kaszub-ska
03.05.16, 22:36
Nie mogę dogadać się z mężem w kwestii wydawania kasy. Nie wiem, co mam powiedzieć, żeby rozumiał, że nie mamy obecnie pieniędzy do wydawania na wyjścia i inne rozrywki i to się nie prędko zmieni.
Nie wiem już, czy ja mam rację, czy źle myślę. Wychodzę na zołzowatą sknerę:(
Sytuacja następująca: kupiliśmy większe mieszkanie, właściwie dom, trzeba je wyremontować i urządzić. Wzięliśmy kredyt, na wkład własny poszły wszystkie nasze oszczędności, dodatkowo musieliśmy wziąć pożyczkę od moich rodziców. Urządzamy mieszkanie z bieżących pieniędzy, od września zeszłego roku. Do kupienia zostało jeszcze sporo rzeczy. Latem będziemy robić remont kuchni i dwóch łazienek oraz malować całe mieszkanie. Do tego czasu musimy uzbierać potrzebną kwotę. W związku z tym mamy budżet wspólny dokładnie rozpisany i nie ma w nim pozycji wyjścia i rozrywka. Do końca roku jak dobrze pójdzie, bo wcześniej na pewno nie wyrobimy się ze wszystkim. Dzieci w wieku 10 i 9 lat są w stanie to zrozumieć, a mój szanowny małżonek niestety nie. No nie może się pogodzić z tym, że nie będziemy wychodzić nigdzie, gdzie potrzebna jest kasa. Od 2 m-cy nie może się pogodzić, bo wcześniej w związku ze swoją terapią i tak nigdzie nie chciał chodzić.
Pokłóciliśmy się już o to, że musiał wpłacić swoje zaoszczędzone pieniądze na konto oszczędnościowe. Niestety bez tych pieniędzy nie zrobimy remontu. O to że musi więcej pieniędzy ze swojej pensji przelewać na konto oszczędnościowe i w związku z tym zostaje mu mniej pieniędzy dla siebie. No i o wakacje, bo nie podobało mu się, że możemy wyjechać tylko na tydzień, bo na więcej naprawdę nie mamy środków. W końcu powiedziałam mu, żeby zapłacił za drugi tydzień ze swoich pieniędzy, które miałby przelać na konto oszczędnościowe, a później będziemy myśleć, skąd wziąć brakującą kwotę.
Co zrobić? Co powiedzieć temu mojemu mężowi, żeby przestał się nakręcać jak to teraz jest źle. Dodam, że mąż ma swoje pieniądze, tylko mniej niż miał do tej pory. Wydaje je na wyjścia z kolegami, a później jęczy, że my nigdzie nie chodzimy i na nic nas nie stać.
Powiedzcie szczerze, czy ja jestem zołzowatą sknerą?