaś. Pana nie interesujesz ani ty, ani twoje uczucia. Gdyby tak było już dawno bylibyście po rozmowie, a może i po ślubie. Pana interesuje wyłącznie on sam i nie możesz po prostu tego nie widzieć. Dlaczego w ogóle kontaktujesz się z tym człowiekiem, skoro masz czarno na białym, że twoje potrzeby nigdy nie zostaną z nim zaspokojone. Co się zmieniło od marca na plus, że rozważasz powrót, że w ogóle z tym człowiekiem rozmawiasz, liczysz na jakieś jego odpowiedzi czy wyjaśnienia? Sama świetnie go już zdiagnozowałaś: dla pana małżeństwo to utrata kontroli, na którą on się NIGDY nie zgodzi. No to czego ty jeszcze od niego chcesz?
    • magda_369 Re: Potrzeba władzy w związku 26.04.16, 15:56
      nie chce rozmawiac i spotkać sie ale mówi, że "masz wracać i że na mnie czeka" jak bym słyszała od jakiegos tatusia, że dziecko ma zjesc i nie wstanie od stołu dopóki wszystkiego nie zje. Dla mnie to on chce sobie ciebie wychowac, czy wytresowac. A twoje próby wyrażania swojej opinii i woli uważa za rodzaj buntu który trzeba zdusic. Nie szanuje cie i tyle. Po slubie bedzie gorzej i nie licz na to ze to sie zmieni. Bedziesz caly czas walczy o wszystko. A on bedzie przejmował tylko soba i tym co powiedza inni. Dziewczyno ty nawet o wasz slub musisz z nim walczyc.
      Uważam, że przynajmniej miesieczny detox od niego jest ci potrzebny.
    • magda_369 Re: Potrzeba władzy w związku 26.04.16, 16:03
      najlepsza forma manipulacji jest poczucie winy! nie daj sie
    • panpaniscus Re: Potrzeba władzy w związku 26.04.16, 16:20
      Urażony? Wstyd przed rodziną? Jak by to był zdrowy związek, to byłoby mu przykro, że go zostawiłaś i by się niepokoił, co dalej z Wami, a nie "urażony" i "wstyd".
      Na twoim miejscu bym nie czyniła więcej żadnych ruchów w jego stronę - jeśli by mu zależało na związku, a nie na poslusznej służacej, to by się starał.
      Twoje ostatnie zdanie podsumowuje sytuację.
    • julita165 Re: Potrzeba władzy w związku 26.04.16, 17:09
      Jest wręcz przeciwnie, to on Ciebie usiłuje podporządkować. Miałam dokładnie ten sam problem z ex mężem, tzn nie w sprawie ślubu tylko w tym, że jeżeli na czymś mi szczególnie zależało ( a nie było to wcale tak częste ) ale jemu z jakiś powodów to nie pasowało to postępował dokładnie tak samo jak Twój.
    • iziula1 Re: Potrzeba władzy w związku 26.04.16, 18:38

      Pamietam twoje rozterki z poprzedniego postu. Moge tylko powiedzieć,że postąpiłaś bardzo rozważnie. Brawo.
      Mieszkasz u siebie, na swoich warunkach. Teraz z pewnej odległości możesz na spokojnie ocenić zachowanie partnera, który tak naprawdę niczego Ci nie proponuje oprócz szantażu. Zarzuca ci rzeczy które sam wobec Ciebie stosował.
      Nie warto trwać w tym związku. Nie warto tracić czasu.
      Żyzczę Ci powodzenia i naprawdę dobrego, partnerskiego związku ale nie z tym panem.

    • foringee Re: Potrzeba władzy w związku 26.04.16, 18:46
      Pan nie chce się z tobą żenić. W ogóle się nie chce żenić. Chce wpędzić w poczucie winy żebyś wróciła i zaspakajała jego potrzeby remontowo/seksowo/opiekuńcze bo baba w domu jest przydatna.
      Jak widać bardzo łatwo cię wkręca w to poczucie winy.
      Jak się z tobą ożeni to będziesz tam u niego "na prawach" a to mu nie pasuje bo chce mieć we wszystkim ostatnie słowo a ciebie się boi.
      Sorry, ale facet który w takiej sytuacji się przejmuje bardziej tym, co ludzie powiedzą, niż tym że kończy mu sie kilkuletni związek - nie kocha cię, jesteś dla niego tylko pionkiem, meblem który jest mu potrzebny w domu żeby mieć lepszą opinię. I generalnie gościu ma coś nie tak z głową. Zbyt skupiony na sobie, żeby cię w ogóle zauważyć.
    • enith Re: Potrzeba władzy w związku 26.04.16, 19:22
      > Jest mega urażony, że się wyprowadziłam, że mu wstydu narobiłam przed rodziną.

      OJP, TO jest pana największe zmartwienie?? Że mu narobiłaś wstydu przed rodziną swoim odejściem?? Co za pieprzony egoista, zapatrzony w siebie bubek. Ja takich ludzi określam mianem odpadów atomowych absolutnie na nadających się do poważnych związków. Uwierzyć wprost nie mogę, że ty faktycznie rozważasz powrót i związek z takim człowiekiem. Facet musi cię nieźle znać, skoro tak pięknie pogrywa na twoim poczuciu winy. Nieźle ci przez tę parę lat przeprał mózg. Szkoda, że swojego odejścia nie wykorzystałaś do całkowitego i niedwracalnego zerwania kontaktów z panem. Masz wielke szanse na wieloletnie uwikłanie się z beznadziejnie głupi związek tracąc tym samym szansę na stworzenie czegoś fajnego z innym, normalnym mężczyzną.
    • dorota-098 Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 11:58
      Ja nie rozważam powrotu do niego aktualnie. Jeśli nic się w nim nie zmieni, jeśli nie zacznie dostrzegać mnie i moich potrzeb, to nie ma mowy, abym tam wróciła. Jeśli wrócę, to na swoich warunkach.
      Chciałam, abyśmy o tym porozmawiali, ale na jednej rozmowie się skończyło, podczas której ciągle się upierał, że go próbuję sobie podporządkować. Uważam, że sytuacja jest na tyle poważna, że jedna rozmowa nie wystarczy, chciałam rozmawiać dalej, ale on nie wykazuje w tej kwestii chęci. Więc nie wracam.
      Mnie bardziej chodziło o to, że może w tym co mówi jednak coś jest. Może to ja czegoś nie widzę? Własnych postaw, własnych zachowań? Może to on jest na tyle mało asertywny, że czasem zgadza się na wszystko co proponuję wbrew sobie, a potem próbuje sobie rekompensować to buntem w innych kwestiach? Może to ja, na podstawie jego słów, stworzyłam sobie wizję naszego związku, do której teraz usilnie dążę? I to dlatego on czuje jakieś podporządkowanie?
      Niemniej to jak się zachowuje obecnie jest nie do przyjęcia.
      • ola_dom Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 12:24
        dorota-098 napisał(a):

        > Może to ja, na podstawie jego słów, stworzyłam sobie wizję naszego związku, do której teraz usilnie dążę?

        Mieliście umówiony, wspólnie uzgodniony termin ślubu?

        Facet zrobił Ci sieczkę w głowie, ew. miałaś do niej tendencje (to nie zarzut), a on to zręcznie wykorzystuje teraz. Ale nie musisz się dawać.
        • anula36 Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 12:40
          Niemniej to jak się zachowuje obecnie jest nie do przyjęcia

          i Ty naprawde wierzysz w cudowna przemiane pana, powrot z fantafarami i slubny happy end???
          szkoda czasu na lazenie za nim i skomlenie jak ten przyslowiowy piesek, pan jest doskonale asertywny, nie chce sie nawet z Toba spotkac i pogadac, a ty sie sama niepotrzebnie wpedasz w dolek i rozkminiasz swoja domniemana wine.
          Odetnij sie od niego na jakies czas - miesiac - dwa z dystansu wszystko widac lepiej.
      • differentview Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 12:33
        probuje zrozumiec Twoja potrzebe tego slubu ale nie do konca mi to wychodzi; jestes niezalezna finansowo, masz wlasne mieszkanie, ktore moglas przeciez wynajac zamiast pisac, ze stalo puste, mieszkalas u niego, jego rodzice sie nie wtracali, oboje jestescie w takim wieku, ze dzieci z tego nie bedzie...a uczuc nie da sie zagwarantowac zadnym papierkiem, rownie dobrze mogliscie juz dawno ten slub wziac i sie rozwiesc- wiec o jakich gwarancjach i o jakim bezpieczenstwie mowisz?? sprobuj precyzyjniej to nazwac bo moze sama nie wiesz o co naprawde Ci chodzi?
        • ola_dom Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 12:46
          differentview napisała:

          > probuje zrozumiec Twoja potrzebe tego slubu ale nie do konca mi to wychodzi;

          A ja jakoś nie mam problemu w tym wypadku - przy takim panu szczególnie. Może Dorota czuje, że dzięki ślubowi byłaby pełnoprawną partnerką, którą teraz wcale nie była - no bo "pan bał się zdominowania". Byłaby "u siebie", a nie u faceta. I pewnie właśnie dlatego pan tak lawiruje z tym ślubem.
          Na poziomie fizycznym to akurat nie zmienia nic, albo niewiele, ale na emocjonalnym to jednak jest różnica, a szczególnie w przypadku niektórych partnerów - jak wspomniany.
          • dorota-098 Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 13:22
            ola_dom napisała:


            > A ja jakoś nie mam problemu w tym wypadku - przy takim panu szczególnie. Może D
            > orota czuje, że dzięki ślubowi byłaby pełnoprawną partnerką, którą teraz wcale
            > nie była - no bo "pan bał się zdominowania". Byłaby "u siebie", a nie u faceta.
            > I pewnie właśnie dlatego pan tak lawiruje z tym ślubem.


            Olu, masz bardzo dużo racji. Dokładnie tak się czuję.
            Kiedyś on mi powiedział, że ślub da mi za dużo władzy. Kiedy dopytywałam, co ma dokładnie na myśli, to usłyszałam tylko, że przeze mnie jego rodzice mogą nas z domu wyrzucić, bo się tam będę za bardzo rządzić. M.in. dlatego założyłam kolejny watek, jak to jest z tą władzą w związku.
          • differentview Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 13:54
            ola_dom napisała:

            >Może Dorota czuje, że dzięki ślubowi byłaby pełnoprawną partnerką, którą teraz wcale
            > nie była - no bo "pan bał się zdominowania". Byłaby "u siebie", a nie u faceta.

            acha i slub w magiczny sposob by cos zmienil w tej kwestii? niby jak? u siebie by nie byla bo to dom rodzicow, nawet nie jego; jesli przed slubem autorka nie potrafi tak ustawic relacji zeby czuc sie dobrze i partnerska tylko stawia sie w pozycji pieska proszacego o kielbase(?) to niby jak papierek ma to zmienic? przeciez to calkowicie naiwne i infantyle myslenie
            • ola_dom Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 14:05
              differentview napisała:

              > acha i slub w magiczny sposob by cos zmienil w tej kwestii? niby jak?

              A widzisz, najwidoczniej coś by zmienił, skoro pan się tak zapiera przed nim nogami i rękami.
              W głowie zmienia wiele - dla niektórych. I dla niektórych jest ważny, tak samo, jak dla innych nieważny.
              • mozambique Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 14:09
                akurat slub duzo zmienia szczegoleni w sprawach majątkowych i spadkowych ,
                i tak , po slubie, nawet mieskzajac z męzem w domu tesciów mogalby czuc sie "u siebie" - mialaby dosyc duze prawo do zamieszkania tam niezlaznei od formy wlasnosci domu

                poraz setny przekonuje sie ze swiadoosc prawa w narodzie , a szczególnie KRiO jest żenująca
                • ola_dom Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 14:13
                  mozambique napisała:

                  > akurat slub duzo zmienia szczegoleni w sprawach majątkowych i spadkowych ,

                  Ale tego nikt nie kwestionuje, chyba każdy wie, co ślub zmienia w tych sprawach;
                  jednak autorka wyraźnie podkreśla, że te akurat sprawy nie mają w jej przypadku znaczenia i nie o nie chodzi.
                  Dlatego skupiamy się na zmianach "nie-fizycznych" i niematerialnych.
                  • mozambique Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 14:16
                    mają - nie mają
                    w zyciu codziennym wazne jest wszystko - od drobiazgów po akty notarialne
                    jzu nie mówiąc o tym ze obecnie dla rodziców owego pana autorka jest przygodną kochanką tylko , po slubei byłaby "pełnoprawną " synową , co w konserwatywnych rodzinach ma okresloną moc i znaczenie w zwykłych codziennych stosunkach
        • dorota-098 Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 13:13
          > rownie dobrze mogliscie juz dawno ten slub wziac i sie rozwiesc- wiec o jakich gwarancjach i o
          > akim bezpieczenstwie mowisz?? sprobuj precyzyjniej to nazwac bo moze sama nie wiesz o co
          > naprawde Ci chodzi?

          No właśnie w poprzednim wątku próbowałam do tego dojść z Waszą pomocą. Nie potrzebuję się na nim uwieszać finansowo, bo to ja jestem majętniejsza. Nie potrzebuję wynajmować swojego mieszkania, bo nie potrzebuję dodatkowych pieniędzy, starcza mi tego co mam. Więc ślub to nie jest dla mnie poprawa statusu majątkowego.
          Ale może ma to w moim wypadku jakiś związek z równowagą sił? Bo mieszkając u niego, w domu który do mnie nie należy, to czuję się w jakimś sensie zależna. Nic nie jest moje, o niczym nie mogę zadecydować, w każdej chwili mogę stamtąd wylecieć. Poza uczuciem nic mnie z nim nie łączy. Nie mamy dzieci, nie mamy wspólnego majątku, nie mamy wspólnej kasy. I nawet małżeństwem nie jesteśmy. Pewnie trochę się boję tego, że ja się będę angażować, a on może mnie zostawić w każdej chwili bez żadnych konsekwencji. Zresztą dopóki ja nie byłam przekonana, że chcę u niego mieszkać, to on wtedy strasznie nastawał na ten ślub. W momencie, kiedy podjęłam decyzję, że się przeprowadzam, to nagle zaczął ślub ciągle przekładać, a teraz to już jest opór.
          Wśród moich znajomych jest kilka małżeństw oraz 2 wieloletnie pary nieformalne.
          Z tych 2 par jednej ślubu nie opłaca się brać ze względów finansowych. W drugiej pani nie chce, bo pan niezaradny finansowo i ona nie chce brać za niego odpowiedzialności. On bardzo by chciał.
          Zapytałam znajomych dlaczego brali ślub. I wiecie, że wszystkim nastręczyło niemałych problemów, aby znaleźć odpowiedź? :)) W końcu panie prawie zgodnie twierdziły, że małżeństwo daje im poczucie bezpieczeństwa i spokoju, że wszystko jest wspólne. Panowie różnie - jeden wziął ślub, bo pani zależało, jeden z powodów religijnych, kilku twierdziło, że chcieli założyć rodzinę, a jeden chciał, aby pani czuła się zabezpieczona.
          No i mi też chyba chodzi, aby czuć się bezpiecznie. A przy facecie, który tak się opiera przed ślubem jakoś bezpiecznie się nie czuję.
          Ale może powody, dla których tak mi potrzebny ten ślub są we mnie gdzieś głębiej, a ja nie umiem do nich dotrzeć????
          • differentview Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 13:49
            Pewnie trochę się boję tego, że ja się będę angażować, a on może mnie zostawić w każdej chwili bez żadnych konsekwencji.

            nie rozumiem- a co zmieni fakt, ze np. zostawi Cie juz po slubie? jakie konsekwencje wtedy go spotkaja? dom jest rodzicow wiec nie o to chodzi, czyli o co konkretnie?
            • dorota-098 Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 13:57
              Jeśli będzie chciał mnie zostawić po ślubie, to będzie się musiał ze mną rozwieść. W moim odczuciu to jest poważna konsekwencja.
              • differentview Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 14:00
                jaka konsekwencja? finansowa?
                • mozambique Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 14:12
                  ty jestes ignorantką czy co ? prawa nie znasz ? no chyab nie znasz bo nie masz pojecia ze po slubie pan i pani maja obowiązki , z których nie tak łątwo sie wyzwolić ,

                  i sa to konskekwencje finansowe w duzej mierze , kotre mogą sie ciągnać nawet do smierci , jak pech przyjdzie
                  • differentview Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 14:18
                    mozambique napisała:

                    > ty jestes ignorantką czy co ? prawa nie znasz ? no chyab nie znasz bo nie masz
                    > pojecia ze po slubie pan i pani maja obowiązki , z których nie tak łątwo sie w
                    > yzwolić ,
                    >
                    > i sa to konskekwencje finansowe w duzej mierze , kotre mogą sie ciągnać nawet
                    > do smierci , jak pech przyjdzie

                    no wlasnie bym chciala zeby autorka to otwarcie nazwala- tak, chce po nim dziedziczyc, chce odziedziczyc dom po tesciach, chce zeby np. placil alimenty jesli bedzie rozwod z orzeczeniem o jego winie, etc bo jak na razie temu zaprzecza i rozpacza nad wlasnym mieszkaniem, ktore o zgrozo stoi puste:/ czyli sciemnia sama przed soba
                    • ola_dom Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 14:46
                      differentview napisała:

                      > no wlasnie bym chciala zeby autorka to otwarcie nazwala- tak, chce po nim dziedziczyc, chce
                      > odziedziczyc dom po tesciach, chce zeby np. placil alimenty jesli bedzie rozwod z orzeczeniem o jego winie,

                      different, ale naprawdę nie rozumiesz, nie czujesz, że to wcale nie o to może chodzić? Tylko właśnie o tę "równowagę sił" w związku, o jakieś potwierdzenie partnerstwa, równorzędności? Bo akurat kasy ma więcej niż ten pan?
                      • mozambique Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 14:55
                        a moze okaurat o tym , ze jak pani dosatnei udaru bedzi eleżec w pampersie to pani nie beddzie mogl tak sobei wyrzucic jej z domu jak stary kalosz tylko bedzie ZOBOWIĄZANY do opieki

                        ze jak mu sie odwidzi rodiznen zycie to pani nie bedzie mógl z dnia na dizen z domu wyzrucic jak starą scierke tylko bediz emial przeciw sobei pewne przepisy prawa

                        ze jak pani doatawni zawału i rente do konca zycia to pan nie bedzi emógl je powiedziec , ze jest bezuzyzteczna i pokazac drzwi
                        albo jak pan sie rozowly o udarze pana , to szanwoni tesciowei tez niebedą mogli nielubianej synowej wyrzucic z domu , nie bacząc na to ile w ten ich dom włoży/włożyła

                        jest wiele przepisów które zabezpieczaja interesy małzonków i wcale mnie nie dziwi , ze akurat pani moze na tym zależeć, panstwo jzu nie są młodzi ( pan ma chyab 50-tke ?) i stabilnośc zycia codziennego coraz bardziej w cenie, konkubinat to zabawa dla studenciaków
                        • ola_dom Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 14:58
                          mozambique napisała:

                          > ze jak mu sie odwidzi rodiznen zycie to pani nie bedzie mógl z dnia na dizen z
                          > domu wyzrucic jak starą scierke tylko bediz emial przeciw sobei pewne przepisy
                          > prawa

                          No i obstawiam coś takiego, ale to wciąż ma niewiele wspólnego z kasą i dziedziczeniem po małżonku albo po teściach, co było tu usilnie sugerowane.
                    • dorota-098 Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 15:13
                      differentview napisała:

                      > no wlasnie bym chciala zeby autorka to otwarcie nazwala- tak, chce po nim dzied
                      > ziczyc,

                      Nie mam takiej potrzeby, aby po nim dziedziczyć. Ale mam potrzebę, aby w razie jego śmierci odzyskać to, co włożyłam w ten dom i w nasze wspólne życie. W przypadku braku ślubu takiego prawa nie mam. Jego rodzice mogą mnie wyprosić i nie pozwolić mi nic stamtąd zabrać. Do domu nie będę miała żadnych praw, ale nasze gospodarstwo domowe będzie wspólne i do tego prawa chcę mieć. A jakoś nie wyobrażam sobie, aby w przypadku braku ślubu z każdą pierdołą latać do niego i prosić o pieniądze. Przecież taki związek jest bez sensu.


                      > chce odziedziczyc dom po tesciach,
                      Nie, to akurat nie jest dla mnie ważne. Mam swoje mieszkanie.


                      > chce zeby np. placil alimenty jesli bedzie rozwod z orzeczeniem o jego winie,

                      Tak, chcę mieć taką MOŻLIWOŚĆ. Bo dziś dobrze mi się powodzi, ale skąd mogę wiedzieć co będzie w przyszłości? Może kiedyś popadnę w niedostatek, ulegnę jakiemuś wypadkowi, nie będę mogła pracować. A on np. mnie zdradzi i zostawi. Chcę mieć możliwość skorzystania z konsekwencji rozwodu.


                      > etc bo jak na razie temu zaprzecza i
                      > rozpacza nad wlasnym mieszkaniem, ktore o zgrozo stoi puste:/ czyli sciemnia sa
                      > ma przed soba

                      Wydaje mi się, że ja to dość dobrze wyjaśniłam w poprzednim wątku. Moje mieszkanie stoi puste, bo stanowi dla mnie wentyl bezpieczeństwa.
                      • mozambique Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 15:18
                        ! słuszne i reailstyczne podejscie do życia
                      • enith Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 15:43
                        Masz, moim zdaniem, bardzo realistyczne podejście do życia i związków. Nie, twoje potrzeby nie są w żadnym stopniu nadmiarowe czy kontrolujące. Problem w tym, że ktoś, zapewne partner wmówił ci, że są, podczas, gdy to on sam jest stroną, która żąda w związku władzy absolutnej i nie zgadza się na nawet minimalne jej uszczuplenie. A sprowadza się to wszystko, Doroto, do jednej konkluzji: według twojego partnera dobra to ty jesteś tylko do seksu, sprzątania, umilania czasu i urządzania cudzego domu. Do tego, by być integralną częścią tego domu, z prawem do podejmowania niezależnych w nim decyzji, dobra nie jesteś i nigdy nie będziesz. I twój partner nawet się z tą opinią o tobie przed tobą nie kryje. Powiedział ci to wielokrotnie prosto w twarz. Naprawdę chcesz wyjść za kogoś, kto cię tak traktuje za mąż?
                        • ola_dom Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 15:58
                          enith napisała:

                          > dobra to ty jesteś tylko do seksu, sprzątania, umilania czasu i urządzania cudzego domu.

                          Samobieżny, samoobsługowy mebel.

                          > Naprawdę chcesz wyjść za kogoś, kto cię tak traktuje za mąż?

                          Ja jednak mam nadzieję, że to takie rozważania teoretyczne są już... Jakaś potrzeba zrozumienia, co było nie tak, co nie wyszło i po czyjej stronie leży ew. wina.
                          A nie próby "uzdrowienia" tego związku.
                          • 1.kinia Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 16:04
                            A po co się męczyć teraz z "próbami zrozumienia"? Nadmiar czasu ma czy jak? Teraz to lepiej założyć konto na randkach, rozejrzeć się po okolicy, i zacząć działać by kogoś normalniejszego znaleźć.
                            • ola_dom Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 16:14
                              1.kinia napisał(a):

                              > A po co się męczyć teraz z "próbami zrozumienia"? Nadmiar czasu ma czy jak?

                              Ja też uważam, że nie ma po co, próbuję tylko zrozumieć, dlaczego drąży temat :)
                              • 1.kinia Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 16:24
                                Bo niestety charakter autorki ma do tego najwyraźniej skłonności. Za dużo zajmowania się problemami faceta na zmianę z zajmowaniem się swoimi wnętrznościami, a za mało podniesionej głowy i aktywnego rozglądania się czy za płotem nie ma okazji na fajny związek.
                              • fusun1804 Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 00:32
                                A ja zupełnie rozumiem potrzebę zrozumienia tematu i poznania opinii innych osob - stad wątek na forum.
                          • enith Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 16:24
                            > Ja jednak mam nadzieję, że to takie rozważania teoretyczne są już... Jakaś potr
                            > zeba zrozumienia, co było nie tak, co nie wyszło i po czyjej stronie leży ew. w
                            > ina.
                            > A nie próby "uzdrowienia" tego związku.

                            Obawiam się Olu, że nie masz racji. Dziś Dorota napisała:
                            "Ja nie rozważam powrotu do niego aktualnie. Jeśli nic się w nim nie zmieni, jeśli nie zacznie dostrzegać mnie i moich potrzeb, to nie ma mowy, abym tam wróciła. Jeśli wrócę, to na swoich warunkach."

                            Więc jednak Dorota rozważa powrót. W tym celu założyła wątek, w tym celu naciska na kolejne rozmowy z panem. To nie tylko chęć ostatecznego wyjaśnienia, co poszło nie tak, by można było zamknąć ten rozdział na zawsze, ale realna chęć związania się z panem na stałe.
                            • dorota-098 Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 18:13
                              Potrzebuję zrozumieć co poszło nie tak, aby w ewentualnym kolejnym związku nie popełnić tych samych błędów. No jakoś tak mam, że potrzebuję wyciągać wnioski.
                              No i fakt. Rozważyłabym powrót, gdyby w panu coś się mocno zmieniło. Gdyby zaczął dostrzegać moje potrzeby, uznawać moje prawa, rozmawiać. Ale to chyba musiałby się zdarzyć jakiś cud. Więc to rozważania raczej teoretyczne :))
                      • differentview Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 22:56
                        dorota-098 napisał(a):
                        > Ale mam potrzebę, aby w razie
                        > jego śmierci odzyskać to, co włożyłam w ten dom i w nasze wspólne życie.

                        nikt Ci nie karze urzadzac domu tesciow a wspolne zycie? jesli skladacie sie po rowno na to zycie a Ty dodatkowo nie placisz za mieszkanie i masz mozliwosc wynajac swoje- to sorry ale co chcesz odzyskiwac? to co sama zjadlas?

                        • magda_369 Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 00:27
                          Ale on chce wspólnego życia razem z tesciami w ich domu. Nie wiem czy płaciłaby cześć rachunków, dokładała do remontów. Jeżeli tak to ma prawo miec jakies zabespieczenie. A swojego mieszkania moze nie chce tez wynajmowac, bo nie chce obcych ludzi u siebie. Natomiast po jej smierci on moze miałby jej mieszkanie
                          Moja znajoma mieszkała z chłopakiem w jego mieszkaniu po babci. Mieszkali razem pracowali oboje, wzieli ślub, wyremontowali całe mieszkanie, teraz mają dziecko ale nie udało im sie i teraz sie rozwodza. Natomiast przez to, że to nie jest również jej mieszkanie nie ma do niego prawa, wiec musiała wyprowadzic sie do matki z dzieckiem.
                          Włożyła duzo pieniedzy w remont i płaciła rachunki. I to nie jest wazne? Autorka myśli rozsądnie
                        • zuzi.1 Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 09:18
                          Facet nie karze ale prosi i oczekuje, ze mieszkanie mu urządzi. On za urządzenie zapłaci. Ale dalej nie chce się z Dorota bardziej formalnie wiązać. Z ciekawości zaproponowalabym mu rozliczenie za czas wlozony w urządzanie np. 75 % kosztów architekta :) ciekawe czy dalej byłby chętny... Imo to jest facet, który bardzo chetnie z uprzejmosci Doroty będzie korzystal ale swoje zaangażowanie ograniczy do minimum, jest to z jego strony czysto przedmiotowy stosunek do autorki wątku, tj. chetnie z Ciebie skorzystam, ale w zamian nie oczekuj wiele...Typ denny i do odrzutu.
                          • mozambique Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 13:03
                            każe !!!!
          • 1.kinia Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 13:53
            Na siłę szukasz przyczyn "niewłaściwości" w sobie.
            W poprzednich związkach też siebie obwiniałaś że się nie udało?
            Powody są najpewniej takie, że bardzo chciałaś z kimś być. I od kilku lat tkwisz przy panu "nie było innego więc.. " , pan ma inną wizję życia niż twoja. Wyczuwacie to, że wam nie po drodze (panu wyraźnie też, do tego już był żonaty więc tym bardziej nie chce), sam związek nie zabezpiecza twojego poczucia bezpieczeństwa bo nie ufacie sobie, więc podświadomość chcesz dodatkowych formalności- co też nie jest żadną nadmiarową fanaberią i nie jest takie dziwne w społeczeństwach gdzie zawieranie małżeństwa to ciągle większościowy standard zachowań.

          • magda_369 Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 14:39
            Hmm a dlaczego nie mozecie zamieszkać razem u ciebie? Skoro boi sie ze bedziesz sie za bardzo rzadzic w domu jego rodziców.
            Chce zaznaczyć, że skoro juz tak powiedział to problem polega tez na tym ze nie dojrzał emocjonalnie do tego aby byc z kim w zwiazku skoro bradziej przejmuje sie swoimi rodzicami a nie kobieta która mowi, że kocha. W tej sytuacji mozna powiedziec, że rządzą nim rodzice i wyglada to tak, że mozesz z nim byc i u nich mieszkac ale nie masz nic dogadania i masz siedziec cicho.
            Bycie razem czy to jako partnerzy czy małżeństwo polega na tym aby ze sobą byc i szanowac sie wzajemnie.
            To co czujesz jest czymś normalnym, jestescie długo razem i chcesz miec poczucie stabilnosci waszego zwiazku. Nie ma nic złego w tym, że chcesz budzic sie obok niego, dzielic wspolna przestrzen i zycie.
            Z toba jest wszystko ok. Moim zdaniem to on ma problem bo musi wybierac miedzy tym zeby zaspokoic potrzeby rodzicow i twoje. Dlatego czuje sie zle w tej sytuacji.
            To on musi zdecydowac czego własciwie chce.
            Nie szukaj problemów u siebie. Takie analizy sa ci nie potrzebne.
            Kompromisy powinny byc z obu stron.
            • mozambique Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 15:16
              pan ma . o ile pamiętam , ok 50-tki, to jzu za późno na wieczne dojrzewanie
            • enith Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 15:54
              magda_369 napisał(a):
              > Hmm a dlaczego nie mozecie zamieszkać razem u ciebie? Skoro boi sie ze bedziesz
              > sie za bardzo rzadzic w domu jego rodziców.

              W poprzednim wątku Dorota wyjaśniła, że partner bardzo, ale to bardzo naciskał na jej wprowadzkę do domu rodziców i jednocześnie zapowiedział, że on NIGDY się stamtąd nie wyprowadzi. Opcja mieszkania u niej odpadła więc w przedbiegach, a szkoda, bo moim zdaniem to byłoby świetne wyjście z tej sytuacji. Dorota byłaby u siebie, a partner nie musiałby kłami i pazurami walczyć o to, żeby mu się jakaś baba nie szarogęsiła w domu jego rodziców. Win-win situation. No, ale to akurat scenariusz nie do zrealizowania.
              • magda_369 Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 16:26
                Rozumiem, nie przeczytałam. Takie wyjscie wydaje sie najlepsze ale skoro on nigdy nie wyprowadzi sie od rodziców....
                • 1.kinia Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 17:00
                  Autorka przez 4 lata nie zdążyła zauważyć, że facet mieszka ze starzejącymi się rodzicami, i jest to układ jak w wielu rodzinach - że jedno z dzieci zostaje w domu rodzinnym i w zamian za dom ogarniają opiekę na starość. Taka transakcja wiązana. Nie wiedziała o tym wiążąc się z nim? Jeśli oni mają pod 50-tkę to rodzice są po 70-tce lub starsi. Mieszkania oddzielne na piętrach więc całkiem wygodny układ. Może facet jest zbyt zależny od ich opinii, stawia ich na pierwszym miejscu, ale autorka dobrze wiedziała jaki facet ma układ w domu. Kwestia kilku lat że będzie potrzebna większa pomoc. Te kilka lat owszem, by mogli próbować na swoim, albo na autorki. Każdy by chciał żyć tylko z partnerem. Potem utyskiwania, że dla dzieci dobrodziejstwa rodzin wielopokoleniowych nie ma. Autorka zresztą nie skarżyła się chyba na wtrącanie się tych rodziców, ale na faceta wieczne fochy, wpędzanie jej w poczucie winy, nieumiejątnośc komunikacji, przedmiotowe jej traktowanie i unikanie spełnienia obietnicy ślubu.
                  • zuzi.1 Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 17:27
                    Gdyby to byl uczciwy układ pomiędzy nim a rodzicami, to facet byłby juz właścicielem tego domu z dożywociem dla rodzicow formalnie ustanowionym. A tutaj jak widac rodzice sa mocno kontrolujący i traktują go jak dziecko, a nie dorosłego mężczyznę. W tym domu jest mocno niezdrowy układ miedzy nim a rodzicami. A w to wszystko facet chce wkręcić jeszcze Dorotę i pogrywać sobie z nią tak jak mu będzie wygodnie. Dorota, obudz sie i odrzuc definitywnie możliwość powrotu do niego i do tego domu. Zycie z tym mezczyzna w takim chorym układzie to wieczny dyskomfort dla Ciebie i ciągle przepychanki z nim. Poszukaj kontaktu do bylej zony, jesli koniecznie chcesz poznać prawdę na temat tego uwiazanego emocj. przez rodziców faceta. Chociaż imo po tym jak się zachowuje teraz dokladnie widac co bylo przyczyna jego rozwodu z zona. Ten człowiek jest niedojrzaly do związku i tworzy związek emocj. z rodzicami.
                    • 1.kinia Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 17:51
                      Wszystkim rodzicom odradzam przepisywanie domu w którym mieszkają na dzieci lub innych "życzliwych kuzynów". Ńie ma nic gorszego niż zostanie na starość na łasce problematycznego sfochowanego wyrośniętego dzieciora, który za swoje niepowodzenia życiowe z lubością obwini tegoż rodzica.
                      Pan ma oddzielne piętro? to niech zadba o to, żeby pół domu było oficjalnie jego. Co z problem. Dla chcącego żaden. Dla problematyka - zawsze wielki.
                      • zuzi.1 Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 18:00
                        Dokladnie, polowa domu formalnie na niego to dobre rozwiązanie i tak powinien postapic, skoro juz teraz placi opłaty za utrzymanie domu. Pytanie tylko, czy rodzice wyraziliby na to zgodę. Mysle, ze ten facet nie ma nic do gadania w tym domu, boi się rodzicow i dlatego tak drży, żeby Dorota nic nie nawywijala jako zona, co by dla rodzicow stanowilo podstawę do pozbycia sie ich obojga z domu.
                        • 1.kinia Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 18:06
                          Może to problem rodziców, a może faceta, że żadna wcześniejsza baba łącznie z exżoną nie była mu posłuszna i uległa, więc się boi i ma traumę, że kolejna mu się będzie rządzić w życiu a on tego nie zniesie. Biorąc pod uwagę jego sposób komunikacji i rozwiązywania problemów to bardzo możliwe, że facet ma zbyt duże problemy ze sobą. I równie dobrze to rodzice mogą być zastraszani przez jego wieczne fochy a gadka dla autorki, to wymówka żeby nie brać na siebie odpowiedzialności z atmosferę jaką facet tworzy.
                  • magda_369 Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 17:38
                    To jaki ma układ z rodziną jest istotne ale dla autorki najwazniejsze jest to, że czuje sie oszukana bo mieli brac slub a teraz chce sie wymigac.
                    Bardzo wygodne dla faceta, żeby miał kobiete w łóżku i jeszcze bedzie jemu i jego rodzinie gotowac, sprzatac i z czasem bedzie tez pewnie ogarniac jego rodzicow jak bedzie potrzeba. Ale jest problem bo ona chce slubu a on czuje sie przytłoczony i wmawia jej, że chce go sobie podporzadkowac no i bedzie jeszzcze nie daj boże rządzić sie w domu jego rodzicow.
                    Najgorsze jest to, że gdyby mu zalezalo to próbowałby ze swoja partnerka jakos sie dogadac, a tutaj tego nie ma.
                    Bez przesady mozna rodzicami zajmowac sie na rozne sposoby i probowac jakos sobie tez ułozyc zycie.
                    • 1.kinia Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 17:45
                      Toż właśnie napisałam, że rodzice rodzicami, a to dziwny charakter faceta i jego postępowanie w stosunku do niej jest ważne.
                    • differentview Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 23:00
                      magda_369 napisał(a):

                      > Bardzo wygodne dla faceta, żeby miał kobiete w łóżku i jeszcze bedzie jemu i je
                      > go rodzinie gotowac, sprzatac

                      bardzo wygodne dla kobiety, zeby miala faceta w łożku i jeszcze mieszka za friko w jego domu a wlasne mieszkanie moze wynajac ale ma tyle kasy, ze nie musi bo jej sie dobrze powodzi; ale na wszelki wypadek chce slubu, zeby w razie czego odzyskac to co wlozyla w zwiazek
                      • magda_369 Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 23:43
                        no tak ale to nie jego dom i nie wiem czy autorka mieszkałaby za friko( może tez dokładałaby sie do rachunków lub ewentualnych remontów, robiłaby zakupy itp.)
                        jJk sama autorka napisała nie wie do końca dlaczego jej tak zależy na ślubie. Może to chęć stabilizacji, poczucia bezpieczeństwa a może chce wiedzieć własnie jak bardzo mu zależy na niej i ich wspólnej przyszłości.
          • apersona Re: Potrzeba władzy w związku 30.04.16, 09:38
            "Zresztą dopóki ja nie byłam przekonana, że chcę u niego mieszkać, to on wtedy strasznie nastawał na ten ślub. W momencie, kiedy podjęłam decyzję, że się przeprowadzam, to nagle zaczął ślub ciągle przekładać, a teraz to już jest opór."

            Czyli gadanie o ślubie było tylko manipulacją żebyś z nim zamieszkała. A teraz obwinia cię, że jesteś złą i podstępną kobietą, która "zmusiła" go do krętactwa nie postępując tak jak on chce bez stawiania żadnych wymagań.
            • foringee Re: Potrzeba władzy w związku 30.04.16, 10:20
              Z punktu widzenia faceta jak najbardziej to mogła być poważna propozycja, mieli luźny układ tylko dla przyjemności i tylko od czasu do czasu i było fajnie. Może myślał, że jak się kobieta wprowadzi na stałe, to będzie równie fajnie. A autorka po wprowadzeniu zaczęła ustanawiać swoje rządy, zmuszać do zmiany jego 50letnich przyzwyczajeń żeby jej było wygodnie (np naczynia), przejmować za niego odpowiedzialność za stosunki z rodzicami i ustalać je po swojemu, urządzać mieszkanie ale z pretensjami i tylko w zamian za ślub. Facet chciał związku, ale zobaczył, że go kolejna baba dominuje (jest najpewniej już zdominowany przez rodzinę) i się jej przestraszył. Może też chciał, żeby najpierw wyremontować dom by mieszkanie było gotowe, a później się uroczyście pobrać a nie tak "na budowie" . Ale jak zaczęły się pretensje i naciski i sygnały od narzeczonej, że ciągle jest z niego niezadowolona, to się zaczął wycofywać rakiem do swojej skorupy. Bo ma już opresyjną rodzinę nad sobą więc po co mu kolejna...
              Autorka nie napisała, że termin ślubu był ustalony w urzędzie i taki termin został odwołany przez faceta, więc te ustalenia to były raczej takie tam luźne gadania, tak pobierzemy się, może w jesieni. Ale z miłej kobietki wylazła harpia z pretensjami która chce przejąć rządy. A facet ma wystarczająco dużo problemów z samym sobą, relacją domową, strachem przed przyszłością, by mieć siły jeszcze na wojny z kolejną osobą. Miał wizję, że ktoś go kocha dla niego samego a nie dla "bycia żoną". Jemu jest potrzebna do związku rozwódka, bez parcia na szkło, która będzie z nim bo lubi z nim być. A nie pani, która chce ślubu, nieważne czy z nim czy kim innym, ale formalności muszą być, bo to daje prawo do większej kontroli i pokazania prawdziwych intencji.
              A, że autorka straciła zaufanie, to i wykorzystała fakt braku natychmiastowego ślubu do zaszantażowania wyprowadzką. Bo wyprowadzka i myślenie "jak on się zmieni to wrócę" jest takim szantażem. Wyprowadzka powinna być raczej ostatecznością i podjęta w momencie- to nie ma sensu odchodzę na dobre.
              Facet lubi mieć kontrolę nad sytuacją, autorka lubi dominować i się rządzić. Dopóki oboje się "starali" więc każdy pokazywał się z tej lepszej strony, był bardziej zgodny, uległy, skłonny do ustępstw - to to działało. Ale przestało gdy już się znudziło ukrywanie prawdziwych intencji w związku.
              • napis_z_obrazka Re: Potrzeba władzy w związku 30.04.16, 10:33
                I gdyby Dorota byla Twoja corka, to tez bys tak uwazala? Nie sadze...

                Moim zdaniem: Pan nie umie zadbac o swoj interes. Sam ma swoje strachy, ze ten dom, to obietnica a zycie pisze rozne scenariusze, ma tego swiadomosc. Skoro rodzenstwo juz ´splacone´, to co stoi na przeszkodzie, zeby jego czesc (mieszkanie) bylo juz wydzielone?
                Jak ma zadbac o dobro swojej kobiety, skoro o siebie nie potrafi?
                • foringee Re: Potrzeba władzy w związku 30.04.16, 10:44
                  Dorota nie jest moją córką, dlatego nie muszę być nieobiektywna i chronić bardziej ją tylko dlatego, że się skarży na faceta.
                  I jedno i drugie ma swoje racje. Każde z nich upieprzyło sobie, że ma być tak, jak on/ona chce i foch. Rozumiem jeszcze, że autorka by się poskarżyła swojemu rodzeństwu, przyjaciółce. Ale obgadywanie faceta do JEGO rodziny by samej wyjść na tę pokrzywdzoną jest nielojalnością.
                  • napis_z_obrazka Re: Potrzeba władzy w związku 30.04.16, 10:54
                    Tu sie z Toba zgadzam. Zauwaz jednak, ze Dorota pyta, co zrobila zle, zeby na przyszlosc nie powtarzac swoich bledow.
                    Moze poszla pytac do wlacicieli domu?;-) Gdyby mieszkanie bylo Pana, to nie sadze, zeby leciala do mamusi;-)
                • zuzi.1 Re: Potrzeba władzy w związku 30.04.16, 11:29
                  Otóż to. Dlatego to jest b. slaby kandydat do związku. Obawiam sie, ze ten typ bardziej będzie dbal o dobro rodzicow niż o swoje własne, o dobrze swojej kobiety nawet nie wspominając...on się idealnie nadaje na opiekuna emerytów a nie na męża :-) to jest pie... jakich malo...
      • yoma Re: Potrzeba władzy w związku 27.04.16, 17:00
        >stworzyłam sobie wizję naszego związku, do której teraz usilnie dążę?

        Kochana, ależ na tym polegają wszelkie decyzje życiowe. Mam wizję związku, urodzenia dziecka, kupna domu z ogrodem, nauczenia się pięciu języków obcych, pojechania w Himalaje, whatever - i do tego dążę. Nie daj sobie robić wody z mózgu, "wizja" to nie jest podstawa do zarzutów.
        • fusun1804 Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 00:11

          "Kiedyś on mi powiedział, że ślub da mi za dużo władzy. Kiedy dopytywałam, co ma dokładnie na myśli, to usłyszałam tylko, że przeze mnie jego rodzice mogą nas z domu wyrzucić, bo się tam będę za bardzo rządzić. M.in. dlatego założyłam kolejny watek, jak to jest z tą władzą w związku."

          I tu jest pies pogrzebany !!! Wiadomo, ze rządzą jego rodzice a nie TY !!!

          Ten facet to jest zwykły gnojek robiący w gacie ze strachu przed rodzicami. I to jest tez odpowiedz dlaczego żona sie wyprowadziła bez słowa, dlaczego pokończyły sie jego związki z kobietami.
          • 3-mamuska Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 10:15
            Szczerze moim zdaniem przesadzasz z tym ślubem.
            Dlaczego ? Bo ono nie daje ci nic. Jeśli podpiszesz intercyzę czy rodzinność majtkowa to wciąż nie ma znaczenia kto urządzi dom. Dom i tak pozostanie jego.( a raczej jego rodziców)

            Złe tez podchodzisz do kwesti organizacji życia.
            Nie chce ślubu ok, jak mowi -kup kanapę:"przepraszam kochanie ale to nie moj dom nie moje pieniądze , nie bede sie wtrącać ,szukaj sam, jaka kupisz bedzie dobrze"
            I tak z wszystkich po cholerę wtrącasz sie w urządzenie domu? Nie swojego.
            Mieszkaj żyj sprzątaj ale nic nie wkładaj.(ani finansowo ani emocjonalnie)
            Tyle lat nie mialas meza tego domu, jestes niezależna to i po co to zmieniać. Co ci da maz realnie przy ewentualnym rozwodzie?

            Tak, chcę mieć taką MOŻLIWOŚĆ. Bo dziś dobrze mi się powodzi, ale skąd mogę wiedzieć co będzie w przyszłości? Może kiedyś popadnę w niedostatek, ulegnę jakiemuś wypadkowi, nie będę mogła pracować. A on np. mnie zdradzi i zostawi. Chcę mieć możliwość skorzystania z konsekwencji rozwodu.

            I co i myślisz ze małżonek bedzie sie toba opiekował bo macie ślub? Jeśli nie zechce?
            Jakie konsekwencje rozwodu? Jak podpiszecie rozdzielność to nie bedzie żadnych konsekewncji tylko sprawa w sadzie.

            Zamiat zyc sobie swobodnie korzystać z tego co daje ci ten związek uparlas sie na ślub.
            Tylko realnie co to zmieni?

            Ja bym nie chciała takiego domu który jest rodziców, nieprzypisany kto ci da gwarancje ze bracia sie zrzekną? Bedzie trzeba ich spłacić?
            Rodzice jeszcze pożyją moze rok moze 10 lat i co przy 60 -siatce chcesz miec problem sądzić sie i szarpać.
            Moim zdaniem na ślubie nic nie zyskasz.
            Nie macie dzieci ,
            Nie dorabiacie sie tez razem.
            A mydlił ci oczy ze ślubem bo nie potrafił powiedzieć wprost ze nie.

            Szczerze moim zdaniem facet sie boi ze jak weźmiecie ślub to bedziesz chciała rządzić, domem i reszta. Moze stwarzasz takie wrażenie ze jak tylko weźmiesz ślub to wprowadzisz jakis zmiany.
            A tak naprawde nie ma czym ,bo on nic nie ma.

            A tak miałabyś fajnego faceta, w każdej chwili mozesz wrócić do domu własnego.
            Jak rodzice umrą i zacznie sie bitwa o dom, to sie wlegancko po Angielku zmyjesz.
            Moim zdaniem na ślubie nie zyskasz na stracisz.
            • dorota-098 Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 13:58
              3-mamuska napisała:


              > A tak miałabyś fajnego faceta, w każdej chwili mozesz wrócić do domu własnego.
              > Jak rodzice umrą i zacznie sie bitwa o dom, to sie wlegancko po Angielku zmyjesz.


              Wiesz, ja jednak związek postrzegam trochę inaczej :)
              Dla mnie związek to jedność, to budowanie wspólnego życia i nikt się z niego nie zmywa, jak się pojawiają problemy. A nie chcę budować czegoś, skoro druga strona nie chce się do niczego zobowiązać.

              • 3-mamuska Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 14:12
                napisała:


                > A tak miałabyś fajnego faceta, w każdej chwili mozesz wrócić do domu własnego.
                > Jak rodzice umrą i zacznie sie bitwa o dom, to sie wlegancko po Angielku zmyjesz.


                Wiesz, ja jednak związek postrzegam trochę inaczej :)
                Dla mnie związek to jedność, to budowanie wspólnego życia i nikt się z niego nie zmywa, jak się pojawiają problemy. A nie chcę budować czegoś, skoro druga strona nie chce się do niczego zobowiązać.

                Jak to napisać i cie nie urazić?
                Otóż takie myślenie moze miec 20- latka, cos budować , wspolne plany na przyszłość zycie.

                Wy jesteście oboje w wieku gdzie sie tylko cieszyć wspólnym życiem.
                Nie musicie planować domu dzieci szkoły dla nich.
                Zamiat sie cieszyć z tego co masz wyciągać wydumany problem.
                Sorry czy ty mialas meza ? Bo nie dotyczyłam.
                Bo mi to wyglada na spełnianie wielki j małżeńskich planów na star je życia.
                Zamiat sie cieszyć wolności , wyjazdy kolacje, wyjscia to ty sie droczysz o ślub.
          • 3-mamuska Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 13:14
            "Kiedyś on mi powiedział, że ślub da mi za dużo władzy. Kiedy dopytywałam, co ma dokładnie na myśli, to usłyszałam tylko, że przeze mnie jego rodzice mogą nas z domu wyrzucić, bo się tam będę za bardzo rządzić. M.in. dlatego założyłam kolejny watek, jak to jest z tą władzą w związku."

            I tu jest pies pogrzebany !!! Wiadomo, ze rządzą jego rodzice a nie TY !!!

            Ten facet to jest zwykły gnojek robiący w gacie ze strachu przed rodzicami. I to jest tez odpowiedz dlaczego żona sie wyprowadziła bez słowa, dlaczego pokończyły sie jego związki z kobietami.

            Uważam ze nie mozna tak tego oceniać bo znamy tylko opowieści jeden strony.
            Pa i nie moze byc taka niewinna.
            Moze mowi cos lub robi ze wydaje sie drugiej stronie ze chce sie rządzić.
            A ze dom należy do rodziców, No to sorry.
            Poza tym wiesz facet to ich syn, oni go wychowani wiec jest do nich podobny.
            Autorka wątku to nowa krew, ma swoje przyzwyczajenia wyobrażenia, skad wiesz ze nie rządzi sie i nie chce ustawiać po swojemu.
            Dlatego potrzebuje ślubu zeby moc robic po swojemu.
            Niestety ślub jej nic nie da do dom i tak nie jest /nie bedzie jej.
            I ja juz rozumiem faceta, co miał na myśli.
            On chce rany go urządziła bo moze pani opowiada stęka jęczy jak to by ładnie było tak czy tak. A facet nie ma głowy do takich spraw.
            • dorota-098 Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 14:17
              3-mamuska napisała:


              > Moze mowi cos lub robi ze wydaje sie drugiej stronie ze chce sie rządzić.
              > A ze dom należy do rodziców, No to sorry.
              > Poza tym wiesz facet to ich syn, oni go wychowani wiec jest do nich podobny.
              > Autorka wątku to nowa krew, ma swoje przyzwyczajenia wyobrażenia, skad wiesz ze
              > nie rządzi sie i nie chce ustawiać po swojemu.

              Pewnie, że chcę. Ale na górze, a nie na części rodziców.
              Tak, on mi często mówił, że wszystko ma być po mojemu. Ale to dotyczyło drobnych, domowych spraw, a nie kwestii tego domu. Np. jak się wprowadziłam to "zarządziłam", że brudne naczynia po jedzeniu od razu wstawiamy do zmywarki. No nie lubię takich brudów wokół... Buntował się, on chciał brudne naczynia wstawiać do zlewu, a potem "się sprzątnie". No dobra, nie może być wszystko po mojemu, więc powiedziałam, że ok, przeboleję, ale proszę by nie wstawiał do zlewu, bo jak robię coś do jedzenia to potrzebuję zlew pusty. Blatu w kuchni było sporo, miał gdzie stawiać. To kompromis Twoim zdaniem? Bo moim tak. Ale jemu nie pasowało, gadał o podporządkowaniu, bo u rodziców się wstawiało do zlewu i było dobrze. No pewnie, było, bo potem przychodziła matka i po wszystkich sprzątała. Ja zapowiedziałam, że służącą nie jestem i każdy sprząta po sobie sam, albo sprzątamy na zmianę. Nie podobało się, ale się zastosował. I jednocześnie czuł się podporządkowany.
              Co do jego rodziców, to starałam się szanować ich przestrzeń i spokój jak mogłam. Nie łaziłam do nich bez zaproszenia, nie szarogęsiłam się na częściach wspólnych, nawet rano jak do pracy szłam, to starałam się obcasami nie stukać im nad głową. Pytałam czy radio nie za głośno gra, czy im nie przeszkadza, kapcie sobie mięciutkie kupiłam, żeby za głośno nie chodzić, jak jego rodzice czegoś potrzebowali, to ich woziłam. Nie uważam, że w jakikolwiek sposób pokazałam, że chcę ich wszystkich poustawiać. Raczej to, że szanuję jego rodzinę i nie chcę sprawiać kłopotu tym, że tam zamieszkałam.


              > Dlatego potrzebuje ślubu zeby moc robic po swojemu.
              > Niestety ślub jej nic nie da do dom i tak nie jest /nie bedzie jej.
              > I ja juz rozumiem faceta, co miał na myśli.
              > On chce rany go urządziła bo moze pani opowiada stęka jęczy jak to by ładnie by
              > ło tak czy tak. A facet nie ma głowy do takich spraw.

              Jak pan się zadeklarował ze ślubem, a ja zgodziłam się na życie w tym domu, to pan wielokrotnie i gorąco zapewniał, że sobie urządzę tam tę górę tak jak ja będę chciała. Że on do niczego się nie będzie wtrącał. No więc zaczęłam urządzać. I dopiero niedawno wykrztusił z siebie, że jemu się za bardzo nie podoba i że wszystko robię po swojemu. No halo, ale jak coś nie pasuje to się o tym mówi w trakcie. Nie można dać komuś ciastka, a potem mieć pretensje, że ciastko zostało zjedzone.
        • 3-mamuska Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 13:17
          >stworzyłam sobie wizję naszego związku, do której teraz usilnie dążę?

          Kochana, ależ na tym polegają wszelkie decyzje życiowe. Mam wizję związku, urodzenia dziecka, kupna domu z ogrodem, nauczenia się pięciu języków obcych, pojechania w Himalaje, whatever - i do tego dążę. Nie daj sobie robić wody z mózgu, "wizja" to nie jest podstawa do zarzutów.

          Nie tak nie jest wizja zwiazku nie w tym wieku, mozna miec plany co do życia dzieci domu/mieszkania ale odzie sie na kompromis względem partnera.


          A moze pani wprowadziła dietke panu, sałata kurczaka a rodzice starej daty uważają ze głodzi nieboraka.
          I dat przypuszczenia ze wejdzie im wszystkim na głowe po ślubie Heheh
    • dorota-098 Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 13:52
      Wiecie co? Dzięki Wam chyba zaczynają mi się oczy otwierać. Bo zauważyłam pewną prawidłowość.
      Macie rację, on boi się rodziców, nie umie z nimi rozmawiać o prawie do tego domu. O tym, że dom ma być jego słyszałam od jego braci. Bracia zgodnie twierdzą, bo oni coś tam już od rodziców dostali, roszczeń nie mają, powyprowadzali się ponad 20 lat temu, mają swoje rodziny i swoje domy. Że tego domu nie chcą, że ten dom należy się jemu, bo od lat go utrzymuje, remontuje, utrzymuje rodziców. Jego mama kiedyś mi jakoś tak zdawkowo powiedziała, że po ich śmierci dom przekażą jemu. I jak tam mieszkałam, to miałam wrażenie, że to jest jakiś taki słowny układ, w żaden sposób nie potwierdzony żadnymi dokumentami i o którym rodzice za bardzo nie mówią. Nie podobało mi się to, w jaki sposób rodzina załatwia między sobą tę sprawę. Bo jemu bardzo zależy na tym domu i mu się wcale nie dziwię, bo włożył w ten dom całe swoje życie. Nie podobało mi się to, że rodzice w żaden sposób nie chcą zabezpieczyć swojego syna, który z nimi mieszka, że nawet o tym z nim wprost nie rozmawiają. Bo on się bardzo boi, że bracia kiedyś się rozmyślą i jednak wyciągną rękę po pieniądze. Albo że rodzice się rozmyślą i przepiszą dom na braci. Więc jest grzeczny do rodziców, nie fika, żądań nie stawia i czeka tak od lat, na to co mu się po prostu należy. I nie twierdzę, że rodzice powinni ten dom już teraz na niego przepisać. Ale mogliby z nim o tym porozmawiać, zrozumieć jego lęk o przyszłość i jego racje, mogliby to jasno zakomunikować całej rodzinie, mogliby sporządzić testament i mu dać. Mogliby zrobić cokolwiek, aby on poczuł się bezpieczny, ale chyba nie zrobili nic, oprócz jakichś obietnic.
      I w sprawie ślubu on mnie traktuje tak samo, jak jego rodzice traktują jego. Albo jak on sam daje im się traktować. Mam siedzieć cicho, być grzeczna, nie mówić o tym, to może się doczekam. Więc to może wcale nie są żadne próby podporządkowania, władzy, czy czegokolwiek jeszcze, tylko proste przeniesienie mechanizmu rodzinnego. Daje się tak traktować w rodzinie, nie mówi, nie prosi, zajmuje się wszystkim i grzecznie czeka w niepokoju co przyszłość przyniesie. I tego samego oczekuje ode mnie. I nie rozumie, że w życiu można inaczej, że człowiek ma prawo chcieć i się tego domagać.
      I dlatego on się mnie boi. Bo ja może na początku dam sobie różne rzeczy wmówić, ale potem przychodzą do mnie refleksje, podnoszę głowę i już mam pewność, że wiem czego chcę i że mam prawo tego chcieć, że moje oczekiwania są absolutnie na miejscu. I jeśli czegoś chcę to mówię o tym wprost i do tego dążę. Nie jestem typem biernym, który tylko czeka, ale sięgam po swoje i nie boję się o tym mówić. I on się pewnie boi, że po ślubie zabiorę się za robienie "porządku" z tą sprawą ;) Ale dopiero teraz przyszło mi to do głowy, że to chyba o takie moje "rządy" mu chodziło. Albo m.in o takie.
      Tak, teraz mam pewność i jasność dlaczego chcę ślubu. I nie jest prawdą, że ślub nic by mi nie dał, że niczego by nie zmienił. Zmieniłby bardzo dużo. Małżeństwo nakłada obowiązki, ale daje też prawa. I ja chcę te prawa mieć, i nie ma w tym nic dziwnego.
      To on deklarował się ze ślubem, więc zgodziłam się mieszkać u niego. Ale jeśli nie mam żadnych praw, to wolę mieszkać u siebie.
      • 3-mamuska Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 14:17
        A ja ci napisze tak, niektórzy ludzie noe chcą przepisywać domów przed śmiercią bo uważaj ze pozniej obdarowany czeka na ich śmieć.
        Ja uważam ze w rodzinie wlasnie na słowo mozna sie dogadywać a nie ze wszytkim lecieć do prawników.
        Nie dziwie sie ze mu zalet na domu, poświecił całe zycie rodzicom, włożył trud i kase, moze paowociel niejeden związek, bo rodzicom sie nie podobało.
        Ale czego oczekiwać ze nagle po latach facet sie zmieni? Dla niego oni sa cala rodzina, nie ma nikogo innego bliskiego.w ty wpadasz ze swoja rozczeniowa postawa, ślub papierki i na moich warunkach.
        Ty masz swoje zycie nie potrzebujesz papierków lat i potwierdzeń.
        Jak odejdziesz odejdziesz na swoje.
        Mieszkania nie sprzedaż masz zaplecze ciesz sie związkiem nie papierkami.
        • 3-mamuska Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 14:29
          Tak, teraz mam pewność i jasność dlaczego chcę ślubu. I nie jest prawdą, że ślub nic by mi nie dał, że niczego by nie zmienił. Zmieniłby bardzo dużo. Małżeństwo nakłada obowiązki, ale daje też prawa. I ja chcę te prawa mieć, i nie ma w tym nic dziwnego.
          To on deklarował się ze ślubem, więc zgodziłam się mieszkać u niego. Ale jeśli nie mam żadnych praw, to wolę mieszkać u siebie.

          O ludu jakie ci daje prawa ??? Co, do czego?
          Dom nie jest jego, daje ci prawo do dowiedzenia sie o sposobie leczona meza i tyle.
          Nie macie domu, dzieci , alimentów ci płacić tez nie bedzie, za chwile będziecie na emeryturze.

          On ma racje potrzebujesz ślubu dla władzy, jaka daje ci papierek do wtrącania sie ich układ.
          A ciebie ten uklad denerwuje, i chciałbys moc sie wtrącać ,czegoś takiego jak testament nie ma w naszym kraju. Nie ma mocy prawnej.
          Bracia i tak sie musza zrzec na rzecz brata.

          Wolisz mieszkać u siebie, bo nie mozesz sie rządzić bo nie masz papierka.

          A taki papierek tez nie da ci prawa wtrącać sie w układ oni o syn, to jest och dom ich sprawy.
          Hehe chłop ma racje migających sie od ślubu.
          Im dłuzej cie czytam tym bardziej mysle ze wiedza co robia.

          Wiesz mi ślub nic nie zmienia, moj maz lata temu prze salutem tez Powiedzil ze on moze lubi nie brac bo u niego to nic nie zmienia.
          Wtedy było mi przykro, dopiero pozniej siostra wytłumaczyła mi ze on mnie kocha papierka do tego nie potrzebuje, zmusić do opieki, szacunku ,
          pomocy nikogo żaden papierek nie zmusi.
          I to jest racja.
          Tyle ze my sie całe zycie razem dorabiamy, mamy 3 wspólnych dzieci wiec ślub sie przydał.
          Z tego względu.
          Ale w waszej sytacji nic nie daje ,nic.
          • dorota-098 Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 14:36
            3-mamuska napisała:

            > Wiesz mi ślub nic nie zmienia, moj maz lata temu prze salutem tez Powiedzil ze
            > on moze lubi nie brac bo u niego to nic nie zmienia.

            Skoro ślub nic nie zmienia, to po co go brałaś/


            > Wtedy było mi przykro,

            Przecież ślub nic nie zmienia, więc dlaczego było Ci przykro?


            > Tyle ze my sie całe zycie razem dorabiamy, mamy 3 wspólnych dzieci wiec ślub si
            > e przydał.

            Do czego przydał Wam się ślub?
        • dorota-098 Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 15:01
          3-mamuska napisała:


          > ty wpadasz ze swoja rozczeniowa postawa, ślub papierki i na moich warunkach.

          Moja roszczeniowa postawa dotyczy tylko i wyłącznie tego, aby spełnił obietnice, które sam złożył. Gdyby ich nie składał nie wprowadzałabym się do niego i nie urządzała nie swojego domu.
          • foringee Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 00:56
            czyli podsumowując:
            -mieszkanie u faceta bez ślubu - nie do przyjęcia
            -mieszkanie u ciebie bez ślubu - dopuszczalne
            -gdyby nie wspominał o ślubie - to by nie było problemu z nim mieć związek bez ślubu
            -ale mówił o ślubie - więc oczekujesz że to spełni, a jak nie spełnił to się obrażasz i wyprowadzasz bo ślub musi być
            -kochasz go bardzo, ale nie zamierzałaś się angażować w pomaganie przy urządzaniu jego mieszkania - zrobiłaś to tylko dlatego, że liczyłaś na ten ślub
            -nie zależy ci na kasie, ale nie chcesz podpisywać rozdzielności i chcesz mieć prawa
            -facet chciał ci dawać kasę na wydatki na dom- nie przyjęłaś, ale masz focha, że nie będziesz bez ślubu inwestować swoich środków, zauważasz nawet, że facet dużo je i to kosztuje

            itd itp

            sorry, ale pomieszanie z poplątaniem.

            z jakiego powodu rozpadały się twoje poprzednie związki (o ile jakieś były)?




      • 3-mamuska Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 14:31
        Nie jestem typem biernym, który tylko czeka, ale sięgam po swoje i nie boję się o tym mówić. I on się pewnie boi, że po ślubie zabiorę się za robienie "porządku" z tą sprawą ;)

        No wlasnie i on o tym wie, i wie ze chcesz władzy dla domu nie dla niego ze go kochasz ze chcesz z nim byc.
        Ja ma ponad 10 lat mniej od ciebie i widzę ze jestes dziecinna rozczeniowa osoba.
        Nie dziwie sie ze jestes sama.
        • dorota-098 Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 14:53
          A ja mam wrażenie, że nie bierzesz pod uwagę różnego rodzaju okoliczności. A w szczególności innego punktu widzenia niż własny.

          Napisałam, że on MOŻE się boi, że się wezmę za sprawę tego domu. Ale nie napisałam, że zamierzam to zrobić.
          Nie zamierzam. To nie jest moja sprawa, to są rozgrywki między jego rodziną, nie zamierzam tam niczego ustawiać, ani rozmawiać z jego rodzicami.
          Po pierwsze dlatego, że to nie jest moja sprawa.
          Po drugie dlatego, że ludzie różnie reagują i rzeczywiście moje ewentualne "wtrącanie się" mogłoby pogorszyć jego pozycję. A przecież nie o to mi chodzi.
          Po trzecie dlatego, że to on jest facetem i przejmowanie kontroli przez kobietę w tak ważnej kwestii jego z pewnością wykastruje.
          Gdyby mu zależało, to mogłabym z jego rodzicami delikatnie o tym porozmawiać, bo ja się ich nie boję i lubię stawiać sprawy jasno. Ale tylko i wyłącznie gdyby tego chciał i gdyby o to poprosił. Bez jego zgody absolutnie nic nie zamierzam robić z tym.
          Natomiast to nie znaczy, że nie mogę wyrazić swojej opinii o tej sprawie. Z tym, że wyrażam ją do niego, anie do jego rodziców.
          Zapewniam Cię, że nie chcę władzy ani tego domu.
          Parę razy mi powiedział, żebym nie sprzedawała swojego mieszkania, bo w przyszłości może być tak, że on nie będzie w stanie spłacić braci i że nie będziemy mieli gdzie mieszkać. Skoro to dla niego ważne, to zapewniłam że nie sprzedam. A jeśli przyjdzie do spłacania braci, to żeby się nie martwił, bo pomogę zorganizować pieniądze i je po prostu dam. Właśnie dlatego, że go kocham i wiem jak ważny jest dla niego ten dom. I że to wtedy będzie już nasz wspólny problem, a nie jego.
          I widzisz, ja właśnie tak wyobrażam sobie związek. Że w kłopocie jesteśmy razem. A nie jakieś kolacyjki, wyjazdy czy inne bzdety, a jak coś nie tak, to do widzenia.
        • magda_369 Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 16:08
          "O ludu jakie ci daje prawa ??? Co, do czego?
          Dom nie jest jego, daje ci prawo do dowiedzenia sie o sposobie leczona meza i tyle."

          Słub to nie tylko prawa do informacji o stanie zdrowia i sposobie leczenia męża czy żony. To też prawo do decyzji o tym gdzie pochowac współmałżonka, prawo do dziedziczenia( w tej sytuacji nie chodzi o dom ale moze razem kupia samochod nie wiem co kolwiek. Poza tym najblizsza rodzine nie płaci podatku od spadku, ą czasami to sa duze pieniadze własnie od nieruchomosci). Prawo tez do renty lub emerytury po zmarłym( moii znajomi wlasnie dlatego po 30 latach w konkubinacie brali slub).
          Miedzy innymi o takie prawa wlasnie walcza pary homoseksualne.

          Ja osobiscie nie rozumiem faceta, skoro rodzice jemu chca dac dom to niech jada do notariusza i sporzadza testament i bedzie mial moc prawna. Mozna zebrac braci, żeby zrzekli sie teraz praw do domu. A w tej sytuacji cały czas zyje w niepewnosci i musi byc cicho( autorka rowniez), bo inaczej wyrzuca go z domu. To nie jest normalny uklad. A jak bracia umra przed rodzicami to po ich smierci rodziny braci beda mogly roscic sobie prawa do tego domu, bo niestety sprawa nie zostala załatwiona jak nalezy za zycia rodzicow.
          Chyba, że rodzice nie ufaja swojemu synowi :( dlatego nie załatwiaja tego formalnie. Ale wyglada to tak, że to oni chca rzadzic.
          Autorka ma rację, chce po prostu korzystac z praw jakie daje małzenstwo, co w tym zlego?


      • zuzi.1 Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 15:10
        Mysle Dorota, ze to co teraz napisalas, to jest 100% trafne. Ale żeby rodzice podeszli do tej sprawy tak jak my w tym wątku, to: musieliby go przestać traktować jak wyrośnięte dziecko, musieliby sie pogodzić z utrata pełnej kontroli nad domem i nad nim, musieliby go traktować jak partnera do dyskusji. A tak dzieki manipulacji sprawami z domem, dzieki obietnicom nt. jego przepisania dysfunkcyjni rodzice pieka kilka pieczeni na jednym ogniu. Dalej maja pelna własność i kontrole nad domem, pomimo, ze koszty remontów i utrzymania pokrywa syn z własnych środków, maja pelna kontrole nad synem, który nawet nie pisnie, żeby przypadkiem go nie wydziedziczyli lub w inny sposób ograniczyli jego prawa do domu. Czysta ukryta patologia. A facet wychowany przez takich rodziców latami jej się poddaje. I tak zapewne będzie do czasu śmierci toksycznych rodzicow. I daj boże żeby dom faktycznie przypadł jemu a nie wszystkim dzieciom. Na tym forum juz kilka razy czytałam o podobnych przypadkach, a po śmierci rodzicow okazywalo sie, ze dom trafil w ręce kogoś innego, a nie człowieka, który lozyl na ten dom latami. Ci rodzice poprzez ten dom maja nad tym synem pelna kontrole, on nie zrobi nawet kroku, który może spowodować, ze im się narazi. Wiec jedyna nadzieja dla tego człowieka jest taka, ze trafi na kobietę mimoze, ktora wejdzie w ta sytuacje bez jakichkolwiek wymagan i sie do zaistnialej sytuacji dostosuje, będąc równie posluszna wobec wszystkich domowników, bez jakichkolwiek wymagan.
        • dorota-098 Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 15:25
          zuzi.1 napisała:

          > Mysle Dorota, ze to co teraz napisalas, to jest 100% trafne. Ale żeby rodzice p
          > odeszli do tej sprawy tak jak my w tym wątku, to: musieliby go przestać traktow
          > ać jak wyrośnięte dziecko, musieliby sie pogodzić z utrata pełnej kontroli nad
          > domem i nad nim, musieliby go traktować jak partnera do dyskusji. A tak dzieki
          > manipulacji sprawami z domem, dzieki obietnicom nt. jego przepisania dysfunkcyj
          > ni rodzice pieka kilka pieczeni na jednym ogniu. Dalej maja pelna własność i ko
          > ntrole nad domem, pomimo, ze koszty remontów i utrzymania pokrywa syn z własnyc
          > h środków, maja pelna kontrole nad synem, który nawet nie pisnie, żeby przypadk
          > iem go nie wydziedziczyli lub w inny sposób ograniczyli jego prawa do domu. Czy
          > sta ukryta patologia. A facet wychowany przez takich rodziców latami jej się po
          > ddaje. I tak zapewne będzie do czasu śmierci toksycznych rodzicow. I daj boże ż
          > eby dom faktycznie przypadł jemu a nie wszystkim dzieciom. Na tym forum juz kil
          > ka razy czytałam o podobnych przypadkach, a po śmierci rodzicow okazywalo sie,
          > ze dom trafil w ręce kogoś innego, a nie człowieka, który lozyl na ten dom lata
          > mi. Ci rodzice poprzez ten dom maja nad tym synem pelna kontrole, on nie zrobi
          > nawet kroku, który może spowodować, ze im się narazi. Wiec jedyna nadzieja dla
          > tego człowieka jest taka, ze trafi na kobietę mimoze, ktora wejdzie w ta sytuac
          > je bez jakichkolwiek wymagan i sie do zaistnialej sytuacji dostosuje, będąc rów
          > nie posluszna wobec wszystkich domowników, bez jakichkolwiek wymagan.


          Cieszę się Zuzi, że podzielasz mój pogląd, bo to świadczy, że raczej nie wymyślam.
          To, że rodzice chcą mieć dożywotnie prawo własności i kontrolę nad sytuacją wcale mnie nie dziwi. Rozumiem ich i ich powody. Bo gdyby przepisali ten dom na niego, a on umarłby przed nimi, to ja weszłabym w prawo współwłasności do tego domu. I nawet gdyby mieli ustanowioną dożywotnią służebność, to różnie mogłoby być. Oni nie muszą mi ufać, mają prawo się czegoś takiego obawiać i wcale im się nie dziwię.
          Ale uważam, że dla dobrych relacji w rodzinie, a przede wszystkim dla spokoju syna, powinni jasno i czytelnie zakomunikować rodzinie jaki mają zamiar. A nawet sporządzić testament. Wiem, że można go w każdej chwili zmienić, ale to przynajmniej pokazałoby jasno i czytelnie jakie mają intencje i pewnie w jakiś sposób uspokoiłoby syna. Ale tam na ten temat gada się tylko pokątnie, a nie wprost.
          Po kilku latach związku on już powinien mnie dobrze znać, wiedzieć jaka jestem i mi ufać. A on mi nie ufa i się mnie boi. I to się pewnie nie zmieni. Więc cud nie nastąpi.
          • zuzi.1 Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 15:35
            Ten facet ma 50 lat, przez tyle lat ci rodzice nie zrobili nic, żeby chociaż ta polowa domu byla jego. Ta sprawa i podejscie rodzicow do niego od lat tak wygląda.Tak się Dorota dzieje w toksycznych rodzinach. I mysle, ze kwestia Twojej osoby to jedynie dodatek do tej calej chorej sytuacji pomiędzy synem a rodzicami. Oni po prostu od lat maja go w szachu, jak niewolnika i o to im właśnie chodzilo i caly czas chodzi. W toksycznych rodzinach nie ma dyskusji wprost, sa niedopowiedzenia, manipulacje, kretactwo itp. kwiatki. To jest facet uwiklany w chory układ rodzinny, z nieźle przeprana glowa a w konsekwencji z zaburzonymi zachowaniami.
          • 3-mamuska Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 19:17
            Oni nie muszą mi ufać, mają prawo się czegoś takiego obawiać i wcale im się nie dziwię.
            Ale uważam, że dla dobrych relacji w rodzinie, a przede wszystkim dla spokoju syna, powinni jasno i czytelnie zakomunikować rodzinie jaki mają zamiar. A nawet sporządzić testament. Wiem, że można go w każdej chwili zmienić, ale to przynajmniej pokazałoby jasno i czytelnie jakie mają intencje i pewnie w jakiś sposób uspokoiłoby syna

            To podpisz rozdzielność majątkowa . Skoro tak dobrze ich rozumiesz. Co do domu.
            Samochód mozna kupić np. Na kobietę
            Tak robiła moja znajoma który maz nie miał dokonać jasnej sytacji z była żona, i ona bała sie ze zostanie z niczym.

            Po latach zwiazku ty tez powinnaś mu ufać co nie? Wszystko działa w obie strony.
            A mam wrażenie ze w tym sporze uważasz ze tylko tobie nalezą sie jakies prawa . I on ma robic tak jak ty chcesz.
      • napis_z_obrazka Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 15:39

        > I dlatego on się mnie boi. Bo ja może na początku dam sobie różne rzeczy wmówić
        > , ale potem przychodzą do mnie refleksje, podnoszę głowę i już mam pewność, że
        > wiem czego chcę i że mam prawo tego chcieć, że moje oczekiwania są absolutnie n
        > a miejscu. I jeśli czegoś chcę to mówię o tym wprost i do tego dążę. Nie jestem
        > typem biernym, który tylko czeka, ale sięgam po swoje i nie boję się o tym mów
        > ić. I on się pewnie boi, że po ślubie zabiorę się za robienie "porządku" z tą s
        > prawą ;) Ale dopiero teraz przyszło mi to do głowy, że to chyba o takie moje "r
        > ządy" mu chodziło. Albo m.in o takie.

        Moim zdaniem o tym sie mowi przed slubem.
        Bo z tego co napisalas, odnosze wrazenie, ze teraz czesto zgadzasz sie na ´pewien uklad`` a po slubie bedziesz dochodzic swoich praw.
        A dochodzenie swoich praw czesto jest droga przez meke;-)
        Lepiej jak sie strony umowia, kto czego od kogo oczekuje w sprawach majatkowych, finansowych, spadkowych. W sytuacji, gdy 20latkami nie jestescie, zycie znacie.

        Moim zdaniem uczciwiej powiedziec: `Kochanie, jesli nie uregulujesz spraw majatkowych z rodzina...o slubie ze mna nie ma mowy``.
        Zrozumialam, ze to Twoj pomysl byl ´pomieszkania na probe``.
        Z tej proby Pan wyciagnal wnioski, ze rodzinnego ukladu nie akceptujesz a on z rodzina zmieniac nic nie chca. I jest pat.

        > Tak, teraz mam pewność i jasność dlaczego chcę ślubu. I nie jest prawdą, że ślu
        > b nic by mi nie dał, że niczego by nie zmienił. Zmieniłby bardzo dużo. Małżeńst
        > wo nakłada obowiązki, ale daje też prawa. I ja chcę te prawa mieć, i nie ma w t
        > ym nic dziwnego.
        > To on deklarował się ze ślubem, więc zgodziłam się mieszkać u niego. Ale jeśli
        > nie mam żadnych praw, to wolę mieszkać u siebie.

        Bez uregulowwania spraw majatkowych przed slubem, po slubie duzo sie na Twoja korzysc nie zmieni. Dom w spadku po rodzicach bedzie jego osobistym majatkiem.
        Razem tego domu sie nie dorobiliscie.

        A chcialabys, zeby maz z rodzina rzadzili sie;-) w Twoim mieszkaniu, zmieniali meble, sprzety... bo planuja po Twojej smierci to mieszkanie dla ich ciotecznego prawnuczka?;-)
        • dorota-098 Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 17:40
          O rany, zaczynam się czuć, że muszę udowadniać iż nie jestem wielbłądem...
          A już tyle razy o tym pisałam.
          To on deklarował ślub. Sam z siebie, bez żadnych moich nacisków, ani nawet sugestii. Wielokrotnie.
          Nie chciał mieszkać u mnie, w grę wchodził tylko ten dom.
          Sam mnie nakłaniał, abym urządziła górę tego domu po swojemu, on się do niczego nie będzie wtrącał.
          Jak się zdecydowałam na zamieszkanie u niego, to wróciłam do tematu ślubu. Powiedział, że tak, ślub wciąż aktualny, żebym się wprowadziła i wszystko załatwimy.
          Ok, zgodziłam się na to, wprowadziłam się i zaczęłam urządzać ten dom. Chciał mi na wszystko dawać kasę, ale nie zawsze brałam, bo nie potrzebuję być na jego utrzymaniu.
          Pomieszkałam, ustaliliśmy jeden termin, drugi, trzeci, a on je ciągle przesuwał, podając jakieś wydumane powody i wciąż każąc czekać.
          Temat ślubu urósł do sporego problemu między nami, zaczął wywoływać napięcia i konflikty.
          Przestałam się czuć bezpiecznie w takim związku i przestało mi się podobać jak mnie traktuje.
          Dziś już chyba rozumiem z czego to wynika.
          To, że nie potrzebuję praw do tego domu, że nie potrzebuję po nim dziedziczyć i że nie chodzi mi o kasę tłumaczyłam dokładnie wyżej. To czy ureguluje swoje prawo do tego domu czy nie, to jest jego sprawa i ja nie zamierzam nim kierować.
          Ślub - poza prawami majątkowymi - daje też różne inne prawa oraz rodzi wzajemne zobowiązania. I z tego chcę mieć możliwość korzystać.
          I oczywiście zgadzam się z tym, że wiele spraw należy ustalić przed ślubem. Ale co miałam ustalać, skoro nawet ślubu ustalić nie mogłam :)
          Skoro pan nie chce ślubu, to ja wolę mieszkać u siebie. Pana taka opcja nie interesuje. Albo u niego, albo wcale. Parę razy proponowałam rozmowę na temat naszej sytuacji i naszego związku. Pan nie jest zainteresowany rozmową, mam wracać i koniec.
          Nie wracam. Chyba, że zdarzy się cud i pan się odmieni ;)
          Takie krótkie streszczenie dla tych, którzy czytają parę ostatnich postów, a nie całość :)
          • 3-mamuska Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 19:11
            A moim zdanie piszesz sprzecznie.
            Tu o tym ze ty chcesz ślubu a następnie ze on nalegał.
            A nie pomyślałaś ze facet myslal o ślubie ale rodzice sie nie zgodzili? Zeby obca baba dziedziczyła po nich dom ich wieloletnia prace.
            Piszesz tez ze oni powinni jakos to rozwiązać i dać mu testament czyli jednak cie to interesuje.
            Kazał ci urządzać dom bo myśli o tobie poważnie.


            Mam wrażenie ze nie rozumiesz o co mi chodzi.
            Papierek cie przed niczym nie uchroni ani nie da praw. To znaczy nie da sie drugiego człowieka do niczego zmusić do kochana i opieki.
            Moja koleżanka miała z sadu papier o zakazie zblizania sie jej byłego do niej.
            I co jak ja pobił na ulicy papierek jej nie pomógł,
            Rozumiesz?
            Domu nie chcesz , a chcesz prawa.
            Napisz mi dokładnie napisać co da ci ślub i to nie ogólnikowo prawa i obowiązki, ale dokładnie.
            Bo o ile moge zrozumieć parcie na ślub kiedy bedzie sie inwestować kase w nowo budowany dom czy kredyt, jakies wspolne dzieci . To nie moge zrozumieć co daje ślub kobiecie niezależnej finansowo , mającej własny odrębny dobytek, ktora twierdzi ze od przyszłego meza nic nie chce.
            Jedynie co da ci prawo do zostania w tym domu po ich śmierci. Ale i tak bedziesz musiała podzielić sie z braćmi bo nie macie dzieci. No ale ty jego majątku nie chcesz.

            Pan chce zebys wróciła bo wie ze rozmowy z toba nic nie dają upadłaś sie na ślub i tyle.
            A ja na jego miejscu twoja wyprowadzkę potraktowałbym jako pokaz braku uczucia z twojej strony do niego i nie chciałabym twojego powrotu.
            Ale widac tak jestes uparta ze ani meza ani dzieci mimo 50 lat na karku.
            Jakaś musi byc tego przyczyna.
            • dorota-098 Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 00:10
              3-mamuska napisała:

              > A moim zdanie piszesz sprzecznie.
              > Tu o tym ze ty chcesz ślubu a następnie ze on nalegał.

              On najpierw nalegał, więc teraz chcę aby dotrzymał swoich obietnic. Jaka tu sprzeczność????


              > A nie pomyślałaś ze facet myslal o ślubie ale rodzice sie nie zgodzili? Zeby ob
              > ca baba dziedziczyła po nich dom ich wieloletnia prace.

              Że co???? Jakbym wiedziała, że jestem z facetem, u którego rodzice się nie zgadzają na ślub, to bym uciekła w try miga. Facet nie bierze ślubu, bo mamusia z tatusiem mu nie pozwalają. Matko, co to miałoby być...
              Na szczęście wiem jak jest. Jego rodzicom zależy na tym, abyśmy byli razem. Wiedzą o problemie ze ślubem, bo o tym mówiłam. Nie mają nic przeciwko, aby się ze mą ożenił. Chcą, aby miał żonę i żebym to ja nią była. O tym akurat powiedzieli mi wprost. I miałam na to wiele dowodów, że mnie lubili, że się mnie nie obawiali, jego mama kilkakrotnie powiedziała o mnie per "synowa". I myślę, że w razie ich śmierci, doskonale wiedzą, że to nie ja odziedziczę ten dom, ale ich syn. A po śmierci syna, jeśli go przeżyję, to ja oraz bracia lub ich spadkobiercy. Czy Ty w ogóle znasz prawo?


              > Piszesz tez ze oni powinni jakos to rozwiązać i dać mu testament czyli jednak c
              > ie to interesuje.

              Nie. Mnie interesuje to, aby on był pewny, że w końcu dostanie ten dom. Bo to może by go uspokoiło, przestałby się tak bać. Chciałabym tego dla niego, nie dla siebie.


              > Kazał ci urządzać dom bo myśli o tobie poważnie.

              Pewnie tak. Ale jednocześnie nie chcę się do niczego zobowiązać. Ciekawe dlaczego?


              > To znaczy nie da sie dru
              > giego człowieka do niczego zmusić do kochana i opieki.

              Oczywiście, że nie. Ale można wyciągnąć konsekwencje, jeśli drugiej stronie się odwidzi z powodów niezależnych ode mnie.


              > Moja koleżanka miała z sadu papier o zakazie zblizania sie jej byłego do niej.
              > I co jak ja pobił na ulicy papierek jej nie pomógł,
              > Rozumiesz?

              Ale papierek dał jej możliwość, aby wyciągnęła konsekwencje za to co jej zrobił.
              Rozumiesz?


              > Napisz mi dokładnie napisać co da ci ślub i to nie ogólnikowo prawa i obowiązki
              > , ale dokładnie.

              Poczytaj sobie wyżej. Pisałam, ja, pisały inne osoby, jakie prawa i obowiązki rodzi małżeństwo.


              > Bo o ile moge zrozumieć parcie na ślub kiedy bedzie sie inwestować kase w nowo
              > budowany dom czy kredyt, jakies wspolne dzieci . To nie moge zrozumieć co daje
              > ślub kobiecie niezależnej finansowo , mającej własny odrębny dobytek, ktora t
              > wierdzi ze od przyszłego meza nic nie chce.

              Mam wrażenie, że dla Ciebie kobieta 50-cioletnia to w zasadzie już emerytka, która tylko te kolacyjki i wyjazdy może w życiu realizować. A nie przyszło Ci do głowy, że są kobiety, dla których życie jeszcze się nie skończyło? Że można jeszcze wiele wspólnych rzeczy w życiu z facetem zrealizować i wspólnie się dorabiać?
              A w dzisiejszych czasach małżęństwo nie jest niezbędne, aby brać wspólny kredyt, więc to dla mnie akurat argument od czapy.


              > Jedynie co da ci prawo do zostania w tym domu po ich śmierci.

              Ale to bardzo ważne prawo. Być może akurat wtedy moje mieszkanie byłoby wynajęte i przez jakiś czas nie miałabym dokąd wrócić.
              Powtórzę się - małżeństwo dałoby mi dużo więcej praw, o których byłą mowa wyżej. Poczytaj sobie, co pisałyśmy.


              Ale i tak bedzies
              > z musiała podzielić sie z braćmi bo nie macie dzieci. No ale ty jego majątku ni
              > e chcesz.

              Wiem. Gdybym dziedziczyła, to w obliczu braku wspólnych dzieci dziedziczyli by też bracia lub ich spadkobiercy. Co to ma do rzeczy?

              Jeśli nie chce ślubu to nie ma sprawy. Możemy być razem i mieszkać u mnie. Ale on się na to nie zgadza. Albo u niego bez zobowiązań, albo nie jesteśmy razem. Czy to jest Twoim zdaniem kompromis? Bo to mi zarzuciłaś.

              Pytałam Ciebie po co Ty brałaś ślub, co Ci dał i dlaczego było Ci przykro, jak przyszły mąż powiedział, że dla niego ślub nie ma znaczenia. Ciekawe dlaczego nie odpowiedziałaś w ogóle na moje pytanie...
              • foringee Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 00:30

                >Jeśli nie chce ślubu to nie ma sprawy. Możemy być razem i mieszkać u mnie. Ale on się na to n>ie zgadza. Albo u niego bez zobowiązań, albo nie jesteśmy razem. Czy to jest Twoim zdaniem >kompromis?

                ja się już pogubiłam o co ci chodzi.
                mówisz, że dopuszczasz życie bez ślubu, ale wtedy musicie mieszkać u ciebie a nie u niego?
                i to jest ten kompromis?
          • napis_z_obrazka Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 21:08
            dorota-098 napisał(a):


            > To on deklarował ślub. Sam z siebie, bez żadnych moich nacisków, ani nawet suge
            > stii. Wielokrotnie.

            A pierscionek kupil przy tych oswiadczynach?;-)
            Nie wiedzialam, ze TO teraz nazywa sie deklaracja;-)


            > Przestałam się czuć bezpiecznie w takim związku i przestało mi się podobać jak
            > mnie traktuje.
            I po slubie bedziesz czuc sie bezpieczna, bedziesz lepiej traktowana? Chyba jestes naiwna...


            > Skoro pan nie chce ślubu, to ja wolę mieszkać u siebie. Pana taka opcja nie int
            > eresuje. Albo u niego, albo wcale. Parę razy proponowałam rozmowę na temat nasz
            > ej sytuacji i naszego związku. Pan nie jest zainteresowany rozmową, mam wracać
            > i koniec.
            > Nie wracam. Chyba, że zdarzy się cud i pan się odmieni ;)

            Na cuda lepiej nie liczyc;-)
            Chodzi o to, ze on swojego lokum formalnie nie ma i nie ma mozliwosci mieszknia u niego;-)
            (taka babska logika na chlopski rozum).
            Bez formalnego wyodrebnienia mieszkania, ja czulabym sie, ze mieszkam u tesciowej. Brrr.

            > Takie krótkie streszczenie dla tych, którzy czytają parę ostatnich postów, a ni
            > e całość :)
            A to bardzo uprzejme z twojej strony;-)
        • 3-mamuska Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 19:25

          Moim zdaniem o tym sie mowi przed slubem.
          Bo z tego co napisalas, odnosze wrazenie, ze teraz czesto zgadzasz sie na ´pewien uklad`` a po slubie bedziesz dochodzic swoich praw.
          A dochodzenie swoich praw czesto jest droga przez meke;-)
          Lepiej jak sie strony umowia, kto czego od kogo oczekuje w sprawach majatkowych, finansowych, spadkowych. W sytuacji, gdy 20latkami nie jestescie, zycie znacie.

          No wlasnie ja tez odnoszę takie wrażenie. A to oznacza ze jednak zależy jej na domu i dziedziczeniu. A teraz foch księżniczki .

          chcialabys, zeby maz z rodzina rzadzili sie;-) w Twoim mieszkaniu, zmieniali meble, sprzety... bo planuja po Twojej smierci to mieszkanie dla ich ciotecznego prawnuczka?;-)

          No wlasnie.
          Ciekawe jakby miała córkę z ktora mieszka i nagle wpada zięć i mowi mamuśka tu tak a tu tak bo ja chce.

          Ale ulepiła sie tylko odpowiedzi które idą po twojej myśli.
          I nie starasz sie zrozumieć naszego punktu widzenia. I tak zapewne jest z twoim facetem, albo jak jak chce albo wcale, zero kompromisu.
          Moim zdaniem nie ma tu miejsca na miłość i uczucie a wyrachowanie z twojej strony.


          Gdybys go kochała to bys mieszkała z nim,( masz prace kase i mieszkanie ) bez zbędnych nakładów finansowych na remonty ,duże sprzętu do domu, i to byłby z twojej strony kompromis.cieszylibyśmy sie związkiem.


          Próbuje ci pokazać inny sposób myślenia.

          A teraz co masz dalej swoja wierze puste 4 ściany bo tupnęła nóżka i nie dostałas tego czego chciałaś.
          A facet jest miedzy młotem a kowadlem.
          • fusun1804 Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 20:16
            Tak, w pewnym sensie jest miedzy młotem a kowadłem, musi wybrać pomiędzy swoim własnym szczęściem ( i autorki ) a zadowoleniem rodzicow.

            A rodzice bedą zadowoleni wtedy kiedy ich syn sie nie zwiaźe z nikim - bedzie do ich wyłącznej dyspozycji.
            • zuzi.1 Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 21:17
              Mysle, ze tu może wchodzić w grę nieco inna wersja, być może rodzice będą zadowoleni, gdy jakas pani zamieszka z ich synem na piętrze( w koncu ktos musi ich synowi pomagać w opiece nad nimi) ale bez zbytniego szarogeszenia sie w ich domu. Pani może mieszkać na takich samych zasadach jak ich syn, tj. niby u siebie :)
            • magda_369 Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 22:31
              Miedzy innymi dlatego ludzie w tajemnicy biorą ślub z ukochaną osobą:) bo wiedzą, że rodzina bedzie niezadowolona.
              Mojej znajomej dziadek jak miał 80 lat w tajemnicy ożenił sie :) wiedział, zę dzieci beda go namawiac, zeby tego nie robił. Był szok i oburzenie ale z czasem wszyscy pogodzili sie z tym. Żyli razem 10 lat.
            • 3-mamuska Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 00:09
              Tak, w pewnym sensie jest miedzy młotem a kowadłem, musi wybrać pomiędzy swoim własnym szczęściem ( i autorki ) a zadowoleniem rodziców.

              Ależ on moze byc szczęśliwy czemu nie, nie mieli nic przeciwko temu zeby u nich mieszkała? Nikt jej nie wyrzucił nie uprzykrzal życia.
              A czy ślub jest wyznacznikiem szczęście?
              Nie jest jest masa rozwodów niczego nam nie gwarantuje. Nie gwarancje nam miłości szacunku pomocy i wsparcia.
              To tylko zapisek gdzieś tak i papierek w domu.
              Równie dobrze mozna byc szczęśliwym bez niego.


              A rodzice bedą zadowoleni wtedy kiedy ich syn sie nie zwiaźe z nikim - bedzie do ich wyłącznej dyspozycji.

              Ależ on sie związał mieszkał z kobieta, to lepsze niz ślub.

              Ja znam taka pare staruszków ona miszka obok mojej siostry.
              Po śmierci meza 10 lat temu została z mieszkaniem, bez dzieci.
              On tez wdowiec z dziećmi i wnukami.
              Dopóki pracował mieszkała u siebie, czasem on wpadał na noc , na weekendy świeta jeździła do niego i jego dzieci.
              Po 5 latach przeprowadziła sie całkowicie do niego, do soboe wpada od czasu do czasu ma panią ktora sprzta, raz w tygodniu kurze , czasem okna itp.
              Zima zjeżdżają do niej bo wszędzie blisko kino teatr sklepy, małe przytulne mieszkanie łatwo ogrzać.
              I raz moja siostra spytała czy ona aby za maz nie wychodzi i czy nie chce sprzedać swojego mieszkania, siostra chętnie by przytuliła bo powiększyłaby przestrzeń domu i nie miałaby sąsiadów na dole.
              A kobieta kategorycznie stwierdziła ze w życiu.
              Ze jej dobrxe tak jak jest, czerpie radość z Bycia razem, jak ma przesyt to wyjeżdża do sobie na kilka dni, bo od czasu do czasu musi ;) spotyka sie w tym czasie z koleżankami. Polazi po sklepach, nie musi mu prac gotować sprzątać, bo jest tylko gościem u niego, on tez ma kogoś do sprzątania resztę ogarnia sam. Nie potrzebuje nani ani gosposi w jej roki.
              Czasem wspólnie zajmują sie jego wnukami.
              Zaznaczam ze on jak spal u niej sporadycznie to przyjeżdżał wieczorem i rano wyjeżdzał jak ona szła do pracy. Ona twierdzi ze ma azyl, nie odchodzą jaj remonty jego domu. Owszem doradzi ale nie jest odpowiedzilana. A ze czesc roku spędzają u niej to nie rozliczają sie , jedzenie kupują raz ona raz on ,plus kazdy to co lubi.
              Każde jest finansowo niezależne.
              On sie jej nie wtrąca do jej mieszkania, ona do jego, pomagają sobie jak trzeba, ona mu pomaga wybrać kolory dodatki, on jej załatwił sprawdzona ekipę jak jej siadło ogrzewnie.

              Ja jestem pewna ze gdyby mi przyszło rozejść sie z mężem lub zostać wdowa, to napewno juz żadnego ślubu, chciałbym miec układ jak ta para strszych ludzi.
              Razem ale z własna przestrzenią życiowa z własnymi decyzjami z kompromisem.

              Gdybym była na miejscu autorki, mieszkalnym u niego fajnie sie bawiła, mialamwszutsko w odlwoku, bo nie moje, jak powie kup kanapę, to mowie ok te 4 mi sie widza ty wybierz ostatecznie. Moge pomoc jako kobieta w doborze dodatków, auto mozna miec kazdy swoje, lub kupione pol na pol, z podpisana umowa ze w razie śmierci ona zabiera.
              Cieszysz sie życiem niezobowiązan.


              Ja tylko chce zwróć uwagę na to ze mozna inaczej, ze brak ślubu to nie tragedia, ze moze miec tez pozytywne skutki.
              Autora wątku decyzje podjęła nieładnie uciekała i dziwi sie ze on nie chce sie spotkac i pogadac ze czeka az ona wroci o wtedy beda wyjaśniać.
              Dla mnie mega chamskie i prostackie zachowanie, zwłaszcza w stosunku do strszych ludzi.
          • magda_369 Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 21:55
            Rozumiem autorkę bo miałam podobną sytuację ze swoim mężem. Zanim zamieszkalismy razem bylismy razem piec lat, mieszkalismy dwa lata było nam dobrze tak jak jest, a ja nie miałam parcia na slub, nie myslałam o tym. Dopiero któregoś dnia mój facet podczas jednej z naszych rozmów głośno myślał i powiedział, że w ciagu roku chciałby sie zareczyc( w ten o to sposób dowiedziałam sie, że chce juz ślubu). Pomysłałam sobie, że ok, oboje sie kochamy mieszkamy razem itp. Mówił o tym jeszcze kilka razy ale po roku nic nie było. Ani rozmów o tym ani oświadczyn, nic. Zapytałam o co chodzi? mówił o swoich zamiarach kilka razy a teraz cicho jakby wogóle nie było tematu. Nie wiem jak dla autorki ale dla mnie slub to nie tylko papierek tylko poważna sprawa. Skoro nie masz zamiaru sie oswiadczac, czy brac slubu to poprostu nie rozmawiasz o tym i nie robisz komus nadziei. Tak sie nie robi. Przyznał mi racje i przeprosił za to. Powiedział, że nie mysłał o tym w ten sposób.
            Po pewnym czasie zareczylismy sie , dwa lata bylismy narzeczenstwem ustalilismy termin slubu jak nam pasowało, a teraz jestesmy małżenstwem i tyle.
            Natomiast autorka napisała, że to on zaczął temat ślubu. Był ustalony termin raz , drugi, trzeci.
            Ufała mu ale przez takie zachowanie przestała mu ufac, bo nie wie na ile powazne sa jego deklaracje.
            To nie chodzi juz o slub tylko o to, że facet zachowuje sie niepowaznie i nie liczy sie z jej uczuciami.
            Chce slubu poźniej stwierdził, że jednak nie. Ok, ma prawo zmienić zdanie, ale autorka tez ma prawo zmienic zdanie i mieszkać u siebie.

            • 3-mamuska Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 23:46
              nie chodzi juz o slub tylko o to, że facet zachowuje sie niepowaznie i nie liczy sie z jej uczuciami.
              Chce slubu poźniej stwierdził, że jednak nie. Ok, ma prawo zmienić zdanie, ale autorka tez ma prawo zmienic zdanie i mieszkać u siebie.


              A moim zdaniem ten problem z data ślubu wcale nie wychodzi z niepoważnego podejścia do zwiazku.
              Ja to widzę tak, mowie ze cos zrobie za rok, po czym czas tak szyko moja ze budzisz sie i stwierdzasz ze juz rok minal i myślisz ok moge poczekac jeszcze , nie zrobi to różnicy ani w podejściu ani w uczuciach.
              Ma ślub w młodym wieku gdy chce sie razem dorabiać czy tworzyć rodzone to rozumiem parcie zeby dzieci miały pełna rodzine.

              Moze zaproponuj cichy ślub? We 4 wy i świadkowie, bez powiadamiania rodziny.
              Moz eon jest przerażony ta cała pompa, i przygotowaniem.
              Poza tym to juz stary ( bez urazy) kawaler cieżko zmienić przyzwyczajenia.

              Sama opisujesz go jako nieslownego, a jak ty sie zachowałam uciekając jak to sie mowi jak złodziej po cichy po kryjomu.

              Przemysł swoje postępowanie bo wyglada na to ze szukasz duży w całym.
              Kazustaj z życia bliskości, możliwości i wózku i wolności i niezależności.
              No chyba ze nie chcesz umrzeć jako panna.
              Ale poczekaj jak rodzice umrą to moze on szybko pobiegnie do urzędu/ołtarza.

              Moim zdaniem powiem zwlekania ze ślubem to wlasnie szybki upływ czasu i moze wlasnie niechxec rodziców do wtrącanie sie obcej osoby do ich życia ,wspólnego układu.
      • pade Re: Potrzeba władzy w związku 02.05.16, 20:49
        Dorota, słuszne wnioski. Tak trzymaj.
    • paris-texas-warsaw Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 23:23
      Przyznając, że Pan jest niesłowny i trudny w ustaleniu konkretów, to rozumiem punkt widzenia 3-mamuśki. Myślę, że to co się czuje w Twoich postach Dorota, to takie transakcyjne podejscie do związku, co by nie było może nawet przykuwające uwagę, gdyby jednak to się rozgrywało na tle "kocham go, ale...". Zgadzam się z Mamuśka, że związki osób w takim układzie to potencjalne możliwosci i milości, i romantyzmu, i braku ograniczeń (np. dzieci, czas, pieniądze - bo np. dzieci;). Obserwuję z bliska związek ojca, i kilka innych w tym wieku spotkałam (w różnych formach od strony formalnej) i czuło się tam i uczucia i luz. Może zwyczajnie to nie jest WNM.
      Ps. Zastanowiło mnie też wtedy, że bez pożegnania opuściłaś dom, w którym mieszkali tez rodzice - dziwne jak tak "sąsiad z góry" znika, nawet jak to są odrębne mieszkania, ale jak rozumiem wspólna posesja, były jakieś kontakty, etc. To jak potraktowanie sąsiadów z pokoju obok w hotelu. Może o brak pożegnania z rodzicami chodziło w tych slowach o wstydzie - dla mnie taka wyprowadzka by wiele mowiła, zdziwiło mnie, że jego matka dzwoniła, a z opisu tego telefonu wynikało, że byłaś z rodzicami w jakiejs tam bliskości.
      • paris-texas-warsaw Re: Potrzeba władzy w związku 28.04.16, 23:44
        Chciałam tylko dodać, że najcudowniejszy wpis w tym wątku, a może i ostatniej dekady wg mnie, to był ten, że małżenstwo przeciez daje określone prawa - np. prawo do wyboru miejsca pochówku zmarłego małżonka:)))
        • magda_369 Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 11:33
          :)))

          Dla niektórych ludzi to śmiertelnie poważne sprawy:)
          Miałam ostatnio w rodzinie niezłe cyrki w tej kwestii wiec dlatego o tym napisałam:)
      • dorota-098 Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 00:50
        paris-texas-warsaw napisała:

        > Ps. Zastanowiło mnie też wtedy, że bez pożegnania opuściłaś dom, w którym miesz
        > kali tez rodzice - dziwne jak tak "sąsiad z góry" znika, nawet jak to są odrębn
        > e mieszkania, ale jak rozumiem wspólna posesja, były jakieś kontakty, etc. To j
        > ak potraktowanie sąsiadów z pokoju obok w hotelu. Może o brak pożegnania z rodz
        > icami chodziło w tych slowach o wstydzie - dla mnie taka wyprowadzka by wiele m
        > owiła, zdziwiło mnie, że jego matka dzwoniła, a z opisu tego telefonu wynikało,
        > że byłaś z rodzicami w jakiejs tam bliskości.

        Tak, byłam z nimi w pewnej bliskości. Bardziej z jego mamą.
        Fakt, wyprowadziłam się bez osobistego pożegnania, ale kupiłam kwiaty i zostawiłam im kartkę, że bardzo ich przepraszam że się żegnam w takiej formie, ale to jest dla mnie trudne i w taki sposób jest mi trochę łatwiej. Że chciałam uniknąć dramatycznych rozstań, bo wiem, że zarówno ja i ona byśmy strasznie rozpaczały i płakały. I obiecałam, że niedługo się skontaktuję i osobiście wszystko wyjaśnię.
        Jego mama zadzwoniła do mnie jak tylko wróciła z pracy i znalazła kartkę. Strasznie płakała. I powiedziała mi, że absolutnie mnie rozumie, że to jej syn, ale ona go absolutnie nie rozumie. I że jej mąż też kiedyś oczekiwał, że ona z nim zamieszka bez ślubu, ale się absolutnie nie zgodziła. I że ona mnie w zupełności rozumie dlaczego ten ślub jest dla mnie tak ważny. I że bardzo żałuje, że nie zostanę jej synową.
        Wyprowadziłam się ponad miesiąc temu, od tamtej pory rozmawiałyśmy ze sobą przez telefon ze 3 razy. Co słychać, jak się czujemy itp. Jeden z jego braci też do mnie dzwonił 2 razy, co u mnie i że strasznie żałuje, że się nam nie poukładało. Odnoszę wrażenie, że jego rodzina nie jest urażona moim "postępkiem", że rozumieją moją motywację.
        Więc jeśli on się czegoś wstydzi, to na pewno nie za mnie.

        I zaczynam też odnosić wrażenie, że szukacie dziury w całym.
        Ja rozumiem, że są osoby dla których ślub nie jest ważny. Ale dla mnie jest.
        Nie każdy jest taki sam. Ludzie mają różne potrzeby.

        • foringee Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 01:08
          No ale po co w takim razie te dwie wątkowe epopeje i ideologia? Facet ci nie odpowiada, nie kochasz go, szukasz usprawiedliwienia dla siebie i zależy ci bardzo, żeby obwieścić, że to była jego wina i on jest beznadziejny. Nie prościej przyznać przed sobą, że się rozmyśliałaś bo za mało zysków widziałaś w tym układzie by w nim zostać?
          Co ma potwierdzać użalanie się teściowej, że jej mąż też chciał bez ślubu? chcesz porównywać wagę slubu teraz -niezależnej 50latki i tego z poprzedniego pokolenia zapewne 25latki?
          No dziewicą chyba nie jesteś, żeby po 4 latach spotykania się z facetem ogłaszać, że bez ślubu to ty nie.
          Swoją drogą parszywa ta rodzinka, która synowi/bratu przyczepiła łatę "tego złego/tego nieudanego", ożeniła w obsługę w pojedynkę rodziców (reszta za granicą umywa rączki od obowiązków) i jeszcze mu tyłek obrabiają do innych ludzi, zamiast go wspierać i starać się pomóc. Brrr.
          • paris-texas-warsaw Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 08:24
            Jeśli naprawdę chcesz zrozumieć tę sytuację, to dobre są do rozważania punkty Diff i Forringe (z jakiegoś wcześniejszego postu).
            Po tym co piszesz, to nie wygląda, żeby on nie brał ślubu z obawy przed rodzicami - nie widać z opisu ich "sprzeciwu", chyba, że działali pod przykrywką bycia miłym i dzwonienia nawet po Twojej wyprowadzce. Myślę, że ma on swoje powody (może, że raz przechodził już rozwód etc.).
            Facet generalnie nie wyglada, żeby naciągał Cie na kasę, na kanapę też dawał. Twoje ywody o "odzyskiwaniu" kasy z domu w przypadku małżeństwa na stan faktyczny i prawny z dnia dzisiejszego nie mają do końca racji bytu. Na razie oboje bylibyście w takiej samej sytuacji - wkładalibyście pieniądze w nie swoją nieruchomość, najlepiej byłoby trzymać faktury etc. Do tego nie miałabyś żadnego chyba prawa do mieszkania tam większego niż masz, bo to nie jego dom i poślubie to się nie zmienia. On za to miałby prawo do mieszkania w Twoim mieszkaniu, bo to akurat jest Twoja nieruchomość.
            • paris-texas-warsaw Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 09:14
              Jeszcze patrząc od strony ekonomiczno-prawnej, która Cię interesuje:) Myślę, że może być inaczej niż myślisz - brak małżeństwa z Tobą bardziej zabezpiecza pozostanie Pana w tym domu, z tego względu, że po śmierci rodziców nie mógłby np. być eksmitowany do Twojej nieruchomości. Stąd np. braciom może właśnie zależeć na małżeństwie z Tobą, żęby po śmierci rodziców nieruchomość np. sprzedać. Po śmierci rodziców np. 1/3 nieruchomości może być Pana, reszta braci. I zostaje dylemat - spłacać, czy wspólnie sprzedać i podzielić kasę. To, że ktoś za cenę opłat, czyli de facto cenę poniżej rynkowej mieszka w połowie domu z ogrodem, a bracia za swoije urządzają się za granicą, nie oznacza przecież, że bracia mają oddać swoje 2/3 wartości. Tym bardziej, żę Ty piszesz, że ustaleń/sił/dynamiki wewnątrzrodzinnych nie znasz. Telefon brata z zagranicy w sytuacji rozstania trochę dziwny i stąd raczej w ww. kierunku bym myślała i takie drugie dno w tym widziała, a nie, że to oni chcą przed Tobą uchować majątek. Oni ten majątek chcą dla siebie, co jest zresztą zrozumiałe, bo kilakadziesiąt-kilkaset tysięcy piechotą nie chodzi. Taniej dokładać do starości rodziców (jeśli w ogóle byłaby taka potrzeba) lub kogos wynająć do opieki, niż oddawać 2/3 domu.
          • magda_369 Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 10:55
            Autorka jest z Panem 4 lata. Ona u siebie, on u siebie. Jest im dobrze, Z opisu sytuacji widać, że rodzina lubi ja i szanuje. Mają dobre relacje. Nagle Pan proponuje mieszkanie razem i ślub. Autorka ucieszyła sie z tego, że bedzie pełnoprawnym członkiem rodziny. Mieszkają razem jest miło i nagle pojawiają sie problemy i kłótnie o ślub. Pan mówi autorce, że się boi, że po slubie bedzie sie za bardzo rządzic. Moze autorkę pod wpływem radości poniosło w przygotowaniach do slubu ale to nie oznacza, że chce go sobie podporzadkowac. Powiedział wprost, ze sie boi. Natomiast autorka tez ma swoje obawy. Wróciła do siebie, żeby ochłonąć i chce dalej rozmawiać o ich zwiazku. Pan nie chce rozmawiac tylko mówi, że ma wracać i to juz jest chec poprzadkowania sobie drugiej osoby. Przejmuje sie tym, że odchodzac narobiła mu wstydu przed rodzina ale nie przejmuje sie tym, ze moze autorce jest wstyd przed rodzina, że ciagle przekłada terminy slubu.
            Autorka w tym wątku zastanawia sie nad tym o co chodzi z potrzeba władzy w zwiazku.
            Ktoś kto che rządzić w związku ignoruje potrzeby drugiej osoby i skupia sie na własnych. Nie wiem jak wyglądały przygotowania do słubu ale autorka wykazała sie cierpliwościa i zrozumieniem dla niego skoro tyle razy przekładał termin slubu.
            Nie dziwie sie, że ma dosyc i nie godzi sie żeby tak ja traktować.
            Pan obawia sie slubu? to poco go proponuje?
            Nie chce żeby sie rzadziła u niego? to po co propunuje wspolne mieszkanie?

        • zuzi.1 Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 07:29
          Dorota, rob to co czujesz, nie zmuszaj sie do wchodzenia w sytuacje, które Ci nie odpowiadają ze względu na innych. Konsekwentnie rob swoje. I ogranicz czas kontaktów z ta rodzina, ustal sobie sama ze sobą, ze dajesz mu np. 2 mce na ew. zmianę podejścia. Jesli po tym czasie nic się nie zmieni odetnij sie calkowicie od jakiejkolwiek relacji z cala ta rodzina, nie tylko z nim. I buduj swoje życie na nowo, szukając kogoś ze zdrowym podejściem do związku i do relacji.
          • fusun1804 Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 08:26
            Dla mnie tez to jest pomieszanie z poplątaniem.
            Dorota, zastanowiło mnie ze piszesz ze tesciowa, po powrocie z pracy, przeczytała Twoja karteczkę. Przeciez tesciowa musi miec z 75 lat !!! Pracuje w tym wieku ?
            • basiastel Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 10:16
              Moja teściowa ma 77 i pracuje, a moja ciocia ma 90 i pracuje też.
              • 3-mamuska Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 11:30
                Pracują ale to nie zobaczę za potrzebują opieki i płacenia rachunków.
        • 3-mamuska Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 09:38
          Jego mama zadzwoniła do mnie jak tylko wróciła z pracy i znalazła kartkę. Strasznie płakała. I powiedziała mi, że absolutnie mnie rozumie, że to jej syn, ale ona go absolutnie nie rozumie. I że jej mąż też kiedyś oczekiwał, że ona z nim zamieszka bez ślubu, ale się absolutnie nie zgodziła. I że ona mnie w zupełności rozumie dlaczego ten ślub jest dla mnie tak ważny. I że bardzo żałuje, że nie zostanę jej synową.
          Wyprowadziłam się ponad miesiąc temu, od tamtej pory rozmawiałyśmy ze sobą przez telefon ze 3 razy. Co słychać, jak się czujemy itp. Jeden z jego braci też do mnie dzwonił 2 razy, co u mnie i że strasznie żałuje, że się nam nie poukładało. Odnoszę wrażenie, że jego rodzina nie jest urażona moim "postępkiem", że rozumieją moją motywację.

          Uważam ze to oszustwo.
          Matka po 70 pracuje?
          To raz dwa 70 lat temu mieszkanie bez ślubu?
          Poza tym oni mieli po lat 20 i chcieli budować przyszłość.
          Moim zdaniem to nie jest tak różowo ze rodzinka cie uwielbia wydzwania a on to taki wredny i ślubu nie chce.
          Poza tym ja bym sie bała brac z nim ślub bo jak rodzice umrą to albo bedzie trzeba sprzedać dom albo wziąć kredyt i spłacić braci, a jak najlepiej ? Sprzedać twoje mieszkanie.

          Moim zdaniem masz głowę nabita romantyzmem ślubami a tak naprawde ślub to nie jest super wyjście w sytacji gdzie jego sytuacja w domu nie jest do końca uregulowana.
          Poza tym wiesz ludzie potrafią byc fałszywi zeby osiągnąć cel.

          I to ty szukasz dury w całym.
          Wiem ze w twoim postępowaniu wyszło tylko na to ze jestes sama. Rob jak chcesz to twoje zycie.
          Mi by było szkoda czasu.

          Zastanawia mnie jedno, czy "próbowałaś "mu ślub z rozdzielnością majątkowa?
          Ty nie dokładasz do niego on do ciebie.
          • paris-texas-warsaw Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 10:17
            To mi zupełnie umknęło. Faktycznie, dziwna rozmowa kobiety lat 70 (?) z 50 - a o seksie przed ślubem nie było?;) Myślę, że to większe "zagrożenie" niż to mieszkanie razem... Bardziej takie rozkminy matki i 20 letniej córki, co facet chciał "wykorzystać".
            • paris-texas-warsaw Re: Potmczerzeba władzy w związku 29.04.16, 10:48
              Jeszcze dodam, że nie wiemy, czemu tesciowa dzwoniła - czy faktycznie było jej smutno, czy chciała się dowiedzieć, o co chodziło z ciekawości a Pan jej nie mówił (może tak bronoi swojej niezależności i to też powód niechęci do ślubu), czy miałą inne cele. W każdym wypadku wg mnie też dziwne jest wchodzenie w relacjonowanie Waszego rozstania przez Ciebie jego matce. Może był tam w domu układ, że jakoś niezdrowo zbliżałaś się do jego matki, on była takim Waszym wspólnym synkiem i dlatego chciał zachować resztki autonomii. Jak by nie było, to dziwne jest dzowonienie matki dorosłego dziecka do eks-partnera, a nawet bym powiedziała, że nielojalne. Tak samo wg mnie nielojalny wobec Pana był jego brat. Nie mówię, że zaraz mają nie mówić Ci dzień dobry na ulicy, ale jednak w przypadku rozstań i braku konieczności kontaktów, takie dzwonienie do eks-partnerki może być bardzo niemiłe. Może to o to chodziło Panu` - że w ogóle Ty podejmowałaś te rozmowy. Takie rozmowy z bliskimi o rozstaniu z partnerem z tej rodziny, to też rodzaj nielojalności. Przynajmniej ja to tak widzę.
              • paris-texas-warsaw Re: Potmczerzeba władzy w związku 29.04.16, 10:51
                Może o to chodziło z tym "wstydem" - naruszyłaś jego intymne sprawy i rozmwiałaś o tym z jego najbliższą rodziną. O takich sprawach lepiej niech każdy z własna rodzina rozmawia...
                • 1.kinia Re: Potmczerzeba władzy w związku 29.04.16, 11:11
                  Może po zamieszkaniu razem pan zobaczył, że dostała mu się kopia mamusi
                  wiecznie utyskująca na facetów jako tych złych, wiecznie niezadowolona, kłótniami i rozkazami wymuszająca określone zachowania,
                  do tego zamiast rozmawiać i wyjaśniać z nim osobiście o problemach które są między nimi, to lepiej mielić temat z jego matką , rodzeństwem, sąsiadami i połową wsi..
                • magda_369 Re: Potmczerzeba władzy w związku 29.04.16, 11:11
                  A może Pan ma po prostu trudny charakter i cieżko sie z nim współżyje o czym wie jego rodzina. Może polubili autorke i mysleli, że w końcu znalazł sobie miła partnerke. Dlatego zadzwonili do niej po rozstaniu.
                  Moze tak jest a moze ineczej.
                  Powinni porazmawiac szczerze ze soba, powiedziec co mysla co czują. Jeżeli Pan nie chce rozmawiac to skąd autorka ma wiedziec o co chodzi? Ma to sobie wywróżyć?
                  • 1.kinia Re: Potmczerzeba władzy w związku 29.04.16, 11:21
                    Jeśli pan ma ciężki charakter to gdyby autorkę naprawdę lubili to by ją ostrzegli przed związkiem z nim a nie zachęcali do ślubu i żałowali że nie wyszło. Chyba, że mieli nadzieję, że "jakaś frajerka" przy problematycznym panu jednak zostanie i ich uwolni od przyszłych potencjalnych problemów (opieka nad rodzicami, nim samym i majątkiem).
                    Ich "miłość" do syna/brata wyraża się "niechby cię jakaś zechciała to będziemy mieć cię z głowy".
                    I jeszcze kwestia która teraz wyszła, że niby rodzice tacy starzy że już opieki potrzebują, a równocześnie teściowa nadal chodzi do pracy. Więc jednak opieki nie potrzebują, a pieniądze mają na płacenie swoich rachunków w swoim niezależnym mieszkaniu na oddzielnym piętrze.
                  • dorota-098 Re: Potmczerzeba władzy w związku 29.04.16, 11:38
                    Magdo, wszystkie posty, które piszesz dokładnie odzwierciedlają sytuację i moje uczucia :)
    • dorota-098 Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 12:45
      Ech, coraz więcej insynuacji i interpretacji kompletnie nie trafionych...
      Odpowiem hurtem.

      Jego mama ma 74 lata. Jest zdrowa, sprawna, bardzo energiczna i pracuje, aby dorobić do swojej emerytury. Nie widzę w tym nic dziwnego.
      Nie wiem z jakiego powodu to on ponosi koszty utrzymania tego domu, nie wiem czy rodzice coś dokładają. To są ich sprawy i ustalenia.
      Nie uważam, że wspólne dorabianie się jest zarezerwowane dla 20-stolatków. Starsi też jeszcze dadzą radę.
      Kiedy tak na początku nastawał na ślub, próbowałam ustalić ważne kwestie życiowe. Czy chce mieć wspólny majątek, wspólne pieniądze, wspólne konto, jak ma wyglądać nasze codzienne życie itp. Pytałam, nie narzucałam. Zgadzał się na wszystko co proponowałam, łącznie ze ślubem. Jak się wprowadziłam, to nagle wszystko stało się nieaktualne. Wspólny majątek nie, żadnych wspólnych pieniędzy. Ok, ma prawo zmienić zdanie, ale teraz okazuje się, że wszystko ma być inaczej, niż sam zakładał. Chyba nic dziwnego, że zaczynam czuć się oszukana?
      Rozdzielność majątkową zaproponował tuż przed moją wyprowadzką, kiedy zakomunikowałam, że rozważam powrót do domu. Na początku się nie zgodziłam, ale potem przemyślałam sprawę, sprawdziłam parę rzeczy, spotkaliśmy się i zaproponowałam mu rozdzielność majątkową z wyrównaniem dorobków. Oznacza ona, że nasze majątki są odrębne, ale w razie rozwodu jedna strona drugiej stronie musi wyrównać do równego podziału to, czego się dorobili po ślubie. Czy to kompromis? Czy to uczciwe? Myślę, że tak. On oczywiście się nie zgodził.
      Nie zamierzałam się rządzić w jego domu i nikt tak nie myślał oprócz niego. I to on sobie w głowie jakieś czarne projekcje robił. Teraz coś mi się przypomniało. Jak się wprowadziłam, to uznałam, że powinniśmy z jego rodzicami ustalić jakieś zasady współżycia, że powinniśmy wszyscy porozmawiać. On był przeciwny. Więc porozmawiałam sama. Zapytałam jego mamę jak ona sobie to wyobraża, czego oczekuje, czy będzie miała coś przeciwko jak moi znajomi będą przychodzić i parę innych kwestii. Dogadałyśmy się, było miło i spokojnie. Jak wróciłam na górę, on był strasznie wkurzony i wykrzykiwał, że narobiłam bigosu, że teraz to będzie strasznie i coś w tym guście. Dopytywałam o co mu chodzi, to usłyszałam, że pogorszyłam naszą pozycję i że jeszcze sama zobaczę co będzie. Ja wtedy kompletnie nie rozumiałam o co chodzi, ale dziś widzę, że on po prostu drży o to, że może stracić ten dom. Z góry założył, że poszłam się rządzić, a to nieprawda. I kompletnie nie zauważa, że działam w kierunku, aby było dobrze, spokojnie i miło. Wszędzie widzi tylko zagrożenia. Nie chce wspólnego majątku, bo w razie rozwodu trzeba go będzie dzielić i na pewno go oskubię. Kiedyś powiedział, że ślub jest niepotrzebny, bo przecież i tak go kiedyś zostawię.
      Jego rodzicom nie mam nic do zarzucenia poza tym, że nie mówią jasno i wprost o tym, co zamierzają zrobić z tym domem. On umiera ze strachu, że go nie dostanie, a oni jakby tego nie dostrzegają. Nie rozumiem, jak można kogoś trzymać w takiej niepewności.
      To, że on tak strasznie boi się o ten dom blokuje jego różne działania, a przede wszystko rozwój tego związku i naszego wspólnego życia. I to on cały czas stawia mi warunki i zmienia wcześniejsze ustalenia. To nie jest w porządku.
      Proponowałam rozmowy, szukanie rozwiązań, próby poukładania tego związku jakoś inaczej, aby obie strony czuły się dobrze i bezpiecznie. Uparcie milczy, spotykać się nie chce, mam wracać i koniec dyskusji. Nie podoba mi się takie stawianie sprawy.
      Szanuję jego, szanuję jego potrzeby i staram się rozumieć, ustępować, szukać kompromisów. Niestety, w drugą stronę to jakoś nie działa.
      A ten wstyd przed rodziną? Chyba chodzi o to, że mu wstyd, że odeszłam. Że odeszła kolejna kobieta. Może uważa, że w oczach rodziny wygląda na nieudacznika, którego kobiety zostawiają. Rozumiem to. Ale jednocześnie chyba potrzeba mu refleksji nad sobą, dlaczego tak się dzieje.
      Od niego nie odeszłam po cichu. Poinformowałam go wcześniej, że skoro ten związek nie zmierza do ślubu to zamierzam odejść. Powiedziałam, dlaczego ślub jest dla mnie tak ważny, czego się boję. Wykrzykiwał tylko o podporządkowaniu i że proszę bardzo, mogę sobie iść. Z jego strony żadnych rozmów, żadnych ustaleń, żadnych kompromisów. Nic.
      Co to za związek, który realizuje potrzeby tylko jednej strony?

      • paris-texas-warsaw Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 13:37
        Nadal nie wiem, czemu jego rodzina dzwoniła. Pomyśl, jak byś się czuła jakby Twoja matka i siostra dzwoniły teraz do Pana i mówiły, jak szkoda, że już nie jesteście razem, że Ty taka nienowoczesna i go meczyłaś ślubem etc. A on by opowiadał, czemu się rozstaliście.
        zi
        Może Pan jest zafiksowany na domu, może tam jakieś gry się toczą. Ale nie rozumiem, czemu wiążesz jego niechęć do małżeństwa z tym domem. Chyba, że on nie myśli logicznie i są to jakieś paranoiczne działania. W małżęństwie, czy dom będzie ze spadku czy z darowizny może być jego (chyba, że jego rodzice albo on to zmieni - może się tego obawiał). Po rozwodzie nadal dom będzie jego, a zwykłym trybem jest dzielenie się dorobku (nie twierdzę, że zmiana wspólnoty na rozdzielność nie zmienia nic, ale nie widzę tu związku z domem). Nadal jest to wszystko bardzo niespójne, zakładając, że zostawiłabyś swoje mieszkanie sobie i po ślubie. Więc i po rozwodzie nie musiał by być skazany na Twoje tam mieszkanie, jak byłej żony bez grosza przy duszy.
        • dorota-098 Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 16:09
          paris-texas-warsaw napisała:

          > Nadal nie wiem, czemu jego rodzina dzwoniła. Pomyśl, jak byś się czuła jakby Tw
          > oja matka i siostra dzwoniły teraz do Pana i mówiły, jak szkoda, że już nie jes
          > teście razem, że Ty taka nienowoczesna i go meczyłaś ślubem etc. A on by opowia
          > dał, czemu się rozstaliście.

          Zaczęłabym się zastanawiać, czy może nie mają racji. Może ja coś skopałam i warto się temu przyjrzeć.

          > Może Pan jest zafiksowany na domu, może tam jakieś gry się toczą. Ale nie rozum
          > iem, czemu wiążesz jego niechęć do małżeństwa z tym domem.

          Bo potrzebuję zrozumieć co poszło nie tak i dlaczego.
          A ponieważ on mi nie mówi wprost o co chodzi, to snuję własne wnioski na podstawie jego zachowań.


          > Chyba, że on nie myśli logicznie i są to jakieś paranoiczne działania.

          No, czasem miałam takie wrażenie. I może to nie aż paranoja, ale widziałam, że projektuje takie zagrożenia, że hej. I to na podstawie własnych domysłów i pochopnych interpretacji, a nie konkretów.


          > W małżęństwie, czy dom będzi
          > e ze spadku czy z darowizny może być jego (chyba, że jego rodzice albo on to zm
          > ieni - może się tego obawiał). Po rozwodzie nadal dom będzie jego, a zwykłym tr
          > ybem jest dzielenie się dorobku (nie twierdzę, że zmiana wspólnoty na rozdzieln
          > ość nie zmienia nic, ale nie widzę tu związku z domem).

          Dokładnie tak.
          Nawet jeśli on się ze mną ożeni, to ani darowizna, ani spadek nie są przedmiotem współwłasności małżeńskiej. Nie stanowią również dorobku, więc gdyby chciał się ze mną rozwieść, to dom nie będzie podlegał podziałowi, gdyby był jego. W żaden sposób nie mam możliwości, aby położyć łapę na tym domu, nawet gdybym chciała. Mogę się od niego jedynie domagać połowy tego, czego się wspólnie dorobimy. I do tego chcę mieć prawo.
          On o tym wie, bo o tym z nim rozmawiałam. Więc myślę, że nie boi się, że zabiorę mu dom, ale że przeze mnie domu nie dostanie. I jakieś czarne wizje sobie w głowie tworzy, ale się ze mną nimi niespecjalnie dzieli, więc nawet nie mam szans, aby z nim o tym rozmawiać.
          Tak samo, jak nie wiem i nie rozumiem tego, że najpierw strasznie chciał ślubu, potem mu przeszło, potem mówił, że mam mieszkać i grzecznie czekać, potem że papierki są niepotrzebne, a potem że jak będę spokojna to wszystko będzie w swoim czasie.
          Przestałam rozumieć o co mu chodzi, czuję się oszukana, bo nie dotrzymał słowa też w innych kwestiach. Nic dziwnego, że moje zaufanie do niego osłabło. Wyprowadziłam się, bo nie byłam w stanie się z nim dogadać, bo absolutnie nie zwracał uwagi na moje potrzeby.


          > Nadal jest to wszystko
          > bardzo niespójne, zakładając, że zostawiłabyś swoje mieszkanie sobie i po ślubi
          > e. Więc i po rozwodzie nie musiał by być skazany na Twoje tam mieszkanie, jak b
          > yłej żony bez grosza przy duszy.

          Jemu moje mieszkanie potrzebne jest tylko do tego, że boi się, że jednak domu nie dostanie, że rodzice dadzą dom komu innemu, albo że bracia jednak zażądają spłaty, a jego nie będzie na to stać. Boi się, że w przyszłości możemy nie mieć gdzie mieszkać. Dlatego mogę sobie z własnym mieszkaniem robić co chcę, bylebym nie sprzedawała.
          • apersona Re: Potrzeba władzy w związku 30.04.16, 10:07
            Dorota, jest taki typ ludzi z którymi nie ma co rozmawiać i ustalać, bo doraźnie obiecają ci wszystko, co myślą że chcesz uzyskasz. Obiecają szybko i łatwo, i tak nie zamierzają dotrzymać, byleby utrzymać "związek". Ja na taki egzemplarz trafiłam w młodości, a że wyszło to na etapie kawkowania to rozstanie było łatwiejsze niż po 4 latach zamieszkiwania. Mój egzemplarz uważał, że dziewczyny zrobią wszystko, byleby wyjść za mąż i próbował tym manipulować przy byle okazji.
            • foringee Re: Potrzeba władzy w związku 30.04.16, 10:38
              ale oni nie zamieszkują 4 lata ze sobą.
              4 lata to "chodzą" ze sobą.
              a mieszkali razem chyba pół roku?
      • 3-mamuska Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 17:18

        Nie zamierzałam się rządzić w jego domu i nikt tak nie myślał oprócz niego. I to on sobie w głowie jakieś czarne projekcje robił. Teraz coś mi się przypomniało. Jak się wprowadziłam, to uznałam, że powinniśmy z jego rodzicami ustalić jakieś zasady współżycia, że powinniśmy wszyscy porozmawiać.

        On był przeciwny. Więc porozmawiałam sama. Zapytałam jego mamę jak ona sobie to wyobraża, czego oczekuje, czy będzie miała coś przeciwko jak moi znajomi będą przychodzić i parę innych kwestii. Dogadałyśmy się, było miło i spokojnie. Jak wróciłam na górę, on był strasznie wkurzony i wykrzykiwał, że narobiłam bigosu, że teraz to będzie strasznie i coś w tym guście.

        Aaaaaaa i ty nie chciałaś sie rządzić , proszę cie wprowadzasz sie ledwo i juz jakies zasady wprowadzasz i robisz to z jego plecami.

        I WŁAŚNIE O TO MI CHODZIŁO
        Ty nic nie zrobiłas,ale tylko spytałas tylko powiedziałaś , tylko zrobiłaś.
        I sie nie rządzisz, i jeszcze zdziwiona ze on wściekły bo pszlas do jego matki i jak dwie mamuśki zasady bedzie ustalać.
        Tak to ja rozmawiam z nauczycielami moich dzieci ustalam plan zasad dla dzieci.

        Tylko ze ty tego nie wiedzisz albo nie chcesz widzieć. A facet jest dorosły mógł ci sam przekazać we wtorki zabierają śmieci, ja kosze trawę ojciec pali w piecu. Mama nie wchodzi tu ,ja sam sprzątam sam.
        Wiesz od razu odniosłam takie wrażenie, identyfikacji jak moja mama, tez tak robi ona tylko chciała pomoc ,ona tylko chciała spytac, ona tylko ... Tylko ze to tylko wszyskim bokiem wychodzi.

        Z góry założył, że poszłam się rządzić, a to nieprawda. I kompletnie nie zauważa, że działam w kierunku, aby było dobrze, spokojnie i miło. Wszędzie widzi tylko zagrożenia. Nie chce wspólnego majątku, bo w razie rozwodu trzeba go będzie dzielić i na pewno go oskubię. Kiedyś powiedział, że ślub jest niepotrzebny, bo przecież i tak go kiedyś zostawię.

        Bo poszłaś sie rządzić ROZUMIESZ???
        Potraktowałam go jak dzieciaka ty wiesz lepiej w jego domu. I tłumaczenie ze chciałas zeby było miło. Buahahaha.
        I ma racje zostawiłaś go bo tak działasz jak cos nie po twoje myśli bach idziesz ustalasz, albo uciekasz... Miał racje nie, najwidoczniej poznał cie dobrze.
        A ja rozumiem jego stronę ,bo mam ze swoja matka to samo. Do tego stopnia ze mieszkamy w uk od lat, i dzwonię do nie raz na pol roku, a rodzinka jej unika.
        Ale co z tobą ustalać skoro i tak go nie słuchasz mówił ,nie idź do rodziców polazłaś i Oczekujesz od niego ustaleń ,sama jesteś niesłowna i robisz coś co ci się żywnie podoba.
        A skoro on się czuję że już się rządzisz i podporządkowujesz go to się nie Dziw że nie chce ślubu. Zupełnie czułbyś się osaczony, ty ,jego matka za jego plecami do tego ,brat wszystko ustalacie ,obłęd .
        Myślę że facet jest najmłodszy w rodzinie i nikt nie traktuje go poważnie ,każdy się wtrąca ( jego matka brat) i próbuje mu układać życie i ty jesteś taka sama dlatego nie chciał Ślubu.
        Bo dotarło do niego jaka jesteś naprawdę.
        • 3-mamuska Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 17:20
          A im dłuzej czytam tym bardziej mysle ze nie chodziło o dom, ( moze po części) ale o twoje zachwianie, wymuszanie , tylko ustalenie z jego mamusia mino ze on nie chciał.
          Do tymi chęciami jest piekło wybrukowane.
          Takie dowalanie drugiej osobie poruszone "cukrem pudrem"
          • dorota-098 Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 17:49
            Wiesz, im dłużej Ciebie czytam, tym bardziej mam wrażenie, że z jednego słowa potrafisz sobie dorobić historię.
            On nie był przeciwny mojej rozmowie z jego rodzicami. On po prostu nie chciał iść ze mną. Więc poszłam sama. Nie miał nic przeciwko, abym z rodzicami porozmawiała. I do jego rodziców nie poszłam wprowadzać własnych zasad i mówić im co mają robić. Raczej odwrotnie.
            Poddaję się w dyskusji z Tobą. Ty i tak wiesz lepiej, jak było.
          • pade Re: Potrzeba władzy w związku 02.05.16, 21:12
            Mamuśka, powściągnij te swoje projekcje. Ponosi Cię, że hej.
      • napis_z_obrazka Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 17:42
        dorota-098 napisał(a):


        > Nie wiem z jakiego powodu to on ponosi koszty utrzymania tego domu, nie wiem cz
        > y rodzice coś dokładają. To są ich sprawy i ustalenia.

        A ja bylabym ciekawa, gdybym miala tam mieszkac...
        Bo wlascicielami domu sa rodzice i mieszka u rodzicow. Zdrowo jest, kiedy dorosle dzieci nie mieszkaja ´zadarmo´´. Rodzice od doroslych dzieci w trudnej sytuacji mieszkaniowej (bez wlasnego lokum albo kasy na wynajem) powinni -moim zdaniem - oczekiwac zaplaty za mieszkanie u nich ´katem´´. Byc moze nie ceny rynkowej, ale ``jak sie strony umowia``.

        > Nie uważam, że wspólne dorabianie się jest zarezerwowane dla 20-stolatków. Star
        > si też jeszcze dadzą radę.

        Moim zdaniem Wasze dorabianie sie, to np. notarialna splata rodzenstwa.

        > Kiedy tak na początku nastawał na ślub, próbowałam ustalić ważne kwestie życiow
        > e. Czy chce mieć wspólny majątek, wspólne pieniądze, wspólne konto, jak ma wygl
        > ądać nasze codzienne życie itp. Pytałam, nie narzucałam. Zgadzał się na wszystk
        > o co proponowałam, łącznie ze ślubem. Jak się wprowadziłam, to nagle wszystko s
        > tało się nieaktualne. Wspólny majątek nie, żadnych wspólnych pieniędzy. Ok, ma
        > prawo zmienić zdanie, ale teraz okazuje się, że wszystko ma być inaczej, niż sa
        > m zakładał. Chyba nic dziwnego, że zaczynam czuć się oszukana?

        Podobno nie wiemy, dopoki nie sprawdzimy;-)

        > Rozdzielność majątkową zaproponował tuż przed moją wyprowadzką, kiedy zakomunik
        > owałam, że rozważam powrót do domu. Na początku się nie zgodziłam, ale potem pr
        > zemyślałam sprawę, sprawdziłam parę rzeczy, spotkaliśmy się i zaproponowałam mu
        > rozdzielność majątkową z wyrównaniem dorobków. Oznacza ona, że nasze majątki s
        > ą odrębne, ale w razie rozwodu jedna strona drugiej stronie musi wyrównać do ró
        > wnego podziału to, czego się dorobili po ślubie. Czy to kompromis? Czy to uczci
        > we? Myślę, że tak. On oczywiście się nie zgodził.
        > Nie zamierzałam się rządzić w jego domu i nikt tak nie myślał oprócz niego. I t
        > o on sobie w głowie jakieś czarne projekcje robił. Teraz coś mi się przypomniał
        > o. Jak się wprowadziłam, to uznałam, że powinniśmy z jego rodzicami ustalić jak
        > ieś zasady współżycia, że powinniśmy wszyscy porozmawiać. On był przeciwny. Wię
        > c porozmawiałam sama. Zapytałam jego mamę jak ona sobie to wyobraża, czego ocze
        > kuje, czy będzie miała coś przeciwko jak moi znajomi będą przychodzić i parę in
        > nych kwestii. Dogadałyśmy się, było miło i spokojnie. Jak wróciłam na górę, on
        > był strasznie wkurzony i wykrzykiwał, że narobiłam bigosu, że teraz to będzie s
        > trasznie i coś w tym guście. Dopytywałam o co mu chodzi, to usłyszałam, że pogo
        > rszyłam naszą pozycję i że jeszcze sama zobaczę co będzie. Ja wtedy kompletnie
        > nie rozumiałam o co chodzi, ale dziś widzę, że on po prostu drży o to, że może
        > stracić ten dom. Z góry założył, że poszłam się rządzić, a to nieprawda. I komp
        > letnie nie zauważa, że działam w kierunku, aby było dobrze, spokojnie i miło. W
        > szędzie widzi tylko zagrożenia. Nie chce wspólnego majątku, bo w razie rozwodu
        > trzeba go będzie dzielić i na pewno go oskubię. Kiedyś powiedział, że ślub jest
        > niepotrzebny, bo przecież i tak go kiedyś zostawię.

        Czyli jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniadze...

        > Jego rodzicom nie mam nic do zarzucenia poza tym, że nie mówią jasno i wprost o
        > tym, co zamierzają zrobić z tym domem. On umiera ze strachu, że go nie dostani
        > e, a oni jakby tego nie dostrzegają. Nie rozumiem, jak można kogoś trzymać w ta
        > kiej niepewności.

        Moim zdaniem spadek po rodzicach nalezy sie wszystkim dzieciom. Takze tym, ktore pobudowaly swoje domy, wyemigrowaly. Wszystkim. O ile rodzice sami nie splaca rodzenstwa, tak niektorzy robia za zycia.
        Dlaczego tylko jeden syn ma dostac?

        > To, że on tak strasznie boi się o ten dom blokuje jego różne działania, a przed
        > e wszystko rozwój tego związku i naszego wspólnego życia. I to on cały czas sta
        > wia mi warunki i zmienia wcześniejsze ustalenia. To nie jest w porządku.
        > Proponowałam rozmowy, szukanie rozwiązań, próby poukładania tego związku jakoś
        > inaczej, aby obie strony czuły się dobrze i bezpiecznie. Uparcie milczy, spotyk
        > ać się nie chce, mam wracać i koniec dyskusji. Nie podoba mi się takie stawiani
        > e sprawy.
        > Szanuję jego, szanuję jego potrzeby i staram się rozumieć, ustępować, szukać ko
        > mpromisów. Niestety, w drugą stronę to jakoś nie działa.
        > A ten wstyd przed rodziną? Chyba chodzi o to, że mu wstyd, że odeszłam. Że odes
        > zła kolejna kobieta. Może uważa, że w oczach rodziny wygląda na nieudacznika, k
        > tórego kobiety zostawiają. Rozumiem to. Ale jednocześnie chyba potrzeba mu refl
        > eksji nad sobą, dlaczego tak się dzieje.
        > Od niego nie odeszłam po cichu. Poinformowałam go wcześniej, że skoro ten związ
        > ek nie zmierza do ślubu to zamierzam odejść. Powiedziałam, dlaczego ślub jest d
        > la mnie tak ważny, czego się boję. Wykrzykiwał tylko o podporządkowaniu i że pr
        > oszę bardzo, mogę sobie iść. Z jego strony żadnych rozmów, żadnych ustaleń, żad
        > nych kompromisów. Nic.
        > Co to za związek, który realizuje potrzeby tylko jednej strony?

        Widocznie Pan tak ma. W zdrowej rodzinie nie kombinuje sie pominiecia kogos w spadku.
        Byc moze Pan obudzil sie w wieku 50+ , ze w chwili smierci rodzicow nie bedzie go stac na splate rodzenstwa ani na kupno wlasnego M.
        Ja widze jedno wyjscie. Wasze wspolne dorabianie sie to np. splata rodzenstwa. Wtedy bylabys wspolwlascicielka, spadkobierczynia,moze wdowa;-)
        Ale ja nie jestem prawnikiem, wiec dobrze byloby sprawdzic, jak to notarialnie i zgodnie z prawem ewentulnie zaproponowac rodzinie meza. Oczywiscie razem z narzeczonym. Przed szereg sie nie wybiega;-)
        To moja opinia w kwestiach finansowych. Jak sie inne codzienne i conocne;-) sprawy maja, to Ty wiesz najlepiej.

        Ciekawa jestem, kto u was gotowal? Bo pisalas, ze nie bedziesz sluzaca, ktory zmywa talerze. A zmywarka jest. U Was nawet wlozenie naczyn do zmywarki jest problemem.
        Ludzie mowia, ze w dobrej rodzinie naczynia same sie zmywaja, wiec...

        • dorota-098 Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 18:22
          napis_z_obrazka napisała:


          > W zdrowej rodzinie nie kombinuje sie pominiecia kogos w spadku.

          Ale ja o tym już pisałam. Bracia nie chcą tego domu. Uważają, że oni już są z rodzicami rozliczeni, że już od nich swoje dostali. Nie wiem co dokładnie i ile dostali, to nie moja sprawa. Zgodnie uważają, że skoro za własne rozbudował ten dom, remontował przez tyle lat, wymieniał zużyte elementy, przeprowadził modernizację ogrzewania, naprawiał dach, a na dodatek na starość opiekuje się rodzicami i wszystkich utrzymuje, to ten dom mu się po prostu należy. Tam nikt nikogo spadku nie pozbawia. Wszyscy uważają, że to będzie sprawiedliwe, jeśli dom przypadnie jemu.


          > Byc moze Pan obudzil sie w wieku 50+ , ze w chwili smierci rodzicow nie bedzie
          > go stac na splate rodzenstwa ani na kupno wlasnego M.

          Pan się boi, że bracia mogą się rozmyślić i jednak zacząć kiedyś chcieć praw do spadku. Lub że bracia umrą a do spadku staną dzieci braci i też będą chcieć pieniędzy. A on nie będzie miał pieniędzy, aby ich wszystkich pospłacać i że straci ten dom.


          > Ja widze jedno wyjscie. Wasze wspolne dorabianie sie to np. splata rodzenstwa.
          > Wtedy bylabys wspolwlascicielka, spadkobierczynia,moze wdowa;-)

          Ale póki co, nie ma kogo spłacać, bo nikt w tej chwili żadnej spłaty nie oczekuje. Dom jest rodziców, a oni żadnych ruchów nie wykonują. Ani nawet nie rozmawiają na ten temat.


          > Ale ja nie jestem prawnikiem, wiec dobrze byloby sprawdzic, jak to notarialnie
          > i zgodnie z prawem ewentulnie zaproponowac rodzinie meza. Oczywiscie razem z na
          > rzeczonym. Przed szereg sie nie wybiega;-)

          Oczywiście, że nie :) To przecież nie moja sprawa. Ja nawet dla nich rodziną teraz nie jestem.
          Jak chcieliby na ten temat rozmawiać, to oczywiście, że tak. Ale ja takich propozycji nie składam.
          • 3-mamuska Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 18:40
            Ale póki co, nie ma kogo spłacać, bo nikt w tej chwili żadnej spłaty nie oczekuje. Dom jest rodziców, a oni żadnych ruchów nie wykonują. Ani nawet nie rozmawiają na ten temat.


            Sorry ale facet ma 50 lat rodzice po 70.
            I myślisz ze o tym nie rozmawiali????
            To niby z czego te ustalenia ze dom Należy sie bratu ,bo rodzice juz im dali, a on sie domem i rodzicami opiekuje?

            niby sobie wymyślił czy z kosmosu z kart wywróżył? Czy jednak kiedys tam
            Rozmawiali a nie musz tego robic codziennie.bo w końcu sytuacja nic sie nie zmieniła nawet gdybyście wzięliście ślub.
            Czyż nie?
            Maja o tym rozmawiać codziennie przy kawce zebys była zadowolona ze cos robia? Ze rozmawiają.
            • dorota-098 Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 18:48
              3-mamuska napisała:

              > Sorry ale facet ma 50 lat rodzice po 70.
              > I myślisz ze o tym nie rozmawiali????
              > To niby z czego te ustalenia ze dom Należy sie bratu ,bo rodzice juz im dali, a
              > on sie domem i rodzicami opiekuje?


              Poczytaj sobie wyżej, wszystko już wyjaśniałam.
              • 3-mamuska Re: Potrzeba władzy w związku 29.04.16, 21:39
                Czytałam czytałam tyle ze uważam ze oni nie musza ci sie tłumaczyć czy rozmawiali czy nie.
                Ani ty przy tym byc nie musisz.
                Jakies ustalenia maja skoro bracia chcą oddać ten dom bratu.
                To była ironia.
    • sonia_siemionowna Re: Potrzeba władzy w związku 30.04.16, 10:28
      Moze on sie nie chce zenic ale nie potrafi komunikowac swoich potrzeb? Jesli zdominowali go rodzice, to bardzo możliwe, ze Tobie tez nie potrafi sie przeciwstawic.

      Jesli chcesz stworzyc zwiazek z kims asertywnym, to miej swiadomosc, ze jesli taka osoba bedzie miala inne potrzeby niz Twoje, to sie nie 'ugnie' pod presja. Kompromis jest ok ale w kwestiach typu na jaki kolor pomalowac sypialnie albo gdzie jedziemy na wakacje. W kwestiach zyciowych wyborow typu slub czy dzieci czasami nie moze byc kompromisu. Mam wrazenie, ze Tobie sie podoba, ze pan robi, co Ty chcesz. Zapytalas go kiedys, czy on aby na pewno chce tego slubu?
      • sonia_siemionowna Re: Potrzeba władzy w związku 30.04.16, 10:46
        A lazenie do jego matki na ustalanie zasad to jest traktowanie go jak przedszkolaka i nie dziwie sie, ze szlag go trafil i ze sie przestraszyl, bo to jest upupianie i kontrola totalna. Ciekawe, co bys zrobila, gdyby on za Twoimi plecami ustalal zasady wspolnego zycia w Twoim mieszkaniu z Twoimi rodzicami.
        • zuzi.1 Re: Potrzeba władzy w związku 30.04.16, 11:37
          Dla mnie takie zachowanie Doroty to raczej objaw jej wrodzonej kultury osobistej. Raczej poszla jako osoba dorosla do wlascicieli domu, osób dorosłych porozmawiać o tym jak wyobrażają sobie bezkonfliktowe zasady zamieszkiwania w tym domu dwóch dorosłych par. A ponieważ partner pie... odmówił rozmowy w tej sprawie z własnymi rodzicami, bo nie jest przyzwyczajony do partnerskich relacji z nimi, to Dorota jako osoba nowa i obca w tym domu czula sie w obowiazku pewne ustalenia poczynić za niego. To jest normalne postepowanie gdy wprowadzamy sie na nowe miejsce.
          • zuzi.1 Re: Potrzeba władzy w związku 30.04.16, 11:40
            Dla mnie ten facet w tym swoim poddanczym i lękliwym stosunku do rodziców jest tak niemęski, ze aż mam obrzydzenie, gdy o jego zachowaniach czytam...brrr
            • paris-texas-warsaw Re: Potrzeba władzy w związku 30.04.16, 12:41
              Ja widzę sytuację jak Foringee w tym opisie z rana. Nawet chciałam coiś takiego napisać, ale z lenistwa się poiddałam:) Dodałabym tylko, że może oprócz tego Dorota jest osobą bardzo dobrze zorganizowaną, tu mieszkanie, tu nowe lokum urządza, tu dogaduje, tu planuje, tu nawet kapcie na miękkiej podeszwie kupuje i ustala miejsce naczyń w zlewie czy poza, co wszystko samo w sobie nie jest jakaś wadą, ale może to być w takim nadmiarze męczące. Ja np. nie wiem, gdzie sa moje kapcie nawet;) Może jesteś taką osobą Dorota, że jak ktoś je ciastko, to mu podaje talerzy, żeby nie kruszyło się? - ja takie dwie znam. Nawet zazdroszczę porządku, ale jednoczerśnie po dłuższych interakcjach - umieram.

              Dodam, że Pan nie wygląda ani na dopminującego (a propos władzy w związku), a ni poddańczego względem rodziców. RTaczej typowo unikowo działa. Podejrzewam, że rodzice musieli się ostro do tego przyczynić, wygląda, że on robi swoje po swojemu. Gdyby był wierno-poddańczy - wziąłby ten ślub, bo przecież matka tak chciała.

              Ps. Dorota `dużo rozbieżności w Twoim pisaniu - np. o tym zejściu na dół i dogadaniu z rodzicami, ze slubem, z czymś tam jeszcze. Nie chce mi się cytować.

              Tez wydajesz się jakoś tak uparcie dziecinnie na sprawy patrzeć. Skoro obiecał ślub, to niech się żeni. Obietnica tego typu też może się zmienić, to jest takie ustalenie, że nie można się opierać na "obietnicy", ale zawsze uaktualniać do tego swój stosunek - do ostatniej nawet chwili. I bardzo dobrze.

              Myślę, że jakaś niekompatybilność Wasza wystąpiła i macie takie cechy, które się "gryzą", choc może Twoje opisane nie są specjalnymi wadami, to dla niektórych osób mogą być trudne do tolerowania (podejrzewam, że dla mnie np.). Tak bywa i to nic złego:)
          • 3-mamuska Re: Potrzeba władzy w związku 30.04.16, 13:02
            Hehe jasne kultury osobistej olać faceta hehe oni sa sąsiadami, ustala sie zasady z partnerem.
            Nawet jeśli jej sie wydaje ze chce byc miła, powinna uszanować partnera z nim żyje nie z jego matka.
            Uważam ze zrobiła przysługę facetowi ze go zostawiła następna mamuśka w jego życiu .
          • 3-mamuska Re: Potrzeba władzy w związku 30.04.16, 13:11
            Ależ oni maja ustalone zasady od lat, jakos sobie radzili bez wtrącanie jej nosa.
            A oni sa razem 4 lata była w tym domu pewnie nie raz i nie dwa. Zasady podstawowe powinna znac.
            A jak nie , spytac co i jak faceta.
            Ale to nie ona musi sama ,bo on jest mały chłopiec i nie umie sie dogadać z rodzicami.
            Kontrolująca baba i juz ,dlatego odwołał ślub, bo wiedział co go czeka po. A zasad ustalać nie trzeba jak sie ma odrębne mieszkanie a jak cos to zostawić ddoralwgo faceta zeby sam organ sytuacje.
            I brak ślubu nie ma zwiazku z testementem domem i przepisami. To tylko wymówki fect nie chciał ci powiedzieć wprost weź sie kobieto nie wpier...dalaj. W nie swoje sprawy.
            • magda_369 Re: Potrzeba władzy w związku 30.04.16, 18:29
              sonia_siemionowna:
              A lazenie do jego matki na ustalanie zasad to jest traktowanie go jak przedszkolaka i nie dziwie sie, ze szlag go trafil i ze sie przestraszyl, bo to jest upupianie i kontrola totalna. Ciekawe, co bys zrobila, gdyby on za Twoimi plecami ustalal zasady wspolnego zycia w Twoim mieszkaniu z Twoimi rodzicami.

              Autorka poszła ustalić zasady w przypadku swojej osoby a nie jego. Chciała wiedzieć jak ma sie zachować, żeby nikomu nie przeszkadzać. W końcu to starsze osoby, które cenią sobie spokój i jakąś swoją rutynę. Gdybym chciała sie rzadzić u nich w domu to bym z nimi nie rozmawiała, tylko zapraszała znajomych robiła sobie grille, czy imprezy, właczała radio tak jak chce i nie przejmowała sie tym, że chodząc w szpilkach kogos moge obudzic.
              On wyraził zgodę na to aby poszła z nimi porozmawiać.
              Natomiast zastanawia mnie bardziej to co pózniej powiedział.
              "Jak wróciłam na górę, on był strasznie wkurzony i wykrzykiwał, że narobiłam bigosu, że teraz to będzie strasznie i coś w tym guście. Dopytywałam o co mu chodzi, to usłyszałam, że pogorszyłam naszą pozycję i że jeszcze sama zobaczę co będzie."
              O jakiej pozycji on mówił?
              Może w tej rodzinie jest jakaś hierarchia (pytanie czy w rodzinie czy tylko w jego głowie) A może Pan chce ułożyc sobie z autorka życie ale prawowity Pan tego domu, czyli niedoszły Tesc boi się niezależnej i asertywnej kobiety pod swoim dachem. (Tez nie chciał slubu ale jego partnerka nie zgodziła się i wzial ślub wbrew swojej woli. )
              To wszystko jaka jest sytuacja w tej rodzinie to tylko gdybanie.
              3-mamuska
              Ależ oni maja ustalone zasady od lat, jakos sobie radzili bez wtrącanie jej nosa.
              A oni sa razem 4 lata była w tym domu pewnie nie raz i nie dwa. Zasady podstawowe powinna znac.
              A jak nie , spytac co i jak faceta.
              Ale to nie ona musi sama ,bo on jest mały chłopiec i nie umie sie dogadać z rodzicami.
              Kontrolująca baba i juz ,dlatego odwołał ślub, bo wiedział co go czeka po. A zasad ustalać nie trzeba jak sie ma odrębne mieszkanie a jak cos to zostawić ddoralwgo faceta zeby sam organ sytuacje.
              I brak ślubu nie ma zwiazku z testementem domem i przepisami. To tylko wymówki fect nie chciał ci powiedzieć wprost weź sie kobieto nie wpier...dalaj. W nie swoje sprawy.

              Autorka nie wtrąca się się w ich sprawy rodzinne. Własnie nie obchodzi ja jaki oni mają ukłąd. Miała własny układ ze swoim facetem. Zanim się do niego przeprowadziła to podobno ustalili szczegóły ich związku i jak to będzie wyglądało po slubie. Chciała wrazie jak się rozwiodą to żeby mogła odzyskac połowe tego co zbudowali, stworzyli czy kupili razem. Autorkę dom jak sama napisała nie interesuje.

              paris-texas-warsaw
              Ja widzę sytuację jak Foringee w tym opisie z rana. Nawet chciałam coiś takiego napisać, ale z lenistwa się poiddałam:) Dodałabym tylko, że może oprócz tego Dorota jest osobą bardzo dobrze zorganizowaną, tu mieszkanie, tu nowe lokum urządza, tu dogaduje, tu planuje, tu nawet kapcie na miękkiej podeszwie kupuje i ustala miejsce naczyń w zlewie czy poza, co wszystko samo w sobie nie jest jakaś wadą, ale może to być w takim nadmiarze męczące. Ja np. nie wiem, gdzie sa moje kapcie nawet;) Może jesteś taką osobą Dorota, że jak ktoś je ciastko, to mu podaje talerzy, żeby nie kruszyło się? - ja takie dwie znam. Nawet zazdroszczę porządku, ale jednoczerśnie po dłuższych interakcjach - umieram.
              Każdy ma swoje przyzwyczajenia co do codziennych czynności . Z mężem przed slubem mieszkaliśmy razem i kłóciliśmy się właśnie o różne pierdoły. Bo nie do zlewu tylko do zmywarki, to jest normalne, że para uczy się razem współżyć pod jednym dachem. Do dzisiaj słysze od męża ?bo u mnie w domu tak było? lub ?bo tak jestem nauczony?, ? lubie jak jest tak zrobione? ( to samo słyszy ode mnie?). Wzajemnie dotarcie się wymaga czasu i cierpliwości z obu stron. Znam wady swojego meza a on moje ale kochamy się i akceptujemy.

              Pan ma dziwny ukłąd z rodzicami, żyje w ciągłej niepewności i stresie. Chce taki sam ukłąd stworzyć z autorka, która w przeciwieństwie do niego chce mieć w zyciu jasne i klarowne sytuacje.
              • 3-mamuska Re: Potrzeba władzy w związku 01.05.16, 14:43
                Wiesz zasady ustalać względem siebie.
                Wiesz co oni maja dwa oddzielne mieszkania, wiec jakie zasady niby?
                Ma lat 50 raczej nie piszcza muzyki na full przez ilośc godzin ,nie robi imprez.
                O grila mozna było spytac jak juz taksówka impreze bedzie sie organizować.
                W szpilkach nikt przy zdrowych zmysłach nie pata po domu.
                I co poszła i spytał moge chodzić w szpilkach ? Grubymi nićmi szyte.
                A to ojczym
                Powiedział moze oni sobie nie życzyli zeby ona do nich szła na odgadywanie zasad.
                Moze potem syn musi sie nasłuchać jaka to ona jest bezczelna, rządzić sie w obcym
                domu. A o grila i imprezy mogła spytac faceta jak jego rodzice to widza.
                Zasady około domowe syn ustalil z rodzicami.

                Z nim mogła sie kłócić i docierać, ale jeśli on sobie nie życzył zeby poszła i ustalał cos za jego plecami powinna tego uszanować.
                Lub przełożyć na inne termin na spokojnie z kobita pogadac, przy wypiciu kawy...
                Ale nie ona musiała juz bo ma faceta dzieciucha.
                Ja tez sie kiedys wprowadziłam do teściów jeszcze przed ślubem i maz z nimi wszystko ustalał.ja tylko z tesciowa ustaliłam kolejność gotowania, ale wiadomo mieliśmy jedna kuchnie. Tu mieszkają oddzielnie.

                Wiesz No wlasnie , ślubu do tego nie potrzebuje.
                Wystarczy ze ma rachunek ze kupiła garnki czy cos innego.
                A facet na wyposażenie domu dał.
                Tam nie były gole ściany zeby ona
                Musiała cos wnosić.
                Na remont dał, na meble tez.
                Uważam ze ona robi z igły widły.
                Bo niby jak odzyska polowe wkładu w zakup farb na ściany?
                Kupuje drobne wyposażenie domu, talerze ręczniki. I jak sie wyprowadzka zabieram ze soba proste.
                Nie stawiali domu od zera zeby musiała dzielić koszt zakładania kafelek .
                A jest on remontowo to on płaci.

                O tu wracam do ślubu, ślub by jej nic nie dał bo dom i tak jest na niego nawet po ślubie, wiec zakup kafelek wanny czy okien i tak nie ma jak podzielić i ona nie powinna ponosić tych kosztów.
                Co innego gdyby dom był w kompletnej ruinie ona by sprzedala swoje mieszkanie i kase wsadziła w remont wtedy tak.
                Ale drobne wyposażenie co tu dzielić?
                Tym bardziej ze w domu u siebie ma wszystko.

                Nie zauważcie absurdu w sprawach o które sie ona czepia.
                Sensu ślubu nie widzę, sensu wkładania w ich dom tez nie.
                Moze sie dokładać do życia codziennego i drobnych rzeczy wyposażenia.
                O które czasem nie warto sie szarpać.
                Poza tym facet ma
                Chyba jakies talerz garnki nie trzeba kupować .A do rozstania moze sie zniszczyć i dupa nie bedzie co zabierać.


                Dla mnie ten układ wcale nie jest taki dziwny.
                Wiele osob nie przepisuje ,bo boi sie ze młodzi beda sie rządzić i cos zrobią z dorobkiem ich życia. Albo wywala ich do domu starców.
                Często dopiero po śmierci rodziców rodzeństwo dzieli to co zostało.

                U nas w rodzinie minal każda rodzina cos oddziedziczyla. Domy, pola, ale dopiero po śmierci.
                • dorota-098 Re: Potrzeba władzy w związku 01.05.16, 20:09
                  Mam wrażenie, że strasznie się pieklisz. I zaciekawia mnie Twoja zaciekłość w tej sprawie. Szczególnie, że kilka razy pytałam Cię dlaczego Ty brałaś ślub i dlaczego było Ci przykro, że dla Twojego męża ślub nie był ważny. Zręcznie ominęłaś moje pytanie, ale mnie udowadniasz, że ślub jest niepotrzebny.
                  I dość nieuważnie czytasz.

                  > Wiesz co oni maja dwa oddzielne mieszkania, wiec jakie zasady niby?

                  Zasady użytkowania części wspólnych oraz części należących tylko do rodziców. Nie wyobrażałam sobie informować jego rodziców, że chcę skorzystać z ich tarasu, bo właśnie "jedzie taksówka" z moimi znajomymi. Takie rzeczy ustala się wcześniej. I wiesz, ja jestem na tyle dorosła, że pytam właścicieli tarasu bezpośrednio. A nie przez pośrednika. I nie widzę w tym nic złego.

                  > Powiedział moze oni sobie nie życzyli zeby ona do nich szła na odgadywanie zasad.

                  Nie mieli nic przeciwko, wręcz przeciwnie.

                  > Moze potem syn musi sie nasłuchać jaka to ona jest bezczelna, rządzić sie w obcym
                  > domu.

                  Niczego takiego się nie nasłuchał. Jego rodzice nie uważali mnie za osobą szarogęszącą się w ich domu.

                  > Z nim mogła sie kłócić i docierać, ale jeśli on sobie nie życzył zeby poszła i ustalał cos za
                  > jego plecami powinna tego uszanować. Lub przełożyć na inne termin na spokojnie z kobita > pogadac, przy wypiciu kawy...

                  Tu już po prostu wymyślasz i nie czytasz co piszę. Napisałam, że zaproponowałam, abyśmy wspólnie poszli do rodziców porozmawiać. On nie chciał iść ze mną, ale powiedział, że nie ma nic przeciwko, abym poszła sama.
                  I owszem, na spokojnie z "kobitą" porozmawiałam, właśnie przy kawie. Ciasto też było :P

                  > Tam nie były gole ściany zeby ona
                  > Musiała cos wnosić.
                  > Ale drobne wyposażenie co tu dzielić?

                  Skąd to wiesz? Ja nic nie pisałam, jaki był standard wykończenia góry domu i co tam było, a czego brakowało. Skąd Ty wiesz czy ten dom potrzebował drobnego wyposażenia, czy czegoś więcej?

                  Jak dla mnie, strasznie wymyślasz i często zarzucasz mi rzeczy, które w ogóle nie miały miejsca. Dlatego uważam tę dyskusję za bezsensowną.
                  • fusun1804 Re: Potrzeba władzy w związku 02.05.16, 10:57
                    Niepotrzebnie wchodzisz w spory z mamuśka i tłumaczysz sie przed nią. Napisałaś post bardzo jasno, potem jeszcze dodatkowo odmówiłas niejasności. Mamuśka reprezentuje tępy, chłopski upór. W przyszłości radzę nie wdawać sie w polemikę z takimi forumowiczami i nie tłumaczyć dziesiątki razy tego samego.


                    "Jego rodzicom nie mam nic do zarzucenia poza tym, że nie mówią jasno i wprost o tym, co zamierzają zrobić z tym domem. On umiera ze strachu, że go nie dostanie, a oni jakby tego nie dostrzegają. Nie rozumiem, jak można kogoś trzymać w takiej niepewności.
                    To, że on tak strasznie boi się o ten dom blokuje jego różne działania, a przede wszystko rozwój tego związku i naszego wspólnego życia. I to on cały czas stawia mi warunki i zmienia wcześniejsze ustalenia. "

                    Oni to doskonale rozumieją i wykorzystują przeciwko niemu.

                    Po co Ci ten facet? Po co, pytam sie. Skoro masz 50 lat to nie jestes bez pamięci zakochana jak nastolatka. Masz własne, pięknie wykończone mieszkanie i prace. Jestes rownież inteligentna kobieta, wiec po co Ci typ ktory sie trzęsie ze strachu przed rodzicami ? Typ ktory w wieku 50 lat nie ma własnego lokum - ma mieszkanie w domu rodzicow i musi tańczyć jak mu zagrają. Czy moze to wlasnie dlatego ze masz 50 lat boisz sie ze zstąpienia sama ? No coz, tak tez moze byc. Według mnie lepiej jest byc samej. Ale to oczywiście Twoja sprawa.
                    A z jakiej rodziny Ty pochodzisz ? Jak wyglądają aktualne układy z Twoja rodzina ?
                    • 3-mamuska Re: Potrzeba władzy w związku 02.05.16, 17:08
                      Mamuśka reprezentuje tępy, chłopski upór. W przyszłości radzę nie wdawać sie w polemikę z takimi

                      Jak wy wszystkie, które uważają , ze to facet jest winny ,a ona niewinna i swietnie zrobiła.
                      Śmiac mi sie chce bo ona przez swoj upór straciła związek, pewnie nie pierwszy w swoim
                      Życiu skoro w wieku 50 lat jest sama bez meza i dzieci.
                      I pewnie dlatego tak sie upiera na ślub ,bo wie ze moze innej okazji nie bedzie.

                      Jej zycie jej sprawa.

                      Obca osoba mieszkać niewiadoma gdzie i kim jest koło czterech liter mi lata.

                      Niech sie upiera dalej, straciła związek faceta wróciła do swojego mieszkania i życia na jej zasadach i jak chce.
                      Po prostu ja mam inny punkt widzenia...
                      No i inna sprawa ze jej były sie w tym wątku nie wypowiedział i znamy tylko czesc pol prawdy.
                      • fusun1804 Re: Potrzeba władzy w związku 02.05.16, 17:37
                        Wlasnie, ona ma inny punkt widzenia. Z tego co Ty piszesz wyłania sie wizja kobiety ktora chce miec faceta za wszelka cenę. A ona nie. Jejwybor.
                        I pewnie woli byc w swoim własnym mieszkaniu i żyć według swoich zasad niz z byle jakim facetem na jego zasadach. Jej wybór.
                  • enith Re: Potrzeba władzy w związku 02.05.16, 18:11
                    Dla mnie, Doroto, wszystkie twoje posty również są jasne i cóż, widzę sprawę bardzo podobnie do ciebie. Nie ma potrzeby dziesięć razy pisać tego samego, bo ktoś ma problemy z czytaniem lub przyswajaniem informacji albo własną teorię na temat cudzego związku, pod którą podciągać będzie wszystko, co napisałaś.
                    Mocno zastanowiło mnie, co opisałaś po wizycie u jego rodziców w sprawie ustalenia zasad użytkowania ich domu:
                    "Jak wróciłam na górę, on był strasznie wkurzony i wykrzykiwał, że narobiłam bigosu, że teraz to będzie strasznie i coś w tym guście. Dopytywałam o co mu chodzi, to usłyszałam, że pogorszyłam naszą pozycję i że jeszcze sama zobaczę co będzie."
                    Przyznam, że kompletnie nie rozumiem tej reakcji partnera na w sumie całkiem neutralne wydarzenie. O jakiej pozycji on mówił? Co się ma wam niby z tytułu tej rozmowy z rodzicami pogorszyć? Pytałaś go o to? Przecież w tym nie ma za grosz sensu.
                    To i cała reszta, którą opisałaś, wygląda na paranoiczne zachowanie paranoicznego człowieka ogarniętego obsesyjną myślą o posiadaniu domu. I tej obsesji partnera od samego praktycznie początku podlegał wasz związek. Masz rację pisząc, że strach przed tym, że może tego domu nie dostać, skutecznie blokował rozwój waszej relacji. Myślę, że czas sobie uświadomić, że szanse powodzenia mieliście przy takich rodzinnych układach i jego strachu zerowe. Dobrze, że skończyło się z twojej strony inwestycją tylko kilku lat życia, bo mogłaś uwikłać się na lat wiele. Oboje rodzice jeszcze żyją, a nie zapominajmy też o pozostałym rodzeństwie, któremu również w dziedziczeniu ustawowym przypadnie scheda po rodzicach. Takie tam bajdurki o zrzeczeniu się swojej części domu na rzecz brata można olać ciepłym sikiem, wszyscy wiemy, jak to w praktyce w momencie otwarcia spadku wygląda. Popłacz więc sobie nad tym, że wam się nie udało, ale nie wyrzucaj sobie, że próbowałaś partnerem rządzić i stąd niepowodzenie. Nie, tu szans na powodzenie nie było od samego początku.
                    • dorota-098 Re: Potrzeba władzy w związku 02.05.16, 19:11
                      enith napisała:

                      > Mocno zastanowiło mnie, co opisałaś po wizycie u jego rodziców w sprawie ustale
                      > nia zasad użytkowania ich domu:
                      > "Jak wróciłam na górę, on był strasznie wkurzony i wykrzykiwał, że narobiłam bi
                      > gosu, że teraz to będzie strasznie i coś w tym guście. Dopytywałam o co mu chod
                      > zi, to usłyszałam, że pogorszyłam naszą pozycję i że jeszcze sama zobaczę co bę
                      > dzie."
                      > Przyznam, że kompletnie nie rozumiem tej reakcji partnera na w sumie całkiem ne
                      > utralne wydarzenie. O jakiej pozycji on mówił? Co się ma wam niby z tytułu tej
                      > rozmowy z rodzicami pogorszyć? Pytałaś go o to? Przecież w tym nie ma za grosz
                      > sensu.


                      Oczywiście, że pytałam. Ale nie potrafił mi wtedy jasno odpowiedzieć o co mu chodzi. A ja zarzuciłam temat. Teraz mi się to przypomniało. W zestawieniu z jego "prognozami", że ślub da mi za dużo władzy oraz różnymi innymi projekcjami o podporządkowaniu, chyba dziś wiem o co mu chodziło. Jemu się pewnie wydawało, że ja poszłam do jego rodziców po to, aby ich ustawić pod siebie. I że coś strasznego z tego wyniknie. A tymczasem nic strasznego nie wynikło, a wręcz przeciwnie.
                      I on często tak miał. Nie pytał, tylko projektował sobie z głowie różne straszne rzeczy. Np. na początku, jak się poznaliśmy ciągle mówił, że na pewno go zostawię. Kiedy dzwonił do mnie jakiś mój bliski znajomy, pytał czy na jego miejsce jest już ktoś inny. Nasze większe kłótnie kończyły się jego przekonaniem, że to koniec i ja odchodzę. Często miałam wrażenie, że on zupełnie inaczej interpretuje moje wypowiedzi, moje zachowania.

                      Najgorsze po rozstaniu mam już za sobą. Przepłakałam swoje, teraz jest lepiej.
                      Zajmuję się sobą i swoim życiem. Skupiam się na pracy, na spotkaniach z przyjaciółmi, posadziłam sobie kwiatki i cieszę się wiosną.
                      I wierzę, że w życiu też pojawi się wiosna :)
                      Bardzo dziękuję Wam za ten i poprzedni wątek. Mocno rozjaśniły mi w głowie, uporządkowałam sobie własne myślenie i dziś jestem pewna, że dobrze zrobiłam.
                      Dziękuję :)
Pełna wersja