co zrobić w takiej sytuacji?

03.05.16, 22:36
Nie mogę dogadać się z mężem w kwestii wydawania kasy. Nie wiem, co mam powiedzieć, żeby rozumiał, że nie mamy obecnie pieniędzy do wydawania na wyjścia i inne rozrywki i to się nie prędko zmieni.
Nie wiem już, czy ja mam rację, czy źle myślę. Wychodzę na zołzowatą sknerę:(
Sytuacja następująca: kupiliśmy większe mieszkanie, właściwie dom, trzeba je wyremontować i urządzić. Wzięliśmy kredyt, na wkład własny poszły wszystkie nasze oszczędności, dodatkowo musieliśmy wziąć pożyczkę od moich rodziców. Urządzamy mieszkanie z bieżących pieniędzy, od września zeszłego roku. Do kupienia zostało jeszcze sporo rzeczy. Latem będziemy robić remont kuchni i dwóch łazienek oraz malować całe mieszkanie. Do tego czasu musimy uzbierać potrzebną kwotę. W związku z tym mamy budżet wspólny dokładnie rozpisany i nie ma w nim pozycji wyjścia i rozrywka. Do końca roku jak dobrze pójdzie, bo wcześniej na pewno nie wyrobimy się ze wszystkim. Dzieci w wieku 10 i 9 lat są w stanie to zrozumieć, a mój szanowny małżonek niestety nie. No nie może się pogodzić z tym, że nie będziemy wychodzić nigdzie, gdzie potrzebna jest kasa. Od 2 m-cy nie może się pogodzić, bo wcześniej w związku ze swoją terapią i tak nigdzie nie chciał chodzić.
Pokłóciliśmy się już o to, że musiał wpłacić swoje zaoszczędzone pieniądze na konto oszczędnościowe. Niestety bez tych pieniędzy nie zrobimy remontu. O to że musi więcej pieniędzy ze swojej pensji przelewać na konto oszczędnościowe i w związku z tym zostaje mu mniej pieniędzy dla siebie. No i o wakacje, bo nie podobało mu się, że możemy wyjechać tylko na tydzień, bo na więcej naprawdę nie mamy środków. W końcu powiedziałam mu, żeby zapłacił za drugi tydzień ze swoich pieniędzy, które miałby przelać na konto oszczędnościowe, a później będziemy myśleć, skąd wziąć brakującą kwotę.
Co zrobić? Co powiedzieć temu mojemu mężowi, żeby przestał się nakręcać jak to teraz jest źle. Dodam, że mąż ma swoje pieniądze, tylko mniej niż miał do tej pory. Wydaje je na wyjścia z kolegami, a później jęczy, że my nigdzie nie chodzimy i na nic nas nie stać.
Powiedzcie szczerze, czy ja jestem zołzowatą sknerą?
    • notting_hill Re: co zrobić w takiej sytuacji? 03.05.16, 23:20
      Na pierwszy rzut oka jesteś po prostu racjonalna. Ale też zachowujesz się jak rodzic. A mąż jak dziecko. Nie ma szans, żeby te Wasze cele były wspólne? W sensie, że oboje podejmujecie racjonalną decyzję i potem się tego trzymacie? Bo jak inaczej on to sobie wyobraża? Może spróbuj zapytać go jak w takiej sytuacji widzi realizację Waszych planów. No i gdzie są w tym Twoje potrzeby? Mąż ma "swoje" pieniądze. A Ty?
      • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 22:24
        Myślałam, że cel jest wspólny. Mąż oczywiście wie i widzi, że remont musi być zrobiony, tylko nie rozumie, że nie da się tego zrobić bez kosztów dla całej rodziny i on te koszty też musi ponieść, a nie bardzo chce. On sobie nie wyobraża w ogóle. Nie ogarnia, że remont musi kosztować tyle, ile będzie, bo nie ma tańszej opcji. Dla niego nie ma problemu, że raz gdzieś wyjdziemy. Tylko, że jak wyjdziemy raz, to będziemy wychodzić co tydzień. Próbowałam już kiedyś ograniczyć wydatki na wyjścia, ale nie wyszło. Teraz mamy jeden konkretny cel, na który potrzebne są środki i łatwiej jest sobie odmówić. Tak myślę. Kiedy pytam męża, skąd w sierpniu weźmie całą kwotę x potrzebną na remont, mówi że jest debet i karta, no i na pewno zdążymy oszczędzić. Tylko że debety są zabezpieczeniem na nieprzewidziane koszty remontu, które na pewno będą, oby jak najmniejsze, a karta jest zabezpieczeniem na wypadek, gdyby mój samochód padł, co jest niestety bardzo prawdopodobne w ciągu kilku przyszłych miesięcy. Nie wspominając o tym, że już jesteśmy zadłużeni po uszy, a oszczędności nie będziemy mieli żadnych jeszcze jakiś czas.
        • enith Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 23:01
          kaszub-ska napisała:

          > Myślałam, że cel jest wspólny. Mąż oczywiście wie i widzi, że remont musi być z
          > robiony, tylko nie rozumie, że nie da się tego zrobić bez kosztów dla całej rod
          > ziny i on te koszty też musi ponieść, a nie bardzo chce.

          Słuchaj, ale czy wy dwoje przed władowaniem się w kupno nieruchomości wymagającej wysokich nakładów finansowych, kredytu, pożyczki od rodziców i wydania wszystkich oszczędności faktycznie usiedliście RAZEM i omówili, jak sprawy mają potem wyglądać? Bo tego nie napisałaś, że ten zakup, pożyczki, kredyt i wszystkie związane z tym wyrzeczenia zostały ustalone i klepnięte WSPÓLNIE. Nie wiem, może gdzieś mi to umknęło w poprzednim poście. Mąż zachowuje się, jakby remont tego domu czy nawet jego posiadanie to była nie jego bajka. Trudno mi uwierzyć, że po burzy mózgów, gdzie co do grosza ustaliliście wspólnie budżet na cały rok, mąż ma teraz do ciebie pretensje, że nie może wychodzić tak często, jak chce. No przecież chyba wiedział, z czym kupno na wpół zrujnowanej nieruchomości się wiąże?
          Remont jak najbardziej jest potrzebny, zawilgocone ściany, zniszczone podłogi, fuj, tak się nie da mieszkać. Wątpię, czy będziesz w stanie wytłumaczyć dorosłemu i chyba nie jakiemuś umysłowo ograniczonemu facetowi, że przez rok WSZYSCY musicie zaciskać pasa. Każdy normalny człowiek to wie. On też, z tym, że on poświęcać się nie chce. Będziesz mieć z nim jazdy na tym tle do czasu, aż remont się skończy, a oszczędności zaczną ponownie rosnąć. Uzbrój się w cierpliwość i ripostuj, że ma kasę na swoje wyjścia, więc niech nią dysponuje mądrze, a nie czepia się ciebie.
          • zuzi.1 Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 23:38
            No właśnie problem polega na tym, ze wydawaloby sie dorosly facet zachowuje się jak egocentyczny nastolatek, dla którego koledzy i wyjścia na przyjemnosci sa najważniejsze. Wspolczuje Kaszubskiej zycia z tym człowiekiem. On jest jakby sie z choinki urwal. Mam wątpliwości, czy on jest na pewno normalny w sensie zdrowia psychicznego.
            • zuzi.1 Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 23:38
              Kaszubska a czy jego wlasna terapia cokolwiek mu pomaga?
              • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 06.05.16, 00:38
                zuzi.1 napisała:

                > Kaszubska a czy jego wlasna terapia cokolwiek mu pomaga?
                Terapia już się zakończyła. Skutek trudno mi ocenić, wg mnie on jeszcze tego nie przerobił. Do rodziców nie chce jeździć, powiedział, że chce się odciąć i mieć spokój. Terapeuta mu powiedział, że powinien kontynuować spotkania, ale mąż powiedział mi, że ma dosyć i chce odpocząć. Na pewno on z tych spotkań wyniósł dużo korzyści i wsparcia, podbudował się, poczucie własnej wartości mu się podniosło, docenił trochę swoje życie.
          • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 23:43
            Ten dom jest dla nas idealny, to że znaleźliśmy ofertę za cenę, na którą dostaliśmy kredyt jest wielkim fartem. Mój mąż wychowany w domu w wielką przestrzenią dookoła marzył o domu, ale normalny dom w mieście zawsze będzie po za naszym zasięgiem, a pod miastem nie wchodzi w grę, bo wszędzie daleko. Tutaj mamy namiastkę tego, co chcieliśmy. Mamy ogródek, spokój, sąsiadów tylko jednych z boku, metraż do ogarnięcia, ale na wszystko jest miejsce, mamy garaż i podjazd, więc nie ma ciągłego problemu, gdzie zaparkować. To jest dom zewnętrzny w szeregowcach. Dom ma kilkanaście lat, jest w mieście, więc wszystko blisko. Ale remont trzeba zrobić. Nie myślałam, że to będzie aż taki koszt. Pierwszy raz w życiu robię remont. Do tego dochodzi meblowanie wszystkiego. Ja też myślałam, że będzie łatwiej, ale nie marudzę, bo to i tak nic nie da.
    • evee1 Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 06:23
      Nie to, ze biore strne Twojego meza, ale nie wiem na ile obecne zycie z limitami jest tylko drobna niedogodnoscia, a na ile jest to juz poswiecanie sie.
      Remonty, remontami, ale jednak zycie na codzien tez nie powinno byc ciaglym poswiecaniem drobnych przyjemnosci w imie nowej kuchni, z wymiana ktorej byc moze mozna poczekac rok czy dwa (no, chyba, ze ta obecna kompletnie nie nadaje sie do uzytku).
      • salsa.lover Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 12:40
        evee1 napisała:

        > Remonty, remontami, ale jednak zycie na codzien tez nie powinno byc ciaglym pos
        > wiecaniem drobnych przyjemnosci w imie nowej kuchni,

        Wiesz, wszystko zależy czy remont jest konieczny bo kupiony dom tego wymaga czy też remont jest czysto kosmetyczny i kaprysem pani domu.
        Mieszkanie w rozgrzebanym remoncie to naprawdę średnia przyjemność, szczególnie gdy jeszcze trzeba się z mężem użerać bo on woli wyjść z kolegami.
        Miałam nieco podobną sytuację, choć na mniejszą skalę. Mąż postanowił (SAM POSTANOWIŁ, SAM CHCIAŁ) że odnowi naszą kuchnię w czasie swojego urlopu. Niestety zapału i motywacji nie starczyło i potem musiał kończyć wieczorami i weekendami. Tyle, że oczywiście w weekendy czy wieczory chciał się zrelaksować i wyjść a nie zasuwać z pędzlem. Skutkiem tego całe przedsięwzięcie trwało grubo ponad 6 miesięcy. Rozgrzebana kuchnia, wszędzie walające się farby, narzędzia, jemu to nie przeszkadzało, bo to nie on musiał w tym bajzlu gotować więc nie widział powodu, żeby się spieszyć ze skończeniem. Drobne przyjemności jak wyjście z kolegami było ważniejsze, a ja byłam jędzą która nim dyryguje ;-/
      • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 22:33
        Bez poświęceń nie będzie nas stać nigdy na remont. Jeśli mielibyśmy zrobić remont za rok czy dwa, to i tak musielibyśmy teraz oszczędzać, bo ani za rok ani za dwa pieniądze nam nie spadną z nieba. Remont jest potrzebny, bo w żadnej łazience nie ma kafelek na ścianach, ściany są brudne i zawilgocone. W kuchni ściany wyglądają okropnie, kafli też nie ma, podłoga jest zniszczona i bardzo niepraktyczna. Malowanie w całym mieszkaniu jest konieczne, bo ściany są brudne, niemalowane z 10 lat. Dodatkowo wyciszamy sypialnie, bo nie ma sensu tego robić później za rok czy dwa po remoncie.
        Czy rok bez kosztownych rozrywek to takie duże poświęcenie w porównaniu z urządzeniem swojego mieszkania na 20 kolejnych lat?
        • evee1 Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 03:33
          Z poczatkowego postu nie bylo wiadomo na ile sytuacja jest tragiczna i faktczynie dom wymaga remontu. Inna sprawa, ze co innego kuchnia gazowa w kiepskim stanie, a co innego kuchnia weglowa. Przerobka tej drugiej na gazowa napewno jest priorytetem, natomiast wymiana starej kuchenki na nowa ma juz priorytet nieco mniejszy. I o ile dla Ciebie pewne rzeczy koniecznie wymagaja wymiany, to dla Twojego meza juz niekoniecznie.
          Ja cie bardzo dobrze rozumiem, bo potrzeba mieszkania w domu czystym, schludnym i "moim" jest dla mnie tez bardzo wazna i tez mam dluga liste rzeczy do zrobienia i remontu w domu (ktory od poczatku jest nasz, ale sie juz mocno zestarzal). Dla mnie to priorytet, ale moj maz nie widzi potrzeby. Co prawda zgadza sie z potrzeba remontu, ale nie jest to potrzeba, hmm, palaca. z tym ze u nas nie ma kwestii finansowej, czyli remont mozna zaczac chocby juz dzisiaj, wiec i problem nieco inny.
          Moze znajdz jakis sposob, zeby te koniecznosc remontu zwiekszyc, na przyklad przekonaj meza, ze wilgoc utrzymujaca sie w lazience, czy brak kafli na dluzsza mete mete po prostu zaowocuje grzybem, a tego pozbyc sie trudno i przy znie wiekszym nakladzie kosztow. Czyli, ze to nie jest kwestie tylko estetyczna, ale niezbedna koniecznosc.
          Ja mam tak z remontem lazienki. Nasza lazienka ma 18 lat. Jest w bardzo dobrym stanie, bo ja o nia bardzo dbam, ale ma juz swoje lata i mnostwo drobiazgow wola o remont, nie mowiac juz o tym, ze wystroj to staroc, no, ale przyznaje, ze to sa sprawy kosmetyczne. Niedawno jednak w emalii na stalowej wannnie zrobila sie dziura i ja tylko czekam, az moj maz dojrzeje do decyzji, ze jednak cos z tym fantem trzeba zrobic, bo nie bedzie sie gdzie myc jak ta dziura przerdzewieje na wylot ;-). Dziure moglabym sabotowac jakims kwasem, no ale juz taka to nie jestem :-).
    • heniek.8 Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 06:50
      moim zdaniem to dyrygujesz w tym domu i nie pozwalasz na przejawy samodzielności po stronie męża.
      "co mam powiedzieć żeby zrozumiał, bla bla"
      a może on myśli sobie tak "co mam jej powiedzieć żeby zrozumiała, że nie musimy robić remontu dwóch łazienek jednocześnie" ? może można zrobić jedną w tym roku i drugą w następnym.

      być może jest przyzwyczajony do tego, że ma jakiś tam fundusz do swojej dyspozycji który wydaje na swoje rzeczy, np. jakiś sprzęt, a ty jednoosobowo wymyśliłaś że on już tych pieniędzy nie będzie miał bo najważniejsze jest to co ty chcesz kupić w tym roku. a to budzi u niego sprzeciw

      jeszcze jedna baba która wszystko wie i od razu daj jej wszystkie pieniądze bo najlepiej je wyda.

      to tak, jakby on chciał kupić samochód za 120 tys. a ty z tego powodu masz sobie nie kupować butów ani bluzek do 2019 włącznie

      co robić? - zrobić naradę, na której wspólnie ustalicie plan remontów na ten rok, zrobicie kosztorys tych remontów i ustalicie źródła finansowania.
      i zostawicie miejsce na jakieś drobne swoje wydatki - ja to rozumiem, że ta druga łazienka to dla ciebie priorytet, a dla niego nie, więc może kompromis - on będzie wydawał swoje zaskórniaki na wędkowanie czy co tam chce, a ty swoje na kafelki i sedes
      • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 22:54
        heniek.8 napisał:

        > moim zdaniem to dyrygujesz w tym domu i nie pozwalasz na przejawy samodzielnośc
        > i po stronie męża.
        > "co mam powiedzieć żeby zrozumiał, bla bla"
        > a może on myśli sobie tak "co mam jej powiedzieć żeby zrozumiała, że nie musimy
        > robić remontu dwóch łazienek jednocześnie" ? może można zrobić jedną w tym rok
        > u i drugą w następnym.
        Ja nie chcę rozdzielać remontu, bo mam serdecznie dość myślenia kolejny rok o tym. Nie mam siły za rok znowu szukać ekipy, ustalać i planować, nie mam ochoty mieć znowu w wakacje obcych ludzi w domu do pilnowania i bałaganu od nowa. A pieniądze tak czy tak będą potrzebne te same. I tak musielibyśmy oszczędzać. Zresztą od nowego roku musimy zacząć spłacać pożyczkę od moich rodziców, bo inaczej nie zdążymy jej spłacić w terminie. Nie będziemy mogli oszczędzać tyle, co teraz.

        > być może jest przyzwyczajony do tego, że ma jakiś tam fundusz do swojej dyspozy
        > cji który wydaje na swoje rzeczy, np. jakiś sprzęt, a ty jednoosobowo wymyśliła
        > ś że on już tych pieniędzy nie będzie miał bo najważniejsze jest to co ty chces
        > z kupić w tym roku. a to budzi u niego sprzeciw
        Tak, był przyzwyczajony, tylko jego budżet teraz się zmniejszył, ale nadal ma pieniądze na wyjścia. Oszczędza po to, żeby urządzać swoje mieszkanie. On też w nim mieszka i będzie korzystał z tego przez kolejnych 20 lat. Remont to nie jest moje widzimisie. Wszystko, co jest w planie jest konieczne. Budżet jest rozpisany najtańszym kosztem.

        > jeszcze jedna baba która wszystko wie i od razu daj jej wszystkie pieniądze bo
        > najlepiej je wyda.
        Decyzje podejmujemy wspólnie. Nie wydaje bez niego pieniędzy z konta. Ja mu nie bronię, żeby znalazł lepszą opcję. Nie ma tańszej opcji.

        > to tak, jakby on chciał kupić samochód za 120 tys. a ty z tego powodu masz sobi
        > e nie kupować butów ani bluzek do 2019 włącznie
        Mieszkanie jest wspólne, a remont jest konieczny. On ma swoje pieniądze, mniej niż wcześniej, ale na wyjścia mu wystarcza. Ja nie mam do nikogo pretensji, że muszę przez rok się ograniczać, bo wiem, że urządzam nasze mieszkanie i przez 20 lat będę miała spokój.

        > co robić? - zrobić naradę, na której wspólnie ustalicie plan remontów na
        > ten rok, zrobicie kosztorys tych remontów i ustalicie źródła finansowania.
        Plan był, budżet na remont jest, budżet domowy mam rozpisany. Źródła finansowania to oszczędności. Rozmawialiśmy o tym, on razem ze mną podpisywał umowy, a teraz ma pretensje, że w praktyce to oznacza ograniczenia.

        > i zostawicie miejsce na jakieś drobne swoje wydatki - ja to rozumiem, że ta dru
        > ga łazienka to dla ciebie priorytet, a dla niego nie, więc może kompromis - on
        > będzie wydawał swoje zaskórniaki na wędkowanie czy co tam chce, a ty swoje na k
        > afelki i sedes
        On ma pieniądze na swoje wydatki, problem ma, bo w ogólnym budżecie nie ma pieniędzy na wspólne płatne wyjścia, a on chce wychodzić.
        • heniek.8 Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 06:23
          powiem tak: pewnie rozmijacie się z rozumieniem co to znaczy "uzgodnione, zatwierdzone"
          dla ciebie już dawno zgodził się na wszystko, dla niego to być może nieopatrznie kiedyś tam przytaknął z rezygnacją, jak mu snułaś swoje wizje

          rozumiem, że on odkłada sobie jakieś swoje oszczędności, więc dlaczego twoi rodzice biorą kredyt czy tam udzielają wam pożyczki - jeżeli był plan żeby ruszać te oszczędności to można było je ruszyć w pierwszej kolejności a jeżeli jednak zostali zaangażowani rodzice, to może on o tym planie nie wiedział?

          tam u was trwa walka o pieniądze i władzę

          a ty go chcesz ukarać i odmawiasz mu wspólnych wyjść - bo nie oszukujmy się, gdybyście się chociaż trochę lubili to byście ściągnęli kupony z McDonalda na zestaw po 10 zł i już macie wspólne wyjście za dwie dychy :D
          to nie są w każdym razie kwoty które wstrzymują remont

          ale ponieważ ty jesteś zazdrosna o jego kasę a on ma w sobie wujka Scroodge'a i wkurza go że chcesz zanihilować jego fundusz, to nie wyjdziecie razem nawet na darmowy spacer.
          • enith Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 06:35
            > bo nie oszukujmy się, gdybyście się chociaż trochę lubili to byście ściągnęli kupony z McDonalda na zestaw po 10 zł i już macie wspólne wyjście za dwie dychy...

            Autorka napisała, że mąż rozpieprza kasę na wyjścia z kumplami, a potem:
            "on chce na quady, na gokarty, na paintball, na ściankę itp."

            Więc nie, nie zamkną się w dwóch dychach choćby się usrali, a co tygodniowe wyjścia z takimi wydatkami jak najbardziej będą blokować remont.
            Nie rozumiem, dlaczego mąż nie może zamienić jednej popijawy z kumplami na wyjście z rodziną, skoro i tak regularnie z kumplami wychodzi.
            • heniek.8 Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 06:50
              czyli tak naprawdę to ani on z nią nie chce wychodzić, ani ona z nim

              chłopak jest teraz w pułapce bo i trwanie i rozstanie, wszystko oznacza wydatki

              podejrzewam że autorka zarabia mniej a on więcej i o to się rozchodzi,
              gdyby było odwrotnie to byśmy czytali wątek "mój mąż ładuje się w jakieś pożyczki, kredyty wraz z rodzicami na zakupy i remonty, i chce żebym to finansowała, a ja nawet nie wiem czy chce mi się z tym gościem wyjść na spacer"
              • pade Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 09:28
                To jest stały motyw w tym małżeństwie, nic nowego.
                Autorka kiedyś pisała, że mąż w dzieciństwie opiekował się rodzeństwem, że było biednie. Chyba mu się to wryło w pamięć i wciąż próbuje sobie zrekompensować tamte braki.
                Kaszubska, ktoś wyżej napisał, że sprawa z boku wygląda tak, jakbyś Ty była rodzicem a on dzieckiem. Zgadzam się z tym. Rozumiem remont, potrzebę oszczędności, jest oczywista w takiej sytuacji. Tylko czy on Twoich słów nie odbiera jako zakazu albo nakazu zamiast dorosłych ustaleń? Czy nie wchodzi w rolę dziecka?
                • zuzi.1 Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 12:07
                  Ten maz w domu z Kaszubska jest stale w roli dziecka, on z tej roli wychodzi chyba tylko w pracy :-)
              • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 23:53
                No właśnie on chce z nami wszędzie wychodzić, tylko nie ma kasy na to. Spędzamy razem cały czas, z wyjątkiem jego wyjść z kolegami w soboty (wiadomo oprócz pracy, rozwożenia dzieci na zajęcia, mojego kursu, wyjść do lekarzy, zebrań w szkole).
          • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 23:40
            heniek.8 napisał:

            > powiem tak: pewnie rozmijacie się z rozumieniem co to znaczy "uzgodnione, zatwi
            > erdzone"
            > dla ciebie już dawno zgodził się na wszystko, dla niego to być może nieopatrzni
            > e kiedyś tam przytaknął z rezygnacją, jak mu snułaś swoje wizje
            >
            No proszę Cię, jeśli ktoś na pytanie: to kupujemy ten dom, czy nie? odpowiada tak, na pytanie: to bierzemy tą ekipę czy nie? odpowiada tak, to co w tym może być niejasnego. Myślisz, że decyzję o podpisaniu kredytu na 20 lat podejmowałam w przelocie w ciągu godziny? Wszystko było 5 razy liczone.

            > rozumiem, że on odkłada sobie jakieś swoje oszczędności, więc dlaczego twoi rod
            > zice biorą kredyt czy tam udzielają wam pożyczki - jeżeli był plan żeby ruszać
            > te oszczędności to można było je ruszyć w pierwszej kolejności a jeżeli jednak
            > zostali zaangażowani rodzice, to może on o tym planie nie wiedział?
            Odkładaliśmy razem przez wiele lat ze wspólnych pieniędzy. Te pieniądze zostały w całości wykorzystane w zeszłym roku na wcześniejsze spłacenie kredytu za nasze stare mieszkanie i część wkładu własnego na nowy dom. Brakującą część na wkład własny pożyczyliśmy od moich rodziców. Gdyby oni nie zgodzili się, nie moglibyśmy kupić tego domu.

            Mąż zostawia sobie pieniądze ze swojej pensji na swoje wydatki, w tym ubrania itd. Tak samo ja. Wydawał je albo na bieżąco albo sobie coś tam odkładał i po jakimś czasie kupował coś większego dla siebie. Ponieważ przez pół roku był na terapii i bardzo źle się czuł, nie wydawał swoich pieniędzy, bo nie miał gdzie (płacił za terapię i jedzenie w pracy na pewno kupował, ale po za tym nie wydawał). Po pół roku uzbierał na swoim koncie dużą kwotę i większość z tych pieniędzy na moją prośbę przelał na konto oszczędnościowe przeznaczone właśnie na remont. Gdyby tego nie zrobił, nie moglibyśmy zrobić remontu w domu w tym roku, bo nie jesteśmy w stanie tylko odkładając co miesiąc z pensji do lata uzbierać tak dużej kwoty. Teraz mąż już swoją kasę wydaje na bieżąco. Ma mniej niż miał, bo większą część swojej pensji niż wcześniej przelewa na konto oszczędnościowe.
            >
            > tam u was trwa walka o pieniądze i władzę
            >
            > a ty go chcesz ukarać i odmawiasz mu wspólnych wyjść - bo nie oszukujmy się, gd
            > ybyście się chociaż trochę lubili to byście ściągnęli kupony z McDonalda na zes
            > taw po 10 zł i już macie wspólne wyjście za dwie dychy :D
            > to nie są w każdym razie kwoty które wstrzymują remont
            Oprócz nas są jeszcze dzieci. Do Maca i innych restauracji chodziliśmy wcześniej w każdą sobotę i niedzielę, wiem ile to kosztuje. Wiem też doskonale ile kosztuje wyjście z moją rodziną na ściankę wspinaczkową czy do parku linowego. Nie są to 2 dychy. I ja nie odmawiam nikomu wspólnych wyjść, wręcz sama je proponuję. I wychodzimy. Na spacery całą rodziną od zawsze chodzimy codziennie, jeśli tylko pogoda jest ładna no i nic nie mamy do załatwienia typu wizyta u lekarza czy zebranie w szkole. W weekendy zawsze jeździmy razem na zakupy i nad morze, do lasu. Wcześniej też mieliśmy takie wyjścia, ale jednak często w ich miejsce były wyjścia w różne miejsca drogie typu na gokarty, na quady, do kina. Mąż chyba na tyle się do tego przyzwyczaił, że nie potrafi bez tego żyć:/ A może i odreagowuje pół roku terapii, kiedy siedział w domu, bo nie miał na nic siły.

            > ale ponieważ ty jesteś zazdrosna o jego kasę a on ma w sobie wujka Scroodge'a i
            > wkurza go że chcesz zanihilować jego fundusz, to nie wyjdziecie razem nawet na
            > darmowy spacer.
            Mi nigdy nie przeszkadzały jego wyjścia, bo za swoją kasę wychodził, a ja miałam czas wolny dla siebie. Ale jak przez pół roku nie wychodził nigdzie, nie wykorzystał tej kasy, a mamy do zrobienia bardzo kosztowny remont w domu, to wydaje mi się, że nie ma nic dziwnego w tym, że te pieniądze zostaną wykorzystane właśnie na remont, a nie będą u niego na koncie leżały i czekały na nie wiadomo co albo zostaną wykorzystane na jakieś drogie rzeczy dla niego, podczas gdy nie mamy wykończonego ani umeblowanego domu.
    • salsa.lover Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 12:25
      Moim zdaniem wszystko zależy od tego na ile to "kupiliśmy, wzięliśmy kredyt, trzeba wyremontować, musieliśmy wziąść pożyczkę od rodziców, mamy dokładnie rozpisany budżet" to były wspólne decyzje podejmowane świadomie przez obojga małżonków.

      Są dwie możliwości: albo kaszubska wymyśliła sobie większy dom, remont bo jej się nie podoba to co jest i tak ma być a mąż ma się dostosować. Albo OBOJE podjęli tę decyzję, ale mężowi nie podobają się ograniczenia i teraz kaszubska musi pilnować, żeby jakoś wszystko finansowo ogarnąć.

      Jeśli decyzje były podjęte wspólnie, budżet uzgodniony wspólnie i małżonek się na to zgodził to strzelanie teraz focha, że on chce sobie wyjść jest rzeczywiście irytyujące.
      Nie wiemy w jakim stanie jest ten dom i czy rzeczywiście trzeba remontować wszystko na raz, a to moim zdaniem ma duże znaczenie w sytuacji. Jeśli stan domu jest uciążliwy do miezkania z dwójką dzieci to ja się nie dziwię, że kaszubska się na męża wścieka. Są niestety panowie, którym totalnie nie przeszkadza mieszkanie latami na placu budowy i z rozgrzebanym remontem.
      Ale jeśli stan domu jest w miarę ok i da się w nim mieszkać a mąż dodatkowo nie był wcale taki chętny do całego przedsięwzięcia to niestety może być trudno na nim wymusić rezygnację z przyjemności.
      Ja osobiście wolałabym szybciej spłacić kredyty niż przebimbać pieniądze na przyjemności, ale może nie każdy tak to widzi.
      Nie potępiałabym jednak kaszubskiej tak bezkrytycznie, bo wszystko zależy od tego jake były ich ustalenia zanim ten dom kupili i zanim się pozapożyczali na remont.
      • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 23:07
        salsa.lover napisała:

        > Moim zdaniem wszystko zależy od tego na ile to "kupiliśmy, wzięliśmy kredyt, tr
        > zeba wyremontować, musieliśmy wziąść pożyczkę od rodziców, mamy dokładnie
        > rozpisany budżet
        " to były wspólne decyzje podejmowane świadomie przez
        > obojga małżonków.
        Zmiana mieszkania była planowana od lat, w zeszłym roku szukaliśmy razem ofert, razem oglądaliśmy mieszkania, razem byliśmy w bankach. Wszystkie decyzje były wspólne, wszystkie umowy podpisywał razem ze mną. Fakt - nie myśleliśmy, że remont będzie tak kosztowny, nigdy wcześniej nie robiliśmy remontu, ale takie są ceny, a co trzeba zrobić to trzeba.

        > Są dwie możliwości: albo kaszubska wymyśliła sobie większy dom, remont bo jej s
        > ię nie podoba to co jest i tak ma być a mąż ma się dostosować. Albo OBOJE podję
        > li tę decyzję, ale mężowi nie podobają się ograniczenia i teraz kaszubska musi
        > pilnować, żeby jakoś wszystko finansowo ogarnąć.
        >
        > Jeśli decyzje były podjęte wspólnie, budżet uzgodniony wspólnie i małżonek się
        > na to zgodził to strzelanie teraz focha, że on chce sobie wyjść jest rzeczywiśc
        > ie irytyujące.
        > Nie wiemy w jakim stanie jest ten dom i czy rzeczywiście trzeba remontować wszy
        > stko na raz, a to moim zdaniem ma duże znaczenie w sytuacji.
        Remontowanie na raty, przez lata nie wchodzi w grę. Mnie to wykończyło już na tym etapie, a co dopiero będzie jak ekipy wejdą do domu.

        Jeśli stan domu je
        > st uciążliwy do miezkania z dwójką dzieci to ja się nie dziwię, że kaszubska si
        > ę na męża wścieka. Są niestety panowie, którym totalnie nie przeszkadza mieszka
        > nie latami na placu budowy i z rozgrzebanym remontem.
        Mój mąż by chciał mieć od razu wszystko zrobione, wprowadzić się do urządzone mieszkania, ja też. Tylko nas na to nie było stać i taka sytuacja, żeby bez dużych poświęceń mieć pieniądze na remont to jest możliwa za 5 lat, jeśli dobrze pójdzie.

        > Ale jeśli stan domu jest w miarę ok i da się w nim mieszkać a mąż dodatkowo nie
        > był wcale taki chętny do całego przedsięwzięcia to niestety może być trudno na
        > nim wymusić rezygnację z przyjemności.
        > Ja osobiście wolałabym szybciej spłacić kredyty niż przebimbać pieniądze na prz
        > yjemności, ale może nie każdy tak to widzi.
        > Nie potępiałabym jednak kaszubskiej tak bezkrytycznie, bo wszystko zależy od te
        > go jake były ich ustalenia zanim ten dom kupili i zanim się pozapożyczali na re
        > mont.
    • verdana Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 13:08
      O ile wiem, mąż boryka sie z problemami psychicznymi. I dowiaduje sie, że jego potrzeby są w ogóle nieważne, bo priorytetem jest remont kuchni, dwóch łazienek i malowanie. Że wszystkie pieniądze, także zaoszczędzone idą na coś, na co ochotę ma żona, a on najwyraźniej nieszczególnie. Rozumiem konieczność remontu, ale spokojnie da sie żyć z jedną łazienką i niemalowanym jeszcze przez pewien czas mieszkaniem. Budżet, w którym nie ma pozycji "wyjście i rozrywka" to jest budźet, który potrafi załamać każdego i jest stosowny tylko wtedy, gdy nie starcza na jedzenie. Poza tym dzieci być moze "są w stanie " to zrozumieć, ale pozbawianie dzieci wszystkich wyjść i rozrywek na rok, bo łazienka jest wazniejsza od ich rozwoju jest zwyczajnie brakiem dbałości o elementarne potrzeby tychże dzieci.
      • fraudes Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 13:50
        100%
      • salsa.lover Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 17:40
        verdana napisała:

        > Budżet, w którym nie ma pozycji "wyjście i rozrywka" to jest budźet, który potrafi załamać każdego

        No proszę Cię.... Naprawdę, dramat nie z tej ziemi bo nie ma wyjść i rozrywek.... nic tylko się załamać i skoczyć z mostu.

      • salsa.lover Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 17:50
        verdana napisała:

        > I dowiaduje sie, że jego potrzeby są w ogóle nieważne,

        Trochę dramatyzujesz, bo z tego co pisze kaszubska to mąż i owszem wychodzi na rozrywki z kolegami.


        > Że wszystkie pieniądze, także zaoszczędzone idą na coś, na co ochotę ma żona, a on najwyraźniej nieszczególnie.

        Pisałam już o tym wyżej. Nie wiemy czy decyzja była podjęta tylko przez kaszubską czy też WSPÓLNIE. Jeśli decyzja była podjęta WSPÓLNIE i mąż SIĘ ZGODZIŁ na czasowy sztywny budżet to nie powinien mieć teraz do niej pretensji. Ty z góry założyłaś, że remont jest zbytecznym kaprysem żony. Założyłaś też, że nikomu nie przeszkadza mieszkanie ileśtam miesięcy czy lat w rozgrzebanej remontem chałupie.


        > Poza tym dzieci być moze "są w stanie " to zrozumieć, ale pozbawi
        > anie dzieci wszystkich wyjść i rozrywek na rok, bo łazienka jest wazniejsza od
        > ich rozwoju jest zwyczajnie brakiem dbałości o elementarne potrzeby tychże dzie
        > ci.

        No właśnie, dzieci są w stanie zrozumieć a dorosły facet nie.
        I kompletnie nie zgadzam się, że rozrywki i wyjścia to elementarna potrzeba dziecka. Wybacz ale to bzdura.
        Całe pokolenia wychowały się bez współczesnych rozrywek i jakoś żyją. Dziecko równie dobrze, jak nie lepiej może rozwijać jeśli mu się pokaże, że czasem na jakiś czas trzeba zrezygnować z przyjemności by osiągnąć jakiś cel w życiu. Zdecydowanie cenniejsza nauka na przyszłość niż wyjście na rozrywki.
        • verdana Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 19:24
          Dzieci sa w stanie "zrozumieć", bo matka mówi, ze nie ma pieniędzy. To nie ma. Nie rozumieją jeszcze, że rok bez teatru, kina, basenu, zoo i wakacji nie jest dla nich korzystny. Nie mogą tego zrozumieć, bo nie są dorosłe. Rozsądny dorosły powinien zrozumieć, ze dzieciom potrzeba czegoś więcej niż dwóch łazienek. Poza tym potrzeba rozrywki, wyjścia, pojechania na wakacje nawet dla dorosłego człowieka może być potrzebą bardziej istotną, niż eleganckie dwie łazienki. Jeśli uczymy dzieci, ze celem w życiu jest piękne mieszkanie i warto dla niego zrezygnować na przykład z teatru, kina i urodzin kolegów, to oczywiście można. Kultura? Przyjemność? Rozrywka? Po co, skoro alternatywą jest piękne mieszkanie.
          • miedzymorze Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 21:26
            Dramatyzujesz. Nie rezygnują na wieki wieków tylko na jakiś czas, jeśli czegoś uczymy to tego, że warto przez jakiś czas zrezygnować z przyjemności, żeby osiągnąć jakiś konkretny cel - wyremontowane mieszkanie, w którym dobrze się będzie mieszkać _wszystkim_ przez znacznie dłuższy czas niż rok.
            Wakacje będą a mąż ma swoje wyjścia z kolegami. Wg mnie zachowuje się jak rozkapryszony smarkacz, któremu wygodnie jest ustawiać się w takiej roli (właściwie niby dlaczego nie może zamienić wyjść z kolegami na wyjścia z rodziną jak mu tak ich brakuje ?)
            Jak mówić? Nie mówić. Umówiliście się. Jak mężowi przestało pasować to niech przygotuje zmieniony plan wydatków tak żeby było i na wyjścia i na remont. On przygotuje. Sam. Od A do Z. Do czasu kiedy tego nie zrobi lecicie wg tego planu który jest, w przypadku jojczenia wychodzisz z pokoju i nie wdajesz się w dyskusje, poza przypomnieniem, że czekasz na jego plan wydatków.
            Powodzenia ;)
            pozdr,
            mi
            ps. o ile dobrze pamiętam w czasie terapii męża całe życie rodzinne było podporządkowane temu wydarzeniu ?
            • ortruda Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 22:33
              Wczoraj na spacerze widziałam taką scenę - pewien kowalik (owad) ciągnął w poprzek chodnika zasuszony owoc. Ogromny, jak na rozmiary ciągnącego. Moje dzieci bardzo się tym zainteresowały, w szczególności prawie dwulatka. Kowalik się przestraszył i chciał jak najszybciej uciec z chodnika, ale owoc był tak duży... W pewnym momencie córka wstała, podniosła nogę i... Nie zdeptała go. Ale prawie, prawie (nie ma dwóch lat, więc można zrozumieć).

              I miałam taką refleksję - człowiek jak kowalik, czasem weźmie sobie na grzbiet coś dużego i to ciągnie, nie licząc się z z chwilą dzisiejszą, bo ma tylko cel przed oczami. A przecież wystarczyłaby sekunda i byłoby po kowaliku... I po człowieku. W każdej chwili można pożegnać się z życiem. Oczywiście - należy oszczędzać, żeby mieć na ten cel, jednak nie takim kosztem, żeby w razie czego potem tego żałować.
          • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 23:28
            Nigdzie nie pisałam, że dzieci rezygnują z urodzin kolegów czy też swoich zajęć dodatkowych. Na wakacje jedziemy, chociaż też istniała opcja, że nie będzie na to środków i nie uważam, żeby to był aż taki dramat dla nas, bo mieszkamy nad morzem i na plaży jesteśmy codziennie, jeśli pogoda dopisuje. Dla mnie bardziej liczy się to, że pierwszy raz od kilku lat będziemy mieli z mężem urlop w tym samym czasie.
          • salsa.lover Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 10:57
            verdana napisała:


            > Nie rozumieją jeszcze, że rok bez teatru, kina, basenu, zoo i wakacji nie jest
            > dla nich korzystny.


            No, rzeczywiście. Rok bez kina i basenu. Trauma nie do odwrócenia, z której potem będą musiały spędzać lata na terapii. Helloł! Tu ziemia!



            > uczymy dzieci, ze celem w życiu jest piękne mieszkanie i warto dla niego zrezy
            > gnować na przykład z teatru, kina i urodzin kolegów, to oczywiście można. Kultu
            > ra? Przyjemność? Rozrywka? Po co, skoro alternatywą jest piękne mieszkanie.


            No tak, przecież kaszubska napisała, że złotem chce tę kuchnię wykładać.
            Jasne, dzieci mogą mieszkać w brudnym zawilgoconym mieszkaniu bo to im zupełnie nie szkodzi. Przecież trzeba iść na rozrywkę, bo bez kina, teatru i zoo dzieci nie przyżyją roku.

            Dzieci mogą patrzeć jak tatuś swoje pieniądze radośnie rozpierdziela z kolegami na quadach czy paintballu. Ale na kino dla własnych dzieci żałuje. To jest dopiero nauka dla dzieci.

            • verdana Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 15:36
              W wieku 8-10 lat - tak, rok znaczy bardzo dużo.
              • salsa.lover Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 15:49
                verdana napisała:

                > W wieku 8-10 lat - tak, rok znaczy bardzo dużo.


                I co z tego?

                Życie bez częstych kosztujących spore pieniądze rozrywek naprawdę też, jest życiem a nie pasmem tragedii.
                Życie z ojcem, który woli pieniądze wydać cosobotnie wyjścia z kumplami, quady, paintballe itp niż na wyjście z dziećmi jest o wiele gorsze.

                Ale ten fakt jakoś skrzętnie i uporczywie pomijasz w swoich odpowiedziach. Dlaczego?
      • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 23:17
        verdana napisała:

        > O ile wiem, mąż boryka sie z problemami psychicznymi. I dowiaduje sie, że jego
        > potrzeby są w ogóle nieważne, bo priorytetem jest remont kuchni, dwóch łazienek
        > i malowanie.
        Tak, czy to jest takie dziwne, że jest w życiu taki czas, że priorytetem jest remont własnego domu a nie przyjemności? On ma pieniądze na swoje przyjemności i może z nimi robić co chce, ma mniej bo sytuacja się zmieniła.

        Że wszystkie pieniądze, także zaoszczędzone idą na coś, na co och
        > otę ma żona, a on najwyraźniej nieszczególnie.
        On chce mieć urządzone mieszkanie i spokój z tym, ale pieniądze to chyba mają mu spaść z nieba. On oszczędzać nie ma ochoty.

        Rozumiem konieczność remontu, al
        > e spokojnie da sie żyć z jedną łazienką i niemalowanym jeszcze przez pewien cza
        > s mieszkaniem.
        Obie łazienki są do remontu, tak samo jak kuchnia. Na co mamy czekać? Myślisz, że za rok czy dwa pieniądze same się znajdą?

        Budżet, w którym nie ma pozycji "wyjście i rozrywka" to jest bud
        > źet, który potrafi załamać każdego i jest stosowny tylko wtedy, gdy nie starcza
        > na jedzenie. Poza tym dzieci być moze "są w stanie " to zrozumieć, ale pozbawi
        > anie dzieci wszystkich wyjść i rozrywek na rok, bo łazienka jest wazniejsza od
        > ich rozwoju jest zwyczajnie brakiem dbałości o elementarne potrzeby tychże dzie
        > ci.
        Dzieci wychodzą jak najbardziej, na spacery chodzimy codziennie o ile pogoda jest znośna, nad morzem jesteśmy co weekend, jeździmy na rowerach i rolkach. Tylko mężowi to nie wystarcza, bo on chce na quady, na gokarty, na paintball, na ściankę itd. On też wychodzi, ale jak wyda kasę z kolegami to nie ma już, a by chciał mieć.
        • verdana Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 09:20
          To jest Twój priorytet. Nie męża. Jesteście małżeństwem i liczą się priorytety obu stron. Ty uważasz jednak, ze liczy sie tylko Twój. A oprócz spacerów jest jeszcze kino, teatr, zoo, wycieczki. Rok w życiu dzieci to bardzo dużo i nie można tego nadrobić. Nie wydawanie kasy na wyjścia z dziećmi w tym wieku przez rok, bo celem są kafelki w dwóch łazienkach to zwyczajnie stawianie swoich potrzeb nad potrzebami dzieci.
          • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 23:44
            On chce mieć wszystko, i wyjścia z kolegami i wyjścia z nami i remont zrobiony i umeblowane mieszkanie. I pretensje ma nie wiadomo do kogo, że nie da się tego zrealizować.
          • angeka2 Re: co zrobić w takiej sytuacji? 22.05.16, 14:42
            Verdana, to niech mąż zamiast pić z kolegami, przeznaczy te pieniądze na zoo z dziećmi.
    • enith Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 15:37
      Uważam, ze szybkie wykończenie domu, który z racji stanu średnio nadaje się do zamieszkania, zwłaszcza z dziećmi, jest bardzo ważne, ale nie kosztem odwieszenia na kołek wszystkich wyjść rozrywkowych, tak dzieci, jak i dorosłych. Jakaś równowaga powinna zostać zachowana. Może warto jeszcze raz usiąść z mężem i zweryfikować obecne ustalenia? Nie napisałaś, w jakim stanie jest wasz dom, ale może dałoby się wykroić z budżetu skromną kwotę na wyjścia, dajmy na to raz w miesiącu, za cenę opóźnienia wykończenia domu np. o rok.
      Teraz doczytałam, że mąż wychodzi z kolegami i kasa osobista w ten sposób mu się rozchodzi i nie ma już nic na wyjścia z tobą. Dobrze zrozumiałam? Bo tu już piłka leży po stronie męża i to on powinien zadysponować czasem i pieniędzmi tak, żeby było i na wyjścia z kumplami, i na wyjścia z rodziną. Czy ty także masz jakieś swoje odrębne od męża pieniądze?
      • salsa.lover Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 18:09
        enith napisała:

        > Teraz doczytałam, że mąż wychodzi z kolegami i kasa osobista w ten sposób mu si
        > ę rozchodzi i nie ma już nic na wyjścia z tobą.


        Ano właśnie. Więc to chyba mąż ma problem z priorytetami a nie kaszubska, skoro wyjścia z kolegami są dla niego ważniejsze niż wyjścia z rodziną.

        Doczytałam też, że wakacje są, tylko że tydzień zamiast dwóch więc to wcale nie jest tak jak niektórzy piszą, że biedny miś został pozbawiony wszelkich przyjemności i jego potrzeby się wcale nie liczą. Jest całkiem rozsądny kompromis, ograniczenie rozrywek (a nie całkowita rezygnacja) na rzecz wspólnego dobra.
        Zdecydowanie wolałabym odmówić sobie kilku przyjemności przez jakiś czas niż ciągnąć remont o rok dłużej i jeszcze płacić bankowi odsetki za kredyt. I nie widzę tego jako jakieś straszne poświęcenie tylko logiczna, racjonalna decyzja.
    • anka_z_lasu Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 19:08
      " Latem będziemy robić remont kuchni i dwóch łazienek oraz malować całe mieszkanie."

      a może da się to podzielić na 2-3 lata? jeśli nie musicie robić wszystkiego naraz bo nie wygląda jeszcze zupełnie tragicznie i nieakceptowalnie to może nie ma sensu odmawiać sobie wszystkiego w imię wykończenia mieszkania już teraz?
      • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 23:24
        anka_z_lasu napisała:

        > " Latem będziemy robić remont kuchni i dwóch łazienek oraz malować całe mieszka
        > nie."
        >
        > a może da się to podzielić na 2-3 lata? jeśli nie musicie robić wszystkiego nar
        > az bo nie wygląda jeszcze zupełnie tragicznie i nieakceptowalnie to może nie ma
        > sensu odmawiać sobie wszystkiego w imię wykończenia mieszkania już teraz?

        Załamałabym się, gdybym miała w tym roku robić remont jednej łazienki, za rok przechodzić to samo z drugą, a za dwa lata z kuchnią. Mam nadzieję mieć to jak najszybciej za sobą.
        Po za tym od nowego roku mamy inne wydatki, bo musimy spłacić pożyczkę od moich rodziców.
        • verdana Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 09:22
          W takim razie wybierasz załamanie męża. Cały czas powtarzasz "ja chcę", nie bardzo sie dziwię, ze mąż w tej sytuacji nie jest zachwycony. Dom i decyzja o remoncie oraz tempie tego remontu jest wspólna. A Ty uważasz, ze jedyną osobą podejmującą decyzje jesteś Ty - reszta rodziny ma sie podporządkować i to podporządkować bez narzekania, ze zrozumieniem. Nie remont jest tu najważniejszy, tylko to, ze ma być tak, jak Ty chcesz.
          • pade Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 09:36
            Verdana, nie zgodzę się z Tobą bo pamiętam poprzednie wątki autorki. Jej mąż zawsze przedkładał swoje rozrywki, wyjścia nad potrzeby rodziny.
            Dla mnie z boku wygląda to tak, że ona zachowuje się bardzo, bardzo racjonalnie i po dorosłemu, odpowiedzialnie, może nawet zbyt odpowiedzialnie podejmuje wszystkie decyzje, a mąż jest jak Piotruś Pan, on chce się bawić.
            Zastanawiam się gdzie w tym wszystkim jest prawo autorki do relaksu, do zaspokajania własnych potrzeb (z czystego, wyremontowanego mieszkania nie tylko autorka skorzysta), do wyluzowania i nie dźwigania na grzbiecie odpowiedzialności za cały dom...
            • verdana Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 15:42
              Ale Kaszubska o tym wiedziała. I "racjonalnie, po dorosłemu" nie oznacza wcale, ze racjonalnie jest przez rok pozbawiać rodzinę rozrywek i wyjść. Dorosłość nie powinna oznaczać "w życiu liczy się tylko to, co materialne". Autorka chce zaspokoić własnie TYLKO swoje potrzeby, kosztem reszty rodziny. A można by dojść do kompromisu - jedna łazienka za rok, malowanie tylko części pomieszczeń. Ale nie - ma być już, bo tak - bo drugiego roku remontu jedna osoba z czterech nie wytrzyma.
              • salsa.lover Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 15:57
                verdana napisała:

                > przez rok pozbawiać rodzinę rozrywek i wyjść.
                > Autorka chce zaspokoić własnie TYLKO swoje potrzeby, kosztem reszty rodziny.


                Verando przestań manipulować.
                Autorka nie pozbawia tylko OGRANICZA. Zasadnicza różnica.
                Nie rodzinę, tylko mężą. Dzieci zrozumiały. Mąż, który rozrywek miał do tej pory w bród, nie potrafi się ograniczyć nawet na rok.
                Nie "tylko swoje potrzeby" a potrzeby rodziny. Męża i dzieci, którzy też w tym domu mieszkają. Podstawowe potrzeby jak dom, czysta kuchnia i łazienka bez wilgoci.
                Nie kosztem rodziny, tylko na korzyść rodziny, żeby na przykład w nieskończoność nie siedzieć w długach i nie płacić bankom kosmicznych odsetek za kredyty.
                Ja nie wiem, że dorosłej kobiecie takie rzeczy trzeba tłumaczyć.
              • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 23:49
                verdana napisała:

                > Ale Kaszubska o tym wiedziała. I "racjonalnie, po dorosłemu" nie oznacza wcale,
                > ze racjonalnie jest przez rok pozbawiać rodzinę rozrywek i wyjść. Dorosłość ni
                > e powinna oznaczać "w życiu liczy się tylko to, co materialne". Autorka chce z
                > aspokoić własnie TYLKO swoje potrzeby, kosztem reszty rodziny. A można by dojść
                > do kompromisu - jedna łazienka za rok, malowanie tylko części pomieszczeń. Ale
                > nie - ma być już, bo tak - bo drugiego roku remontu jedna osoba z czterech nie
                > wytrzyma.
                A jak myślisz, kto będzie się zajmował remontem za rok, za dwa? Ja nie mam ochoty przez to samo co teraz przechodzić przez najbliższe 20 lat. Nie bawi mnie to zupełnie. Chciałabym przyjść na gotowe.
                • verdana Re: co zrobić w takiej sytuacji? 25.05.16, 16:20
                  Na pewno nie dzieci... Ty nie masz ochoty. Więc inni mają sie podporządkować. Mąż nie ma ochoty na co innego i to on ma sie podporządkować.
    • napis_z_obrazka Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 22:57
      Jest jeszcze wersja: maz z pomoca przyjaciol ogarnia lazienki w ramach oszczedzania na wydatkach na obca robote. A Ty w tym czasie wyjezdzasz z corkami na urlop (zeby nie przeszkadzac;). Tzn. ja bym tak chciala...

      A dlaczego kafelki? Mam nadzieje, ze nie do sufitu... Sa fajne szklane plyty, czy cos podobnego.

      • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 23:52
        napis_z_obrazka napisała:

        > Jest jeszcze wersja: maz z pomoca przyjaciol ogarnia lazienki w ramach oszczedz
        > ania na wydatkach na obca robote. A Ty w tym czasie wyjezdzasz z corkami na url
        > op (zeby nie przeszkadzac;). Tzn. ja bym tak chciala...
        Ja bym też tak chciała, ale to nie jest możliwe. Remont będzie w sierpniu. Urlop mamy w lipcu. Gdybym miała poświęcić urlop na pilnowanie ekipy, załamałabym się. Jestem już teraz zmęczona, muszę naładować akumulatory przed remontem.

        > A dlaczego kafelki? Mam nadzieje, ze nie do sufitu... Sa fajne szklane plyty, c
        > zy cos podobnego.
        >
        Wszystko wychodzi drożej, ja chcę mieć wszystko praktyczne i tanie, szybkie do posprzątania.
        • napis_z_obrazka Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 10:41
          Kaszubska, ja sobie wczoraj troszke zartowalam z sytuacji.

          Znasz powiedzenie " z kota nie zrobisz psa"?
          Przypomnij sobie, co Cie zauroczylo w mezu w okresie randkowym? Ja sadze, ze nie byl nudny; maz to raczej rozrywkowy czlowiek. Byc moze rekompensuje sobie swoje seriozne dziecinstwo, aczkolwiek mniej wazne dla Ciebie co bylo, ale jak jest TERAZ. Bo jesli postanowil, ze nigdy wiecej powtorki z jego kieratu, to sztab terapeutow nie pomoze, chyba;_
          Jesli Ty wbrew jego woli bedziesz starala sie zrobic z playboja oszczednego, pracowitego kalwina, to umeczysz sie dodatkowo... Juz lepiej kombinuj, jak samej zarabiac wiecej, skoro macie inne priorytety.
          Opisalas wiele sytuacji, ze zaufanie w wielu kwestiach lepiej miec do meza jak kierowca w drodze.
          Chcesz miec na nagrobku napisane, ze mialas racje?;-)



        • napis_z_obrazka Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 10:55
          kaszub-ska napisała:

          > >
          > Wszystko wychodzi drożej, ja chcę mieć wszystko praktyczne i tanie, szybkie do
          > posprzątania.

          A pytalas meza w jakiej lazience chcialby sie z Toba kapac?
          Moze na pokoj kapielowy bylby mniej skapy?;-)

          Praktyczne,tanie, szybkie do sprzatania to nie musi byc szczyt marzen dla kazdego. Wcale nie jestem zdziwiona, ze nie dla Twojego meza. Troche go juz poznalysmy;-)

    • paris-texas-warsaw Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 22:57
      Kaszubska, ta opowieść wpisuje się w stały schemat - Ty jako matka nastolatka i dwójki maluchów. Ty i nastolatek, któremu się "zmienia" po ustaleniach (jak przy wcześniejszym szkoleniu), Ty i nastolatek kochający rozrywkę, Ty i nastolatek mający swoje priorytety przed Waszymi wspólnymi. Wg mnie to co teraz opisujesz, jak "foch", że oszczędności własne (???) przeznaczyć ma na remont to jakieś zupełne pomieszanie z poplątaniem. Piszesz jak ofiara przemocy ekonomicznej. Bym była w stanie zrozumieć tę oddzielną kasę, gdyby w tle nie było dzieci, a dom by nie był i dla nich. Wg mnie powinnaś się przebudzić i przestać tolerować takie traktowanie Ciebie i dzieci.
      • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 23:59
        Mi odpowiada to, że mamy część swoich oddzielnych pieniędzy. Tylko w momencie, kiedy jest potrzeba zapłacenia za coś wspólnego, bo nie ma innego wyjścia, to uważam, że trzeba swoje wydatki ograniczyć, szczególnie jeśli naprawdę jest z czego uciąć, tak jak i wspólny budżet okroić z czego się da. Mąż ograniczył swoje potrzeby, bo zostało mu mniej, ale ma pretensje, że nie ma kasy i ma pretensje, że we wspólnym budżecie nie ma pieniędzy na to co on lubi. A co ja mam mu na to poradzić, to nie wiem.
        • paris-texas-warsaw Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 00:13
          "A co ja mam mu na to poradzić, to nie wiem."

          Nooo, nie wiem, może jak małym dzieciom, że mamusia nie ma na wszystkie zabaweczki w sklepie;)

          A Ty tak NA SERIO się martwisz jego brakiem możliwości wyjścia na quady? Może naprawdę ta przeprowadzka, wcześniejsze szkolenia i zmiana pracy zmęczyły, że już nie widzisz absurdu tej sytuacji? Albo tak funkcjonujecie, żeby się nie spotkać - jego szkolenia po h, Twoje, remonty, urlop osobno? Może dlatego się przyzwyczailisie do jego wyjść i obojgu Wam teraz źle, bo nie będzie na te quady? Tak tylko myślę, bo dla mnie to jakaś kuriozalna sytuacja zupełnie.
          • paris-texas-warsaw Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 00:16
            Znaczy wszystko osobno i kasa też osobna.
            • paris-texas-warsaw Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 00:24
              ona-i-on.wieszjak.polki.pl/czym-jest-syndrom-piotrusia-pana,partnerstwo-artykul,10405778.html
              Może o Piotrusiu Panu przeczytaj sobie, zamiast martwić się, jak wytłumaczyć brak kasy na quady i pocieszyć "synusia".
              • pade Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 09:37
                o, widzę, że nie tylko ja tak myślę...
          • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 06.05.16, 00:00
            A wiesz, że jak patrzę i słucham innych, to wydaje mi się, że my bardzo dużo razem czasu spędzamy. Codziennie chodzimy na spacery całą rodziną. Razem oglądamy tv czy gramy. Razem robimy zakupy. Wszystkie wyjścia oprócz sobotnich z kolegami/moich z przyjaciółkami są wspólne. We dwoje też wychodziliśmy dość często w porównaniu z innymi znanymi mi parami z takim stażem.
    • 71tosia Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 23:10
      a daloby sie na jakis czas zrobic meza odpowiedzialnego za budzet; skoro chce dwa tygodnie wakacji i remont lazienki to niech pokombinuje za co etc Ja bym zaryzykowala, bo na razie to ty robisz za zlego policjanta w rodzinie.
      • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 23:46
        Ale co ma pokombinować? Skąd ma wziąć pieniądze nagle? Musimy zaoszczędzić z czegoś, żeby mieć konkretną kwotę. No to oszczędzamy.
        • 71tosia Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 00:30
          nie "oszczędzamy", tylko ty oszczedzasz, a maz zachowuje sie jak nastolatek targujacy o kieszonkowe z mamusia.
          • verdana Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 09:26
            Mąż zachowuje się raczej jak człowiek, dla którego odpoczynek i rozrywka jest ważniejsze od kafelków w drugiej łazience. I który być może chciałby decydować o czymkolwiek, a nie tylko powiedzieć "Tak, remont będzie przeprowadzony na Twoich warunkach, ja się podporządkuję". Dla mnie na przykład - choć nie ukrywam, to ja płace za wszystkie remonty - priorytetem sa zawsze drobne przyjemności, wakacje, a konieczność zrezygnowania z nich na rok dla posiadania dwóch pięknych łazienek i odmalowanego mieszkania, byłaby autentycznie powodem do załamania. Każdy ma inne priorytety, a w rodzinie trzeba dochodzić do kompromisu, a nie uznać,
            że tylko jedne sie liczą.
            • pade Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 09:39
              Dla niego odpoczynek i rozrywka ZAWSZE były ważniejsze od rodziny.
            • salsa.lover Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 11:33
              verdana napisała:

              > Mąż zachowuje się raczej jak człowiek, dla którego odpoczynek i rozrywka jest w
              > ażniejsze od kafelków w drugiej łazience.
              konieczność zrezygnowania z nich na rok dla posiadania dwóch pięknych
              > łazienek i odmalowanego mieszkania, byłaby autentycznie powodem do załamania.



              Verdana, a weź może przeczytaj tak z uwagą to co pisze kaszubska, bo póki co to tworzysz tutaj trochę alternatywną rzeczywistość. Dramatyzujesz o rezygnacji z przyjemności, o ignorowaniu potrzeb, o odmawianiu dzieciom imprez urodzinowych, basenu - kompletnie ignorując to co pisze autorka postu! Przypomnę Ci więc:
              - Oni MAJĄ wakacje - tylko nieco krótsze
              - Mąż MA na swoje wyjścia i przyjemności
              - Dzieci nie są pozbawiane zajęć dodatkowych
              - Kaszubska nie ma nic - ale hej! będzie przecież miała dwie błyszczące łazienki, czyli szczyt marzeń każdej kobiety.

              Tak, przyjemności w życiu są ważne. Ale ważne też jest czasem coś więcej niż wyjście na paintball co tydzień. Jak się kupuje dom to każdy normalny człowiek liczy się z tym, że może trzeba będzie ograniczyć inne wydatki na jakiś czas. Jak się bierze pożyczkę od rodziny to każdy normalny człowiek myśli o tym z czego ją spłaci. A nie strzela fochy, że nie ma na rozrywki.
              • verdana Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 15:53
                Będzie miała łazienkę, bo woli ją od czego innego. Nieco krótsze oznacza tydzień. A rodzinie nie braknie na jedzenie, tylko na sedes.
                I tu nie chodzi o spłatę pożyczki, tylko o to, że Kaszubska woli mieć remont w ciągu roku.
                • salsa.lover Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 16:05
                  verdana napisała:

                  > Będzie miała łazienkę, bo woli ją od czego innego. Nieco krótsze oznacza tydzie
                  > ń.

                  Aha, bo mąż nie będzie korzystał ani z tej łazienki, ani z kuchni.
                  I skrócenie wakacji z dwóch do jednego tygodnia kiedy się kupiło dom to jest już taki dramat, że nic tylko się powiesić.

                  > I tu nie chodzi o spłatę pożyczki, tylko o to, że Kaszubska woli mieć remont w
                  > ciągu roku.

                  Nie. Kaszubska napisała, że w przyszłym roku muszą zacząć spłacać pożyczkę od rodziców więc kasa raczej nie spadnie z nieba.
                  Ale może to mąż pójdzie i wytłumaczy rodzicom, że kasy im oddać nie mogą bo on musiał mieć 2 tygodnie wakacji i drogie cotygodniowe rozrywki tak jak do tej pory.
                • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 06.05.16, 00:09
                  Czy Ty zawsze, co roku wyjeżdżasz z dziećmi na 2 tygodnie? Rozumiem, że jak kogoś na to nie stać, to jego dzieci będą nieszczęśliwe i będą miały traumę na całe życie?
                  Jedziemy na 2 tygodnie, ale tylko dlatego że jest program 500+. Natomiast w zeszłym roku wcale nie byliśmy na wakacjach, bo wyczyściliśmy konto do zera, żeby kupić większe mieszkanie dla całej rodziny. Rozumiem, że powinnam z tego powodu od razu dzieci do DD oddać.
                  Tak, wolę zrobić remont raz, bo to ja się nim zajmuję i nie mam ochoty zajmować się nim przez dwa czy trzy lata. Nie jest to nic przyjemnego.
        • salsa.lover Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 11:04
          kaszub-ska napisała:

          > Ale co ma pokombinować? Skąd ma wziąć pieniądze nagle?

          Bo może jak SAM będzie musiał pokombinować to wtedy coś zrozumie?


    • enith Re: co zrobić w takiej sytuacji? 04.05.16, 23:53
      Kaszubska, twój nick wydawał mi się znajomy. Poszukałam trochę i znalazłam ten wątek z lutego ubiegłego roku. Mam nadzieję, że nie będziesz mieć nic przeciwko, że wkleję do niego link:
      forum.gazeta.pl/forum/w,898,156639218,156639218,wzajemnosc_wspolpraca_w_malzenstwie.html#p156778378
      Proszę, nie odbieraj tego jako zarzut z mojej strony, bo nie jest moim celem dokopać ci, ale... nie rozumiem JAKIM CUDEM mając tak masakryczną sytuację z mężem, zdecydowałaś się na tak drastyczny krok, jak kupno zaniedbanej nieruchomości, której doprowadzenie do stanu wględnej używalności wymaga od was poważnych wyrzeczeń. Przecież zachowanie twojego męża to jest toczka w toczkę powtórka jego zachowania z ubiegłego roku, gdy się doszkalałaś, a mąż ODMÓWIŁ opieki na dziećmi! Kaszubska, to było raptem 14 miesięcy temu! Czego ty się spodziewałaś? Tego, że facet, który znika i nie odbiera telefonów w dniu, którym ty masz ważne szkolenie, a dziećmi nie ma się kto zająć, przez rok zgodzi na choć minimalne ograniczenie przyjemności? Naprawdę wierzyłaś, że on będzie do tego zdolny? Mąż zawiódł cię wielokrotnie i to w naprawdę paskudny sposób. Wiesz doskonale, że nie możesz na niego liczyć. W jaki sposób wyobrażasz sobie wytłumaczyć sobkowi, egoiście i mężczyźnie o mentalności nastolatka, jakim jest twój mąż konieczność zaciskania pasa, by jak najszybciej wykończyć wspólną nieruchomość? Przecież to walka z wiatrakami.
      • zuzi.1 Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 09:23
        W tej sytuacji to chyba nie ma sensu nic mu tłumaczyć. Robic swoje i tyle. A jego narzekania wpuszczać jednym uchem a wypuszczać drugim.
        • verdana Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 09:29
          Gdyby takiej rady udzielić facetowi (niech żona sobie nie myśli, ze może narzekaniem zmienić swoją decyzję, niech sobie nie myśli, ze może mieć swoje przyjemności, odbierz jej oszczędności, niech przez rok nie kupuje sobie ciuchów, to ty decydujesz na co idą pieniądze w domu) wyobrażam sobie, jaka byłaby na forum masakra.
          Można sie z facetem rozwieść. Można mieć oddzielną kasę. Ale nie mozna uznać, zę o wspólnych sprawach, póki małżeństwo trwa, będzie decydowało tylko jedno z małżonków.
          • 71tosia Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 11:39
            autorka wyraznie pisala ze decyzja o zakupie i remoncie domu byla wspolna, mamy je nie wierzyc? Dlaczego tylko jej maja dotyczyc konsekwencje tych wspolnych decyzje (ma sobie ciuchow odmawiac) a jego juz nie (musi wystarczyc na wyjscia z kumplami)?
            • verdana Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 15:55
              Bo ona potrzebuje łazienki, a on wyjść. Gdyby ode mnie ktoś wymagał rocznego siedzenia w domu to bym też stawiała zdecydowany opór.
              • salsa.lover Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 16:01
                verdana napisała:

                > Gdyby ode mnie ktoś wymagał rocznego siedzenia w domu to bym też stawiała zdecydowany opór.


                Mąż kaszubskiej wychodzi co sobotę[/u]. To dla przypomnienia, bo chyba umknął Ci ten szczegół i to co piszesz nijak się ma do tego co jest jej sytuacji.

              • enith Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 16:14
                Nie rozumiem, o czym piszesz, Verdano. Przecież autorka wątku wielokrotnie napisała, że mąż wychodzi! Ma swoje pieniądze i za te pieniądze wychodzi regularnie z kumplami. I wystarczyłoby zamiast cztery razy wyjść z kumplami, wyjść z nimi trzy, a ten jeden raz z rodziną na gokarty czy ściankę czy co tam się panu marzy. Ale nie, pan nie jest skłonny tak ciężko się poświęcić. Wyjścia z kumplami są święte, o czym autorka pisała w zalinkowanym przeze mnie wątku i ŻADNE ustępstwa, nawet najmniejsze nie wchodzą w grę.
                Ciekawa jestem, kiedy to autorka wątku wyszła ostatni raz ze swoimi znajomymi? W ubiegłym roku chyba nie, bo pan zajebiście storpedował jej spotkanie z przyjaciółkami, bo jego spotkanie z kumplami jest ważniejsze. I to świetnie pokazuje, jaka u pana panują priorytety. Rodzina stoi daleko za pana osobistymi przyjemnościami, wyjściami i hobby. I to widać.
              • 71tosia Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 16:16
                to znaczy ze jestes rownie niefrasobliwa finansowo jak maz autorki. Bo zaspakajac swoje rozrywkowe potrzeby chetnie skazalabys rodzine na kompiele w balii a rodzicow, ktorzy ci zaufali pozyczajac pieniedze byc moze na niedostatek. I co im bys powiedziala ze 'sie rozeszlo' bo ty nie potrafilas sobie odmowic kupienia ksiazki czy butow? Sorry nie ma pieniedzy to nie ma, kazdy sie musi ograniczac.
          • enith Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 16:22
            > Można sie z facetem rozwieść. Można mieć oddzielną kasę. Ale nie mozna uznać, z
            > ę o wspólnych sprawach, póki małżeństwo trwa, będzie decydowało tylko jedno z m
            > ałżonków.

            Ale na jakiej podstawie twierdzisz, że decyduje tylko ona? Przecież napisała, że decyzje podejmowane były wspólnie. Pan, jeśli mu się nie widziały ograniczenia finansowe, miał świetną okazję, żeby całej sprawie ukręcić łeb, wystarczyło nie podpisywać z żoną kredytu! Podpisał? Kupił dom w stanie do remontu? Zapożyczył się u teściów? Nie musiał tego robić i wtedy spokojnie miałby na swoje kręgle, ścianki i paintball. Ale jak już się zgodził, to niech teraz nie torpeduje chamsko ustaleń z żoną, które sam klepnął. A jeśli nie potrafi się dostosować, to niestety tak, trzeba fochy pana przez ten rok olewać.
      • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 06.05.16, 00:20
        Nie odbieram tego jako zarzut. Wiele rozmawialiśmy od zeszłego roku, było między nami dobrze, zmienił się, starał się. Zaraz po jego terapii też było dobrze. A teraz sama już nie wiem. Dzisiaj zaczynam żałować tej przeprowadzki i kredytów, myślę że to był największy błąd. Po dzisiejszej rozmowie z mężem zaczynam podejrzewać, że kręci z kimś na boku:/ Nie wiem, czy mi nie odbija z przemęczenia, muszę się nad wszystkim zastanowić.
        • enith Re: co zrobić w takiej sytuacji? 06.05.16, 00:59
          O kurcze, to bardzo niefajnie. Kupno nieruchomości, duże remonty, problemy finansowe potrafią poróżnić nawet najbardziej zgranych małżonków, bo stres jest wysoki. A co dopiero was? Z takim nastawieniem, jakie ma twój mąż? Czy on nadal chodzi na tę terapię? Skąd wrażenie, że szuka czegoś na boku? A wspólna terapia wchodzi w grę? Wiem, wiem, że wasz budżet nie jest z gumy, ale jakby się wam miało totalnie posypać małżeństwo to chyba warto choć o tym pomyśleć.
          • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 22.05.16, 00:54
            Moje małżeństwo już się posypało. Teraz nie ma już dobrego rozwiązania dla nas. Kobieca intuicja jednak istnieje. Wiedziałam, że coś jest nie tak. Pytałam go, co się dzieje, co do mnie ma. Zbywał mnie i mówił, że nic się dzieje. Wiedziałam, że to nieprawda. Zmienił się w stosunku do mnie bardzo, pytałam go, myślałam, że ogólnie jest mu ciężko z tą sytuacją, myślałam że może ma problemy w pracy. Klasyka. Po rozmowie z nim 2 tygodnie temu w czwartek i w piątek byłam pewna, że mam rację, chociaż żadnych dowodów nie miałam. Chciałam wiedzieć, o co chodzi, co się naprawdę dzieje, więc w sobotę tak go zapytałam, że nie mógł już kłamać. Minione 2 tygodnie to jedna wielka masakra, a będzie tylko gorzej.
            Jutro, a raczej już dzisiaj jest I komunia mojej córki. Nie mogę spać, chociaż jestem potwornie zmęczona ostatnimi dniami, bo on odstawia niezłą szopkę. Jestem tak wściekła, że mam ochotę iść do niego i lać go po tym głupim łbie. Nie zasnę chyba dzisiaj, chce mi się wyć, jak zaczynam o tym wszystkim myśleć. Nie wiem, co będzie, oby tylko przeżyć ten cholerny dzień. Jeszcze w tej cudownej parafii wymyślili, że rodzice mają razem z dziećmi w ławce siedzieć. Chciałabym wyjechać i wrócić, kiedy on się opamięta. Nie mam siły kłócić się z nim więcej ani patrzeć na niego. Teraz i tak już mi nic nam nie pomoże niestety.
            Dziękuję wszystkim za odpowiedzi w tym i poprzednich wątkach.
            • heniek.8 Re: co zrobić w takiej sytuacji? 22.05.16, 06:37
              nie mogę znaleźć konkretu mimo że dużo tu napisałaś
              czy jest jakaś akcja? decyzja? kto? co? kiedy?
              • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 25.06.16, 22:55
                Przepraszam, że odpowiadam dopiero teraz, ale nie miałam siły ani czasu.
                Myślę, że można z mojego postu domyśleć się, że chodzi o inną kobietę. Trwało to 2 tygodnie, podobno. Był zaskoczony, że domyśliłam się. Nie chciał, bym kiedykolwiek dowiedziała się, podobno. Za to wiedziało o tym wiele osób z naszego otoczenia. Przepraszał oczywiście, nie chciał się wyprowadzić, nie zgadza się na żadne rozstanie, podobno nigdy nie chciał się rozstawać. Ale to i tak nie zmieni tego, co zrobił. Doprowadził do takiej sytuacji, z której dla nas nie ma pozytywnego wyjścia. Skutki jego decyzji ponoszę ja i dzieci. Nie mieszkaliśmy razem przez 2 tygodnie, podczas których wydarzyły się jeszcze dodatkowe sytuacje, ogólnie nieźle się popisał. Na komunię córki znowu wprowadził się do domu. Ciężko jest, ale przynajmniej córki są zadowolone.
                Decyzji nie podjęłam jeszcze, choć wiem, co chciałabym zrobić i powinnam. Myślałam, że będę miała to już za sobą, ale nie tak łatwo wziąć odpowiedzialność za zburzenie całego dotychczasowego życia swoim dzieciom. Jutro córka ma urodziny, w poniedziałek wyjeżdżamy na 2-tygodniowe wakacje. Chciałam pojechać sama z córkami, ale on konsekwentnie nie zgadzał się na to, a córki są w takim okresie, że chcą mieć mamę blisko, beze mnie miałyby zmarnowany wyjazd. Poza tym sami je nakręciliśmy wcześniej na wspólne wakacje. Chcę, żeby miały jeszcze dobre wspomnienia, bo za rok raczej nie będzie już tak jak teraz.
                • pade Re: co zrobić w takiej sytuacji? 27.06.16, 09:44
                  Ile lat mają Twoje córki?
                  Bardzo Ci współczuję Kaszubska:(
                  • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 12.07.16, 23:18
                    Córki mają 9 i 10,5 roku, ale nie chodzi o wiek. Zawsze miały rodziców razem i najbardziej lubią, gdy jesteśmy razem. Dla nich rozstanie byłoby ogromnym dramatem. Po wakacjach widzę to jeszcze mocniej. Nie wiem na razie, co będzie. Nie potrafię podjąć decyzji. Raz myślę, że mogłabym wybaczyć, innym razem myślę o przeniesieniu remontu z domu do starego mieszkania. Czekam chyba podświadomie, aż jemu znudzi się czekanie na mnie.
            • fusun1804 Re: co zrobić w takiej sytuacji? 22.05.16, 12:10
              Kaszubska, nie piszesz wprost wiec sie domyślam a domyślić sie zawsze mozna niewłaściwie. Odniosłam wrażenie ze pan mąz jeszcze do tego wszystkiego ma kochankę. I to by wyjaśniało wydatki.
              • enith Re: co zrobić w takiej sytuacji? 22.05.16, 17:36
                > Odniosłam wrażenie ze pan mąz jeszcze do tego wszystkiego ma kochankę. I to by wyjaśniało wydatki.

                I nie tylko wydatki, ale całą paletę skoorwysyńskich zachowań wobec żony, które pan prezentował już od pewnego czasu. Klasyka gatunku, podręcznikowy wręcz przykład. W domu nieciekawa sytuacja, bo trzeba zacisnąć pasa, bo kredyt czy zająć się dziećmi, bo żona się doszkala, więc najlepiej znaleźć sobie pocieszycielską dupę na boku.

                Kaszubska, współczuję ci z całego serca, ale jednocześnie WCALE mnie dziwi, że mąż ma kochankę. W dwóch wątkach opisałaś mężczyznę skupionego wyłącznie na sobie i swoich potrzebach, nieskłonnego do żadnych ustępstw czy kompromisów, traktującego rodzinę jako zło konieczne. Wzięłaś sobie za męża człowieka niedojrzałego do dorosłego życia i wszystkiego, co z tym związane. Wiem, że masz taką nadzieję, ale naprawdę uważasz, że ktoś, kto tak cię traktuje, ot tak się opamięta?
                • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 25.06.16, 23:06
                  Z tym opamiętaniem się chodziło mi o jego zachowanie w ciągu 2 tygodni odkąd wyprowadził się, w ogóle od całej naszej "rozmowy" do komunii córki. Dołożył tylko dodatkowe cegiełki do tego, co już się stało. Zwłaszcza bezpośrednio przed komunią popisał się swoją głupotą.
              • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 25.06.16, 23:00
                Tak jest. Ze wspólnego konta pieniędzy nie wyprowadzał, widziałbym od razu. A swoje jak wydatkował, to nie wiem i nie dowiem się prawdy nigdy, bo nigdy nie będę wiedziała, czy kłamał czy nie. Zresztą nie ma znaczenia, czy wydał na nią jakąkolwiek kasę czy nie.
            • 71tosia Re: co zrobić w takiej sytuacji? 22.05.16, 22:23
              a moze tak jest lepiej? przynajmniej wiesz ze problem nie jest z toba jak probowal ci wmawiac maz. Pan zafundowal ci klasyke zdrady mial na boku kochanke ale za problemy w zycu rodzinnym obwinial zone i jej 'czepialstwo'. Teraz przynajmniej wiesz na czym stoisz, facet nie nadaje sie do zycia rodzinnego, im szybciej sie z nim roztaniesz tym szybciej sobie ulozysz na nowo zycie.
              • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 25.06.16, 23:12
                Lepiej na pewno nie, rozwalenie życia swoim dzieciom na pewno nie będzie lepsze. Nie da rady już na nowo ułożyć sobie życia, nas łączy wszystko.
            • baszysta Re: co zrobić w takiej sytuacji? 25.05.16, 13:07
              Pani Kaszubska maz od was woli kolegow i ma pupe na boku a ty sie dziwisz, ze nie che mu sie pasa zaciskac xD

              Moze nie splacajcie tego kredytu u rodzicow, przyjdzie twoj ojciec i pogoni twojego pana.
              • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 25.06.16, 23:18
                Pożyczka u moich rodziców to najmniejszy problem. Oni z miejsca anulują mi dług, jeśli tylko ich poproszę. Ogólnie żeby wyjść na zero z tego małżeństwa musielibyśmy sprzedać nowy dom (o czym nawet nie jestem w stanie myśleć), stare mieszkanie i samochód, a nic innego nie mamy.
    • paris-texas-warsaw Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 11:10
      Tak ogólnie, to chyba najbardziej przykre jest, że mąż czuje, że jego potrzeby są ważniejsze niż potrzeby dzieci i umie jeszcze tymi frustracjami obarczać Kaszubską, która się w to daje wkręcać i pyta, jak tłumaczyć trudy życia Misiaczkowi.
      Żeby tego nie kontynuować, ja bym:
      - odsyłała po pierwszym jęku do banku i teściów - jest swoboda umów, może bank da prolongatę, zmniejszy odsetki, albo najlepiej umorzy dług. Teściom niech zaproponuje, że z okazji Dnia Dziecka :))), darują mu ten dług. Bądź poważna i powtarzaj jak mantrę:)
      - drugi sposób - bądź szybsza w przyjęciu jego roli. Truj, żeby Ci dał w prezencie z jego kasy na sukienkę, buty, album etc. Bądź nieszczęsliwa, że nie chce się dzielić - żonie nie da? Może to go otrzeźwi.
      • verdana Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 15:56
        A potrzeba remontu na raz dwóch łazienek nie jest aby ważniejsza niż potrzeby dzieci?
        • 71tosia Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 16:26
          verdeno czy tobie starcza na wszystko, czy jednak z jakis rozrywkowych potrzeb czasami musisz zrezygnowac bo sa inne priorytety np ten nieszczesny remont mieszkania, wymiana rozlatujacego sie samochodu, dziecku trzeba cos kupic etc. Co wtedy robisz, ustalasz z mezem ze trzeba samochod wymienic, a jak juz kupicie to mowisz ze to tylko jego problem jak go splaci bo ty nie masz zamiary zrezygnowac z wakacji na Karaibach?
          • verdana Re: co zrobić w takiej sytuacji? 23.05.16, 22:22
            Czasem. Nie na rok. I gdy dzieci były małe, a my biedni - to zrezygnować mogłam z wielu rzeczy, ale nie z rocznych rozrywek dla dzieci. Z tego można zrezygnować, gdy nie starcza na jedzenie i czynsz. Nie dlatego, aby szybciej mieć odremontowane mieszkanie.
            Priorytetem jest rozwój dzieci i ich dobre dzieciństwo. Nawet z jedną łazienką.
    • jatojagodnik Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 11:30
      ja się wypowiem w kwestii formalnej. kaszubska - zapomnij, że zrobisz teraz remont i na 20 lat będziesz miała spokój. Taka opcja może miała by szansę na powodzenie gdybyś teraz zrobiła kompleksowo remont generalny połączony z wymianą wszystkich instalacji, okien i ogrodnikiem urządzającym ogród. Specyfika mieszkania w domu z rynku wtórnego niestety zakłada konieczność ciągłego remontowania czegoś. Zrobisz łazienki, zacznie przeciekać dach, zrobisz dach zepsuje sie piec, kupisz nowy piec to każą ci się podłączyć do kanalizacji. Ogarniesz kanalizację to zauważysz przemarzające drzwi wejściowe. Non stop jest coś do zrobienia. Musisz zdecydowanie zrewidować swoje plany, czyli teraz duży wysiłek finansowy, a potem będziemy spłacać długi. Bo oprócz spłaty tych długów, czeka Was za chwilkę kolejny wydatek, i kolejny, i kolejny :-(
      • ola766 Re: co zrobić w takiej sytuacji? 05.05.16, 13:56
        To po pierwsze.
        A po drugie, do kwoty, jaką przeznaczyliscie na ten remont DODAJ 20%. W tym co wyliczyliście nie zmiescicie się na pewno.
        Wiem, co mówię, bo remontowałam juz dwie takie rudery + dwa mieszkania + jedno wykańczałam i zawsze tak było, zawsze wychodziło cos nadprogramowego, czego nie było widać na poczatku.
      • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 06.05.16, 00:28
        To jest stosunkowo nowy dom, podłączony do kanalizacji i centralnego ogrzewania. Wentylacja i instalacje są OK. Potrzeba remontu wynika z tego, że ściany były systematycznie zalewane wodą, bo nie ma tam kafelek. Przy normalnym użytkowaniu spokojnie można nie robić remontu w łazience przez 20 lat. Ja na pewno nic zmieniać nie będę, jeśli nie będzie absolutnej konieczności. Nienawidzę remontów. W naszym starym mieszkaniu w bloku ściany w łazience i kuchni nie były kłute przez 30 lat, tylko same sanitariaty wymieniliśmy. Były kafelki, nie było wilgoci.
        • verdana Re: co zrobić w takiej sytuacji? 22.05.16, 11:40
          Nie, takich cudów nie ma. Nawet w nowych mieszkaniach i domach różne rzeczy się psują, rozlatują, zatykają i pękają. Nie ma możliwości, aby przez 20 lat NIC się nie zepsuło.
    • angeka2 Re: co zrobić w takiej sytuacji? 22.05.16, 14:40
      Nie jesteś zołzowatą sknerą, ja Cię rozumiem, bo sama jestem w stanie mocno zacisnąć pasa, byle takie sprawy remontowe przepchnąć, mieć z głowy i nie myśleć o nich więcej. Póki co wszystko musimy robić w drobnych ratach i nie mogę się uwolnić od niekończących się większych lub mniejszych napraw i poprawek - okropieństwo!

      Może zaproponuj mężowi, żeby sam położył kafle lub chociaż pomalował wnętrza, zamiast płacić ekipie, oszczędzi sobie.

      Wyjścia można organizować tanio, np. piknik w parku. Dzieciom się pewnie spodoba.

      Dorosły facet jakoś wytrzyma bez wyjścia na autka i ściankę, bez przesady.
    • phantomka Re: co zrobić w takiej sytuacji? 25.05.16, 09:21
      Poczynajac od tego, ze nie rozumiem podzialu moje i jego pieniadze. W zwiazku.
      Konczac na tym, ze troche rozumiem meza. Kanapa nie da Ci tyle frajdy co wyjazd i wspomnienia z nim zwiazane. Znam ludzi ktorzy nie sprawiaja sobie takich przyjemnosci, bo musza wykonczyc dom/kupic nowa kuchnie itp. I jezeli to sa ich wspolne priorytety to ok. Nie kazdy ma jednak taki sam poglad na sytuacje i u Was to wyraznie widac. My z mezem zawsze wybieramy wyjazd jezeli mamy do wyboru inwestowanie w dom. Takze jak widzisz kazdy patrzy przez swoj pryzmat i Twoj wcale nie jest przez to wlasciwszy.
      • olikol Re: co zrobić w takiej sytuacji? 25.05.16, 13:11
        Z tego co autorka napisała to mąż potrzebuje kasy i wolności na zabawy z kochanką, więc trudno żeby go nie denerwowało że trzeba kredyty spłacać wzięte z żoną...
        • phantomka Re: co zrobić w takiej sytuacji? 25.05.16, 13:46
          Nie czytalam calego watku, odnioslam sie do 1 posta.
          • verdana Re: co zrobić w takiej sytuacji? 25.05.16, 16:25
            Nie , nic takiego jak kochanka chyba- poza domniemaniami paru osób - się nie pojawiło. Nie zawsze chęć wyjścia z domu oznacza posiadanie kochanki, naprawdę.
            I nie wiem, czy zauważyliście - facet przechodzi terapię, jest w złym stanie psychicznym. W pierwszym poście Autorka pisze, że w budżecie w ogóle nie ma kasy przewidzianej na rozrywki, a mąż się nie chce przystosować. Po wyrażeniu wątpliwości, czy jednak rozrywki sa kompletnie niepotrzebne, w kolejnych postach mąż tych pieniędzy na własne rozrywki i wyjścia ma coraz więcej....
            Jakoś mnie to nie przekonuje.
            • enith Re: co zrobić w takiej sytuacji? 25.05.16, 16:40
              verdana napisała:

              > Nie , nic takiego jak kochanka chyba- poza domniemaniami paru osób - się nie po
              > jawiło. Nie zawsze chęć wyjścia z domu oznacza posiadanie kochanki, naprawdę.

              Czytaj dokładniej, Verdano. To Kaszubska wyraźnie napisała, że miała podejrzenia, że mąż kręci na boku i konfrontacja z nim dwa tygodnie temu potwierdziła te podejrzenia.

              > W pierwszym poście Autorka pisze, że w budżecie w ogóle nie ma kasy
              > przewidzianej na rozrywki, a mąż się nie chce przystosować.

              W ich wspólnym budżecie kasy na wyjścia rozrywkowe nie ma i o tym pisała autorka. Mąż od zawsze miał swoją kasę na co sobotnie biby z kumplami. To właśnie rodzinne wyjścia trzeba było ograniczyć ze względu na ograniczony przez kredyt i pożyczkę na dom budżet. Wyjścia z kumplami nie zostały w ogóle ograniczone, ale to ci jakoś uparcie i cały czas umyka.
            • kaszub-ska Re: co zrobić w takiej sytuacji? 25.06.16, 23:23
              W pierwszym poście wszystko jest napisane, nic nie dodawałam później tylko wyjaśniałam. Miał część pieniędzy na swoim koncie na swoje wydatki, jak i ja mam na swoim na swoje. Zawsze tak mieliśmy. Nasze ubrania, kosmetyki, rozrywka itd. nigdy nie były opłacane ze wspólnego konta, każde z nas załatwiało to we własnym zakresie ze swojego konta.
Pełna wersja