fusun1804
02.05.16, 15:14
Juz raz poruszałam temat wyboru i doboru terapii ale zapytam jeszcze raz w osobnym wątku.
Jak mam wybrać terapeutę ? Na jakiej podstawie ? Gdzie szukać ?
Mieszkam za granica a tutaj jest niewielu psychologów i psychoterapeutów, lekarz psychiatra jest jednocześnie psychoterapeuta i myśle ze to źle. Ja w każdym razie mam złe doświadczenia jesli chodzi o terapie tzn mnie nic nie dała.
Jeszcze przed wyjazdem z Polski chodziłam do psychiatry w Warszawie ( do jednej z ówczesnych sław psychiatrycznych, lekarki specjalizującej sie w depresji ). Doświadczałam potwornej przemocy i agresji ze strony meza i teściów ale ona nawet jednym słowem nie wspomniała ze to przemoc i ze to naturalne ze jestem ciagle smutna, płacze i nie mogę spać. Czym jest mężowska przemoc nie musze wyjaśniać - na tym forum wszyscy to wiedza. Przepisała mi leki po których sie jeszcze gorzej czułam a sama terapia wygladała tak ze pani siedziała i NIC nie mówiła a gdy opowiadałam o moim domu rodzinnym to sie uśmiechała pobłażliwie.
Dzis rozumiem mechanizmy przemocy. Po wielu lekturach ( w tym i tego forum ) zrozumiałam ze doświadczałam w domu skrajnej przemocy ( bicie pasem, skakanka , okładanie pięściami, upokarzanie i wulgarne wyzwiska były na porzadku dziennym) wiec wyzwiska i nierealne zadania mojego meza były dla mnie chlebem powszednim. Na obelgi i poniżające traktowanie ze strony jego rodziny zasługiwałam - bo byłam za mało serdeczna i za mało sie starałam. A jesli mnie zmieszali z błotem to powinnam przebaczyć - bo dobrzy ludzie przebaczaja. A po takim dziecinstwie jakie miałam nie przyszło mi do głowy ze mi sie należy szacunek a rola meza jest wspieranie zony.
Tutaj za granica chodziłam do psychologa i współpraca z nim była moim zdaniem udana, to były miłe i inteligentne rozmowy dotyczące głownie mojego meza. Ale z jego strony rownież nie padło nigdy " to nie pani jest winna, to nie pani jest za brzydka, za gruba, za głupia i za leniwa tylko to pani maz stosuje przemoc i jest agresywny ". Tak wiec było miło i sympatycznie ale to nic nie dało. Ten psycholog zmienił miejsce pracy, po nim przyszedł inny, mlody Niemiec, bardzo konkretny gość. Ten jako jedyny mi pomógł - nie dawał gotowych rozwiązań ale stawiał pytania tak ze odpowiedz była oczywista. Niestety tez zmienił prace.
W ciagu ostatnich 3 lat znowu byłam u dwóch kolejnych psychiatrów. W przypadku jednego z nich zajęło mi rok zeby mu wytłumaczyć typowo polskie pojmowanie rodziny, to ze rodzina jest święta, ze matka jest święta ( tzn jest święta krowa ),ze starszym sie należy szacunek. Zrozumiał ale nic mi nie poradził. Sam stwierdził ze terapia u niego przez rok nic mi nie dała. Poszłam do kolejnego specjalisty - kobiety z Europy wschodniej. Nawet nie chce mi sie opisywać jak to wyglądało.
Moze ja mam fałszywe lub wygórowane oczekiwania wobec terapii ? A moze jest tak jak kiedyś opisała to Sorvina : " Zauważyłam (też na sobie), że osoby, które mają zerowe, a wręcz ujemne poczucie własnej wartości, nie zawsze reagują na różne terapeutyczne techniki jego podniesienia, bo one zakładają, że jakieś tam bazową świadomość własnej godności się ma. A czasem nawet tego brak, koncepcja - mam wartość, jakieś prawa, moje potrzeby są ważne to jakaś abstrakcja, nie ma się też ŻADNYCH nawyków by się dobrze traktować, o siebie dbać, trzeba się wszystkiego uczyć od zera. "
A co Wam daje psychoterapia ? Jak ta terapia wyglada ?