Problem z matką

03.06.16, 13:37
Na tym forum zatrzęsienie problemów z matkami, więc mam nadzieję na poradę.
Otóż mam taki problem z mamą. Jest samotna, po 60-tce. Mieszka sama, choć niechętnie. Wolałaby mieszkać "przy rodzinie" mojej lub brata, czego nie ukrywa. Rozumiem, ma prawo mieć takie a nie inne odczucia. Przy czym ani ja ani brat nie wyobrażamy sobie mieszkania w jednym gospodarstwie z rodzicami (czy teściami). Mama to rozumie, wie że ja nie chcę, brat tym bardziej (właściwie można powiedzieć że się od niej odciął zachowując minimalne pozory kontaktu - dłuższa historia, nieistotna dla mojego problemu).

No i teraz mój problem. Moja mama w ciągu tych kilku lat mieszkania samodzielnie robi się coraz bardziej dziwna. Tzn zainteresowana cudzymi sprawami, moimi w pierwszej kolejności, wiecznie pogrążona w analizie jakichś szczegółów bez znaczenia. Doszło do tego, że coraz mniej jej opowiadam bo ona to potem przeżuwa w nieskończoność. Wiem, że to nie jest moja odpowiedzialność (leczę się z poczucia odpowiedzialności za cały świat), że taka już jest i w dodatku okoliczności to pogłębiają (nudy, samotność). Tylko że mam problem z tym, że nie mogę już z nią normalnie porozmawiać, bo wdawanie się w szczegóły budzi moją niechęć, więc wolę w ogóle nie zaczynać tematu.

Jej wizyty też mnie zaczynają irytować, bo ona próbuje nas związać w jedną całość. Nie wejdzie jak gość i nie usiądzie z herbatą żeby pogadać, tylko: leci zmywać, dywan wytrzepać, przywiezie pół chleba który kupiła sobie, kiedyś nawet był ugotowany ryż, bo właśnie gotowała i za dużo jej wyszło (!). Takie małe drobnostki, które są normalne kiedy stanowi się jedno gospodarstwo domowe, ale my nie mieszkamy razem. Jak mi się uda ją usadzić to zapada niezręczna cisza i nerwowość. Tak jakby chciała pobyć ze mną, ale nie umie inaczej niż mi POMAGAĆ we wszystkim. Nie chodzi o pomoc o którą poproszę (taką też zawsze dostaję), ale o takie czytanie w myślach: zbliżam się do lodówki, a ona pyta czy mi nie pomóc z obiadem (albo tak się składa że ma ze sobą), idę pozamiatać a ona leci z szufelką, itd.
W efekcie po jej wizycie jestem wyczerpana, niby nic się nie dzieje złego, ale panuje nerwowa atmosfera (która ma swój punkt kulminacyjny kiedy sygnalizuję że mam coś do roboty i że nie mam więcej czasu), bo na odchodne trzeba jeszcze ten garnek umyć który stoi od dwóch dni i się moczy. Tak jakby chciała uzasadnić swój pobyt tym że mi chociaż pomoże. A mnie to dusi i smuci, bo widzę w tym jakąś taką rozpaczliwą próbę walki z samotnością.

Jak żyć? Rozmawiać otwarcie, że dziwaczeje, czy małymi krokami walczyć o ostatnie bastiony niezależności? Współczuję jej tego że jest sama wbrew swojej woli, ale nie chcę podporządkować swojego życia temu, żeby sama nie była.
    • anaiss Re: Problem z matką 03.06.16, 14:17
      O, moja też chciała u mnie prasować :) Powiedziałam, że jak chce do mnie przychodzić to tylko, żeby odpocząć i kawę wypić. I traktuję ją jak gościa, tzn. jak zapraszam na obiad to obiad mam przygotowany, mama przychodzi punktualnie, mieszkanie jest posprzątane, a ja nie latam w piżamie :) Zauważyłam, że to znakomicie poprawiło nasze relacje. Mama przychodzi do mnie elegancko ubrana i ani myśli w tej sytuacji łapać się za mopa. Wychodzimy też często zjeść na mieście albo po prostu przejść się do parku. Może zabieraj mamę na zewnątrz, zakupy, kino, jakieś imprezy plenerowe, co tam lubicie, teraz jest cudowna pogoda na takie wypady. Może zachęć ją też do jakiejś aktywności, uniwersytet III wieku i takie tam?
    • olikol Re: Problem z matką 03.06.16, 14:55
      Dość typowe dla osób z niskim poczuciem wartości własnej, nadmiernie kontrolujących, które wytresowane są do tego że wartościowe i "kochane" są tylko wtedy, gdy są "użyteczne" innym. Niestety to groźne, bo z wiekiem będzie się pogłębiać i roszczenia wobec dzieci będą większe, z dodatkiem szantaży emocjonalnych.
      Nie mam pojęcia jak to w człowieku odkręcić, ale matka 60letnia to jeszcze przecież młoda osoba.
      I wydaje mi się, że ona może mieć lekką deprechę i zagubienie "co z sobą począć" ale może też z pewną premedytacją ustawiać się w roli ofiary i chodzić do ciebie sprzątać by na koniec sprowokować konflikt, wtedy wychodzi od ciebie w poczuciu bycia odrzuconą ofiarą, niedocenioną, czyli dostaje to co podświadomie chce dostać, by się nadal taplać w poczuciu krzywdy. Sprząta choć wie, że ty tego nie chcesz (zakładam, że powiedziałaś jej to wprost żeby wiedziała jakie masz oczekiwania, a nie musiała się domyślac o co córce chodzi że jest zła), na koniec jest scysja, więc może użalać się nad swoim losem.
      Zamiast więc odgrywać z matką te gierki, powiedz wprost że nie potrzebujesz sprzątaczki, umów się z nią do kina, teatru, albo na lody do kawiarni, albo zaplanujcie wyjazd do sanatorium gdzie matka będzie 3 tygodnie a ty dojedziesz na 1 tydzień. Albo zaproponuj, lub nawet zapisz i zaprowadź matkę na studia trzeciego wieku, lub jakieś formy zorganizowanej rekreacji dla starszych osób - teraz tego sporo nawet w mniejszych miejscowościach, dedykowane dla 60+. Możliwe, że jak ją delikatnie wypchniesz do innych ludzi i do kontaktu ze światem, pokażesz że można, albo aktywności działkowiczów, albo pomocy w schronisku dla zwierząt, albo grupy krajoznawczo-turystycznej, albo lokalnego chóru, szkoły tańca, szachów, ogniska folklorystycznego, dansingi, itd to matka się wciągnie i później już sama zajmie sobą, nie będzie próbować zawisnąć na dzieciach.
      Najlepiej by było się rozejrzeć po sąsiadach matki, czy ktoś nie jest zaangażowany w jakieś grupowe przedsięwzięcia i może nawet namówić na pierwsze pójście tam razem, by przełamać matki nieśmiałość, otworzyć na inne zadania.
      Gadałam kiedyś z panią 65letnią w kolejce do lekarza i mówi, że dzień ma za krótki na wszystko, mimo że jest na emeryturze to rano idzie na gimnastykę, później na kilka godzin do wnuków, a wieczorami i weekendy uczestniczy w dzielnicowym kółku zainteresowań, stamtąd często wyjeżdżają na wycieczki, na basen, na wakacje, do tego zajęcia z literatury i jakiegoś rękodzieła, mają grupę ponad 20tu ludzi którzy prężnie uczestniczą.
      Pomyśl też czy matka faktycznie jest osobą, która w naturze ma pomaganie innym (może się odważy na wolontariat np w domu dziecka? tam tyle potrzebujących zainteresowania) czy jednak to pomaganie tobie to tylko po to, żebyś "musiała czuć się wdzięczna" i dała jej coś w zamian.
      Im wcześniej i wyraźniej matce uświadomisz, że przed nią jeszcze 1/3 jej życia i musi je sobie zorganizować i wypełnić czymś innym niż trzymaniem się rodzin dzieci - tym lepiej dla wszystkich.
      • jednoraz0wy Re: Problem z matką 03.06.16, 16:15
        Hmm, z tym niskim poczuciem własnej wartości to racja. Widzę też delikatne próby szantażu emocjonalnego, ale nie reaguję tak jak "powinnam" więc to niegroźne.
        Mama ma swoje aktywności, dalszą rodzinę z którą jest w kontakcie, chodzi na zajęcia, ale to wszystko jest trochę na siłę, widać że mimo tego jest samotna i nieszczęśliwa.
        Miewa też problemy ze zdrowiem, nic poważnego, ale lubi trochę wyolbrzymiać. Kiedy np. czeka na wynik badania to wszystko widzi na czarno, na pewno będzie źle i nie ma co planować dalszego życia, przy czym zawsze dodaje "ale ty się nie martw". Tak jakby szuka potwierdzenia że jest ważna, a dostaje je wtedy kiedy jest chora a ja się martwię o nią, jednocześnie chce czuć że nie jest ciężarem, więc mnie uspokaja zanim ja w ogóle odpowiem cokolwiek na jej informacje. Czasem mam wrażenie że układa sobie w głowie naszą rozmowę i nie odpowiada na to co ja powiedziałam, tylko na to co tam sobie wcześniej wyobraziła.

        Znam ją od bardzo dawna i wiem co chce powiedzieć kiedy mówi to co mówi, a to nie zawsze się pokrywa ;)

        Co do zabierania jej gdzieś poza dom, to tak jak pisałam, zapada niezręczna cisza. Najlepsza rozrywka to zajęcie się moim dzieckiem, nawet mi to na rękę, ale to też podpada pod trzymanie się rodzin dzieci.
        Chciałabym żeby była bardziej samodzielna, żeby jej nastrój nie zależał ode mnie, żeby się czasem ze mną nie zgodziła otwarcie, a nie przyklaskiwała każdemu mojemu zdaniu, a ewentualne rozbieżności przemycała później w charakterze aluzji.
        • olikol Re: Problem z matką 03.06.16, 16:43
          Może to być typ który się nie zmieni i będzie właśnie takimi manipulacyjno szantażująco narzekającymi tekstami wymuszał zainteresowanie dzieci.
          Z praktycznych rzeczy to ja bym ją aktywizowała na zasadzie fizycznych zajęć np wspólnego wychodzenia na basen, niech pogoni z dzieciakami w basenie, sama popływa, zmęczy się fizycznie a do tego będzie wśród innych ludzi.
          I pomyśl poważnie o pójściu z nią do hospicjum lub domu dziecka, zainteresowania wolontariatem. Jak będzie mieć CEL i poczucie że JEST KOMUŚ POTRZEBNA to będzie się lepiej czuła. Komuś, kto NAPRAWDĘ JEJ POTRZEBUJE i oczekuje jej przyjścia. A małe dzieci mogą być dla niej inspiracją i motywatorem, bo przypuszczam, ze na hospicjum dla starszych osób nie ma sił psychicznych.
          Jeśli macie w okolicy geriatrę, to też by było wskazane sie przejść by całościowo ogarną temat, matka może mieć stany lękowo-depresyjne, jak w nocy jest sama to się nakręca że nikt jej nie chce. Może potrzebne wspomaganie pigułkami i to jej podniesie nastrój.
          Przypuszczam że matka z samego fitnessu dla fitnessu nie ma satysfakcji. Nie jest nauczona dbać o siebie. Jest nauczona obsługiwać dzieci, męża i dom. Jak maszyna. Z braku tego czuje się pusta. Warto jej pokazać, że są jeszcze miejsca gdzie jej osoba bardzo się przyda. Właśnie typu dom dziecka, wolontariat, albo np przy kościołach bywa "kuchnia dla ubogich", albo akcje charytatywne zbierania darów dla ... . itd.
          Coś co ją oderwie na skupianiu się tylko na sobie i swojej samotności a przeniesie myślenie na potrzeby innych.
          Albo niech weźmie niedużego psa którym sie będzie musiała zajmować- choć to trzeba dobrze przemyśleć.
          Natomiast ty się trochę za bardzo emocjonalnie wciągnęłaś w myślenie, że "matki nastrój zależy od ciebie". Nie zależy od ciebie. Zależy tylko od niej i tego jak sobie projektuje rzeczywistość - negatywnie czy pozytywnie. Ale możesz jej pomóc pokazując inne istniejące możliwości "bycia komuś potrzebnym".
        • pade Re: Problem z matką 03.06.16, 21:53
          Usiłujesz swoją matkę kontrolować. Chcesz, żeby była inna, inaczej myślała, inaczej czuła, inaczej się zachowywała. Czytasz jej w myślach (tak, wiem, znasz ją) i wiesz, ze nie mówi tego, co chciałaby powiedzieć bo się boi. Nie akceptujesz jej takiej, jaka jest.
          Czyli sporo pracy terapeutycznej jeszcze przed Tobą. Bo lepiej niż teraz będzie wtedy, kiedy zrozumiesz, że matka się nie zmieni. Będzie lepiej kiedy przestaniesz czytać w jej myślach, kiedy zaczniesz być otwarta wobec niej i spójna. Kiedy nie będziesz przyjmowała aluzji tylko pytała czy chodzi mamie o to i to.
          Atmosfera jest nerwowa bo prawdopodobnie Twoja mama czuje Twoją niechęć i trochę się Ciebie boi. Chce być potrzebna ale nie potrafi być w taki sposób jak Ty tego oczekujesz.
          To wszystko jest do naprawienia. Tylko warto, żebyś najpierw zrozumiała samą siebie. I zastanowiła się dlaczego oczekujesz od matki zrozumienia swojej chęci bycia niezależną a jednocześnie nie rozumiesz jej chęci bycia potrzebną.
          Dziewczyny proponują Ci zaktywizowanie matki. Czyli niejako polecają wzięcie odpowiedzialności za zorganizowanie jej czasu wolnego. Ty już jesteś wkurzona odpowiedzialnością za matki emocje, jeśli jeszcze dołożysz sobie jej samotność, nudę, obawiam się, że wkrótce wybuchniesz.
          Piszesz, że cieszysz się gdy zajmuje się Twoim dzieckiem. Czy to nie jest pomysł na zaspokojenie jej potrzeby bycia potrzebną i Twojej np. odpoczynku? Czy też musisz za wszelką cenę pokazać matce swą niezależność (i obawę) kosztem Was obu?
          A może nie jesteś jeszcze gotowa by jej to ofiarować?
          • foringee Re: Problem z matką 03.06.16, 22:25
            Też coś w ten deseń myślę. Jeśli matka jest jest osobą niezbyt aktywną i trudno nawiązującą kontakty to można jej pokazać jakieś inne możliwości jak mówią dziewczyny (moja np mało wychodzi z domu, internetu nie używa i o wielu ciekawych rzeczach zwyczajnie nie wie - inna sprawa czy zechce). Lecz w wypowiedzi autorki wyczuwam, że ma do matki sporą niechęć i podskórną agresję, nie chce jej w swoim domu, chce żeby była inna, drażni ją, nie akceptuje takiej jaka jest i chyba nie jest z nią szczera w relacjach ani w rozmowie, nie mówi wprost czego chce. Obie chcą kontrolować przestrzeń tej drugiej, układać po swojemu i obie chcą zmienić tą drugą. A matka jeśli wyczuwa niechęć to tym bardziej szoruje te gary by się zasłużyć.
            Może autorce pomoże poczytanie o trójkącie dramatycznym Karpmana.
            • foringee Re: Problem z matką 03.06.16, 22:57
              Autorka napisała jeszcze że jak matkę usadzi przy stole to zapada niezręczna cisza. Dlaczego? Czy autorka nie może ot tak o czymś matce opowiadać, pytać, dzielić się choćby gadaniem o pogodzie, albo dać jej krzyżówki i razem je rozwiązywać?
              Możliwe że autorka swoją blokadą emocjonalną w kierunku matki dokłada się do zaostrzenia problemu. I czy matka wcześniej taka nie była? Czy to na pewno kwestia tego, że sama mieszka? Czy może tego, że zawsze w rodzinie były problemy na linii matka-dzieci a teraz matka chciałaby je jakoś wynagradzać? Póki autorka od matki nie odetnie tej emocjonalnej kontrolującej nadodpowiedzialnej pępowiny to ich stosunki nie będą lepsze. Nie lepiej mówić otwarcie matce : to zrób, tego nie rób, przyjdź jutro bo dzić nie mam czasu, tu pomocy nie potrzebuję ale mogłabyś upiec ciasto na jutro? W normalnych relacjach rodzinnych przecież też się zdarza że ktoś przyniesie coś co ma ugotowane i zje się to razem, trudno żeby matka wyrzucała ten ryż u siebie bo się zepsuł gdyż ona u córki się akurat stołowała.
              Autorko chyba za bardzo się skupiasz na myśleniu, że matka ma oczekiwania wobec ciebie i chce mieszkać, czego ty nie chcesz i budujesz w sobie blokadę. Może trzeba powiedzieć mamo to nie jest dobry pomysł, obie będziemy się męczyć, dla ciebie też będzie wygodniej mieszkać u siebie a wpadać czasem w odwiedziny i zająć się wnukami, a jeszcze możesz kogoś poznać przecież.
              Możliwe, że problemy z dawnych lat są zbyt duże by relację równowagi a nawet zwykłej luźnej rozmowy przy stole zbudować.. Więc lepiej mówić matce od razu o co chodzi i czasem się nawet pokłócić niż dusić w sobie niechęć do niej a później wybuchać.
              Autorko, czy ty czasem chwalisz i komplementujesz matkę za coś?
              • jednoraz0wy Re: Problem z matką 04.06.16, 11:20
                Macie rację, jak przeczytałam na chłodno mój post to rzeczywiście brzmi jakbym to ja chciała kontrolować kontrolującą matkę. Z jednym się tylko nie zgodzę, z tym że nie rozumiem jej potrzeby bycia potrzebną. Rozumiem doskonale, stąd moje dylematy. Wiem też że nerwowa atmosfera to moja wina, ale nie potrafię przy kolejnej próbie zagłaskania i traktowania jak 5-latki opanować nerwów. Ile razy można prosić o niezmywanie moich naczyń, albo słuchać porad o tym że naczynia trzeba namoczyć od razu po gotowaniu. Ja o tym wiem, to są przecież oczywistości, ale nieraz mi się nie chce, nie mam czasu, miejsca w zlewie, a czasem nie chce mi się wnikać dlaczego nie namoczyłam tych cholernych naczyń. Zaletą mieszkania oddzielnie jest m. in to, że sama ponoszę konsekwencje nieposegregowanego prania, zaschniętych garów, uschniętych kwiatków.

                A, my się jeszcze nigdy nie pokłóciłyśmy. W domu nigdy nie było instytucji kłótni, tylko ciche dni. Do niedawna myślałam że kłótnia to już kaplica, koniec kontaktów. Aż kiedyś usłyszałam jak mój mąż drze się na swoją matkę przez telefon. Za 10 minut zadzwonił żeby przeprosić i tyle. Rozczuliło mnie to wtedy.

                Co do przecięcia tej nadodpowiedzialnej pępowiny - bardzo bym chciała, ale nie umiem tak nagle zacząć rozmawiać wprost. To czytanie w myślach i niewypowiedziane prośby były w naszej komunikacji od zawsze. Przykładowo, ten ryż o którym pisałam to nie jest taka normalna sprawa, że zostało za dużo i można się podzielić. To raczej chodzi o to, że ona specjalnie gotuje za dużo, żeby potem można było napomknąć "kto to wszystko zje, skoro ja sama w takim dużym domu". Czuję się po prostu wmanewrowana w takie a nie inne reakcje. Kiedyś jechałam po ten obiad, ale teraz włącza mi się taki dziecinny upór, że zrobię dokładnie odwrotnie, sama sobie ten ryż ugotuję i powiem mamie że ja też mam ugotowany ryż, nawet jak ryż mi do niczego nie pasuje! (ja to wszystko piszę z uśmiechem, żeby nie było że temat ryżu spędza mi sen z powiek). Mam nadzieję, że czujecie o co mi chodzi.

                Jeśli chodzi o takie wykorzystanie jej pomocy, żebyśmy obie skorzystały to tak się właśnie dzieje. Bardzo cenię sobie to, że mama jest chętna do opieki nad wnuczką i np nie muszę brać zwolnień kiedy mała choruje i nie idzie do przedszkola. To, że sama korzystam z tej pomocy sprawia, że źle się czuję tak często ją odrzucając (a odmawiając np codziennych obiadów czuję właśnie jakbym ją odrzucała)
                • pade Re: Problem z matką 04.06.16, 11:39
                  Czyli obawiasz się, że niedługo zamiast z ryżem przyjdzie z walizką?
                  I próbujesz się przed tym bronić. Na różne sposoby.
                  Skoro nie potrafisz tak nagle rozmawiać wprost, co jest zrozumiałe, skoro od lat bazujecie na czytaniu w myślach i domysłach, zacznij od dwóch szczerych zdań dziennie.
                  Następnym krokiem powinno być pytanie co konkretnie mama ma na myśli robiąc to i to.
                  A przede wszystkim warto przestać się tak bać. Nawet jak mama stanie w drzwiach z walizką, nie będzie żadnej katastrofy. Można przecież siąść i porozmawiać. Tak, wiem, nie potrafisz, ale z mężem chyba rozmawiacie?
                  Widzę autorko, że z jednej strony nie chcesz zranić matki i masz poczucie winy w stosunku do niej, a z drugiej strony epatujesz niechęcią, lękiem i nerwowością. Matka też Cię dobrze zna i na pewno to wyczuwa. I reaguje na te Twoje emocje tak, jak potrafi.
                  Widzę tez, że masz obawy o to, czy będziesz potrafiła wyznaczyć granice i ich bronić. Oczekujesz, że to matka nie będzie ich przekraczać. Nie ma tak łatwo:)
                  Nie bój się wyznaczania tych granic. Na początku będzie pewnie trudno, możesz się denerwować, palnąć coś głupiego, możesz się bać reakcji mamy, ale potem jest coraz łatwiej. Twojej mamie zależy na kontakcie z Tobą i wnuczką więc masz prawie jak w banku, że prędzej się dostosuje do Ciebie niż postawi na swoim.
                  Podsumowując: pracuj nad zaprzestaniem czytania w myślach, otwartością, asertywnością, WEWNĘTRZNĄ PEWNOŚCIĄ, że to co robisz czy mówisz jest dla Ciebie dobre i masz prawo stawiać granice i dbać o siebie.
                  I pamiętaj, że to TY jesteś odpowiedzialna za swój dobrostan.
                  • pade Re: Problem z matką 04.06.16, 11:44
                    Wiesz kiedy będziesz "uzdrowiona"?
                    Kiedy na widok ryżu w ręce mamy uśmiechniesz się i powiesz: o, fajnie, zrobię sałatkę.
                    I nie przyjdzie Ci żadna, nawet maleńka myśl, co za tym ryżem stoi.
                    Kiedy na widok matki łapiącej się za szorowanie garnków powiesz: o dzięki mamuś, nie miałam kiedy pozmywać. To ja kawę zrobię.
                    Kiedy po prostu wyluzujesz i przestaniesz się bać, ze masz za mało siły by bronić swojej przestrzeni.
                    • jednoraz0wy Re: Problem z matką 04.06.16, 12:00
                      dziękuję, pade, trafiłaś w punkt, zwłaszcza z tą walizką :)
                      będę próbować małymi kroczkami
                      • pade Re: Problem z matką 04.06.16, 12:20
                        You're welcome:)
                    • ada1214 Re: Problem z matką 04.06.16, 12:22
                      pade napisała:

                      > Wiesz kiedy będziesz "uzdrowiona"?
                      > Kiedy na widok ryżu w ręce mamy uśmiechniesz się i powiesz: o, fajnie, zrobię s
                      > ałatkę.
                      > I nie przyjdzie Ci żadna, nawet maleńka myśl, co za tym ryżem stoi.

                      No nie wiem, czy to takie oczywiste.
                      MI nie grozi, ze mama czy tesciowa sie do mnie wprowadzi, a i tak szlag by mnie trafil , gdyby tak probowala sie "rzadzic" w moim domu. Wlasnie to jest najwieksza zaleta mojego/naszego domu, ze wszystko jest po naszemu. To jest wlasnie cala istota swojego wlasnego kata: ze gary myjesz wtedy kiedy masz ochote, ze mozesz rozwalic ubrania i pozbierac wtedy kiedy masz na to chec, nie prasujesz jak nie masz natchnienia a kwiatki na przyklad- lubisz jak stoja uschniete kikuty na oknie. I juz. I nikomu nic do tego. Takie zmycie garow, poprasowanie itp.- niby niewazne gesty, ale tylko pozornie; w rzeczywistosci przekazuja komunikat podprogowy, ktory slusznie rodzi bunt.
                      • pade Re: Problem z matką 04.06.16, 12:32
                        To zależy.
                        Od wielu czynników.
                        Dla jednego podlanie kwiatka przez kogoś jest zamachem na autonomię i niezależność.
                        Dla innego jest gestem, darem.
                        Ludzie są różni.
                        Można strzec każdego kawałka swojej przestrzeni, bronić jej jak niepodległości, przed prawdziwymi wrogami i wyimaginowanymi. Co kto lubi:)
                        • ada1214 Re: Problem z matką 04.06.16, 12:44
                          pade napisała:

                          > To zależy.
                          > Od wielu czynników.
                          > Dla jednego podlanie kwiatka przez kogoś jest zamachem na autonomię i niezależn
                          > ość.
                          > Dla innego jest gestem, darem.

                          Zalezy pewnie od czestotliwosci.
                          Polanie kwiatka czy zmycie garow raz na pol roku bedzie darem i milym gestem.
                          Szorowanie garow przy kazdej wizycie bedzie z cala pewnoscia gestem natretnym.
                          U Autorki mamy te druga sytuacje- jej matka zachowuje sie w jej domu jakby byla u siebie.
                          I to juz nie jest ok. Znosic to cierpliwie moze chyba tylko ktos zrosniety mentalnie z matka.
                          • pade Re: Problem z matką 04.06.16, 12:51
                            A ja widzę to inaczej.
                            Widzę, że matka autorki łapie się za naczynia czy cokolwiek innego, żeby zagłuszyć tę nerwową ciszę. Żeby zrobić coś z rękami. Żeby się na coś przydać. Żeby nie rozmawiać.

                            Nigdzie Ado nie postuluję, żeby pozwalać matce na zaanektowanie własnej przestrzeni i cierpliwie to znosić. Chyba mnie źle zrozumiałaś.
                            Raczej sugeruję wsłuchanie się w siebie i wyznaczanie granic wtedy, kiedy jest taka potrzeba. Sugeruję wyluzowanie, ale nie w sensie: wejdź mamo i rób co chcesz. Tylko brak napięcia i poczucia zagrożenia.
                            • ada1214 Re: Problem z matką 04.06.16, 12:56
                              pade napisała:

                              > A ja widzę to inaczej.
                              > Widzę, że matka autorki łapie się za naczynia czy cokolwiek innego, żeby zagłus
                              > zyć tę nerwową ciszę. Żeby zrobić coś z rękami. Żeby się na coś przydać. Żeby n
                              > ie rozmawiać.

                              Byc moze masz racje, ale ja tej calej historii nie odbieram w ten sposob, ze chodzi tylko o zagluszenie ciszy. Ryz gotuje i przynosi Autorce rowniez z tego powodu, zeby zagluszyc cisze?
                            • pade Re: Problem z matką 04.06.16, 12:58
                              A te moje wnioski to stąd, że autorka pisze o swojej relacji z matką tak:
                              -czytanie w myślach zamiast dialogu
                              -zero kłótni
                              -ciche dni w razie konfliktów
                              Sama autorka odczytuje sytuację z ryżem jako dialog. Równie dobrze dialogiem może być zmywanie czy podlanie kwiatów.
                              Tylko jest jeden mały szkopuł...może mama "mówi" co innego niż odczytuje autorka?
                              Może mama wcale nie "mówi": chcę z Tobą mieszkać córko, zajmij się mną, jestem taka samotna?
                              • foringee Re: Problem z matką 04.06.16, 13:52
                                Zgadza się. Jeśli autorka nie rozmawia z matką, to możliwe, że zupełnie opacznie obie odczytują swoje zachowania. Mnie kiedyś też się wydawało, że można "rozumieć się bez słów". Otóż to bujda. Zawsze gdzieś się to rozmyje, bo ludzie są różni i dochodzi do tego, że ludzie ze sobą nie rozmawiają -a są skłóceni i wściekli na siebie, bo każde co innego zrozumiało z zachowań drugiego.
                                Autorka boi się, że matka się do niej przyssie. Może zupełnie niepotrzebnie. Matka-jak wiele matek w podobnym wieku- może jest narzekaczką, która jęczy dzieciom, że jest sama, chora, itd. bo zawsze narzekaczką była. To, że sobie ponarzeka na samotność to nie znaczy, że to autorka musi tę jej samotność niwelować. Autorka może powiedzieć "no, mamuś, to tak masz nadmiar jedzenia to się umówcie z sąsiadką, zaproś panią Krysię do siebie na obiad, a za tydzień ona zaprosi ciebie", albo zażartować "tyle ci się jedzenia marnuje, to musisz sobie jakiegoś dochodzącego pana poszukać żeby ci to zjadał"
                                Może matka wcale nie "mówi"myciem garów o mieszkaniu razem, ale wiedząc, że z córką jest trudna komunikacja i nie umieją rozmawiać, stara się by córka ją jednak lubiła i "chciała" wiec daje jej to co umie - sprzątanie, gotowanie,itd. bo nie chce się gościć u niej "za darmo". Córka może matkę trochę ukierunkować na coś co faktycznie jej jest potrzebne, trochę zastopować w tym co ją drażni, a trochę samej wyluzować w lękowym traktowaniu matki jak " tej co tu chce mieszkać".
                                Wiadomo, że jeśli przychodzi i prawi kazania "to źle robisz" "tamto trzeba inaczej" albo przestawiała jej meble bez pytania po swojemu "bo tak będziesz miała lepiej" - to trzeba ostro interweniować i POWIEDZIEĆ, że hola hola -takie rzeczy to rób w swoim domu a nie cudzym. Ale wiele typowych dla starszych pań zachowań wynika z ich wytresowanego matko-polkowego-narzekającego-depresyjnego stylu życia.
                                Nie ma się co bać ale należy MÓWIĆ WPROST jeśli coś się do matki ma. Bo niedopowiedzenia nie unormują pozytywnie kontaktów, tylko je utrudnią.
                            • madi138 Re: Problem z matką 04.06.16, 13:00
                              Nie da się wyluzować przy kimś, kto nieustannie narusza twoje granice i nie słucha próśb, tylko robi po swojemu!
                              • pade Re: Problem z matką 04.06.16, 13:11
                                To znaczy Ty nie potrafisz?
                                • madi138 Re: Problem z matką 04.06.16, 13:42
                                  Potrafię, ale nie chcę. Co właściwie postulujesz? Żeby dać sobie wejść na głowę?
                                  • madi138 Re: Problem z matką 04.06.16, 13:52
                                    To może jeszcze raz, na przykładzie tego kwiatka: matką przychodzi i podlewa twoje kwiatki. Prosisz, żeby tego nie robiła i napiła się z tobą kawy. Matka ignoruje twoje prośby i podlewa dalej. Przecież to bierna agresja, w czystej postaci. Uważasz, że należy to znosić ze spokojem i cieszyć się tym, że mamy więcej wolnego, bo kwiatki już podane, jednocześnie nie dostrzegając, tego, że matka nas nie szanuje i nie słucha.... Rozumiem taką postawę, ale to zamiatanie problemów pod dywan i trochę, jak w dowcipie o Jasiu i koniku....
                                    • pade Re: Problem z matką 04.06.16, 13:54
                                      Proponuję nie projektować swoich uczuć na mnie i przeczytać jeszcze raz moje wypowiedzi w tym wątku ze zrozumieniem.
                        • madi138 Re: Problem z matką 04.06.16, 12:56
                          Ludzie są różni i mają prawo do życia po swojemu. Dlaczego więc, druga strona nie może tego uszanować, a ludzie tacy, jak autorka mają znosić to w pokorze? Dlaczego mam się godzić na to, żeby ktoś podlewał mój kwiatek, skoro mnie to wkurza. Dlaczego to druga strona nie może przestać podlewać mojego kwiatka, skoro wie, że tego nie chcę, nie potrzebuję i mnie to drażni. Dlaczego to ja mam zmieniać perspektywę i "wyluzować", skoro to druga strona narusza cudze granicę i uprawia bierną agresję?!
                          • pade Re: Problem z matką 04.06.16, 13:10
                            Są sobie dwie strony, mama i córka.
                            Mama jest taka jaka jest, córka jest taka jaka jest PLUS córka jest światła, siedzi w necie, chodzi na terapię, czyta. Uwiera tę córkę obecna sytuacja, chce ją zmienić.
                            Co może zmienić córka?
                            Matkę? Która pojęcia nie ma co to samoświadomość czy stawianie granic? Która pojęcia nie ma dlaczego mając 60 lat nie potrafi rozmawiać, strzela focha zamiast wyjaśniać, mówi gestami zamiast słowami?
                            Jaki wpływ ma córka na tę matkę? Jak może ją zmienić?
                            Odpowiedź: Jedynie własnym zachowaniem.
                            Skoro nie chce, żeby matka podlewała kwiaty może to zakomunikować. Raz, drugi, a jak nie dociera do skutku.
                            Może też nie komunikować tylko się wściec. Dusić to w sobie i pomstować na matkę, że nie rozumie albo nie chce zrozumieć, że nie lubi jak ktoś podlewa jej kwiatki. Nie szanuje jej ani jej granic, rządzi się i chce ją sobie zawłaszczyć.
                            Ma wybór.
                • dominika_z Re: Problem z matką 08.06.16, 11:06
                  U mnie też zawsze były ciche dni. To była dla mnie najgorsza kara (żadnych innych nigdy nie doświadczyłam).
                  Na moje pytanie: o co chodzi? całe życie słyszałam: o nic.
                  Gdybym na nią nakrzyczała z jakiegoś powodu, pewnie nigdy by mi tego nie zapomniała już nigdy, wracając do tematu jeszcze milion razy.
                  Nigdy nie można było okazać emocji, trzasnąć drzwiami, zwyczajnie wybuchnąć.
                  A teraz się moja mama dziwi, że ja jestem dla niej zimna, nie opowiadam jej o sobie, nie jesteśmy przyjaciółkami (podobno wszystkie jej koleżanki mają REWELACYJNE relacje ze swoimi córkami). Kocham ją, ale tak - jestem zachowawcza, zawsze z tyłu głowy mam, że muszę się kontrolować, ton, słowa.
                  A ostatnio się dowiedziałam, że o co jej chodzi, dowiem się, jak już będzie umierała.

                  Dodam tylko, że to aktywna zawodowo, zadbana, 65-latka.

                  • annb Re: Problem z matką 08.06.16, 11:37
                    albo i się nie dowiesz, bo nie będziesz dociekała, bo będziesz miała to gdzieś. Serio piszę. da się odciąc od chorych jazd, fochów i domyslania się.
          • tully.makker Re: Problem z matką 04.06.16, 10:27
            10/10
            Moja pierwsza po przeczytaniu tego postu bylo, ze tak naprawde niedaleko padlo jablko od jabloni.
    • 71tosia Re: Problem z matką 03.06.16, 16:09
      jezeli mama ma w naturze pomaganie to moze skieruj jej dzialania wlasnie na to. Sa np hospicja, domy pomocy , ktore chetnie zatrudnia wolantariuszy. Jezeli lubi zwierzeta to moze praca w jakims schronisku (zawsze potrzebuja ludzi do wyprowadzania pieskow)? Samej bedzie jej na poczatku trudno to zoorganizowac ale moze jak przedstawisz oferte i kilka razy z nia pojdziesz by oswoila sie z nowymi obowiazkami bedzie ok. Dobrze na kondycje psychiczna robi aktywnosc fizyczna, moze zabierz mame na jakis fitness (sa pewnie zajecia dla pan w dojrzalym wieku), kilka razy pojdziecie razem pozniej sie przyzwyczai i bedzie sama chodzic. Problemem osob starszych (chociaz twoja mama nie jest wiekowa) jest to ze ze po przejsciu na emerytre bardzo kurczy sie krag znajomych, mozliwosci finansowe a ilosc wolnego czasu rosnie. Bez znajomych i pieniedzy trudno czasami organizawac sobie ciekawie nowe zycie, szczegolnie gdy wczesniej tez za ciekawe nie bylo. Pozostaja wiec dzieci i zycie ich zyciem.
    • enith Re: Problem z matką 03.06.16, 16:34
      To jest chyba bardzo częsty problem rodziców, zwłaszcza matek. To nieustanne życie życiem dzieci, żadnych pasji, zainteresowań, a gdy dzieci dorastają i idą na swoje, pozostaje pustka i poczucie, że nie jest się już nikomu potrzebną. Moja mama przeszła przez to, gdy wszyscy wyszliśmy z domu, ale po paru latach znalazła pasję w postaci uprawy ogródka i czytania książek (ja pierwszy raz zobaczyłam moja mamę z książką w ręku, gdy miałam 35 lat). Mama nie mogła uwiesić się na dzieciach, bo żadne nie mieszka blisko.
      Może warto wykorzystać te mamy zapędy do sprzątania i gotowania podczas wizyt u ciebie, a ty siądziesz sobie z książką? I wilk byłby syty, i owca w miarę cała. Można też, jak już sugerowano, albo wychodzić z domu albo zapraszać, gdy dom jest na tip-top i nie ma się do czego przyczepić (choć dla chcącego naprawdę nic trudnego, zawsze się coś znajdzie).
      To dogłębne analizowanie informacji od ciebie... Właściwie dlaczego tak ci to przeszkadza? A niech mama analizuje do oporu, jeśli tak to lubi, chyba, że dzieli się tymi informacjami z innymi, gdy sobie tego nie życzysz.
      Ja tu generalnie widzę strasznie samotną starszą kobietę, która potrzebuje za wszelką cenę uwagi dzieci i choć wiekowo bliższa jestem tobie, autorko wątku, i rozumiem twój dylemat, jest mi też trochę twojej mamy szkoda.
    • madi138 Re: Problem z matką 04.06.16, 12:12
      Dlaczego uważasz, że mama jest sama wbrew swojej woli? Dziwi mnie twoje postrzeganie tej sytuacji. To chyba normalne, że dorosłe dzieci zakładają własne rodziny i mają własne życie! Mama jest sama, bo nie ma partnera/męża, a nie dlatego, że nie może uwiesić się na swoich dorosłych dzieciach. Chyba czujesz się za bardzo odpowiedzialna za szczęście i samopoczucie swojej matki. Nie jest twoim obowiązkiem zabijanie jej samotności uszczęśliwianie jej i zapełnienie jej wolnego czasu. Mama jest dorosłą osobą i sama powinna ułożyć sobie życie,a nie oczekiwać tego od ciebie.
      • verdana Re: Problem z matką 04.06.16, 15:54
        Ale niektórzy fatalnie znoszą samotność. A 60-letnie kobiety niełatwo znajda partnerów, więc trudno powiedzieć, że mają wybór. Można oczywiście uznać, ze jak mama jest nieszczęśliwa, to nie jest to absolutnie nasza sprawa. Niech sobie nieszczęśliwa będzie, co nam do tego? Nie jest naszym obowiązkiem sprawienie, ze będzie sie czuła lepiej. Nie, nie jest. Pod warunkiem, zę nam samym absolutnie nie przeszkadza, że matka jest nieszczęśliwa, nie czujemy sie z tym źle, nic nas to nie obchodzi. Dla większości ludzi świadomość, że ktoś kochany jednak czuje sie nieszczęśliwy nie jest fajna. Oczywiście to nie oznacza, że trzeba podporządkować własne życie uszczęśliwianiu matki, ale trudno jednak przejść całkowicie nad tym do porządku dziennego, uznając, ze mama to osoba obca. Tu problemem jest fakt, zę Autorka , bojąc sie ,że matka sie wprowadzi, za wszelką cenę chce, aby matka poczuła, że jest w jej domu tylko oficjalnym gościem , mającym wyłącznie prawa gościa. Ma siedzieć, nie komentować , miło porozmawiać , wypić herbatę i iść. Matka przez chwilę chce sie poczuć, jakby mieszkała z kimś, jakby nie była samotna i dom córki był też trochę jej domem. To nie może wypalić, obie strony sie denerwują. Proponuje trochę mamie odpuścić - jak trzeba zamoczyć garnki, niech zamoczy, niech pozmywa, ale jednocześnie otwartym tekstem mówić, że ma sie własny dom i w nim robi się to, co sie chce i jak sie chce. I na kolejną uwagę o garnkach powiedzieć, zę cholernie nas to denerwuje.
        • madi138 Re: Problem z matką 04.06.16, 16:05
          A mi się wydaje, że to poczucie odpowiedzialności za samopoczucie matki, tak bardzo umiera autorkę wątku. Uświadomienie sobie, że NIE JEST się odpowiedzialnym za szczęście/nienieszczęście rodzica jest zwykle krokiem milowym, w tego typu relacjach.
          • verdana Re: Problem z matką 04.06.16, 17:50
            Tylko akurat w wypadku samotnej matki, gdy jedno z rodzeństwa się wymiksowało, to realnie rzecz biorąc nie jest prawda. To bardzo wygodne hasło, ale pod warunkiem, że nam na matce nie zależy.
      • jednoraz0wy Re: Problem z matką 06.06.16, 13:52
        madi138 napisała:

        > Dlaczego uważasz, że mama jest sama wbrew swojej woli? Dziwi mnie twoje postrze
        > ganie tej sytuacji. To chyba normalne, że dorosłe dzieci zakładają własne rodzi
        > ny i mają własne życie! Mama jest sama, bo nie ma partnera/męża, a nie dlatego,
        > że nie może uwiesić się na swoich dorosłych dzieciach. Chyba czujesz się za ba
        > rdzo odpowiedzialna za szczęście i samopoczucie swojej matki. Nie jest twoim ob
        > owiązkiem zabijanie jej samotności uszczęśliwianie jej i zapełnienie jej wolneg
        > o czasu. Mama jest dorosłą osobą i sama powinna ułożyć sobie życie,a nie oczeki
        > wać tego od ciebie.

        To że mama jest wbrew swojej woli to nie jest moje przekonanie, tylko fakt. Tata zmarł kiedy mama już nie pracowała. Rynek matrymonialny w jej punkcie piramidy wieku nie sprzyja, zresztą nie będę jej swatać.
        Nie uważam wcale że ta samotność to moja wina, ale nie potrafię sobie powiedzieć że to nie moja sprawa, zresztą wcale bym nie chciała tak robić.
    • amb25 Re: Problem z matką 06.06.16, 07:39
      Moja Tesciowa tez przychodzila pomagac z wlasnej woli czasami przychodzilam z pracy i byl ugotowany obiad. Chciala czuc sie potrzebna i lubila prace domowe. Ja jej tego nie bronilam, mnie nie ubylo (czyt. ja nie bede musiala sprztac albo gotowac) a ona byla zadowolona, bo przeciez robi wszystko lepiej niz synowa no i miala temat do gadania z kolezankami :). Jak dla mnie uklad idealny...
      • jednoraz0wy Re: Problem z matką 06.06.16, 13:48
        Ludzie są różni, mają różną potrzebę swobody i zaznaczenia swojego terenu. Ja mam akurat bardzo dużą potrzebę "swojego terenu", nie raz przyjmuję pomoc (bo tego się ode mnie oczekuje), ale to się wymyka spod mojej kontroli i dopada mnie wqrw, że tkwię po uszy w niewygodnej sytuacji. Dlatego czasem odmawiam na wstępie (ale tu z kolei czyhają wyrzuty sumienia, że nie pozwalam jej się poczuć potrzebną). Wiem, że to jest problem z zaznaczeniem moich granic, potrzebuję szerokich granic, ale nie widzę ich wyraźnie.
        Zresztą fizyczne granice mam podobne, gdy np. w kolejce ktoś mi stoi na plecach to aż się otrząsam z niewygody, nieraz rezygnowałam z tego powodu z zakupów.

        Ktoś wyżej pytał dlaczego mnie denerwuje to drążenie. Zastanowiłam się nad tym i tu chodzi o to, że moja mama zawsze wszystko wiedziała (dopytując, domyślając się, obserwując, czytając w myślach, moje rozmowy przez telefon nie były może podsłuchiwane, ale mimochodem wszystko zostało zarejestrowane), nie szanowała mojej prywatności. Dla niej to drążenie to taki rodzaj rozrywki intelektualnej. Na przykład widzi u mnie na stole szklankę, więc dopyta: o, piłaś ze szklanki? to chyba kawa? a kiedyś (10 lat temu, kiedy razem mieszkałyśmy) mówiłaś że wolisz pić z kubka, może ktoś był? a kto? I to nie chodzi o krytykę, tylko o samo zaznaczenie faktu, że sama wydedukowała jak to z tą kawą było :)
        Ja jestem tym zmęczona i odbieram to jako zamach na swobodę. Najczęściej lawiruję tak żeby tych szczegółów dostarczyć jak najmniej.

        I jeszcze jedno, zauważam że bywam podobna. Nieraz łapię się na tym, że dopytuję męża o nic nieznaczące szczegóły spraw które mnie nie dotyczą. Czasem się powstrzymam kiedy sobie przypomnę jakie to jest denerwujące, ale czasem zadziała automat. Ciekawe czy moja córka za 30 lat nie wysmaruje podobnego posta :(
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Problem z matką 11.06.16, 23:02
      Wygląda na to, że naturalną, choć oczywiście niepożądaną, zmianę w charakterze i zachowaniach mamy związaną z wiekiem i sytuacją życiową, widzi Pani jako coś przeciwko sobie. Że zachowania mamy naruszają Pani niezależność.
      Myślę, że to jest Pani proces brania odpowiedzialności za zachowania mamy. I poczucie, że to Pani może ją uchronić od tych trudnych przeżyć, które są jej udziałem: wdowieństwo, samotność, starzenie się. Tak się nie stanie. Więc nie musi Pani podporządkowywać swojego życia mamie, natomiast może być Pani bardziej wyrozumiała dla jej zmian i słabości. Agnieszka Iwaszkiewicz


    • g4l Re: Problem z matką 16.06.16, 11:58
      Kiedyś miałam bardzo podobną sytuację z moją teściową. Tak jak już wcześniej napisano - ona jest szczęśliwa jedynie tylko wtedy, gdy nad kimś biega. Każde inne próby pokazania formy spędzania wolnego czasu jej nie interesują (uniwersytet III wieku, wyjście do kina, kawiarni, jakieś zajęcia poza domem). Spotyka się z koleżankami, których nie lubi. Mam wrażenie, że tutaj też występuje nieumiejętność znalezienia sobie samemu szczęścia. Moja teściowa także uzależnia swoje szczęście od osób trzecich - co w wyniku daje jej to, że jest wiecznie nieszczęśliwa. Ja jasno wyznaczyłam granice, bo inaczej się nie dało. Na początku naszego małżeństwa też słyszałam po kilka razy jak teściowa powtarzała, że ona dziecku całe swoje życie poświęciła (jest po rozwodzie, a mój mąż wychowywał się bez ojca). Tak, jakby wychowywanie dziecka miałoby się odbywać bez udziału rodziców, których zakichanym obowiązkiem jest zajmować się swoimi dziećmi - co zresztą również jej powiedziałam wprost. I teraz co - ja miałabym się poświęcać ze swoją rodziną dla niej, bo wiecznie nie potrafiła sobie znaleźć zajęcia? To był jej wybór życiowy, za który nie ma prawa obwiniać nikogo. Teściowa przychodzi do nas tylko po zapowiedzi, na miejscu siada z tyłkiem i nie przestawia mi mieszkania do góry nogami - choć wiem, że gdyby tylko mogła.... :) Nasze kontakty są zdystansowane, bo jak ona nie gra pierwszych skrzypiec to nie potrafi normalnie funkcjonować (co też jest spowodowane niskim poczuciem własnej wartości, ciągłym udzielaniem rad i chęci wysłuchiwania za nie wiecznych podziękowań, itp, itd...). Widzimy się raz na miesiąc/dwa - i tak jest dobrze. Moja teściowa bardzo dobrze wie, że gdyby zaczęła mi cokolwiek przestawiać w domu, albo mówiła co robię źle nasze kontakty byłyby jeszcze rzadsze.

      BTW: Większość ludzi w wieku 30-40 lat w ogóle nie myśli o przyszłości skupiając się na teraźniejszości i myśląc, że tak będzie zawsze. Myślą, że dzieci nigdy z domu nie wyfruną. Każdy sobie układa swoje życie, po swojemu - i Ty także musisz pamiętać o tym, że Ty żyjesz własnym życiem. To Twoja mama, więc pewnie o tyle jest Ci trudniej, niż mi, natomiast nie zmienisz jej podejścia - bo to właśnie od niego najwięcej zależy. Jeśli człowiek ponad wszystkie inne formy spędzania wolnego czasu przedkłada tzw. "uwieszanie" się na rodzinie swoich dzieci to tego się u niej nie zmieni. Bo w pierwszej kolejności ona sama musi tego chcieć, a nie Ty.
      • fusun1804 Re: Problem z matką 17.06.16, 07:54
        Jak tego dokonałaś ? Jak reagowałas na jej niechciane dobre rady lub na krytykę Ciebie ?
        Jak zachowywał sie Twoj mąż ?
        • g4l Re: Problem z matką 17.06.16, 12:53
          Wsparcie mojego męża na pewno też wpłynęło na moją pewność siebie w naszej sytuacji. Nauczył się on przez te lata jasno i konkretnie sprowadzić ją do parteru jak była taka potrzeba. Moja teściowa nie ma łatwego charakteru i takie rzeczy jak zdawanie sobie sprawy z własnych wad, praca nad sobą - to dla niej totalna abstrakcja. Kiedyś przyszła do nas na imieniny swojego syna i nagle zaczęła płakać, że "co ona ma z tego życia" - i nasza reakcja była taka, że ja momentalnie wstałam iść zmywać naczynia, a od mojego męża dostała solidny *opr* i więcej żadne z nas już tego nie słyszało. Miała jakiś czas temu wstawioną endoprotezę w kolano, po której naprawdę fizycznie doszła dość szybko do siebie (oczywiście mówiąc o sobie, że jest odwrotnie...) i jak na przykład jeździliśmy gdzieś do dalszej rodziny w odwiedziny to wyciągała ze spodni za każdym razem nogę, żeby pokazywać wszystkim jak coś tam jej w kolanie strzela po tej operacji... No po prostu tragikomedia... Desperackie szukanie zainteresowania swoją osobą na dosłownie każdym kroku. Moja teściowa nie rozumie, że męczy wszystkich swoim zachowaniem, a z kimś takim naprawdę ciężko jest wytrzymać. Całe życie biegała za ludźmi, którym na rękę było to jej zaangażowanie w różne sprawy za przysłowiową pochwałę, a dzisiaj nie ma z tego nic i do wszystkich ma o to pretensje. Jak chodziliśmy do niej na obiad to stała nade mną całe jedzenie wpatrując się w mój talerz i wypytując co chwila czy na pewno smakuje, czy dobrze doprawione, i dziwienie się dlaczego nie chcę jeść tysiąca kolejnych porcji, itd, itd... Tak, jakbym miała dla swoich znajomych sporządzać raport z jakości i ilości podanego jedzenia podczas każdej wizyty u niej... Powiem Wam szczerze, że zaczęłam mieć w d** takie wizyty, podczas których nie interesowało jej kompletnie co u nas słychać tylko ciągła zmiana tematu z jej strony na wieczne gadki o jej jedzeniu, jej tragicznym samopoczuciu oraz niestworzone i wymyślane opowieści o sąsiadach, albo próby organizacji przez nią naszego wolnego dnia - w pewnym momencie to zaczęło być chore. Oprócz swojej pracy zawodowej prowadzę także działalność internetowo/rozrywkową (własny kanał na jednym z portali społecznościowych, co stanowi dla mnie źródło dodatkowych zarobków) i jak kiedyś teściowa do mnie zadzwoniła (cytuję "jako przyjaciółka"), że mam z tego zrezygnować, bo będę miała więcej czasu dla męża - tego było już trochę za wiele. Podczas ciąży? Podniecanie się rzeczami sprzed ponad 30 lat, kiedy to ona rodziła (bo przecież świat się zatrzymał i od tej pory na porodówkach jest dokładnie tak samo jak kiedyś...) i robienie z najmniejszych dolegliwości problemów kierujących już chyba tylko na ostatnią drogę :) Takie jej zachowanie zaczęło mnie to po prostu wk... - denerwować :)

          A ja przez ten cały czas? Zamieniłam się po wielu takich sytuacjach zwyczajnie w nią i zaczęłam na każdym kroku zwracać jej uwagę - po prostu.

          Jakiś czas temu poznała faceta przez internet i po kilku miesiącach znajomości pozwoliła mu się do siebie wprowadzić. To, co się działo przez te półtora roku wołało o pomstę do nieba po prostu. Biegała nad nim z obiadami, praniem, załatwianiem za niego jego spraw, a on w zamian traktował ją jak śmiecia. Półtora roku musiała z nim przemieszkać, żeby to w końcu zrozumieć i go pogonić.

          Teściowa była bardzo krótko zamężna - mój mąż nie zna swojego ojca. Jak było między nimi to wiedzą tak naprawdę tylko oni dwoje, ale znając charakter teściowej to mogło być różnie. Który facet wytrzyma brak jakiejkolwiek przestrzeni dla siebie i wymaganie by każdą dosłownie chwilę spędzał wpatrzony w żonę... No sorry... Gadanie, że całe życie poświęciła swojemu dziecku. Ja mam koleżankę, która ma trójkę dzieci i której mąż umarł przez swój alkoholizm. Mówi ona (mają oczywiście partnera dzisiaj), że nie wyobraża sobie nie szukać faceta, bo dzieci kiedyś przecież się wyprowadzą i wtedy co? Będzie sama do końca? Moja teściowa najwyraźniej żyła tylko teraźniejszością i pewnego dnia się obudziła zamieniając działanie w wieczne narzekanie i jęki nad sobą.

          Ja dostałam ze strony swojej rodziny tak mocnego kopniaka w tyłek na start w dorosłe życie, że przysięgłam sobie, że nigdy nie będę biegać za toksycznymi ludźmi, którzy próbują na mnie pasożytować (w różny oczywiście sposób). Takie jest niestety życie, że jeżeli chcemy żyć w zgodzie ze sobą to nie idzie to z reguły w parze z dogadzaniem wszystkim w okół. Tak, jak przez całe życie nie można wygrywać tak też nie można mieć wszystkiego. I czasami niestety w przypadku osób, do których kompletnie nie docierają żadne argumenty - jedynym wyjściem jest ograniczenie kontaktu.

          Efektem naszej pracy nad tym jest to, że dzisiaj teściowa zna swoje miejsce i bardzo dobrze wie, że jeżeli będzie próbowała generować jakieś nieprzyjemne sytuacje z uwagi na swój brak zajęcia to wpłynie to na ograniczenie naszych kontaktów z nią. Do mnie z pierdołami nie dzwoni w ogóle. Wiem, że mój mąż szanuje swoją mamę - z mojej strony jeśli tylko trzeba jej pomóc, żeby załatwić jakąś sprawę to nie stanowi dla mnie żadnego problemu - zawsze to zrobię. Za długo natomiast pracowałam w swoim życiu nad własną niezależnością, żeby teraz siedzieć i płakać nad kimś, kto zamiast brać życie w swoje ręce woli siedzieć i wymyślać sobie problemy.

          Wszystko zależy od podejścia - któraś z forumowiczek wyżej na przykład napisała, że wtrącanie się przez jej teściową jest jej na rękę, bo ma dzięki temu obiady i zajmowanie się dziećmi. I dobrze - skoro jej to odpowiada to czego chcieć więcej? :)

          Ja natomiast w swoim przypadku nie wyobrażam sobie tego, żeby moje spotkania z teściową przebiegały w kanonach lamentów i doradzania mi w dosłownie wszystkim. Mi to nie odpowiada.
      • ada1214 Re: Problem z matką 17.06.16, 10:12
        Ach te tesciowe. Ja o mojej tez moglabym duzo napisac. MOja tesciowa rowniez z gatunku "helikopter". Dwa lata temu odseparowalam ja nieco od naszej rodziny, ale o 12 lat za pozno. Niestety ale mam wrazenie ze nasze mazenstwo duzo ucierpialo na jakosci przez jej mentalne uczestnictwo w naszym zyciu. Boze, czemu jak czlowiek jest mlody to jest taki glupi i akceptuje to czego nie powinien.
Pełna wersja