trudne - czy i jak?! zamieszkac razem

17.06.16, 14:52
Hallo wszystkim :-)

jakby ktos pamietal to pisalam jakis czas temu o dzieciach mojego mezczyzny, balaganiarstwie/porzadku itd. Ogolnie ten temat niejako ogarnelam, wrzucilam na luz a chlopcy sa bardziej zorganizowani. Gdzies sie tam w pol drogi spotkalismy ;-)

Jestesmy ze soba ponad dwa lata. Szczesliwi razem :-) Z uwagi na spora odleglosc spedzamy ze soba trzy dni w tygodniu plus urlopy, swieta itp.
Dla mojego D. taki stan rzeczy jest ok, jest szczesliwy i twierdzi ze bylby w stanie LAT relacje ciagnac przez dlugie lata.
Mnie zaczyna to dosc uwierac. Dlaczego:
- czuje sie jakbym miala dwa zycia, jedno tam, drugie tu gdzie mieszkam. Poniewaz weekendy spedzamy u niego (ma duze mieszkanie wiec miejsca wystarczajaco dla nas wszystkich) wszystkie rzeczy jakie ludzie odkladaja do zalatwienia np w sobote, musze nadganiac podczas tygodnia (zakupy, sprzatanie). Nie zapisalam syna na pilke nozna bo nie jestesmy tu w weekendy. Odlozylam kurs nauki jezyka bo nie starcza mi czasu. Tam robimy "ich" rzeczy: chlopcy na rugby, zakupy, jakies imprezy rodzinne..... Czasem rezygnuje z zaproszenia znajomych na wieczor itd jesli wiem ze to wieczor z partnerami a wiem ze ten akurat dzien D. przyjechac do mnie nie moze bo ma dzieci u siebie. Czuje sie jakbym tam miala swego mezczyzne i zycie rodzinne a tutaj na miejscu przyjezdzala dla pracy i szkoly mlodego
- ogolnie logistycznie meczy mnie jezdzenie (1 godz w jedna strone)
- zaczynam czuc potrzebe stabilizacji, zakorzenienia sie, spokoju.

Odbylismy wiec kilka rozmow, malych pojedynkow ;-) na temat naszych odczuc i oczekiwan co dalej i stanelo na tym ze zaczelismy poszukiwania szkoly dla mojego syna. Szanse byly male ale niespodziewanie dostalam widomosc ze jest i od wrzesnia moze isc. Na ten moment poczulam lekka panike "co, to juz!?" ale pomyslalam - ustalilismy wiec dzialamy, nie ma co czekac kolejny rok.

i tu reakcja mego D. spodziewalam sie ze ustalimy dalej plan. Natomiast D. skonfrotnowal mnie z nastepujacym: ze to szybko, ze to bedzie dziwnie juz tak codziennie mnie widziec, ze sie boi stracic swoja wolnosc, ze moze duzo sie zmienic, ze stracimy swoje "zakochanie" i pasje jakie mamy w tej chwili. Ze w sumie on nie mial wyjscia zeby sie nie zgodzic bo wie ze
dla mnie to wazne.

Opdalo mi wszystko. Poczulam sie jak panna mloda porzucona przed oltarzem ;-) niby umowione, zalatwiamy a w momencie godziny zero wylewa mi kubel zimnej wody. Szybko zreflektowal sie jak to wszystko zabrzmialo i zaczal mnie przeprasza i zapewniac ze sie nie wycofuje, ze chce, ze nie wie co go napadlo ze zaczal marudzic i wogole.... Przepraszal tak dwa dni az uwierzylam ze rzeczywiscie jest mu glupio i przykro. I ze nie chce juz tego dalej odkladac ze powinnismy zamieszkac jak najszybciej.

Ale teraz to ja sie "ochlodzilam" i powiedzialam ze nie przeprowadze sie bo nie jestem juz go taka pewna. Ze mozemy wstepnie ustalic termin za nastepny rok (szkolny) i jesli mu zalezy to moze zaczac sie do tego przygotowywac (kwestia remontu, mebli itd) ja chetnie mu pomoge. Ok dla niego.

Jak uwazacie: chwilowa panika? zbyt duzy wplyw negatywnych doswiadczen? czy rzeczywiscie nie jest gotowy? ja sama jestem na ta chwile zdezorientowana.
    • mitoczka Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 15:02
      Nie rokuje to dobrze. Pan ci wprost powiedzial, ze to bedzie dziwne widziec cie codziennie. Czy osoba zakochana i zaangazowana moglaby cos takiego nawet pomyslec?
      Moim zdaniem ma cie w zapasie.
    • koronka2012 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 15:24
      Nie ma co przesadzać. Zmiana jest duża dla ciebie - ale dla niego też, nie ma co ukrywać. Sama napisałaś, że poczułaś lekką panikę - dlaczego jemu nie dajesz takiego prawa? Wiem, powinien być w skowronkach, ale umówmy się - jesteśmy dorośli...
      • zielona_herbata80 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 15:30
        otoz to - oczekiwalam ze bedzie w skowronkach ;-)
        a zmiana jest gigantyczna, z tym ze ja ponosze wieksze koszty tej zmiany, wiec oczekiwalam wsparcia, poparcia a nie watpliwosci w ostatniej fazie.....

        tak wiem, jestesmy dorosli, po przejsciach ale kochamy sie wiec nie przekreslam tego w tym momencie
        moze musze byc szczera sama ze soba i skoro ja poczulam panike i on poczul panike to trzeba jeszcze zaczekac
        • ada1214 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 15:34
          Bym zaczekala. To byl taki maly punkt zapalny, cos zadzwonilo, wiec najbizsza przyszlosc powinna wyklarowac albo w jedna albo w druga strone. Nie ma co dziekcu fundowac zbednego szarpania w te i wewte (gdyby nie wyszlo) , bo zmiana szkoly moze byc duzym stresem
        • koronka2012 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 15:38
          Zaraz wakacje - zróbcie sobie próbę generalną przenosząc się do niego na lipiec/sierpień.
          Poczucie paniki jest normalne, i podejrzewam, że za rok odczujecie to dokładnie tak samo, moim zdaniem to nie jest kwestia tego, ze teraz jest za wcześnie, tylko że zmiana jest kolosalna.
          Taka zmiana to wywalenie życia do góry nogami - i choć niesie plusy, to na początku normalny człowiek ma lęk.
          • zielona_herbata80 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 15:44
            hmmmm..... moze to jest to. Moze oczekujemy od siebie ze kazde bedzie mialo przeswiadczenie "tak, teraz! jestem pewna/-y na milion procent!" a w rzeczywistosci to przeswiadczenie nigdy nie przyjdzie bo jak tu byc pewnym kiedy wywracasz zycie do gory nogami ....
    • olikol Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 15:42
      Cóż, przestańcie wszystkie weekendy spędzać u niego. Niech on pojeździ i się postara. Jak się zmęczy jeżdżeniem tam i z powrotem, koniecznością dostosowania, zobaczy ile spraw nie załatwił bo "musiał" do ciebie jechać, to zacznie doceniać mieszkanie razem a nie w rozjazdach.
      Na razie w rozjazdach jesteś ty i twój syn. Dziwię się, że syna możliwości rozwoju porzuciłaś bo dostosowujesz się do potrzeb jego i jego dzieci. Czemu np nie zapisałaś tam młodego na basen lub piłkę, jeśli tam spędzacie weekendy? Czemu nie dbasz o większą równowagę w tej relacji? Czemu nie dbasz o swoje dziecko tylko myślisz o dostosowaniu się by inni mieli wygodnie?

      Facetowi się zupełnie nie dziwię -rozpuściłaś go. Ma kobietę która co weekend do niego przyjeżdża, angażuje się w jego życie i dzieci, on się dostosowywać zbytnio nie musi, wpadnie czasem w odwiedziny jak nie ma dzieci na karku, jest fajnie, amory, a na co dzień święty spokój we własnym domu, nikt nie kontroluje, nie sprawdza, nie suszy głowy o bzdury, można się zrelaksować. Opcja "przedłużonego romansu" to najfajniejszy czas w związku, też bym nie chciała zmieniać- gdybym do układu podchodziła luźno i nie miała wielkiej ochoty się wiązać na stałe.
      • zielona_herbata80 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 15:52
        niestety nie mam warunkow zeby ugoscic nas wszystkich - dlatego weekendy sa tam
        on przyjezdza do mnie w tygodniu po pracy + w piatek wieczor zeby nas zabrac do siebie autem
        syna nie zapisalam bo wszelkie formacje sportowe tam daja pierwszenstwo dzieciom z regionu

        • zuzi.1 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 16:09
          Zgadzam sie z Olikol. Facet ma TERAZ super układ, wiec po co go zmieniać. Wiec jego komentarz byl b. szczery.
          • zielona_herbata80 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 16:14
            moj poprzedni komentarz mial na celu pokazanie ze on tez jest zaangazowany
            gdybym czula ze tylko ja "jezdze" i tylko i wylacznie ja sie dostosowuje, zwiazek juz dawno bylby zakonczony
            • zuzi.1 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 16:52
              Ale on czuje to:"Dla mojego D. taki stan rzeczy jest ok, jest szczesliwy i twierdzi ze bylby w stanie LAT relacje ciagnac przez dlugie lata."..."to szybko, ze to bedzie dziwnie juz tak codziennie mnie widziec, ze sie boi stracic swoja wolnosc, ze moze duzo sie zmienic, ze stracimy swoje "zakochanie" i pasje jakie mamy w tej chwili. Ze w sumie on nie mial wyjscia zeby sie nie zgodzic bo wie ze
              dla mnie to wazne."
              • zuzi.1 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 16:58
                Ten Twój D od początku juz przy problemach z dziecmi itp. reagowal imo jak piczka wolowa, a jego ostatnia reakcja to po prostu kontynuacja jego normy. On po prostu taki jest jak jest. Rozumiem, ze Ty bylas bardziej optymistycznie w to zaangazowana i myslalas, ze wszystko pójdzie jak po masle. A z niego jest wygodny facet, który lubi sobie życie ulatwiac. I nie w glowie mu poświęcanie sie. Teraz oczywiście wszystko probuje odkręcać i sie kaja, ale jaki ma naprawde charakter to juz pokazał.
                • paris-texas-warsaw Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 17:06
                  Myślę, że 1 h drogi to mała odległość. Jakbyście chcieli ze soba być, to naturalnie byście się już 100 razy do siebie "sprowadzili", nie raz facet by Ciebie i syna odwiózł rano do pracy i szkoły etc.
                  Twój pomysł, by rok się "przygotowywać" w przypadku związku dorosłych ludzi, którzy się kochają (?) to wg mnie jakaś abstrakcja. Myślę, że nie chcecie w głębi serc ze sobą mieszkać. Panika, że się będzie razem??? No, nie wiem, w jakim układzie. Raczej w układzie zakochanych osób, to facet by czuł panikę, że możesz się NIE przeprowadzić.
                  Trudno coś radzić, bo to jest zafiksowany układ, a nie "ja coś zrobię, to on się naprawi".
                  • zielona_herbata80 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 17:36
                    paris, jak to sobie wyobrazasz - rano wyjazd o 6:00 zeby byc na szas do szkoly i pracy a potem on z powrotem gna do pracy choc juz i tak na czas nie bedzie ? dodaj korki
                    nieraz jak wyjezdza ode mnie rano do pracy to dociera po 1,5 godzinie bo korki

                    moja propozycja za rok wynikla z dwoch powodow: jego ataku paniki (stalam sie ostrozniejsza) + nie bede przerywac dziecku roku szkolnego
                    • zuzi.1 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 18:00
                      Może pozwól mu się z tymi niedogodnościami samemu zmierzyć i przestań go wyręczać w mysleniu i dzialaniu. To samo dotyczyło problemów z dziecmi, sama wyrwalas sie do działania, zamiast jemu oddać pole i pozwolić na jego aktywność.Wiec on z wygody pozwala Ci się mierzyć z kolejnymi sprawami. Fajnie miec taka chetna i nadaktywna kobietę, ktora misiowi wszystkie pylki spod stop usunie, zanim jeszcze opadną na ziemie. A misio w tym czasie zadowolony popija sobie miodek. A kobitka sie urabia po uszy, zamiast wygodnie sobie zyc i nie brać na grzbiet cudzych obowiazkow.
            • enith Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 17:03
              Hmm... ja też odniosłam wrażenie, że główne trudy logistyki ponosisz ty i syn. Kto musiał zrezygnować z kursu językowego? Ty. Kto nie został zapisany na piłkę? Twój syn. Rozumiem, że warunki lokalowe nie pozwalają ci na goszczenie partnera i jego dzieci, ale jednak rzuca się w oczy nierównowaga waszego zaangażowania. Nie dziwi mnie w ogóle, że propozycja uregulowania sytuacji wyszła od ciebie, a jednocześnie dziwi mnie reakcja partnera, gdy już przyszło do konkretów. Cóż, mam wrażenie, że pan wyrwał się ze szczerością o "utracie wolności" i teraz pluje sobie w brodę, bo zobaczył, jak bardzo dotknęła cię ta uwaga.
              Poczekajcie jeszcze trochę przed podjęciem decyzji o wspólnym zamieszkaniu, skoro wątpliwości pojawiły się po obu stronach. A swoją drogą ja osobiście nigdy nie zgodziłabym się na kilkuletnie odwieszenie MOICH łykendowych spraw i pasji, bo muszę jechać do partnera. Raz na jakiś czas jak najbardziej, ale cały czas? Nie, dziękuję. I nie dziwi mnie, że tobie też to nie odpowiada.
              • enith Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 17:20
                I jeszcze jedno. Stwierdzenie partnera, że jest szczęśliwy w takim układzie, że może ten układ w takiej formie ciągnąć latami pokazuje, moim zdaniem, że wspólne zamieszkanie i tym samym zacieśnianie waszego związku, nie jest dla niego ważne. Traktuj to jako mocny sygnał ostrzegawczy, zwłaszcza, jeśli nie widzisz się w roli osoby bujającej się do partnrea co łykend kosztem swoich zainteresowań przez resztę swojego życia.
                Może zaproponuj rewizję dotychczasowych ustaleń w celu zwiększenia jego zaangażowania i po prostu sobie partnera poobserwuj. Może się za jakiś czas okazać, że temat wspólnego zamieszkania w ogóle przestanie istnieć.
                • zielona_herbata80 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 17:30
                  mniej wiecej to zaproponowalam i tak jak mowisz - bede obserwowac co robi (czy cos robi)

                  w miedzyczasie juz sobie zakodowalam ze z calego tego zamieszkania moze wyjsc wielki klops

                  no, zobaczymy
              • zielona_herbata80 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 17:23
                odnioslam sie do powyzszych komentarzy ktore okreslily D. jako egoistycznego, rozpuszczonego przez mnie faceta
                nie jest tak ze on siedzi spokojnie a ja "ganiam" co weekend, on rowniez ponosi trudy logistyczne + jesli u mnie jest sytuacja podbramkowa to zawsze jest zeby pomoc/cos zalatwic
                absolutnie nie czuje ze to mialki/egoistyczny facet ktory siedzi i czeka az kobieta "przybedzie" i sie dostosuje - nie bylabym z takim mezczyzna

                po jego reakcji odnosze wrazenie ze bardzo ciezko rozstac sie mu z ta wizja zwiazku jaka jest teraz - absolutne zakochanie, tesknota itd co poniekad rowniez rozumiem

                nie chce mi sie tez odpowiadac na komentarze "rozpuscilas pana" to masz
                w momencie wchodzenia w zwiazek wiedzielismy ze nie bedzie latwo ale od poczatku intencja bylo ze po jakims okresie zamieszkamy razem
                tylko ze to bardzo powazny krok .....



                • ada1214 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 17:29
                  > po jego reakcji odnosze wrazenie ze bardzo ciezko rozstac sie mu z ta wizja zwi
                  > azku jaka jest teraz - absolutne zakochanie

                  no nie wiem czy to jest absolutne zakochanie
                  moze ja sie na zyciu nie znam,ale z tego co wiem o mezczyznach to: zakochany facet potrafi przenosic gory, a niemozliwe czyni mozliwym
                  a tu jakby odwrotnie, to co jest mozliwe (przeprowadzka) on chcialby odsunac w czasie
                  • zielona_herbata80 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 17:33
                    no wlasnie pisze: absolutne romantyczne zakochanie - bo nie mieszkamy razem
                    jak sie zacznie codzienne zwykle zycie, zakochanie zaczyna wygladac inaczej ;-) i on sie tego boi
                    • olikol Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 17:45
                      Chłop chciał romansu a nie prozy życia. Prozę już miał z poprzednią żoną, teraz chciał przyjemności. Udało mu się dwa lata bawić w weekendowy zaangażowany romans a teraz znienacka mu psujesz szyki bo chcesz się wprowadzać i mu dawać prozę życia. Jemu dobrze tak jak jest, nie widzi możliwości że coś lepszego będzie w układzie na 24g/dobę
                    • ada1214 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 18:29
                      Dziwna logika. Idac tym tropem im kto bardziej zakochany tym dluzej chcialby odwlekac zlaczenie sie? W takim razie ci najnajnaj najbardziej szalenczo zakochani zyliby przez cale zycie oddzielnie. To w takim razie Karolak bardzo kocha(l) Wiole Kolakowska.
                • zuzi.1 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 17:39
                  Oj herbata :-) Ty chyba masz taka osobowość, ze widzisz głównie to, co chcesz widzieć a to co jest w realu obserwujesz przez różowe okulary. Nie wiem czy to naiwność, czy wręcz glupota czy jakis problem z widzeniem/ myśleniem zyczeniowym. Zdejmij różowe okulary i zmierz sie z tym co jest. A najlepiej wyluzuj i nie rob kompletnie nic, tylko poczekaj jak się sytuacja potoczy. Rozumiem, ze chcialabys bardzo wierzyć w to, ze z niego jest szarmancki książę gotowy na wszelkie poswiecena dla Ciebie bo jest szalenczo zakochany, no niestety rzeczywistość skrzeczy i jakby nie bardzo na to wskazuje...
                  • zuzi.1 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 17:42
                    W amoku absolutnego romantycznego zakochania facet klekal by przed Toba w każdy weekend i blagal cienkim głosem, żebyś się do niego wprowadzila. I napiealby na realizacje tego pomysłu jak Prezes na Beatę w innych kwestiach :)
                • olikol Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 17:39
                  No rozpuściłaś pana. Zrezygnowałaś ze swojego rozwoju i zajęć twojego syna, nie wyrabiasz na zakrętach bo jedziesz do pana i realizujesz jego życie, a twoje leży w poczekalni.
                  Sorry, ale źle się do tego zabrałaś. Jak widać, panu tak jest fajnie i więcej nie potrzebuje, ani nie wydaje mu się by to więcej ciebie -było lepsze niż ty na weekendy i z doskoku.
                  Ty zawiesiłaś swoje życie na kołku, czekając na wyklarowanie sytuacji z panem.
                  Pan nic nie zawiesił. Dzieci chodzą na sporty, on w weekend z tobą pozałatwia sprawy i rodzinne powinności przy okazji zabawy w dom i amorów.

                  Nierozsądne jest zawieszać swoje życie na kołku czekając na kogoś innego, proszę pani. Bardzo nierozsądne.

                  Wyobraź sobie, że zapisałaś syna 2 lata temu na piłkę, basen i inne zajęcia o których marzył. A sama poszłaś na kurs językowy. Co by było? Otóż pan by musiał pogłówkować jak być razem, bo dziś przyjechać nie może bo kurs, a w weekend musi on wpaść do ciebie bo piłka młodego. I szybko by doszedł do wniosku, że tak się nie da, musicie razem zamieszkać by obie rodziny realizowały się w jednym miejscu. Albo by uznał, że mu się wysilać nie chce i byś już kogoś nowego dawno szukała.
                  A tak, to cóż.. początek obopólnej frustracji i poczucia że ta druga strona zmusza do czegoś albo nie gra fair.
                  • zielona_herbata80 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 21:24
                    poniekad masz racje i fajny komentarz :-) ciekawa jestem jak by to bylo ;-) no ale obudzilam sie teraz i stawiam granice. Jak sobie pojdzie to pojdzie, ja i maly jestesmy najwazniejsi.
            • zuzi.1 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 17:20
              On oczywiście jest zaangażowany, ale zdecydowanie mniej niż Ty. Może spróbuj czy jak Ty sama zaczniesz byc Malo zaangazowana, to czy ten związek sie utrzyma. Narazie wygląda na to, ze to Tobie zalezy bardziej i to Tyjestes zdecydowanie bardziej aktywna w tym związku, również przy rozwiazywaniu problemów, które się pojawiają a książę D jedzie na pól gwizdka swoich możliwości. I nie widac u niego euforii ani chęci do wkladana dużego wysiłku dla Ciebie i dla Was.
              • zielona_herbata80 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 20.06.16, 12:02
                nic bardziej mylnego
    • tully.makker Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 17:02
      Przeczytaj to:

      www.amazon.com/Not-Your-Mothers-Rules-Secrets/dp/1455512583

      I wyciagnij wnioski. Klasyka az sie plakac chce. Niestety, rozpuscilas pana i teraz ponosisz konsekwencje.
      • verdana Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 17:25
        Dla mnie facet powiedział otwartym tekstem, ze absolutnie sobie nie życzy, abyś sie przeprowadzała, bo ceni sobie wolność. Oznacza to,z ę postrzega Twoje zamieszkanie u niego w kategorii utraty tego, co ma, a nie jakichkolwiek zysków. Przepraszał, bo nie chce stracić tego, co ma, ale powiedział to co myśli - ze ten układ mu kompletnie nie pasuje.
        Za rok facet pewnie oświadczy, że z góry wiedział, ze to się wypali. I rzeczywiście się wypali, bo pan nie chce stałego związku, z dzieckiem, z codziennością, a chce związku od święta.
        • paris-texas-warsaw Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 17:35
          Dokładnie. To nie jest egoistyczny facet, tylko szczery. Ktoś lubi randkować, ktoś żyć razem z 5 dzieci, a ktoś mieć stały związek z partnerem za granicą. Jemu taki układ odpowiada, a Tobie inny. "Dociążenie" go obowiązkami etc. nic nie zmieni w jego pragnieniach, bo niby dlaczego. W sumie brawa dla pana za szczerość, lepsze to niż kluczenie etc.
          • zuzi.1 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 18:22
            Czy aby na pewno? Autorka napisala tak:"w momencie wchodzenia w zwiazek wiedzielismy ze nie bedzie latwo ale od poczatku intencja bylo ze po jakims okresie zamieszkamy razem
            tylko ze to bardzo powazny krok ...." Pytanie czy to rzeczywiście byla OBOPOLNA intencja czy tylko intencja w glowie autorki. Jesli intencja od poczatku byla obopólna, to panu aktualnie najwyraźniej sie odmienilo.
            • paris-texas-warsaw Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 18:30
              Ja tylko się odniosłam do chwili obecnej i tego wyjawienia, że nie chce razem mieszkac tu i teraz. Trudno powiedzieć, jak to się kształtowało w czasie, na ile te motywacje się zmieniały, na ile jawnie facet mówił o swoich preferencjach. Może mu się ten układ spodobał, mimo że wcześniej zamierzał mieszkać razem, a zobaczył, że np. lubi i sam sobie wieczorami pobyć, bez Autorki, albo bez jej dziecka, etc. Różnie może być. Trudno aż takie szczegóły pewnie by było z niego wyciągnąć, bo i tak zobaczył, że był "za szczery" i może cały związek stracić, więc pewnie będzie uważniejszy teraz w słowach.
            • zielona_herbata80 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 22:03
              tak, wspolne mieszkanie bylo omawiane omawiane juz na samym poczatku naszej relacji. Nie jestem baba ze schiza ze raptem mi sie odmienilo ;-) powiedziane bylo ze z czasem postanowimy kiedy i dla nas obu bylo jasne ze nie bedzemu tego ciagnac do starosci naszej czy dzieci ;-)
              czy "panu" sie odmienilo czy to "samcza pomrocznosc" go napadla czy po prostu nie chce: to jest oczywiscie pytanie w moim watku ;-)
              • zuzi.1 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 22:12
                To może zapisz sie w koncu na ten kurs a syna na zajęcia, a pan D. niech zacznie sie do Was dostosowywać. Wizyta u niego raz w mcu. Jak mu będzie zależało, to cos wykombinuje :-)
                • zuzi.1 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 22:13
                  Wizyta raz w mcu na max. 1 dzień, nie na caly weekend.
                  • yoma Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 18.06.16, 10:03
                    Nie prościej od razu zerwać?
              • anaiss Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 18.06.16, 17:08
                Opowiem Ci jeszcze lepszy numer, który aktualnie przerabiam :) Mój - już aktualnie - ex ;) przeniósł do mnie połowę swoich rzeczy, po czym stwierdził, że jednak ma wątpliwości czy chce się przeprowadzać :) dodam, że mieszkamy "na dwa mieszkania" w jednym budynku już ze 3 lata :) później też coś próbował w stylu "że zamieszkamy na próbę", itd. I wiesz co? serio, guzik mnie obchodzi czy to panika czy co innego, nie mam chęci się nad tym zastanawiać, nie mamy po 20 lat, by się tak bujać :)
                • zielona_herbata80 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 20.06.16, 09:13
                  w jednym budynku? powaznie??? przeciez to sytuacja ideaalna :-D ;-)
                  • yoma Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 20.06.16, 10:51
                    Fajnie, że tak myślisz :)
              • amb25 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 20.06.16, 14:48
                Jesli bylo omawiane a teraz Panu juz nie odpowiada, to znaczy, ze moze on inaczej niz ty postrzega wasz zwiazek.
        • zielona_herbata80 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 17:38
          mocne, ale tego wlasnie sie obawiam :-/
    • yoma Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 18:23
      I tak chodzą lata długie,
      Jedno chce, to nie chce drugie,
      W tym największy jest ambaras,
      Żeby dwoje chciało naraz.
      • zielona_herbata80 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 17.06.16, 21:19
        otoz to! bo byly okresy ze on nalegal bardziej na zamieszkanie a ja nie bylam gotowa..... teraz ja bylam gotowa a on mial watpliwosci..... moze jest to tez tak ze mamy za duzo czasu na "rozkminianie" jak to bedzie, co to bedzie, jak to ogarnac. Jak sie tak namysle to sama nie wiem.
        Dwoje ludzi po przejsciach niechetnie wchodza w nowy rozdzial jesli wszystko nie jest jak sie oczekuje.
        • yoma Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 18.06.16, 10:06
          Wiesz, w pewnym wieku i po przejściach może lepiej by było mieszkać osobno, acz bliżej? Chłop w chałupie to jak wrzód na d... ;)

          Nie rezygnując ze swojego kursu, piłki syna czy co to było etc., oczywiście.
    • heniek.8 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 19.06.16, 07:25
      to żaden rarytas mieszkać razem i włazić sobie na głowę
      kilkanaście lat tak się męczyłem i nie chciałbym do tego wracać

      na twoim miejcu bym nie rezygnował z takich rzeczy jak zajęcia dziecka, swój rozwój itp. w imię tego że kiedyś pan da ci kąt u siebie.
      zresztą, co wtedy z twoim obecnym mieszkaniem? - zostałoby puste? więc sprzedaj to teraz i kup podobne w okolicy panicza

      w ten sposób będziecie się widzieć tak często jak będziecie chcieli, zapiszesz sebie na kurs języka a syna na piłkę, a jak wasz związek nie wypali to nie będzie trzeba znowu zmieniać szkoły, klubu itp
      • milamala Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 19.06.16, 20:16
        Henio, ludzie, ktorzy sie kochaja chca mieszkac ze soba. Moj zwiazek "na odleglosc"juz po roku mial final slubny, bo nie mielismy ochoty ciagle sie rozstawac. Do dzis zreszta (po 10 latach) nie lubie czwartkow, bo byl to ostatni dzien przed piatkowymi pozegnaniami. Tak czy owak w zwiazku autorki takiego zaangazowania nie widze.
        Autorka moze domagac sie czestszych wizyt weekendowych u niej, zamiast porzucac co weekend wszystko i jechac do pana.. Jokos tam sie wszyscy na kupie pomieszcza pare razy, a jesli panu zalezy to moze zrozumie jaki problem ma autorka watku i zdecyduje "woz albo przewoz".
        Kupowanie mieszkania blisko pana uwazam za kiepski pomysl. Albo im sie uda razem stworzyc rodzine pod jednym dachem, albo nie. Nie ma powodu kupowac mieszkania tylko zeby byc blizej pana. A jak z tym panem nie wyjdzie, za to autorka spotka pana , ktory mieszka jeszcze gdzie indziej, to tez ma kupic mieszkanie w miejscu zamieszkania tego kolejnego. Wbrew pozorom latwiej sie wprowadzic ze wszystkimi betami i ewentualnie wyprowadzic niz sprzedac swoje mieszkanie i kupic inne. W ukladzie takim jakim jest pani, gdzie ich wzajemne zaangazowanie (szczegolnie pana) stoi pod znakiem zapytania, rozsadnie jest ew. przeniesc sie do pana, a mieszkanie wlasne zostawic puste (albo wynajac). Tak na wszelki wypadek, jakby cos nie wypalilo, zeby bylo do czego wracac.
        • heniek.8 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 19.06.16, 21:28
          milamala :*
          nie wiem ile masz na koncie ślubów i rozwódów

          > ludzie, ktorzy sie kochaja chca mieszkac ze soba.
          pierwszy raz, potem im przechodzi :)
          kochaj siebie samego jak bliźniego swego :)

          > Kupowanie mieszkania blisko pana uwazam za kiepski pomysl.

          to zależy jak by wyglądała taka zmiana
          100 km ?
          Radom -> Warszawa czy Warszawa -> Radom?
          to drugie oceniam jako nienajlepszy pomysł , ale z drugiej strony podobno tam jest nowe lotnisko, więc nowe perspektywy przed nami

          autorka chce się przeprowadzić bez względu na te geopolityczne rozważania, czyli albo jest pewna że znajdzie pracę w nowym miejscu, albo jest pewna że nie znajdzie :)
          • ada1214 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 20.06.16, 12:31
            heniek.8 napisał:

            >
            > > ludzie, ktorzy sie kochaja chca mieszkac ze soba.
            > pierwszy raz, potem im przechodzi :)

            Heniu, Ty jestes zgorzknialy cynik :)
            Jeszcze mozna by zrozumiec chec mieszkania osobno jak sie mieszka blisko. Ot, w klatce obok, na ulicy obok itp; wtedy sa same plusy: kochana osoba jest na wyciagniecie reki, a rzynajmniej nikt sie po domu nie placze, nie rozwala gaci i skarpetek. Jesli porzadek w domu ma wieksze znaczenie niz przytulenie sie przed snem.
            Ale wybierac raczej cotygodniowe bujanie sie po 200 km (bylo 100 w jedna strone, o ile pamietam) niz wspolne zamieszkanie- to jednak o czyms swiadczy.
            Chociaz nie, przeciez tutaj ten pan sie nie buja, to Autorka sie buja 200 kilosow. To fakt, po co ten uklad zmieniac.
            • zielona_herbata80 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 20.06.16, 12:37
              to juz zeby bylo jasne: on sie "buja" wtorek/sroda 200 km, i w piatki 200 km
              ja sie "bujam" w niedziele 100 km

              ;-)
              • ada1214 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 20.06.16, 17:32
                W sumie jak sie nad wszystkim zastanowic to moze wyjsc mimo wszystko fajny zwiazek.
                Wczesniej kiedy pisalas o szalenczym zakochaniu zaoponowalam i nadal uwazam, ze szalenczego zakochania tu nie ma. Raczej jet racjonalizm i rozsadek. I to jest dobrze. W naszym wieku szalencze zakochanie jest bardzo podejrzane. Czlowiek dojrzaly juz nie daje sie wodzic za nos hormonom jak nastolatek czy 20 latek. Wiec jesli trafi sie gostek (sorry nie pamietam w jakim jestescie wieku) 40-50 letni szalenczo zakochany to najpewniej jest to jakis popapraniec z brakami emocjonalnymi wielkosci dziury ozonowej nad Antarktyda. Majacy nadzieje ze wybranka losu te dziure zapelni. A jesli jej sie to nie uda to zaczyna sie gehenna.

                Tak czy owak, dobrego zycze, i daj znac za jakis czas jak sie potoczylo ;)
        • zielona_herbata80 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 20.06.16, 09:11
          milamala - a jaka byla wowczas Twoja sytuacja? ile mieliscie lat, czy byly wczesniej jakies powazne zwiazki/rozstania/rozwody? czy byly dzieci?
          • beenthere Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 20.06.16, 11:06
            Co ci da to porownanie? Jesli jej facet nie mial dzieci, to bedziesz mogla swojego D usprawiedliwic: no tak, ale moj ma dwojke, wiec to oczywiste, ze nie chce ze mna mieszkac...?
            Prawda jest taka, ze on powiedzial ci nie. Powiedzial to wprost, za co chwala mu, bo wiesz co jest grane. Ja od mojego "zakochanego" uslyszalam w podobnej sytuacji, ze jego siostra ma teraz problemy i byc moze bedzie musial jej podnajac pokoj, wiec moze zaczekajmy, a poza tym on boi sie o moj rozwoj i prace w jego miescie. Miesiac pozniej byl juz wspomnieniem.
            Ja za to rok pozniej poznalam kogos kto wywrocil swoje zycie do gory nogami zeby tylko byc ze mna, mimo ze poczatkowo dzielily nas setki km. I to jest prawdziwe zakochanie, wiec nie daj sobie wmowic, ze weekendowym zwiaziem pan podgrzewa wasza romantyczna milosc
            • zielona_herbata80 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 20.06.16, 12:00
              kiedy jest sie po przejsciach i z dziecmi podejmuje sie decyzje inaczej niz za mlodu i bez tego typu zobowiazan
              i to dotyczy i jego i mnie

              i tak, wiem co jest grane bo mam caly obraz sytuacji a ty wyciagasz wniosek po moim wpisie na forum
              gdybym wiedziala i czula ze on nie chce, nie zakladalabym watku tylko sie rozstala
              skoro analizuje to co sie stalo znaczy, ze jest wiecej na rzeczy niz jego powyzej opisane zachowanie
            • anula36 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 20.06.16, 12:02
              hmm, a jak tam u Was z seksem? moze Pan sie boi ze wiekszej ilosci niz teraz z doskosku( bo ile takich nocy tylko dla siebie speddzacie razem, bez dzieci w tle, skoro w tygodniu on przyjezdza po pracy, jedzie do siebie, a na weekend Was zabiera do siebie?) nie podola?
              Nie oczekuje odpowiedzi, pomysl sama, czasem drugie dno sytuacji lezy wcale nie tam gdzie by sie wydawalo na pierwszy rzut oka.

              • zielona_herbata80 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 20.06.16, 12:11
                dzieci nie sa juz male wiec to nie problem, mamy sporo czasu tylko dla siebie (dzieci maja swoje wspolne sprawy i zajecia)
                a my obydwoje jestesmy "wysokolibidowcami" i kazda wieksza ilosc jest mile widziana (pan "technicznie" moze duzo)
                • anula36 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 20.06.16, 12:19
                  noto trzeba zagwozdki szukac dalej:)
                  rozumiem Cie doskonale, bo sama teraz funkcjonuje w takim ukladzie dojazdowym,no ale my to oboje liczymy dni zeby sie zainstalowac w jednym miejscu razem.Po tym wzgledem mamy wspolne poglady od poczatku. u nas to bardziej z praca zwiazane. jego dzieci dorosle,mieszkaj na swoim, moich brak wiec ta logistyka szkolna itp odpada.
                  Trzymam kciu,zeby sie poukladalo po Waszej wspolnej mysli:)

                  • zielona_herbata80 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 20.06.16, 12:26
                    im dluzej to analizuje i "zestawiam" z tym jaki jest, tym bardziej wydaje mi sie ze to byla chwilowa panika, zreszta tez taka mialam tylko trzymalam jezyk za zebami.... tyle zmian dla nas i dla dzieci, jak to ogarnac i poukladac

                    bedzie dobrze a dla was udanego startu :-)
                    • anula36 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 20.06.16, 12:39
                      dzieki! i pamietajmy,ze zaluje sie w zyciu tylko tego czego sie nie zrobilo:)
                • amb25 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 20.06.16, 14:51
                  ale chyba rzadko (bo tylko w weekned).
                  • zielona_herbata80 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 20.06.16, 15:08
                    * nie spotykamy sie tylko w weekend
                    * watek nie jest o czestotliwosci wspolzycia
          • milamala Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 20.06.16, 13:45
            Jak wychodzilam za maz mialam 33 lata, maz 34. Wczesniej zadnych dzieci, zadnych rozwodow. Owszem zwiazki byly z obu stron, ale bez dzieci, kredytow, czy tam jakis wspolnych zobowiazan. Takze sprawe mialam jasna i klarowna. Ale znam takich co w podobnie jasnej i klarownej sprawie dlugo sie wahali, potem zamieszkali, dlugo bez slub, potem slub, potem rozstanie (ona wrocila) potem znowu sie zeszli, teraz dojdzie zaraz dziecko. No powiem szczerze, nie zazdroszcze im, widac, ze to takie jest niby chca, niby nie chca. Bylo jedno rozstanie, nikt nie bedzie zaskoczony, ze bedzie drugie, moze trzecie, az w koncu ostateczne rozstanie - pomimo dziecka.
            Po prostu mniej chodzi o klarowna sytuacje, co o stan uczuc.
            Czy na prawde chcecie byc razem?
            • zielona_herbata80 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 27.06.16, 09:52
              jak sie ma dzieci i kredyty i eksow gdzie dzieci musza bywac co jakis czas, to chodzi rowniez o klarowna sytuacje
              uczucia sa bardzo wazne ale strona praktyczna rowniez
    • titta4 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 26.06.16, 18:50
      Heh, herbatko...jakbym o sobie czytała sprzed półtora roku...Możesz sobie wyszukać, sytuacja bardzo podobna- oboje po przejściach, z dziećmi i "kocham cię ale jakos nie bardzo mi sie widzi zamieszkanie z toba- dobrze jest jak jest"
      Efektt-rozstalismy się, bo zorientowałam się,że to po prostu lęk przed zobowiązaniami- tak na luzie to ok, wszytsko moge nic nie muszę. ale zobowiązać się, na serio, mieć jakies obowiązki? O nie nie...Faceci sa strasznie wygodni :/ Im taki układ pasuje w większości.
      Macie jakies wspólne rzeczy? Jakieś plany- ale długoterminowe, nie typu "za tydzień pojedziemy nad wodę"Znacie swoje piny do kart? To może głupie pytania, ale pokażą ci, jak naprawdę głęboki i poważny jest wasz związek...
      • zielona_herbata80 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 27.06.16, 09:50
        Titta.... no przykro ze tak Ci wyszlo. a moze wlasnie nie, bo masz jeszcze szanse na ulozenie sobie zycia tak jak chcesz.
        Wlasnie dlatego tak zglupialam po tej rozmowie, bo mamy plany. Zawsze byl tez plan dlugoterminowy - zamieszkanie razem.
        Po kolejnych rozmowach przyznal sie ze najwieksza przeszkoda dla niego jest remont (cale mieszkanie, ostatnio bylo tam cos robione 30lat temu). Na razie mieszka jak mieszka, no ale jesli bedzie nowy start, mieszkanie razem, to oczywiscie ze trzeba zaczac urzadzac, wymienic kuchnie, lazienke itd. Kazdy pokoj po kolei. Przyznal ze spanikowal ze to "juz" trzeba bedzie sie zabrac do pracy.

        Nie wiem, na ta chwile przyznam ze wszystko mi opadlo.
        • titta4 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 27.06.16, 12:38
          Wiesz, mnie tez zmroził jakis taki brak entuzjazmu...jak się okazało słusznie. Bo tu nie chodzi o to,żeby kogos zmuszać, ale żeby sam chciał.. W każdym razie cieszę się teraz z perspektywy że tak wyszło- nie straciłam więcej niz dwa lata ;)
          Poobserwuj, jesli po pierwszym szoku wykaże entuzjazm i sam ruszy ten temat- to super. Jesli temat zostanie zawieszony- to masz odpowiedź;/
          Wiesz jak jest- jak ktos chce, to szuka sposobu, jak nie chce- szuka powodu ;)
    • renata1152 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 27.06.16, 23:03
      Siostra cioteczna mojej mamy miała zaprosić mamę do siebie
      jak zrobi remont. Do tej pory mama nie została zaproszona do
      swojej kuzynki aby ją odwiedzić,a minęło już dobrych kilka lat.

      Związek w którym za bardzo się starasz jest nic niewart.
      Nie żyjesz swoim życiem, ktoś inny pisze scenariusz,
      a ty jesteś na każde zawołanie.
      Nie czytałaś poradnika ''Dlaczego mężczyźni kochają zołzy''
      przeczytaj.
    • zielona_herbata80 ciag dalszy 01.07.16, 09:54
      no i chyba nic z tego nie bedzie

      mielismy jeszcze kilka rozmow ale jakos nigdy nie mialam tego odczucia ze on tak na 100%, na pewno i w ogole calym soba tego chce.... tyle przeszkod, trudnosci, niepewnosci.
      Po tej jego reakcji oczekiwalam jego kompletnego zaangazowania w cale przedsiewziecie, entuzjazmu, podjecia praktycznych krokow (np rozpoczecie remontu mieszkania) zeby pokazac mi: zachowalem sie jak osiol wtedy ale mozesz mi zaufac, od teraz przygotowuje sie na nasze bycie razem, czekam na ciebie.

      Niby nie powiedzial ze nie chce, nie powiedzial ze watpi itd ale ja to "czuje". A raczej: nie czuje ze to tak na sto procent z jego strony.

      Nie jade tam w przyszle weekendy, zostaje u siebie. Chyba sie wszystko wlasnie konczy. Nie chce mi sie tez juz rozmawiac z nim na ten temat.

      Smutno mi jak cholera.
      • zuzi.1 Re: ciag dalszy 01.07.16, 12:15
        Ale czy na pewno lepiej dla Ciebie by bylo, gdybyś kontynuowala ten związek z facetem zaangażowanym na przyslowiowe 1/3 gwizdka? O czym to zaangażowanie świadczy? Moim zdaniem o tym, ze mu NA TOBIE nie bardzo zalezy. Naprawde chcialabys swoje dalsze starania poświęcać komuś takiemu, kto jest wygodny i niechętny do poświęceń. Daj ten czas i zainteresowanie sobie i dziecku a następnym razem nie angażuj sie bardziej od faceta, pozwól jemu sie starać, wówczas bardziej doceni Ciebie i wasz związek. Nie szanuje i nie docenia sie często tego, co sie ma na wyciągnięcie ręki. Zastanów się dlaczego tyyyyle z siebie dajesz, a tak maaalo oczekujesz. To jest zle podejscie.
        • paris-texas-warsaw Re: ciag dalszy 01.07.16, 12:21
          Kiedyś moja przyjaciółka jako młoda dziewczyna miała przygotowany prezent dla chłopaka na Walentynki, ale mu nie dała, bo on nie dał nic jej. Jak ją spytałam czemu mu nie dała, to mi powiedziała, że "kobieta powinna być jeden prezent do tyłu przed mężczyzną" czy cos takiego. I chociaż to takie może się wydawać małostkowe, to cos w tym jest. Zwłaszcza na początku znajomości.
        • zielona_herbata80 Re: ciag dalszy 01.07.16, 13:49
          to nie do konca tak zuzi jak piszesz
          bylismy oboje zaangazowani tak samo i kombinowalismy oboje - do momentu decyzji o zamieszkaniu, wtedy on jakby sie wyciszyl
          a ja jestem wymagajaca i mysle ze on sie tego przestraszyl, ze ja oczekuje "za duzo" (moze tez mozna to polaczyc z moim poprzednim watkiem dotyczacym czystosci i higieny jego dzieci, ze bede chodzila i pilowala zeby myli rece, zeby itd)

          no nic, kolejna lekcja zyciowa :-(

          • paris-texas-warsaw Re: ciag dalszy 01.07.16, 14:50
            "i higieny jego dzieci, ze bede chodzila i pilowala zeby myli rece, zeby itd"

            A to to faktycznie sobie przemyśl. Ja wielokrotnie była w sytuacji, że ktoś zwracał uwagę na jakieś kwestie związane z "higieną" mojego dziecka, które wg mnie wynikały z czyichś przeświadczeń o bezwględnym obowiązywaniu jego norm higieniczno-estetyczno-zdrowotnych. Nie były to osoby "domowe", jakby były domowe, to niestety musiałyby swoje normy zachować dla siebie. Tak z ciekawości - a co Cię obchodzą zęby i ręce młodzieńców - dzieci, które mają po kilkanaście lat i własnego rodzica? Boisz się tak o nich, czy tak boisz się zarazków? Na okrąglo tak trułaś?
            To trochę jak z tym remontem - przeciez i bez remontu można mieszkać, znaczy nie Ty;)
            • zielona_herbata80 Re: ciag dalszy 01.07.16, 15:17
              no widzisz, to moze tez przemysl czy z higiena dziecka jest wszystko ok ;-)

              a co do tematu - mnie to obchodzi i nie sadze ze mam jakies wygorowane standardy
              zawsze mnie trafialo jak siadamy do stolu a np. mlodszy byl w toalecie na dluzszym posiedzeniu i zabiera sie do jedzenia bez mycia rak
              jak widze osad na zebach swiadczacy o niemyciu od kilku(nastu?) dni i odrzuca nieswiezy oddech
              i takie tam inne .....

              a trudno kontakt z dziecmi zminimalizowac do tego stopnia zeby tego nie widziec, no paris, rzeczywiscie by Cie to nic a nic nie obchodzilo? ze np siedzisz przy obiedzie i czujesz zapach potu? (bo starszemu sie nie chcialo wziac prysznicu po silowni?)

              nie trulam, czasem zwracalam uwage - i tak uwazam ze zupelnie niezle to funkcjonowalo

              (tak, mozna mieszkac i bez remontu - mozna i mieszkac i w namiocie, w schronisku dla bezdomnych itd tylko po co?
              luksusow nie wymagam ale czyste sciany i podlogi to podstawa)
              • zuzi.1 Re: ciag dalszy 01.07.16, 15:23
                Ale nie sadzisz, ze to, ze chłopcy tak się zachowują świadczy o tym, ze ich ojciec to fleja, skoro mu to nie przeszkadza, nie zwraca im uwagi i nie uczy jak być powinno. Ten brak remontu przez 30 lat? tez sie w ta flejowatosc idealnie wpisuje. Facet to najwyraźniej brudas.
                • zielona_herbata80 Re: ciag dalszy 01.07.16, 15:33
                  no wlasnie nie jest brudas, o jesu przeciez z takim bym do lozka nie poszla! w ogole zadnej relacji nie zaczynala!
                  ojciec chodzi za nimi i mowi co i jak ale wg mnie nie jest wystarczajaco konsekwentny (raz przypilnuje i mysli ze drugi raz juz sami z siebie zrobia)
                  druga strona to to ze pol tygonia sa u matki - tam sie (podobno) nie myja bo matka nie "daje rady" wyegzekwowac (???)

                  a co do remontu: to mieszka tam od 3 lat, moze i rzeczywiscie czasu ani kasy nie bylo na to
                  ale tak jak powiedziala paris - on moze mieszkac i bez remontu, jemu to nie przeszkadza az tak
              • paris-texas-warsaw Re: ciag dalszy 01.07.16, 15:37
                Póki opieka społeczna mnie nie ściga, nie będę się zastanawiać;) I póki dzieci zdrowsze od tych, co zwracają na coś uwagę;)

                Well... Tak prawdę mówiąc, to ja lubię takich spoconych młodych chłopaków, widać, że żyją:) Ja właśnie lubię taki obrazek, jak zgrzane dzieciaki gdzieś wpadają i jedzą:) Mi takie spocenie "świeżego" typu, że tak powiem, nie przeszkadza, albo wysmarowane twarze po podwórku, czy coś w tym stylu:) Dla mnie to taka kwintesencja młodości:) Ludzie lubią różne rzeczy:)))) Znaczy ja bym chyba nie umiała komuś oprócz własnych dzieci i męża zwrócić uwagę, żeby się umył, jakby trzeba. To dość delikatna kwestia imho. Chyba, że to prawdziwe brudasy i nie szłoby z nimi i tak żyć.

                Wiesz, ale jak tam na weekendy jeździłaś, to jednak miałaś te brudne ściany. Może łatwiej by było to zrobić, jakbyś była tam panią domu i sama to zainicjowała - typu ekipa na wakacje, albo coś w tym stylu. Tak tylko piszę, bo z róznymi ludźmi w różny sposób łatwiej sprawy załatwiać.
                • zielona_herbata80 Re: ciag dalszy 01.07.16, 15:50
                  spocenie mi nie przeszkadza rowniez ale smierdzenie i brud juz tak
                  tak, to delikatna kwestia dlatego tylko czasem (i kulturalnie) zwracalam uwage (bo zawsze czulam sie nieswojo no ale czasem juz nie szlo)

                  no byly te brudne sciany ale on wciaz powtarzal ze ten remont robic bedzie a juz na pewno jak bedziemy razem mieszkac
                  a teraz sie wszystko jakby.... odmienilo (spanikowal ze to JUZ)


                  • paris-texas-warsaw Re: ciag dalszy 01.07.16, 16:08
                    Może dwa procesy przebiegały niezależnie od siebie - czyli byli "brudaskami";) i nie był gotowy/ nie chciał na wspólne mieszkanie.

                    Rozumiem, że może Ci być żal. Ja sama nawet "polubiłam" tego faceta, bo skoro synowie z nim mieszkali, to musiał umieć sie nimi zająć i musiał mie z nimi silną więź. Ale pewnych spraw nie przeskoczysz za niego.
                    • zielona_herbata80 Re: ciag dalszy 01.07.16, 16:12
                      moze zaczal sie bac ze bedzie za czysto :-/

                      "Ale pewnych spraw nie przeskoczysz za niego." otoz to, dlatego sie usuwam :-(
                      • paris-texas-warsaw Re: ciag dalszy 01.07.16, 16:23
                        :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
                      • titta4 Re: ciag dalszy 01.07.16, 21:51
                        Ja myślę, że on po prostu wygodnicki- zalezy mu ale nie aż tak,żeby cos zmieni ć/poświęcić/wypracować. Jak większość...Kolega mi kiedys powiedział święte słowa- jak facetowi zalezy to nie widzi żadnych przeszkód- on je przeskakuje.
                        • zielona_herbata80 Re: ciag dalszy 02.07.16, 11:09
                          ja to od poczatku widzialam ale nie zastanawialam sie nad tym mocno
                          facet jest romantyk, traktuje kobiete jak ksiezniczke (emocjonalnie) ale zeby praktycznie cos zadzialac to nie....
                          moze jakbym miala wiecej tupetu to bym sie wprowadzila i zarzadzila remonty i reszte - ale to nie moj charakter, poza tym wtedy facet traci wiele w moich oczach, jestem z frakcji ze to mezczyzna powinien przejac inicjatywe

                          no szkoda, strasznie mi smutno jest :-(
                          • ann.38 Re: ciag dalszy 02.07.16, 14:32
                            A co z Twoim synem? Ty możesz się poświęcać, bo chcesz spotkać się z meżczyzną, którego kochasz, a syn tak za Tobą musi się ciągac. Rozumiem, że tam też coś może mieć atrakcyjnego ale jednak takie ciągłe podróże bez ważnej przyczyny (którą Ty akurat czujesz) to trochę nie w porządku wobec niego. Mógłby mieć na miejscu jakieś zajęcia, spotkać się z kolegami ze szkoły, spokojnie poodrabiać lekcje, a tak to w ciągłym pędzie.
                          • titta4 Re: ciag dalszy 02.07.16, 14:45
                            U mnie było toćka w toćke to samo- trzymanie sie za ręce całymi dniami, mega romantyzm, ale deklaracje i zobowiązania...eee, nie...
                            Wierzę ,że Ci przykro ale co byś z takim zrobiła? Po co Ci ktoś, którego musisz ciągnąc za uszy do wspólnego życia? W razie problemów usłyszałabyś-przecież to Ty tego chciałaś, mi było dobrze na odległość...
                            Trzymaj się :)
                            • zielona_herbata80 Re: ciag dalszy 02.07.16, 15:58
                              jesli chodzi o deklaracje to nie oczekiwalam malzenstwa itd raz mezatka bylam i wystarczy

                              czy "chce sie z toba zestarzec" to wystarczajaca deklaracja? bo to powtarzal czesto

                              tak sobie teraz mysle ze to nawet smieszne jest: siedzi sobie teraz sam w tym odrapanym mieszkaniu bo sie przestraszyl ze kobieta "porzadki" zaprowadzi.....

                              no trzymam sie, dzieki
                              • titta4 Re: ciag dalszy 02.07.16, 16:31
                                Ja mówię o deklaracjach które niosa konsekwencje- wiesz, powiedzieć mozna wszystko...Najwazniejszą deklaracja jest- chcę z toba zyć- i realizowanie tego. Nie- spotykac się, tylko zyć...
                        • ada1214 Re: ciag dalszy 02.07.16, 11:33
                          titta4 napisała:

                          > Ja myślę, że on po prostu wygodnicki- zalezy mu ale nie aż tak,żeby cos zmieni
                          > ć/poświęcić/wypracować. Jak większość...

                          Ale to jest przeciez normalne, ze z wiekiem stajemy sie wygodni. W mlodosci szlam w zwiazek z mezem jak w dym- bylam zakochana i to sie liczylo. Ale z reka na sercu- gdybym teraz miala z kims byc, kogos szukac, to robie tak: siadam z kartka paieru, robie tabelke, po lewej plusy, po prawej minusy. I nie wystarczylo by, ze plusow byloby o 1 wiecej niz minusow. Plusow musialoby byc ze 3 x tyle lub wyzej.
                          • titta4 Re: ciag dalszy 02.07.16, 14:57
                            Wydaje mi się- z obserwacji głownie- że to nie jest kwestia wieku tylko właśnie tego zakochania :) Fakt, że trudniej w pewnym wieku o zakochanie....
                            • anula36 Re: ciag dalszy 02.07.16, 18:22
                              ale to jak Ty tam nie pojechalas to on siedzi sam w domu i zero propozycji zeby ten weekend spedzic razem u Was, bez wzgledu na ilosc metrow?
                              • zielona_herbata80 Re: ciag dalszy 02.07.16, 18:28
                                nie
                                ale to dlatego ze ja dosc stanowczo zakomunikowalam ze nie przyjade, ze mam dosc i chce nadgonic "swoje" zycie - czul moje rozczarowanie i zlosc

                                potem napisal mi tylko "dlaczego mnie tak ranisz..."

                                no i wez i wez: ja oczekiwalam konkretow a on wciaz w swiecie romansow i mi kawalki o ranieniu wysyla :-/
                                • paris-texas-warsaw Re: ciag dalszy 02.07.16, 18:32
                                  Oj, Herbata, widać, że za tydzien tam będziesz:) Wprowadź się, zrób w wakacje remont, albo pokój po pokoju i nie marudź:))) Jako wysokolibidowcy, to może i jeszcze dziś wieczór się spotkacie, tak jakoś tęsknie piszesz.....:))))
                                  • zielona_herbata80 Re: ciag dalszy 02.07.16, 18:38
                                    nie paris, znow bedzie fajnie przez kilka dni do nastepnej rozmowy o przeprowadzce i tego jak mnie trafi szlag z powodu jego pasywnej postawy
                                    to tak jak wyzej pisala titta: co mi po chlopie co go za uszy musze za soba ciagnac i co sie boi "porzadkow"

                                    tym razem cos mi "peklo" no mam swoje granice i zaczelam tez inaczej na niego patrzec, jakos stracilam nieco szacunku a to nie wrozy dobrze bo chlop musi mi imponowac
                                    :-/
                                • ada1214 Re: ciag dalszy 02.07.16, 19:19
                                  > potem napisal mi tylko "dlaczego mnie tak ranisz..."

                                  ...i oczywiscie nie zaswitalo mu w glowie, ze on Ciebie zranil pierwszy?
                                  oj Herbatko, co prawda teraz juz Ci klapki opadaja, ale na poczatku nam go tutaj tak wyidealizowalas, a tu sie okazuje ze oprocz wielu innych wad rowniez chyba egoista
                                  • titta4 Re: ciag dalszy 02.07.16, 20:35
                                    Heh, u mnie było identycznie- jak sie odsunęłam to był straszny foch, jak ja tak mogę, a on mnie kocha...taki szantaż emocjonalny. ani w tą- ani w tamtą, mieć jabłko i zjesć jabłko.Ten typ tak ma :(
                                    • titta4 Re: ciag dalszy 02.07.16, 21:08
                                      A, następnym etapem było wmawianie mi że to ja tego nie chcę, że za duża presja, ogólne manipulowanie emocjami...że to on chciał ale ja się wycofałam...Nie twioierzdzę że tak będzie u Ciebie ale lepiej być przygotowanym.
                                      A jak jego poprzednie związki? Te po rozwodzie? Miał jakies powżniejsze?Ile trwały?
                                      • zielona_herbata80 Re: ciag dalszy 02.07.16, 21:54
                                        a wiesz co mi powiedzial? ze ja tak "atakuje" a gdybym szepnela mu w uszko "kochanie, czas zebys zaczal zrywac te stare tapety" to mialby inna motywacje
                                        czyli ze ja za defensywnie probuje

                                        czyli ja musze postawic zycie swoje i dziecka na glowie, przeprowadzic sie 100km dalej, zmienic mlodemu szkole i jeszcze szeptac misiowi do uszka co musi byc zrobione.... no halo

                                        mial romans z kolezanka z pracy ktora byla w zwiazku a wczesniej byl zonaty 18 lat (podobno jego ex zona byla dosc dominujaca co potwierdzaja tez opowiesci dzieci ale oczywiscie pewna byc nie moge)

                                        • titta4 Re: ciag dalszy 02.07.16, 22:05
                                          No dokładnie, ja tez słyszałam,że wywieram presję...ech, niewiarygodne jak to podobne do siebie :(
                                          "Mój" mi tez mówił o romansie, na początku twierdził że był krótki, potem jakos zaczęło wyłazić że trwał rok i panna chciała stabilizacji...Wtedy juz cos mnie tknęło, jak mówił,że go pod ściana ustawiła, że za wczęsnie...Sa tacy, dla których zawsze będzie za wczesnie :( Ja bym uciekała. Jesli mu zalezy- to zawalczy. Jesli nie- to szerokiej drogi.Nie daj sobie tylko wmówić, że to Twoja wina- że naciskasz,albo że się wycofujesz. Znajdzie każdy powód żeby sie wybielić .
                                          • zielona_herbata80 Re: ciag dalszy 02.07.16, 22:08
                                            wiem na pewno ze ona nie naciskala bo nie chciala zostawic swego faceta
                                            to bylo wrecz gonienie za kroliczkiem - z jego strony oczywiscie (wiec moze jestem za "pewna")
                                            a czemu ona nie chciala.... to tez jest pytanie
    • renata1152 Re: trudne - czy i jak?! zamieszkac razem 02.07.16, 18:35
      ''Jak facetowi zależy to nie widzi żadnych przeszkód- on je przeskakuje ''.
    • zielona_herbata80 a moze 02.07.16, 22:05
      moze on sie nie odzywa bo robi remont?! i za tydzien przyjedzie i powie: tadam!
      :-D

      ps. po kieliszku wina to i sobie zazartowac moge ;-)
      • titta4 Re: a moze 02.07.16, 22:10
        O! I to byłoby zaskoczenie, ale chętnie odszczekam wszytsko co powiedziałam wcześniej. Bardzo bym chciała wierzyć, że to nie jest norma . Dawaj znać, naprawdę trzymam kciuki :)
        • zielona_herbata80 Re: a moze 02.07.16, 22:18
          nie sadze ale ..... dzieki serdeczne :-)
        • titta4 Re: a moze 02.07.16, 22:18
          Wyślę ci mój wątek na pocztę, masz aktywną?
          • titta4 Re: a moze 02.07.16, 22:20
            forum.gazeta.pl/forum/w,16,156310884,156310884,Kocham_cie_ale_nie_bardzo_widzi_mi_sie_zamieszkani.html#p157945459
            • zielona_herbata80 Re: a moze 02.07.16, 22:26
              super dziekuje i czytam! poczatek... jakby o sobie....
          • zielona_herbata80 Re: a moze 02.07.16, 22:22
            kurcze, nie - nie da sie tutaj?
            (inaczej uaktwynie)

            fajnie :-)
    • zielona_herbata80 update 07.07.16, 10:39
      zadzwonil do mnie po tygodniu mojego milczenia, dlugo rozmawialismy
      nie chce "odpuscic" i zakonczyc zwiazku, chce problem rozwiazac
      zaproponowal praktyczne kroki dotyczace "przygotowania" i remontu mieszkania do czasu wspolnego zamieszkania

      oczywiscie nadal tez kocha

      dac mu szanse? :-/
      • ada1214 Re: update 07.07.16, 11:34
        Czyli zaczyna dzialac dopiero jak mu sie grunt usuwa spod nog?
      • ola_dom Re: update 07.07.16, 12:55
        zielona_herbata80 napisał(a):

        > zaproponowal praktyczne kroki dotyczace "przygotowania" i remontu mieszkania do
        > czasu wspolnego zamieszkania
        > dac mu szanse? :-/

        Dać.
        To zdaje się będzie jego pierwsza "szansa"? - każdemu się należy :)
        Powodzenia :)
        • anula36 Re: update 07.07.16, 13:51
          dac szanse, ustalic KONKRETNY TERMIN realizacji praktycznych krokow i ostatecznego wspolnego zamieszkania! I trzymac sie go,a jesli nie bedzie dotrzymany bedziesz myslec czy warto to ciagnac czy nie.
          A co ze szkola Twojego syna? zapisujesz go od wrzesnia do nowej?
          • ola_dom Re: update 07.07.16, 14:23
            anula36 napisała:

            > dac szanse, ustalic KONKRETNY TERMIN realizacji praktycznych krokow i ostatecznego
            > wspolnego zamieszkania! I trzymac sie go,

            No właśnie tak rozumiem dawanie SZANSY. To nie jest ostateczna deklaracja na wieki, że już i na pewno - tylko właśnie szansa na pokazanie, że zależy i że coś chce zrobić.
            Skoro pan ma KONKRETNE propozycje konkretnych rozwiązań - to niech dostanie szansę na wcielenie ich w życie. A życie pokaże, czy szansę wykorzystał.
            • titta4 Re: update 07.07.16, 21:13
              Dać, ale nie ruszać samej tematu- piłka po jego stronie, inicjatywa też.I jak dziewczyny pisały ttrzymać sie konkretów, ustalić je i nie wracać do tematu. Zobaczysz, czy starczy mu determinacji, cz zmiana jest wywołana tylko ryzykiem utraty wygodnego układu, czy tez naprawdę chce tego.
            • zielona_herbata80 Re: update 08.07.16, 13:48
              tez podzielam powyzsze opinie
              moze go po prostu "przycisnelo" tesknota, brak uczucia, seksu ..... i ma jednorazowy zryw?

              musze powiedziec ze ja sie bardzo wyciszylam podczas tych dni kiedy bylam sama i choc bylo mi smutno to bylam ..... spokojna ?
              a teraz znow stoje w obliczu ewentualnych rozkminian i zastanawiania sie

              na pewno teraz na szybko sie nie przeprowadze - tak jak napisalyscie chce zobaczyc konkrety czy to slomiany zapal czy dlugoterminowy, realizowany plan
Pełna wersja