kingusia1974
20.06.16, 09:58
Moja coreczka (prawie 5latka) w szkole ma kolege (rok starszego) ktory ma problem z opanowaniem emocji, to ja kopnie, to ja popchnie, tak bez powodu, podchodzi jakby chcial porozmawiac i buch. Sama to na wlasne oczy widzialam.
Pare razy zwracalam sie do mlodej nauczycielki, ale problem nie ustawal. Jakis miesiac temu nie wytrzymalam, zrobilam awanture i od tego czasu mala nie chce chodzic do szkoly bo twiedzi, ze pani stala sie dla niej niemila.
Mama tego chlopca bardzo jest w szkole zaangazowana w komitety rodzicielskie i zaprzyjaznila sie z pania nauczycielka, stad jak mniemam podejscie pani nauczycielki typu: ale ten chlopiec potrzebuje wsparcia, do dobrego slowa, a nie tylko krytyki.
Za to kiedys wziaela moaj corke na strone, kazala jej liczyc ile razy ja tez chlopiec zbil. Corka , ktora jeszcze liczyc nie potrafi postawiona przy scianie powiedziala, ze raz ja uderzyl, to pani ja oskarzyla o klamstwo, ze opowiada mamie, ze ciagle ja bije, a teraz twierdzi, ze uderzyl ja tylko jeden raz. Przyznam, ze jak to uslyszalam z ust samej pani nauczycielki to chcialam jej porzadnie wtluc - ale "tylko"jeden raz.
Ostatnio rozmawialam z dyrektorka, ktora zna sprawe wie, ze chlopiec bywa nieobliczalny, ze matka jest z gatunku "wychowujacych bezstresowo" i nie koryguje zachowan chlopca.
Problem mam z pania nauczycielka, ktora najwyrazniej wyzywa sie teraz nieco (wiecej lub mniej, nie mam kontroli nad tym) na mojej corce.
Jak sie zachowac, zeby sprawy nie zaogniac. popelnilam blad z ta awantura, ale juz prawie rok chodzilam i nic sie nie zmienialo, A jak uslyszalam, ze pani problemu nie widzi, a ja powinnam wyluzowac, to zagotowalam i nerwy puscily.
Co teraz zrobic dla dobra dziecka?